Dziennik gajowego Maruchy

Dypl. gajowy hab. Waclaw Marucha objaśnia świat szerokiej publiczności.

Archiwum dla wrzesień 12th, 2006

Chrześcijański muzułmanin

Opublikował/a Marucha w dniu 2006-09-12 (wtorek)

Mój znajomy ze Szwecji pracuje w środowisku wielonarodowym. Jakoś tak się złożyło podczas porannej kawy, że rozmowa zeszła na temat zbliżających się wyborów. I okazało się, że jego kolega z pracy, muzułmanin, ma zamiar głosować na partię Chrześcijańskich Demokratów.

“Jak to, ty, muzułmanin, chcesz głosować na partię chrześcijańską?”
“Tak, bo po pierwsze wierzą w tego samego Boga, co ja - a po drugie jeszcze tylko oni walczą o moralność, rodzinę i normalne małżeństwa.”

Opublikowany w Różne | Bez komentarzy

Moje góry

Opublikował/a Marucha w dniu 2006-09-12 (wtorek)

Gdzieś w górach

Gdzieś w Beskidach…

Lubię wędrówki po górach - zwłaszcza wtedy, gdy przewalą się już tabuny “turystów” w półbutach i z plastykowymi reklamówkami w rękach. Kocham oczywiście Tatry, ale chyba nie mniej Beskidy, Gorce czy Bieszczady, gdzie z dala od zgiełku miast i walczących o kawałek słoniny szczurów można jeszcze spotkać ludzi prostych (co niekoniecznie znaczy prostackich!), autentycznych, używających wciąż własnego rozumu zamiast sloganów z prasy. Widzą oni Polskę taka, jaka jest, a nie jaką im ukazują polskojęzyczne media. Nie idealizuję ich, ale po stokroć wolę od polskiego ćwierćinteligenta, który czyta “Gazetę Wyborczą” w nadziei, że dzięki tej lekturze zostanie półinteligentem.

Stwierdzenie, że “w górach jest się bliżej Boga”, jest być może już cokolwiek oklepane. Jego prawdziwość jednak czuje się na każdym kroku. Widok wschodu słońca na Babiej Górze może każdego skłonić do zastanowienia się, czy świat, w którym istnieje takie piękno, mógł powstać “sam z siebie”, jak tego chcą lewicujący naukowcy.

Tam jeszcze spotkać można w maju ludzi zebranych wokół kapliczki na nabożeństwie, tam w drewnianych kościółkach starzy księża odprawiają Mszę Świętą w sposób godny i bez ekscesów liturgicznych, choć są zmuszeni (wbrew prawu kościelnemu) do stosowania “nowego rytu”. Tam, bywa, dzieci szkolne powitają turystę tradycyjnym “Szczęść Boże!”.

W Beskidzie Niskim sporo jest cmentarzyków z I Wojny Światowej. Podczas bezprzykładnej jatki samej tylko zimy 1914-1915 zginęło na tym terenie blisko 700 tysięcy żołnierzy austrowęgierskich. Wiele cmentarzyków ma dużą wartość artystyczną, niektóre z nich, zaniedbane, trzeba jednak z trudem odszukiwać wsród chaszczy. Pamiętam piękną inskrypcję, ze Żmigrodu Nowego, której nie mogę nie zacytować: “Nie pytajcie, kto był przyjacielem, a kto wrogiem… anioł śmierci przygarnął ich w niebie, wolnych od nienawiści”. Nie wiem, kto jest jej autorem.

W górach życie sprowadza się do rzeczy najważniejszych: zjeść, iść, odpoczywać i spać. Nie ma tu miejsca na filozofowanie i odwracanie kota ogonem. Nie ma królewskiej drogi na Tarnicę. Albo pokonasz ją sam, na własnych nogach, albo się poddasz. Twoja wartość jest łatwo wymierna. Słowami nie wpłyniesz na jej ocenę, chocbyś był wygadanym adwokatem.

Cóż da się porównać z wieczorem w schronisku, po całym dniu wędrówki z plecakiem, wśród podobnych ci usposobieniem ludzi, ze szklanką herbaty z “prądem” albo grzanym winem? A na dworze, jak okiem sięgnąć, nie widać żadnych świateł, prócz gwiazd i księżyca, cisza, spokój, tylko gdzieś szemrze strumyk i odzywają się głosy ptasich nocnych marków.

Albo jak opisać noc spędzoną w namiocie, przy dogasającym ognisku? Jak opisać radość z odnalezienia źródełka? Zauroczenie napotkaną gdzieś koło szlaku kapliczką Matki Boskiej? Dzwonki owiec, których niestety jest coraz mniej? Smak żętycy czy prawdziwego oscypka?

Chciałbym, aby kiedy już znajdę się po tamtej stronie, dobry Bóg pozwolił mi czasem zejść na ziemię i powłoczyć się po naszych kochanych, polskich górach. Poczuć błogosławione zmęczenie, słony smak potu, ból otartych stóp, smak zrywanych w lesie malin, chłód wody w potoku… ech, nawet ukłucia komarów!

Dla Boga nie ma wszak rzeczy niemożliwych…

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 3 »