Komisja Europejska od dłuższego czasu zabiega o wprowadzenie ogólnoeuropejskiego zakazu “negowania Holocaustu”, które ma być traktowane jak przestępstwo. Na razie tylko w 9 krajach Unii Europejskiej istnieje taki zakaz (w Niemczech, Polsce, Francji, Czechach, Litwie, Rumunii, Słowacji i na Litwie), co stanowi poważne zagrożenie dla demokracji.
Strzeżenie prawd historycznych przy pomocy policji i prokuratury bardzo nam się podoba, nie rozumiemy tylko jednego: dlaczego akurat Holocaust ma być pod szczególną ochroną europejskiego prawa, a np. wypisywanie chorych bredni o Rewolucji Francuskiej, Świętej Inkwizycji albo stodole w Jedwabnem ma być jak najbardziej dozwolone, a nawet wręcz popierane?
Pewne światło na całą sprawę może nam rzucić następujący fakt: otóż polscy dyplomaci złożyli w Parlamencie Europejskim propozycję, by sformułowanie “polskie obozy śmierci” było karane na równi z zaprzeczaniem Holokaustowi. Ale według członków Komisji Europejskiej jest to nie do pogodzenia z prawem gwarantującym wolność słowa.
No to mamy jasność: wolność słowa przede wszystkim. Chyba, że owa wolność słowa nie podoba się naszym starszym braciom w Abrahamie. Wtedy “wolność słowa” spuszczamy do kanału.


