Mamzer, według żydowskiego prawa religijnego Halacha, oznacza osobę zrodzoną na skutek zakazanych przez to prawo stosunków, np. w wyniku cudzołóstwa zamężnej kobiety albo kazirodztwa. Mamzer jest wprawdzie żydem ale, jako że nie wchodzi do „zgromadzenia Pana”, jego pozycja jest upośledzona: “Nie wejdzie syn nieprawego łoża do zgromadzenia Pana, nawet w dziesiątym pokoleniu nie wejdzie do zgromadzenia Pana.” (Księga Powtórzonego Prawa 23.3, wg Biblii Tysiąclecia.).
Mamzer ponosi pełną odpowiedzialność za winy rodziców: nie ma prawa poślubić pełnoprawnego żyda, lecz jedynie innego mamzera lub konwertytę. W przypadku mężczyzny dopuszczalne jest małżeństwo z nieżydowską niewolnicą. Również wszyscy potomkowie mamzera będą mamzerami - dzieci, wnuki, prawnuki itp. Na zawsze. Do końca świata.
W państwie Izrael zawieranie związków małżeńskich podlega rabinatowi ortodoksyjnemu. Dlatego też często zdarzają się przypadki podejrzeń o przynależność do grupy mamzerów i procesy sądowe na tym tle. I w ogóle w temacie mamzerów rozwinęła się cała skomplikowana kazuistyka, np:
- Czy dzieci powstałe w wyniku sztucznego zapłodnienia kobiety spermą nie pochodzącą od jej męża są mamzerami, czy nie (wg. rabina Teitelbauma są, wg. niektórych innych nie).
- Czy jest mamzerem dziecko urodzone w nowym związku agun (mężatki, której mąż zaginął), a która uzyskała rabiniczną zgodę na ponowne małżeństwo, jeżeli pierwszy mąż się odnajdzie (wg. ortodoksyjnych rabinów jest ono mamzerem jak najbardziej).
Ortodoksyjni rabini nie dopuszczają oni w ogóle małżeństw z żydami z gmin reformowanych, gdyż według nich mogliby się narazić na związek z mamzerem.
Samo słowo mamzer pochodzi od hebrajskiego mum zar, co oznacza mniej więcej “dziwny defekt”.
Informacje zaczerpnęliśmy nie z żadnych antysemickich wydawnictw, ale z oficjalnych stron Wikipedii, lub np. http://www.aish.com/torahportion/mayanot/Jewish_Rights.asp.
Nie bardzo wiemy, jak odnieść się do wypowiedzi licznych w Polsce potomków Fejginów, Bermanów, Brystygierowych, Hübnerów itp., którzy zawsze podkreślają, iż “dzieci nie ponoszą odpowiedzialności za winy rodziców”, no ale cóż my możemy wiedzieć o meandrach logiki naszych starszych braci? Ona nie nasze gojskie głowy.


