Pomysł do artykułu zaczerpnąłem z wpisu jednego z mych miłych gości, autorem informacji w nim zawartych jest p. Lech Maziakowki, zaś komentarze sam sobie wymyśliłem własnym rozumem zgodnie z wytycznymi Unii Europejskiej. Zob. też http://www.bibula.com - admin.
Najpierw małe wyjaśnienie: pismo “Vanity Fair”, co bez trudu tłumaczy się na “Targowisko Próżności”, jest pismem dla elity intelektualno-pieniężnej oraz dla osób, które chciałyby do tej elity doszlusować. Ludzie zawistni mówią, iż jest to pismo dla snobów, ale my nie będziemy do tego przywiązywać żadnej wagi.Wszystko wskazuje na to, iż w owym znakomitym piśmie jacyś antysemici zawiązali tajny spisek. Otóż bowiem z rankingu “Vanity Fair” wynika, iż
ponad połowa ze stu najbardziej wpływowych ludzi na świecie, to Żydzi. Jak można takie rzeczy publikować? - pytamy się w imię demokracji i tolerancji.
Nie koniec na tym. Izraelskie pismo “Jerusalem Post” z satysfakcją powtórzyło informacje z “Vanity Fair”, co wskazywało by na istnienie drugiego, chyba jeszcze gorszego antysemickiego spisku w samej redakcji tej wpływowej i szanowanej gazety. Przecież to tak, jakby w Stolicy Apostolskiej wykryć tajną sektę satanistów!
“Lista ta powodowałaby kiedyś wśród Żydów, iż wychodziliby ze swojej skóry, gdyż zwraca ona uwagę – i słusznie – na nieproporcjonalne wpływy w finansach i mediach. Co gorsza jednak, ci co układali tę listę nie są jakąś peryferyjną grupą antysemitów, lecz wydawcami najwspanialszej ze wszystkich wystawianych na stoiskach, publikacji głównego nurtu” – pisze szczerze Jerusalem Post.
I dalej: “Lista na rok 2007 The Vanity Fair 100, zamieszczona pomiędzy reklamami Chanel, Prada, Dior i Yves Saint Laurent, […] jest przepełniona Cohenami, Rothschildami, Bloombergami i Perelmanami, i wydaje się, że potwierdza tradycyjne stereotypy o żydowskiej nadreprezentacji w tych sprawach.” – komentuje Jerusalem Post w sposób mogący być podstawą do tzw. antysemickich oskarżeń, gdyby słowa te padły ze strony gojów.
A co na temat tzw. antysemityzmu? “Lista ta mówi nam jak bardzo zostaliśmy zaakceptowani przez społeczeństwo, jaką mamy siłę w społeczeństwie. Mówi o tym, że antysemityzm należy do przeszłości, że Żydzi nie muszą już więcej obawiać się odsłaniania w społeczeństwie i pokazywania swoich wpływów” .
Jeżeli rozumiemy słowo pisane, to z powyższej wypowiedzi autorytatywnego pisma wynika bez żadnych wątpliwości, iż żydowska histeria na punkcie antysemityzmu jest tworem sztucznie wykreowanym i nie znajdującym żadnego odbicia w rzeczywistości. Jest to oczywista nieprawda, gdyż Żydzi nie tylko są pozbawieni wszelkich wpływów i należą do najuboższych warstw społeczeństwa, ale ponadto są prześladowani, poniżani i ośmieszani.
Lista “pokazuje witalność Żydów” w życiu amerykańskim. Istotnie, witalność imponująca, jeśli wziąć pod uwagę, iż Żydzi stanowią zaledwie 2.5% ludności USA, a zdołali przejąć kontrolę nad kluczowymi elementami życia spolecznego, medialnego, gospodarczego, finansowego i politycznego. Żydowska grupa etniczna nakazuje również społeczeństwu, co myśleć, jak się bawić, jakie filmy i programy oglądać, kogo kochać a kogo nienawidzić.
Joseph Aaron, autor artykułu dla “Jeruzalem Post”, wypowiada się również na łamach “Jewish World Review”, gdzie przyznaje, że jest absolutnie “zaszokowany liczbą Żydów, stanowiących około 2,5 procenta populacji USA, co wskazywałoby, że na liście powinno znaleźć się dwóch, może trzech Żydów”, a jednak jest ich, wykrzykuje z radością: “uwaga, 51, tak – 51 Żydów!”. Dodaje jednak od razu: “Minimum 51. Minimum, ponieważ jestem pewny co do tego, że [tych 51] jest Żydami. Ale mogą być inni na liście, którzy są Żydami, choć o tym nie wiem, bo ich nazwiska nie brzmią tak wyraźnie.”
Pan Aaron chwilowo trzeźwieje z napadu entuzjazmu: “Ponad połowa z listy Vanity Fair to Żydzi… Nie czujemy się jednak silni. Przeciwnie: ta lista czyni nas jeszcze bardziej nerwowymi, niż wcześniej. Zamiast być zadowolonymi i odczuwać dumę, przejmujemy się bo nie jest rzeczą dobrą być tak bardzo widocznym, bo jest rzeczą złą, gdy nie-Żydzi (gentiles) widzą jak wielkim wpływem dysponujemy.”
Ludzie lubiący się grzebać w przeszłości twierdzą, iż historia pokazuje, że wszelka niekontrolowana nadreprezentacja w tym zakresie, wcześnej czy później prowadziła do równie niekontrolowanej reakcji społeczeństwa. Opisuje to m.in. Aleksander Sołżenicyn w “Dwieście lat razem”, podając przykłady gnębienia prostego ludu przez wyzyskiwaczy żydowskich, ludu, który często w brutalny sposób odreagowywał swe poniżenie i wyzysk.
Ale my nie dajemy temu wiary. Wszelkie uczucia niechęci do Żydów, wszelkie ich wypędzenia, pogromy itp. są tylko wyłącznie wyrazem ślepego, zwierzęcego antysemityzmu i bezpodstawnej nienawiści do niewinnego narodu.