Św. Inkwizycja - legenda i prawda
Opublikował/a Marucha w dniu 2008-02-06 (środa)
Tematyka rzekomych zbrodni Św. Inkwizycji powraca od czasu do czasu wśród wypowiedzi miłych gości mego “Dziennika”. Może warto się zapoznać z liczącym już chyba ponad 10 lat artykułem znanego publicysty, bynajmniej nie związanego ani z “Radiem Maryja”, ani z “lefebrystami”, ani w ogóle z mediami katolickimi. Artykuł ten oczywiście nie wyczerpuje całej tematyki, której obraz medialny jest zakłamany, jak mało co.
Rafał A. Ziemkiewicz - Stosy kłamstw o Inkwizycji
Obraz Świętej Inkwizycji, pokutujący w potocznej świadomości i bezustannie ugruntowywany przez media, ma tyle samo wspólnego z historyczną prawdą, ile Księstwo Mołdawii z serialu “Dynastia” z prawdziwą Mołdawią.
O Świętej Inkwizycji słyszał każdy. Przy dziesiątkach okazji przywołuje się ją jako symbol najstraszliwszego w dziejach cywilizacji masowego prześladowania, fanatyzmu i kontroli myśli. Liczni autorzy każą nam widzieć w niej historyczny pierwowzór hitleryzmu i stalinizmu. Każda napaść na Kościół i religię katolicką obowiązkowo zawiera odwołanie do jakoby powszechnie znanych, a nie odpokutowanych zbrodni Świętego Officjum. O owych enigmatycznych zbrodniach przypomina bez przerwy - ale i bez konkretów - prasa, filmy, literatura. Nawet pornografia z lubością wyżywa się w kojarzeniu tortur z lochami Inkwizycji i zakapturzonymi mnichami.
Kto by jednak chciał ową najczarniejszą z legend skonfrontować z dziełami historyków - nawet tych nie kryjących swej niechęci do Kościoła i religii - przeżyje głębokie zdumienie, że wszystko było inaczej. Znajomość choćby tylko podstawowych faktów każe stwierdzić, że cała ta wymyślona w ostatnich stuleciach legenda okrutnej, fanatycznej i zbrodniczej Inkwizycji ma tyle wspólnego z historyczną prawdą, ile księstwo Mołdawii z serialu “Dynastia” z istniejącym naprawdę państwem o takiej nazwie.
Nie twierdzimy tu, że Inkwizycja nie istniała ani że poszczególni jej sędziowie nie dopuszczali się postępków, z dzisiejszego punktu widzenia, godnych głębokiego ubolewania. Niektóre fakty z dziejów Inkwizycji, wyrwane z historycznego kontekstu, budzą w dzisiejszym człowieku zrozumiały odruch sprzeciwu. Kłamstwo czarnej legendy opiera się jednak na całkowitym przeinaczeniu historycznego tła i proporcji. W istocie bowiem, jak piszą Jean i Guy Testasowie, na tle ogólnie panujących obyczajów Inkwizycja była najbardziej obiektywną instytucją swej epoki.
O wydarzeniach sprzed wieków nie można wyrokować nie znając mentalności czasów, w których miały miejsce, ani wypadków, które do nich doprowadziły. Potoczna wiedza o Inkwizycji, ukształtowana przez osiemnastowiecznych, fanatycznych antyklerykałów i rozbudowana przez ich następców, opiera się właśnie na oderwanych faktach, przeinaczanych, wyolbrzymianych i obudowywanych całkiem fantastycznymi hipotezami. Co istotne, czarnej legendy Inkwizycji nie tworzyli historycy, nawet najbardziej stronniczy.
Autorytetami od okrzyczanych zbrodni Świętego Officjum stali się głównie pisarze i scenarzyści, których nikt nigdy nie próbował rozliczać z rzetelności czy obiektywizmu.
Czym w ogóle była Inkwizycja? Czarna legenda każe widzieć w niej coś na kształt kościelnej tajnej policji, stojącej ponad prawem i dysponującej nieograniczonymi prerogatywami do więzienia, torturowania i mordowania kogo tylko jej się spodobało. W istocie zaś Inkwizycja powołana została w chwili ogarniającego Europę kryzysu społecznego właśnie po to, aby położyć kres szerzącemu się bezprawiu, i, lepiej lub gorzej, zadanie owo wypełniła, oszczędzając staremu kontynentowi wielu krwawych zawieruch.
Współczesnemu człowiekowi sam fakt potępiania przez Kościół herezji i zwalczania ich usiłuje się przedstawić jako rzecz z gruntu naganną, jak gdyby pierwowzór totalitarnych tendencji do tłumienia wolności myśli. Zapomina się przy tym, że religia chrześcijańska stanowiła w państwach średniowiecznych podstawę społecznego ładu, równie niekwestionowaną, jak dzisiaj demokracja i prawa obywatela. W przypadku większości herezji zakwestionowanie owej ideologicznej podstawy było środkiem służącym walce z ustrojem. Atak na dogmaty wiary zbiegał się nierozdzielnie z atakiem na króla lub feudalnego pana, towarzyszyły mu zawsze żądania natury politycznej, zazwyczaj także odwieczny postulat wszelkich rewolucji, aby wymordować bogatych i rozdzielić ich mienie między biednych - czyli samych heretyków. W formie sporów religijnych znajdowały ujście konflikty o podłożu ekonomicznym lub narodowościowym, i to one właśnie nadawały tym konfliktom temperaturę prowadzącą do okrucieństw.
Trzeba wyjątkowo złej woli, by kwestionować fakt, iż Kościół wczesnego średniowiecza był wobec herezji bardzo wyrozumiały.
Jego reakcją na rozmaite nauczania, kwestionujące ustalenia Kościoła, były z reguły dyskusje, polemiki i synody, na których w świetle Pisma Świętego starano się znaleźć prawdziwe rozwiązanie spornych kwestii. Interwencje władz świeckich zdarzały się sporadycznie, zazwyczaj wtedy, gdy pojawiało się realne niebezpieczeństwo rozbicia jedności kościoła, co zagrażałoby także państwu.
Atmosfera wieku XII różniła się jednak zasadniczo od stuleci poprzednich. Przede wszystkim, nad chrześcijańską Europą zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo Islamu. Prowadzona z nim walka i ruch krucjatowy oraz związana z tym spirala obustronnych wojennych okrucieństw w ciągu kilku pokoleń pogrzebały średniowieczną tolerancję. Zarazem stopniowe przemiany ekonomiczne zachwiały wewnętrznym pokojem, pchając zubożałe tłumy do rewolt, a feudałów do wyniszczających wojen domowych. Było to stulecie nie notowanych od czasu wielkiej wędrówki ludów społecznych napięć, dzikich okrucieństw i obłędnych nierzadko ideologii, pragnących przewrócić świat do góry nogami.
Głoszenie takich ideologii spotykało się, z oczywistych względów, z ostrą reakcją zagrożonych władców. Pod hasłem walki z herezją stosowali oni coraz okrutniejsze represje. Z drugiej strony, oskarżenie o herezję było dobrym sposobem zniszczenia przeciwnika lub wymówienia posłuszeństwa feudalnemu suwerenowi. Herezja stała się powszechnie nadużywanym orężem w politycznych rozgrywkach, często pretekstem do zwykłych grabieży. Tradycyjnie wyrokowanie o herezji leżało w kompetencjach biskupów, ale szybko przestało to wystarczać - lokalni dostojnicy Kościoła byli nazbyt często zastraszani lub korumpowani przez feudałów.
Powołanie systemu obiektywnych sądów, podlegających bezpośrednio papieżowi, władnych ustalać, co rzeczywiście jest herezją, a co nie, było w tej sytuacji jedyną możliwością przeciwstawienia się ogarniającemu Europę chaosowi. Nieprzypadkowo w dekrecie Papieża Grzegorza IX, określającym zasady funkcjonowania trybunałów inkwizycyjnych, czytamy iż jednym z ich podstawowych celów ma być niedopuszczenie do karania za herezję osób niewinnych.
Jedną z charakterystycznych cech antykatolickiej propagandy jest wybielanie wszystkich historycznych przeciwników Kościoła Rzymskiego. Człowiekowi dzisiejszemu podsuwa się prostacki, czarno - biały obraz historii. Wszyscy, którzy kiedykolwiek z jakichkolwiek pozycji zwalczali katolicyzm, obsadzani są w nim w roli szlachetnych idealistów, prześladowanych za śmiałość myślenia przez fanatyczny, żadny władzy i kierowany wyłącznie chęcią ugruntowania swej pozycji kler.
W taki wyidelizowany, krańcowo odmienny od prawdy sposób przedstawia się zwłaszcza sektę Katarów, zwanych również Albigensami, głównego wroga Kościoła u zarania Inkwizycji i bezpośrednią przyczynę jej powołania. Doktryna Katarów zakładała generalne potępienie dla świata, a nade wszystko dla ciała ludzkiego. Świat był bowiem według “doskonałych” dziełem szatana, seks i prokreacja - najgorszą z możliwych zbrodnią, spędzanie płodu uczynkiem zalecanym, a jedyną drogą ratunku dla grzeszników “oczyszczenie” przez rytualną śmierć głodową (osoby wskazane przez katarskich przywódców zamurowywano w głodowym bunkrze, zupełnie tak, jak czynili to kilka wieków później hitlerowcy). Sekciarze dopuszczali się na katolikach, a zwłaszcza na duchownych, masowych morderstw, które burzyły krew współczesnych. I choć jest faktem, że potem dorównały im z nawiązką okrucieństwa pacyfikujących Prowansję wojsk krzyżowych - złożonych głównie z od pokoleń śmiertelnie z południowcami skłóconych Normanów - to robienie z Albigensów niewinnych owieczek jest doprawdy absurdem.
Chęć wywołania u współczesnych odrazy i jednostronnego potępienia dla Kościoła Rzymskiego każe także przemilczać prawdę o charakterze ruchów reformacyjnych i ich przywódcach. Raczej nie wspomina się o chorobliwej nienawiści Lutra do Żydów, o jego licznych wezwaniach do pogromów oraz pismach, w których snuł plany całkowietgo wyniszczenia i wypędzenia z Europy wyznawców judaizmu. Nie wspomina się o charakterystycznej i dla niego, i Jana Kalwina obsesji ścigania czarownic. Co więcej, z wyjątkową perfidią przypisuje się “polowania na czarownice” właśnie Inkwizycji, co jest wierutną bzdurą.
To fakt, że przed sądami inkwizycyjnymi stawali ludzie oskarżeni o czary. Kilkakrotnie nawet, zwłaszcza w późniejszym czasie, zapadały w takich sprawach wyroki skazujące. Częściej jednak Inkwizycja uniewinniała podejrzanych i powściągała zapędy ludności; w jednym z procesów w Hiszpanii trybunał inkwizycyjny przyjął nawet wykładnię, na mocy której złożenie oskarżenia o czary mogło zostać uznane za herezję - co na długie lata zlikwidowało tam problem czarownic. W istocie właśnie historia renesansowych “polowań na czarownice” może być dowodem, że istnienie Inkwizycji zapobiegło stoczeniu się krajów katolickich w otchłań zbiorowej histerii i masowych morderstw, jak to się stało w tej części Europy, gdzie podobnej wyższej instancji zabrakło. Według szacunków Briana B. Levacka, zawartych w książce “Polowanie na czarownice w Europie”, w wieku XVI w całej Europie spalono za czary około 300 tysięcy osób, głównie kobiet. Dwie trzecie z nich zginęło w protestanckich Niemczech, a około 70 tysięcy w oderwanej od Kościoła Anglii.
Jeśli szuka się w historii prawdy, nie amunicji do kampanii propagandowych, trzeba zwrócić uwagę na fakt, że Inkwizycja w większości wypadków działała w atmosferze antykatolickiego terroru, wojny, broniąc tradycyjnego porządku przed ewidentnie zbrodniczymi rewolucjami. Nie od rzeczy jest pamiętać, że wielu inkwizytorów poniosło męczeńską śmierć, niektórzy z rąk heretyckich powstańców, inni z polecenia władców, dla których ci nieprzekupni i niezależni sędziowie byli często przeszkodą.
Jednym z głównych elementów czarnej legendy jest podkreślanie rzekomego okrucieństwa Inkwizycji. Sugeruje się, jakoby Inkwizycja znała tylko jeden wyrok - śmierć na stosie, i jakoby szafowała nim bez umiaru. Sugeruje się, że całe postępowanie sądowe Inkwizycji oparte było na wyrafinowanych torturach. Twierdzi się wreszcie, że Inkwizytorami byli ludzie o sadystycznych skłonnościach, fanatyczni mordercy i psychopaci, ogarnięci manią zabijania.
Do jakiego stopnia jest to sprzeczne z prawdą, najlepiej świadczą zaczerpnięte z opracowań historycznych liczby. Bernard Gui, jeden z ulubionych szwarccharakterów antyinkwizycyjnej literatury, jako Inkwizytor Tuluzy w latach 1307 - 1323 wydawał średnio jeden wyrok śmierci na sto rozpatrywanych spraw (ściślej biorąc, była to decyzja o przekazaniu oskarżonego sądowi świeckiemu, albowiem Inkwizycja sama wyroków śmierci ferować wówczas nie miała prawa). Działo się to w samym sercu nieformalnego “państwa” Albigensów, jeszcze wówczas aktywnych. Ten fakt dość słabo przystaje do owego fanatyka, ogarniętego manią tropienia i palenia na stosie sług szatana, jakiego znamy z kart “Imienia Róży” Umberto Eco.
Równie zaskakująco w porównaniu z czarną legendą wyglądają zapisane w dokumentach efekty działalności okrzyczanej szczególnie okrutną i bezwzględną Inkwizycji Hiszpańskiej. Ustalenie dokładnych danych dla całej Hiszpanii jest rzeczą sporną, istnieją bowiem źródła dawne, choć o kilkaset lat późniejsze od Torquemady, szacujące liczbę spalonych na stosie przez Inkwizycję - w ciągu całej jej kilkusetletniej działalności - nawet na trzydzieści tysięcy. Jest to największa z kiedykolwiek rzuconych liczb; wymienia ją Juan Antonio Llorente, historyk zdecydowanie niechętny Kościołowi, nie wskazując jednak żadnych konkretnych źródeł tych danych. Nawet jeśli przyjąć tę liczbę bezkrytycznie, jak uczyniła to część dawniejszych historyków, wydaje się ona stosunkowo skromna w porównaniu z osiągnięciami choćby republikańskich władz tejże Hiszpanii, które w czteroleciu 1936-39 zdążyły zgładzić ponad sześćdziesiąt tysięcy obywateli za takie zbrodnie, jak arystokratyczne urodzenie, zbyt duży majątek, zbyt wysokie wykształcenie bądź śluby zakonne.
Zupełnie inny jednak obraz wyłania się, kiedy sięgniemy do fragmentarycznie zachowanych źródeł z epoki. W uważanym za szczególnie “gorący” hiszpańskim okręgu Bajadoz w ciągu 1O6 lat (1493-1599) skazano na stos… 20 osób. Podobne liczby zawierają dokumenty z innych archiwów. Według dzisiejszych szacunków, sporządzanych na podstawie źródeł z epoki, na ok. 50 tys. procesów, jakie odbyły się przed trybunałami inkwizycyjnymi w całym kraju w latach 1560-1700 wydano mniej niż 500 wyroków śmierci - około jeden na sto.
Okres wcześniejszy, od roku 1484 do 1560, budzi więcej rozbieżności. Najbardziej niekorzystne dla Torquemady szacunki historyków mówią o stu tysiącach procesów i około dwóch tysiącach wydanych wyroków śmierci (ich wykonywanie, o czym za chwilę, nie jest jednak wcale pewną sprawą).
Nawet jeśli uznamy te dane za prawdziwe, trzeba pamiętać, iż - znowu - inkwizycja działała tutaj w warunkach podwójnej wojny, bowiem działaniom zbrojnym na granicach towarzyszyły bardzo silne, mające właściwie znamiona wojny domowej, napięcia etniczne. Inkwizycja Hiszpańska, odmiennie niż w innych krajach, została wmontowana w państwowy system sprawiedliwości i na polecenie królowej Izabelli zajmowała się nie tylko wykrywaniem sprzyjających Maurom agentur wśród żydowskich conversos (które, wbrew twierdzeniom niektórych propagandystów, faktycznie istniały), ale także sądzeniem części przestępstw kryminalnych. Przed trybunałami zreorganizowanej przez Torquemadę Inkwizycji stawiani byli złodzieje kościołów, koniokradzi, sodomici czy mordercy, których, co trzeba uwzględnić, spora liczba znajduje się zapewne wśród skazańców.
Bardzo dokładne dane zachowały się natomiast co do hiszpańskiej części “Nowego Świata”, gdzie, wedle legendy, inkwizytorzy mieli towarzyszyć okrutnym zdobywcom i z krzyżem w ręku dokonywać na Indianach krwawych masakr oraz palić ich na stosach. W istocie np. w Meksyku pomiędzy rokiem 1574 a 1715 odbyło się… 39 egzekucji.
Właściwych proporcji nabierają te liczby dopiero na tle realiów epoki, w której - wedle osławionego prawa Magdeburskiego - każdy sąd grodzki, złożony z najzupełniej przypadkowych mieszczuchów i zadającego męki “mistrza”, mógł wymierzyć 21 rodzajów “kwalifikowanej” (tj. połączonej ze specjalnymi torturami) śmierci za przestępstwa takie, jak kradzież czy cudzołóstwo. W Strasburgu w samym tylko październiku 1582 skazano na stos 134 czarownice - dokładnie dwa razy więcej, niż wynosi zsumowana liczba ofiar pięciu największych auto da f w dziejach Inkwizycji Hiszpańskiej. W księgach miejskich Genewy znajdujemy zapis, iż w 1545 Kalwin kazał tam spalić za czary - bez żadnego sądu - 31 osób.
Do dziś zachowały się zapiski niektórych Inkwizytorów, których antykatolicka propaganda wykreowała na potwory w ludzkich skórach. Z owych zapisków wyzierają jednak sylwetki nie zbrodniarzy, ale sędziów, pragnących przede wszystkim ustalić prawdę.
W swoim podręczniku dla inkwizytorów wspomniany już Bernard Gui uczy, że Inkwizytor powinien “zawsze zachować spokój, nie dać się ponieść złości ani oburzeniu… powinien nie zatwardzać swego serca i nie odmawiać zmniejszenia albo złagodzenia kary zależnie od towarzyszących okoliczności… W przypadkach wątpliwych powinien być ostrożny, powinien wysłuchiwać, dyskutować i badać, aby dojść cierpliwie do światła prawdy”.
Równie nie przystają do otaczającej autora legendy zachowane zapiski znienawidzonego Tomasza Torquemady. Zredagowane przez niego Instrukcje pełne są napomnień, aby sędziowie nie ulegali gniewowi ani łatwym uproszczeniom, aby pamiętali o miłosierdziu i o tym, że ich celem jest zwalczanie grzechu, nie grzeszników.
Na takich wskazówkach raczej nie wychowywali się fanatyczni zbrodniarze. Niechętni religii historycy zazwyczaj wszystkie te wskazania odsuwają na bok, z lekceważącą kwalifikacją “hipokryzja”. Po cóż jednak miałby Torquemada udawać w swoich prywatnych, w ogóle nie preznaczonych dla niczyich oczu zapiskach, które pełne są podobnych myśli? Przed kim odgrywałby komedię, żyjąc w ascezie i przeznaczając cały majątek na wsparcie dla ubogich - w tym często dla rodzin osób skazanych przez jego trybunały? Przed swymi współczesnymi na pewno niczego odgrywać nie musiał, a trudno podejrzewać, by przewidział encyklopedystów, oświeceniowy antyklerykalizm i dzisiejszą antykatolicką propagandę.
O ile wyłaniające się ze źródeł postacie inkwizytorów zdumiewają, to przyjrzenie się procedurom pracy trybunałów inkwizycyjnych w zestawieniu z czarną legendą wręcz szokuje.
Wspominaliśmy już tutaj o dominującym w renesansowej Europie prawie magdeburskim, wyjątkowo okrutnym, znającym jeden jedyny dowód - przyznanie się oskarżonego do winy, i jeden jedyny sposób zdobycia tegoż dowodu - tortury. Proces przed zwyczajnym, świeckim sądem czasów renesansu w ogromnej większości przypadków był sprawdzianem odporności podejrzanego na ból. Chronić go mogło tylko wysokie urodzenie lub przynależnośc do grup mających własne sądy (jak np. wojskowi). Zwykły plebejusz, aby zostać uznanym za niewinnego, musiał wytrzymać pięciokrotne “palenia”, czyli tortury. Nawiasem mówiąc, stąd pozostałe do dziś w polszczyźnie powiedzenie “pal go sześć” - w ustach prowadzącego przesłuchanie oznaczało to ostatnią, szóstą kolejkę tortur, po której już bez dalszych indagacji wypuszczano podejrzanego na wolność.
W wypadku sądów inkwizycyjnych, żaden z ich sędziów nie miał wątpliwości, że jego celem nie jest skłonienie oskarżonego, by się przyznał, ale ustalanie prawdy. Stąd Inkwizycja przywróciła szereg instytucji nie znanych Europie od czasów antycznych oraz dodała szereg nowych, przejętych później przez sądy świeckie i uważanych dziś za niedłączny warunek wolności obywatelskich.
I tak, oskarżony przed trybunałem inkwizycyjnym nie tylko mógł, ale na stanowcze polecenie Grzegorza IX musiał korzystać z usług obrońcy - zawodowego prawnika. Wyrok wydawał wprawdzie zawodowy sędzia, ale miał w tym obowiązek konsultowania się z liczącą od kilku do dwudziestu osób ławą przysięgłych, którą instrukcje Świętego Officjum nakazywały wybierać spośród najbardziej szanowanych miejscowych obywateli. A wreszcie, innowacja wręcz rewolucyjna - oskarżonemu i jego obrońcy sąd miał obowiązek udostępnić wszystkie zebrane dowody winy, wraz z podaniem nazwisk zeznających przeciwko oskarżonemu świadków. Mówiąc nawiasem, tym ostatnim groziły bardzo surowe - do śmierci włącznie - kary w wypadku udowodnienia fałszywych oskarżeń.
Od połowy wieku XIII inkwizytorom wolno było posyłać skazańca na tortury, instrukcje jednak wyraźnie zabraniały uzwględniania wydobytego na torturach zeznania jako materiału dowodowego, stąd w praktyce nie korzystano z tej możliwości zbyt często. Zupełną nowością w historii była przyjęta właśnie przez Inkwizycję zasada, iż człowiek niepoczytalny nie może być sądzony ani karany. Stąd wymogiem sądu była rozpoczynająca przewód obdukcja lekarska. Dokonujący jej medyk mógł, stwierdziwszy zły stan zdrowia, zabronić stosowania tortur, a stwierdzenie choroby psychicznej podsądnego automatycznie uwalniało go od wszelkiej odpowiedzialności.
Uniknąć kary można było zresztą także na wiele innych sposobów; instrukcje Inkwizycji przewidywały różnorakie formy łagodzenia wyroków i amnestii. Jeszcze w ostatniej chwili przed egzekucją skazany mógł publicznie ukorzyć się i uniknąć stosu.
Tę ostatnią karę stosowano jednak rzadko. Trybunały wymierzały głównie rozmaite kary kanoniczne, nakładały grzywny, nakazywały noszenie znaków hańby, wreszcie udział w “obrzędzie pojednania” - auto da fe. Wiele przeinaczeń dotyczących Inkwizycji Hiszpańskiej opiera się na kłamliwym utożsamieniu tego ostatniego obrzędu ze spaleniem na stosie. W istocie w większości wypadków miał on charakter całkowicie bezkrwawy - jego punktem kulminacyjnym było zapalenie… świec, trzymanych przez wyznających swe winy nawróconych heretyków. Gdy przyjęło się łączyć auto da fe z quemadero (stosem), liczba spalonych stanowiła z reguły kilka procent ogólnej liczby pokutników; w dużych auto da fe z udziałem ponad stu skazanych, bywało ich kilku, bardzo rzadko kilkunastu. Wystarczyło jednak, dzięki prymitywnej manipulacji słownikowej, utożsamić zapisane w dokumentach liczby uczestników auto da fe z liczbą spalonych na stosie, a już liczba rzekomych ofiar “inkwizycyjnego terroru” została w potocznej świadomości pomnożona kilkunastokrotnie.
Przymierzmy wiedzę, którą na temat Inkwizycji dysponujemy, do tła epoki. Do rzezi, jakie w tym czasie urządzali katolikom Henryk VIII lub Cromwell (Robert Steel w szanowanym dziele Social England pisze wręcz: “W Anglii liczba powieszonych za herezję przewyższa trzydzieści do czterdziestu razy analogiczne dane dla działalności Inkwizycji Hiszpańskiej”). Do morderstw dokonywanych przez Luteran i Hugenotów, do praktyki ówczesnego prawa karnego. Nawet szczególnie ponoć “krwawa” Inkwizycja Hiszpańska prezentuje się na ich tle niezwykle skromnie. Tym bardziej, że przecież Inkwizycja w większości wypadków spełniała zadanie, dla którego ją powołano - ocaliła spójność i byt katolickich królestw, zapobiegła wielu rewolucjom, rzeziom, wojnom domowym i masowym zbrodniom. Trzeba o tym koniecznie pamiętać, zanim przystąpi się do wyliczania w jej dziejach rzeczy, których człowiek dwudziestego wieku nie akceptuje.
Tym bardziej trudno o jakiekolwiek porównanie działalności Inkwizycji ze zbrodniami Rewolucji Francuskiej, kiedy to tylko w ciągu dwóch lat (1792 - 94) zamordowano 36.000 ludzi, w tym 12.000 bez żadnego w ogóle wyroku sądowego. Trudno znaleźć jakiekolwiek proporcje pomiędzy działalnością Inkwizycji a krwawą pacyfikacją katolickiej Wandei, czy ze zbrodniami Komuny Paryskiej, nie mówiąc już o stu kilkudziesięciu milionach ofiar dwudziestowiecznego komunizmu.
Mimo to nie słyszy się jakoś, aby komuś, kto odwołuje się do idei praw człowieka i obywatela, do wolności, równości i braterstwa, do sprawiedliwości społecznej albo republikanizmu, kazano wstydzić się i bić w piersi za owe miliony grobów, jakie po sobie te idee pozostawiły. Natomiast kilkuset skazanych przez Inkwizycję Hiszpańską, w cudowny sposób pomnożonych do dziesiątek, a nawet już setek (!) tysięcy, jest bezustannie przywołanych jako argument przeciwko katolicyzmowi i przy każdej okazji opatrywanych żądaniem jakichś specjalnych ekspiacji oraz pokut.
Ten stan rzeczy będzie się utrzymywał tak długo, jak długo pozwolimy naszym współczesnym trwać w historycznej ignorancji na ten temat. Przekazanie im prawdy o Inkwizycji i położenie kresu czarnej legendzie pozostaje wielkim zadaniem dla historyków i publicystów.
(Rafał A. Ziemkiewicz)



2008-02-06 (środa) @ 21:04:57
[...] znajdziesz TU [...]
2008-02-06 (środa) @ 21:13:27
dziekuje i linkuje
2008-02-06 (środa) @ 21:42:15
Ziemkiewicz przyszedł z pomocą.
Ten Ziemkiewicz powiedział kiedyś, że bliskie mu są tradycje endeckie? Tak zrozumiałam jedną z jego wypowiedzi.
2008-02-06 (środa) @ 21:56:43
Chwala Endecji !
Jedna z lepszych rzeczy jaka przytrafila sie RP w XX-ym wieku …
2008-02-06 (środa) @ 22:11:40
Ave Cesar, morituri te salutant!
Z powodu tej Endecji niejedna krzywda może jeszcze w Polsce mieć miejsce…
2008-02-06 (środa) @ 22:28:36
Panie Gospodarzu źródło bardzo ciekawe, nie powiem, ale może przydałoby się trochę więcej źródeł aniżeli jeden artykuł dziennikarza o endeckich zapatrywaniach do niedawna jeszcze sympatyzującego z UPR-em?
2008-02-06 (środa) @ 22:51:36
lol (na zolto …)
krzywda w Ojczyznie trwa od 60 lat dzieki zydo-bolszewii a teraz dzieki wiadomo komu …
2008-02-06 (środa) @ 23:26:17
Ja nie zabijam dzieci na macę, ani nie torturuję ludzi w więzieniach, ani nie robią tego inni współcześni Żydo-Polacy czy Żydzi.
Z czym więc walczycie? Z duchami?
2008-02-07 (czwartek) @ 09:03:10
Wiesz co, Moon?
Trzeba być człowiekiem podłym, aby nazywać Polaków ludźmi okrutnymi. Tych samych Polaków, którzy uratowali wasz naród od zagłady, i to dwukrotnie. Pierwszy raz, gdy w Europie masowo przeganiano Żydów, schronili się oni w Polsce. Drugi raz - podczas II Wojny Światowej.
2008-02-07 (czwartek) @ 09:09:31
Jeśli cię Albigensie (w co bardzo wątpię) interesuje prawda, to oczywiście istnieją lepsze źródła, niż Rafał Ziemkiewicz, którego ongisiejsza afiliacja z UPR ma rzekomo kompromitować. Dlatego zamieściłem artykuł Ziemkiewicza, iż w sposób bardzo zwięzły i syntetyczny ujmuje zagadnienie.
Nb. nazwanie Ziemkiewicza endekiem, czy sympatykiem endecji, bardzo mnie rozbawiło.
Proszę sobie np. zajrzeć do książek Vittorio Messoriego, szczególnie zaś polecam “Czarne karty Kościoła”. Dobra jest też książka prof. Mozgoła “Białe karty Kościoła”. Nie od rzeczy byłoby sprawić sobie “Encyklopedię Białych Plam”.
Oczywiście żadna z tych książek nie ma imprimatur ani Adama Michnika, ani Związku Ateistów. Więc uzna je Pan za niewiarygodne. Bowiem jak wiadomo, wiarygodne jest tylko to, co napiszą i powiedzą wrogowie Kościoła.
Aha… i proszę wybaczyć Św. Inkwizycji, iż stosowała prawo obowiązujące w jej czasach, a nie takie, które zaczęło obowiązywać pięćset lat później.
2008-02-07 (czwartek) @ 09:46:01
Największymi endekami są Żydzi. Właściwie to nie. Żydzi są najzwyklejszymi nazistami. To ich ideologia “narodu wybranego” była natchnieniem dla Hitlera. Są też największymi rasistami, jakich zna historia - nienawidzą wszystkich nie-Żydów, a tolerują ich, bo muszą.
W porównaniu z żydowskim nazizmem, polska endecja to dziecinada: jedyne, czego wymagali, to lojalność wobec Polski, a nie Sanhedrynu.
Żyd może być najgorszym rasistą i szowinistą.
Polakowi nie wolno we własnym kraju być patriotą.
2008-02-07 (czwartek) @ 10:13:26
Dla znających angielski:
0.001% of the world’s population are responsible for 90% of the pornography
(…)
Here are five articles about the rarely discussed, Jewish and Israeli involvement in Pornography and Sex Slaves.
(…)
Więcej na stronie http://iamthewitness.com/DarylBradfordSmith_porn.html
2008-02-07 (czwartek) @ 14:06:42
Oj siostro Moon widzę że wciąż wykazujesz ten sam poziom rozmowy ale i pozytywne sa już objawy, większośc całkowicie ignoruje to co masz do napisania :)
“Z powodu tej Endecji niejedna krzywda może jeszcze w Polsce mieć miejsce…”
Dla kogo krzywda? Ten kto służyc chce narodowi niech nie obawia się a że może przy okazji zmieni się struktura sił a Polska stanie się bardziej polska, no wybacz. Są ludzie któzy nie widzą w tym nic złego tak jak Ty nie widzisz nic złego w dominacji narodu wybranego. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie jeden obrzydliwy wątek każdej rewolucji, to co dzieje sie dzisiaj w Polsce i Europie można by zaakceptowac gdyby nie chcieli tak za wszelką cenę i wszelkimi siłami wyrwac z serca człowieka jego największych wartości. Teraz modzie jest jest miec Wybranego w rodowodzie a po kościele katlolickim jeździc jak na starej kobyle, no cóż takie czasy ale pamiętac trzeba że i stara kobyła może dac z kopyta.
Błąd w dyspucie tkwi w jednym że albo przestac rozmawiac o tym co nas boli i rzeczywiscie tworzyc cos dobrego albo rozmawiac ale szczerze i prawdziwie o całej naszej historii by osiągnąc coś wspólnego. Nikt nie jest bez winy i zarazem nic nie jest bez przyczyny.
Krew ludzka przelewała się na przestrzeni wieków i winnymi byli jej i chrześcijanie i żydzi i arabowie i inni (pomieszanie kultur i narodów). Istotne jest pytanie jakim byłby świat dziś gdyby nie było chrześcijaństwa? Gdyby nie było tej wspólnej idei spajającej nie tylk onarody ale i rózne kultury. Jakim byłby świat gdyby wzrastał w myśl idei judaistycznych?
Współczesne poglądy na to jak było dawniej nie są bydowane na prawdzie historycznej lecz rzeczywiście tak jak napisał Ziemkiewicz na pewnych spekulacjach, bardziej historię odtwarza Hollywood niż naukowcy.
Dla mnie Zyd, Niemiec, Polak to człowiek jak każdy inny byle był prawy a stanę u jego boku. “Kim jest moja matka i moi bracia ?”
A że ciężko o prawego człowieka ponad podziałami narodowomy więc wolę byc Polakiem i z rodakami pilnowac własnej ojczyzny by w niej myśl boża mogła kwitnąc.
Moon odpuśc i chociaż raz wejdź w czyjeś buty i zrozum.
Pozdrawiam
2008-02-07 (czwartek) @ 16:39:36
@Marucha
Za bardzo nie uratowali tego narodu od zagłady, bo zginęły 3 mln polskich Żydów w czasie całej okupacji. Oraz 3 mln innych Polaków,
2008-02-07 (czwartek) @ 18:07:51
Pani Moon prosze nie powtarzac bzdur. Naukowcy na calym swiecie; fizycy, chemicy, mechanicy i inni specjalisci probuja bez powodzenia naciagnac liczbe zydowskich ofiar obozow zaglady do 3 mln ale za kazdym razem wychodzi nie wiecej niz 350 000 ofiar. O 350 000 ofiar za duzo, ale nie 3 mln. W zaden sposob nie chce wyjsc.
2008-02-07 (czwartek) @ 18:33:37
Ja nie napisałam, że TYLKO w obozach zagłady, a w czasie całej okupacji na całym terenie Polski. Były mordy i rozstrzelania Żydów i Polaków w różnych miejscach, ginęli w getcie, itd.
2008-02-07 (czwartek) @ 18:41:50
A swoją drogą, dlaczego tak naciągają liczbę ofiar Auschwitz?
6 mln
1,5 mln
1,2 mln
wszystkich ofiar….
2008-02-07 (czwartek) @ 18:49:39
1. temat jest o Inkwizycji o ile mi wiadomo, więc dysputy o “narodzie wybranym” są chyba niekoniecznie na miejscu (sa inne wpisy o żydach)
2. cytat: “(…)rozmawiac ale szczerze i prawdziwie o całej naszej historii by osiągnąc coś wspólnego. Nikt nie jest bez winy i zarazem nic nie jest bez przyczyny.
Krew ludzka przelewała się na przestrzeni wieków i winnymi byli jej i chrześcijanie i żydzi i arabowie i inni (…)”
proste i jakie mądre jednocześnie, szkoda że niektórzy nijak tego załapć nie mogą
2008-02-07 (czwartek) @ 19:02:10
@ Marucha
Zaskoczę Pana, prawda mnie zawsze interesowała, a cieszę się również że Pana rozbawiłem :)
I nie mogę zrozumieć pewności z jaką twierdzi Pan jakoby książki bez imprimatur Zw. Ateistów czy Michnika miałbym odrzucać jako niewiarygodne
A wymienione przez Pana książki postaram się zgłębić w czasie najbliższym, co obiecuję (albo przynajmniej część z nich)
- “Aha… i proszę wybaczyć Św. Inkwizycji, iż stosowała prawo obowiązujące w jej czasach, a nie takie, które zaczęło obowiązywać pięćset lat później.”
Wybaczać Inkwizycji nie mam czego, mnie nie skrzywdziła, a poza tym nie miałoby to sensu. Normy i zasady moralne zmieniają się często, nie twierdzę, że spalenie paru setek/tysięcy niewinnych, bądź nie do końca winnych ludzi gdzieś w mrokach średniowiecza przekreśla Kościół na wieki. O Inkwizycji wspomniałem jak wiadomo na marginesie innego wpisu (chodziło mi tam o wszelkie rodzaje represji religijnych, nie tylko katolickich) próbując przedstawić mój skromny punkt widzenia, w którym nie ma miejsca na narody czy religie “wybrane”, choć trzeba przyznać, że niektóre religie są bardziej szowinistyczne niż inne (np. judaizm - co powtarzałem od początku), jak i niektóre narody mają wiele zbrodni na sumieniu (długo byłoby wymieniać…)
2008-02-07 (czwartek) @ 23:03:12
Panie Albigens w ktoryms miejscu zartuje pan sobie z zatrutych studni; oto garsc faktow:
“(…..)Akwedukt w Akrze, zaopatrujący miasto w wodę, został zatruty przez żydów-syjonistów w maju 1948 poprzez skażenie zarazkami tyfusu.
ZATRUCIE WODOCIĄGÓW W AKRZE: w ślad za okupacją Hajfy, 23 kwietnia 1948, dokonanej przez żydów pod samym nosem brytyjskich sił mandatowych, dowodzonych przez gen. Stockwella, osobę nadal uważaną za skompromitowaną przez te wydarzenia, tysiące ludzie schroniło się w Akrze, sąsiednim mieście, które ciągle pozostawało arabskie pod “ochroną” sił brytyjskich.
Akra była następnym celem syjonistów. Miasto zostało okrążone od strony lądu i zaczęło się, trwające dzień i noc, bombardowanie ludności deszczem moździerzowych pocisków. Sławna swoimi historycznymi murami, Akra mogłaby wytrzymać długotrwałe oblężenie. Miasto jest zaopatrywane w wodę akweduktem, ciągnącym się z niedalekiej wioski, Kabri, oddalonej około 10 km na północ. Syjoniści, korzystając z faktu, że akwedukt przechodził przez ich osady, wprowadzili do wody zarazki tyfusu. (vide mapka)
Historia ta jest obecnie nam znana dzięki Międzynarodowemu Komitetowi Czerwonego Krzyża (MKCK), których archiwa, 50 lat po tym zdarzeniu, zostały udostępnione. Seria raportów, ref. G59/1/GC, G3/82, wysłana przez przedstawiciela MKCK de Meurona w dniach od 6 maja do mniej więcej 19 maja 1948 roku, opisuje warunki życia ludności miasta, uderzonej nagle przez epidemię tyfusu oraz wysiłki podjęte w celu jej opanowania.
Bardzo ważne dla nas są protokoły zebrania kryzysowego, które odbyło się w szpitalu Libańskiego Czerwonego Krzyża w Akrze, dnia 6 maja, w celu opanowania epidemii tyfusu. W zebraniu wzięli udział: Brygadier Beveridge, Szef Brytyjskich Służb Medycznych, płk. Bonnet z Armii Brytyjskiej, dr. Maclean ze Służb Sanitarnych, de Meuron - wysłannik MKCK oraz inni urzędnicy miejscy. W protokołach stwierdza się, że rozpoznano 70 przypadków wśród cywili, choć mogły również istnieć i inne, nie zgłoszone do władz. Ustalono, że epidemia pochodziła z wody, a nie była wynikiem przeludnienia lub mało higienicznych warunków, jak to twierdziła strona izraelska. Podjęto decyzję, że woda powinna być pobierana ze studni artezyjskich lub z pól uprawnych znajdujących się zaraz na północ od Akry (vide mapka), a nie z akweduktu. Zastosowano chlorowanie wody, rozpoczęto szczepienia ludności jak również zaczęto kontrolować przemieszczanie się ludności cywilnej (tak aby uchodźcy uciekający na północ do Libanu nie przenieśli ze sobą epidemii tyfusu, tak jak to zaplanowali syjoniści).”
2008-02-07 (czwartek) @ 23:03:50
Przejrzałem sobie ten “poważny” artykuł “poważnego” autora i natrafiłem taki kawałek:
“(…)szacujące liczbę spalonych na stosie przez Inkwizycję - w ciągu całej jej kilkusetletniej działalności - nawet na trzydzieści tysięcy (…)
Nawet jeśli przyjąć tę liczbę bezkrytycznie, jak uczyniła to część dawniejszych historyków, wydaje się ona stosunkowo skromna w porównaniu z osiągnięciami choćby republikańskich władz tejże Hiszpanii, które w czteroleciu 1936-39 zdążyły zgładzić ponad sześćdziesiąt tysięcy obywateli za takie zbrodnie, jak arystokratyczne urodzenie, zbyt duży majątek, zbyt wysokie wykształcenie bądź śluby zakonne.”
Bardzo interesujące, dlaczego “poważny” autor pomija fakt, że w tym czasie w Hiszpanii trwała wojna domowa? Republikanie mordowali swoich przeciwników, to fakt. Robili to jednak również faszyści generała Franco z poparciem hiszpańskiego kościoła katolickiego. Nie muszę dodawać, że to republikański rząd był rządem prawidłowo wybranym w demokratycznych wyborach, a to faszyści Franco wywołali rebelię, w której wspierani byli m.in przez III Rzeszę… No ale w oczach Pana Ziemkiewicza zbrodnie faszystów nie zasługują na wspomnienie. A łączna suma ofiar wojny, mordów, głodu i wycieńczenia w czasie owej wojny domowej wynosi wg oficjalnych źródeł około 600 tys. Są to ofiary działalności obu stron. A rządy faszystów (Franco i jego klika) popieranych przez kościół do dzisiaj są w Hiszpanii wspomonane raczej nieprzychylnie.
Prawicowość wyżej wspomnianego autora jest skrajna aż do bólu. Jego taktyka wygląda wg schematu - to napiszemy, to pominiemy…
2008-02-07 (czwartek) @ 23:06:08
@ Studzienny
Nie wiedziałem o tym, do czego się przyznaję bez bicia, moja to wina
2008-02-07 (czwartek) @ 23:22:58
K.K. nie, synagoga tak. Zaiste dziwne.
Tak sobie Katarze, zanotowałem.
2008-02-07 (czwartek) @ 23:34:16
można jaśniej? nie rozumiem treści waściowych notatek, jakieś gryzmoły…
a tak swoją drogą dziwny z Ciebie Lach, co to Udo Voighta cytuje. Dla niewtajemniczonych Udo Vight cytowany przez Lacha w innym temacie jest liderem skrajnej prawicy niemieckiej nawołującym do oderwania Pmorza od Polski…
http://klocuszki.blog.onet.pl/2,ID279586048,index.html
przygadał kocioł garnkowi?
2008-02-08 (piątek) @ 02:57:19
Europejska prawica trzyma się razem ;),podobnie jak i lewica.
2008-02-08 (piątek) @ 12:43:05
To jest fajne:
Bardzo interesujące, dlaczego “poważny” autor pomija fakt, że w tym czasie w Hiszpanii trwała wojna domowa? Republikanie mordowali swoich przeciwników, to fakt. Robili to jednak również faszyści generała Franco z poparciem hiszpańskiego kościoła katolickiego.
A gdy w Polsce trwała II wojna, Polacy mordowali Niemców i to niejednokrotnie z poparciem Kościoła Katolickiego. Ohyda. Z poparciem Kościoła Katolickiego partyzantka zabijała komunistycznych zbrodniarzy, panoszących się w latach 1945-1956. Z poparciem Kościoła Katolickiego zabijano Szwedów w XVII wieku… biednych Szwedów, którzy nic złego nie chcieli…
A teraz niech p. Albigens zapoda nam, ilu to republikanów zamordował Kościół w Hiszpanii, a ilu księży wymordowali tzw. republikanie. Jak nie wie, to ja mu mogę powiedzieć.
Nie myślałem, że ktoś przy zdrowych zmysłach może stawiać te dwie rzeczy na równym poziomie… Że ktoś może posuwać się aż do tak ewidentnego zakłamywania rzeczywistości.
2008-02-08 (piątek) @ 13:18:38
Zakłamywanie rzeczywistości?! Przykro mi bardzo, ale Szwedzi w Polsce byli agresorami, Niemcy w czasie II wojny światowej również. Nic dziwnego, że kościół stał ramię w ramię z narodem. W Hiszpanii sprawa wyglądała trochę inaczej. Otóż ci straszni republikanie zostali wybrani w demokratycznych wyborach Panie Gajowy. Wybrała ich ludność, oczekująca poprawy losu.
Kościół wolał jednak stanąć po stronie generała Franco, notabene bliskiego znajomego Hitlera i Mussoliniego. Nie napisałem że księża zabijali kogokolwiek, więc proszę nie przeinaczać mojej wypowiedzi. Napisałem za to,że poparli człowieka występującego przeciwko demokratycznie wybranemu rządowi. Człowieka , który zrobił z Hiszpanii poligon dla sił III Rzeszy (słynny Legion Condor), która mogła na hiszpańskiej ludności trenować nowe rodzaje broni i przygotowywać się do rozpętania wojny światowej.
Aby nie osądzał mnie Pan więcej o zakłamywanie dodam, że republikanie ze swojej strony wystąpili o pomoc do ZSRR, której ten im zresztą raczej skąpił.
2008-02-10 (niedziela) @ 01:43:30
Albigens i podobni (np. Moon)to niepowazni i niedouczeni dyskutanci i jako tacy powinni byc ignorowani. W demokratycznych wyborach wybrano Jorga Heidera, innego Austiaka imieniem Adolf, ale nie gen. Waltera najemnika “za nasza i wasza wolnosc” wiec co on tam robil????; moze ponizsze przemowi do niektorych wypranych mozgow:
Stalin sent his troops and experts to Spain and so did Hitler and Mussolini. Moreover, the Kremlin dispatched a number of volunteers for the so-called International Brigades to fight against Franco. Most of these fighters opposed parliamentary democracy on principle. For instance, recently declassified Soviet documents show that 79.3% of the American volunteers were Communists.
The Spanish Civil War was very bloody. At least 300,000 people died in the fighting and, additionally, 170,000 perished of hunger and disease. Both sides committed atrocities. During the war the insurgents shot over 32,000 people, and after the victory a further 22,000, whom they considered guilty of revolutionary crimes. However, the revolutionaries surpassed their enemies. Only between 1936 and 1939, the “Republicans” executed about 72,000 people, including 4,000 women, several hundred children, and 6,832 priests and nuns&emdash;”the greatest clerical bloodletting in the entire history of the Christian Church.” Additionally, the revolutionaries destroyed nearly 20,000 churches in Spain. As the Catholic historian Warren H. Carroll put it, “these appalling facts and statistics, not now questioned by any serious historian of the Spanish Civil War, are the enduring and irrefutable proof that the Spanish crusade of 1936 was justified and that the dominant elements in the Spanish Republic were as profound, thoroughgoing, and vicious enemies as the Christian Faith has ever met anywhere in all its history.”
For the next 40 years after the defeat of the revolution, the Spaniards lived under a military dictatorship, which became progressively less oppressive. From the beginning, the freedom of religion was safeguarded, and so was private property. The free market reemerged in Spain in the mid-1950s. Censorship was largely discontinued in the 1960s. Political democracy returned in the 1970s. Meanwhile, Spain was spared the terrible Communist fate of Russia, Ukraine, Belorussia, Latvia, Estonia, Lithuania, Georgia, Armenia, Czechoslovakia, Romania, Bulgaria, Yugoslavia, Poland, East Germany, Tajikistan, Kazakhstan, Kyrgizia, Turkmenistan, China, Vietnam, Cambodia, Laos, North Korea, Cuba, and a dozen African countries. To win freedom from Communism, it was well worth fighting the Spanish Crusade.
Warren H. Carroll, The Last Crusade. Front Royal, VA: Christendom Press, 1996.
2008-02-10 (niedziela) @ 13:44:07
“Poważny” sab_mtl prezentuje nam jednostronną wersję wydarzeń, która diametralnie zaniża liczbę ofiar reżimu, reszta jest bliska bądź zgodna z prawdą. Dla odmiany kilka innych relacji:
brytyjski historyk, Hugh Thomas, autor jednej z najbardziej znanych publikacji o wojnie domowej w Hiszpanii pt. “The Spanish Civil War” (1977) podaje następująco:
-republikanie zabici w walce: 110 000, nacjonaliści zabici w walce: 90 000, zamordowani przez nacjonalistów: 75 000, zamordowani przez republikanów: 55 000, zabici w bombardowaniach lotniczych: 10 000
-wg Hugh Thomasa bezpośrednio po wojnie domowej frankiści dokonali 100 000 egzekucji prawdziwych lub domniemanych republikanów
Hiszpańscy historycy z Asociacion para le Recuperacion de la Memoria Historica podają liczbę ofiar terroru nacjonalistów na od 140 000 do 200 000 osób natomiast terroru w strefie republikańskiej na od 38 000 do 46 000 osób, do tego twierdzą że dane wynikające z dokumentacji rządowej są znacznie zaniżone (co nie jest dziwne, jeżeli trzyma się władzę przez tyle lat, łatwo jest zacierać ślady
Szkocki historyk hiszpańskiego pochodzenia Julius Ruiz w “Defending the Republic: The García Atadell Brigade in Madrid, 1936″ oraz w “Franco’s Justice: The Repression in Madrid after the Spanish Civil War” mówi o co najmniej 37 843 egzekucjach w strefie republikańskiej oraz o maksymalnie 150 000 egzekucjach (w tym 50 000 po wojnie) dokonanych przez nacjonalistów.
Zgadza się z nim brytyjski historyk Antony Beevor w “The Battle for Spain: The Spanish Civil War 1936-1939″, jedyną różnicą jest 200 000 a nie 150 000 tys maksymalnych ofiar nacjonalistów
Nawet Galeazzo hr. Ciano, włoski minister spraw zagranicznych odbywający podróż zaraz po zakończeniu wojny zanotował co następuje: “Procesy odbywają się codziennie, w trybie który nazwałbym doraźnym. Ciągle mnóstwo egzekucji: w samym Madrycie jest ich od 200 do 250 dziennie, w Barcelonie – 150, a w Sewilli, choć nigdy nie była w rękach czerwonych, 80 dziennie”. Jako minister państwa podobnego ideologicznie nie miał interesu w szkalowaniu Franco, zwłaszcza że gdy wojna domowa dopiero się skończyła, szykowała się nowa, w której Włosi usilnie zabiegali razem z Niemcami o wsparcie Franco.
B. Wołoszański twierdzi o ile pamiętam, że pomoc Sowietów w Hiszpanii była symboliczna, a za pieniądze, które republikanie przelali na sowieckie konta, nie dostali w zamian prawie nic. Spore wsparcie pochodziło od ochotników z całego świata, dobrowolnie przybywających do Hiszpanii, podczas gdy Niemcy jak już wspomniałem przysłali kilka tysięcy żołnierzy i lotnictwo, które przechyliło szalę wojny na korzyść frankistów.
Nie bronię republikanów i nie robię z nich niewiniątek, ale w tym konflikcie trudno wskazać ofiarę bądź kata, a efekty rządów Franco są z perspektywy czasu różnie oceniane.
2008-02-10 (niedziela) @ 13:47:47
“including 4,000 women, several hundred children, and 6,832 priests”
A ile bezbronnych ludzi zabili nacjonaliści? Tego już się nie dowiemy od Warrena Carrolla.
2008-02-12 (wtorek) @ 12:06:45
No jakoś cicho tak się zrobiło… wybielanie Franco jest troszkę trudniejsze aniżeli skopiowanie listy ofiar kilkudziesięcioletniej wojny Izrael vs Arabowie (tylko z jednej strony)i udowadnianie nią teorii spiskowych, przy pominięciu setek innych, równie bądź bardziej brutalnych konfliktów trwających obecnie bądź w niedawnej przeszłości.
“Prawda i racja jest jak dupa, każdy ma swoją” (za przeproszeniem)
Ten blog jest tego najlepszym przykładem
2008-02-12 (wtorek) @ 12:10:10
jakoś tak cicho się zrobiło, widać wybielanie Franco do łatwych nie należy…
2008-02-13 (środa) @ 00:12:18
… bo przyjdzie zdzicho !
patrz tu :
http://gegenjay.wordpress.com/2007/11/25/czerwona-zaraza-w-hiszpanii/
i tu :
http://www.polonica.net/Walka_z_Kosciolem_w_Hiszpanii_1931.htm
p.s. czy wiesz ze albigensi byli heretykami i sa w duzej mierze uznawani za ‘kolyske’ masonerii …
2008-02-13 (środa) @ 00:14:08
a od siebie :
po tym jak czerwoni wyrzneli sporo katolikow oraz duchownych, przybycie Franco bylo wyzwoleniem
cos jak n.p. wkraczanie wojsk niemieckich na tereny okupowane przez sowietow na Kresach … a nawet na Mazowszu …