Jak donosi “Dziennik Polski” w sklepach królują dziś “wysoko wydajne” szynki, co oznacza, że z 1 kg mięsa udało się wyprodukować od 1,5 do 2 kg szynki dzięki nastrzykiwaniu mięsa mieszanką soli, azotanów, azotynów oraz polifosforanów, a także preparatów soi, skrobi, wyciągów z alg morskich.
Niektórzy twierdzą, ze nasza szynka popsuła się z momentem wstąpienia do Unii Europejskiej i przyjęcia obowiązujących w niej przepisów. Sęk w tym, że przepisy te nikogo nie zmuszają do szprycowania szynki wodą i chemikaliami – twierdzi “Dziennik Polski”.
Sęk w tym, drodzy żurnaliści za pięć groszy, że na skutek “dopasowywania” polskich praw, ustaw i norm do wymogów Unii Europejskiej, “dopasowano” (czytaj: zepsuto) także normy dotyczące produkcji szynki. Otworzyło to pole do popisu dla zagranicznych hipermarketów, których tania, bo składająca się niekiedy w połowie z “dodatków”) szynka wyparła polskie produkty.
A zresztą… kogo to obchodzi, skoro i tak mamy być Eurolandem Warschau-Posen, a to dzięki patriotycznej postawie PiS i bardziej szczerej, cynicznej postawie PO.



