Dziennik gajowego Maruchy

Dypl. gajowy hab. Waclaw Marucha objaśnia świat szerokiej publiczności.

Archiwum dla marzec 23rd, 2008

Państwo nie może kapitulować

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-03-23 (niedziela)

Rozmowa z prof. Bogusławem Wolniewiczem

Min. Grad zakomunikował opinii publicznej, że chce zamknąć aferę prywatyzacyjną PZU w drodze ugody… Jak Pan odebrał tą wiadomość?
-Jako kapitulację. Oświadczenie pana ministra odebrałem jako kapitulację suwerennego państwa polskiego wobec bliżej nieokreślonej grupy międzynarodowych spekulantów finansowych, która stoi za tą prywatyzacją.

Minister mówi, że nie ma innej drogi, ponieważ Polsce grozi ogromne odszkodowanie…
- Na tym, że on tak twierdzi, polega właśnie kapitulacja. Mamy tutaj do czynienia z takim węzłem matactw finansowych i politycznych, że podejmowanie próby rozplątywania go, zwłaszcza przez jakieś procesy prawne, trybunały arbitrażowe, jest zupełnie bezcelowe. Ten węzeł gordyjski należałoby przeciąć jedną jasną decyzją polityczną. Nie prawną – POLITYCZNĄ! Mianowicie rząd polski powinien oświadczyć: Polska zrywa umowę z Eureko jako zawartą nieuczciwie i nie zapłaci ani złotówki odszkodowania. Mówi się, że Polska naruszy wtedy traktat o ochronie inwestycji jaki zawarła z Holandią, w której Eureko jest zarejestrowane. Jeżeli Holandia chce wystąpić w obronie Eureko przeciwko Polsce, to niech nam wypowie wojnę!

To bardzo bojowe stanowisko.
- Nie bojowe. To zdecydowane stanowisko polityczne. I może być pani pewna, że gdyby takie stanowisko zajął polski rząd – druga strona natychmiast straciłaby animusz.

Uważa Pan, że wszystkie działania prawne, miliony wydane przez rząd na analizy – bez jasnej decyzji politycznej, były bezcelowe?
- Nie, tak nie uważam. Uważam, że działania prawne, które podejmowała strona, to były działania skrycie na rzecz strony przeciwnej. Przecież z góry było wiadomo, a w każdym razie przy odrobinie rozsądku można się było domyślać, że trybunały arbitrażowe, przy ogólnie niechętnej Polsce atmosferze na świecie, będą decydowały na naszą niekorzyść. I tak się stało. Każdy kolejny arbitraż pogarszał naszą sytuację. Pytam zatem: dlaczego się w to wdawaliśmy? Zamiast powiedzieć od razu, jak proponował pan minister Chronowski, że unieważniamy tę umowę, bo jest zawarta nieuczciwie, brnęliśmy coraz dalej, jakby upraszając się o orzeczenie mówiące, że mamy płacić. Jak to – płacić?! To nie jest przecież stosunek pomiędzy dwoma kontrahentami handlowymi ani dwoma suwerennymi państwami, tylko z jednej strony jest suwerenne państwo polskie, a z drugiej – grupa finansowa zajmująca się przejęciami. To jest dla państwa partner?!

Od czasu wybuchu afery PZU pięć razy zmieniał się rząd , różne siły polityczne dochodziły do władzy, w różnych konstelacjach, ale efektem ich działań było wyłącznie to, że sprawa PZU pogrążała się w bagnie z każdym krokiem głębiej…
- Dlatego mówię, że musi zapaść decyzja polityczna. Akcja z drugiej strony jest polityczna, nie prawna.

Polityczna?!
-Tak jest. Niech pani zwróci uwagę – cały czas słyszymy, że sprawa jest DELIKATNA, i że mamy płacić miliardy, ale nikt nie wyjaśnia, dlaczego jest aż tak delikatna, że trzeba płacić… Przebieg sporu wskazuje moim zdaniem na to, że strona, którą nazwijmy umownie „Eureko” (ale za tym „Eureko” COŚ stoi), ma wobec strony polskiej jakieś środki nacisku czy szantażu, i to tłumaczy – dlaczego tak sobie śmiało poczyna, a z drugiej strony, dlaczego wszystkie rządy wykazują taką potulność. Otóż podjęcie przez rząd decyzji politycznej musiałaby doprowadzić do ujawnienia tej tajemnicy. I do tego powinniśmy dążyć, niezależnie, jak będzie straszna! Generalna zasada mówi, że uleganie szantażyście do niczego nigdy nie prowadzi. Ulegniesz raz, to się go już nigdy nie pozbędziesz. Lepiej ponieść skutki polityczne ujawnienia teraz, niż zapłacić bajońskie sumy nie wiadomo za co i zdemoralizować w ten sposób opinię publiczną… Uległość polskiego rządu naraziłaby nas na straszliwe straty finansowe, utratę prestiżu międzynarodowego, musiałaby też oddziałać niesłychanie demoralizująco na całe życie społeczno-polityczne.

Obserwujemy dziwny taniec mediów. Nie można w nich znaleźć podstawowych informacji przemawiających na korzyść strony polskiej. Nie przypomina się o ustaleniach komisji śledczej, o zeznaniach świadków, które dowodzą, że prywatyzacja PZU to jeden wielki skandal. Świat mediów stara się aferę wyciszyć.
- Nie, pani redaktor, on nie stara się jej wyciszyć, on stara się ją nagłośnić i wyolbrzymić na korzyść przeciwnej strony!

Dlaczego?
- Przecież media są w zagranicznych rękach! Gdyby to były polskie media, działałyby odwrotnie, tj. mobilizowałyby opinię publiczną przeciwko tej szkodliwej dla nas i nieuczciwej transakcji, i w ten sposób wzmacniałyby stanowisko polskiego rządu. Przekaz brzmiałby jednoznacznie: rząd nie może ustąpić, bo będzie miał rewolucję w kraju! Tymczasem media działają dokładnie w drugą stronę, w duchu- przepraszam, że użyję tu kolokwializmu- „Cicho, cicho, bo przyjdzie Zdzicho…” „Cicho, zgódźmy się jak najszybciej, zapłaćmy te 10 mld euro, bo przyjdą po 35 mld euro, a potem może po 75 miliardów euro, a potem po 100 mld euro…” Taką to politykę uprawiają media. Mam stos wycinków i cytatów, z których wynika, jaki to rzekomo wielki błąd, że nie zapłaciliśmy od razu, i że powinniśmy czym prędzej zapłacić, bo „przyjdzie Zdzicho i nam dopiero pokaże”. W ten sam ton uderzył też pan minister Grad.

Rząd Millera przyjął strategię, iż nie będzie dalej prywatyzował PZU. Obecny rząd, nie zmieniając tej strategii – de facto chce spółkę miękko przekazać Holendrom za pośrednictwem EBOR.
- Pani redaktor, w to, jakie tam się kryją dalsze machinacje, nawet nie mam zamiaru się wdawać. Struktura finansowa Eureko, pokazana kiedyś graficznie na łamach „Rzeczpospolitej”, jest tak zagmatwana, że diabeł się w niej nie rozezna. I to jest właśnie argument za koniecznością podjęcia decyzji politycznej! Jej wymowa musi być jasna: umowa została zawarta w sposób nieuczciwy, więc ją rozwiązujemy. Po co wdawać się w machinacje spekulancko-giełdowo-prawniczo-handlowe – przecież się tego narodowi nie wytłumaczy. Cały sposób prowadzenia sprawy od początku był wadliwy. Nie było to, jak sądzę, wynikiem niedołęstwa, czy przekupstwa urzędników przez ośrodki zagraniczne, lecz ukrywania jakiejś tajemnicy.

Jeśli obecny rząd zdecyduje się na zerwanie nieuczciwych umów – jakie byłyby skutki dla polskiego życia politycznego?
- Na to nie jestem w stanie odpowiedzieć, bo nie znam odpowiedzi na dwie podstawowe kwestie. Pierwsza: kto i po co doprowadził w 1999 roku do zawarcia umowy uważanej dziś powszechnie za tak niekorzystną dla Polski? Kto? Brak odpowiedzi dowodzi, że polskie życie polityczne musi być uwikłane w jakąś niejasność i matactwo. Po drugie – co nam może zrobić Eureko, jeśli ogłosimy, że tą umowę zrywamy politycznie jako nieuczciwą? Co może nam zrobić Eureko bez wypowiedzenia wojny przez Holandię? Na to też nie mamy odpowiedzi. Ci, co powtarzają w kółko „Cicho, cicho, bo przyjdzie Zdzicho”, nigdy wyraźnie nie mówią, co nam właściwie ten „Zdzicho” może zrobić…

Prasa pisała o możliwości zajęcia kont polskich za granicą…
- Przepraszam, a kto je będzie zajmował? Holendrzy? Jeśli Polska ma np. konto w Pekinie, to nam je Holendrzy zajmą? Wolne żarty. Ta niejasność utrzymywana jest celowo. Z jednej strony pisze się, jakie to nam niebezpieczeństwo grozi, gdy się z tej umowy wycofamy, a z drugiej strony – nie mówi się, na czym dokładnie to niebezpieczeństwo miałoby polegać. Tak więc – nie potrafię powiedzieć, jakie byłyby skutki decyzji politycznej, zrywającej umowę jako nieuczciwą, ale mogę powiedzieć z całym przekonaniem, że jakiekolwiek by one nie były, to nie mogą być gorsze, niż następstwa kapitulacji Polski jako suwerennego państwa przed kryjącą się za tą prywatyzacją grupą finansowych aferzystów.

Rozmawiała Małgorzata Goss
http://www.myslpolska.org/?article=812

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 27 »