Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barrack Obama

Archiwum z kwiecień, 2008

“Poznacie ich po ich owocach…”

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-30 (środa)

Poniższy artykuł został napisany jeszcze za czasów pontyfikatu Jana Pawła II, co w żaden sposób nie wpływa na jego aktualność. Nie dołączono szczegółowych tabel w formacie PDF – można je znaleźć przy oryginalnym artykule: http://www.bibula.com/18/main.php?page=owoce - przyp. admina.

“Poznacie ich po ich owocach…”
Spojrzenie na dzisiejszy Kościół
Lech Maziakowski

Dysktując o duchowym stanie współczesnego świata nie sposób nie zauważyć zmian, które głęboko dotknęły również i Kościół Katolicki w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Nie tak dawno silny i stabilny organizm, dziś chwieje się zarówno w swych ludzkich podstawach, jak i traci łączność z Tradycją i Źródłem. Z pełną odpowiedzialnością można stwierdzić, iż jesteśmy świadkami jednego z największych kryzysów w historii Kościoła, a biorąc pod uwagę powszechość zmian, skalę odstępstw oraz ich akceptację, także wśród duchowieństwa, nie wykluczając najwyższych pasterzy, można wyrazić obawę, że żyjemy w czasach największego kryzysu, wyprowadzenie z którego siła samego człowieka nie wydaje się już być wystarczająca.

Kościół w swej historii przechodził różne kryzysy, targały Nim różne siły, a przewodzili niekiedy chwiejni pasterze. Przychodził jednak moment ludzkiego opamiętania i przy działaniu Ducha św. następowało nawracanie nawet grzesznych, tracących rozeznanie biskupów i papieży. Nieodparcie nasuwa się tutaj analogia do czasów pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy to schizma ariańska objęła niemal cały Kościół. Wtedy to św. Atanazy, nieprzypadkowo zwany Wielkim, jako niemal jedyny sprzeciwił się wyznawanym powszechnie herezjom. Odrzucony przez wszystkich, wyklęty przez biskupów i wyrzucony z ojczyzny nie zawahał się ani na moment w głoszeniu Prawdy. Gdy już wydawało się, że Kościół ziemski oddziela się na stałe od Mistycznego Ciała Chrystusa, Duch święty poprzez tego nieugiętego w Wierze Doktora Kościoła, dokonuje cudu i Kościół zawraca z błędnej drogi. W następnych wiekach podobne historie powtarzały się, gdyż tak ludzka ułomność jak i szatańskie wpływy wielokrotnie ukazywały swą destrukcyjną moc.

Najbardziej tragiczny w obecnym kryzysie Kościoła jest fakt odejścia ostatnich papieży od głównej roli chronienia Kościoła, bronienia Go przed wszelkimi nowinkami. Wręcz przeciwnie: obserwujemy od czterdziestu lat niespotykane na skalę historii Kościoła zjawisko wprowadzania innowacji przez Papieży.

Dzisiejszy kryzys Kościoła posiada wiele elementów obserwowanych w przeszłości, lecz zasadniczo różni się zaistnieniem tych wszystkich elementów naraz, czyli: skalą odstępstw dosięgającą najwyższych hierarchów, masowością obejmującą niemal wszystkich wiernych, którzy stracili w supermarkecie oferowanych przez Kościół idei punkt zaczepienia i którzy de facto żyją w świecie apostazji. Lecz nade wszystko różni się przyjęciem niektórych elementów dogmatyki i liturgii, które przez wieki uchodziły nie tylko jako niekatolickie, ale nawet jako antykatolickie. Najbardziej tragiczny w tym wszystkim jest jednak fakt odejścia ostatnich papieży od głównej roli chronienia Kościoła, bronienia Go przed wszelkimi nowinkami. Wręcz przeciwnie: obserwujemy od czterdziestu lat niespotykane na skalę historii Kościoła zjawisko wprowadzania innowacji przez Papieży. Jak wyraził to Monsignor Klaus Gamber w swym dziele Reforma Liturgii Rzymskiej: “Wprowadzanie reform w Kościele z całą pewnością nie jest funkcją Urzędu Piotrowego. Pierwszą powinnością Papieża jest działać jako główny biskup strzegący tradycji Kościoła – Jego tradycji dogmatycznych, moralnych i liturgicznych.”[1]

Dramatyczny spadek ilości praktykujących wiernych, nowinki liturgiczne, przykłady podważania podstawowych dogmatów wiary przez pasterzy decydujących o losach Kościoła, zanik szacunku do Najświętszego Sakramentu, fałszywy Ekumenizm, błędy teologiczne “zapewniające” człowiekowi pewne i bezwarunkowe zbawienie, zrównywanie kapłaństwa sakramentalnego z “powszechnym kapłaństwem” poprzez zlewanie ich we wspólne pojęcie “Ludu Bożego” – te i inne uderzające fakty są tak widoczne, że tylko osoba naiwna bądź zaślepiona obcą ideą nie przyjmuje ich jednoznaczności. Jednak nie tylko rzut oka na otaczającą nas rzeczywistość, lecz i głęboka, systematyczna analiza statystyczna, której cząstkę przedstawię w niniejszym opracowaniu, odsłania smutny obraz upadku katolicyzmu.

Obok zmian ilościowych, widzimy też zupełnie “nową jakość”, nowy twór Kościoła i wiernych, których cechuje bądź powszechna ignorancja i nieznajomość zasad Wiary, niemal całkowite zatracenie sensus catholicus, bądź też świadome odrzucenie Nauki Kościoła. Taka postawa współczesnych wiernych nie jest jednak produktem przypadku: kształtowana jest nie tylko przez wrogie katolicyzmowi środowisko społeczne, a przede wszystkim medialne, lecz również przez dzisiejszy Kościół, który wysyła sprzeczne ze sobą sygnały i kawałek po kawałku odcina swą przeszłość traktując ją jako niepotrzebny bagaż.

Przyczyny

Wobec tak dramatycznego obrazu należałoby zastanowić się czy możliwe jest wskazanie przyczyn dzisiejszej sytuacji, a widząc zasadniczą różnicę pomiędzy Kościołem sprzed kilkudziesięciu lat a stanem dzisiejszym, czy można mówić o jakimś konkretnym punkcie przełomowym, oddzielającym te dwa okresy Kościoła. Wskazanie przyczyn pozwoliłoby na postawienie diagnozy i ustalenie sposobów leczenia. Okazuje się, że nie tylko można, ale i to, że nie jest to wcale trudne: wskaźniki statystyczne, które przedstawię poniżej, umiejscawiają ten przełomowy okres na lata krótko po 1965 roku. Oczywiście chodzi o dokładnie ten sam okres, kiedy to papież Paweł VI, zamknąwszy kilkuletnie obrady Soboru Watykańskiego II, wprowadził Kościół w “nową erę”.

Toczy się dyskusja[2], na ile przyczyną tych dewastujących zmian były czynniki zewnętrzne, czyli obserwowane w tamtych latach zeświecczenie społeczeństw, w jakim stopniu zaważył na tym sam Sobór, a na ile dewiacje od soborowych ustaleń. Rozważmy w skrócie te możliwości. Jeśli przyjmiemy pierwsze wyjaśnienie za prawdziwe, to udowadaniając je należałoby oczekiwać podobnego spadku zainteresowania wiarą i religią wśród wyznawców innych religii i w innych chrześcijańskich odłamach (np. w tzw. kościołach protestanckich). Tak jednak nie było: odłamy protestanckie obserwowały w tym samym czasie albo wzrost ilości wiernych, albo utrzymywały te liczby na wyrównanym poziomie, co oczywiście nie może służyć jako argument świadczący o powszechnym zeświecczeniu społeczeństw. W ostatnich latach wskaźniki ilości wiernych uczęszczających do zborów protestanckich, np. w Stanach Zjednoczonych mają tendencję zwyżkową, przy stałym spadku katolików uczęszczających na Msze św.

Inne wyjaśnienie każe upatrywać przyczyn obecnej tragicznej sytuacji w samym Soborze, lecz jeśli tak, należy zastanowić się czy siłą sprawczą były zainicjowane w dokumentach soborowych dwuznaczności, które później progresywistyczne siły zręcznie wykorzystały do destrukcji Kościoła, czy też możemy mówić tylko o posoborowej niesubordynacji duchownych i wiernych świeckich wobec czystych i klarownych myśli zawartych w dokumentach Soboru. Innymi słowy, czy mieliśmy – i mamy – do czynienia z wpływem czynników zewnętrznych odciągających wiernych od Kościoła (zeświecczenie społeczeństw i powszechna rebelia duchownych i świeckich), czy też przyczyna leży głębiej.

Konieczność zmian?

Wszystkie subiektywne i obiektywne wskaźniki jednoznacznie pokazywały Kościół przedsoborowy w stanie rozkwitu i nie wymagający żadnej reorientacji.

Wśród apologetów dzisiejszego dryfującego Kościoła często słychać opinie o konieczności przekształcenia “skostniałego” Kościoła przedsoborowego opierającego się na “staroświeckich” zasadach nie pasujących do rozwijającego się i uciekającego świata. Kościół – wmawiano – pozostawał w tyle, nie rozumiał już otaczającej Go rzeczywistości i istniała konieczność dokonania radykalnych przemian. Katalizatorem tych przemian miał być Sobór Watykański II “otwierający Kościół na świat”. Pomijając sam aspekt nagłej i nieoczekiwanej idei zwołania Soboru, która niespodziewanie naszła papieża Jana XXIII[3], i którą można różnie interpretować, pomijając również niezbity fakt nieistnienia żadnego ruchu wewnątrzkościelnego domagającego się reform (poza oczywiście skrajnie liberalnymi siłami progresywistycznymi, które jednak i wtedy były wokalnie uciszone), dogłębna analiza nie ukazuje żadnej potrzeby radykalnych zmian Kościoła w tamtym okresie.

Co więcej, wszystkie subiektywne i obiektywne wskaźniki jednoznacznie pokazywały Kościół w stanie rozkwitu i nie wymagający żadnej reorientacji. W praktyce okazało się jednak, że zwołany Sobór szybko wykorzystany został przez siły progresywistyczne, które – po potępieniu ich przez św. Piusa X jedynie przyczaiły się czekając na stosowną okazję[4] – poczuły się w końcu na tyle silne, że przypuściły frontalny atak na Tradycję. Wprowadziły one, często niezauważalnie i najczęściej wbrew woli większości Ojców soborowych, ambiwalentne pojęcia, które później zręcznie zreinterpretowywano, powołując się tym razem na “ducha soborowego”, co w rezultacie doprowadziło do skutecznego zainfekowania Kościoła modernizmem, tym “stekiem wszystkich herezji”, jak jednoznacznie i dobitnie nazwał to papież Św. Pius X . Na dewastujące skutki nie trzeba było długo czekać.

Narodziny Nowego Kościoła

Nie przyjmując do wiadomości zaistnialych faktów świadczących w całej swej rozciągłości o prawdziwych intencjach osób współuczestniczących w dezintegracji Kościoła, pozbawia dyskusje o przyczynach obecnej katastrofy i koniecznych środkach zaradczych nie tylko rzetelności, ale i sensu.

Wszystko każe sądzić, że – obok niewątpliwego wpływu czynników zewnętrznych – litera wielu soborowych dokumentów oraz duch posoborowych przekształceń były elementem decydującym w tak znacznej zmianie oblicza Kościoła ostatnich lat. Już nawet pobieżna analiza dokumentów soborowych wskazuje na mnożące się w nich ambiwalentne stwierdzenia, nieznane we wcześniejszych dokumentach Kościoła, a nawet błędy doktrynalne i duszpasterskie. Literatura na ten temat jest niezwykle bogata i szczegółowo opisuje przyczyny, sposoby i techniki wprowadzania tych zmian oraz wskazuje na konkretne osoby odpowiedzialne, bądź to bezpośrednio za ich dokonanie, bądź inspirujące swoimi wpływami i teoriami[5]. Nie przyjmując do wiadomości tych zaistniałych faktów, świadczących w całej swej rozciągłości o prawdziwych intencjach osób współuczestniczących w dezintegracji Kościoła, pozbawia dyskusję o przyczynach obecnej katastrofy i koniecznych środkach zaradczych nie tylko rzetelności, ale i sensu.

Niestety, dzisiejszy klimat panujący wśród wiernych, szczególnie w Polsce, utrudnia poważną dyskusję o tamtych wydarzeniach oraz o dzisiejszym stanie Kościoła, jak również uniemożliwia obiektywne podsumowanie obecnego Pontyfikatu, który – trzeba z bólem przyznać – oddaje Kościół w stanie gorszym niż zastał. Miast tego, szerzą się mity o zaistniałej “odnowie” w posoborowym Kościele, obowiązuje swoista “propaganda sukcesu” dzisiejszego Urzędu Papieskiego, a nauczanie soborowe i posoborowe traktuje się jako kontynuację Tradycji Kościoła. Warto wobec tego przypomnieć, że Sobór Watykański II zamknął całą przeszłość Kościoła i skierował Go na zupełnie inną, oddalającą od Tradycji drogę. Stwierdził to w 1988 roku sam kardynał Joseph Ratzinger, zresztą uczestnik progresywistycznego nurtu soborowego, mówiąc:
“Sobór Watykański II nie jest traktowany jako część całej żywej Tradycji Kościoła, lecz jako koniec Tradycji, jako nowy początek startujący z punktu zerowego. Prawda jest taka, że tenże Sobór nie zdefiniował żadnego dogmatu [wiary], lecz celowo wybrał pozostanie na skromnym poziomie, jako jedynie sobór pastoralny. Mimo tego, wielu traktuje go jak gdyby był on rodzajem superdogmatu, zabierającego znaczenie całej reszcie.”[6]

W żaden sposób nie odsunięto teologów i księży  szerzących i wprowadzających destrukcyjne koncepcje. Ci, którzy słusznie zasłużyli na zapomnienie, nie tylko nie zostali odsunięci i napiętnowani, ale uhonorowano ich, a ich prace szeroko rozpowszechniono i włączono w nurt Kościoła.

Tragizm sytuacji znany był już szeroko zaledwie w kilka lat po zamknięciu obrad Soboru. W Allokucji Papieża Pawła VI do studentów seminarium Lombard z 7 grudnia 1968 padły słowa, iż Kościół przechodząc dzisiaj moment niepokoju “znajduje się w procesie ‘autodestrukcji’” (autodistruzione). Proszę zwrócić uwagę, że chodzi o samodestrukcję, o bardziej groźny i podstępny rakowy atak komórek wewnętrznych, a nie o atak zewnętrzny. Papież dodał wtedy, iż: “Kościół jest uderzany także przez tych, którzy są Jego częścią”. Te znamienne słowa świadczą o pełnej świadomości pasterzy posoborowego Kościoła o skutkach zainicjowanych zmian, a inne teksty każą sądzić, że już wtedy wiadomo było dokładnie i o tym kto jest za nie odpowiedzialny. Nie tylko jednak nie przeciwdziałano dewastującym skutkom, lecz dalej rozwijano mit “wiosny w Kościele” i dalej pielęgnowano zainicjowane zmiany. W żaden sposób nie odsunięto teologów, pasterzy i księży szerzących i wprowadzających destrukcyjne koncepcje. Ci, którzy słusznie zasłużyli na zapomnienie, nie tylko nie zostali odsunięci i napiętnowani, ale uhonorowano ich, a ich prace szeroko rozpowszechniono i włączono w nurt Kościoła[7].

Podsumowując owoce soborowe, w 1984 roku w angielskim wydaniu L’Osservatore Romano kardynał J. Ratzinger[8] powiedział:
“Na pewno rezultaty [Soboru Watykańskiego II] wydają się okrutnie przeciwne oczekiwaniom wszystkich, zaczynając od Papieża Jana XXIII a potem Papieża Pawła VI: spodziewano się nowej katolickiej jedności, a zamiast tego zostaliśmy narażeni na odstępstwa, które – używając słów Papieża Pawła VI – przeszły od samokrytycyzmu do samodestrukcji. Spodziewano się nowego entuzjazmu, a wielu skończyło na zniechęceniu i znużeniu. Spodziewano się wielkiego kroku naprzód, a zamiast tego znaleźliśmy się w obliczu dekadenckich procesów progresywnych, które rozwijały się w większości pod przykrywką powoływania się na Sobór. Rezultat końcowy wydaje się przez to negatywny. Powtarzam tutaj to co powiedziałem już dziesięć lat po końcowych pracach [Soboru]: jest nieodwracalnym to, że ten okres był definitywnie dla Kościoła Katolickiego niesprzyjający.”

Warto dokonać w tym miejscu kluczowego rozróżnienienia, iż Sobór Watykański II prezentowany i odbierany często jako sobór dogmatyczny, zwołany został w intencjach jedynie pastoralnych i w takich dotrwał do końca. To, że siłom progresywistycznym jest na rękę opinia soboru dogmatycznego, startującego z jakiegoś “punktu zerowego” i redefiniującego całą Tradycję, nie może przysłonić nam faktu, iż zmiany posoborowe odnoszą się w praktyce do sfery funkcjonującej poniżej Magisterium, bowiem formalnie nie odrzucono podczas Soboru żadnego artykułu doktryny Kościoła, nie przemawiało Magisterium Nadzwyczajne (Magisterium extraordinariumi)[9]. Faktem jest, iż jesteśmy świadkami wielu nadużyć również dokonywanych na najwyższych szczeblach i wyraźnie odczuwamy zaniedbania władz kościelnych nie korzystających z koniecznych narzędzi dyscyplinujących (zapominających o starej łacińskiej maksymie: Nulla lex sine poena – Nie ma prawa bez kary), ale to wszystko bardziej świadczy o materialnym niż formalnym odejściu od Tradycji. Istotne rozróżnienie, choć skutki w praktyce są chyba równie dewastujące.

Dziś, po upływie tylu lat, dysponując szerszym spojrzeniem, materiałami praktycznymi, wiedzą statystyczną oraz zwykłym codziennym doświadczeniem, można wysnuć wnioski podsumowujące i opisać stan Kościoła wraz z Jego rysującą się przyszłością. Jedno i drugie nie napawa do optymizmu, wręcz przeciwnie: tchnie grozą tragiczności sytuacji, ukazuje apokaliptyczną wizję czasów ostatecznych, stanowi przykład niesubordynacji wobec próśb i żądań Matki Bożej wyrażonych w Fatimie[10].

Sobór Watykański II zwołany został w intencjach jedynie pastoralnych i w takich dotrwał do końca, lecz siłom progresywistycznym jest na rękę opinia soboru dogmatycznego, startującego z jakiegoś”punktu zerowego” i redefiniującego całą Tradycję.

Zanim przejdę do przedstawienia wielce wymownych wskaźników – mówiąc krótko: owoców obranego przez Kościół kierunku – warto raz jeszcze zapytać się głośno tych wszystkich, którzy kurczowo i bezkrytycznie trzymają się mitu okupowanego Kościoła, wizji w której widzą tylko złowrogie siły zewnętrzne nacierające na Kościół, a nie dopuszczają możliwości wrogów wewnętrznych wprowadzających błędy do nauczania Kościoła i skutecznie infekujący Go modernistycznymi herezjami, aby wskazali przyczyny tak gwałtownej, rewolucyjnej zmiany w Kościele. Jak dotąd, nie słychać z tej strony konkretnych diagnoz “niewyjaśnionego” zachowania się wiernych, którzy nagle, w kilka zaledwie lat, milionami opuścili Kościół, nie słychać diagnoz “niezrozumiałych” decyzji tysięcy duchownych na całym świecie rzucających nagle kapłaństwo. Dalej żyją oni zawężonym myśleniem okupowanego Kościoła, a przyparci do muru wskazują na jakieś nieokreślone siły sprzeniewierzające się “klarownej nauce soborowej”. A przecież zwykła uczciwość każe przyznać, że w samym jądrze Kościoła rozpanoszyli się teologowie wstrzykujący swe destrukcyjne lewackie eksperymenty, zaś prawdziwa troska o przyszłość Kościoła każe ich wyławiać, piętnować, karać i skutecznie izolować. Tak jednak się nie dzieje: na naszych oczach, za cichym przyzwoleniem czy nawet otwartym pozwoleniem administratorów kościelnych, świątynia Boża ulega erozji.

Wszystko wskazuje na to – a praktyka dnia codziennego z wymownymi pustymi kościołami i przerażającymi statystykami jedynie to potwierdza – że Kościół katolicki obrał po Soborze kierunek oddalający Go od swej Tradycji i kroczy nim do dzisiaj przeobrażając katolicyzm w zupełnie inną, nową jakość. Buduje Nową Religię i zmierza ku destrukcji katolicyzmu opierając się na nowej teologii, zamieniającej filozofię tomistyczną na rzecz fenomenologii i innych nurtów modernistycznych[11]. Skutkiem wprowadzenia pewnych koncepcji teologicznych – wcale nie nowych i doskonale znanych już wcześniej i wyraźnie potępionych przez poprzednich Papieży – stało się zatracenie wiary w Nadprzyrodzoność Chrystusa, w Transubstancjację i w konsekwencji odejście od Kościoła całej rzeszy wiernych. Jednym z najważniejszych elementów odciągających wiernych od Kościoła było dokonanie głębokich zmian w liturgii, przede wszystkim wprowadzenie nowej Mszy św. (Novus ordo Missae), która – warto podkreślić – nie tylko nie jest kontynuacją Tradycji, ale była zupełną nowością liturgiczną i zresztą tak właśnie, jako “nowość” (“nowinka”) została określona przez papieża Pawła VI w przemówieniu w 1969 roku. Zmiany liturgiczne przyczyniły się do zniszczenia respektu do Najświętszego Sakramentu, tak wśród wiernych świeckich, jak i duchownych, a towarzyszące temu procesowi liczne inne nowinki krok po kroku przyczyniły się do destrukcyjnych przeobrażeń Kościoła. Biskupi poczuli, że wolno im bezkarnie wprowadzać eksperymenty liturgiczne, księża zaczęli samodzielnie poszukiwać “większej ekspresji” w liturgii, a antropocentryczność zmian wyzwalała w nich dary aktorskie.

Niestety, te wszystkie nadużycia ostatnich lat nie odbywały się w próżni, lecz były w jakimś stopniu inspirowane, a na pewno aprobowane przez Stolicę Apostolską. Komu zawdzięczać liczne nominacje biskupie czy kardynalskie postaci, które w swych poglądach bardziej pasują do nurtów protestanckich niż Kościoła Katolickiego? Komu zawdzięczać nieortodoksyjne, nieklarowne czy wręcz zaprzeczające Tradycji sformułowania w dokumentach kościelnych? Komu zawdzięczać zupełny brak zainteresowania licznymi dysydenckimi ruchami, które działają bez granic i nie obawiają się żadnej reprymendy? Pomyłki ludzkie zdarzają się, słabości można zrozumieć, jednak te same uczynki powtarzane wielokrotnie przestają stanowić niechciany przypadek i zaczynają sygnalizować trend, program, filozofię. I tu dochodzimy do bardzo drażliwego punktu. Rzeczowa analiza filozofii obecnego Papieża ukazująca Jego wybitnie nietradycyjne myślenie jest już dosyć obszerna, a wyniki nie są żadną niespodzianką. Nie są także domeną jakichś wyizolowanych środowisk – jak niekiedy sugeruje się – lecz są tak samo zauważane przez szerokie nurty neokatolickie, czyli tych, którzy sami oddalili się od prawdziwej nauki Kościoła. W amerykańskim neokatolickim piśmie progresywistycznym Commonweal, na krótko przed podwójną beatyfikacją papieży Jana XXIII i Piusa IX w 2000 roku tak oto podkreślano ogólnie znany liberalizm papieża Jana Pawła II, dosyć celnie podsumowując obecny Pontyfikat:
“Wielki absurd nadchodzącego wydarzenia [podwójnej beatyfikacji] może być wychwycony  gdy rozpoznamy to, że zarówno Jan XXIII jak i Jan Paweł II byliby potępieni za swe idee i za swe słowa, jeśli wyznaliby je w czasie gdy Pius IX był u władzy.”[12]

Destrukcja w praktyce

Wtedy, gdy budowla Kościoła stanowiła jeszcze silny organizm kierujący się niezmiennymi zasadami, rozsadzenie Go przez wrogów zewnętrznych – a próby były dokonywane nieustannie -  stanowiło wielką trudność, jednak przebiegle zainicjowane zmiany wewnętrzne osłabiły tę trwałą strukturę i pod wpływem śmiałych sił odśrodkowych pękł jej nienaruszalny rdzeń. Organizm z uszkodzonym systemem immunologicznym stał się bezbronny wobec wewnętrznych, rakowych ataków neomodernizmu i rozpoczął się szybki proces dekompozycji. Wprowadzone do życia Kościoła zmiany były ziszczeniem się marzeń Jego wrogów. W XIX wieku ekskomunikowany ksiądz Paul Roca, apostata i mason, przewidywał celnie: “Kult Boży w formie nakazanej przez Kościół Rzymski ulegnie wkrótce zmianie na soborze ekumenicznym, który przywróci mu czcigodną prostotę złotego wieku Apostołów, zgodnie z wymaganiami świadomości i nowoczesnej cywilizacji [...] Bliska jest już ofiara, która wyraża uroczysty akt pokuty [...] Papiestwo upadnie, umrze pod poświęconym nożem, który wykują ojcowie ostatniego soboru.”

To, o co zewnętrzni wrogowie zabiegali przez wieki, osiągając w sumie niewiele, wewnętrzne siły progresywistyczne potrafiły skutecznie zrealizować w kilka zaledwie lat. Nie zaniedbując żadnej  dziedziny mogącej osłabić Kościół, skupiono się przede wszystkim na tym, co stanowiło esencję Wiary i tam skierowano ataki, wprowadzając i upowszechniając między innymi: Nową liturgię, a przede wszystkim Mszę św., w niewielkim jedynie stopniu zaczepioną w Tradycji. Warto przypomnieć, że Ojcowie Soborowi nie podpisali się (a większość absolutnie nie dopuszczała takiej myśli) pod jakimkolwiek dokumentem zmieniającym nieśmiertelną Mszę św. Wszechczasów. Dopiero w kilka lat później, w postępującym procesie zainspirowanym “duchem soborowym”, papież Paweł VI dokonał radykalnych zmian, przeobrażając to, co nie powinno zostać ruszone. Msgr Klaus Gamber ujął tę zmianę słowami: “Prawdziwa destrukcja tradycyjnej Mszy [św.] w tradycyjnym rzymskim rycie, z ponad 1000-letnią historią, stanowi całkowitą destrukcję wiary, w której [Msza św.] jest umocowana; wiary, która była źródłem pobożności i odwagi niosącej świadectwo Chrystusa i Jego Kościoła oraz inspiracją dla niezliczonej liczby katolików przez wiele wieków.”[13]

Przenicowanie całej teologii widoczne jest tak wyraźnie w postawie kapłana, który zwracał się wraz z wiernymi ku Bogu (verus Deo) składając na ołtarzu Ofiarę przebłagalną za nasze grzechy, a dziś zwrócony versus populum, jako “przewodniczący zgromadzenia Ludu Bożego” celebruje na stole Wieczerzę, Posiłek. Zmiany doprowadzające do upadku szacunku do Najświętszego Sakramentu, z takimi nadużyciami jak Komunia św. na rękę, upowszechnienie Komunii św. pod dwiema postaciami, przyjmowanie Komunii św. w pozycji stojącej, rozpowszechnienie funkcji szafarzy świeckich, itp. W wielu kościołach w USA dochodzi do takich scen, gdzie np. na 75 osób przystępujących do Komunii św. rozdaje Ją aż 16 szafarzy świeckich, a po zakończeniu pozostałą Krew Chrystusa wylewa się do zlewu! Nowy cykl roku liturgicznego, które to zmiany – jak zauważa Msgr Klaus Gamber – spowodowały zatracenie sensu miejsca w Kościele.

Zmiany doprowadzające do rezygnacji, a właścicie brutalna likwidacja łaciny jako języka liturgicznego, wbrew wyraźnym zaleceniom poprzednich papieży, którzy widzieli w łacinie skuteczną barierę przeciwko herezji i niezastąpione narzędzie wspólnoty Kościoła. Nawet papież Jan XXIII 22 lutego 1962 roku w Veterum Sapientia pisał: “Biskupi w swojej ojcowskiej trosce powinni mieć się na baczności, by nikt w ich jurysdykcji nie był skłonny do rewolucyjnych zmian, nie pisał przeciwko używaniu łaciny w studiach religijnych lub w liturgii lub poprzez jednostronność osłabiał wolę Stolicy Apostolskiej w tej sprawie bądź ją fałszywie interpretował.” Cóż, minęło kilka zaledwie lat i papież Paweł VI zerwał z Tradycją i właściwie zakazał Mszy łacińskiej, a szczególnie trydenckiej.[14] Dziś ci co domagają się prawdziwej Mszy św. po łacinie nazywani są schizmatykami

Kilkudziesięcioletnie zaniedbania w dogłębnym nauczaniu łaciny w seminariach doprowadziły do sytuacji, gdzie większość duchownych, wraz z nowomianowanymi biskupami nie zna na tyle łaciny, by czytać np. dzieła Doktorów Kościoła w oryginale. Korzystają oni najczęściej w zamian z odpowiednio spreparowanych opisów i posoborowych interpretacji. Ponadto, wiele oficjalnych dokumentów kościelnych przestało być dziś pisanych w tym języku.

“Ekumenizm”, który przeszedł wszelkie ramy ortodoksyjności i przeobraził się w dzisiejszą postać skutecznego środka protestantyzacji Kościoła, z tak oburzającymi elementami jak wspólne modły z odszczepieńcami czy “spotkaniami ekumenicznymi”, które miały miejsce w ramach tzw. “modlitw o pokój” w Asyżu w 1986 roku, a na mniejszą skalę stały się powszechnym składnikiem życia wielu parafii na całym świecie. Całkowicie nowe podejście do niechrześcijańskich religii z przekreśleniem nienaruszalnej zasady Extra ecclesia nulla est salus, tak widoczne np. w “dialogu” katolicko-żydowskim. W niepamięć odchodzą słowa np. papieża Piusa XI, który w Encyklice Mortalium animos pisze wręcz, iż spotkania międzyreligijne katolików z wyznawcami innych religii “jest zawsze zabronione”, bowiem “Jedność może powstać tylko z jednego autorytetu nauczycielskiego, jednego prawa wiary, jednej wiary Chrześcijan.” Do lamusa przeszły liczne jasne i jednoznaczne stwierdzenia wyrastające wprost z Nauki Chrystusa, np. definicja wyrażona podczas Soboru Florenckiego (1438): “Poganie, Żydzi, heretycy i schizmatycy są poza Kościołem Katolickim i jako tacy nie mogą wziąć udziału w życiu wiecznym, chyba że przed śmiercią dołączą do jedynego prawdziwego Kościoła Jezusa Chrystusa: Kościoła Katolickiego.” Miast nawracania, Kościół dzisiejszy “dialoguje” odstępując od swoich zasad…

“Nową ewangelizację” będąca wylęgarnią różnych nurtów ruchów neokatechumenalnych i charyzmatycznych, często o podejrzanych korzeniach i nietradycyjnych działaniach. Coraz skuteczniejsze próby powszechnej akceptacji teologii “uniwersalnego zbawienia”.[15] Bezwzględne wykorzystanie, czyli wielkie nadużycie tzw. krytycyzmu historycznego w pracach badawczych, które było zaczynem procesu przepisywania Pisma Świętego eliminującego “niepoprawne politycznie” wersety oraz stało się “natchnieniem” dla tendencyjnych tłumaczeń. Szczególnie kłania się tutaj wybitnie destrukcyjna postać ojca Raymonda E. Brown’a, przewodniczącego Papieskiej Komisji Biblijnej od 1992 do 1998 roku.[16] Zapoczątkowanie reformy papiestwa i “demokratyzacji Kościoła” z wizją Biskupiego Ciała Synodalnego zastępującego Władzę Piotrową (potestas vicaria), która ze swą nieodłączną papieską nieomylnością stanowiła zawsze element nie do zaakceptowania przez odszczepieńców w rodzaju tzw. wschodnich kościołów siostrzanych czy odłamów protestanckich. Funkcja Papieża w Nowym Kościele zamykałaby się w ramy “prezydenta” Biskupiego Ciała Synodalnego. Nad tymi zmianami pracowali wytrwale tacy dysydenccy teologowie jak o. Hans Küng, o, Karl Rahner, SJ, o. Y. Congar, OP i wielu inni, którzy, jeszcze za Piusa XII byli w niełasce, a niektórym groziła nawet ekskomunika za swe nauczanie, lecz później wstrzyknęli swoją teologię w nurt soborowy, a za pontyfikatu Jana Pawła II zostali w pełni zrehabilitowani. Dziś o “reformę papiestwa” wołają już coraz głośniej liczni kardynałowie…

Zamianę teologii na socjologię z nowym antropocentrycznym rozumieniem świata i człowieka i w konsekwencji przypisaniem jemu atrybutów boskości. Reformę kształcenia i formacji księży w seminariach i zakonach, korzystającą z takich “osiągnięć” naukowych, jak np. tak zwana humanistyczna psychologia.[17] Redefinicję tradycyjnego pojęcia misji katolickich, którym zamieniono cele ewangelizacyjne walki o każdą duszę na zwykłą ludzką humanitarną pomoc. Praktyczną likwidację perły wzbogacającej życie Kościoła: muzyki polifonicznej wraz z chorałem gregoriańskim. Podczas poprzednich pontyfikatów ukazało się wiele oficjalnych dokumentów kościelnych (1928: Konstytucja Apostolska Divini Cultus Sanctitatem Piusa XI, 1947: Encyklika Piusa XII Mediator Dei, 1955: Encyklika Musicae Sacrae Disciplina, 1958: Instrukcja Kongregacji Obrzędów o muzyce sakralnej i liturgii), które propagują chorał gregoriański i uznają muzykę polifoniczną wraz z chorałem jako podstawowy repertuar muzyki liturgicznej w Kościele. Również i Sobór Watykański II w Konstytucji o św. Liturgii podkreślił znaczenie chorału gregoriańskiego jako “własnego śpiewu liturgii rzymskiej”. Tak samo posoborowe dokumenty podkreślają niezastąpione znaczenie polifonii i chorału. Dlaczego jednak zezwolono na eksperymenty muzyczne w liturgii, dlaczego nie przeciwdziałano wielkim nadużyciom dokonywanym w imię “ducha soborowego”, dlaczego nie skorzystano z narzędzi dyscyplinujących? Dlaczego dalej promuje się modernistyczne kakofonie, nawet na papieskich Mszach św.? W 1928 roku papież Pius XI w konstytucji apostolskiej Divini cultus sanctitatem pisał, by w kościołach: “Jedynie te rozbrzmiewały melodie, które uzmysławiają majestat miejsca i tchną świętością obrzędów”, lecz zapominając o tym wszystkim w szybkim tempie chorał i polifonię zastąpiono tzw. muzyką nowoczesną z rockiem, popem, big-beatem i innymi nurtami, które nie tylko nie należą do życia Kościoła (a już absolutnie nie do liturgii!), ale często wprost wypływają z diabolicznych źródeł. To, że dziś w usta błogo uśpionych spiewaków czy grajków wkłada się słowa: “Jezus” czy “Alleluja”, nie oznacza wcale, iż swe talenty wykorzystują dla  chwały Bożej. Jak ulał pasuje tutaj stare znane powiedzenie: “Jeśli coś brzmi, jakby pochodziło z Piekła, na pewno stamtąd  pochodzi.”

“Nową estetykę” kościołów, cechującą się przede wszystkim wyrugowaniem tych wszystkich elementów, które latami tworzyły niezastąpioną atmosferę skupienia, modlitwy, medytacji i oddawania chwały Bożej. Zastąpiono je nowymi “czystymi” kompozycjami architektonicznymi budynków kościelnych, które często trudno odróżnić od baraków, magazynów czy sal sportowo-widowiskowych, a wnętrza kościelne pozbawiono nie tylko głębokiej symboliki architektonicznej sacrum, lecz także ławek, klęczników, balasek, konfesjonałów, drogi krzyżowej, obrazów, rzeźb, witraży, bocznych ołtarzy i wszelkich symboli głębii i najpiękniejszej przeszłości Kościoła, nie mówiąc już o umieszczeniu ołtarza (dziś nazywanego zwyczajnie stołem) na środku, zastąpieniu Krucyfiksu jakimś płaskim wyobrażeniem krzyża i umieszczeniu tabernakulum w odległym, ustronnym, niewidocznym miejscu, np. w bocznej, ciasnej kaplicy, a nawet w piwnicy. (A w miejscu tabernakulum siedzi dziś” prezbiter” ze świtą ministrantek…) Czy takie wnętrza zapraszają do modlitwy? Czy estetyka człowieka żyjącego po 1965 roku zmieniła się tak diametralnie, że należało rozkazać rozwalenie dostojnych marmurowych ołtarzy, zniszczyć piękne wnętrza kościelne, powybijać witraże, zastąpić ławki składanymi fotelikami bez klęczników? Tego rodzaju destrukcji dokonano w Stanach Zjednoczonych tysiącami po roku 1965, wszystkie oczywiście za zgodą i pod szczegółowym patronatem miejscowych biskupów i bez zająknięcia się Stolicy Apostolskiej.

Również i w Polsce sytuacja nie przedstawia się tak wesoło: nowe kościoły mają zewnętrzną architekturę stajni, a w środku króluje szpetota estetyczna. Warto przy okazji zaznaczyć, że ta “różnorodność” stylów dzisiejszych kościołów wygląda jakby tworzona była pod patronatem tej samej ekipy akatolickich architektów, dalekich od znajomości właściwego celu świątyń i dysponujących jakimś magicznym uniwersalnym szablonem. Wszędzie powtarza się przy tym wyświechtane frazesy o “braku funduszy” na budowę godnych domów Bożych, lecz jakoś nie zabrakło w ostatnich czterdziestu latach setek milionów dolarów wydanych na “modernizację” (czytaj: destrukcję) kościołów w USA. W 2002 roku ultraliberalny kardynał Roger Mahony “oddał do użytku” w Los Angeles potężne 11-piętrowe gmaszysko, które nazwał katedrą. Ta “katedra” (nb. katedra bez Cathedra, fotelu biskupiej władzy), pozbawiona wszelkich, najmniejszych nawet symboli katolickości, kosztowała przeszło 200 milionów dolarów.[18]  A i w Polsce okazuje się nie brakuje pieniędzy na monstrualne budowle, np. w Licheniu czy modernistyczne eksperymenty w Łagiewnikach, podczas gdy w starych, pięknych kościółkach przecieka dach… Komu zależy na tym, by tworzyć atmosferę odpychającą od skupienia i godnego przeżywania Męki Pańskiej? Kto dokonał zniszczenia kościołów, jeśli nie ludzie nienawidzący i piękna i samego Kościoła? Święty Damian mówił, iż: “Kościół jest obrazem świata”, a patrząc na dzisiejszy świat widzimy do czego doprowadzono włączając profanum w kościelne życie.

Podane wyżej przykłady to tylko wycinek długiej listy nadużyć, bowiem to co obserwujemy, stanowi zaprzeczenie Tradycji Kościoła, jest w istocie budowaniem Kościoła “na miarę trzeciego tysiąclecia”, budowaniem Nowego Kościoła w sumie pogardliwie patrzącego na swoją przeszłość. Czyżbyśmy wstąpili już w apokaliptyczny etap, gdzie odpowiedzialni za Kościół zamknęli oczy na Światło Prawdy i Życia i, zachłyśnięci fałszywymi hasłami humanitaryzmu, widząc jedynie swój własny, ziemski cel stali się “Ślepymi przewodnikami ślepych”? (por. Mt 15. 14)

Wymowa liczb

Przedstawiając problem dzisiejszego Kościoła opierałem się na statystykach opracowanych dla Kościoła w Stanach Zjednoczonych, lecz niestety podobnie wyglądają one w innych krajach. Kiedyś, wcale nie tak dawno, zachodnie kraje europejskie cieszyły się wypełnionymi kościołami, bogatym życiem duchowym, licznymi powołaniami kapłańskimi i zakonnymi, a dziś straszą pustką i moralną degrengoladą. W Polsce może to na razie wyglądać na zewnątrz nieco mniej dramatycznie, gdyż paradoksalnie, komunizm odseparował Kościół polski od dekadenckich myśli i wpływów teologów zachodnich[19], a Opatrzności zawdzięczamy osobę Prymasa Stefana Kardynała Wyszyńskiego, który już w kilka lat po zamknięciu Soboru dostrzegał dziejące się zło i wołał:

Kościół posoborowy [...], Kościół, którego Credo staje się elastyczne, a moralność relatywistyczna, [...] Kościół na papierze, a bez Tablic Dziesięciorga Przykazań! Kościół, który zamyka oczy na widok grzechu, a za wadę ma bycie tradycyjnym, zacofanym, nienowoczesnym.” [20]

Postawa Prymasa Polski spowolniła proces zmian w Polsce w tamtych latach, niemniej w ciągu ostatniego dziesięciolecia widać wyraźne próby zbliżenia Kościoła do nurtu kościołów zachodnich, co zresztą wspierane jest watykańskim błogosławieństwem. Obserwując tempo zmian i nastawienie polskiej hierarchii kościelnej pragnącej szybkich przeobrażeń, w ciągu następnych kilku lat należy spodziewać się w Polsce podobnie pustych kościołów i podobnych wyników do zaprezentowanych poniżej. Do tego wszystkiego dojdzie jeszcze jeden czynnik: w niedalekiej przyszłości duchowa pustka i alianacja społeczna po nieuniknionej utracie “naszego Papieża”, przy radykalnie progresywnym papiestwie, który nieuchronnie nastąpi – bowiem będzie konsekwencją nominacji kardynalskich dokonanych w ciągu ostatnich 25 lat – odciągnie wielu wiernych od Kościoła. Z rozrzewnieniem będziemy wspominali wtedy Jana Pawła II jako wzór ortodoksji…

Przygotowując ten materiał[21] korzystałem z najnowszego wydania “Oficjalnego Przewodnika Katolickiego”[22], autorytatywnego wydawnictwa Kościoła Katolickiego w USA ukazującego się od 1817 roku, oraz na niezwykle istotnej pozycji pt “Wykaz najważniejszych wskaźników katolickich. Kościół od czasu Soboru Watykańskiego II”[23], autorstwa Kenneth C. Jones, który opierał się głównie na wcześniejszych wydaniach “Oficjalnego Przewodnika Katolickiego”, lecz  również szeroko z innych źródeł.

Przejdźmy zatem do liczb.

LICZBA KATOLIKÓW

Zestawiając wzrastająca liczbę “katolików” w USA ze spadającymi wskaźnikami ich uczestnictwa w życiu katolickim oraz znajomością i praktyką Wiary, można sądzić, że mamy do czynienia z całkowicie Nowym Kościołem, Kościołem bez zasad, bez wymagań, bez konsekwencji, bez życia. Kościołem umierającym, który być może przekroczył już próg stając się jednym z odłamów protestantyzmu.

Zacznijmy od liczby tzw. katolików w Stanach Zjednoczonych. Liczba osób deklarujących się jako katolicy – co absolutnie nie oznacza ani znajomości, ani rozumienia, ani przestrzegania zasad Wiary, a ostatnio najczęściej wręcz przeciwnie – nieustannie rośnie, osiągając w 2002 roku przeszło 65 milionów osób. Od lat 20-tych XX wieku, aż po 1965 rok, liczba katolików uczestniczących w cotygodniowych Mszach św. wynosiła przeszło 70 procent, osiągając ponad 75 procent na krótko przed 1965 rokiem. Od tego czasu następuje gwałtowny spadek dający wynik około 25 procent pod koniec lat dziewięćdziesiątych. W innych krajach, szczególnie w krajach Europy Zachodniej, wyniki te są jeszcze bardziej przygnębiające. Czy tak ma wyglądać “wiosna w Kościele”?

Oczywiście obok pewnych mechanicznych czynności, jak np. uczestnictwo w cotygodniowej Mszy św., również i inne wskaźniki powinny być brane pod uwagę przy ocenie “katolickości” katolików. Dla przykładu, aż 77 procent katolików amerykańskich uważa, że można być uznanym za “dobrego katolika” bez cotygodniowego uczestnictwa we Mszy św., 72 % twierdzi, że można być “dobrym katolikiem” nie przestrzegając nauczania Kościoła w sprawach tzw. regulacji poczęć, 65% -  bez zgadzania się z nauczaniem Kościoła w sprawach dotyczących rozwodów i powtórnych małżeństw, 53% – w sprawach tzw. aborcji, itd. Prawie co czwarty katolik amerykański (23 %) uważa, że nie ma sprzeczności w stwierdzeniu: “dobry katolik” = ten co nie wierzy w Zmartwychwstanie. Liczby te są jeszcze bardziej niebezpieczne, jeśli weźmie się pod uwagę pewne grupy wśród katolików, np. nauczycieli podstawowych szkół katolickich. Aż 90% nauczycieli z tych szkół nie zgadza się z nauczaniem Kościoła na temat stosowania środków anytkoncepcyjnych, 79% nie wierzy w działanie Ducha św. przy spisywaniu Ewangelii, 57% uważa, że kapłaństwo nie powinno być przypisane tylko mężczyznom, 26% nie wierzy w życie pozagrobowe, 13% nie wierzy w Zmartwychwstanie, 9% nie wierzy boskość Chrystusa, a 2% wogóle nie wierzy w Boga! Jak ludzie ci mają przekazywać wiarę dzieciom, jeśli sami nie wierzą w większość prawd wiary? Nie dziwmy się zatem, że i wyniki takiego nauczania są odpowiednie: według badań z 2001 roku tylko 37% ludzi młodych w wieku 20 do 39 lat twierdzi, że uczestnictwo w cotygodniowej Mszy św. jest niezbędne dla wiary, tylko nieco więcej niż połowa (52%) sądzi, że istnienie instytucji Papieża jest niezbędne, taka sama ilość sądzi, że istnienie zakonów jest niezbędne, itp.

LICZBA KSIĘŻY
Przy wzrastającej liczbie (nominalnych) katolików liczba księży w Stanach Zjednoczonych zmniejszyła się o 22% pomiędzy latami 1965 a 2002. Biorąc pod uwagę dotychczasowe tendencje, w roku 2020 przewiduje się, że będzie w USA 30,992 księży. Warto jednak zaznaczyć, że w roku 2000 spośród około 47 tysięcy księży, tylko 27 tysięcy działało w parafiach, a aż 16% z tych 27 tysięcy pochodziło z obcych krajów. W 1965 roku na 10 tysięcy katolików przypadało statystycznie 12.85 księży, w roku 2002 tylko 7.00, co stanowi spadek o 46 procent.

ŻYCIE PARAFIALNE
W roku 1965 w Stanach Zjednoczonych tylko około 1 procent parafii (dokładna liczba: 549) było bez stałego księdza, w roku 2002 liczba ta wzrosła o 500 procent, do 2928 (razem stanowi to około 15% parafii). Biorąc pod uwagę dotychczasowe trendy, w roku 2020 będzie 4656 parafii bez stałego księdza, czyli 26 procent całkowitej liczby. W związku z takimi prognozami zintensyfikowano proces łączenia parafii, z zamykaniem kościołów jako metodą “zaradzenia” kryzysowi.  Niektórzy biskupi widzą jedyne rozwiązanie sytuacji w… dopuszczeniu kobiet do święceń kapłańskich.

BRAK KANDYDATÓW
Statystki ukazujące nagły spadek ilości księży wyglądają przerażająco, jednak jeszcze bardziej dramatycznie przedstawiają się liczby dotyczące seminarzystów. Pomiędzy latami 1965 a 2002 w amerykańskich seminariach spadek liczby kandydatów do kapłaństwa wyniósł aż 90 procent. W 1965 roku przypadało 10.73 seminarzysty na 10 tysięcy katolików, w roku 2002 tylko 0.72, co stanowi spadek o 93 procent.

Mimo tego, z ust najwyższych hierarchów kościelnych dalej padają słowa o “odnowie w Kościele”, o panujacej “wiośnie” i oczywiście o konieczności kontynuacji tego, co doprowadziło do dna dzisiejszej rzeczywistości. Ci “kontynuatorzy” nie chcą jednak zauważyć najprostszej metody, najczystszego sposobu zawrócenia tego trendu. Jest nim autentyczny powrót do Tradycji wyrażany odrzuceniem błędów Vaticanum II i dewiacji posoborowych. Najwyraźniej przekłada się to na ilość kandydatów w seminariach, które słyną z poważnego brania Nauki Kościoła i wcielania Jej w życie. Istnieją jeszcze seminaria, które dosłownie “pękają w szwach”, choć kształcenie odbywa się w bardzo skromnych warunkach. Ortodoksyjne zgromadzenia w rodzaju Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X oraz Bractwa św. Piotra – FSSP czy też The Legionnaires of Christ i Bractwo św. Jan Kantego, prowadzą seminaria gdzie nie brakuje kandydatów. Nawet niektóre seminaria związane z diecezjami, np. Mount Saint Mary’s w Emmitsburg w stanie Maryland (absolutnie nie mylić z St. Mary Seminary w Baltimore, słynące z wielu wypaczeń, w tym z aktywnego lobby homoseksualnego), czy w Lincoln (stan Nebraska) nie narzekają na brak kandydatów. W Denver (stan Kolorado) Arcybiskup Charles Chaput w swoim St. John Vianney Theological Seminary kształci 69 kleryków, czyli tyle samo co np. ultraliberalny kardynał Roger Mahony w Los Angeles, z tym, że Archidiecezja w Denver jest 11 razy mniejsza niż archidiecezja kalifornijska. Kardynał Mahony zdołał wyświęcić w 1999 roku tylko trzech księży na cztery miliony katolików w swojej diecezji! [24] Przy spadającej liczbie seminarzystów, spada również ilość seminarów w USA. W roku 1965 było razem 596 seminariów, w roku 2002 dokładnie 200.

TRAGICZNA SYTUACJA W ZAKONACH MĘSKICH
Pomiędzy rokiem 1965 a 2002 liczba braci zakonnych zmniejszyła się o 54 procent. Na 10 tysięcy katolików w 1965 roku przypadało statystycznie 2.69 brata zakonnego, w roku 2002 liczba ta wynosi 0.87, co stanowi spadek o 68 procent.

TRAGICZNA SYTUACJA W ZAKONACH ŻEŃSKICH
Sytuacja w zakonach żeńskich jest równie beznadziejna jak w zakonach męskich i prawdziwie odzwierciedla “wiosnę w Kościele”: pomiędzy rokiem 1965 a 2002 liczba sióstr zakonnych zmniejszyła się o 58 procent,. W przeliczeniu na 10 tysięcy katolików w 1965 roku przypadało statystycznie 39,43 sióstr zakonnych, zaś w roku 2002 liczba to zmalała o 71 procent, do 11,56. Przy istniejących trendach – a oczywiście nic nie wskazuje na to by coś się zmieniło – w roku 2020 spadek liczby sióstr zakonnych wyniesie 78% w stosunku do roku 1965.

UPADAJĄCE SZKOLNICTWA
Tak jak wszystkie dziedziny, również i szkolnictwo stało się ofiarą zmian w Kościele i stale zmniejsza się ilość szkół, spada liczba uczniów i nauczycieli. Przy spadającej liczbie księży, sióstr i braci zakonnych, spada też ich liczba w systemie szkolnictwa. W zapomnianą przeszłość odchodzą uczące siostry: pomiędzy 1965 a 2003 rokiem spadek wyniósł aż 93 procent. W tym samym czasie spadek księży uczących wyniósł 87 procent, a braci uczących 83 procent. Spadek liczby uczących sióstr, księży i braci w szkołach zmusił szkoły katolickie różnych szczebli do zatrudnienia większej ilości nauczycieli świeckich, co zwiększyło koszty funkcjonowania szkół, podwyższyło czesne i uniemożliwiło wielu dzieciom lepszą edukację w szkołach katolickich. Dodatkowo, dla niektórych rodziców zastąpienie sióstr zakonnych nauczycielami świeckimi, zniosło sens prawdziwej edukacji katolickiej i przenieśli swe dzieci do szkół publicznych bądź prywatnych.

SPADEK ILOŚCI CHRZTÓW
Również i w tym segmencie nastąpiło załamanie w okolicach 1965 roku i mimo, iż w ostatnich latach liczba chrztów zwiększyła się nieco – co było wynikiem głównie wyżu demograficznego – to spadek jest jeszcze bardziej widoczny w przeliczeniu na 10 tysięcy katolików: w 1965 roku na ten segment przypadały statystycznie 287 chrzty, a w roku  2002 154.

SPADEK ILOŚCI ZAWIERANYCH MAŁŻEŃSTW
Zawieranie małżeństw w Kościele stanowi cały czas praktykowaną mechanicznie tradycję, choć i tutaj spadek jest widoczny. Pomiędzy 1965 a 2003 rokiem ilość zawieranych małżeństw zmniejszyła się o 33 procent, a biorąc lata 1970-2003 aż o 48 procent.

KOLOSALNY WZROST ILOŚCI UNIEWAŻNIONYCH MAŁŻEŃSTW
Dane dotyczące ilości unieważnionych małżeństw (nie mylić z rozwodami), są chyba najbardziej wymownym przykładem ataku na instytucję małżeństwa. Przed Soborem proces rozpatrywania możliwości unieważnienia był bardzo wnikliwy, uzyskanie zgody było niemalże niemożliwe i stanowiło skuteczą barierę unieważnienia trwałego związku małżeńskiego. Około roku 1970 w “posoborowym duchu” ruszyła maszyna destrukcji życia małżeńskiego, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. W 1991 roku aż 79% wszystkich unieważnień małżeństw na świecie dotyczyło Stanów Zjednoczonych, mimo iż amerykańscy katolicy stanowili mniej niż 6 procent światowej populacji katolików.

ZAMIERAJĄCE ŻYCIE ZAKONNE
Życie zakonne w USA zanika. Nie ma żadnego zakonu, który nie doświadczyłby ogólnych tendencji posoborowej “wiosny w Kościele”. Poniżej przedstawiam wskaźniki dotyczące kilku wybranych zakonów: Jezuitów, Franciszkanów, Redemptorystów i Benedyktynów, ale podobne – a nawet znacznie gorsze – wyniki są dostępne dla wszystkich innych zakonów. Kondycja wielu zakonów mierzona powinna być jednak nie tylko ilością braci czy kandydatów, lecz także morale życia zakonnego i wiernością Nauce Kościoła. Niestety, we współczesnych zakonach, np. Jezuitów, przynajmniej w Ameryce, trudno natknąć się niekiedy na śladowe tendencje takiej wierności. W prowadzonym przez Jezuitów miesięczniku America np. jawnie propaguje się związki homoseksualne, rozprawia się o korzyściach wynikających z bycia księdzem-homoseksualistą i podminowywuje się właściwie każdy dokument kościelny mający jakieś atrybuty ortodoksyjności. O upadku uczelni prowadzonych przez Jezuitów świadczy niedawny incydent, kiedy to kardynał Francis Arinze, prefekt watykańskiej Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, wygłaszając 17 maja 2003 roku przemówienie w prestiżowym Georgetown University w Waszyngtonie potępił homoseksualizm, kadra profesorska na znak protestu opuściła salę, a później 70 profesorów publicznie w liście otwartym zaatakowowało kardynała i nauczanie Kościoła. Jezuici – kiedyś perła ewangelizacji, dziś stanęli na froncie dekadenckiego ruchu w Kościele.

Aggiornamento

Jak widać ze wszystkich przytoczonych w tym opracowaniu wskaźników, szczytowy punkt rozwoju Kościoła w XX wieku przypadał na połowę lat sześćdziesiątych. Przeglądając tabele proszę zwrócić szczególną uwagę na stały wzrost liczby powołań kapłańskich i zakonnych, rozwój szkolnictwa katolickiego wszystkich szczebli, życia duchowego, itp., który daje się wyraźnie obserwować do tego momentu.

Po nim następuje jednak gwałtowny spadek w każdym, każdym bez wyjątku fragmencie życia Kościoła. Statystyki podobne do zaprezentowanych powyżej były także kompilowane na podstawie danych ze wszystkich innych krajów świata i wyniki były zdumiewająco podobne. Zaczynając od połowy lat sześćdziesiątych następuje tragedia na nieznaną w przeszłości skalę, lecz miast obiektywnie badać te zjawiska, sięgać po prawdziwe przyczyny, tłumaczy się to wpływami jakichś sił zewnętrznych, które właśnie wtedy, dokładnie w tym samym momencie na całym świecie w magiczny sposób zadziałały na społeczeństwa i odwróciły je od życia kościelnego.

Może pora publicznie przyznać się, iż przyczyna leży głębiej i wynika przede wszystkim ze świadomego obrania przez Kościół drogi aggiornamento, czyli zainicjownego przez papieża Jana XXIII, rozwiniętego przez Pawła VI i skutecznie rozszerzonego przez Jana Pawła II “otwarcia się Kościoła na świat”. Może pora wreszcie publicznie przyznać, że przez czterdzieści kilka ostatnich lat Kościół oddala się od Tradycji, płacąc za to słoną cenę. Kościół wpasowujący się w życie świeckie przestaje być autorytetem, co przekładając na sprawy codzienne można by ująć pytaniem: czymże Kościół ma zaimponować młodym ludziom, czym ma ich przyciągnąć, gdy odstawi się do lamusa atrybuty stałości, ze starą, nieśmiertelną liturgią, pięknymi pieśniami tworzonymi przez pokolenia, ponadczasową architekturą kościołów, tomistyczną teologią? Czy zauroczą się “lepszą” modernistyczną muzyką, czy “ciekawszymi” i “bardziej urozmaiconymi” Mszami (św.), czy nowoczesnymi, przestrzenniejszymi wnętrzami Kościoła, przypominającymi niekiedy bezduszne sale konferencyjne, czy architekturą rodem z komiksów i powieści Science-Fiction? Nawet jeśli młodzież w pewnym momencie będzie czuła się “jak u siebie” w tych salach, na “swojskich” Mszach (św.), prowadzonych przez “czujących ducha czasu” księży, jeśli będzie w “stanie ekspresji” na kolejnych Światowych Dniach Młodzieży, to okres ten mija szybko pozostawiając u dorastających młodych ludzi uczucie niedosytu. Pozbawieni stałego odniesienia i nauczeni szukania ciągle czegoś nowego, ciągle nowych wrażeń opuszczają oni Kościół “stale nie nadążający za światem”. Odchodzą “do świata”, znajdując przyjemności czy to w wirze hedonizmu czy w tradycyjnych, bardziej atrakcyjnych mistycznych religiach wschodnich, czy w błotnych oparach okultyzmu.

“Pozostając w pełnym przymierzu z Urzędem Piotrowym i akceptując nietradycyjnych braci jako naszych braci katolików, musimy dać nasze pełne i wyłączne poparcie tym bractwom duchownym, które poświęcają się wyłącznie celebracji Mszy [św.] i sakramentów zgodnie z księgami, które były w użyciu przed Soborem Watykańskim II.”

Jaka przyszłość?

Na naszych oczach intensyfikuje się ostra walka o kierunek rozwoju cywilizacji i stroną przegraną musi być i będzie, po prostu, strona słabsza.  Zdając sobie sprawę z historycznego fiaska, próby stworzenia społeczeństwa całkowicie laickiego nie będą raczej powtarzane (choć pozornie wygląda na to, że socjalistyczna Unia Europejska posiada takie zakusy), zatem pozostaje pytanie: jaki model religijny będzie wspierany przez inżynierów socjotechniki?

Katolicyzm z oczywistych względów będzie marginalizowany, a osłabiony od wewnątrz nie będzie już w stanie obronić się sam. Współczesny Kościół skazał bowiem sam siebie i przestaje być autorytetem, nawet dla swoich własnych wiernych, nie mówiąc o tym, że w wyniku zbratania się z “Tym Światem”, także w wyniku przyjęcia humanistycznej, proglobalistycznej koncepcji politycznego rozwoju świata zepchnięty zostaje (a właściwie sam siebie tam spycha) do roli jednego z tysięcy tzw. grup pozarządowych. Bardzo złożony ostatni Pontyfikat, operujący elementami ortodoksji i w wielu miejscach szczerze do nich przywiązany, w tym samym czasie wprowadzał niewiarygodne zmiany je przekreślające. Kondycja dzisiejszego Kościoła jest w dużej mierze konsekwencją takiej postawy. Aby ten proces odwrócić, Kościołowi potrzebny jest radykalny władca piotrowy, tak radykalny jak sam Chrystus, który przegonił kupców ze świątyni, a nie kontynuator zgubnych zmian soborowych, mocny w słowach, lecz słaby w czynach. Kościołowi potrzebny jest Pius XIII, a nie Jan Pawel III.

Biorąc pod uwagę powyższy stan faktyczny, warto poważnie rozważyć słowa Michaela Daviesa, jednego z największych współczesnych apologetów katolickich: “Pozostając w pełnym przymierzu z Urzędem Piotrowym i akceptując nietradycyjnych braci jako naszych braci katolików, musimy dać nasze pełne i wyłączne poparcie tym bractwom duchownym, które poświęcają się wyłącznie celebracji Mszy [św.] i sakramentów zgodnie z księgami, które były w użyciu przed Soborem Watykańskim II.”[25]

Być może jest to stwierdzenie bardzo rygorystyczne, ale wobec kryzysu, którego jesteśmy świadkami, wobec braku widocznych perspektyw jego zażegnania, czy najbardziej wiernym i uczciwym zachowaniem nie powinno być właśnie wyłączne poparcie nurtów tradycyjnych, jako jedynych niosących trwałe, nieskażone i niegasnące Światło.

Gałęzie rodzące złe owoce należy karczować, a my sami musimy przypomnieć sobie, iż w sprawach wiary naczelną naszą zasadą jest boska nietolerancja, tak samo jak nietolerancyjny był Chrystus wzywający: “Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16, 15).

Jako Polacy, tak żywo współuczestniczący w obecnym kończącym się Pontyfikacie, powinniśmy prosić Boga o siłę, błagać Niepokalaną Maryję o wstawiennictwo u Syna i wzywać Ducha Świętego o dobre rozeznanie dla naszego narodu w tych nadchodzących, trudnych dla Polski i Kościoła czasach. Trzeba prosić o odwagę, by przeciwstawiać się złu – gdziekolwiek miałoby się pojawić – i by je świadomie rozpoznawać, otwarcie je wskazywać i nazywać po imieniu. “Nie przeciwstawiać się złu, znaczy je aprobować, nie bronić Prawdy znaczy ją likwidować.” – ostrzegał papież Felix III (483-492) Gałęzie rodzące złe owoce należy karczować, a my sami musimy przypomnieć sobie, iż w sprawach wiary naczelną naszą zasadą jest boska nietolerancja, tak samo jak nietolerancyjny był Chrystus wzywający: “Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16, 15). W przesłaniu Chrystusa nie odnajdujemy dzisiejszego zgubnego ekumenizmu, nie widać wezwania do bezsensownych “dialogów” z innymi religiami, nie ma miejsca na “antropocentryczną teologię”, jest tylko jasne stwierdzenie o koniecznej misji ewagelizacyjnej. Jest rzeczą niezmiernie smutną, iż w dzisiejszych czasach sygnały sprzeczne z Tradycją katolicką idą z miejsc, z których należałoby spodziewać się ortodoksji i gorącej, oddanej obrony Prawdziwej Wiary.
  
“Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, ale złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców, ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. A więc: poznacie ich po ich owocach.” (Mt 7:15-20)  ˇ

PRZYPISY

[1]  Monsignor Klaus Gamber, The Reform of the Roman Liturgy: Its Problems and Background, San Juan Capistrano, CA, Una Voce Press, 1993, strona 97. Warto przypomnieć, że Monsignor K. Gamber należy do nurtu umiarkowanego w Kościele, a przedmowę do jego książki napisał kard. Joseph Ratzinger.

[2] Dyskusja na ten temat toczy się od samego początku obrad Soboru, z głosami takich prominentych myślicieli jak  np. Dietrich von Hildebrand, którzy już wtedy zauważyli, że Kościół porzuca swe korzenie przeobrażając się w inny twór. Także wielu z uczestników obrad soborowych wyrażało swoje obawy, niektórzy zdecydowali się później na stanowcze kroki, by uchronić to co jeszcze można uchronić. W tym kontekście jednymi z najbardziej zasłużonych byli m.in. arcybiskup Marcel Lefebvre, biskup de Castro Mayer i kardynał Ottaviani.

[3] Papież Jan XXIII sam wspomina o tym w swoich pamiętnikach.

[4] Zdając sobie sprawę z istnienia podziemnego ruchu liberalnego w Kościele i obserwując jawne ataki na Kościół z zewnątrz inspirowane przez ruchy masońskie, szczególnie nasilające się podczas pontyfikatu Leona XIII, Papież Św. Pius X przystąpił do walki z Liberalizmem, który w międzyczasie przeobraził się w zaawansowaną postać współczesnego Modernizmu.

[5] Z bogatej literatury warto przypomnieć:
   Prof. Romano Amerio, Iota Unum: A Study of Changes in the Catholic Church in the XXth Century, Sarto House, 1996
   Atila Sinke Guimarăes, In the Murky Waters of VaticanII, Volume I from the Collection: Eli, Eli, Lamma Sabacthani?, TAN Books and Publishers, Inc, 1999
    Atila Sinke Guimarăes, Animus Delendi I,  Volume IV from the Collection: Eli, Eli, Lamma Sabacthani?, Tradition in Action, Inc, 2000
   Atila Sinke Guimarăes, Animus Delendi II, Volume V from the Collection: Eli, Eli, Lamma Sabacthani?, Tradition in Action, Inc, 2002
    O. Johannes Dörmann, Pope John Paul II’s Theological Journey to the Prayer Meeting of Religions in Assisi, 1994, ISBN 09359527 (originaly tytul: Theologische Weg Johannes Pauls II zum Weltgebetstag der Religionen in Assisii)
    O. Ralph Wiltgen, SVD, The Rhine Flows in the Tiber, TAN, 1985

[6] Podkreślenia w tekście pochodzą od Autora, chyba, że zaznaczono inaczej.

[7] Należy jak najczęściej przypominać nazwiska osób odpowiedzialnych za kierowanie bądź inspirowanie soborowych ruchów progresywistycznych. Do tej grupy należeli między innymi: kardynał Yves Congar, OP, Karl Rahner, SJ, Edward Schillebeeckx, OP, Hans Küng, a także nie uczestniczący bezpośrednio choć wpływowi: Hans Urs von Balthasar oraz Pierre Teilhard de Chardin, SJ.     Jedna z ważniejszych postaci liberalnego nurtu Vaticanum II, kardynał Yves Congar, OP,  w 1994 roku otrzymał insygnia kardynalskie, a w specjalnym liście Jan Paweł II dziękował mu słowami za “odwagę, ponieważ teologia [Twoja - Y. Congara] wychodzi naprzeciw przyszłości i odnowie, realizowanej przez Sobór” .     Ojciec Karl Rahner, SJ, tylko o krok od oficjalnego potępienia za swe poglądy za papieża Piusa XII, został całkowicie zrehabilitowany, a później zaproszony został przez Jana XXIII do udziału w obradach soborowych. Jego heretyckie teksty niemal w całości wykorzystane zostały w konstytucjach Lumen Gentium (O Kościele) czy Dei Verbum, które właściwie sam redagował. Dziś (marzec 2004) organizuje się w Watykanie specjalne sympozja rozkoszujące się twórczością K. Rahnera.     Hans Urs von Balthasar, ze swą dysydencką teologią (np. nie wierzył w istnienie piekła), był o krok od nominacji kardynalskich z rąk Jana Pawła II (zmarł zaledwie kilka godzin przed ceremonią).

[8] Wsłuchując się w stwierdzenia Kardynała J. Ratzingera, należy zdać sobie sprawę, iż należał on podczas obrad soborowych do najbardziej radykalnego skrzydła progresywisycznej strony (pracował bezpośrednio z K. Rahnerem). Dziś ukazywany jest jako jeden z najbardziej ortodoksyjnych hierachów Kościoła. Paradoks polega na tym, że to co było jeszcze kilkadziesiąt lat temu nieakceptowalną ideologią progresywistyczną, dziś stało się ortodoksją…

[9] Co prawda wiele dokumentów soborowych flirtuje niekiedy na krawędzi herezji, ale miały tam miejsca sformułowania jedynie na poziomie Magisterium zwyczajnego. W posoborowych zmianach być może chodzi o dokonanie takich przeobrażeń Kościoła, by w końcu – na zasadzie faktów dokonanych – można było wreszcie zmienić to, co będzie wydawało się “przeżytkiem” wymagającym “niezbędnej korekty dziejowej”.

[10] Tematem niesubordynacji władz kościelnych wobec żądań fatimskich, pismo “Bibuła” zajmie się w jednym z kolejnych numerów.

[11] Obok wielu analiz na ten temat, zwracam tutaj uwagę na czterotomowe opracowanie ojca Johannes Dörmann, Pope John Paul II’s…, w którym w szczegółowy, systematyczny sposób pokazywana jest droga myślowa papieża Jana Pawła II prowadząca w końcu do akceptacji spotkania w Asyżu. W książce analizowana jest wpierw filozofia biskupa, póżniej kardynała Karola Wojtyły oraz rozwinięcie “Nowej Teologii” przez papieża Jana Pawła II.

[12] Commonweal, 11 sierpień 2000

[13] Msgr Klaus Gamber, Op. Cit, str. 102

[14] Dziś dochodzimy do takich paradoksów, że jesteśmy świadkami liturgii odbywającej się w kilku obcych językach, z reguły nie rozumianych przez uczestników, a robione jest to w imię “jedności Kościoła”… To, co łaczyło wiernych: jeden, wspólny, uniwersalny język łaciński, zastępowane jest wieżą Babel.

[15] Johannes Dörmann, Pope John Paul II’s.., Op.Cit.

[16] Obszerna analiza działalności ojca Raymonda Brown: Father Raymond Brown and the Demise of Catholic Scripture Scholarschip, Robert A. Sungenis, M.A., The Catholic Family News, luty 2004 i w kolejnych numerach.

[17] Jednym z najbardziej zaangażowanych w ten proces był psycholog dr William Coulson, uczeń Carl Rogera i wyznawca teorii Abrahama Maslowa. Po latach, dr Coulson spostrzegł jak wielkiego spustoszenia dokonał korzystając z tych teorii i jak wiele zniszczył zastosowując ją w praktyce na instytucjach kościelnych (w seminariach, zakonach, szkołach). Dziś dr Coulson udziela się w katolickich i protestanckich grupach ostrzegając przed zgubnym narzędziem współczesnej psychoterapii. Mimo tego, wielu biskupów dalej wierzy w narzędzia współczesnej pseudonauki, kultywując zgubne procesy w szkołach i seminariach swoich diecezji. Obszerny wywiad z dr Coulsonem: “The Religion of Self. An Interview with Dr. William Coulson”, The Latin Mass. Chronicle of a Catholic Reform, Vol. 8, No. 4, jesień 1999.

[18] Więcej informacji o tej działalności kardynała R. Machony: http://www.bibula.com/Catholic/przeglad_prasy_2002_01_a.html

[19] Chociaż oczywiście nie brakowało licznych organizacji katolików świeckich usiłujących wprowadzać nowe prądy teologiczne. Do nich zaliczały się przede wszystkim środowiska Tygodnika Powszechnego, szczególnie po przejęciu go przez Jerzego Turowicza, grupa “Dziś i Jutro” Piaseckiego, później znana jako Pax, grupa Znak, Kluby Inteligencji Katolickiej, wiele dysydenckich grup związanych z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim, itp.

[20] Z homilii Stefana Kardynała Wyszyńskiego w katedrze warszawskiej, dnia 9 kwietnia 1974 roku.

[21] Wydaje się, że niniejsze opracowanie wyprzedza inne dostępne analizy i jest pierwszym zarówno w języku polskim jak i angielskim korzystającym z najnowszych danych i najnowszego opracowania “Oficjalnego Przewodnika Katolickiego” na rok 2003.

[22] The Official Catholic Directory for the Year of Our Lord 2003, Giving Status of the Catholic Church as of January 1, 2003, P.J. Kenedy & Sons, Publishers of the Holy Apostolic See, ISBN 0872173623; Strona internetowa wydawnictwa: http://www.catholicdir.com/ (OCD)

[23] Index of Leading Catholic Indicators. The Church Since Vatican II, Kenneth C. Jones, Oriens Publishing Company, 2003, ISBN 0972868801(ILCI)

[24] Więcej danych na ten temat w opracowaniu: “Kryzys w Kościele Powszechnym na przykładzie sytuacji w Stanach Zjednoczonych. Mini-analiza zagadnień homoseksualizmu”. Było ono dostępne na stronie internetowej Laudetus Iesus Christus  do czasu zamknięcia strony z powodów technicznych. Opracowanie to dostępne jest teraz na stronie pisma “BIBUŁA” pod adresem: http://www.bibula.com/Catholic/kryzys_intro.html

[25] Michel Davies, The Legacy of Vatican II, Renewal or Decomposition, The Latin Mass, A Journal of Catholic Culture, Vol. 10, No. 3, lato 2001.

Opublikowany w Kościół | Komentarzy: 63 »

To się musi poprawić!

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-29 (wtorek)

Przeciętnemu obywatelowi trudno jest już otworzyć lodówkę, nie mówiąc o telewizorze czy radioodbiorniku, żeby nie wyzionęła nań stamtąd jakaś quasiinformacja na temat wspaniałości Unii Europejskiej albo inne “Witaj Europo”.

Ale władze unijne wciąż nie są zadowolone z europejskich mediów elektronicznych, które, ich zdaniem, poświęcają zbyt mało uwagi sprawom Unii. Jak twierdzi wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, Szwedka Margaret Wallström, tylko 10 proc. informacji rozpowszechnianych przez telewizje państw członkowskich Unii ma coś wspólnego z jej działalnością, co jest ewidentnym zaniedbaniem, a nawet, rzec by można – skandalem. Dlatego władze UE zamierzają udzielić poparcia utworzeniu do 2010 roku sieci europejskich telewizji i rozgłośni radiowych, mających promować i produkować programy poświęcone problemom Unii Europejskiej. Zgodnie z wytycznymi Brukseli, nasycenie programów informacyjnych tematyką Unii Europejskiej ma wkrótce zwiększyć się do 15-20 procent.

Oczywiście rozumiemy, że ostatecznego celu – czyli nasycenia programów tematyka Unii do 50% – nie da się osiągnąć od razu, ale pierwszy krok będzie już wkrótce uczyniony. Pozostałe 50% powinno być oczywiście poświęcone tematyce żydowskiej, zwłaszcza Holocaustowi oraz dyskryminacji, jakiej Żydzi podlegają w bankowości, mediach i rozrywce a także roli przodującej kultury żydowskiej na świecie i jej znaczenia dla kształtowania umysłowości współczesnego Europejczyka. Zresztą, ponieważ tematyka unijna pokrywa się w dużej mierze z tematyką żydowską, dokładny rozdział 50%-50% nie jest zbyt istotny.

Niepokoi nas brak zainteresowania władz Unii Internetem. Mamy nadzieję, że to tylko niedopatrzenie i wkrótce każda witryna internetowa będzie musiała zawierać przynajmniej 20% (a docelowo 50%) informacji na temat UE, włącznie ze zdjęciami jej Wybitnych Przywódców oraz Mędrców. Na co zostanie przeznaczone pozostałe 50%, pozostawiamy domyślności naszych PT Czytelników, którzy przecież głąbami nie są i swój rozum mają.

Opublikowany w Media - Merdia | Komentarzy: 6 »

Postępy swobód obywatelskich

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-27 (niedziela)

Przed kilku dniami (21 kwietnia 2008 ) Sąd Federalny w USA zadecydował, iż służby graniczne mają prawo odbierać, przeszukiwać i kopiować zawartość takich urządzeń elektronicznych, jak komputery, telefony komórkowe i odtwarzacze MP3 – krótko mówiąc wszytkiego, co zawiera jakąkolwiek pamięć elektroniczną. Nie muszą mieć ku temu absolutnie żadnych uzasadnionych podejrzeń.

Informację podała organizacja ACTE (Association of Corporate Travel Executives), a linki znajdują się m.in. tutaj:

http://www.acte.org/resources/press_release.php?id=284
http://www.orlandosentinel.com/travel/printedition/orl-biztravelers042408,0,6361970.story
http://blog.seattlepi.nwsource.com/consumersmarts/archives/137230.asp

Organizacja radzi podróżnym, aby opróżniali wszelkie tego typu urządzenia z danych, które chcą zachować dla siebie, co – naszym zdaniem – jest zupełnie nieodpowiedzialne i utrudnia walkę z terroryzmem i antysemityzmem. Do czego to dojdziemy, jeśli każdy będzie wymazywał swoje emaile i zdjęcia z komputera przed przekroczeniem granicy amerykańskiej? Otóż do tego dojdzie, że agenci bezpieczeństwa będą musieli pasażerom wprowadzać własne dane, co przecież obciąży kieszeń podatników.

Opublikowany w Polityka, Różne | Komentarzy: 10 »

Echa rocznicy Powstania w Getto

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-26 (sobota)

Skandaliczne zachowanie się młodzieży izraelskiej podczas uroczystości rocznicowej powstania w getcie warszawskim

http://www.bibula.com/new/display.php?textid=02033

Podczas uroczystości upamiętniającej 65. rocznicę powstania w getcie warszawskim, ściągnięta z Izraela żydowska młodzież zachowywała się oburzająco, zabawiając się w berka, krzycząc głośno, paląc papierosy, słowem urządzając sobie zabawę – opisuje na izraelskim portalu internetowym Ynet.news publicysta Atilla Somfalwi.

Autor i naoczny świadek zachowania się izraelskiej młodzieży, pisze oburzony, że “byłem czerwony ze wstydu widząc zachowanie się młodzieży izraelskiej podczas uroczystości”. Z jednej strony padają ze strony Autora słowa najwyższego uznania pod adresem władz polskich, które (należałoby dodać: z przesadną, propagandową pompą) zorganizowały obchody, lecz z drugiej Autor pisze, że: “W tym samym czasie, kilka metrów dalej – dżungla. Po stronie izraelskiej, w której przebywała delegacja młodzieży, wszyscy zachowywali się jak gdyby znajdowali się podczas festynu w Tel Awiwie. Brakowalo tylko grilli, bo wszystko inne było: kanapki, napoje, głośne gadanie i krzyki. Niektórzy ze studentów leżeli sobie na trawie słuchając iPodów, inni zbierali się w grupach, urządzając sobie opowiadanie kawałów, grę w berka, czy zachowując się kompromitująco, dziecinnie podczas salutów armatnich.”

Nadzorujący delegację młodzieży przedstawiciel izraelskiego Ministerstwa Edukacji, patrzał na wszystko bez żadnej reakcji, stojąc z rękami w kieszeni – pisze Autor. “Z wyjątkiem kilkudziesięciu młodych, który uczestniczyli w ceremonii trzymając flagi, dla reszty było to bliskowschodnie Party, bez żadnych powiązań z pamięcią o Żydach walczących z Nazistami.”

Na słowa krytyki padła od razu szablonowa odpowiedź, że organizatorzy polscy nie zorganizowali odpowiedniej ilości krzeseł, że młodzież była znudzona długą uroczystością prowadzoną po polsku, itd. Autor slusznie jednak odrzuca te tłumaczenia zauważając, że zachowanie się młodzieży izraelskiej nie zmieniło się nawet gdy przemawiał prezydent Izraela, Szymon Peres, który wygłosił je w znanymi im przecież języku hebrajskim. “Nie będę nawet nadmieniał o zachowaniu się [młodzieży izraelskiej] podczas odgrywania Polskiego hymnu i przemówień innych osób, z tej prostej przyczyny, że się wstydzę.”

“W sercu Warszawy, kilka metrów od pomnika Getta warszawskiego, po ośmiu dniach, wizytach w trzech obozach koncentracyjnych, dwóch gettach i dziesiątkach innych spotkaniach, izraelska młodzież udowodniła w ostatnim dniu swojej podróży, że niczego się nie nauczyła.” – pisze Autor.

Po podróży młodzi z Izraela “Być może wiedzą więcej na temat Holokaustu, ale we wszystkich sprawach dotyczących dobrego zachowania, kultury, edukacji i respektu dla innych – otrzymują oni upokarzający stopień niedostateczny. I z tym stopniem wracają do Izraela, do swoich rodziców i systemu edukacyjnego, którzy to w rzeczywistości wysłali ich samolotem do Polski, ale wyslali ich bez żadnej moralnej podbudowy.” – podsumowuje wizytę młodzieży izraelskiej i bulwersujące zachowanie podczasu uroczystości w Warszawie, żydowski autor Atilla Somfalwi.

KOMENTARZ BIBUŁY: Wydarzenia te, aczkolwiek obserwowane na żywo przez tysiące polskich dziennikarzy i kamerzystów, zostały pominięte w głównych serwisach, z tak charakterystycznym na “wolnej prasy” w Polsce unikaniem jakiejkolwiek krytyki pojedynczego Żyda czy państwa Izrael. Dopiero gdy sprawę przywołuje żydowski reporter oburzony zachowaniem się młodzieży żydowskiej, dopiero wtedy podchwytuje temat SB-cko-komunistyczny portal TVN24.pl, jak gdyby z taką uwagą, wręcz nabożeństwem transmitujący uroczystości dziennikarze “nie widzieli” co się dzieje dookoła, a właściwie zaledwie kilkanaście metrów dalej.

Nie po raz pierwszy okazuje się – a ten przykład jest najlepszym tego dowodem – że o pewnych sprawach nie wolno pisać, nie wolno mówić, nie wolno pokazywać w telewizji. No, chyba, że otrzymało się już koszerne błogosławieństwo, bo przecież krytyka Żydów czy Izraela zastrzeżona jest tylko dla wybranej grupy. Każdy inny, kto próbuje coś na ten temat napisać – jest od razu “antysemitą”. A czego jak czego, ale łatki tej, tego kija współczesnej policji politycznej, dziennikarze boją się jak ognia, bo wiedzą że to koniec ich kariery. Ot, tak wytresowano “wolnych dziennikarzy”, tak wyglądają “wolne media” w “wolnej Polsce”…

WPIS dokonany na forum internetowym – przytaczamy z uwagi na celność spostrzeżeń:
Bo 70% z nich ma kompletnie w d…. Holocaust i warszawskie getto – Żydzi, którzy mają “świadomość polską” przyjeżdżają do Polski na groby cadyków albo indywidualnie, bez ochroniarzy, bo wiedzą, że nie ma się czego bać. A za Peresem przywlekli pewnie jakieś delegacje ze szkół, gdzie jedna część uczniów to Sefardyjczycy, druga – Falasze z Etiopii, trzecia – białasy z rodzinami na Williamsburgu czy w Durbanie, a czwarta – Rosjanie, którzy udawali Żydów, żeby się wyrwać z Sowietów. Wania z Nowosybirska i Ahmed, u którego w domu mówi się marokańskim arabskim, będą się podniecać jakimś gettem? Wolne żarty.
Izrael od wewnątrz spaja obecność wrogów ze wszystkich stron. Gdyby nagle wrogów zabrakło, państwo żydowskie mogłoby się okazać bardzo kruchą konstrukcją, niekoniecznie taką, jak wyobraża sobie aszkenazyjski establishment, jeżdżący po świecie i opowiadający o historycznej bezprecedensowości Zagłady.
 

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 13 »

Sprawa Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-24 (czwartek)

Rozwazajac sprawe Bractwa Kaplanskiego Piusa X powinnismy nie zapominac, w jakich czasach zyjemy. Jest to era wzmozonej aktywnosci w tworzeniu globalnego rzadu, ale takze globalnej religii.

Odnosnie globalnej religii. Prob bylo wiele, lacznie z wielkim zjazdem koronowanych glow pod haslem “Matka Ziemia” i “Wielka Inwokacja” w Hiszpanii. Ucichlo na ten temat bardzo szybko. Swiatynie Bahai, wiele calkiem okazalych, laczace z soba kilka religii, istnieja juz od dawna – takze cisza.

Wieze Babel juz tez usilowano zbudowac. Poniewaz w tych tendencjach laczenia religii nie ma i nie bylo “korzenia Judaizmu”, wszystkie te tendencje poprostu “nie istnieja”. Poza tym, o ile glowne religie poza Judaizmem maja jakies wspolne cechy, to Judaizm jest czyms zupelnie odrebnym, poniewaz Zydem trzeba sie urodzic, a nie przyjac tylko jego zasady. Wbija sie Zydom w glowy, ze sa wybranym narodem, ze maja misje do spelnienia  (Kard. Jean Marie Lustinger ) i uczy sie ich, jak maja to spozytkowac w stosunku do wszystkich innych i jakimi sposobami, co jest odrazajace dla nie-zydow (Talmud). Nigdy z tego nie zrezygnuja, bo bez tego nie ma Judaizmu. Nic dziwnego ze mamy juz takie monstrum – twor “wspolnych celow”, jakim sa Chrzescijanscy Syjonisci, albo Christians for Israel, w niebagatelnej ilosci.

Jedyna religia z “korzeniem Judaizmu” jest Chrzescijaństwo i własciwie dzieki niemu Judaizm jeszcze istnieje, i co gorsze dzieki niemu rozrosl sie, a co jeszcze gorsze to to, ze cale nadzieje Zydow na globalna religie leza wlasnie w odpowiednio sterowanym Kosciele Katolickim.

Zdecydowana aktywizacja “globalizowania” nastapila z chwila prezydentury Regana, oraz Pontyfikatu JP II. Wprowadzono na “trony” wlasciwe osoby do przeprowadzenia wlasciwych celow, przygotowywanych co najmniej dekady wczesniej. Spotkali sie i sprawa ruszyla z kopyta.

Bractwo Piusa X bylo naturalna reakcja i przeszkoda – i dalej jest, a wiec w takiej sytuacji nie dziw, ze zostalo potraktowane tak, jak zostalo potraktowane.

Podzielam zdanie bpa Falley’a  (…) poniewaz to, co zrobil Benedykt XVI, to tylko cwiercsrodki dla zachlystywania sie gawiedzi, poniewaz jest absurdalna rzecza ekskomunika najprawdzieszych Katolikow. Z dugiej strony Benedykt nie zrezygnowal z budowania “Globalnej Religii na korzeniu Judaizmu”. Tak wiec to co zrobil Benedykt, to ladna powloka przy zachowaniu trwalych nastepstw Pontyfikatu Jot Pe II.

Srodki, sposoby, metody, budowania tej “Globalnej Religii …” sa zdecydowane i wszystko mozliwe wykorzystane jest w tym celu.

Jakie beda losy KK, bedzie zalezalo od wiernych i ich odpornosci na posoborowa degeneracje, ktora jest ogromna. Czy przyklad jaki podal p.Marian z Amien bedzie nasladowany, zobaczymy [chodzi o Mszę Św. Trydencką odprawianą poza katedrą z powodu braku zgody miejscowego biskupa - przyp. admin.]. Msze “niegodziwe” [Trydenckie - przyp. admin.] nabieraja nieco popularnosci,  ale mocno obawiam sie, ze ksiazeta kosciola w postaci “biskupow z korzeniem” beda robic wszystko, co w ich mocy, zeby je odpowiednio do wymogow “Globalnej Religii z Korzeniem” sztucznie “genetycznie zmodyfikowac”.

Wojciech Wlaźliński

Opublikowany w Kościół | Komentarzy: 53 »

Historyczne samobójstwo

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-24 (czwartek)

Właściciele zadłużyli, Niemcy zniszczyli, Sowieci zabrali, Naród zapłaci
Historyczne samobójstwo?

Wprowadzenie w Polsce ustawy o rekompensatach w proponowanej formie może mieć nie tylko wewnętrzne, ale również międzynarodowe implikacje. Po pierwsze, może się okazać, że Polska wypłaci wysokie odszkodowania za mienie, którego rzeczywista wartość była żadna, ponieważ miało maksymalnie obciążoną hipotekę. Po drugie, zmusi się Polaków do zrekompensowania strat, które dawni właściciele nieruchomości ponieśli za sprawą zmiany systemu oraz działań przedsięwziętych przez Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich.

Ustawa ta może również stanowić argument dla niemieckich kręgów rewizjonistycznych. Prawo unijne zezwala Niemcom na dochodzenie roszczeń.

Premier podkreślił, że majątków pozbawiani byli Polacy o “różnych korzeniach i tożsamości”. Warunkiem uzyskania odszkodowania będzie to, czy dana osoba była obywatelem Polski, co samo w sobie pozostawia spore pole do nadużyć.

Biorąc pod uwagę konsekwencje planowanej ustawy, można zadać sobie pytanie o intencje jej twórców. Czy rzeczywiście w interesie polskiego społeczeństwa leży opłacenie dokonanych przez Sowietów strat na mieniu m.in. żydowskim, które na dodatek nie ma uregulowanego statusu prawnego? To właśnie usiłują wmówić nam polityczne elity.

Premier Donald Tusk w trakcie niedawnej wizyty w Izraelu obiecał zwrot mienia żydowskiego utraconego w wyniku wojny oraz powojennych przemian. Znajdująca się jeszcze w fazie projektu ustawa reprywatyzacyjna, przewidująca zwrot części upaństwowionego po wojnie mienia, ma dotyczyć lat 1944-1962. Jej założenia mają być gotowe w połowie tego roku. Przewidywany zwrot wartości utraconych dóbr to 15-20 procent.

Sam pomysł wprowadzenia ustawy o rekompensatach jest jak najbardziej wskazany, tyle że powinna ona objąć po pierwsze Polaków, którzy utracili swoje dobra w wyniku działań zarówno Niemców, jak i komunistów, po drugie zaś zostać przeprowadzona w sposób uczciwy. Słuchając peanów szefa polskiego rządu na temat tego projektu, nie sposób nie odnieść wrażenia, że w praktyce okaże się, iż traktuje on poszczególne grupy społeczne bardzo wybiórczo, przy znamionach faworyzowania ludności pochodzenia niepolskiego.

Warto w tym momencie przypomnieć, że żadna z przeprowadzonych dotychczasustaw o rekompensatach nie spełniła swojego zadania. Przy ich realizacji dochodziło do nadużyć. Wystarczy przypomnieć ustawę zabużańską, która wyodrębniała ekskluzywną grupę poszkodowanych przez wojnę. Osoby, które utraciły mienie za Bugiem, zostały potraktowane w inny sposób niż te, które utraciły je w wyniku działań Niemców oraz ich następstw. Nie objęła ona zatem ludności mieszkającej w obecnych granicach państwa polskiego. Ponadto wszelkie ustawy o rekompensatach są ewidentnym przejawem nierówności wobec prawa. Tym bardziej że jeżeli raz przyznamy procent rekompensaty, może być on później kwestionowany, natomiast sami zainteresowani – przede wszystkim ci, którym zgodnie ze zdrowym rozsądkiem odszkodowań nie powinno się przyznać – będą się domagali kolejnych wypłat. Przyznając odszkodowania, a nie zabezpieczając ich pod względem prawnym, budujemy trampolinę dla dalszych roszczeń.

Jest niemalże pewne, że o majątki w Polsce, oprócz jednostek, wystąpią żydowskie organizacje, posiadające ku temu bardzo wątpliwe podstawy prawne. Co więcej – zdecydowana większość nieruchomości, o które się upominają, została przed wojną obciążona potężnymi długami hipotecznymi. W zasadzie każdy, niezależnie od narodowości, prowadzący interesy zadłużał hipotekę na poczet dalszych inwestycji. Wojenna zawierucha bynajmniej nie anulowała zadłużenia, natomiast w zbyt wielu przypadkach nie zachowała się należyta dokumentacja w tej sprawie. Tego, niestety, nikt nie rozlicza. Zadłużone były również kamienice w Warszawie i to bardzo wysoko, gdyż zaciągano pod nie pożyczki, nad którymi władze powojenne przeszły do porządku dziennego. Przejęły one te grunty na mocy tzw. ustawy warszawskiej. Tymczasem domagający się zwrotu mienia wnioskują o przyznanie odszkodowania za majątek z pominięciem zadłużenia. Jeżeli się coś przejmuje, to z wierzytelnościami, a w tym przypadku tak nie jest.

Brak ksiąg wieczystych na wschodzie to skutek działania sowieckiego reżimu, w którym prawo przyjmowało państwową własność ziemi, w związku z czym tam kataster w ogóle nie był potrzebny. Posługiwano się jedynie inwentarzem budynków, tym bardziej że można było być właścicielem zabudowy na należącej do państwa ziemi. Księgi wieczyste w tej sytuacji były po prostu niepotrzebne. Pytanie tylko, czy społeczeństwo może uiszczać rachunek na rzecz osób prywatnych, tym bardziej że nie jest ono winne utraty tego mienia przez poszczególne jednostki?

Należy pamiętać, że zniszczone w czasie wojny nieruchomości, tak jak domy, pałace, zostały odbudowane właśnie z kasy państwowej, czyli na koszt społeczeństwa.

Niemcy nie będą czekali Sytuacja wydaje się być o tyle skomplikowana, że prawo międzynarodowe jest w dużej mierze oparte na kazusach. Przyznanie odszkodowań ludności żydowskiej natychmiast uruchomi falę roszczeń niemieckich. Dojdzie do sytuacji, w której ofiary będą wypłacały rekompensaty katom. Donald Tusk zapowiedział wprawdzie, iż proponowana przez obecny rząd ustawa o rekompensatach nie obejmie Niemców zamieszkujących terytorium Polski, którzy utracili obywatelstwo ze względu na zaangażowanie w nazizm czy sympatię wobec tej ideologii. Należy jednak rozumieć, że planowana ustawa obejmie wszystkich przesiedleńców, a być może nawet emigrantów, którzy udowodnią, iż nie byli nazistami i posiadają, bądź posiadali, polskie obywatelstwo lub ogólniej – polskie konotacje.

Można się też zastanawiać, czy kwestia obywatelstwa będzie w tej ustawie ujęta w sposób jednoznaczny, jednak jest zbyt wcześnie na wysuwanie zbyt daleko idących wniosków. Jedno
jest pewne – projekt stworzy furtkę członkom Związku Wypędzonych oraz utożsamiającym się z nimi emigrantom do wysuwania roszczeń względem pozostawionego w Polsce majątku, za który w większości otrzymali już odszkodowania od rządu niemieckiego. Do procesów będzie dochodziło – po wyczerpaniu możliwości prawnych w Polsce – przed międzynarodowymi trybunałami, co nie tylko narazi nas na dodatkowe koszty, ale przede wszystkim postawi w bardzo niezręcznej sytuacji, ponieważ to nie odpowiedzialni za wybuch II wojny światowej Niemcy będą musieli dowodzić niezasadności roszczeń, ale Polacy, którzy jako pierwsi padli ofiarą ich agresji.

Warto przypomnieć – o czym kolejne rządy zdają się zapominać – że kwestia niemieckich odszkodowań dla Polaków nie została nigdy zamknięta w sposób satysfakcjonujący i definitywny. Należy przy tym pamiętać o ustawie 46 Sojuszniczej Rady Kontroli nad Niemcami z lutego 1947 r. o likwidacji państwa pruskiego. Zgodnie z jej zapisami państwo pruskie zostało wraz z majątkiem trwale zlikwidowane, a jego mienie – rozdysponowane. Zatem Powiernictwo Pruskie nie ma prawa dochodzić roszczeń. Zresztą jeżeliby przyjąć sposób rozumowania członków tej organizacji, można by w ogóle zakwestionować całość granic w Europie.

Podobnie roszczeń wobec Polaków nie ma prawa wysuwać tzw. Związek Wypędzonych. Transfer ludności niemieckiej na terytorium Niemiec był obowiązkiem nałożonym na Polskę na podstawie umów międzynarodowych zawartych z mocarstwami okupacyjnymi oraz pod kontrolą międzynarodową. Jak słusznie zauważył słynny prawnik Alfons Klafkowski, “Polska wykonała postanowienia aktów prawnych czterech mocarstw regulujących położenie ‘Niemiec jako całości’”. Dlaczego zatem miałaby teraz za to płacić? Poza tym ogromna większość Niemców zbiegła na Zachód ze strachu przed karą za zbrodnie, jakie dokonały się w Polsce podczas okupacji.

Niemieccy rewizjoniści działają w sposób wybiórczy. Największe pretensje zgłaszają do Polaków, natomiast zdecydowanie mniejsze do innych narodów. Wprawdzie niemieckie czynniki państwowe negatywnie wypowiadają się w kwestii realizacji niemieckich roszczeń wobec innych narodów, nie oznacza to jednak, że w przyszłości nie zmienią zdania. Najlepszym dowodem na realizm tego typu obaw jest sprawa z Eriką Steinbach i Związkiem Wypędzonych. Należy przypomnieć deklaracje Angeli Merkel o braku poparcia dla działań jej partyjnej koleżanki, które w ciągu zaledwie kilku miesięcy straciły na aktualności.

W interesie Polski nie jest stwarzanie pretekstów i furtek do takiego działania, a zajęcie się sprawami rekompensat za mienie żydowskie na pewno nie pomoże w wyciszeniu niemieckich żądań.

Poniesione przez Polskę straty są nie do oszacowania, bo jeśli nawet usiłowano wyliczyć straty materialne, to jak wyliczyć koszty strat biologicznych i kulturowych? Długi okres okupacji Polski pozwolił Niemcom na systematyczny i planowy rabunek wykonywany przez organizacje specjalnie do tego celu powołane. Pełne odtworzenie rejestru mienia zrabowanego w Polsce jest wskutek tego niemożliwe.

Pierwszym dokumentem określającym wysokość strat, jakie nasz kraj poniósł wwyniku II wojny światowej, było “Sprawozdanie w przedmiocie strat i szkód wojennych Polski w latach 1939-1945″ opracowane przez Biuro Odszkodowań Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów i opublikowane w styczniu 1947 roku. Przy czym straty wojenne zostały w nim obliczone w granicach państwowych powojennych na dzień 9 maja 1945 roku. Zestawienie obejmuje okupację, skutki działań wojennych, walkę z kulturą polską, niszczenie gospodarki i zniszczenie Warszawy. Wykazane straty materialne są tak wielkie, że całkowite ich pokrycie w drodze odszkodowań wojennych byłoby gospodarczą niemożliwością. Tymczasem zwycięskie mocarstwa, na mocy umowy poczdamskiej, nakazały Niemcom wypłacenie symbolicznych w porównaniu do poniesionych strat odszkodowań. Z kwoty tej Polska otrzymała znikomą część.

Problematyczny pozostaje także zwrot zagrabionego mienia. Zgodnie z przyjętym pojęciem restytucji majątku zagrabionego, które zostało użyte w traktatach pokojowych zawartych w 1947 r., określone przez deklarację Narodów Zjednoczonych z dnia 5 stycznia 1943 r. oraz w postanowieniach poszczególnych traktatów pokojowych z Włochami (art. 75), Bułgarią (art. 24), Rumunią (art. 24) i Finlandią (art. 25), rząd polski w styczniu 1947 r. wydał memorandum w sprawie traktatu o pokoju z Niemcami, w którym stwierdza: “…powinno być zwrócone Polsce wszelkie mienie, które znajdowało się na terytorium Polski i ziem do niej włączonych na zasadzie umowy poczdamskiej, a które zostało usunięte do Niemiec w czasie wojny. W razie niemożności restytucji należy wydać Polsce przedmioty równowartościowe tego samego rodzaju”. Tymczasem żadne z tych żądań nie zostało spełnione.

Kwestia strat dokonanych w wyniku sowieckiej okupacji jest powszechnie znana i nie wymaga dodatkowego komentarza – także w sowieckiej strefie okupacyjnej Niemiec. Tymczasem niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że największą liczbę wniosków restytucyjnych Polska zgłosiła wobec strefy amerykańskiej. Zasadnicze materiały w tej kwestii zostały zawarte w nocie skierowanej do
sekretarza stanu USA z dnia 1 kwietnia 1949 r. w sprawie restytucji mienia polskiego, znajdującego się w strefie amerykańskiej. Rząd polski przedstawia w niej negatywną ocenę działalności amerykańskich władz okupacyjnych w tym zakresie. Na podstawie licznych przedstawionych w tej nocie faktów rząd polski stwierdza, że amerykańskie władze okupacyjne nie tylko nie dokonują restytucji mienia polskiego w trybie ustalonym przez Sojuszniczą Radę Kontroli, lecz przeciwnie, zwalczają prawa polskie, powołując się m.in. na akty konfiskaty dokonane przez rząd hitlerowski. W ten sposób amerykańskie władze okupacyjne sankcjonowały stan rzeczy, jaki powstał wskutek aktów jawnej grabieży dokonanej przez Rzeszę Niemiecką w stosunku do mienia polskiego. Dla Amerykanów były to naturalne konsekwencje zorientowania swojej polityki zagranicznej na Niemcy i zamykania się za żelazną kurtyną.

Władze amerykańskie systematycznie odrzucały polskie wnioski restytucyjne i komplikowały procedurę, wprowadzając dodatkowe wymogi formalne, nieprzewidziane przez ustawodawstwo okupacyjne. W innej nocie polskiej z dnia 30 grudnia 1949 r., adresowanej również do sekretarza stanu USA, rząd polski stwierdza, że uważa sprawę restytucji mienia polskiego za jeszcze niezałatwioną.

Podobna sytuacja była w brytyjskiej strefie okupacyjnej. Świadczą o tym noty rządu polskiego powołujące się m.in. na bezpośrednie rokowania polsko-brytyjskie w sprawie restytucji, które odbyły się w Londynie w maju 1949 roku. Warto w tym miejscu przypomnieć, że władze brytyjskie powierzyły dochodzenia w terenie w celu odszukania obiektów majątkowych, objętych polskimi wnioskami restytucyjnymi, niemieckim urzędnikom. Liczne fakty uniemożliwiania zrealizowania polskiego programu restytucyjnego zawiera skierowana przez władze polskie do władz brytyjskich specjalna nota z dnia 22 października 1949 roku.

Również we francuskiej strefie okupacyjnej doszło do wydania sprzecznych z deklaracją Narodów Zjednoczonych z 5 stycznia 1943 r. i z ustawodawstwem Sojuszniczej Rady Kontroli nad Niemcami zarządzeń w sprawie restytucji zagrabionego przez Niemcy polskiego mienia. Z wystosowanej w tej sprawie polskiej noty z dnia 22 lutego 1950 r. wynika, że francuskie władze okupacyjne uniemożliwiały restytucję niektórych działów polskiego majątku narodowego.

Rodzą się wątpliwości.

W tym świetle można mieć poważne wątpliwości co do intencji polskiego rządu. Jakkolwiek przychylnie by bowiem nie patrzeć, trudno dostrzec w celach prowadzonej przez Donalda Tuska polityki chociażby cień polskiego interesu. Premier Polski nie wspomina bowiem ani słowem o egzekwowaniu należnych nam ze strony Niemiec odszkodowań, działając najwyraźniej na rzecz pewnych grup i kręgów, które z rzeczywistą polskością mają, niestety, niewiele wspólnego. Nie wspomniał także ani słowem o uczciwym szacowaniu pozostawionych w Polsce zadłużonych majątków w oparciu o ich hipoteki. Ponadto zlekceważył poważne zagrożenie, że jeżeli ustawa o rekompensatach obejmie także Niemców, to może to zostać zinterpretowane zarówno przez nich samych, jak i później – w efekcie propagandy – przez międzynarodową społeczność jako przyznanie się Polaków do winy w sprawie przesiedleńców.

Jeżeli natomiast z ustawy wykluczymy Niemców, również dajemy im argument – do kwestionowania tego. Należy pamiętać o tym, że jeden precedens tworzy następne.

Zupełnie inną kwestią jest to, czy kraje zachodnie przełkną rewizjonistyczną propagandę. Z dotychczasowych posunięć m.in. rządu brytyjskiego możemy wnioskować, że tak. Historia uczy bowiem, że niektórzy politycy mają poważny problem z zachowaniem prawdy historycznej. Dowodem na to była wydana w 1991 r. w Wielkiej Brytanii ustawa, która nie uznała zbrodni dokonanych przez reżim sowiecki i umożliwiła azyl na Wyspach sowieckim zbrodniarzom komunistycznym, w tym także z terenów Polski. Można zatem przypuszczać, iż nic nie stanie na przeszkodzie, aby zaakceptować “winę” Polaków zarówno wobec Niemców, jak i niektórych mniejszości etnicznych.

prof. dr hab. Wiesław Olszewski
Instytut Historii UAM w Poznaniu
Anna Wiejak

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 3 »

Spłonęli żywcem

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-22 (wtorek)

(…) W roku tym mija 20 rocznica największej katastrofy morskiej która kosztowała życie 24 marynarzy i 5-ciu żon. Żadna ze słynnych katastrof tankowców nie poniosła za sobą tyle ofiar. Żadna z nich też nie kosztowała armatora tak mało. Miliardy zapłacono za zdechłe ptaki, wydry morskie, łososie, ostrygi, zgniłą ikrę rybną i zanieczyszczone plaże. Za Polaków nie zapłacono prawie nic. W dniu rocznicy na cmentarzu w Szczecinie przy symbolicznym pomniku „Tych, którzy odeszli na wieczną wachtę” odbędzie się impreza na której żywi raz jeszcze przypomną umarłym że pamiętają, że nie zanikła też chęć wyjaśnienia przyczyn katastrofy i dowiedzenia się z czyjej winy kości ich najbliższych bieleją na dnie Atlantyku.

Palący się statek – tankowiec, krzyk smażących się żywcem ludzi, odór spalonego mięsa miesza się ze swędem benzyny… Co robili w ostatnich sekundach życia ci co tak straszną śmiercią umierali? Modlili się o cud? Nie zdarzył się. Przeklinali swój los? Być może… być może też przysięgali, że przyjdzie dzień, że za ich śmierć ci co są jej winni odpowiedzieć zmuszeni będą i rozliczeni zostaną.

22 Kwietnia 2008 roku mija 20-ta rocznica katastrofy tankowca m/t „Athenian Venture” na którym spłonęło żywcem 24 polskich marynarzy i pięć żon, które im towarzyszyły.

Wypadek ten nigdy nie okupował pierwszych stron gazet. Ładunek benzyny, który statek wiózł spłonął nie zanieczyszczając plaż, nie zagrażając hodowlom ostryg, nie zginął żaden ptak, foka, wydra morska, łosoś, ziarnko ikry, co więcej nikt nikomu nie wypłacił miliardowego odszkodowania. Jedynymi ofiarami byli polscy marynarze, ich żony i oczywiście pośrednio 19 wdów i 43 sieroty które po nich zostały.

Katastrofa sama w sobie pogrzebana została by w mrokach dziejów gdyby nie dwóch ludzi; syn jednej z ofiar, który do dziś nie może pogodzić się z bezsensowną śmiercią własnego ojca i biedą jaka towarzyszyła jego rodzinie przez długie lata i emerytowany kapitan pływający na tankowcach, znający brudny światek morskich interesów od potrzewki. Oni to właśnie zainicjowali dochodzenie aby wyjaśnić co naprawdę stało się z tankowcem „Athenian Venture”. Dziś szukających prawdy jest znacznie więcej. Dzieci ofiar zebrały się razem i wspólnie zdecydowały że śmierci ich bliskich nie można puścić w niepamięć. Wspólnie też szukają przyczyn katastrofy. Co znaleźli już pisaliśmy, dziś informacji jest znacznie więcej a co znaleziono publikujemy.

Wiedziano że tankowiec „Athenian Venture” pływał pod banderą cypryjską, technicznie był pod nadzorem Polskiego Rejestru Statków, a po wypadku dochodzenie prowadziła cypryjska administracja morska. Tam też skierowano pierwsze kroki w poszukiwaniu odpowiedzi.

Okazało sie że m/t „Athenian Venture” to były polski tankowiec „Karkonosze” zbudowany dla Szczecińskiej Żeglugi Morskiej przez stocznię w Szwecji w 1975 roku. W osiem lat później został sprzedany armatorowi z siedzibą na Cyprze. Właścicielem statku został Minos X. Kyriakou, Grek, który pierwszą wiedzę o morzu otrzymał od swego ojca, pracownika Polskich Linii Oceanicznych z Gdyni.

Minos X. Kyriakou był jednym z kilku tysięcy greckich emigrantów, którzy w ucieczce przed anty-komunistyczną czystką w ich własnym kraju znależli azyl w PRL. Nie zabawił tam jednak długo, wrócił do Grecji po odwilży politycznej w 1958, jednak węzi z Polską nigdy nie stracił. W 1978 Minos X. Kyriakou zostaje właścicielem zakupionych (w ZSRR), jak wieść niesie, przy pomocy Polskiej Żeglugi Morskiej, dwóch małych tankowców do przewozu olejów roślinnych. Jego firma Athenian Tankers na olejach roślinnych jednak nie poprzestała. Skupowała nadgryzione zębem czasu tankowce a za pomocą świeżo założonej w 1983 roku swej filii w Warszawie, w 1992 przemianowanej na Intestra Poland SA (siedziba główna Intestry mieści się w Grecji a jej CEO i jedynym właścicielem jest oczywiście Minos Kyriakou), rozpoczęła kaperunek polskich marynarzy. Powiadają z dumą że okresami do 1,000 Polaków pływało na 23 tankowcach należących do Minosa Xenofonta. Polacy to znani majsterkowicze i na statkach Athenian Tankers zawsze wożono rury, zawory, blachy, które nasi Rodacy wymieniali w czasie drogi, dzięki czemu statki firmy Athenian Tankers nie rozleciały się, były w stanie pływać i zarabiać miliony. Duże miliony, zgodnie z artykułem który ukazał się w „Journal of Commerce”, [(New York, NY), August 8, 1988], zatytułowanym „The Greek has Midas touch” (Grek, który jak król Midas zamienia co dotknie w złoto) Minos Kiriakou zarabiał 1.6 miliarda dolarów rocznie. O tym czy sprawa „Athenian Venture” była jednym z przykładów „złotego dotknięcia” tego, napisany niedługo po katastrofie, panegiryczny artykuł nie wspomina.

Marynarze zatrudnieni przez pana Kiriakou, remontujący w morzu jego statki pracowali za tą samą opłatą jaką otrzymywali wykonujący tylko regulaminowe obowiązki członkowie załogi. Zaznaczyć tu należy że Polacy za czasów PRLu byli najtańszymi marynarzami na Świecie i śmiem twierdzić jednymi z najlepiej kwalifikowanych. Pensje na na jego statkach wynosiły od 350 do 2,300 dolarów (tyle zarabiał kapitan).

Kyriakou doskonale wiedział o unikalnych możliwościach wynikających z zatrudnienia Polaków. W 1983 roku kupił od P.Ż.M tankowiec „Karkonosze”. Statek ten cieszył się bardzo złą sławą. Po Szczecinie chodziły plotki że już w dziewiczej podróży na kadłubie zarysowały się pęknięcia, marynarze bali się na nim pływać i ta pogłębiająca się z czasem zła opinia była, być może, powodem że sprzedano „Karkonosze” za granicę. 

M/T „Athenian Venture” miał 12 lat gdy zatonął. Raport cypryjskich dochodzeniowców wspomina o bardzo złym stanie technicznym jednostki, między innymi bazując na listach spalonych marynarzy do rodzin, które znalazły się w posiadanu Cypryjczyków. Fragmenty dwóch z nich napisanych na krótko przed katastrofą publikujemy, oto one:

Z listu motorzysty Zbigniewa Jurszy do żony: „27 stycznia wyjście z portu, płyniemy do Stanów. Koniec stycznia w sztormie. Pęka pokład, dziurki w burcie, gubimy ładunek”.

Z listu marynarza Ryszarda Stelmaszczyka: „Obecnie nasz statek doznał małego załamania na śródokręciu i my nie wiemy co się stanie. Na pewno statek pójdzie do stoczni, przypuszczalnie w Grecji, lecz jest tylko problem dotarcia tam bezpiecznie, gdyż w wypadku gdy napotkamy złą pogodę, statek może nie wytrzymać, złamać się na pół i zatonąć. Armator obawia się że może stracić statek”.

Był jeszcze inny ważniejszy dowód. Otóż rufowa część Athenian Venture nie zatonęła od razu tylko płonąc dryfowała po morzu. Gdy ogień wreszcie strawił wszystko co mógł, na burtę jako pierwsi weszli hiszpańscy rybacy, którzy odkryli samotny dryfujący po morzu kadłub i oni to gdzieś na dnie statku znaleźli dwa dzienniki, które prowadziła załoga maszynowa. Z nich to dowiedziano się o tragicznym stanie technicznym statku, wielu naprawach, spawaniu pęknięć, słowem o całej masie problemów z którymi borykała się załoga w ostatnich tygodniach przed katastrofą.

I to wzbudziło podejrzenie tych którzy zdecydowali się wyjaśnić sprawę zatonięcia tankowca do końca. Otóż statek miał tylko 12 lat. Przez osiem lat był własnością polskiego armatora a Polacy dbali o swoje statki. Był w powiedzmy średnim wieku, licząc że wiek tankowca zakłada się na 25 – 30 lat. Wszystkie te które zatonęły, „Amoco Cadiz”, „Torrey Cannyon”, „Erika”, „Prestige”, były starsze niż 20 lat. One zatonęły bo wiek tak nadgryzł ich żelazne wręgi i kadłuby że w pewnym momencie odmówiły one posłuszeństwa a ludzie do których należały nie kwapili się łożyć na ich konserwację.

„Athenian Venture” nie był tak starym statkiem. Jeżeli miał problemy z rozlatującym się i co chwila spawanym kadłubem, to nie była to kwestia wieku. Był to problem, którego kolebką mogła być albo stocznia albo wypadek morski, który solidnie naruszył strukturę konstrukcujną jednostki. Wypadku takiego jednak nie zanotowano. Pozostaje stocznia a jeżeli tak, to plotki na temat pękającego już w dziewiczej podróży kadłuba, nabierają innego formatu.

Zgodnie z raportem cypryjskim polskie organa administracji morskiej aktywnie uczestniczyły i pomagały w dochodzeniu. Jeden z jego uczestników znany ekspert budowy statków profesor Doerffer stwierdził: Armator zrzuca winę na sztorm ale zwracam uwagę że zbiornikowce posiadają dostateczne zabezpieczenia. Na „Athenian Venture” do tragedii doszło ponieważ statek był w bardzo złym stanie technicznym. To jedno jest pewne.

Nikt nigdy nie zapytał Minosa X. dlaczego statek został własnością firmy Patron Marine Co. Ltd. a nie jak reszta jego statków własnością firmy Athenian Tankers Ltd., również z siedzibą na Cyprze i biurem w Pireusie. Patron Marine Ltd. innych jednostek nie posiadała. Zasada jeden właściciel – jeden statek, to najstarszy przekręt w świecie FOC (Flag of Convenience / Tanich Bander). W razie czego firma odpowiada prawnie tylko do wysokości majątku jaki jest w jej posiadaniu, a jak posiada tylko jeden statek, który właśnie utonął to…

Nikt też nie zapytał tych z PŻM dlaczego młody bo tylko 8 letni tankowiec, sprzedany został armatorowi cypryjskiemu? I za ile?

Dodatkową ciekawostką jest że statek budowany był prze stocznie szwedzką pod nadzorem dwóch towarzystw klasyfikacyjnych Det Norske Veritas i Polskiego Rejestru Statków. Dlaczego pod kontrolą DNV a nie tylko PRS-u? Przecież tankowiec był budowany dla polskiego armatora. Dziwne i niespotykane, chyba że… statek ten był orginalnie zamówiony przez kogoś innego, tyle że ten odmówił przyjęcia jednostki gdyż odkryto wady konstrukcyjne. Wtedy stocznia zdecydowała się sprzedać tankowiec każdemu ktokolwiek się nawinął, a nawinął się polski armator zawsze chętny zapłacić tanio. Dlatego też zaraz po przyjęciu statku odrzucono usługi DNV i pozostano przy PRS. Być może doskonale wiedziano że „Karkonosze” to „bomba z opóźnionym zapłonem” a powodem że sprzedano stosunkowo młody tankowiec Grekowi był fakt że lepiej wygląda jak Polacy giną pod inną, niż polska, banderą.

PRS wystawił ostatnie świadectwo klasyfikacyjne „Athenian Venture” w listopadzie 1887 roku, pół roku przed katastrofą. Czy robili to inspektorzy polscy, czy też zlecono to komuś innemu (np. greckiemu towarzystwu klasyfikacyjnemu) tego nie wiemy. Faktem niezbitym jest że w świetle dowodów problemy techniczne które nawarstwiły się na początku 1988 roku były powodem że statek swoją klasę utracił. Czy PRS został powiadomiony przez Patron Marine o pękającym kadłubie? Tego nie wiemy, wiemy natomiast że armator tym wiedział, gdyż we francuskim porcie La Lavandou zakupiono blachy, drut spawalniczy i spawarkę a było to w obecności przedstawiciela z Pireusu. Jeżeli PRS nie był powiadomiony o planowanych naprawach, armator dopuścił się zasadniczego przekroczenia elementarnych zasad bezpieczeństwa żeglugi. Na dodatek wszelkie uszkodzenia które mogą mieć wpływ na zachowanie pływalności statku muszą być dokonywane pod nadzorem i aprobatą towarzystwa klasyfikacyjnego a przeciekający i pękający kadłub zdecydowanie się do takich zaliczał. Tak więc zakładając że w momencie gdy kapitan otrzymał polecenie opuszczenia Amsterdamu i udania się w podróż do Nowego Jorku armator zdawał sobie sprawę z sytuacji technicznej statku, popełnił jedno z najbardziej karalnych przez prawo morza wykroczeń, wypuścił z portu statek, który nie był zdolny do pełnomorskiej żeglugi (seaworthy), a tym samym ponosi pełną odpowiedzialność za śmierć załogi i utratę jednostki.

Mimo drobnych problemów opisanych powyżej Mr. Kiriakou ma się dobrze, coraz lepiej. Rodziny po długich deliberacjach i sprawach sądowych otrzymały za śmierć najbliższych „psie pieniądze”. Polacy dalej pływają dla firmy Athenian Tankers a jego więzy z PRL, a potem RP, zaciskały się coraz mocniej. W 1984 roku otrzymał Order Zasługi dla PRL czwartej klasy, po odwilży politycznej otworzył w RP firmę „Technosystem” z polskim, włoskim i zapewne jego własnym kapitałem obrotowym. Założył też Aegean Foundation tym razem z siedzibą w Lichtensteinie z biurami w Waszyngtonie, Nowym Jorku, Londynie, Istambule  i Moskwie. Gościem fundacji był między innymi były premier RP Tadeusz Mazowiecki.

W 1993 Minos Kyriakou za zasługi dla swej przybranej ojczyzny Polski otrzymuje jedno z wysokich odznaczeń państwowych i stanowisko honorowego Konsula RP w Tessalonikach, w 1995 zaś Komandorski Krzyż Zasługi, a od Prezydenta Kwaśniewskiego, jak mówiono, otrzymać miał honorowe obywatelstwo polskie.

Pan Kyriakou jest znanym kolekcjonerem dzieł sztuki a jego dzieci; dwaj synowie Xenofon, Teodor i córka Atena zajmują wysokie pozycje w stworzonym prze tatę imperium. Piękna kariera i świetlana postać magnata okrętowego. Jest tylko małe ale… to bielejące na dnie Atlantyku kości 24 członków załogi Athenian Venture i pięciu ich żon. A te które owdowiały i ich dzieci przez następne lata żyły o suchym skropionym wdowimi łzami sierocym chlebie, tak długo aż same nauczyły się zarabiać na życie. Ich ojcowie nie mieli kwitnących interesów, zginęli w imieniu cudzych. Dla Minosa X. Kyriakou.

Teraz jest czas aby o „Athenian Venture” raz jeszcze przypomnieć. Chodzą słuchy że my Polacy w kraju i za granicą podnieśliśmy się raz jeszcze do walki o lepszą i bardziej sprawiedliwą Polske. Być może należy rozliczyć się z demonami i grzechami przeszłości.

A powinniśmy… gdyż ci co odeszli wołają tam z góry o sprawiedliwość.

I w nas jest siła aby stało się jej zadość. Aby tylko woli i uczciwości starczyło.

Tankerman

Lista tych co zginęli na „Athenian Venture”:
Marek Umięcki,  Mieczysław Bogusz,  Bogdan Krasoń,  Michalina Krasoń,  Tadeusz Wojciechowski,  Jan Szczęsny,  Krzysztof Konieczny,  Jan Soboń,   Czesław Szulkowski,  Jadwiga Szulkowska,  Ryszard Urbanowicz,  Edwarda Urbanowicz,  Jerzy Sałamacha,  Gerard Plichta,  Stefan Jaskowski,  Mieczysław Brękiewicz,  Ryszard Stelmaszyk,  Ryszard Lipowski,  Henryk Olek,  Jan Mączka, Włodzimierz Pasławski,  Maria Pasławska,  Henryk Mazurowski,  Zbigniew Jurszo, Waldemar Pawłowski,  Tadeusz Jezierski,  Hanka Jezierska,   Eugeniusz Bednarski.
Niech ich dusze spoczywają w spokoju.

Na zakończenie przytoczymy motto, które towarzyszy całej serii artykułów o katastrofach morskich opublikowanych na portalu NUDA VERITAS   http://www.voxpopuli.host44.pl/

At an Athens party for the movers and shakers in world shipping the drinks flow freely. Life is good. The industry funding this champagne lifestyle is doing well. Murky world where profit rules over safety still exist and will exist for many years to go. Shipping moguls are certain of that. They may collect arts, live lavishly and spend their money freely. Money often covered with tears and blood. They are coming under increasing scrutiny following more than one of Europe’s disasters, but instead of authorities of many countries are investigating the sinking oil tankers and discovering a murky world where profit rules over safety, for them still is certain that future will be friendly.
A w Atenach bonzowie okrętowi dalej wznoszą toasty, mimo że ich biznesom coraz uważniej przyglądają się ci, którzy badają przyczyny katastrof ekologicznych spowodowanych zatonięciami tankowców, mimo że dekonspirowany jest mroczny świat międzynarodowego shippingu gdzie pieniądz zawsze liczył się bardziej niż bezpieczeństwo statków i życie marynarzy. Wciąż jeszcze wierzą że przyszłość wielkich zmian tak szybko nie przyniesie. 

Dodatkiem opatrzył: Colas Bregnon – Nuda Veritas – Gazette

 

                                                                                

 

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 5 »

Ministerstwo Ćwiąkalstwa.

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-21 (poniedziałek)

Najpierw zacytujemy wiadomość z Onet.pl:

Ministerstwo sugeruje: nie mówić, że przestępcy to Romowie.
Rzecznicy sądów i prokuratur, informując podejrzanych, powinni unikać podawania, że są oni Romami – zaleciło Ministerstwo Sprawiedliwości. To efekt listu, jaki do Zbigniewa Ćwiąkalskiego napisał prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce Roman Kwiatkowski.
- Nie zamierzamy bronić przestępców, ale własnego narodu – tłumaczy.
Powodem listu było zdarzenie z początku marca. Ofiarą rabusiów padli wtedy w Krakowie dwaj mężczyźni, a policja zatrzymała sprawców. – Zatrzymani to Romowie – oświadczył wówczas rzecznik małopolskiej policji Dariusz Nowak

Otóż znamy inną mniejszość, której przynależności narodowej nie wymieniają nigdy polskie sądy już od 1945 roku, choć żaden minister tego nigdy jawnie nie sugerował. 

To bardzo charakterystyczne, że gdy chodzi o jakieś wyróżnienie - czy to będzie nagroda Nobla, czy jakieś pomniejsze uhonorowanie – media prześcigają się w podkreślaniu, iż chodzi o Żyda, Cygana lub Tatara. Natomiast w przypadku dokonania przestępstwa wszystko ma iść na karb Polaków. Można by pomyśleć, że chodzi o jakąś zmowę mediów, ale przecież to absurd, gdyż media są niezależne i obiektywne, a ponadto etyczne.

Zaznaczamy, iż Cyganów nie idealizujemy, ale żywimy do nich sporo sympatii, między innymi za to, że nigdy nie oskarżali Polaków o współudział w swym Holocauście – a także za wierność swym obyczajom oraz silne więzy solidarności: nikt chyba nigdy nie widział głodnego Cygana.

Przy okazji chcemy zwrócić uwagę min. Ćwiąkalskiemu, iż Romowie to tylko jedno z dwu wielkich plemion cygańskich. Oprócz nich istnieją Sinti. Czy z sugestii ministra ma wynikać, że Sinti nie są objęci politpoprawniactwem?

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 4 »

Wycie potępieńców

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-18 (piątek)

No i stało się.

Podeptano autorytet Mędrca Europejskiego, prezydenta Lecha Wałęsy. Zignorowano pełne troski opinie “Gazety Wyborczej”, znakomitej wyrazicielki interesów narodu ludzi rozumnych i przyzwoitych. Pogwałcono kanony demokracji, którą nieuchronny postęp usiłuje (nie bez pewnych sukcesów) przemycić do Kościoła Katolickiego dla dobra ogłupionych owieczek. Ba! Bezskuteczny okazał się nawet osobisty list ustępującego abpa Gocłowskiego skierowany do Stolicy Apostolskiej.

Biskup warszawsko-praski abp Sławoj Leszek Głódź został w czwartek mianowany przez papieża Benedykta XVI metropolitą gdańskim.

Niezależne media dosłownie wpadły w furię, a licznie oddelegowani na fora internetowe przedstawiciele tzw. diaspory prześcigali się w charakterystycznych antykościelnych bluzgach, wyzwiskach, oszczerstwach czy niekiedy w nieco bardziej wyrafinowanych insynuacjach i podłościach. Wycie rozlegało się aż po niebiosa. Niestety – nie udał się ten sam numer, co w przypadku abp. Wielgusa, choć polskojęzyczni oczywiście wciąż mają nadzieję, iż do 26 kwietnia, kiedy to odbędzie się ingres nowego metropolity, jeszcze coś może się zmienić.

Zarzuty wobec bp. Głódzia dają się streścić następująco: sympatia dla Radia Maryja, sceptycyzm wobec Unii Europejskiej (naszym zdaniem bardzo umiarkowany), upolitycznianie Kościoła oraz “wojskowy” model duszpasterstwa.

Nie wiemy, co to znaczy “upolitycznianie Kościoła”. Sceptycyzm wobec Unii nie jest, o ile wiemy, jeszcze uznany przez Kościół za grzech śmiertelny. Zaś co do “modelu duszpasterskiego ukształtowanego w czasie, gdy był biskupem polowym Wojska Polskiego” powiemy tyle, że bardzo się przyda w polskim Kościele, którego hierarchowie okazują krnąbrność nawet wobec decyzji Papieża. Pozostaje zatem owa sympatia do Radia Maryja i tu wydaje się leżeć ów pogrzebany pies. Polskojęzyczni nie tolerują bowiem żadnych opinii, prócz własnych - i żadnych mediów, prócz takich, które dla nich pracują.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 29 »

Lusia Ogińska – Kto wywołał II Wojnę Światową

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-16 (środa)

Kto wywołał II Wojnę Światową?

Panie Redaktorze!

Niesłychane to i oburzające! Wiceminister skarbu Hubert Łaszkiewicz musi się tłumaczyć, musi wyjaśniać, że w czasie II Wojny Światowej ofiarami byli Polacy a nie Niemcy! Wciąż wraca sprawa roszczeń niemieckich, tych samych, których miało nie być – jak zapewniał niemiecki kanclerz Schroeder 1 sierpnia 2004 r. Oficjalne zapewnienia niemieckie dziś są tyle samo warte, co te z przed 1939 roku.

Niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” w swojej wypowiedzi na temat odszkodowań dla Niemców – doszedł do szczytu bezczelności! Napisano tam bowiem: „Naprawienie szkód będących konsekwencją niesprawiedliwości państwa jest czymś więcej niż wielkim wyzwaniem”… Tak! Tak! Racja! Racja! Wszystko jest czegoś konsekwencją, a konsekwencją II Wojny Światowej było wyproszenie Niemców z kraju przez nich okupowanego! Kto II Wojnę Światową wywołał? No przecież Niemcy! Zatem kto ma ponosić konsekwencje?!!

Jeśli Niemcy tak bardzo pragną rozliczenia, to powinniśmy w końcu rzetelnie się rozliczyć. Germanie lubią cyferki równo poukładane, więc zacznijmy od początku: Wymordowano nam 6 milionów obywateli! Wywożono Polaków do niewolniczej pracy w głąb Niemiec. Zabito, ukradziono, a w konsekwencji zniemczono tysiące dzieci z Zamojszczyzny, które nigdy do Polski nie wróciły, które, jeśli żyją, to nie wiedzą po dziś dzień, że są Polakami. A może z innej beczki? Zacznijmy od odbudowania Ziem Odzyskanych, odbudowania całkowicie zniszczonej Warszawy, odbudowania z gruzów Wrocławia, Szczecina, Gdańska!! Może w tej buchalterii rozliczymy tysiące spalonych wsi, rozliczymy i odbierzemy tysiące wagonów dzieł sztuki wywiezionych do Niemiec, które nigdy do Polski nie wróciły itd. itd… Wyliczać można długo… Od Mieszka, od Bolka, od Grunwaldu i… od 1939r. Znam ludzi, którzy pamiętają… pamiętają te „dobrosąsiedzkie” stosunki… Po tym dobrosąsiedztwie – w którego imieniu działa pan Tusk – do dziś co niektórzy noszą wybite w obozach numery na rękach, ale może dziś Niemcy powiedzą, że to dobrze, bo tatuaże są cool i takie modne?… A przecież żyją jeszcze ludzie, którzy zapamiętali tych „niewinnych żołnierzy Wermachtu”, gdy niemowlętom polskim rozbijali czaszki o węgły chałup, ale może niemieccy europejczycy rzekną na to, że to też dobrze, bo polskie matki zaoszczędziły na skrobankach?

Premier Tusk obiecał podczas wizyty w Izraelu, że za mienie zagrabione przez władze komunistyczne odda sprawiedliwość wszystkim obywatelom przedwojennej Polski, bez względu na to czy byli Żydami, Ukraińcami, czy Niemcami… Ciekawe, że to zapewnienie dotyczy tylko grup mniejszościowych, bo już Polaków Tusk nie wymienił! Polaków, którzy potracili majątki, domy i życie na Wchodzie, we Lwowie, na Podolu, Wołyniu czy Wileńszczyźnie. Tusk chce obcym rozdać mienie polskiego narodu!!! Czym to się różni od zagrabiania majątków przez komunę?!!

Historia lubi się powtarzać – polityka nie lubi się zmieniać, podobnie ludzie i narody… Pamiętajcie o tym Polacy, pamiętajcie o tym, gdy będziecie pili „brudzia” z wylansowanym przez Unię Europejską – Hansem!

Lusia Ogińska

Kawiarenka.
.
W kawiarence warszawskiej
gdzieś tam na skraju miasta,
tam gdzie jest pamięć, i gdzie jest jaśniej
a cisza jak mchem świat obrasta;
tam skrzypią huśtawki dziecięce,
chmury są bardziej puchate,
a dziewczę w jasnej sukience
parzy już drugą herbatę…
.
W tej kawiarence z przedmieścia,
spotkały się dwie staruszeńki:
ta starsza, ta bardziej pierwsza,
oczy miała jak błękit,
na granatowej sukience
wyhaftowane sasanki,
a ciemny numer na ręce,
kryły spłowiałe falbanki…
Druga tak ażurowa,
jak wielkanocna kraszanka,
i ona numer swój chowa,
w cienkich spłowiałych falbankach…
.
Gdy wyszły z tej kawiarenki
spacerkiem poszły do miasta,
a świat był cichy i piękny,
i była godzina piętnasta…
.
Czas się toczył cierpliwie
gdzieś na sennym przedmieściu;
huśtawki skrzypiały leniwie,
jak wtedy rankiem… we wrześniu…
I szły staruszeńki bez słowa,
w tej pierwszej wciąż życia garstka
suknia jej – granatowa,
z renty nie kupi lekarstwa…
.
I zaszły pod pomnik powstańców.
Staruszka ledwo szepnęła:
- Mój synek…
Gdyby on żył
…Ciekawe jaki by był!?
.
Lusia Ogińska 02.05.2001
http://lusiaoginska.pl

Opublikowany w Polityka | Otagowane: | Komentarzy: 41 »

Czy już mieszkamy w Żydolandzie?

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-16 (środa)

Najpierw całodzienne fetowanie rocznicy Powstania w Getto Warszawskim. Najwyraźniej staje się ono nie tylko najważniejszym wydarzeniem II Wojny Światowej, ale wręcz jedynym godnym uwagi mediów. W niczym nie ujmując bohaterstwa garstce desperatów, nie zapominajmy, że na kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców  Getta, w powstaniu wzięło udział ok. 400 osób z ŻZW Moryca Apfelbauma i ok. 200 osób z ŻOB Mordechaja Anielewicza. Natomiast w Powstaniu Warszawskim, o którym świat na dobrą sprawę nic nie wie, samych ofiar było wśród cywilów 120-200 tysięcy i 10 tysięcy żołnierzy AK, nie licząc żołnierzy rannych i zaginionych.

Ledwo odpoczęliśmy od natłoku informacji – pojawił się na mównicy prezydent Lech Kaczyński, który stwierdził, że “w Polsce był antysemityzm, ale nie ludobójstwo”. No, dziękujemy Panu Prezydentowi, że przynajmniej odciął się od ludobójstwa, zawsze to coś.

Ciekawi nas, czy w Izraelu poświęca się tyle samo uwagi Polsce, co w Polsce Żydom. Czy zwalcza się ewidentny antypolonizm, czy stawia pomniki Polakom, nazywa ich imionami ulice, szkoły itp.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 35 »

Rządowe PO-mysły na nowoczesność

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-15 (wtorek)

Wiceszef klubu PO, Waldemar Dzikowski, powiedział Gazecie Wyborczej: “Chcielibyśmy, żeby w wyborach do Parlamentu Europejskiego Polacy mogli już głosować przez internet. Wierzę, że jest to możliwe”. Co prawda nie znamy żadnego cywilizowanego kraju, gdzie się to robi, ale dlaczego choć raz nie być w czołówce postępu?

Jest to świetny pomysł: w kraju, gdzie przekręt goni za przekrętem, urządzić głosowanie przez Internet – a napisanie oprogramowania zlecić oczywiście jakiejś zaufanej, rzetelnej firmie, np. Prokomowi pana Ryszarda Krauzego. Zdolni informatycy na pewno szybko poprawią wszelkie błędy, jakie mogą wyjść na jaw po przeliczeniu głosów. 

I w ogóle dlaczego – skoro istnieją ku temu techniczne możliwości – nie ułatwić naszemu rządowi osiągnięcia z góry założonych wyników?

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 7 »

Guy Sorman chwali polski cud

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-13 (niedziela)

Najwyraźniej na zamówienie obecnego “rządu” pojawiła się w mediach wypowiedź francuskiego koczownika-politologa, Guy Sormana, której co celniejsze fragmenty cytujemy:

- Dzisiejsza Polska wydaje się jakimś cudem – w latach 80. większość prognoz Zachodu dotyczących Polski była całkowicie negatywna. Dominowała teza o całkowicie bezradnym homo sovieticus.
- Gdy czytam literaturę ekonomiczną lat 90., gdzie skazywano Polskę na długotrwałą nędzę, ponieważ jest to kraj katolicki, chłopski i naznaczony socjalizmem – własnym oczom nie wierzę.
- Gdy słyszę: “Kaczyńscy zrobili tak dużo, a Tusk nie robi prawie nic”, jest to dla mnie wielki argument na rzecz Tuska.

Zatem zdaniem p. Sormana nie robienie niczego to warunek sukcesu. Prosimy, aby powiedział to rządom Korei Południowej, Singapuru, Taiwanu czy innym azjatyckim tygrysom. To, że katolicyzm przeszkadza p. Sormanowi, nie dziwi nas ze względu na jego korzenie etniczne.

Zapewne polski cud, to 300 miliardów długów, 15% bezrobocia, niemal całkowite pozbawienie kraju własnego kapitału oraz przejęcie przemysłu, bankowości, mediów i dużej części infrastruktury przez zagranicę.

Przypominamy mimochodem, iż Guy Sorman to ten sam politolog, który w latach 1980-tych zachwycał się Związkiem Sowieckim i też nazywał go cudem. Zapewne za drobną opłatą gotów jest wystawić Korei Północnej świadectwo, iż jest to kraj demokratyczny, a jego obywatele opływają w luksusy.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 18 »

Naprawiaczki świata

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-13 (niedziela)

Włoska artystka (nie wiemy, w jakiej dziedzinie), 33-letnia Giuseppina Pasaqualino di Marineo znana jako “Pippa Bacca” postanowiła wraz z przyjaciółką położyć kres zamieszkom na Bliskim Wschodzie. W tym celu, w ramach projektu “Panny młode w podróży”, ubrana w strój ślubny podróżowała autostopem do Izraela i Palestyny, aby tam apelować o pokój.

Właśnie odnaleziono jej ciało. Została uduszona mniej więcej 10 dni temu w pobliżu miejscowości Gebze w Turcji.

Zupełnie nie rozumiemy, dlaczego ten projekt, skazany przecież na powodzenie, nie udał się…

Ale tak to bywa, gdy egzaltowane “artystki” o mentalności 14-latków, znające świat głównie z telewizji i kolorowych damskich pism, biorą się za jego naprawianie. Szkoda, że na ołtarzu zielono-czerwonych lewackich ideologii składane są ofiary głównie z naiwnych, w gruncie rzeczy być może dobrych osób. Współczujemy rodzinom – choć mimo całego tragizmu wydarzenia nie możemy się oprzeć, aby nie dać upustu ironii.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 32 »

Rabin dziękuje Bushowi za wojnę z Irakiem

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-12 (sobota)

Donosimy za znaną gazetą “The Jerusalem Post”.

Naczelny Rabin dziękuje Bushowi za “wojnę z Irakiem”.

Podczas krótkiej wymiany zdań na Lotnisku Ben-Guriona, Naczelny Rabin aszkenazyjski Yona Metzger podziękował prezydentowi Gergowi W. Bushowi za amerykanską interwencję w Iraku. Bush odpowiedział, iż słowa Naczelnego Rabina “ogrzały mu serce”.

Metzger został uznany za jednego z dwunastu najbardziej wpływowych przywódców na świecie przy nakręcaniu filmu “W imię Boga” dla CBS, który ukazał się pod koniec grudnia.

Dodać należy, iż o ile większość Żydów z Izraela oraz żydzi ortodoksyjni podzielają zdanie Metzgera, czyni to tylko 28% amerykanskich Żydów (wg. corocznego badania żydowskiej opinii publicznej w USA przeprowadzanego przez The American Jewish Committee).

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 9 »

Zagadka

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-12 (sobota)

W samym centrum Berlina mają wielki, monumentalny pomnik Żydzi, ofiary niemieckiego hitleryzmu. W okolicach Bramy Branderburskiej stoi pomnik żołnierzy sowieckich. Wkrótce w podobny sposób będą uhonorowani Cyganie, czyli jak to się teraz mówi – Sinti i Romowie.

27 maja tego roku nastąpi również oficjalne odsłonięcie pomnika ofiar narodowości homoseksualnej, który stanie obok pomnika pomordowanych Żydów, a będzie nosił inskrypcję: “Tym pomnikiem Republika Federalna Niemiec chce uczcić prześladowane i pomordowane ofiary, utrzymać pamięć o bezprawiu i dać wyraźny znak sprzeciwu nietolerancji, wrogości i ograniczeń wobec lesbijek i homoseksualistów”. Warto przypomnieć, że osoby narodowości homoseksualnej mają również pomniki w KZ Neugamme pod Hamburgiem i w Amsterdamie.

Zgadnij, czytelniku, jaka nacja, mimo iż należy do najbardziej pokrzywdzonych przez Niemców podczas II wojny światowej, do tej pory nie ma żadnej pamiątki w niemieckiej stolicy?

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 14 »

Uniwersalny Okresowy Przegląd Państw

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-12 (sobota)

http://wiadomosci.onet.pl/1728674,11,item.html

Polska ma być pierwszym krajem, który na wniosek Rady Praw Człowieka będzie poddany nowemu specjalnemu mechanizmowi obserwacji, nazwanemu Uniwersalnym Okresowym Przeglądem Państw (UPR – Universal Periodic Reviev). Środowiska proaborcyjne zamierzają wykorzystać go w celu wywarcia nacisków na nasze władze, aby wprowadziły prawo umożliwiające zabijanie dzieci poczętych bez ograniczeń.

Celem obserwacji mają być m.in.: postęp w przestrzeganiu praw człowieka, wypełnianie krajowych zobowiązań względem obywateli w kwestii praw człowieka, zdolność kraju do rozwiązywania sytuacji niepokojących w społeczeństwie, wsparcie w promowaniu i ochronie praw człowieka, popieranie i pełna kooperacja z Radą Praw Człowieka, innymi organizacjami zajmującymi się tą materią, a także z przewodniczącym ONZ.

Rozporządzenie UPR 5/1 pozwala na szerokie uczestnictwo w obserwacji wszelkich organizacji pozarządowych. bardzo mocno ten przepis zamierzają wykorzystać organizacje feministyczne. Mimo że żaden z dotychczasowych ONZ-owskich raportów nie wspomina słowem o aborcji, to jednak Federacja Kobiet i Planowania Rodziny (FWFP) w swoim raporcie, przesłanym do rady, stwierdza, że wiele ciał ONZ (m.in. komisarz prawa człowieka czy Europejski Trybunał Praw Człowieka) wyraziło głębokie zaniepokojenie “ustawą o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży” obowiązującą w Polsce od 1993 r.

Ta feministyczna federacja stwierdza, że przepisy w Polsce zagrażają bezpośrednio zdrowiu i życiu kobiet. W raporcie FWFP możemy ponadto przeczytać, iż niezliczonej liczbie kobiet w naszym kraju odmawia się podstawowych usług zdrowotnych.

ONZ będzie zajmowała się kwestiami wprowadzenia programu UPR w najbliższy poniedziałek.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 8 »

Tej pani też przeszkadza polskość

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-12 (sobota)

W dyskusji, jaka toczy się w Polsce na temat proponowanej przez prof. Żurka skandalicznej redukcji lektur obowiązkowych z języka polskiego, zabrała oczywiście głos Kazimieha Szczuka, “znana khytyczka literacka” pochodząca z plemiona koczowniczego.

“Obecny kanon lektur jest beznadziejny i trzeba go całkowicie zmienić… Ten kanon jest najbardziej kanoniczny jak może być, jest wręcz obrośnięty ‘polskością’” – mówi Szczuka.

Jak z tego widać, kanon lektur obowiązkowych powinien zapewne być antypolski a za to obrośnięty żydowskością – jak dzieła Jana Tomasza Grossa.

Szczuka nie po raz pierwszy sygnalizuje iż polskość jest dla niej garbem i nienormalnością, lecz mimo to trzyma się ona Polski, jak świnia koryta. Bo tylko w tolerancyjnej Polsce nie wytarzają takiego ścierwa w smole i pierzu i nie pogonią nago przez wieś.

Mamy wielu dobrych, kompetentnych i uczciwych krytyków literackich, którym “obrośnięcie polskością” nie przeszkadza, którzy w polskości widzą nasz wkład w kulturę kontynentu Europy. Ale media, z nachalstwem właściwym plemionom koczowniczym, lansują indywidua w rodzaju Szczuki.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 6 »

Śmierć więźnia

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-11 (piątek)

W polskim szpitalu zmarł w styczniu obywatel rumuński, 33-letnii Claudiu Crulic, po długotrwałym strajku głodowym w krakowskim areszcie, dokąd trafił obwiniony o kradzież. Pewne poszlaki wskazują, iż mógł być niewinny.

Ale nie o to chodzi, czy winny, czy niewinny. Jaki kraj, uważający się za cywilizowany, dopuszcza do śmierci głodowej więźnia podejrzanego o dość drobne przestępstwo?

Powagi sytuacji nie zmienia fakt, iż losem swego obywatela niewiele interesowała się sama Rumunia. Dziś jednak minister spraw zagranicznych Rumunii Adrian Cioroianu zrezygnował z urzędu, krytykowany za niewłaściwe zajmowanie się tą sprawą.

Czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach oczekuje, iż jego polski kolega, min. Ćwiąkalski, w równym stopniu odpowiedzialny za śmierć człowieka, wykaże się podobnym poczuciem honoru?

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 7 »

Pomysły Ministerstwa Edukacji Narodowej

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-04-11 (piątek)

Ministerstwo Edukacji planuje całkowite usunięcie Henryka Sienkiewicza z lektur szkolnych. Pozostawi się lekturę Gombrowicza i Słowackiego, ale tylko we fragmentach. Uczniowie w szkole podstawowej nie przeczytają Kubusia Puchatka, a w gimnazjum szekspirowskiego dramatu.

Autorem propozycji jest prof. Jacek Żurek, który uważa, że ma być fragmentarycznie, bo “uczniowie i tak nie czytają”.

Nie możemy się doczekać, kiedy Ministerstwo w ogóle usunie z programu naukę czytania i pisania, albowiem według p. kanclerza A. Hitlera Polakowi wystarczy, jeśli będzie umiał się podpisać i liczyć do stu – a Bekanntmachung poda mu przecież po polsku TVN.

Przy okazji – warto zlikwidować Kodeks Karny, bo ludzie “i tak go nie przestrzegają”.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 22 »