Dziennik gajowego Maruchy

Dypl. gajowy hab. Waclaw Marucha objaśnia świat szerokiej publiczności.

Archiwum dla maj, 2008

Uczmy się od Izraelczyków

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-05-25 (niedziela)

Podajemy za
http://www.ynetnews.com/articles/0,7340,L-3547270,00.html

23 maja rano na lotnisku Ben Guriona w Tel Aviv został aresztowany znany amerykański naukowiec żydowskiego pochodzenia, prof. Norman Finkelstein. Po przesłuchaniu i przetrzymaniu przez noc, prof. Finkelsteina odesłano z powrotem do Stanów Zjednoczonych. Powodem nie wpuszczenia były “względy bezpieczeństwa”.

Oczywiście “względy bezpieczeństwa” sprowadzają się do tego, iż prof. Finkelstein jest autorem książki o biznesie holokaustowym, w której oskarżył wpływowe kręgi żydowskie o manipulowanie pamięcią ofiar Holokaustu w celu wyłudzania pieniędzy oraz usprawiedliwiania bezprawnych akcji. Prof. Finkelstein twierdzi również, iż Izrael i diaspora żydowska używają straszaka “antysemityzmu” dla dławienia krytyki ich poczynań.

Oczywiście władze Izraela mają prawo odmówić wpuszczenia do swego kraju kogo im się zywnie podoba. Szkoda tylko, iż władze Polski nie korzystają z takiego prawa w stosunku do np. nikczemnego pseudohistoryka Jana Tomasza Grossa.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 55 »

Lusia Ogińska - Pożegnanie z ojcem Krąpcem

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-05-20 (wtorek)


Ojciec Profesor Mieczysław A. Krapiec z dziećmi Lusi Ogińskiej (Rysiem i Bogumiłą Filipską)

8 maja 2008 r. odszedł do Pana Boga Ojciec Profesor Mieczysław A. Krąpiec. Dla narodu polskiego, a szczególnie dla nauki, kultury i kościoła to ogromna strata, dla mnie - osobista tragedia…

Mówi się, że „nie ma ludzi niezastąpionych”? Śmierć Ojca Profesora przeczy temu porzekadłu. On był niezastąpiony! Ostatnie cztery lata to był mój stały kontakt z ojcem Krapcem. Spotkania, listy, prawie codzienne telefony. Zaszczycił mnie i moją rodzinę swoją przyjaźnią. Skromny, dobry, życzliwy dla ludzi i niezwykle mądry, jednocześnie wyrozumiały dla wszystkich - mniej uczonych. Wydawało mi się, że tak będzie zawsze, że zawsze będę mogła podnieść słuchawkę i usłyszeć głos Ojca w telefonie… Pytałam go o wszystko, poruszaliśmy najróżniejsze sprawy, mówiłam mu o sobie, o kłopotach, radościach i smutkach, on wspierał radą, sam zresztą też opowiadał o swoim życiu zakonnym, naukowym, o swoim zdrowiu, o troskach. Stałą troską Ojca była nasza ojczyzna. Kochał Polskę, był do końca zaangażowany w to co dzieje w się polityce i kulturze naszego kraju. Martwił się bardzo tym co się w Polsce stało… Powtarzał często: -„ Ja już jestem stary, odchodzę, ale wy zostajecie i będziecie musieli żyć w tej rzeczywistości, która nadejdzie… a przyszłość jawi się wam straszna”.

Ojciec Profesor był w pełni tego słowa człowiekiem - On nie tylko teoretyzował na temat człowieczeństwa, On czynił dobro, praktyką potwierdzał swoje nauki. W Lublinie na pogrzebie spotykałam ludzi ubogich, z którymi Ojciec dzielił się swoimi zakonnymi posiłkami. Dla niego miłość nie była tylko pięknym słowem, dla niego kochać to znaczyło czynić dobro! Życie jego było przepełnione pracą, nauką i miłością! Większość ludzi którzy spotkali choć raz Ojca Krąpca wspomina to spotkanie jak coś szczególnego, jak coś uzupełniającego ich byt i myślenie. Ojciec pomagał nie tylko w ucelowieniu myślenia, ale pomagał również człowiekowi w porządkowaniu własnego życia. Był przy tym niezwykle taktowny i skromny, nie narzucał swojego punktu widzenia, ale poprzez wyrażanie jasno i precyzyjnie swoich poglądów skłaniał rozmówcę do zweryfikowania własnych mniemań, często pochopnych, lub pobieżnych. Ojciec zbyt cenił wolność człowieka, wolność nadaną przez Boga, by swoją wolę narzucać innym, On nadawał kierunek myśleniu ale tak, by człowiek sam dokonał optymalnego wyboru. Mówił: „- Dziś wolność równa się nieodpowiedzialności, a wolność jest ogromem odpowiedzialności za to co się czyni, za drugiego człowieka, za swoje wolne decyzje, dziś niestety wolność to rozpasanie i w efekcie niewola zła!”. Nie znosił kłamstwa, brzydził się ludźmi, którzy go okłamywali. Jednak zawsze, nawet dla tych, którzy go skrzywdzili pozostawał wyrozumiały… W jednej z ostatnich naszych rozmów telefonicznych opowiedział mi o tym jak zszedł na mały wirydarz i napotkał jednego ze swoich młodszych współbraci dominikanów, a ten na jego widok wykrzyknął z kpiną: „-O! Brat Albert? To brat jeszcze żyje?!?” Wyraziłam oburzenie, a on mi opowiedział : „-Proszę pani, tacy dzisiaj są dominikanie… Zamiast się uczyć otwierają kawiarnie przed zakonem! Po co im taki stary… Młodzi są, więc wiedzą lepiej”.


Ostatnie pożegnanie - na zdj. Lusia Ogińska składa kwiaty na grobie Ojca Profesora M.A Krąpca

I teraz 15 maja w bazylice dominikanów w Lublinie, słyszałam dominikanina o.Górę jak w pożegnalnej homilii mówił o Ojcu Profesorze: „Te twoje naleweczki… Ta twoja filozofia…To wzruszenie z jakim mnie witałeś…” Ta homilia sporo mi wyjaśniła, wyjaśniła ogrom niezrozumienia wielkości Krapca! Tak się nieszczęśliwie dla o. Góry składa, że Ojciec mi opowiadał o spotkaniu z dominikaninem Górą… Dominikanin Góra opowiadał o spotkaniu z Krąpcem - były to dwie zupełnie różne opowieści, o dwóch zupełnie różnych spotkaniach… Ale Ojciec nie tylko z innych potrafił się śmiać, śmiał się również z siebie… Kwestia dystansu? Poczucia swojej wartości? Pewnie i dumy przyrodzonej wielkim.

Żegnaliśmy Ojca Profesora w kościele akademickim na KULu; abp Życiński zabronił ludziom oklasków, pewnie abp Życiński nie wiedział, bo i skąd, że Ojciec nie potrzebował oklasków, ani nie zabiegał o niczyją akceptację, ale nigdy, nigdy nie zabraniał ludziom wyrażania swoich uczuć, szczególnie wtedy, gdy były one szczere i płynęły z głębi serca, nie sądzę, że abp Życiński poprzez wysyłanie corocznych listów gratulacyjnych do Krąpca z okazji wydania kolejnego tomu Encyklopedii Filozofii - poznał Ojca bliżej. Kiedyś, jeszcze przed decyzją o rozpoczęciu zdjęć do filmu o Ojcu Profesorze powiedziałam do Niego: -”Proszę ojca, ojciec musi się zgodzić na ten film, ojciec nie może być własnością tylko dominikanów, KULu, czy redakcji Encyklopedii, bo ojciec jest własnością całego narodu” on mi odpowiedział:- „nie jestem własnością KULu, bo mojego KULu już nie ma, nie jestem własnością dominikanów, bo moich… tamtych dominikanów już nie ma…” i Ojciec po zastanowieniu się zgodził się na film.


Mieszkanie Ojca Profesora w trakcie realizacji filmu „U źródła prawdy”.

W naszych rozmowach często wracał do tematu śmierci. Jego odejścia nie brałam poważnie, dla mnie On jakoś nie pasował do śmierci, On był ponadczasowy i wieczny. I pewnie tak będzie! Jego dzieła, Jego działalność, Jego nauki pozostaną żywe. Ojciec opowiadał, że już dawno napisał do encyklopedii hasło: „Śmierć” - wyjaśniał przy tym, że pisze o tym tak wcześnie, jeszcze przed opracowaniem kolejnego tomu Encyklopedii, bo „trzeba być realistą” i wywiązać się ze swoich obowiązków. Cenił swoich współpracowników o księdzu profesorze Andrzeju Maryniarczyku mawiał, że to dobry i rzetelny naukowiec, że widzi w nim swojego następcę i jemu właśnie chce przekazać całą swoją bibliotekę, by służyła katedrze i nauce! 12 października 2005 roku w rozmowie telefonicznej powiedział mi, że wszystko co do niego należało zapisał Towarzystwu Św. Tomasza z Akwinu! Pytałam o dominikanów, czemu biblioteki im nie zostawi, a on tylko się uśmiechnął i rzekł: „- Oni? Oni to wrzucą do piwnicy, bo im to już nie potrzebne, mają swój internet i telewizję, którą po nocach oglądają, czasem się w nocy budzę, wstaję i widzę jak w oknach cel świecą się ekrany!” Smutne to, smutne… Tym bardziej, że już po uroczystościach pogrzebowych, na internetowej stronie dominikanów w Lublinie przeczytałam, że na Ojca pogrzebie było „około tysiąca osób” - i zrozumiałam, że pogarda i lekceważenie Ojca Krąpca jeszcze się nie skończyły… Przecież na pogrzebie było kilka tysięcy osób!!!

Szliśmy w kondukcie żałobnym przez całe Krakowskie Przedmieście i nie widać było końca pochodu… A dominikanie piszą „około tysiąca osób”! Dominikanie lubelscy! Cóż chcecie umniejszyć?! Wielkość współbrata Alberta, czy własną winę?!
Ojciec jednak był ponad to, patrzył na rzeczy doczesne jak na zabawki, świecidełka z odpustu, którym nie należy tak wiele poświęcać uwagi. On nie przejmował się ludzkimi małościami, dla niego ważna była prawda i to co zostaje wieczne, a z pewnością nie są to zaszczyty, tytuły, medale…
Po pogrzebie wróciliśmy do domu. Spojrzałam na portret Ojca Krąpca, który wisi w pokoju, czas się zatrzymał, nie biegnie, troski i kłopoty życia codziennego jakoś zbladły, zmalały… Trudno przyzwyczaić się do myśli, że już nigdy w tej wędrówce życia doczesnego nie będziesz ze mną Ojcze Profesorze, że nie usłyszę Cię, nie zobaczę. Osierociłeś wielu ludzi! Ci którzy znali Cię nawet przelotnie, znali z Twoich wykładów, wystąpień w radio, z książek dotkliwie odczuli Twoją stratę… Wielkie indywidualności zawsze skupiały wokół siebie grupy ludzi, którzy chcieli się uczyć, którzy dzięki ich inspiracji tworzyły istotne i ważne dzieła ludzkości. Twoje odejście jest tym bardziej dotkliwe im bardziej świat się stacza i ubożeje w autorytety! Ty byłeś jednym z takich ludzi, którzy nie boją się mówić prawdy, żyć prawdą i kochać ją! Ktoś porównał Cię do wielkiego dębu, ale w jednej z rozmów powiedziałeś mi, że właśnie wielkie dęby łamią się przy silnej wichurze, a niepozorne i cierpliwe trawy pozostają całe… Zalecałeś mi nie oglądać się na innych, „robić swoje” i nie przejmować się zbytnio tym, co ludzie gadają! Głupców unikać, mądrych słuchać…


Lusia Ogińska w domu, z rodziną na tle portretu Ojca Profesora M. A Krąpca.

Cóż jeszcze dodać, chciałoby się wiele napisać, ale nie wszystko powinnam, nie wszystko mogę… Pozostaniesz w mojej pamięci Ojcze Profesorze jako dar od Boga dar mądrości i przyjaźni, o którą tak trudno we współczesnym świecie. Niegdyś w Lublinie spytałam: “-Czy ojciec trochę nas kocha?” a Ty Ojcze odrzekłeś:”- Jaka może być odpowiedź na oczywistość?!”
Kocham Cię Ojcze Profesorze i będę za Tobą tęsknić.
Lusia Ogińska

Opublikowany w Kościół, Kultura | Komentarzy: 8 »

Oswajać z homoseksualizmem

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-05-16 (piątek)

Homo-plan (wersja skrócona)

W 1987 roku w USA gejowskie pismo `Guide Magazine’ opublikowało artykuł Marshalla Kirka, który był wyrażonym wprost programem oswajania społeczeństwa z `równouprawnioną’ orientacją seksualną. Aż dziwne, że w Polsce przez całe lata nikt nie przedrukował tego znamiennego tekstu. Tylko `Rzeczpospolita’ zdobyła się na to w ubiegłym roku (`Przerobić heteroseksualną Amerykę’, nr 139/2007). Przedstawiony przez Kirka plan działania doskonale sprawdził się w praktyce:

Krok 1: Mówcie o homoseksualistach i homoseksualizmie tak często i tak głośno, jak to możliwe. Stoi za tym prosta zasada: niemal każde zachowanie zaczyna wyglądać normalnie, jeśli stykasz się z nim dość często w swoim bliskim otoczeniu [...].

Krok 2: Przedstawiajcie gejów jako ofiary, nie jako agresywnych rywali [...].W tym celu osoby występujące w kampanii powinny być prawe i przyzwoite, miłe w obyciu i godne uznania wedle zwyczajnych standardów, całkowicie niewyróżniające się wyglądem - jednym słowem, nierozróżnialne od heteroseksualistów, do których chcemy dotrzeć [...].

Krok 3: Nasza kampania nie może domagać się bezpośredniego wsparcia dla praktyk homoseksualnych; powinna natomiast obrać za główny wątek walkę z dyskryminacją. Wolność słowa, wolność wyznania, wolność zrzeszania się, prawo do sprawiedliwego procesu i powszechna ochrona prawna - takie problemy powinna uwypuklać nasza kampania.

Krok 4: Zadbajcie, żeby geje dobrze wypadali [...]. W krótkim czasie zręczna i bystra kampania medialna może przemienić wspólnotę gejowską w matkę chrzestną cywilizacji zachodniej. Równolegle nie powinniśmy zapominać o poparciu ze strony gwiazd.

Krok 5: Sprawcie, aby wrogowie wypadli źle. Na późniejszym etapie kampanii, kiedy już reklamy gejowskie spowszednieją, nadejdzie czas rozprawić się z pozostającymi nadal przeciwnikami. Mówiąc bez ogródek - trzeba ich zmieszać z błotem. Mamy przy tym dwojakie cele. Po pierwsze chcemy zastąpić pewną siebie homofobię ogółu wstydem i poczuciem winy. Po drugie chcemy sprawić, by wrogowie gejów wyglądali tak paskudnie, że przeciętny Amerykanin będzie chciał się od nich trzymać z daleka.

Owoce tak zakrojonego planu działania widać gołym okiem. Autor artykułu pisze także, że podjęcie tych działań jest pilne ze względu na `dobro każdej osoby homoseksualnej’. Z pewnością nie pytał o zdanie tych homoseksualistów, którzy czują się źle ze swoimi skłonnościami (które, przypomnijmy, nie są grzechem! grzechem są dopiero czyny homoseksualne) i próbują wyjść na prostą.

Autor tekstu: Jacek Dziedzina
“Gość Niedzielny” nr 19/2008 11-05-2008

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 31 »

Premier to jednak równy gość

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-05-13 (wtorek)

Pan premier Donald Tusk, szef rządu Rzeczypospolitej Polskiej, przyznał się w mediach, że w latach 1980-tych palił marihuanę, pił jabole, wojował z Kościołem - oraz z ulgą przyjął śmierć własnego ojca. Ciężko też pracował, aby utrzymać rodzinę i wiele czasu spędzał w podrzędnych hotelach robotniczych.

Zyskałby jeszcze więcej naszej sympatii, gdyby okazało się, że w młodości napadał na staruszki albo kradł samochody, ale i bez tego widać, że jest to równy gość, który zna życie od podszewki.

Co więcej, jest zaradny. W czasach PRL-u dostęp do narkotyków miała niemal wyłącznie tzw. złota młodzież, a ich ceny były raczej wysokie, jak na kieszeń przeciętnego Polaka. Podziwiamy zatem, iż Pan Premier, choć pochodzący ponoć z prostej i biednej rodziny, wkradł się w te kręgi dla przyszłego dobra swej ukochanej Ojczyzny.

Ciekawi nas, nawiasem mówiąc, czy potomstwo p. premiera również z ulgą przyjmie kiedyś jego śmierć.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 45 »

Co stracimy na wprowadzeniu euro

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-05-12 (poniedziałek)

Poniższy zaskakujący swą niepoprawnością artykuł ukazał się w “Gazecie Finansowej” 9 maja 2008.

Na fali entuzjazmu wobec przyjęcia przez Polskę wspólnej europejskiej waluty, warto się zastanowić, co stracimy. Szczególnie, że w zalewie medialnej papki przedstawiającej same korzyści ze wstąpienia do strefy euro, rzadko jesteśmy informowani o drugiej stronie tego medalu.

Ostatnio premier Tusk stwierdził, że do przyjęcia wspólnej waluty będziemy gotowi w 2011 r. Dotychczas mówiło się o roku 2012, jako oczekiwanym terminie jej przyjęcia. Czy to aby nie jest zbytni pośpiech? Warto wiedzieć co tracimy na odejściu od złotego.

Polska wyrzeka się praw

Po pierwsze, wraz ze wstąpieniem do strefy euro Polska zrzeka się prowadzenia własnej polityki monetarnej na rzecz Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Rezygnujemy wtedy z samodzielnego ustalania wysokości stóp procentowych. Zwolennicy wspólnej waluty często bagatelizują ten problem, jednak jest on niezwykle istotny. Nie miejmy złudzeń, EBC w swojej polityce będzie kierował się dobrem całej Unii Europejskiej, a w szczególności dobrem krajów takich jak Francja, Włochy czy przede wszystkim Niemcy. Te kraje bowiem mają największy udział w PKB strefy euro i ich dobrobyt z punktu widzenia EBC jest najważniejszy. Polska ze swoim ok. 3-proc. wkładem w PKB Unii Europejskiej będzie dla Europejskiego Banku Centralnego krajem drugiej kategorii.

Skokowy wzrost inflacji

Kolejny problem dotyka już bezpośrednio portfeli naszych obywateli. Nie było chyba takiego kraju, gdzie po przyjęciu euro ceny nie poszły w górę, a realne pensje nie obniżyły się. W takich wypadkach zawsze ceny były zaokrąglane do góry, natomiast wynagrodzenia zaokrąglano w dół. Najbardziej wymowny jest przykład Austrii, gdzie ceny od czasu przyjęcia wspólnej waluty (2004 r.) poszybowały o minimum kilkadziesiąt procent. Na austriackim portalu OE24.at zostały podane dane na temat wzrostu cen od momentu przyjęcia euro. Wystarczy przyjrzeć się zaledwie kilku produktom: mleko podrożało o 29 proc., wino o 20 proc., prąd aż o 104 proc., bilety do muzeów średnio o 42 proc., pomarańcze o 45 proc., taryfa taxi o 18 proc.

Straci zwykły Kowalski

Zbyt szybkie przyjęcie euro grozi spadkiem realnej wartości naszych oszczędności lokowanych w złotówkach. Rynkowi eksperci zgodnie twierdzą, że złotego czeka dalsze umacnianie się względem euro i jest to trend na co najmniej kilka lat. Jeśli przyjmiemy wspólną walutę zbyt szybko wartość naszych lokat bankowych przeliczonych na euro będzie mniejsza. Obrazuje to następujący przykład. W chwili obecnej kurs złotego do euro to ok. 3,40, więc za każde 10 tys. PLN na lokacie otrzymamy 2941 EUR. Jest bardzo możliwe, że w 2011 r. kurs będzie wynosił ok. 3,1 PLN za 1 EUR. Wówczas za każde 10 tys. PLN otrzymamy 3225 EUR. Gdyby poczekać jeszcze parę lat, aż kurs złotego wyniesie ok. 2,8 PLN za 1 EUR, to każde 10?000 PLN naszych oszczędności zostanie przeliczone na 3571 EUR. Jak widać nie warto się spieszyć z przyjęciem wspólnej waluty.

Nie chcą euro

Polscy politycy powinni pamiętać, że Wielka Brytania, Szwecja i Dania nie bez powodu nie chciały wspólnej waluty i zastrzegły to w traktatach akcesyjnych. Ich negocjatorzy zdawali sobie sprawę, że w razie kryzysu gospodarczego przynależność do strefy wspólnej waluty pozbawia istotnych narzędzi w polityce państwa, czyli obniżania stóp procentowych i obniżania wartości rodzimej waluty. Bank Anglii nie raz pokazał, że umie tak manipulować kursem funta by zwiększyć konkurencyjność gospodarki i zapewnić sobie tanie surowce z zagranicy. Może dzięki temu właśnie gospodarka UK, pomimo ostatnich kłopotów, zaliczana jest do najprężniejszych w całej Europie.

Państwo nie pomoże

Kraje w strefie euro borykają się z coraz silniejszym sprzeciwem wobec wspólnej waluty. Co ciekawe, jednymi z największych jej przeciwników są drobni przedsiębiorcy, którzy mieli w założeniach być jednymi z beneficjentów wstąpienia do strefy euro. Niestety, rządy tych krajów same pozbawiły się możliwości dewaluacji rodzimej waluty w celu zwiększenia słabnącej konkurencyjności firm. Nic dziwnego, że w takich krajach, jak na przykład Włochy, narasta sprzeciw wobec wspólnej waluty.

Artur Skoneczko

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 36 »

Neokatechumenackie seminarium zamknięte

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-05-11 (niedziela)

Na podstawie:
http://clericalwhispers.blogspot.com/2008/05/divisive-seminary-to-be-shut.html

Neokatechumenackie seminarium w Japonii będzie zamknięte po tym, jak biskupi japońscy przekonali dostojników watykańskich, iż ruch ten doprowadza do podziałów w Kościele zarówno swym sposobem myślenia, jak i stosunkiem do japońskiej kultury.

Czterech biskupów - w tym przewodniczący i wiceprzewodniczący japońskiego Episkopatu - odbyło 25 kwietnia trwające prawie godzinę spotkanie z papieżem Benedyktem XVI. Było to już ich trzecie w ciągu pieciu miesięcy spotkanie w Rzymie w sprawie obecności “Drogi Neokatechumenalnej” w ich kraju - lecz pierwsze, w którym udało się im bezpośrednio spotkać z Ojcem Świętym. Poprzednie dwa nie dały rezultatów, gdyż, jak się przypuszcza, kard. Ivan Diaz, prefekt Kongregacji ds Ewangelizacji Narodów, sprzyjający Neokatechumenatowi, interweniował aby go “chronić”.

Należy wyrazić uznanie i szacunek dla japońskich biskupów, którzy niezrażeni trudnościami, wywalczyli sobie bezpośredni dostęp do Benedykta XVI i doprowadzili do zamknięcia ważnego ośrodka tego ruchu, który coraz bardziej przypomina sektę. 

 

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 52 »

Ojciec profesor Krąpiec nie żyje

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-05-09 (piątek)

Dziś w nocy zmarł w wieku 87 lat o. prof. Mieczysław Albert Krąpiec, jeden z najwybitniejszych polskich uczonych. Jego oparta na tomizmie filozofia jest największym dokonaniem w zakresie realistycznej i mądrościowej filozofii klasycznej w Polsce i na świecie w XX wieku.

Był inicjatorem wydania pierwszej w Polsce Powszechnej Encyklopedii Filozofii (dzieło unikalne w skali światowej) i przewodniczył Komitetowi Naukowemu. Otrzymał trzy doktoraty honoris causa.

Więcej o ojcu Krąpcu na stronie http://ptta.pl/krapiec/

Jesteśmy pewni, iż ten wielki patriota modli się już z Nieba za naszą umęczoną i upokorzoną Ojczyznę.

Kilka lat temu mieliśmy wraz z żoną przywilej osobiście spotkać o. Krąpca, być świadkami kręcenia filmu o Jego życiu i mądrości, a także uczestniczyć w prywatnej rozmowie. Nigdy nie zapomnimy wrażenia, jakie na nas zrobił.

Opublikowany w Kultura | Komentarzy: 11 »

Sprawa Josepha Fritzla

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-05-09 (piątek)

Od wielu dni media na całym świecie poświęcają wiele uwagi przypadkowi “potwora z Austrii”, niejakiego Josepha Fritzla z Amstetten, który przez 24 lata więził i gwałcił własną córkę w specjalnie zbudowanej piwnicy przypominającej loch. Ze związku tego narodziło się siedmioro dzieci.

Niektórzy twierdzą, iż Joseph Fritzl jest jedynie prekursorem postepowych tendencji, jakie już istnieją i jakie z czasem nieuchronnie zapanują w Unii Europejskiej - ale nie temu chcemy poświęcić naszą uwagę.

Otóż natychmiast odezwała się nikczemna, antysemicka międzynarodówka, która przypisuje Josephowi Fritzlowi… żydowskie pochodzenie! Na Youtube umieszczono nawet m.in. wideo “Josef Fritzl - Incestuous Dungeon Master Is A Zionist!”: http://www.youtube.com/watch?v=5SEwvdFghFM

Zobacz także:
http://www.youtube.com/watch?v=9IZ37hK1HzE&feature=PlayList&p=2955C086F4ACF107&index=107

A przecież gdyby Fritzl istotnie miał żydowskie pochodzenie, miedzynarodowa prasa na pewno by o tym rzetelnie poinformowała - tak, jak zawsze informuje, gdy jakiś kryminalista okazuje się mieć polskie korzenie.

Opublikowany w Media - Merdia | Komentarzy: 20 »

Pseudopatriotyczny show

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-05-05 (poniedziałek)

Coraz bardziej irytują nas rzekomo patriotyczne programy w TVP, jakie nieuchronnie pojawiają się z takich okazji, jak Święto Flagi, rocznicy Konstytucji Trzeciego Maja czy Dnia Niepodległości.

Z wyrazem rosnącego obrzydzenia słuchamy banałów na temat niepodległości, przelewania krwi za Polskę itp. Nie dlatego, że mamy w pogardzie patriotyzm czy walkę o niepodległość - ale dlatego, że padają one z ust reżymu, który właśnie ową niepodległość sprzedał, niczym osławieni Targowiczanie. Złodziej, wygłaszający tyrady na temat uczciwości, budzi naszą podwójną odrazę: raz jako złodziej, a drugi raz jako hipokryta. To samo dotyczy polskich rządów i parlamentu.

Jak normalny Polak - a wciąż jeszcze tacy istnieją - ma odnosić się do Święta Flagi wiedząc, że jej publiczne poniewieranie niczym nie grozi, choć podobno jest przestępstwem ściganym z urzędu? A to właśnie miało miejsce w programie TVN prowadzonym przez śmiecia o nazwisku “Wojewódzki” (oczywiście wiadomego pochodzenia): polską flagę wetknięto w psie odchody. I co? I nic. Jedynie grupka jakichś oszołomów zaczęła zbierać podpisy pod petycją o wszczęcie śledztwa, z czego tenże “Wojewódzki” robił sobie później jawne kpiny, bo wie, że mu mogą co najwyżej skoczyć, a ewentualną symboliczną grzywnę zapłaci chętnie znajdująca się również w rękach tego samego plemienia TVN.

Jak normalny Polak ma traktować państwo, które pozwala oddawać mocz na Pomnik Nieznanego Żołnierza w obecności wartownika? Jak ma odnosić się do swego wojska, które totalnie zignorowało ten przypadek?

Co Polak ma myśleć o państwie, które nie tylko wpuszcza na swój teren żydowską kanalię Jana Tomasza Grossa, ale jeszcze robi jego książkom darmową reklamę i przyjmuje go z honorami?

Dlatego wszelkie “patriotyczne” programy w TVP traktujemy na tej samej zasadzie, co “kącik katolicki” w żydowskiej “Gazecie Wyborczej”.

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, dlaczego tak jest. Gra pod publiczkę z reguły jest skuteczna. Pokazanie w telewizorze polskiego godła i powiewającej, biało-czerwonej flagi, uspokaja durniów i każe im wierzyć, iż Polska wciąż jest Polską, a nie Eurolandem Warschau, w którym już nie można wybudować drogi bez zgody Brukseli. 

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 33 »

Tusk prezydentem?

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-05-05 (poniedziałek)

Donald Tusk ma zdaniem większości Polaków największą szansę zostać w 2010 r. prezydentem - tak przynajmniej wynika z sondażu “Dziennika”, znanego też jako “Der Dziennik”.  Najbliżej premierostwa jest natomiast pozbawiony poważnego politycznego zaplecza Kazimierz Marcinkiewicz.

I to może okazać się prawdą, jakby nie trudno było sobie wyobrazić totalnie niekompetentnego Donalda Tuska na stanowisku głowy państwa. Człowieka, który nie tylko nigdy nie pracował, ale i niczym w życiu nie kierował, nie wyróżnił się ani swymi inicjatywami ani w żaden inny sposób, a jedyne przypadki, gdy zabierał głos w sejmie, dotyczyły albo ataków na opozycję, albo złożenia wniosku o przerwę w obradach.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 11 »

Minął 1 Maja…

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-05-04 (niedziela)

Dariusz Kosiur
http://www.propolonia.pl/blog-read.php?pid=121&bid=32&uid=
 
Tekst okazjonalny - minął 1 Maja, już cztery lata w UE

Szanowni Państwo, minął 1 Maja, czwarta rocznica wejścia Polski do UE. Nie było hucznych obchodów tej rocznicy, więc uczcijmy ją domową zgadywanką przy grillu i niestety, już przy nieodłącznym piwie. Niech każdy z uczestników zabawy spróbuje wymienić 5 (pięć) różnych przemysłowych, wysokoprzetworzonych polskich produktów, które są oparte na polskiej konstrukcji, na polskiej technologii wykonania i są wyprodukowane przez przedsiębiorstwo z polskim kapitałem. Wiem, jestem złośliwy, bo chyba nikt nie wymieni 5 (pięciu) wysokoprzetworzonych polskich produktów, sam miałbym pewne trudności.

Obecny rząd przygotował program prywatyzacji, czyli wyprzedaży obcemu kapitałowi (później ewentualnej likwidacji konkurencji) ostatnich ok. 740 przedsiębiorstw państwowych. Dobiega, więc końca program całkowitego pozbawienia Narodu Polskiego przynoszącego dochód majątku, który Naród wypracował w latach 1918-39 i 1945-89.

Wcześniej zlikwidowano wiodące Biura Projektów, Ośrodki Badawczo-Rozwojowe, Ośrodki Doradztwa Technicznego, Zakłady Doświadczalne, niemal wszystkie ośrodki oryginalnej polskiej myśli naukowej, technicznej, medycznej i rolniczej (materiały branżowe GUS 1990-2002, Warszawa – czyli przed wejściem do UE).

Od 1995 r. systematycznie rośnie w Polsce ujemne saldo Produktu Narodowego Brutto (Mały Rocznik Statystyczny GUS 2007 r. str. 461) – tzn. więcej konsumujemy niż wytwarzamy.

Całkowite zadłużenie (dług zagraniczny + dług publiczny) państwa polskiego (więc nas, obywateli, bo to my musimy spłacać w formie podatków wszelkie zobowiązania) przekracza znacznie jeden bilion złotych, tzn. przekracza roczną wielkość PKB i systematycznie się zwiększa.

Dziś np. importujemy do Polski piach i żwir oraz za 45 mln $ guziki do szytych u nas ubrań (Mały Rocznik Statystyczny), a więc wytwarzanie czegokolwiek w Polsce staje się nieopłacalne – powoduje zadłużenie.

Trzeba postawić pytanie: dlaczego, tak bardzo ważne jest posiadanie własnego majątku narodowego i rozwój wytwórczości w kraju w możliwie wszystkich dziedzinach produkcji? Odpowiedź jest prosta. Kraj, który wyzbywa się majątku narodowego łącznie z dochodami, jakie przynosił on gospodarce narodowej i zaprzestaje produkcji nawet prostych wyrobów (a tak dzieje się właśnie w Polsce) przestaje brać udział w międzynarodowej wymianie handlowej. Możliwości importowe i możliwości spłaty wcześniejszych zobowiązań kredytowych systematycznie maleją (dążą do zera). Ustaje również wymiana (zakupy) towarów i usług przy użyciu środków wymiany (pieniędzy) między obywatelami wewnątrz kraju, ponieważ tych towarów i usług jest coraz mniej. Jeżeli tendencja do wyzbywania się majątku narodowego i do ograniczania rodzimej produkcji jest stała, to takie państwo i jego naród skazani są na samozagładę.

Czyż Polska nie kroczy obecnie tą drogą?

Apologeci unijnej integracji niech odpowiedzą sobie na pytanie: jaki jest prawdziwy sens i cel integracji w ramach, której zamiast wyrównywania poziomów gospodarek i poziomów życia społeczeństw pozbawiono Polaków majątku produkcyjnego, systemu bankowego, handlu, zlikwidowano szkolnictwo zawodowe, obniżany jest poziom kształcenia, wymuszane jest ograniczenie produkcji rolnej (unijne limity dla polskiego rolnictwa)?

Stajemy się tylko tanią, coraz słabiej wykształconą (marketing, zarządzanie itp. to nie wykształcenie) najemną siłą roboczą dla zagranicznych koncernów.

Stałego zajęcia nie ma 52% obywateli w wieku produkcyjnym („O lepszą Polskę” http://www.plp.info.pl/).

W każdych wyborach wybieramy przeciw sobie, przecież za obecny stan gospodarczy kraju ponoszą odpowiedzialność wszystkie kolejne rządy po 1989 r. (właściwie po 1980 r.).
W ostatnich wyborach wyrzuciliśmy z sejmu jedyne partie, które nie pochodziły z judeomasońskiego nadania “okrągłostołowego”. Oczywiście zarówno LPR nie była ideałem partii narodowej, ani Samoobrona nie była ideałem partii ludowej, ale były to jedyne partie wywodzące się z Narodu.
Wcześniejsze wybory zorganizowano wyłącznie w celu wyeliminowania tych partii z sejmu. Taki plan przedstwił J. Kaczyński w Fundacji Batorego (http://www.batory.org.pl/debaty/jkaczynski.htm), a wspomagały go w tym wszystkie media od GW Michnika, po RM o. Dyrektora.
Wszystkie te media grają przeciw nam, przeciwko Narodowi, jeśli uparcie nie będziemy tego zauważać, to nasz polski chocholi taniec będzie trwał, a nam zostanie przyśpiewka z “Wesela” S. Wyspiańskiego:

„Miałeś chamie złoty róg,
miałeś czapkę z piór:
czapkę wicher niesie,
róg huka po lesie,
ostał ci się ino sznur.”
 

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 29 »

“Legendarny” prezydent

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-05-03 (sobota)

Salvador AllendeSalvador Allende, legendarny prezydent Chile, był współpracownikiem KGB - pisze na swoich stronach internetowych “Wprost”. Według dokumentów z archiwum Mitrochina, Allende “miał wyrażać chęć współpracy na zasadach poufnych i zapewnić wszelką potrzebną pomoc, ponieważ uważał się za przyjaciela Związku Radzieckiego. Chętnie dzielił się informacjami politycznymi” .

Kiedy w 1970 roku pojawiła się szansa, że Allende, kontakt poufny KGB, pseudonim Lider, może wygrać wybory, na wsparcie lewicy przeznaczono ponad 500 tys. dolarów. Spore kwoty dostawał sam Allende jako “czynnik wiążący”. KGB wspierała swojego pupila ważnymi informacjami politycznymi na temat działań CIA, sytuacji w chilijskich służbach specjalnych i wojsku.

Bliskie kontakty z Sowietami utrzymywali też najbliżsi prezydenta: żona Hortensja i córka Beatriz. Ta ostatnia została żoną jednego z oficerów kubańskiego wywiadu, którymi otoczył się prezydent - czytamy w internetowym serwisie “Wprost”.

Zastanawia nas, kiedy - o ile w ogóle - doczeka się rehabilitacji znienawidzony przez światowe lewactwo generał Pinochet, który, wbrew temu co twierdzą do dziś “międzynarodowe” media, nie dokonał żadnego zamachu stanu, a jedynie wykonał uchwałę chilijskiego parlamentu, zaniepokojonego rosnącym bandytyzmem sponsorowanych przez KGB komunistycznych bojówek i ogólnym stanem państwa, któremu groziło przejście w stadium anarchii.
Pinochet nie jest znienawidzony z powodu ok. 3000 ofiar, jakie pochłonęła nieunikniona wojna domowa - lecz dlatego, że na wiele lat zablokował wpływy żydokomuny w swej ojczyźnie. Tego mafia nie wybacza.

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 25 »

Japońscy biskupi interweniują w sprawie Neokatechumenatu

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-05-03 (sobota)

Poniższy tekst jest tłumaczeniem artykułu, jaki ukazał się w serwisie CathNews 30.04.2008:
Japanese bishops seek Vatican intervention on Neo-Cats

Japońscy biskupi proszą Watykan o interwencję w sprawie Neonów

Czterech japońskich biskupów pojechało do Rzymu na spotkanie z papieżem Benedyktem XVI, aby prosić o interwencję i pomoc w rozwiązaniu tego, co określają jako “poważny problem” - mianowicie “Drogi Neokatechumenalnej” i sposobów jej działania.

UCA News donosi, iż jest to już trzecia wizyta japońskich biskupów w tej sprawie w ciągu pięciu miesięcy.

“Nie jest dla nas czymś przyjemnym, że musimy przyjeżdżać tak często, ale mamy obowiązek to czynić ze względu na wagę problemów, które muszą być rozwiązane” powiedział w Rzymie dla UCA News arcybiskup Okada z Tokio, przewodniczący Konferencji Episkopatu .

Podczas swej wizyty ad limina w grudniu, japońscy biskupi poruszyli ten temat nie tylko podczas rozmowy z papieżem, ale również z dostojnikami Kongregacji ds Ewangelizacji Narodów, której przewodniczy hinduski kardynał Ivan Dias. Delegacja japońskich biskupów powróciła na początku kwietnia 2008 aby ponownie przedyskutować sprawę z dostojnikami Kongregacji, którzy - jak wspomina abp. Okada - sprawiali wrażenie, iż są przychylni wobec Neokatechumenatu.

“Mamy poważny problem z Drogą Neokatechumenalną i Międzynarodowym Seminarium Diecezyjnym w Takamatsu, znanym jako Redemptoris Mater. W niewielkim japońskim Kościele Katolickim duża aktywność członków przypominającej sektę “Drogi” jest nastawiona na dzielenie i konfrontację. Spowodowała już zaistnienie bolesnych podziałów i wewnętrznych walk w Kościele. Walczymy z całych sił, aby przezwyciężyć problem, ale czujemy, że jeśli jakieś rozwiązanie ma być znalezione, uwaga poświęcona przez Waszą Świątobliwość Kościołowi w Japonii będzie miała największe znaczenie i jest niezwykle potrzebna.”

Droga Neokatechumenalna, założona w Hiszpanii w 1964 roku, posiada dziś około 20 tysięcy wspólnot, liczących 1 milion członków w 105 krajach. Seminarium w Takamatsu jest jednym z 73 seminariów misyjnych “Drogi” na świecie. Wszystkie zwane są Redemptoris Mater i każde podlega biskupowi diecezji. W Azji istnieje ich sześć: w Hong Kongu, Indiach, Japonii, Pakistanie, na Filipinach i na Taiwanie.

Biskup Francis Xavier Osamu Mizobe z Takamatsu potwierdził, iż również on rozmawiał na ten temat z papieżem Benedyktem XVI podczas swej prywatnej audiencji ad limina.

Mała diecezja Takamatsu, położona 520 kilometrów na południowy zachód od Tokio, liczy około 5000 katolików.

Poprzednik biskupa Mizobe wyraził zgodę na stworzenie seminarium w swej diecezji, lecz gdy pojawiły się poważne problemy i napięcia, bp Mizobe, salezjanin, zdecydował o jego zamknięciu. Konferencja Episkopatu wyraziła mu swe poparcie.

Zainteresowany utrzymaniem bazy w Japonii, ruch neokatechumenalny starał się o poparcie jakiegoś innego biskupa. Jeden z nich zgodził się na ulokowanie seminarium u siebie, lecz po przedyskutowaniu sprawy z innymi biskupami znienił zdanie, o czym poinformował w stosowny sposób Kongregację ds Ewangelizacji oraz ruch neokatechumenalny.

25 kwietnia 2008 abp Ikenaga, wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu, przedstawił papieżowi szczegółowe sprawozdanie z zaistniałej sytuacji. Wg abp Okady, biskupi rozmawiali z papieżem przez prawie godzinę.
“Słuchał nas bardzo uważnie. Próbuje nas zrozumieć. Odnosi się do sprawy z całkowitą powagą.”

Nasz komentarz:
O ile w krajach, w których katolicyzm jest od wieków zakorzeniony, neokatechumeni (dość sprytnie) udają prawowiernych katolików - o tyle w krajach takich, jak Japonia, próbują, jak się wydaje, iść na całość. Owoce ich “drogi” są widoczne: podziały, napięcia i wręcz walki wewnątrz Kościoła.
Chwała odważnym biskupom z Japonii za zwrócenie uwagi Benedykta XVI na ewidentą próbę rozsadzania Kościoła od wewnątrz i sprowadzenia go na drogę herezji. Zarazem wstyd, iż polski Episkopat milczy - ale znając stopień jego judaizacji, może nic w tym dziwnego.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 12 »