Dziennik gajowego Maruchy

Dypl. gajowy hab. Waclaw Marucha objaśnia świat szerokiej publiczności.

“Legendarny” prezydent

Opublikował/a Marucha w dniu 2008-05-03 (sobota)

Salvador AllendeSalvador Allende, legendarny prezydent Chile, był współpracownikiem KGB - pisze na swoich stronach internetowych “Wprost”. Według dokumentów z archiwum Mitrochina, Allende “miał wyrażać chęć współpracy na zasadach poufnych i zapewnić wszelką potrzebną pomoc, ponieważ uważał się za przyjaciela Związku Radzieckiego. Chętnie dzielił się informacjami politycznymi” .

Kiedy w 1970 roku pojawiła się szansa, że Allende, kontakt poufny KGB, pseudonim Lider, może wygrać wybory, na wsparcie lewicy przeznaczono ponad 500 tys. dolarów. Spore kwoty dostawał sam Allende jako “czynnik wiążący”. KGB wspierała swojego pupila ważnymi informacjami politycznymi na temat działań CIA, sytuacji w chilijskich służbach specjalnych i wojsku.

Bliskie kontakty z Sowietami utrzymywali też najbliżsi prezydenta: żona Hortensja i córka Beatriz. Ta ostatnia została żoną jednego z oficerów kubańskiego wywiadu, którymi otoczył się prezydent - czytamy w internetowym serwisie “Wprost”.

Zastanawia nas, kiedy - o ile w ogóle - doczeka się rehabilitacji znienawidzony przez światowe lewactwo generał Pinochet, który, wbrew temu co twierdzą do dziś “międzynarodowe” media, nie dokonał żadnego zamachu stanu, a jedynie wykonał uchwałę chilijskiego parlamentu, zaniepokojonego rosnącym bandytyzmem sponsorowanych przez KGB komunistycznych bojówek i ogólnym stanem państwa, któremu groziło przejście w stadium anarchii.
Pinochet nie jest znienawidzony z powodu ok. 3000 ofiar, jakie pochłonęła nieunikniona wojna domowa - lecz dlatego, że na wiele lat zablokował wpływy żydokomuny w swej ojczyźnie. Tego mafia nie wybacza.

Odpowiedzi: 25 do ““Legendarny” prezydent”

  1. Theophilos Powiedział/a::

    Ciekawe, czemu wolne media nie podają, iż Allende był aktywnym masonem:

    The grandson of Past Grand Master, Ramón Allende Padín (1884), Salvador was an active freemason, visiting lodges in Chile and abroad while serving as president of Chile.
    http://www.masonicsearch.com/dir/608/7/index.html

  2. NC Powiedział/a::

    @Marucha:
    “…legendarny prezydent Chile…”
    Legendarny dla kogo?

  3. Marucha Powiedział/a::

    Legendarny dla kogo?

    Tak samo jak Drogi Bronisław jest “drogi”, ale nie dla mnie.
    O Allende wiedziałem już bardzo dawno, że miał z bolszewią konszachty.

  4. sarenka Powiedział/a::

    Miał z bolszewią kontakty, ale ci bolszewicy Chilijscy pouciekali z kraju do socjalistycznych państw. Sama miałam przyjemnosc takiego poznać w NRD na dyskotece/doktora prawa na Uniwersytecie Heidelberga w Lipsku/.Jego matka i brat znależli schronienie na Węgrzech.Udawadniał mi, ze Prusy Wschodnie należą do Niemiec. Wyciagał mapy i książki, aby mnie przekonać.Wszyscy socjaliści wówczas byli gnębieni.Ja nie uważam, aby słusznym było wkładanie wieńca laurowego Pinochetowi, bo zginęło tam tylu ludzi. O tym, co się tam działo dowiedziałam się od człowieka, który w tym uczestniczył. Wycieczki polskich p(osłów) do Chile uważam za nikczemną marnację pieniędzy. Byłam też na spotkaniu na międzynarowodym spotkaniu forum kultury chilijskiej pn. Foro international de solidaridad con la cultura chilena’ Był tam m.in. śp. Chulio Cortazar, który siedział obok mnie i napisał mi autograf w książce poezji latynoamerykńskich. Była Hortenja Bussi de Allende,Pani Leterier -wdowa po ministrze spraw zagranicznych w rządzie Allende, chilijski malarz Metta, z Argentyny np. pisarz Alfredo Farael, z Polski m.in. W.Żukrowski. To co się działo w Chile określano jako faszyzm.W Polsce ci sami, którzy kraj niszczą z Pinocheta robią gdzie indziej bohatera narodowego.U nas przydałoby się tamtymi metodami zlikwidować zło.

  5. Marucha Powiedział/a::

    Pani Sarenko, proszę nie wierzyć bajkom o “faszyzmie” Pinocheta ani liczbom, wykazującym “ile zginęło ludzi”.
    Ginęli przede wszystkim bojówkarze komunistyczni.
    Alternatywą były masowe mordy, w których zginęło by nie 3000 osób, ale 30 albo 300 tysięcy - jak wszędzie, gdzie bolszewia przejmowała władzę.
    Pinochet uczynił Chile krajem o silnej gospodarce.
    Spotykałem takich “uchodźców” z Chile, którzy wysyłali swe dzieci na wakacje do swego kraju.

  6. sarenka Powiedział/a::

    Panie Marucha, to dlaczego nie zgadza się Pan np. z poglądami JKM -UPR, które z założenia mają poprawić kondycję gospodarki Polski? Ja to wiem, bo widzę absurdy kosztowne i dziadowstwo. Mam bardzo praktyczny zawód.Na forach prawicowych m.in. tutaj pisze się o liberaliżmie gorszym od faszyzmu. Liberalizm, jaki prezentuje ten człowiek nie ma nic wspólnego z socjalizmem, który dzieje sie krajach UE. W Polsce nie, bo tutaj akurat d***ratycznie rządzą kosmopolici. Bo krytykować to potrafimy, ale idąc do wyborów -albo nie- wybieramy to co jest. Czy nie należałoby wybierać tych, którzy chcą poprawić polska gospodarkę? Na pewno w programie poprawy gospodarki nie mają nic co na stołkach siedzą, nie ma nic PiS prócz czczego gadania, a inni nie rwą się do władzy. Jak UPR wystartował z LPR to dostali takie poparcie jak widać.Ja bym jednak powstrzymałs się od krytykowania Pinoczeta i zastanowiła nad tym, co dzieje się w Polsce.Po prostu głosujmy na te partie, które chcą dobra dla polskiej gospodarki.

  7. sarenka Powiedział/a::

    Pomyliłam się - nie od krytykowania, lecz pochwały Pinoczeta. Byc moze rezerwa ta wynika z tego, że od tego Chilijczyka nauczyłam sie niemieckiego.

  8. sarenka Powiedział/a::

    Chciałabym nadto dodać, że przez dłuzszy czas prowadziłam korespondecję z tym człowiekiem, miałam zdjęcia z tego co zdarzyło się na stadionie Santiago de Chile, to porównanie naszego stanu wojennego z tamtą sytuacją ma się mniej więcej tak jak pięść do oka.Tutaj napastujemy chilijskie zło, a u siebie?

  9. ppłk Edward Makowiecki Powiedział/a::

    Żydołakokomuniści i żydołakomasoni nie wybaczają nigdy

    „Oskarżam”
    „Nasza Polska” nr 23 z 9 czerca 1999 4. S. 12.

    Podpułkownik Edward Makowiecki negował konieczność wprowadznia stanu wojennego.Został wyrzucony z wojska przez komunistyczną juntę. Do dziś, po dziesięciu latach rządów „solidarnościowych” nie może powrócić do armii.

    Od 12 marca br. Polska wraz z Czechami i Węgrami, jest członkiem NATO. Dotychczas jednak nie rozliczono się z epoką komunistyczną i nie usatysfakcjoinowano tych żołnierzy zawodowych, którzy godnie i z narażeniem własnych karier występowali przeciwko obalonemu w 1989 r. reżimowi. Wprawdzie w 1990 i 1991 r. przywrócono kilkudziesięciu z nich, ale po kilku miesiącach zwolniono ponownienie.
    Sami też przywróceni nie chcieli służyć pod rozkazami byłych prześladowców. Bo przydzielono ich do pracy na dawno opuszczone etaty, nad którymi władzę sprawowali z reguły ci, którzy w latach stanu wojennego wnioskowali o ich zwolnienie. Większość przywróconych nie otrzymała żadnego etatu (sam słyszałem zdanie jednego z oficerów Departamentu Kadr MON: a co, dam im swój?!), pozostając w tzw. dyspozycji. Przy okazji stwierdzono, że odwoływali się o przywrócenie do wojska też ci, którzy zostali zwolnieni z przyczyn dyscyplinarnych, w tym i pospolitych przestępstw (gwałt niewiasty w windzie).
    Jak płk Madej zablokował film
    W TVP na początku 1991 r. powstał nawet bardzo wzruszający film o przywróconych do wojska żołnierzach – w reżyserii ppłk. dr. Henryka Szpunara. W tydzień po emisji filmu oficera tego wezwał na rozmowę „kadrową” ówczesny zastępca szefa Departamentu Wychowawczego WP, płk Kazimierz Madej (znany z „wyceny” i nielegalnej sprzedaży złotych monet z okresu Piastów Śląskich, wydobytych nieopodal klasztoru w Lubiążu; późniejszy generał) i zakomunikował mu, że wskutek „przekroczenia wieku w stopniu wojskowym” (poręczna formuła komunistów dla pozbywania się z armii niewygodnych oficerów-patriotów) zostanie zwolniony do rezerwy, co też wkrótce nastąpiło. Było to działanie bezprawne. Takiej rozmowy nie mógł przeprowadzić nawet szef departamentu, gen. Krzysztof Owczarek, absolwent Akademii Wojskowej im. W. I. Lenina w Moskwie (dla którego największą świętością był Związek Sowiecki; potem „poszedł w dyplomaty”, gdzie jest i dziś). Zgodnie z prawem, z ppłk. Szpunarem winien rozmawiać jedynie ówczesny wiceminister ON ds. wychowawczych, Bronisław Komorowski.
    „Nieprawomyslni” bez prawa powrotu
    Wg moich wyliczeń, przynajmniej kilkuset żołnierzy zawodowych nie skorzystało i z takiej formy „gratyfikacji”, bowiem uniemożliwiła im to stosowna ustawa sejmowa, nakładająca obligatoryjnie pisemne zwrócenie się do ministra ON z „uniżoną” prośbą o przywrócenie do wojska. Nie licowało to z właściwie pojmowaną przez tych żołnierzy godnością. Bo jakże mieli się zwracać do b. członka WRON gen. F. Siwickiego, czy jego następcy (wypromowanego przez gen. Jaruzelskiego) adm. P. Kołodziejczyka?! Podam tylko jeden przykład: instruktor polityczny w batalionie radiotechnicznym w Szczawnie Lubuskim (w stopniu podporucznika) – absolwent SOR – oddany „pod prokuratora” przez dowódcę batalionu w stopniu majora i wyrzucony z wojska w stanie wojennym, po uprzedniej degradacji, za „nieprawomyślne” prowadzenie zajęć politycznych z podoficerami zawodowymi (w każdej grupie środowiskowej byli donosiciele!) miał przychodzić na to samo miejsce do leśnego garnizonu, podczas gdy jego prześladowca dawno wylądował w stolicy i dziś jest generałem?!.
    Jeden przypadek jest wyjątkowy: ppłk w st. spocz. wymuszonego (jak sam o sobie pisze) mgr inż. Edward Makowiecki z Jarosławia. Od grudnia 1989 r. bezskutecznie stara się o rehabilitację. Od tego czasu pisał do wszystkich kolejnych ministrów i wiceministrów ON, premierów, prezydentów, marszałków Sejmu i Senatu, przewodniczących sejmowej Komisji Obrony Narodowej itp. Korespondencja ta liczy sobie na dzień dzisiejszy ok. 3 tys. stron!
    Podważał zasadnośc stanu wojennego
    Ppłk Edward Makowiecki został przez komunistyczne gremium Warszawskiego OW w lutym 1983 r. oskarżony o to, że „neguje zasadność wprowadzenia stanu wojennego, autorytet wojska, reformę gospodarczą, kierowniczą rolę PZPR, jako siłę mogącą wyprowadzić kraj z kryzysu. Utożsamia się z dywersyjnymi ośrodkami propagandy. Nie wykazał zdecydowanego stanowiska wobec powstającej w jednostce (w pułku budowlanym w Jarosławiu, gdzie był zastępcą dowódcy ds. wykonawstwa – przyp. S.L.K.) „Solidarności”. Obciąża odpowiedzialnością za sytuację przedsierpniową (przed strajkami na Wybrzeżu – przyp. S.L.K.) aparat polityczny wojska…”
    „Przewinienia” takiego – co było do przewidzenia – komuniści nie zapominają nigdy. W Wojsku Polskim po 1989 r. nie tylko pozostali oni w armii, ale i utrzymali rzeczywistą władzę, bowiem przybyli na stanowiska ministrów i wiceministrów cywile na armii się nie znali, bo najczęściej w niej nie służyli, unikając jej jak „diabeł święconej wody”. Najpierw komuniści mundurowi spowodowali, że ppłk Makowiecki „uciekł w chorobę” – groziła mu bowiem degradacja, uwięzienie i utrata środków do życia. Teraz rozgłaszają, że mają do czynienia z wyjątkowym pieniaczem, awanturnikiem, osobą „chorą na umyśle” itp. Czyli mamy tu do czynienia z ukształtowanym w ZSRR i PRL stereotypem, że komunizmu nikt zdrowy „na umyśle” krytykować nie może, a jeśli to czyni, to na pewno jest chory.
    Porzucony prez Onyszkiewicza
    W 1989 r. ppłk Makowiecki był w Jarosławiu głównym organizatorem kampanii wyborczej J. Onyszkiewicza, który właśnie kandydował z Ziemi Przemyskiej i został wybrany na posła w czerwcu 1989 r. W kwietniu 1990 r. p. Onyszkiewicz został wiceministrem ON, a dwa lata później ministrem i od tegoż Makowieckiego otrzymał do tej pory stosy pism. A efektu jak nie ma, tak nie ma. Nawet nie usiłuje odpowiadać na listy i artykuły w prasie – nie mogę zrozumieć, skąd się wzięła owa arogancja.
    Nic też nie uczynił w sprawie ppłk. Makowieckiego wiceminister ON ds. wychowawczych (społecznych) B. Komorowski, obecny przewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej. No cóż, Murzyn zrobił swoje… Ten, który nadstawiał karku, by zwyciężyły idee „Solidarności”, jest już niepotrzebny tym panom, którzy przy pomocy takich Makowieckich wspięli się na szczyty.
    Jako przyczynę takiego stanu rzeczy zacytować wypada wypowiedź anonimowego pułkownika w służbie czynnej na łamach „Przeglądu Tygodniowego” z 17 lutego br. (źle się dzieje w armii polskiej, że oficerowie zastrzegają swoje nazwisko „do wiadomości redakcji”!): „…wszyscy razem, tzn. kadra wojska i wojsko jako instytucja, padliśmy ofiarą wulgarnych, agresywnych i partykularnych graczy politycznych. Pocieszeniem w tej sytuacji byłoby, gdyby owi gracze byli ludźmi wysokiego profesjonalizmu, wiedzy i kwalifikacji. Rzecz jednak w tym, iż są to najzwyklejsi szulerzy. Ich metoda jest prosta. I – jak pokazuje życie – skuteczna. Zasadza się ona przede wszystkim na otaczaniu się czeredą ludzi małych, nikczemnych, ale spolegliwych względem swych dobrodziejów, gotowych do wykonania każdego zadania, nawet pospolitego świństwa”.
    Ze swej strony mogę dodać, że protokołując w latach 1993 – 1994 posiedzenia kolegium wiceministra ON ds. polityki obronnej, byłem świadkiem, jakich „metod” użyto, by pozbawić stanowiska dyrektora Departamentu Studiów Strategicznych MON prof. Antoniego A. Kamińskiego, torując jednocześnie drogę agentowi bloku moskiewskiego (zarejestrowanemu we włoskich komputerach) do „stołka” I wiceministra ON tow. Andrzejowi Karkoszce, którego do MON wprowadził J. Onyszkiewicz.
    1999: komuisja „prokomunistyczna”
    Skoro taka jest rzeczywistość, to nic nie wskazuje na to, że sprawa ppłk. Makowieckiego – przypominająca swym zasięgiem sprawę oficera armii francuskiej, kpt. Alfreda Dreyfusa, sprzed wieku – załatwiona zostanie pomyślnie. Ppłk E. Makowiecki przesłał mi protokół ustaleń ostatniej komisji – powołanej przez podsekretarza stanu w MON ds. społecznych i parlamentarnych, Roberta Lipki – której przewodniczył płk dr Janusz Zajdzik. W piśmie przewodnim wiceminister Lipka konkluduje: … wnioski komisji zawarte w protokóle zaakceptowałem, w związku z czym działalność komisji uważam za zakończoną.
    Komisja jest anonimowa (nawet w PRL-u czegoś takiego nie było!) – po jakimś czasie nikt nie dojdzie nawet, kto nią kierował, bo wszystkie podpisy są nieczytelne. „Komisja powołana na podstawie Decyzji Nr 7 Podsekretarza Stanu do Spraw Społecznych i Parlamentarnych z dnia 25 sierpnia 1998 r. (…) przyjmując ustalenia … z respektowaniem zasady: prawo i honor… ustaliła, co następuje: Płk w st. spocz. Edward Makowiecki (komisja nie przyjmuje do wiadomości faktu, że oficer ten odmówił przyjęcia aktu mianowania do stopnia pułkownika – przyp. S.L.K.) został zwolniony z zawodowej służby wojskowej z dniem 2 lipca 1984 r., w wyniku uznania go przez Rejonową Wojskową Komisję Lekarską w Przemyślu, za trwale niezdolnego do zawodowej służby wojskowej, z przyznaniem trzeciej grupy inwalidzkiej z powodu schorzeń związanych ze służbą wojskową – napisano w protokole.
    A więc, wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Jakie to było prawo, członkowie komisji pomyśleć nie chcieli. Dalsze cytowanie 4-stronicowego „elaboratu” można sobie darować. Bo co np. do sprawy wnosi, że sekretarz stanu w MON, dr (n. wojsk..) R. Szeremietiew obraził się na niewłaściwe „słownictwo” i odmówił „swojej pomocy” E. Makowieckiemu? [Czy to ma znaczyć, że winny jest tylko I wiceminister, który zamiast załatwić do końca sprawę ppłk. Makowieckiego i traktować swój urząd jako służbę, „się obraził”?!] W taki oto sposób komisja „rozgrywa karty” na niższym piętrze sporu kompetencyjnego Onyszkiewicz – Szeremietiew, plasując się wyraźnie po stronie tego pierwszego. A podsekretarz stanu ds. społecznych i parlamentarnych taki protokół akceptuje! I też staje się stroną w konflikcie „na szczycie”.
    Komisja zamiast uprawiania „politycznych harców” powinna – moim zdaniem – odpowiedzieć na takie proste pytanie: dlaczego ppłk. w st. spocz. E. Makowiecki nie otrzymuje żadnego dodatku „z powodu schorzeń związanych ze służbą wojskową”. Po prawie półrocznym okresie swego działania komisja nawet nie stwierdziła tego faktu. A szkoda; bo z niego mogłaby wysnuć następującą alternatywę: albo to jest dalszy ciąg represji względem „niepokornego” oficera, albo trzecia grupa inwalidzka nie jest już schorzeniem kwalifikującym się do zwolnienia z zawodowej służby wojskowej. Tak na marginesie, Czytelników zapewne zainteresowałaby diagnoza wojskowej komisji lekarskiej co do stanu zdrowia obecnego szefa Sztabu Generalnego WP, gen. broni H. Szumskiego.
    Usterki i niedomówienia
    Kolejna sprawa dotyczy mianowania Makowieckiego – rozkazem MON nr 199 z 26 listopada 1990 r. – do stopnia pułkownika. O tym fakcie komisja wie i ze szczegółami opisuje ją w protokole, surowo krytykując „niewłaściwą formę”, „jaką zastosowano przy zamiarze wręczenia aktu mianowania”. Ale faktu tego nie wiąże z wcześniejszym zwolnieniem tego oficera do rezerwy. A przecież stopnia pułkownika nie otrzymuje się „za trwałą niezdolność do zawodowej służby wojskowej”!
    Po co też Departament Kadr MON powiadamiał ppłk. Makowieckiego „o przekroczeniu ustawowego terminu składania wniosków o przywrócenie do zawodowej służby wojskowej”, skoro sam zainteresowany – jak twierdzi się w protokole komisji – nie zgłaszał „wniosków korespondujących z ustawą”?
    Podobnych usterek i niedomówień jest więcej. Nic dziwnego, że ppłk E. Makowiecki – w piśmie do min. R. Lipki – nazwał protokół tej komisji „gniotem” sporządzonym w wyniku szczególnych zabiegów twardogłowej otoczki, dającym żenujący obraz aktualnej wojskowej rzeczywistości oraz wystosował pismo do premiera J. Buzka, w którym zapowiedział zwrócenie się w tej sprawie do Parlamentu Europejskiego i Kwatery Głównej NATO.
    Działanie MON było natychmiastowe. Szef sekretariatu wicemin. R. Lipki, płk J. Kozłowski (b. oficer polityczny, pobierający swe nauki w Moskwie), w aroganckiej rozmowie telefonicznej wyręczając swego przełożonego poinformował Makowieckiego, że wkrótce otrzyma odpowiedź doradzającą mu „udanie się po sprawiedliwość do sądu”. Pisze o tym zainteresowany do min. J. Onyszkiewicza w piśmie z 16 kwietnia br., porównując działania resortu do wielkiego cyrku, „w którym zwierzęta podskakują tak, jak im każą niewidzialni treserzy”.
    W dniu 21 kwietnia br. (za nr wych. 1356) podsekretarz stanu w MON ds. społecznych i parlamentarnych R. Lipka wystosował do Makowieckiego następujące pismo: „nawiązując do kolejnych wystąpień kierowanych do Prezesa Rady Ministrów, Ministra Obrony Narodowej i do mnie, upoważniony do udzielenia odpowiedzi uprzejmie informuję, że w świetle przeprowadzonych kolejnych wyjaśnień, zebranych materiałów a przede wszystkim obowiązujących przepisów prawa, spełnienie oczekiwań Pana Pułkownika nie jest możliwe.(…) Z uwagi na powyższe, zadośćuczynienie oczekiwaniom Pana Pułkownika nie jest możliwe, o czym był Pan wielokrotnie w ostatnich latach informowany. Proponuję więc dochodzić swoich racji na drodze sądowej”.
    W MON jak za komuny
    Po przeczytaniu tego pisma trudno uwierzyć w jakąkolwiek demokratyzację i zmiany w MON w porównaniu do okresu komunistycznego. Widoczne jest gołym okiem, że osoby sprawujące w MON kierownicze funkcje nie dorosły do swych ról. Ich naczelnym zadaniem jest przecież służenie sprawie obronności kraju i jego obywateli.
    Dopytywanie się natomiast Wojskowych Służb Informacyjnych (w których pracuje cała plejada oficerów b. WSW, ukierunkowanych przez gen. Jaruzelskiego i gen. Kiszczaka na rozpracowywanie antykomunistycznej opozycji w PRL) o przypadki niepraworządności względem Makowieckiego, przypomina mi zasięganie opinii u oprawców na temat ich ofiar i to w przypadku, kiedy pozwolono im (wskutek niekompetencji) na zniszczenie wszelkich śladów zbrodniczej działalności w okresie PRL.

  10. Ludwik Powiedział/a::

    Pani Sarenko, proszę wybaczyć, ale jest Pani przynajmniej niedoinformowana a raczej poinformowana jednostronnie na temat gen. Pinocheta. Za dużo o tym pisać, (przepraszam, ale jestem dość leniwy i niezbyt kompetentny:)) ale b. polecam Pani konferencję Pana Konika na ten temat. Naprawdę warto posłuchać.
    Podaję adres:http://konserwatyzm.pl/content/view/1916/154/

  11. sarenka Powiedział/a::

    Panie Ludwiku, to żaden mnój problemn co dzieje się w Chile.

  12. Marucha Powiedział/a::

    Pani Sarenko, poglądy Janusza Korwina-Mikke, acz momentami rozsądne i sensowne, zawierają również wiele absurdów, co potwierdzone zostało przez życie. Przypominam niektóre z nich:
    1. Nieważne, w czyich rękach jest polska ziemia, przemysł, bankowość.
    2. Nieważne, w czyich rękach są media.
    Czy naprawdę muszę w tym miejscu wyjaśniać, że to wcale nie jest wszystko jedno?

  13. sarenka Powiedział/a::

    Nie wierzę w te sformłowania. Zwałaszcza, ze pglądy JKM czytałam dłużej niz prez rok i zdołałam go poznać. Ani pierszy ani drugi punkt nie jest przekonaniem JKM. Najlepej byłoby go po prostu o to zapytać a nie insynuować. To niech dalej Pan biadoli nad niescześciem Polski, nie chodzi na wybory i pozwala na to co jest.,

  14. kumpel Powiedział/a::

    Jeżeli przyjąć wprost prawdy głoszone przez UPR i zastosować je w terapii jaka potrzebna jest naszej gospodarce, to jak nic, ta gospodarka, nawet gdyby nie chciała musiałaby ozdrowieć.
    A przecież nie ma nic pilniejszego i ważniejszego od dobrze prosperującego państwa.

    Dopóki nie odbyło się jeszcze referendum w Irlandii a nasz prezydent nie złożył ostatecznego podpisu na…,a przed ogłoszeniem wyniku irlandzkiego referendum kropki nad i prezydent raczej nie złoży, to wszystko jest możliwe. No teoretycznie.
    A jeżeli przyjdzie nam przetrzymać ten unijny walec to przecież żyć trzeba z czegoś i jakoś.

  15. Marucha Powiedział/a::

    Pani Sarenko, poglądy JKM znam gdzieś od połowy lat 90-tych, a więc co najmniej od 10 lat. Proszę uprzejmie o nie zarzucanie mi mówienia nieprawdy.

    Mogę jeszcze dodać, że głosił, iż prywatny właściciel zawsze lepiej dba o przedsiębiorstwo, niż państwo. Dowodem prawdziwości jego poglądów są setki kiedyś działających firm, które po ich sprzedaży zostały wpędzone w stan upadłości i zlikwidowane.

    W ogóle całą skomplikowaną rzeczywistość p. JKM zwykł redukować do wyłącznie czynników ekonomicznych.

    Jeśli je od tamtej pory zmienił zdanie, to dobrze, ale nic mi na ten temat nie wiadomo.

  16. kuku na muniu Powiedział/a::

    @ Marucha
    Tak sobie mysle Panie Marucha, ze gdyby ten wlasciciel byl rzeczywiscie polski, to moze i sugestia JKM mialaby jakis sens. Ale tak nie jest wiec w ogole mowienie o prywatnym wlascicielu w Polsce nalezy zastapic terminem “wlasnosc polska w reku okupanta”.

  17. Marucha Powiedział/a::

    Poza tym współczesne przedsiębiorstwa NIE MAJĄ właściela (są nim właściciele akcji, mogący iść w dziesiątki tysięcy), lecz menedżera - człowieka, jaki zarządza ogromnymi pieniędzmi, które nie są jego.

    Celem menedżera nie jest dobro przedsiębiorstwa, które mógłby przekazać swym dzieciom i wnukom - bo nie może tego zrobić. Zatem jego celem jest:
    1. Zapewnienie sobie maksymalnych dochodów w czasie, kiedy jest menedżerem.
    2. Zapewnienie sobie odpowiedniego spadochronu, gdy już go z posady wreszcie wyrzucą.
    3. Działanie, które może podobać się akcjonariuszom - np. masowe zwolenienia dla krótkoterminowego zwiększenia opłacalności firmy - ale niekoniecznie jest dobre dla długoterminowej jej działalności. A co potem? To go już nie obchodzi. Po nas - choćby potop.

    Przykłady prywatnych firm, które zostały okradzione przez menedżerów, nie są bynajmniej nieznane.

  18. PL Powiedział/a::

    Tak się składa, że pamiętam dyskusję Korwina-Mikkego na łamach NCz przed paroma laty. Otóż twierdził on, na serio, że nie gra roli, jeśli nawet cała polska ziemia jest w obcych rękach, byle władzę nad nią sprawował polski suweren.
    Czegoś równie głupiego ze świecą szukać.
    Władza nad ziemią przekłada się na bogactwo, a to z kolei na wpływy polityczne… i tyle w temacie “suwerena’.

  19. PL Powiedział/a::

    Nawet jeśli Irlandia odrzuci eurokonstytucję w referendum, to:
    1. Unia Europejska wkrótce wymyśli coś nowego, może “Pakt Amsterdamski”, który już nigdzie nie będzie konsultowany ze społeczeństwem przy pomocy referendum, tylko najzwyczajniej w świecie narzucony odgórnie.
    2. I bez eurokonstytucji Polska jest już tak uwikłana, że trudno jej zrobić jakikolwiek krok w gospodarce bez zgody UE, a nawet nie może budować dróg tam, gdzie Polakom pasuje.

  20. henky Powiedział/a::

    Wprost jak zwykle bije konkurencję na głowę! Oto dowiadujemy się, że pan Allende był współpracownikiem KGB… Marionetka Moskwy wspłpracowała z KGB?! Sensacyjna informacja! Swoją drogą, co jest dla Pana, Panie Gajowy godniejsze szacunku:

    - bycie współpracownikiem KGB i marionetką Moskwy (Allende) - żydokomunę dopiszcie sobie sami

    czy też

    - bycie współpracownikiem CIA i marionetką Waszyngtonu (Pinochet) - żydokorporacje i Mossad dopiszcie sobie sami

    Trudny wybór…

  21. kumpel Powiedział/a::

    re:#18 PL

    A zauważyłeś PL iż pomału ziemia i nie tylko ziemia, przestaje być nasza tz polska i to bez udziału J K-M i na dodatek za friko.

  22. Kumpel Powiedział/a::

    04 maja 2008
    Allende agentem KGB - a p.Clinton?

    Objaśnienia
    Loguj się bezpiecznie Zapomniałem hasła

    Zacznę od fragmentu preambuły Konstytucji 3.go Maja:

    Doznane klęski bezkrólewiów, periodycznie rząd wywracających, powinność ubezpieczenia losu każdego mieszkańca ziemi polskiej i zamknięcia na zawsze drogi wpływom mocarstw zagranicznych, pamięć świetności i szczęścia Ojczyzny naszej za czasów familii ciągle panujących, potrzeba odwrócenia od ambicji tronu i możnych Polaków, zwrócenia do jednomyślnego wolności narodowej pielęgnowania wskazały roztropności naszej oddanie tronu polskiego prawem następstwa.

    Agentury sąsiednich państw - monarchij, oczywiście - chciały wtedy utrzymać w Polsce d***krację. Nie liberum veto! Liberum veto - wbrew temu, co bredzą zwolennicy Tyranii Większości, niesłychanie pożyteczna instytucja - przestało działać w 1764 roku, co stało się jedną z przyczyn I rozbioru w 1772 roku. Agentury sąsiadów chcą ją utrzymać w Polsce i dziś. Zwolennicy d***kracji, domagając się wyborów większościowych, zapominają, że kandydaci ustawiają swe programy tak, by walczyć o opinię środka politycznego spectrum (”bagna”, jak się mówiło za rewolucji francuskiej) - tak więc różnice w wyborach zazwyczaj to kilka procent. Krajowy wyborca ma więc wpływ minimalny - natomiast daje to ogromne możliwości wpływu dla obcych agentur - zarówno agentów wpływu, jak i po prostu podstawionych dywersantów.

    Właśnie okazało się, że agentem KGB był Zbawiciel Allende – niemal święty i męczennik Lewicy. Zaskoczyło mnie to. Wiedziałem, że rezydentem KGB w Chile był senator Ludwik Albert Corvalán Castillo (wymieniony na lotnisku w Zurichu na jedynego prawicowego sowieckiego dysydenta, p.Włodzimierza Bukowskiego; Pamienili chuligana/ Na Luisa Korwalana/ Gdzie najti takuju blad’/ Cztoby Lońku pamieniat’ ? - głosiła popularna wtedy czastuszka) - ale myślałem, że Salwator Allende to taki „pożyteczny idiota” (termin techniczny!), wsparty po cichu przez KGB; a tu masz: po prostu agent…

    Takie czasy. Agentami KGB bywali prezydenci Finlandii (a na pewno nawet formalnie ich główni doradcy - taka cena za formalną niepodległość…), agentem był śp.Emeryk Nagy (który zdradził mocodawców, stał się bohaterem kontr-rewolucji węgierskiej - i Sowieci dołożyli ogromnego wysiłku, by dostać Go w swoje łapy i powiesić; zdrada agenta nie może ujść bezkarnie!). Z kolei agentem CIA był p.gen Emanuel Antoni Noriega Moreno, prezydent Panamy, który w 1986 wyłamał się, zaczął na własną rękę handlować narkotykami nie dając “działki” CIA - więc został obalony, porwany z Nikaragui i skazany na 40 lat więzienia.

    O tych wiemy. Teraz pytanie: o ilu prezydentach, premierach i innych osobach w innych państwach nie wiemy?

    W szczególności dla nas interesujące jest pytanie o agentów obcych mocarstw w aparacie III Rzeczypospolitej. Agentury są tak mocne, że kto nie ma poparcia żadnej po prostu nie jest dopuszczany do głosu. Pchanie się między ostrza potężnych szermierzy…

    Popatrzmy na dwa przykłady.

    Po moim wyjściu z więzienie (chyba w 1965 - a może w 1968?) przypałętał się do mnie facet z ambasady USA dający wyraźnie do zrozumienia, że jest z CIA i chętnie nawiązałby współpracę. Jako człowiek brzydzący się czymś takim (ech - byłbym dziś zapewne prezydentem Polski…) propozycję odrzuciłem - ale w zamian coś mu zaproponowałem. Powiedziałem tak: „Za $100 można w Sowdepii żyć dwa lata. Znajdźcie ze stu zdolnych powiatowych sekretarzy KomPartii, weźcie na żołd – któryś, z lekką pomocą pozostałych, zostanie kiedyś GenSekiem”

    Facet kiwnął głową – i rozstaliśmy się. Po czym w swoim czasie GenSekiem KPZS został p.Michał Gorbaczow, który… solo banco zdemontował Związek Sowiecki.

    Co ciekawe: do dziś jest utrzymywany przez rozmaite fundacje, obficie zazwyczaj zasilane przez CIA…

    A teraz popatrzmy na p.Wilusia Clintona. Lewicowe poglądy, brak wstrętu do Sowietów, dezerter z wojny w Wietnamie, studiuje w Oxfordzie, jest członkiem Towarzystwa Przyjaźni Brytyjsko-Sowieckiej… Myślicie Państwo, że jego członkami nie interesowało się KGB? Jego mentorem tam jest p.Strobe Talbott uważany powszechnie co najmniej za sowieckiego „agenta wpływu”. W 1969 roku p.Clinton odbywa wycieczkę do Związku Sowieckiego. Potem odwiedza Pragę, gdzie mieszka u „kolegi” – co ciekawe: rodzice tego kolegi byli sowieckimi agentami…

    To, oczywiście, żaden dowód – po prostu zbieg okoliczności. Ja jednak twierdzę, że istnieje spore prawdopodobieństwo, że prezydentem ZSRS został agent amerykański – a prezydentem USA – agent sowiecki.

    Sytuacja jak z genialnej książki śp.Stanisława Lema „Pamiętnik znaleziony w wannie”.

    (A teraz pomyślmy, jaką rolę odgrywałaby wtedy p.Hilaria?)

    Na zakończenie powtarzam swoje pytanie teoretyczne:

    Powiedzmy, że to jest prawda. Powiedzmy też, że prezydent USA z nominacji KGB obsadziłby cały aparat państwowy sympatykami lub agentami ZSRS – a prezydent ZSRS z nominacji CIA zdołał przeprowadzić symetryczną operację; to gdzie był wtedy Związek Sowiecki – a gdzie Stany Zjednoczone?

    PS. Przypominam o wczorajszym APEL-u! Pozostało 8 dni!

    Obiecany V-BLOG o prawdziwych sprawcach mordu na śp.Krzysztofie Olewniku

    pt. “I będą następne ofiary” na

    http://uk.youtube.com/user/UPRTV

    Kto nie mógł odczytać strumienia video z SuperNowej, znajdzie ten wywiad tu:

    http://www.alpha-net.com.pl/hg/jkm_sn.wmv

    JKM (23:56)

  23. Kumpel Powiedział/a::

    ad 21

    No tak. Taki geszeft to jest git.

  24. Kumpel Powiedział/a::

    Ciekawym Kto wybiera te kalejdoskopy (fajowo się zrobiło) i co o ich kształcie i barwie decyduje?

  25. Marucha Powiedział/a::

    Ikonki z kalejdoskopami przydziela sam system według sobie tylko znanych reguł… ale są dość miłe.

Napisz odpowiedź

XHTML: Możesz wykorzystać te tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>