Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archiwum z Styczeń 2009

Manipulowanie świadomością

Posted by Marucha w dniu 2009-01-31 (sobota)

W Monako ukazała się właśnie ostatnia książka zmarłego we wrześniu 2005 roku Władimira Wołkowa, francuskiego pisarza pochodzenia rosyjskiego i specjalisty od „medialnej manipulacji świadomością”, poświęcona jego uwagom na temat dezinformacji. Wołkow znany jest w Polsce ze swej powieści „Montaż”, wydanej u nas po raz pierwszy oficjalnie dopiero w ubiegłym roku. „Montaż” opowiadał o metodach dezinformacji stosowanych przez KGB celem wpływania na opinię publiczną Zachodu, w tym o posługiwaniu się dysydentami swiadomie współpracującymi z sowiecką bezpieką. Książka była uważana przez michnikowszczyznę za niebezpieczną do tego stopnia, iż Adam Zagajewski ukrywał, że był jej tłumaczem, a egzemplarze „Montażu” wydanego w Londynie przez Polonię Book Fund znikały z bibliotek publicznych i prywatnych, by „niebezpieczne treści” nie dotarły do Polaków.

W tym roku wydano w języku polskim inną znaną powieść Wołkowa, „Werbunek”, poświęconą próbie przewerbowania oficera KGB.

W opublikowanej teraz „Dezinformacji widzianej ze Wschodu” Wołkow omawia książkę sowiecko-rosyjskiego politologa Siergieja Kara-Murzy „Manipulowanie świadomością”, wydaną w Moskwie w 2003 r. Wołkow pomija tezę autora, jakoby twórcy pieriestrojki wykorzystali dezinformację do zlikwidowania komunizmu, i koncentruje się na charakterze i oddziaływaniu manipulacji za pośrednictwem mediów. Wołkow był i pozostał „zoologicznym antykomunistą”, ale likwidacja imperium sowieckiego i powrót Rosji w postkomunistycznej formie spowodowały, że jego zachwyt dla tradycyjnego nacjonalizmu rosyjskiego radykalnie wpłynął na widzenie świata przez pisarza, który uważa się za zachodniego Rosjanina. Dlatego Wołkow wykorzystał swoją książkę do krytykowania Stanów Zjednoczonych i popierania wszystkich tez propagandy putinowskiej, np. w sprawie Czeczenii, Serbii, wojny w Iraku, niepodległości Ukrainy i wielu innych. Raz autor posunął się nawet do porównania skazania Ericha Honeckera według prawa „innego państwa”, czyli RFN, do ewentualnego porwania Clintona z Waszyngtonu i osądzenia go w Arabii Saudyjskiej. Dał tym samym doskonały przykład manipulacji, bowiem NRD nie było żadnym „innym państwem”, tylko sowiecką kolonią, zaś Honnecker funkcjonariuszem władz okupacyjnych, a jedynym państwem niemieckim była Republika Federalna, podczas gdy Arabia Saudyjska jest niepodległą ojczyzną swoich mieszkańców.

Tak więc ocena tego, co jest, a co nie jest dezinformacją, zależy od poglądów dwu wymienionych teoretyków. Te ideologiczne zarzuty pod adresem uwag Wołkowa nie przekreślają jednak wartości „Dezinformacji widzianej ze Wschodu”, gdy omawia metody dezinformacji, warunki jej skuteczności i obrony przed nimi.

Dezinformacja była bronią sowiecką przejętą od myśliciela chińskiego Sun Tzu, autora „Sztuki wojny” (V w. p. Chr.), a obecnie jest, zdaniem Wołkowa, masowo stosowana przez media społeczeństw postindustrialnych uzależnionych od telewizji, w których manipulowanie świadomością stało się technologią panowania. Normalnie wydarzenie tworzy informacje, natomiast z dezinformacją mamy do czynienia wtedy, gdy zależność jest odwrotna; informacja tworzy wydarzenie w świadomości manipulowanego „ludu”.

Dezinformacji nie należy mylić z kłamstwem czy propagandą. Kara- -Murza, który woli posługiwać się terminem „manipulowanie świadomością”, definiuje ją jako narzędzie narzucania swojej woli ludziom poprzez programowanie ich zachowania w drodze oddziaływania duchowego. Dezinformacja zawsze jest w służbie „porządku światowego”, a posługujący się nią chce tego, co uważa za nasze dobro, np. III RP, rządy Kwaśniewskiego, Mazowieckiego i Geremka jako stan najwyższego szczęścia dla Polaków.

Sens manipulowania świadomością polega nie na przymusie, lecz na przeniknięciu do duszy, do podświadomości, i sprawieniu, że manipulowany będzie chciał tego co my chcemy, by pragnął. By dominować nad ludźmi, najpierw trzeba zapanować nad ich świadomością. W ten sposób rodzi się, zdaniem Wołkowa, miękki totalitaryzm. Manipulowanie świadomością pozbawia więc jednostkę wolności skuteczniej niż przymus bezpośredni, i to bezboleśnie, co jest jednak postępem. Każdy przecież wolałby być manipulowany przez Lisa za pomocą programu „Co z tą Polską” niż torturowanym przez Lunę Brystygierową.

Warunki skuteczności

Człowieka bezbronnym wobec manipulacji czyni bałagan w myśleniu. Jeśli zmusi się go, by wątpił w stabilne prawdy życiowe, jeśli wyłączy się „zdrowy rozsądek”, w czym pomagają nam media, zwłaszcza telewizja, jednostka staje się bezbronna i w rezultacie jej ambicją jest tylko myślenie tak, jak myślą inne osoby, które z kolej myślą tylko to, co nakazują im media.

Warunkiem skuteczności manipulowania świadomością jest wykorzenienie, odrzucenie przeszłości, tradycji. Człowiek pozbawiony swojego naturalnego środowiska, bez swojej grupy, rodziny, ojczyzny i historycznych więzi, który odrzucił tradycyjne bariery kulturowe, wyeliminował wszystkie zakazy i tabu właściwe społeczeństwu tradycyjnemu i w to miejsce stworzył etykę jedyną i uniwersalną, staje się bezsilny wobec dezinformacji.

Człowiek jest więźniem języka, którym się posługuje, ale słowa nie mają już swego właściwego sensu, lecz taki, jaki się im nadaje w danym momencie, np. okazuje się, że system stalinowski to taki, w którym „represjonowany” Kaczmarek urządza konferencję prasową przed siedzibą premiera. Stąd Wołkow rozróżnia język tradycyjny i język stworzony przez społeczeństwo przemysłowe, przejęty przez ideologię i rozpowszechniany przez prasę, radio, a zwłaszcza telewizję. Słowa klucze, jak demokracja, tolerancja, pluralizm, służą w nim za wytrychy, by przeniknąć do opiniotwórczej części społeczeństwa. Pojawienie się języka telewizyjnego spowodowało głęboki kryzys wartości, ponieważ mowa jest ściśle związana z ich systemem.

We Francji po 1968 r. kulturę humanistyczną zastąpiono kulturą-mozaiką, czyli kulturą wybiórczą, fragmentaryczną, pozbawioną ducha syntezy, oderwaną od wartości i tradycji, niszcząc w ten sposób tradycyjny system uniwersytecki. Nowe uniwersytety tworzą „proletariat myśli”, łatwo poddający się manipulowaniu przez oligarchię reprodukującą się przez dziedziczenie i kooptację. By przekonać się o prawdziwości tej tezy wystarczy sprawdzić, gdzie pracują dzieci czołowych ludzi „Wybiórczej” i „Polityki”. Nowa szkoła nie czyni człowieka zdolnym do refleksji i służby Ojczyźnie, ale wychowuje poprawnego obywatela i konsumenta. Dlatego manipulanci, jeśli chcą być skuteczni, muszą opanować szkołę i media.

Techniki

Zdaniem Kara-Murzy i Wołkowa obecne metody dezinformacji polegają na adaptacji technik reklamowych do polityki. Ich podstawą jest zjawisko asocjacji; konsument kupuje samochód, ponieważ podświadomie żywi nadzieję, że dostanie dodatkowo piękną dziewczynę, która go reklamuje. W ten sam sposób dezinformator „sprzedaje” idee, stara się przy tym oddziaływać na
niskie instynkty „konsumenta”.

Kandydata lub program rzuca się na rynek jak pachnące mydełko, przesłanie polityczne podaje się na przemian z neutralnym przesłaniem reklamowym, w ten sposób pierwsze nadaje powagi drugiemu.

Wołkow wymienia siedem podstawowych technik manipulowania świadomością.

Słowo

Przeciwnikowi trzeba nakleić etykietkę, określić go np. jako stalinistę, faszystę, inkwizytora polującego na czarownice. Musi on wtedy starać się pozbyć tej etykietki, tłumaczyć, że nie jest stalinistą czy inkwizytorem, a jeśli polityk nie ma dostępu do mediów, już jest załatwiony.

Liczba

Klasycznym przykładem jest podawanie liczebności demonstracji; podczas gdy policja ocenia jej uczestników na 500, media na 5 tysięcy i wystarczająco często powtarzają, by ta „informacja” pozostała w głowie słuchacza.

Powtarzanie

Sposobem najskuteczniejszym jest stałe powtarzanie jakiejś tezy. Łącząc często twierdzenia z ideami nieprawdziwymi tworzymy złudzenie logicznego łańcucha, np. Polska przeżywa chaos i pogrąża się w kryzysie nieznanym demokracjom zachodnim. Podstawą jest tu wiara, a nie analiza, gdyż jak pisał komunistyczny teoretyk Gramsci, masy mogą przyjąć filozofię tylko w formie wiary.

Hałas

Artykuły, audycje, programy pozbawione jakichkolwiek treści są ważnym instrumentem. Ich rola polega jednak nie na oddziaływaniu, ale na zajmowaniu miejsca. Im więcej ble, ble, tym mniej miejsca dla rzeczowych informacji.

Cliché

Chodzi o wykorzystanie schematu znanego społeczeństwu. W państwach postkomunistycznych ludzie są przyzwyczajeni, że władza podsłuchuje i szpieguje, ponieważ takie było ich doświadczenie. Wystarczy więc wykorzystać to przekonanie do opisu nowej sytuacji, którą chcemy skompromitować. Wrzask obecnej opozycji o masowych podsłuchach ma na celu wykorzystanie tego doświadczenia i spowodowanie asocjacji w umyśle społeczeństwa obecnego rządu z dawnym, komunistycznym.

Obraz

Najprostszą metodą jest zestawianie negatywnych zdjęć z tekstem na temat osoby lub instytucji, którą chcemy skompromitować. Bardziej wyrafinowana technika to np. pokazywanie trików filmowych. Klasycznym przykładem jest tu reportaż przedstawiający wiele trupów, rzekomych demonstrantów zastrzelonych w Timiszoarze przez ludzi Ceausescu, a w rzeczywistości ciał osób zmarłych z przyczyn naturalnych w szpitalach i zebranych z prosektoriów.

Triki

Wołkow przytacza klasyczny już przykład. Dziennikarz pyta przybyłego do USA papieża o jego stosunek do domów publicznych. To u was one są? – dziwi się papież. Następnego dnia gazety donoszą, że papież chciał się przede wszystkim dowiedzieć, czy w Ameryce są domy publiczne.

Media przestały być instrumentami informacji, lecz stały się narzędziami ideologii – podsumowuje Wołkow. Przekazują nie wiadomości, lecz idee, które wnikają do naszej świadomości wbrew naszej woli.

Obrona

Jak bronić się przed manipulacją osaczającą nas z mediów? Zdaniem Wołkowa dobrze jest od czasu do czasu wyłączyć telewizor na dwa tygodnie, a wówczas zdrowy rozsądek powróci. Trzeba szanować tradycję i przeszłość, nawiązywać do niej i czerpać z literatury klasycznej swego narodu zamiast pogrążać się w nowomowie wtłaczanych nam bestsellerów. W głowie należy zawsze mieć interes własny, swoich potomków i interes narodu oraz pytać, jaki jest interes tego, który do nas mówi, lub interes jego patrona. A najważniejsze to myśleć, odrzucić język, terminologię, koncepcje manipulatora i unikać wszystkich kategorii ideologicznych. Nie wolno nam przyjmować narzuconej płaszczyzny konfrontacji.

Trzeba zachować przede wszystkim ostrożność przed powtarzaniem clichés. Gdy dziennikarz zamiast całego problemu przedstawia nam jedynie jego fragment, gdy zaczyna grać na uczuciach, powinna zapalać się nam w głowie czerwona lampka. Szczególnie niebezpieczny jest brak dialogu, ale też sztuczny okrągły stół z wyreżyserowaną spontanicznością. Klasycznym przykładem takiej operacji jest cotygodniowa „Puszka Paradowskiej” w Superstacji, gdzie reprezentanci prawicy mają zadanie ułatwiać propagandę kolegom z lewicy w otoczce sztucznego pluralizmu.

Józef Darski
http://www.eioba.pl/a85255/dezinformacja_czyli_manipulowanie_swiadomoscia

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 13 »

Gejowisko

Posted by Marucha w dniu 2009-01-31 (sobota)

Sąd w Edynburgu odebrał szkockiemu małżeństwu prawo do opieki nad wnukami. Dzieci zostaną adoptowane przez parę homoseksualistów. Sędziowie uznali argumenty pracowników opieki społecznej, którzy przekonywali, że dziadkowie są za starzy na wychowywanie maluchów – doniósł dzisiejszy „Dziennik”.

I dalej:

Nie mieli już jednak pieniędzy na apelacje i dalsze procesy. Jedynym pocieszeniem było dla nich to, że – jak zapewniali pracownicy opieki społecznej – pięcioletni chłopczyk i jego czteroletnia siostrzyczka trafią do kochającej rodziny zastępczej. Ze zgrozą przyjęli wiadomość, że nową rodziną zastępczą dla ich wnuków będzie para homoseksualistów. Jakby tego było mało, pracownicy społeczni ostrzegli zdruzgotanych dziadków, że jeśli będą protestować, to nigdy więcej nie zobaczą wnuków.

To nie jest żadna politica fiction. To nie jest fabuła gejowskiej książki, ani gejowskiej sztuki teatralnej. To europejska rzeczywistość, w której homoseksualna optyka w zasadzie wyparła to, co normalne i oczywiste. Nie mamy już do czynienia z jakąś ekstrawagancją środowiska „kochających inaczej”, ale z prowadzonym scenariuszem, mającym prawnie i mentalnie usankcjonować to, co najzwyczajniej woła o „pomstę do nieba”. Informacja, którą publikuje „Dziennik” (nie pierwsza tego typu), doskonale ilustruje regres cywilizacyjny, w jakim znalazła się Europa.

Jako wspólnota cywilizacyjna zaczynamy gnić, bo nie jesteśmy w stanie powstrzymać zarazy, która za sprawą wykoślawionej filozofii tolerancji, zainfekowała system immunologiczny Europy, którym był dotychczas – najoględniej rzecz ujmując – Dekalog. Wyrugowanie ze sfery życia publicznego zasad moralno-etycznych, które ukonstytuowały nowoczesną Europę, dając jej najpełniejszą wizję ludzkiej wolności – personalizm, i zastąpienie ich zwulgaryzowaną koncepcją „beztroskiej egzystencji”, wolnej od „opresyjnego” gorsetu moralnego, kończy się tym, co obserwujemy w przypadku przytoczonym przez „Dziennik” przypadku: gwałceniem prawa dziecka do życia w normalności.

Nie sposób nie zauważyć, iż ustępowanie pola, pochylanie się z troską, wyrażanie zrozumienia i empatii dla czcicieli wyuzdanych praktyk sprawia, że tęczowa zaraza ma się coraz lepiej i pewniej, i że nie wystarcza jej już zwykła – i tak mocno dyskusyjna – akceptacja, ale że dąży ona do narzucenia swojego kagańca wszystkim tym, którzy nie życzą sobie uczynienia z systemu prawnego gejowskiego zamtuzu. Póki co, tradycyjna i normalna Europa przegrywa. Przegrywa niemocą swoich obywateli, którym po prostu nie chce się chcieć zawalczyć o normalność. Zastanawiam się tylko, kiedy zaraza w takiej formie dotrze do Polski. Nie jesteśmy przecież moralną oazą. Nigdy zresztą nią nie byliśmy. Raczej papugą.

Maciej Eckardt
http://www.myslpolska.org/?key=2,,2178

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 22 »

Leśne obserwatorium – c.d.

Posted by Marucha w dniu 2009-01-31 (sobota)

Generał Władysław Sikorski zginął w wyniku wielu obrażeń odniesionych na skutek wypadku lotniczego, nie został uduszony ani postrzelony – wynika ze specjalistycznych badań przeprowadzonych na zlecenie Instytutu Pamięci Narodowej, który podjął próbę wyjaśnienia okoliczności śmierci generała.
Znamy więc niby przyczynę śmierci, wciąż nie znamy jej okoliczności. Czyli, jak to prorokował swego czasu cyniczny gajowy Marucha, wiemy tyle, co i przedtem. Poza tym, choć człowiek ów nie zna się na medycynie, przypuszcza, iż  obrażenia tego typu, co u generała Sikorskiego (uraz czaszki i kręgosłupa, połamane żebra itp) mogły zaistnieć już po śmierci spowodowanej np. otruciem, uduszeniem, uderzeniem tępym narzędziem itp. Zwłaszcza, że w płucach generała nie było wody morskiej, co by świadczyło, iż w momencie zderzenia z wodą już nie żył. Tymczasem nasi przyjaciele i sojusznicy, Brytyjczycy, z jakiegoś powodu za Boga nie chcą udostępnić swoich archiwów.

Orzeczenie Kolegium Wojskowego Sądu Najwyższego Rosji: postanowienie w sprawie umorzenia śledztwa katyńskiego powinno pozostać utajnione, a ofiary tej zbrodni sprzed 69 lat nie mogą liczyć na rehabilitację. Prawnicy reprezentujący rodziny pomordowanych w Katyniu zapowiadają zaskarżenie wczorajszej decyzji do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. O ile jest kwestią dyskusyjną, czy zbrodnia owa była ludobójstwem, czy „tylko” zbrodnią wojenną, o tyle nie ulega wątpliwości, iż była haniebna. Naszym zdaniem jedynym powodem, dla którego Rosjanie tak upierają się przy utajnieniu sprawy jest obawa przed posądzeniem o antysemityzm, chociaż opiniotwórcza Gazeta Wyborcza stanowczo zaprzecza, aby sprawcami owej zbrodni byli Żydzi.

Do Trybunału Konstytucyjnego (Bundesverfassungsgericht) w Karlsruhe wpłynęła druga skarga na traktat lizboński, co jeszcze bardziej opóźni jego ratyfikację w Niemczech. Wniosły ją cztery osoby: były szef zarządu koncernu Thyssen AG Dieter Spethmann, były europoseł z ramienia CSU Franz Ludwig grafa Stauffenberga (syn zamachowca na Hitlera), specjalista od spraw gospodarczych Joachim Starbatta i berliński profesor prawa Markusa Kerber. Już uprzednio podobną skargę złożył deputowany CSU, Peter Gauweiler, który zarzucił unijnemu dokumentowi niezgodność z niemiecką konstytucją. Gauweiler uznał, że przekazywanie tak dużych kompetencji Brukseli jest sprzeczne z głównymi zasadami demokracji. Jego zdaniem, oprócz wyzbywania się kompetencji przez niemieckie państwo, Bundestag, decydując się na ratyfikację nowej europejskiej konstytucji, przekroczył swoje kompetencje, bowiem o takich kwestiach powinno decydować jedynie społeczeństwo w referendum.
Na szczęście w Polsce całe społeczeństwo wyraziło zgodną wolę likwidacji swego kraju, który mu do niczego nie jest potrzebny i żadne sądy nie są zawalane durnymi, faszystowskimi skargami.

Red. Stanisław Michalkiewicz napisał o liście, jaki otrzymał z Forest Hills na temat tzw. globalnego ocieplenia. To po prostu trzeba zacytować:

Wśród listów, jakie codziennie otrzymuję od Czytelników, dotarł do mnie list pana Piotra K. z Forest Hills (NY).  Jako absolwent Uniwersytetu Columbia otrzymuje on uniwersytecki kwartalnik. W numerze zimowym był tam list niejakiego Norberta Bernsteina, który napisał, że „globalne ocieplenie ma swoich rewizjonistów, podobnie jak holokaust. Wyjście leży w powszechnej edukacji. Gdy społeczeństwo będzie właściwiej wyedukowane w tej materii, wtedy chętnie zaakceptuje naukowy punkt widzenia i samo zażąda działań. Najlepszym sposobem wyedukowania społeczeństwa byłoby wydanie przez  federalne ministerstwo szkolnictwa curriculum na ten temat, które następnie byłoby wprowadzone do wszystkich szkół i uniwersytetów. Wszyscy uczący się byliby zobowiązani przedyskutować to, czego się nauczyli o globalnym ociepleniu ze swoimi rodzicami„.

Mamy zatem nakreślony precyzyjny plan faszerowania „naukowym punktem widzenia”, łącznie z pomysłem podręcznika ekologicznej politgramoty i transmisją do mas, za pośrednictwem biednych dzieci. Wszystko to jednak może wziąć w łeb, jeśli rewizjoniści, jak to się mówi, będą sypać piasek w szprychy. … Wydaje się tedy, że koniecznym zupełnieniem proponowanej akcji edukacyjnej powinno być bezlitosne i surowe karanie powątpiewających w globalne ocieplenie… Żeby jednak wszystko wyglądało praworządnie, musi być też ogłoszona zatwierdzona wersja światopoglądu naukowego. Dopiero na tym fundamencie można będzie zbudować cały system perswazji, w którym organizatorską funkcję będą spełniały postępowe media, inicjując okresowe nagonki na opornych i zatwardziałych, zgodnie z naukami Włodzimierza Lenina. W połączeniu z nadzorem ze strony policji i niezawisłych sądów zawsze daje to znakomite rezultaty. Jak pisze w swojej „Historii filozofii” prof. Władysław Tatarkiewicz, właśnie dzięki temu „marksizm w Związku Radzieckim został przyjęty powszechnie i bez zastrzeżeń”.

W zasadzie pisanie o rządach niejakiego Thuzka vel Tuska jest zajęciem nudnym, ponieważ jeszcze nigdy niczym pozytywnym nas nie zaskoczyły. Dlatego przypominanie, iż Thuzk zauważył zbliżający się kryzys z półrocznym opóźnieniem, ignorując głosy rzetelnych ekonomistów i głosząc propagandę „iż Polsce nic nie grozi”, byłoby otwieraniem drzwi do lasu, gdzie rosną drzewienne drzewa.
Obecnie Thuzk na gwałt szuka 17 miliardów do zapchania dziury w niekompetentnie skonstruowanym budżecie. Proponujemy sprzedać Wawel wraz z kawałkiem Krakowa.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 5 »

Dlaczego nowa Msza nie jest katolicka

Posted by Marucha w dniu 2009-01-30 (piątek)

Poniżej zamieszczamy (z niewielkimi skrótami) wykład ks. Jana Jenkinsa FSSPX „Dlaczego nowa Msza nie jest katolicka” wygłoszony w Lublinie dnia 14.04.2008.
Ks. Jenkins z żelazną logiką obnaża, czym w rzeczywistości jest quasiprotestancki i pseudokatolicki obrządek, zwany dla niepoznaki „Mszą Świętą” i za taką uważany przez miliony niezbyt znających swą religię wiernych.

Nagranie z wykładu w formacie mp3: http://omp.lublin.pl/multimedia/nom.mp3
Oryginał tekstowy: http://www.piusx.org.pl/pobieranie/download.php?Dlaczego%20nowa%20Msza%20nie%20jest%20katolicka.rtf

Wytłuszczenia i niektóre śródtytuły – admin. B. prosimy o uważne i ze zrozumieniem przeczytanie artykułu, albo o nie czytanie go w ogóle.

Wstęp

Tytuł mojej dzisiejszej konferencji może wydawać się nieco szokujący: dlaczego nowa Msza nie jest katolicka. Przez nową Mszę rozumiem oczywiście mszał powstały po reformach II Soboru Watykańskiego, ogłoszony przez Pawła VI bullą Missale romanum w roku 1969. Jest to Msza, w której wielu, jeśli nie większość katolików na całym świecie uczestniczy w każdą niedzielę. Jak zobaczymy w ciągu krótkiego czasu, jaki mamy do dyspozycji, gdy przyjrzymy się treści nowego rytu, takiemu, jaki jest on w istocie, jest rzeczą trudną, jeśli nie wręcz niemożliwą, pogodzić ją z nauką Kościoła odnoszącą się do Najświętszej Ofiary Mszy.

Proszę zauważyć, że powiedziałem: „takiemu, jaki jest on w istocie”. Na plakacie informującym o niniejszej konferencji zobaczyć można zdjęcie z celebracji nowej Mszy przez kard. Mahoneya podczas konsekracji katedry 2 kwietnia 2002 roku. Tego rodzaju aberracje liturgiczne są niestety bardzo powszechne w kościołach, w których sprawowana jest obecnie nowa Msza. Nie będziemy jednak zajmowali się świętokradztwami takimi jak Komunia na rękę, klaskanie i tańce podczas liturgii itd. Nadużycia te są tak rozpowszechnione i nagminne, że w świadomości wielu ludzi są one wręcz elementami składowymi nowej Mszy. Znajomy ksiądz z Ameryki powiedział mi kiedyś żartem, że nawet potrzebuje indultu na odprawienie nowej Mszy zgodnie z rubrykami…

Nie mamy jednak czasu zajmować się najrozmaitszymi nadużyciami liturgicznymi, jakie katolicy na całym świecie zmuszeni są obecnie znosić. Ograniczymy się do doktrynalnych nieścisłości nowej Mszy, czyli do jej oficjalnego łacińskiego tekstu ogłoszonego przez Watykan, wolnego od wszelkich nadużyć. Zobaczymy, że nawet w swej najczystszej formie nowy ryt jest pod wieloma aspektami doktrynalnymi ułomny i że in se, czyli sam w sobie, nie wyraża wiary katolickiej w sposób zdefiniowany przez Kościół.

Liturgiczne ekstrawagancje są naprawdę niczym w porównaniu z odchyleniami doktrynalnymi obecnymi w nowym mszale, trzeba też mieć świadomość, że częstokroć owe doktrynalne nieścisłości stały się źródłem wielu z nadużyć, których jesteśmy obecnie świadkami. Na przykład nie dałoby się wprowadzić Komunii na rękę, gdyby uprzednio nie zmieniono nauki dotycząca natury Najświętszego Sakramentu oraz Mszy. Zastępowanie wyświęconych kapłanów przez wiernych – czy też, jak się ich obecnie nazywa „świeckich szafarzy” – nie byłoby możliwe bez całkowicie nowego pojmowania Mszy, a więc i kapłaństwa. Tak więc koncentrując się na doktrynie wyrażonej przez nowy ryt Mszy, będziemy w stanie odnaleźć przyczynę i źródło rozmaitych utrapień, dotykających obecnie nasze kościoły i parafie.

Porządek konferencji

Niniejsza konferencja składać się będzie z trzech głównych części. Na początku – jak myślę – dobrze będzie przypomnieć pokrótce, czego Kościół katolicki naucza o Najświętszej Ofierze Mszy. Doktrynę tę można znaleźć przede wszystkim w słowach Chrystusa Pana wypowiedzianych w Wielki Czwartek oraz w nauce Doktorów Kościoła oraz definicjach doktrynalnych formułowanych przez papieży oraz sobory, zwłaszcza przez Sobór Trydencki, który zdefiniował wiele prawd dotyczących tej czcigodnej tajemnicy naszej wiary.
Dalej zobaczymy, w jaki sposób ryt Mszy używany przed wprowadzeniem nowego mszału streszczał a zarazem chronił to nauczanie Kościoła.
Następnie przyjrzymy się nauczaniu wyrażanemu przez nową liturgię Mszy, przytaczając nie tylko tekst jej samej, ale również autorytatywnego dokumentu tłumaczącego jej autentyczny sens, oraz wypowiedzi członków Concillium, czyli komitetu będącego rzeczywistym autorem reform liturgicznych.
Na koniec zobaczymy, że nowej Mszy nie tylko brak jest doktrynalnej precyzji, jaką powinna posiadać, ale również że sami jej autorzy pragnęli wyraźnie, żeby wyrażała ona doktrynę inną niż nauka zdefiniowana przez Sobór Trydencki. Poczynimy też kilka praktycznych obserwacji i konkluzji dotyczących tego fundamentalnego faktu.

Zarzut: nie wolno krytykować Stolicy Apostolskiej!

Niech mi będzie wolno na samym początku, przed przejściem do tematu niniejszej konferencji, ustosunkować się do zarzutu, że nie wolno nam krytykować rytu, który Kościół katolicki podaje nam za pośrednictwem Stolicy Apostolskiej, że jest czymś bezbożnym, a nawet skandalicznym badać czy krytykować ryt, w którym uczestniczy większość katolików. Jest to po prostu nieprawda. Każdy katolik ma moralny obowiązek szukać rozwiązania dylematu stworzonego poprzez wprowadzenie nowego rytu. Nigdy przedtem w dwutysiącletniej historii Kościoła nie wydarzyło się nic podobnego. Żaden papież w całej historii Kościoła nigdy nie stworzył nowego rytu Mszy. Oczywiście papieże modyfikowali różne obrzędy związane z Mszą. Na przestrzeni wieków zmieniany był kalendarz i układ świąt, aprobowane były rozmaite nabożeństwa, a różne lokalne zwyczaje wprowadzano lub znoszono. Wszystkie te zmiany miały jednak charakter drugorzędny, większość z nich polegała po prostu na wprowadzeniu pewnych dodatków, czyniących bardziej precyzyjnymi pewne aspekty tajemnic wiary, atakowanych przez herezje pojawiające się w danym wieku, lub po prostu upiększali zwykłe Msze niedzielne hymnami, które były normalnie odmawiane w dni świąteczne.

Nigdy jednak, powtarzam – nigdy, w całej historii Kościoła, nie napotykamy na stworzenie w całości nowego rytu Mszy. Wszystkie ryty, zarówno wschodnie jak i zachodnie, wywodzą swój początek od jednego z Apostołów, od kogoś, kto był obecny podczas Ostatniej Wieczerzy lub był głosicielem Ewangelii w kraju, do którego Apostołowie zostali posłani. Faktycznie tylko starożytność danego rytu decydowała o tym, że mógł on być używany w Kościele, a nie fakt, że był on promulgowany przez papieża. Z samej definicji sakramenty czerpią swą moc z zasług Zbawiciela, który dał swym Apostołom i ich następcom władzę składania ofiary Mszy i zarazem nałożył na nich obowiązek zachowywania depozytu wiary. To właśnie w tym celu papież obdarzony jest nieomylnością w kwestiach wiary i moralności: aby definiował i chronił depozyt wiary, a nie po to, by tworzył nowe doktryny. Ponieważ zaś liturgia powinna być zawsze wyrazem depozytu wiary, papież ma władzę i obowiązek chronić oraz doprecyzowywać obrzędy Mszy, nie ma jednak władzy tworzyć liturgii całkowicie nowej i różnej od istniejących. Papież jest z definicji wikariuszem Jezusa Chrystusa, Jego zastępcą, którego obowiązkiem jest strzec tego, co mu powierzono.

Papież nie jest twórcą sakramentów, jest ich depozytariuszem. Już sam fakt, że po raz pierwszy w historii Kościoła jesteśmy świadkami takiego aktu ze strony najwyższej władzy w Kościele, obliguje nas do przyjrzenia się bliżej temu nadzwyczajnemu wydarzeniu, jakim było promulgowanie „nowego rytu Mszy”.

Jedynych w historii precedensów tworzenia nowego rytu od podstaw dostarczyły wspólnoty, które odłączyły się od Kościoła katolickiego. Marcin Luter, wkrótce po zerwaniu z Kościołem katolickim i wprowadzeniu swej nauki o usprawiedliwieniu, po napisaniu traktatu „O zniesieniu Mszy prywatnych” w roku 1521 opublikował zreformowane „obrzędy Wieczerzy Pańskiej”. Jan Kalwin zaprowadził nabożeństwo odpowiadające głoszonej przezeń nowej doktrynie, wedle której nauka o rzeczywistej obecności Pana Jezusa w Eucharystii jest bałwochwalstwem. Owe „zreformowane” liturgie wprowadzone zostały właśnie dlatego, że pojawiły się nowe doktryny. Nowe doktryny wymagają nowych praktyk, a poprzez udział w nowych praktykach pozyskuje się wyznawców nowych doktryn. Tak więc sam instynkt naszej wiary, czy raczej roztropność nabyta przez Kościół na przestrzeni wieków, każe, byśmy byli powściągliwi i podejrzliwi wobec wszelkich rzeczy „nowych” i „zreformowanych”. Normalną reakcją każdego katolika, a właściwie każdego uczciwego człowieka, jest badanie wszystkiego, co nowe, i osądzanie, czy jest to zgodne z tym, w co wierzy, czy też nie, czy jest dobre, czy złe, czy powinien to czynić, czy też nie.

Nie jest więc wyrazem braku szacunku wobec władzy uważne czy nawet krytyczne badanie tego, co jest przez tę władzę promulgowane – jest to w istocie raczej komplement, gdyż poprzez badanie tego, co władza nakazuje, okazujemy, że słuchamy jej głosu. Nie może być mowy o żadnym posłuszeństwie bez wcześniejszego określenia, co należy czynić oraz czy i w jakim stopniu to, czego od nas żądają, jest wykonalne. Nie jest jednak komplementem, by posłużyć się przykładem zaczerpniętym od Hansa Christiana Andersena, mówić cesarzowi, że wygląda w swych nowych szatach olśniewająco, podczas gdy w rzeczywistości jest on nagi…

Część pierwsza: Nauka Kościoła o Najświętszej Ofierze Mszy

Zacznijmy więc od przypomnienia tego, co Kościół naucza o Najświętszej Ofierze Mszy. Owo nauczanie Kościoła jest po prostu wyjaśnieniem tego, co Chrystus Pan mówi nam w Ewangelii, w ustępie dotyczącym pierwszej Mszy, Ostatniej Wieczerzy. Chrystus Pan obiecał tłumom, które doświadczyły rozmnożenia chleba, że da im swoje ciało jako pokarm, a krew jako napój, aby mogli mieć żywot wieczny (J 6). W noc przed swoją męką Pan Jezus wypełnił te obietnice, ustanawiając Ofiarę Mszy, sakrament kapłaństwa i Najświętszą Eucharystię.

Zbawiciel wziął chleb, pobłogosławił go i powiedział: „Bierzcie i jedzcie, TO JEST CIAŁO MOJE”, podobnie wziął kielich i powiedział: Pijcie z tego wszyscy, TO JEST BOWIEM KIELICH KRWI MOJEJ NOWEGO PRZYMIERZA, KTÓRA ZA WIELU BĘDZIE WYLANA NA ODPUSZCZENIE GRZECHÓW” (Mt 26, 28). Te dwa zdania zawierają w sobie całą tajemnicę Mszy.

Pan Jezus mówi: „TO JEST CIAŁO MOJE”. Już pierwsze słowo: „TO” oznacza dokładnie „to, co tutaj mam”. Kiedy pytamy: „Co TO jest?”, oczekujemy w odpowiedzi słowa czy wyrażenia, które odda naturę danej rzeczy. Pytam was „Co to jest?”, a wy odpowiadacie, że to stół – słowo „TO” odnosi się do czegoś obecnego przed wami, ale raczej do jego trwałych przymiotów, do jego natury, do istoty rzeczy. Nie odpowiadacie na przykład: „To jest białe” albo: „To jest duże”, ale raczej: „To stół”. Czym innym byłoby zapytanie: „Jakie to jest duże?” czy: „Jaki to ma kolor?”. Odpowiedzi na te pytania powiedziałyby nam coś innego, nie powiedziałyby jednak, CZYM jest dana rzecz. Wiele rzeczy jest dużych i białych – zarówno samochód, jak i budynek mogą być równocześnie duże i białe, nikt jednak chyba nie pomyliłby jednego z drugim. Tak więc kiedy Zbawiciel mówi: „TO” z zdaniu „TO JEST CIAŁO MOJE”, nie odnosi się do koloru ani wielkości tego, co się przed Nim znajduje, ale raczej do natury tej rzeczy, albo tego, co moglibyśmy nazwać jej substancją. Nazywamy to substancją, gdyż jest tym, co „sub-stare”, czyli tym, co „stoi za” czy też „kryje się za” przymiotami danej rzeczy. Możemy pomalować samochód na czarno lub żółto, nadal jednak pozostanie on samochodem. Zewnętrzne przymioty odpowiadają temu, „jak” lub „w jaki sposób” rzecz może istnieć. A jednak Pan Jezus mówi: „TO”. Oznacza to, że w momencie wypowiadania tych słów, odnosi się do substancji tego, co znajduje się przed Nim.

Zauważmy też, że Pan Jezus nie mówi: „to przedstawia”, „to będzie” czy nawet „niech będzie” [warunkowo]. Mówi po prostu: „JEST”, czyli w czasie teraźniejszym. Stwierdza prosty fakt, identyczność podmiotu z orzeczeniem. Nie wyraża pragnienia czy życzenia, ale prosty fakt. Następnie mówi: „CIAŁO MOJE”. Utożsamia naturę tego, co trzyma w swych dłoniach, ze swoim prawdziwym Ciałem. Chrystus Pan mówi: „TO JEST CIAŁO MOJE”, stwierdzając w ten sposób, że natura tego, co trzyma w dłoniach, jest substancjalnie [substantialiter] ta sama, co natura Jego Ciała.
Pan Jezus nie powiedział też nic „o pewnej ilości” czy „pewnej wielkości”, czy o jakiejkolwiek innej cesze, a jedynie o naturze rzeczy. Stąd cud Najświętszej Eucharystii: kolor, wielkość, kształt i wszystko, co moglibyśmy nazwać „akcydensami” rzeczy pozostają te same, jednak ich natura się zmienia. Pan Jezus, poprzez prosty akt wypowiedzenia tych słów, dokonuje tego, co wcześniej obiecał: daje swe Ciało za pokarm, substancjalnie i rzeczywiście obecne pod postaciami chleba.
Następnie Zbawiciel mówi: „TO JEST BOWIEM KIELICH KRWI MOJEJ NOWEGO PRZYMIERZA, KTÓRA ZA WIELU BĘDZIE WYLANA”. Utożsamia „TO” z zawartością kielicha, ponieważ często płyn bierze nazwę od naczynia, w którym się znajduje, często mówimy butelka wody, a nie po prostu woda i odwrotnie, mówimy: „Daj mi trochę wody”, mając w rzeczywistości na myśli: „Podaj mi butelkę z wodą”, ponieważ płyny ze swej natury umieszczane są w pojemnikach.
Zwróćmy też uwagę na kolejne słowa: „ZA WIELU BĘDZIE WYLANA”. Pan Jezus mówi w istocie o przelewaniu swej Krwi nie w czasie przyszłym, ale teraźniejszym. Mówi o przelewaniu swej Krwi w akcie ofiary, o sakramentalnym oddzieleniu swego Ciała od Krwi, podobnie jak krwią baranka paschalnego, który spożyty został na krótko przedtem przez dwunastu Apostołów, skropiono uprzednio ołtarz świątyni.
Zbawiciel wspomina też o powodzie, dla którego ofiaruje swą Krew: „ZA WIELU”. Podobnie jak krew baranka paschalnego uratowała od pewnej śmierci tych, których drzwi namaszczone zostały jego krwią, również Pan Jezus ofiaruje swą Krew i namaszcza wargi tych, którzy składają ofiarę za odpuszczenie grzechówczłonków rodziny Bożej. Zbawiciel powiedział bowiem Apostołom: „To czyńcie, ilekroć pić będziecie, na moją pamiątkę”. Pan Jezus nakazuje im „czynić to”, czyli czynność wykonanąwłaśnie przed ich oczyma. Mówi również: „na moją pamiątkę”.  Nie mówi: „wspominając mnie” w rozumieniu ceremonii upamiętniania, ale „na moją pamiątkę”, czyli w akcie kontynuującym to, co On uczynił, i uobecniającym to, co spełnił w ofierze. Z tego powodu kapłan podczas Mszy nie mówi: „To jest Ciało Chrystusa”, ale „TO JEST CIAŁO MOJE”, działając, jak mówimy, in persona Christi, w osobie Chrystusa, z władzą dokonywania tego samego aktu, jaki spełnił Chrystus podczas Ostatniej Wieczerzy i na Kalwarii.

Ofiara Mszy jest więc tym samym, co Ofiara Krzyżowa – jedyna różnica polega na sposobie, w jaki jest dokonywana. Na krzyżu fizyczne Ciało i Krew Pana Jezusa oddzielone zostały od siebie poprzez ręce oprawców, w które dobrowolnie się oddał. Podczas Mszy natomiast fizyczne Ciało i Krew Zbawiciela rozdzielane są pod postaciami chleba i wina, poprzez ręce wyświęconych do tego celu sług ołtarza, w celu zastosowania tych zasług, które wysłużył On na Krzyżu w jedynej Ofierze, odnawianej na chrześcijańskich ołtarzach. Jest to ta sama ofiara, inny jest jedynie sposób jej dokonywania – jest to ofiara przebłagalna, podobnie jak Ofiara Krzyżowa, składana dla zastosowania zasług wysłużonych przez Ofiarę Kalwarii.
Św. Paweł w 13 rozdziale Listu do żydów pisze: „Mamy ołtarz, z którego nie mają prawa jeść ci, którzy przybytkowi służą”. Ołtarz implikuje ofiarę, ofiarę nie będącą ofiarą Starego Prawa czy też ofiarą tych „którzy przybytkowi służą”. Oznacza ofiarę doskonalszą od ofiar Starego Prawa, ofiarę, którą sprowadzającą na ołtarz Jezusa Chrystusa, uświęcającego ludzi swą własną Krwią, jak pisze św. Paweł w innym miejscu tego samego rozdziału.
Stąd fundamentalna prawda dotycząca Ofiary Mszy: jest to ofiara przebłagalna. Ta ofiara, którą składa Zbawiciel za nasze grzechy podczas Mszy św., jest tak często wspominana w starożytnej literaturze chrześcijańskiej, że podawanie tu tych przykładów byłoby zbyteczne. Byłoby bardzo ciekawe ukazać niezwykłą ciągłość nauki Kościoła dotyczącej Mszy św., wymagałoby to jednak znacznie więcej czasu i mogłoby stanowić temat osobnej konferencji. Przedstawmy więc w zwięzły sposób naukę Kościoła, która została w sposób nieomylny i niezmienny zdefiniowana przez Sobór Trydencki podczas jego XXII sesji. Poniżej przedstawimy obszerny fragment dokumentów przyjętych podczas tej sesji , który posłuży nam później jako punkt odniesienia podczas analizy nowego rytu Mszy.

Chociaż podczas konferencji nie zaleca się generalnie przytaczania długich cytatów, niemniej jednak uważam, że sobór zdefiniował naukę w sposób tak jasny, że żadne moje słowa nie mogłyby oddać tego lepiej.

Sobór Trydencki uczy:
„A ponieważ w Boskiej ofierze, dokonującej się we Mszy św. jest obecny i w sposób bezkrwawy ofiarowany ten sam Chrystus, który na ołtarzu krzyża ‘ofiarował samego siebie’ (Hbr 9, 27) w sposób krwawy, przeto naucza św. sobór, że ofiara ta jest prawdziwie przebłagalna (kan. 3). Przez nią bowiem, kiedy przystępujemy do Boga ze szczerym sercem i prawdziwą wiarą, z bojaźnią i ze czcią, skruszeni i pokutujący ‘otrzymujemy miłosierdzie i znajdujemy łaskę w stosownej chwili’ (Hbr 4, 16). Tą ofiarą Pan przebłagany, udzielając łaski i daru pokuty, odpuszcza przestępstwa i grzechy, nawet bardzo wielkie. Jedna przecież i ta sama jest Hostia, jeden i ten sam poprzez posługę kapłanów Składający ofiarę, który wówczas ofiarował samego siebie na krzyżu, tylko sposób ofiarowania jest inny. Tej to krwawej ofiary otrzymujemy przeobfite owoce przez tę niekrwawą, która daleko jest od tego, by w jakikolwiek sposób uwłaczała pierwszej (kan. 4). Dlatego też słusznie bywa ofiarowana nie tylko za grzechy, kary, zadośćuczynienia i inne potrzeby wiernych żyjących, ale według tradycji apostolskiej także za zmarłych w Chrystusie, którzy jeszcze nie zostali całkowicie oczyszczeni (kan. 3)”.

Widzimy tu trzy fundamentalne prawdy, w sposób konieczny związane z katolickim rozumieniem Ofiary Mszy:
1. Msza jest prawdziwą ofiarą, którą Zbawiciel pozostawił nam poprzez ustanowienie Eucharystii.
2. Polega ona na złożeniu Jezusa Chrystusa w sposób bezkrwawy, w tej samej ofierze, którą złożył On na krzyżu ofiarując samego siebie Ojcu jako. Ofiara ta jest identyczna z Ofiarą Krzyża pod tym względem, że ten sam jest Kapłan oraz Żertwa, różny jest jedynie sposób ofiarowania.
3. Ofiara ta ma więc wartość wynagradzającą, ponieważ Zbawiciel ofiarował się na krzyżu na odpuszczenie naszych grzechów.

Aby więc ryt Mszy był katolicki, czyli by wyrażał katolicką ideę chrześcijańskiej ofiary, musi on wyrażać równocześnie te fundamentalne prawdy.

Istnieją z pewnością inne jeszcze aspekty ofiary Zbawiciela, jednak te trzy prawdy tworzą jak gdyby jądro tajemnicy. Gdyby ktoś zaprzeczył jednej z tych prawd, nie wyznawałby wiary katolickiej, ale jakąś inną, różną od niej religię.
Ponieważ prawdy te mają tak fundamentalne znaczenie dla naszej wiary, mamy prawo doszukiwać się jasnego ich wyrazu w rycie Mszy. Uczestniczymy we Mszy przede wszystkim dlatego, że zobowiązuje nas do tego nasza wiara – jesteśmy na Mszy, ponieważ naszym obowiązkiem jest oddanie czci Bogu i ponieważ potrzebujemy łask, jakie są skutkiem Mszy. Byśmy jednak mogli otrzymać te łaski, obrzędy i modlitwy towarzyszące ofierze, które nazywamy rytem Mszy, muszą pozostawać w zgodzie z wiarą. Ryt Mszy powinien wyjaśniać w sposób jasny i jednoznaczny przynajmniej te trzy wspomniane punkty, aby być w zgodzie z doktryną nauczaną przez Kościół od czasów apostolskich.

Część druga: doktryna nowej Mszy

Przyjrzyjmy się więc rytowi nowej Mszy i przeanalizujmy jej doktrynalne podstawy. Już na pierwszy rzut oka nowa Msza wydaje się być dość niejasna w wielu używanych przez siebie sformułowaniach. Wprowadza wiele słów i wyrażeń, których nie spotykamy w starym rycie – takich jak „napój duchowy”, które są bardzo niejednoznaczne, przez co często trudno jest zrozumieć ich znaczenie.

Na szczęście wraz z rytem Mszy z roku 1969 został opublikowany ważny dokument zatytułowany Institutio Generalis Missalis Romani [IGMR], która służy jako wstęp do nowego mszału. Co ciekawe, o ile starożytny ryt posiadał na początku jedynie zbiór rubryk opisujących praktyczną celebrację Mszy (jak odprawiać Mszę, opis obrzędów), to nowy mszał jest pod tym względem bardziej ambitny. To wprowadzenie, jak stwierdził sam architekt nowego rytu [Notitiae 46, kwiecień 1969, s. 151], nie jest jedynie zbiorem rubryk, ale traktatem teologicznym, nie tylko duszpasterskim, ale również katechetycznym ze swej natury i niezbędnym do zrozumienia Mszy. Ciekawe też, że o ile stary ryt traktował fundamentalną naturę Mszy jako coś dobrze już znanego (mszał był w zasadzie jedynie praktycznym podręcznikiem do użytku kapłana), to tekst nowej Mszy opublikowany został ze wstępem doktrynalnym, którego intencją było przedstawienie teologicznych podstaw nowego rytu. Choć od tego czasu dokument ten podlegał wielu poważnym modyfikacjom – zwłaszcza w roku 2002 – będę przytaczał treść jego oryginalnej wersji, która opublikowana została z mszałem w roku 1969, a która najjaśniej oddaje intencje twórców nowego rytu.

Powierzchowne porównanie mszału Pawła VI z tym, który używany był przed nim od niepamiętnych czasów, wykazuje pewne podobieństwa pomiędzy oboma rytami: w obu mamy Kyrie eleison, Gloria, czytania i Credo, prefację oraz Sanctus, Komunię św. etc. Jednak bliższa analiza pierwszego z nich pokazuje, że pomimo pewnych podobieństw, zasadnicza struktura liturgii została zmieniona. Podczas gdy tradycyjna Msza ma strukturę ofiary, obejmującej przedstawienie ofiary, ofiarowanie oraz spożycie żertwy, to struktura nowej Mszy przypomina żydowską ucztę paschalną: berakah albo błogosławieństwo pokarmów, dziękczynienie oraz łamanie się chlebem i jedzenie.

Tradycyjny ryt Mszy, ze względu na fakt, że jest ona – jak Kościół zawsze utrzymywał – prawdziwą ofiarą, ofiarą czystą zapowiedzianą przez proroka Malachiasza (1, 11), skoncentrowany był na tajemnicy zawartej w słowach Konsekracji. Poniekąd cały ten ryt obraca się wokół jednego zasadniczego punktu, któremu służą wszystkie inne obrzędy. Ponieważ jako istoty ludzkie nie jesteśmy w stanie zrozumieć w całości tajemnicy, która dokonuje się w tym jednym momencie, ryt przebiega w sposób pedagogiczny, często odnosząc się do niekonsekrowanej hostii jako „Hostii” czy „Żertwy”, w antycypacji aktu, który ma wkrótce nastąpić, jak np. w Offertorium w modlitwie „Suscipe sancte Pater (…) hoc immaculatam hostiam”, „Offerimus tibi, hunc calicem salutaris (…)”.

Podobnie, aby ukazać rzeczywistość Żertwy, czyni się odniesienia do Ciała Chrystusa Pana poprzez jego przymioty: „panem sanctum vitae aeternae” – można to zobaczyć zwłaszcza w rytach wschodnich, gdzie jeszcze bardziej akcentowana jest rzeczywistość żertwy ofiarnej. Tak więc w tradycyjnym pojmowaniu liturgii, Msza jawi się jako jedna, jedyna w swoim rodzaju akcja ofiarna, polegająca na uprzednim już rozważaniu, ofiarowaniu, urzeczywistnieniu, uwielbieniu i uczczeniu, a na koniec na spożyciu w jedności Ciała Mistycznego.

Jednak reformatorzy i autorzy nowego rytu uważali, że Eucharystia, jako ustanowiona podczas uczty paschalnej, powinna posiadać cechy wspomnienia. Dogłębna jedność z Ofiarą Krzyża, a nawet ofiarny charakter paschy, zostały więc osłabione, aby zaakcentować aspekt uczty upamiętniającej. Jest to oczywiste od samego początku tekstu IGMR, który w drugim paragrafie opisuje Mszę jako „celebrację Ostatniej Wieczerzy Pana”, którą nasz Pan ustanowił „jako pamiątkę swej Męki i Zmartwychwstania”. Zauważmy tu, że chociaż prawdą jest, iż Msza została ustanowiona podczas Ostatniej Wieczerzy, nie jest ona celebracją Ostatniej Wieczerzy – nie jest pamiątką w rodzaju jakiejś „rocznicy” czy przejawem nostalgii za Ostatnią Wieczerzą, w której uczestniczył sam Zbawiciel. Jest ona pamiątką jedynie w tym sensie, że w jej trakcie dokonuje się ta sama Ofiara, której dokonał Chrystus Pan. Msza uobecnia ponownie tę samą Żertwę i tego samego Kapłana, aby po raz kolejny spełnić tę samą ofiarę. Nie jest więc całkowicie poprawne twierdzenie, że Pan Jezus ustanowił Mszę „jako pamiątkę” – właściwsze byłoby powiedzenie, że ustanowił On Mszę na pamiątkę tej ofiary – jak tego naucza Sobór Trydencki – aby ofiara kontynuowana była i obecna w Kościele aż do końca czasów. Drugi paragraf IGMR wprowadza tu pierwszą niejasność – mogłoby to bowiem oznaczać, że Msza jest rodzajem wspomnienia Ostatniej Wieczerzy, co byłoby nieprawdą, albo też, że jest ona w jakiś sposób jej rekonstrukcją, co byłoby mniej więcej poprawne, ale bardzo niejasne.

Zauważmy również, że wyrażenie „jako pamiątkę swej Męki i Zmartwychwstania” jest po prostu błędne. Msza jest pamiątką jedynej Ofiary, będącej źródłem Odkupienia, podczas gdy Zmartwychwstanie jest raczej owocem z tej Ofiary wynikającym. Mówiąc ściśle – w Zmartwychwstaniu Pana Jezusa nie ma niczego fiarnego, można natomiast powiedzieć, że Zmartwychwstanie jest owocem, jaki Pan Jezus czerpie ze swojej Ofiary. Nie dokonuje On wynagrodzenia za nasze grzechy poprzez Zmartwychwstanie. Przez Zmartwychwstanie nie spłaca długu Bożej sprawiedliwości, ale raczej otrzymuje nagrodę za swe posłuszeństwo, posłuszeństwo aż do śmierci krzyżowej, jak uczy nas św. Paweł. Zmartwychwstanie czyni owoce ofiary – tj. obfitość Bożej łaski – możliwymi do przyjęcia przez naszą naturę, nie ma jednak skutku ofiary. Czyniąc Mszę pamiątką równocześnie Męki jak i Zmartwychwstania, wprowadza się dwuznaczność, ponieważ Zmartwychwstanie nie na charakteru ofiarnego. Ktoś natomiast mógłby pośrednio wyciągnąć z cytowanego zdania wniosek, że pamiątka nie jest ofiarą, ale raczej prostym wspomnieniem całego dzieła odkupienia. Te niedokładne sformułowania, łączące dwa związane ze sobą, ale różne akty, można niestety znaleźć w całym Wprowadzeniu i samej nowej Mszy. Skutek tego jest taki, że niezwykle trudno jest odczytywać znaczenie jej tekstu w tradycyjnym katolickim znaczeniu.

Czym więc jest Msza? Drugi paragraf IGMR pozostawia nas w niepewności pod tym względem. A jednak Wprowadzenie podaje dalej, w artykule 7, definicję Mszy, definicję, będącą streszczeniem teologii wyrażanej przez nowy ryt: „Wieczerza Pańska lub Msza jest świętym zgromadzeniem lub zebraniem ludu Bożego gromadzącego się razem, pod przewodnictwem kapłana, by celebrować pamiątkę Pana. Z tego powodu obietnica Chrystusa: ‘Gdzie są dwa albo trzej zgromadzeni w imię moje, tam ja jestem pośrodku nich’ lub trzech gromadzi się w imię moje, tam ja jestem pośród nich” (Mt 18, 20) stosuje się najpełniej do lokalnego zgromadzenia Kościoła”.

Widzimy więc, że Msza zredukowana została do roli zgromadzenia, wieczerzy. Termin „wieczerza” czy „uczta” używany jest we Wprowadzeniu ogólnym stale, podobnie jak w rycie samej nowej Mszy. Wprowadzenie określa również tę wieczerzę jako „zgromadzenie” „pod przewodnictwem kapłana”, które ma na celu celebrację pamiątki, dla przypomnienia tego, co Chrystus Pan uczynił w Wielki Czwartek.

Zauważmy, że w definicji tej nie ma najmniejszej nawet wzmianki o:
– Rzeczywistej Obecności Pana Jezusa w Eucharystii
– Rzeczywistości ofiary
– Sakramentalnej funkcji konsekrującego kapłana
– Wewnętrznej wartości Ofiary Eucharystycznej, niezależnej od obecności zgromadzenia.

Widzimy więc, że definicja zawarta we Wprowadzeniu ogólnym nie czyni odniesienia do żadnej z prawd dogmatycznych, mających zasadnicze znaczenie dla katolickiej nauki o Mszy św. Nie sposób znaleźć w niej nawet najmniejszego śladu żadnej z tych związanych z Mszą prawd, prawd będących dogmatami wiary, w które zobowiązani jesteśmy wierzyć. Nie ma w niej żadnej wzmianki o tym, że jest to ofiara, o jej związku z Ofiarą Krzyża ani o jej wartości wynagradzającej. Nie można w niej znaleźć śladu po żadnej z prawd, mających fundamentalne znaczenie dla właściwego rozumienia Mszy. Jakiekolwiek były intencje autorów Wprowadzenia ogólnego, rozmyślne pominięcie tych prawd dogmatycznych w definicji Mszy jest równoznaczne z ich kwestionowaniem.

„Msza”, której definicję przedstawia Wprowadzenie, jest pozbawiona wszystkich cech charakteryzujących Mszę katolicką. Jednak druga część owej definicji, poprzez swe pominięcia i dwuznaczności, zbliża się w niebezpieczny sposób do nauczania sekt protestanckich. Stwierdza ona, że obietnica Chrystusa: „Gdzie są dwa albo trzej zgromadzeni w imię moje, tam ja jestem pośrodku nich”, odnosi się w sposób absolutny do zgromadzenia wiernych. W ten sposób Wprowadzenie stawia obietnicę Pana Jezusa, odnoszącą się jedynie do Jego duchowej obecności poprzez łaskę, na tym samym poziomie jakościowym, co Jego realna i substancjalna obecność w rzeczywistości Ofiary Eucharystycznej. Obecność Zbawiciela w naszych duszach poprzez łaskę i wiarę jest jednak czymś różnym od Jego obecności w Najświętszym Sakramencie. Stawiając znak równości pomiędzy tymi dwoma formami obecności, z których jedna jest całkowicie duchowa, sugeruje się, że obecność Pana Jezusa w chlebie i winie jest również jedynie duchowa.

Można by oczekiwać, że Wprowadzenie ogólne wyjaśni tę bardzo niebezpieczną, jeśli nie wręcz heretycką dwuznaczność. Jednak w kolejnych artykułach wyjaśnienia takiego nie znajdujemy, Wprowadzenie przechodzi po prostu do podziału Mszy na „Liturgię Słowa” oraz „Liturgię Eucharystyczną”, gdzie przygotowywany jest „stół Słowa Bożego” oraz „stół Ciała Chrystusa”, aby wierni mogli otrzymać „pouczenie i pokarm”. Ale nawet ta kontrapozycja dwóch części Mszy jest niepoprawna, gdyż zdaje się sugerować, że mają one równą wartość – w istocie samo użycie terminu „stół” (mensa) zamiast „ołtarz” (altare) i zestawienie słowa Bożego oraz Ciała Chrystusa ponownie sugeruje, że obecność Chrystusa Pana na ołtarzu ma tę samą wartość, co Jego obecność na kartach Ewangelii. Poza tym, nie znajdujemy żadnego odniesienia do faktu, że Jezus Chrystus składa sam siebie w ofierze – jest On obecny jedynie jako „pokarm”, aby „posilić wiernych”. Te dwa wyrażenia – mimo że mogą być dopuszczalne, gdy używa się ich oddzielnie – przy użyciu łącznym jednak są po prostu nieprawdziwe.

W definicji podawanej przez Wprowadzenie ogólne nie sposób również, niestety, odnaleźć żadnej wzmianki o głównym celu Mszy, którym jest uwielbienie Boga poprzez ofiarowanie Drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej. Wspaniała modlitwa rozpoczynająca Offertorium w tradycyjnym rycie: „Przyjmij, Trójco Święta, tę ofiarę…” została usunięta. W istocie wszelkie wzmianki o ofierze składanej Trójcy Przenajświętszej zostały systematycznie usunięte z nowej Mszy – także końcowa inwokacja do Trójcy Świętej: „O Trójco Przenajświętsza, niechaj Ci miłym będzie hołd służby mojej”.

W tradycyjnej Mszy, takiej, jaka była odprawiana przez wieki, znajdujemy nieustanne odniesienia do jej celu: zadośćuczynienia Bogu za grzechy. Jednak nowy ryt, zamiast kłaść nacisk na ofiarę za odpuszczenie grzechów żywym i umarłym, podkreśla niemal wyłącznie aspekt „karmienia” i „uświęcania”.

Lecz duchowe posilanie oraz uświęcanie wiernych są jedynie drugorzędnymi celami Mszy i to będącymi jedynie konsekwencją realizacji celu głównego, czyli ofiary za grzechy. Msza posiada wewnętrzną wartość zbawczą czerpaną z krwawej Ofiary Kalwarii, całkowicie niezależną od obecności wiernych, którzy mogliby w niej uczestniczyć. Msza posiada dla Boga wartość nieskończoną nie dlatego, że w jej wyniku ludzie dostępują uświęcenia, ale z tego powodu, że jest to ta sama ofiara, którą Jego umiłowany Syn złożył na krzyżu.

Zarzut: W Novus Ordo Missae kilkakrotnie używane jest słowo „ofiara”

W nowym rycie znaleźć można pewne wyrażenia sugerujące akcję ofiarną czy też samo słowo „ofiara”. Jednak nawet w tych miejscach zasadnicze znaczenie słowa „ofiara” zostało pomniejszone, jeśli wręcz nie zastąpione w całości przez nową doktrynę. Ofiara, z samej swej natury, polega na oddaniu Bogu tego, co jest Mu miłe i przyjemne. Jednak z powodu grzechu pierworodnego żadna ofiara – poza ofiarą złożoną przez Chrystusa Pana – nie może być sama z siebie uważana za przyjemną i miłą Bogu. Pamiętać też należy, że w wyniku tego, iż człowiek przez grzech odłączył się od Boga, każda ofiara składana przez ludzi musi mieć aspekt wynagradzający.

Jednak nowy ryt Mszy wydaje się zmieniać samą naturę ofiary złożonej przez Pana Jezusa na krzyżu. Nie jest ona już postrzegana jako ofiarowanie nieskazitelnej Żertwy – Syna Bożego Ojcu, jako wynagrodzenie za nasze grzechy, ale raczej jako rodzaj wymiany darów pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Człowiek przynosi chleb, a Bóg czyni z niego „chleb życia”, człowiek przynosi wino, a Bóg zmienia je w „napój duchowy”. Jak mówi modlitwa nowego rytu: „Błogosławiony jesteś, Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb, owoc ziemi oraz pracy rąk ludzkich. Przynosimy go Tobie, aby stał się dla nas chlebem życia”.

Wyrażenia „chleb życia” i „napój duchowy” są oczywiście całkowicie mętne i mogą oznaczać cokolwiek. Po raz kolejny spotykamy się w tym miejscu ze wspomnianą już wcześniej dwuznacznością: zgodnie z nową definicją Mszy Chrystus jest obecny wśród swoich uczniów jedynie na sposób duchowy. Chleb i wino zmieniane są jedynie duchowo – nowa Msza nie używa słowa „substancjalnie”. Ta dwuznaczność równoznaczna jest z negacją fundamentalnego dogmatu, wedle którego Chrystus obecny jest rzeczywiście, substancjalnie i w całości pod postaciami sakramentalnymi. Co ważniejsze, we Mszy nie przedstawiamy Bogu w ofierze chleba i wina, ale jedyną ofiarę Jezusa Chrystusa. Nawet gdybyśmy byli w stanie zinterpretować wyrażenia „chleb życia” jako oznaczające w jakiś sposób Ciało Chrystusa, nadal będzie ono niepoprawne – nie ofiarujemy Bogu chleba, aby mógł on zostać zmieniony, ofiarujemy Mu – poprzez podwójną Konsekrację chleba i wina, gdzie Pan Jezus ofiarowany jest w sposób sakramentalny - samą Ofiarę Kalwarii. To właśnie ona jest miła Bogu, a nie „dzieła rąk ludzkich”, które skażone są przez grzech i błąd.

Na szczególną uwagę zasługuje również fakt, że we wszystkich modlitwach eucharystycznych usunięte zostały powtarzane wielokrotnie w starym rycie prośby,. Nie błaga się już Boga, by wejrzał na tę Ofiarę, mamy do czynienia z samym tylko dziękczynieniem za otrzymane dobrodziejstwa. Znikło zasadnicze rozróżnienie pomiędzy ofiarą Boską i ludzką, zatarta też została całkowicie zasadnicza wyjątkowość składanej w ofierze Żertwy. Nowy ryt Mszy nie wyraża już w sposób jasny tajemnicy krzyża. Została ona zaciemniona, ukryta, a przez to uczyniona nieczytelną dla wiernych.

Wprowadzenie ogólne nadaje terminowi „modlitwa eucharystyczna” (IGMR 1969, 54) następujące znaczenie:
„Całe zgromadzenie łączy się z Chrystusem w wyznawaniu wielkich rzeczy, jakie Bóg uczynił, i w składaniu ofiary”.
O jakiej ofierze jednak mowa? Kto ją składa? Nie ma żadnej odpowiedzi na te pytania.

Następnie Wprowadzenie podaje następującą definicję: „Rozpoczyna się centrum i szczyt całej celebracji: Modlitwa Eucharystyczna, modlitwa dziękczynienia i uświęcenia” (IGMR 1969, 54). Skutki tej modlitwy zastępują więc przyczyny, o których nic się nie wspomina. Jednoznaczna wzmianka o celu ofiary, wyrażona w starym rycie w modlitwie „Suscipe, Sancta Trinitas…” została usunięta i nie zastąpiono jej niczym. Ta zmiana w modlitwach jest dowodem na fundamentalne przeobrażenie, jakie nastąpiło w samej doktrynie.

Powód, dla którego nie wspomina się już w sposób jednoznaczny o ofierze Pana Jezusa, jest dość prosty: osłabiona została bowiem centralna rola rzeczywistej obecności Pana Jezusa. We Wprowadzeniu ogólnym jest ona wspomniana tylko raz, i to jedynie w przypisie odnoszącym się do Soboru Trydenckiego – nawet wówczas mówi się o niej jednak w kontekście posiłku. Nigdy nie czyni się wzmianki o rzeczywistej i trwałej obecności Chrystusa w przeistoczonych postaciach – o Jego Ciele, Krwi, Duszy i Bóstwie. Nawet słowo „transsubstancjacja”, termin użyty przez Sobór Trydencki dla wyrażenia dogmatu wiary, jest przez Wprowadzenie całkowicie ignorowane.  Z tekstu Mszy znikło obecne w tradycyjnym Offertorium wezwanie do Ducha Świętego, by przyszedł i zstąpił na ofiarę, by dokonać ponownie cudu Boskiej Obecności, tak jak niegdyś zstąpił do łona Najświętszej Maryi Panny.

Jest to tylko jeden z przykładów całej serii przejawów deprecjonowania i negowania rzeczywistej obecności. Wyrazem tej tendencji są gesty liturgiczne, jakie widzimy w nowym rycie. Starożytne i czcigodne praktyki, które wyrażały wiarę w rzeczywistą obecność, zostały zredukowane lub całkowicie pominięte. Na przykład przyklęknięcia: pozostały jedynie trzy przyklęknięcia kapłana i jedno wiernych w chwili konsekracji. Proszę zauważyć, że uprzednio kapłan przyklękał od razu, gdy wypowiedział słowa konsekracji, ponieważ wiara mówi nam, że w tym momencie – poprzez posługę kapłana – Chrystus staje się obecny na ołtarzu. Kapłan adoruje Go więc w tym właśnie momencie, a następnie podnosi Go tak, aby mógł być adorowany przez obecnych. Jednak w nowym rycie nie ma przyklęknięcia aż do momentu, w którym Pan Jezus ukazywany jest zgromadzeniu, jak gdyby to ono poprzez akt wiary powodowało Jego obecność na ołtarzu. Dwuznaczność ta potęgowana jest przez fakt, że za każdym razem, kiedy nowy ryt czyni jakieś odniesienia do obecności Pana Jezusa w sakramencie, systematycznie dodaje słowo „nobis”, „nam”,  jak gdyby obecność Zbawiciela była skutkiem subiektywnej wiary zgromadzenia.

Nowy mszał nie wspomina już też o rozmaitych przepisach, zapewniających odpowiednie traktowanie świętych Postaci: o puryfikacji palców kapłana nad kielichem, o zabezpieczaniu ich przed kontaktem z rzeczami nieświętymi po konsekracji, o puryfikacji naczyń liturgicznych, która nie musi być już dokonywana natychmiast i nad korporałem, o nakrywaniu kielicha palką i konieczności złocenia wnętrza naczyń liturgicznych. Wszystkie starożytne przepisy ustanowione na wypadek upuszczenia Hostii zostały zastąpione jedną, niemal sarkastyczną instrukcją: „Należy ją z uszanowaniem podnieść”. Dziękczynienie nie jest już obecnie odprawiane w postawie klęczącej, zastąpione zostało przez groteskową praktykę, podczas której kapłan oraz obecni czynią dziękczynienie siedząc (co jest logiczną konsekwencją przyjmowania Komunii na stojąco). Komunia na rękę, praktyka nigdy nie tolerowana przez Kościół, stała się obecnie normą.

Wszystkie owe pominięcia są dodatkowym świadectwem tego, w jak radykalny sposób wiara w dogmat o rzeczywistej obecności Chrystusa w Eucharystii jest obecnie w praktyce pośrednio – jeśli ręcz nie otwarcie – negowana.

Forma konsekracji

Te zewnętrzne zmiany rytu są wyrazem fundamentalnego przeobrażenia w doktrynie dotyczącej rzeczywistej obecności Chrystusa i natury ofiarnego aktu Mszy. Można to dostrzec również w zmianie tego, co stanowi serce Mszy, czyli w słowach konsekracji, wypowiadanych w momencie, gdy kapłan urzeczywistnia obecność Chrystusa Pana na ołtarzu w akcie sakramentalnej ofiary. W starym mszale istniało wyraźne, odzwierciedlone w typografii oddzielenie kontekstu historycznego oraz samych słów konsekracji: kapłan musiał wypowiadać je wyraźnie i oddzielnie od reszty tekstu, ponieważ dokonywał w tej chwili akcji sakramentalnej, akcji in persona Christi, a nie tylko czytał pewien fragment Ewangelii. Jednak w nowej Mszy nie zachowuje się już wyraźnego rozróżnienia pomiędzy akcją sakramentalną a jej historycznym kontekstem – w istocie Wprowadzenie ogólne nazywa je „relacją historyczną”, nie rozróżniając pomiędzy słowami, które powodują to, co oznaczają, a prostą relacją z wydarzenia historycznego.

W starym mszale konsekracja była formułą sakramentalną, odpowiednio wypowiadaną, a nie jedynie relacją czy wspomnieniem historii o ustanowieniu sakramentu. Można to zobaczyć w tekście samej Mszy, gdzie słowa św. Pawła: „Mysterium fidei” „Tajemnica wiary”, wstawione zostały w słowa Pana Jezusa, jako natychmiastowy wyraz wiary kapłana w tajemnicę, którą Kościół urzeczywistnia poprzez hierarchiczne kapłaństwo. W nowej Mszy jednak słowa te („Tajemnica wiary”) wypowiadane są pod koniec podwójnej konsekracji, a wierni odpowiadają: „Śmierć Twoją głosimy Panie Jezu (…) i oczekujemy Twego przyjścia w chwale”, czyniąc aluzję do drugiego przyjścia Chrystusa – na Sąd Ostateczny. Bez najmniejszej pauzy wierni wyrażają swe oczekiwanie na Chrystusa dokładnie w momencie, kiedy jest On substancjalnie obecny na ołtarzu – jak gdyby prawdziwe przyjście Chrystusa miało się dokonać dopiero na końcu czasów, a nie podczas każdej Mszy.

Rola wiernych

Eschatologiczny akt wiary wypowiadany przez zgromadzenie pod koniec podwójnej konsekracji jest charakterystyczny dla nowej wizji Kościoła jako wspólnoty. W nowym rycie rola przypisywana wiernym jest absolutnie autonomiczna i stąd kompletnie fałszywa. Widzimy to nie tylko w nowej definicji Mszy jako „świętego zgromadzenia lub zebrania ludu”, ale też w obsesyjnych odniesieniach do wspólnotowego charakteru Mszy. Wprowadzenie ogólne wprowadza nieznane dotąd rozróżnienie pomiędzy „Mszą ze zgromadzeniem” i „Mszą bez zgromadzenia” (IGMR 1969, 33). Opisuje też Modlitwę Wiernych jako część Mszy, podczas której „Lud wykonując swój urząd kapłański, wstawia się za całym rodzajem ludzkim” (IGMR 1969, 34).

Tak więc rola wiernych podniesiona została i zrównana z rolą kapłana, który jedynie „przewodniczy celebracji”, jak to stwierdza definicja podawana przez Wprowadzenie ogólne. W nowym rycie rola kapłana jest konsekwentnie pomniejszana, zmieniana i fałszowana. Kapłan jest obecnie raczej przewodniczącym, niż wyświęconym sługą ołtarza, odprawiającym Mszę in persona Christi. Jest takim samym człowiekiem, jak inni członkowie zgromadzenia, kimś delegowanym przez lud. Kiedy Wprowadzenie ogólne mówi o części Mszy, w której nad darami wzywany jest Duch Święty, a która to część tradycyjnie nazywa się epiklezą (według Greków w tym właśnie momencie dokonuje się przeistoczenie), czyni to, przypisując wypowiadane prośby anonimowo całemu Kościołowi. Część należąca do kapłana znikła (IGMR 1969, 55). Również nowy obrzęd pokutny rozpoczynający Mszę ma obecnie charakter kolektywny – odtąd kapłan nie jest już sędzią, świadkiem i rzecznikiem wobec Boga. Logiczną konsekwencją jest zniesienie udzielanego po obrzędzie rozgrzeszenia – kapłan jest obecnie „zintegrowany ze swymi braćmi”. Komunia kapłana była rytualnie oddzielna od Komunii wiernych – również to ważne rozróżnienie została zniesione.

Ponadto w nowym rycie nie mówi się ani słowa o władzy kapłana jako „ofiarnika”, nie jest on już przedstawiany jako człowiek, który ma moc konsekrować, „wziętym spomiędzy ludu”, jak to mówi św. Paweł w Liście do żydów (Hbr 5).

Być może ten właśnie aspekt najjaśniej pokazuje nam intencje reformatorów – zredukowanie kapłaństwa z funkcji sakramentalnej do roli urzędu. Nie ma już ofiary, nie potrzeba więc też kapłana – stad jest on obecnie zastępowany przez świeckich. Ponieważ kapłaństwo przewodniczenia celebracji związane jest wewnętrznie z ofiarą, kiedy znosi się ofiarę, to samo spotkać musi i kapłaństwo.

Konsekwencją tego jest radykalna zmiana w architekturze kościołów zbudowanych po wprowadzeniu nowej Mszy. Uprzednio, we wszystkich kościołach zbudowanych przed rokiem 1969, widoczna jest wyraźna intencja architekta: skupić całą uwagę ludu na ołtarzu. Ołtarz skupiał uwagę na jednym punkcie i ku temu punktowi skierowane były wszystkie ceremonie. Kapłan stał pomiędzy ludem a ołtarzem, jako że była to jego funkcja, był rzecznikiem ludu przed Bogiem, tym, który składał ofiarę za grzechy swoje i grzechy ludu. Najświętszy Sakrament umieszczony był nad głównym ołtarzem, ponieważ jest On konkluzją ofiary ustanowionej jako wieczna pamiątka Ofiary Zbawiciela, a Pan Jezus obecny jest w tym sakramencie jako Żertwa, wstawiając się za nami u Boga i udzielając nam łask, których tak bardzo potrzebujemy.

Jednak w nowych kościołach uwaga skupia się gdzie indziej: są one skoncentrowane na zgromadzeniu. Kapłan, jako przewodniczący, umieszczony jest pośrodku, twarzą do ludu, jako że zgodnie z nową definicją Mszy Chrystus Pan obecny jest raczej pośród nich, niż na ołtarzu. W rzeczy samej nowe kościoły nie mają absolutnie sensu bez obecności zgromadzenia i z tego właśnie powodu są one często zamknięte, kiedy nie odprawia się w nich nabożeństwa. Jest to wbrew tradycyjnej praktyce, zgodnie z którą kościoły powinny być otwarte, pozostawione do dyspozycji ludzi, którzy pragnęliby pomodlić się do Zbawiciela obecnego na ołtarzu. Nowe doktryny wymagają nowych praktyk, a poprzez nowe praktyki promulgowane są nowe doktryny.

Konkluzja

Tak więc kończąc nasz krótki wykład na temat rytu nowej Mszy, poczyńmy kilka spostrzeżeń:
Po pierwsze, nowa Msza jako taka nie jest wyrazem katolickiej doktryny o Mszy zdefiniowanej przez Sobór Trydencki. A ponieważ doktryna ta jest fundamentalnym raison d’être Mszy, samą podstawą tego, co liturgia powinna wyrażać, musimy stwierdzić, że nowy ryt Mszy jest sam w sobie oraz z siebie zły. Jest zły w ściśle teologicznym sensie tego słowa, którym jest brak dobra, jakie rzecz powinna posiadać. Jest wewnętrznie zły w tym sensie, że nie jest to jedynie kwestia interpretacji czy sposobu odprawiania nowej Mszy. Sam w sobie ryt ten nie wyraża prawd wiary, które powinien wyrażać. Nawet gdyby momentami jego dwuznaczne sformułowania mogły być interpretowane w tradycyjnym sensie, już sam fakt, że ryt nie wyklucza interpretacji heretyckiej, wystarcza, by go odrzucić jako nieodpowiedni do użycia przez katolików. Liturgia z samej swej natury musi być wyrazem wiary, a więc każdy katolik ma prawo i obowiązek widzieć w niej precyzyjną i jasną definicję wiary katolickiej, jasno wyrażającej to, w co katolicy wierzą odnośnie do tajemnicy, którą celebrują.

Kiedy jednak mówimy, że nowy ryt Mszy jest sam w sobie zły, nie sugerujemy w ten sposób, że ludzie czy nawet kapłani, którzy go używają, są złymi ludźmi, ponieważ wielu uczestniczy w tej Mszy po prostu z ignorancji albo fałszywie rozumianego posłuszeństwa. Częstokroć nie znają oni po prostu niczego innego. Ponieważ jednak nowa Msza nie jest wyrazem wiary katolickiej, stanowi ona w bardzo realnym sensie zagrożenie dla wiary, okazję do grzechu utraty wiary. Modląc się słowami, które są celowo dwuznaczne, narażamy się na niebezpieczeństwo przyjęcia heretyckich i fałszywych poglądów.
Tak więc w praktyce nikomu nie wolno uczestniczyć w nowej Mszy, podobnie jak nie wolno uczestniczyć w liturgii prawosławnej czy protestanckiej – i to z tych samych powodów, ponieważ stanowiłoby to zagrożenie dla jego wiary.

Niektórzy mogą wysuwać obiekcję, że przecież nowa Msza promulgowana została przez Stolicę Apostolską, a więc nie może zawierać żadnego błędu ze względu na nieomylność papieską. Jest to po prostu nieprawda. Nieomylność papieża nie dotyczy każdego aktu, jaki on wykonuje, ogranicza się jedynie do przypadków, gdy definiuje on doktrynę dotyczącą wiary i moralności, będącą częścią Bożego Objawienia. Nieomylność ta nie dotyczy tworzenia nowych doktryn, ale jedynie definiowania zawsze wyznawanych prawd. Nigdy w historii Kościoła papież nie stworzył nowego rytu Mszy, o dopuszczalności danego rytu Mszy decydowało prawo zwyczajowe, a nie fakt, że został on promulgowany przez papieża. Gdyby prawdą było, że papież ma władzę tworzenia nowych rytów, niewątpliwie moglibyśmy znaleźć jakieś świadectwa historyczne tego faktu, jednak w rzeczywistości papieże zawsze mówią o tym, co otrzymali od swych poprzedników, a nie o tym, co sami stworzyli. Mówiąc wprost: sam fakt, że ryt ten został promulgowany przez papieża, nie zmienia istoty rzeczy, zwłaszcza gdy dotyczy to nowości niespotykanej nigdy w historii Kościoła.

Nawet jednak odnośnie do prawomocności promulgacji Nowej Mszy można mieć uprawnione wątpliwości – z powodów nie tylko doktrynalnych, ale i kanonicznych, oraz niemal pewnej niemożności, by prawo mogło znieść to, co było odwiecznym zwyczajem. Owa kanoniczna nieważność jest jednym z powodów, dla których znajdujemy się dziś w absurdalnej sytuacji kanonicznej, zwłaszcza po motu proprio Benedykta XVI Summorum pontificum, w sytuacji, w której mamy dwa sprzeczne ze sobą prawa powszechne rządzące tą samą kwestią w Kościele – to jednak mogłoby stanowić temat odrębnej konferencji.

Niestety, pomimo faktu, że temat naszej konferencji jest wystarczająco obszerny, byśmy mogli kontynuować ją jeszcze długo, musimy ograniczyć się do tego, co już zostało powiedziane, czyli mówiąc w skrócie: że nowy ryt Mszy nie wyraża doktryny Kościoła katolickiego dotyczącej Ofiary Mszy, a więc nie jest katolicki.

Możemy więc zobaczyć, jak wielka jest rola Tradycji, zwłaszcza w naszych czasach. Kwestia nowej Mszy i dylemat, przed jakim stawia ona każdego katolika, nie jest jedynie sprawą łaciny, kadzidła czy chorału gregoriańskiego. To kwestia dotykająca samego serca naszej wiary. Nie chodzi jedynie o piękno rytu, ale o prawdę, jaką on wyraża. Nie chodzi jedynie o piękno budynków przeznaczonych do kultu Bożego, które nasi przodkowie wznosili kosztem wielkich poświęceń, ale o samą Ofiarę, dla której je wznosili. To kwestia zachowywania tej tradycji, która uczyniła Polskę tym, czym jest, i będącą jedyną drogą, dzięki której może ona zachować swą tożsamość – kwestia wiary katolickiej. To wiara katolicka stworzyła wasz kraj, to Ofiara Mszy go uświęciła i uczyniła narzędziem obrony Chrześcijaństwa, to Ofiara Mszy dawała siłę waszym przodkom, cierpiącym tak długo pod obcą okupacją. Macie obowiązek zachować tę Ofiarę, trzymać się tego testamentu naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa, który spisał nam On swoją własną Krwią. Nie zdradzajcie tego testamentu, który przekazali wam wasi przodkowie. Tak jak przetrwali oni okupację ze strony fizycznych wrogów chrześcijaństwa, tak wy musicie przetrwać okupację Kościoła przez modernistów i tych, którzy niszczą go od wewnątrz. I z łaską, która wypływa z Mszy, będziemy nadal trzymać się tego, czego musimy być pewni, gdyż Zbawiciel obiecał, że nawet bramy piekielne nie przemogą Kościoła. Tak długo, jak zachowywana jest Jego Ofiara, żadne moce piekielne nigdy nad nami nie zapanują.

Tak więc, drodzy przyjaciele, prośmy w sposób szczególny Matkę Bożą, by zachowała nas blisko krzyża, podobnie jak On przy nim stała, blisko ofiary naszego Pana Jezusa Chrystusa, którą On kontynuuje w Najświętszej Ofierze Mszy, byśmy poprzez owoce Mszy mogli cieszyć się życiem, które nie ma końca – którego to szczęścia życzę każdemu z was.

Dziękuję za waszą uwagę i niech Bóg obdarzy was swoim błogosławieństwem.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 53 »

Komunikat prasowy Przełożonego Generalnego Bractwa Św. Piusa X

Posted by Marucha w dniu 2009-01-30 (piątek)

Ekskomuniki biskupów konsekrowanych przez JE abpa Marcelego Lefebvre’a 30 czerwca 1988 r., zadeklarowane przez Kongregację Biskupów 1 lipca tego samego roku — ekskomuniki, których ważność zawsze kwestionowaliśmy — zostały wycofane dekretem wydanym na polecenie papieża Benedykta XVI i ogłoszonym przez tę samą kongregację 21 stycznia 2009 r.

Wyrażamy naszą synowską wdzięczność Ojcu Świętemu za ten gest, z którego korzyść odniesie nie tylko samo Bractwo Św. Piusa X, ale i cały Kościół. Pragniemy coraz skuteczniej pomagać papieżowi w przezwyciężaniu bezprecedensowego kryzysu wstrząsającego katolickim światem, kryzysu, który Jan Paweł II określił jako stan „milczącej apostazji”.

Wyrażając wdzięczność Ojcu Świętemu oraz tym wszystkim, którzy dopomogli mu w wykonaniu tego odważnego gestu, z zadowoleniem przyjmujemy również fakt, iż dekret z 21 stycznia br. mówi o konieczności „rozmów” ze Stolicą Apostolską — rozmów, które umożliwią Bractwu Św. Piusa X wyjaśnienie fundamentalnych kwestii doktrynalnych, które uważa ono za przyczynę obecnych problemów Kościoła.

Mamy niezłomną nadzieję, że w tej nowej atmosferze będziemy wkrótce świadkami uznania praw katolickiej Tradycji.

Menzingen, 24 stycznia 2009


Komunikat ten cytujemy celem zapobieżenia przekłamaniom, jakie już pojawiają się w pseudokatolickiej prasie, bezkarnie nadużywającej tego określenia i szerzącej błędy, co ułatwione jest przez atmosferze Kościoła Posoborowego.
Widzimy wyraźnie, iż Bractwu nie chodziło tylko o całkowitą legalizację swego statusu, ale o zapewnienie wszystkim wiernym na całym swiecie dostępu do skarbów Tradycji, z Mszą Św. Trydencką na czele.
Jest w komunikacie mowa o wdzięczności wobec Papieża, ale nie ma mowy o jakimkolwiek „kajaniu się i przepraszaniu za błędy”, przeciwnie, jest gotowość pójścia z pomocą przy przezwyciężaniu kryzysu, w jakim znalazł się Kościół. Bo kryzys nie ustał z chwilą zniesienia niesłusznej ekskomuniki.

Nawiasem mowiąc nie oczekujemy od hierarchów Kościoła posoborowego żadnych przeprosin za kalumnie, jakimi obrzucali tradycjonalistów przez 20 lat – za owych „schizmatyków”, „heretyków”, za kłamstwa o rzucaniu klątw na papieży – ani za to, że łatwiej było wynająć kościół luteranom, buddystom czy hinduistom, niż tradycjonalistom celem odprawienia nabożeństwa.

Opublikowany w Kościół | Komentarzy: 16 »

Skrócony kurs historii lichwy

Posted by Marucha w dniu 2009-01-27 (wtorek)

Chociaż artykuł ten ukazał się już w kilku miejscach na Internecie, zdecydowaliśmy się zamieścić go również u nas. Im więcej osób go przeczyta, tym lepiej – admin.

Przechodzenie Międzynarodowej Lichwy w Rząd Światowy trwało ponad dwa wieki.

Oto ramy tego procederu:

1772
Pierwszy rozbiór Polski, następne pod koniec wieku. Decydujący o losach Europy proces podboju wielkiego mocarstwa słowiańskiego, katolickiego, położonego w centrum Europy. W rezultacie tej bandyckiej anihilacji polskiego państwa, trzy główne mocarstwa Europy: Prusy, Austro-Węgry i Rosja zaczynają ze sobą sąsiadować granicami rozbiorowymi. To status quo potrwa prawie 150 lat (począwszy od pierwszego rozbioru) do wybuchu pierwszej wojny europejskiej, wkrótce światowej zaplanowanej i zrealizowanej przez żydomasonerię syjonistyczną. W wyniku podboju Polski następuje radykalna dekompozycja Europy, której nieuchronnym skutkiem będzie druga wojna światowa, zaprogramowana i zrealizowana przez te same siły syjonistyczno-”komunistyczne”, stanowiące dwie bratnie frakcje syjonizmu światowego rządzącego Stanami Zjednoczonymi i Rosją żydobolszewicką.

1773
Mayer Amschel Rothschild gromadzi u siebie kilkunastu swoich najbardziej wpływowych, w większości żydowskich przyjaciół i zapoznaje ich ze swoim Wielkim Planem: jeżeli wszyscy połączą swoje pieniądze, wpływy, mogą przejąć władzę nad światem. Spotkali się we Frankfurcie w domu Rothschilda, przedtem nazywającego się „Bauer”, a wtedy już „Rothschild” – „Czerwona Tarcza”, „Czerwony Szyld” – od Gwiazdy Dawida widniejącej nad frontonem jego domu jako znaku graficznego zastępującego nazwisko.
Na tym spotkaniu Rothschild zawiadamia ich, że znalazł idealnego kandydata do kierowania super – tajną organizacją, który podejmie dzieło konsolidacji tych wysiłków, tworząc sieć elity intelektualnej, która w pierwszej kolejności podporządkuje sobie tradycyjną masonerię, w większości stanowiącą stada użytecznych durniów dla masonerii najwyższych stopni wtajemniczenia. Człowiekiem tym okazał się Adam Weishaupt.

1776
Rewolucja Amerykańska.

1776
Jakże trudno nam się rozstać z tą datą: 1776 rok! Od tego właśnie roku rozpoczyna się cykl rewolucyjnych wystąpień w krajach Ameryki Łacińskiej, w wyniku których powstają tamtejsze państewka. Wszystkie były tworem masonerii. Najlepszym,niepodważalnym tego dowodem są flagi tych państw. Wszystkie posiadają klasyczne insygnia masońskie, co łatwo sprawdzić w pierwszej lepszej encyklopedii powszechnej, zwłaszcza zawierającej reprodukcje kolorowe. Oto ten cykl rewolucji, wielkich etapów marszu żydomasonerii do panowania nad współczesnym światem, a wtedy do panowania nad Ameryka Południową.

Argentyna. od 1776 roku wicekrólestwo hiszpańskie. Rok 1816 i rewolucyjne walki o niepodległość. Od roku 1826 – Republika Federalna Argentyny.

Brazylia. W 1882 roku „odrywa” się od Portugalii. W 1889 roku ogłoszenie republiki pod nazwą: Stany Zjednoczone Brazylii!

Boliwia. Uzyskuje „niepodległość” w 1825 roku.

Chile. W latach 1810-1818 walki o niepodległość. Od 1818 roku – republika.

Gwatemala. Posiadłość hiszpańska od 1821 roku. W latach 1823-1839 wchodzi do Unii Środkowo – Amerykańskiej wraz z Costa Ricą, Hondurasem, Nikaraguą i Salwadorem. Od 1839 roku – „samodzielna” republika .

Honduras. Od 1839 roku „samodzielna” republika.

Urugwaj. Od 1828 roku „samodzielna” republika.

Meksyk. Niezależność od 1821 roku. Od 1823 – republika. Lata 1864-1867: pod naciskiem masońskiej Francji utworzono Cesarstwo Meksyku z arcyksięciem Maksymilianem na czele, którego zamordował słynny potem Juarez. W latach 1877 – 1911 dyktatura prezydenta Diaza i uzależnienie Meksyku od Anglii i USA. Walki domowe i rewolucje do 1922 roku, w których kluczową rolę odgrywa żydomason, członek żydowskiej loży Bnai-Brith Józef Hieronim Retinger, „doradca” komunistycznych prezydentów Obregona i Callesa. 1934 – prezydent Cardenas przeprowadza reformę rolną i upaństwawia przemysł naftowy. W latach 1936-1938 Meksyk śpieszy z wydatną pomocą hiszpańskim żydokomunistom w ich krwawej rewolucji, wojnie domowej stłumionej wreszcie przez generała Franco. Oficjalna nazwa państwa: Stany Zjednoczone Meksyku. Zresztą nie wszystkie stany zjednoczone, bo Kolorado zagarnęły Stany Zjednoczone Ameryki.

1776
Pierwszy dzień maja: Adam Weishaupt (1748 – 1839), posługując się pseudonimem „Spartakus”, zakłada tajne stowarzyszenie i nazywa je „Zakonem Iluminatów” (Oświeconych). Weishaupt jest z pochodzenia Żydem, wykładowcą prawa kanonicznego na Uniwersytecie w Ingolstadt w Bawarii. Iluminaci zakładają sobie cel ostateczny – ustanowienie Nowego Porządku Świata, Rządu Światowego. Cel ten rozpisali na następujące kierunki totalnej destrukcji w świecie chrześcijańskim. Jest ich wszystkich siedem, lecz każdy zaczyna się od słów: „zniszczenie”, „likwidacja”:

- Zniszczenie wszystkich istniejących rządów.
- Likwidacja postaw patriotycznych.
- Likwidacja własności prywatnej (późniejszy komunizm Marksa).
- Likwidacja prawa dziedziczenia własności.
- Likwidacja rodziny jako podstawowej komórki ludzkiej.
- Zniszczenie wszelkich religii (poza judaizmem).
- Stworzenie na gruzach tych sześciu fundamentów cywilizacji, wszechwładnego Rządu Światowego.

To cele dokładnie pokrywające się z odwiecznym programem masonerii wszystkich rytów i programem rodzącego się wówczas teoretycznego komunizmu. Dzieło niszczenia zacząć należy od „nadbudowy”, czyli kanonu wartości chrześcijańskich; etycznych, moralnych, solidaryzmu rodzinnego i narodowego. Dopiero potem nastąpi ostateczne uderzenie w państwo, własność prywatną, etc., z zastosowaniem przemocy i terroru, którego preludium stanie się Rewolucja Francuska 1789 roku.

Należy więc „odkatolicyzować świat” metodą destrukcji w religii, preferowaniem bezbożnictwa, wolnomyślicielstwa, z jednoczesnym niszczeniem instytucji kościelnych i struktur państwa katolickiego, zwłaszcza monarchii katolickich w tamtych czasach, takich jak Austro-Węgry. Należy obalić dynastie Burbonów przez rewolucję, zniszczyć monarchię rosyjską i rozczłonkować Amerykę Łacińską na wiele rywalizujących ze sobą państewek. Tło szersze tej destrukcji to zniszczenie porządku naturalnego uosobionego w rodzinie, narodzie, Kościele: albo przez otwarte prześladowanie, albo przez „rozdział Kościoła od państwa”. Laicyzacja całego życia prywatnego i publicznego, a zwłaszcza oświaty powszechnej. Rozwijać w umysłach dziatwy szkolnej „wolność” myśli i sumienia, oderwać ją od zgubnego wpływu Kościoła, a nawet wpływu własnych rodziców. Generalną, uniwersalną zasadą programu powinna być maksyma „Solve et coagula” – „Niszcz by odbudować” – maksyma alchemików przyjęta przez Różokrzyżowców. Mason o pseudonimie Hiram nauczał: „Podkopywaliśmy, wywracaliśmy, burzyliśmy, demolowaliśmy z wściekłością.” Ponad 150 lat później, w 1968 roku zrewoltowani studenci Sorbony paryskiej wywiesili na murach uczelni zwycięski slogan: „ZABRANIA SIĘ ZABRANIAĆ!”

Destrukcja w rodzinie i państwach narodowych zaczęła święcić pełnię sukcesów dopiero w drugiej połowie XX wieku, poprzez „prawa dziecka”, antagonizowanie dzieci z rodzicami, męża z żoną, przez forsowanie feminizmu, a na płaszczyźnie państw narodowych podjudzanie mniejszości przeciwko narodowej większości i rozmywanie spójności narodowej przez masowy „import” mniejszości narodowych i religijnych (obecnie muzułmanów) do Europy Zachodniej.

Rząd Światowy nieformalnie istniał już od kilkudziesięciu lat (od 1913 roku), ale dopiero po pierwszej wojnie światowej masoneria i jej dyrygenci – Iluminaci, powołali masońską „Ligę Narodów”, a po drugiej wojnie światowej – „Organizację Narodów Zjednoczonych”, kabaretową marionetkę w rękach Wielkiej Lichwy i tajnego Rządu Światowego.

1782, lipiec
Wysłannik Iluminatów o nazwisku Lanze ginie od uderzenia pioruna (!) w okolicach Ratyzbony, jego bagaże zdradzają istnienie Zakonu Iluminatów i szczegółowe plany wywołania rewolucji we Francji. Rząd Bawarii usiłuje ostrzec rząd Francji o nadciągającym niebezpieczeństwie, lecz rząd to lekceważy. Bawarscy Iluminaci zostają aresztowani razem z Weishauptem. Odtąd schodzą do podziemia, ale nie przerywają przygotowań do rewolucji francuskiej.

1789
Wybucha ludobójcza rewolucja we Francji. W programie m.in. upaństwowienie własności prywatnej, prekursostwo komunizmu, fizyczna rozprawa z Kościołem katolickim.

1796
Trwa krwawa rewolucja we Francji, natomiast w Stanach Zjednoczonych głównym wydarzeniem staje się konfrontacja z masonerią w kontekście wyborów prezydenckich. Prezydentem zostaje przeciwnik masonerii i Wielkiej Lichwy John Adams. Jego syn, John Quincy Adams ostrzega naród amerykański o niebezpieczeństwie, jakim są loże masońskie. Quincy Adams oświadcza odważnie:

„Szczerze i w głębi sumienia wierzę, że Zakon Wolnomularski jest jednym z największych, jeśli nie największym złem moralnym i politycznym, z którym borykają się teraz Stany.”

W zaborze rosyjskim już wcześniej upadło Powstanie Kościuszkowskie zorganizowane przez Iluminatów, głównie francuskich i pruskich. Emisariusz Weishaupta w tajnej korespondencji przyznaje, że na tę prowokację antypolską, pośrednio antyrosyjską, masoneria wydała 60000 franków.

1797
Profesor Robinson, wykładowca historii naturalnej na uniwersytecie w Edynburgu (Szkocja), publikuje swoją książkę pod tytułem „Dowody spisku”. Ujawnia w niej, że Weishaupt próbował go zwerbować do Iluminatów. Robinson omawia w książce diaboliczne, antyludzkie cele Iluminatów.

1821
Słynny filozof Georg Hegel (1770-1831) definiuje zasady dialektyki nazwanej wkrótce dialektyką heglowską. To od niego Iluminaci czerpią wskazówki do swej działalności. Według Hegla, teza plus antyteza dają syntezę: walka przeciwieństw daje nową jakość, ani tezę, ani antytezę. W przełożeniu na metody walki społeczno-politycznej, najpierw należy sprokurować kryzys, który wywołuje powszechny protest przeciwko kryzysowi i powszechne oczekiwanie mas, aby z nim skończyć. Sprawcy tej tezy i jej antytezy, czyli protestu wobec kryzysu, proponują rozwiązanie, które powoduje zmiany z góry przez nich założone i oczekiwane. Zmiany te zostają zaakceptowane przez społeczeństwo, choć przedtem nie miało ochoty na taką akceptację.
Przenosząc się lotem „koszącym” we współczesność, gang światowych podpalaczy dokonuje kontrolowanego i przez nich wykonanego „aktu terroru” 11 września 2001 na wieże WTC, po czym przerażone społeczeństwo amerykańskie akceptuje prezydencką decyzję rodem z hitleryzmu o „wojnie totalnej” z terroryzmem. Wcześniej, takim pretekstem stała się masakra portu wojennego USA w Pearl Harbor, której prezydent Roosevelt i jego mafiozi nie chcieli zapobiec: rozwścieczony, wstrząśnięty „naród amerykański” w pełni akceptuje decyzję o przystąpieniu USA do drugiej wojny światowej.

1826 – 1827
Powstają pierwsze w historii świata kołchozy, wspólnoty społeczno-produkcyjne, o których świat do dziś nie wie:

w latach 1826-1827 – kołchoz w Orbiston, (Lanarkshire) Anglia
w latach1825 – 1828 – kołchoz New Harmony, (Indiana), USA
w latach 1831 – 1833 – kołchoz w Ralahine, powiat Cork, Irlandia
w latach 1835- 1845 – kołchoz w Quenwood (Hampshire), Anglia
w latach 1841 – 1846 – kołchoz Brook Farm (Massachusetts) USA
w latach 1845- 1846 – kołchoz pod nazwą „North American Phalangs” w Red Bank, stan New Jersey1.

Autor wspomnianego „Atlasu komunizmu” (zob. przypis 1) publikuje tam ponad 30 barwnych map ilustrujących ekspansję komunizmu od zarania, aż po „dekompozycję” sowieckiego żydobolszewizmu.

Warto zwrócić uwagę na to, że ostatni prekursorski kołchoz – North American Phalangs, tłumaczy się na język polski jako „Północnoamerykańska Falanga na Czerwonym Brzegu”! To dowód, że słowa „falanga” nie wymyślili faszyści!

Te kibucowo – komunistyczne eksperymenty nie zdały egzaminu i rozpadały się po kilku latach istnienia. Dopiero żydobolszewicy uczynili z tego prekursorstwa trwałą surrealistyczną praktykę.

Jakże wymowne jest powołanie się przez autora tego albumu na rok 1776 – datę Rewolucji Amerykańskiej w prekursorskich etapach dochodzenia do komunizmu praktycznego. To dowód, nie będący zresztą „wynalazkiem” dr. G. Sterna, że cykl rewolucji wcale nie rozpoczął się od Karola Marksa i jego „Manifestu komunistycznego” tylko od momentu, kiedy Adam Weishaupt założył w 1776 roku „zakon” Iluminatów i od wybuchu Rewolucji Amerykańskiej w tym samym roku.

Rok 1848 to nie tylko „Manifest komunistyczny”, ale także, a może głównie tzw. „Wiosna Ludów”, przygotowana przez tych samych podpalaczy ówczesnego porządku europejskiego. Prześledźmy chronologię tejże „Wiosny Ludów” i związane z nią podróże głównych podpalaczy świata.

W marcu 1848 niemal jednocześnie wybuchają zamieszki rewolucyjne w Budapeszcie, Wiedniu, Pradze, Berlinie, Monachium, Mediolanie, Wenecji, Palermo, Florencji. Rozruchy uliczne wybuchają nie tylko w wymienionych miastach, lecz również w Dublinie, Kolonii, Londynie, Frankfurcie, Stuttgarcie, Baden, Szlezwiku-Holsztynie, Saksonii, Galicji, Dalmacji.

A oto podróże podpalaczy w czasie tego wrzenia rewolucyjnego – w marcu 1848 roku Marks jedzie z Brukseli do Paryża, w czerwcu do Kolonii nad Renem, w maju 1849 znów do Paryża i stamtąd do Anglii , kiedy już wiedział, że rewolucja europejska zakończyła się fiaskiem.

W marcu 1848 roku Kossuth ogłasza niepodległość Węgier, ale już w sierpniu salwuje się ucieczką do Turcji, z Turcji do Anglii. F. Engels w czerwcu 1848 roku udaje się z Paryża do Kolonii, w sierpniu 1848 roku dociera do Włoch, a stamtąd ucieka do Manchester w Anglii.

W poprawnych podręcznikach historii XIX wieku te jednoczesne próby podpalenia Europy w kilkudziesięciu centrach, nazywa się próbą obalenia tyranii wielkich mocarstw, polepszenia doli „mas robotniczych i chłopskich”. Nie mówi się, że ta próba dekompozycji Europy nie miała żadnego związku z „walką klas”, tylko walką z chrześcijańską monarchistyczną Europą. W Galicji także były rozruchy, szybko jednak stłumione.

Dlaczego to się nie powiodło w skali Europy? Było na to za wcześnie, co tłumaczono w „hagiografii” komunizmu brakiem „świadomości klasowej” robotników. Od pierwszej wojny światowej dzieliło ich ponad 55 lat. Żydomasoneria zrozumiała, że bez udziału Stanów Zjednoczonych, nie uda się jej podpalić świata. Organizowali więc wojny lokalne w Europie, jak np. francusko-pruską, terroryzm w Rosji i na ziemiach zaboru rosyjskiego, nawet udawało się im zabijać carów, ale dopiero Wielka Lichwa amerykańska sprzęgnięta z europejską, zdołała wstrząsnąć „posadami świata”.

1828
Mayer Amschel Rothschild (junior, bo senior Mayer Amschel zmarł w 1812 roku) wyraża butną pogardę dla rządów narodowych, którą z taką samą nienawiścią kultywują masoni: Pozwólcie mi emitować pieniądze kraju, a ja nie dbam o to, kto ustanawia jego prawa.

1843
Dwunastu wpływowych Żydów z Frankfurtu powołuje w USA hermetyczną żydowską lożę Bnai-Brith (Synowie Przymierza), która wkrótce rozprzestrzeni się na cały świat, oplatając go mackami tajnych wpływów żydowskich.

1846
Matka Boska w La Salette ostrzega: „Rzym utraci wiarę…”. Rzym czyli Watykan.

1848
Wybuchają zamieszki w wielu krajach Europy, zwane potem „Wiosną Ludów”, czyli próbą generalną rewolucji światowej.

1848
Niejaki Mojżesz Mordechaj Marx Levy, ksywa „Karol Marks” (1818 – 1883) publikuje „Manifest komunistyczny”. Marks był już wtedy członkiem aktywnej organizacji Iluminatów pod nazwą „Liga Sprawiedliwych”. Postuluje radykalne rewolucyjne burzenie struktur państw oraz ich ekonomii, z jednoczesną destrukcją w sferze moralnej i duchowej. Postuluje likwidację rodziny, przekazanie dzieci na wychowanie państwowe. Z nienawiścią mówi o Bogu:

Musimy walczyć ze wszystkimi obecnymi ideami religii, państwa, ojczyzny i patriotyzmu (zob. siedmiopunktowy program Iluminatów – H.P.). Idea Boga jest myślą przewodnią zepsutej cywilizacji. Musi zostać zniszczona.

Marks wyraźnie cierpiał na dezintegrację osobowości. Z protestanckiego przechrzty stał się wojującym ateistą i satanistą. Pisząc o nadchodzących rewolucjach zapowiadał: „W tej rewolucji będziemy musieli obudzić w ludziach diabła, wzniecić najpodlejsze namiętności” 2). W jego pismach roi się od straszliwych bluźnierstw przeciwko Bogu, wszelkiemu Bogu. Jego młodzieńcze poezje pławią się w paroksyzmach nienawiści do Boga, Dobra, sławią Zło, Szatana. O jego bezgranicznym cynizmie świadczy stosunek do umierającego wuja, po którym spodziewał się spadku. „Jeżeli ten pies umrze – pisał do Engelsa – będę poza intrygą”. Godny mu kompan Engels odpowiedział: „Gratuluję choroby tego, który utrudnia ci otrzymanie spadku…”. Kiedy umarła Marksowi matka, pisał do Engelsa tylko o spadku po niej. Żadnych uczuć. Choć był Żydem z rodziny rabinackiej, napisał złośliwą książkę „Kwestia żydowska”. Wypowiadał się tam z pogardą o współplemieńcach, nie oszczędzał też Niemców, mówił o „obrzydliwej narodowej ograniczoności Niemców”: „Niemców, Chińczyków i Żydów trzeba porównać z handlarzami i drobnymi kupcami”. Nie zapomniał o narodach słowiańskich, nazywając je „słowiańską hołotą”, „etnicznym śmietnikiem” 3).

1870
Albert Pike (1809-1891), Niezależny Wielki Komandor Rady Najwyższej Jurysdykcji Południowej Obrządku Szkockiego, główny dyktator programowy ówczesnej masonerii, generał amerykański, który wsławił się okrucieństwem wobec Indian, w liście do włoskiego Iluminata Giuseppe Mazziniego (1805-1872), informuje go o powołaniu tajnego stowarzyszenia wewnątrz masonerii:

Musimy stworzyć super obrządek, który pozostanie nieznany i do którego powołamy tych masonów wysokiego stopnia, których wybierzemy. Z szacunkiem dla naszych braci masonów, ci ludzie muszą zachować najściślejszą tajemnicę. Poprzez ten obrządek będziemy kierowali całą masonerią, która stanie się jednym międzynarodowym centrum o wiele silniejszym, ponieważ jego kierownictwo będzie nieznane.

Tym nowym „zakonem w zakonie” był „Nowy i Zreformowany Obrządek Paladiański”. To nic innego, jak reanimacja Zakonu Iluminatów pod inną nazwą, zresztą stale działającego w ukryciu od czasu jego delegalizacji przez rząd Bawarii.

1875
Rosyjska Żydówka, okultystka Helena Pietrowna Blawatsky zakłada Towarzystwo Teozoficzne. Wiele lat przebywała w Indiach studiując tamtejsze „religie”. Po powrocie twierdziła, że tybetański święty z Himalajów, którego nazwała „Mistrzem Mądrości”, komunikował się z nią telepatycznie w Londynie. Oznajmiała, że u chrześcijan wszystko jest na opak, bo Szatan jest dobry, a Bóg zły. Dalej, że chrześcijanie i naukowcy muszą respektować swoich hinduskich zwierzchników (bardzo bliskie realizacji obecnie! – H.P.). Mądrość Indii, ich filozofia i osiągnięcia, muszą być znane w Europie i Ameryce.

1884
W Anglii powstaje „Towarzystwo Fabian”. Cel: promowanie socjalizmu. Nazwa tej masońskiej, w ogromnej większości członków żydowskiej sitwy, pochodzi od imienia rzymskiego dowódcy Fabiusa Maksymusa zwanego „Kunktatorem”, który walczył z armią Hannibala stosując strategię małych potyczek i odskoków, a nie frontalnej konfrontacji. W przyjęciu imienia Fabiusa za patrona zawarta jest istota ich programu: małymi krokami, małymi potyczkami budować świat socjalistycznej szczęśliwości. „Lenin” nazwał to inaczej: „Dwa kroki naprzód, krok w tył”.

1889, lipiec:
Albert Pike znów daje znać o sobie, wydając słynną „Instrukcję” dwudziestu trzem „Radom Najwyższym Świata”. Ujawnia tam, kto jest rzeczywistym Bogiem masonerii wyższych stopni wtajemniczenia:

Mówimy Wam, Niezależni Najwyżsi Wielcy Dozorcy, żebyście powtórzyli to braciom 32, 31 i 30 stopnia wtajemniczenia; religia masońska powinna być utrzymywana przez nas wszystkich – wtajemniczonych najwyższych stopni – jako czysta doktryna Lucyfera.

1893
Cecil Rhodes (1853-1902), fanatyczny uczeń soc-komunisty Johna Ruskina, zostaje premierem Afryki Południowej (Rodezja – od jego nazwiska), wtedy kolonii brytyjskiej. Eksploatuje on bogactwa naturalne – złoża złota i diamentów. Bogactwa te wykorzystuje do podporządkowywania innych części świata panującym elitom. Ustanawia znane „stypendium Rhodesa”.

1893
Towarzystwo Teozoficzne Blawatskiej sponsoruje działalność „Parlamentu Religii Światowych” z siedzibą w Chicago. Pytanie o to, skąd Towarzystwo Teozoficzne bierze fundusze na takie akcje, jest już zbędne. Rozpoczyna się masowe pączkowanie przeróżnych „towarzystw”, „parlamentów”, „światowych kościołów” z jednym wspólnym ich celem: rozkładanie chrześcijaństwa od wewnątrz i zewnątrz. Zadaniem tego „Parlamentu Religii Światowych”, jakby konkurenta Watykanu na gruncie religii, jest upowszechnianie hinduizmu i buddyzmu, szczególnie ich „wiary” w reinkarnację – powrót dusz w kolejnych wcieleniach, a nawet organizmach zwierzęcych.

1905 – 1907
Rewolucje „robotnicze” w Rosji i zaborze rosyjskim. Krwawe zajścia w wielu miastach polskich, setki zabitych. Masakra tłumu wiernych wychodzących z kościoła po Mszy św. przy ulicy Grzybowskiej w Warszawie, przygotowana przez socjalistę Józefa Piłsudskiego i jego terrorystyczny gang z PPS – Frakcji Rewolucyjnej. To wszystko jest przygrywką, próbą generalną do przyszłych rewolucji w Rosji z lutego 1917 (rewolucja masońska Kiereńskiego) i rewolucji żydobolszewickiej z października tego samego roku.

1911
Socjalistyczna Partia Wielkiej Brytanii ogłasza broszurę: „Socjalizm i religia”, gdzie otwarcie precyzuje swoje stanowisko w sprawie chrześcijaństwa:

Jest to zatem głęboka prawda, że socjalizm jest naturalnym wrogiem religii. Chrześcijański socjalista jest faktycznie antysocjalistą. Chrześcijaństwo jest antytezą socjalizmu.

Gdziekolwiek wypowiadali się komuniści, socjaliści, masoni o chrześcijaństwie jako swoim głównym przeciwniku i przyszłej ofierze, mieli na myśli głównie katolicyzm. Wiedzieli, że protestantyzm jest już całkowicie zjudaizowaną przez nich atrapą chrześcijaństwa. W Wielkiej Brytanii nastąpiło jawne połączenie monarchii z „kościołem” protestanckim i masonerią. Powiedział to otwarcie Cornelup – „Wielki Komandor Wielkiego Kolegium” rytów „Wielkiego Wschodu Francji w: „Universalisme franc-maconnerie” 4) w połowie XX wieku, ale to odnosiło się do Francji i Anglii czasów Napoleona Bonaparte.

Cornelup:
Gdy Napoleon Bonaparte został cesarzem, Święta Unia okazała się jeszcze bardziej niezbędna; jego zwycięstwa i zarządzenie blokady kontynentalnej wstrząsnęły Albionem (Anglią – H.P.). Z tego okresu datuje się potrójne przymierze, nie pisane, niemniej rzeczywiste, dynastii Kościoła anglikańskiego i masonerii, przymierze, które pozostało w mocy aż do naszych czasów.

O protestantyzmie jako swoim rzekomym przeciwniku, masoni pisali z pogardą i lekceważeniem, natomiast katolicyzm wciąż postrzegali jako bardzo odpornego wroga. Oto wypowiedź masona C. Bauhütte, Lipsk, 1884:

Jeśli chodzi o protestantyzm, który w sposób żałosny pozostał zamknięty w bagnie dosłownej niewoli jednej księgi i który, pozbawiony ożywczej energii pchającej do przodu pracę umysłu, załamał się i rozpadł na pozbawione siły dominacje wyznaniowe, można go brać pod uwagę głównie jedynie jako rubrykę statystyczną. Tylko tak silnie spoista organizacja katolicka jest jeszcze czynnikiem aktywnym, zdolnym powstrzymać formację ludzi w drodze do emancypacji rodzaju ludzkiego (…). W rozumieniu nieomylnego Kościoła katolickiego, papieskiego, rzymskiego, mason nie może absolutnie być chrześcijaninem. Ten Kościół jest wyzwaniem rzuconym zakonowi masonerii, lecz również całemu cywilizowanemu społeczeństwu.

Powtarzają więc expressis verbis heglowską dialektykę walki przeciwieństw, ścierania się tezy i antytezy, wcielaną w życie przez Iluminatów Weishaupta oraz ich kontynuatorów. Trzydzieści lat później wywołają pierwszą wojnę światową. Europa i świat wyjdą z niej z dziesiątkami milionów zabitych, zgliszczami i ruinami. Upadną chrześcijańskie monarchie Europy. Otworzy się pole do zwycięstwa rewolucji chazarskiego żydobolszewizmu i pochodu żydokomunizmu przez wszystkie kontynenty.

1912
Pułkownik 5) Edward Mandel House (1858-1938) „doradca” prezydenta Woodrowa Wilsona, a tak naprawdę to jego nadzorca z ramienia Globalnej Lichwy, publikuje książkę: „Philip Dru: Administrator”. Propaguje w niej – uwaga: „socjalizm o jakim marzył Karol Marks”. Wszystko więc jasne aż do bólu: wiemy tym samym, że Stanami Zjednoczonymi rządzą, włącznie z dyrygowaniem prezydentem Wilsonem, komunistyczni „marzyciele”! Wiemy coś jeszcze więcej w związku z tą deklaracją miłości do socjalizmu Marksa: to, że nie istnieje żadna różnica pomiędzy amerykańską „demokracją” a żydowskim komunizmem, między Światową Lichwą a Światowym Rządem; między Stanami Zjednoczonymi, a Europą: wszyscy „marzą” o komunizmie Marksa, czyli zniszczeniu państw narodowych, zagładzie chrześcijaństwa, tradycyjnych postaw, zniszczeniu rodziny. Nie istnieje więc żadna różnica między nimi a masonerią wszystkich rytów, dla których zniszczenie chrześcijaństwa jest pierwszym i najważniejszym programowym przykazaniem.

1913
W lutym zostaje przyjęta tzw. szesnasta poprawka do Konstytucji USA. Umożliwia ona rządowi federalnemu nakładanie progresywnego podatku od dochodów. W punkcie drugim „Manifestu komunistycznego” Karola Marksa i Fryderyka Engelsa wzywa się do wprowadzenia progresywnego podatku dochodowego. Taki podatek zostaje wprowadzony w Kandzie w 1917 roku jako „tymczasowy środek” finansowania przygotowań do wojny.

1913
Z tą datą trudno się rozstać. Prezydent Woodrow Wilson publikuje swoją pracę pt. „Nowa Wolność”, a w niej słynne potem zdania, w których udaje, że on nie wiedział, na co się godził pod dyktando socjalistyczno-syjonistycznej Wielkiej Lichwy:

Odkąd zacząłem zajmować się polityką, zapatrywania ludzi przekazywane mi były prywatnie. Niektórzy z największych ludzi w Stanach Zjednoczonych w dziedzinie przemysłu i handlu czegoś lub kogoś się obawiają. Wiedzą, że jest gdzieś władza tak zorganizowana, tak nieuchwytna, tak czujna, tak zwarta, tak doskonała i tak przenikliwa, że lepiej żeby nie mówić głośno, kiedy się ją potępia.

1913, grudzień:
Największe zwycięstwo „oświeconych” gangsterów Lichwy – zostaje powołany „Bank Rezerw Federalnych”, w istocie prywatne konsorcjum żydowskich mafii finansowych, które przywłaszczyły sobie prawo emisji waluty Stanów Zjednoczonych i dyktowania wszystkiego, co jest związane z obrotem pieniądza, stawkami procentowymi pożyczek, ich wielkościami, podażą pieniądza, grą na giełdach. Odtąd Stany Zjednoczone tracą swoją suwerenność finansową, a tym samym ekonomiczną i gospodarczą, co przekłada się na zniewolenie polityczne Kongresu i całej administracji państwa. USA stają się nieformalną kolonią tych, którzy rozdają nominacje prezydenckie, rządzą mediami, nadają kierunki polityki socjalnej w kraju i polityki międzynarodowej; rządy mega – gangu; którzy wypowiadają wojny, zawierają „pokoje”, nadają kierunki ekspansjonizmu tego mocarstwa na kontynentach globu. W sferze „nadbudowy”, w dziedzinie ludzkich postaw i preferencji, prowadzą wyniszczającą wojnę z katolicyzmem, a największe spustoszenia nastąpiły za pontyfikatu Jana Pawła II, przez nich wybranego na to stanowisko, przez nich kontrolowanego, całkowicie im posłusznego, obecnie forsowanego do beatyfikacji (a może jednoczesnej kanonizacji!) przez najbardziej wrogie katolicyzmowi kręgi masonerii, żydomasonerii, wielkiego biznesu, Wielkiej Lichwy.

Data 1913, w niej 23 grudnia, to faktyczna data powstania Rządu Światowego. Mamy obecnie zbliżające się stulecie jego powstania. Zniszczenia są straszliwe, na wszystkich frontach walki, we wszystkich dziedzinach życia człowieka i narodów: zniszczenia materialne i duchowe.

Louis McFadden – Przewodniczący Komisji Bankowości i Waluty w Izbie Reprezentantów wygłosił – jakże późno bo w 1931 roku – taką oto mowę pogrzebową nad finansową suwerennością Stanów Zjednoczonych:

Kiedy przyjęto ustawę o Rezerwie Federalnej, mieszkańcy Stanów Zjednoczonych nie zauważyli, że został tutaj ustanowiony światowy system bankowy. Superpaństwo kontrolowane przez międzynarodowych bankierów i międzynarodowych przemysłowców działających wspólnie, w celu zniewolenia świata dla swojej przyjemności. FED podejmował każdy wysiłek, żeby ukryć swoją władzę, ale prawdą jest, że FED uzurpuje sobie prawa rządu. Kontroluje on tutaj wszystko i kontroluje wszystkie nasze stosunki zagraniczne. Tworzy i rozbija rządy zależnie od swojego widzimisię.

Nawiązując do Wielkiej Depresji, czyli sprokurowanej przez ten globalny gang finansowy wielkiej inflacji lat 1929-1931 w Stanach Zjednoczonych, L. McFadden zapewniał:

To nie był przypadek. Były to pieczołowicie wymyślone zdarzenia. Międzynarodowi bankierzy postanowili wywołać tutaj stan rozpaczy, żeby mogli wyłonić się jako władcy nas wszystkich.

Wszelkie dodatkowe komentarze do tego „Requiem” nad wolnością narodu amerykańskiego, stają się najzupełniej zbędne, bowiem ich następcy wiernie splagiatowali ten ich gigantyczny szwindel we wrześniu 2008 roku. Obecnie miliony oszukanych ciułaczy i pożyczkobiorców marzy podobnie jak ich dziadkowie w latach 1929-1931, aby jakieś siły wyprowadziły ich „ze stanu rozpaczy”. Już się pojawiły: to pomysł częściowej „nacjonalizacji” upadłych banków, głównie „Lehman Bradhers” i pomniejszych gigantów na glinianych (giełdowych) nogach .

To wszystko, co z ludzkością wyprawiali gangsterzy międzynarodowej lichwy w całym wieku XX, będzie tematem tej właśnie książki.

1914, sierpień
„Wybucha” pierwsza wojna światowa, dobrze przygotowana przez „oświeconych” zbrodniarzy rzeź narodów. Pod jej koniec dokonują rewolucyjnego przewrotu w Rosji carskiej, niszcząc monarchię prawosławną, wielkie mocarstwo. Żyd „Lenin” zapowiedział, a tak naprawdę głośno potwierdził symbiozę komunizmu i kapitalizmu w ich wspólnym dziele, jakim był krwawy spisek przeciwko ludzkości:

Istnieje także inny sojusz – na pierwszy rzut oka niezwykły i zadziwiający – lecz jeśli pomyślimy o tym, faktycznie dobrze ugruntowany i łatwy do zrozumienia. Jest to sojusz między naszymi komunistycznymi przywódcami i waszymi kapitalistami.

1917, październik
Wybuch rewolucji żydowskiej w Rosji carskiej – najgłębszy dramat ludzkości XX wieku.

Heglowska dialektyka walki przeciwieństw, w tym przypadku sprzeczności pozorowanych, odnosi pełny sukces. Słychać tryumfalne chichoty Weishaupta, masonów wszelkiej maści, wrogów Dobra i Prawdy.

1919
Krzepnie międzynarodowy sojusz – zgodna choć tajna symbioza i współpraca organizacyjna „kapitalistów” z „komunistami”: 30 maja w Wielkiej Brytanii zostaje założony przez najbardziej wpływowych masonów i żydomasonów tego kraju, „Królewski Instytut Spraw Międzynarodowych” oraz wkrótce potem jego bliźniaczy duplikat w USA – Instytut Spraw Międzynarodowych. Głównym organizatorem tych mateczników Rządu Światowego był „pułkownik” Mandel (Mendel?) House. W spotkaniu założycielskim uczestniczyli czołowi socjaliści z Towarzystwa Fabianistów, w tym główny ich teoretyk ekonomii – John Maynard Keynes.

1920
Winston Churchill, brytyjski mason „Zakonu Druidów” potwierdza tożsamość „komunizmu” i „kapitalizmu”, programu Iluminatów i żydobolszewików amerykańskich i europejskich, twórców rewolucji w Rosji:

Od czasów „Spartakusa” Weishaupta do czasów Karola Marksa, a potem Trockiego, Róży Luksemburg i Emmy Goldman, ogólnoświatowa konspiracja dla zburzenia cywilizacji i przywrócenia społeczeństw opartych na zasadzie wstrzymywanego rozwoju, zawistnej wrogości i niemożliwej równości, stale rozwijała się. Odgrywała ona wyraźnie rozpoznawalną rolę w tragedii Rewolucji Francuskiej. Była ona przyczyną każdego wywrotowego ruchu w XIX wieku, a teraz w końcu ta zgraja nadzwyczajnych typów z podziemia wielkich miast Europy i Ameryki, chwyciła Rosjan za włosy i stała się praktycznie niekwestionowanymi panami tego olbrzymiego imperium.

Tu również czujemy się zwolnieni z potrzeby komentarza. Krwawym suplementem do tej wypowiedzi Churchilla stał się los Polski po 1939 roku: straszliwy Armagedon, po którym zostaliśmy oddani przez kapitalistycznych mafiozów świata w niewolę ich kumpli spod znaku Czerwonej Gwiazdy, Sierpa i Młota, Globalnej Lichwy.

1939 – 1945
Adolf Hitler tworzy militarną i gospodarczą potęgę Niemiec rozbitych zaledwie 19 lat przedtem (zob. rozdz. o „I.G. Farben”), zajmuje Austrię, Czechosłowację i we wrześniu 1939 roku wraz z Sowietami uderza na Polskę. W 1943 roku Stalin i Roosevelt porozumiewają się co do powojennej dekompozycji Europy: Środkowa Europa ma przypaść żydobolszewickim współbraciom, a w przyszłości ma dojść do ekonomicznego i politycznego zjednoczenia USA i ZSRR w jedno mocarstwo światowe, dające początek globalnemu zniewoleniu ludzkości. Już w 1942 roku w miejscach publicznych w USA, zwłaszcza na dworcach kolejowych, rozplakatowano wielką mapę powojennej Europy, na której z zadziwiającą dokładnością ustala się ten tajny spisek żydostwa amerykańskiego i sowieckiego.

Główną ofiarą stała się Polska, ale właśnie Polacy żyjący na emigracji w USA mogli odwrócić tę tragiczną dla nas kartę historii. Jak? Rąbka tej sensacyjnej tajemnicy odsłonił dopiero w 1999 roku Leonard Jarząb, ówczesny prezes Polish-American Guardian Society. Opublikował on w emigracyjnym „Naszym Głosie” z 31 sierpnia l999, dwutygodniku wydawanym w Nowym Jorku, w formie listu do redakcji, streszczenie swego szerszego opracowania pt. „Roosevelt and the Ultimate Fraud and Betrayal” – „Roosevelt i krańcowe oszustwo i zdrada”. Artykuł, choć w czasopiśmie polskim, opublikował w języku angielskim, aby mogli się z jego treścią zapoznać także Amerykanie nie znający języka polskiego. Prezes Jarząb udowadnia w nim, że Roosevelt przegrałby wybory prezydenckie z 1944 roku gdyby nie to, że Karol Rozmarek oraz David K. Niles, członek administracji Roosevelta, urodzony w Rosji Żyd, utworzyli Kongres Polonii Amerykańskiej wyłącznie w tym celu, aby nie dopuścić obywateli polskiego pochodzenia do głosowania na Thomasa E. Deweya, kandydującego wówczas do prezydentury z ramienia Partii Republikańskiej.

Autor wykazuje, że Karol Rozmarek i David Niles konspirowali w podejmowaniu wysiłków, aby nie dopuścić do głosu kilkumilionowej Polonii Amerykańskiej i aby nie miała ona wpływu na wybór Deweya i na politykę powstałego Kongresu Polonii Amerykańskiej.

Karol Rozmarek i jego towarzysze produkowali się jako „hurra patrioci”, dzięki czemu pozyskali zaufanie i poparcie Polonii. Rezultatem było masowe głosowanie Polaków na zażydzoną Partię Demokratyczną. Niewykluczone, że wybór Deweya, a nie żydomasona Roosevelta mógłby odwrócić bieg wehikułu wojennej i powojennej historii Europy i świata. Wybór Roosevelta, przyjaciela Stalina i jak on masona, przyniósł tzw. „politykę jałtańską”, politykę zdrady sojuszników i „zapewnił” Polsce ograbionej z połowy przedwojennych terytoriów, żydobolszewicką okupację przez 44 lata.

Szkoda, że Polonia Amerykańska dowiedziała się o tym dopiero w 1999 roku!

1980 – 1981
Zachodnie, sowieckie i polskojęzyczne żydowskie służby specjalne organizują strajki w Stoczni Gdańskiej przy współdziałaniu CIA i Watykanu (Jan Paweł II). Był to klasyczny przykład tzw. „rewolucji kontrolowanej”, w której nie było miejsca dla robotników i w ogóle dla Polaków przy Okrągłym Stole i przyszłych „konfiturach”. Władzę przejęli Żydzi („eksperci”, „doradcy”) i po tajnych ustaleniach z żydokomunistami jawnymi w Magdalence i przy „Okrągłym Stole”, przy którym zasiadło 47 Żydów i dla zachowania pozorów 10 gojów polskich, przekazali Polskę europejsko-amerykańskiej oligarchii finansowej do „wzięcia od zaraz” oraz za darmo cały majątek narodowy wypracowany przez dwa pokolenia polskich tyraków w czasach PRL.

Kilka lat później następuje cudowna „pokojowa” transformacja” sowieckiej Żydobolszewii, zorganizowana i nadzorowana przez Żydów amerykańskiej CIA i Żydów sowieckich na czele z Jurijem Andropowem, szefem KGB i I Sekretarzem KPZR w jednej postkoszernej osobie. Na swojego następcę Andropow promował i pilotował na wiele lat przedtem swojego nacyjnego pobratymca Michaiła Gorbaczowa, późniejszego I Sekretarza KPZR i prezydenta Rosji.

Tu znów polska dygresja do tego tematu. W 1984 roku, podczas obchodów 40 rocznicy bitwy pod Monte Casino, mój późniejszy czytelnik pan Andrzej Sz. 6) postanowił przy tej okazji odwiedzić sędziwego księdza Józefa Warszawskiego mieszkającego w Rzymie w dzielnicy Frascati, w willi należącej do Watykanu. Chciał porozmawiać z księdzem Józefem jako autorem książki pt. „Duchowość Józefa Piłsudskiego”, która w kolejnym wydaniu ukazała się pod tytułem „Religijność Józefa Piłsudskiego” 7). Ksiądz Józef Warszawski dożywał swoich dni w tej willi dla emerytowanych duchownych, ale po cichu mówiło się o nim, że jest dyskretnym „więźniem Watykanu” z powodu jego wcześniejszych „obrazoburczych” wypowiedzi i niektórych publikacji, m.in. w wydanej na emigracji broszurze, w której przedstawił nagonkę kół żydomasońskich na papieża Piusa XII w polskojęzycznej i nie tylko, prasie emigracyjnej.

Ksiądz przyjął gościa na schodach, zapytał co go sprowadza, zaprosił do swojego pokoju i tam rozmawiali ponad godzinę. W pewnym momencie powiedział: – A teraz panu coś pokażę – następnie wygrzebał z głębi szuflady zdjęcie dużego formatu i bez słowa podał je gościowi. Ten zdumiał się i zaniemówił. Na fotografii ujrzał Adolfa Hitlera z głową przechyloną w lewo: na jego skroni zastygła gruba struga krwi cieknąca pod nasadą nosa, ku ustom. Obok Hitlera siedziała cała i zdrowa jego kochanka Ewa Braun. Patrzyła prosto w obiektyw aparatu fotograficznego! Kto wykonał tę fotografię? – Jak to się stało, że Ewa Braun żyła, gdy Hitler był już martwy, podczas gdy rzekomo oboje jednocześnie popełnili samobójstwa?

Ale nie to sensacyjne zdjęcie, o którego pochodzenie nasz gość nie śmiał zapytać księdza Warszawskiego, było najważniejszym doznaniem gościa księdza Warszawskiego. Kiedy ksiądz odprowadzał go do wyjścia, zatrzymał się z nim na wysokich schodach willi. W pewnej chwili pokazał dłonią willę sąsiadującą z jego domem. Zapytał retorycznie, czy gość jego wie, czyja to była willa. Ten oczywiście nie wiedział, ale się dowiedział od księdza Warszawskiego.

- Ta willa należała niegdyś do Pierwszego Sekretarza Komunistycznej Partii Włoch, Enrico Berlinguera. Potem Watykan odkupił od niego tę willę, ale w połowie lat 70. sprzedał ją Klubowi Rzymskiemu. Tu właśnie zbierali się najwybitniejsi przywódcy świata, a ja widywałem ich wyraźnie i wcale się z tym nie kryli wiedząc, że nasz dom to przystań emerytów. Od jakiegoś czasu zaczął tu bywać pewien dżentelmen w średnim wieku, już niemal łysy, a znakiem szczególnym była duża ciemna plama na jego głowie. Po latach media ogłosiły wybór nowego genseka, potem prezydenta Rosji. Rozpoznałem go natychmiast z zamieszczonych fotografii i migawek telewizyjnych. Był to Michaił Gorbaczow. Proszę sobie wyobrazić, że Klub Rzymski podejmował z wielką atencją takiego śmiertelnego wroga wrednego kapitalizmu! To wyjaśnia, jacy to byli wzajemni wrogowie…

2001, 11 września
Dzień, miesiąc i rok ataku „terrorystów islamskich” na nowojorskie wieże. Na swój pisarski użytek, wbrew kalendarzowi, uznaję ten dzień za początek XXI wieku i koniec wieku XX. To monstrualna zbrodnia Ameryki na Ameryce, dokonana wspólnie z tajnymi służbami Izraela, aby zyskać pretekst do permanentnej wojny totalnej z rzekomym światowym terroryzmem, wrogiem miłujących pokój państw i narodów świata. Ten dzień, wojskową „Operację 9/11″ można uznać jako początek trzeciej wojny światowej i taki właśnie tytuł dałem swojej książce o tej precyzyjnie zorganizowanej zbrodni na trzech tysiącach obywateli amerykańskich („Trzecia wojna światowa”, wyd. Retro, 2001). Sprawcą tej rzezi jest Lichwa, Rząd Światowy, a nie konkretna grupa fachowców „amerykańskiego” lotnictwa, nawigacji lotniczej, etc. Ta zbrodnia stała się pretekstem do ataku na Afganistan, Irak, do okupacji złóż naftowych Zatoki Perskiej. Opiera się jeszcze Iran, ale jego los wydaje się być przesądzony na wzór Iraku.
Możliwe, że i los znacznej części ludzkości.

Trzecia wojna światowa już się zaczęła. Jest to cicha wojna. Ale z tego powodu nie mniej groźna. Wojna ta rozdziera Brazylię, Amerykę Łacińską i praktycznie cały Trzeci Świat. Zamiast umierających żołnierzy, umierają dzieci. Jest to wojna o dług Trzeciego Świata. Wojna, która używa jako swojej głównej broni odsetek, broni bardziej śmiertelnej niż bomba atomowa, bardziej niszczącej niż promień lasera.”

(Wypowiedź pewnego polityka brazylijskiego)

Henryk Pająk
(Fragment książki „LICHWA – RAK LUDZKOŚCI”, Wydawnictwo „Retro”, 2009)

PRZYPISY:
1) Podaje dr Geoffrey Stern w luksusowo wydanym „Atlasie komunizmu” (wyd. Macmillan Publishing Company, New York, 1991). Z tym opracowaniem powinien się zapoznać każdy poważny historyk, polityk, zwłaszcza modni dziś tzw. „socjologowie idei”, czyli dyletanci od wszystkiego – do niczego.
2) W jego sztuce: „Qulanem”. Cytuje Richard Wurmbrand w pracy: „Czy Karol Marks był satanistą?” („Was Karl Marx a satanist?”). Wyd. polskie „Wers”, s. 11.
3) Karl Marx and Friedrich Engels: „The Russian Menace to Europe”. W: „The Free Press”, 1992.
4) Wydawnictwo „Vitiano”, 1963. Cytuje Arnauld de Lassus, w „Masoneria. Czyżby papierowy tygrys?”, s. 40.
5) Ten tytuł wojskowy dodano mu „dla powagi”.
6) Obecnie zamożny biznesmen w jednych z krajów skandynawskich
7) Z tej książki obficie korzystałem przy pisaniu mojej książki: „Ponura prawda o Piłsudskim” w kontekście owej masońskiej „religijności” J. Piłsudskiego

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 90 »

Lusia Ogińska – Ludzkość

Posted by Marucha w dniu 2009-01-26 (poniedziałek)

Szanowny Panie Redaktorze!

Czasem spotykam się z zarzutem, że atakuję biskupów i księży. Nie jest to prawdą. Nigdy nie krytykowałam kogoś z tego powodu, że nosi sutannę! Obce mi są postawy libertyńskie, w tym także jest mi obcy na siłę wciskany ekumenizm. Słucham uważnie słów płynących z Watykanu – mają one dla mnie o wiele większe znaczenie, niż treści wygłaszane przez niektórych biskupów i księży!

Dwa lata temu, wiosną 2007 roku wielkanocne rekolekcje dla papieża Benedykta XVI prowadził emerytowany kardynał z Bolonii, Giacomo Biffi. Powiedział on wtedy, że dziś szatan ma trzy oblicza – są to pacyfizm, ekologizm i ekumenizm!!!  Uczestnicząc w życiu naszego katolickiego kościoła widzę wielu takich, którzy chociaż zachowują wiarę i uczęszczają do kościoła, często ulegają wpływowi współczesnego świata, naciskom mediów i grzesznym postmodernistycznym modom! Pragną godzić prawa świata z Prawem Boskim! A to po prostu jest niemożliwe! „Żaden sługa nie może służyć dwóm panom. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi…”! To stanowcze stwierdzenie Syna Bożego przekreśla ideę ekumenizmu, stawia ekumenizm „po drugiej, diabelskiej stronie”!

Coraz częściej zdarzają się przypadki światopoglądowej schizofrenii, zapadają na nią najczęściej politycy! Nie wiadomo z czyjego nadania, za czyją aprobatą politycy (szczególnie nasi) posiadają status dzieci specjalnej troski, z tego tytułu wiele im się wybacza! Pani min. zdrowia Kopacz i polityk PO Gowin, twierdzą, że w życiu publicznym, w sprawach politycznych i społecznych swoją wiarę katolicką pozostawiają za drzwiami gabinetów… Cokolwiek by za tymi drzwiami nie zostawili, nie jest to z pewnością… wiara katolicka! Paralelnie można sobie wyobrazić świętego Pawła, który natchniony myślą pani Kopacz i Gowina – idzie do Rzymu nawracać, a swoje apostolstwo ( jako obywatel rzymski) pozostawia poza granicami miasta!!!

Dawniej mówiło się: „łże jak pies”, albo „fałszywy jak lis”, dziś równie dobrze można powiedzieć: „wierzący jak Gowin”!

Wiara nasza powinna się wyrażać nie tylko w czynieniu dobra, ale przede wszystkim w zwalczaniu zła, i to w zwalczaniu zła w sobie samym! Niestety ludzkość gardzi Bożą Miłością, wyszydza Ją, nie dowierza nikomu i niczemu tylko własnemu „rozumowi”! Ludzkość z całym swoim rozumem, to pleciona łódeczka na oceanie Bożej myśli, byle powiew, byle fala i zatonie… Ludziom się wydaje, że bez Boga sami sobie radę dadzą! Intelektualnie, duchowo ludzie są na etapie rozwoju trzyletniego dziecka, chcą wszystko robić sami, bo o wszystkim wiedzą najlepiej, dopiero, gdy sobie krzywdę zrobią, gdy nastąpi holokaust, wybuchnie wojna, zginą ludzie – to wtedy wrzeszczą, że Pan Bóg jest winien, bo zezwolił na to! Dziś ludzie nie tylko Boga unikają, ale Go zwalczają aktywnie.

Miłość Boga do człowieka jest zupełnie surrealistyczna, niewiarygodna i obłąkanie piękna. Ktoś mi kiedyś powiedział: – że Bóg dlatego tak kocha człowieka, bo kochanej osoby nikim innym zastąpić nie można!
Piękne słowa, tylko, czy pod nimi nie kryje się wielka Boża tragedia?

Z uszanowaniem
Lusia Ogińska

O ludu ludu!

- Widziałam Synka mojego,
z oczu Mu życie uciekło,
widziałam Synka mojego
… i piekło!

O ludu, ludu pojmij swoją winę..
Posłuchaj skargi Matczynej
O ludu, ludu żydowski!
Jezusa, Króla zabiłeś!

Jam przecież Boga Matką,
kazali nie płakać więcej,
z mej piersi serce wydarto,
sztyletowano mi serce…

Synku Ty z Betlejemu,
w płócieneczku, w sianeczku,
Gwiazda nad krzyżem zgasła.
Czemuś mi umarł Syneczku?!

Sędziowie – kruki skrzydlate,
wściekłe szakale – kapłani!
Krzyk się unosił nad światem:
- Ukrzyżuj go! Krzyżuj! – Wołali!
Krew wsiąkła w cierniową koronę,
mrok przedarł w świątyni zasłonę!
Krakały kruki skrzydlate,
ich krzyk do dziś wisi nad światem!
- Lat już tysiące minęły;
łzy moje ciągle płynęły;
Teraz mnie ludu posłuchaj!!!

Widziałam Syna mojego,
widziałam przebite dłonie,
i krew w cierniowej koronie…
Teraz mnie ludu posłuchaj.
Zobaczysz Syna na tronie!
Anioły, trąby, śpiewanie
i Zmartwychwstanie!

O ludu, ludu pojmij swoją winę..
Posłuchaj skargi Matczynej
O ludu, ludu żydowski!
Jezusa, Króla zabiłeś!
O ludu, ludu przeklniony,
tyś pragnął cierniowej korony,
O ludu… Nieszczęsne plemię!
Król-Jezus wraca na ziemię!

Lusia Ogińska

Opublikowany w Kościół, Kultura | Komentarzy: 74 »

Modlitwa za żydów

Posted by Marucha w dniu 2009-01-26 (poniedziałek)

Prawdziwa Modlitwa o nawrócenie żydów z liturgii Wielkiego Piątku wg mszału św. Piusa V:
   
Módlmy się za żydów wiarołomnych
aby Bóg i Pan nasz zdarł zasłonę z ich serc,
iżby i oni poznali Jezusa Chrystusa Pana naszego.
Módlmy się: Wszechmocny wiekuisty Boże,
który od miłosierdzia Twego nawet Żydów wiarołomnych nie odrzucił:
wysłuchaj modły nasze za ten lud zaślepiony,
aby wreszcie, poznawszy światło prawdy, którym jest Chrystus,
z ciemności swoich został wybawiony.
Przez Tegoż Chrystusa Pana naszego.
Amen.

Złagodzona wersja, zatwierdzona przez Papieża Benedykta XVI, która nie jest już modlitwą o nawrócenie (gdzieżby tam Kościół śmiał kogoś nawracać!), tylko po prostu modlitwą za żydów.  Zwracamy uwagę, że rezygnacja z modlitw o zbawienie żydów oznacza, iż świadomie godzimy się na pozostawienie ich w kręgu potępionych – albo też, że nie traktujemy swojej religii na serio, uważając iż inne są równie dobre, a w szczególności że żydzi nie potrzebują Mesjasza.

Módlmy się także za Żydów, ażeby Bóg i Pan nasz oświecił ich serca, by poznali Jezusa Chrystusa, Zbawiciela wszystkich ludzi.
Módlmy się. Zegnijmy kolana. Powstańcie.
Wszechmogący, wieczny Boże, który chcesz, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy, spraw łaskawie, aby kiedy pełnia ludów wejdzie do Twojego Kościoła, cały Izrael został zbawiony. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

Oczywiście środowiskom żydowskim nie podoba się ani oryginalna wersja modlitwy, ani ta unowocześniona. Mają one do katolików wielkie pretensje i robią rejwoch na cały świat, że ci ośmielają się za żydów modlić, co przecież jest gwałtownym antysemityzmem! A ponadto, co jest zarzutem najcięższego kalibru, modlitwa owa „cofa dialog chrześcijańsko-judaistyczny” o ileś tam lat do tyłu (dokładną liczbę lat cofnięcia ustalają najmądrzejsi rabini).

Nam osobiście nie tylko nie przeszkadza, ale nawet w jakiś sposób wzrusza, gdy modli się za mnie przedstawiciel jakiejś innej religii. No, ale ja nie należę do Narodu Wybranego, który ma szczególne prawa i wyjątkową wręcz wrażliwość – niczym przeleciana przez wszystkich chłopaków z dzielnicy panienka udająca dziewicę.

Opublikowany w Kościół | Komentarzy: 28 »

Leśne obserwatorium c.d.

Posted by Marucha w dniu 2009-01-26 (poniedziałek)

W polskojęzycznej wersji Wikipedii, popularnej encyklopedii internetowej, czytamy iż nasz kraj był jednym z organizatorów zagłady Żydów, a Kościół katolicki współpracował z nazistami, udzielając im pomocy i schronienia.
Paweł Zienowicz, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Wikimedia Polska, zapodaje:
- Wydaje mi się, że jest to raczej nieporozumienie [no a jakżeby inaczej! - przyp. adm.], ponieważ Wikipedię edytują prawie wyłącznie Polacy. W związku z tym jest to raczej nieprawdopodobne, żeby Polacy pisali o sobie, iż byli organizatorami holokaustu [Polacy raczej by tego nie napisali, natomiast "Polacy z korzeniami" robią to od dawna - przyp. adm.] Tym bardziej że jest to kompletna bzdura. Albo wynika to z jakiegoś błędu, który powinien zostać naprawiony, albo jest to po prostu tabelka, która pełni formę jakiegoś kleksu i na skutek jakichś technicznych uwarunkowań trafiła tam także Polska, jako związana z holokaustem.
Srutututu.

Nie jest dla nikogo żadnym zaskoczeniem, iż likwidacja polskiego przemysłu stoczniowego jest wynikiem ścisłej współpracy Komisji Europejskiej i polskojęzycznego rządu Donalda Tuska. Można jej było uniknąć poprzez obejście wymogów Komisji, kierując tzw. pakiet antykryzysowy również w stronę przemysłu stoczniowego. Tak właśnie zrobili Niemcy.  Czy warto to komentować?

Szumowinom rządzącym Polską strasznie zależy, aby jak najprędzej wyrwać dzieci z ich środowiska rodzinnego (będącego, jak wiadomo, „źródłem przemocy”) i przekazać instytucjom, które już zadbają o właściwe wychowanie i przekazanie swym podopiecznym liberalnych wartości, wśród których akceptacja sodomii zajmuje naczelne miejsce. Z czasem, sądząc po wynurzeniach i karierze niejakiego Cohena-Bendita, przyjdzie i akceptacja dla pedofilów. Dlatego to, mimo protestów rodziców i pedagogów, przyjęto propozycję ministra edukacji narodowej Katarzyny Hall dotyczącą obniżenia wieku dzieci objętych obowiązkiem szkolnym – na razie za zgodą rodziców i opiekunów prawnych, ale od 2012 r. obligatoryjną dla wszystkich. Zatem już niezadługo sześciolatki pójdą do szkoły, gdzie dowiedzą się o Jasiu, co ma dwu tatusiów i o Zosi, która ma dwie mamusie. A także śpiewać Hymn Unii Europejskiej i nosić portrety jej wybitnych przywódców.

Niezrównana „Gazeta Wyborcza” przeprowadziła naukowe badania i stwierdziła, że ponad połowa polskich księży chciałaby mieć żony i dzieci. Wzrusza nas troska, z jaką, przepraszamy za wyrażenie, organ Aaaaarona Szechtera pochyla się nad trudnymi problemami Kościoła Katolickiego. Podobno „GazWyb” ma już w zanadrzu wyniki następnych badań, z których wynika, że ponad połowa polskich księży chce przejść na judaizm, ale boi się bandyckich bojówek biskupich.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 7 »

Zwycięstwo abpa Marcela Lefebvre

Posted by Marucha w dniu 2009-01-25 (niedziela)

marcel_lefebvre

Abp Marcel Lefebvre

Papież Benedykt XVI zniósł ekskomunikę nałożoną na czterech biskupów Bractwa Św. Piusa X – popularnie zwanych „lefebrystami”, od nazwiska założyciela Bractwa. Jest to, po przywróceniu do łask tradycyjnej Mszy Świętej Wszechczasów, już drugi ważny krok obecnego Biskupa Rzymu; krok, który bezpośrednio świadczy o przyznaniu racji niezłomnemu arcybiskupowi Marcelowi Lefebvre, walczącemu o zachowanie Świętej Tradycji i występującemu przeciwko zgubnemu dla Kościoła modernizmowi, jaki zapanował po II Soborze Watykańskim.

Jesteśmy absolutnie przekonani, iż ważnym czynnikiem była tu prowadzona wytrwale przez Bractwo Św. Piusa X krucjata różańcowa, a więc wstawiennictwo Maryi.

Od dawna wśród poważnych znawców prawa kanonicznego panowała opinia, iż ekskomunika nałożona przez Jana Pawła II była pochopna i krzywdząca. Zarówno według „starego” prawa kanonicznego z roku 1917, jak i posoborowego prawa kanonicznego z roku 1983, abp Lefebvre miał prawo do nieposłuszeństwa wobec Papieża – wystarczyło, by subiektywnie ocenił sytuację jako zagrażającą dobru Kościoła i wiary. Powtarzam: wystarcza subiektywne przekonanie, iż działa się w sytuacji wyższej konieczności, aby nie podlegać ekskomunice, Bzdury więc piszą agencje prasowe, w tym niestety również katolickie, iż nieposłuszeństwo wobec Papieża powoduje niejako automatyczną ekskomunikę. Bzdury – albo świadome kłamstwa.

Niestety, już od samego początku media, także katolickie (w Polsce przy współudziale Episkopatu), zaczynają odpowiednio naświetlać sprawę, czyli mówiąc po prostacku – wprowadzać nieświadomych czytelników w błąd. Zajmijmy się punkt po punkcie niektórymi z tych kłamstw i półprawd, sugerowanych niekiedy w dyskretny, innym razem w nachalny sposób.

1. Rzekomo ekskomunika została zniesiona na skutek pokajania się Bractwa Św. Piusa X przed Stolicą Apostolską. Nic podobnego. Bractwo twardo stoi przy swoich zasadach opartych o 2000-letnią Tradycję. To Stolica Apostolska zrozumiała swój błąd – jak bowiem można było ekskomunikować kogoś za wierność tradycji, skoro jednocześnie prowadzono serdeczny dialog z heretykami i innowiercami? To nie Bractwo powraca do Kościoła – to Kościół zaczyna prostować swe drogi, za co chwała Duchowi Świętemu i jego narzędziu, Benedyktowi XVI!

2. Rzekomo Bractwo Św. Piusa X popadło w schizmę, a teraz od niej odstąpiło, przyrzekając wierność Papieżowi. Nonsens. Bractwo nigdy nie odstępowało od wierności Papieżowi, zawsze uznawało jego prymat, nigdy nie starało się stworzyć własnych struktur kościelnych, a zatem nie ma mowy o żadnej schizmie (a tym bardziej herezji – bo i takie zarzuty padały z ust osób, powiedzmy łagodnie, nie wiedzących, co mówią). Brednie o schizmie podaje np. portal info.wiara.pl za KAI. Nawiasem mówiąc, czym różni się KAI, Katolicka Agencja Informacyjna, od kącika katolickiego Gazety Wyborczej?

3. Rzekomo każdy, kto okazuje nieposłuszeństwo Papieżowi, popada automatycznie w ekskomunikę. Bzdura. Istnieją bowiem okoliczności, w których takie nieposłuszeństwo można wytłumaczyć przekonaniem o zaistnieniu wyższej konieczności – i, co więcej, wystarcza jedynie subiektywne przekonanie, iż taka konieczność istnieje. Dlatego b. wielu poważnych teologów uznawało ekskomunikę, jaką Jan Paweł II rzucił na Bractwo za pochopną czy wręcz nieważną.

Decyzja Jego Świątobliwości Benedykta XVI była od dawna oczekiwana. Nie sądzimy jednak, aby sprawa tradycjonalistów na tym się zakończyła. Wprawdzie przywrócenie tradycyjnej Mszy Świętej (wciąż sabotowanej przez modernistów w Kościele!) i zdjęcie ekskomuniki było bodaj czy nie najważniejsze w procesie pojednania, pozostaje jednak cały bagaż skandalicznego II Soboru Watykańskiego, owej Rewolucji Francuskiej w Kościele – Soboru, który uszczęśliwił masonerię, światowe lewactwo, protestantów, modernistów, liberałów, pederastów i „nieochrzczonych katolików”, ale którego owoce okazały się po prostu zgubne dla Kościoła. Pustoszejące i wyprzedawane świątynie, malejąca liczba praktykujących katolików, katastrofalny brak powołań kapłańskich i zakonnych, rosnąca liczba rozwodów, dzieci pozamałżeńskich, wreszcie niemal totalna ateizacja ogromnych połaci Europy (Holandia i Francja są tu klasycznymi przykładami) – wszystkie te zjawiska pojawiły się na wielką skalę właśnie po II Soborze. Czy to przypadek, czy przeciwnie – znak?

Nie oczekujemy, iż rehabilitacja Bractwa Św. Piusa X natychmiast położy kres nadużyciom, w jakie obfituje modernistyczny Kościół posoborowy – nie znikną błaznujący, nowocześni księża w sweterkach (bo nie noszą sutann poza kościołem), używający na kazaniach młodzieżowego języka pełnego grypsery; nie znikną dziewczynki tu i ówdzie rozdzielające Komunię Świętą, oczywiście na rękę. Nie zniknie masońska nowa Msza Święta Bugniniego, nie znikną księża szerzący nauki niezgodne z Magisterium Kościoła, nie zniknie brzęk gitar zastępujących organy. Nie znikną kalumnie rzucane na tradycyjnych katolików, odrzucających „zdobycze” II Soboru.
Ale mamy wielką nadzieję, iż pierwsze kroki zostały już zrobione, bo gdzieś trzeba zacząć.

Bractwo Św. Piusa X, gdyby tylko chciało, już dawno mogło uzyskać dla siebie oficjalną zgodę na odprawianie tradycyjnej Mszy Św. i wychowywanie własnych seminarzystów. Nie o to jednak chodziło, lecz o to, by skarb Tradycji uczynić dostępnym dla każdego katolika na całym świecie, a nie tylko nielicznym na zasadzie jakiejś czasowej dyspensy dla wymierającego gatunku dziwaków.

P.S. Nie mamy zamiaru zajmować się rutynowymi wrzaskami środowisk żydowskich, które rade by były mieć decydujący głos we wszystkich sprawach Kościoła. Nie martwi nas też cios, zadany „dialogowi” chrześcijańsko-żydowskiego, gdyż dialog taki nigdy nie istniał i nie istnieje. Kolejnym krokiem ku naprawie Kościoła powinno więc być całkowite zerwanie tego pseudodialogu i likwidacja skandalicznego „Dnia Judaizmu” świętowanego w Kościele od 1998 roku. Świętowanie dnia naszych największych wrogów, pogardzających Chrystusem, opluwających Maryję – to istotnie szatański wynalazek modernistów, inspirowany przez chyba samego Lucyfera. Równie dobrze można by świętować „Dzień Satanizmu”.

Opublikowany w Kościół | Komentarzy: 125 »

Targowica z woli narodu

Posted by Marucha w dniu 2009-01-23 (piątek)

Sejm przyjął rezolucję w sprawie podporządkowania Polski Unii Europejskiej i jej „konstytucji”, zwanej dla niepoznaki Traktatem z Lizbony .

Za przyjęciem rezolucji głosowało 256 posłów, 147 było przeciw, 7 posłów wstrzymało się od głosu – przeciw rezolucji opowiadał się klub PiS.

- Sejm, podkreślając, że decyzja dotycząca przyjęcia traktatu jest suwerennym rozstrzygnięciem każdego państwa członkowskiego UE, zwraca się do prezydenta o uwzględnienie woli obu izb parlamentu i o jak najszybsze zakończenie procesu ratyfikacji Traktatu z Lizbony, a także o czynne wspieranie jego ratyfikacji w pozostałych państwach członkowskich UE – głosi rezolucja.

W kwietniu ub.r. parlament upoważnił prezydenta do ratyfikowania Traktatu Lizbońskiego. Lech Kaczyński wielokrotnie powtarzał, że Polska nie będzie przeszkodą w wejściu w życie Traktatu Lizbońskiego. Podkreślał jednak, że podpisze ratyfikację jeżeli ponowne referendum w Irlandii zakończy się sukcesem zwolenników Traktatu.

Mamy więc jak na dłoni konkluzję:
1. Demokratyczne referendum w Irlandii zostało już faktycznie unieważnione, gdyż jego wyniki nie były takie, jak być powinny.
2. Polska nie odważy się mieć własnego zdania, jeśli inne kraje go nie podzielą. To się nazywa samodzielna polityka.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 21 »

Leśne obserwatorium – c.d.

Posted by Marucha w dniu 2009-01-22 (czwartek)

Jak chyba powszechnie wiadomo, niemieckie Urzędy ds Młodzieży (Jugendamt) niespecjalnie się liczą z prawami rodzicielskimi, zwłaszcza gdy chodzi o rodziny polskie – mają też głęboko w poważaniu ostrą krytykę ze strony Komisji Petycji w Parlamencie Europejskim. Niemcy bowiem tym się różnią od Polski, że mogą po prostu ignorować decyzje organów unijnych, na co polskojęzyczni mężykowie stanu nigdy by się nie zdobyli, już raczej przedtem narobili by w portki ze strachu.
A zatem politycy z tego kraju nie tylko nie chcą podporządkowywać się jakimkolwiek decyzjom, ale zamierzają jeszcze bardziej rozszerzyć uprawnienia urzędów do spraw młodzieży. Urzędnicy mieliby uzyskać szerszą kontrolę nad „podejrzanymi” rodzinami (np. takimi, gdzie z dziećmi rozmawia się w domu po polsku), a z pediatrów zostałby zdjęty obowiązek zachowania tajemnicy lekarskiej, gdy zauważą na ciele pacjenta siniaki czy odrapania.

Wróg publiczny Jewropy nr 1, Jean-Marie Le Pen, lider Frontu Narodowego, został skazany przez sąd apelacyjny w Paryżu na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu i 10 tysięcy euro grzywny za wypowiedzi mające umniejszać zbrodnie nazizmu we Francji. Wymiar sprawiedliwości uznał, że stwierdzenie, iż niemiecka okupacja na terenie Francji była stosunkowo łagodna, jest negowaniem zbrodni wojennych hitleryzmu. Ryzykując więzieniem stwierdzamy, iż okupacja na terenie Francji była pryszczem na pośladku w porównaniu z okupacją na terenie Polski.

Najemny błazen Platformy Obywatelskiej, poseł Janusz Palikot, złożył rezygnację ze stanowiska przewodniczącego sejmowej komisji „Przyjazne państwo”. „Za karę” za swe występy medialne został wiceprzewodniczącym komisji. Dobrze mu tak!

Profesor Norman Finkelstein, wykładowca renomowanych uniwersytetów, autor książki “Przedsiębiorstwo Holokaust” (”Holocaust Industry“), w której zdrowo przejechał się po pewnych środowiskach żydowskich za zbijanie nieprawdopodobnego szmalu na tragedii Żydów podczas II Wojny Światowej – w wywiadzie telefonicznym dla tureckiego dziennika Today’s Zaman, określił Izrael jako “państwo terrorystyczne powstałe w wyniku ludobójstwa Palestyńczyków w 1948 roku”. Dziękując premierowi Turcji, Recep Tayyip Erdogan oraz Turkom za odważne wsparcie Palestyńczyków w obecnym konflikcie z Izraelem, Finkelstein nazwał Izrael “państwem satanistycznym” oraz “państwem obłąkanym”.
Profesor Norman Finkelstein jest synem Żydów z Polski – matka przeżyła niemiecki obóz w Majdanku, a ojciec w Auschwitz. W wyniku swego nieustępliwego stanowiska krytykującego Izrael, pozbawiony został m.in. prawa do stałego etatu wykładowcy uniwersyteckiego na uniwersytecie DePaul w Chicago, a w maju ubiegłego roku został aresztowany na lotnisku Ben Gurion, wydalony z Izraela z zakazem wjazdu na okres 10 lat. Należy do grupy Żydów-antysemitów.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 21 »

Ukraina, Rosja, gaz.

Posted by Marucha w dniu 2009-01-20 (wtorek)

Tryzub

Od początku nowego roku upowcy rządzący na Ukrainie kradną gaz przeznaczony dla UE. Ich mocodawcy z Wall Street zdecydowali, że podniesienie temperatury w stosunkach UE Rosja przyniesie osłabienie pozycji politycznej tej ostatniej. Daje to też znakomity argument Niemcom w sprawie budowy gazociągu przez Bałtyk.

W tym kontekście bardzo ważne jest zachowanie polskiej polityki zagranicznej. Reakcje MSZ są jak najbardziej słuszne – zachowuje spokój i stara się reagować w sposób, w miarę neutralny. Istotnie – Polska nie ma najmniejszego interesu w mieszaniu się w awanturę gazową sprowokowaną przez nacjonalistów ukraińskich. Jest to też znakomity moment na wejście do strefy „Gazociągu Północnego” . Podejrzewam, że w polskim MSZ myśli się o tym poważnie. Tym bardziej, że dostawy rosyjskiego gazu do Polski nie obniżyły się w sposób istotny.

Natomiast, jak można było się spodziewać, reakcja Belwederu jest histeryczna. Tradycyjnie Prezydent Kaczyński bezwzględnie poparł złodziejstwo Juszczenki w ogóle nie zastanawiając się nad konsekwencjami takiego ruchu dla Polski. Jest on politycznie nieuzasadniony ponieważ otrzymujemy od Rosji to co kupiliśmy – czyli właściwą ilość gazu. A wobec tego jakiekolwiek zachowania antyrosyjskie, a takim jest wyjazd na spotkanie z Juszczenką, nie służy interesowi Polski. Nie mniej przyzwyczailiśmy się już do szaleńczych decyzji Prezydenta. Miejmy nadzieję, że Rosjanie również potraktują ten wyjazd jako kolejne działanie nieprzemyślane. Możliwe, że minister Sikorski rozmawiając telefonicznie z Ławrowem ostrzegł go przed taką sytuacją i zwrócił się o wyrozumiałość rządu rosyjskiego.

Przykro to pisać, ale zachowania ośrodka prezydenckiego charakteryzują się bezmyślnością i skrajną antyrosyjskością. Z bycia przeciw Rosji za wszelką cenę uczynili ci ludzie swoje życiowe credo, bez którego nie są w stanie funkcjonować. Owocuje to tylko dwuwładzą w polityce zagranicznej, a przez to utratą wiarygodności naszej polityki. Wciąga Polskę w nieistotne awantury gruzińskie czy obecnie ukraińskie. A wszystko to pod „szczytnym” hasłem : „Dowalić Ruchom!!!”. Tylko po co???

Piotr Kolczyński
http://www.jednodniowka.pl/news.php

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 12 »

Leśne obserwatorium c.d.

Posted by Marucha w dniu 2009-01-20 (wtorek)

Już trzecia z kolei osób, skazanych za bezpośrednie sprawstwo śmierci Krzysztofa Olewnika, popełniła samobójstwo w dobrze pilnowanej i monitorowanej celi. Kto chce, niech wierzy w przypadki. My zaś twierdzimy, że „samobójstwo” zostało dokonane na zlecenie prawdziwych sprawców  tej zbrodni – sprawców ulokowanych tak wysoko w hierarchii formalnej i nieformalnej władzy, że są praktycznie niedotykalni.

Minister Obrony Narodowej (jakiego narodu?) Bogdan Klich założył Instytut Studiów Strategicznych w Krakowie. Instytut prowadzi jego żona, co nas nie dziwi. Instytutowi temu powierzono organizację konferencji poświęconej kwestiom bezpieczeństwa i dalszego rozwoju NATO. Stało się tak bez procedury przetargowej, ale organizatorzy twierdzą, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, więc kimże jesteśmy, aby podawać to w wątpliwość?

Cały czas trwa szarpanina wokół budowy obwodnicy Augustowa, do której swego czasu autorytatywnie wmieszała się Unia Europejska i zakazała Polakom budować co chcą we własnym rzekomo kraju. A poza tym, jak twierdzi Chyży Rój, jego współpracownicy i 80% narodu, Polska jest krajem suwerennym.

Tymczasem nasi południowi pobratymcy, Słowacy, wprost nie posiadają się ze szczęścia po wprowadzeniu żydowskiej waluty zwanej dla niepoznaki „euro”. Pewnie dlatego przygraniczne polskie miejscowości przeżywają ostatnio istne najazdy Słowaków, przyjeżdżających całymi autokarami na zakupy.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 9 »

Leśne obserwatorium

Posted by Marucha w dniu 2009-01-18 (niedziela)

Okazuje się, że SB-eckie szumowiny mają „godność”. Niejaki Bronisław S. (nazwisko starannie utajniane przez niezależne publikatory), osądzony za prześladowanie opozycji w latach 80-tych, poczuł się nagle urażony trafnym określeniem „SB-man”, jakie pojawiło się w Internecie na stronie Wacława Kuropatwy (nazwisko to nie jest bynajmniej utajniane, zapewne aby koledzy Bronisława S. mieli łatwiej). W związku z tym wytoczył sprawę Kuropatwie, którą przegrał, ale jeszcze nie prawomocnie, więc na pewno się odwoła. Z „człowiekami honoru” lepiej nie zadzierać.

Były polityk PO, niejaki Paweł Piskorski, wraca z Brukseli do kraju i nie zamierza ponownie ubiegać się o mandat eurodeputowanego w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Byłoby lepiej, gdyby siedział za granicą. Teraz radzimy podatnikom dobrze pilnować portfeli.

Przy placu Grzybowskim w Warszawie ma zostać wzniesiony wieżowiec o ponad 160-metrowej wysokości, totalnie rujnujący wygląd tego historycznego miejsca, gdzie mieszczą się m.in. dwa ważne zabytkowe obiekty: synagoga Nożyków oraz kościół pw. Wszystkich Świętych. Jak się okazuje – inwestorami są sami Żydzi, a konkretnie Gmina Wyznaniowa Żydowska. Pamiętamy jeszcze, że budowa supermarketu w okolicach dawnego obozu Auschwitz była świętokradztwem i antysemitnickim gwałtownictwem. Teraz okazuje się, że stawianie ogromnego wieżowca na terenie dawnego getta żadnym świętokradztwem nie jest, a święta historia Narodu Żydowskiego, imponderabilia, symbolika itp. to zwykłe pierdółki dla gojów, które nie mają żadnego znaczenia, gdy idzie zrobić dobry interes.
Andrzej Zozula, dyrektor Związku Gmin Żydowskich RP, twierdzi, że to miejsce i tak utraci swój pierwotny charakter w związku z budową drugiego wieżowca przez spółkę Hines na ul. Twardej 2/4. Zainteresowanym wyjaśniamy, iż spółka Hines kupiła grunt pod budowę swego wieżowca od… Fundacji Szalom.

Polska gospodarka idzie ,jak burza do przodu, dzięki czemu jej zagraniczni właściciele mogą liczyć na duże zyski. Polakom pozostanie wspaniałe poczucie bycia Europejczykami, a ponadto ludźmi wykształconymi, z wielkich miast i znającymi języki obce. Przy tym wszystkim nie rozumiemy zupełnie, dlaczego w kraju znów rośnie bezrobocie, nawet w wielkich miastach, co odnotowują Urzędy Zatrudnienia.

Na koniec: Ruch Przełomu Narodowego apeluje do Pana Prezydenta, aby nie podpisywał Traktatu Lizbońskiego. Nie podważamy szlachetnych intencji Ruchu, uważamy jednak, że równie skuteczne byłoby napisanie podania do składu węgla – bo to, żeby Polacy w obronie własnej Ojczyzny mieli pójść z kamieniami na budynki władzy, jest równie prawdopodobne, co przejście Gminy Wyznaniowej Żydowskiej do Kościoła Rzymsko-Katolickiego.

Opublikowany w Kultura, Polityka, Różne | Komentarzy: 14 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 117 other followers