Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archiwum z Luty 2009

Leśne obserwatorium c.d.

Posted by Marucha w dniu 2009-02-26 (czwartek)

Polska znalazła się w obrębie recesji. Dramatycznie zmalała dynamika przyrostu konsumpcji, która napędzała nasz przyrost PKB. W styczniu 2009 Polacy kupili zaledwie o 1.3% więcej towarów, niż w styczniu 2008, choć jeszcze niedawno konsumpcja wzrastała w tempie 10-25% miesięcznie. Eksport spadł o 16.4%. Bezrobocie wzrosło do 10.5%. Złotówka słabnie.
A co robi rząd?
Rząd zajmuje się nachalnym promowaniem waluty euro, wbrew opiniom ekonomistów, wbrew odczuciom większości narodu, wbrew doświadczeniom innych krajów, gdzie nastąpił wyraźny wzrost cen. Np. według oficjalnych danych rządu RFN okazało się, że zwyczajni Niemcy na skutek wprowadzenia euro w miejsce marki stracili od 16 do 30 procent wszystkich swoich oszczędności.
Ryszard Bugaj, doradca prezesa NBP i społeczny doradca prezydenta, proponuje wykreślenie z Konstytucji zapisu o niezależności Narodowego Banku Polskiego. Jest to przynajmniej uczciwe postawienie sprawy.

Tymczasem rząd Donalda Tuska przygotowywuje nie lada gratkę dla tzw. inwestorów spekulacyjnych – do wzięcia będzie około 55 miliardów euro rezerw Narodowego Banku Polskiego. Rząd poinformował, że w maju, a najpóźniej w czerwcu, Polska powinna wejść do systemu ERM2. Obecność w ERM2 oznacza, że przez dwa lata będziemy zobowiązani utrzymywać stabilny kurs złotego względem euro. Jeżeli inwestorzy będą tak aktywnie, jak w ostatnim czasie, spekulować na złotym, nie poczekamy długo na wyciągnięcie z NBP wszystkich naszych rezerw.

Polska nigdy nie uregulowała prawnie zaszłości na terenach ziem odzyskanych, przyznanych jej przez społeczność międzynarodową, włączając w to prawo własności. Osoby, które zwracały uwagę na konieczność podjęcia zdecydowanych inicjatyw w tej materii, wyzywano od oszołomów, powołując się na nowo zawiązaną przyjaźń z Niemcami. Dlatego teraz toczy się w Polsce wiele spraw o wysiedlenie Polaków z ich nieruchomości i „przywrócenie” ich poprzednim właścicielom, a sądy, nie mając jasnych kryteriów postępowania, działają wedle uznania.

Zasłużony Instytut Polski w Sztokholmie podlega stopniowej likwidacji, a jego cenna, zbierana przez lata biblioteka, najprawdopodobniej pójdzie na śmietnik. I słusznie. W dobie jednoczącej się Europy i rządów, których priorytetowym celem politycznym jest likwidacja Rzeczypospolitej, jakiekolwiek polskie instytucje stają się niepotrzebne, a nawet szkodzą idei integracji europejskiej.

Europejska Komisja przeciwko Rasizmowi i Nietolerancji (ECRI) Rady Europy (tak, istnieje coś takiego!) uznała, iż na Węgrzech istnieje za dużo wolności słowa, co uniemożliwia ochronę przed rasizmem. W węgierskim systemie prawnym karalne są wyłącznie najbardziej ekstremalne przejawy rasizmu, na przykład podżeganie do bezpośredniej przemocy, przy czym wymogi są tak wysokie, że właściwie niemal nigdy te przepisy prawne nie są stosowane.
Rada Europy ma na myśli przede wszystkim Romów, zwanych dawniej niesłusznie Cyganami, którzy jak wiadomo należą do grupy osób o największej uczciwości, a mimo to są dyskryminowani w pracy, w szkole i nikt ich nigdzie nie chce preferować. Również przede wszystkim Rada Europy niepokoi się węgierskim antysemityzmem, który manifestuje się antysemickimi artykułami i dowcipami.

Zdaniem niemieckiego dziennika „Sueddeutsche Zeitung” profesor Bartoszewski Władysław „całkowicie zagalopował się stawiając szefową Związku Wypędzonych Erikę Steinbach na równi z negującym Holokaust biskupem lefebrystą Richardem Williamsonem”. Nie wchodzimy w szczegóły – wtykać palce w sprzeczkę nikczemników z szubrawcami to nie nasza rola.

Lech Wałęsa ma zapłacić 7,5 tys. zł odszkodowania byłemu działaczowi Wolnych Związków Zawodowych (WZZ) Krzysztofowi Wyszkowskiemu za użycie w stosunku do niego obraźliwych wyrażeń podczas programu telewizyjnego, gdzie nazwał go m.in. „małpą z brzytwą”, „wariatem” i „chorym debilem” za to, że były działacz Wolnych Związków Zawodowych zarzucił mu współpracę z SB. Jak wiadomo Wałęsa z nikim nie współpracował, bo sam jeden wziął, pchnął i obalił światowy komunizm skacząc na motorówce przez słynny płot Stoczni Gdańskiej.

Chociaż plan restrukturyzacji Stoczni Gdańskiej został wysłany do Komisji Europejskiej w grudniu ubiegłego roku, to jednak decyzja o przyjęciu programu jakoś dziwnie się opóźnia. Z tego powodu stocznia traci miesięcznie 1,5 mln złotych – i to zapewne właśnie chodzi. Zakład produkuje statki, ale armatorzy zwlekają z zawieraniem nowych umów, ponieważ nikt nie będzie podpisywał kontraktów ze spółką, której przyszłość jest niepewna.

Barack Obama tym jest podobny do Donalda Tuska, iż również obiecuje Amerykanom cuda. Różni go to, że Obama nie planuje prawnie zatwierdzonej likwidacji Stanów Zjednoczonych jako suwerennego państwa.

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 26 »

Tego polskojęzyczne media zapewne nie opublikują.

Posted by Marucha w dniu 2009-02-24 (wtorek)

Przemnówienie prezydenta Czech, Vaclava Klausa, w Parlamencie Europejskim 19.02.2007. Tak jeszcze nikt tam nie mówił.

Panie Przewodniczący, Członkowie Parlamentu Europejskiego, Panie i Panowie,

Przede wszystkim chciałbym podziękować za możliwość wypowiedzi tutaj, w Parlamencie Europejskim, w jednej z głównych instytucji Unii Europejskiej. Byłem tu wiele razy, ale dotychczas nie miałem nigdy możliwości wypowiadania się podczas sesji plenarnej. Dlatego doceniam Wasze zaproszenie.

Wybrani przedstawiciele z 27 krajów o szerokim spektrum opinii politycznych i poglądów tworzą wyjątkowe audytorium, tak wyjątkowe i w istocie tak rewolucyjne, jak sam eksperyment Unii Europejskiej. Przez ponad pół wieku, UE próbowała uczynić lepszym podejmowanie decyzji w Europie przez przenoszenie znacznej części decyzji z poszczególnych państw do instytucji europejskich.

Przybywam tu ze stolicy Republiki Czeskiej, z Pragi, z historycznego centrum czeskiej państwowości, jednego z najważniejszych miejsc, w których pojawiła się i rozwijała myśl europejska, kultura europejska i cywilizacja europejska. Przybywam jako przedstawiciel państwa czeskiego, które zawsze, we wszystkich jego różnorodnych formach, było częścią europejskiej historii, państwa, które wiele razy brało bezpośredni i ważny udział w kształtowaniu tej historii i które nadal chce ją kształtować także obecnie.

Minęło dziewięć lat, od kiedy prezydent Republiki Czeskiej ostatnio do Państwa przemawiał. Był to mój poprzednik, Wacław Havel, i było to cztery lata przed przystąpieniem do Unii Europejskiej. Kilka tygodni temu, premier Czech Mirek Topolánek również wypowiadał się tutaj, jako lider kraju, który przewodniczy Radzie UE. Jego wypowiedź skoncentrowana była na tematach opartych na priorytetach czeskiej prezydencji, podobnie jak i na głównych problemach, wobec których stoją teraz kraje UE.

To pozwala mi skupić się na kwestiach, które są bardziej ogólne, oraz – na pierwszy rzut oka – może mniej dramatyczne niż rozwiązanie obecnego kryzysu gospodarczego, ukraińsko-rosyjski konflikt gazowy, czy sytuacja w Gazie. Wierzę jednak, że te problemy mają wyjątkowe znaczenie dla dalszego rozwoju projektu integracji europejskiej.

Mniej więcej za trzy miesiące, Republika Czeska będzie obchodziła piątą rocznicę swojej akcesji do UE. Będziemy ją obchodzić z godnością. Będziemy obchodzić ją jako kraj, który – w odróżnieniu od niektórych innych nowych państw członkowskich – nie czuje się rozczarowany z niespełnionych oczekiwań związanych z naszym członkostwem. Nie jest to dla mnie zaskoczeniem i posiada racjonalne wyjaśnienie. Nasze oczekiwania były realistyczne. Wiedzieliśmy dobrze, że wchodziliśmy do wspólnoty tworzonej i kształtowanej przez ludzi. Wiedzieliśmy, że to nie jest konstrukcja utopijna, ułożona bez autentycznego ludzkiego zainteresowania, wizji, poglądów i pomysłów. Te interesy, jak i pomysły można znaleźć w całej UE i nie może być inaczej. Interpretowaliśmy naszą akcesję do UE z jednej strony jako potwierdzenie faktu, że udało nam się, dość szybko, w ciągu mniej niż piętnastu lat od upadku komunizmu, stać się ponownie standardowym krajem europejskim. Z drugiej strony, postrzegaliśmy (i nadal postrzegamy) możliwość aktywnego uczestniczenia w procesie integracji europejskiej jako szansę na skorzystanie z już wysoce zintegrowanej Europy i – jednocześnie – na wpływanie na ten proces zgodnie z naszymi poglądami. Czujemy nasz udział w odpowiedzialności za rozwój Unii Europejskiej i z tym poczuciem odpowiedzialności podchodzimy do naszej prezydencji w Radzie UE. Wierzę, że pierwszych sześć tygodni czeskiej prezydencji ukazało przekonująco naszą odpowiedzialną postawę.

Na tym forum chciałbym powtórzyć jeszcze raz wyraźnie i głośno – dla tych z Państwa, którzy tego nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć – moje przekonanie, że dla nas nie było i nie ma alternatywy dla członkostwa w Unii Europejskiej i że w naszym kraju nie ma odpowiedniej siły politycznej, która mogłaby lub chciałaby podważyć to stanowisko. Dlatego też byliśmy naprawdę dotknięci z powodu powtarzających się i rosnących ataków z jakimi się spotkaliśmy; ataków opartych na bezpodstawnym założeniu, że Czesi szukają jakiegoś innego projektu integracyjnego niż ten, którego stały się członkiem pięć lat temu. To nie jest prawda. Obywatele Republiki Czeskiej uważają, że integracja europejska ma ważną i potrzebną misję i zadania. Można to streścić w następujący sposób: – usunięcie zbędnych – i sprzeciwiających się ludzkiej wolności i dobrobytowi – barier w swobodnym przepływie osób, towarów, usług, idei, myśli politycznych, światopoglądów, wzorców kulturowych i modeli zachowań, które z różnych powodów ukształtowały się na przestrzeni wieków wśród poszczególnych państw europejskich; – wspólna troska o dobra publiczne, istniejąca na szczeblu kontynentalnym, co oznacza projekty, które nie mogą być skutecznie zrealizowane w drodze dwustronnych negocjacji dwóch (lub więcej) sąsiednich krajów europejskich. Wysiłki zmierzające do realizacji tych dwóch celów – usuwania barier i racjonalnego wyboru zagadnień, które powinny być rozwiązywane na szczeblu kontynentalnym – nie są i nigdy nie będą zakończone.

Różne bariery i przeszkody nadal pozostają i oczywiście o wiele więcej jest decyzji podejmowanych na poziomie Brukseli, niż byłoby to optymalne. Oczywiście jest ich o wiele więcej niż życzą sobie tego ludzie w poszczególnych państwach członkowskich. Państwo, Posłowie w Parlamencie Europejskim, doskonale zdają sobie z tego sprawę. Pytanie, jakie chcę Państwu zadać, jest zatem czysto teoretyczne: czy są Państwo naprawdę przekonani, że za każdym razem, gdy Państwo głosują, wtedy decydują o czymś, o czym trzeba zadecydować tutaj w tej sali, a nie bliżej obywateli, tj. w obrębie poszczególnych państw europejskich?

W politycznie poprawnej retoryce, jaką wciąż teraz słychać, często słyszymy o innych możliwych skutkach integracji europejskiej, które jednak mają mniejsze i drugorzędne znaczenie. Napędzane są one ponadto przez ambicje zawodowe polityków i ludzi z nimi związanych, a nie w interesie zwykłych obywateli poszczególnych państw członkowskich.

Kiedy powiedziałem, że członkostwo w Unii Europejskiej nie miało i nie ma żadnej alternatywy, wspomniałem jedynie połowę z tego, co trzeba powiedzieć. Pozostałą – logicznie – połową mojego stwierdzenia jest to, że metody i formy integracji europejskiej mają, w przeciwieństwie, sporą ilość możliwych i uzasadnionych wariantów, jak właśnie dowiodły tego w ciągu ostatniego półwiecza. Nie ma żadnego końca historii. Twierdzenie, że status quo, obecna forma instytucjonalna UE, jest na zawsze nie podlegającym krytyce dogmatem, jest błędem, który – niestety – szybko się rozprzestrzenia, nawet jeśli stoi w bezpośredniej sprzeczności nie tylko z racjonalnym myśleniem, ale także z całą dwutysiącletnią historią cywilizacji europejskiej. Ten sam błąd odnosi się do postulowanego a priori, a zatem równie nie podlegającego krytyce, założenia, że istnieje tylko jedna możliwa i właściwa przyszłość integracji europejskiej, którą jest „najściślejsza Unia”, tj. dążenia do głębszej i głębszej politycznej integracji państw członkowskich.

Ani obecne status quo, ani założenie, że stałe pogłębianie integracji jest błogosławieństwem, nie jest – czy nie powinno być – dogmatem dla jakiegokolwiek europejskiego demokraty. Egzekwowanie tych pojęć przez tych, którzy uważają siebie za – by użyć określenia słynnego czeskiego pisarz Milana Kundery – „właścicieli kluczy” do integracji europejskiej, jest niedopuszczalnym. Ponadto, oczywistym jest samo przez się, że taki lub inny układ instytucjonalny Unii Europejskiej nie jest celem samym w sobie, ale narzędziem do osiągania realnych celów. A są nimi nie co innego, tylko ludzka wolność i taki system gospodarczy, który przyniesie dobrobyt. Tym systemem jest gospodarka rynkowa. Taka z pewnością byłaby wola obywateli wszystkich krajów członkowskich.

Jednak w ciągu dwudziestu lat od upadku komunizmu byłem wielokrotnie świadkiem, że uczucia i lęki są silniejsze wśród osób, które spędziły znaczną część XX wieku bez wolności i borykali się z dysfunkcyjną, centralnie planowaną i administrowaną przez państwo gospodarką. Nic dziwnego, że ludzie ci są bardziej wrażliwi i wyczuleni na wszelkie zjawiska i tendencje, prowadzące w kierunkach innych niż ku wolności i dobrobytowi. Obywatele Republiki Czeskiej są wśród tych, o których mówię.

Obecny system podejmowania decyzji w Unii Europejskiej jest inny, niż w klasycznej demokracji parlamentarnej, wypróbowanej i sprawdzonej przez historię. W normalnym systemie parlamentarnym, część członków parlamentu wspiera rząd, a część wspiera opozycję. W Parlamencie Europejskim brak tego rozwiązania. Tutaj promowana jest tylko jedna możliwość, a ci, którzy ośmielają się myśleć o odmiennej opcji są napiętnowani jako wrogowie integracji europejskiej.

Nie tak dawno temu w naszej części Europy żyliśmy w systemie politycznym, który nie zezwalał na żadną alternatywę, a zatem i żadną opozycję parlamentarną. To przez takie doświadczenie otrzymaliśmy gorzką lekcję, że bez opozycji nie ma żadnej wolności. Oto dlaczego muszą istnieć polityczne alternatywy. I nie tylko dlatego. Stosunek między obywatelem tego czy innego państwa członkowskiego a przedstawicielem Unii nie jest standardowym stosunkiem między wyborcą a politykiem ją lub jego reprezentującym. Tu istnieje też duża odległość (nie tylko w sensie geograficznym) między obywatelami i przedstawicielami Unii, która jest znacznie większa, niż to zachodzi wewnątrz państw członkowskich. Odległość ta jest często opisywana jako deficyt demokratyczny, utrata demokratycznej odpowiedzialności, podejmowanie decyzji przez pewnych niewybieranych – lecz wybranych – jako biurokratyzacja podejmowania decyzji itd. Propozycje zmiany obecnego stanu rzeczy – włączone do odrzuconej Konstytucji Europejskiej czy do niezbyt różniącego się od niej Traktatu Lizbońskiego – jeszcze bardziej pogorszyłyby ten defekt.

Ponieważ nie ma europejskiego demosu – ani żadnego Narodu Europejskiego – defekt ten nie może być żadną miarą naprawiony poprzez wzmocnienie roli Parlamentu Europejskiego. Przeciwnie, może ono problem pogorszyć i doprowadzić do jeszcze większej alienacji pomiędzy obywatelami krajów europejskich a instytucjami unijnymi. Rozwiązaniem nie będzie ani dodawanie paliwa pod ten „tygiel” obecnego typu integracji europejskiej, ani też pomijanie roli państw członkowskich w imię nowego wielokulturowego i wielonarodowego europejskiego społeczeństwa obywatelskiego. Takie próby za każdym razem w przeszłości zawodziły, ponieważ nie odzwierciedlają spontanicznego rozwoju historycznego.

Obawiam się, że starania o przyspieszenie i pogłębienie integracji i przeniesienie decyzji dotyczących życia obywateli krajów członkowskich na szczebel europejski, mogą mieć skutki, które zagrożą wszystkim pozytywnym rzeczom osiągniętym w Europie podczas ostatniego półwiecza. Nie niedoceniajmy obaw obywateli wielu państw członkowskich, którzy boją się tego, że ich problemy znów rozstrzygane są gdzieś indziej i bez nich, i że ich możliwość wpływu na te rozstrzygnięcia są bardzo ograniczone.

Do tej pory Unia Europejska okazała się sukcesem, częściowo dzięki temu, że głosu każdego państwa członkowskiego miał taką samą wagę, a tym samym nie mógł być zignorowany. Nie pozwólmy na sytuację, w której obywatele państw członkowskich będą przeżywali swoje życie w poczuciu rezygnacji, że oto projekt UE nie jest ich własnym; że rozwija się inaczej niż by pragnęli, że oni są jedynie przymuszani do zaakceptowania go. Bardzo łatwo i bardzo szybko ześlizgnęlibyśmy się na powrót do czasów, co do których mieliśmy nadzieję, że należą do historii.

Jest to ściśle związane z kwestią dobrobytu. Musimy otwarcie powiedzieć, że obecny system gospodarczy UE jest systemem eliminującym rynek, systemem stałego wzmacniania gospodarki kontrolowanej centralnie. Mimo, że historia bardziej niż wyraźnie udowodniła, że to ślepy zaułek, odnajdujemy siebie kroczących znów tą samą drogą. Efektem tego jest stały wzrost zarówno poszerzania nadzoru administracyjnego, jak i ograniczania spontaniczności procesów rynkowych. W ostatnich miesiącach ta tendencja została znacznie wzmocniona przez błędną interpretację przyczyn obecnego kryzysu gospodarczego i finansowego, że spowodowany był rzekomo przez wolny rynek, podczas gdy w rzeczywistości jest właśnie przeciwnie – spowodowany jest przez polityczne manipulacje rynkiem.

Koniecznym jest ponowne zwrócenie uwagi na historyczne doświadczenie naszej części Europy i na lekcje, jakie ono nam dało. Wielu z Państwa z pewnością znane jest nazwisko francuskiego ekonomisty Fryderyka Bastiata i jego słynnej Petycji Candlemakers, która stała się znanym i kanonicznym tekstem, ilustrującym absurdalność politycznych interwencji w gospodarce. 14 listopada 2008 Komisja Europejska zatwierdziła faktyczną, a nie fikcyjną Bastiatowską Petycję Candlemakers bowiem nałożyła 66% taryfę na świece importowane z Chin. Nie do wiary, że jakiś 160-letni esej może stać się rzeczywistością, jednak tak się stało. Nieuniknionym skutkiem szerokiego wdrażania takich środków w Europie jest spowolnienie gospodarcze, jeśli nie całkowity zastój we wzroście gospodarczym.

Jedynym rozwiązaniem jest liberalizacja i deregulacja gospodarki europejskiej. Mówię to wszystko dlatego, że czuję wielką odpowiedzialność za demokratyczną i zamożną przyszłość Europy. Starałem się przypomnieć Państwu podstawowe zasady, na których opierała się cywilizacja europejska przez stulecia czy nawet tysiąclecia; zasady, których ważność nie ma podlega wpływowi czasu, zasady, które są uniwersalne i dlatego powinny być przestrzegane nawet w obecnej Unii Europejskiej.

Jestem przekonany, że obywatele poszczególnych państw członkowskich pragną wolności, demokracji i dobrobytu gospodarczego. W obecnych czasach, najważniejszym zadaniem jest uczynienie pewnością, że wolna dyskusja na te tematy nie jest wyciszana jako atak na samą ideę integracji europejskiej. Wierzyliśmy zawsze, że przyzwolenie na dyskusję o tak poważnych problemach, bycie wysłuchanym, obrona prawa każdej osoby do przedstawienia innej niż „jedynie poprawna opinia” – bez względu na to, jak dalece z nią się zgadzamy – to najistotniejsza zasada demokracji, jakiej odmawiano nam przez ponad cztery dekady. My, którzy przeszliśmy przez wymuszone doświadczenie, które nauczyło nas, że swobodna wymiana opinii i idei jest podstawowym warunkiem zdrowej demokracji, mamy nadzieję, że ten warunek zostanie spełniony i będzie przestrzegany również w przyszłości. Jest to jedyna szansa i metoda uczynienia Unii Europejskiej bardziej wolną, bardziej demokratyczną i bardziej zamożną.

Wacław Klaus, Parlament Europejski, Bruksela, 19 luty 2009

Tłum. Krystyna Greń

http://fronda.pl/tatra/blog/

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 75 »

Lusia Ogińska – Błogosławiony Zygmunt Szczęsny Feliński

Posted by Marucha w dniu 2009-02-18 (środa)

Szanowny Panie Redaktorze!

Stolica Apostolska zapowiada kanonizację błogosławionego Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. Arcybiskup Warszawski Zygmunt Szczęsny Feliński – wzór kapłana pełnego skromności, pokory, który swój wielki patriotyzm zaznaczył w okresie Powstania Styczniowego, po Powstaniu zesłany do Jarosławia nad Wołgę, gdzie przebywał przez 20 lat. Zmuszany przez cara do wiernopoddaństwa bronił polskiego patriotyzmu i polskiego prawa do niepodległości. Wrócił z zesłania, by skromnie osiąść we wsi Dźwiniaczce pod Krakowem. Zmarł w Krakowie 17 września 1895 roku . Za życia uznawany przez lud polski za świętego.

Dodać należy, że Arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego darzył wielką przyjaźnią nasz wieszcz – Juliusz Słowacki!

Dziś, Panie Redaktorze zamiast felietonu przesyłam Panu mały poemacik napisany przez mnie, przed siedmiu laty. Wiele się pisze o życiu znaczących postaci prozą, nie zaszkodzi, jak myślę, tak znaczącą postać przybliżyć czytelnikom wierszem!

Na stronie autorkiej Lusi Ogińskiej, dziale: muzyka można wysłuchać nagranego przez pana Henryka Boukołowskiego poematu o Arcybiskupie Zygmuncie Szczęsnym Felińskim: http://www.lusiaoginska.pl/flash/audio/intro_4/index.html

Z uszanowaniem
Lusia Ogińska

Błogosławiony Zygmunt Szczęsny Feliński

W piersi mu biło współczujące serce
złoconą nicią przyszyte do nieba,
bardziej wierzyło, kochało goręcej,
dziś bożym hymnem w nas wiarę zagrzewa!
Miłował Boga i oddychał Bogiem,
wygnańcem został, by okiem stęsknionym
patrzeć na polskie żywoty ubogie;
a, że krzyż własny zwał błogosławionym,
dziś pamięć o nim wciąż nad trumny wiekiem…
On był aniołem… i on był człowiekiem!

O, mój poeto! Ty któryś był mocen
potężną pieśnią przebijać kurhany,
- twój duch nad świecą jak jętka dygoce -
co mi wywróżysz w wosku zapłakanym?…
W nieśmiertelności już wasze spotkanie…
Poznałeś brata – dziś nieśmiertelnego -
troski, niewola – nie poszły w niepamięć?
Jakbyś poeto opisał Szczęsnego?
Czy twe natchnienie poniosłyby czarty?
Czy aniołowie odkryliby karty?

On, przez trzy matki był wychowywany!
Pierwszą los zabrał i rzucił w niewolę
car wydarł dzieciom i zesłał w kajdany
- samo na świecie zostało pachole.
Druga mać jego, to ojczysta ziemia,
także tę matkę dusiła pięść wroga,
widząc to młodzian często z bólu niemiał,
milczące modły słał do Pana Boga…
Nie chciał już prosić, błagać, ani wołać
trzeciej swej matki – świętego Kościoła!

Gorące serce, choć zbyt młode jeszcze,
zbudziło z razu młodzieńca – żołnierza!
Szarpały Polskę wichry złe, złowieszcze,
krwią malowały herby na puklerzach
- zostały po nich dzikie psy na szańcu,
najlepsze syny śpią w grobie ogromnym.
On, młody żołnierz, łzy gubiąc w różańcu
powracał do dom, chociaż był bezdomnym
- od swej ojczyzny oczu nie odwrócił,
obiecał matce, że wróci… i wrócił!

Bóg go powołał, on poszedł za głosem,
ziarno siał na kresach, nie patrzył chwały
tylko łzę ronił nad sierocym losem,
ulgę niósł cierpiącym, ubogim i małym…
Duchem rozpalał i umacniał w wierze,
w nim szukał pociechy najgorszy zbrodzień!
On był przez Boga wybranym pasterzem,
zaszczepił Polskę w zimnym Piotrogrodzie…
Wiedział – gdy ludzi do Boga zapraszał -
że gdzie Bóg jest, tam i wolność nasza!

„Polakiem jestem i umrę Polakiem!
Tego chce boskie i chce ludzkie prawo!”
-Tak mówił biskup! Szedł ojczyzny szlakiem,
drogą Kalwarii przez się miłowaną!
- Choćby z niechęcią przyjęli rodacy,
chociażbym stał się swoich nieszczęść sprawcą,
tam będę zawsze, gdzie będą Polacy,
nie zegnę karku przed carem – oprawcą!
„Non possumus”: rzekł w liście carowi…
Kajdany za to dano biskupowi!

Dwadzieścia lat na ziemi obcej, groźnej
- gdzie nawet chmury nie mają nadziei -
żył nad brzegami Wołgi rzeki mroźnej,
trwał lat dwadzieścia, na nieludzkiej ziemi!
Marzył, by stanąć u ojczyzny granic,
cały lud polski powitać jak braci…
Modlił się biskup, modlił z aniołami
za to co zyskał i o to co stracił.
Błogosławieni ci, którzy się smucą,
albowiem oni do ojczyzny wrócą…

Boże Jedyny, Ty prowadzisz serce,
gdzie nawet umysł obawia się marzyć,
ku nam wyciągasz poranione ręce,
kto Twych ran dzisiaj dotknąć się odważy?
Choćby śnieżyce szlaki wybieliły,
choćby dom matki pustką się zaśnieżył,
kto za Tobą pójdzie – ten odzyska siły,
nigdy nie zbłądzi ten, kto w Ciebie wierzy!
Biskup Feliński trwał w cudzie oddania,
biskup Feliński powrócił z zesłania!

We wsi Dźwiniaczce zamieszkał, jak kleryk,
nie chciał dusz liczyć, nie chciał być ciężarem,
tylko lud prosty mówił: – On jest szczery,
bo on święty jest, on ma w sobie wiarę…
Liście spadały, już zakwitły głogi,
ostatni bocian do wędrówki gotów,
ze Szczęsnym patrzał swej dalekiej drogi,
tej ostatecznej, skąd nie ma powrotu!
Błogosławieni umarli wśród cierni,
błogosławieni cisi – nieśmiertelni!

Wrzesień obsypał złocistym dywanem,
aleje w parkach, Wawel, Sukiennice,
palą się place złotem obsypane,
rynek jesienny, jesienne ulice.
Za mężem wielkim szedł kondukt powoli,
za Szczęsnym poszedł ten kto go ukochał.
Już go nie dręczy i już go nie boli,
ten naród płochy, co za trumną szlocha…
Odszedł… i więcej przestrogi nie powie
- zmarł Zygmunt Szczęsny Feliński w Krakowie!

Odszedł, zostawił: „non possumus” braciom,
by pamiętali także swoje winy!
Aby Polak wiedział, aby nie tracił,
Swej Matki polskiej – Maryjnej Rodziny!
Rzekł: – Nie przeklinaj, choćby cię przeklęli,
choć klątwy rzuca car i ludzie podli,
choćby w kajdany samego cię wzięli,
choćbyś wolności Polski nie wymodlił!
Pamiętaj, Bóg czuwa i nie zostawi
Ojczyzny naszej… Ojczyznę nam zbawi!

Lusia Ogińska

Opublikowany w Kościół | Komentarzy: 56 »

Ścisnąć jeszcze mocniej za gardło

Posted by Marucha w dniu 2009-02-11 (środa)

Naszym braciom w Abrahamie nie wystarcza, iż opanowali – z wiadomym skutkiem! – finanse na całym niemal globie ziemskim. Nie wystarcza, że ze stu najbardziej wpływowych osób na świecie ponad połowa jest Żydami. Nie wystarcza, że mają w swych rękach media i rozrywkę, zwłaszcza tę najmniej wyszukaną, czyli pornografię. Nie wystarcza, że ich wpływ na politykę światową nie stoi w żadnej proporcji do ich liczebności ani do znaczenia ich państewka.

Oni chcą jeszcze zapanować nad naszymi myślami i poglądami.

Już od dawna w wielu krajach jakiekolwiek negatywne, choćby najbardziej prawdziwe, uwagi na temat Żydów mogą być ukarane więzieniem, utratą pracy, w najlepszym zaś razie wściekłą nagonką, przed która nie ma obrony – no bo gdzie, skoro wszystkie znaczące media są żydowskie?

Żydzi są jedyną rasą, na potrzeby której uruchomiono państwowe aparaty sprawiedliwości oraz organy ścigania i przemocy w wielu krajach. Ich historia i honor są chronione przez kodeks karny, policję i prokuraturę, zwłaszcza zaś dotyczy to załganego i skomercjalizowanego Holocaustu. „Antysemityzm” jest zbrodnią i nawet Kościół Katolicko-Posoborowy uznał go za grzech, natomiast wyrażanie swej niechęci do Portugalczyków, Kazachów a zwłaszcza Polaków nikogo nie obchodzi, a nawet jest popierane .

W jaki sposób zapanować nad myślami, jeśli nie rozpoczynając tresurę już w wieku szkolnym?

Ukazał się otóż podręcznik metodyczny dla nauczycieli p.t. „Antysemityzm – stare i nowe uprzedzenia”, a rekomenduje go i współfinansuje nie kto inny, jak samo Ministerstwo Edukacji Narodowej (nie mamy jasności, o który naród chodzi, ale wolimy się nie pytać). Oczywiście podręcznik jest napisany z naukowego punktu widzenia, z którego wynika, iż każdy Żyd ma zawsze i we wszystkim rację, natomiast antysemita nigdy racji w niczym mieć nie może, a wszelkie negatywne opinie o Żydach wynikają jedynie z przesądów oraz braku odpowiedniego wyszkolenia ideologicznego, najlepiej w specjalnych obozach wychowawczych pod zaostrzonym rygorem.

Poradnik został opracowany m.in. przy współpracy z Domem Anny Frank w Amsterdamie. Jak powszechnie wiadomo w kręgach rewizjonistów, słynny pamiętnik Anny Frank jest równie autentyczny, co pamiętniki Hitlera opublikowane w roku 1983, których autorem był Konrad Kujau ze Stuttgartu, specjalizujący się w podrabianiu pisma i rysunków kanclerza Adolfa. Ale wiadomo, że w słusznej sprawie kłamstwo nie jest grzechem – czy np. ktoś z Państwa byłby na tyle niewrażliwy, by powiedzieć garbatemu że jest łysy, nawet jak by to była prawda?  Tak więc współpraca z Domem Anny Frank niewątpliwie dodaje splendoru i wiarygodności podręcznikowi, a wszelkie pogłoski, iż tatuś Anny Frank kolaborował z Niemcami, są jedynie wyrazem zwierzęcej nienawiści gojów do wyżej od nich stojących żydów.

Przy okazji mówienia o antysemityzmie poruszono kwestię wszelkich innych uprzedzeń, ze szczególnym akcentem na „homofobię”, co może trochę dziwić tych nielicznych, którzy jeszcze nie mają mózgownicy wypchanej Gazetą Wyborczą.

Jak stwierdził prof. Jaroszyński, „To wrzucanie do jednego worka dotyczy antysemityzmu ideologicznego, który szuka niejako wsparcia ze strony różnych mniejszości, by się uwiarygodnić. Ale te mniejszości są traktowane instrumentalnie i doraźnie, bo przecież one nie niosą ze sobą przesłania, które rozpoznajemy w historii jako przesłanie narodu wybranego. Chodzi raczej o to, żeby było więcej krzyku i histerii, ale tak głębiej to nie jest poważne: jedno i drugie (antysemityzm, homofobia) nie jest, mówiąc językiem współczesnym, kompatybilne.”
I dalej: rozdmuchiwanie rzekomych „homofobii” ma na celu „rozbicie podstaw aksjologicznych zachodniej cywilizacji, która – stanowiąc dopełniającą się syntezę Objawienia z kulturą grecko-rzymską – jest dziś reprezentowana przede wszystkim przez Kościół katolicki. Trwa wojna cywilizacji w łonie Zachodu. Reprezentantów cywilizacji zachodniej próbuje się pozbawić oczu, uszu, języka, mózgu, sumienia, byśmy stali się ślepi, głusi i nieczuli, a wtedy – niezależnie od liczebności – powalą nas z łatwością na ziemię.”

Dr hab. Tomasz Panfil, profesor KUL, historyk wypowiada się m.in:

„Inicjatywa wydania takich materiałów edukacyjnych poświęconych problemowi antysemityzmu godna jest pochwały. Jednak omawiane materiały na pochwałę nie zasługują, a to z podstawowego względu: znaczna ich część ma na celu nie przekazanie rzetelnej wiedzy, lecz oddziaływanie propagandowe. Zadziwiające: czy autorzy nie zdają sobie sprawy, że w tak delikatnej materii, wokół której zdążyło już narosnąć tak wiele szkodliwych uprzedzeń, każda niezręczność, manipulacja, nierzetelność może wywołać odwrotny od zamierzonego skutek?
Przekazując informacje selektywnie dobrane, kładąc nacisk na jedne, a pomijając inne, niewygodne dopuszczają się wykroczenia w procesie dydaktycznym fundamentalnego: przekształcają przekazywanie wiedzy w próbę manipulowania młodymi umysłami. Manipulowanie oczywiście nie ma nic wspólnego z wychowywaniem. (…) Nie chcę przesądzać, czy autorzy stworzyli „Materiały” w celu manipulowania uczniami i nauczycielami, czy też po prostu nie dysponując należytą wiedzą i umiejętnościami, napisali je źle. Wolałbym tę drugą możliwość, obawiam się tej pierwszej.

Szczegółowe wyliczenie wszystkich miejsc, w których uczeń i nauczyciel mogą natknąć się na nierzetelne informacje lub będące próbami manipulowania, zajęłoby wiele tekstu. Wyliczę tylko niektóre, szczególnie rażące.
1. Od początku nie jest stosowane rozróżnienie między „żydem” a „Żydem”, czyli wyznawcą judaizmu a członkiem wspólnoty narodowej. Zdecydowanie zaciemnia to przekaz w jego podstawowej warstwie informacyjnej.
2. „Nienawiść ta była podsycana przez oskarżenia Żydów o zamordowanie Chrystusa, chociaż faktycznie został on skazany na ukrzyżowanie przez gubernatora rzymskiego. To i inne fałszywe oskarżenia…”. Zdanie pierwsze zaprzecza aktualnej wiedzy historycznej, początek zdania drugiego jest manipulacją.
3. Przy omawianiu holokaustu w czasie II wojny światowej winą obarcza się anonimowych „nazistów”, faszystów, rzadziej hitlerowców, z którymi współpracują niekiedy „miejscowi kolaboranci”. Dominuje forma bezosobowa: ustawy norymberskie „uchwalono”, ludność żydowską do gett „zwieziono”, „wymordowano”, „rozstrzelano” etc., etc. Ponieważ grupą docelową, do której adresowane są materiały, są dzieci ze szkół podstawowych i gimnazjalnych o nikłej – niestety – wiedzy historycznej (zwłaszcza w odniesieniu do czasów najnowszych), jest to niedopuszczalne zaciemnianie informacji.
4. Będący niezaprzeczalnym faktem historycznym udział osób pochodzenia żydowskiego w powstaniu, rozwoju i realizacji ideologii komunistycznej, od końca XIX wieku począwszy, na latach 50. i 60. XX wieku skończywszy, określony jest mianem – mocno nadużywanym w „Materiałach” – „stereotyp”: „Stereotyp ten stał się jednym z najpotężniejszych mitów politycznych dwudziestowiecznej Europy”. To dezinformacja. Wiedza o roli Żydów w budowaniu komunizmu jest absolutnie kluczowa dla zrozumienia części przynajmniej postaw antysemickich występujących u ludzi zamieszkujących te kraje Europy, które doświadczyły niszczycielskich skutków funkcjonowania totalitarnych reżimów komunistycznych w Europie.
5. Wydaje się to niewyobrażalne, ale praktycznie nie ma informacji o inicjatywach z czasów II wojny światowej mających na celu pomoc Żydom eksterminowanym przez Niemców: o amsterdamskim strajku generalnym, odmowie deportacji Żydów bułgarskich, działalności Raoula Wallenberga czy przede wszystkim funkcjonowaniu „Żegoty” i postawie olbrzymiej większości polskiego społeczeństwa, dzięki pomocy którego okupację niemiecką przetrwało około 500 tys. Żydów, „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”, o Irenie Sendlerowej – ani słowa!
6. Błędnie wprowadza się termin „ostateczne rozwiązanie” (Endlösung) przed konferencją w Wannsee.
7. Wprowadza się terminy nigdzie niewyjaśnione: nazizm, Szoa. (Notabene raz pisane w formie Szoa, w poradniku dla nauczyciela zaś Szoah.)

To tylko niektóre uwagi dotyczące części pierwszej. Część druga również zawiera mnogość błędów i uproszczeń, np. w opisie postaw relacji w Europie powojennej czy powstawania państwa Izrael. Kuriozalny wręcz jest rozdział o granicach wolności słowa, czy np. ćwiczenie zmuszające do wyszukania na fotografii dwóch plakatów o treści antysemickiej, podczas gdy w najlepszym przypadku za antysemicki można uznać tylko jeden plakat. W tym samym ćwiczeniu poleca się uczniowi napisanie listu do administratora strony internetowej zamieszczającej karykaturę premiera Izraela z żądaniem jej usunięcia. To przykłady manipulacji. Przykładem braku wiedzy autorów jest dosłowne przepisanie fragmentu popularnej Wikipedii w opisie tzw. pogromu kieleckiego – i to w poradniku dla nauczycieli. Czy naprawdę autorzy nie znają naukowych opracowań? Oczywiście autorzy podają tylko jedną wersję przyczyn i przebiegu morderstwa dokonanego na Żydach w Kielcach w roku 1946.”

Ostatnia część, poradnik, instruuje nauczycieli, jak omawiać kolejne tematy, i daje dokładne wskazówki realizowania poszczególnych ćwiczeń.

Za komuny prawdą było to, co narzucało ministerstwo: jeśli ministerstwo uznało, że za zbrodnię katyńską odpowiadali Niemcy, to podanie przez nauczyciela wersji prawdziwej, że uczynili to sowieccy komuniści, oznaczało nawet utratę pracy. Dziś ma miejsce coś podobnego: ministerstwo dyktuje, co jest prawdą, a to znaczy, że totalitaryzm powrócił – a do jego głównych narzędzi należy „walka” z antysemityzmem i homofobią.

Opublikowany w Me(r)dia, Polityka | Komentarzy: 117 »

Lusia Ogińska – Okrągły Stół

Posted by Marucha w dniu 2009-02-10 (wtorek)

Szanowny Panie Redaktorze!

Pół roku temu bez echa, bez wzmianki w prasie minęła okrągła 60-ta rocznica rozpoczęcia stalinizmu w Polsce (06.09.1948 przemówienie Bolesława Bieruta ogłaszające odchylenie prawicowonacjonalistyczne) – to bardzo smutne! Tysiące ludzi straciło wolność, AK-owcy, żołnierze NSZ-etu, WiN-u księża, zakonnice a nawet ci z dziś piętnowanej Armii Ludowej (sic!)… jednym słowem wszyscy patrioci ginęli masowo w ubeckich kazamatach! O tej rocznicy rząd, media i innej maści psiarczyki brukselskie – milczą! Milczą!

Zbrodnie, zaszczucie, torturowanie, mordowanie, wywózki polskich patriotów usuwają skutecznie za „grubą kreskę” Tadeusza Mazowieckiego. W zamian zaproponowano narodowi polskiemu rocznicę okrągłego stołu, a był on niczym innym jak karuzelą na której wielu bardzo dobrze się bawiło – święto szyderców!

Pewna aktoreczka z pyszczusiem niewinnego dziewczątka a fryzurą wyleniałej pudlicy zawiadomiła nas, że w tym a w tym roku skończył się w Polsce komunizm. Dzięki dziewczęciu wiedziano, że komunizm się skończył, ale za diabła nikt się nie domyślał – co się w takim razie zaczęło!! Nie wiem jak nazwać to ustrojstwo, które nam w ’89 roku na kark założono, ale na pewno nie jest to demokracja!

Hucznie obchodzono okrągłą 20-tą rocznicę okrągłego stołu, chętnie wypowiadali się ci, którzy przy tym stole kupczyli naszą ojczyzną. Najradośniej uśmiechnięty był oczywiście główny stolarz – Adam Michnik! Nie ma się mu co dziwić, w końcu wszystkie postulaty które sobie w Magdalence założył …zrealizował! Pan Michnik pewnie nie pozbędzie się swojej traumy, bo w latach 80-tych biedaczek głodował w kościołach, więc zrozumiałym jest, że teraz ten kościół zwalcza! Bardzo mnie rozbawiły niektóre relacje naocznych świadków z tych „głodówek”, relacje ludzi, którzy dostarczali zakrapiany prowiant podczas tych protestów!!! Dzięki okrągłemu stołowi mamy w końcu sprawiedliwość. Niegdyś „głodowali” nasi „zbawiciele” – a teraz głoduje większość narodu!

Jeden Wałęsa – elektryk wszystkich Polaków – powiedział prawdę na konferencji w Koninie, rzekł bowiem: „ to był zgniły kompromis”! Idąc za rozświetlającą myślą pana prezydenta – skoro kompromis był zgniły no to i następstwa kompromisu… też!??

Na koniec powiem, że dla świata symbolem upadku komunizmu nie jest przeskakiwany płot, lecz zburzenie muru berlińskiego! I dobrze, bo choć w tej jednej sprawie to Niemcy są ewidentnie winni! Pamiętajmy, że zbliża się okrągła 70-ta rocznica wybuchu II Wojny Światowej, miejmy nadzieję, że do tego czasu pan Kaczyński nauczy się już polskiego hymnu i nie zaśpiewa jak ongiś „z ziemi Włoskiej do Wolskiej”… tylko do Polskiej!

Tak! Tak! Jeszcze Polskiej, Panie Prezydencie!

Z uszanowaniem
Lusia Ogińska

Fin de siecle

Tu się zebrały czarne anioły!
W przekrwione dusze wpijają usta,
w krąg zastawione padliną stoły,
dobiega końca szatańska uczta!

- W dłonie kielichy! Bracia krwiożercy!
Czas naszym bratem! Świat naszym synem!
Górą złodzieje, dziwki, mordercy…
Ci już są spici! A resztę… spijem!
Ludzkość bełkoce nietrzeźwą myślą,
pod nasze stopy kładzie nadzieje!
Zdrowie wypijcie za ludzką przyszłość,
i za to jeszcze, że nie trzeźwieje!
To rzekłwszy diabeł zasnął na mięsie.
żółcią spłynęły muchy spod powiek…
Przez sen zacharczał coś o bezsensie,
i w wymiocinach mamrotał: – człowiek…

A oni pili za ojców, matki,
za zdrowie dzieci Schopehauera,
za inkwizycje i koloratki,
za podłłych dawniej, a świętych teraz!
Pili, i uczcie nie było końca!
Gdzieś nad polami śnieg cicho prószył,
uschnięta łkała wierzba płacząca…
Człowiek na ziemi, nie chce mieć duszy!
Przygasło życie w diabelskiej sali.
Pycha wszechwładzy – ludzkości ściek!
Diabli skrwawione wino spijali:
- Za was współczesnych, i… fin de siecle!

Ostatni toast w gardle uwiera,
skulona biegnie przez salę trwoga:
Ten wiek dwudziesty w diable umiera,
więc ten następny zrodzi się… z Boga?!

31.12.2000 r.
Lusia Ogińska

Opublikowany w Kultura | Komentarzy: 171 »

Ku pamięci, mięci kupa…

Posted by Marucha w dniu 2009-02-10 (wtorek)

Sanhedryn WyborczyCzłowiek-instytucja odchodzi…

Ze stopki redakcyjnej popularnej i kochanej przez Polaków „Gazety Wyborczej” zniknęło, niepostrzeżenie dla wiekszości z nich, nazwisko, które powinno przejść do historii demokratycznej prasy. Chodzi o redaktor Helenę Łuczywo, z domu Chaber lub Haber, która postanowiła przejść na zasłużoną emeryturę.

Ojcem p. Łuczywo był H. Ferdynand Chaber albo Haber – różnie podawał swe nazwisko w różnych instytucjach – przedwojenny członek przestępczej organizacji znanej jako Komunistyczna Partia Polski (choć Polaków prawie wcale w niej nie było), karany więzieniem za zdradę państwa. Po wojnie awansował do funkcji zastępcy kierownika wydziału KC PPR, a następnie PZPR i stał się jednych z bardziej wpływowych funkcjonariuszy tej organizacji, pełniąc funkcję zastępcy kierownika Wydziału Propagandy. Polskę kochał nie za bardzo, Polaków też nie.

Matką Heleny Łuczywo była również przedstawicielka narodu koczowniczego, Dorota Guter albo Gutner, o której niewiele wiadomo, prócz tego, że wyszła za mąż za wroga polskości i starego stalinowca.

Helena Łuczywo nazwisko swe odziedziczyła po mężu Witoldzie Łuczywo, działaczu opozycji demokratycznej i organizatorze podziemnej poligrafii w czasach PRL-u.

Helena Łuczywo jest absolwentką Liceum im. Klementa Gottwalda, czeskiego komunisty. Utworzone w 1951 roku było jedynym warszawskim liceum bez lekcji religii. Uczniowie rekrutowali się wyłącznie z rodzin stalinowskich aparatczyków, prokuratorów wojskowych, oficerów politycznych, zamieszkujących pobliskie wojskowe bloki w rejonie ulic: Nowowiejska, Piękna i Filtrowa.

Helena Łuczywo była oczywiście uczestniczką żydowskich ruchawek w marcu 1968 roku. Należała do Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej (przybudówka PZPR).W 1977 współzakładała i do 1981 redagowała pismo „Robotnik”, w 1981 była redaktor naczelną agencji prasowej „Solidarność” i pracowała dla „Daily Telegraph”, w latach 1982-1989 redagowała „Tygodnik Mazowsze”, największe pismo podziemnej „Solidarności”. W 1989 uczestniczyła ze strony opozycyjnej w obradach rady ds. mediów Okrągłego Stołu, no bo przecież do tak ważnych rozmów nie wolno było dopuścić gojów.

W 1989 wraz z Michnikiem założyła żydowską „Gazetę Wyborczą” drukowaną po polsku dla Polaków, w której objęła stanowisko zastępcy redaktora naczelnego Adama Michnika. Do 2004 była wiceprezesem zarządu Agory. W latach 2004-2007 była faktyczną naczelną „Gazety Wyborczej”.

 Międzynarodowa masoneria wyraziła jej nie raz swe uznanie: W 1989 otrzymała nagrodę Harvard University Niemann Foundation Lyons Award for Conscience and Integrity in Journalism, w 1986 – Radcliffe’s Bunting Institute Peace Fellowship, a w 1999 została wyróżniona Knight International Press Fellowship Award.

Według miesięcznika „Forbes” Helena Łuczywo należy do najbardziej wpływowych kobiet w Polsce. W 2008 roku znalazła się na 5. miejscu w rankingu „Forbesa”. W 2002 roku oraz w latach 2004-2005 notowana była na liście najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost”.

Należy ją podziwiać, iż w kraju tak wściekle antysemickim, jak Polska, uzyskała nie tylko olbrzymie wpływy polityczne, ale i bogactwo, o którym przeciętny polski goj nawet by nie umiał zamarzyć, a jakby nawet zamarzył, to by go wtrącono do więzienia za antysemityzm.

Opublikowany w Me(r)dia, Polityka | Komentarzy: 7 »

Koniec epoki kremówkowej

Posted by Marucha w dniu 2009-02-09 (poniedziałek)

 Między Kościołem a światem liberalnym właśnie skończyła się wymiana uśmiechów. Skończyła się epoka fikcyjnego rozejmu, za którym krył się niemożliwy do rozwiązania konflikt.

Czy papież powinien ustąpić? Za – 14 proc., przeciw – 57 proc., nie wiem – 29 proc. Na razie to jeszcze nie głosowanie w Parlamencie Europejskim, ale sonda, którą umieścił na swojej stronie internetowej dziennik „Die Welt”. Inne niemieckie pismo, tygodnik „Der Spiegel”, na okładce stwierdziło, że niemiecki papież kompromituje Kościół.

Ze wszystkich stron, od żydowskich autorytetów, francuskich intelektualistów, włoskich watykanistów, od niemieckiej kanclerz i polskiego marszałka Senatu, posypały się niespotykane ataki na Benedykta XVI, gdy papież zniósł ekskomunikę wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X.

Przez ostatnich kilkadziesiąt lat stosunki między Kościołem a coraz bardziej liberalnym światem były czymś w rodzaju zawieszenia broni. Kościół, usatysfakcjonowany milionami młodych ludzi wsłuchanych w Jana Pawła II, gotów był nie zauważać, jak płytka jest ich wiara. Choć dostrzegali to niektórzy obserwatorzy. – Społeczeństwo włoskie i europejskie, którego znaczna część deklaruje katolicyzm, żyje w sytuacji obłudy. Co fascynowało Papaboys w Janie Pawle II? Zapewne sylwetka, osobowość, osobista odwaga. Bo raczej nie jego nauczanie – to słowa, które przed niespełna czterema laty powiedział w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Camillo Brezzi, historyk Kościoła. Papaboys – mówił Brezzi – śpiewają umierającemu Janowi Pawłowi II piosenki, a równocześnie „współżyją przed ślubem i używają prezerwatyw”.

Hipokryzja? Camillo Brezzi wolał słowa „zakłamanie” i „podwójność”. I twierdził, że doprowadził do tego pontyfikat Jana Pawła II, a jego następca będzie musiał to zmienić.

Dziś ta zmiana następuje. Zawieszenie broni zostało zerwane. Już nigdy nie będzie tak jak za czasów Jana Pawła II. Świat liberalny mógł znosić kazania i napomnienia Karola Wojtyły wołającego o szacunek dla wartości, dla życia ludzkiego, o zawierzenie Chrystusowi. Odmówił zaakceptowania Josepha Ratzingera, gdy okazało się, że będzie nie dobrotliwym staruszkiem bezsilnie wzywającym do zachowania zasad, ale pancernym papieżem, który w obronie swoich zasad jest gotów na podjęcie konkretnych działań.

Oczywiście kłamstwem byłoby stwierdzenie, że Jan Paweł II żył w pełnej harmonii ze współczesnym światem. „Der Spiegel” wielokrotnie publikował teksty, których autorzy wyczekiwali nowego, bardziej liberalnego papieża. „La Repubblica” przy każdej okazji pisała, że polski papież „wtrąca się” w sprawy rodziny, że nie akceptuje związków homoseksualnych i upiera się, aby chronić życie od narodzenia do naturalnej śmierci.

Jan Paweł II skutecznie te wyrzekania neutralizował. Dziś powiedzielibyśmy, że polski papież „przykrywał” za pomocą innych deklaracji oraz osobistych opowieści swoje przesłanie moralne. Bardzo mocno zaangażował się w ekumenizm i dialog międzyreligijny. Spotkaniom z protestantami i wizytom w świątyniach innych wyznań nie było końca – dzięki czemu europejskie media aż piały z zachwytu. Francuski „Le Monde” w 2001 roku podczas wizyty Jana Pawła II w Damaszku z uznaniem pisał, że papież, aby nie urazić muzułmanów, stara się unikać „znaku krzyża, który mógłby wywołać szok”.

Drugą bronią, którą Jan Paweł II rozbrajał swoich przeciwników, była nadzwyczajna bezpośredniość. Polski papież budził sympatię. Sypał żartami i anegdotami. Niestety – często skutkiem tego były relacje medialne skupiające się właśnie na pobocznych wątkach. Wszyscy pamiętają setki razy odtwarzane wspomnienia o kremówkach podczas wizyty w Wadowicach (Jan Turnau w „Gazecie” dostrzegł w nich nawet przesłanie religijne i lansował kremówkowy „sakrament uśmiechu”), a w zapomnienie poszła wygłoszona chwilę wcześniej homilia o roli Najświętszej Marii Panny w tajemnicy odkupienia.

Jan Paweł II uwodził wiernych i media właśnie owymi didaskaliami – opowieściami o mazurskich szlakach kajakowych i o wędrówkach po Tatrach. To było piękne i wzruszające. Ale niestety niewiele więcej zostało w pamięci wiernych.

Jeśli pojawiała się ostrzejsza krytyka wobec Jana Pawła II, to sporą jej część brał na siebie jego bliski współpracownik kardynał Joseph Ratzinger. Obaj hierarchowie stworzyli parę w typie dobrego i złego policjanta. Najwyraźniej było to widać, gdy opublikowano deklarację „Dominus Iesus” (przypominającą tradycyjną katolicką naukę, że istnieje „jeden Kościół Chrystusowy, który trwa w Kościele katolickim”). „Winą” za tę deklarację obarczono Ratzingera, choć zgodę na jej publikację musiał wydać Jan Paweł II.

Jak jednak przeciwstawiać Ratzingera Janowi Pawłowi, skoro przez 27 lat swojego pontyfikatu to polski papież tak ukształtował kolegium kardynalskie, że wybrało ono „pancernego kardynała” na kolejnego papieża? Trudno też przypuszczać, że Jan Paweł II nie miał świadomości, iż jego następca poprowadzi Kościół nieco inaczej niż on sam.

Benedykt XVI jako konserwatysta nie chciał rewolucji. Zamiast gwałtownie burzyć to, co go w janopawłowym Kościele niepokoiło, przyjął metodę powolnego demontażu niebezpiecznych konstrukcji. Niby wszystko było jak wcześniej – nowy papież pisał listy do rabinów, spotykał się z innowiercami, delikatnie się uśmiechał, nie wyklinał ich i nie potępiał. Jednak już podczas Światowych Dni Młodzieży w Kolonii w sierpniu 2005 r. zastrzegł, że prowadzenie dialogu z innymi wyznaniami nie może oznaczać „obojętności wobec prawdy”. A potem było przyjęcie na prywatnej audiencji Oriany Fallaci, słynnej włoskiej pisarki i dziennikarki, która wzywała Watykan do postawienia tamy ekspansji islamu, spotkanie z bp. Bernardem Fellayem, generałem Bractwa św. Piusa X, a następnie przywrócenie mszy trydenckiej jako pełnoprawnej liturgii w Kościele.

Już wtedy świat liberalny zaczął się poważnie niepokoić. Powoli jasne się stawało, że właśnie kwestia ożywienia katolickiej tradycji, po Vaticanum II w dużej części zapomnianej, będzie zapalnikiem, który wywoła wojnę Kościoła ze światem liberalnym.

I rzeczywiście – casus belli stało się niedawne cofnięcie ekskomuniki wobec lefebrystów. To był dowód, że Benedykt XVI nie poprzestanie na dobrotliwym upominaniu wiernych. Teoretycznie miał dwie drogi, aby zlikwidować podwójność i zakłamanie w Kościele. – Może zmienić społeczeństwo albo nauczanie – mówił w cytowanym już powyżej wywiadzie historyk Camillo Brezzi.

Benedykt – papież Kościoła katolickiego – chyba nie miał wątpliwości, w którą stronę iść. Liberalizacja nauczania nie wchodziła w rachubę. Wręcz odwrotnie – papież uznał, że owo nauczanie musi być bardziej jednoznaczne. Że przez ostatnie kilkadziesiąt lat sól – którą był Kościół – straciła smak. Na ewangeliczne pytanie, czym posolić tę sól, znalazł jednak odpowiedź.

Tu chyba tkwi sekret, dlaczego papież postanowił wyciągnąć rękę do lefebrystów. Być może Benedykt XVI uważa, że Bractwo św. Piusa X jest nadmiernie „słone” – ale traktuje to jako zaletę, bo ma nadzieję, że po wrzuceniu lefebrystów do ogromnego kościelnego kotła cała potrawa nie będzie tak mdła jak obecnie.

Fala krytyki, która spadła na Watykan po pojednaniu z Bractwem św. Piusa X, teoretycznie związana jest z wypowiedziami lefebrystycznego biskupa Richarda Williamsona, który podał w wątpliwość przeznaczenie komór gazowych w obozach koncentracyjnych. Wyskok lefebrystycznego hierarchy został natychmiast jednoznacznie skrytykowany przez Watykan i samego papieża. Od poglądów Williamsona odcięło się Bractwo św. Piusa X, a i sam biskup przeprosił za swoją wypowiedź. Wszystko to powinno wystarczyć, aby zamknąć sprawę, ale nie wystarczyło. Wręcz odwrotnie – pojawiają się wciąż nowe wypowiedzi krytykujące… papieża. Tak jakby chciano samemu Benedyktowi przypiąć łatkę antysemity.

Tak naprawdę jednak nie o antysemityzm i nie o Żydów tu chodzi (choć oni sami łatwo dali się wykorzystać w tej nagonce), ale o zdezawuowanie papieża. Ostatnie decyzje Benedykta można bowiem odczytać jako podważaniem wielu posoborowych zmian i powrót Kościoła na pozycję surowego recenzenta liberalnego świata. A to wywołuje protesty. Decyzje papieża już oprotestowało wielu niemieckich biskupów. Przeciwstawia się Benedykta XVI jego poprzednikowi. Grozi się schizmą.

Media w Niemczech zaczęły już rozważać, czy tamtejszy Kościół nie odłączy się od Rzymu. A i w Polsce w tekstach niektórych publicystów pojawiły się zawoalowane pogróżki, że Kościół soborowy, wychowany na Janie Pawle II, odejdzie od Kościoła katolickiego, jeśli papież nie zmieni swojej konserwatywnej linii.

Jaki jest cel tych wszystkich działań? Oczywiście nikt nie liczy na to, że zbierze się konklawe i zdetronizuje Benedykta – bo to niemożliwe. Na razie chodzi o zmuszenie papieża, aby wycofał się z rehabilitacji Bractwa św. Piusa X.

Czy Benedykt XVI przestraszy się? Odpowiedź dał sam papież. Zaledwie w parę dni po tym, gdy podniósł się krzyk w sprawie zdjęcia ekskomuniki lefebrystów, papież powołał na nowego biskupa pomocniczego austriackiej diecezji Linz księdza Gerharda Marię Wagnera. To duchowny, który był wielokrotnie atakowany przez media. I wtedy, gdy wyrażał obawy, czy książki o Harrym Potterze nie prowadzą młodych ludzi do satanizmu, i po huraganie Katrina (który zniszczył m.in. pięć klinik aborcyjnych i nocne kluby w Nowym Orleanie), gdy zadawał pytanie, czy katastrofy naturalne nie bywają konsekwencją duchowego zniszczenia.

Jeśli Benedykt nadal będzie tak konsekwentny, to o czasach „kremówkowych sakramentów” możemy zapomnieć. Między Kościołem a światem liberalnym właśnie skończyła się wymiana uśmiechów. Skończyła się epoka fikcyjnego rozejmu, za którym krył się niemożliwy do rozwiązania konflikt. Czas już, aby obie strony spojrzały na siebie poważnie.

http://www.rp.pl/artykul/61991,259923_Koniec_epoki__kremowkowej.html

Dominik Zdort 07-02-2009

Opublikowany w Kościół | Komentarzy: 32 »

Lusia Ogińska – Teologia Borusewicza

Posted by Marucha w dniu 2009-02-06 (piątek)

Szanowny Panie Redaktorze!

Marszałek Bogdan Borusewicz – ”chce być bardziej święty od papieża”! Wziął sobie to stare powiedzenie do serca i potraktował je dosłownie… Zaczął oficjalnie pouczać papieża w kwestiach wiary i kościoła. Benedykt XVI zdjął ekskomunikę z lefebrystów, tym samym otworzył drogę konserwatystom do połączenia się z Kościołem! Marszałek jako domorosły „teolog” i samozwańczy „doradca” papieża – w tej sprawie sprzeciwia się jedności w rodzinie chrześcijańskiej, lecz gdy chodzi o niezdrowy ekumenizm: dialog z judaizmem, czy innymi podobnymi religiami – marszałek nie protestuje, wręcz przeciwnie! Wysłał przecież zaproszenie do Dalajlamy, podkreślając, że „Dalajlama jest wielkim autorytetem moralnym, orędownikiem pokoju, przyjaźni między ludźmi i narodami!”

Marszałek Senatu wie co mówi, zwiedził pół świata… Był już w Arabii Saudyjskiej, na Łotwie, w Algierii, w Nowej Zelandii, w Grecji, Austrii, w Niemczech, także Rosji, Francji i Azerbejdżanie! Śmiało można stwierdzić, że chleb (na koszt podatnika) z niejednego pieca jadł! Ale to w dalszym ciągu nie wyjaśnia z jakiego tytułu pan Borusewicz podważa decyzję Ojca Świętego! Czy dlatego, że studiował na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim?

Marszałek uważa, że zdjęcie ekskomuniki przez papieża „to popełnianie błędu za błędem”; pytam więc – błędu wobec kogo i błędu wobec czego?! Borusewicz się po prostu na swoim stanowisku nudzi… On Borusewicz wie, bo sam wyznał; „Polska jest krajem sukcesu” – a jeśli tak, to nie ma w niej niczego do naprawiania, roboty w Senacie brak, więc należy naprawiać Watykan!

Przypomina mi się pani Senyszyn, która na swoim blogu przestrzegała biskupów przed obrażaniem Pana Boga! Ugrupowania Borusewicza i Senyszyn są niby inne, ale kazuistyka chyba taka sama!

Wypowiedź polityka Borusewicza jest pyszna, żenująca, śmieszna i niekonsekwentna! Kładzie on bowiem nacisk na brak posłuszeństwa lefebrystów wobec papieża i Jego dogmatu… a sam, jakby nie popatrzeć, robi dokładnie to samo! Był czas, że poseł Zbigniew Religa chciał wystąpić w sprawie referendum reformy służby zdrowia. Borusewicz się sprzeciwił twierdząc, że nie było „takiego precedensu w Senacie”! A czy był precedens, żeby jakiś facet wymachiwał pałą marszałkowską w stronę Rzymu?! Władza – czy też jej pozór – czynią z ludzi idiotów, oni po prostu zapominają kim są i dokąd zmierzać powinni! Wydaje im się, że kadencje, polityczne wpływy, że rządowe limuzyny będą ich woziły zawsze, że rządowe i senatorskie drogi zaprowadzą ich do wieczności!

Tacy jak Borusewicz myślą, że my Polacy jesteśmy szarą tłuszczą ludzką, bezmózgim bydłem – że czekamy na każde ich skinienie! Nie obowiązują ich prawa, moralność, ani dobro wspólne. Czego ten Borusewicz chce? Sądzi, że jego publiczne wypowiedzi podważą autorytet papieża? Spokojnie! Kościół bez Borusewicza sobie poradzi, a czy niemłody już przecież Borusewicz poradzi sobie bez Kościoła?… Wątpię! No cóż, Borusewicz może pojechać do Dalajlamy i z nim odprawić mantrę na trzecie tysiąclecie, albo przejść na judaizm i jako świeżo upieczony żyd „zerwać stosunki dyplomatyczne z Watykanem”!
Z uszanowaniem
Lusia Ogińska

Zrodziła nas epoka . . .

Zrodziła nas epoka mniemań zaraźliwych,
słów kłamliwych obrosłych w patosu słoninę,
i życzeń niespełnionych w najlepszą godzinę…
Żywi giną czekając na trybunów mściwych!

Przyszła pora wróżbitów, znachorów fałszywych,
karłów, królów najemnych, których usta sine
plwają na groby przodków, ale swoją winę
grzebią wśród zapomnienia – wśród ulic Niniwy…

Wiara na szubienicy, wiatr historii wyje,
może duchy w cud wierzą, że się w końcu ziści,
i epoka ta runie, i wśród ruin zgnije!
Naród w śnie pogrążony – nic mu się nie przyśni…

Bo jeśli człowiek żyje inaczej niż myśli,
to tak zaczyna myśleć, jak naprawdę żyje!…

Lusia Ogińska 19.12.2000

Opublikowany w Kultura | Komentarzy: 312 »

Leśne obserwatorium – c.d.

Posted by Marucha w dniu 2009-02-06 (piątek)

Z danych na temat bilansu państwa wynika, że z Polski wytransferowano w ubiegłym roku za granicę blisko 80 mld złotych. Połowę tej kwoty stanowiły legalne transfery dokonywane przez firmy zagraniczne w Polsce w formie np. dywidend dla zagranicznych akcjonariuszy. Drugie tyle (ponad 38 mld zł do listopada ub.r.) prawdopodobnie wypłynęło z kraju w drodze operacji nielegalnych (nielegalnie transferowane zyski, ceny transferowe i inne). Zazwyczaj kształtowały się one na poziomie plus/minus kilka miliardów, ale od 2007 roku, w chwili gdy na Zachodzie pojawiły się pierwsze symptomy kryzysu finansowego, skoczyły nagle do 31 mld zł, a rok później do blisko 40 mld złotych.
- Transfery finansowe na taką skalę są konsekwencją błędnie zrealizowanej transformacji – oddania znacznej części majątku w ręce zagraniczne i prywatyzacji naszej gospodarki na rzecz zagranicznych inwestorów strategicznych – wyjaśnia prof. Jerzy Żyżyński z Uniwersytetu Warszawskiego. Podkreśla, że legalne transfery wzrosły w ostatnich kilku latach dziesięciokrotnie – z 4 do 44 mld zł rocznie, zaś nielegalne podskoczyły radykalnie w ciągu ostatnich 2 lat.

Zero zdziwienia. Nie dość, że urzędnicy z nadania PO–PSL pozyskali ze środków unijnych o 20 mld zł mniej, to jeszcze w ciągu ostatnich pięciu miesięcy Polacy dopłacili do Unii Europejskiej ponad 1,5 mld zł.

Nasi wielcy przyjaciele, Ukraińcy, stawiają pomnik Romanowi Szuchewyczowi, działaczowi Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii, odpowiedzialnego za ludobójstwo na ludności polskiej na Kresach w latach czterdziestych ubiegłego wieku, stanie we Lwowie.  Jest to chyba ewenement na skalę światową. Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów ma udokumentowanych co najmniej 200 tys. zamordowanych Polaków na ziemi wołyńskiej, tarnopolskiej, lwowskiej i stanisławowskiej, a to właśnie Szuchewycz ponosi za nie odpowiedzialność, bo to on wydawał decyzje.

Jednocześnie wydawany za pieniądze polskich podatników organ Związku Ukraińców w Polsce „Nasze Słowo” wziął na muszkę sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa ministra Andrzeja Przewoźnika, którego za pomocą kampanii oszczerstw i pomówień usiłuje skompromitować i pozbawić urzędu.  Sekretarza Rady oskarża się ponadto o „polski nacjonalizm, tendencyjność, pogardliwy stosunek do ukraińskiego ruchu narodowego w okresie II wojny światowej, szczególnie do UPA”…

W centrum Lwowa obok gmachu rady miejskiej odbyła się w środę manifestacja na cześć „sławnych synów narodu ukraińskiego – Stepana Bandery, Romana Szuchewycza, Kłyma Sawura, Mykoły Lebedia, Jewhena Konowalcia”. Przechodniom wręczano czerwono-czarne szaliki (barwy OUN-UPA) z wizerunkiem Bandery.

Wrocławska policja zatrzymała dwóch biznesmenów podejrzewanych o wyłudzenie 5 mln zł kredytu, jak również o wręczenie korzyści majątkowej w wysokości 200 tys. złotych osobie, która pomogła im uzyskać kredyt. Cała sprawa ma znacznie szerszy kontekst: w związku z toczącym się śledztwem zatrzymano wcześniej już siedem osób, w tym pracownika firmy finansowej, który pomagał przy wyłudzaniu kredytów. Pracownik ten miał wziąć około miliona złotych łapówek, natomiast zatrzymanym zarzuca się wyłudzenie w sumie 68 mln zł kredytów. Pytanie za dwa punkty: jakiej narodowości są ci wszyscy biznesmeni?

Nie wiedzieliśmy, że w roku 2004 Portugalia wysłała okręt wojenny, aby uniemożliwić osławionej holenderskiej pływającej klinice aborcyjnej wpłynięcie na swe wody, na co jakże katolicznicka Polska nigdy by się nie zdobyła. I otóż Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że Portugalia naruszyła w ten sposób prawo do wolności słowa.  Czekamy na następne orzeczenie Trybunału, np. że Polska usiłując w 1939 roku przeszkodzić maszerującym wojskom niemieckim też naruszyła prawo do wolności słowa.

Augustów może stracić status uzdrowiska, bo urzędnikom z Ministerstwa Zdrowia nie podoba się, że przez miasto przejeżdża codziennie aż sześć tysięcy tirów. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że to właśnie rząd, w którym zasiada także minister zdrowia Ewa Kopacz, blokuje budowę obwodnicy Augustowa, dzięki której tiry mogłyby wreszcie omijać miasto.

Parlament Europejski większością 424 głosów przy 133 głosach sprzeciwu przyjął rezolucję wzywającą wszystkie kraje członkowskie Unii Europejskiej, które jeszcze nie uznały niepodległości Kosowa (Cypr, Hiszpania, Grecja, Słowacja i Rumunia), do jak najszybszej zmiany dotychczasowego stanowiska. Dokument wyraża ponadto wolę państw „27″ do udzielenia Kosowu ekonomicznego i politycznego wsparcia. Tak więc gówniane państewko, założone przez albańską mafię i  kryminalistów, zasługuje na niepodległość (czyżby z powodu, iż mieści się tam ogromna amerykańska baza wojskowa?). Natomiast Polska może się bez niepodległości obyć, bo już niemal o wszystkim, co istotne, decyduje Bruksela, Berlin i Telawiw, a niedługo pozbędziemy się nawet własnego pieniądza.

 Wreszcie coś z kręgów tzw. humoru klozetowego: tygodnik „Wprost” przyznał premierowi Donaldowi Tuskowi tytuł „Człowieka Roku”.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 23 »

Prof. Wolniewicz zgłoszony do prokuratury

Posted by Marucha w dniu 2009-02-06 (piątek)

Istnieją w Polsce jakieś dziwaczne, niszowe, acz dość wrzaskliwe organizacje, które za główny cel swego istnienia obrały opluwanie Polski i Polaków, co czynią pod hasłami walki z  antysemityzmem, ksenofobią, rasizmem, faszyzmem, nazizmem itp. Jak wiadomo bowiem problemem Polaków był zawsze faszyzm i nazizm (dopiero Niemcy zrobili z nimi porządek) oraz antysemityzm (czego dowodem był i jest zupełny brak oraz dyskryminacja osób narodowości żydowskiej w mediach, bankowości, polityce i szeroko pojętym przemyśle rozrywkowym).

Należy tu np. Stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita i Stowarzyszenie Nigdy Więcej. Nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, iż są inspirowane przez Żydów i zapewne Żydzi stanowią zdrowe jądro ich aktywu, o czym świadczą ich alergiczne reakcje na sprawy żydowskie oraz totalna obojętność lub nawet wrogość, gdy trzeba bronić Polski.

Trzeba od razu wyraźnie powiedzieć, że stowarzyszenia tego typu skupiają wyjątkowych wprost nikczemników, szumowiny i najzwyklejsze śmiecie – przy których prawdziwi faszyści i rasiści jawią się wręcz jako sympatyczni ludzie. Nie są to szubrawcy klasy ogólnokrajowej czy wręcz międzynarodowej,  jak choćby nieświętej pamięci prof. Geremek, Bartoszewski, Niesiołowski czy Tusk – są to małe, cuchnące gnojki, które jakże bardzo chciałyby zaistnieć na scenie politycznej. W normalnym, suwerennym kraju, organizacje tego typu były by otoczone powszechną pogardą.

Wpadł mi kiedyś w ręce list pisany przez członków któregoś z tych stowarzyszeń. Nie uwierzylibyście Państwo, ile najpotworniejszych wulgaryzmów i wyzwisk, kunsztownie wiązanych w łańcuszki, można zmieścić w jednym zdaniu. Takie to szumowiny chcą uczyć Polaków „otwartości”… a że teraz, pod rządami polskojęzycznych folksdojczów, wyczuły sprzyjające wiatry, zaczynają się uaktywniać.

Otóż Paula Sawicka, szefowa Stowarzyszenia przeciwko Antysemityzmowi i Ksenofobii Otwarta Rzeczpospolita, złożyła donos do toruńskiej prokuratury na prof. Wolniewicza, wybitnego filozofa, uczciwego ateistę życzliwie nastawionego do Kościoła i katolicyzmu, często występującego w Radio Maryja.

Zacytujmy fragment artykułu z toruńskiego wydania Gazeta.pl (http://miasta.gazeta.pl/torun/1,35576,6237040,Zglosili_prof__Wolniewicza_do_prokuratury.html?skad=rss):

Stowarzyszenie przeciwko Antysemityzmowi i Ksenofobii Otwarta Rzeczpospolita postanowiło działać po wczorajszej publikacji „Gazety”, w której przedstawiliśmy wypowiedzi prof. Bogusława Wolniewicza podczas sobotniej audycji stacji o. Rydzyka.
- Trwające u nas od dziesięciu lat, lekko licząc, nachalne forsowanie kultury żydowskiej i żydowskiego punktu widzenia staje się już nie do zniesienia! – krzyczał na antenie publicysta Radia Maryja. – Ta nachalność musi przecież wzbudzić reakcje i sprzeciwy, tak jak ten mój w tej chwili! Ale ufam, że ja nie jestem jedyny w Polsce, którego to razi.

Wolniewicz opowiadał m.in., że rząd Donalda Tuska chce zniszczyć Radio Maryja i „pcha” do kanonu lektur „drugorzędnego pisarza awangardowych dziwadeł” Brunona Schulza, bo „chce się przypodobać lobby żydowskiemu”. Krytykował też prezydenta Lecha Kaczyńskiego za to, że „ostentacyjnie wprowadził w Polsce świętowanie żydowskiego święta Chanuki”.

Oczywiście prof. Wolniewicz nie „krzyczał”, tylko mówił swoim normalnym głosem, co łatwo jest sprawdzić na załączonym nagraniu, ale cóż szkodzi żydowskiej prasie napisać, że krzyczał? Powinni jeszcze dodać, że miał spocony, czerwony kark, błędne oczy (to wszystko widać w radio) oraz nie zapomnieć, iż jest wygolony na zero, jak skin.

Prof. Bogusław WolniewiczPoza tym wszystko, co mówił prof. Wolniewicz jest prawdą. Ruguje się z kanonu lektur najwybitniejszych patriotycznych polskich pisarzy, na ich miejsce wprowadza drugorzędnego pisarza Schulza, który owszem, był awangardą, ale siedemdziesiąt lat temu. Spełnia się wszelkie życzenia żydowskiego lobby, włącznie z próbą eliminacji Radia Maryja, ale radio widocznie ma jakąś opiekunkę, która nad nim czuwa, bo coś im wciąż nie wychodzi.

Zresztą – najlepiej niech państwo sprawdzą sami. Wypowiedź trwa ok. pół godziny, ale warto jej posłuchać, zwłaszcza drugiej części, gdy profesor przechodzi na tematykę żydowską.
Nagranie z Rozmów Niedokończonych

Opublikowany w Me(r)dia, Polityka | Komentarzy: 40 »

Oni „żądają”…

Posted by Marucha w dniu 2009-02-04 (środa)

Światowe żydostwo i szabesgojstwo (wliczając w to postępowych biskupów katolickich) nie ustaje w atakach na Ojca Świętego, Benedykta XVI.

Pozornym powodem jest „antysemityzm” i „negowanie Holocaustu” przez jednego z biskupów Bractwa Św. Piusa X, Richarda Williamsona, który ośmielił się podać w wątpliwość zarówno ewidentnie absurdalną liczbę żydowskich ofiar II Wojny jak i fakt używania komór gazowych celem ludobójstwa.

Powodem prawdziwym jest powrót Tradycji do Kościoła Powszechnego, zapoczątkowany przywróceniem Mszy Świętej Wszechczasów i kontynuowany przez rehabilitację biskupów ekskomunikowanych przez Jana Pawła II za nic innego, jak za wierność postanowieniom wszystkich przedsoborowych papieży i nauce Doktorów Kościoła.

Szumowiny wiedzą bowiem dobrze, iż z Kościołem Tradycyjnym nie będzie zgniłych kompromisów, że nie zaleje go struga rzygowin poprawności politycznej, feminizmu, homoseksualizmu i wszelkiego lewactwa. I zdają sobie sprawę, że prawdziwi katolicy będą do niego ciągnąć, zostawiając za sobą w  liberalno-ekumaniackim „Kościele” wszystkich owych Życińskich, Gądeckich, Gocłowskich, Lustigerów, Czajkowerów i innych kapłanów „z korzeniami” genetycznymi lub mentalnymi.

We Francji trwa prawdziwa nagonka na Ojca Świętego, któremu zatroskane o Kościół żydomedia zarzucają odejście od Soboru Watykańskiego II, zerwanie z ekumenizmem i z tradycją Jana Pawła II, posądzają Ojca Świętego o antysemityzm i zapowiadają możliwość masowych odejść z Kościoła wierzących, którzy podobno zawiedli się na Papieżu po jego ostatnich decyzjach.

Nie wiedzieliśmy do tej pory, iż tradycja Jana Pawła II jest esencją i kwintesencją Kościoła – myśleliśmy iż chodzi raczej o nauczanie Św. Tomasza z Akwinu, ale już teologowie z „międzynarodowej prasy” wiedzą lepiej. Natomiast doskonale wiedzieliśmy, iż tzw. zdobycze II Soboru Watykańskiego były bardzo na rękę żydom, heretykom, masonom i w ogóle wrogom Kościoła Powszechnego. Stąd też ich panika i wściekłość – i dlatego tak bardzo ich bronią. A poza tym nie martwi nas, jeśli pewna liczba kryptożydów porzuci Kościół.

W USA 50 nominalnie „katolickich” kongresmenów wysłało list do Papieża z żądaniem odrzucenia poglądów bpa Williamsona. Kongresmenom coś się popindoliło w mózgownicach: żądać to oni mogą papieru toaletowego w płatnej wygódce. Papieża można jedynie prosić, a i to z szacunkiem.

Tak samo zresztą Anielcia Merkel, kanclerz Neo-Hitlerlandu: zażądała ona wyjaśnień od Papieża w kwestii „negowania Holocaustu”, które to wyjaśnienia winny być jasne i wyraźne. Otóż, nieproszeni, wyjaśniamy jasno i wyraźnie rozbezczelnionej pani Merkel, że na żądanie to jest przystanek autobusowy.

A my, wierni Kościołowi a nie ekumaniactwu czy II Soborowi, módlmy się o siłę duchową i zdrowie dla Ojca Świętego, aby miał odwagę i zdążył odkręcić „dobre owoce” tego Soboru: wyludniające się parafie, świątynie idące pod młotek, brak powołań kapłańskich i zakonnych, rosnąca obojętność religijna, coraz powszechniejszy synkretyzm, lawinowo rosnąca liczba rozwodów, dzieci pozamałżeńskich, dechrystianizacja ogromnych połaci globu itp.

Opublikowany w Kościół, Różne | Komentarzy: 86 »

Polscy marszałkowie obu izb krytykują Benedykta XVI

Posted by Marucha w dniu 2009-02-04 (środa)

Za gazetą dziennik.pl

Do zagranicznych krytykantów pouczających Ojca Świętego w związku ze zniesieniem ekskomuniki jaka ciążyła od 1988 r. na biskupach wyświęconych przez abpa Marcela Lefebvre’a oraz nagłośnioną przez media sprawą wypowiedzi jednego z nich bpa Richarda Williamsona na temat sposobu mordowania przez hitlerowców Żydów w obozie Auschwitz-Birkenau dołączyli polscy politycy.

Benedykta XVI zaatakowali marszałek Senatu Bogdan Borusewicz oraz marszałek Sejmu Bronisław Komorowski.

– Benedykt XVI popełnia błąd za błędem – stwierdził nikomu nieznany dotąd jako teolog Bogdan Borusewicz. – Wyraźnie Benedykt XVI odchodzi od linii, którą nakreślił i realizował Jan Paweł II. To nie jest dobra sytuacja – powiedział Borusewicz w pierwszym programie Polskiego Radia. Dziwi go brak informacji o warunkach, na jakich ekskomunika została zdjęta, a także to, że lefebryści nie złożyli jasnej deklaracji wierności nauczaniu Kościoła [sic! Widać, że bałwan pisze o czymś, o czym nie ma pojęcia - przyp.adm.].

Oburzającą wypowiedź Borusewicza skrytykował biskup Tadeusz Pieronek. Hierarcha zwrócił uwagę, że prywatnie każdy może formułować swoje opinie, ale jeśli wypowiada je marszałek Senatu, to powinien wiedzieć, o czym mówi.

Żyłkę teologa odkrył w sobie także marszałek wyższej izby parlamentu Bronisław Komorowski. W wywiadzie dla Radia Zet, broniąc skrytykowanego za swe niestosowne wypowiedzi Borusewicza, wyraził swe zaniepokojenie decyzją Papieża. Komorowskiego bardziej niż sprawa wypowiedzi Williamsona gorszy linia teologiczna Benedykta XVI. – Ja raczej bym oczekiwał od Kościoła – bo też należę do kategorii bardzo zaniepokojonych – wyjaśnienia, dlaczego do tej pory żyliśmy w przekonaniu, że przemiany soborowe po Soborze Watykańskim II są wielkim osiągnięciem Kościoła, a dzisiaj okazuje się, że trochę racji mieli lefebryści, którzy nie akceptowali rozwiązań soborowych, i za to w jakiejś mierze z Kościoła ich wykluczono. To mnie niepokoi – stwierdził marszałek Sejmu.

My zaś wszelkie niepokoje, jakie wyraża szumowina Komorowski, podsumujemy krótko: won, śmieciu, od Kościoła!

Opublikowany w Kościół, Polityka | Komentarzy: 19 »

Jędrzej Giertych – Chrześcijanie a żydzi

Posted by Marucha w dniu 2009-02-03 (wtorek)

Skopiowane z bibula.com jako kolejny „dobry owoc” w koszyczku  II Soboru…

Poniżej przypominamy tekst Jędrzeja Giertycha pt “Chrześcijanie a Żydzi”, wydrukowany w 1978 roku w wydawanym w Londynie piśmie ‘Opoka’.

Episkopat francuski ogłosił w dniu 7 kwietnia b.r., dokument pod tytułem: „Orientacje duszpasterskie w sprawie stosunku chrześcijan do żydów”. Oto najciekawsze punkty tych „orien­tacji”, w streszczeniu. Naród żydowski nie przestał być narodem wybranym: Nowe Przymierze nie przekreśliło Starego Przymierza i naród ten nadal jest obdarzony obietnicami. Judaizm jest religią szczególnie bliską chrześcijaństwu, bo jest religią tych, którzy byli wyznawcami tej samej wiary co ongiś pierwsi chrześcijanie, tyle tylko, że nie zrozumieli, iż Chrystus jest Mesjaszem; trzeba, by się chrześcijanie zdobyli na „nowe spojrzenie na naród żydowski, nie tylko w dziedzinie stosunków międzyludzkich, lecz również w dziedzinie wiary”; trzeba mieć wobec żydów postawę ekumeniczną i trzeba w naszym życiu religijnym korzystać z ich duchowych doświadczeń i osiągnięć. Naród żydowski jako zbiorowość nie jest winien ukrzyżowania Pana Jezusa. Dzisiejsze państwo izraelskie, mimo cierpień i krzywd, jakie jego powstanie przyniosło ludności arabskiej, jest faktem o znaczeniu nie tylko politycznym, ale i teologicznym i winno się cieszyć naszym poparciem i sympatią.

Ogłoszenie tego dokumentu stało się wydarzeniem o oddźwięku światowym. Spowodowało żywe i nieraz gwałtowne reakcje poza obrębem świata katolic­kiego i wywołało głębokie podzielenie się opinii publicznej wśród samej zbiorowości katolickiej. Jak donosi londyński “The Tablet” (z 5 maja i z 19 maja b.r.), “Dokument został dobrze przyjęty przez koła żydowskie we Francji. Naczelny rabin, p. Ja­kub Kapłan powitał go jako narzędzie popierania wzajemnego poznania i szacunku, których pragnął Sobór Watykań­ski II i podkreślił, że te «orientacje» są najzupełniej zgodne z nauką największych teologów żydowskich. Inni żydowscy przywódcy zauważyli ze szczególnym zadowoleniem całkowite uniewinnienie (przez ten dokument) narodu żydowskiego jako całości z odpowiedzialności za śmierć Chrystusa”.

Dokument wywołał gwałtowną reakcję protestu w świecie arabskim, a zwłaszcza wśród arabskich chrześcijan. Ambasadorowie krajów arabskich w Paryżu ogłosili wspólny komunikat, w którym określili ,,Orientacje” jako oświadczenie ,,nie w porę”, “stronnicze” i „świętokradcze”.

Ambasadorowie Libanu i Egiptu przy Watykanie podnieśli protest u Stolicy Apostolskiej. Ostry protest został także podjęty przez organizację, poświęconą kontaktom chrześcijańsko-muzułmańskim w Madrycie. Rzecz jednak ważniejsza, że ze stanowczym sprzeciwem wystąpiły czołowe powagi katolickie, i to bynajmniej nie wyłącznie arabskie. W Damaszku, w Syrii, grecko-katoliccy biskupi zebrali się celem przestudiowania dokumentu, poczem wysłali dwie depesze, jedną do Ojca Świętego, drugą do przewodniczącego Konferencji episkopatu francuskiego, kardynała Marty, domagając się całkowitego i niedwuznacznego odwołania tego „niebezpiecznego” tekstu. (Podpisali te depesze biskupi Boutros Rahi, Jerzy Chelhot, Boulos Koussa i Ludwik Harfouce). Ponadto, wysłali do Stolicy Apostolskiej w dniu 21 kwietnia protest biskup Damaszku Illibi i grecko-katolicki biskup Aleppo, Naofitos.

W pierwszych dniach maja czterdziestu jezuitów różnych narodowości, pracujących w Libanie, ogłosiło wspólne oświadczenie, w którym stwierdzili, że „każdy dobry chrześcijanin musi odrzucić takie orientacje, i więcej nawet, każdy dobry chrześcijanin, powodując się zmysłem wiary, posiadanym przez każdego członka ludu Bożego, ma obowiązek publicznie i formalnie sprzeciwić się temu błędnemu nauczaniu”. Stwierdzili także, że jest to „tekst polityczny, teologicznie nie do obronienia”. Oraz przypomnieli, że „obietnice zostały spełnione” i zarzucili francuskiemu doku­mentowi, że „przemilcza urzeczywistnienie obietnic”. (Cytuję wedle „Bulletin du Cercie d’Information civique et sociale”, Paryż, Nr. 152 z dn. 1 czerwca).

W dniu 27 kwietnia episkopat rzymsko-katolicki krajów Afryki Północnej (Algerii, Marokka i Tunisu), jak wiadomo, złożony w istocie wyłącznie z biskupów narodowości francuskiej, ogłosił oświadczenie, zawierające surową krytykę „Orientacji duszpasterskich” episkopatu francuskiego, stwierdzając zarazem w nich „poważne dwuznaczności”, oraz „złowrogie (nefaste) pomieszanie między judaizmem i syjonizmem, oparte na interpretacji Biblii, stanowiącej nadużycie (abusive)”. Oświadczenie to wychodzi z założenia, że obietnice proroków zostały spełnione z jednej strony przez powrót z niewoli babilońskiej, a z drugiej strony przez przyjście Mesjasza. (Cytuję wedle tego samego źródła).

Wreszcie, rzecz szczególnej wagi, jeden z najwybitniejszych teologów francuskich, kardynał Danielou (przebywający stale w Rzymie i nie będący członkiem francuskiego episkopatu), ogłosił w dniu 28 kwietnia w paryskim dzienniku ,,Le Figaro” oświadczenie, w którym stwierdził, że „tekst wdaje się w dającą się zakwestionować teologię, dotyczącą dzisiejszej roli narodu żydowskiego w historii zbawienia. Twierdzi on w szczególności, że nie można uważać, iż «naród żydowski został odarty ze swej roli narodu wybranego*.” Naród żydowski, wedle kardynała Danielou, został wybrany, by wykonać określoną misję, a misja ta jest urzeczywistniana przez Kościół. „To wybranie było tymczasowe w tym znaczeniu, że był on (naród żydowski) powołany nie do tego, by je zachowywać zazdrośnie jako przywilej wyłączny, lecz by się nim podzielić ze wszystkimi narodami. (.. .) Cała ludzkość była pierwotnie powołana przez Boga i to wszystkie narody zgromadziły się w Kościele. Jest fałszem mówić dziś jeszcze o szczególnym wybraniu narodu żydowskiego. I jest to, na dodatek, najlepszy sposób do obudzenia antysemityzmu’”.

Kardynał Danielou stawia następnie pytanie, co ma oznaczać następujące zdanie w tekście biskupim: „Pierwotne Przymierze nie zostało przekreślone przez nowe Przymierze”. Wreszcie cytuje jeszcze jedno zdanie, które, „nas niepokoi”. Nakazuje ono „nowe spojrzenie chrześcijan na naród żydowski, nie tylko w dziedzinie stosunków międzyludzkich, lecz również w dziedzinie wiary”. Kardynał Danielou odpowiada na to w tonie bardzo stanowczym. „To właśnie tego nie możemmy zrobić. Nie mamy prawa zmieniać wiary”.

W Rzymie, profesor Alessandrini, dyrektor biura prasowego Stolicy Apos­tolskiej, oświadczył, że w sprawie stosunku do żydostwa Watykan trzyma się deklaracji soborowej „Nostra Aetate”. Zrozumiano to powszechnie jako wyrażenie dezaprobaty dla dokumentu biskupów francuskich. Wreszcie, także i głowa episkopatu francuskiego, kardynał Marty, arcybiskup Paryża, odciął się w pewnym stopniu od tego dokumentu, oświadczając, że dokument ten jest dziełem „Komitetu biskupiego, a nie Episkopatu francuskiego”. (Cytuję wedle „Bulletin”, jak wyżej). Ów „komitet biskupi do spraw stosunków z judaizmem” został w roku 1969 powołany do życia przez Episkopat fran­cuski i składa się z sześciu biskupów, którymi są Ich Ekscelencje Eichinger (Strasburg), Etchegaray (Marsylia), Riobe (Orlean), Brand (Frejus), Pezeril (sufragan paryski) i Decourtray Dijon). Sekretarzem komitetu jest dominikanin, ojciec Bernard Dupuy. Przewodniczącym jest biskup Eichinger ze Strasburga. Warto zauważyć, że w komitecie tym zasiada ks. biskup Pezeril, który wsławił się poprzednio swoją demonstracją promasońską. Wymieniony wyżej „Bulletin” robi mimochodem uwagę, że „człowiek stawia sobie pytanie, co sądzi na omawiany temat Sekretariat do spraw stosunków z Islamem, złożony z Ich Ekscelencji księ­ży biskupów Huyghes (Arras), Collin (Digne) i Collini (Tuluza)”.

Jak widzimy, część francuskiego Epi­skopatu zaangażowała się w wystąpienie, skrytykowane następnie przez liczne ośrodki katolickie (także i przez bis­kupów i kardynałów Francuzów), nie tylko jaskrawo filożydowskie w sensie politycznym (a więc stronnicze na niekorzyść Arabów palestyńskich), ale i naginające teologię katolicką do wymagań propagandy żydowskiej głoszącej prymat rasy żydowskiej w świecie jako narodu wybranego, oraz propagującej wciąż trwającą wartość uniwersalną żydowskiej religii.

Nie po raz pierwszy, niektórzy członkowie francuskiego Episkopatu okazali, że ich katolicka prawowierność jest pod znakiem zapytania. Wymieniony wyżej „Bulletin” otwarcie stwierdza, że „już drugie oskarżenie o herezję zostało uczynione przeciwko biskupom francuskim. A że oskarżenie to sformułowane zostało przez innych biskupów, jest to cios dla jedności katolickiej”. Biuletyn wyraża niepokój z powodu postawy francuskiego Episkopatu i przy­pomina, że przecież „idąc ślepo za swoimi biskupami katolicy Anglii, Niemiec, Holandii i Skandynawii stali się pomalutku, protestantami w wieku XVI”.

Miałem już sposobność pisać w „Opoce”, że obecny kryzys w Kościele to jest przede wszystkim kryzys Episkopatu. Zbyt wielu ludzi nieodpowiednich — czy to słabych, pozbawionych charakteru, lub źle zorientowanych, czy też będących „wtyczkami” wrogich sił i „wilkami w owczej skórze” — zostało w ostatnim ćwierćwieczu mianowanych biskupami i to oni są głównym czynnikiem fermen­tu i dezorganizacji w Kościele. „Orientacje” biskupów francuskich w sprawie stosunku do żydów mają znaczenie nie tylko teologiczne. Mają one także i wielkie znaczenie polityczne. Nadesłano mi z Ziemi Świętej wyci­nek z gazety „Nowiny Izraelskie”, dziennika żydowskiego w języku polskim, ukazującego się w Izraelu: niestety wyci­nek jest bez daty, ale przypuszczam, że musi on pochodzić z kwietnia lub początku maja bieżącego roku. Są w nim in­formacje następujące: „Przywódcy Kościoła katolickiego obawiają się pogorszenia sytuacji Kościoła w świecie muzułmańskim w wyniku ogłoszenia dokumentu episkopatu francuskiego na temat Żydów. Obawy te opierają się na obserwacji reakcji różnych krajów arabskich na ten dokument. Ambasador egipski (w Rzymie) M. Waspi oznajmił wczoraj na konferencji prasowej że «nie do pomyślenia jest, by nie nastąpiły reakcje polityczne na ten dokument, niezależnie od tego, czy tego pragniemy, czy też nie. . .

Dokument stawia Kościół katolicki w kilku­nastu krajach w obliczu niebezpieczeństwa.». Rządowa gazeta algierska «El Mu-dżahid» pisała, że «jeśli katolicki Kościół chce, aby Arabowie nadal go tolerowali, to powinien ponownie rozpatrzeć swe stanowisko i wyciągnąć odpowiednie wnioski». Rozeszły się ponadto pogłoski, że patriarcha koptyjski w Aleksandrii wykorzysta swą oficjalną wizytę u Papieża Pawia VI w dniu 4 maja, aby przypomnieć Kościołowi katolickiemu, że jest wielu chrześcijan w Palestynie i w państwach arabskich, o których nikt nie troszczy się w dostatecznej mierze. Obserwatorzy w Watykanie sądzą, że biorąc to wszystko pod uwagę, Stolica Apostolska stara się odgrodzić od dokumentu wydanego przez francuski episkopat”. Tyle gazeta żydowska.

Oczywiście Arabowie nie mają Koś­ciołowi katolickiemu nic do rozkazywania, ani do doradzania, w co ten Kościół ma wierzyć. Gdyby Kościół ogłosił jakiś dokument, nie podobający się Ara­bom, czy muzułmanom, zawierający prawdy wiary czy moralności, wzgląd na Chrześcijan w krajach arabskich nie mogłby powstrzymywać Kościoła od obstawania przy treści tego dokumentu. lleż to razy chrześcijanie musieli być gotowi na męczeństwo z takich właśnie, lub podobnych powodów! Ale rzecz w tym, że „Orientacje” francuskie wcale nie zawierają prawd wiary a przeciwnie mają treść z punktu widzenia wiary wysoce wątpliwą. I dlatego że niektórzy biskupi francuscy (bo nie wszyscy) chcą się przypodobać żydom, chrześcijanie w krajach arabskich mają doznać prześladowań, a chrześcijanie pod władzą Izraela mają się czuć opuszczeni!

Sprawa omawianego tu francuskiego dokumentu daje mi sposobność do wy­powiedzenia kilku własnych uwag na ten sam temat, to znaczy na temat ustosunkowania się chrześcijan do judaizmu. Wypowiadam je jako człowiek świecki, w pełni świadomy tego, że zdanie jego nie ma żadnej powagi. Wypowiadając je, chcę bronić katolickiej ortodoksji. Gdyby się okazało, że poglądy moje są sprzeczne z tym co w punktach dogmatycznych jest wyrazem poglądu Stolicy Apostolskiej, z góry to co powiedziałem, wycofuję. Oto moje uwagi.

Żydzi jako zbiorowość religijna (trudno powiedzieć: jako kościół, gdyż formalnego kościoła nie tworzą), są społecznością zbuntowaną przeciwko Bogu. Byli narodem wybranym. Mesjasz narodził się wśród nich. Powinni byli przyjąć Go i pójść za Nim. Ale Go nie przyjęli. Jest to jeden z wielkich, kosmicznych buntów we wszechświecie, następny po upadku Szatana i po buncie Adama i Ewy. Rozporządzali, tak samo jak upadły Anioł, i jak Adam i Ewa, wolną wolą i z tej wolnej woli skorzystali. Była to decyzja zbiorowości, a nie samych tylko jednostek. Dlatego judaizm jest zbiorowością religijną upadłą — w pewnym sensie tak się mającą do narodu wybranego z czasów przed Chrystusem, jak się upadły Anioł ma do nie upadłego Anioła. Ale to nie znaczy, że poszczególny żyd (poza tymi co brali osobisty udział w skazaniu Chrystusa itp.) jest jednostką upadłą, żyje on własnym życiem, ma własną wolną wolę i może zarówno upaść, jak być zbawionym. Oraz nie ponosi winy za to, że się urodził w zbiorowości upadłej: oderwa­nie się od tej zbiorowości nie jest dla niego łatwe, został w określonych pojęciach wychowany i lojalność, wierność tradycji i całej odziedziczonej duchowej spuściźnie, wierność rodzicom, przod­kom, nauczycielom, swemu narodowi, bardzo mu to oderwanie się utrudnia, sprawiając, że należy on nadal do tej zbiorowości z całą dobrą wolą.

Ale dobra wola, poszczególnego żyda jako jednostki nie umniejsza złej woli judaizmu jako zbiorowości. Żydostwo jako zbiorowość powzięło określoną decyzję i nie można go z tej de­cyzji rozgrzeszyć. Decyzja ta kształtowała się w zbiorowej duszy Izraela już od pewnego czasu przed Ukrzyżowaniem, a co Chrystus o tym myślał, wiemy najlepiej z tekstu Ewangelii św. Jana, 8, wiersz 43-47: ,,Czemu mowy mojej nie rozumiecie? Gdyż nie możecie słuchać mowy mojej. Wy z ojca diabła jesteście i pożądania ojca waszego czynić chcecie. On był zabójcą od początku i w prawdzie się nie ostał, bo nie ma w nim prawdy; (.. .) Kto z Boga jest, słów Bożych słucha: dlatego wy nie słuchacie, że z Boga nie jesteście”.

Wiemy jednak, m. in. z listu św. Paw­ia do Rzymian, że żydzi się jako zbiorowość w końcu do Chrystusa nawrócą: ,,Zaślepienie po części spadło na Izraela, dopóki poganie nie wejdą w pełności, i tak wszystek Izrael będzie zbawiony, jak napisano”, (11,25-26). To zresztą wcale nie przekreśla możliwości, że Antychryst co jest szeroko rozpowszechnionym mniemaniem, może wyjść właśnie z żydowskich szeregów, z jakiegoś ich odłamu, który się nie nawróci nigdy. Pan Jezus powiedział, że żydzi za Antychrystem pójdą: ,,Ja przyszedłem w imię Ojca mego, a nie przyj­ujecie mnie: jeśli inny przyjdzie w imię swoje, jego przyjmiecie”. (Św. Jan, 5, 43). Czy będzie to jeszcze przed nagłym, ostatecznym nawróceniem się narodu żydowskiego ? Czy też dotyczy to nie wszystkich żydów, ale tylko jakiegoś ich odłamu, do którego wyłącznie (a nie do całego narodu) Pan Jezus w owej chwili przemawia!?

Należy odrzucic mniemanie, że to tylko poszczególni żydzi, a nie żydostwo jako zbiorowość, odrzucili Chrystusa. Byli oni zorganizowaną zbiorowością religijną, mieli świątynię, kapłanów i arcykapłanów, mieli warstwę przywódców religijnych, “uczonych w Piśmie”, mieli panującą opinię publiczną. To nie jacyś prywatni Żydzi wydali Chrystusa Rzymianom. Został On aresztowany, przesłuchany i oskarżony przez prawowite władze żydowskiej zbiorowości religijnej i to te władze wydały Go Rzymianom, oskarżając Go i domagając się kary śmierci na Niego. Nie bylo żadnego rozdźwięku między tymi władzami a opinią publiczną żydowskiego narodu, ani żadnego protestu, czy rewolucji. Ma­sy żydowskie stały po stronie swoich przywódców i domagały się kary śmierci na Chrystusa, domagały się ukrzyżowania Jego, a nie Barabasza. Ci, co poszli za Chrystusem, byli w narodzie żydowskim mniejszością, i to mniejszością prześladowaną i sterroryzowaną. Czytamy przecież w Ewangelii, że się zamykali w swoich domach, że się bali. Niektórzy, jak Św. Szczepan, byli przez motłoch żydowski zabijani.

Trzeba tu rozróżnić dwie sprawy: nie pójście za Chrystusem i odrzucenie Go jako Mesjasza, zarówno jak odrzucenie Jego nauki; oraz ponoszenia winy za Ukrzyżowanie Go. I w jednej i w drugiej sprawie trzeba stwierdzić, że odpowiedzialny jest naród żydowski jako zbiorowość. Twierdzenie, że to Rzymianie, a nie żydzi są winowajcami Ukrzyżowania, jest absurdalne. To władze religijne żydowskie chciały śmierci Chrystusa i to żydowski tłum wołał: „Ukrzyżuj Go”! I to kapłani żydowscy wydali Chrystusa w ręce Rzymian, oskarżając Go przed nimi, jako przed władzą okupacyjną, o winy przeciwko nim. Kto jest większym winowajcą: denuncjant, donoszący okupantowi, czy okupant, który w tej sytuacji nie może przymknąć oka? Piłat chciał Chrystusa uratować, ale to żydzi mu na to nie pozwolili. To o Rzymianach Chrystus mówił: nie wiedzą, co czynią. Żydzi bardzo dobrze wiedzieli, co czynią.

Jest nieporozumieniem uważać dzisiejszą religie żydowską za identyczną z religią Starego Testamentu i tej społeczności żydowskiej, w której żyli Najświętsza Maria Panna, święty Józef i sam Chrystus Pan. Odrzucenie Chrys­tusa zbiegło się w czasie z zupełnym przewrotem religijnym w narodzie żydowskim: trudno wątpić, że przewrót ten był przez odrzucenie Chrystusa spowodowany: Pan Bóg odwrócił się od żydów. Czytamy wszak o momencie śmierci Pana Jezusa na krzyżu: „I oto zasłona świątyni rozdarła się na dwie części od wierzchu aż do dołu, i ziemia zadrżała, a skały popękały”. (Św. Mateusz 27, 51). „A zasłona świątyni rozdarła się na dwoje od wierzchu aż do dołu”. (Św. Ma.rek, 15, 38). ,,I zaćmiło się słońce, a zasłona świątyni wpół się rozdarła”. (Św. Łu­kasz, 23, 45).

Z chwilą śmierci Pana Jezusa świętość świątyni jerozolimskiej przestała istnieć. A wkrótce także i sama świątynia przestała istnieć. Religia żydów epoki ewangelicznej (i wcześniejszej), a religia żydów dzisiejszych, to dwie zupełnie różne rzeczy. Tamci mieli świątynię, cały skomplikowany rytuał krwawych ofiar, mieli arcy­kapłanów i Sanhedryn, mieli system pielgrzymek do świątyni. Ich wiara zawarta była w pismach Starego Testamentu. Ci dzisiejsi nie mają świątyni, nie próbują jej odbudowywać, choć w ich ręku jest miejsce gdzie się ona znajdowała, całkowicie zaniechali krwawych ofiar. Nie mają nadbudowy organizacyjnej, jaką była hierarchia arcykapłańska i sanhedryn. Ich synagogi nie są świątyniami, lecz tylko domami modlitwy i salami zebrań. Ich rabini nie są kapłanami, lecz tylko uczonymi w piśmie, nauczycielami, oraz przewodniczącymi w modlitwie; szczątek tradycji kapłańskiej, jaki się u dzisiejszych żydów przechował w postaci dziedzicznych przywilejów rodu Cohenów jest już tylko bardzo słabym echem dawnej roli warstwy kapłańskiej. Nurtują w żydostwie prądy wtajemniczenia, których przejawem jest rola „cadyków”, nie mające z religią starotestamentową nic wspólnego.

Wpra­wdzie dzisiejsi żydzi uznają główne części Starego Testamentu za swą świętą księgę, ale interpretują tę księgę w sposób nowy, mianowicie przy pomocy Talmudu. W istocie, to Talmud jest dziś ich główną świętą księgą, a Stary Testament o tyle tylko, o ile jest przez Talmud cytowany i objaśniany.

Mają ponadto inne jeszcze pisma religijne, do których (wszyscy, lub niektórzy), przywiązują wielką wagę. Jedną z nich jest Kabała, bardzo już swą treścią daleka od tego w co wierzyli późniejsi pierwsi chrześcijanie. Być może jest wolą Boga, by w chwili końca świata żydzi byli obecni w Jerozolimie, a nawet może by znajdo­wał się tam ośrodek przywódczy żydow­skiego narodu, ale to nic znaczy, by żydzi mieli w Jerozolimie królować.

Utworzenie państwa izraelskiego w Ziemi świętej jest faktem czysto politycznym, bez żadnego znaczenia mesjanicznego. Osobiście, życzę Republice Izraelskiej wszystkiego dobrego. W r. 1967, gdy wydawało się, że może być zmiażdżona, co mogłoby pociągnąć za sobą eksterminację lub wygnanie jej ludności, życzyłem jej zwycięstwa. Uważam, że żydzi mają do tego prawo, by mieć jakieś miejsce pod słońcem wyłącznie dla siebie i by mieć „siedzibę narodową” o charakterze państwowym, w której mogliby się jako naród rozwijać i kwitnąć. A ich godne szacunku, dwutysiącletnie przywiązanie do porzuconej Jerozolimy zasługuje na to, by mieli tę siedzibę narodową nie gdzie indziej, tylko w Ziemi Świętej. Na prawo do pobytu na tej ziemi zasłużyli sobie nie tylko tymi dwoma tysiącami lat tęsknoty i wierności, ale też wielkim wkładem osobistego życiowego poświęcenia, pierwotnych osadników w kibucach, oraz wkładem pracy, wy­niku i także i pieniędzy, za które przecież początkowo ziemię od Arabów kupiono.

Ale prawo żydów do własnej siedziby narodowej nie oznacza, by takie same prawo do własnej ojczyzny osobnego narodu w rodzinie narodów arabskich, jakim są Palestyńczycy, miało być podeptane. Także i oni mają prawo do własnego państwa. Mają także i prawo do wynagrodzenia olbrzymich, wyrządzonych im krzywd, a przede wszystkim bezprawnej konfiskaty bez odszkodowania części ich ziemi, domów i dobytku i wyrzucenia ich na wygnanie. Żadne względy międzynarodowej, czy naturalnej sprawiedliwości nie wymagają, by Republika Izraelska musiała być małym mocarstwem, potęgą militarną zdolną zniszczyć Egipt jedną bombą atomową, rzuconą na tamę asuańską (przez co cały naród egipski może być skazany na utopienie), potęgą polityczną, marzącą o Damaszku, Bagdadzie i dostępie do Zatoki Perskiej, potęgą gospodarczą, dążącą w łączności z potęgą diaspory, do panowania nad światem.

Wydaje mi się, że sprawiedliwym rozwiązaniem byłyby dwa państwa w Ziemi świętej, żydowskie i arabskie, żyjące w zgodzie obok siebie na odpowiednio podzielonym terytorium i odbudowane w swej arabskiej części przez wielkiej skali pomoc gospodarczą odszkodowawczą żydowską. Albo też jedno państwo federalne, złożone z dwóch kantonów, żydowskiego i arabskiego, podobne do Szwajcarii, czy może do Jugosławii.

Osobnym zagadnieniem jest sprawa Jerozolimy i innych miejsc świętych. Jerozolima jest miastem świętym nie tylko dla żydów, ale także i dla chrześcijan, oraz muzułmanów. Przez wieki całe chrześcijańska Europa walczyła o wyzwolenie Jerozolimy spod jarzma niewiernych.Czy mamy dzisiaj, my chrześcijanie, o Jerozolimie za­pomnieć ? Sprawiedliwym rozwiązaniem sprawy Jerozolimy jest uczynienie z niej, a przynajmniej z jej starego miasta, strefy niezależnej od wyłącznej władzy żydów. Miało by się ochotę zaproponować przyłączenie starej Jerozolimy, a obok niej także i Betleem i Nazaretu do Państwa Watykańskiego, to znaczy uczynienie z nich enklawy pod władzą Papieża. Ale jest jasne, że w dzisiejszej sytuacji to jest rozwiązanie niewykonalne. Tak więc rozsądnym rozwiązaniem byłoby utworzenie „Terytorium miejsc świętych” jako zony międzynarodowej, rządzonej przez radę czterech religij (katolików, chrześcijan wschodnich, żydów i muzułmanów), a znajdującej się pod opieką i gwarancją wielkich mocarstw.

Biuletyn (mimo skrajnej nazwy będący zna­nym francuskim dwumiesięcznikiem), mówiąc o „drugim” oskarżeniu, nawiązuje do wydania w roku 1973 Nowego Mszalika Niedzielnego, będącego wydawnictwem oficjalnym Episkopa­tu francuskiego, polecanym przez biskupów i kler i noszącymImprimatur J.E. ks Boudon, biskupa Mendę, będącego od wielu lat preze­sem francuskiej Komisji Biskupiej do spraw Liturgii. Mszalik ten zawiera odchylenia od katolickiej prawowierności. m. in. na str. 383 tak pisze o Mszy Św.: „Nie chodzi o dodawanie jednej Mszy do drugiej, choćby wewnętrznie i zewnętrznie nie wiedzieć jak dobrze odprawionej, po to, by otrzymały od Boga łaskę. Chodzi po prostu o przypomnienie jedynej ofiary, już spełnionej: tej doskonalej ofiary, w której Chrystus Sam się ofiarował i o nasze przyłączenie się do niej”. Biuletyn przypomina, że słowa te są w jawnej sprzeczności z trzecim kanonem Soboru Trydenckiego o Mszy Św.: „Jeśli ktoś mówi, że Ofiara Mszy jest tyl­ko aktem uwielbienia i dziękczynienia, lub tyl­ko prostym przypomnieniem Ofiary spełnionej na Krzyżu, niech będzie Anatema”. Spowodowało to liczne echa w prasie francuskiej. Ale jak dotąd, Episkopat francuski nie zareagował na to. „To właśnie owo milczenie nas niepokoi” — pisze „Bulletin”.

Jędrzej Giertych ‘Opoka’, numer 8, 1978

Opublikowany w Kościół, Polityka | Komentarzy: 9 »

Jak żydomedia postrzegają Benedykta XVI

Posted by Marucha w dniu 2009-02-02 (poniedziałek)

„DP”: Kościół katolicki jest na drodze do sekty

„Joseph Ratzinger jest błyskotliwym teologiem, pisze wspaniałe homilie i niewątpliwie ma charyzmę. I prowadzi Kościół katolicki w kierunku wspólnoty sekciarskiej” – pisze austriacka gazeta „Die Presse”.

W „atakach na »relatywizm«, »pojednaniu« ze spadkobiercami przedsoborowego schizmatyka (Marcela) Lefebvre’a, wreszcie powołaniu Gerharda Marii Wagnera na biskupa pomocniczego Linzu” gazeta dostrzega „wyraźną koncepcję” – chodzi o „małe, dobrze pilnowane stadko, któremu świat zewnętrzny ze swą różnorodnością i wieloznacznością, ze swą barwnością i wielorakimi propozycjami, nijak nie może zaszkodzić”.

- Ma powstać Kościół 100-procentowych katolików, sprzysiężona katakumbowa wspólnota bezlitośnie dobrych – pisze „Die Presse” na zakończenie.

Za portalem Onet.pl

Opublikowany w Kościół | Komentarzy: 43 »

Bezkarne głoszenie niepoprawnych poglądów

Posted by Marucha w dniu 2009-02-02 (poniedziałek)

Prezydent Czech Vaclav Klaus wykorzystał lukę w prawie unijnym, która zezwala na bezkarne głoszenie oburzających i niesłusznych poglądów.

Otóż V. Klaus stwierdził: „Nie uważam, abyśmy mieli do czynienia z jakimkolwiek globalnym ociepleniem. Nie ma na ten temat żadnych danych statystycznych.” Co gorsza, V. Klaus powiedział jeszcze: „Środowiskowe maniactwo i alarmizm globalnoociepleniowy zagrażają naszej wolności„.

Nie trzeba chyba dodawać, że stanowisko prezydenta sprawującej obecnie przewodnictwo w UE Republiki Czech stoi w sprzeczności z oficjalnym stanowiskiem Wspólnoty jako całości – a także z tym, co sądzi tzw. społeczeństwo w oparciu o rzetelne informacje prasowe.

Natomiast pogląd Vaclava Klausa na kwestię globalnego ocieplenia jest tożsamy z opiniami faszystów i terrorystów, zwancch „ekspertami”, którzy wskazują, że największym emiterem dwutlenku węgla są akweny wodne, czyli po prostu morza i oceany.

Mamy nadzieję, że już wkrótce „kłamstwo klimatyczne”, czyli podawanie w wątpliwość ustalonych prawd będzie karane podobnie, jak „kłamstwo oświęcimskie”.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 66 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 117 other followers