Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archiwum z Kwiecień 2009

Monsanto – wyżywienie świata w rękach handlarzy niewolników

Posted by Marucha w dniu 2009-04-30 (czwartek)

Patent pending

Patent pending

Amerykański koncern Monsanto, o którym pisaliśmy w poprzednim artykule,  jest dostawcą 90% genetycznie modyfikowanych zbóż na świecie, właścicielem wielkiej liczby patentów na genetycznie modyfikowane rośliny i prezentuje siebie jako dobroczyńcę ludzkości, zwalczającego światowy głód i szkodniki roślin uprawnych. Tymczasem celem Monsanto nie jest żadne tam „zwalczanie głodu”, tylko uzyskanie całkowitej kontroli nad światową produkcją żywności i opatentowanie wszystkiego, co daje się jeść, a pochodzi z organizmów żywych (jak na razie…) Próbowali nawet opatentować świnię. Póki co działkowicze, wysiewający marchewkę i pietruszkę nie muszą jeszcze opłacać się Monsanto, ale niewątpliwie i do tego dojdzie, jeśli świat nie zareaguje, jak powinien.

Monsanto Death

Monsanto jest trucicielem gleby, wody i powietrza, odpowiedzialnym za wystepowanie wielu chorób, za degradację środowiska, ukrywający przed społeczeństwem skutki swej zbrodniczej działalności i kłamiący na temat rzekomej nieszkodliwości swych frankensteinowskich produktów. Sfora prawników wynajętych przez Monsanto gotowa jest w każdej chwili rzucić się do gardła każemu, kto w jakikolwiek sposób „narusza interesy” koncernu. Cała nadzieja w tym, że Marucha jest za mały, aby taki gigant w ogóle go dostrzegł i usłyszał jego cienkie popiskiwanie.

Monsanto zagraża zniszczeniem różnorodności gatunków, jakie człowiek uprawiał i jakie mu dobrze słuzyły przez tysiące lat. Monsanto rujnuje odwieczne, sprawdzone tradycje, zabraniając rolnikowi zostawić część ziarna na przyszłoroczne zasiewy i zmuszając go do corocznych zakupów nowego ziarna. Trwają u nich prace nad wytworzeniem zbóż, które będą w ogóle niezdolne do rozmnażania się z własnego ziarna.

Kim są Monsanto?

Zanim jeszcze zaczęliśmy dokładniej badać sprawę, byliśmy niemal pewni, iż nie mogą to być zwykli goje. Do przekrętów, do kłamstw, do oszustw na skalę światową, do takiej pogardy dla tradycji rolniczej, mogą być zdolni jedynie Żydzi. I nie omyliliśmy się.

Według m.in. informacji zamieszczonych na stronie:
    http://www.rense.com/general76/ssje.htm
rodzina Monsanto wywodzi się z prominentnych żydowskich handlarzy niewolników z Luizjany. Do rodziny tej należał m.in. Benjamin, Isaac, Manuel, Eleanora, Gracia i Jacob. I tak – w roku 1785 zakupili 12 czarnych niewolników, w roku 1878 – 44 niewolników, w roku 1768 – 80.
W 1794 Benjamin sprzedał czarną kobietę „Babet” Franco Cardelowi. Manuel sprzedał dwoje czarnych z Gwinei, „Polidor” i „Lucy” Jamesowi Saundersowi za 850 dolarów w srebrze.
Niewolnicy dostawali imiona typu „Quetelle”, „Valentin”, „Baptiste”, „Prince”, „Princess”, „Ceasar”, „Dolly”, „Jen”, „Fanchonet”,  „Rozetta”, „Mamy”, „Sofia” itp. Isaac wielokrotnie używał czterech spośród nich jako zabezpieczenie, gdy znalazł się w kłopotach finansowych.

Nie ma sensu cytować dalej wszystkich operacji biznesowych rodziny Monsanto. Warto jednak porównać fakty historyczne: handlarzami niewolników byli głównie Żydzi - z czarną legendą rozpowszechnianą przez media i przemysł rozrywkowy, gdzie jako handlarze niewolników są ukazywani chrześcijanie.

Pod adresem:
   http://v3v.org/videos/Monsanto.wmv
   http://v3v.org/videos/Monsanto.flv
znajduje się trwający 1 godzinę 49 minut film na temat działalności tej frankensteinowskiej firmy, stanowiącej realną groźbę dla świata. Długi, ale konieczny do obejrzenia. Napisy są po polsku. Nieco szybciej ładuje się wersja FLV (Flash Video).

Nb. prezydent USA, Barack Obama, który reklamował się jako przeciwnik GMO, mnianował jako szefa USDA (Amerykańskiego Departamentu Rolnictwa) … człowieka z Monsanto, niejakiego Toma Villsacka. Tyle są warte prezydenckie zapewnienia na tym polu, a więc zapewne tyle samo są też warte na innych polach.

Representant Monsanto szefem amerykańskiego rolnictwa

Reprezentant Monsanto szefem amerykańskiego rolnictwa

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 35 »

GMO- Genetically Modified Organism

Posted by Marucha w dniu 2009-04-29 (środa)

Genetycznie modyfikowany organizm (GMO) to żywy organizm, którego materiał genetyczny został w sztuczny sposób zmodyfikowany przy użyciu specjalnych technik tzw. inżynierii genetycznej. GMO dzielą się na organizmy transgeniczne (czyli takie, których DNA zmodyfikowano przy użyciu materiału genetycznego z innych żyjących organizmów) i cisgeniczne (zawierające całkowicie sztuczne sekwencje DNA, których nie ma nigdzie w przyrodzie).

GMO w najszerszym zakresie używane są  w rolnictwie – np. do tworzenia odmian kukurydzy, której zmodyfikowane geny będą zawierać  środki zwalczające pewnego typu szkodniki.

W początkowym okresie hodowli roślin transgenicznych wydawało się, że będą one przełomem w rolnictwie. Rośliny odporne na klimat, choroby i szkodniki miały zmniejszyć koszty upraw i rozwiązać problem głodu na świecie. Inżynieria genetyczna miała poprawić smak uzyskiwanej żywności, a nawet tworzyć organizmy wspomagające leczenie niektórych chorób.

Niestety, niezadługo ujawniły uboczne efekty i różne szkodliwe skutki. W krajach Ameryki, gdzie żywność modyfikowane genetycznie jest powszechnie produkowana, zaobserwowano zwiększenie zachorowań i objawów ostrej alergii, były też przypadki śmiertelne. Organizm ludzki może przejąć niektóre cechy z genów roślin zmodyfikowanych i zmienić działanie antybiotyków na człowieka. Wiadomo, że toksyczne białko produkowane przez rośliny w celu ochrony przed pestycydami kumuluje się w organizmach spożywających je zwierząt i ludzi.

Fałszywy jest mit, że żywność zmodyfikowana genetyczne wymaga mniejszej ilości środków ochrony roślin. Chwasty rosnące w otoczeniu takich roślin stopniowo uodparniają się i trzeba stosować coraz większe ilości herbicydu, który zatruwa rośliny i jałowi glebę. Nie można też kontrolować obszarów wysiewu, nasiona roślin zmodyfikowanych, mieszają się z roślinami czystymi genetycznie. Zmiana technologii produkcji w rolnictwie skutkuje zmniejszeniem różnorodności roślin, jest to niebezpieczne w przypadku choroby, która objąłby całą monokulturę, powodując jej wyginięcie, nie pozostawiając alternatywnych upraw.

Największy problem to brak pełnej wiedzy na temat przyszłych skutków spożywania GMO. Do tej pory nie jest stwierdzone, jaki wpływ na organizm ludzki może mieć spożywanie genetycznie modyfikowanej żywności: kukrydzy, soi, pomidorów, ziemniaków, oleju rzepakowego itp. Niektóre negatywne efekty mogą dać o sobie znać dopiero za kilka lat lub w przyszłych pokoleniach. Firmy produkujące GMO, które twierdzą, iż robiły jakieś badania w tym kierunku, po prostu łżą – w najlepszym razie zwąc „badaniami” jakieś krótkotrwałe eksperymenty, które nic nie mówią o tym, co może się stać w dalszej przyszłości.

Jakie jednak może to mieć znaczenie, gdy chodzi o wielkie pieniądze?

W Unii Europejskiej od 1999 roku obowiązuje moratorium na import genetycznie modyfikowanej żywności i leków. UE nie chce wpuścić ich na swój rynek twierdząc, że nie dowiedziono, że są one nieszkodliwe dla konsumentów. Amerykanie, wspierani przez kraje eksportujące żywność zrzeszone w Grupie Cairns, uważają zaś, że jest to pogwałcenie zasad wolnego handlu. Unia dopuściła jednak pewną liczbę gatunków GMO produkowanych wewnątrz swych granic.

W środę Parlament Europejski przeforsował ustawę, która nakazuje dokładne oznaczenie żywności, która jest wyprodukowana z surowców genetycznie modyfikowanych. Może to oznaczać jej faktyczne dopuszczenie na unijny rynek. Na mocy ustawy żywność zawierająca więcej niż 0,9 proc. składników, które są genetycznie modyfikowane będzie musiała mieć specjalne oznaczenia na etykietach – po to, aby unijni konsumenci byli świadomi co kupują. Kraje członkowskie Unii mają same zadbać – jeżeli unijni rolnicy będą chcieli uprawiać genetycznie modyfikowane rośliny – by ich uprawy nie mieszały się z „naturalnymi”, co jak wiemy jest prawie niemożliwe. Aby prawo weszło w życie, muszą je jeszcze zaakceptować rządy krajów Piętnastki.

Ustawa o obowiązkowych etykietach na żywności genetycznie modyfikowanej może oznaczać koniec unijnego moratorium na import tego typu produktów – domagają się tego kraje takie jak USA, Kanada czy Argentyna.

Nie wchodząc w szczegóły – gdyż na tym froncie dzieje się dość dużo – można stwierdzić, że na kraje członkowskie Unii Europejskiej, które wciąż nie chcą dopuścić u siebie GMO, będą wywierane silne naciski celem zmuszenia ich do zmiany stanowiska. Według praw unijnych to, co wolno uprawiać w jednym kraju, ma być wolno uprawiać we wszystkich krajach – ale kilka krajów członkowskich nie chce zaakceptować tych genetycznie modyfikowanych roślin, które zostały dopuszczone przez UE (Austria, Niemcy, Węgry, Francja, Grecja, Luksemburg). Chodzi zwłaszcza o dwa gatunki frankensteinowskiej kukurydzy, zwane Mon 810 i  T25.

I teraz dochodzimy do przedsiębiorstwa Monsanto, którego główna kwatera znajduje się w St. Louis, Missouri, USA i które posiada filie w kilkudziesięciu krajach, w tym także i w Polsce.

Monsanto HQ

Kwatera Główna Monsanto

Dziewięćdziesiąt procent genetycznie modyfikowanych roślin na świecie pochodzi z Monsanto. Monsanto stara się patentować wszystko, co ma jakikolwiek związek z produkcją żywności. Po cichu rejestruje patenty na większość zbóż hodowanych na świecie. Próbowano (nie wiemy, z jakim skutkiem) nawet opatentować zwykłą świnię.

Monsanto No Food

Nie będzie żadnej żywności, która nie jest naszą własnością

Rolnik, który zakupuje ziarno od Monsanto podpisuje zobowiązanie, iż nie przechowa nawet najmniejszej ilości zebranego zboża na zasiewy, lecz  musi na nowo je kupić w przyszłym roku. W ten sposób rolnik jest zmuszony do porzucenia odwiecznego, sprawdzonego przez setki pokoleń sposobu gospodarowania zasiewami. Do rolników, których podejrzewa się o łamanie umowy, przedsiębiorstwo potrafi przysłać coś w rodzaju własnej policji i w razie czego pozwać ich niezwłocznie do sądu. W ogóle Monsanto zatrudnia mnóstwo prawników i procesuje się niezwykle często, kiedy tylko uzna, że jego interesy zostaną naruszone bodaj w najmniejszym stopniu. Gdy Francuzka, Maria-Monique Robin napisała książkę „Świat Monsanto” (przetłumaczoną na 13 języków), firma zatrudniła pięciu (5) prawników, których zadaniem było drobiazgowe przestudiowanie książki i znalezienie jakichkolwiek haków, jakichkolwiek najdrobniejszych nieścisłości, które dały by podstawy do pozwania jej do sądu.

Co więcej, jest pewne, iż Monsanto pracuje nad roślinami, których nasiona w ogóle nie będą nadawać się do wysiewania. Tak więc uzyska całkowitą władzę nad rolnikiem, zwłaszcza że w latach 1995-2005 wykupiło około 50 innych przedsiębiorstw zajmujących się produkcją nasion zbóż i stworzyło sobie pozycję niemal-że monopolisty. Nie trzeba dodawać, iż wszystko to dzieje się z poparciem kolejnych rządów USA.

Monsanto jest przedsiębiorstwem, które stworzyło kilka najbardziej trujących substancji w historii: dioksynę, PCB (wywołujące nowotwory), Agent Orange (defoliant dla armii amerykańskiej w Wietnamie), DDT. Amerykańscy weterani tej wojny pozwali potem Monsanto do sądu, zarzucając jej ukrywanie przed nimi informacji, że produkowany przez nie defoliant zawierał niezwykle trujące zanieczyszczenia, którym – jak się później okazało – był niezwykle szkodliwy, najbardziej trujący środek, jaki dotychczas wyprodukowano, o nazwie właśnie dioxyna.

Kanadyjscy rolnicy, którzy zgodzili się na stosowanie zmodyfikowanych genetycznie nasion rzepaku – canoli, stwierdzili, że zbiory są o 21 proc. niższe od tych, które uzyskiwali, stosując nasiona naturalne. Farmerzy amerykańscy, którzy zaczęli stosować – zdegenerowane przez Monsanto – nasiona bawełny, również doznali ogromnych strat. Zażądali oni od tej firmy kilku milionów USD rekompensaty.

Tak bardzo okrzyczana „Rewolucja genetyczna” nie ma bynajmniej na celu „rozwiązywanie problemu głodu na świecie”, lecz przekazanie całkowitej kontroli nad produkcją tak podstawowej żywności, jak ryż, kukurydza, soja, pszenica, czy nawet owoce i jarzyny w ręce prywatnych korporacji. Gdy już raz opatentuje się zarówno produkcję nasion jak i sposób ich używania, jakiś ponadnarodowy prywatny koncern (lub kilka takich koncernów) będzie decydował, czy konsument w Chinach, Brazyli, Japonii albo Polsce otrzyma – albo i nie otrzyma – opatentowane nasiona od Monsanto czy jego partnerów, jak Bayer Crop Sciences, Syngenta or DuPont’s Pioneer Hi-Bred International. Gdzie indziej nie będzie już się zwrócić.

Czy kogoś to w Polsce obchodzi?

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 26 »

Cichy skok tysiąclecia

Posted by Marucha w dniu 2009-04-29 (środa)

Jak się wydaje, rząd polskojęzycznych szubrawców pod kierownictwem Głównego Szubrawca Donalda Tuska, po cichu, w ukryciu przygotowuje ustawę, która ma być ogłoszona 1 lipca 2009.

Szumowinom, którzy rządzą Polską dzięki głupocie samych Polaków, nie wystarcza już, że cały polski przemysł został rozkradziony bądź zniszczony, że nie ma już praktycznie polskich banków, że polska ziemia jest masowo wykupywana przez cudzoziemców, głównie Niemców.

Cóż jeszcze pozostało w kraju, co można za psie pieniądze (i za łapówki) oddać obcym?

Są to polskie bogactwa naturalne: kopaliny, złoża metali i cennych minerałów, w które Polska jest wyposażona, jak mało który inny kraj w Europie. Ustawa o prawie geologicznym i górniczym zezwoli na ich wyprzedaż w ręce cudzoziemców. Łobuzeria, tworząca ustawę, nie bierze w ogóle pod uwagę, iż bogactwa te, które dał nam Bóg, są własnością całego narodu, a nie aktualnej ekipy rządzącej. A jak taka wyprzedaż wygląda, nauczyli nas wybitni złodzieje,  jak „Janusz Lewandowski” (Aaron Langman), Wiesław Kaczmarek (prawdziwe nazwisko nieustalone), czy Emil Wąsacz (też do ustalenia).

Wszystkie polskojęzyczne media, jakby się zmówiły, nabrały wody w usta. Nie dziwimy się mediom prywatnym: postubeckim stacjom telewizyjnym Solorza i Waltera, nie dziwimy się żydowskim i niemieckim gazetom codziennym, drukowanym po polsku, nie dziwimy się radiom Zet czy RMF. Ale nie możemy zrozumieć, iż państwowe radio i telewizja – przynajmniej nominalnie pełniące rolę mediów publicznych, utrzymywanych za pieniądze podatników – również weszły w zmowę milczenia na temat czegoś, co wygląda na „skok tysiąclecia”. Zapewne dostały odgórne polecenie, aby polskie społeczeństwo nic się nie dowiedziało o przygotowywanej ustawie, zanim nie będzie za późno.

Wyjątkiem było Radio Maryja i TV Trwam, w których wypowiadało się na ten temat dwu posłów PiS. Nie chcą jednak oni anagażować się w żadną konkretną akcję wymagającą ruszenia tyłkiem.

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 21 »

Krystian Zimerman, czyli prawda jest skandalem

Posted by Marucha w dniu 2009-04-29 (środa)

krystian_zimermanPolski pianista Krystian Zimerman wywołał skandal podczas koncertu w Los Angeles, zapowiadając, że jest to jego ostatni występ w USA z powodu polityki zagranicznej tego kraju – pisze dziennik „Los Angeles Times”. Krystian Zimerman to jeden z najlepszych polskich pianistów, zwycięzca Konkursu Chopinowskiego i znany oryginał [Wyjaśniamy redakcji "Dziennika", że Krystian Zimerman to jeden z najlepszych światowych pianistów, mieszkający na stałe w Szwajcarii. Nazwanie go "oryginałem" ma niewątpliwie na celu zmniejszenie wagi jego wystąpienia - przyp. adm].

Zimerman zbliżał się już do końca swego sobotniego recitalu w Walt Disney Concert Hall, gdy zamarł na chwilę w milczeniu przed fortepianem. Już miał zacząć wykonywać „Wariacje na polski temat ludowy” Karola Szymanowskiego, gdy zwrócił się do publiczności i cichym, ale pełnym gniewu głosem powiedział, że nie będzie więcej grać w kraju, którego armia chce kontrolować cały świat.

„Zostawcie mój kraj w spokoju” – rzucił, a potem jeszcze dodał ciętą uwagę na temat amerykańskiego obozu w Guantanamo. Wtedy około 30 – 40 osób wyszło z sali, niektórzy przeklinając. „Tak” – powiedział Zimerman. „Niektórzy ludzie zaczynają maszerować na samo słowo ‘wojsko’”.

Inni słuchacze pozostali jednak w fotelach. Niektórzy gwizdali na pianistę i krzyczeli, żeby się zamknął, zaczął grać, ale zdecydowana większość go oklaskiwała. Zimerman oświadczył wówczas, że Ameryka ma do eksportowania dużo wspanialsze rzeczy niż armię, i podziękował wszystkim, którzy popierają demokrację.

Zamykające recital wariacje Szymanowskiego wykonał – jak pisze „Los Angeles Times” – z niezwykłą zaciekłością, wywołując entuzjastyczny aplauz. Nie bisował.

Jak dodaje dziennik, Zimerman miał w ostatnich latach kłopoty w USA. Podróżuje on ze swoim własnym fortepianem Steinwaya, który samodzielnie przerobił. Jednakże wkrótce po zamachach 11 września 2001 r. jego instrument został skonfiskowany na lotnisku JFK w Nowym Jorku, gdzie Zimerman miał wystąpić w Carnegie Hall. Służby bezpieczeństwa na lotnisku uznały, że klej użyty w instrumencie dziwnie pachnie i nie chcąc ryzykować, zniszczyły fortepian. [Zamiast "służby" winno się napisać "troglodyci w mundurach amerykańskich służb bezpieczeństwa" - przyp. adm.]

Od tego czasu Zimerman przewozi instrument w częściach i montuje go po wylądowaniu. Także sam prowadzi ciężarówkę podczas przewożenia fortepianu z miasta do miasta.
http://www.dziennik.pl/polityka/article368538/Polityczny_skandal_na_koncercie_Polaka.html 

Oto kilka komentarzy

Znany krytyk muzyczny, Bogusław Kaczyński:
Ludzie zapłacili za bilety, by słuchać muzyki, a nie wystapień politycznych.
Nie wolno, moim zdaniem, łączyć sztuki z polityką. Najlepiej dla artysty jest, jeśli stoi obok spraw politycznych, nie angażując się w nie.
Owszem, Zimerman jest obywatelem świata, ale swoje poglądy powinien zachować zdecydowanie dla siebie. Jeśli już tak bardzo chciał się podzielić nimi ze światem, to mógł udzielić wywiadu albo sam napisać jakiś artykuł lub pojawić się w telewizji. Tyle tylko, że wystapić jako mówca. Na jego miejscu nie łączyłbym polityki ze sztuką.

Czytelnik gazety „Los Angeles Times:
Zimerman powinien robić to, co należy do dobrego pianisty: zamknąć się i grać.

Inny oburzony Amerykanin:
Tak, Zimerman, wyjeżdżaj stąd. I zabierz ze sobą Dixie Ckicks (kobiecy zespół country).

Los Angeles Times konkluduje:
„Wszyscy ci, którzy mieli nadzieję, że po odejściu ekipy Busha postrzeganie USA ulegnie zmianie, muszą być zawiedzeni.”
Gazeta przypomina też słowa Krystiana Zimermana z ubiegłego roku. „Wielu ludzi myśli, że kiedy wybiorą nowego prezydenta, wszystko zostanie natychmiast zapomniane. A ja myślę, że kiedy szkoda została wyrządzona, to trzeba jej zadośćuczynić”.

„Krystian Zimerman był na scenie i mógł ją wykorzystać do politycznego manifestu. Ci, którzy poczuli się urażeni jego słowami, mają prawo do bojkotu jego muzyki. Szkoda, że gry tak wielkiego artysty nie będzie już można usłyszeć w USA”.

Wiele osób uważa, że zamiast krytykować Amerykę, polski pianista powinien wyrazić wdzięczność Stanom Zjednoczonym za wyrwanie swojej ojczyzny z sowieckiej okupacji. [Szczególną wdzięczność wyrażamy Stanom Zjednoczonym za popieranie władzy Żydów nad Polakami, za wspieranie byłych ubeków i innej bezpieki przy dochodzeniu do rządów w Polsce, za traktowanie Polski jak śmiecia  i za oddanie nas pod okupację międzynarodowych lichwiarzy i złodziei - przyp. adm.]

Opublikowany w Kultura, Polityka, Różne | Komentarzy: 75 »

Ludzie listy piszą – szumowiny wieszają je na haku

Posted by Marucha w dniu 2009-04-28 (wtorek)

Oświadczenie senatorów Prawa i Sprawiedliwości do marszałka Senatu Bogdana Borusewicza oraz premiera Donalda Tuska w sprawie skandalicznego głosowania polskich deputowanych w Parlamencie Europejskim.

Panie Marszałku, Panie Premierze,

7 maja 2008 roku Senat RP podjął uchwałę w sprawie przywrócenia pamięci zbiorowej Polaków bohaterskiej postaci rotmistrza Witolda Pileckiego, uznając go za godny wzór Polaka bez reszty oddanego sprawom Ojczyzny. Należy przypomnieć, że zamordowany przez komunistów w warszawskim więzieniu przy Rakowieckiej jeden z największych bohaterów Polski Podziemnej – rtm. Witold Pilecki, był oficerem rezerwy WP, zmobilizowanym ponownie w 1939 r., współzałożycielem Tajnej Armii Polskiej, dobrowolnym więźniem KL Auschwitz, oficerem Komendy Głównej Armii Krajowej i organizacji „NIE”, wreszcie więźniem politycznym okresu stalinowskiego i ofiarą komunistycznego mordu sądowego. Znany pod pseudonimami: „Witold”, „Tomek”, „Romek”, i pod nazwiskami konspiracyjnymi „Tomasz Serafiński”, „Roman Jezierski”, „Leon Bryjak”, „Jan Uznański”, „Witold Smoliński”, oraz kryptonimem w organizacji „NIE”: „T-IV”. Dziś jest legendą Polski Walczącej z obu okupantami, legendą, która nie ma należnego blasku w wolnej Polsce.

Mimo wielokrotnych i długoletnich starań o rewizję wyroku dopiero 28 września 1990 r. nastąpiło „uniewinnienie” Witolda Pileckiego. Podkreślono niesprawiedliwy charakter wydanych wyroków oraz bezsporny fakt, że rotmistrz nie był szpiegiem generała Władysława Andersa, ale żołnierzem PSZ na Zachodzie i wykonywał powierzone sobie zadania. Sąd III RP docenił wysoce patriotyczną postawę niesłusznie skazanych. Mimo tego wyroku pozostaje nieodparte przeświadczenie, iż to nie rtm. Pilecki potrzebował rehabilitacji.

W 2006 r. – pomijając sprzeciw kapituły orderowej – prezydent Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie rtm. Witolda Pileckiego (i gen. Emila Fieldorfa) Orderem Orła Białego, najwyższym odznaczeniem Rzeczypospolitej, w uznaniu jego zasług w wiernej, niezłomnej i usque ad finem służbie dla Polski Niepodległej.

Panie Marszałku, Panie Premierze, rotmistrz Witold Pilecki mógł zostać bohaterem Europy. Europosłanka Hanna Foltyn-Kubicka z PiS zaapelowała 1 września 2008 roku w Parlamencie Europejskim o poparcie dla akcji na rzecz ustanowienia 25 maja Międzynarodowym Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem. W swoim wystąpieniu wezwała do uznania rotmistrza Witolda Pileckiego bohaterem całej Europy. Zaproponowana data nie była przypadkowa. Dokładnie 25 maja 1948 roku rotmistrz Pilecki został zamordowany przez komunistów. Chodziło o to, żeby uznać dzień jego śmierci za Międzynarodowy Dzień Bohaterów Walki z Totalitaryzmem.
Należy wspomnieć, że po raz pierwszy z tą inicjatywą do Parlamentu Europejskiego wystąpiła Fundacja Paradis Judaeorum. Udało jej się wówczas zainteresować pomysłem Javiera Solanę, José Manuela Barroso i Hansa-Gerta Poetteringa, którzy byli życzliwi tej inicjatywie.

2 kwietnia br. posłowie do PE głosowali nad projektem rezolucji „Świadomość europejska a totalitaryzm”. Europosłanka Hanna Foltyn-Kubicka, przemawiając w PE, złożyła trzy poprawki w sprawie uczczenia rotmistrza Witolda Pileckiego. Między innymi tekst poprawki nr 12 brzmiał: „Proponuję, aby dzień 25 maja (rocznicę wykonania wyroku śmierci na Bohaterze z Auschwitz, rotmistrzu Witoldzie Pileckim, straconym 25.05.1948 r.) ogłosić Międzynarodowym Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmami, co będzie zarówno wyrazem szacunku i hołdu złożonego wszystkim tym, którzy walcząc z tyranią, dawali świadectwo heroizmu i prawdziwej miłości do człowieka, jak i wyraźnym wskazaniem przyszłym pokoleniom właściwej postawy w obliczu groźby totalitarnego zniewolenia”.

Trudno było wyobrazić sobie lepszą okoliczność do zamanifestowania dumy ze swego kraju w europarlamencie. Niestety, doszło do haniebnej kompromitacji. 22 polskich eurodeputowanych zagłosowało przeciwko ustanowieniu dnia 25 maja – rocznicy śmierci Witolda Pileckiego – Europejskim Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmami.
Przeciw głosowali m.in. następujący polscy eurodeputowani: Marek Aleksander Czarnecki, Janusz Onyszkiewicz, Paweł Piskorski, Grażyna Staniszewska, Andrzej Wielowieyski, Jerzy Buzek, Zdzisław Chmielewski, Urszula Gacek, Stanisław Jałowiecki, Janusz Lewandowski, Jan Olbrycht, Jacek Protasiewicz, Jacek Saryusz-Wolski, Bogusław Sonik, Czesław Siekierski, Zbigniew Zaleski, Tadeusz Zwiefka, Lidia Geringer de Oedenberg, Adam Gierek, Genowefa Grabowska, Bogusław Liberadzki, Andrzej Szejna, Jan Masiel.

Uważamy, że polskich eurodeputowanych głosujących przeciwko uhonorowaniu jednego z największych bohaterów najnowszej historii swojego kraju należy napiętnować. Środowiska kombatanckie domagają się wręcz „wycofania się tych europosłów z życia politycznego”. Dodają, że „politycy podnoszący ręce przeciw uczczeniu uznanego przez cały świat za jednego z najdzielniejszych ludzi okresu II wojny światowej rtm. Witolda Pileckiego nie powinni w przyszłości reprezentować Polski ani w Parlamencie Europejskim, ani w polskim, ani nawet w lokalnych samorządach”.

Nie ma żadnego wytłumaczenia dla zachowania się polskich eurodeputowanych, nie usprawiedliwia ich ani to, że głosowali zgodnie z zaleceniami swoich frakcji, ani też, że mógł to spowodować „błąd techniczny”. Cóż, nie pierwszy raz zwyciężyła poprawność polityczna nad polską racją stanu. Nie pierwszy raz europosłowie posłuchali poleceń swych frakcji, a nie sumienia. Najwyraźniej wyżej cenili posłuszeństwo wobec logo frakcji, w której zasiadają, niż godło z Orłem Białym, którym pośmiertnie odznaczony został rotmistrz Pilecki.

Oświadczenie podpisali następujący senatorowie: Czesław Ryszka, Maciej Klima, Stanisław Kogut, Henryk Górski, Zbigniew Cichoń, Kazimierz Wiatr, Stanisław Gogacz, Ryszard Bender, Janina Fetlińska, Waldemar Kraska, Zdzisław Pupa, Sławomir Sadowski, Tadeusz Gruszka, Wiesław Dobkowski, Witold Lech Idczak, Norbert Krajczy, Bronisław Korfanty, Adam Massalski, Wojciech Skurkiewicz, Jan Dobrzyński, Stanisław Karczewski, Zbigniew Romaszewski, Stanisław Zając, Tadeusz Skorupa, Dorota Arciszewska-Mielewczyk, Jerzy Chróścikowski, Grzegorz Banaś, Lucjan Cichosz, Bohdan Paszkowski, Przemysław Błaszczyk, Władysław Ortyl, Władysław Dajczak, Stanisław Piotrowicz, Piotr Kaleta.
Warszawa, 22 kwietnia 2009 r.

Uwagi admina:
Autorzy listu grzecznościowo zakładają, iż polskojęzyczne europejsy mają jakieś sumienie, co przyprawiło nas o atak niekontrolowanego śmiechu. Równie bezpodstawnie autorzy listu snują przypuszczenia, iż europejsy mogą być dumne ze swojego kraju, podczas gdy jest to dla nich jedynie kraj zamieszkania z którym żadne uczucia go nie wiążą i który traktowany jest wyłącznie jako miejsce łatwego zarabiania dużych pieniędzy na głupocie jego rdzennych mieszkańców. I wyjaśniamy na wszelki wypadek, że wyżej wymienione europejsy Godło Orła Białego mają po prostu w d…, w odróżnieniu od Gwiazdy Dawida, którą cenią i poważają.

Kiedy wreszcie ludzie dobrej woli zrozumieją, że pisanie listów do szumowin nie ma sensu, gdyż jedyne co szumowiny rozumieją, to pała. Oraz odebranie im apanaży.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 6 »

List Jędrzeja Giertycha do Jana Pawła II

Posted by Marucha w dniu 2009-04-28 (wtorek)

Jędrzej Giertych do Jana Pawła II, żeby traktował nas tak samo, jak innych Polaków
Londyn 8 października 1984 roku

Ośmielam się niniejszym listem zwró­cić się do Waszej Świątobliwości z prośbą, do której impulsem stała się dla mnie wiadomość, znana mi dopiero od kilku dni, o przemówieniu Waszej Świątobliwości do Polaków szwajcar­skich w dniu 17 czerwca b.r. W prze­mówieniu tym Wasza Świątobliwość wymienił liczny zastęp Polaków, któ­rzy w różnych czasach w Szwajcarii działali, wśród nich także i Józefa Piłsudskiego, który właściwie prawie nig­dy w Szwajcarii nie działał, natomiast uznał za stosowne pominąć milczeniem szwa jcarską działalność narodowców polskich.

Nie znalazła się w przemó­wieniu Waszej Świątobliwości wzmian­ka o Lidze Polskiej i Lidze Narodowej, których początek wywodzi się od Zyg­munta Miłkowskiego (T. T. Jeża) w Rapperswillu. Ani o Centralnej Agencji Polskiej w Lozannie, która już od 1915 roku prowadziła działalność polityczną polską na zachodzie. Ani przede wszystkim o trójzaborowym, reprezen­tującym wszystkie trzy części Polski Komitecie Narodowym Polskim pod prezesurą Romana Dmowskiego, zało­żonym 15 sierpnia 1917 roku w Lo­zannie, a następnie przeniesionym do Paryża, który stał się de facto polskim rządem emigracyjnym i w pewnej formie został uznany przez państwa alianckie, co stało się powodem, że Polska znalazła się wśród państw alianckich, a więc mogła  być współuczestniczką zwycięskiego pokoju wer­salskiego z Niemcami i odzyskać tym pokojem zabór pruski.

Jako jeden z nielicznych żyjących polityków narodowych starszego poko­lenia poczuwam się do obowiązku nie tylko wyrażenia bólu i zmartwienia, że jesteśmy my, narodowcy, jakby od­trąceni, nie tylko wyżej wymienionym, znamiennym przemówieniem szwajcar­skim, ale i innymi wydarzeniami, od udziału w wielkiej rodzinie polsko-katolickiej, ale także i do zwrócenia się z gorącą, a pokorną prośbą, byśmy jednak zostali uznani za takich samych jak inni (w rzeczywistości gorętsi niż inni) synów powszechnego Kościoła i jego polskiej gałęzi.

Obóz nasz był w okresie międzywo­jennym obozem politycznym, obejmu­jącym największą liczebnie część Po­laków i to należących do wszystkich stanów. Wyraziło się to także i w wol­nych wyborach 1919 i 1922 roku, w których obóz ten odniósł zwycięstwo. Zapewne i dzisiaj, gdyby miały miejs­ce wolne wybory, okazałby on swoją siłę.

Obóz nasz, zwany potoczne „ende­cją”, nie ma powodu wstydzić się swojej polityki. W wieku XIX i w początkach XX prowadził on akcję odrodzeńczo-organiczną we wszystkich dzielnicach Polski, oraz zwalczał ugo­dę, zarówno jak ruch rewolucyjny, marksowski i silnie związany z rewo­lucją rosyjską. W erze pierwszej woj­ny światowej dążył do zjednoczenia trzech zaborów i do niepodległości Pol­ski od gór aż do morza, a sprzeciwiał się pozornej niepodległości okrojonego Królestwa Kongresowego, opartego o Niemcy i Austrię. Sprzeciwiał się pró­bom powstańczym w Kielecczyźnie (6-16   sierpnia   1914  roku),  z  których niektóre siły krakowskie, te, które poszły z odsieczą do Lwowa, by­ły dziełem „endeków”.

Gdy Niemcy, otrzymawszy od Piłsudskiego dnia 9 listopada 1918 roku zapewnienie pod słowem honoru, że Polska pod jego rządami nie będzie żądać zaboru prus­kiego i jest w toczącej się wojnie neutralna (to znaczy nie będzie uczest­niczyć w kongresie pokoju), przywieźli Piłsudskiego do Warszawy i w istocie to oni uczynili go Naczelnikiem Pań­stwa, Dmowski uznał go w tej roli, by uniknąć rozdwojenia w polskim naro­dzie.
Obóz narodowy był przeciwny wyprawie kijowskiej Piłsudskiego i bu­dowaniu Ukrainy, dążył do przyłącze­nia   ziem   wschodnich   (łącznie z Kamieńcem Podolskim, Mińskiem i Dyneburgiem) do Polski, dążył do zbudo­wania Polski narodowo-polskiej i sprze­ciwiał się dążeniom do nadania Polsce cechy państwa, rządzonego wspólnie przez Polaków i nie-Polaków.

Jest prawdą, że od roku 1912 obóz „en­decki” toczył walkę z narodem żydow­skim. Nie sądzę, by mu to przynosiło ujmę.
Naród żydowski stanowił na ziemi polskiej potężną siłę, wrogą Pol­sce. Głosy żydowskie sprawiły, że dwa największe polskie miasta, Warszawa i Łódź, reprezentowane były od roku 1912 w parlamencie rosyjskim przez posłów, którzy nie należeli do Koła Polskiego, lecz do stronnictw rosyj­skich. Żydowska socjalistka Róża Lu­ksemburg głosiła pogląd, że nie ma być niepodległej Polski, a Polacy mają się zrosnąć z Rosją i z Niemcami. Na konferencji wersalskiej żydowskie „gru­py nacisku” zawzięcie zwalczały dąże­nia polskie. W wojnie 1920 roku duża część ludności żydowskiej w Polsce stała   po  stronie  nieprzyjaciela.
„Endecja” skupiała między wojnami w przytłaczającej większości Polaków wszystkich warstw społecznych, mają­cych postawę katolicką i stojących pod sztandarem Boga i Ojczyzny. Ich ideo­logię wyraził Dmowski rozprawą p.t. „Kościół,   naród   i   państwo”.

W okresie drugiej wojny światowej i po niej „endecy” byli tymi Polakami, którzy byli i przez Niemców i przez komunistów najbardziej prześladowani, najliczniej rozstrzeliwani, najbezwzględniej męczeni w więzieniach. To ich najbezwzględniej odsunięto po wojnie od wszelkiego głosu w życiu polskim.

Młodzi piłsudczycy i neostańczycy z przedwojennego „Buntu Młodych” są już od blisko 40 lat grupą koncesjono­waną, mogącą wydawać swój „Tygodnik Powszechny”, będący nie tylko pismem katolickim, ale także pismem po­litycznym, wyrażającym przynajmniej częściowo poglądy swojego obozu -  także i niepohamowaną jego niena­wiść do „endecji”. „Endecy” przez tych 40 lat prawa do zabierania głosu nawet   w   najskromniejszej   postaci   w Polsce nie mieli.  (Słyszę, że to się w 1984 roku zmieniło o tyle, iż grupa „endeków” uzyskała w piśmie „Ład” podobnie koncesjonowaną pozycję, jak wydawcy „Tygodnika Powszechnego”. Zbyt mało tę sprawę znam, bym mógł uwierzyć w rzeczywiste równouprawnienie dzisiejszych „endeków” z „Ładu” z wydawcami „Tygodnika Powszech­nego”).

Tak samo i na emigracji ta sama grupa „Buntu Młodych” otrzymała środki do stworzenia potężnej placówki propagandowej, w postaci pisma „Kul­tura” w Paryżu, też od lat około 40 zajmującej w życiu polskim stanowisko wyjątkowe. Jest to pismo w istocie kierunkowi katolickiemu nieprzyjazne. Redaguje je stale przedwojenny redak­tor „Buntu Młodych”.
„Endecy” są zawzięcie zwalczani i uciskani, oraz obdarzani nienawiścią, a także obrzucani nieprawdziwymi oskar­żeniami, zarówno w życiu politycznym, jak wśród „sił ustanowionych” życia intelektualnego i kulturalnego w Pol­sce i na polskiej emigracji.

Pozwalam sobie jednak, z całą nieśmiałością i szacunkiem wobec władz kościelnych, wyrazić pogląd, że byłoby czymś bar­dzo smutnym, gdyby także i odpowie­dzialne czynniki kościelne i w ogóle katolickie, ze względów oportunistycznych, lub z powodu ignorancji, stawały w jednym szeregu z politycznymi wro­gami „endecji” i przyjmowały wobec tej „endecji” postawę uważania jej za zjawisko niebyłe i ostracyzmu. I dla­tego ośmielam się niniejszym listem wystąpić z moją prośbą, by Wasza Świątobliwość zechciał, wbrew stano­wisku politycznych „sił ustanowio­nych”, przygarnąć nas, „endeków”, jako wiernych, niesłusznie odsuwanych synów do swej piersi i traktował nas tak samo, jak innych Polaków.

Czynię to nie tylko jako Polak i „endek”, ale i jako katolik. Ośmielam się zapewnić Waszą Świątobliwość, że nie przyjmuję postawy katolickiej ze względów politycznej i społecznej wy­gody, ale jestem i byłem katolikiem i działaczem   katolickim   zawsze.   Moja wydana po raz pierwszy w roku 1929 książka „My nowe pokolenie” (która w następnych wydaniach zawierała list wprowadzający ówczesnego Prymasa Polski, Jego Eminencji księdza Kar­dynała Hlonda), myślę, że przyczyniła się choć trochę do odrodzenia katolic­kiego w polskim młodym pokoleniu. Wśród moich dziewięciorga dzieci wy­chowałem jednego księdza i dwie za­konnice. W ciągu dziesiątków lat wal­czyłem o sprawy katolickie piórem i uczestniczyłem czynnie w rozmaitych katolickich   poczynaniach.

Ośmielam się zwrócić się do Waszej Świątobliwości — niniejszym listem w drodze listownej. Przed kilku laty czyni­łem, różnymi drogami, starania o oso­bistą, choćby piętnastominutową roz­mowę z Waszą Świątobliwością. Sta­rania te nie przyniosły rezultatu. Po­zwalam sobie wyrazić nadzieję, że list niniejszy do rąk Waszej Świątobliwości dotrze. Pozwalam sobie zakomuniko­wać treść tego listu Jego Eminencji księdzu Prymasowi Glempowi, oraz kilku polskim czasopismom na emigra­cji  i w kraju.
Na zakończenie, pragnę wyrazić uczucia wysokiej czci i synowskiego dla    Waszej    Świątobliwości    przywią-
zania.

(—) Jędrzej Giertych
175 Carlingford Road Londyn N.15 3ET

Rozdzielnik odpisów:
Jego Eminencja Ksiądz Kardynał Pry­mas Józef Glemp, Gniezno-Warszawa.
Osservatore Romano, polskie wydanie, Rzym.
Opoka,   Londyn.
Myśl Polska,  Londyn.
Narodowiec,  Lens,  Francja.
Nasza   Rodzina,   Paryż.
Dziennik   Związkowy,  Chicago.
Gwiazda Polarna, Stevens Point, Stany Zjednoczone.
Ład, Warszawa.
Przegląd Katolicki, Warszawa

Opublikowany w Kościół, Polityka | Komentarzy: 62 »

Grafomańska indoktrynacja w stalinowskim stylu

Posted by Marucha w dniu 2009-04-28 (wtorek)

Motto:
Partia. Należeć do niej.
Z nią działać. Z nią marzyć.
Z nią w planach nieulękłych.
Z nią w trosce bezsennej.
Wierz mi, to najpiękniejsze, co się może zdarzyć.
Wisława Szymborska

Osoby starsze pamiętają na pewno atmosferę szkół PRL-u w latach 1950-tych. Wierszyki ku czci Stalina, wzruszające opowiastki o Dzierżyńskim, pieśni masowe wychwalające socjalizm i Związek Sowiecki, akademie ku czci haniebnego Manifestu Lipcowego, szycie sztandarów i transparentów na 1-go Maja, wiszące wszędzie portrety przywódców postępowego świata a także PRL-u… I ten strach rodziców, by dziecko w szkole przypadkiem nie wygadało, o czym i w jaki sposób mówi się w domu.

Mamy rok 2009. I czytamy sobie, co poleca Ministerstwo Edukacji Narodowej w podręczniku dla zerówek „Nasza klasa”:

Do Unii też należeć chcę,
to drugi dom, więc cieszę się.
Dwa domy mam, tak bliskie mi,
w jednym chcę żyć, w drugim chcę być

Takiego to grafomańskiego, nachalnie agitującego wierszyka, mają się uczyć polskie sześciolatki. Ciekawe, kto jest jego autorem i czy otrzymał już tytuł „Zasłużony Literat Zjednoczonej Europy” – tak, jak kiedyś sowieccy grafomani opiewający ustrój i zdobycze ZSRR, mianowani bywali „Zasłużonymi Pisarzami Ludowymi” albo „Zasłużonymi Artystami Ludowymi”. Czegoś podobnego nie znała Polska już chyba od czasów Władysława Gomułki.

Podręcznik „Nasza klasa” jest autorstwa Wiesławy Żaby-Żabińskiej i Czesława Cyrańskiego.  Został dopuszczony do użytku szkolnego przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i wpisany do wykazu podręczników pomocniczych przeznaczonych do wychowania przedszkolnego dzieci sześcioletnich w przedszkolach i oddziałach przedszkolnych w szkołach podstawowych na podstawie opinii rzeczoznawców, m.in. dr hab. Bożeny Muchackiej.

Dr hab. Bożena Muchacka wypowiada się:

- Nie wiem, czy jest to narzucanie ideologii unijnej. [No patrzcie państwo, habilitowana doktorka, a nie wie - admin]. Są to rzeczy, które się dzieją na oczach dziecka – nie tylko dorosłych. Dziecko widzi, słyszy, co się dzieje, też ma swój obraz świata i docierają na pewno do niego jakieś wyrazy, pojęcia, które wiążą się z UE  [No właśnie - i trzeba od najmłodszych lat zadbać, by ów obraz świata był poprawny i zgodny z ideologią żydowskiego państwa zwanego Unią Europejską - admin]. Pewnie nauczyciele z przedszkoli – zgodnie zresztą z jakimiś podstawami programowymi – rozmawiają z dziećmi o takich sprawach. Na pewno nie zawężają dyskusji, bo o różnych sprawach się z dziećmi rozmawia – oznajmia Muchacka. Na uwagę „ND”, że przecież są Polacy, którzy mają do Unii zastrzeżenia, a wiersz jakby przekreśla ich poglądy, odpowiada, iż „może być i tak”. – To w ogóle o niczym nie można by było mówić, bo byśmy się ciągle zastanawiali, czy komuś coś się podoba lub nie – dodaje.

My nie mamy już nic do dodania. Staje nam tylko przed oczami obrazek sprzed kilku lat: polskie szwaczki z radością szyjące flagi unijne. Za komuny szyły flagi z sierpem i młotem – ale z taką samą radością.

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 17 »

Otwieranie oczu czyli walka z wiatrakami

Posted by Marucha w dniu 2009-04-27 (poniedziałek)

wiatrak

Znalazłem na blogu wpis od pani Joanny Lidii Słodyczki i postanowiłem poświęcić mu oddzielny artykuł.

Panie Gajowy, czytam Panski blog od 2 lat z wielka uwaga. Nie ukrywam, ze bylo to dla mnie jedno wielkie zdziwienie. Sprawy, ktore poruszacie otworzyly mi szeroko oczy. Nigdy nie zabieram glosu, poniewaz jestem w tych sprawach zupelnie “zielona”. Jakkolwiek czytam Was od deski do deski. Bardzo Panu dziekuje za prawde, nareszcie zaczynam pojmowac, co sie wokol mnie dzieje. Jednego nie wiem,i tu chce sie zwrocic do pani Sarenki o szersze wytlumaczenie mi sprawy arcybiskupa Wielgusa. Wielokrotnie probowalam odnalezc cos na ten temat, ale bez powodzenia. Dodam, ze nie jestem alfa i omega komputerowym, moze nie potrafie? Nastepna sprawa, jak sie rozeznac w partiach w Polsce, kto jest kim i czyje interesy reprezenyuje. Dodam, ze glosowalam na PiS, ale z Waszych wypowiedzi wynika, ze to nastepna dzuma lub cholera. A wiec kto? I czy w ogole mamy w Polsce jakas partie rzeczywiscie propolska, reprezentujaca polskie interesy? Kto to sa ludzie z Radia Maryja i ks. Rydzyk? Jak sie w tym bagnie polapac? Dodam jeszcze, ze podjelismy z mezem decyzje powrotu na stale do Polski. Dlatego prosze uprzejmie o pomoc.
Bardzo dziekuje, Lidia G.

To, co zwróciło przede wszystkim moją uwagę, były słowa: „Sprawy, które poruszacie otworzyly mi szeroko oczy”. Postaram się wyjaśnić, co w nich jest aż tak niezwykłego.

Żyjemy otóż w czasach niesłychanego rozwoju nauki i techniki – a zarazem w czasach nieprawdopodobnej ciemnoty i głupoty, jaka dotyka całe społeczeństwa i narody. Wydaje się niemożliwe pogodzić te oba stwierdzenia, a jednak sami jesteśmy świadkami zarówno lotów kosmicznych, jak i oficjalnego uznania wróżbiarstwa za zawód. Komputery, Internet i telefonia komórkowa stały się codziennością, a liczba funkcjonalnych analfabetów (osób, którzy nie rozumieją tego, co czytają) rośnie. Ludzie, którzy chodzili do szkoły i czegoś tam przecież uczyli się o epokach geologicznych, wierzą święcie, iż klimat ociepla się na skutek działalności człowieka. Żyły wodne mają rzekomo wpływ na zdrowie osób mieszkających na 15-tym piętrze wieżowca, a przekształcenie imienia na liczbę może ujawnić, kim jest jego posiadacz i jakie ma cechy charakteru. Wiara w samorzutne powstanie Wszechświata z niczego jest „naukowa”, ale wiara w to, iż ktoś go stworzył, jest „nienaukowa”. Teoria Darwina, która wykazuje dyskwalifikujące ją luki, uważana jest za prawdę udowodnioną, ba, nawet za dogmat – natomiast inne teorie są wyszydzane.

I inna sprawa. mająca związek z poprzednią, wynikająca z powszechnego upadku rozumu. Nie jestem pewien, czy jest to cecha charakterystyczna wyłącznie naszych czasów, ale na pewno występuje obecnie w wielkim natężeniu: totalna niezdolność do zrozumienia najbardziej oczywistej i elementarnej argumentacji innych osób lub – co na jedno wychodzi – odrzucenie z góry tego, co może powiedzieć nasz oponent, bez najmniejszej próby własnej kontrargumentacji, często w połączeniu z agresją. W mediach dominuje coraz powszechniejsze prowadzenie dyskusji na płaszczyźnie pozaintelektualnej, w czym celuje żydowska prasa, mająca w Polsce monopol na informację. Mój znajomy z dawnych lat, namiętny czytelnik „Gazety Wyborczej”, skonfrontowany z konkretnymi przykładami michnikówniarskich łgarstw, zdobył się jedynie na wydukanie: „Przesadzasz, nie wierzę”. I dalej czyta tę cuchnącą czosnkiem gadzinówkę.

Dlatego to osoba, która przyznaje się, iż pod wpływem faktów i argumentów zmieniła zdanie na jakiś temat (a może nawet i zmieniła światopogląd), jest jakimś rzadkim ptakiem, jakąś czworolistną koniczyną albo źdźbłem pszenicy o dwu kłosach. Pani Lidia może nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, ale wykazała się dużą odwagą cywilną, czyli czymś zupełnie obcym rzeszom rodaków, a zwłaszcza polskiej klasie politycznej i tzw. „elitom”, czy „salonowi”, któremu bardziej pasuje miano chlewu. Bo trzeba odwagi cywilnej, aby przyznać się do zmiany swego stanowiska, przyznać choćby częściowo rację drugiej osobie. A Polakom odwagi cywilnej rozpaczliwie brakuje. Niewielu zdobywa się na przeciwstawienie się terrorowi środowisk anty-antysemickich czy pro-homoseksualnych, niewielu ośmiela się krytykować coraz bardziej rzucający się w oczy faszyzm Unii Europejskiej, niewielu wyśmiewa tragicznie kretyńską ideologię feminizmu.

Naród, w którym brakuje jednostek odważnych, skazany jest na zagładę, a w najlepszym razie na niewolniczą wegetację.

Pyta Pani o abp-a Wielgusa. Broniłem go bezkompromisowo od samego początku. Jestem przekonany, iż nikomu nie szkodził, nie współpracował z bezpieką i na pewno byłby świetnym metropolitą warszawskim.
Do wypowiedzi Sarenki chciałbym jednak dorzucić jedno: abp Wielgus wykazał się, niestety, zbyt wielką naiwnością jak na stanowisko, które miał piastować. Bez względu na to, kto Go podpuścił, kto Mu zalecił przyznanie się do współpracy (być może dla „dobra Kościoła”) – powinien być konsekwentny: nie powinien najpierw zaprzeczać, potem publicznie do tej współpracy się przyznawać, potem znów wszystko odwoływać. Zrobiło to na wielu osobach niedobre wrażenie.

Pytanie o prawdziwie propolską partię jest trudne. Chyba jednak najbliżej do niej jest LPR-owi, choć zniszczono duży dorobek tej partii, zepchnięto ją poza margines i chociaż działało w niej sporo nieodpowiednich ludzi (wtyczki?). Na pewno nie jest nią PiS, który wprawdzie posługuje się miłą dla ucha patriotyczną retoryką, ale w gruncie rzeczy, w sprawach naprawdę ważnych – jak np. konstytucja Unii Europejskiej, przyjęcie beznarodowej waluty euro, suwerenność Polski – niczym się specjalnie nie różni od kosmopolitów z PO.

Jeśli zaś chodzi o o. Rydzyka i jego dzieła – Radio Maryja, TV Trwam, Nasz Dziennik, Wyższa Szkoła w Toruniu, Lux Veritatis etc – to są to chyba jedyne liczące się w Polsce media będące w polskich rękach i samo to świadczy już na ich korzyść.
Jako katolik tradycyjny mam duże zastrzeżenia co do linii teologicznej „imperium” ojca Rydzyka, która wciąż bazuje na bezkrytycznym wychwalaniu rzekomych zdobyczy II Soboru Watykańskiego. Jako zwierzę polityczne mam duże zastrzeżenia odnośnie jego linii ideologicznej, bazującej niemal wyłącznie na piłsudczyźnie, a niechętnie nastawionej do narodowców. Dziwią mnie też nazwiska niektórych współpracowników o. Rydzyka.
A jednak wciąż Radio Maryja jest jedynym radiem, którego mogę słuchać bez wstrętu, a Nasz Dziennik jedyną gazetą codzienną, gdzie mogę wyczytać o sprawach, jakie inne media przemilczają bądź zakłamują.
Nie wierzę, iż o. Rydzyk prowadzi celową, krecią robotę ogłupiania do reszty tych Polaków, którzy nie dali się ogłupić michnikowszczyźnie. Nie wiem w ogóle, czy stworzenie takich ogromnych dzieł przez zakonnika, bez własnych pieniędzy, bez poparcia możnych tego świata (choćby Głównego Srula) byłoby możliwe bez pomocy Maryi.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 127 »

Defiance

Posted by Marucha w dniu 2009-04-25 (sobota)

Pod koniec ubiegłego roku na ekranach ukazała się kolejna produkcja hollywoodzkiej fabryki snów na temat tragicznej wojennej historii europejskich żydów (nb. pozostawionych samych sobie przez bogatych kuzynów z Nowego Jorku, cieszących się wręcz, że ta kompromitująca rasę chałaciarska biedota z Europy Wschodniej nareszcie zniknie z powierzchni ziemi.)

Chodzi o film Edwarda Zwicka „Defiance”, co można przełożyć jako „Opór”, opowiadający historię trzech braci Bielskich, polskich Żydów, którzy w latach 1942-1944 stworzyli ruch oporu wspólnie z sowieckimi partyzantami na terenach dzisiejszej Białorusi. Przypisuje się im uratowanie 1200 Żydów. Tak brzmi przynajmniej hollywoodzka prawda, wbijana do głowy przez międzynarodowe media potencjalnym widzom.

Daniel Craig w roli żydowskiego bandyty w filmie "Defiance"

Daniel Craig w roli żydowskiego bandyty.

Film oparty jest na książce Nechamy Tec „Defiance. The Bielski Partisans”  („Opór. Partyzanci Bielskiego”). W roli głównej występuje znakomity aktor Daniel Craig, co zwiększa atrakcyjność produkcji. I na pewno obejrzy ją miliony ludzi, którzy później będą twierdzić, iż „znają historię”, wprawdzie z filmów fabularnych, lecz „opartych na faktach”.

A tak się jakoś dziwnie składa, że wszystkie znane nam filmy na temat żydowskiego ruchu oporu podczas II Wojny Swiatowej nie są oparte na faktach, lecz na mitach i legendach, bądź na ordynarnych kłamstwach.

Nie inaczej jest z „Defiance”. Twórcy filmu zupełnie pominęli rzecz najważniejszą: chodzi nie tyle o jakichś szlachetnych partyzantów, ile o pospolitych bandytów, rabusiów i gwałcicieli, oskarżanych miedzy innymi o współudział w pacyfikacji wsi Naliboki, dokonanej 8 maja 1943 przez Sowietów. (Podobnej zbrodni we wsi Koniuchy 29 stycznia 1944 dokonali również żydowscy „partyzanci”, zob. http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_1036.html).

Pacyfikacja Naliboków nie jest ani pokazana, ani nawet wspomniana w filmie, a szkoda, bo była to „operacja wojskowa” ze wszech miar bardzo udana: zginęło 128 osób cywilnych, w tym kobiety i dzieci.

Podobno autentyczne zdjęcie bandy braci Bielskich

Podobno autentyczne zdjęcie bandy braci Bielskich

Polska ludność kresów Północno-Wschodnich, znajdujących się pod okupacją sowiecką – a szczególnie terenów operacyjnych braci Bielskich czyli Puszczy Nalibockiej – przeżywała wręcz niewyobrażalną gehennę. Komunistyczne bojówki, złożone głównie z „mniejszości narodowych”, atakowały i mordowały, często w wyrafinowanie okrutny sposób, grupki polskich żołnierzy, ziemian, księży i urzędników. Liczba ofiar to około 10 tys. ludzi. Do czerwca 1941 r. sowieccy komuniści przy pomocy miejscowych kolaborantów (wśród których wymienia się także komunistów żydowskich) w kilku operacjach „deportowali” setki tysięcy ludzi na Sybir. Niezwykle dramatyczny był też początek wojny niemiecko-sowieckiej. NKWD pośpiesznie ewakuowało swe przeludnione więzienia i areszty, zabijając przy tym dziesiątki tysięcy więźniów.

Celem ugrupowania braci Bielskich (Tewje, Asael, Zus i Aron) nie była, wbrew legendzie, walka z Niemcami – lecz po prostu przeżycie wojny.

Sowieci pozostawili im dużą autonomię. Żydowskie ugrupowania słynęły z okrucieństwa, a podczas tzw. „akcji zaopatrzeniowych” znęcali się, bili, gwałcili kobiety i małe dzieci, straszyli zemstą Sowietów. I oczywiście rabowali wszystko, co mogło mieć dla nich wartość.

Z raportów sowieckiej partyzantki wynika, że nie było problemu z wyżywieniem, co więcej, rabunki prowadzono na tak wielką skalę, że istniał wprost nadmiar żywności, a „partyzanci” mogli dowolnie wybierać rodzaj jadła: „Wyżywienie partyzantów jest bardzo dobre (…). Zawsze mają tłuszcze, mięso, mleko, jajka, kury itd. Odżywiają się jak żadne wojsko w czasie pokoju. Zapasów nie robią, ale jedzą cały czas bez końca”.

W powojennych wspomnieniach żydowscy „partyzanci” z tych obozów podkreślali męstwo i niezwykłe zasługi obozu Bielskiego. Anatol Wertheim pisał: „Na jego czele stało czterech braci Bielskich, synów młynarza spod Nowogródka. (…) Z czasem znalazło się w ich szeregach trzystu bojowników, których brawura stała się legendarna w całej Puszczy. Partyzanci z podziwem powtarzali opowieści o ich pomysłowych zasadzkach na Niemców, odważnych akcjach i o karach, jakie bracia Bielscy wymierzali kolaborantom”.

Niestety, żaden z nich nie podaje jakichkolwiek konkretów, jakich bądź dowodów, nie można więc w ogóle zweryfikować owej potężnej akcji antyniemieckiej, owych akcji, zasadzek i brawurowych walk. A z tego, co wiemy i co dało się zweryfikować, broń służyła dzielnym partyzantom jedynie do terroryzowania i rabowania ludności (a także gwałtów na kobietach).

Polski przedwojenny komunista Józef Marchwiński (który był żonaty z Żydówką o imieniu Ester i z tej racji został dołączony do obozu przez dowództwo sowieckie) wspomina:

„Bielskich było czterech braci, chłopów rosłych i dorodnych i nic też dziwnego, że mieli powodzenie u niewiast w obozie. Byli to mołojcy do wypitki i miłości, nie mieli jednak ciągotek do wojaczki. Najstarszy z nich (dowódca obozu) Tewie Bielski zarządzał nie tylko wszystkimi Żydami w obozie, lecz dowodził również dość licznym i ślicznym ‘haremem’ – niby król Saud w Arabii Saudyjskiej. W obozie, gdzie rodziny żydowskie kładły się często na spoczynek z pustymi żołądkami, gdzie matki przytulały do wyschniętych piersi głodne swoje dzieci, gdzie błagały o dodatkową łyżkę ciepłej strawy dla swoich maleństw – w tymże obozie kwitło inne życie, był też inny, bogaty świat!

Bielski i jego świta nie narzekali na złe warunki, na okupację. Posiadając złoto i kosztowności swoich ziomków, mogli prowadzić wystawny tryb życia. W ziemiankach braci Bielskich i najbliższego ich otoczenia, stoły uginały się od wytrawnych potraw i napojów, a liczne grono pięknych kobiet stale otaczało Tewie Bielskiego i jego trzech budrysów. Piękności te nie znały głodu i niedostatku. Były zawsze ślicznie ubrane a na ich rękach i szyjach lśniły blaskiem drogie klejnoty i kamienie, nie zbrukały też zbożną pracą swych białych rączek”.

Nawet w raportach sowieckich podano: „[Tewje] Bielski nie zajmował się pracą bojową, a spekulował w oddziałach. Brał od swoich partyzantów złoto na zakup broni i przywłaszczał je, a broni nie dawał”.

Zacytujmy historyka Leszka Żebrowskiego:

Na ten temat [działalności Bielskich - przyp. admina] dysponujemy już dość sporą literaturą (dokumentami, wspomnieniami, relacjami). Od lat toczy się też śledztwo w Instytucie Pamięci Narodowej (…) Od 2001 r. Instytut Pamięci Narodowej – Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi prowadzi (na wniosek Kongresu Polonii Kanadyjskiej) śledztwo w sprawie zbrodni popełnionej przez partyzantkę sowiecką w Nalibokach. Pomimo że KPK załączył obszerną, bogatą dokumentację źródłową, śledztwo toczy się bardzo niemrawo. Według komunikatu IPN z 15 maja 2003 r., zbrodnię tę, jak też inne, popełnione na tym terenie „zakwalifikowano jako zbrodnie komunistyczne, będące jednocześnie zbrodniami przeciwko ludzkości, których karalność nie ulega przedawnieniu. Wskazać przy tym należy, iż są to jedynie najbardziej tragicznie przykłady. Wiele bowiem innych wsi i osad na terenie woj. nowogródzkiego było atakowanych przez partyzantów radzieckich”.

Warto zwrócić uwagę, że w corocznym sprawozdaniu prezesa IPN dla Sejmu (był nim wówczas prof. Leon Kieres) usunięto wszelkie informacje o udziale w tej zbrodni osób pochodzenia żydowskiego (zob. „Informacja o działalności Instytutu Pamięci Narodowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w okresie 1 lipca 2001 r. – 30 czerwca 2002 r. Warszawa, wrzesień 2002″ – www.ipn.gov.pl). Wobec szybkiego wymierania bezpośrednich świadków (a także uczestników pacyfikacji) można założyć, że sprawa nigdy nie zakończy się wyjaśnieniem najważniejszych okoliczności, ustaleniem sprawców, a już z pewnością ich ukaraniem, choćby symbolicznym. Zostanie nam tylko film, którego bohater – jak James Bond – będzie dokonywać cudów w ekranowej walce z Niemcami.

Historia braci Bielskich ma również współczesny nam epilog.

Otóż w roku 2008 media doniosły, że amerykańskie małżeństwo, Aron i Henryka Bell, najpierw zaprzyjaźniło się z 93-letnią Janiną Zaniewską z Florydy, a następnie – obiecując jej wakacje w dawno niewidzianej Polsce – umieściło ją w domu opieki Hospes Hospiti w Pobiedziskach pod Poznaniem.

Następnie Bellowie wrócili do USA już bez Janiny Zaniewskiej i ogołocili jej konto z sumy 250 tys dolarów życiowych oszczędności, wykorzystując wyłudzone od niej pełnomocnictwo. Sprawa wyszła na jaw i przedsiębiorczy Żydzi zostali w USA aresztowani pod zarzutem porwania i oszustwa.

Żydowski złodziej Bell vel Bielski z małżonką

Żydowski złodziej Bell vel Bielski z małżonką

Aron Bell do 1951 r. nazywał się… Aron Bielski. Jest najmłodszym bratem Tewjego.

Opublikowany w Kultura, Me(r)dia | Komentarzy: 27 »

Ciąg dalszy „piractwa”

Posted by Marucha w dniu 2009-04-24 (piątek)

Jak pamiętają zapewne bywalcy gajówki, pisaliśmy nie tak dawno o dziwnym procesie, jaki w Szwecji wytoczono właścicielom popularnej wyszukiwarki internetowej  „The Pirate Bay”, www.thepiratebay.com.  Wielu internautów używa jej również do znajdywania na sieci materiałów objętych copyrightem. W Szwecji jednak nie jest zakazane wyszukiwanie i podawanie lokalizacji materiałów chronionych prawem autorskim – zakazane jest jedynie ich kopiowanie i rozpowszechnianie. A jednak, ewidentnie wbrew szwedzkiemu prawu, czwórkę właścicieli skazano na rok więzienia plus 30 milionów koron grzywny.

Za całą sprawą stoją oczywiście producenci muzyki rozrywkowej i filmów fabularnych, choć stwarzano pozory, iż chodziło o „dobro twórców i artystów”.

Wyrok na razie nie jest prawomocny, a kto wie, czy w ogóle nie zostanie unieważniony. Okazało się bowiem, iż sędzia w sprawie przeciwko The Pirate Bay, niejaki Tomas Norström, jest członkiem kilku organizacji zajmujących się prawami autorskimi  i lobbującymi na rzecz ich zaostrzenia, co automatycznie niejako czyni z niego osobę potencjalnie stronniczą. Sędzia nie raczył o swych powiązaniach opowiedzieć przed rozpoczęciem rozprawy, co jest rzeczą dość bulwersującą i budzi zdumienie wśród prawników, gdyż psim obowiązkiem każdego sędziego jest poddać się weryfikacji, czy nie zachodzi podejrzenie o stronniczość i w razie czego zrezygnować z  dędziowania.

Szwedzki ombudsman ds Wymiaru Sprawiedliwości, Rune Lavin, stwierdził iż on sam nie podjął by się prowadzenia tej sprawy w takich okolicznościach – co jest po prostu stwierdzeniem faktu, iż sędzia Tomas Norström też nie powinien był tego robić.  Szef „Partii Piratów”, Rick Falkvinge, stwierdził iż lobby ochrony praw autorskich wprowadziło do Szwecji korupcję.

Na telefoniczne pytania dziennikarzy, dlaczego zataił ważną część swej działalności, Norström odpowiadał dziś tonem buca, że „nie ma komentarzy”.

My za to mamy komentarze.

Za każdym razem, gdy „obrońcy praw autorskich” drą mordy rzekomo w interesie autorów i wykonawców, wiadomo, że chodzi o ich własne handełesowe interesy, bo nie wystarczają im zarobki po kilka miliardów dolarów, lecz chcieli by zarabiać kilkaset miliardów – najlepiej bez kiwnięcia palcem w bucie. Za każdym razem, gdy czytamy, ileż to miliardów straciły przedsiębiorstwa skutkiem „piractwa” i ileż to miejsc pracy ubyło – sprawdźmy, czy badanie nie było przeprowadzone na zlecenie jakiegoś producenta czy pośrednika handlu płytami. Za każdym razem, gdy zapada dziwny i niezrozumiały wyrok, sprawdźmy, co porabia pan sędzia poza godzinami pracy w sądzie.

Wszechwładza i wpływ na rządy państw ze strony firm zajmujących się produkcją szeroko pojętej rozrywki staje się poważnym zagrożeniem dla konsumentów, którzy są bezsilni wobec najbardziej nawet idiotycznych i nieprzyjaznych posunięć  – jak np. wprowadzenie bezsensownych „regionów” na płytach i odtwarzaczach DVD, czy „zabezpieczanie” płyt w taki sposób, że niemożliwe jest ich odtwarzanie na komputerze.

Oczywiście ideałem producenta było by wmontowanie licznika w każdym odtwarzaczu CD, DVD czy Blue Ray, który informował by kogo trzeba, ile razy odgrywano daną płytę i automatycznie ściagał należność z naszego konta w banku. Nie wiemy jeszcze kiedy, ale kiedyś odpowiednie „lobby” na pewno wymusi na rządach takie rozwiązanie.

Warto przy okazji dowiedzieć się, że policjant Jim Keyzer, osoba odpowiedzialna za  śledztwo w sprawie The Pirate Bay, został zatrudniony przez koncern rozywkowy Warner Bros jeszcze przed rozpoczęciem samego procesu!

A na razie w parlamencie UE przegłosowano propozycję przedłużenia praw do odtwarzania nagrań z 50 lat do 70 lat, a były też głosy pragnące wydłużenia tego okresu do lat 95-ciu. Nie chodzi tu, wyjaśniamy, o jakąś zmianę tego prawa, które jest dane kompozytorowi na okres całego życia plus 70 lat po jego śmierci. Chodzi raczej o prawo do nagrań dokonanych lat temu 50 lub wcześniej, które dziś można odtwarzać za darmo. Wiadomo dobrze, że i tym razem nie chodzi o „dobro twórców i wykonawców”, lecz o dobro producentów. Szwecja zajęła, jak na razie, negatywne stanowisko wobec propozycji UE.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 11 »

Lusia Ogińska: Synagoga rzymsko-katolicka

Posted by Marucha w dniu 2009-04-21 (wtorek)

Szanowny Panie Redaktorze!

Tak jak wspomniałam w ostatnim felietonie – w związku z Drogą Krzyżową – odwiedziłam wiele parafii. Byłam w Raszynie, Kulkówce, Milanówku, Płoniawach, Komorowie, Siemiatyczach, Michałowicach… o tym już pisałam, jednak nie wspomniałam, że otrzymałam także zaproszenie na rozmowę do Nadarzyna pod Warszawą. Ksiądz proboszcz Andrzej Wieczorek zaproponował, abym przyjechała w niedzielę 22 lutego na Mszę Świętą o godzinie 12. Wielkie było moje zdziwienie, gdy po wejściu do świątyni pierwszą rzeczą która rzuciła mi się w oczy to była… monstrualna menora przed ołtarzem!!! Zapalona, jaśniała żywym światłem nad rozmodlonymi owieczkami… Menora, jak wiemy jest jednym z głównych symboli judaizmu, starałam się wiec dociec, co ma wspólnego z katolickim kościołem – być może ma owieczkom przypominać kto jest naprawdę odpowiedzialny za śmierć Mesjasza! Jak się później okazało – nic bardziej mylnego ponieważ nawet Tabernakulum w którym złożono Eucharystię było ledwo widoczne, ukryte wstydliwie w ciemnej kościelnej głębi, być może po to by zachować odpowiednie „ekumeniczne” proporcje!

synagogo-kosciolPo mszy ksiądz zaprosił mnie do swojej kancelarii. Dalej naiwnie sądziłam, że porozmawiam z proboszczem właśnie o Drodze Krzyżowej i o ewentualnym terminie jej zaprezentowania… Ksiądz usiadł za biurkiem, spojrzał na mnie jak żaba na latawiec, lekko wydął usta i rzekł:
- No.. to co mi tutaj przedstawiono, ta „Via Crucis” na płycie, nie do końca jest w porządku!
- To znaczy? Nie rozumiem! Czy ksiądz wysłuchał całą płytę?
- Nie, nie… Nie całą, tylko fragmenty, fragmenty, no ale to jest antysemickie, przyzna pani!
- Proszę księdza! Rozważania moje w tym dziele opierałam wyłącznie na Ewangelii! Po za tym konsultowałam każdy utwór z ojcem profesorem Krąpcem…
- Nie ma to znaczenia! Bo widzi pani, Droga Krzyżowa, tradycja Drogi Krzyżowej prowadziła właśnie do antysemityzmu…
- Jednak ojciec profesor… – bąkałam – ja mam listy od biskupów, od blisko 50 biskupów, łącznie z listem od prymasa Glempa. Oni wszyscy ten utwór wysoko ocenili, a przecież biskupi… znają się na teologii? Prawda?
- To nie ma żadnego znaczenia!
- Listy biskupów?
- Tak!
- Opinia biskupów?
- Tak!… To znaczy opinia ma znaczenie… no ale mnie to nie interesuje!
- Proszę księdza, papież Benedykt XVI apelował o to, aby świeccy również ewangelizowali i to jest moja odpowiedź na ten apel!
Ksiądz już nie słuchał, widocznie nie tylko listy biskupów go nie interesowały, ale i apel papieża też!

Wyszłam! I dopiero teraz dostrzegłam, że na terenie kościoła w Nadarzynie stoi ogromny, ( i jak się później dowiedziałam) największy w Europie ośrodek świadków Jehowy! Budynek ten nie jest ogrodzony, stoi obok kościoła i ci którzy w Jezusa – Mesjasza nie wierzą jak widać (dzięki proboszczowi w Nadarzynie) skutecznie, zmieniają kościół katolicki na „synagogę rzymskokatolicką”! Dzielą się terenem – a łączą myśleniem?!

Dlatego po tym całym zdarzeniu, zupełnie nie zaskoczyła mnie kuriozalna wypowiedź abp Nycza, który w wywiadzie udzielonym „Niedzieli” stwierdził: „Współczesny kościół nie potrzebuje przywódcy, kogoś na wzór kard. Wyszyńskiego”

Tak, tak! Jaki pan, taki kram! Kościół nie potrzebuje kardynała Wyszyńskiego, kościół potrzebuje menor, które swoim światłem rozjaśnią nasze zaściankowe, katolickie umysły i w Roku Świętego Pawła udowodnią, że ani słowa biskupów, ani prymasów, ani papieża, a nawet samego Apostoła Pawła nic nie znaczą… Bo jak odczytać postawę w/w księdza i jego metropolity – także przecież odpowiedzialnego za przymuszanie wiernych do modlenia się przed niechrześcijańskim symbolem – wobec słów Apostoła Pawła w Drugim Liście do Koryntian:

„ Nie ciągnijcie jarzma z niewiernymi.
Abowiem co za uczestnictwo sprawiedliwości z nieprawością?
Abo co za towarzystwo światłości z ciemnościami?
Abo co za zgoda Chrystusowi z Belialem?
Abo co za cześć wiernemu z niewiernym?
A co za zgoda Kościołowi Bożemu z bałwanami?”

Z uszanowaniem
Lusia Ogińska

Opublikowany w Kościół | Komentarzy: 121 »

Aktywność Polski w Zjednoczonym Froncie Obrońców Izraela

Posted by Marucha w dniu 2009-04-20 (poniedziałek)

Polska zbojkotuje ONZ-owską konferencję na temat rasizmu, ksenofobii i nietolerancji, jaka odbędzie się w dniach 20-24 kwietnia w Genewie.

W pierwszej chwili Wasz gajowy ucieszył się, że choć raz Polska nie przyłoży ręki do kolejnego, nikomu niepotrzebnego pseudowydarzenia, którego koszty pokryją podatnicy i z którego nic, oprócz pustych deklaracji, nie wyniknie. Ot, jedna z wielu prób tresury mieszkańców naszego globu.

Niestety, już następne zdanie rozwiało złudzenia gajowego. Bojkot polski nie wynikł bowiem wcale z powyższych, racjonalnych przesłanek – lecz jest kolejnym dowodem na podporzadkowanie się interesom nazistowskich zbrodniarzy z Izraela. Mówiąc językiem międzynarodowej prasy, zachód obawia się, że posłuży ona krajom muzułmańskim jako forum do krytyki Izraela oraz do przeforsowania zakazu krytyki islamu. Polskie MSZ dodało jeszcze z niepokojem, że konferencja zostanie wykorzystana „jako forum niedopuszczalnych wystąpień, działań sprzecznych z duchem szacunku dla innych ras i religii”. – Nasz szczególny sprzeciw budzą wszelkie zapowiedzi wprowadzania w trakcie konferencji antysemickich wątków. Nie tylko zdyskredytuje to jej przesłanie, lecz także uniemożliwi obiektywną, merytoryczną dyskusję o problemie rasizmu” – czytamy w komunikacie.

Istnieją wreszcie obawy, że kraje muzułmańskie będą usiłowały przeforsować w Genewie zakaz jakiejkolwiek krytyki islamu.  Tymczasem – jak tłumaczył rzecznik amerykańskiego Departamentu Stanu Robert Wood – takie zakazy łamią zasadę wolności słowa. Natomiast zakaz jakiejkolwiek krytyki zbrodniczego Izraela oczywiście żadnej wolności słowa nie łamie, przeciwnie, jeszcze ją poszerza i pogłębia.

Co rzekomo polskie MSZ obchodzą antysemickie wątki, uchodzi naszej uwadze, zwłaszcza że nie zaobserwowaliśmy z jego strony żadnego zainteresowania zjawiskami rasizmu i innych uprzedzeń wobec Kazachów, Palestyńczyków czy choćby i Polaków. Odpowiedź na powyższe pytanie pozostawiamy czytelnikom.

Tak ma wyglądać w niedalekiej przyszłości godło ONZ

Tak zapewne powinno wyglądać w niedalekiej przyszłości godło ONZ

Konferencja w Genewie bywa określana jako „Durban II”, ma bowiem stanowić kontynuację poświęconego rasizmowi spotkania, do jakiego doszło w tym południowoafrykańskim mieście w 2001 roku. Zakończyło się ono szkandałem, ponieważ państwa arabskie próbowały przeforsować deklarację końcową, która słusznie utożsamiała syjonizm z rasizmem. Istnieją obawy, że w Genewie dojdzie do powtórki tamtych wydarzeń. W organizację konferencji zaangażowany był bowiem m.in. krytyczny wobec Tel Awiwu przywódca Libii Muammar Kadafi, zaś pierwszego jej dnia przemawiać ma prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad, znany z negowania holokaustu oraz wypowiedzi o potrzebie „wymazania Izraela z mapy świata”.

W niedzielę wieczorem decyzję o wycofaniu się z obrad podjęły Niemcy, Nowa Zelandia oraz Polska. Wcześniej rezygnację z uczestnictwa w konferencji ogłosiły Stany Zjednoczone, Holandia i Australia oraz Włochy, Kanada i Izrael.

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 24 »

Czyżby jedyna w Polsce?

Posted by Marucha w dniu 2009-04-20 (poniedziałek)

Tablica pamiątkowa w Siedlcach

Zdjęcie przedstawia dawną siedzibę Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa i Prokuratury w Siedlcach. Na ścianie widoczne są dwie tablice pamiątkowe. Tablica po prawej stronie jest chyba unikalna na terenach III RP, gdyż po prostu głosi prawdę o zbrodni dokonanej na polskich patriotach.

Jaka to prawda?
Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w Polityka, Różne | Komentarzy: 15 »

Modlitwa w dźwiękach techno

Posted by Marucha w dniu 2009-04-20 (poniedziałek)

Post-esbecka, lubiana przez Polaków stacja telewizyjna TVN, od pewnego czasu wzięła się za tematykę religijną z równym zapałem, co Żyd za taniec, a to celem przeciwstawienia się skostniałemu Kościołowi pozostawionemu przez Prymasa Wyszyńskiego, którego resztki jeszcze tu i ówdzie przezimowały w naszym kraju.

Powiedzenie „wziął się za coś, jak Żyd za taniec” jest jak najbardziej celowe, gdyż po pierwsze znana jest wśród starszych ludzi wielka skłonność Żydów do tańczenia nawet w niesprzyjających okolicznościach, a po drugie Telewizja TVN jest obsadzona, delikatnie mówiąc, przez spolonizowanych potomków plemion tatarsko-mongolskich (Chazarów), zwących się dla żartu Semitami.

TVN otworzyła nawet kanał „Religia”, albowiem powszechnie wiadomo, że nikt tak dobrze nie nauczy katolików ich wiary, jak żydowscy esbecy, ich krewni i ich potomstwo.

Oto artykuł na temat kolejnych sukcesów postępu w Kościele, zamieszczony na portalu TVN: http://www.tvn24.pl/0,1596259,0,1,modlitwa-w-dzwiekach-techno,wiadomosc.html

10:19, 19.04.2009 /TVN24
Modlitwa w dźwiękach techno
DYSKOTEKA, NA KTÓREJ MOŻNA SIĘ WYSPOWIADAĆ

TVN24
Błyskające lasery, głośna muzyka techno i tłumy roztańczonych nastolatków a obok obraz Jezusa, płonące świece i skupieni w modlitwie młodzi ludzie. Na takiej nietypowej dyskotece bawili się nastoletni parafianie z Bełchatowa.
Imprezę zorganizował jeden z księży. Jak tłumaczy, chodzi o to, żeby pokazać, że radość ze zmartwychwstania Chrystusa można pokazać także przez zabawę.

Katolo-disco
Na dyskotece obowiązują nieco inne zasady niż na typowej klubowej imprezie [Coś podobnego! Cóż za brak demokracji? - admin]. Na sali nie można pić alkoholu [A poza salą? Damy sobie łeb urwać, że są tam i alkohol, i narkotyki - admin]. Obok wielkiego parkietu z błyszczącymi lampami, jest mały kącik, dla tych, którzy chcą na chwile oderwać się od hałasu [Jasne, że w tym kąciku absolutnie nie słychać ogłuszającego hałasu "muzyki" techno zza ściany czy może nawet zza parawanu - admin].

Przed ustawionym obrazem Jezusa stoją zapalone świece. Można uklęknąć i skupić się na modlitwie [W skupieniu na pewno pomaga wszędzie słyszalny ryk głośników - admin]. A dla wszystkich, którzy chcieliby podczas imprezy skorzystać z sakramentu spowiedzi, czeka ksiądz.

as//mat

Skoro sami księża nie widzą nic złego w organizacji tego typu dyskotek, skoro sami przykładają ręce do bluźnierstw, do ośmieszania Kościoła, do szyderstw z Jezusa Chrystusa – to co się dziwić ich owieczkom, że nie protestują przeciwko afrykańskim bębenkom na Mszach Świętych, nabożeństwom odprawianym przez kukiełki, czy „liturgicznym tańcom” przed ołtarzem? Że nie przejmuje ich zgrozą branie Komunii Św. na rękę i do tego na stojąco? Że nie obchodzi ich w ogóle to, że nowa Msza Święta jest dziełem masona Bugniniego i nie spełnia elementarnych warunków bycia Mszą katolicką?  Że potrafią powiedzieć „Jestem katolikiem, ale żaden czarny nie będzie mi, k…wa, mówił, w co mam wierzyć i jak żyć”?

Może posuńmy się dalej. Dlaczego nie stworzyć burdeli… pardon, agencji towarzyskich, aby pokazać, że radość ze zmartwychwstania Chrystusa można pokazać także przez uprawianie radosnego pozamałżeńskiego seksu za pieniądze? W takim burdelu można by oczywiście wygospodarować mały kącik dla tych, którzy na chwilę chcą się oderwać od panny Loli i skupić na modlitwie, a i dyżurny ksiądz gotów byłby udzielać chętnym sakramentu spowiedzi, z góry dając rozgrzeszenie na cały wieczór.

Wiadome jest, że żydoubecja (lub jej odpowiedniki w innych krajach) zaczęły w latach 50-tych i 60-tych delegować swoich ludzi do seminariów duchownych. Stąd wzięły się w głównej mierze późniejsze „skandale w Kościele” – gwałty, homoseksualizm, pedofilia, afery finansowe itp. – za które oczywiście obwiniano cały Kościół, który aby spłacać odszkodowania musiał sprzedawać swe dobra, w tym świątynie. Stąd wzięły się postęp, nowoczesność, otwarcie na świat, dialog z judaizmem.
Fałszywi księża, z których niejeden został profesorem teologii, zdążyli już przez ten czas wychować następne pokolenie młodych, postępowych i głupich kapłanów, czego rezultaty obserwujemy m.in. w coraz bardziej pogłębiającej się destrukcji liturgii kościelnej oraz podważaniu dogmatów wiary.

PS. Na tejże stronie TVN mamy odnośnik do innego artykułu, tym razem o księżach, którzy nie boją się nowoczesnej techniki. Żenujący poziom tekstu, żenująca też jego wymowa.

Opublikowany w Kościół | Komentarzy: 41 »

Nie pasujemy do siebie

Posted by Marucha w dniu 2009-04-18 (sobota)

Napisany przed paroma laty artykuł prof. Rafała Brody nabiera coraz większej aktualności – przyp. admina.

Prof. dr hab. Rafał BRODA
Żydzi i Polacy – po prostu nie pasujemy do siebie

Od autora

Poniższy artykuł został napisany prawie dokładnie cztery lata temu, w reakcji na atak na Polskę związany z wydarzeniami w Jedwabnem. W zamyśle miał on zainicjować polsko-polską debatę nad wyborem drogi naszego postępowania wobec ustawicznych anty-polskich prowokacji środowisk żydowskich. Artykuł ten został przesłany do redakcji Naszego Dziennika, a później do tygodnika Głos – jednak w żadnym z tych pism do dzisiaj nie został opublikowany.

W związku z kolejnym, bezprecedensowym atakiem na Polskę, zainicjowanym oszczerczymi tezami nowej książki J.T.Grossa, artykuł stał się dzisiaj jeszcze bardziej aktualny i podkreślił wagę zawartego w nim twierdzenia, że my Polacy i tak nie unikniemy rzetelnej debaty na ten temat (…).

Rafał Broda 

Kraków 31 lipca 2006 


„Żydów w Polsce dzisiaj nie ma” – tym stwierdzeniem rozpoczyna się prawie każdy artykuł na temat stosunków polsko-żydowskich. W wielu wypowiedziach publicznych zdanie to powtarzane jest z namaszczeniem sugerującym objawienie oczywistej prawdy, na ogół prawdy służącej wygłoszeniu politycznie użytecznego, choć beznadziejnie głupiego sloganu: „Żydów w Polsce nie ma, a antysemityzm jest”.

Istotnie, gdy przywołać obrazy z przedwojennej Polski, nie ma w dzisiejszym polskim krajobrazie charakterystycznych postaci w chałatach, nie ma miejscowości w których pobrzmiewa gwar obcej mowy, a w sobotę ustają wszelkie zajęcia. Nie ma skupisk krzątających się ludzi, którzy ze swą odmiennością w jakiś sposób budzili respekt upartym dążeniem do trwania jako odrębny naród, ze swoimi tradycjami obyczajami, religią i kulturą. Nawet w książce telefonicznej tylko z rzadka odnajduje się dzisiaj typowe dla Żydów nazwiska; giną one w gąszczu pięknie brzmiących polskich nazwisk, tak niezwykle licznych, jakby polskich rodów nie dotknęły hekatomby tragicznej historii. I powinna ta tragiczna nieobecność tkwić wśród nas jako wymowny ślad barbarzyństwa niemieckiego najeźdźcy. Tak jak w każdej polskiej rodzinie tkwi cierń bolesnej pustki i gasnących już wspomnień o tych, którzy padli ofiarą zbrodniczego okupanta, tak Naród jako całość powinien odczuwać brak tej części społeczności, która przez wiele stuleci zamieszkiwała obok nas polskie ziemie.

Powinien…., ale coś temu przeszkadza, coś się dzieje niedobrego, co nakazuje przytłumić w sobie naturalny dla chrześcijan, prosty odruch dobrej pamięci, pozbawiony wspomnień o trudnych czasem zaszłościach i dyktowany piękną zasadą – de mortuis nihil nisi bene. Jest coś co zmusza do myślenia bardziej realistycznego, do bardziej dogłębnego zaglądania w przeszłość, także do chłodnej oceny teraźniejszości, by snuć wnioski pozbawione tej pozytywnej naiwności z jaką podchodziliśmy dotychczas do spraw narodowych. Nie sposób nie zastanawiać się nad prawdziwością tezy, że Żydów w Polsce dzisiaj nie ma, gdy w życiu publicznym dzisiejszej Polski bardzo aktywni i widoczni są Żydzi, którzy na co dzień dają nam odczuć swą obecność, a zarazem obcość, w sposób niezwykle agresywny, pozbawiony jakiejkolwiek delikatności. Ich nie liczące się z niczym brutalne wypowiedzi i działania tak wymownie potwierdzają najgorsze opinie z przeszłości, że potrzeba niezwykłej wprost odporności, by ustrzec się przed uogólnieniami.

Od wielu lat mamy do czynienia z intensywną obecnością tematów żydowskich w polskich środkach masowego przekazu. Gdyby tą miarą mierzyć obecność Żydów w Polsce, to można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z niezwykle liczną mniejszością, która manifestuje swoją odrębność, a nawet wrogość, a mimo to chce uznania jej za tak ważny element polskiej społeczności, że ma prawo pretendować do kształtowania podstawowych elementów życia w Polsce. Ambicje te najwyraźniej nie ograniczają się do artykulacji spraw, czy choćby nawet pretensji dotyczących nielicznej grupy Żydów w Polsce. W gruncie rzeczy mamy do czynienia z destrukcyjnym zachowaniem uderzającym raz po raz w samą istotę polskości, z działaniami, które w ewidentny sposób koordynowane są z hałaśliwymi akcjami inicjowanymi przez prawdziwie antypolskie środowiska żydowskie poza granicami naszego Kraju. Polska opinia publiczna raz po raz wstrząsana jest bulwersującymi oskarżeniami, niesprawiedliwą i kłamliwą propagandą, dyskredytującą Polskę, działaniami, które wprost deprecjonują naszą suwerenność i uderzają w naszą godność.

W Polsce na poważną skalę to zjawisko zaczęło się w 1987 roku kiedy Tygodnik Powszechny artykułem Jana Błońskiego zainicjował wielką akcję oskarżania Polaków. Dysponując wyjątkową w tym czasie licencją na niezależność Redakcja TP poprowadziła jednokierunkową „debatę”, która już wtedy ujawniła wyjątkowy stopień zakłamania i hipokryzji i nadała trwały kierunek sterowanemu polsko-żydowskiemu „dialogowi”. Po tym wstępnym przygotowaniu mieliśmy do czynienia z licznymi prowokacjami, których autorami byli Żydzi – prowokacjami na tyle przejrzystymi, że stało się oczywiste, że wcale nie chodzi o autentyczny dialog. Nikt przy zdrowych zmysłach nie może przyjąć, że ta wczesna „debata” Tygodnika Powszechnego, a później następujące rozliczne prowokacyjne wypowiedzi A.Michnika, B.Geremka, J.Urbana, K.T.Toeplitza, T.Pacewicza, E.Milewicz, A.Bikont, P.Śpiewaka i wielu, wielu innych, że wyrzucenie S.S.Karmelitanek z Oświęcimia, ponawiane próby usunięcia stamtąd Krzyża, profanacje katolickich symboli religijnych, bluźniercze prowokacje A.Rottenberg, monstrualne produkcje O.Lipińskiej, żałosna „twórczość” I.Cywińskiej….itd., że te działania zmierzają do wyjaśnienia czegokolwiek, co mogłoby służyć poprawie stosunków polsko-żydowskich. Intensywność i skalę demonstrowanej niechęci do Polaków, a mówiąc językiem tego środowiska, „zoologicznej nienawiści” do Polski, trzeba uznać wprost za przejrzysty zamiar budzenia w Polakach niechęci do Żydów – nie sposób tego inaczej interpretować.

Może wydać się paradoksalne – po co Żydom jest potrzebne budzenie w dzisiejszej Polsce wrogości do Żydów, po co jest im potrzebny antysemityzm? Być może chodzi o ciągłe wywoływanie poczucia zagrożenia, które jest najlepszym spoiwem dla utrzymania jedności i wymuszenia nieograniczonego wzajemnego wspierania się. Nie próbujmy jednak nawet zastanawiać się nad wyjaśnieniem tego paradoksu, porzućmy wszelkie spekulacje – jesteśmy z innego kręgu cywilizacyjnego i możemy z tym mieć wielkie trudności. Zbyt wiele zasadnych pytań z przeszłości pozostało bez odpowiedzi – dlaczego niektórzy Żydzi wspierali finansowo Hitlera? Dlaczego tylu z nich funkcjonowało na wysokich szczeblach NSDAP? Dlaczego maszynerię administrowania ostatecznym rozwiązaniem powierzono Żydowi- Eichmanowi? Dlaczego Żydzi amerykańscy wykazali tak paskudną obojętność na los swoich rodaków? Dlaczego Żydzi wciąż z taką łatwością przemilczają zbrodnie Żydów-gestapowców, Judenratów, żydowskich kapo i służb obozowych wykonujących egzekucje? A ileż podobnych pytań dostarcza całe doświadczenie totalitaryzmu komunistycznego? Pozostawiając zatem bez odpowiedzi pytanie – dlaczego niektórzy Żydzi chcą w Polsce wywołać eksplozję antysemityzmu?  musimy zastanowić się jak temu przeciwdziałać, jak odpowiedzieć na te coraz wyraźniejsze próby wielkiej manipulacji socjologicznej.

Jak dotąd Polacy niezwykle cierpliwie znoszą wszelkie upokorzenia i prowokatorzy nie osiągają swojego celu. Nie możemy jednak zapominać o ułomnościach natury ludzkiej i nie możemy bezczynnie przyglądać się procesowi, w którym ludzka wytrzymałość może osiągnąć stan graniczny, a spójne oddziaływanie wielu czynników może doprowadzić do pęknięcia norm. Musimy koniecznie ten proces zatrzymać, zanim będzie za późno, bo nikt z nas nie zna miejsca, w którym kończy się ludzka odporność. Prowokacyjne kłamstwa związane z tragicznymi wydarzeniami w Jedwabnem są najważniejszym jak dotąd sygnałem ostrzegawczym, że nie ma tutaj żadnych zahamowań. Nie ma wątpliwości, że te nękające akcje będą się powtarzać. To właśnie brak dostatecznie mocnych reakcji na wcześniejsze prowokacje zachęca stronę żydowską do ataków, ale ten dotyczący Jedwabnego ma całkowicie nowy jakościowo wymiar. To już nie są oskarżenia o niechęć, o bierność, o „wielowiekowy, wyssany z mlekiem matki antysemityzm”, to już są próby wciągania Polaków w odpowiedzialność za ludobójstwo. Ktoś powiedział: ” Po Jedwabnem stosunki polsko-żydowskie już będą inne”. Całkowicie się z tym zgadzam. Tutaj już nie ma miejsca na milczenie, na bezsilne zaciśnięcie zębów, machnięcie ręką i przejście do normalności. Teraz już naprawdę potrzebna jest rzetelna debata o stosunkach polsko-żydowskich, debata, która pozwoli wyciągnąć właściwe wnioski na dzisiaj i na przyszłość. My Polacy tej debaty nie unikniemy, a ona się przecież jeszcze nie odbyła, mimo że temat tak często poruszano w rozlicznych publikacjach.

Gdy spojrzeć na dotychczasowy przebieg tzw. „dialogu polsko-żydowskiego”, to trzeba stwierdzić, że nie ma chyba przykładu innej dyskusji, w której tak bardzo uciekano by od prawdy.  Przykładu hipokryzji dostarczają sami uczestnicy dotychczasowego „dialogu”. Jakże często się zdarza, że w dwustronnej wymianie zdań uczestniczy wyłącznie jedna strona, bo również w imieniu Polaków wypowiada się Polak pochodzenia żydowskiego, przy czym często jest to osoba, która przy innych okazjach demonstruje swą żydowskość jako główną identyfikację. W tej wczesnej „debacie” Tygodnika Powszechnego było to zjawisko nagminne i nikomu  nie przyszło do głowy, by  przy rozmowie na taki właśnie temat, uczciwie uściślić na samym początku z jakiej pozycji autor się wypowiada. Zresztą ówczesny redaktor naczelny Jerzy Turowicz też tego nie zrobił, a nawet, jak się później okazało, nie miał oporów, by jako reprezentant polskich katolików, mimo klasycznej sytuacji konfliktu interesów, uzgadniać z Żydami usunięcie SS.Karmelitanek z Oświęcimia. Z drugiej strony dotychczasowy „dialog” nigdy nie był dyskusją równoprawnych stron – ze strony polskiej pełen dobrej woli, delikatności, unikający wysuwania choćby najbardziej zasadnych oskarżeń – ze strony żydowskiej pełen tupetu, arogancji, zawsze atakujący, dążący do upokorzenia strony przeciwnej.  Nie dziwne więc, że nawet najbardziej odporni (np. Ks. W.Chrostowski) rezygnowali z udziału w tej fikcji. Potrzebny jest zatem najpierw polsko-polski dialog, bo chodzi o wypracowanie wspólnego stanowiska, jak my Polacy w tej sytuacji mamy się zachować? Jak w imię minionych i przyszłych pokoleń Polaków trzymać się chrześcijańskich norm moralnych, nie rezygnując ani trochę z Prawdy? Czy wolno „dla świętego spokoju” rezygnować z Prawdy, zwłaszcza gdy w grę wchodzi dobre imię własnego Narodu?

Niniejszym artykułem pragnę pobudzić do takiej polsko-polskiej dyskusji. Niech ona będzie publiczna, bo nie mamy niczego do ukrycia. Zdając sobie sprawę z trudności związanych z tak szczególną debatą, pragnę rozpocząć od kilku uwag wstępnych:

1. Wypowiadam się w duchu prawdy, tak jak ją widzę na podstawie własnej wiedzy i obserwacji. W kwestiach polsko-żydowskich nie mam żadnych kompleksów i nie dbam o to, czy ktoś nazwie mnie antysemitą. Swój stosunek do Żydów znam najlepiej ja sam i nie dotkną mnie żadne oskarżenia, zwłaszcza te, które są tak powszechnie szafowane, by uniemożliwić wyraźną artykulację argumentów. Nie mam do Żydów żadnych uprzedzeń, raczej jest to stosunek dość neutralny, który jest następstwem własnych doświadczeń. Spotkałem wielu Żydów mądrych, czasem wybitnych, przyjaznych, ciekawych i wewnętrznie dobrych, spotkałem też beznadziejnie głupich, małych, a nawet nikczemnych, szczycących się „osiągnięciami”, za które normalny człowiek powinien się wstydzić. Te doświadczenia dają mi komfort unikania uogólnień w stosunkach z pojedynczymi ludźmi, natomiast nie można tego komfortu przenosić na rozważania relacji dwóch narodów, bo tutaj uogólnienia są niezbędne.

2. Stosunek wzajemny dwóch narodów jest pochodną indywidualnych relacji zachodzących pomiędzy ich członkami, ale próba jego całościowego ujęcia wymaga oderwania się od pojedynczych doświadczeń. Nie można swoich osobistych wrażeń utożsamiać z bardziej ogólnymi zjawiskami. A jednak indywidualne doświadczenia mają tutaj zasadniczy wpływ. Nikt nie jest wolny od uogólnień, bo natura myślenia człowieka jest indukcyjna – na podstawie wielu podobnych przypadków formułujemy na własny użytek wnioski. Nikt się nie dziwi, gdy oceniamy złe postępowanie swego rodaka, mówiąc że „robi nam złą opinię”, podobnie, gdy jesteśmy dumni z osiągnięć Polaka, mimo że poza przynależnością do tego samego narodu mamy niewiele wspólnego z tymi osiągnięciami. Wszyscy przyjmujemy te zachowania jako całkowicie naturalne, ponieważ wiemy, że inni oceniając nas jako naród opierają swoją ocenę na uogólnieniu obserwacji dotyczących wielu pojedynczych przypadków. Także na opinię o Żydach zasadniczy wpływ muszą mieć indywidualne doświadczenia i obserwacje. I dobrze, że tak jest, bo możemy się oprzeć także na swoich, często pozytywnych doświadczeniach. Gdybyśmy mieli w Polsce poprzestać na ocenie tych Żydów, którzy biorą aktywny udział w życiu publicznym, opinia byłaby zapewne skrajnie negatywna.

3. Proponowana debata musi mieć znaczny stopień ogólności, bez zbędnego wnikania w szczegółowe przykłady historyczne, czy współczesne. Jednak znajomość szczegółów dotyczących zarówno historii, jak i współczesności stosunków polsko-żydowskich, jest niezbędna dla kompetentnego udziału w dyskusji. Tylko taka pełniejsza wiedza umożliwia oderwanie się od subiektywizmu, który wynika z własnego, z natury rzeczy bardzo wąskiego, doświadczenia. Na szczęście istnieje bogata faktografia dotycząca tematu, z którą każdy może się zapoznać, a sama współczesność przynosi nowe zjawiska, których medialne nagłośnienie zapewnia ich powszechną znajomość. Historia mojego osobistego zainteresowania się tematem stosunków polsko-żydowskich sięga okresu mego pobytu w Stanach Zjednoczonych w latach 1982/84. Zetknąłem się wtedy z objawami tak bardzo intensywnej antypolskiej kampanii środowisk żydowskich, że musiałem sobie postawić pytania: O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego Polskę, powaloną na kolana stanem wojennym, kopie się tak brutalnymi i niesprawiedliwymi oskarżeniami? Ile w tych oskarżeniach jest prawdy? Skąd bierze się u amerykańskich Żydów tak zajadła nienawiść do Polski? Od tej pory przeczytałem wiele książek, artykułów i opracowań, także na bieżąco śledziłem wszystkie istotne wydarzenia związane z polsko-żydowskimi stosunkami.  Z biegiem czasu narastała jednak moja irytacja demonstrowaną skalą zakłamania i ewidentnym unikaniem prawdziwego, uczciwego dialogu. Prowokacje J.T.Grossa w sprawie Jedwabnego uznałem za punkt zwrotny, za moment, w którym należy sprawy podsumować.

Przedstawiam więc moje indywidualne podsumowanie stosunków polsko-żydowskich, a także wnioski, jako głos w debacie, która być może zostanie podjęta. Udział w takiej debacie Polaków, którzy podobnie jak ja nie należą do grona ekspertów w dziedzinach historycznych, byłby bardzo pożądany. W gruncie rzeczy chodzi o wypracowanie wspólnego stanowiska, które mogłoby dać jasne wskazania dla naszych przyszłych zachowań.

Niezależnie od subiektywnych odczuć, na podstawie powszechnie uznanych faktów historycznych można ustalić zasadnicze, ogólnie obiektywne prawdy dotyczące stosunków polsko-żydowskich:

Tysiąc lat gościnności

Przez blisko dziesięć wieków Żydzi masowo osiedlali się w Polsce, gdzie znajdywali dla siebie przystań i dobre warunki do normalnej, godnej człowieka egzystencji. Prześladowani i wypędzani zewsząd, właśnie w Polsce znajdywali schronienie, warunki do przetrwania i pełne możliwości rozwoju. Tolerancyjna katolicka Polska, nazywana przez nich samych Paradisus Judeorum, dawała im przywileje stwarzające warunki często lepsze niż te, którymi musiała się zadowolić miejscowa ludność, będąca gospodarzem polskich ziem. Bez względu na sporadyczne występowanie przypadków przeczących ogólnej zasadzie, los Żydów w Polsce był nieporównanie lepszy niż w jakimkolwiek innym kraju. Dowodem na taki stan rzeczy jest fakt niezależny od wszelkich spekulacji historycznych, mianowicie niezaprzeczalny fakt, że na terenach Rzeczpospolitej przed drugą wojną światową zgromadziło się 80% całej populacji Żydów. Tylko dzięki Polsce Żydzi przetrwali jako naród, zachowali swoją odrębność, rozwinęli własną kulturę, religię i wykształcili elity, które później umożliwiły im budowę własnej państwowości.

Brak lojalności wobec Polski

Pozytywny stosunek Polaków do Żydów był w znacznym stopniu utrudniony słabą skłonnością Żydów do asymilacji, ich demonstracyjną obcością i wewnętrznie kultywowaną wrogością do nie-Żydów, która była wręcz dyktowana nakazami Talmudu. Nielojalność wobec państwa i narodu polskiego zawsze przeważała w postawach Żydów. Tej generalnej cechy społeczności żydowskiej, która ujawniała się w szczególnie trudnych momentach historii, nie mogą zrównoważyć jasne przykłady patriotyzmu i identyfikacji z Polską niektórych ich przedstawicieli. Skrajnych przykładów zbiorowej nielojalności dostarczają potwierdzone fakty historyczne np. skandaliczny pomysł utworzenia Judeopolonii, współpraca z zaborcami, a zwłaszcza, powszechnie z irytacją odnotowane,  demonstracyjnie przyjazne zachowanie się Żydów wobec najeźdźców Polski. Sporadycznie witano nawet wkraczających na tereny polskie Niemców, natomiast  entuzjazm większości Żydów i współpraca z najeźdźcą sowieckim w pełni wyczerpała znamiona masowej zdrady Polski. Także powszechne wśród Żydów wsparcie dla komunizmu, bez względu na  motywację, było faktem ujawniającym wrogość wobec narodu polskiego, który w swej przeważającej części uznawał komunizm za zagrożenie. Nielojalność wykazana przez Żydów w czasach powojennych zasługuje na osobne omówienie.

Polacy wobec Zagłady – test Człowieczeństwa

Mimo tej nielojalności, a często jawnej wrogości Żydów, Polacy  tolerowali taki stan rzeczy z wielką wyrozumiałością. W przeciwieństwie do innych krajów, w Polsce nie było pogromów, ani atmosfery zagrożenia dla Żydów. W okresie międzywojennym narastała niechęć, która miała podłoże czysto ekonomiczne i polityczne, wiążące się z zagrożeniem komunistycznym. Ta rodząca się niechęć nie stwarzała wszakże żadnego fizycznego zagrożenia – wykazują to liczby Żydów napływających do Polski w całym okresie międzywojennym. Zwiększająca się liczebność Żydów zaczynała zresztą przekraczać 10-procentowy próg, uznawany jako socjologiczny próg, przy którym rodzą się  trudności współżycia z agresywną mniejszością. W tej trudnej i skomplikowanej sytuacji historia poddała Polaków najcięższej próbie, stawiając ich wobec zagłady Żydów realizowanej przez okupanta niemieckiego, przy całkowitej obojętności świata, przy obojętności przywódców antyhitlerowskiej koalicji, a zwłaszcza przy zdumiewającej bezczynności Żydów amerykańskich. Ten skrajnie wymagający test człowieczeństwa Polacy zdali celująco. Jeżeli ktoś dzisiaj próbuje kwestionować zachowanie się w tej sprawie narodu polskiego w latach okupacji, to jest łajdakiem niegodnym  podejmowania jakiejkolwiek rozmowy. Głupota i brak wyobraźni nie jest tutaj żadnym usprawiedliwieniem, nie sposób tolerować tak żenującej pogardy dla prawdy. W obliczu własnej tragedii i stanu permanentnego zagrożenia udzielano Żydom pomocy w każdej części kraju. Była to często pomoc nie na miarę możliwości, ale znacznie przekraczająca tę miarę, aż do granicy bohaterstwa, aż do poświęcenia własnego życia, a nawet życia własnej rodziny, czy lokalnej społeczności. Pretensja o to, że za mało było bohaterów, że wszyscy Polacy winni byli ryzykować swoje życie dla ratowania Żydów, jest przyznaniem się do prawdziwie rasistowskiego przekonania, że życie Żyda jest wartością bardziej cenną, niż życie Polaka. W tym trudnym czasie okazało się, że nawet Polacy, którzy wcześniej okazywali swą niechęć do Żydów, brali powszechny udział w ich ratowaniu, także w strukturach organizacyjnych, takich jak Żegota.

Jest rzeczą zdumiewającą jak rzadko Polacy chwalą się tą pomocą i poświęceniem, jak często wykazują wręcz niezrozumiałą skromność, która powinna wywołać rumieniec wstydu na twarzach obłudnych oskarżycieli. Jakże wymowne jest milczenie o tych sprawach ze strony duchowieństwa i zgromadzeń zakonnych w Polsce. Ich ofiarność w tym okrutnym czasie próby jest najbardziej dobitnym świadectwem wierności swemu powołaniu. I jeżeli marginalne w skali narodu postawy szmalcowników stawia się jako przeciwwagę temu bohaterstwu, to ręce opadają. Nawet nie jest znana przynależność narodowa anonimowych szmalcowników, a tych, którzy nie byli anonimowi po prostu fizycznie, z pełną odpowiedzialnością i nagłośnieniem, eliminowano. Narzuca się retoryczne pytanie – czy znane są udokumentowane przypadki, gdy Żyd oddał, a choćby ryzykował swoje życie dla Polaka? A przecież nie chodzi tutaj tylko o czasy wojny. Trudno pominąć milczeniem rzecz bardzo szczególną – Żydzi bezpośrednio uratowani przez Polaków, także Żydzi, których rodziny zostały ocalone dzięki pomocy Polaków – ci właśnie Żydzi też biorą udział w haniebnej deformacji prawdy o czasie zagłady. Nie warto przytaczać przykładów, bo tych prawdziwie żałosnych postaci jest bardzo wiele, często są to osoby tak bardzo publiczne, że trudno uniknąć uogólnienia prawdy o „żydowskiej wdzięczności”.

Jak na to wszystko reagować, jakie wyciągać wnioski? Bodaj najbardziej tragiczną w swej symbolice refleksję, wyrażoną po wielu latach od tamtych wydarzeń, miałem okazję zauważyć w zakończeniu pewnego dokumentalnego filmu o prostym wieśniaku, który za uratowanie Żydów został odznaczony medalem „Sprawiedliwy wśród narodów świata”. Autor reportażu na koniec zapytał: „Czy dzisiaj, wiedząc to wszystko…, czy zrobiłby pan to samo jeszcze raz?” Odpowiedź była krótka, zdecydowana i najwyraźniej już wcześniej przemyślana: „Nigdy!” Ta prawdziwie tragiczna konkluzja zmusza nas do powstrzymania się od wszelkich wyobrażeń, jak zdalibyśmy dzisiaj tak wymagający egzamin.

Udział Żydów w zniewalaniu Polski po wojnie

Po zdradzie Polski dokonanej u schyłku wojny przez sojuszników rozpoczęto budowanie narzuconego Polsce systemu, który początkowo budził powszechny i rozpaczliwy opór Polaków. Zmęczone wojną, pozbawione elit przywódczych, zmaltretowane niewyobrażalnym terrorem, polskie społeczeństwo nie było w stanie przeciwstawić się kolejnej agresji. Wielu Polaków zaangażowało się w tworzenie nowej rzeczywistości z mniejszym, lub większym entuzjazmem, ale bezradna większość musiała się po prostu przystosowywać do nowej sytuacji.. Fałszowane wyniki wyborów i referendum, eliminacja fizyczna najbardziej wartościowych elit, a także ogólne zastraszenie i nędza ekonomiczna zmuszająca do zabiegów o biologiczne przetrwanie, a zwłaszcza świadomość ciągłego zagrożenia ze Wschodu, to warunki nie dające żadnych szans Polakom.

W tej szczególnie opresyjnej dla Polaków sytuacji, przed egzaminem stanęli także Żydzi. Negatywny wynik tego egzaminu jest w zasadzie całkowicie do dzisiaj przemilczany w ogólnych rozważaniach stosunków polsko-żydowskich. Są liczne publikacje omawiające udział i zbrodnie dokonywane przez konkretnych Żydów w czasach  powojennych, ale nikt nie odważa się podsumować tego okresu w ogólnym kontekście stosunków polsko-żydowskich. Nie ma zresztą nawet żadnej dyskusji na ten temat, bo tak właśnie zaplanowano rozwój „debaty”. Dość przypomnieć, że owa, wspomniana już „debata” w Tygodniku Powszechnym w 1987 roku odbywała się w czasie, gdy publicznie nawet nie było wolno krytykować komunizmu. Wiemy jednak dzisiaj dużo o tych czasach, znamy nazwiska i narodowość ludzi, którzy skupiali w swych rękach pełnię władzy, znamy nawet skład narodowościowy list prokuratorów wojskowych, kierownictwa różnych szczebli Urzędu Bezpieczeństwa, publicystów i twórców tworzących oprawę propagandową. Znamy na tyle, że nie wnikając w szczegóły, stwierdzenie, że „Żydzi mieli znaczący udział w zniewalaniu Polaków po wojnie” można uznać za dalsze od prawdy, niż stwierdzenie, że „Żydzi stanowili główną siłę realizującą zniewolenie narodu polskiego”. Przecież świadomość tej decydującej roli istniała także w kręgach ówczesnej władzy, która starała się ukrywać dominację Żydów w kręgach decyzyjnych. Nawet anegdotyczne wspomnienia o Zofii Gomułkowej (dziwnym zbiegiem okoliczności Żydówce), która osobiście lustrowała profile kandydatów na stanowiska, by zanadto nie zdradzały ich  pochodzenia, jest też dokumentem przekazującym prawdę o sytuacji. Nie chodzi tutaj o analizę działań poszczególnych osób, o rozważanie kto był zbrodniarzem,  kto tylko łajdakiem, a kto, być może nawet chciał służyć Polsce. Chodzi o stwierdzenie faktu, że system zniewolenia Polski po drugiej wojnie światowej, realizowany przy aktywnym uczestnictwie niektórych Polaków, był w całości przez Żydów kontrolowany. Mimo wielu fal wyjazdów z Polski, a w niektórych okresach nawet ucieczki przed odpowiedzialnością za zbrodnie, udział Żydów w rządzeniu i dalszym zniewalaniu Polski pozostał znaczący w całym powojennym czasie. Przecież to nie Polacy wymyślili lapidarne określenie: „Chamy i Żydzi”, by opisać sytuację frakcyjnych podziałów w wyższych kręgach partyjnych. Istnienie dwóch frakcji, walczących ze sobą, a więc dysponujących porównywalnymi siłami, gdy w jednej z nich dominują Żydzi, to kuriozalna sytuacja w kraju, w którym „Żydów nie ma”. I chociaż wciąż głosi się takie hasło, dzisiejsza obecność Żydów w kręgach decydujących o Polsce, dalece przekracza jakiekolwiek rozsądne proporcje, które mogłyby  wynikać z naturalnych dróg awansu.

Często przytacza się bardzo słuszne rozumowanie: „Przecież pochodzenie człowieka nie ma żadnego znaczenia, ważne jest, czy ludzie dobrze spełniają swoje zawody, funkcje, stanowiska”.  Tylko, że rozumowanie takie nie dotyczy sytuacji, z jaką  mamy do czynienia. Wszystko zaczyna się od problemu, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy w oczywisty sposób niedobrze spełniają swoje funkcje. Rozumowanie idzie całkiem innym torem. Najpierw stwierdzamy, że Gazeta Wyborcza, czy Tygodnik Powszechny kłamie i manipuluje, a potem dopiero zastanawiamy się kim są ludzie, którzy to realizują. I nagle odkrywamy na podstawie całkowicie oficjalnych, publicznych przekazów, że w jakiś szczególny sposób  w grupie tej dominują osoby pochodzenia żydowskiego. Możemy się zastanawiać jak to się stało, że przy tak nielicznej mniejszości, całkiem przypadkowo i fluktuacyjnie, właśnie w tak wrogich Polsce środowiskach, zebrała się grupa ludzi, których łączy żydowskie pochodzenie. Przy powszechności takich obserwacji, nie da się utrzymać złudzenia, że w grę wchodzi przypadkowość – zatem mamy do czynienia ze świadomym doborem, ze wszystkimi wypływającymi z tej konstatacji wnioskami.

Dzisiaj narasta świadomość, że mamy do czynienia z kolejnym, być może najgroźniejszym historycznie procesem zniewalania Polski. Na podstawie licznych obserwacji nie da się uniknąć przykrego uogólnienia, że znaczący udział Żydów w tym procesie jest faktem. Jest to fakt tym bardziej złowieszczy, że często chodzi o ludzi bezpośrednio rodzinnie powiązanych ze znienawidzoną grupą powojennych realizatorów totalitarnego zniewolenia.

Jeżeli komuś takie podsumowanie najważniejszych elementów stosunków polsko-żydowskich wyda się być zbyt negatywnym przejaskrawieniem, to polecam mu uruchomienie wyobraźni i zastanowienie się, jak wyglądałyby oskarżenia, gdyby historię odwrócić, gdyby to Żydzi mieli podstawę do wysunięcia tej rangi zarzutów wobec Polaków. Można tylko wierzyć, że prawdziwi Polacy żydowskiego pochodzenia, a więc ci, którzy nie zapominając o swoich korzeniach, uznają się za Polaków, oceniają sytuację bardzo podobnie, choć jest to dla nich na pewno znacznie trudniejsza, wręcz bolesna synteza. Ale to właśnie istnienie tej grupy Żydów, którzy od pokoleń wybrali i ukochali Polskę jako swoją Ojczyznę i stali się pełnoprawnymi członkami Polskiego Narodu, to właśnie ich obecność ratuje nas przed uogólnieniem do końca, które może rodzić autentyczny antysemityzm. Wielu z nich nieśmiało i z rzadka zabiera głos, wielu bardziej zdecydowanie sprzeciwia się samozwańczym uzurpatorom, którzy swym postępowaniem świadomie i bezkarnie budują niechęć do Żydów. Niestety, są to głosy bardzo słabo słyszalne i bardzo jednostkowe, pozostające zasadniczo bez wpływu na ogólny obraz stosunków polsko-żydowskich. Ton nadają najbardziej negatywne elementy, w przedziwny sposób postępujące tak, jakby chcieli kierować się instrukcjami podanymi im przez prowokatora, który spisał dla nich falsyfikat pod tytułem „Protokoły Mędrców Syjonu”. Bieg spraw pokazuje, że z tymi uzurpatorami dialog jest najzwyczajniej niemożliwy, pozostaje poczekać na czas, gdy Żydzi wewnętrznie uporają się z problemem, kto ich naprawdę powinien reprezentować, kto rzeczywiście wyraża ich prawdziwą wolę życia w harmonii z Polakami.

Dzisiaj dialog polsko-żydowski jest niemożliwy

Jeśli naprawdę chcemy wierzyć, że w swej przeważającej większości Żydzi pragną dobrych stosunków z Polakami, to przecież musimy tę wiarę podeprzeć rzeczywistymi argumentami, które ukażą, że dotychczasowe obserwacje i praktyka dają fałszywy obraz sytuacji. Ale ta abstrakcyjna, bo niewidoczna większość, milczy, a wszystkie zorganizowane grupy, czy jednostki, wypowiadające się w jej imieniu zniechęcają do podjęcia dialogu. Czy można podejmować dialog według schematu, w którym żydowska strona wymyśla kolejne nieprawdopodobne oskarżenia, a strona polska skupia się na wysiłkach, by wykazać, że są to oskarżenia nieprawdziwe? Spójrzmy na znaczące przykłady:

Przez całe dziesięciolecia funkcjonuje obezwładniający mit o odpowiedzialności Polaków za pogrom kielecki – mit, który jest wciąż przytaczany w większości wypowiedzi jako symbol  krzywd, których doznali Żydzi od Polaków. Dzisiaj, choć wciąż nieoficjalnie, znamy całkiem inną prawdę o tej zbrodni, wiemy nawet kto uczestniczył i kto dzisiaj uczestniczy w tuszowaniu tej, niewygodnej dla użytkowników mitu, prawdy. Gdyby ktoś naprawdę musiał dokonać beznamiętnego uogólnienia odpowiedzialności za tę zbrodnię, to sam skład narodowościowy Urzędu Bezpieczeństwa w tym czasie uprawniałby go do stwierdzenia większej odpowiedzialności Żydów, niż Polaków – nikt jednak nie ma zamiaru wdawać się w dialog na tym poziomie.

Przez wiele lat książka Jerzego Kosińskiego „Malowany ptak” funkcjonuje w świecie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, jako autentyczna autobiografia, ukazująca okrutne przeżycia dziecka żydowskiego w latach okupacji – oddziaływanie tej powieści na opinię o antysemityzmie Polaków jest nie do przecenienia. Nie jest łatwo podważać oskarżenia oparte na jednostkowych losach – przecież wszystko może się zdarzyć. Szczęśliwy traf, połączony z wielkim wysiłkiem i uporem pani Joanny Siedleckiej, pozwolił ujawnić mistyfikację. Prawda okazała się być skrajnie negatywna, wręcz zabójcza dla autora, ale kłamstwo spełniło swoją rolę.

Gdy, z namaszczeniem redaktora naczelnego Gazety Wyborczej, Michał Cichy bezpardonowo oskarżył powstańców warszawskich o dobijanie  resztek Żydów z getta warszawskiego, obalenie tego paskudnego oskarżenia wymagało  kilku miesięcy pracy Leszka Żebrowskiego i napisania obszernej książki p.t. „Paszkwil Gazety Wyborczej”. A potem cisza – Michnik i Cichy funkcjonują dalej i zapewne poszukują jeszcze bardziej „wyrafinowanych”, trudnych do obalenia, fałszywych oskarżeń – a dlaczegóżby nie, przecież nie ponieśli żadnych konsekwencji.

Prowokacja Grossa w sprawie Jedwabnego jest kontynuacją tej samej metody. Jednak sama istota, światowy zasięg i potencjalne skutki tej właśnie prowokacji muszą nas doprowadzić wreszcie do zdecydowanego powstrzymania tego procederu. Ujawnienie, w sposób nie budzący wątpliwości, wielu kłamstw Grossa powinno już dawno doprowadzić go przed sąd – opinia publiczna powinna stosownie potraktować wszystkich odpowiedzialnych za wsparcie tej prowokacji, w której ujawniła się niegodna postawa wielu osób publicznych.

Żaden dialog nie jest możliwy, gdy nawet ustalenie faktów i obalenie oskarżeń nie rodzi odpowiednich skutków. Mit odpowiedzialności Polaków za pogrom kielecki nadal funkcjonuje, „autobiografia” J.Kosińskiego nadal jest czytana z nieznajomością prawdy, Gazeta Wyborcza jest nadal kupowana, a dobre samopoczucie Grossa i jego otoczenia wydaje się nie maleć. Jest trochę tak, jak z fikcyjnym obrazem z wiersza Miłosza o Polakach bawiących się na karuzelach w tle płonącego getta. Sam poeta już dawno sprawę jednoznacznie wyjaśnił jako własną poetycką wizję, nie opartą na rzeczywistych faktach. Gdy w debacie Tygodnika Powszechnego z 1987 roku przedstawiono tę metaforę jako rzeczywistość, odezwali się świadkowie. Mimo generalnej jednostronności debaty dopuszczono wtedy krótką wypowiedź oburzonego świadka wydarzeń, który przypomniał fakty i uznał takie fałszerstwo za tryumf propagandy Goebbelsa. Wydawało się, że przynajmniej ta sprawa jest definitywnie zamknięta. Mimo to w jednym z ostatnich artykułów tej samej debaty fałszerstwo zostało jeszcze raz powtórzone. Jeśli w dyskusji nie można ustalić wspólnego spojrzenia nawet na wyjaśnione do końca sprawy, to nie da się uniknąć konkluzji, że chodzi chyba o coś całkiem innego niż dialog.

W tym miejscu muszę jeszcze raz powrócić do wniosku sformułowanego w początkowej części tego artykułu. Właśnie wśród Żydów są osoby, które różnymi metodami, ustawicznie i świadomie budzą niechęć do wszystkich Żydów – to właśnie ich społeczność żydowska powinna uznać za skrajnych antysemitów. Milczenie tej społeczności wobec ciągłych prowokacji A.Michnika, J.Urbana, K.Geberta, J.T.Grossa i wielu innych jest poważnym zaniedbaniem.

Kontekst zewnętrzny

Nie można w podsumowaniu stosunków polsko-żydowskich pominąć doświadczeń innych narodów w stosunkach z Żydami. Tropienie antysemityzmu, lub niechęci do Żydów dotyczy prawie wszystkich – w zależności od potrzeb i aktualnej koniunktury oskarżenia falują w różne strony, chociaż Polacy są „wyróżniani” w sposób szczególny. Nikomu z oskarżających nawet nie przeszkadza narzucający się w tej sytuacji wniosek, że  powszechność niechęci do Żydów każe w nich samych poszukiwać problemu. Często się mówi, że niechęć do Żydów wynika z rozpaczliwych poszukiwań kozła ofiarnego, gdy ludzie nie potrafią rozwiązać swoich problemów. Przytacza się bzdurny slogan, że „nawet gdyby Żydów nie było – niektórzy by ich wymyślili”, który rzekomo opisuje sytuację. Być może istnieją bezmyślni ludzie kierujący się  prostackimi argumentami, nie miałyby one wszakże żadnej nośności, gdyby zabrakło autentycznie niepokojących obserwacji, które skłaniają ludzi myślących do zastanowienia.

Przed laty „obdarowano” Japonię falą zarzutów o antysemityzm – mieliśmy klasyczny przykład kraju, w którym Żydów nie ma, a antysemityzm jest. Z całej serii artykułów na ten temat można było jednak wywnioskować, że popularność „antysemickiej literatury” wystawianej w wydzielonych miejscach japońskich księgarni, co było głównym objawem zjawiska, ograniczała się do Japończyków działających na rynkach finansowych, którzy nie „wymyślili” Żydów, a raczej się z nimi konkurencyjnie zetknęli.

Przed ponad półwieczem można by spekulować na temat – jak współżyliby Żydzi z innym narodem, gdyby mieli własne suwerenne państwo i możliwość bezpośredniego decydowania o własnym losie i zachowaniu. Dzisiaj już nie trzeba spekulować – cały świat obserwuje sytuację na Bliskim Wschodzie, gdzie już trzecia generacja Palestyńczyków doświadcza koszmaru tego współistnienia. Wymowa faktów jest oczywista, demokratycznie dokonywane wybory wyznaczają też zbiorową odpowiedzialność, chociaż także tej odpowiedzialności nie wolno przenosić na poziom indywidualny. Nie sposób jednak marginalizować wpływu tego wyrazistego i smutnego przykładu na generalny stosunek do Żydów, gdziekolwiek by nie zamieszkiwali. W przypadku Polaków, aż skóra cierpnie na myśl o możliwych konsekwencjach realizacji pomysłu z Judeopolonią.

Wnioski

Rodzi się zatem pytanie – jak my Polacy mamy się w tej sytuacji zachować? Jak mamy na to wszystko odpowiedzieć, by przerwać ciąg prowokacji, które stale pogarszają polsko-żydowskie relacje?

Na pewno nie możemy się poddawać prowokacjom, trzeba więc unikać wchodzenia na drogę wzajemnych oskarżeń i awantur. Nie możemy przecież w odpowiedzi na kłamstwa o Jedwabnem domagać się, by w całej Polsce, w miejscu każdej katowni UB wmurować tablicę z nazwiskami zbrodniarzy żydowskich, którzy torturowali i zabijali najlepszych polskich patriotów, mimo że byłoby to zgodne z logiką drugiej strony. Musimy postępować inaczej, by okazać swoją zdolność do miłosierdzia, naszą gotowość do częściowej rezygnacji ze sprawiedliwości. Nie wolno nam jednak rezygnować z prawdy, a okazanie miłosierdzia musi być poprzedzone gotowością drugiej strony do zmiany postępowania. Na to się jednak dzisiaj nie zanosi i trzeba cierpliwie czekać.

Dzisiaj natomiast musimy uznać, że wielowiekowe doświadczenie naszego współżycia z Żydami po prostu się nie udało, że jest coś co sprawia, że do siebie nie pasujemy. Gdy analizujemy własną postawę, to mamy prawo powiedzieć, że nie ma w historii ludzkości podobnego przykładu, by inny naród dał od siebie drugiemu narodowi tyle, ile Polacy dali Żydom. Jeżeli więc nawet to nie przyczynia się do zmiany nastawienia, jeżeli nie ma  elementarnej wdzięczności, a są fałszywe i niesprawiedliwe oskarżenia, jeżeli nie ma przeproszenia, a są niekończące się pretensje i w ślad za tym obłędne, często bezczelne żądania, to…., ….to trzeba powstrzymać emocje i nie wystawiać drugiej stronie rachunku, w którym nawet nie jesteśmy w stanie wycenić ani własnych zasług, ani krzywd. Trzeba postąpić tak, jak postępuje się w stosunkach międzyludzkich, gdy pojawiają się autentyczne trudności i wyczerpane są wszystkie racjonalne możliwości ich przezwyciężenia – trzeba się rozstać, nie zamykając drogi do zmiany tego stanu rzeczy w przyszłości. Trzeba więc zamrozić wszelkie kontakty ze zorganizowanymi środowiskami żydowskimi, które realizują obecną linię, trzeba odsunąć z polskiego życia publicznego wszystkie osoby, które obrażając nas świadomie budują niechęć do Żydów. Takiego podejścia nie wolno zadekretować, a tym bardziej instytucjonalizować – to należy realizować praktyką powszechnego bojkotu.  Jednocześnie trzeba otwierać się na wszelkie pozytywne objawy, które obiecują wejście na drogę Prawdy i tworzenie warunków do harmonijnego współżycia. W takiej sytuacji szczególnie ważnym zadaniem musi być pielęgnowanie kontaktów i przyjaźni z Polakami, którym świadomość i duma z własnych żydowskich korzeni nie przeszkadza identyfikować się w pełni z Polskim Narodem. Bardzo chciałbym, by ktoś znalazł lepsze rozwiązanie – to rozwiązanie musi jednak uwzględniać pilną potrzebę przełomu. Dzisiejsza sytuacja nie może już trwać – nasz drugi policzek jest bardzo obolały, a trzeciego  naprawdę nie mamy.

Kraków, 25 sierpnia 2002                                                 
Rafał Broda

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 29 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 117 other followers