W Unii Europejskiej jednym z najważniejszych zagadnień jest nielegalna wymiana danych między komputerami za pośrednictwem Internetu – chodzi przede wszystkim o nagrania muzyczne i filmowe objęte prawami autorskimi.
Najpoważniejszą propozycją walki z “piratami” jest odcinanie ich od dostępu do Internetu – bez żadnego wyroku sądowego. W łagodniejszej “kompromisowej” wersji – sąd byłby zaangażowany w sprawę, ale odcięcie od Internetu nastąpiło by przed wyrokiem sądu. Kreatywność europrawników nie po raz pierwszy przyprawia nas o zdumienie – łamanie odwiecznych zasad prawnych naszej cywilizacji nazywa się “kompromisem”.
Ale poza tym jest to pomysł świetny i należy go poszerzyć. Na przykład odcinać również od dostępu do poczty, telefonu, radia i telewizji tych, którzy wykorzystują je niezgodnie z życzeniami koncernów rozrywkowo-medialnych. Tym, którzy jeżdżą na gapę, zakazać jeżdżenia pociągiem. Tym, którzy uciekli z restauracji nie płacąc za posiłek – zakazać dożywotnio jedzenia czegokolwiek. Itp.
Ciekawa rzecz, iż Parlament Europejski skrytykował tę propozycję (włącznie z jej “kompromisowym” wariantem). Oczywiście głos Parlamentu ma niewielką wagę i prawdziwe władze Unii zrobią tak, jak będą chcia ły, ale na pewno podadzą do wiadomości publicznej, iż były to “wspólne ustalenia”.
Parlament wszakże zgodził się na drugą część propozycji, która daje operatorom internetu prawo do cenzurowania dostępu do informacji i usług oraz do samowolnego zamykania stron indywidualnych użytkowników. Operator musi jedynie poinformować użytkownika oraz “umotywować”, dlaczego mu zamknął stronę albo ograniczył dostęp do pewnych usług. Jak wiemy z praktyki – 100% przypadków zamykania internetowych stron dotyczy “antysemityzmu”. My przynajmniej nigdy nie słyszeliśmy o innych powodach.
Warto by też ograniczyć abonentom telefonii dostęp do pewnych numerów, zakazać kolportażu niektórych gazet oraz uruchomić zagłuszanie niepożądanych radiostacji.
Francja wybiegła przed orkiestrę i prawo umożliwiające odcinanie ludzi od Internetu bez sądu zostało już zatwierdzone przez francuski parlament, ale wmieszał się w to Sąd Najwyższy i na razie prawo zastopował, pouczając gorliwych euroormowców, iż dostęp do informacji, w tym Internetu, jest prawem ludzkim.
Summa summarum: w obronie interesów potężnych firm przemysłu rozrywkowego Unia Europejska jest gotowa łamać najbardziej podstawowe prawa ludzkie, o których tyle trąbi, że aż można ogłuchnąć. Zobaczymy, czy za rok Unia będzie nadal potępiać cenzurowanie Internetu w Chinach.




