Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barrack Obama

Archiwum dla lipiec 17th, 2009

A w Chinach dyktatura cenzuruje Internet…

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-07-17 (piątek)

Australia postanowiła dać tzw. cywilizowanemu światu przedsmak, jak może wyglądać cenzura i praworządność w dobie Internetu.

Australijscy ormowcy na usługach rządu sporządzili oficjalną “czarną listę” liczącą (aktualnie) 1370 stron www, które nie powinny być czytane przez obywateli. Póki co - jest to ochotniczy projekt pilotażowy, któremu operatorzy Internetu mogą się podporządkować, choć teoretycznie nie muszą. O ile się znamy na życiu w ustroju demokratycznym to większość operatorów w te pędy wypełni ”dobrowolne” zalecenia, aby uniknąć różnych dolegliwości związanych np. ze źle działającymi łączami, serwerami, nagłymi kontrolami  itp.

Cenzura_InternetuJest jednak wysoce prawdopodobne, iż ów pilotażowy projekt stanie się obowiązującym w kraju kangurów prawem. Wówczas każdy, kto zamieści u siebie link do zakazanej strony,  może być skazany na grzywnę w wysokości 11000 (jedenastu tysięcy) dolarów dziennie. Przestępstwem stanie się nie tylko zamieszczanie u siebie zabronionych treści, ale nawet podawanie adresów do stron, gdzie owe treści się znajdują.

Jest to na dobrą sprawę duży krok naprzód od czasów, kiedy prowadzono rejestry zakazanych książek. To tak, jakby nie tylko zakazać czytania i rozprowadzania książki – ale nawet zabronić wymawiania jej tytułu.

Teraz przychodzi rzecz bodaj czy nie najciekawsza: rząd Australii nie powie nikomu, jakie strony www zostały umieszczone na czarnej liście. Nie opublikuje tej listy, uprzedzając, że linkowanie do którejkolwiej pozycji może być karane sądownie. Lista będzie tajna. Nie masz żadnych szans na dowiedzenie się, czego ci nie wolno – aż do chwili, gdy umieścisz link do jednej z tych zakazanych stron. Mówiąc inaczej: nikt ci nie powie, co jest przestępstwem, dopóki go – nieświadomie – nie popełnisz.

Jest to żywcem wzięte z krainy chorego absurdu. Czegoś takiego nie ma nawet w Chinach, które stale podawane są jako przykład cenzurowania Internetu. Nie znamy nic podobnego z całej chyba historii ludzkości: utajnienie, co jest przestępstwem!

Oczywiście australijskie szumowiny kierują się pewną logiką: gdyby opublikowały listę adresów zakazanych stron, same złamałyby własne prawo, iż nie wolno nigdzie zamieszczać adresów do zakazanych stron. Poza tym owe 1370  stron natychmiast wzbudziło by (oczywiście niezdrową) ciekawość całych rzesz użytkowników Internetu, a więc rządowa lista posłużyła by jako darmowa dla nich reklama.

Nie mamy jednak jasności odnośnie tych, którzy będą układać takie listy zakazanych stron. Należy tylko mieć nadzieję, iż sami nie będą ich przeglądać, gdyż w przeciwnym razie popełnili by przestępstwo.

Bądź co bądź czarna lista, sporządzona – wierzymy w to - bez zaglądania na strony, które zawiera, została wysłana do wybranych australijskich operatorów Internetu, co nie było chyba dobrym pomysłem. Lista bowiem natychmiast wyciekła do Wikileaks, portalu zajmującego się właśnie publikowaniem kompromitujących rządy przecieków. Portal oczywiście zamieścił pełną australijską czarną listę… hmmm… no, nie całkiem pełną. Wikileaks.org również został natychmiast dodany do tej listy jako pozycja 1371.

 Mówiąc szczerze, większość z tych zabanowanych witryn, to pornografia, a niektóre zahaczają o pornografię dziecięcą, co jest przestępstwem. Ale od przestępstw mamy sądy. Tymczasem australijska czarna lista nie została sporządzona przez sąd. Nie było żadnych przesłuchań, żadnej procedury dowodowej, żadnej możliwości obrony. Jej autorami są australijscy ormowcy “praw człowieka”. Wiele z zakazanych witryn ma ofensywny – ale nie nielegalny – charakter. Niektóre zaś znalazły się tam nie wiadomo dlaczego – np.  www.vanbokhorst.nl – witryna holenderskiej firmy zajmującej się wynajmowaniem pojazdów mechanicznych. Nikt nie jest w stanie tego wyjaśnić. Nawet sam Van Bokhorst nie został o niczym poinformowany.

Na czarnej liście znalazła się również strona poświęcona polityce aborcyjnej i nietrudno chyba zgadnąć, po jakiej stronie stoją cenzorzy.

Warto przypomnieć, iż swego czasu Tailandia wprowadziła podobną czarną listę celem ochrony swych obywateli przed dziecięcą pornografią. I patrzcie państwo – co za niespodzianka! – w bardzo krótkim czasie znalazło się tam mnóstwo innych stron, nie mających z pornografią nic wspólnego, a wśród nich 1200 witryn wyrażających krytykę królewskiej rodziny.

Tajna lista, taka, jaką planuje rząd australijski (oczywiście lansowana pod hasłem walki z dziecięcą pornografią, jak w Tajlandii) stwarza nie tylko możliwości – lecz jest wręcz gwarancją wszelkiego rodzaju nadużyć.

Kanadyjska Komisja Praw Człowieka (już zaczyna nam się chcieć rzygać od tych odmienianych przez wszystkie przypadki “praw czlowieka”, gdy chodzi właśnie o ich odbieranie i ograniczanie) chce również, aby ichnia czarna lista (cybertip.ca) obejmowała nie tylko pornografię dziecięcą, ale również witryny polityczne.

Palenie książek kojarzymy głównie z hitlerowskimi Niemcami, nie z biurokratami o cywilizowanych manierach. Ale palenie książek w XXI wieku nie wymaga zapałek – wystarczą samozwańczy cenzorzy i nie reagująca, uśpiona publiczność.

Oparte na artykule:
http://www.canadianlawyermag.com/Censorship-in-the-Internet-age.html

Opublikowany w Media - Merdia | Komentarzy: 36 »

Szczepcie się, ludziska!

Opublikował/a Marucha w dniu 2009-07-17 (piątek)

Amerykański program masowych szczepień w roku 1977 zabił więcej osób, niż szalejąca podobno obecnie na świecie pandemia “świńskiej grypy”. Mimo to rząd Wielkiej Brytanii zamierza w ciągu dosłownie kilku dni wydać zarządzenie o przymusowych szczepieniach ludności przeciwko tej chorobie – o czym w niedzielę poinformała swych czytelników gazeta “London Times” .

Na witrynie internetowej “London Times” ukazało się wiele wpisów, których autorzy ostro protestowali przeciwko planom rządu – zwłaszcza, że niezwykły pośpiech, z jakim są przygotowywane (procedury bezpieczeństwa mają być odwalone w zaledwie pięć dni!) zwiększa jeszcze bardziej ryzyko śmierci lub ciężkich powikłań u osób zaszczepionych.

SzczepionkaW pewnym momencie, jak stwierdzono, wśród pierwszych 50 komemntarzy do artykułu znajdowało się ponad 40 głosów sprzeciwu, a pozostałe zawierały jednynie pytania na temat szczepień. Nie było na dobrą sprawę ani jednego głosu wyrażającego poparcie dla akcji. Wielu internautów pisało wprost, że masowe szczepienia wcale nie mają na celu zapobieżenie chorobie, lecz wprost przeciwnie – zarażenie ludzi genetycznie zmanipulowanymi w laboratoriach wirusami. Czy jest to prawda, czy nie – należy powiedzieć, iż obecne rządy państw zachodnich całkowicie zasłużyły sobie na totalny brak zaufania ze strony obywateli, gdyż wielokrotnie przyłapano je na bezczelnych łgarstwach, oszustwach a nawet ordynarnych malwersacjach.

Jak zareagowała redakcja “London Times”? Jak w każdej dyktaturze: zarówno sam artykuł, jak i komentarze internautów po prostu zniknęły. Zostały wrzucone do orweliańskiej dziury pamięci. Oprogramowanie witryny zmieniono zaś tak, że aby dokonać wpisu, internauta musi się zarejestrować, podczas gdy przedtem mógł dodawać swe komentarze spontanicznie.

Fakt, że jedna z najważniejszych gazet brytyjskich dokonuje cenzury świadczy, iż rząd Zjednoczonego Królestwa ma poważne obawy co do tego, jak zachowają się miliony Brytyjczyków, gdy już wyjdzie ukaz o przymusowych szczepieniach.

Oczywiście dla nas, Polaków, znających specyfikę “Onetu”, “Wirtualnej Polski” czy “Gazety.pl”, cenzura nie jest niczym nowym. Stosuje się ją codziennie i bez najmniejszych hamulców. To, co w Wielkiej Brytanii wciąż jeszcze budzi oburzenie i zdziwienie, u nas jest czymś zupełnie normalnym. Każdy zresztą chętnie podda się szczepieniu, bo nikt nie wierzy w teorie spiskowe.

PS:  Lekarze twierdzą, iż owa grypa nie jest w niczym groźniejsza od zwykłej grypy, co dowodzi jedynie, iż owa grupa zawodowa nie posiada wystarczająco rozwiniętego instynktu społeczno-politycznego i nadaje się do reedukacji w obozach.

Opublikowany w Media - Merdia, Polityka | Komentarzy: 18 »