Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archiwum z Wrzesień 2009

Sprawiedliwość po latach

Posted by Marucha w dniu 2009-09-30 (środa)

Niekoniecznie zgadzam się ze naładowanymi emocjonalnie zwrotami „gwałt” i „skrzywdzone dziecko”, które mnie niemal rozśmieszają, ale gwoli obiektywizmu zamieszczam poniższy artykuł z Naszego Dziennika (30.09.2009) – admin.

Artyści i politycy, współczując znanemu reżyserowi, zapominają o skrzywdzonym dziecku.
Nie wiedzą, kto był ofiarą?
 
Obrońcy Romana Polańskiego zapominają, że zatrzymany po latach reżyser złamał prawo, molestując 13-letnią dziewczynkę, a następnie uciekł przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości. Tymczasem uznanie dla twórcy nie może objawiać się brakiem uznania dla prawa i ślepym usprawiedliwianiem winy oraz pomniejszaniem krzywdy wyrządzonej nastolatce. - Nie ma nieletnich prostytutek, a tylko krzywdzone dzieci – komentuje sprawę Janusz Wojciechowski, europoseł PiS. Tymczasem wczoraj przetrzymywany w areszcie ekstradycyjnym w Zurychu Roman Polański złożył wniosek o zwolnienie – poinformował szwajcarski sąd karny. Orzeczenie w tej sprawie zapadnie „w najbliższych tygodniach”.

Zatrzymanie Romana Polańskiego przez szwajcarski wymiar sprawiedliwości, działający w porozumieniu z amerykańską prokuraturą, wywołało gwałtowne reakcje polskich polityków i artystów. Stając w obronie reżysera, próbują wybielić jego czyn z uwagi na przeszło 30 lat, jakie upłynęły od jego popełnienia. Gwałt na trzynastolatce – bo tak klasyfikuje czyn Romana Polańskiego kalifornijskie prawo, nazywany jest „korzystaniem z usług nieletniej prostytutki”. Takiego określenia w „Kropce nad i” w TVN 24 użył Krzysztof Zanussi.

- Nie ma nieletnich prostytutek, są tylko krzywdzone dzieci! 13-letnia dziewczynka, która uprawia seks z cztery razy starszym od siebie mężczyzną, jest tylko i wyłącznie ofiarą, jest tylko i wyłącznie krzywdzonym dzieckiem. Koniec i „kropka nad i”. Jest dzieckiem krzywdzonym tym bardziej, jeśli czyni to za pieniądze, bo ten, kto ją wykorzystuje, oprócz psychicznego urazu sprowadza ją na złą drogę i pogłębia jej demoralizację – kontruje na swoim blogu Janusz Wojciechowski, europoseł PiS.

Sprawę jednoznacznie komentuje także Janusz Piechociński, poseł PSL. - Polański w oczekiwaniu na wyrok zbiegł z USA, nie poddał się sądowemu wyrokowi, a seks z nieletnią to wedle tamtejszego prawa gwałt i nie podlega przedawnieniu. Co więc mieli zrobić Szwajcarzy? Udawać, że nie ma aktualnego listu gończego i nie mają w tej sprawie stosownego porozumienia z rządem USA? – pytał Piechociński. - Czy po 40 latach można skazywać za ten czyn człowieka, a nie można skazywać wybitnego człowieka? Dlaczego polscy twórcy i niektórzy politycy mylą uznanie dla twórcy z brakiem uznania dla prawa, które powinno dotknąć nieosądzonego przestępcy? – dodał Piechociński.

Przeciwko międzynarodowej mobilizacji ludzi kultury i intelektualistów działających w obronie Polańskiego opowiedziały się m.in. włoskie media. „Corriere della Sera” i „La Repubblica” w komentarzach do sprawy uznały, że reżyser nie może uniknąć sprawiedliwości, „dlatego że jest geniuszem”. Jak zauważają włoscy publicyści, obecnie za skandal uważa się nie przestępstwo z lat 70., do którego reżyser się przyznał, ale zatrzymanie winnego. Pytają: „Czy talent powinien przekreślić gwałt na dziewczynce?”, „Czy więcej wart jest piękny film od zranionej dziewczyny?”. Publicyści zauważyli też, że mobilizacja przyjaciół Polańskiego „wydaje się godna lepszej sprawy”. „Wiele osób nie rozumie, dlaczego dla normalnych ludzi kara powinna być nieuchronna, natomiast dla VIP-ów – mniej pewna. Ale nie tłumaczmy tego reżyserom, aktorom i francuskim ministrom; wytłumaczmy to dziewczynkom (proszę)” – czytamy w „CdS”. Także „The Independent” zauważył nadmierną pobłażliwość dla Polańskiego. „Gdyby to 13-letniej córce któregoś z celebrytów zaaplikowano narkotyki i zgwałcono, czy nadal mieliby oni poczucie, iż sprawca tego czynu jest w rzeczywistości jego ofiarą?” - czytamy w brytyjskim dzienniku.

Marcin Austyn

Opublikowany w Kultura, Różne | Komentarzy: 77 »

Netanyahu czyli istnienie pozacywilizacyjne

Posted by Marucha w dniu 2009-09-30 (środa)

Niedawne przemówienie premiera Izraela Netanyahu na forum ONZ pozwoliło na uzyskanie pewnego wglądu w żydowską mentalność, psychikę i logikę. Netenyahu, skądinąd świetny mówca, ujawnił swe ludobójcze inklinacje oraz przekonanie o wyższości Żydów  nad innymi narodami.

Zarazem jednak uważny słuchacz mógł wyczuć pewne słabe punkty w samym sercu żydowskiego nacjonalizmu. Otóż jest dość oczywiste, że dwa najważniejsze, quasireligijne mity – Shoah oraz „Ziemia Obiecana” – znalazły się na krawędzi załamania. Wydaje się, że prezydent Iranu Ahmadinejad mógł mieć rację.

Żydzi uwielbiają Shoah. To ich najlepszy i najlepiej się sprzedający produkt propagandy. Dzięki niemu mogą dokonywać masowych morderstw, zabijać cywilów, matki, dzieci, nieustannie prowadzić wojny, grabić sąsiadów – a jednocześnie utrzymywać, iż to oni sami są ofiarami!

„Pojechałem do willi w Wannsee, przedmieściu Berlina” – powiedział Netanyahu. „Tam, 20 stycznia 1942, po dobrym posiłku, najważniejsi nazistowscy funkcjonariusze spotkali się i zadecydowali, w jaki sposób eksterminować naród żydowski”.

Panie Netanyahu, jeśli interesują Pana „plany eksterminacji”, nie musi Pan jeździć aż do Berlina. Wystarczy odwiedzić Kwaterę Główną Izraelskich Sił Zbrojnych (IDF) w Tel Aviv. Tam dowódcy pokażą Panu swoje plany odnośnie Palestyńczyków. Bo nie kto inny, jak wy, „ofiary Shoah”, otaczacie Palestyńczyków drutem kolczastym, trzymacie ich w obozach koncentracyjnych bez wystarczającego zaopatrzenia w żywność i lekarstwa. To wy używacie broni masowego rażenia w najgęściej zaludnionych terenach na tej planecie. Historycy nie zgadzają się miedzy sobą, co miało oznaczać hitlerowskie „Endlosung” – ale nie ma żadnej niezgody co do oceny waszego bandyckiego postępowania i waszych zbrodni wojennych.

Netanyahu uznał za konieczne przypomnienie Shoah i nadanie mu ponownie elementów wiarygodności: „Oto kopia planów Auschwitz-Birkenau, gdzie milion Żydów zostało zamordowanych. Czy to też jest kłamstwo?”. Ciekawe, że premier Żydolandii nie mówił o 6 milionach ani nawet o 4 milionach. Ale to nie liczby są istotne, ale dwa pytania:
- Jak to możliwe, że Żydzi, którzy tak wiele wycierpieli, dopuścili się zaledwie 3 lata po wojnie gigantycznej rasistowskiej zbrodni przeciwko Palestyńczykom (Nakba 1948)?
- Dlaczego przywódcy zydowscy, tak przeczuleni na punkcie żydowskich cierpień, totalnie ignorują cierpienia zadawane przez nich milionom Palestyńczyków?

Netanyahu wypomniał Iranowi nierówność płci, dyskryminowanie mniejszości, pederastów, czy innowierców. Ale „zapomniał”, że prawa w Izraelu są bardzo podobne do irańskich. Jeśli chodzi o prawa mniejszości, Izrael jest najciemniejszym miejscem na Ziemi. Połowa ludności nie może brać udziału w ichniejszej demokracji z powodu bycia nie-Żydami. Pederaści akurat mało nas obchodzą i w ogóle życzymy im wszystkiego najgorszego, gdyż są grupą wpływajacą na społeczeństwo demoralizująco i destrukcyjnie – ale przypomnijmy, że właśnie w Izraelu niedawno miał miejsce mord na pederastach na ulicy w biały dzień.

Netanyahu stwierdził również, iż Izrael znajduje się w najściślejszej czołówce postępu technicznego i naukowego, mającego na celu ratowanie ludzkości i planety. Wydaje nam się, iż osiągi techniczno-naukowe Żydolandii należą do całkiem przeciętnych (choć co roku jakaś nagroda Nobla jest zarezerwowana dla przynajmniej jednego Żyda). Nic nam też nie wiadomo o jakimkolwiek wkładzie Izraela w ratowanie ludzkości czy planety Ziemia – przeciwnie, mamy dowody, iż jest zupełnie odwrotnie. To nie kto inny, ale Izrael jest ogniskiem niepokojów i potencjalnym zarzewiem III Wojny. To Izrael eksterminuje Palestyńczyków, to Izrael wywołał wojnę w Iraku, to Izrael dąży do wojny z Iranem.

Netanyhu uważa, iż goje powinni walczyć za Izrael i w interesie Izraela. Po udanej transformacji brytyjskiej i amerykańskiej armii w izraelskie siły szybkiego reagowania, premier Izraela oczekuje, iż również ONZ będzie odgrywać tę samą rolę.

„Izrael chce pokoju” – twierdzi Netanyahu. Tymczasem 94% jego ludności popiera dywanowe naloty bombowe na swych nieżydowskich sąsiadów.

Jednak gdy Netanyahu mówi, że „Największym niebezpieczeństwem naszych czasów jest połączenie religijnego fanatyzmu z bronią masowej zagłady” – zgadzamy się z nim na sto procent. Wypisz wymaluj – opisuje on przecież państwo Izrael, gdzie mamy zarówno talmudyzm z jego fanatyczną pogardą dla gojów, jak i broń termojądrową.

Co ciekawe, Żydzi zdają sobie sprawę, iż tereny Palestyny, które okupują od przeszło 60 lat, wcale nie są krajem ich przodków – gdyż Aszkenazyjczycy (a tych jest ogromna większość) pochodzą z Chazarii, od plemion tatarsko-mongolskich, które przeszły na judaizm. Zatem istnienie jakiejś „żydowskiej ojczyzny” na terenach Palestyny jest bezprawiem, czemu Netanyahu nieudolnie stara się zaprzeczyć. Ale jeśli Obama, Merkel czy Brown wciąż popierają istnienie rasowo ukierunkowanego państwa Izrael, nikt im nie broni wydzielić w tym celu część własnego państwa i oddać Żydom!

Chazar Netanyahu nie tylko jest człowiekiem obcym na terenie, do którego rości sobie prawo. Udowodnił on również, że obce jest mu jakiekolwiek pojecie z zakresu moralności, etyki czy najzwyklejszych odczuć charakteryzujących człowieka. Mur oddzielający Żydów od Palestyńczyków przejdzie na zawsze do historii jako pomnik „żydowskiej demokracji” i zdegenerowanego żydowskiego poczucia narodowego, pozbawionego jakichkolwiek wartości ogólnoludzkich, szowinistycznego w najgorszym stylu. Żydzi nie zdołają wymazać tych kart z książek do historii.

„Izrael potrzebuje bezpieczeństwa”. Niestety, nigdy nie będzie go miał. Państwo to zostało zrodzone w nieprawości i zbrodni, a jego polityka przekracza granice, oddzielające ludzkość od barbarzyńców. Państwo Izrael jest skazane, prędzej czy później, na zniknięcie z powierzchni Ziemi. Miejmy nadzieję, że stanie się to początkiem powrotu Żydów do cywilizacji. Oby jak najprędzej.

Powyższy tekst został napisany w oparciu o artykuł Gilada Atzmona “PM Netanyahu’s UN Speech – The Pathology Of Evil” ze strony internetowej http://www.rense.com/general87/patho.htm

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 7 »

Grypa – ciąg dalszy

Posted by Marucha w dniu 2009-09-30 (środa)

Z dniem 28 września rozpoczęła się w Wielkiej Brytanii dwutygodniowa akcja rekrutowania dzieci do roli laboratoryjnych świnek morskich. W miastach Oxford, Bristol, Southampton, Exeter i Londyn 1000 istot ludzkich w wieku od 6 miesięcy będzie służyło do zbadania, która ze szczepionek przeciwko świńskiej grypie ma najmniej „efektów ubocznych”. Tak donosi BBC.
O szczepionkach wiadomo, iż zawierają składniki mogące wywoływać zaburzenia i choroby systemu nerwowego.

Swinska_grypa_2Brytyjskie testy są powtórką tego, co zaaplikowano dzieciom w USA latem tego roku. Oczywiście chodzi o dobro ludzkości, której największym zagrożeniem jest tzw. świńska grypa. Za kilka lat może okazać się nim psi koklusz albo koński bronchit. Genetycznym wynalazkom nie ma bowiem końca.

Jedna ze szczepionek to Pandemrix firmy GlaxoSmithKline (jest to w zasadzie szczepionka przeciw wirusowi H5N1 ptasiej grypy), druga to produkt firmy Baxter International mający szczepić przeciwko wirusowi H1N1. Żadna ze szczepionek nie posiada licencji, a szczepionka Baxtera nie jest w ogóle dopuszczona do użytku przez Europejską Agencję Leków (EMEA).

Pandemrix GlaxoSmithKline zawiera m.in oparty na związkach rtęci thimerosal, który jest podejrzany o wywoływanie autyzmu.
Firma Baxter z kolei była w ubiegłym roku wmieszana w nielegalne przesyłanie szczepionek zawierających żywe wirusy ptasiej grypy. Ponadto jej produkt zawiera składniki, które powodują takie efekty uboczne, jak syndrom Guillan-Barre, zapalenie naczyń krwionośnych, wstrząs anafilaktyczny, czy wreszcie definitywny „skutek uboczny”, jakim jest śmierć.

Mimo to szczepionki przepchnięto w trybie przyspieszonym przez obowiązkowe procedury bezpieczeństwa, a rząd z góry zaopatrzył firmy farmaceutyczne w immunitet od wszelkiej odpowiedzialności za skutki ich stosowania. Nic dziwnego:  jeden z członków zarządu firmy GlaxoSmithKline  jest zarazem czołowym doradcą rządu Wielkiej Brytanii. To się nazywa lobbying.

Tymczasem w amerykańskim stanie New Jersey każde dziecko uczęszczające do szkoły musi poddać się szczepieniu; w przeciwnym razie zostanie wyrzucone. W Nowym Jorku wszyscy pracownicy służby zdrowia muszą się zaszczepić na zwykłą i świńską grypę pod rygorem zwolnienia z pracy.

Od kiedy to rolą władz lub pracodawców stało się rozkazywanie wolnym ludziom, jakie świństwo mają pozwolić wpuścić w swoje ciało? Wiele osób protestuje przeciwko takim faszystowskim metodom, powołując się na liczne przypadki chorób i śmierci powiązanych z masowymi szczepieniami w roku 1976 przeciwko grypie, która miała „zdziesiątkować” ludność USA (a liczba jej ofiar wyniosła 1).

Reasumując: w laboratoriach biologicznych stworzono wirusa. Rozpuszczono na jego temat masę kłamstw oraz zastosowano taktykę zastraszania społeczeństw, w czym celowały główne „międzynarodowe” media. Obecnie zaczyna się wprowadzać faszystowskie ustawy, a nawet przygotowuje grunt do ewentualnego wprowadzenia stanu wyjątkowego… czyżby była to przykrywka do ewentualnej napaści Izraela (rękami USA) na Iran, która może przerodzić się w globalną wojnę biologiczną?

Nie istnieje żadna „zabójcza mutacja” wirusów świńskiej grypy. Dlaczego zatem podjęto największy w historii człowieka globalny program medyczny – zaszczepić miliardy osób? Zwłaszcza, że ewentualny zmutowany wirus może być całkowicie odporny na obecnie wytworzone „szczepionki”?

Możemy się domyślać, czy powodem sztucznie wywołanej paniki jest chęć zredukowania populacji Ziemi przy pomocy zabójczych szczepionek, czy chodzi „tylko” o chęć zysku wielkich firm farmacetutycznych, czy może o planowaną napaść na Iran. Może też chodzić o zwykłą głupotę, choć nie wydaje się nam to prawdopodobne ze względów oczywistych chyba dla każdego.

Ale jednego możemy być pewni – ONY nie działają w naszym interesie i dla naszego dobra. Dla ONYCH jesteśmy tylko zbędnym obciążeniem, utrudniającym im życie w luksusie, na jaki zasłużyli.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 10 »

Kara za mówienie prawdy

Posted by Marucha w dniu 2009-09-26 (sobota)

Sprawa sądowa przeciwko księdzu Markowi Gancarczykowi, redaktorowi naczelnemu „Gościa Niedzielnego”, zakończona wyrokiem skazującym, powinna przejść do historii – nie tylko sądownictwa. Jest ona kamieniem milowym nowego systemu politycznego, którego fundamentem są liberalizm i nowa globalna etyka. Instrumentem tego systemu jest prawo.

Kapłan katolicki pozwany przez kobietę, która domagała się odszkodowania od państwa polskiego – i otrzymała je – za to, że urodziła dziecko, miał wszelkie powody, by czuć się – jak mówił – zaszokowany. Sąd reprezentujący państwo polskie wydał wyrok za to, iż w katolickim tygodniku, redagowanym przez niego, rzecz została nazwana po imieniu.

Nowy system dokonał podczas tej rozprawy autoprezentacji; teraz każdy, kto będzie chciał nazwać zbrodnię zbrodnią, kłamstwo kłamstwem, będzie się musiał dwa razy zastanowić. Bo to może drogo kosztować. Trzydzieści tysięcy, sto tysięcy… Kto wie, na jakiej granicy zatrzyma się wyobraźnia przedstawicieli „wymiaru sprawiedliwości”. Solidna lekcja nowej moralności dla prawników. „Tragedia konkretnego człowieka”, jak to ujął pan mecenas Marcin Górski, nie może przecież być wyceniona zbyt nisko. To byłoby płaskie, bezduszne.

Oskarżycielki nie śpią. Mają różne fizyczne wady, choroby, ułomności. Są „za młode”, „za stare” albo „za biedne”, by urodzić dziecko. Przeżyły „traumę” utraty pracy, partnera, samochodu, torebki… Jeśli ktoś się wychyli, by napiętnować rękę kata, który zechce – idąc za wyrokiem zapadającym najpierw w ich sercu – pozbawić życia ich dziecko, nie będą próżnować. Upomną się o swoje. Każda przecież może powołać się na konieczność „opieki psychoterapeuty” w wyniku wypowiedzianych ocen, odnoszących się do czynu, nie do osoby – jak pani Tysiąc.

Sytuacji, które można wykorzystać, jest bez liku. Jak wyznała jedna z bohaterek książki wydanej przez polskie aborcjonistki pt. „Piekło kobiet. Historie współczesne”: „To takie idiotyczne – zajść w ciążę z powodu pękniętej prezerwatywy. Zaczęłam nienawidzić własnego ciała za to, że robiło, co chciało. (…) Byłam wściekła, a przede wszystkim upokorzona, że to się zdarzyło bez mojej zgody”.

Ta „moja zgoda” – to tzw. wolny wybór. Koń trojański w systemie praw opartym o prawo naturalne, o prawo rzymskie. Cała gra w Polsce wokół sprawy pani Tysiąc i „Gościa Niedzielnego” toczy się o to, by to „wolny wybór” był tym j e d y n y m „prawem”, które będzie chronione. Głównym kryterium wszelkich ocen, bezdyskusyjną instancją. Owe „dobra osobiste”, rzekomo przez „Gościa Niedzielnego” naruszone, to – w nowym, obowiązującym od 23 września języku – zanegowanie absolutnej władzy „wolnego wyboru”. Niedopuszczalne przypomnienie, że istnieje coś jeszcze oprócz niej: prawo Boże, moralność, sumienie. Etyka lekarska, etyka ludzka. Życie innego człowieka. Że to ma znaczenie. Otóż nie, władza „wolnego wyboru” ma być dziś władzą ostateczną. Tej władzy musi dziś bronić sąd. Inaczej nie będzie wolności. Będzie panował terror. Terror moralności, terror zasad. Terror Dekalogu.

Obowiązujące bezprawie
W dniu 23 września wymiar sprawiedliwości zadeklarował, że jest już gotów – po prostu dojrzał – do obrony „prawa do wolnego wyboru”. Nawet wbrew jakiejkolwiek logice, faktom, ustaleniom – gotowy do obrony „prawa wyboru”. Prawa podsuwanego tym wszystkim biednym kobietom, używanym bez skrupułów przez apostołów nowego systemu, nowej etyki, nowej „prawdy” o człowieku. Prawdy, która głosi, że zawsze i wszędzie jest on do unicestwienia – w majestacie prawa.

Przebieg rozprawy zaprezentował pełną paletę środków, które mogą w każdej chwili ponownie zostać użyte. Był podniesiony głos, przekręcanie faktów, napastliwość. Był to w pełnym tego słowa znaczeniu proces pokazowy. Jego głównym celem było ostrzec – a tak naprawdę zastraszyć – ludzi Kościoła, obrońców życia, katolików, którzy angażują się na rzecz życia. Na rzecz prawdy o człowieku. Błędne myślenie o człowieku nie jest tylko niewinną zabawą, przypominają polscy biskupi w dokumencie ogłoszonym niedługo przed 23 września pt. „Służyć prawdzie o miłości i rodzinie”. Może prowadzić do zabijania w imię arbitralnie ustanawianych „praw”. Dokument ten wyróżnia się klarownością, jednoznacznością i mocą. Wielu ludzi czekało na taki głos Kościoła.

„Śmierć jest zjawiskiem obwarowanym prawami wojny i pokoju”, mówił w 1988 roku ks. abp Kazimierz Majdański (por. „Cywilizacja życia”, Lublin, 1988). Śmierć – „owoc nieufności wobec Boga, owoc grzechu i buntu”, dzieło upartego człowieka – ma tylu obrońców. Tylu złotoustych adwokatów. A przecież stworzeni jesteśmy przez Boga dla nieśmiertelności. „Życie nie jest skazane na rezygnację z siebie, nie jest skazane na śmierć. (…) Bóg Syna dał, a w Nim było Życie. Miłość i życie idą razem”, przypominał były więzień Dachau i ofiara nieludzkich eksperymentów w tym obozie.

„Prawa sprzeczne z zasadami moralnymi nie obowiązują, gdyż są bezprawiem”, napisali dziś polscy biskupi. Wyrok sądu katowickiego można odczytać jako odpowiedź na te słowa. Odpowiedź nie tylko katowickiego sądu. Ma on szersze i głębsze uwarunkowania. Na ławie oskarżonych katowickiego sądu stanął tak naprawdę nie pojedynczy kapłan, ale polski Kościół. Kościół, który naucza jasno o rzeczach, które są tak jednoznaczne, jak życie.

„Ofiara” niechcianego macierzyństwa
Czy czternaście lat to nie za mało, by urodzić dziecko? – rozniosło się po całym świecie ponad dwadzieścia lat temu pytanie w związku z „tragedią irlandzkiej dziewczynki”. Czy bycie ofiarą gwałtu to nie jest wystarczająca „kara” dla kobiety, czy można jeszcze dodatkowo „karać” ją, zmuszając do urodzenia dziecka poczętego z gwałtu? Czy nie należą się pieniądze biednej, chorej na oczy kobiecie, którą pozbawiono „prawa wyboru” i musi się męczyć z własnym dzieckiem? Takie pytania chodzą po głowie nie tylko osobom dotkniętym jakimś obiektywnym nieszczęściem (chorobą, doświadczeniem przemocy, opuszczeniem przez najbliższych), którym należy się współczucie i pomoc, szczególnie wtedy, gdy ma przyjść na świat ich dziecko. Niestety, za ich plecami, za ich osobistymi tragediami, niedojrzałością lub nieszczęsnymi wyborami kryje się, gdy ma się urodzić nowy człowiek, cicha armia „przyjaciółek”, „doradców” (dziś także finansowych, bo sprawa staje się niezłym biznesem), gotowych wykorzystać je do kampanii na rzecz liberalizacji prawa, które jeszcze nie tak dawno nazywało uśmiercenie poczętego dziecka zabójstwem niewinnego człowieka. Dziś pani sędzina katowickiego sądu publicznie stwierdza (na jakiej podstawie?!), że „przerwanie ciąży nie jest zabójstwem”.

Nigdy nie za wiele przypominani a postaci Amerykanki Jane Roe, której „przypadek” doprowadził w 1973 roku do legalizacji zabijania nienarodzonych w jej ojczyźnie. Po latach przyznała się, że nie było żadnego gwałtu, był romans. Dziś Jane Roe jest znaną obrończynią życia. Sumienie nie zostawiło jej w spokoju. (Podobnie wyglądał „przypadek” czternastoletniej Irlandki, która związała się z przyjacielem własnego ojca). Dlaczego więc pani Roe zeznawała w sądzie, wbrew prawdzie, że jest ofiarą gwałtu? W wywiadzie przeprowadzonym po kilkunastu latach w radiu przyznała, iż celem mistyfikacji było uczynienie wyłomu w amerykańskim prawodawstwie.

Takie cele są starannie ukryte wśród przytaczanych na wokandach, emocjonalnych argumentów, obliczonych na wywołanie równie uczuciowych reakcji. Jak bowiem zauważyła jedna z nestorek walki z życiem Betty Friedan („Aborcja prawem obywatelskim kobiety”, 1969): „Kiedy my, kobiety, zaczęłyśmy w kwestii aborcji mówić we własnym imieniu, zmieniłyśmy cały sens i język tej debaty”. Istotnie, kategorie obiektywne, których treść była jasna i nie podlegała reglamentacji (życie, moralność, prawo), ustąpiły miejsca opisowym i subiektywnym (tragedia, ofiara, bieda, choroba, przemoc). Każde z tych pojęć z osobna mogło być poddane odrębnej interpretacji, naświetleniu, uwarunkowaniu, ocenie. Rozpoczęła się epoka opowieści, w których mieszały się krew i łzy. Opowieści obliczonych na wywołanie określonego efektu propagandowego. Tadeusz Boy-Żeleński, autor oryginału („Piekło kobiet” to jego określenie, a zarazem tytuł książki jego autorstwa, wydanej w końcu lat 20. ubiegłego wieku), mógłby być zadowolony z takiego obrotu sprawy. To on nazwał „największą zbrodnią prawa karnego” paragraf „obowiązujący we wszystkich prawie ustawodawstwach [zapomniał dodać, że wyjątek stanowi ustawodawstwo sowieckie - E.P.P.], „a nakładający ciężkie kary za przerwanie ciąży”. (Boy-Żeleński już w parę tygodni po sowieckiej agresji na Polskę 17 września 1939 roku został nagrodzony za swoją działalność przez okupantów katedrą literatury francuskiej na sowietyzowanym gwałtownie uniwersytecie lwowskim. Szybko wszedł w skład kolegium pisma Związku Pisarzy Sowieckich „Nowe Widnokręgi” i bez problemu publikował w „Czerwonym Sztandarze”; nie wahał się też brać udziału w różnych propagandowych imprezach nowej władzy).

W walce z życiem nikt nigdy nie posługuje się prawdą. Sztaby ludzi biegłych w oszustwie, dobrze ucharakteryzowanych na „ekspertów”, „naukowców”, „terapeutów” oraz „opiekunów” i „obrońców kobiet” etc. robią wszystko, by to kłamstwo było jak najbardziej podobne do prawdy.

Czy mieliśmy podstawy, by oczekiwać innego wyroku?
Oczywiście tak, bo Polska jest krajem katolickim, o silnie zarysowanym w ustroju politycznym, na każdym etapie dziejów – gdy byliśmy wolni – odniesieniu do prawa naturalnego. Tak, Kościół katolicki bowiem ma u nas trwałą i silną pozycję. Nigdy nie byliśmy krajem protestanckim ani otwarcie powołującym się na ateizm czy bezwyznaniowość, jak Rosja, Francja, Meksyk. Tak, bowiem przeszliśmy przez szaleństwo okrutnej wojny, gdy byliśmy poddawani prawu eksterminacji przez oba sąsiedzkie narody, a potem zmuszeni zostaliśmy – przez „przyjaciół”, „sojuszników” – by przejść przez szaleństwo totalitarnego systemu, który bardziej od człowieka szanował nowe prawa ekonomiczne i który narzucił Polakom aborcyjne prawodawstwo. Tak, bowiem dwadzieścia lat temu zniesiono cenzurę i mieliśmy prawo oczekiwać, że prasa, w tym media katolickie, będą głosem wolnym od nacisków politycznych i ideologicznego kręcenia. Mogliśmy zatem liczyć, że prawda o ludzkim życiu i jego bezwzględnej ochronie zostanie uszanowana przez sąd w niepodległym państwie polskim.

Ale też nie sposób nie zauważyć, że z uwagi na dynamikę obecnego procesu zmian w dziedzinie pojęć tworzących nowy język debaty publicznej, szanse, by system prawny odzwierciedlał prawa Boże, wciąż maleją. Ten nowy język odbiera rzeczom znaczenia i nadaje im nowe treści. Nowe, niejasne pojęcia mnożą się wraz z postępami globalizacji (szczyty ONZ-owskie, prawo międzynarodowe, ponadpaństwowe związki polityczne i gospodarcze) i kształtują mentalność ludzi poddawanych przez media nieustającej indoktrynacji. Wszystkie te nowe pojęcia „są ze sobą wzajemnie powiązane, współzależne, ciągle na siebie oddziałują i wzajemnie się wzmacniają. Razem tworzą system, całość”, zauważa Marqueritte A. Peeters, autorka „Nowej etyki”, pokazująca w swoich książkach np., w jaki sposób pojęcie tak „niewinne” jak „dobre współrządzenie” prowadzi, przez system zazębiających się, równie nieprecyzyjnych pojęć, do przyjęcia jako swego rodzaju dogmatu „równouprawnienia płci”, opartego z kolei na zasadzie „świadomego wyboru” i „prawa wyboru (np. prawa do aborcji)”. A taka pseudodefinicja jak „zdrowie reprodukcyjne” jest rozpowszechniana, by pomieszać w jedną bełkotliwą całość tak wykluczające się nawzajem pojęcia, jak: macierzyństwo, antykoncepcja, aborcja, zapłodnienie in vitro, wolność relacji seksualnych i inne. Nowe hierarchie tworzone przez pojęcia nowej etyki są formą panowania nad sumieniami i wprowadzają – zamiast deklarowanej „wolności”, „praw człowieka” – nową dyktaturę. Według celnej definicji Papieża Benedykta XVI – dyktaturę relatywizmu. Także tę dyktaturę musimy jako Polacy, jako Naród przywiązany do wolności odrzucić.

Nie pierwszy raz w naszej historii sąd ludzki staje ponad prawem. Jedynym, które ma sens, wartość i prawdziwą treść – prawem Bożym. Być może pośpiech, nerwowość lub czyjaś nadgorliwość spowodowały, że to wszystko, w wydaniu katowickiego trybunału, ukazane zostało brutalnie, bez niedomówień. Proces pokazowy stał się lekcją poglądową. Praktycznym instruktażem, jak działa nowa etyka. Ale może podziała także – wbrew intencjom jego organizatorów – jako przestroga?

Czy obronimy chrześcijański system wartości w naszym państwie o tysiącletniej chrześcijańskiej historii? Czy Kościół, który „ma przeprosić” panią Tysiąc – już nie wydawnictwo kurii metropolitalnej, lecz archidiecezja katowicka – ma zaniechać stania na straży najważniejszych prawd i zasad życia? Komentarzem, który narzuca się wielu, były słowa ks. abp. Damiana Zimonia, iż wyrok katowickiego sądu, skazujący tygodnik katolicki na karę, „jest przejawem cywilizacji śmierci”. Ale na szczęście – mimo wielu wysiłków, prób i wyłomów – to nie ona w Polsce triumfuje.
„Dziękuję Bogu, że córka pani Tysiąc żyje”, dodał ksiądz arcybiskup.

Ewa Polak-Pałkiewicz

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 40 »

Ks. prof. Czesław S. Bartnik – O ateizującej depolonizacji

Posted by Marucha w dniu 2009-09-22 (wtorek)

Co prawda artykuł bardzo cenionego przeze mnie ks. prof. Bartnika ukazał się już kilka dni temu, ale jak słusznie zauważył jeden z gości witryny, warto go tu umieścić – admin.

Świat popadł w głęboki kryzys nie tylko gospodarczy, ale i duchowo-moralny. Przede wszystkim gubi swoją tożsamość i ucieka we wszystkich dziedzinach od przeszłości. To jakby psychoza lękowa po utracie stałego gruntu religijnego. Jest ona bardzo wieloobjawowa. Tutaj będą poruszone tylko pewne symptomy uciekania części polityków i inteligencji od Polski, zwłaszcza religijnej.

Antypolonizm od zewnątrz

Daje się u nas zauważyć coraz większy lęk przed różnymi atakami słownymi i rzeczowymi ze strony Rosjan, Niemców, Ukraińców, Litwinów, Żydów, a nawet Amerykanów. Polska klasyczna ma coś w sobie, za co ją wszyscy łatwo krytykują i atakują, zrzucając zarazem wszelkie winy z siebie. A nasze czynniki, zwłaszcza z PO i SLD, chcą w odpowiedzi iść na daleki kompromis i dystansować się od przeszłości i bardzo cieniować klasyczną polskość.
Rosja i Niemcy już w roku 1922 porozumiewały się w sprawie obalenia traktatu wersalskiego, który ustanowił państwo polskie. Uważały, że Polska powstała na ich ziemiach i w konsekwencji w roku 1939 dokonały IV rozbioru Polski. I Niemcy, i Rosjanie zapoczątkowali ludobójstwo Polaków na różne sposoby, Stalin już od roku 1937 na rosyjskich terenach. 70 lat po wybuchu wojny, kiedy pamięć o niej bardzo się już zatarła, próbują w perfidny sposób zrzucić niemal całą odpowiedzialność za wojnę i jej okropieństwa właśnie na Polskę, na jej rzekomą megalomanię, wrogość, wojowniczość i prowokacyjny mesjanizm katolicki. Przy tym niemal całkowicie wybielają siebie. Jest to, oczywiście, diaboliczne. Dziś Polska musi dążyć z całych sił i wielkodusznie do jak najlepszego ułożenia swoich stosunków z oboma tymi państwami, jednak nie za cenę utraty swej tożsamości, godności i bez przyjmowania oszustw i bredni propagandowych za prawdę. Wszakże zadanie dobrej współpracy będzie bardzo ciężkie, gdyż polityka tych państw nadal nie kieruje się w pełni zasadami moralnymi.
Litwini mają ciągle uraz unijny do nas. Często uważają, że unia Polski z Litwą zahamowała ich rozwój i przyniosła dominację Polakom, mimo że faktycznie unia uratowała Litwę przed Krzyżakami, Moskwą i Szwecją. Stąd do dziś mniejszość polska na Litwie nie może uzyskać odpowiednich praw, ugody między rządem polskim i litewskim pozostają w większości na papierze, zawziętą niechęć do Polaków wspierają nawet liczni katoliccy duchowni litewscy. Jest zgoła groteskowe, że niektórzy ich historycy uważają, iż zwycięstwo pod Grunwaldem osiągnęły ich wojska. Stąd na 600-lecie bitwy pod Grunwaldem w roku przyszłym Litwini zapraszają już wszystkich swoich sąsiadów, tylko nie Polaków, mimo że król polski Władysław Jagiełło był Litwinem. Zresztą i u nas z wiedzą historyczną jest tragicznie, jeden z maturzystów w tym roku był pewny, że pod Grunwaldem walczył… Bolesław Chrobry, czyli Waleczny.
Z kolei Ukraina, pozostająca całe wieki pod panowaniem Tatarów, Litwinów, Polaków i Rosjan, ma traumę braku własnej narodowości i państwowości. Toteż na początku XX w. nastąpiła potężna erupcja nacjonalizmu i wrogości wobec sąsiadów, jednak Ukraińcy na ogół czują się bliżsi Rosji niż Polsce, choć po Unii Lubelskiej w 1569 r. prosili o przyłączenie do Korony, bo mieli więcej wolności niż pod Wielkim Księstwem Litewskim. Ale u czynników przywódczych ukształtowała się potworna mentalność azjatycka. Już w XVII wieku, w czasie buntów chłopskich, Kozacy głosili, że Polacy są najokrutniejszym narodem, że palą i mordują całe wsie ukraińskie, że np. dzieci chłopów ukraińskich gotują w kotłach na oczach ich matek. Rosja ich znacznie wyciszyła. Ale po wkroczeniu Niemców na tzw. Zachodniej Ukrainie wybuchła niespotykana nienawiść do Polaków, dochodząca aż do potwornego ludobójstwa Polaków na Wołyniu i we wschodniej Małopolsce. Ale co znaczy skorupa mentalna. Wielu intelektualistów, z którymi rozmawiałem, utrzymuje, że dziś należą się im ziemie polskie po San i Wieprz, że nie oni mordowali Polaków, tylko partyzantka sowiecka, a wreszcie, że to Armia Krajowa paliła wsie ukraińskie, spokojne i niewinne. Dlatego przywódcy OUN i UPA są największymi bohaterami narodowymi i najwspanialszymi ludźmi.

Niektórzy Polacy powiadają, że prezydent Wiktor Juszczenko powinien potępić ludobójstwo na Wołyniu i przeprosić Polskę w imieniu narodu ukraińskiego. Otóż nie rozumieją oni, że prezydent następnego dnia zostałby przez wiodące czynniki usunięty. Trzeba rozumieć, co znaczy wypaczona mentalność społeczna, jaka wystąpiła też np. u hitlerowców, Sowietów i innych. A jeszcze dodam, że pewien uczony Ukrainiec mówił do mnie, że pod Grunwaldem to oni pobili Krzyżaków, a rycerstwo polskie śpiewało ukraiński hymn o Bogurodzicy. Co znaczy mentalność! Na Zachodzie nawet czynniki kościelne niczego nie rozumieją o Wschodzie. Oczywiście, musimy rozwijać jakieś zbratanie się, ale musimy pamiętać, że mentalność zmienić się może dopiero za dziesiątki lat, a może i później. Dowodem na to jest wiekowa nienawiść grekokatolików do łacinników, choć jedni i drudzy są katolikami.
Popsuły się też nasze stosunki z Ameryką, choć politycy PO wiwatują. Obawiamy się, że lobby żydowskie, które ma istotny wpływ na politykę amerykańską, wzięło sobie Polskę na kieł z powodu niezapłacenia kontrybucji za mienie żydowskie, zniszczone przez Niemców, Rosjan i Żydów komunistycznych. Mimo że Ameryka była dla nas idolem, że daliśmy jej wielu zasłużonych ludzi, że wspieramy ich w nieszczęsnej wojnie irackiej i afgańskiej, to jednak w sumie polityka amerykańska stała się dla nas nieżyczliwa: zostaliśmy wyrugowani w kontraktach gospodarczych z Irakiem, zostaliśmy pokrzywdzeni w offsecie za samoloty F-16, w USA ciągle się pisze o „polskich obozach koncentracyjnych”, jako jedyni z UE nie otrzymaliśmy ruchu bezwizowego, choć Amerykanie przyjeżdżają do nas bez wiz, są produkowane ciągle różne filmy antypolskie, przygotowuje się nam stronniczego ambasadora, delegacja na 70-lecie napaści Niemiec na Polskę i początek II wojny światowej była dosyć lekceważąca nas. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze szereg posunięć antykatolickich, jak np. w sprawie zezwolenia na aborcję tuż przed narodzeniem i na eksperymenty na embrionach ludzkich. Wprawdzie niektórzy nasi naiwni politycy mówią, że to tylko „deszczyk pada”, jednak trzeba to wszystko otwarcie Ameryce wyłożyć.

Wewnętrzna deprecjacja polskości

„Zapanowała – pisze słusznie Temida Stankiewicz-Podhorecka – jakaś dzika moda na deprecjonowanie wszystkiego, co jest nasycone polskością, polskim duchem narodowym, a więc niszczenie naszego najlepszego dorobku w dziedzinie kultury, najwybitniejszych polskich twórców, pisarzy, kompozytorów i co znamienne, dotyczy to tylko tych, których dzieła są promocją polskości i wartości moralnych” („Nasz Dziennik”, 9.09.2009 r.). Dotyczy to właśnie Henryka Sienkiewicza, Juliusza Słowackiego, Fryderyka Chopina i innych. Bożyszczami natomiast stają się totalni krytykanci polskości, jak Witold Gombrowicz. A wybitniejsze postacie duchownych XX wieku przedstawia się jako antysemitów: św. Maksymiliana Marię Kolbego, ks. kard. Adama Sapiehę, Prymasa Stefana Wyszyńskiego i innych. I tak cała nasza obecna kultura nie jest w polskiej gestii ani w polskich rękach.
PO, SLD, częściowo PSL i niektóre inne ugrupowania głoszą, że są za suwerennością Polski, a jednocześnie szaleją za traktatem lizbońskim, który nam taką suwerenność odbiera. Trzeba zatem mocno poprzeć apel „Naszej Polski”: „Rząd PO swoją polityką społeczną i gospodarczą chce doprowadzić do likwidacji naszej suwerenności. Czas powiedzieć: ‘Dość’” („Nasza Polska”, 11.08.2009 r.).
Istotnie zatrważające jest to, co pisał peowski minister spraw zagranicznych w związku z uroczystościami na Westerplatte: że II Rzeczpospolitą Polską zgubiły „jagiellońskie ambicje mocarstwowe”. To co? Mieliśmy się poddawać Niemcom czy Rosji, że teraz PO tworzy „nowoczesne państwo narodowe, nie etniczne, lecz obywatelskie” – jakiś nowy rodzaj narodu: „obywatelski”; że cały sens Polski to „integracja z UE” i wreszcie, że nie należy „wkładać korony cierniowej”, co trzeba chyba rozumieć tak, żebyśmy się nie robili cierpiętnikami, bo wszyscy nasi wrogowie i nam niechętni, także Niemcy, Rosja i Ameryka, mają swoje racje („Gazeta Wyborcza”, 29-30.08.2009 r.)? I tak rozumuje polski minister?
Jeszcze gorzej. Na uroczystościach 15 sierpnia, w Święto Wojska Polskiego i uratowania naszej niepodległości, nie było premiera, marszałka Sejmu, ministra spraw wewnętrznych, ministra spraw zagranicznych, szefa policji, podobno się obrazili, że prezydent odmówił nominacji generalskich jednemu czy drugiemu długoletniemu zomowcowi. To jest nowy patriotyzm; wszyscy ważniejsi zomowcy winni dostać ordery Polonia Restituta. Niestety, taka deprecjacja polskości rozlała się szeroko. Oto 15 sierpnia korespondent TV zapytał pewną panią, dlaczego wzięła ze sobą dzieci na uroczystość. „Niech dzieci pobędą trochę na powietrzu” – padła odpowiedź. Chyba celowo taką wypowiedź wyemitowano.
Są ciągle pozostałości po PRL. Kiedy, jak wiemy, pewien minister oskarżył w Sejmie premiera o agenturę na rzecz Rosji, to prokuratura w 2002 r. oskarżyła ministra o „wyjawienie tajemnicy państwowej”. Nie oskarżyła o nieprawdę, lecz o złamanie tajemnicy państwowej, tak jakby ów człowiek był naszym agentem przeciwko Rosji. Proces niedawno się zakończył.
Nie wiadomo, jak tłumaczyć stałe osłabianie wszystkich formacji armii. Dziś – przepraszam za porównanie – gdyby np. napadło na nas takie państwo jako Kosowo, to już „moglibyśmy się” bronić cały tydzień.
PO zmierza wyraźnie do zlikwidowania Instytutu Pamięci Narodowej broniącego Polski, a przynajmniej chce obezwładnić jego prezesa. I nie ściga się, a nawet często się wspiera, złych ludzi z przeszłości i bagatelizuje się zbrodnie na Narodzie Polskim bolszewików, Niemców, naszych władz bezpieczeństwa i różnych przestępców politycznych. Co więcej, coraz częściej zaczyna się im na nowo oddawać cześć przez nazwy ulic, pomniki, patronaty.

Odchodzi się coraz dalej od polskości. I dzieje się coraz gorzej w rządzie, wojsku, sądach, prokuraturach, szkołach, gospodarce, w kształtowaniu stosunków międzynarodowych, w kulturze i sztuce. Władze nie mają idei Polski, jej programu, profilu całościowego. Władza robi się dosyć arogancka, nieodpowiedzialna, kłamliwa, no jakby spętana przez jakieś układy, grupy baronów partyjnych, agentów, rekinów gospodarczych. Władza robi wrażenie, jakby stała pod inną jakąś władzą. Szok z tą powszechną prywatyzacją. Ma nie być niczego państwowego: szpitale, szkoły, zasoby ziemi i podziemi, koleje, energetyka, autostrady, poczta, komunikacja lokacyjna itd. – wszystko ma być prywatne. Wobec tej utopii liberalistycznej trzeba by sprywatyzować partie, parlament, no i cały rząd. Tylko czy by się znalazł odpowiednio hojny inwestor strategiczny?

Jak pamiętamy, 19 września 2008 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że ustawa o obronie dobrego imienia przed mediami jest niekonstytucyjna, bo narusza wolność słowa. A tymczasem dziwne jest związanie w mediach filosemityzmu z antypolonizmem. Kiedy bronimy polskości, to zarzuca się ipso facto antysemityzm. Antysemityzm we właściwym znaczeniu jest grzechem, ale nie możemy się zgodzić, że antypolonizm jest cnotą, i że jeśli ktoś czuje się Polakiem, to ciężko grzeszy, że w imię prawdziwej miłości do Żydów, naszych braci, trzeba jednocześnie poniewierać Polską. Oczywiście, takie myślenie przynosi wielkie szkody właśnie światu żydowskiemu.
TVN wyemitowała program, w którym było włożenie polskiej flagi w atrapę psich odchodów. W procesie nadawca wygrał. Sąd postępowy orzekł, że nie było to znieważenie polskiej flagi, bo nadawca „nie chciał jej znieważyć”. Podobne są wyroki w sprawach obrazy uczuć religijnych od 1993 roku. Po prostu według tej „nowoczesnej” logiki chcący znieważać nie chce znieważać, tylko reklamuje swoje dzieło. W ten sposób Polacy muszą myśleć po europejsku.

Wracają znów ciężkie problemy wsi polskiej, w przeciwieństwie do Zachodu. UE wspiera w pewnych drobiazgach, ale w perspektywie globalnej niszczy wieś przez tłamszenie jej gospodarki ogólnej. Słusznie przemawiał ks. bp Jan Styrna, że nasze władze winny chronić nasze rolnictwo przed pseudorynkiem. Polscy rolnicy są dyskryminowani w Europie i potężne koncerny zachodnie niszczą nasze rolnictwo w całości, ale szczególnie ogrodnictwo, sadownictwo, mleczarstwo, hodowlę i przetwórstwo. Na chłopach żerują też bardzo nasi pośrednicy: nieraz produkt bywa 10 razy tańszy u producenta niż w sklepie. I ciągle ceny uzyskiwane przez producenta są niższe od kosztów produkcji. W sumie więcej importujemy żywności, niż eksportujemy. Podobnie rząd nie broni przed zalewem żywności po cenach dumpingowych, np. z Chin. Ministerstwo rolnictwa każe chłopom bronić się samym. Niby mają pójść z kosami na Chiny? Chyba raczej na ministerstwo.
Do tego dochodzi jeszcze niechęć do wsi, a nawet pogarda. Polityka PSL jest asekuracyjna i słaba. W rezultacie jest to też przejaw antypolonizmu, bo wieś jest nadal grzybnią Narodu.

Wydaje się, że władze liberalne robią tak świadomie. Przykładem tego może być także skok na SKOK-i (Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe), chyba dlatego, że bazują na polskim kapitale i nawiązują do tradycji polskiej, której liberałowie się wstydzą, sądząc, że sami już stworzyli nowy świat. Różnych decyzji władz centralnych należy się naprawdę bać, bo bywają nieraz dziwnie wyskokowe, jak np. w przyjęciu idiotycznej decyzji UE, żeby żarówki wymienić w całości na świetlówki. Przy tym sprzeczność to dla nich „motor rozwoju”: znoszą termometry, bo „mają rtęć”, a wprowadzają na rynek na ogromną skalę żarówki właśnie z rtęcią.

Bardzo szkodliwa jest zmiana języka z komunikacyjnego na podstępny. Nowi ideologowie mówią niby językiem polskim, ale wkładają weń treści ideologii liberalnej. I tak np. demokracja oznacza już ukrytą walkę o własną korzyść; wolność oznacza swobodę dorabiania się na wszelkie sposoby i uwolnienie się od zewnętrznych norm etycznych; prawda – zgodność rzeczy z własnym poglądem; sprawiedliwość – zrealizowanie własnych postulatów; męstwo – rzucenie się w wir życia; cnota – zgodność z poprawnością polityczną; religia to nie wiązanie się człowieka z Bogiem, lecz egzystencjalna psychoza lękowa. Wszystko to zakłada koncepcję człowieka jako „zwierzęcia wolnego, zdrowego i bogatego – animal liberum, sanum et dives”. Takie zmiany semantyczne rodzą ogromne zamieszanie i zamęt komunikacyjny. Dotyczy to spraw bardzo konkretnych. Oto pewna sędzina nie połapała się w tej dwuznaczności semantycznej i skazała pewną biedną kobietę na 15 tys. zł grzywny za to, że ta nazwała swego sąsiada „pedałem”. Nie zauważyła, że dziś jest to epitet pozytywny, wręcz pieszczotliwy, negatywny i ubliżający byłby natomiast epitet: „ty homofobie” czy „ty heteroseksualisto”. Co do semantyki specjalnej, to trzeba jeszcze pamiętać, że my w innym znaczeniu używamy słowa „holokaust”, a Żydzi w innym. Dla Żydów „holokaust” (szoah) to tylko mordowanie Żydów jako Żydów, choćby w niezbyt wielkiej liczbie, natomiast nie może być określone słowem „holokaust” mordowanie innych, choćby wielkimi milionami. Toteż holokaustem nie są ani Katyń, ani ukraińskie rzezie na Polakach, ani głodzenie na śmierć milionów Ukraińców przez Stalina, ani straszne mordy Turków na Ormianach, ani żadna niemiecka eksterminacja Polaków, ani mordowanie nienarodzonych. Stąd np. protesty nawet przeciwko prezydentowi, kiedy ten nazwał zbrodnię katyńską holokaustem.

Depolonizacja przez antykatolicyzm

Depolonizacja dokonuje się też przez atakowanie Kościoła katolickiego, do którego należy chyba ponad 90 proc. Polaków. Działania depolonizacyjne widzimy doskonale od lat w atakach niektórych partii i innych czynników oficjalnych na Kościół polski. Rozwój życia katolickiego, jak np. przez Rodzinę Radia Maryja w pielgrzymowaniach na Jasną Górę, doprowadza wrogów polskości do wściekłości. Po tej też myśli bardzo pochwalono ks. abp. Alfonsa Nossola za to, że nie chciał być kiedyś wyświęcony na biskupa na Jasnej Górze.
Elementy antykatolicyzmu przewijają się w naszej wierchuszce ciągle. Nawet krytyka ziemskiej strony Kościoła, skądinąd potrzebna, przeradza się – zwłaszcza u apostatów – w próbę niszczenia Kościoła. Obecnie szczególnie PO i SLD nie dostrzegają Kościoła polskiego. Na przykład ostatnio w wykazie uniwersytetów polskich Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie umieściło Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, nie dlatego, żeby nie był uniwersytetem, lecz zapewne dlatego, że jest katolicki. Ale głównie rozwija się atak na katolickie rozumienie małżeństwa, rodziny i etyki seksualnej.
Przejmowana jest za liberalizmem starożytna idea platońska, że dzieci winny być „produkowane” i wychowywane poza rodziną. Dziwne, że nawet inteligencja tego nie dostrzega. Oto przykład: sąd odbiera ojcu jego dziecko, argumentując, że ojciec jest zapracowany i nie ma czasu zajmować się dzieckiem – jeśli taki wyrok jest poprawny, to trzeba by pozbawić praw rodzicielskich wszystkich sędziów, członków rządu, parlamentarzystów, polityków, uczonych, biznesmenów, ponieważ jako rodzice są zbyt zajęci i zapracowani, żeby mogli wychowywać swoje dzieci. Innym razem sąd odbiera dziecko rodzicom, bo są biedni i mają jeszcze inne dzieci. Jakie znowu tutaj kryje się „genialne” założenie? Ano, że dzieci nie mogą mieć ludzie ubodzy i że nie wolno posiadać więcej dzieci niż dwoje, niemal jak w Chinach. Żeby mieć dzieci, trzeba być bogatym, tymczasem ludzie bogaci właśnie nie chcą mieć dzieci, bo naruszają one ich wygodny i luksusowy styl życia.

Ostatnio szaleje antykatolicyzm na punkcie zapładniania in vitro. Przypadki niepłodności zdarzały się zawsze, ale dziś stają się one coraz częstsze w antybiologicznej cywilizacji technicznej. U nas co siódme małżeństwo nie może mieć dzieci. W Polsce pierwszy raz zastosował zapłodnienie in vitro (w probówce) prof. Marian Szamatowicz z Białegostoku w roku 1987. Obecnie dokonuje się in vitro w kraju od 5 do 7 tys. rocznie. Nie ma regulacji prawnych. Wielu ludzi, także niestety katolików, chce poszerzać ten proceder, i to z pieniędzy podatników, bo jest bardzo kosztowny. Etyka naturalna i Kościół sprzeciwiają się metodzie in vitro z powodów zasadniczych: zabiegi tego rodzaju łamią strukturę małżeństwa i rodziny, włączane są osoby trzecie oraz towarzyszy im zabijanie embrionów, co następuje w procedurze implantacji oraz zamrażania. Zwolennicy tej metody, niekatoliccy, mówią, że samo małżeństwo jest tylko tworem światopoglądowym, nie rozumieją też, że zamrożenie embrionów oznacza ich zabicie.
Ze strony ludzi rozumnych i etycznych szuka się wyjścia nie tylko przez tradycyjne leczenie lub adopcję, ale ostatnio także przez metodę naprotechnologii (Natural Procreative Technology), którą zapoczątkował dr Thomas W. Hilgers z Instytutu Papieskiego w Omaha w USA. Metoda ta łączy edukację w zakresie odpowiedzialnego rodzicielstwa z całym procesem leczenia z niepłodności kobiet i mężczyzn przez technologię medyczną. Metoda ta w ostatnich miesiącach przyszła i do Polski. W dniach 12-13 września w 2009 r. odbyła się międzynarodowa konferencja poświęcona naprotechnologii, zorganizowana na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie przez dr. Macieja Barczentewicza, pod patronatem prof. Jana Oleszczuka. Ksiądz arcybiskup prof. dr hab. Józef Życiński podaje, że stosowanie in vitro jest skuteczne tylko w ok. 26-30 proc. i daje często ciąże mnogie, natomiast leczenie niepłodności metodą naprotechnologii jest skuteczne w blisko 44-50 procentach. Doktor Thomas W. Hilgers mówi, że swoją metodą leczy także te kobiety, u których in vitro się nie udało, jemu udaje się je wyleczyć w blisko 80 procentach. Jednakże trzeba stwierdzić ze smutkiem, że metoda naukowa, lecznicza i całkowicie moralna napotyka na wielki opór zagorzałych zwolenników in vitro, którzy tej metody nie znają. I tutaj dochodzi do głosu na szeroką skalę brak zmysłu katolickiego.

Polskość jest dziś zagrożona z wielu stron i przez wiele czynników, choć głównie przez postkomunizm, liberalizm i ateizm. W rezultacie stoimy wobec wielkiej groźby doprowadzenia całej Polski do głębokiego upadku, nie bez winy rządu, który na nasze nieszczęście żyje ideologią liberalną, dokonuje finlandyzacji naszej polityki, nie posiada właściwego zmysłu polskości i wierzy w nową utopię, jak choćby w przypadku mitycznego, katarskiego inwestora stoczni. Najgroźniejsze jest niecenienie suwerenności, choćby w ubóstwianiu traktatu lizbońskiego zmierzającego do ustanowienia jednego stricte państwa europejskiego. Już ordynacja wyborcza do Parlamentu Europejskiego (DzU nr 25, poz. 219; za K. Barłowskim) stanowi, że deputowani (po wyborach) stają się w Parlamencie Europejskim przedstawicielami określonych frakcji politycznych, a nie reprezentantami Polski. Toteż na zakończenie chciałoby się posłużyć słowami Cycerona przeciwko Katylinie, ubiegającemu się w Rzymie w roku 63 przed Chrystusem o najwyższą władzę konsula, także siłą i propagandą, obiecującemu zniesienie długów i szukającemu poparcia poza granicami kraju: „Quo usque tandem abutere, Catilina, patientia nostra?” – Dokądże wreszcie będziesz nadużywał, Katylino, naszej cierpliwości?

Nasz Dziennik, 19-20.09.2009

Opublikowany w Kościół, Kultura, Polityka | Komentarzy: 76 »

Zezłomowana tarcza

Posted by Marucha w dniu 2009-09-22 (wtorek)

No i wyszło jak zawsze. Kiedy my tu sobie w naszym słodkim grajdołku tradycyjnie do oczu skakaliśmy, pluliśmy na siebie (również tradycyjnie), odsądzaliśmy od czci i wiary, tocząc naszą polityczną kampanię wrześniową, Ameryka zakomunikowała nam, nomen omen 17 września, że tarczę antyrakietową możemy sobie wybić z głowy, bo administracja prezydenta Obamy stawia na inne rozwiązania, lepsze i skuteczniejsze. Ponoć mamy na tym skorzystać, bo będą u nas uzbrojone „patrioty”, co sprawi, że nowy system obrony przeciwrakietowej skutecznie obejmie nasz kraj, inaczej jak w przypadku poprzedniej koncepcji, która broniła naszego dobrego samopoczucia, a nie terytorium.

Być może strategicznie jest to bardziej opłacalne, a być może nie. Lepiej tego nie sprawdzać, bo coś mi mówi, że i tak nic i nikt nas nie obroni, jeśli nie obronimy się sami. Ale nie o tym chciałem. Otóż całe to wrześniowe zamieszanie ukazało we właściwej perspektywie, jakim państwem jest dzisiaj Polska. Zarówno w wymiarze wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Najpierw, „czcząc” pamięć naszych przodków, ofiar niemiecko-rosyjskiego barbarzyństwa, doprowadziliśmy do dantejskich scen na ich grobach, okładając się epitetami i lżąc wzajemnie, plugawiąc tym samym pamięć tych, w imię pamięci których stoczyliśmy kolejną absurdalną wojnę domową, choć wątpię, żeby Oni sobie tego akurat w tych szczególnych dniach życzyli.

To sprawiło, że świat przyglądał nam się z niedowierzaniem, a nawet niesmakiem, bo co to za kraj, w którym oficjalne czynniki państwowe wygrażają sobie wzajemnie, prowokują bezpardonowo i czekają na potknięcia rywala o katyńskie groby. Krew i dramat całego września’39, zamiast połączyć, podzielił kolejnych Polaków, pogłębił rowy między ośrodkami władzy w państwie, podgrzał nienawiść w sprawach, w których nie powinno być krzty nienawiści. Znowu pokazaliśmy światu, że jesteśmy mistrzami wojny domowej, że nie potrafimy wznieść się ponad urazy i wzajemną niechęć w imię spraw wyższego rzędu, że nie bacząc na interes państwa, zamiast czcić swoich bohaterów, gramy nimi dla doraźnych korzyści partyjnych. Nie trudno przewidzieć, że wielka radość zapanowała w związku z tym i w Rosji i w Niemczech.

Nic dziwnego zatem, że i w relacjach międzynarodowych sprowadzeni zostaliśmy do właściwych proporcji, czyli hałaśliwego, niewielkiego kraju. Nasze wybujałe ambicje wpływania na politykę międzynarodową od Kaukazu po Europę Środkowo-Wschodnią, wywołują wprawdzie sporo dymu, ale nie ognia, chyba że za taki uznać salwę w stronę naszego prezydenta na gruzińskiej granicy. Staliśmy się protektorami polityków niezrównoważonych (Saakashvili) i niechcianych (Juszczenko), żyrując ich politykę, która z polskimi interesami ma niewiele wspólnego, a w niektórych obszarach wręcz im szkodzi. Na to wszystko nakłada się polski dwugłos w polityce międzynarodowej, wynikający z różnic w jej rozumieniu przez premiera i prezydenta.

Wrzesień’09, oprócz wstydu, przyniósł nam jednak rzecz ważną. Pokazał jacy jesteśmy jako Polacy: zacietrzewieni, zapalczywi, marnotrawiący energię na spory nierozstrzygalne, na udowadnianie sobie, kto jest większym patriotą, a kto „ruskim” sługusem. Targając się po szczękach, nie dostrzegliśmy, że nagle znaleźliśmy się w swoistej międzynarodowej próżni, którą przypieczętował właśnie „deal” amerykańsko-rosyjski w sprawie tarczy antyrakietowej. Mści się tym samym prowadzenie przez długie lata bezalternatywnej polityki zagranicznej, opartej na wierze w amerykańską miłość, europejską bezskuteczność i ślady rosyjskich niedźwiedzich kłów na naszym gardle.

Ta uproszczona i naiwna wiara, podzielana na serio tylko przez Polskę, właśnie z hukiem runęła. Okazało się, że Ameryka kocha tylko siebie, a nie nas, Europa boi się naszych fobii, bo ich po prostu nie rozumie, a Rosja, owszem, kły szczerzy, ale wcale nie ma zamiaru zatapiać ich w naszym gardle, bo od tego ma ropociągi i surowce naturalne, którymi dysponuje, a które są nam potrzebne, podobnie jak chłonny rosyjski rynek. W związku z tym wycofanie się USA z Europy środkowo-wschodniej, bo tak to trzeba oceniać, stawia nas w niezwykle problematycznym położeniu. Triumfuje Rosja, cieszą się Niemcy, z ręką w nocniku budzą się kraje bałtyckie, a po Ukrainie za chwilę sunąć będzie łakomy jęzor rosyjskiego niedźwiedzia.

Ruch Obamy zdestabilizował kruchy mikroklimat Europy środkowo-wschodniej i tylko od jednolitego działania państw ją tworzących zależeć będzie, czy ich głos zyska odpowiednią rangę w nowym międzynarodowym ładzie, który się właśnie kształtuje. Tu rolę wiodącą powinna odegrać właśnie Polska, mobilizując do akcji rozsianą w USA i Europie Zachodniej Polonię. Bo chuchać trzeba na zimne, w tym przypadku raczej gorące, gdyż utożsamianie decyzji USA w sprawie tarczy antyrakietowej jedynie z aspektem taktyczno-militarnym jest błędem. Mamy bowiem do czynienia z decyzją o daleko idących skutkach politycznych dla naszego regionu.

To wystarczający powód do mobilizacji, ale też i okazja do przewartościowania dotychczas prowadzonej polityki, w której za dużo było dezynwoltury kaukaskiej, a za mało działań spajających siłę państw Europy środkowo-wschodniej, działań opartych o konkretne interesy, pozbawionych historycznej emocji i mocarstwowego zacięcia. Rysuje się właśnie szansa zbudowania silnego ośrodka, opartego o katalog wspólnych środkowo-europejskich interesów, będącego buforem między Rosją a Europą Zachodnią, z którego znaczeniem, nie tylko strategicznym, liczyć się będą musiały w swoich kalkulacjach także Stany Zjednoczone. Należy tylko wykorzystać koniunkturę, która właśnie się rysuje, a która wbrew pozorom wcale nie będzie sprzyjać przereklamowanej w moim odczuciu Rosji. Pytanie tylko, czy jesteśmy gotowi na jej wykorzystanie?

Maciej Eckardt
Nowa Myśl Polska

Uwagi gajowego:

O ile autor dobrze opisuje to, co miało we wrześniu miejsce w Polsce i stosunek USA do naszego kraju, zbyt pochopnie obarcza winą za to samych Polaków. My doprowadziliśmy do dantejskich scen na grobach bohaterów II Wojny, my okładaliśmy się epitetami i lżyli wzajemnie, my plugawiliśmy pamięć, my pokazaliśmy światu, że jesteśmy mistrzami wojny domowej, my nie potrafimy wznieść się ponad urazy i wzajemną niechęć, my mamy wybujałe ambicje wpływania na politykę międzynarodową itp. itd.

Otóż wina polskiego narodu polega głównie na tym, że skutkiem naiwności daje się prowokować i podpuszczać tym, którzy naprawdę rządzą państwem, a więc obcym agenturom i polskojęzycznym farbowanym lisom (głównie koczownikom), mającym do swej dyspozycji nie tylko marionetkowy „rząd”, ale i media, które opanowali niemal całkowicie. Szczególnie odnosi się to do „wybujałych ambicji” wpływania na politykę międzynarodową, które nie są w żadnym stopniu wyrazem woli społeczeństwa, lecz najrozmaitszych Stolzmanów, Bermanów, Lewartowów i ich dziennikarskich dziwek.

Na koniec, bez jakiegokolwiek związku z treścią artykułu, ostatnie zdjęcia z Polski, jaka odchodzi - tym razem z okolic Makowa Mazowieckiego. Wykonał je p. Wiesław D. Aniołowski i spodobały się one gajowemu Marusze.

Suche_laka

Suche_Stara_chalupa 1

Suche_Stara_chalupa 2

Suche_Stara_stodola

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 135 »

Wywiad, który się nie ukazał

Posted by Marucha w dniu 2009-09-17 (czwartek)

Szanowny Panie Redaktorze!

W „Magazynie Parafialnym” w Komorowie miał się ukazać wywiad udzielony przez Ryszarda Filipskiego; wywiad tuż przed wydaniem wrześniowego numeru został wycofany. W Polsce podobno nie ma cenzury, ale głupota i tchórzostwo w dalszym ciągu szaleje. Na skutek interwencji byłej redaktor naczelnej „Magazynu Parafialnego”, której poglądy – jak się łatwo domyśleć – są zbliżone do kół związanych z gazetą „Wyborczą” i resztą polskojęzycznej niemieckiej prasy w Polsce – wywiad wycofano.

Przyjrzyjmy się tej sprawie bliżej! Jakież to treści w wywiadzie mogły zbulwersować, pono patriotyczną część redakcji pisemka, że aż posłużyła się cenzorskimi nożycami. Nie chciałabym wysuwać daleko idących wniosków, ale jak widać o twórcach stalinizmu w Polsce ani w ubiegłym, ani w tym wieku mówić prawdy – nie wolno!

Lusia Ogińska

Oto pełna treść wywiadu:

Rozmawiamy Ryszardem Filipskim w przededniu 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej i tak się składa, że właśnie Pan wcielił się w postać jednego z największych bohaterów tamtego okresu majora Henryka Dobrzańskiego. Zanim jednak zapytam o tą rolę, proszę powiedzieć jakie są Pana osobiste wspomnienie z tamtych dni, na ile Pan je pamięta?
- Przeżycia z II Wojny Światowej, tragizm okupacji niemieckiej na zawsze wyryły się w mojej pamięci. Najszczerszy, najlepszy film nie odda tego co się wtedy działo, co przeżywali ludzie. Głód, wszechobecna bieda, zaszczucie – to są pojęcia, które coraz częściej dotyczą i współczesnych Polaków. Byliśmy ofiarami w tej wojnie na równi z Żydami, z tą jednak różnicą, że to my Żydów a nie Żydzi nas – ratowali! Dziś robi się z Polaków – katów i kto to robi?… Ci którzy ponoszą pełną odpowiedzialność za wojenne zbrodnie.

Po wielu latach zagrał Pan tytułową rolę w filmie Bohdana Poręby pt. „Hubal”, w którym przedstawiona została historia oddziału dowodzonego przez charyzmatycznego majora Dobrzańskiego, który jako jedyny nie złożył broni i walczył do końca. Czym była dla Pana ta rola i osobiste doświadczenia z czasów wojny miały wpływ na kreowaną postać?
- Zagranie postaci naszego bohatera narodowego mjr Henryka Dobrzańskiego – Hubala, dla mnie wtedy blisko 40-letniego, już doświadczonego aktora, było szansą na stworzenie czegoś co wejdzie na stałe nie tylko do historii polskiego kina, ale i do historii kultury polskiej. Film ten także miał szansę przeciwstawienia się tzw. „szkole polskiej”: wajdowskiej i munkowskiej koncepcji tzw. „bohaterszczyzny” – i to się udało. Do dziś inaczej ogląda się „Hubala” a inaczej „Piszczyka”.

W czasie kiedy kręcony był „Hubal” filmy o tematyce wojennej były dość popularne, chociaż nie pokazywały pełnej prawdy o tamtych czasach. Oficjalna propaganda komunistyczna zwłaszcza kampanię wrześniową przedstawiała jako klęskę, za którą obarczano sanacyjny rząd, pomijając kompletnie fakt agresji Związku Sowieckiego. Dlatego o bohaterach z tamtych czasów też na wszelki wypadek mówiło się niewiele. Jak zatem doszło do powstania tego filmu? Czy może powiedzieć coś Pan o jego kulisach. Podobno nawet Pańską kandydaturę na rolę Hubala zatwierdzał Komitet Centralny.
- Nikt nie zmieni historycznego faktu, że rząd sanacyjny uciekł przez Rumunię na Zachód. Nie da się również zapomnieć, że to Roosevelt z Churchilem oddali Stalinowi pięćdziesiąt kilka procent terytorium Polski. Nóż w plecy od Rosji jest również faktem historycznym, ale tylko wszystkie te fakty połączone razem i przedstawione rzetelnie mogą dać prawdziwy obraz Polski z 1939 r. Nie można mówić tylko o „nożu w plecy” milcząc o tym jak nas potraktowali alianci.

A czy były jakieś sceny, które usunięto lub chciano usunąć, bo były niewygodne dla ówczesnych decydentów? Pamiętam, że dla mnie najbardziej przejmująca, a zarazem najpiękniejsza była scena jak oddział Hubala wkroczył do kościoła podczas pierwszej wojennej Pasterki. Az dziwne, że wówczas można było to tak pokazać.
- Scena w kościele dlatego robiła takie wrażenie, bo wyszła naprzeciw pragnieniom wierzącego, katolickiego narodu. Pani mówi „aż dziwne, że wówczas można było to tak pokazać”, wówczas byli jeszcze artyści, którym zależało na Polsce, było wielu wierzących twórców, takich jak Jan Dobraczyński, Zofia Kossak, Karol Bunsch.. A dziś, to właśnie dziś nie można by było pokazać takiej sceny, w innym kontekście niż obrazoburczym, to dziś opluwa się kościół w sztuce, w kulturze, w narodzie. I paradoksalnie więcej było wiary w tamtych filmach – niż w dzisiejszych, współczesnych!

Symbolem polskiego oficera tamtych czasów były takie wartości jak Bóg, honor, ojczyzna. Na ile w Pańskim życiu były one i są nadal obecne?
- Wartości te zawsze było obecne w moim życiu! A na ile… to można ocenić po owocach!

Dziś, mimo że już 20 lat żyjemy w wolnej Polsce doczekaliśmy jedynie nielicznych ekranizacji o wydarzeniach z II wojny światowej. Wśród nich kompletnie zabrakło rzetelnego potraktowania Kampanii Wrześniowej czy Powstania Warszawskiego. Co zdaniem Pana jest przyczyną takiej sytuacji? Czy współcześni twórcy boją się podejmować takich tematów czy może chodzi o coś zupełnie innego?
- Proszę Pani, nie tylko zabrakło filmów z Kampanii Wrześniowej czy Powstania Warszawskiego, ale nigdy nie doczekamy się filmów z okresu lat 50., „twórcy” nie przedstawią nam historii kazamat na UB. Trzeba by było pokazać kto był sędzią, oprawcą, katem a kto ofiarą. Na to nie stać współczesnych filmowców, być może dlatego, że zbyt wielu z nich swoich dziadków musiałoby pokazać w nieciekawym świetle! Z tego powodu dziś też nie żyjemy w wolnej Polsce!

Z drugiej strony nie tak dawno dość głośno było wokół scenariusza filmu Westerplatte, w którym miały pojawić się sceny delikatnie mówiąc dość kontrowersyjne. Co Pan jako nie tylko aktor, ale i reżyser sądzi o takim potraktowaniu tematu. Czy to jest sposób na zdobycie widza?
- Pisząc taki scenariusz, realizując taki film, trzeba być wyjątkowym plugawcem, człowiekiem bez honoru, aby chodząc po polskiej ziemi, w którą wsiąkło tyle krwi polskiego żołnierza – tak bezcześcić jego pamięć.

Ma Pan za sobą długoletnie doświadczenie aktorskie. Czy z perspektywy czasu dzisiaj łatwiej czy trudniej być dobrym aktorem? Czy aktorowi z określonym dorobkiem artystycznym wypada grać w reklamie?
- Aby być dobrym aktorem trzeba mieć talent i długo się tego zawodu uczyć, dzisiaj patrząc przede wszystkim na aktorskie wyczyny w telewizji i filmie, mam wrażenie, że praca współczesnego aktora dzieli się na trzy etapy: nauczenie się tekstu na pamięć, wymruczenie tego tekstu na planie i pokonanie drogi do kasy. Z tego wielkich kreacji oczekiwać nie należy!

I na koniec jeszcze jedno pytanie: Jakie są dalsze Pana plany artystyczne?
- Mam tak dużo lat, że mogę jedynie planować, czy w trumnie łatwiej mnie będzie skadrować en face, czy z profilu!

Dziękuję za rozmowę.
M.G.
Myśl Polska Nr 38 (20.09.2009)

Od admina:
P. Lusia Ogińska z uprzejmości nie napisała, iż niemieccy właściciele polskojęzycznych gadzinówek są z reguły pochodzenia koczowniczego.

Opublikowany w Kultura, Polityka | Komentarzy: 15 »

Anna Raźny – Wzloty i upadki Ruchu Narodowego

Posted by Marucha w dniu 2009-09-13 (niedziela)

Truizmem jest stwierdzenie, że obecnie w Polsce nie ma ruchu narodowego. Takiego, który jednoczyłby wszystkie formy życia społecznego wokół idei narodu i instytucji, zapewniających mu podmiotowość, harmonijny rozwój, wzrost nie tylko cywilizacyjny, ale również duchowy i moralny. Pewne znamiona ruchu narodowego miała Solidarność w latach 1980-1981 – do momentu podporządkowania jej ludziom KOR-u i ich trockistowsko-internacjonalistycznej ideologii.

Jej ukierunkowanie na interes polskiego narodu, jego tożsamość religijną i kulturową było autentyczne – wyrastało z nauczania Kościoła katolickiego, którego wyrazicielami byli: Prymas Tysiąclecia – ks. Kardynał Stefan Wyszyński i Ojciec Święty Jan Paweł II. To fundamentalne dla Solidarności ukierunkowanie nie zostało przez KOR zakwestionowane, lecz cynicznie wykorzystane dla jego wąskich, partykularnych interesów. Były to interesy rewizjonistycznej lewicy, która nigdy nie była antykomunistyczna. KOR nigdy nie zakwestionował komunistycznej ideologii i komunistycznego systemu – głosił jedynie jego demokratyzację i konieczność obrony praw człowieka. Walka KOR-u z systemem komunistycznym była walką o jego „ludzkie oblicze” poprzez aplikację haseł demokracji i obrony praw człowieka do ateistycznej utopii, która degradowała pojedynczą osobę i całe społeczeństwa, podporządkowując je totalnie wyniszczającej ideologii.

KOR i Solidarność

Nie było żadnego „prawicowego” KOR-u, jak twierdzą byli jego członkowie – Antoni Macierewicz i Piotr Naimski. Wszyscy podpisywali jednakowe apele, rezolucje i oświadczenia, w których nie było nawet próby podważenia komunistycznej ideologii, jak również próby walki o wolność Polski, jej chrześcijańską tradycję i kulturę. Wszyscy byli tego typu rewizjonistami jak Andrzej Sacharow w ZSRR. W rewizjonizmie nie było miejsca na interes narodu polskiego i polską rację stanu, gdyż komunizm z samej swej istoty był antynarodowy. Autentyczną walkę z nim prowadziła AK, NSZ, Polskie Państwo Podziemne, Kościół katolicki. One też broniły żywotnych interesów narodu polskiego.

Zawładnięcie „Solidarności” przez KOR oznaczało stłumienie jej narodowego wymiaru, które przypieczętował okrągły stół. Dlatego też odrodzenie w latach 90. politycznej tradycji narodowej, nade wszystko narodowej demokracji, a także towarzyszących jej różnych stowarzyszeń kulturalno-politycznych graniczyło z cudem. Odrodzeniu temu nie sprzyjały bowiem również zmiany systemowe, zatwierdzone przez okrągły stół – nade wszystko radykalna reforma wolnorynkowa oparta na założeniach skrajnie neoliberalnej szkoły chicagowskiej, do której zaliczany jest m.in. Jeffrey Sachs, reprezentowany w Polsce przez Leszka Balcerowicza. Wymuszała ona nade wszystko niczym nie uzasadnione, gwałtowne tempo zmiany stosunków własnościowych, skutkujące złodziejską wyprzedażą Polski. Uzależnione od KOR-u władze Solidarności poparły tę wyprzedaż, mimo realnej możliwości zróżnicowania zmiany stosunków własnościowych, m.in. poprzez wprowadzenie akcjonariatu pracowniczego, uzasadnionego na gruncie katolickiej nauki społecznej.
Popierając tzw. plan Balcerowicza, Solidarność wystąpiła przeciw polskiemu interesowi narodowemu, co uwydatniło się w prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw, przeprowadzanej z jej udziałem. Ten otoczony nimbem patriotyzmu związek zawodowy bronił w niej – wbrew swym pierwotnym założeniom – partykularnych interesów pazernych małych grup i grupek, rozbijając przez to faktyczną solidarność Polski i jej społeczeństwa. Pogrzebał ideę dobra wspólnego, które w każdej koncepcji narodu stanowi jego podstawową zasadę funkcjonowania. Paradoksalnie, Solidarność – wbrew głoszonym przez nią patriotycznym hasłom i odwołaniom do wartości chrześcijańskich – stała się fundamentem społecznym skrajnie liberalnych reform Balcerowicza, które w istocie swej rozbić miały społeczeństwo, zatomizować Polskę. Bez przyzwolenia Solidarności ich powodzenie na początku lat 90. nie miało szans. Społeczeństwo zaś nie miało innego tak silnego reprezentanta w dialogu z władzą. Zapotrzebowanie na nowy ruch narodowy nie zdążyło w porę wniknąć do świadomości Polaków i zablokować wyprzedaży ich majątku narodowego. Zarówno chicagowska wersja wolnego rynku w Polsce, jak i działania dominujących sił politycznych na rzecz jej wejścia do NATO oraz Unii Europejskiej nie tylko hamowały odrodzenie ruchu narodowego i narodowych partii politycznych, ale zakładały ich zniszczenie. Ich programowi politycznemu służyły wszystkie media w Polsce.

Szansa

Jedynie rozczarowanie Polaków aspołecznymi i antynarodowymi reformami, a co za tym idzie, elitami politycznymi, stwarzało dobrą atmosferę dla rozwoju nurtu narodowego. Wzięły to pod uwagę partie tzw. prawicowe (UD, później UW, ZChN, PC, AWS, PiS, PO), odpowiadające za fatalne skutki reform Balcerowicza – wielkie bezrobocie, wzrost zadłużenia państwa polskiego, zubożenie społeczeństwa, katastrofę demograficzną, skokowo rosnącą emigrację. Włączyły do repertuaru swoich programowych sloganów hasła patriotyczne oraz odwołanie do wartości chrześcijańskich, próbując w ten sposób odpowiedzieć na oczekiwania sfrustrowanych Polaków i nie dopuścić do zaistnienia na scenie politycznej partii narodowej. Owa prawica mogła rozmawiać z lewicą, a nawet realizować z nią niektóre swoje cele, nie mogła natomiast tolerować partii narodowej. Nie pozwalały jej na to nie tylko zasady politycznej poprawności, które przyjęła za swoją normę postępowania, ale również działania na rzecz wcielenia Polski do NATO oraz Unii Europejskiej.

Obydwie instytucje kierowały się bowiem ideologią globalizmu, który, podobnie jak komunizm z istoty swej jest antynarodowy. Jest programem integracji światowej, stworzonym w interesie ponadnarodowych instytucji, korporacji, koncernów i związanych z nimi tajnych służb oraz równie tajnych grup ekspertów. Znosi nie tylko granice państw w handlu międzynarodowym, ujednolica rynki i gospodarki, pobudza migrację, ale również homogenizuje (makdonaldyzuje) społeczeństwa, komercjalizuje dobra o charakterze duchowym, rozpowszechnia ideologię konsumeryzmu. Procesy te, kontrolowane przez Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Światową Organizację Handlu, kształtują nowy ład planetarny, którego celem jest utworzenie jednolitego organizmu kierującego światem (rządu) i ponadnarodowego, multikulturowego społeczeństwa. Każdy naród i państwo narodowe stanowią dla nich przeszkodę, którą należy pokonać. Dlatego zachodni globalizm, zarówno amerykański, jak i europejski, negują ideę narodu i państwa narodowego.

Nie uznają nawet tych popularnych w ostatnim czasie w sferze nauki koncepcji modernistycznych: socjologiczno-ekonomicznej, prezentowanej m.in. przez Toma Narina i Michaela Hechtera; socjologiczno-kulturowej, eksponowanej w pracach Ernesta Gellnera; politycznej, widocznej w osiągnięciach Johna Breuilly, Anthony’ego Giddensa, Michaela Manna; ideologicznej, uprawianej przez Elie Kedourie’go; konstrukcjonistycznej, podkreślanej w badaniach Erica Hobsbawma, Benedicta Andersona. Wszystkie te odmiany modernistycznej teorii i metodologii zakładają, iż naród jest wytworem pierwotnej wobec niego ideologii nacjonalistycznej, będącej rezultatem modernizacji społecznej i industrializacji, jakie zaistniały w epoce nowożytnej, utożsamianej z nowoczesnością. Początek tej epoki łączą moderniści z rewolucją francuską, która dała początek nie tylko nowej ideologii – rewolucyjnej – ale również nowej polityce, nowemu społeczeństwu – odwołującemu się do umowy społecznej i nowej zbiorowej tożsamości – zsekularyzowanej. Jak podkreśla reprezentujący tę koncepcję Anthony Smith, idea autonomii narodu, jego jedności i tożsamości oraz leżący u jej podłoża nacjonalizm określiły charakter nowoczesnego świata.

W jeszcze większym stopniu negowana jest przez ideologów globalizmu etnosymboliczna koncepcja, stanowiąca paradygmat badań historyczno-kulturowych, antropologiczno-kulturowych i historyczno-socjologicznych. Etnosymbolizm nie odrzuca uwarunkowań ekonomicznych, politycznych czy geopolitycznych narodu, jednakże eksponuje jego antropologiczno-kulturowe i antropologiczno-religijne czynniki oraz subiektywne, symboliczne aspekty. Przybliża „ducha” nacjonalizmu nowożytnego choć się z nim nie utożsamia. W Polsce jest reprezentowany m.in. przez ks. prof. Czesława Bartnika i prof. Jacka Bartyzela. W Rosji z etnosymbolicznej koncepcji narodu korzystają współcześni eurazjaci – Aleksander Dugin, Aleksander Panarin – łącząc ją z ideą imperium eurazjatyckiego. Etnosymbolizm podkreśla rolę religii i kultury oraz kształtowanej przez nie aksjologii, a w ich ramach – symbolu, mitu, pamięci, tradycji. Te właśnie czynniki mają fundamentalne znaczenie dla współczesnego nurtu narodowego w Polsce, wpisującego je w tradycję Romana Dmowskiego i Zygmunta Balickiego.

Przypadek LPR

Na bazie tej koncepcji dokonywało się scalanie ruchu narodowego w Polsce w drugiej połowie lat 90. Zaowocowało ono powstaniem w 2001 roku Ligii Polskich Rodzin, której trzonem stały się dwie partie narodowe: Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne i Stronnictwo Narodowe. Wejście LPR do parlamentu było uznane przez establishment polityczny w Polsce i na Zachodzie za klęskę demokracji, która dopuściła „nacjonalistyczne” i faszystowskie grupy do udziału w decyzjach dotyczących Polski. Manipulacja, która została uruchomiona w mediach polegała na tym, żeby pojęciu nie tylko nacjonalizmu, ale również narodu nadać znaczenie wyłącznie negatywne, zaś osoby, które je popierają odsądzić od czci i wiary. Niestety, ta manipulacja odniosła spory sukces. Jednakże nie był on stuprocentowy, gdyż LPR-owi udało się wejść do parlamentu również w 2005 roku. Widząc z strony tego ugrupowania zagrożenie swych partykularnych interesów, uzależnionych od interesów ponadnarodowych ośrodków politycznych – amerykańskiego i unijnego – tzw. prawica połączyła siły w walce z nim.

Walka trwała dwa lata, osiągając swe apogeum w 2007 roku, kiedy LPR jako współrządząca partia podjął zadanie zmiany Ustawy Zasadniczej w celu zapewnienia w Polsce konstytucyjnej obrony życia od momentu poczęcia do naturalnej śmierci. Nie doszło do tego, gdyż przeciwko samej idei a zarazem jej reprezentantowi wystąpiła nie tylko lewica, ale również prawicowy PiS i PO, które odsłoniły swe nie tylko antynarodowe, ale również antychrześcijańskie oblicze. Zaskakujące i niezrozumiałe do dziś było to, że w walce tej PiS uzyskał poparcie Radia Maryja i związanych z nim: „Naszego Dziennika” i Telewizji Trwam, głoszących „złożenie LPR-u na katafalku”. To poparcie dla PiS-u w jego walce z ideą konstytucyjnej obrony życia poczętego w Polsce zaważyło na odejściu poważnej części elektoratu narodowego od LPR.

Nie zostało ono cofnięte również wtedy, gdy PiS jako partia rządząca zdecydował się jesienią 2007 roku na akceptację tekstu Traktatu Lizbońskiego, pozbawionego odwołania do Boga i odrzucającego chrześcijańskie dziedzictwo Europy. LPR na Traktat nie wyrażał zgody i stanowił poważną przeszkodę w jego przyjęciu przez Polskę. Dlatego beneficjenci okrągłego stołu – PiS, PO, SLD – połączyli siły i rozwiązali parlament, ogłaszając przedterminowe wybory. Mieli za sobą poparcie nie tylko mediów, ale również elit intelektualnych i środowisk opiniotwórczych. PiS miał dodatkowo poparcie Radia Maryja, które zapewniało głosy wprowadzonego w błąd elektoratu narodowego. LPR był skazany na przegraną, nie miał bowiem mediów, które ukazałyby różnice między partią narodową a liberalno-prawicową (PO) czy konserwatywno- i neokonserwatywno-prawicową (PiS). Do przegranej przyczyniły się także błędy kierownictwa partii, która z woli Romana Giertycha nabrała wodzowskiego charakteru.

Największym błędem był brak transparentności w podejmowaniu decyzji, eksponowanie ludzi młodych, wywodzących się z Młodzieży Wszechpolskiej, kosztem zasłużonych działaczy narodowych. Pajdokracja w ówczesnej Lidze miała dodatkowy ujemny wpływ na jej losy: nauczyła wielu młodych ludzi arogancji i tupetu. Zdemoralizowała ich, pokazując drogę ekspresowego awansu politycznego. Wielu uwierzyło, że jest czymś normalnym zdobycie pierwszej posady w sejmie czy spółce Skarbu Państwa, a nawet posady ministra – w trakcie studiów bądź w momencie ich ukończenia. Roman Giertych powtórzył ten błąd, stawiając na tych samych ludzi w „telewizji Piotra Farfała”. Nie zyskała na tym ani Liga Polskich Rodzin, ani Polska – TVP nie stała się bowiem pod rządami byłego Wszechpolska ani polska, ani publiczna. Kolejnym błędem była rezygnacja z szyldu LPR w wyborach europarlamentarnych 2009r. i start z list „Libertas”, skazanej na klęskę, gdyż elektorat narodowy nie mógł zaakceptować niepolskiego programu tej ponadnarodowej partii i obcego mu przywódcy – Declana Ganleya. Klęska LPR była klęską ruchu narodowego. Przewidywany w październiku 2009 roku kongres LPR winien przynieść jego ożywienie i zmiany w polityce wewnętrznej tej nadal największej partii narodowej w Polsce.

Przykład LPR jest odzwierciedleniem meandrów ruchu narodowego na polskiej scenie politycznej lat 90. ubiegłego wieku i pierwszej dekady XXI. Jego załamanie ma przyczyny nade wszystko zewnętrzne. Przyczyny wewnętrzne sprzyjały natomiast walce jego wrogów z narodem polskim i polskim państwem.

Co dalej?

Obecna potrzeba ruchu narodowego jest potwierdzana przez rosnące oczekiwania polskiego społeczeństwa na patriotyczne elity broniące interesu Polski. Oczekiwania te są dodatkowo inspirowane przez doświadczenie obecnego kryzysu światowego, który zmobilizował silne państwa Unii – nade wszystko Niemcy i Francję – do obrony własnych interesów – wbrew unijnym standardom i zapewnieniom o unijnej solidarności. PO i PiS udowodniły, że nie chcą i nie potrafią walczyć o interesy Polaków. Odrodzeniu ruchu narodowego i narodowej partii sprzyja również kryzys polityczny i strukturalny Unii, która jest obecnie hybrydą wielkiego superpaństwa, pozbawioną odpowiednich podstaw prawnych i idei jednoczącej, skazana na rozpad wobec braku uniwersalnego fundamentu aksjologicznego, jaki dało starej Europie chrześcijaństwo.

Aktualności nabierają podstawowe tezy narodowej demokracji – Romana Dmowskiego i Zygmunta Balickiego. Przede wszystkim ta, którą wyraził Dmowski w słynnym dziele Niemcy, Rosja i kwestia polska, pisząc, że „naród ma przede wszystkim obowiązek dbać o swoje interesy, o swoją przyszłość i o obudzenie energii w tych, którzy zadowalają się skargą na krzywdy” (Lwów 1938, s. 235.). Owa dbałość o interesy Polski musi być – jak to podkreślał Dmowski – próbą połączenia tradycji z nowoczesnością, wartości duchowych z wartościami materialnymi współczesnej cywilizacji: „Trzeba tylko pamiętać, że siłą moralną narodu nie jest jego bezbronność, jego niewinność, jak to często dziś u nas słyszymy, ale żądza szerokiego życia, chęć pomnażania narodowego dorobku i wpływu na gotowość do poświęceń dla urzeczywistnienia narodowych celów. Ubogie i nieliczne narody tą siłą moralna zdobywały nieraz przewagę i wpływały potężnie na bieg dziejów świata” (Myśli nowoczesnego Polaka, Lwów 1904, s. 10-11.).

Wobec zagrożeń niesionych przez globalizm konieczne jest określenie na nowo polskiej racji stanu, która jest racją istnienia nie tylko narodu, ale również polskiego państwa. Zgodnie z tradycją narodową jej fundamentem winna być arystotelesowsko-tomistyczna koncepcja dobra wspólnego, połączona z wywodzącymi się z nowożytnej racji stanu ideami suwerenności. Tak ukształtowana polska racja stanu w modernizacyjnych propozycjach teoretyków narodowej demokracji – Dmowskiego i Balickiego – wymaga pilnej aktualizacji. Wynika z niej konieczność dokonania poważnej korekty naszej polityki międzynarodowej – uniezależnienia od dyktatu nie tylko neokonserwatystów amerykańskich, ale również ideologii amerykańskiego globalizmu, sformułowanego m.in. przez Zbigniewa Brzezińskiego. Korekta ta wymaga m. in. rozliczenia naszego udziału w okupacji Iraku i Afganistanu oraz wycofania z tego drugiego naszych żołnierzy. Wymaga także rozliczenia poparcia polskich władz dla awanturniczej polityki gruzińskiego prezydenta Michaela Saakaszwilego w interesie Ameryki i Izraela. Odrzucić należy amerykańską opcję w polskiej polityce nie tylko wobec Rosji, ale również Ukrainy i Białorusi. Próba osłabiania polskimi rękami pozycji Moskwy w świecie oraz rugowania jej wpływów na obszarach byłych republik radzieckich, nade wszystko na Ukrainie i Białorusi, nie leży w naszym interesie. Naraża nas bowiem na wrogość ze strony Rosji oraz jej atak militarny w razie konfliktu zbrojnego ze Stanami Zjednoczonymi.

Polsce potrzeba polityki pokoju z Rosją, aczkolwiek nie za wszelką cenę, tj. cenę godności narodowej i narodowych interesów. Obecna słaba pozycja Polski zarówno w UE, jak i w relacjach z Moskwą wynika nade wszystko z podporządkowania naszego państwa amerykańskiej opcji transatlantyckiej, która jest antynomiczna wobec rosyjskiej, a także niemieckiej, geopolityki, skoncentrowanej na przestrzeni kontynentalnej Europy. Przyjęcie opcji transatlantyckiej sprawiło, że Polska, będąc najdalej na Wschód wysuniętym obszarem wpływów amerykańskich, znalazła się w krytycznym punkcie jej konfliktu z imperialną geopolityką Rosji. Ideologowie nowej rosyjskiej geopolityki – Dugin i Panarin – położenie nasz ujmują krótko: Polska ma wątpliwego protektora za oceanem, zaś wroga za swoją granicą.

Jednakowo ważnym priorytetem polskiej polityki międzynarodowej jest zapewnienie bezpieczeństwa Polski ze strony Niemiec – poprzez rozwiązanie na forum Unii Europejskiej problemu roszczeń tzw. wypędzonych, gwarantujące nienaruszalność ziem polskich. Charakter narodowego priorytetu ma również zastopowanie wyprzedaży resztek majątku narodowego Niemcom. Podobnie należy potraktować uzasadnioną odmowę dla roszczeń żydowskich.
Bez oparcia na katolicyzmie i Kościele katolickim nie uda się dokonać ani odrodzenia ruchu narodowego, ani wykonać podstawowych jego zadań. Konieczny jest nie tylko sojusz Narodu z Kościołem, ale również oparta na tym sojuszu odnowa moralna Polaków. Ważne będzie otwarcie Radia Maryja na ruch narodowy i narodową partię, co jest realne w obliczu rozpadu PiS-u. Odnowa moralna pociągnąć powinna za sobą odnowę świadomości nie tylko narodowej, ale również społecznej i stanowić podstawę wychowania i kształcenia młodzieży.

Odrodzenie ruchu narodowego winno obejmować kulturę narodową, która egzystuje obecnie w cieniu bezwartościowego, demoralizującego postmodernizmu, lansującego wolność negatywną, liberalną – od wszystkiego i od wszystkich. Rozwój gospodarczy Polski musi być oparty na harmonii zasad wolnego rynku z zasadami etyki chrześcijańskiej, co oznacza harmonijny rozwój całego narodu, nie zaś tylko jego najbogatszych kilku procent. Fundamentalna dla istnienia narodu i jego suwerennego państwa idea dobra wspólnego połączona z zasadą suwerenności oznacza konieczność odrzucenia przez prezydenta RP Traktatu Lizbońskiego i wywalczenia przez polskie władze na forum unijnym nade wszystko prawa do obrony życia od momentu poczęcia do naturalnej śmierci oraz konstytucyjnej obrony tradycyjnej rodziny.

Odbudujmy Ruch Narodowy

Ruch narodowy stanowi całokształt działań na rzecz narodu i jego suwerennego państwa, podejmowanych przez różne podmioty: społeczne, polityczne, kulturalne. Partia, zgodnie ze swoją nazwą stanowi ściśle określoną strukturę polityczną, realizującą program narodowy w sferze polityki, w której z zasady reprezentuje idee innych podmiotów narodowych. One zaś umacniają siłę partii we właściwych sobie sferach. Jeśli ruch narodowy ma duży zasięg społeczny, partia może i powinna być masowa, co nie wyklucza istnienia w jej obrębie środowiska kadrowego. Takie ukształtowanie zapewnia jej większą skuteczność. Partia kadrowa jest z zasady elitarna i jej taktyka musi być długodystansowa, co nie przysparza jej poparcia społecznego.

Dlatego walczy najpierw o władzę, później o „rząd dusz”. Natomiast partia masowa stawia na „rząd dusz”, dzięki któremu może zdobyć władzę. Obecna sytuacja Polski wymaga od partii narodowej ukierunkowania na masowość, która umożliwi jej realizację dobra wspólnego i obronę zasady suwerenności. Jednocześnie wymaga kształtowania w jej obrębie elit intelektualnych, które winny stanowić bazę dla jej programu. Taką partię powinny współtworzyć wraz z LPR wszystkie pozaparlamentarne ugrupowania o narodowym programie oraz te osoby, które taki program popierają, choć znajdują się nadal w PiS-ie bądź PO. Masowość nie wymaga wielkich pieniędzy, specjalnej reklamy ani też specjalistów od wizerunku, co jest jej atutem na scenie politycznej

Prof. Anna Raźny

Notka biograficzna:
Prof. Anna Raźny, politolog i polityk, dyrektor Instytutu Rosji i Europy Wschodniej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zajmuje się naukowo literaturą rosyjską XIX i początku XX wieku, stosunkiem inteligencji rosyjskiej wobec utopii społecznych oraz chrześcijańskiej wizji świata, totalitaryzmem w literaturze rosyjskiej i literaturą obozową. Od 1976 jest członkiem Komisji Słowianoznawstwa PAN, zasiada również w Komisji Kultury Słowian PAU (od 2002). Od 1986 do 2002 należała do International Dostoevsky Society. Od października 2008 jest przewodniczącą Rady Politycznej LPR.

Nowa Mysl Polska Nr 38 (13.09.2009)

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 160 »

Co się dzieje z polskim węglem?

Posted by Marucha w dniu 2009-09-10 (czwartek)

Na ten surowiec przyzwyczailiśmy się mówić „czarne złoto”. Wydobycie węgla przez długie lata było podstawą eksportu i na nim oparto nasze bezpieczeństwo energetyczne. Chociaż kopalnie dostarczają go już znacznie mniej niż w minionych latach, to jednak zasoby są na tyle duże, że jeszcze bardzo długo możemy zaspokajać całe krajowe zapotrzebowanie. Dlatego musi zdumiewać fakt, że Polska w 2008 roku po raz pierwszy od wielu lat stała się importerem netto. Oznacza to, że więcej węgla kupiliśmy za granicą, niż go tam sprzedaliśmy.

Polska energetyka na węglu stoi
O produkcji energii z węgla powiedziano wiele złego. Główny zarzut to zanieczyszczenie środowiska. Polska dostosowując się do norm europejskich w tym zakresie od kilku lat aktywnie realizuje różne programy, które mają ograniczyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery. Przy zaangażowaniu dużych pieniędzy publicznych, krajowych i unijnych, wspierano zmianę systemu ogrzewania w domach jednorodzinnych i w małych kotłowniach osiedlowych. Bardzo wiele z nich przeszło z tradycyjnej metody opalania węglem na piece gazowe lub na olej opałowy. Również w przemyśle podjęto tego typu działania. W ostatnim czasie trwają ostre dyskusje na temat skali ograniczeń emisji dwutlenku w ramach umowy międzynarodowej zwanej protokołem z Kioto.
Mimo to węgiel ciągle jest podstawą polskiego systemu energetycznego. Na tym surowcu oparta jest praca dużych elektrowni dostarczających prąd do krajowego systemu energetycznego, jak i mniejszych, miejskich i osiedlowych elektrociepłowni. Od ceny „czarnego złota” zależy cena prądu i ciepła dostarczanego do naszych domów i zakładów pracy. Im więcej trzeba płacić za węgiel tym droższa jest energia, a jej koszt z kolei wpływa na ceny innych produktów, które bez energii nie powstaną.
To co dzieje się na rynku węgla ma więc kluczowe znaczenie dla całej naszej gospodarki. I z tego powodu powinno być przedmiotem uważnej obserwacji ze strony rządu oraz takich jego agend jak Urząd Regulacji Energetyki, który ma za zadanie reagować na negatywne zjawiska zaburzające funkcjonowanie rynku energii.

Dlaczego sprowadzamy węgiel z zagranicy?
Głównym partnerem dla kopalń są elektrownie i elektrociepłownie. Energia i ciepło to takie produkty, które dostarczane są nie doraźnie, ale stale. Sprzedawane są więc w postaci długoterminowych kontraktów rocznych lub obejmujących sezon grzewczy. W energetyce istnieje praktyka, że już na wiosnę zawiera się umowy na dostarczanie prądu na przyszły rok. W tych umowach określa się ilości dostaw oraz cenę po jakiej to nastąpi. Mając takie kontrakty energetycy szukają dostawców węgla, którzy zapewnią im ciągłość surowca po określonej cenie gwarantującej opłacalność własnej produkcji. Podstawą handlu węglem są więc kontrakty długoterminowe.
W 2008 roku polska gospodarka pracowała jeszcze pełną parą i potrzebowała dużych ilości energii. Nasze elektrownie, aby zaspokoić zapotrzebowanie zużywały zdecydowaną większość wydobycia krajowego i jeszcze dodatkowo sprowadziły z zagranicy ok. 10 mln ton. W tym czasie kopalnie realizując swoje wcześniejsze zobowiązania sprzedały za granicę znacznie mniej i po raz pierwszy w najnowszej historii staliśmy się importerem netto.
Zdecydowana większość odbiorców węgla znajduje się w centralnej i południowej Polsce, czyli w pobliżu jego wydobycia. To istotny atut obniżający koszty transportu, co w wypadku węgla ma znaczący wpływ na jego cenę. Mimo to surowiec z importu dostarczony nawet do centrum naszego kraju kosztuje o ok. 20 procent mniej. Bierze się to częściowo z przyczyn obiektywnych. W większości naszych kopalń węgiel wydobywa się z pokładów położonych 1000 metrów i więcej pod poziomem. Na rynku światowym musi on konkurować z tym, który wydobywany jest metodą odkrywkową, a więc znacznie taniej. Można więc zrozumieć, że nie jesteśmy w stanie dostarczać węgla do odległych krajów, gdzie koszty transportu są duże. Ale dlaczego przegrywamy konkurencję na własnym terenie, w promieniu stu kilometrów od szybów?

Sprzedajemy taniej, kupujemy drożej.
Sytuacja z roku 2008 diametralnie zmieniła się w roku bieżącym. Gospodarka zaczęła gwałtownie hamować. Zużycie energii zaczęło maleć, a za tym spadło też zapotrzebowanie na węgiel. Hałdy nie sprzedanego węgla zaczęły gwałtownie rosnąć. Spółki węglowe ratując własną płynność finansową i nie mając już miejsca na magazynowanie wydobywanego surowca zaczęły sprzedawać go na rynku światowym po aktualnych cenach, które ze względu na malejący popyt znacząco spadły. Doliczając koszty transportu wywiezienia dużej masy towarowej za granicę kopalnie pozbywają się węgla za cenę prawie o połowę niższą niż ta, po której sprzedają go krajowym odbiorcom w ramach wcześniej podpisanych kontraktów długoterminowych.
Dochodzi więc do absurdalnej z punktu widzenia ekonomii sytuacji. Elektrownie w Polsce sprowadzają węgiel z zagranicy płacąc za niego o ok. 20 proc. mniej niż za węgiel krajowy. Jednocześnie polskie kopalnie sprzedają go za granicę o ok. 50 proc. taniej niż czynią to na własnym rynku. Może więc dochodzić do takich sytuacji, że obrotny handlowiec np. z Hamburga sprowadzi czarny surowiec z Polski i zaraz sprzeda go do tej samej Polski inkasując po drodze 30 proc. wartości transakcji.
W konkretnych liczbach przedstawia się to następująco: w pierwszych czterech miesiącach 2009 r. sprzedano za granicę ok. 2,5 mln ton węgla wg informacji z Ministerstwa Gospodarki po cenach rynkowych. Oznacza to, że za każdą tonę uzyskano ok. 150 zł mniej niż na rynku krajowym. Według szacunków sprzedaż ta ma osiągnąć w całym roku poziom 6,5 mln ton czyli nasze górnictwo straci na tym ok. 1 mld zł (!!!). Nie wiadomo jak będzie ostatecznie, gdyż eksperci oceniają, że nadwyżka w produkcji wyniesie w tym roku aż 10 mln ton, czyli dokładnie tyle ile wyniósł import w ubiegłym roku.
Nie trzeba specjalnego przygotowania ekonomicznego, aby dostrzec absurdalność tej sytuacji i zauważyć, że receptą byłoby ograniczenie importu. Na przeszkodzie stoją jednak opisane wcześniej kontrakty długoterminowe. Polskie kopalnie mając zagwarantowaną wyższą cenę od polskich energetyków na część swego wydobycia nie chcą tej ceny zmienić. Elektrownie z kolei mając do dyspozycji tylko drogi węgiel krajowy nie chcą zrezygnować z tańszych dostaw z importu. I koło się zamyka, a my wszyscy płacimy za droższą energię dofinansowując miliardem złotych zagraniczne gospodarki.
W takich momentach powinien wkroczyć rząd, który z jednej strony jako właściciel większości kopalń i elektrowni, a z drugiej jako prawny regulator rynku, ma właściwe narzędzia, aby z tego chocholego tańca niemocy wyjść. Wykorzystując instrumenty administracyjne lub właścicielskie trzeba skłonić obie strony do renegocjacji kontraktów długoterminowych. Poprawić sytuację na rynku i przyczynić się do obniżenia ceny energii, co w czasach kryzysu miałoby kolosalne znaczenie dla gospodarki narodowej i dla naszych małych gospodarek rodzinnych.
Ale jak na razie rząd Donalda Tuska nie potrafi wykorzystywać takich możliwości. Woli prowadzić walkę z kryzysem przez operacje budżetowe i wyprzedaż majątku narodowego. To są działania łatwiejsze, ale czy korzystniejsze dla Polski?

Bogusław Kowalski
Artykuł ukazał się w tygodniku katolickim „Niedziela” nr 34/2009

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 9 »

Zygmunt Wrzodak – Bezczelna chutzpah braci Kaczyńskich

Posted by Marucha w dniu 2009-09-10 (czwartek)

Bezczelna chutzpah braci Kaczyńskich i ich przybudówki partii PiS.

Tak- jak było do przewidzenia 70-rocznica napaści Niemiec na nasz kraj została wykorzystana przez różne służby specjalne, a szczególnie niemieckie do uruchomienia swojej propagandy dążącej do zdjęcia odpowiedzialności za wybuch II wojny światowej z Niemiec i przerzucenie jej na Rosję. Jeżeli Hitler słuchal zza grobu wypowiedzi braci Kaczyńskich to napewno zrywal boki. Zapewne jest dumny, że takich szkodników polskiej sprawy sami Polacy dopuszczają do władzy, a ich partia o nazwie PiS stała się sprzymierzeńcem interesów niemieckich w Polsce.

Oczywiscie, o tej chutzpie nikt w Polsce i w świecie ani nie mówi o tych, ktorzy odegrali głowna role. Nawet nikt nie wspomni o roli, jaką odegrali bankierzy Swiatowej Finansjery w budowie potężnych partii – Komunistycznej Partii Bolszewikow i jakoby z rozpedu w ciagu zaledwie 5 lat niemieckiej nazistowskiej NSDAP, promocji Hitlera w dojściu do władzy i przygotowaniu wojny. Bo to był ten sam proces, finansowany przez bankierów z Nowego Yorku, ktory doprowadzil do dojścia do władzy bolszewikow na czele z Leninem, który wymordował blisko 40 mln Rosjan.

To Nowojorscy Banksterzy wymyślili i wykreowali Lenina, Trockiego, Stalina i Hitlera. To oni do dnia dzisiejszego powołują władze w wszystkich kluczowych państwach na świecie, nazywając te narzucone powołania „wyborami demokratycznymi”. Wszedzie idzie im to – jak z płatka, kolorowe rewolucje, przewroty aksamitne i tylko nie bardzo im to wyszło z Rosją i stąd to wycie.

Dlaczego, przy takiej specjalnej rocznicy, wydarzeń – które tak okaleczyly Ludzkość, zbiera sie tłumy głow panstw, klepie frazesy… a celowo pomija się prawdziwych mocodawców i sprawców wszystkich światowych wojen, oraz rewolucji? Przecież ten proces dalej trwa… Dowodem na takie postępowanie jest napaść bezprawna na suwerenne państwa takie, jak Irak i Afganistan, gdzie prym w tym ataku wiedli politycy z Polski – bracia Kaczyńscy i Aleksander Kwaśniewski.

Kiedy w latach 2001-2005, Polska partia LPR podniosła sprawę odszkodowania za zniszczenia wojenne dokonane przez Niemców w Polsce podczas II wojny światowej, PiS udawało, że jest po naszej stronie; gdy tylko zdobyli władzę, a prezydentem został jeden z braci Kaczyńskich – natychmiast sprawę o odszkodowanie Kaczyńscy wyciszyli. Dzisiaj głównego wroga widzą w Rosji i w premierze Putinie, który według nich jest zły, ponieważ przepędził oligarchię żydów rosyjskich i banksterow, którzy zajmowali się rozkradaniem majątku rosyjskiego narodu.
Za taki czyn w świecie neokonserwatystów-syjonistów jesteś skazany na ciągły atak. Niestety prym w tym ataku w tej części Europy wiodą bracia Kaczyńscy, posuwając się do tego, że fałszują historię naszego narodu, aby tylko dokuczyć Rosji, a szczególnie premierowi Putinowi. Dlatego Kaczyńscy i ich przybudówka PiS wmawiają opinii światowej, że Stalin był Rosjaninem, że kat Polaków Beria był Rosjaninem, jak i wielu innych podobnych zbrodniarzy i zwyrodnialcow w Związku Sowieckim. Przecież dobrze wiedzą, że ci mordercy nie byli Rosjanami! Tak – jak w Polsce Polacy-katolicy nic nie mieli wspólnego z komunizmem. Prawda jest, ze sowieccy Komisarze przyczynili się, lub byli bezpośrednimi sprawcami ludobójstwa na Polakach w liczbie 200 tysięcy. Ale przeciez dokladnie tyle samo, jesli nie wiecej w okrutny sposób zamordowanych zostało Polaków na Kresach Wschodnich przez bandy ukraińskich szowinistów kierowanych przez ludobojcze organizacje UPA-OUN. O tych zbrodniach bracia Kaczyńscy milczą, czyżby „wielki brat zza oceanu nie pozwolił wyjaśniać ludobójstwa na dzieciach, kobietach, starcach dokonanych przez Ukraińców?

Dlaczego pan Kurtyka – szef IPN tuszuje te mordy, a tak chetnie bierze udział w obrzydliwej grze przeciw Rosji. Podobnie zachowuje się szef BBN Aleksander Szczygło, który przygotował na kolanie kilka kartek papieru prymitywnego tekstu, kompromitującego i bardzo szkodzącego gospodarczym interesom Polski. Szczygło wyszkolony w USA jest tak ograniczony, że nawet nie zdaję sobie sprawy- jak jest w obrzydliwy sposób wykorzystywany przez swoich mocodawców.

Dlaczego BBN nie zajmie się kompromitacją polskich władz, które odpowiadają za uzbrojenie zakupionego na rzecz wojska samolotu F-16 w USA, oraz skandalem związanym z tzw. offsetem. W tych sprawach jest potrzebny pilny raport, ale napewno go nie będzie, ponieważ ich mocodawcy na to nie pozwolą …

Bracia Kaczyńscy i podległe im urzędy na czele z BBN i IPN kompromitują Polskę na arenie międzynarodowej, szkodzą stosunkom gospodarczym Polski, skłócają Polaków, fałszują historię Polski, niszczą polską suwerenność narodową. Stawiają wyżej swoją służalczość wobec swych mocodawców z Wall Street, odbudowy prawdziwej niepodległości Polski.
Bracia Kaczyńscy i ich przybudówka partyjna PiS „godnie” zastępują wrogie Polsce byłe partie o nazwach UD i UW. Najlepszym dowodem były te tzw. obchody 70-rocznicy wybuchu II Wojny Światowej, podczas których bracia Kaczyńscy nie potrafiąc godnie i mądrze uwypuklić polskich interesów narodowych, dopuscili się zwykłej, skandalicznej, populistycznej przepychanki politycznej z historykami z Rosji. Bracia Kaczyńscy nie odróżnili kata od ofiary, nie odróżnili dobra od zła, prawdy od kłamstwa, pychy od skromności. Bracia Kaczyńscy pragną ciągłych sporów o mordy na Polakach dokonanych przez Sowietów na wschodzie, ale obwiniając o nie Bogu ducha winnych Rosjan – zamiast dążyć do ujawnienia całej prawdy o zbrodniach i zbrodniarzach, a w szczególności ich zbrodniczej genezy i autorów morderczych planów. Taki zamęt i zwykła chutzpah potrzebna jest Kaczyńskim do ciągłej awantury politycznej z Rosją w interesie Niemiec i USA.
Módlmy się – żeby dobry Bóg nigdy więcej nie dopuśclił ich do władzy w Polsce.

Z. Wrzodak
Poseł na Sejm R.P. IV i V kadencji
Były działacz Solidarności

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 49 »

Leśne obserwatorium 9.09.2009 – c.d.

Posted by Marucha w dniu 2009-09-09 (środa)

Z hukiem i trzaskiem ABW zatrzymała prezesa ZUS, Sylwestra Rypińskiego (oraz cztery inne osoby) pod zarzutem „przyjęcia korzyści majątkowych lub osobistych”. Czekamy, czy i kiedy ABW zatrzyma cały rząd premiera Tuska oraz wielu parlamentarzystów pod zarzutem czerpania korzyści majątkowych z sabotażu i rujnowania Polski, a w szczególności polskiej gospodarki, wojska, służby zdrowia i systemu edukacji.

Pod dyktando oskarżonych ciągnie się parodia procesu przeciwko dziennikarskim dziwkom i alfonsom z „Gazety Wyborczej”, „Polityki” i „Rzeczypospolitej” jaki wytoczył im wielokrotnie zniesławiany (by nie rzec polewany gnojem) zasłużony działacz polonijny, Jan Kobylański.
Przypominamy jednak, iż według standardów europejskich dziennikarzom wolno każdego nazwać bandytą, k…wą i złodziejem bez ponoszenia żadnej odpowiedzialności za swe słowa, nawet gdyby okazały się ewidentnie oszczercze. Ciekawych odsyłam do artykułu Stanisława Remuszki:
http://marucha.wordpress.com/2008/03/22/stanislaw-remuszko-inny-honor/

Wszyscy tzw. „wypędzeni”, a urodzeni przed 1990 rokiem na ziemiach III Rzeszy (w jej granicach z 1937 roku), będą mieli w meldunku wpisywane jako miejsce urodzenia: Niemcy. Już obecnie rząd bawarski uznaje, że każdy z tzw. wypędzonych, który urodził się na ziemiach polskich przed 1990 rokiem, faktycznie urodził się w… Niemczech.
Dla przykładu Niemcy wysiedleni z terenów Pomorza w latach. 50., a urodzeni np. w Słupsku, będą mieli w meldunku wpisane Stolp und Pommern, a w Szczecinie – Stettin.
Niemcy urodzeni na terenie Generalnej Guberni muszą jeszcze trochę poczekać na zmianę w papierach, ale to tylko kwestia czasu.

Polski rząd zachłystuje się swym sukcesem: polska gospodarka w II kwartale br. wzrosła o 1.1% jako jedyna w Eurokołchozie. Oczywiście żadna w tym zasługa tych rządów, gdyż PKB urósł dzięki eksportowi netto stymulowanemu przez słabszą złotówkę. Wciąż mamy ujemne saldo obrotów z zagranicą, rośnie przewaga importu nad eksportem, spada popyt inwestycyjny, spada popyt krajowy. Rośnie za to bezrobocie (oficjalnie wynosi 10.8%) i wzrasta liczba zadłużonych osób prywatnych.

Żydowska prywatna firma Federal Reserve, mająca prawem kaduka władzę nad systemem monetarnym USA, zarobiła na kryzysie finansowym 33 miliardów dolarów według „Financial Times”.

Na koniec coś optymistycznego. Jedyny w Europie park orientacji przestrzennej – miejsce, gdzie niewidome dzieci będą uczyły się samodzielnego poruszania w terenie, powstaje w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych w Owińskach koło Poznania. Park zajmie powierzchnię ok. 2 ha. Jak powiedziała dyrektor ośrodka Maria Tomaszewska, wychowankowie nauczą się w parku samodzielności, zanim zaczną poruszać się np. po mieście. Stworzenie parku pochłonie ok. 5 mln złotych. Zaplanowane w parku konstrukcje i urządzenia będą miały za zadanie oddziaływać na wszystkie zmysły niewidomej osoby. W Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych w Owińskach kształci się ok. 260 dzieci i dorosłych /za „Naszym Dziennikiem”/

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 14 »

Obrona Poczty Polskiej

Posted by Marucha w dniu 2009-09-07 (poniedziałek)

Obrona Poczty Polskiej w Gdańsku była jednym z pierwszych starć II Wojny Światowej. Atak na nią rozpoczął się około godziny 4.45, po odcięciu prądu i połączeń telefonicznych. Walka trwała do wieczora 1 września.

Po stronie niemieckiej było 200 SA-manów, wyposażonych w wozy pancerne i artylerię. Po stronie polskiej – 55 pracowników poczty, jeden kolejarz i podporucznik Konrad Guderski, dowodzący obroną. Mimo zaciekłych ataków, wspieranych działami 75 mm i haubicą 105 mm, a nawet mimo podłożenia pod ścianę poczty 600-kilogramowego ładunku wybuchowego, Niemcy nie byli w stanie zdusić oporu Polaków.
Dopiero gdy wpompowano do piwnic benzynę i podpalono ją miotaczami ognia, przy czym pięciu pocztowców spłonęło żywcem, około godziny 19-tej podjęto decyzję o kapitulacji.
Niosącego białą flagę dyrektora poczty, który jako pierwszy opuścił płonący budynek, rozwścieczeni Niemcy rozstrzelali. Idącego za nim naczelnika poczty też rozstrzelali, choć wg niektórych relacji został żywcem spalony miotaczem ognia.

Polskie dowództwo nie przewidywało, iż Niemcy w tak bestialski sposób podepczą zarówno konwencje międzynarodowe, jak i prawa w Wolnym Mieście Gdańsku – które w żadnym wypadku nie zezwalały na karę śmierci dla broniących się ludzi w mundurach, z jednolitym dowodzeniem i hierarchią. Przysługiwały im prawa kombatanckie, tymczasem Niemcy obrońców Poczty po prostu wymordowali, mszcząc się za to, że mimo wielkiej przewagi nie potrafili przez cały dzień zająć jednego budynku. Morderców nigdy nie spotkała żadna kara.

Niech i ten artykuł będzie przyczynkiem do mitu o rycerskości niemieckiej armii.

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 50 »

I znów fotki z Beskidów c.d.

Posted by Marucha w dniu 2009-09-04 (piątek)

Wyjątkowo długa stara chałupa w Blechnarce

Wyjątkowo długa stara chałupa w Blechnarce

Chyba najpiękniejsza w polskich Karpatach - drewniana cerkiew w Powroźniku

Chyba najpiękniejsza w polskich Karpatach - drewniana cerkiew w Powroźniku

Chrzest Rusi (Cerkiew w Szczawniku)

Chrzest Rusi (Cerkiew w Szczawniku)

W górach jeszcze widuje się tradycyjne kopy siana

W górach jeszcze widuje się tradycyjne kopy siana

Poprad w okolicach Wierchomli

Poprad w okolicach Wierchomli

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 9 »

Leśne obserwatorium c.d. 4.08.2009

Posted by Marucha w dniu 2009-09-04 (piątek)

Nie wiem, czy któryś z czytelników niniejszej strony mógłby wymienić chociaż tylko jedną rzecz, którą rządy Tuska świadomie załatwiły w dobrym interesie Polski i polskiego społeczeństwa. Czy mógłby wskazać na bodaj jedną inicjatywę tego plugawego zgromadzenia, która by przyniosła Polakom coś pozytywnego, jakąkolwiek korzyść.

Projekt (już drugi w tej sprawie!), jaki Platforma Szumowin wniosła do Sejmu ma za zadanie utrącić konkurencję, jaką dla zagranicznych banków stanowią Społeczne Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe, czyli popularne SKOK-i, oparte wyłącznie na polskim kapitale i ukierunkowane na obsługę osób mniej zamożnych. Mówiąc skrótowo: tuskwy zamierzają narzucić SKOK-om takie same obowiązki, jak bankom – ale nie dać im takich samych przywilejów, jakie mają banki, w związku z czym oferta SKOK-ów automatycznie straci na atrakcyjności, a ich rozwój zostanie zahamowany.
Warto wiedzieć, że:
- W odróżnieniu od komercyjnych banków, SKOK-i doskonale dają sobie radę z kryzysem ekonomicznym, a żaden ich klient nie stracił pieniędzy skutkiem działań „siły wyższej”.
- We wszystkich cywilizowanych krajach odpowiedniki SKOK-ów, zwane często uniami kredytowymi) są otaczane opieką, a nawet zwalniane od podatków.
- Odbudowa polskiego systemu unii kredytowych została uznana za największy sukces w historii światowego ruchu tych unii, a polskie prawo z 1995 roku za jedno z najlepszych na świecie.
- Kłamstwem jest, iż to Unia Europejska domaga się „regulacji” SKOK-ów w duchu łobuzerskiego projektu PO.
Pozostaje nam tylko postawić proste pytanie: którzy posłowie PO dostali łapówki, w jakiej wysokości i od których banków?

Dwu ciemniaków, Tomasz Małkowski i Jacek Rześniecki wzięło i napisało podręcznik dla klasy V pt. „Historia i społeczeństwo”. Obsesją autorów jest wykazanie, wbrew historycznej prawdzie, jak potworna ciemnota panowała w Średniowieczu i jakimi sadystami byli nauczyciele w przyklasztornych szkołach, którzy na dobrą sprawę niczego nie uczyli, a jedynie bili uczniów, czerpiąc z tego przyjemność.
Mamy w Polsce wielu wybitnych – i, co ważniejsze – rzetelnych historyków-mediewistów. Dlaczego więc pisaniem podręczników zajmują się jakieś tumany? A może wcale nie tumany, tylko zwykłe dziwki, które za pieniądze napiszą wszystko, czego życzy zleceniodawca?
„Podręcznik” mający za zadanie szerzenie przesądów i ciemnoty, zatwierdziło do użytku Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Z lokalnej prasy dowiedziałem się o bohaterskim czynie dwu białoruskich lotników, Aleksandra Marfickija i Aleksandra Żurawlewicza. Podczas pokazów pilotażu w Radomiu 30.08 samolot ich uległ awarii. Mogli ratować się katapultowaniem. Wybrali własną śmierć, do końca sterując upadkiem maszyny tak, aby nie spadła na widzów. Choć zasłużyli na pomnik, media jakoś ich bohaterstwo przemilczały.
Niech im polska ziemia lekką będzie.

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 28 »

Fotki z Beskidów c.d.

Posted by Marucha w dniu 2009-09-01 (wtorek)

Stara połemkowska chałupa w górnej części Wysowej

Stara połemkowska chałupa w górnej części Wysowej z późniejszymi przeróbkami

Kapliczka w Blechnarce, na drzewie tabliczka z łemkowską nazwą wsi

Kapliczka w Blechnarce, na drzewie tabliczka z łemkowską nazwą wsi "Blichnarka"

Samotny krzyż, niemy świadek minionych czasów

Samotny krzyż, niemy świadek minionych czasów. Tu kiedyś była wieś.

Dość zadbany, ukryty w lesie cmentarzyk z I Wojny Światowej

Dość zadbany, ukryty w lesie cmentarzyk z I Wojny Światowej

Gwoli wyjaśnienia: cmentarzy wojennych nie budowano celowo w lesie w nierzadko trudno dostępnych miejscach. Na początku XX wieku Beskid Niski po prostu nie był porośnięty lasami, góry były niemal całkiem łyse.

Na szlaku granicznym powyżej Przeł. Wysowskiej

Na szlaku granicznym powyżej Przeł. Wysowskiej

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 32 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 117 other followers