Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Handel gojami

Posted by Marucha w dniu 2010-07-22 (czwartek)

Admin nie posiada pełnego wglądu w proceder handlu ludźmi i, w nieco podobny, proceder szmuglowania ludzi do innych krajów. Z tego jednak, co zdążył się dowiedzieć, za każdym niemal przypadkiem, gdzieś na końcu sznurka, stoi po prostu Żyd. Żołnierzami mogą być Polacy, Niemcy, Włosi czy ktokolwiek. Capo jest zawsze Żydem. Handel niewolnikami i burdele to tradycyjne zajęcie tej nacji.

“A miałaś być kelnerką” – uwaga na handlarzy ludźmi.
W Polsce zaginęło ponad 15 tys. osób.

Liczba ofiar handlarzy ludźmi rośnie co roku o połowę. Policja ostrzega zwłaszcza młodych ludzi, by nim wyjadą “do pracy za granicę”, sprawdzili pracodawcę.

Jak podaje ONZ, handel ludźmi zmuszanymi do prostytucji lub do niewolniczej pracy jest najbardziej dochodowym przestępstwem w Europie. Zyski z niego wynoszą rocznie 2,5 mld euro, a liczba ofiar rośnie o 50 proc. rocznie. W Polsce w ubiegłym roku zaginęło 15 076 osób, cześć z nich mogła stać się ofiarą handlu ludźmi. [Czy istnieje jakakolwiek bardzo opłacalna działalność, która nie znajduje się pod kontrolą Żydów? - admin]

Hermetyczne gangi

Jak podają organizacje społeczne zajmujące się tym problemem, kobiety sprzedawane są często za kwotę 1500 złotych. Gangi handlujące ludźmi są bardzo hermetyczne i trudne do rozpracowania. Ofiary boją się mówić o swojej tragedii a wyplątanie się z mafijnej układanki często bywa niemożliwe. Dlatego trudno jest określić rzeczywistą skalę tego zjawiska.

Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie zorganizowała kampanię informacyjną, by przestrzec przed ryzykownym zachowaniem. Zagrożenie jest realne i zwiększa się w związku z tym, że trwają wakacje. Plakaty informacyjne i bilbordy trafią w poliże dyskotek, klubów, plaży i in. Policja przestrzega, żeby nie podejmować pochopnie decyzji o wyjeździe zagranicznym.

Trzeba szukać informacji

Ofiary handlu ludźmi często one nie zgłaszają się na policję. “Trudno powiedzieć dlaczego. Być może to kwestia wstydu lub strachu” – dodał rzecznik. By się przed tym ustrzec, warto pamiętać o podstawowych zasadach bezpieczeństwa – powiedział rzecznik. “Uważnie czytajmy ogłoszenia o pracę. Omijajmy te, które wydają się podejrzane. Przed wyjazdem zróbmy wszystko, by zdobyć jak najwięcej informacji o wybranej firmie, np. czy pośrednik zarejestrował działalność gospodarczą, czy ma zawartą umowę z zagranicznym pracodawcą” – wymieniał rzecznik KGP Mariusz Sokołowski.

Pokwitowania

Zaznaczył, że warto też spróbować nawiązać kontakt z osobami, które już wcześniej korzystały z usług tej firmy, upewnić się, że w ich przypadkach wszystko przebiegło zgodnie z planem, sprawdzić fora internetowe.

“Jeśli już wybierzemy konkretną ofertę i miejsce pracy, pamiętajmy o dokładnym zapoznaniu się ze wszystkimi dokumentami, które przekazuje nam pośrednik. Uważnie czytajmy to, co podpisujemy i domagajmy się pokwitowania wszystkich wpłat. Pytajmy o wszystko, co budzi naszą wątpliwość, co jest dla nas niejasne, bo od tego wiele może zależeć” – powiedział Sokołowski.

Dokumenty i pieniądze

Bardzo ważne jest też zadbanie o wszelkie formalności – począwszy od sprawdzenia ważności dokumentów – paszportu, dowodu osobistego, wizy – po wykupienie ubezpieczenia. “Zróbmy kserokopię wszystkich dokumentów, które zabieramy ze sobą i zostawmy komuś komu ufamy. Zabierzmy ze sobą Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego, która potwierdza ubezpieczenie w Narodowym Funduszu Zdrowia” – zaapelował rzecznik. “Jeśli znajdziemy się na miejscu nie oddawajmy nikomu swoich dokumentów ani pieniędzy” – zaapelował Sokołowski.

Poinformować znajomych

Przypomniał, że wszystkie namiary na siebie należy zostawić rodzinie – m.in. adres miejsca, do którego jedziemy, numery telefonu i dane pracodawcy oraz ludzi, z którymi wyjeżdżamy.

Połączenie o ustalonej porze

“Ustalmy częstotliwość kontaktu – jeśli nie połączymy się z umówioną osobą o konkretnej porze – będzie to dla niej sygnał, że mogło się coś stać. Ustalmy również hasło, które będzie ukrytą informacją w sytuacji, gdy znajdziemy się w niebezpieczeństwie. Może być również tak, że ktoś będzie nas pilnować, sprawdzać, o czym rozmawiamy przez telefon” – dodał.

Osoby, który padły ofiarą handlu ludźmi i potrzebują pomocy lub wsparcia oraz ich bliscy, mogą kontaktować się m.in. z Fundacją La Strada – pod numerem telefonu 22 628 99 99 lub z Krajowym Centrum Konsultacyjno-Informacyjnym dla Ofiar Handlu Ludźmi – 22 628 01 20.

agkm, policja.pl, PAP
Za Bibula.com

Odpowiedzi: 11 to “Handel gojami”

  1. stc powiedział/a

    Jestem ciekaw czy podczas „Miesiąca Historii Czarnych” w USA jest jakaś wzmianka o tym że głównie żydzi zajmowali się handlem niewolników w tym także czarnych.

  2. Marucha powiedział/a

    Jacy Żydzi, panie Stc?
    To byli „biali”.
    Nieważne, że Chazarzy. Ale „biali”. Nie czarni. Co najwyżej z lekka podcieniowani.

    Firma Monsanto, producent żywności GMO, jest założona przez potomków handlarzy niewolników. Można o niej poczytać w gajówce.

  3. Miroslaw Bernard powiedział/a

    A dla mnie to ze Ci Zydzi to robia jest odraajace ale to jest wpisane w ich Talmud. Ale po tysiackroc gorsze jest ze nie robia tego sami ale nasi rodacy im pomagaja.

  4. TZJ powiedział/a

    Widzi pan rodaka w osobie która za kilka tysięcy złotych potrafi sprzedać drugą osobę do burdelu? Pomijając morderstwo to chyba najgorsze co można zrobić bliźniemu.

  5. Hendryxen powiedział/a

    “Uważnie czytajmy ogłoszenia o pracę. Omijajmy te, które wydają się podejrzane. Przed wyjazdem zróbmy wszystko, by zdobyć jak najwięcej informacji o wybranej firmie, np. czy pośrednik zarejestrował działalność gospodarczą, czy ma zawartą umowę z zagranicznym pracodawcą” – wymieniał rzecznik KGP Mariusz Sokołowski.
    Ten rzecznik chyba nie wie jacy ludzie (głównie kobiety) padają ofiarami handlarzy. Jemu się wydaje że te osoby maja wiedzę i umiejętność sprawdzenia tzw. „firmy” niczym wytrawny prawnik. Jemu się wydaje że taka dziewczyna, najczęściej niewykształcona i której dotychczasowy świat to mała mieścina lub wieś, wie o co pytać i rozumie co jest napisane w dokumentach które ma podpisywać. No i ten apel o nieoddawanie dokumentów i pieniędzy jeśli znajdzie się na miejscu, to powala na kolana. W jego mniemaniu bandziory wypuszczą kobietę która nie zechce im oddać dokumentów albo czegoś nie podpisze lub powie że rezygnuje z oferty.
    Jak już „firma” uzna że „towar” jest odpowiedni to ofiara nie ma szans na ucieczkę. Już na samym początku jest „sprawdzona” przez kilku czy kilkunastu tzw. żołnierzy czy nadaje się do burdelu. Po tym „sprawdzeniu” kobieta jest już grzeczna i nie będzie wybrzydzać. A jako pokwitowanie dokumentów dostanie parę kopów lub ponownie będzie „sprawdzona” ale przez większą ilość bandziorów.
    Pan rzecznik tymi naiwnymi apelami próbuje przykryć nieudolność policji i nie tylko. To jest nieudolność, może celowa, całego tzw. „wymiaru” i państwa.

  6. Ewelina powiedział/a

    Kiedys zydowska mafia handlowala czarnymi-ludzmi z Afryki.
    Pozniej zydowska mafia z Mayerem Lanskym na czele (http://en.wikipedia.org/wiki/Meyer_Lansky) wybila (doslownie) mafie sycylijska i zajela jej miejsce. Ta sytuacja trwa do dnia dzisiejszego.
    Kazdy kto zna historie (ta prawdziwa) o tym wie, to tajemnica poliszynela!
    Teraz ta sama mafia nie tylko jest odpowiedzialna za handel kobietami, lecz organami, dziecmi (DLA ICH ORGANOW)….

  7. Piotrx powiedział/a

    ŻYDZI A HANDEL NIEWOLNIKAMI

    Gdybym miał sporządzić ranking najhaniebniejszych profesji wykonywanych przez setki i tysiące lat przez istoty ludzkie, bez wahania wskazałbym na handlarzy niewolników. Niemal słyszę już łaskawsze słowa „postępowców” stwierdzających, że niżej podpisany- niegdyś reakcyjny kłamca i „tak zwany historyk z Opola”- nawrócił się na jedynie słuszną ideologię. Błąd moi mili. Tym większy, że dzisiaj zajmę się sprawą nadzwyczaj drażliwą: dominacją przedstawicieli Wielce Czcigodnego- skądinąd- „Narodu Wybranego” w ogólnoświatowym handlu „żywym towarem”. Żeby nie być posądzonym o stronniczość, niniejszy tekst opieram głównie na pracach historyków żydowskich.

    Ponad 50 lat temu Jacob Marcus, być może najznamienitszy historyk żydowski połowy XX w., stwierdził w „Encyclopaedia Britannica” : „ W wiekach ciemności (dla autora to średniowiecze- DR) handel zachodniej Europy pozostawał głównie w ich (Żydów-DR) rękach, szczególnie handel niewolnikami…” Wspierał tym samym nieco wcześniejszą uwagę S.Grayzela poczynioną w książce „Historia Żyda: od Wygnania Babilońskiego do końca II Wojny Światowej” (Filadelfia 1948): „Żydzi byli najważniejszymi handlarzami niewolników…”

    Zauważali to dużo wcześniej chrześcijańscy pisarze starożytni i średniowieczni. Nie mogło być inaczej. Żydowscy handlarze, posiłkując się biciem i- nazwijmy rzecz eufemistycznie- molestowaniem seksualnym, dostarczali z Europy na Bliski Wschód tysiące urodziwych jasnowłosych kobiet i dzieci. Była to rynkowa odpowiedź na preferencje śniadych, kruczoczarnych i przede wszystkim bogatych klientów z Azji oraz północnej Afryki. Możemy tylko domyślać się co czuli wyrwani z ognisk domowych młodzi ludzie, jakie dramaty rozgrywały się na niewolniczych szlakach. Możemy również współczuć, chociaż uczucie to zwykle rezerwujemy dla ofiar znanych z autopsji lub opowiadań żywych świadków historii. Naturalna wybiórczość oraz skończoność ludzkiej pamięci zawsze wpędzają mnie w przygnębienie. Podobnież- okrutna anonimowość zbiorowego cierpienia ludzi żyjących w dawno minionych epokach. Jestem jednak realistą: dzisiaj oni- pojutrze my.

    Przytoczone wyżej fakty nie mogą budzić większego poruszenia. Basen Morza Śródziemnego był przecież naturalnym rejonem działania żydowskich handlarzy „żywym towarem”. Natomiast współczesne pokolenia wychowane na filmach „made in Hollywood”, w których handlarzami czarnych nieszczęśników z Afryki są niezmiennie anglosaskie typy spod ciemnej gwiazdy (exemplum: „Amistad” Stevena Spielberga), za niespodziankę przyjmą twierdzenie, iż Żydzi- niezbyt przecież liczni w angielskich (brytyjskich) koloniach w Ameryce Północnej- dominowali również wśród handlarzy na amerykańskich trasach niewolniczych. Oddajmy w tym miejscu głos żydowskiemu historykowi Marcowi Raphaelowi („Żydzi i judaizm w Stanach Zjednoczonych: historia dokumentalna”, t.14, N. Jork 1983) : „ Żydowscy kupcy odgrywali wiodącą rolę w handlu niewolnikami. Rzeczywiście we wszystkich amerykańskich koloniach, czy to francuskich (Martynika), brytyjskich lub holenderskich, żydowscy kupcy często dominowali. Twierdzenie to odnosi się także do kontynentu północnoamerykańskiego, gdzie w XVIII w. Żydzi uczestniczyli w polegającym na tym, że niewolników przywożono z Afryki do Indii Zachodnich, tam wymieniano na melasę, którą następnie zabierano do Nowej Anglii, gdzie następowała wymiana na rum, który z kolei wywożono na sprzedaż do Afryki. Od 1750 r. do wczesnych lat 70-tych XVIII w., żydowski handel na kontynencie zdominowali Isaac Da Costa z Charlestonu, David Franks z Filadelfii i Aaron Lopez z Newport”.

    W Ameryce Północnej głównym punktem handlu niewolnikami był Newport (Rhode Island). Miasto to stanowiło „osiowe” centrum „trójkątnego biznesu”. Stąd wywożono rum i melasę do Afryki, by powrócić z „żywym towarem” do Indii Zachodnich oraz kolonii na stałym lądzie. Zapewne nie jest dziełem przypadku, że Newport szczycił się najstarszą synagogą na kontynencie oraz największą i najlepiej prosperującą społecznością żydowską w amerykańskich koloniach Wielkiej Brytanii. Zarabiano ogromne pieniądze kosztem zdrowia i życia „hebanowego ładunku”. Wspomniany mieszkaniec Newport Aaron Lopez, potomek portugalskich marranów, był w II połowie XVIII w. jednym z najpotężniejszych handlarzy niewolników w obu Amerykach. Jego licząca dziesiątki statków flota bez przerwy krążyła po wodach Atlantyku. Warunki, jakie zapewniano przewożonym pod pokładami niewolnikom wołały o pomstę do nieba. Z zachowanego sprawozdania z dwóch podróży statku „Cleopatra” (własność Lopeza) wynika, iż wojaży nie przeżyło 250 Murzynów. A mówimy tylko o jednym statku i zaledwie dwóch jego „kursach”. Jeżeli nie nazwiemy tego ludobójstwem, to co to słowo właściwie oznacza?!

    Żydzi zdominowali handel niewolnikami nie tylko w amerykańskich koloniach, ale i w całym Nowym Świecie. W fundamentalnej pracy autorstwa S.B.Liebmana „ Żydowstwo Nowego Świata,1492-1825: Requiem dla zapomnianych” (N.Jork 1982) czytamy: „ Przypływali statkami z Afrykańczykami, których sprzedawano w niewolę. Handel niewolnikami był królewskim monopolem, a Żydów często mianowano królewskimi agentami ich sprzedaży… W całym regionie Karaibów flota handlowa była głównie żydowskim przedsięwzięciem. Statki były ich własnością, obsadzały je żydowskie załogi, żeglowały pod rozkazami żydowskich kapitanów”. Inny żydowski badacz przeszłości, Arnold Aharon Wiznitzer („ Żydzi w kolonialnej Brazylii”, 1960), dodaje nie bez pewnej dumy: „ Kompania Zachodnioindyjska, która zmonopolizowała import niewolników z Afryki, sprzedawała ich na publicznych aukcjach za gotówkę. Tak się składało, że gotówkę przeważnie posiadali Żydzi. Kupcy, którzy pojawiali się na aukcjach byli prawie zawsze Żydami. Z powodu braku konkurencji mogli oni nabywać niewolników po niskich cenach ( a potem odstępować plantatorom na kredyt ściągany przy następnych zbiorach w cukrze- DR)…. Jeżeli zdarzało się , że data danej aukcji pokrywała się z żydowskim świętem- odraczano ją. Tak było w piątek, 21 października 1644 r.”.

    Żydzi byli także posiadaczami niewolników w Ameryce Północnej. Wspomniany Jacob Marcus napisał w innej książce („Żydowstwo Stanów Zjednoczonych. 1776-1985”, Detroit 1989) : „ Przez cały wiek XVIII, aż do początków XIX w., Żydzi na Północy mieli własnych czarnych służących (niewolników- DR) ; na Południu kilka plantacji żydowskich opierało się na pracy niewolniczej. W 1820 r. ponad 75% żydowskich rodzin z Charlestonu, Richmond i Savannah posiadało niewolników zatrudnionych w charakterze służby domowej ; ponad 40% żydowskich właścicieli gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych posiadało 1 lub więcej niewolników… Bardzo mało Żydów w USA protestowało z pobudek moralnych przeciwko…niewolnictwu”. Dodam do tego wywodu tylko tyle, że mniej niż 10% pozostałych białych Amerykanów było w tym czasie posiadaczami niewolnej siły roboczej.

    Solidne publikacje przedstawione powyżej były przede wszystkim adresowane do żydowskiego czytelnika zainteresowanego historią własnego narodu. Jednak w momencie gdy tematem zajęli się mniej lub bardziej „medialni” nie- Żydzi, rozpoczął się-trwający do dnia dzisiejszego- proces umniejszania, wręcz minimalizowania roli Żydów w haniebnym procederze handlu niewolnikami. Wyrazem tego trendu były liczne publiczne wypowiedzi żydowskich naukowców, wzmiankowany film „Amistad” oraz poświęcone mu artykuły na łamach ‘Time’a” czy „Newsweek’a”. Natomiast słynna „Liga Antydefamacyjna” (ADL) zastosowała jedyną znaną jej taktykę wobec adwersarzy: oskarżenie o propagowanie antysemityzmu.

    Przyznaję, że zupełnie tego nie rozumiem. Podobno historia jest tylko historią…

    DARIUSZ RATAJCZAK

  8. Piotrx powiedział/a

    I jeszcze post na temat neoniewolnictwa jaki kiedyś p. Roman Kafel zamiescil na portalu Ojczyzna
    ***************************************

    Polecam nastepujace fragmenty ciekawej ksiazki Bristova:
    Ten interes byl w rekach „wybranego”narodu od zawsze…vide Esthera, Bethsaida inne na Levinskiej konczac…i nie byla to wina kobiet, biednych ofiar bezwzglednych manipulatorow…jesli jakims cudem udaloby sie pani dostac od kogos wydana przed wojna w Polsce ksiazke wspanialej dziewczyny, przedwojennej dzialaczki w obronie praw kobiet zydowskich Wandy Metzler zatytulowanej ” Czarny Lad”, o sytuacji Zydowek w Warszawie….
    Data publikacji 2001-08-01O KSIAZCE EDWARDA J. BRISTOWA „PROSTITUTION AND PREJUDICE. THE JEWISH FIGHT AGAINST WHITE SLAVERY 1870-1939″ Praca Edwarda J. Bristowa – doktora historii Uniwersytetu Yale – jest doglebnym studium zjawiska zorganizowanej prostytucji i handlu kobietami, wsród zydowskiej diaspory Europy, w okresie 1870 r. – 1939 r. Bylo to zjawisko bezprecedensowe, zakrojone na szeroka skale, majace swoje reperkusje polityczne, rzutujace na stosunek do mniejszosci zydowskiej w dobie ksztaltowania sie oblicza nowoczesnego antysemityzmu. Wyróznikiem ksiazki E. J. Bristowa jest ogromna ilosc danych statystycznych, którymi autor uwiarygadnia swoje twierdzenia i wnioski. Statystyki owej jest tak duzo, iz niejednokrotnie „utrudnia” ona lekture ksiazki, zmuszajac do ciaglej, wytezonej uwagi przy analizie przytaczanych danych. Zaleta zasadnicza takiego statystycznego ujecia zagadnienia, jest bardzo wysoki „wspólczynnik wiarygodnosci” przekazywanych informacji. E. J. Bristow prowadzac kwerende materialów zródlowych, „przekopal” sie przez archiwa az osmiu krajów (w tym Polski), który to wlasnie fakt przesadzil o owej mnogosci danych statystycznych. Przy opracowywaniu niewdziecznego i drazliwego tematu, wykazal sie on podziwu godna bezstronnoscia oraz obiektywizmem, co zasluguje na szczególne podkreslenie, albowiem zajmowanie sie tematami wstydliwymi, jest traktowane w tradycji judaistycznej (chillul hashem) jako rzecz niepozadana, mogaca prowadzic do znieslawienia dobrego imienia narodu zydowskiego, badz tez uksztaltowania sie wrogich wobec niego postaw. Ksiazka, bedaca przedmiotem niniejszej recenzji, nie jest jedyna pozycja tego autora, koncentrujaca sie na zjawisku prostytucji. E. J. Bristow jest takze autorem opracowania „Vice and Vigilance”, traktujacego o nierzadzie w Wielkiej Brytanii i próbach jego zwalczania, poczawszy od konca XVIII wieku, az po czasy wspólczesne. E. J. Bristow stawia teze, iz prostytucja wsród Zydów, az do konca XIX wieku, byla zjawiskiem marginalnym. Analizujac ten przedzial czasowy (majacy swój poczatek w czasach biblijnych) przywoluje przyklady ze Starego Testamentu (prorok Ezechiel okreslajacy metaforycznie grzechy Zydów „ladacznica”) i z okresu Sredniowiecza, kiedy to niektóre spolecznosci zydowskie (Hiszpania, Wlochy) przyzwolily na powstanie domów publicznych dla klienteli zydowskiej, ze wzgledu na srogie kary grozace Zydom, uczeszczajacym do lupanarów chrzescijanskich. Przechodzac do XIX wieku, E. J. Bristow wskazuje na siec domów publicznych zorganizowana w Londynie przez Ikeya Solomonsa i jego zone Ann. Ów Solomons stal sie pierwowzorem dickensowskiego Fagina z powiesci „Oliver Twist”. Inne postacie literackie wskazuja na obecnosc zydowskich prostytutek w europejskich domach publicznych. E. J. Bristow wymienia Estere z „Blasków i cieni zycia kurtyzany” Balzaka oraz Fifi z „Baryleczki” Guy de Maupassanta. W latach 60-tych XIX stulecia, najslynniejsza paryska prostytutka byla niejaka La Paiva (Teresa Lahman), mieszkajaca i przyjmujaca klientów w wystawnym domu przy Champs Elysess. W Wiedniu, jej odpowiedniczka byla Rose Hannover, w Petersburgu Sendele Blueffstein, pochodzaca ze Lwowa, w Budapeszcie Resi Luft, a w Warszawie i Moskwie Sonia Sawicka z Lublina. Wszystkie wyzej wymienione córy Koryntu, byly luksusowymi prostytutkami, obslugujacymi bogata i wplywowa klientele. W latach 70-tych XIX stulecia, nastepuje gwaltowna zmiana charakteru zjawiska prostytucji wsród diaspory zydowskiej. Prostytucja staje sie fenomenem masowym, obejmujacym szerokie kregi spolecznosci zydowskiej. E. J. Bristow przyczyn takiego stanu rzeczy upatruje w urbanizacji, industrializacji i sekularyzacji, które to procesy dynamicznie wystapily w drugiej polowie XIX wieku. Czynnikiem odgrywajacym istotna role, byla pauperyzacja mas zydowskich, zamieszkujacych tereny Europy Srodkowo – Wschodniej. Masowa emigracja (przewaga mezczyzn) do USA, Australii, Argentyny, Brazylii, Poludniowej Afryki, doprowadzila do zachwiania równowagi miedzy iloscia mezczyzn i kobiet w nowo powstajacych miastach i osrodkach przemyslowych, co stworzylo „sprzyjajaca glebe” dla gwaltownego rozwoju zjawiska prostytucji. W Europie Wschodniej „subkultura” sztetlu, bardzo skutecznie eliminujaca prostytucje i tych co z niej zyli, ulegla – skutkiem zaistnienia wyzej wymienionych procesów – znacznemu rozluznieniu. E. J. Bristow podaje przyklad kahalu minskiego (Bialorus), którego wladze z koncem XVIII wieku, wydaly nakaz informowania specjalnie ustanowionej rady autorytetów moralnych, o przypadkach zlego prowadzenia sie. Sto lat pózniej, w tym samym Minsku, roilo sie od zydowskich prostytutek, alfonsów, streczycieli i wlascicieli domów publicznych, którzy nic sobie nie robili z zadnych zakazów i nakazów. Mloda dziewczyna, przybywajaca z malego prowincjonalnego miasteczka do duzego osrodka miejskiego, byla zagubiona, oszolomiona nowa rzeczywistoscia i jako taka, stanowila czesto latwy lup dla streczycieli i naganiaczy domów publicznych, oferujacych naiwnym i niedoswiadczonym kobietom znalezienie „dobrze platnej pracy” i tymczasowe zakwaterowanie. Dworce kolejowe staly sie szczególnie ulubionym przez streczycieli „terenem lowów”. Innym czynnikiem sprzyjajacym rozkwitowi prostytucji, byly niskie – wrecz glodowe – place, oczekujace na niewykwalifikowana sile robocza, naplywajaca masowo z prowincji. Pokusa „pójscia na skróty” i szybkiego dorobienia sie, byla silna i wiele kobiet jej uleglo, aczkolwiek stosunkowo niewielka ilosc rzeczywiscie osiagnela wyzszy status materialny i byla w stanie powrócic do uczciwego, normalnego zycia. Masowa emigracja zarobkowa – tak charakterystyczna dla konca XIX wieku – sprzyjala procederowi prostytucji takze pod innym wzgledem. Nastapilo oslabienie wiezi rodzinnych. Rodzice – zwlaszcza ojcowie – przebywali przez dluzsze okresy czasu poza domem, co odbijalo sie na wychowaniu i kondycji moralnej dzieci. W Anglii i Francji, dodatkowo pewna role odgrywal czynnik natury kulturowej. Tamtejsi mezczyzni z wyzszych warstw spolecznych, do takiego stopnia idealizowali swe zony i kochanki, iz utrzymywanie z nimi stosunków seksualnych jawilo sie jako – sui generis – profanacja ich cial i zamach na ich cnote. Biologia jednakze ma swe wlasne prawa, stad popyt na prostytutki – kobiety z nizszych warstw spolecznych – dla zaspokajania potrzeb erotycznych. Brytyjski, XIX-wieczny historyk Lechy, podsumowal ów wiktorianski dualizm etyczny stwierdzeniem, iz „prostytutka jest ostatecznym i najbardziej skutecznym straznikiem cnoty oraz ostoja ladu i wartosci moralnych wiktorianskiej Anglii”. Postawa policji niektórych krajów, sprzyjala powstawaniu i prosperowaniu sieci domów publicznych. Na ziemiach polskich zaboru rosyjskiego, niemalze oficjalna polityka wladz bylo tolerowanie – jezeli nie wspieranie – zorganizowanego nierzadu. Wladze rosyjskie widzialy bowiem w funkcjonowaniu domów publicznych element kontroli spoleczenstwa, poprzez odciaganie jego uwagi od polityki i czynnego angazowania sie w krytyke poczynan rzadu. Doszlo do unikalnej wspólpracy miedzy rosyjskim aparatem represji a zorganizowanym, zydowskim, seksualnym „pólswiatkiem”. Alfonsi i streczyciele byli czesto wykorzystywani w charakterze lamistrajków, agentów – prowokatorów i donosicieli. W zamian, cieszyli sie protekcja wladz i bezkarnoscia. Równiez w koloniach brytyjskich policja przymykala oko na dzialalnosc alfonsów, rajfurów i prostytutek, pod warunkiem, iz byli oni „rasy kaukaskiej”. Póloficjalna polityka Brytyjczyków w koloniach, bylo powstrzymywanie mieszanych zwiazków miedzy Brytyjczykami, a ludnoscia autochtoniczna. Polityka owa – stanowiaca, nota bene zaprzeczenie stanu rzeczy w koloniach hiszpanskich – prowadzila do wzrostu odsetka homoseksualistów, wsród brytyjskich rezydentów kolonii jak równiez do tolerowania lupanarów oferujacych biale prostytutki. Gwaltowny przyrost liczby zydowskich domów publicznych w Salonikach i Konstantynopolu, nastapil po roku 1903, kiedy to pod wplywem pogromu kiszyniowskiego, ogromna masa uchodzców zydowskich przybyla do tych miast. Wydaje sie, iz owi aszkenazyjscy Zydzi byli szczególnie sklonni do parania sie zorganizowanym nierzadem. Weszli oni w konflikt z miejscowa, zasiedziala od wieków spolecznoscia Zydów sefardyjskich, która w zdecydowanej wiekszosci, odciela sie od niecnych praktyk swych wschodnich pobratymców. Podobna sytuacja, wytworzyla sie na ziemiach Królestwa Kongresowego po roku 1881, kiedy to naplyw – pod wplywem represji na skutek zabójstwa cara Aleksandra II – ogromnej ilosci Zydów ze wschodu (Litwacy), stal sie katalizatorem w procesie powstawania zorganizowanego nierzadu. Elementem ulatwiajacym rozwój prostytucji byla zydowska tradycja stillah chuppah, czyli religijnych zaslubin, ciagle powszechna w Królestwie Kongresowym i Galicji w drugiej polowie XIX wieku. Owe „zaslubiny” polegaly na wreczeniu kobiecie przez mezczyzne drobnego prezentu (na przyklad pierscionka) i powtórzenia tradycyjnej formuly przysiegi malzenskiej. Udzial rabina w ceremonii nie byl wymagany. Wystarczyla obecnosc doroslej osoby pochodzenia zydowskiego. W konsekwencji tego zwyczaju, w Galicji i Królestwie Kongresowym, roilo sie od kobiet pochodzenia zydowskiego o niejasnym statusie cywilnym. Z punktu widzenia tradycji religijnej byly one zamezne, wedlug prawa natomiast nie. Ta niespójnosc byla powszechnie wykorzystywana przez „handlarzy zywym towarem”, którzy uwodzili latwowierne kobiety, poslubiali je („religijnie”), a nastepnie sprzedawali do domów publicznych. Przytoczone przez E. J. Bristowa przyczyny rozkwitu zorganizowanego nierzadu maja badz to charakter uniwersalny, odnoszacy sie do wszystkich grup etnicznych, badz tez szczególny, wynikajacy ze specyfiki kulturowej i religijnej spolecznosci zydowskiej. Czytelnika polskiego szczególnie zainteresuje rozdzial pracy E. J. Bristowa, traktujacy o prostytucji wsród diaspory zydowskiej Europy Wschodniej. Przez pojecie „Europa Wschodnia” Edward J. Bristow rozumie zachodnie gubernie Rosji, tereny Królestwa Kongresowego, Galicje, Bukowine, Wegry i Rumunie. W przededniu I wojny swiatowej, zydowska spolecznosc na tym obszarze liczyla okolo 6 milionów. Siedliskiem rozpusty na tych obszarach byly duze miasta i osrodki przemyslowe, jak równiez miasta garnizonowe (Dzwinsk, Trembowla). Normy moralne subkultury sztetlu, pietnujace „zle prowadzenie sie” – co prawda juz podmyte – ciagle byly jednakze przestrzegane na tyle, iz czynily sytuacje na prowincji o wiele lepsza, w porównaniu z duzymi osrodkami miejskimi. Zdarzaly sie jednakze wyjatki potwierdzajace regule. Takim wyjatkiem – na przyklad – byla Sokólka. W 1910 roku – w tym malym miasteczku w Bialostockiem, którego polowe mieszkanców stanowili Zydzi – ilosc prostytutek per capita byla najwieksza w calym imperium carskim. Regula byla równiez mniejsza ilosc prostytutek i domów publicznych w miejscach zdominowanych religijnie (i kulturowo) przez chasydyzm. Od tej reguly jednakze, równiez bywaly wyjatki, a najbardziej znanym byly Czerniowce (cadyk z Sadogóry, przedmiescia Czerniowiec, byl primus inter pares w hierarchii swiatobliwych chasydzkich cadyków), które z biegiem lat wyrosly na jeden z najbardziej preznych osrodków nierzadu i handlu kobietami. Edward J. Bristow – dla zilustrowania skali problemu – przytacza rezultaty oficjalnego spisu domów publicznych, zarzadzonego przez wladze rosyjskie w roku 1889. W Królestwie Kongresowym oraz strefie osiedlania Zydów (zachodnie gubernie Rosji) Zydówki – prawo rosyjskie zezwalalo na prowadzenie domów publicznych kobietom powyzej 30 roku zycia – prowadzily 203 z 289 licencjonowanych lupanarów. Wyzej przytoczone dane znajduja potwierdzenie w obserwacjach poczynionych przez osoby zajmujace sie walka z nierzadem. Z informacji podanych przez dr. Maretskiego, dr. Giedroycia, Romana Buczynskiego, Sholome Levina, wynika, iz w 1889 r. Zydówki prowadzily 16, sposród 19 legalnych domów publicznych istniejacych w Warszawie. W Proskurowie, wszystkie trzy licencjonowane domy publiczne byly w posiadaniu Zydówek, podobnie jak wiekszosc „przybytków rozkoszy” w Zytomierzu. Takze w Minsku wszystkie – sposród 14 zalegalizowanych domów publicznych – byly ich wlasnoscia. Dane uzyskane ze spisu dowodza, iz 30 z 36 legalnych domów publicznych guberni chersonskiej bylo prowadzonych przez Zydówki. W roku 1908, amerykanski konsul w Odessie Grout, w wyslanym do Waszyngtonu raporcie, stwierdzil, iz „w Odessie zorganizowany nierzad jest w rekach Zydów”. Jezeli chodzi o sklad etniczny prostytutek, „zatrudnianych” w domach publicznych, to Zydówki stanowily przecietnie 22% ogólnej liczby. Ujawniaja to wyniki spisu z roku 1889. Wyjatkowe pod tym wzgledem byly Lódz (Zydówki stanowily 39% ogólnej liczby prostytutek), Minsk (30%) oraz Zytomierz i Proskurów, gdzie stanowily one 50 – 60%. Z owych danych wynika wiec, iz wiekszosc prostytutek „zatrudnionych” przez zydowskich wlascicieli domów publicznych, byla pochodzenia niezydowskiego. Fakt ów znajduje swe odbicie w noweli I. J. Singera „Joshe Kolb”, gdzie spotykamy zydowskiego wlasciciela domu publicznego w Bilgoraju, którego pensjonariuszkami – z wyjatkiem jednej – sa kobiety pochodzenia innego niz zydowskie. W Galicji sytuacja byla podobna. E. J. Bristow cytuje rabina Rosenaka z Niemieckiego Zwiazku Rabinów, który w roku 1902 odbyl podroz po Galicji, w celu zmobilizowania tamtejszych rabinów do podjecia stanowczych kroków, wymierzonych w zorganizowany nierzad. W raporcie sporzadzonym po podrozy stwierdzil on, iz 30-50% galicyjskich prostytutek bylo pochodzenia zydowskiego. Odsetek zas zydowskich streczycieli, handlarzy kobietami, i wlascicieli domów publicznych byl – w jego oszacowaniu – jeszcze wiekszy. Ta opinia zostala potwierdzona przez Berthe Papenheim i dr Sare Rabinovitsch – zydowskie feministki z Niemiec – które w roku 1903, objechaly Galicje, celem zorientowania sie w skali problemu. Ich zdaniem wiekszosc wlascicieli lupanarów, jak równiez wiekszosc prostytutek, byla pochodzenia zydowskiego. Gesta siec domów publicznych stanowila tak przyczyne, jak i zaplecze dla szczególnie odrazajacego procederu handlu kobietami. Z biegiem lat, ów proceder przestal byc li tylko i wylacznie fenomenem o charakterze lokalnym, nastawionym na zaspokajanie miejscowych domów publicznych, przeksztalcajac sie w przedsiewziecie miedzynarodowe na wielka skale. W tej „branzy”, osoby pochodzenia zydowskiego byly równiez bardzo licznie reprezentowane, rywalizujac o palme pierwszenstwa z Francuzami i Wlochami, a w wypadku Imperium Otomanskiego z Ormianami i Grekami. Na listach skazanych i podejrzanych o handel kobietami, sporzadzonych przez policje berlinska (1908 r.), hamburska (1905 r.) oraz londynska (1908 r.), znajdowalo sie 578 osób, z czego 214 (37%) bylo pochodzenia zydowskiego. Natomiast lista handlarzy sporzadzona przez policje w Hamburgu w roku 1912 obejmuje 402 osoby z czego 271 (67%) byla pochodzenia zydowskiego. Zdecydowana wiekszosc z owych 214 osobników z pierwszej listy pochodzila z Królestwa Kongresowego, Galicji, Bukowiny i zachodnich guberni rosyjskich. Z danych zaprezentowanych przez E. J. Bristowa wynika, iz wiekszosc ofiar handlarzy kobiet byla pochodzenia zydowskiego. Tym niemniej odsetek kobiet pochodzenia niezydowskiego, bedacych przedmiotem transakcji, wciaz byl dosyc znaczny. W roku 1892, we Lwowie, mial miejsce glosny proces 27 handlarzy kobietami (wszyscy byli Zydami galicyjskimi), oskarzonych o sprzedaz 29 kobiet do domów publicznych w Turcji, Egipcie i Indiach. Sposród owych 29 kobiet, 9 (30%) nie bylo pochodzenia zydowskiego. Proces ów – nawiasem mówiac – odbil sie szerokim echem w calej Europie, przyczyniajac sie zdaniem E. J. Bristowa, do znacznego wzrostu nastrojów antyjudaistycznych. W jego opinii, niektóre fragmenty „Main Kampf” Adolfa Hitlera, powstaly pod wplywem owego procesu, którego pamiec we Wiedniu, wciaz jeszcze byla zywa, gdy mlody Hitler zawital tam w roku 1907. Handlarze kobietami dostarczali swój „towar”, do bardzo egzotycznych zakatków kuli ziemskiej. Miejscami docelowymi ekspediowanych kobiet byly: Nowy Jork (skad prostytutki trafialy do domów publicznych rozsianych po calych Stanach Zjednoczonych), Konstantynopol, Bejrut, Aleksandria, Colombo, Bombaj, Kalkuta, Harbin, Manila, Johannesburg, Durban, Maputo. Jednakze prawdziwym eldorado zorganizowanego podziemia seksualnego staly sie Brazylia i Argentyna. Zadecydowalo o tym szereg czynników. Zachwiana równowaga miedzy liczba kobiet i mezczyzn, duza tolerancja dla zjawiska prostytucji charakterystyczna dla latynoskiej kultury, skorumpowana policja, „dziurawe” prawo, wreszcie nowe (i stosunkowo szybkie) polaczenia morskie miedzy portami europejskimi i poludniowoamerykanskimi. Z danych przytoczonych przez E. J. Bristowa, wynika, iz w latach 1889 – 1913, w samym tylko Buenos Aires, zarejestrowano 4248 zydowskich prostytutek, przy czym liczba powyzsza obejmowala tylko licencjonowane prostytutki. W 1913 roku, tuz przed wprowadzeniem w Argentynie drastycznego prawa wymierzonego w handlarzy kobietami i streczycieli, okolo 2000 sposród nich, w wiekszosci polskich i rosyjskich Zydów, ucieklo w poplochu do nieodleglego Rio de Janeiro. Zydowscy streczyciele, alfonsi i wlasciciele domów publicznych w Buenos Aires, zorganizowali w latach 80-tych XIX stulecia, organizacje mafijna zwana Towarzystwo Warszawskie Cwi Migdal. Z uplywem czasu uroslo ono we wplywy i znaczenie, poddajac swej kontroli seksualne podziemie stolicy Argentyny, oraz wywierajac duzy wplyw na zycie polityczne miasta. Analogie do chicagowskiej organizacji przestepczej, kierowanej w latach 20-tych przez Ala Capone, wydaja sie byc calkowicie uzasadnione w tym wypadku. Warto – jako ciekawostke – podac, iz z koncem lat 20-tych, na stanowcze zadanie konsula polskiego w Argentynie, z nazwy organizacji usunieto przymiotnik „warszawskie”. E. J. Bristow poswieca sporo miejsca reakcji spolecznosci zydowskiej, na proceder zorganizowanego nierzadu, uprawiany przez niektórych sposród jej czlonków. Inspiracja do podjecia dzialan wymierzonych w zorganizowany nierzad, miala charakter dwojaki. Primo, chciano wyrugowac zjawisko klócace sie calkowicie z tradycja, religia i moralnoscia judaistyczna, secundo, obawiano sie – i byly to obawy sluszne – iz nadreprezentacja osób pochodzenia zydowskiego wsród rajfurów, alfonsów, handlarzy kobiet i wlascicieli domów publicznych, doprowadzi do wzmocnienia negatywnych stereotypów Zyda, co w konsekwencji zaowocuje natezonym antyjudaizmem. Diaspora zydowska byla bardzo dobrze zorientowana, tak co do skali, jak i charakteru zjawiska zorganizowanego nierzadu. Swiadcza o tym utwory literackie pisarzy zydowskich, majace za swój przedmiot wlasnie owa patologie. Sholem Asch poswiecil tej problematyce sztuke teatralna „Bóg Zemsty”, bardzo popularna w teatrach zydowskich, wystawiajacych w jidysz. Takze jego nowela „Zlodziej Mottke”, porusza wlasnie ten temat. Peretz Hirschbein w „Miriam” i Moshe Richter w „Handlarzu Kobietami”, przedstawili nedze losu zydowskiej prostytutki. E. J. Bristow wylicza trzy glówne „kategorie reakcji” spolecznosci zydowskiej, na proceder zorganizowanego nierzadu. Najpowszechniejszym odruchem byl ostracyzm osób „nieczystych”, bojkot towarzyski, wykluczenie ich ze spolecznosci uczciwych, bogobojnych, holdujacych tradycyjnej moralnosci Zydów. W praktyce, prowadzilo to czesto do zakazu grzebania „nieczystych” na kirkutach oraz zakazu wstepu do synagogi. Taki stan rzeczy – z kolei – prowadzil do zakladania „alternatywnych” cmentarzy i synagog, przez „ekskomunikowana” spolecznosc „nieczystych”. W Buenos Aires, do dnia dzisiejszego, zachowal sie taki „subkulturowy” cmentarz alfonsów, z mnóstwem macew przyozdobionych emaliowana fotografia „w sepii”, bedacy spora atrakcja turystyczna tego miasta. Druga „kategoria reakcji”, wyszczególniona przez E. J. Bristowa, byla aktywna dzialalnosc zmierzajaca do zaradzenia zlu, lub przynajmniej ograniczenia jego rozmiarów. E. J. Bristow prezentuje czytelnikowi ogromna ilosc róznorakich organizacji zydowskich (tak ortodoksyjnych rabinów, jak i zydowskich feministek z Niemiec), których celem bylo „danie odporu” nierzadowi. Dzialalnosc tych organizacji polegala na zbieraniu danych, monitorowaniu sytuacji, gromadzeniu srodków pienieznych na cele walki z nierzadem, wspólpracy z policja, tworzeniu grup nacisku forsujacych prawa i konkretne dzialania wymierzone w zorganizowany nierzad, organizowaniu na dworcach kolejowych i w portach morskich punktów bezposredniego wsparcia, pomocy i porady dla „zblakanych” kobiet oraz oferujacych strawe i mozliwosc noclegu, organizowaniu kursów zawodowych dla mlodych kobiet, wreszcie wyglaszaniu wykladów i organizowaniu pogadanek, uswiadamiajacych mlodym, zydowskim dziewczynom niebezpieczenstwo, jakie na nie czyhalo w duzych osrodkach miejskich. Organizacje zydowskie wspóldzialaly z niezydowskimi inicjatywami wymierzonymi w nierzad, dzielac sie swym doswiadczeniem jak równiez – niekiedy – wspomagajac je swoimi funduszami. Jednakze, zdaniem E. J. Bristowa, owa wspólpraca miala charakter ograniczony, tak ze wzgledu na antyjudaistyczne nastawienie czesci niezydowskich aktywistów zmagajacych sie ze zorganizowanym nierzadem (co moglo niejednokrotnie wynikac z duzego udzialu Zydów w owym procederze), jak równiez opór czesci zydowskich dzialaczy do dzielenia sie swoimi doswiadczeniami, informacjami i danymi statystycznymi, co bralo sie z przekonania, iz rozpowszechnianie wiedzy o nadreprezentacji Zydów w zorganizowanym nierzadzie, moze prowadzic do wzrostu nastrojów antyjudaistycznych. Ekstremalna forma reagowania na zorganizowany nierzad byla przemoc fizyczna. E. J. Bristow podaje przyklad zydowskiego komitetu czujnosci z Cardiff (Wielka Brytania), którego czlonkowie, w roku 1903, uciekli sie do bicia prostytutek, kiedy te odrzucily oferte „uczciwej” pracy, zaproponowanej przez owa organizacje. Natomiast w roku 1908, doszlo w Buenos Aires do bijatyki, w jednym z teatrów, gdzie wystawiano sztuke „Miriam” Hirschbeina. Zgromadzeni w teatrze syjonisci z partii Poale Zion, odpowiedzieli przemoca na gwizdy alfonsów i streczycieli, wyrazajacych w ten sposób dezaprobate dla moralu plynacego z przedstawienia. Jednakze najbardziej spektakularnym starciem zydowskiego seksualnego podziemia z wrogim mu srodowiskiem, byl tak zwany „pogrom alfonsów” (alphonsenpogrom), który mial miejsce w Warszawie, w maju 1905 r. Istnieje kilka wersji przyczyn tego zdarzenia. Wedlug najbardziej prawdopodobnej, wszystko zaczelo sie od klótni weselnej miedzy Saulem Zytnickim, znanym alfonsem warszawskiego pólswiatka i przybranym ojcem panny mlodej, a panem mlodym, który byl robotnikiem i czlonkiem zydowskiej partii socjalistycznej Bund. Zytnicki mial sobie przywlaszczyc 100 rubli, stanowiacych prezent slubny, co oburzylo pana mlodego. Doszlo do bójki miedzy zwolennikami obydwu stron. Wkrótce sytuacja wymknela sie spod kontroli i zwykla burda weselna, przeksztalcila sie w generalna rozprawe zydowskich robotników, z zydowskim zorganizowanym podziemiem Warszawy. Nastepnego dnia, okolo 100 alfonsów i streczycieli, przemaszerowalo ulicami Warszawy, dzierzac rosyjska flage i wznoszac okrzyki na czesc cara. Byla to oczywista prowokacja, majaca na celu sklonienie „bundowców” do podjecia zaczepnych kroków, co uzasadnialoby uzycie policji i kozaków. Przywódcy Bundu starali sie trzymac na wodzy szeregowych czlonków partii, ale na niewiele sie to zdalo. Robotnicy zydowscy przejeli – spontanicznie – inicjatywe i przez trzy dni demolowali domy publiczne, „polujac” na alfonsów, wlascicieli domów publicznych oraz prostytutki. Ze wzgledu na brak w ówczesnej Warszawie jednej „dzielnicy rozkoszy”, ów „pogrom” mial miejsce w wielu punktach miasta, przy czym ul. Marszalkowska i Krochmalna zostaly nim szczególnie dotkniete. Wladze carskie, co bylo dla wszystkich pewnym zaskoczeniem, nie zainterweniowaly bezposrednio, aczkolwiek na Starym Miescie sotnie kozackie mialy – jakoby – wspomagac „ufortyfikowanych” tam kryminalistów. Liderzy warszawskiego Bundu starali sie zrobic co tylko bylo mozliwe, celem spacyfikowania wojowniczych nastrojów „bundowców”, obawiajac sie – slusznie – o zycie prostytutek, które w ich opinii nie byly niczemu winne, bedac „eksploatowana sila robocza”. Doszlo nawet do tego, iz niektórzy z przywódców Bundu udali sie do domów publicznych celem ochrony – przed swoimi kolegami z partii – przebywajacych tam prostytutek. Po trzech dniach, robotnicy roztropnie zrezygnowali z „ataku” na pozycje alfonsów na Starym Miescie, skutkiem czego nastapila normalizacja sytuacji. Wedlug doniesien agencji prasowej Reuter – która dokladnie relacjonowala przebieg wypadków – 40 domów publicznych zostalo doszczetnie zdemolowanych, zginelo 8 osób, a 100 zostalo rannych. Wsród smiertelnych ofiar zajsc, byla jedna prostytutka. E. J. Bristow cytuje jedno z doniesien Reutera, wyjasniajace tlo zamieszek. Wedlug tego doniesienia „Zydzi nie mogli dluzej zniesc utozsamiania ich z alfonsami, prostytutkami, lichwiarzami, wlascicielami domów publicznych, zlodziejami i postanowili – wobec skorumpowania policji i jej wspólpracy ze swiatem przestepczym – wziac sprawy w swoje rece, uciekajac sie do drastycznych srodków”. Niektórzy z poturbowanych alfonsów przeniesli sie do Lwowa, wieksza czesc jednakze pozostala na miejscu i w stosunkowo szybkim czasie zdolala odtworzyc swietnie prosperujacy interes. Opisane wyzej zdarzenie, przeszlo do zydowskiego folkloru pod nazwa „pogromu alfonsów” i do dzisiejszego dnia pod taka nazwa funkcjonuje, jakkolwiek, w rozumieniu wspólczesnego znaczenia slowa „pogrom”, wydarzenia z maja 1905 r. nim nie byly, tak ze wzgledu na swe przyczyny jak i jego ofiary i sprawców. Po I wojnie swiatowej zjawisko zorganizowanego nierzadu uleglo dosyc znacznemu ograniczeniu. Szereg przyczyn zlozylo sie na taki stan rzeczy. W USA, Wielkiej Brytanii, Poludniowej Afryce okres prosperity gospodarczej, jaki przyniosly lata 20-te, niewatpliwie mial na to wplyw. Dla mlodych kobiet pojawily sie mozliwosci zarobkowania i awansu zawodowego. Rozwój zwiazków zawodowych, pojawienie sie tanich kredytów, dzialalnosc socjalistycznych i syjonistycznych partii, takze wplywaly na ograniczenie zasiegu zjawiska. Poza tym, wprowadzenie przez USA drastycznych kwot imigracyjnych w roku 1921, silnie uderzylo w „handel zywym towarem”. W przypadku Europy Srodkowo – Wschodniej wymienione wyzej czynniki nie odegraly wiekszej roli. Na tym obszarze liczba prostytutek powiekszyla sie znacznie, tak ze wzgledu na katastrofalna pauperyzacje zamieszkujacych je spoleczenstw, jak i ogromny popyt na uslugi seksualne mas zolnierskich roznych armii, które zmagaly sie przez cztery lata w tej czesci Europy. W tym przypadku, skuteczne i konsekwentne dzialania nowo powstalych panstw, odegraly dominujaca role w ograniczeniu – chociaz nie calkowitym wyeliminowaniu – procederu zorganizowanego nierzadu. Stanowisko wladz polskich mialo tutaj decydujace znaczenie, tak ze wzgledu na ogromna mase Zydów zamieszkujacych II Rzeczpospolita, jak i bardzo przejrzysty i konsekwentnie wdrazany w zycie, program walki z plaga zorganizowanego nierzadu. W roku 1922, polskie Ministerstwo Zdrowia, przyjmujac zasade abolicjonizmu, jako przeslanke swego dzialania w walce z nierzadem, zdelegalizowalo wszystkie domy publiczne na terenie calego kraju. E. J. Bristow cytuje dane z archiwum KG Policji Panstwowej, z których wynika, iz w samej tylko Lodzi, do roku 1936, zostalo zamknietych 101 domów publicznych. Zmagania polskiej policji z seksualnym, kryminalnym podziemiem to ciagle pasmo sukcesów. E. J. Bristow podkresla skutecznosc czwartej brygady Policji Panstwowej, przeznaczonej do walki tylko z ta patologia spoleczna, a w szczególnosci jej kobiecego pododdzialu. Pomimo znacznych sukcesów, nie udalo sie calkowicie wyeliminowac zarówno dzialania nielegalnych lupanarów jak i handlu kobietami. Z danych przytoczonych wynika, iz w samym tylko 1928 r., skazano w Polsce 48 streczycieli, z czego 17 (30%) bylo pochodzenia zydowskiego. Z kolei w roku 1931 wladze polskie oglosily (raport przygotowany dla Ligi Narodów) liste 590 handlarzy kobiet, zaangazowanych w dostarczanie „swiezego towaru” do wciaz funkcjonujacych – ale juz nie pelna para – domów publicznych Argentyny i Brazylii. Wiekszosc osób z tej listy byla pochodzenia zydowskiego. Jedna z bardziej spektakularnych afer, miala miejsce pod koniec lat 20-tych. Niejaki Morris Baskin z Brooklynu, urodzony w Polsce, zainicjowal w roku 1927 lukratywny proceder przestepczy. Otóz w Nowym Jorku przebywalo sporo mezczyzn, których narzeczone znajdowaly sie wciaz w Polsce. Plan Baskina polegal na zawieraniu przez niego (i jego ludzi) malzenstw per procura w imieniu narzeczonych z USA, na podstawie udzielonych pelnomocnictw. Z aktem slubu w reku – poswiadczajacym obecnosc meza w USA – swiezo poslubiona malzonka nie miala klopotów z uzyskaniem w konsulacie amerykanskim upragnionej wizy. Po przyjezdzie do USA nie trafiala ona jednakze w objecia meza, lecz – pod wplywem grozby, a niekiedy przemocy fizycznej i zgwalcenia – do jednego z domów publicznych, których wlasciciele wspólpracowali z gangiem. Baskin zdolal pozyskac do przestepczej dzialalnosci rabina z podwarszawskiego Wawru, który za 50 USD udzielal malzenstwa per procura, jak równiez zastepce konsula amerykanskiej ambasady, nazwiskiem Harry Hall, który zaopatrywal gang we wszelkie niezbedne dokumenty i zapewnial bezproblemowe udzielanie wiz. Po rozbiciu gangu Baskina, okazalo sie, iz w samym tylko roku 1929, w wawerskim kahale zarejestrowano 15 malzenstw per procura, z osobami przebywajacymi w USA. E. J. Bristow kilkakrotnie podkresla w swej pracy, iz Zydzi, w zadnym wypadku, nie byli szczególnie predestynowani do parania sie zorganizowanym nierzadem. Wskazujac na Wlochów i Francuzów, cytuje on zydowskiego dzialacza Bundu Ben Zion Hoffmana, który mial powiedziec, iz „prawa natury nie czynia róznicy miedzy narodami”. Jednakze statystyka, która E. J. Bristow doslownie zasypuje czytelnika, przeczy – niekiedy – tak postawionej tezie. Z danych przytoczonych przez E. J. Bristowa, wynika bowiem niezbicie, iz na przelomie XIX i XX wieku, na ziemiach Królestwa Kongresowego, Galicji oraz zachodnich guberni rosyjskich (ziemie przedrozbiorowej Polski) element zydowski zdominowal calkowicie zorganizowane podziemie seksualne, a w okresie II Rzeczpospolitej jego udzial w tym procederze, byl wciaz bardzo wysoki. Opinia powyzsza odnosi sie do alfonsów, wlascicieli domów publicznych oraz handlarzy kobietami. Jezeli chodzi o „sile robocza”, o prostytutki, to w tym wypadku udzial elementu zydowskiego wahal sie w granicach od 20 do 50%, a wiec stanowil mniejszosc. Oznacza to, iz wiekszosc prostytutek „zatrudnionych” w domach publicznych, prowadzonych zazwyczaj przez Zydów oraz bedacych przedmiotem niecnych praktyk ze strony zydowskich streczycieli i handlarzy kobiet, byla pochodzenia niezydowskiego. Fakt ten – o zasadniczym znaczeniu – wyplywa bardzo wyraznie z przytoczonej przez E. J. Bristowa statystyki, jednakze ani razu nie jest on przedmiotem doglebniejszej analizy z jego strony. E. J. Bristow kilkakrotnie dotyka zwiazków miedzy zydowskim charakterem zorganizowanego seksualnego podziemia, a wzrostem nastrojów antyjudaistycznych, szczególnie w Europie Srodkowo – Wschodniej (wplyw lwowskiego procesu handlarzy kobiet z 1892 r. na antyjudaizm wiedenski i poglady Hitlera wyrazone w „Main Kampf”), jednakze nie poddaje owej zaleznosci gruntowniejszej analizie. Jest to dotkliwy brak pracy E. J. Bristowa, bo przeciez – jak sam podkresla – pomówienia o zbrodnie rytualne (proces Bejlisa, Hilsnera, tisza-eszlarski) oraz o handel zywym towarem byly dwoma glównymi, ulubionymi argumentami antysemitów. O ile pierwsze pomówienie bylo calkowicie bezzasadne i absurdalne, o tyle drugie mialo – jak wykazuje zaprezentowana statystyka – oparcie w rzeczywistosci i – jak gdyby – uwiarygodnialo pierwszy z zarzutów. Uchybieniem jest równiez brak porównania kultury Zydów sefardyjskich z kultura Aszkenazyjczyków, którzy – znów wynika to z liczb – wydawali sie byc zdecydowanie bardziej sklonni do parania sie zorganizowanym nierzadem. Rozwój sieci domów publicznych w Salonikach i Konstantynopolu – o czym byla mowa – nastapil po naplynieciu do tych miast, fali uchodzców zydowskich z Rosji. Podobne zjawisko – zaledwie „musniete” przez E. J. Bristowa – mozemy zaobserwowac na terenie Królestwa Kongresowego, po przybyciu tam duzej liczby Litwaków, co zaowocowalo dynamicznym rozwojem sieci domów publicznych, ku zgrozie spolecznosci polskiej i miejscowych Zydów, ustosunkowujacych sie do nowych przybyszów raczej niechetnie. W kontekscie zaleznosci miedzy wzrostem nastrojów antyjudaistycznych, a zdominowaniem zorganizowanego nierzadu przez element zydowski, bardzo wskazanym byloby gruntowniejsze zglebienie relacji pomiedzy rosyjskim aparatem represji a owym elementem. Watek ów, jest poruszony przez E. J. Bristowa doslownie w kilku zdaniach. Brakuje takze rzetelnej analizy charakteru zorganizowanego nierzadu – zdominowanego przez Zydów – pod katem komplementarnosci funkcji pelnionych przez nich w spoleczenstwach, wsród których przyszlo im zamieszkiwac. Owa koncepcja, wydaje sie byc niezwykle trafna w przypadku spoleczenstwa polskiego. Agraryzm, gardzacej pieniadzem i handlem szlachty polskiej, sprzyjal „wypelnianiu” przez naplywajacych Zydów „ekonomicznych nisz”. Stad ich liczna obecnosc wsród bankierów, poborców podatkowych, karczmarzy, mlynarzy, zarzadców nieruchomosci ziemskich, kupców, drobnych handlarzy, rzemieslników. Wydaje sie, iz w drugiej polowie XIX wieku ów schemat byl ciagle aktualny, o czym swiadczy fiasko programu pozytywistów (praca organiczna, praca u podstaw, bogacenie sie, tworzenie zrebów kapitalizmu) „odrzuconego” przez spoleczenstwo polskie. Liczba zydowskich przemyslowców – z koncem XIX wieku – przewyzszala tych o rodowodzie polskim. Powstaje pytanie, czy w wypadku zorganizowanego, seksualnego podziemia wystepuje – sui generis – zwyrodniala mutacja owego „komplementarnego instynktu” Zydów? Tego problemu E. J. Bristow – niestety- nie podejmuje. W ksiazce E. J. Bristowa wielokrotnie pojawia sie stacja kolejowa oraz port morski, jako wazne etapy funkcjonowania (rozszerzania sie) procederu zorganizowanego nierzadu. To wlasnie na stacjach kolejowych odbywaly sie „lowy” na naiwne, latwowierne, niedoswiadczone „odurzone miejskoscia” kobiety, przybywajace z prowincji. W odpowiedzi, organizacje zwalczajace nierzad, uczynily z dworców kolejowych pierwsza „linie obrony”, organizujac na ich terenie swe agendy, biura, schroniska, itd., których celem bylo przeciwdzialanie akcjom streczycieli i handlarzy kobiet. Ów watek, oddzialywania dynamicznie rozwijajacej sie sieci polaczen kolejowych, na skale i charakter zorganizowanego nierzadu, równiez nie zostal nalezycie rozwiniety przez autora ksiazki. Artur Ziaja Edward J. Bristow „Prostitution and Prejudice. The Jewish Fight Against White Slavery 1870 – 1939″, Schocken Books, New York.

  9. Piotrx powiedział/a

    Żydzi a sprawa murzyńska
    Lech Mark Jaworski, 01.02.2003

    Mało znanym faktem jest, że w USA istnieje od lat poważny konflikt pomiędzy Murzynami a Żydami. Dotyczy on żydowskich handlarzy niewolnikami, oraz spraw bardzo współczesnych takich jak: odszkodowania dla Murzynów za pracę niewolniczą i ich dostęp do dobrych szkół w których wśród nauczycieli i przywódców związków zawodowych dominują Żydzi.

    Poniższe opisy i argumenty pochodzą w poważnym stopniu z materiałów zebranych przez samych Żydów, którzy albo byli dobrymi kronikarzami własnych dziejów, albo po prostu, chcieli się pochwalić niewątpliwymi osiągnięciami. Kilka lat temu miała miejsce w USA dramatyczna walka o przywrócenie katedry uniwersyteckiej dla niesłuszne zwolnionego z pracy amerykańskiego profesora Tony Martina. Opisał on to na żywo w książce pod tytułem Żydowska Nagonka Meldunki z bitwy na froncie w Wellesley [The Jewish Onslaught Despatches from Wellesley Battlefront]. Jest to wspomnienie profesora studiów afrykańskich prestiżowego Kolegium żeńskiego w Stanie Massachusetts. Dr Tony Martin jest autorem kilkunastu książek, został adwokatem w Londynie w 1965 roku i wykładał na uniwersytetach w Anglii, w Trynidadzie i w USA. Od 1973 roku wykłada w Wellesley College gdzie w 1975 roku został mianowany profesorem zwyczajnym. Specjalizuje się on w tematyce afroamerykańskiej, czego dowodem jest książka o emigracji Żydów europejskich do Trynidadu w latach 30-tych. Tłumacząc i streszczając profesora Martina; starałem się używać dosłownych wyrażeń autora, aby wiernie oddać jego nastrój i poglądy, choć nie koniecznie pokrywają się one z moimi lub redakcji. Wyrażenia w nawiasach kwadratowych dodane zostały przez tłumacza jako wyjaśnienia.

    W 1993 roku, prof. Martin stał się przedmiotem niewybrednych, zmasowanych ataków organizacji żydowskich w USA; a dlaczego?

    Prof. Martin urodzony w 1942 r. jest Murzynem i studiuje drażliwą historię haniebnego procederu handlu niewolnikami. W odróżnieniu od politycznie poprawnych brązowników i wybielaczy, prof. Martin uczył prawdy. Prof. Martin użył wszelkich środków aby dotrzeć do żydowskich archiwów w Trinidadzie i w USA. Poprosił o pomoc czarnych pracowników bibliotek i studentów, aby dostać się do wstydliwie ukrywanych dokumentów, przeważnie z żydowskich źródeł. Niebezpieczna to sprawa w jednym zdaniu napisać o Żydach i handlu niewolnikami. Czy nie lepiej o tym nie wiedzieć? Przecież to było już kilkadziesiąt lat temu, tak dawno i tak daleko. Opisano wprawdzie bardzo dokładnie jak Chrześcijanie i Muzułmanie porywali, przewozili, zabijali, sprzedawali i eksploatowali żywy towar, ale udział Żydów w tym procederze był skrupulatnie ukrywany. Jak tylko wydano książkę The Secret Relation Between Blacks and Jews [Sekrety Pomiędzy Murzynami i Żydami] to otworzyła się puszka Pandory przeciwko jej użyciu jako materiału źródłowego w środowisku akademickim. Żadna jednak grupa Chrześcijan ani Muzułmanów nie próbowała zaprzeczyć swego udziału w handlu niewolnikami ani tym bardziej nie próbowała skompromitować bądź zwolnić profesorów wyższych uczelni za mówienie prawdy. W 1992 roku prof. Leonard Jeffries wygłosił na uniwersytecie Harvard, wykład poruszający między innymi udział Żydów w handlu niewolnikami. Spowodowało to zamieszki i demonstracje zorganizowane przez organizacje żydowskie; kampanię prasową i obelżywe ataki, które zakończyły się przegraną oszczerców; skazanych przez sąd do zapłacenia obrażonemu profesorowi, niebagatelnej sumy $400.000 US odszkodowania.

    W 1993 roku trzy członkinie żydowskiej organizacji Przyjaciele Hillel, odnogi B?nai B?rith Anti-Defamation League [ADL - Liga Przeciwników Obrażania Żydów] przyszło ukradkiem na wykład prof. Martina i po godzinie i 10 minutach doszły do wniosku, że wspomnienie żydowskich handlarzy niewolnikami jest aktem antysemityzmu i szerzeniem nienawiści. Pobiegły więc zaraz do Dziekana i Rektora i jak napisał prof. Martin „z grymasem wściekłego buldoga zaatakowały żywotne interesy swojej ofiary. Tymi żywotnymi interesami atakowanymi przez ostatnich 30 lat przez Żydów były warunki życia Czarnych. Zadanie zwolnienia mnie z pracy było o tyle łatwiejsze, że Dziekan, Rektor, większość profesorów i Przewodniczący Związku Studentów wszyscy byli Żydami”

    Prof. Martin zaprosił miejscowego rabina i dyżurnych krzykaczy na dyskusję ze studentami, ale tamci w ostatnim momencie stchórzyli, bo chociaż byli śmiali do kreciej roboty to bali się uczciwej otwartej debaty akademickiej. Potem zresztą wykręcili kota ogonem twierdząc, że to prof. Martin nie chciał się z nimi spotkać. Prof. Martin: „zanim skierowali oni na mnie swoje celowniki, to nabrali dużego doświadczenia w prześladowaniu Czarnych i narodów Trzeciego Świata. Stosunki między Żydami i Czarnymi popsuły się w ostatnich latach.? Oszczerstwa w prasie uniwersyteckiej i lokalnej pozostały bez echa, listy prof. Martina do redakcji nie były publikowane, więc zaczął on wydawać swój własny biuletyn Broadside [morski atak salwą armatnią z całej burty] przedstawiając fakty i opinie innych naukowców. Wywołało to wściekłość ADL, która przypuściła frontalny atak ochlapując profesora Martina błotem antysemityzmu i podobnych słów – wytrychów. Anonimowe skargi zaczęły podważać nieskazitelną opinię profesora, który nie mógł zrozumieć dlaczego ci wszyscy niezadowoleni żądający jego dymisji wentylowali swoją złość poprzez właśnie żydowskie organizacje. Wolność słowa, swoboda akademicka i inne frazesy były używane przez samozwańczych cenzorów, których zachowania nie powstydziliby się Stalin, Hitler ani McCarthy. Mimo wielu wysiłków, wrogowie profesora Martina nie mogli znaleźć murzyńskiego historyka, który by go potępił. Kongresman Paul Findley napisał książkę They Dare to Speak Out: People and Institutions Confront Israel?s Lobby. Westport CT, Lobby Lawrence Hill & Co 1985. [Oni Mają Odwagę Przemówić: Obywatele i Instytucje w Konfrontacji z Izraelskim Lobby]. Zawiera ona wiele przykładów jak można „wykończyć” niewygodnego poprzez zastraszanie, pomawianie i oszczerstwa.

    Przemówienie w obronie własnej

    A oto dramatyczne zakończenie przemówienia profesora Martina z dnia 4 marca 1993 do Rady Naukowej Wellsley College:

    „Żydzi w tym kraju byli handlarzami niewolników. Transportowali oni niewolników z miejsca na miejsce. Cytując badania żydowskich historyków książka [Sekrety Pomiędzy Murzynami i Żydami] sugeruje, że opierając się na spisie ludności z 1830 roku, Żydzi byli przeciętnie właścicielami większej liczby niewolników niż reszta białej ludności. Książka wskazuje również na fakt, że wśród przeciwników niewolnictwa było stosunkowo mało głosów żydowskich. Chociaż Chrześcijanie też prowadzili taki handel w USA, to byli jednak również główną siłą stowarzyszeń białych abolicjonistów [przeciwników niewolnictwa]. Książka wskazuje również na fakt, że Żydzi, podobnie jak Chrześcijanie podpierali się Biblią dla usprawiedliwienia niewolnictwa. Pseudo-naukowy rasizm nie był ograniczony do Chrześcijan. Żydzi uciekali się do Biblii i innych źródeł, szukając intelektualnego i moralnego usprawiedliwienia dla zniewalania Afrykanów.

    Nie ma w tej książce żadnego antysemityzmu. Ostatnio udostępniłem artykuły z New York Amsterdam News, największego afrykańsko-amerykańskiego tygodnika, który drukował recenzję żydowskiego naukowca, pozytywnie oceniającego tę książkę. Są więc Żydzi, inni niż wy słuchający mnie tutaj, którzy potępiliście mnie w zeszłym tygodniu.

    Do Żydów i ich ulubionych Murzynów upierających się w atakowaniu mnie, mówię: – 100 milionów albo więcej moich ludzi, moich przodków zginęło przez handel niewolnikami. Przez prawie 500 lat, Afrykanie na tej półkuli, na Karaibach, w Północnej, Południowej i Centralnej Ameryce, byli biczowani, bici, torturowani, gwałceni i zabijani przez Żydów i nie-Żydów, bez różnicy. A ja wam mówię, Żydom w szczególności, jak macie czelność! Jak ktoś śmie- mnie, potomkowi Afrykanów, którzy tak cierpieli, powiedzieć, że ja mam ograniczać swoją działalność naukową, że muszą by jakieś granice poza które moje badania nie mogą mnie poprowadzić. Mówię wam, że taka sytuacja jest nie do zniesienia. Prawda przywalona do ziemi powstanie znowu. Biblia mówi nam szukajcie prawdy i prawda was wyzwoli. Tym, którzy chcą przeciwstawić się prawdzie mówię: zmiatajcie z drogi bo prawda was zaatakuje. Ani kłamstwa ani brutalne ataki w Wellesley News, ani udaremnienie mi odpowiedzi na tą nieszczęsną publikację, nawet nie uzasadnione, przedwczesne potępienie mnie przez Rektora i Dziekana, nie przysłonią rzeczywistości. A więc róbcie co chcecie. Zróbcie to co czujecie, że musicie zrobić. Sprawiedliwość i tak zwycięży. Historia jak fala przypływu zmiecie was.”

    Środki masowego przekazu.

    Cytuję profesora Martina: „Żydzi tradycyjnie odrzucają jako antysemityzm wszelkie sugestie, iż są właścicielami lub kontrolującymi media. Jednak tutaj tak jak w handlu niewolnikami nie trzeba szukać dalej niż w ich własnych dokumentach. Żydzi zajmują wszystkie siedem stanowisk Kolegium Redakcyjnego, będącego żydowską własnością New York Times, donosi Charles E. Silberman w książce Certain People: American Jews and Their Lives Today [Pewni Ludzie: Żydzi Amerykańscy i Ich Obecne Życie] Nowy Jork: Summit Books 1985. Podobna jest dominacja Żydów wielu najpoważniejszych gazet takich jak Wall Street Journal czy Washington Post. Podobny model widać w telewizji, gdzie najważniejsi prezenterzy tacy jak Ted Koppel, Mike Wallace, Barbara Walters, Marvin Kalb i inni są Żydami. Największa koncentracja Żydów jest jednak wśród producentów, którzy decydują o tym co będzie na antenie, jak długo i w jakiej kolejności. Jeżeli doda się do tego żydowską własność większości studiów filmowych w Hollywood, sieci telewizyjnych i czasopism to obraz wpływów żydowskich na środki masowego przekazu staje się oszałamiający.

    Należy stwierdzić, że umiejętność Żydów wpływania na środki masowego przekazu jest olbrzymia. Żydowskie oświadczenie do lokalnej prasy z 5 kwietnia 1993 r. [w Wellesley] już 7 kwietnia spowodowało 4 artykuły w ciągu 6 dni w Boston Globe a w niedzielę artykuł wstępny pod tytułem Literatura Nienawiści jako Historia. ( ) New York Times, agencja Associated Press rozniosły tę wiadomość aż do Honk Kongu, a łącza satelitarne nadały je na cały świat.

    Zastosowana taktyka w tym tak jak w poprzednich wypadkach miała nasycić media kłamstwami i półprawdami, uczynić odpowiedzi trudnymi lub je zupełnie uniemożliwić, a rozpętać kampanię po to by pozbawić ich ofiarę pracy, popsuć jego reputację, uczynić go jak najbardziej nie zatrudnialnym a gdyby się to nie udało, to żeby spędził resztę życia przepraszając za prawdziwe lub urojone nieostrożności. Kwestia czy Chrześcijanie lub Muzułmanie skarżyli się na mnie za wymienianie ich roli w handlu niewolnikami, nie jest bynajmniej hipotetyczna. Wykładałem o ich roli (szczególnie Chrześcijan, jako bardziej związanych z tematem przedmiotu, przez 20 lat. Żaden Kwakr, Katolik, Husyta ani Baptysta nie próbował spowodować wywalenia mnie z pracy. Jedynym wyjątkiem są Żydzi z ich Amerykańskim Komitetem Żydowskim [American Jewish Committee], Anti-Defamation League, American Jewish Congress, The Hillel Foundation, The Jewish Community Relation Council i ich pobratymców z głowami hydry.”

    Jeden z uznawanych za najbardziej prawdomównych i wiarogodnych redaktorów sieci telewizyjnej ABC David Brinkley w programie o prof. Martinie autorytatywnie stwierdził, z urzekającą ignorancją, że to nie Żydzi dominowali w handlu niewolnikami, że byli to Portugalczycy. „Byłoby to podobne do stwierdzenia iż członkowie żydowskiej Fundacji Hillei to przecież właściwie Amerykanie. Duży procent wczesnych portugalskich handlarzy niewolnikami stanowili właśnie Żydzi. W niektórych okolicach we wczesnej historii Nowego Świata „Portugalczyk” i „Żyd” znaczyło praktycznie to samo. Portugalskie nazwiska przeważają wśród wczesnych osadników sefardyjskich Żydów w Ameryce Północnej.”Królowa Kastylii Izabella I (1451-1504), zwana Katoliczką, która zjednoczyła Hiszpanię i sponsorowała wyprawy Kolumba jest obecnie beatyfikowana wśród protestów Żydów. Tak jakby oni mieli coś do powiedzenia w tej sprawie. Chrześcijanie nie wyznaczają im przecież kacyków. Wydała ona dekret o wydaleniu Żydów za to, że w walce katolików z muzułmanami, Żydzi opowiedzieli się po stronie muzułmanów. Niektórzy pozornie przeszli na katolicyzm ale potajemnie kontynuowali judaizm. Nazywano ich „los marranos.” Królowa Izabella była przez długi czas bardzo Żydom życzliwa. Powierzała im administrację finansową, wojskową a nawet kościelną. W obliczu powszechnej jednak zdrady interesów Hiszpanii królowa wydaliła ich z powodów czysto politycznych. Przez to uratowała ich od matanzas – masakr wielekroć gorszych od pogromów, z rąk oburzonych do żywego, krewkich Hiszpanów. Żydzi przegrali wreszcie na równi z Maurami. Przeważnie wyjechali do Ameryk Południowej, Środkowej i Północnej. Podobnie stało się w Portugalii, gdzie katoliccy władcy dali im do wyboru: albo stać się lojalnymi katolikami, albo wynosić się gdzie pieprz rośnie (to jest właśnie do Ameryki Południowej). Portugalska Brazylia „zaimportowała” wraz z nimi miliony czarnych niewolników z Afryki przy wydatnej pomocy muzułmańskich „łapanek” i żydowskich „statków wycieczkowych.” Wielu Żydów przyjmowało nazwiska portugalskie, hiszpańskie, niemieckie lub polskie, w zależności od kraju zamieszkania, aby okazać asymilację i uzyskać akceptację tubylców. W taki sposób zwalono winę za handel niewolnikami na Bogu ducha winnych Hiszpanów czy Portugalczyków, którzy z przyjemnością pozbyli się nielojalnych wygnańców z Palestyny. Warto tu wspomnieć, że w tym samym czasie Polska przyjmowała Żydów ze wschodu, zachodu i południa, gdzie znaleźli, według francuskiej encyklopedii z XVIII wieku, „Paradise Judeorum” [żydowski raj]. W Polsce nie było jednak zapotrzebowania na niewolników z Afryki a nawet nie zatrudnialiśmy dzieci w kopalniach, byliśmy więc chyba dużo bardziej humanitarni niż np. Anglicy.

    Żydowski historyk Herbert I. Bloom w książce wydanej w 1934 roku przez Żydowskie Towarzystwo Historyczne, że Chrześcijańscy mieszkańcy Brazylii byli zazdrośni, że „Żydzi mieli najlepsze plantacje w dolinie Pernambuco i przodowali w posiadaniu i handlu niewolnikami.” A dalej że „Handel niewolnikami był jednym z najważniejszych żydowskich interesów tutaj jak i wszędzie indziej w koloniach.” Jednym z sekretów powodzenia „akcji” był sprytny biznes plan pozwalający na zakupy ratalne niewolników, dostawa natychmiastowa a płatność dopiero po żniwach. Nie trzeba było więc dbać o niewolników w okresie zimowym.

    Inny żydowski historyk Harold D. Brackman w swej pracy doktorskiej na Uniwersytecie Kalifornijskim przyznaje że: „przez kilka stuleci, przynajmniej od średniowiecza, Żydzi byli w czołówce światowego handlu niewolnikami.”

    Wierutnym kłamstwem było głoszenie, że książka SEKRETY POMIĘDZY MURZYNAMI I ŻYDAMI zawiera insynuację iż Żydzi są genetycznie predysponowani do handlu niewolnikami. Nic takiego ani książka ani wykłady prof. Martina nie sugerowały.

    Jewish Advocate [Obrońca Żydów] z Bostonu opublikował przynajmniej 10 artykułów na temat tej książki zanim zamówił choć jeden jej egzemplarz.

    Boston Globe został wkrótce kupiony przez New York Times i nie zamieścił odpowiedzi profesora Martina w formie listu do redakcji po swoim blitzu czterech artykułów o nim w ciągu 6 dni.

    Były jednak wyjątki. Chicago Tribune przysłał reportera na uczelnię w Wellesley, który napisał rozsądny i wyważony artykuł. Naprawdę przeczytał on SEKRETY POMIĘDZY MURZYNAMI I ŻYDAMI, nie jak inni, którzy perorowali bezmyślnie na jej temat. Kilka programów telewizyjnych z Bostonu pozwoliło sobie na przedstawienie zróżnicowanych punktów widzenia na ten temat. „Jeden przynajmniej redaktor audycji radiowej, mimo tego że sam jest Żydem i jego poglądy różnią się od moich – wspomina prof. Martin – był profesjonalnie uprzejmy i sprawiedliwy.”

    Miały również miejsce chwyty poniżej pasa. Przyjaciele Hillel w Wellesley, żydowskiej organizacji, wśród członków której byli Dziekan i kilku profesorów, posłali matce jednej ze studentek śmiało broniącej profesora Martina, pakiet fałszywych informacji. Wkrótce pojawiły się też tajemnicze ulotki zawierające insynuacje o jego rzekomych związkach seksualnych z tą samą studentką.

    Jedną z najskuteczniejszych metod taktyki Żydów jest pozyskanie sobie ambitnych ale wyobcowanych Murzynów, którzy stanęliby po ich stronie i wychylali się za nich. Chociaż żaden Żyd na Uczelni nie opowiedział się otwarcie przeciwko ekscesom ich współwiernych to znalazło się dwoje Czarnych wykładowców, którzy wskoczyli w ogień ze sztandarami Żydów. Profesorowie Cudjoe i Andrews zostali obsypani za to pochwałami, tytułami i nagrodami. Andrews napisał nawet że „Murzyni są intelektualnie słabi a moralnie leniwi.” Zachwyciło to Wellesley News, które drukowało ten artykuł przez dwa tygodnie z rzędu. Napisał on również, że „My (to znaczy kto? on czy Żydzi) musimy wyrobić w sobie pasję do kopania w d..ę.” Profesor Martin komentuje: „Nie wiem czy miał on na myśli moją d..ę, czy tych intelektualnie słabych a moralnie leniwych studentek przeważnie Czarnych kobiet z Wellesley College. Nie było to wtedy oczywiste. Nikt chyba nie był naprawdę skopany, ale na wszelki wypadek oglądałem się do tyłu gdy stary Marcellus Andrews był blisko.”

    Inny przeciwnik prof. Martina, prof. Henry Louis Gates Jr. z Harvardu był cały czas niezbyt szarą eminencją w czasie całej kontrowersji. „Cytowany był do znudzenia w każdym artykule i programie TV. Obsypany został zaszczytnymi katedrami uniwersyteckimi, nagrodami i tytułami od ADL i Fundacji Rockefellera. Pozwolono mu przenosić się z jednego uniwersytetu na drugi z całym sztabem pracowników,” tylko za zdradę interesów Murzynów w USA. Prawdziwi zaś obrońcy praw Czarnych Amerykanów tacy jak Marcus Garvey, Malcolm X, Martin Luther King Jr. Louis Farrakhan, Andrew Young, Leonard Jeffries, Toni Martin czy Jesse Jackson zostali albo skrytobójczo zamordowani, albo kompromitowani i odsuwani od wpływowych stanowisk przez tak zwane „podrzucanie świni.”

    Podłoże historyczne

    Organizacje żydowskie nigdy szczerze nie popierały ruchu wyzwolenia i emancypacji Murzynów w Ameryce; czy to ze względu na własne wąskie interesy, [tak jak opozycja Izraela przeciwko przystąpieniu Polski do NATO (co mogło uszczuplić jego dostawy broni z USA)] czy to obalanie mitów historycznych. Murzyńscy badacze historii starożytnej i współczesnej znaleźli przekonujące argumenty aby wykazać, że w Afryce był początek cywilizacji, że Grecja zawdzięcza swą mitologię i filozofię czarnej Afryce, że Kleopatra była czarna, że Żydzi handlowali niewolnikami jako żywym towarem – nawet Żydówkami sprzedawanymi do domów publicznych jeszcze w XX wieku oraz że ADL jest organizacją nielegalnie szpiegującą dziesiątki tysięcy obywateli amerykańskich i setki organizacji społecznych i etnicznych. Wybuchł skandal. Demonstracje solidarności Murzynów z profesorami Martinem, Jeffries i Dube odbiły się szerokim echem. Próby kontrolowania organizacji murzyńskich przez np. finansowanie 2/3 kosztów organizacji Martina Lutra Kinga z żydowskich źródeł nie powiodły się. Afrykanie amerykańscy przestali potrzebować fałszywych przyjaciół i sami zaczęli się rządzić; wydawać czasopisma, robić filmy i brać się za politykę. Punktem kulminacyjnym narastających napięć pomiędzy Żydami a Murzynami stał się strajk nowojorskich nauczycieli w 1968 roku. Związek zawodowy nauczycieli zdominowany przez Żydów, wystąpił ostro przeciwko działaczom murzyńskim domagającym się lepszego nadzoru nad podupadającymi szkołami w biednych dzielnicach. Po wojnie sześciodniowej Norman Podhoretz, wskazywał na podjęte przez Żydów nowe postanowienie:

    Przeciwstawiania się każdemu, kto w jakikolwiek sposób, w jakimkolwiek stopniu i z jakiegokolwiek powodu usiłuje wyrządzić nam krzywdę. [ ] Od tej pory nie będziemy ustępować.

    Norman Finkelstein reasumuje: I tak jak uzbrojeni po zęby przez Stany Zjednoczone Izraelczycy odważnie „usadzili” niesfornych Palestyńczyków, tak też amerykańscy Żydzi „usadzili” niesfornych Murzynów. Pomiatanie tymi, którzy najmniej potrafią się bronić: oto istota odzyskanej przez amerykańskie organizacje żydowskie odwagi.

    Profesor Martin sugeruje: „Żydzi powinni wziąć przykład z Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Papież Jan Paweł II na pięćsetlecie odkrycia Nowego Świata przez Kolumba przeprosił Żydów, Indian i Afrykanów za dawne winy. Żydzi powinni zrobić to samo w stosunku do Afrykanów i Indian za setki lat zniewalania i eksterminacji. Mogliby również zyskać moralnie przez naśladowanie Niemców od których dostali do 1985 roku 70 miliardów dolarów.” Profesor Norman Finkelstein w książce PRZEDSIĘBIORSTWO HOLOKAUST przypomina, że Randal Robinson, który zajmuje się obecnie kampanią o odszkodowania za niewolnictwo dla amerykańskich Murzynów, skrytykował „milczenie” władz amerykańskich w sprawie tej grabieży, podczas gdy zastępca sekretarza stanu Stuart Eizenstat, zajmował się zmuszaniem 16 niemieckich firm do wypłacenia rekompensat Żydom, których wykorzystywano jako niewolników w czasie II wojny światowej.

    Książka Żydowska Nagonka stała się bestsellerem. Kilka spraw sądowych wykazało, że prof. Martin miał rację. Jedna ze spraw jeszcze się toczy. Autorka oszczerstwa przyznała się do kłamstwa, ale twierdziła iż wolność słowa jej na to pozwala. Najlepsi prawnicy jakich można wynająć za pieniądze bronią jej. Może dożyjemy końca tego procesu. Profesor Martin nadal wykłada w Wellesley College. Rozmawiałem z nim telefonicznie i wymieniłem kilka e-mailów. Podał mi adresy internetowe zawierające informacje na temat Żydów i Murzynów w USA. A oto one: http://www.blacksandjews.com/, http://www.themajoritypress.com/.

    Lech Marek Jaworski

  10. Górecki powiedział/a

    Poszukuje informacji na temat Cwi Migdal’a – tu w kopii wpisu u Gajowaego

    - Totalna inwigilacja
    http://marucha.wordpress.com/2010/10/11/totalna-inwigilacja/#comment-60439

    Pytanie :

    ***

    Do Pana Marka – cf. 28 – à propos „SŁOWIANKI” :
    http://www.slowianki.uj.edu.pl/index.php?id=12

    Czy tylko SŁOWIANKI ?

    Widzi Pan, z niedawnej debaty na ten temat u Pana Maruchy – „Handel gojami” – wynika, ze tak :
    http://marucha.wordpress.com/2010/07/22/handel-gojami/

    Sledzilem tez historie Cwi Migdala, wybitnego speca od handlu zywym towarem. Rok czy dwa lata temu, zaraz po otwarciu argentynskich archiwow, mowa byla o tym, ze ten WYBITNY warszawiak (a tez i jego kompany – bylo ich cos ponad 500) handlowal gojkami z Polski, Ukrainy, …a nawet z Chin.

    Teraz natomiast, zydowskie portale mowia tez i o tym, ze „hanbil” on tez swoje kobiety. Spojrzmy tu w googlu wpisujac – zyd cwi migdal prostytucja – Ha ! „biedne te zydowki”, wrzeszcza coraz glosniej w sieci.

    A JAK to z tym Cwi (zvi, zwi) Migdal’em bylo naprawde, a zwlaszcza, gdzie on zdobywal towar ?

  11. Guła powiedział/a

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.