Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archiwum dla Sierpień 7th, 2010

Pedalstwo fetuje

Posted by Marucha w dniu 2010-08-07 (sobota)

Parada gejów w Holandii, przyszło 500 tys. osób

Mimo ulewnego deszczu około pół miliona osób brało udział, jako uczestnicy i publiczność, w dorocznej paradzie gejów w Amsterdamie.

Przy ogłuszających dźwiękach muzyki otwierał je taneczny przemarsz uczestników w skąpych strojach afrykańskich wojowników. Jednocześnie odbywała się parada 80 przybranych bogato dekoracjami w kolorze różowym łodzi i statków na kanale miejskim Prinsengracht.

Święto zainaugurował burmistrz Amsterdamu, Eberhard van der Laan. Nowy gospodarz miasta, który objął swój urząd przed miesiącem – jak podkreśla holenderska prasa – jest żonaty i ma pięcioro dzieci. Podczas ceremonii powiedział, że Amsterdam jest miastem otwartym na świat: połowa spośród 750 tysięcy jego mieszkańców nie jest Holendrami.

Niezwykle bogaty program święta składa się z około 300 koncertów, wystaw malarstwa i rzeźby, występów baletowych, festiwalu filmów gejowskich i innych atrakcji.

Za Onet.pl

Opublikowany w Kultura | Komentarzy: 17 »

Wszyscy won!

Posted by Marucha w dniu 2010-08-07 (sobota)

http://miziaforum.wordpress.com/2010/08/04/wszyscy-won-psl-sld-pis-po-polakom-nie-sa-potrzebni-ci-konkretni-zlodzieje/

WSZYSCY WON – PSL, SLD, PIS, PO – POLAKOM NIE SĄ POTRZEBNI CI KONKRETNI ZŁODZIEJE

Eksperci z Centrum im. Adama Smitha szacują, że koszt wychowania dziecka w Polsce to obecnie minimum 160 tys. zł. Jeśli polski rząd podwyższy VAT na ubranka i buciki dziecięce, ta kwota jeszcze się zwiększy.

Większość polskich rodzin decyzję o posiadaniu dzieci uzależnia od możliwości zapewnienia im odpowiednich warunków życiowych i możliwości rozwoju. Tymczasem w obecnych warunkach koszty utrzymania i wychowania dzieci są tak duże, że posiadanie potomstwa dla niektórych staje się luksusem, na który mogą pozwolić sobie tylko kosztem ogromnych wyrzeczeń. Jak szacują eksperci z Centrum im. Adama Smitha koszt wychowania jednego dziecka do osiągnięcia przezeń 20 roku życia wynosi w Polsce około 160 tys. zł (minimum), dwójki – 280 tys. zł, a trójki – 376 tys. zł, i to bez kosztów pośrednich.

Według Komisji Europejskiej 22% polskich dzieci i 13% dorosłych zagrożonych jest biedą. Poniżej progu ubóstwa żyje w Polsce aż 19% dorosłych i 26% dzieci. To zatrważające dane. Skrajna bieda powoduje wykluczenie społeczne ludzi nią dotkniętych, których stać najwyżej na zaspokajanie najbardziej elementarnych potrzeb.

Polska bieda nie jest jednak, jak mogłoby się wydawać, skutkiem bezrobocia. Wiele z osób dotkniętych biedą ma stałe zatrudnienie. Przyczyn tak dramatycznej sytuacji społeczeństwa należy upatrywać w niskich dochodach połączonych ze stosunkowo dużymi obciążeniami fiskalnymi, także w postaci podatków pośrednich. Zdecydowana większość polskich rodzin byłaby w stanie zapracować na swoje utrzymanie, gdyby nie nadmierny fiskalizm. Tymczasem dla 95% polskich podatników 22% stawka VAT jest nawet większym obciążeniem niż 19% stawka od dochodów osobistych, tradycyjnie uważana za najbardziej dotkliwą.

Stawka VAT w Polsce jest wyższa niż w większości państw członkowskich UE. Średnia w Unii wynosi 19,5%. Wyższą niż Polska stawkę VAT mają jedynie Szwecja i Dania (po 25%). Najniższy VAT jest w Hiszpanii (16%) oraz Wielkiej Brytanii (17,5%). W przypadku polskiej rodziny z trójką dzieci, przyjmując dla prostoty rachunków, że wszystkie towary objęte są jednolitą stawką VAT 22%, wydatki na utrzymanie, wychowanie i wykształcenie dzieci do osiągnięcia przez nie 20 roku życia są obciążone podatkiem w wysokości 142 tys. zł.

Niektóre produkty związane z wychowaniem i utrzymaniem dzieci obłożone są na razie obniżoną stawką VAT. Dotyczy to między innymi ubranek i bucików dziecięcych, na które obecnie obowiązuje stawka 7%. Wkrótce jednak może się to zmienić – Komisja Europejska nakazuje Polsce podnieść stawkę VAT na te produkty do 22%. Jeśli rząd podniesie VAT, w przykładowej rodzinie z trójką dzieci, koszty ich utrzymania wzrosną o 7890 zł. Ponieważ około 47% rodzin w Polsce to rodziny z jednym dzieckiem, około 36% to rodziny z dwójką dzieci, a pozostała część to rodziny z trójką i więcej dzieci, łączne roczne wydatki polskich rodzin z tytułu podwyższonego VAT wzrosłyby o 2,42 miliarda złotych. Większe wydatki na te produkty dla dzieci mogą skutkować na przykład rezygnacją z części wydatków na edukację i zepchnięciem kolejnych rodzin bliżej marginesu biedy. Problemu raczej nie rozwiążą proponowane przez Komisję Europejską dopłaty dla rodziców.

Zdaniem badaczy z Centrum im. Adama Smitha odpowiednim remedium na polską biedę nie jest dalsze rozwijanie programów socjalnych. „To bardzo nieefektywne narzędzie – mówi Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha – Skuteczność programów socjalnych jest niska. Ze 100 złotych zabranych przez państwo podatnikom na pomoc potrzebującym trafia nie więcej niż 30-40%. Resztę pochłaniają koszty transakcyjne i administracyjne. Najbardziej skuteczne byłoby więc po prostu zmniejszenie obciążeń podatkowych. Zwłaszcza podatków pośrednich, którymi obłożone są produkty dla dzieci – niższy VAT na ubranka, pieluchy, buciki i inne tego typu produkty realnie zmniejszyłby koszt wychowania dzieci.”

Jednak na razie w Polsce wydatki na utrzymanie dzieci traktowane są niemal tak, jak wydatki na dobra luksusowe. Takim samy podatkiem obłożony jest zakup luksusowego samochodu i kupno tornistra dla dziecka. Zupełnie inaczej jest na przykład w Wielkiej Brytanii, gdzie obowiązuje zerowa stawka VAT na obuwie i ubranka dla dzieci, a kolejne rządy konsekwentnie odmawiają jej podniesienia, mimo nacisku Komisji Europejskiej zainteresowanej harmonizacją podatków pośrednich w Unii.

http://www.puellanova.pl/644,0,Ile-kosztuja-dzieci-Smutny-Dzien-Dziecka.html

Admin niestety zmuszony jest zauważyć, że PO, PiS, SLD i PSL są olbrzymiej większości Polaków potrzebne, na co wskazują wyniki głosowań w wyborach powszechnych… – admin

Opublikowany w Gospodarka, Różne | Komentarzy: 39 »

Bitwa narodów

Posted by Marucha w dniu 2010-08-07 (sobota)

W 1944 r. – w Powstaniu Warszawskim – obok Polaków i Niemców walczyli także przedstawiciele innych nacji, i to zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie powstańczych barykad.

Kolejna rocznica Powstania Warszawskiego jest dobrą okazją do odsłonięcia mało znanych kart jego historii, wśród których jest udział w walkach cudzoziemców. Po stronie powstańców było ich bardzo niewielu – jedyną odrębną formacją, którą tworzyli, był 535. pluton AK, składający się w większości ze Słowaków. W odróżnieniu od innych powstańców nosił oni opaski biało-niebiesko-czerwone z godłem Słowacji. Pluton walczył dzielnie na Czerniakowie. W innych plutonach znajdowali się pojedynczy Węgrzy, Czesi, Francuzi, Gruzini i Ormianie, było także kilku Holendrów i Belgów, a nawet jeden Australijczyk. Byli to zbiegli jeńcy, dezerterzy z wojsk hitlerowskich lub osoby, które założyły tu rodziny i od dawna mieszkały w polskiej stolicy.

Do oddziałów powstańczych przyłączali się także Żydzi, oswobodzeni z obozu “Gęsiówka”, pochodzący z Węgier, Rumuni i Grecji. Do cudzoziemców niosących pomoc powstańcom należy zaliczyć także lotników alianckich z Wielkiej Brytanii, Kanady, Nowej Zelandii i Afryki Południowej, którzy jako ochotnicy brali udział w lotach z zaopatrzeniem zrzucanym na spadochronach. Były to misje wręcz samobójcze, ponoć tak ryzykowne jak atak samolotów torpedowych na japońskie pancerniki. Dlatego też wielu z nich poległo. Będąc w tym roku w Ottawie, widziałem pomnik ku czci kanadyjskich pilotów, którzy nieśli pomoc naszej stolicy i nad nią zginęli. Jednego z wielkich zrzutów dokonali również Amerykanie, ale okazał się niecelny – w 85 proc. wpadł w ręce niemieckie. W ostatniej fazie powstania latali także Rosjanie, ale oni zrzucali ładunki bez spadochronów, dlatego większość zaopatrzenia docierała do powstańców całkowicie zniszczona.

Osobną sprawą jest udział Kresowian w walkach o Warszawę. Ci oczywiście cudzoziemcami nie byli, choć niektórzy pochodzili z rodzin mieszanych. Walczyli oni w oddziałach armii Berlinga, która próbowała przeprawić się przez Wisłę, idąc na pomoc walczącej stolicy. Wielu z nich zginęło, gdyż nie mieli żadnego doświadczenia w walkach ulicznych. Poza tym dowództwo radzieckie nie wsparło utworzonych przyczółków. Kresowianie walczyli także w szeregach zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego AK, słynnego partyzanta, por. Adolfa Pilcha “Doliny”, które jako jedyne przebiło się do Warszawy. Poniosło ono ciężkie straty w walkach o Dworzec Gdański.

Całkiem inaczej sytuacja wyglądała po stronie niemieckiej, gdzie formacji cudzoziemskich było sporo. Jeszcze przez wybuchem powstania na terenie Warszawy stacjonowały oddziały policji i SS złożone z kolaborujących obywateli Związku Radzieckiego. Po 1 sierpnia gen. Erich von dem Bach-Zelewski (zgermanizowany Pomorzanin z Lęborka) sprowadził nowe oddziały, bezlitosne dla ludności cywilnej. Najbardziej okrutna spośród nich była RONA (Russkaja Oswoboditielnaja Narodnaja Armia), czyli Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa. Dowodził nią pół-Polak Bronisław Kamiński, urodzony pod Witebskiem, swego czasu oficer sowiecki, później organizator milicji kolaboranckiej w okolicach Briańska na Białorusi. Była to formacja składającą się głównie z Rosjan, Ukraińców i Białorusinów, dobrze uzbrojonych przez hitlerowców. Nie należy mylić jej z ROA (Russkaja Oswoboditielnaja Armia), dowodzoną przez gen. Andireja Własowa, choć wszystkich rosyjskich kolaborantów popularnie nazywa się “własowcami”.

W trzecim dniu powstania wydzielone oddziały RONA w liczbie 1700 żołnierzy, dowodzonych przez mjr. Jurija Frołowa, zostały przerzucone na Ochotę. Tutaj w ciągu kilkunastu dni dokonały potwornych mordów na cywilach, w tym w szpitalach, które wpadły w ich ręce, oraz na tzw. Zieleniaku, czyli bazarze przekształconym w obóz dla jeńców. Zgładzono prawie 10 tys. bezbronnych osób. Mordy te połączone były z rabunkiem. Sam Kamiński zgromadził całą skrzynię złota i precjozów. W końcu został uwięziony przez samych Niemców i zgładzony. Inną złowieszczą formacją były oddziały złożone z muzułmańskich żołnierzy, także radzieckich obywateli. Ci byli szczególnie okrutni wobec kobiet. Chodzi o dwa bataliony azerbejdżańskie, podporządkowane złożonej z kryminalistów brygadzie Oskara Dirlewangera. Dołączono do nich 3. pułk doński. W ten sposób powstała szturmowa formacja będąca mieszaniną pospolitych przestępców, kolaborujących Azerów i Turkmenów oraz rosyjskich Kozaków. Tylko na Woli wymordowali oni 40 tys. osób.

W Warszawie walczył także Legion Wołyński. Jego dowódcą był Petro Diaczenko, postać ponura. Urodzony pod Połtawą, walczył po 1917 r. w formacjach ukraińskich. Cztery lata później, tak jak wielu innych żołnierzy, został internowany w naszym kraju. Stworzono mu możliwość służby w polskiej armii. Ukończył Wyższą Szkolę Wojenną w Warszawie, uzyskując stopień majora dyplomowanego. Był oficerem kontraktowym w 3. pułku szwoleżerów mazowieckich. Po kampanii wrześniowej przeszedł na stronę niemiecką. Legion składający się wyłącznie z Ukraińców dokonał krwawych rzezi polskich wsi. We wrześniu 1944 r. został przerzucony na Czerniaków, gdzie również dopuścił się okrucieństw. Rzecz ciekawa, po wojnie Diaczenko przeszedł na służbę wywiadu amerykańskiego – stał się jej płatnym agentem. Do końca swoich dni żył spokojnie pod Nowym Jorkiem, a rząd polski nigdy nie wystąpił o jego ekstradycję.

Z kolei gen. von dem Bach-Zelewski wprawdzie zmarł w więzieniu, nie został jednak skazany za wymordowanie setek tysięcy Polaków i Żydów, lecz za zabicie… sześciu niemieckich komunistów.

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Opublikowany w Historia | Komentarzy: 21 »

Czy Izrael jest państwem demokratycznym?

Posted by Marucha w dniu 2010-08-07 (sobota)

Chociaż temat ten jest dobrze znany gościom gajówki, przypominamy go ze względu na osobę niedawno zamordowanego historyka, dr-a Dariusza Ratajczaka. – admin
http://judeopolonia.wordpress.com/zydowski-faszyzm/czy-izrael-jest-panstwem-demokratycznym-dr-dariusz-ratajczak/

Powszechnie uważa się, że państwo Izrael jest tworem demokratycznym, stanowiącym chlubny wyjątek na Bliskim Wschodzie. Zgadzam się, z jednym wszelako zastrzeżeniem: jest to demokracja „narodu wybranego”, nie spełniająca międzynarodowych standardów praw człowieka, oparta o skrajny nacjonalizm, nietolerancję dla gojów i ogólną niechęć do wszystkiego, co wiąże się z golusem (światem nieżydowskim).

Zgodnie z oficjalną definicją, Izrael jest państwem należącym wyłącznie i tylko, bez względu na miejsce zamieszkania, do osób określanych przez władze izraelskie jako Żydzi. Z drugiej strony, Izrael nie należy do obywateli nieżydowskiego pochodzenia (ok.17% ogółu ludności w starych granicach państwa z roku 1967), których oficjalnie zalicza się do osób niższej kategorii.

Nieżydowska ludność Izraela – Arabowie i Druzowie – jest dyskryminowana w 3 podstawowych dziedzinach życia społeczno – ekonomicznego. Chodzi o prawo do zamieszkania, prawo do pracy i zasadę równości wobec prawa.

Dyskryminacja z tytułu zamieszkania wynika z faktu, ze 92% terytorium Izraela jest w rękach państwa. Tereny te administrowane są przez Izraelskie Władze Ziemskie w oparciu o wytyczne Żydowskiego Funduszu Narodowego, organizacji afiliowanej przy Światowej Organizacji Syjonistycznej. Uchwalone przez Fundusz przepisy odmawiają prawa do zamieszkiwania, otwarcia firmy, a często prawa do pracy wszystkim nie-Żydom tylko dlatego, że nie są Żydami.

Jest to przykład skrajnej nietolerancji, ale jako że dotyczy państwa Izrael, na świecie zbywany jest milczeniem. Każda uwaga krytyczna byłaby tu poczytywana za antysemityzm.

Nieżydowskim obywatelom Izraela nie przysługuje równość wobec prawa. Najwyraźniej widać to w fundamentalnej ustawie o powrocie, zgodnie z którą bezwarunkowe prawo wjazdu i osiedlania się na terenach Izraela mają wyłącznie osoby uznane za Żydów. Ludzie ci natychmiast otrzymują obywatelstwo oraz bezzwrotną zapomogę w wysokości 20 tys. dolarów na rodzinę (Żydzi sowieccy).

Obywatelowi, który opuścił kraj czasowo, a do którego stosuje się klauzula: „może imigrować zgodnie z ustawą o powrocie” (chodzi tylko o Żydów), w momencie powrotu do ojczyzny przysługuje szereg ulg celnych, prawo do niskoprocentowej pożyczki itd. Nieżydowskim obywatelom Izraela żadne z tych dobrodziejstw nie przysługuje. Intencja jest więc jasna: przyciągnąć do Izraela jak najwięcej Żydów z diaspory, tak, aby zapewnić państwu jednolicie narodowy charakter. Problem to o tyle naglący, gdyż przyrost naturalny wśród izraelskich Arabów (cały czas pomijamy milczeniem Terytoria Okupowane) jest wyższy niż u Żydów, co zaowocowało w ostatnich 40 latach znaczącym wzrostem tej właśnie ludności.

Podstawowym narzędziem wdrażania dyskryminacji w życiu codziennym są osobiste karty tożsamości, które każdy obywatel musi nosić zawsze przy sobie. Na karcie widnieje narodowość posiadacza (Żyd, Arab, Druz), co ułatwia prace policji.

W Izraelu przepisy prawa rabinackiego regulują prywatny status obywateli żydowskich, skutkiem czego żaden Żyd nie może poślubić osoby nie będącej żydowskiego pochodzenia.

Małżeństwa zawarte za granicą (np. na Cyprze) są wprawdzie uznawane, ale dzieci ze związków żydowsko – gojskich uważane są za dzieci nieślubne (dzieci pozamałżeńskie, ale mające za rodziców Żydów, są uznane za prawowite) [Tzw. mamzery - zob. http://marucha.wordpress.com/2008/01/08/mamzer/ - admin]. Jeżeli ktoś ma nieszczęście być urodzonym przez matkę – gojkę, nie może zawrzeć związku małżeńskiego. Osoby takiej nie można również pochować. Przepisy te dziwnie przypominają niemieckie Ustawy Norymberskie z roku 1935, a niektórzy wręcz twierdza, ze współczesny Izrael to III Rzesza a rebours.

Ostatnim czynnikiem wzmacniającym nacjonalistyczny i izolacjonistyczny charakter Izraela oraz ekskluzywizm Żydów, jest ideologia Ziemi Odzyskanej. Ideologię tę wpaja się Żydom od najwcześniejszych lat. Zgodnie z nią Ziemie Odzyskane stanowią terytoria, które z rąk nieżydowskich przechodzą w żydowskie. Mogą one stanowić własność prywatną lub państwową. Ziemia w rękach nieżydowskich określana jest jako nie odzyskana. Gdy zostaje odzyskana – ludność nieżydowską tam mieszkającą Żydzi starają się usunąć.

Ta właśnie ideologia doprowadziła do aneksji sąsiednich terytoriów arabskich w roku 1967, a plany judaizacji Zachodniego Brzegu to również owoc tej obłędnej, ekspansjonistycznej idei (Żydzi maja prawa do 70% Zachodniego Brzegu Jordanu, tymczasem stanowią tam mało znaczący procent ogółu ludności. Współczesne rozmowy o przekazaniu kolejnych obszarów pod palestyńską kontrolę rozbijają się wobec nieustępliwości strony żydowskiej, która raz zaanektowanych terytoriów nieżydowskich nie może – wbrew tradycji- oddać gojom).

Te kilka uwag pozwala, jak sądzę, wyrobić sobie zdanie o specyficznej demokracji izraelskiej. Demokracji „przez Żydów i dla Żydów”. I tylko dla nich.

Dr Dariusz Ratajczak, Tematy Niebezpieczne

Opublikowany w Różne | Komentarzy: 6 »

Sierpniowe rocznice

Posted by Marucha w dniu 2010-08-07 (sobota)

Czyli chwila zadumy nad naszą historią.

Sierpień jest miesiącem szczególnie skłaniającym mnie do zadumy nad naszą historią. Dla milionów Polaków wydarzenia sierpnia 1980 to nie historia z podręcznika, a część ich własnego życia. Od tzw. “transformacji” i przekształcenia PRL w tzw. III RP sierpień 80, a więc wybuch strajku w stoczni gdańskiej i powstanie Solidarności jest uroczyście obchodzoną rocznicą legitymizujacą III RP. Przemilcza się przy tej okazji fakt, że III RP ani przez ułamek sekundy nie była państwem naprawdę suwerennym.

Transformacja była podstępnym manewrem polegającym na tym, że udający Polaków Żydzi we władzach PRL dogadali się z Żydami – doradcami Bolka w Magdalence. Postanowiono Polskę wyrwać spod wpływów sowieckich, o czym polskie żydostwo (“rządowe” i “opozycyjne”) już od dawna marzyło i wydano Polskę w ręce światowego żydostwa rządzącego w USA, Unii i NATO.

USA rządzona jest przez żydowską lichwę i judeocentryków (kompleks jot). Jest narzędziem żydowskim do narzucenia światu dyktatorskiego rządu znanego pod nazwą NWO.
http://piotrbein.wordpress.com/2010/04/22/judeocentrycy-i-masowe-zbrodnie/
http://dariuszratajczak.blogspot.com/2009/01/amerykaska-pita-kolumna.html
http://judeopolonia.wordpress.com/2010/05/20/usa-pod-okupacja-zydowska-henryk-pajak/

Kierowane przez USA NATO jest zbrodniczą instytucją realizującą plany osiągnięcia militarnej absolutnej dominacji nad światem przez USA, czyli przez rządzących w USA Żydów i ich agentów. Otwarcie o tym mówią plany wpływowych neokonserwatystów z PNAC, wśród których kluczowe role odgrywają syjoniści.
http://pl.wikipedia.org/wiki/PNAC

Czytaj resztę wpisu »

Opublikowany w Historia, Polityka | Komentarzy: 17 »

Pocztowe światełko w tunelu

Posted by Marucha w dniu 2010-08-07 (sobota)

Obraz Poczty Polskiej jaki wyłania się z najnowszego raportu NIK nie jest zachęcający. Przedsiębiorstwo, które jest jednym z największych pracodawców i ma istotny wpływ na jakość życia, ciągle przeżywa trudny okres. Ale oprócz krytyki dotyczącej w szczególności organizacji i zarządzania, popartej kilkoma wnioskami do prokuratury, można w materiale NIK-u znaleźć też parę pozytywów. Jest to na razie tylko małe światełko w tunelu, ale pozwala zachować nadzieję, że kiedyś w przyszłości Polska dorobi się własnej, sprawnej i nowoczesnej poczty. [Jaka Polska? Gdzie ta Polska? Czy chodzi o prowincję IV Rzeszy? - admin]

Zła reforma z 2005 r.

Najwyższa Izba Kontroli (NIK) już wcześniej negatywnie oceniła rzetelność, a nawet legalność przygotowania i przeprowadzenia reformy organizacyjnej Poczty Polskiej na początku 2005 r. Proces przekształceń, a także powstała w ich efekcie struktura organizacyjna, znacznie różniły się od przyjętych wcześniej założeń Strategii Rozwoju Poczty Polskiej i były niezgodne z przepisami Statutu Poczty Polskiej.

Reforma ta polegała na przekształceniu Poczty Polskiej z wielozakładowego przedsiębiorstwa w jednego pracodawcę oraz przekształceniu struktury organizacyjnej z terytorialnej w strukturę tzw. „pionów biznesowych”. W efekcie wewnątrz przedsiębiorstwa utworzono Dyrekcję Generalną PP oraz 13 centrów biznesowych. A łączne zatrudnienie wyniosło prawie 100 tys. osób.

NIK stwierdziła, że te reformy, chociaż słuszne w swych założeniach, zostały przeprowadzone bez należytego przygotowania i w nieuzasadnionym pośpiechu. Zmiany te wprowadzano przed ostatecznym określeniem celów, którym miały służyć. Dowolny sposób ich wdrażania świadczył o niegospodarnym i nierzetelnym postępowaniu ówczesnego Dyrektora Generalnego PP. Przypomnijmy, że działo się to w końcówce rządów SLD, gdy premierem był Marek Belka, obecny, nowo wybrany prezes NBP.

Dyrektorem Generalnym PP był wtedy Tadeusz Bartkowiak, który zapewne wobec zbliżających się jesienią 2005 r. wyborów parlamentarnych i perspektywy utraty władzy, śpieszył się z wprowadzeniem nowej struktury organizacyjnej. Może o tym świadczyć to, że jej głęboki charakter umożliwił masową wymianę na stanowiskach kierowniczych. Polegało to na odwołaniu 451 osób kadry menadżerskiej i zatrudnieniu na nowych stanowiskach kierowniczych aż 790 osób.

Efektem tak przeprowadzonej reformy było pogorszenie jakości usług pocztowych, wyraźnie odczuwalne już w końcu 2005 r., oraz utrudnienia w zarządzaniu przedsiębiorstwem.

Naprawianie błędów

Następne rządy były zmuszone do naprawiania błędów i rozwiązywania nabrzmiewających problemów, w tym protestów społecznych załogi. Dążąc do odwrócenia negatywnych skutków przeprowadzonej w 2005 r. reorganizacji nowe kierownictwo Poczty dążyło do zmniejszenia zatrudnienia w rozbudowanej administracji z jednoczesnym przekazaniem uwolnionych etatów do eksploatacji.

Ale pojawiły się kolejne kłopoty. W związku ze strajkami listonoszy pod koniec 2006 r. przekazano doręczanie druków bezadresowych firmom zewnętrznym. Dopiero na początku 2010 r. po ustabilizowaniu sytuacji podjęto rozmowy na temat przywrócenia doręczania ich przez listonoszy.

Poważnym wyzwaniem jest sieć urzędów pocztowych. Ponad połowa wszystkich funkcjonujących obecnie placówek jest nierentowna, głównie te położone na terenach wiejskich. Prowadzone jest przekształcanie małych urzędów na filie lub agencje. To obniża koszty utrzymania sieci pocztowej, ale powoduje też zmniejszenie zatrudnienia. Ten bolesny proces wynikający nie tylko ze zmniejszania sieci, ale też np. informatyzacji, wywołał w latach 2007-2008 serię protestów społecznych ze strajkami włącznie.

W efekcie Poczta Polska po raz pierwszy zaczęła odnotowywać straty. W 2008 r. było to 215,3 mln zł, a w 2009 r. 190,7 mln zł na minusie.

Do poważnych nieprawidłowości dochodziło w przeszłości w gospodarowaniu nieruchomościami. W tym zakresie skierowano najwięcej wniosków prokuratorskich. NIK dopatrzył się wielu nieprawidłowości w planowaniu i realizacji inwestycji. Wezwał też władze Poczty, aby wycofały przedsiębiorstwo z powiązań kapitałowych ze spółkami nie przynoszącymi żadnych korzyści.

Ostrożne perspektywy

Mimo to po lekturze całego raportu NIK widać w dłuższej perspektywie pewną poprawę sytuacji. Przede wszystkim nastąpiło uspokojenie niepokojów społecznych oraz uporządkowanie wewnętrznej organizacji. Zaczęło to przynosić efekty w postaci powolnej, ale jednak poprawy świadczonych usług. Prawdą jest, że ich jakość, zwłaszcza w zakresie terminowości dostarczania listów, upadła tak nisko, że trudno cieszyć się z obecnego stanu. Ale trzeba zauważyć, że upadek został powstrzymany.

Kluczowe pozostaje pytanie o przyszłość. Według planów rządu poprawę, a dalej rozwój, ma przynieść komercjalizacja. Z datą 1 września 2009 r. Poczta Polska zmieniła swój status prawny z przedsiębiorstwa państwowego na spółkę akcyjną Skarbu Państwa. Chociaż od samego mieszania herbata nie staje się słodsza, a od samej zmiany statusu prawnego usługi pocztowe nie stały się lepsze, to jednak daje to wiele nowych możliwości. Główną korzyścią ma być poprawa finansowania. Poczta uzyskała dostęp do kredytów bankowych i emisji obligacji, którymi może opłacać inwestycje. Charakter spółki ma też usprawnić organizację i proces decyzyjny przystający do realiów gospodarki wolnorynkowej. Przychodzi jej bowiem działać w warunkach pełnej konkurencji.

Podjęto też wiele inicjatyw, które mają zwiększyć efektywność i poprawić jakość świadczonych usług. Początki są zachęcające. W okresie czterech miesięcy ubiegłego roku funkcjonowania Poczty jako spółki akcyjnej przedsiębiorstwo odnotowało zysk w wysokości 145,9 mln zł. To oczywiście o niczym nie przesądza. Bo w okresie przekształceń można było wiele kosztów zaksięgować jeszcze na koncie zamykanego przedsiębiorstwa państwowego, by nowy byt w postaci spółki mógł się wykazać sukcesem na starcie. Ale mimo wszystko budzi to pewną nadzieję. Może wreszcie z Pocztą Polską przestaniemy mieć tylko złe skojarzenia.

Bogusław Kowalski
Artykuł ukazał się w tygodniku katolickim „Niedziela” nr 29/2010

Opublikowany w Gospodarka | 1 komentarz »