Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archiwum dla Sierpień 22nd, 2010

Słowacja krytykuje pomoc UE dla Grecji

Posted by Marucha w dniu 2010-08-22 (niedziela)

Szef słowackiej dyplomacji skrytykował finansową pomoc Unii Europejskiej dla zadłużonej Grecji. Mikulasz Dzurinda wypowiadał się na ten temat w wywiadzie udzielonym słowackiej telewizji publicznej.

Komisja Europejska z zaniepokojeniem przyjęła decyzję Słowacji, która – jako jedyny kraj strefy euro – nie udzieliła pożyczki Grecji. W przyszłym tygodniu premier Iveta Radiczova będzie rozmawiała o tym w Berlinie z kanclerz Niemiec Angelą Merkel.

Zdaniem Mikulasza Dzurindy, pomoc finansowa udzielana Grecji przez pozostałe kraje strefy euro to “źle pojęta solidarność odpowiedzialnych z nieodpowiedzialnymi”, która zainspiruje kolejnych populistycznych polityków. – Wspólnota powinna obiektywnie oceniać kraje, które przeprowadzają autentyczne reformy gospodarcze – stwierdził Mikulasz Dziurinda.

Szef dyplomacji podkreślił, że kierując słowackim rządem w latach 1998 – 2006 wprowadzał restrykcyjny program oszczędnościowy przed wejściem do strefy euro. - Bruksela nie ruszyła palcem, aby nam pomóc. Pracowaliśmy w pocie czoła, realne uposażenia na Słowacji spadły o 8%, a stopa bezrobocia zwiększyła się do 20% - przypomniał szef dyplomacji.

Zdaniem premiera, odmawiając pomocy Grecji Słowacja kierowała się zasadami demokracji obowiązującymi w Unii Europejskiej i nie musi się liczyć z restrykcjami.

sm, Informacyjna Agencja Radiowa (IAR), Andrzej Niewiadowski
http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/swiat/artykul184436.html

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 20 »

O naprawie Rzeczypospolitej

Posted by Marucha w dniu 2010-08-22 (niedziela)

Czyli jak Jarosław Kaczyński naprawiał Rzeczpospolitą u Sorosa…

Pozwolę sobie na garść uwag o wykładzie Jarosława Kaczyńskiego u żydowskiego bankiera, “filantropa” Sorosa. Wykład ten jest przykładem skrajnego zakłamania, wręcz schizofrenii Jarkacza.

http://judeopolonia.wordpress.com/2010/05/03/kontekst-smolenski-doktryny-politycznej-ujawnionej-przez-pis-w-fundacji-batore/

Kaczyński wygłosił jego wykład pod tytułem “O naprawie Rzeczpospolitej” w lutym 2005. Mówił wtedy o zagrożeniu dojścia do władzy przy urnach przez “wykluczonych”. Ostrzegał, cytuję : “ to będziemy mieli rządy Samoobrony, być może LPR-u...”

Jesienią tego samego roku 2005 PiS wygrało wybory i do koalicji rządowej wzięło… Samoobronę i LPR. A więc te partie, przed którymi Kaczyński ostrzegał. W jakim więc celu Kaczyński wziął je do koalicji z PiS-em? Nie ulega wątpliwości, że planował on usunąć Samoobronę i LPR na margines “wykluczonych”. Cały okres rządów PiS to było jedno nieprzerwane pasmo szukania konfliktów z ”koalicjantami”. Wreszcie “kupili” babę (która nie wiedziała nawet z kim ma dziecko) i na podstawie jej zeznań skompromitowali liderów Samoobrony. PiS sabotował też wszystko, co robił Giertych. Istotne jest to, że Kaczyński był gotów nawet do upadku rządu PiS i do przejścia do opozycji, byle wypełnić uzgodnienia z fundacji Sorosa o zepchnięciu na margines polityki “radykałów” z Samoobrony i LPR. A to pokazuje, że obydwu kibucom od Sorosa – PO i PiS-owi tak naprawdę obojętne jest, czy są w rządzie, czy w opozycji. Ważne natomiast dla nich jest, aby w rządzie i w parlamencie byli tylko swoi. A nie”wykluczeni”.

Kolejnym oszustwem Kaczyńskiego jest jego mantra o ”postkomunie”. W jego wykładzie mówił on o ”rozwścieczonych swoim losem postkomunistach“. A przecież w momencie wykładu Kaczyńskiego poskomuna miała się u nas doskonale. Premierem był “poskomuch” Belka, a prezydentem była ikona “poskomuchów” – Kwaśniewski. Jakim więc losem mieli być oni “rozwścieczeni”? Ponadto, jeśli te postkomuchy tak Kaczyńskim przeszkadzały, to dlaczego obaj produkowali się u “filantropa” Sorosa wiedząc, że i postkomuchy są tam mile widzianymi gości, prelegentami i dyskutantami. Mantrę o ”postkomunie” wymyślili Kaczyńscy celowo, aby winę za wszystko co złe zwalać na PRL, postkomunę i rosyjską agenturę. Głównym obok Kaczyńskich oszustem “dekomunizatorem” jest PiS-owski Don Kichot Macierewicz. Walczy on do upadłego z wymyśloną postkomuną i ruską agenturą.

A prawda jest taka, że Lech był doradcą Bolka w Magdalence i pił wódę z Kiszczakiem i Jaruzelskim. Wiedzieli też oba Kalksteiny, że bolszewia w komplecie przewerbowała się na proamerykańskość i prounijność. Bo ta niby postkomuna tak samo jak Kalksteiny parła do NATO, do Unii, do pomocy w okupacji Serbii, Afganistanu i Iraku.

Symbolem całkowitego oddanie się bolszewii w ręce zażydzonej USA były tajne więzienia CIA w Polsce w czasie rządów SLD i prezydentury Kwaśniwewskiego/Stolzmana. Na dodatek urządzone w byłym tajnym ośrodku szkolenia wywiadu zagranicznego oficerów SB w Kiejstutach.

Dodam w tym miejscu, że G. Czempiński w czasach PRL był też esbeckim “kursantem” w Kiejstutach, a krótko po t.zw. “transformacji” otrzymał z rąk Busha ordery za zasługi dla CIA. Co pokazuje, że CIA przejęło bolszewię i PRL w komplecie, z budynkami i ”żywym inwentarzem”. Za zasługi dla CIA awansował nawet Czempiński na szefa UOP. Co ważne, po ujawnieniu w roku 2005 afery z tajnymi więzieniami CIA, urządzonymi u nas w okresie rządów “postkomuny”, przez dwa lata jej rządów PiS nie wszczęła w tej sprawie śledztwa. Tak więc PiS zacierała ślady przyzwolenia przez “postkomunę” na nielegalne działania CIA w Polsce. A gdy na Ukrainie przy pomocy USA i Izraela zrobiono antyrosyjską “pomarańczową” rewolucję, natychmiast poparł ją wówczas jeszcze urzędujący Kwaśniewski. Był on też promotorem agenta USA, Juszczenki, na forum Europy. Krótko później wybory prezydenckie wygrał Kalkstein i ślepo kontynuował ukraińską politykę postkomucha Stolzmana.

W rzeczywistości bowiem PiS i SLD (naturalnie i PO) to amerykańsko- żydowskie agentury rządzące do spółki Polską. Grają w tej samej drużynie. Jedynie dla ogłupienia społeczeństwa inscenizują pomiędzy sobą walki. A do odwracania uwagi, że jesteśmy okradani i szabrowani przez Zachód i żydostwo utrzymuje PiS fikcję prorosyjskiej agentury w postaci postkomuny, WSI,  a nawet prorosyjskiej agentury PO.

Nienawiść Kalksteinów do Rosji była autentyczna. Na Rosję zwalali winę za zbrodnie żydobolszewii w czasach Stalina. Choć Rosja ucierpiała jeszcze więcej w tamtym czasie z żydowskich rąk. PO jest taką samą żydowską agenturą jak SLD czy PiS. Jedynie mniej ostentacyjnie okazuje jej antyrosyjskość. A gdy z Waszyngtonu przyszły rozkazy, aby w stosunku do Rosji prowadzić politykę wciągania jej w układy gospodarcze, PO posłusznie rozkazy wypełniała. Nie zmienia to w niczym sytuacji, że założycielami PO byli (wspomniany już) agent CIA – Czempiński i agent żydowskiej grupy Bilderberga na Polskę, dodatkowo agent rockefellerowskiej Komiski Trójstronnej – Olechowski. W Komisji Trójstronnej wspomagają Olechowskiego m.in. inny PO-wiec – pajac Palikot i postkomuch Belka.

Po tych przykładach widać, czyją agenturą są “nasze” partie polityczne. A mimo to namolnie w RM, TV Trwam, w PiS-ie, w Naszym Dzienniku i u p.Michalkiewicza ciągle dowiadujemy się, jak groźna i wpływowa w Polsce jest ruska agentura. Z podawanych przez nich informacji wynika, że zimny czekista Putin i jego siepacze władają Polską.

Ciekawe tylko, jaki miał interes ten Putin, aby nasze wojsko wysłać do haniebnej i zbrodniczej okupacji Afganistanu. Co na tym zyskała Rosja?

Andrzej Szubert, http://fronda.pl/andrzej_szubert/blog/

Czy ten – i wiele innych podobnych artykułów – choć trochę zachwieje dogłębnym przekonaniem idiotów, jakoby w Polsce “rządziła ruska agentura”? Nie. Właśnie dlatego są idiotami…  albo hasbarą. – admin.

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 88 »

Mistrz kurtuazji i uległości na świeczniku Europy

Posted by Marucha w dniu 2010-08-22 (niedziela)

Kim są ludzie, którzy zza biurek brukselskich urzędów sterują unijną machiną?

Jerzy Buzek

Kosztem ćwierci miliarda euro rocznie Parlament Europejski (PE), to jest: posłowie, ich asystenci, kilka tysięcy pracowników i ogromna dokumentacja, przemieszczają się cyklicznie między Brukselą a Strasburgiem. A na czele tego liczącego 736 deputowanych i obradującego w 23 językach unijnego sejmu stoi Polak – Jerzy Buzek. Mówi się o ogromnym sukcesie Polski i niesłychanych korzyściach, jakie ma z tego nasz kraj. Gdyby nawet tak było, to już niedługo, gdyż przewodniczący PE zmienia się – według międzyfrakcyjnych ustaleń – w środku kadencji i na początku 2012 roku polityka Platformy Obywatelskiej zastąpi socjalista Martin Schulz [Wiadomego pochodzenia - admin].

Przyzwyczajeni do tego, że główną funkcją parlamentu jest stanowienie prawa, możemy ze zdumieniem przyjąć informację, że Parlament Europejski nie ma właściwie uprawnień ustawodawczych. Europejskie traktaty, rozporządzenia, dyrektywy, decyzje, zalecenia i opinie wydają głównie Rada Europejska (zgromadzenie głów państw lub szefów rządów), Rada Unii Europejskiej (zgromadzenie ministrów krajów członkowskich) i Komisja Europejska. Sytuacja w tym zakresie powoli się zmienia: wprowadzono tzw. procedury konsultacji, współpracy, współdecydowania i akceptacji. Europarlament zyskuje zatem pewne uprawnienia w procesie stanowienia prawa, ale zawsze jako jeden z wielu unijnych organów.

Niewątpliwie aż rzuca się tu w oczy nadzwyczajna złożoność i zawiłość tego systemu, w którym zasadniczą rolą PE jest funkcja kontrolna. Eurodeputowani zatwierdzają kandydaturę przewodniczącego Komisji Europejskiej, jej skład i coroczny budżet. Przed Parlamentem Komisja składa sprawozdania, a ten może jej zadawać pytania, prowadzić dochodzenia itp.

Chemik w pałacu

Siedemdziesięcioletni Jerzy Buzek jest rodowitym Ślązakiem. Zanim stał się zawodowym politykiem, poświęcał się karierze naukowej. W dziedzinie inżynierii chemicznej doszedł do tytułu profesorskiego. Pracował i wykładał na Politechnice Śląskiej i w Instytucie Inżynierii Chemicznej Polskiej Akademii Nauk, przez jakiś czas na Uniwersytecie Cambridge. W środowisku akademickim rozpoczęła się też jego działalność opozycyjna. Tego okresu dotyczą podejrzenia o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. Miał być tajnym współpracownikiem o pseudonimach “Karol” i “Docent”.

Zapewne także wtedy, w 1980 roku, Buzek poznał 10 lat młodszego od siebie innego opozycjonistę ze śląskiej “Solidarności” Mariana Krzaklewskiego. Znajomość dwóch zorientowanych na polityczne i społeczne reformy naukowców przetrwała długo. Jej to przyszły szef PE zawdzięcza swój niezwykły awans w 1997 roku, kiedy to będąc jedynie mało znanym ekspertem Akcji Wyborczej “Solidarność” (AWS), mającym kłopot z dostaniem się do Sejmu (wszedł z istniejącej wtedy listy krajowej, gwarantującej mandat partyjnym działaczom), został premierem.

Kryzys i kompromis

W 1997 roku, po czterech latach rządów postkomunistów, rozczarowanie społeczeństwa do lewicy było ogromne. Zwycięstwo Aleksandra Kwaśniewskiego w 1995 roku było wielkim sukcesem tej formacji, ale rządy Józefa Oleksego i Włodzimierza Cimoszewicza nie sprostały wyzwaniu reformowania państwa. Tymczasem brak zdecydowanych działań skutkował coraz bardziej odczuwalnym pogorszeniem warunków życia i narastającym kryzysem obejmującym kolejne dziedziny. Czytelnym dla wszystkich symptomem tego stanu rzeczy była niesprawność aparatu państwowego podczas wielkiej powodzi w 1997 roku.
Rosnące społeczne niezadowolenie było przed zbliżającymi się wyborami impulsem do zjednoczenia dotąd podzielonych i skłóconych ugrupowań obozu postsolidarnościowego, które – chociaż mocno zróżnicowane – pogodziły się z dominującą rolą “Solidarności” z Krzaklewskim na czele. Powstała koalicja pod nazwą Akcja Wyborcza “Solidarność”, która szła do wyborów z programem obejmującym m.in. powszechne uwłaszczenie, reprywatyzację, lustrację, dekomunizację i wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, i odniosła zwycięstwo, uzyskując ponad 1/3 miejsc w Sejmie i przewagę w Senacie.
Zaufanie Polaków i nadzieje, jakie wiązali z nowym bytem na scenie politycznej, zostały jednak ostatecznie złożone na ołtarzu kompromisu i realizmu. Aby uzyskać wymaganą większość w Sejmie, zawarto koalicję z liberalną Unią Wolności (UW). Wicepremierem i ministrem finansów został Leszek Balcerowicz, ministrem spraw zagranicznych Bronisław Geremek, obrony narodowej obecny prezydent Bronisław Komorowski. Program AWS został wywrócony przez zdeterminowanego w realizacji swoich celów koalicjanta.

Wielkie reformy

Powstały wtedy rząd, z Buzkiem na czele, nie przetrwał do końca kadencji, ale jego szef tak. W ten sposób stał się jedynym premierem III Rzeczypospolitej, który urzędował przez pełne cztery lata kadencji Sejmu. Liczba cztery zaznaczyła się wówczas w jeszcze jeden sposób. Mianowicie 1 stycznia 1999 roku weszły w życie cztery wielkie reformy tego rządu. Przekształcono administrację (m.in. powstały powiaty i zmienił się podział na województwa) i szkolnictwo (z sześcioletnią szkołą podstawową i gimnazjum). Wtedy też wyodrębniono z budżetu państwa wydatki na służbę zdrowia (kasy chorych, obecnie połączone w NFZ) i wprowadzono nowy system ubezpieczeń społecznych (z udziałem tzw. otwartych funduszy emerytalnych).
Podczas kadencji rządu Jerzego Buzka rozpoczęły się negocjacje akcesyjne Polski do Unii Europejskiej. Dziś, z perspektywy obiektywnej oceny warunków naszego członkowstwa, widać, jak wielkim błędem było zaufanie Unii jako systemowi z założenia dobremu i skutecznie rozwiązującemu wszelkie problemy.

Miękki upadek i pozorna wymiana elit

Spadająca popularność obozu rządzącego doprowadziła do nasilenia wewnętrznych sporów i rozpadu koalicji. Rozpoczął się też bardzo istotny proces dekompozycji sceny politycznej. AWS i UW przegrały: obie partie nie przekroczyły progu wyborczego i nie dostały się do Sejmu. AWS zaraz potem praktycznie przestała istnieć, UW podzieliła się, a jej resztki podryfowały w kierunku lewicy.
Jaka była w tym wszystkim rola Jerzego Buzka, formalnie czołowej postaci w rządzącym układzie? Uchodził za człowieka uległego i niezdecydowanego. Pozostawał zależny od obdarzonego większą charyzmą Mariana Krzaklewskiego. Mówiło się o premierze “sterowanym z tylnego siedzenia”. Z drugiej strony pozostawał pod wpływem obecnych w rządzie silnych osobowości obozu liberalnego: Balcerowicza i Geremka.

Dobre notowania w Brukseli, jeszcze lepsze w Berlinie

Po przegranych wyborach Jerzy Buzek wycofał się z polityki i wrócił do pracy naukowej, a media i opinia publiczna zapomniały o nim. Powrócił dopiero trzy lata później, po wstąpieniu do UE, jako kandydat PO do Parlamentu Europejskiego. W kampanii wyborczej przypominano jego “sukcesy” w negocjacjach akcesyjnych, chwalono rozwagę i umiarkowanie. Tak to wady, jeszcze kilka lat wcześniej wyśmiewane, stały się, po retorycznej korekcie, zaletami.
Jerzy Buzek został deputowanym i rozpoczął pracę w Strasburgu i Brukseli. Przedstawiany jest często w mediach jako polityk europejski niezwykle skuteczny dla swojego kraju. Są jednak fakty, które temu przeczą. – Buzek był sprawozdawcą w sprawie tzw. Siódmego Programu Ramowego dotyczącego badań naukowych, mającego wspierać rozwój nauki w krajach członkowskich. Był to jego “okręt flagowy” – opowiada europoseł Ryszard Czarnecki (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy). – Program ten miał też podźwignąć sektor nauki w Polsce. Proszę sobie wyobrazić, że obecnie do tego programu dopłacamy: składka członkowska jest większa niż to, co w jego ramach dostajemy – dodaje. Inny fatalny w skutkach dla Polski projekt pilotowany przez Buzka to tzw. pakiet klimatyczny, który przyniesie dla naszego przemysłu ogromne obciążenia i obecnie nawet rząd Platformy od niego się dystansuje.

Koniec ubiegłej kadencji PE Buzek poświęcił na promocję swojej osoby. Licząc na objęcie po wyborach stanowiska przewodniczącego, starał się być jeszcze bardziej dla wszystkich miły. – Był wtedy pluralistycznie nastawiony, pełen wzniosłych haseł i nic poza tym – wspomina była eurodeputowana Urszula Krupa (Niepodległość i Demokracja). Były premier jest rzeczywiście popularny i lubiany na europejskich salonach. Jest niewątpliwie człowiekiem wielkiej kultury osobistej, dobrze wykształconym, ma doświadczenie w administracji i dyplomacji. W PE zdobył wyjątkową sympatię deputowanych niemieckich. Pomogła mu w tym znajomość języka niemieckiego, pochodzenie ze Śląska, który przedstawiany jest jako modelowy euroregion – miejsce przenikania się wpływów różnych narodów, kultur i religii, w tym oczywiście żywiołu germańskiego.
Otwarcie wspierali Buzka szef Bundestagu Norbert Lammert, odchodzący przewodniczący PE Hans-Gert Poettering i były wiceszef Komisji Europejskiej oraz główny negocjator w sprawie naszej akcesji Günter Verheugen. Niemiecki entuzjazm dla polskiego polityka nie może być bezinteresowny. “Jerzy Buzek jest otoczony przez Niemców, którzy zrobili go królem. Ale to człowiek słaby i ulegający wpływom, to nie jest ktoś, kto odbił piętno w poprzedniej kadencji, nie jest to osobowość wielkiego formatu. Nie będzie nikomu sprawiał problemu” – komentował w tamtym czasie belgijski “Le Soir”. Czy tak jak kiedyś Marian Krzaklewski teraz niemieccy chadecy będą rządzić “z tylnego siedzenia”?
Jerzy Buzek został wybrany na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego 14 lipca 2009 roku. – Jest taki, jakim był premierem. Chce zadowolić wszystkich i być miły dla wszystkich – podsumowuje Czarnecki.

Piotr Falkowski
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100821&typ=sw&id=sw21.txt

Artykuł jest i tak bardzo uprzejmy dla tego “Europejczyka”. Czytelnikom pozostawiam uzupełnienie go o własne uwagi. – admin.

Opublikowany w Polityka | Komentarzy: 7 »