Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Jak powstał film „Polonia Restituta” – rozmowa z Bohdanem Porębą, reżyserem filmowym

Posted by Marucha w dniu 2010-09-28 (wtorek)

Co sprawiło, że skończyła się ta Twoja sześcioletnia kwarantanna filmowa?

- Powiedzmy sobie tak: chociaż jestem przypisywany do roku sześćdziesiątego ósmego, to ja wtedy tylko przyglądałem się temu, co się działo, nie biorąc w tym czynnego udziału. To goebbelsowska propaganda wbiła ludziom do głowy, że w tym uczestniczyłem. Cieszyłem się z tego, że pokazała się książka Zbigniewa Załuskiego „Siedem polskich grzechów głównych”, która broniła wszystkiego, co ukochałem najbardziej: księcia Poniatowskiego, o którym pisał Wiesław Górnicki, że pewnie po pijanemu się utopił w Elsterze, tak, jakby nie wiedział, że książę jeszcze przed raną śmiertelną był dwukrotnie ranny; kosynierów, Somosierry, Westerplatte, jednym słowem wszystkiego, co było wyśmiewane i wyszydzane jako tak zwana bohaterszczyzna.

Nigdy nie rozumiałem, co to jest bohaterszczyzna, ale zawsze rozumiałem, co to jest bohaterstwo i zawsze chciałem tego bohaterstwa bronić, bo uważam, że bez bohaterów nie byłoby narodu. Tak zwanych „zjadaczy chleba” wrogowie dawno by zamienili w niewolników. Teraz chodzi o to, by człowiek zostając niewolnikiem, nawet nie czuł tego, by był pozbawiony odruchu buntu. Mówiąc krótko, sześćdziesiąty ósmy rok umożliwił mi powrót do pracy w filmie i realizację moich planów oraz marzeń. Mój powrót do filmu w roku sześćdziesiątym dziewiątym poprzedziło zrobienie serialu telewizyjnego dla młodzieży „Gniewko syn rybaka”, który opowiada o walce Łokietka z Krzyżakami i za co dostałem nagrodę Radiokomitetu. Później, wraz z redaktor Aliną Kortą wydaliśmy książkę pod tym samym tytułem. To była pierwsza książka z moim współautorstwem. Ta będzie drugą.

W jakich okolicznościach powstawały Twoje kolejne filmy i jak je przyjmował ówczesny czerwony establishment?

- Powiedziałbym, że różnie… Mieczysław Rakowski mnie zwalczał jak mógł, ponieważ był on prowodyrem obozu władzy najbardziej kosmopolitycznego w sensie kominternowskim. Jeżeli za film o armii polskiej na Zachodzie byłem przez sześć lat bezrobotny, to było jak gdyby zrozumiałe. Natomiast zaczęło mi się trochę lepiej układać od momentu, w którym pojawiły się bardzo wyraźne trendy polonizacyjne. Dlaczego mogłem zrobić film „Polonia Restituta”, a więc film, którego bohaterami są Piłsudski, Dmowski, Paderewski, Korfanty i Witos? Dotąd nawet wymawianie tych nazwisk było niebezpieczne. Było to możliwe dlatego, że Gierek ogłosił  sześćdziesięciolecie Państwa Polskiego, czyli właściwie dopuścił się czegoś w rodzaju politycznej herezji, bo nawiązał do dwudziestolecia międzywojennego, a więc przerzucił most do wyklinanej dotąd przeszłości. Był to wyłom w pojmowanym po stalinowsku komunizmie. W Rosji też już następowały zmiany: stopniowo obalano mit Stalina, rozstrzelano

Berię i tam się jak gdyby rozluźniało w kierunku rosyjskości. Pamiętajmy, że wśród czołowych komunistów bardzo długo najmniejszy procent stanowili Rosjanie. Większość zdecydowana, bo chyba z siedemdziesiąt procent, to byli przede wszystkim Żydzi, ale byli też Polacy, byli Łotysze, byli Finowie, byli Węgrzy, a wśród nich jeden z najkrwawszych komunistów Bela Kuhn. Niedawno w swoim serialu o losach rosyjskiej floty Siergiej Michałkow, którego uwielbiam za „Spalonych słońcem” i „Cyrulika syberyjskiego”, pokazał kronikę rewolucyjną, zatrzymał kadr i zapytał z poza ekranu: „Co tu robi ten węgierski Żyd, mający na rękach krew dziesiątków tysięcy Rosjan?” Byli też Gruzini ze Stalinem i Berią na czele. Kiedy przystępując do kręcenia filmu o Jarosławie Dąbrowskim pojechałem do Moskwy, to powitał mnie ówczesny szef Mosfilmu w randze wiceministra, Nikołaj Trofimowicz Sizow, bardzo inteligentny człowiek, a mnie uprzedzano, że kiedy tam pojadę, to będę miał codzienne przeglądy materiałów, stałą cenzurę i tak dalej. I ja tam wygłosiłem toast, w którym powiedziałem, że rozumiem przyjaźń między narodami opartą wyłącznie na prawdzie i że przyjechałem zrobić prawdziwy film o niedoszłym dowódcy antyrosyjskiego Powstania Styczniowego. Niedoszłym dlatego, że tuż przed wybuchem powstania, które przygotowywał, władze rosyjskie go aresztowały. Dąbrowski był wzorcem Piłsudskiego, który miał dwóch idoli, na których się opierał: jednym był Jarosław Dąbrowski, a drugim Romuald Traugutt. Obu poświęcił całe pisemne rozprawy, bo Piłsudski żywił kult dla Powstania Styczniowego. Wtedy w toaście swoim, jak powiadam, podkreśliłem, że będę dążył do ukazania prawdy. Nie przyjechałem tutaj po to, żeby jątrzyć pomiędzy dwoma narodami, tylko żeby ogłosić amnestię dla historii, ponieważ na nieprawdzie budują ci, którzy chcą jątrzyć między nami, a wzajemne nasze stosunki bywały bardzo różne, w tym również i bardzo bolesne.

Jak to zostało wtedy w Moskwie przyjęte?

- I wyobraź sobie, że Sizow oglądał po raz pierwszy moje materiały dopiero wtedy, kiedy ja mu to zaproponowałem! A więc to różnie bywało. Rozmawiałem też z kierownikiem wydziału do spraw polskich w roku osiemdziesiątym dziewiątym pytając, czy w wypadku, gdybym rozpoczął pracę nad scenariuszem filmu o roku tysiąc dziewięćset dwudziestym, mogę liczyć na otwarcie ich archiwów. I wyobraź sobie, że on mi wtedy powiedział: tak! Dowodziłoby to, że ta amnestia dla historii stawała się coraz bardziej realna, a końcowy etap tego procesu zamykał nie lubiany przeze mnie Borys Jelcyn, który przywiózł Lechowi Wałęsie dowody zbrodni katyńskiej w postaci dokumentacji, w tym słynny rozkaz Politbiura, pod którym widnieje sześć złowrogich nazwisk:. Stalin, Beria, Kaganowicz, Mikojan, Woroszyłow i Kalinin.

Jak proces ten przebiegał w kraju?

- Był taki kierownik Wydziału Zagranicznego KC partii. Ryszard Frelek, którego ojciec, jak słyszałem, zginął w Katyniu. Otóż Frelek wykorzystywał swoją pozycję do przełamywania pewnych barier, bo był on też człowiekiem piszącym. I był autorem serialu teatru telewizji, realizowanego przez powstańca warszawskiego, Romana Wionczka, zresztą reżysera z mojego zespołu, o roku trzydziestym dziewiątym, gdzie po raz pierwszy jako postać pozytywna, przedstawiony został opluwany dotychczas minister spraw zagranicznych Józef Beck. Frelek pomagał mi również przy przeforsowaniu filmów „Polonia Restituta” i „Katastrofa w Gibraltarze”. Dlatego jestem przeciwnikiem jednolitego traktowania tamtego czasu. Były to różne etapy i różne możliwości. Tam, gdzie byli ludzie czujący po polsku, to ci ludzie usiłowali coś przeforsować i myślę, że na takich można było parę rzeczy budować. Dlatego mogłem nakręcić takie filmy, jak „Hubal” czy „Polonia Restituta”. „Hubal” mógł powstać dlatego, że po pęknięciu stalinizmu i pojawieniu się trendu, który zaczął się upominać o polskie wartości historyczne i narodowe, powstały możliwości stworzenia takiego filmu. Innym wyrazem postawy ówczesnych władz były losy jedynego, poza filmem Filipskiego „Wysokie loty”, mojego filmu o korupcji w partii, według scenariusza Ryszarda Gontarza, „Gdzie woda czysta i trawa zielona”. Nazwisko Gontarza było wtedy zakazane przez Gomułkę… Nie mógł drukować w prasie. Jeżeli mu się udawało, to tylko pod pseudonimem. Jego scenariusz opowiadał historię słynnej i nagłośnionej w prasie sprawy zdjęcia w Sandomierzu całej wierchuszki partyjnej. Otóż zamiast restaurować z państwowych pieniędzy ten wspaniały zespół renesansowej architektury, towarzysze zbudowali sobie dzielnicę willową, którą miejscowa społeczność nazwała „złodziejówką”. Niemal wszyscy winni zostali odwołani, a niektórzy nawet poszli do więzienia. Nasz film opowiada o tym, jak posłany tam po tej aferze młody sekretarz partii staje wobec sytuacji, w której okazuje się, że mafia działa dalej i chce go usidlić, kusząc a to willą, a to awansem żony ze zwykłej nauczycielki na dyrektora szkoły. On to wszystko odrzuca, a oni wydają mu wojnę, czyniąc wszystko, żeby go zdyskredytować wobec mieszkańców miasta. I on się oddaje pod osąd robotniczej organizacji, do której należy. Wtedy było tak, że każdy prominent partyjny był członkiem jakiejś organizacji terenowej. Film kończy się pokazaniem sądu nad pierwszym sekretarzem partii. Ostatnie jego słowa są takie: „Wy mnie teraz osądzicie i jeżeli tak zadecydujcie, to już nie ja wam będę przewodził”.

A jak było z innymi filmami?

- Przed „Katastrofą w Gibraltarze” zostałem wezwany do KC i tenże Łukaszewicz mi powiedział: „Nie wiem, czy nam się uda to przeforsować, ale nie wolno wam sprawy Katynia pominąć w tym filmie”! To był dla mnie szok! I „Katastrofa w Gibraltarze” jest pierwszym polskim filmem, w którym wyraźnie jest powiedziane, kto był sprawcą zbrodni, bo wpierw są pokazane dokumentalne zdjęcia katyńskie i potem jest scena, w której Churchill urządza Sikorskiemu awanturę za skierowanie sprawy Katynia do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Spowodowało to, jak wiadomo, zerwanie stosunków dyplomatycznych przez ZSRR. Churchill wtedy powiedział, że ofiarom nikt nie zwróci życia, natomiast teraz najważniejszym zadaniem jest pokonanie Niemców i jeżeli nie wycofacie sprawy z Czerwonego Krzyża, to ja wam już nie będę mógł pomóc w rozmowach ze Stalinem. Była to scena prawdziwa. Muszę zresztą powiedzieć, że w trzech co najmniej filmach uniknąłem jakiejkolwiek fikcji, a są to „Hubal”, „Polonia Restituta” i „Katastrofa w Gibraltarze”.

Wierzę, że w pewnych wydarzeniach historycznych kryje się znakomita dramaturgia. Trzeba tylko, jak mówił Michał Anioł o rzeźbie, odrzucić to co nie potrzebne. Przecież los Hubala w pełni odpowiada konstrukcji tragedii antycznej! Na początku trochę boczył się na mnie melchior Wańkowicz, autor jeszcze okupacyjnej opowieści „Hubalczycy”, że nie stworzyłem filmu według jego scenariusza, ale potem jeździł ze mną na premiery i spotkania z publicznością. Jego widzenie Hubala było kmicicowskie, romantyczne, a ja chciałem zrobić film o bardzo pragmatycznym i bohaterskim dowódcy, który wraz z całym narodem rozminął się z historią tylko w jednym: w wierze w aliantów. To było bardzo ciekawe, że z jednej strony szły do ambasady sowieckiej donosy, że jestem nacjonalistą, a z drugiej w środkach przekazu trąbiono, że jestem najbardziej czerwony! Chodziło o odebranie mi wiarygodności wśród odbiorców moich filmów. Ci, co to pisali, już czerwoni nie byli, a przynajmniej za takich już się nie uważali. Trzeba wiedzieć, że kinematografia była już wtedy spenetrowana przez KOR czyli tak zwany Komitet Obrony Robotników. Kiedy robiłem film o robotnikach „Prawdzie w oczy”, KOR-owcy by jeszcze robotnikowi ręki nie podali, żeby się nie ubrudzić. Kiedy ja kręciłem film „Prawdzie w oczy”, w kinematografii naszej obowiązywało naśladownictwo francuskiej „nowej fali”, czyli eksperymentów formalnych. I ta „nowa fala” swą pustką i wyjałowieniem z treści na długo zabiła francuski film, ograniczając treść na rzecz eksperymentu formalnego. Był film dla filmu, podczas gdy ja walczyłem zawsze o treści: patriotyczne, społeczne i humanistyczne.

Trzymajmy się chronologii powstawania Twoich filmów. Co było po Jarosławie Dąbrowskim?

- Po Jarosławie Dąbrowskim była „Polonia Restituta”, o którym to filmie moi „koledzy” pisali na ścianach wytwórni, „Polonia prostytuta”, chcąc się w ten sposób przypodobać moim adwersarzom, a może i zbić dla siebie jakiś kapitalik polityczny. I o tym filmie, który powstał w końcu lat siedemdziesiątych, warto powiedzieć trochę więcej. Gdyby ten film był zrobiony rok wcześniej, to wiem, że polska publiczność byłaby moja.

Jak to należy rozumieć?

- Dlatego, że ten film pokazywał rzeczy dotąd absolutnie zakazane. Wyobraź sobie, że bohaterami tego filmu byli Piłsudski, Dmowski, Paderewski, Witos, Korfanty, Daszyński, ale chodziło głównie o Piłsudskiego i Dmowskiego. Ten film wywołał bardzo różne reakcje. Ja go kręciłem w jedenastu krajach i w miejscach absolutnie nie dostępnych dla filmowców. Kręciłem go w Wersalu, w pałacu Sanssouci w Poczdamie, w siedzibie francuskiego ministerstwa spraw zagranicznych Quai d’Orsay w Paryżu, gdzie żadna kamera dotąd nie stała, w Białym Domu w Waszyngtonie, w Peterhoffie pod Leningradem, w Moskwie, a nawet w Watykanie. Film ten powinien kosztować setki milionów, ale hasło „Polonia Restituta” wszędzie otwierało przede mną podwoje. Hasło to otwierało mi drogę przede wszystkim w naszych ambasadach. W Waszyngtonie sekretarzem ambasady był wtedy właściwie wygnany z kraju prowokacyjnymi szykanami twórca „Nocy i dni”, wybitny polski reżyser Jerzy Antczak, zaś urząd ambasadora sprawował Romuald Spasowski, który potem „wybrał wolność”. Obaj byli wtedy w Polsce na zjeździe partii. Przyjęła mnie żona Antczaka Jadwiga Barańska, która zawdzięczała mi swój debiut na scenie Warszawy, bowiem zaproponowałem jej role w spektaklu „Kapelusz pełen deszczu” w „Rozmaitościach”. Widzę na jej szyi gwiazdę Syjonu na złotym łańcuszku. Mówię: przecież Jadziu, Ty nie jesteś Żydówką? Ona na to: tu bez tego ani kroku! Podczas zdjęć w Białym Domu przydzielono mi taką umundurowaną i wyszczekaną panienkę, która nas oprowadzała po wnętrzach informując, że „w tych oknach jest wasz Zbig Brzeziński” i przypominając, że mamy również swojego papieża. Powiedziała też, że przydałby się nam też ktoś w Moskwie, na co ja, że mamy to opanowane i teraz pracujemy nad Pekinem.

Takie żarty sobie z tą dziewoją stroiliśmy. Ten Biały Dom jest dość ubogi jak na standardy europejskie, ale tym się charakteryzuje, że każda sala jest wyłożona innego koloru aksamitem. „A teraz wam się najbardziej spodoba”, mówi dziewoja, wprowadzając nas do Sali czerwonej, na co ja mówię, że naturalnie, bo to jest połowa naszych barw narodowych. Zdjęcia zrobiłem spokojnie. Nasza ambasada w Paryżu mieści się w słynnym i nabytym jeszcze przed wojną pałacu Talleyranda. Przepiękny! I wyobraź sobie, że ten pałac stał się moim atelier na dwa tygodnie. W tym czasie ambasador urzędował pod schodami, a ja pracowałem w jego gabinecie. To był późniejszy minister spraw zagranicznych Tadeusz Olechowski.

Teraz już nie ma takich ambasadorów!

- I ja już teraz taki rozwydrzony spotykanym wszędzie zrozumieniem lecę do Rzymu. W samolocie spotykam Jerzego Ambroziewicza, dziennikarza, który był akredytowany przy Watykanie. Pyta mnie, dokąd lecę, a ja, że robię taki film z Piłsudskim, Dmowskim i lecę na zdjęcia do Watykanu. Ambroziewicz mówi mi, że w Watykanie nie powinienem mieć kłopotów, bo papież niedawno pokazywał swoim najbliższym współpracownikom „Hubala”. A jeżeli chodzi o naszego ambasadora, to by się nie obawiał, gdybym się nazywał na przykład Morgenstern. Przytaczam to nazwisko kolegi, którego lubię i szanuję, ale to ono padło wtedy w tej rozmowie. Inaczej, mówi Ambroziewicz, mogę mieć kłopoty. I na wszelki wypadek daje mi swoją wizytówkę. Po przylocie melduję się w ambasadzie i okazuje się, że Ambroziewicz doskonale to przewidział: ambasador nie ma dla mnie czasu! Ja tłumaczę, że mamy bardzo skromne środki na dwa-trzy dni pobytu, a on, że może za tydzień czy za dwa będzie mógł coś dla nas zrobić. No to ja zwracam się do Ambroziewicza, który ma legitymację upoważniającą do wejścia na teren Watykanu. Ustalamy, że ja mam iść za nim, powtarzając permesso di santo padre, to znaczy za pozwoleniem papieża. I tak było. Tego dnia przekroczyliśmy granicę Watykanu kilkanaście razy. Ponieważ musieliśmy przejść przez Spiżową Bramę, poznaliśmy całą watykańską biurokrację. Najpierw idziemy do padre Nowaka, Polaka, który nas wita, pytając, w czym może pomóc. Ja mówię, że kręcę taki film o Piłsudskim, Dmowskim, Paderewskim, traktacie wersalskim, jednym słowem o powstaniu niepodległej Polski. Na to padre Nowak: trzeba by wam pomóc, tylko ja bym musiał przeczytać scenariusz. Akurat zbliżała się przerwa obiadowa i Ambroziewicz zaproponował, by eminencja przejrzał scenopis w czasie tej przerwy i tak się stało. A to wszystko dzieje się we środę, czyli w dniu audiencji papieskiej. Na placu przed bazyliką gromadzi się od samego rana coraz więcej ludzi. Służba ustawia krzesła i bariery. Padre Nowak mówi, że to, co robimy, to szlachetna rzecz, trzeba pomóc, ale nie obejdzie się bez padre Hoffmanna. Idziemy do padre Hoffmana. Oczywiście nie obchodzi się bez permesso di santo padre.

Wita nas zwalisty człowiek. Rozmowa toczy się po niemiecku. Ja mu mówię, że chodzi o traktat wersalski i powstanie niepodległej Polski. I nagle patrzę w takie zupełnie zimne oczy Niemca, który mówi: no cóż, musielibyśmy mieć jakieś dwa tygodnie na rozważenie sprawy i zadecydowanie. Jednym słowem widzę, że nic już z tego nie będzie. Wracamy przez tę Bramę Spiżową i Ambroziewicz mówi, że już tylko padre Przydatek nam zostaje. Ojciec Przydatek wygląda jak Kazimierz Wichniarz. Jest to człowiek niezwykle jowialny, od razu do wszystkich zwraca się „per ty” i okazuje się, że to on jest głównym zarządcą placu przed bazyliką: wydaje zaproszenia, dysponuje gdzie kto siedzi w czasie audiencji papieskiej. Ja mu mówię, że Piłsudski, Dmowski, Paderewski, na co on, że trzeba nam pomóc. Nie ma innej rady, tylko musisz z nim rozmawiać. Ja pytam z kim, a on, jak to z kim? Z papieżem! I wyobraź sobie, że ulokował nas przy balustradzie, przy której będzie musiał przejść papież. I zaczyna się cała ceremonia. My jesteśmy w tym tłumie, który cały czas zachowuje się jak niesforne dzieci. Wszyscy chcą na siebie zwrócić uwagę i zachowują się coraz głośniej. Rośnie podniecenie i wreszcie ukazuje się papież w papa mobile. I jedzie w jego stronę kawalkada wózków kalek. Przejeżdżają mi przed nosem i ja widzę ich twarze wyblakłe, blade, pomięte, twarze chorych bardzo ludzi. I kiedy już wracają ze spotkania z papieżem, widzę na tych twarzach samo szczęście. Widać było, że oni doznali czegoś, co daje im duży zastrzyk na życie. I teraz papież zaczyna iść, a jego ręce przesuwają się po rękach ludzi, którzy trzymają je na balustradzie. W pewnym momencie czuję jego dłoń na swojej i słyszę głos ojca Przydatka: noo, teraz! Skacz!

I ja mówię: Ojcze Święty, ja jestem reżyserem z Polski, tym od „Hubala”, a na to papież: aaa, znamy, pamiętamy, a ja, że przyjechałem z Polski na krótkie zdjęcia tu, w Watykanie. Scenę z Benedyktem XV i Dmowskim muszę nakręcić. Papież się odwraca do księdza Dziwisza, który szedł za nim, i mówi: no to trzeba pomóc reżyserowi! I idzie dalej, a ksiądz Dziwisz mówi do mnie: no dobrze, zjawi się pan u mnie za tydzień. A ja go za mankiet i mówię: ekscelencjo, ja jestem z Polski, dostałem parę dolarów i ja nie mogę wrócić z niczym, a on mówi do ojca Przydatka: no to spróbujcie coś tam zrobić. I poszedł dalej. Po audiencji, ojciec Przydatek mówi do mnie: no wiesz, innej rady nie ma, siadaj i pisz list. Pytam, jaki list, a on, że do papieża. I piszę, że jestem polskim reżyserem, który kręci film o tym i o tym, że ten film nie będzie miał żadnych akcentów antyreligijnych i antykościelnych, za co ręczę słowem honoru polskiego artysty. On to zabiera, wychodzi i nie ma go półtorej godziny. W końcu wraca z nosem na kwintę. Nie ma innej rady, za jakieś dwa tygodnie znów przyjedziecie. Ilu was? Ja was zakwateruję. Po miesiącu dostałem z Watykanu odpowiedź, że mój list trafił nie do tego departamentu. Mówię do Ambroziewicza: o szóstej rano zabieram kamerę i robimy zdjęcia na placu. Na nasz widok umundurowani Szwajcarzy z Gwardii Papieskiej pytają, co my tu robimy, a ja że permesso di sante padre. I oni zaczęli odganiać ludzi, żeby nam w kadr nie wchodzili. Kręciliśmy, oczywiście, bez pozwolenia zdając sobie sprawę, że może być jakaś awantura, ale nie było awantury. Na lotnisku w Warszawie spotykam Krzysztofa Zanussiego, który jest, jak wiadomo, podróżnikiem. A skąd pan, panie Bohdanie? A ja, że z Watykanu. Zdziwienie w oczach. A co pan tam robił? A no rozmawiałem z papieżem. Mija dzień i mam wezwanie do KC. Jerzy Łukaszewicz: „Noo, jak tam było w Watykanie, całowało się po rączkach papieża, co?”  Na to ja: jesteście, towarzyszu, trochę źle poinformowani, bo jeżeli się już całuje, to w pierścień, ale papież jest nowoczesny i nie bardzo na to pozwala. Moim montażystą, był Jarek Ostanówko, którego ojciec służył z moim w Pierwszej Brygadzie. Cały był szczęśliwy, że robi ze mną taki film. Został przewodniczącym „Solidarności” Wytwórni Filmowej w Łodzi. Pyta mnie, czy zgodzę się na przed kolaudacyjny pokaz dla kierownictwa łódzkiej „Solidarności”. Czekamy na przewodniczącego Słowika. Wraca od Wałęsy. Wraz ze mną czeka Pałka, Niesiołowski i wszyscy inni łódzcy święci. Zaczynamy projekcję: na ekranie scena z dwunastego listopada osiemnastego roku. Piłsudski i biskup z Rady Regencyjnej obserwują z okien Pałacu Kronenberga bardzo czerwony wiec prowadzony przez Daszyńskiego. Biskup: „Komendancie, musi Pan coś zrobić, bo jutro będziemy mieli w Warszawie rewolucję”! Piłsudski: „Nie będzie rewolucji, Daszyńskiego zrobi się premierem, inaczej wojsko użyje broni”! W trakcie tej sceny na ekranie spada mi pod nogi kożuch, a na wolne obok mnie miejsce zwala się Słowik i słyszę: „O Jezu, taki by się nam teraz przydał”!

Po filmie dyskusja. Dziwią się jak mogłem w PRL-u zrobić taki film? Same peany. Na łamach „Łódzkiej Solidarności” ukazuje się recenzja Stefana Niesiołowskiego, który ostrzega władze, że jeżeli ten film będzie miał trudności z dystrybucją, to dziewięciomilionowa „Solidarność” stanie za nim murem. A tymczasem w czasie premiery w Szczecinie Niezależny Związek Studentów rozrzucał ulotki, żeby nie chodzić na film zdrajcy narodu! Na film o Paderewskim, Piłsudskim i Dmowskim, o których nie dawno nawet pisnąć nie było wolno! No, ale cóż się dziwić, skoro doradcą w sprawach kultury był wtedy u Wałęsy Andrzej Wajda! Takie to było to życie…

Jest to fragment książki wywiadu-rzeki pt. „Ocalić polskość”, która ukaże się wkrótce na rynku księgarskim. Patronat medialny nad tym przedsięwzięciem objęła „Myśl Polska”.
Myśl Polska nr 39-40 (26.09-3.10.2010)

Odpowiedzi: 43 to “Jak powstał film „Polonia Restituta” – rozmowa z Bohdanem Porębą, reżyserem filmowym”

  1. Ludzie prawdy powiedział/a

    W takim swiecie obludy ,falszu i klamstw przyszlo nam zyc !
    Aby to zycie i jego realia zmienic trzeba sie jednoczyc POLACY !!!
    Czy jestesmy do tego zdolni ?

    Oto jest pytanie – czy jeszcze bedzie Polska i czy sie ostanie ???

  2. aga powiedział/a

    Bohdan Poręba na swój film o Jedwabnem nie ma szans dostac kasy. Tak samo jak nie dostal na film o Katyniu. Bo jest jedynym Polakiem wsród tej bandy szakali czyli chazarskich „rezyserow”.

  3. aga powiedział/a

    Po obejrzeniu tej zaklamanej ckliwej haggady „Różyczka” Kidawy-Błońskiego myslę, ze dzisiejsza przymusowa emigracja Polakow za chlebem to jest zemsta unych za ’68.Une nigdy nie zapominają.

    Czy Andrzej Seweryn to tez un?

  4. Zbigniew Koziol powiedział/a

    @3 (Pani Aga)

    „Po obejrzeniu tej zaklamanej ckliwej haggady „Różyczka” Kidawy-Błońskiego myslę, ze dzisiejsza przymusowa emigracja Polakow za chlebem to jest zemsta unych za ’68.Une nigdy nie zapominają.”

    Popatrzylem troche na ten film. Wyjatkowo skurw*synski. Ale… w Polsce nie zyje juz 20 lat i trudno mi tak naprawde oceniac. Dziura w pamieci, brak odniesienia, doswiadczen i wiedzy, ktore przychodza w zyciu bardziej z pierwszej reki.

    Nie, nie mysle, ze emigracja byla ich zemsta. Moze w jakiejs tam mierze. W Kanadzie widzialem tez imigrantow – Zydow. Z ich losem tam tez po roznemu bylo (zwykle sobie radza, umiejac trzymac sie w kupie, ale oni tez doswiadczaja wiele).

    Mysle co innego. To Zachod znowu nas wykorzystal. Przede wszystkim Zachod.

    Dla mnie zycie w Kanadzie okazalo sie tragedia, ktorej odrobic nie sposob. Po doktoracie z uniwersytetu w Amsterdamie (Zeeman, van der Waals – noblisci, tam pracowali) w Kanadzie zajmowalem sie rozbiorkami budowlanymi, spiac w parkach jako bezdomny. Stracilem zycie rodzinne, to co najwazniejsze. I mozliwosc pracy w fizyce, a po to tam jechalem. We mnie nie ma bynajmniej absolutnie zadnej megalomanii – nie z tego powodu mi zal. Po prostu system mnie wyplul na bruk i chyba bylo to planowane.

    Kanada to byla moja wlasna decyzja. Przedtem 5 lat w Amsterdamie. Tam mnie jednak poslal moj profesor. Wyjechalem w marcu 1990 roku. Ale obiecywano, iz wyjade, na dlugo przedtem. Ciekawe? Moim zdaniem bardzo! Zastanawialo mnie to cale to zycie.

  5. Zbigniew Koziol powiedział/a

    @3 (Pani Aga)

    „Po obejrzeniu tej zaklamanej ckliwej haggady „Różyczka” Kidawy-Błońskiego myslę, ze dzisiejsza przymusowa emigracja Polakow za chlebem to jest zemsta unych za ’68.Une nigdy nie zapominają.”

    Popatrzylem troche na ten film. Wyjatkowo sk*synski. Ale… w Polsce nie zyje juz 20 lat i trudno mi tak naprawde oceniac. Dziura w pamieci, brak odniesienia, doswiadczen i wiedzy, ktore przychodza w zyciu bardziej z pierwszej reki.

    Nie, nie mysle, ze emigracja byla ich zemsta. Moze w jakiejs tam mierze. W Kanadzie widzialem tez imigrantow – Zydow. Z ich losem tam tez po roznemu bylo (zwykle sobie radza, umiejac trzymac sie w kupie, ale oni tez doswiadczaja wiele).

    Mysle co innego. To Zachod znowu nas wykorzystal. Przede wszystkim Zachod.

    Dla mnie zycie w Kanadzie okazalo sie tragedia, ktorej odrobic nie sposob. Po doktoracie z uniwersytetu w Amsterdamie (Zeeman, van der Waals – noblisci, tam pracowali) w Kanadzie zajmowalem sie rozbiorkami budowlanymi, spiac w parkach jako bezdomny. Stracilem zycie rodzinne, to co najwazniejsze. I mozliwosc pracy w fizyce, a po to tam jechalem. We mnie nie ma bynajmniej absolutnie zadnej megalomanii – nie z tego powodu mi zal. Po prostu system mnie wyplul na bruk i chyba bylo to planowane.

    Kanada to byla moja wlasna decyzja. Przedtem 5 lat w Amsterdamie. Tam mnie jednak poslal moj profesor. Wyjechalem w marcu 1990 roku. Ale obiecywano, iz wyjade, na dlugo przedtem. Ciekawe? Moim zdaniem bardzo! Zastanawialo mnie to cale to zycie.

  6. Jerzy Ulicki-Rek. powiedział/a

    Panie Boganie.
    A co pan powie o takich Panskich filmach jak”Gdzie trwa czysta i woda zielona”?
    Bo skoro mowimy o wszystkim to mowmy o wszystkim.
    Przeciez to byla czysta,24-karatowa wazelina pro-Gierkowska.
    Jesli mamy byc szczerzy -to do bolu bo inaczej to tylko pic na wode…

    Jerzy Ulicki-Rek

  7. Brat Dioskur powiedział/a

    Ha…, ta „Polonia prostituta” byla prorocza!Tak nalezaloby zatytulowac film/reportaz z ceremonii podpisania Traktatu Lizbonskiego.

  8. TomUSA powiedział/a

    Padre Przydatek! Kto wie o nim i jego „dodatkowej” na niwie „pomocy” mlodym, zagubionym w Wiecznym Miescie Polkom?

  9. jasiek z toronto powiedział/a

    „Noz w kieszeni sam sie otwiera” a „kalach sam napelnia swoj magazynek” ogladajac te zydowskie „gnioty” plujace wszem i wobec w nasze polskie twarze…
    Sa tak bezczelni, ze wiedza doskonale kto kontroluje finanse, ktore trzymaja wielu za gardla, a wiekszosc woli milczec w obawie straty stanowiska czy pracy… Takie sa skutki lichwiarsko-geszefciarskiej chalastry…

    „zydzi sa jak kondukt pogrzebowy kraju, ktorego doprowadzili do ruiny…” (J.O.)
    ========================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  10. aga powiedział/a

    http://wps.suwerennosc.com/

  11. aga powiedział/a

    Nowy wiatr na sali sądowej

    Sprawa sądowa z oskarżenia Prezesa Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polonii Ameryki Łacińskiej Jana Kobylańskiego, przeciw dziewiętnastu prasowym telewizyjnym i dyplomatycznym potwarcom, w dniu 1 lipca 2010 przybrała nowy kierunek z chwilą, gdy pełnomocnik oskarżyciela, Mec. Andrzej Lew Mirski złożył wniosek o przesłuchanie siedmiu świadków, miedzy innymi z pośród władz USOPAŁ. Jednocześnie pełnomocnik oskarżyciela zawnioskował o wystąpienie sądu do MSZ o odnalezienie akt z raportami byłej Konsul z Montevideo Jurkowskiej i oskarżonego, b. ambasadora Jarosława Gugały. Sąd dał pełnomocnikowi trzy dni dla sformułowania wniosków dowodowych. W tym momencie nastąpiło starcie pełnomocnika oskarżenia z adwokatami oskarżonych. Działo się to przy pełnej absencji oskarżonych. Dotąd na wszystkich posiedzeniach tej rozprawy, ton nadawali oskarżeni, którzy przybierając prokuratorskie pozy, przemawiając w tonacji unisono, z przekonaniem, że ich jednomyślność wywrze wrażenie na młodym sędzi, podtrzymywali swoje tezy z wystąpień publicznych z pełnym repertuarem oskarżeń Jana Kobylańskiego.

    Mnie, jako słuchaczowi i sprawozdawcy z rozprawy, cały czas brzmiały w uszach słowa z wcześniejszych posiedzeń sądowych, w których Jarosław Gugała relacjonował swą ostatnią rozmowę z ministrem Władysławem Bartoszewskim, który przed wysłaniem Gugały na funkcję ambasadora, zlecił mu znalezienie haków na Konsula Honorowego Jana Kobylańskiego, antysemity, którego dziesięcioletnią działalność w charakterze konsula tolerują dotąd senat i Wspólnota Polska .

    Jakże inaczej zaczęła się rozprawa w kolejnym dniu 27 sierpnia. Dniu, w którym tonację na sali sądowej nadał pierwszy świadek oskarżenia kpt. Żeglugi Wielkiej, Zbigniew Sulatycki.

    Z oskarżonych byli na Sali Daniel Passent i Zbigniew Sznepf. Kiedy potem, po wypowiedzi kpt. Sulatyckiego zadawali sami lub przez adwokatów pytania, uleciała gdzieś znana z ich poprzednich wystąpień pycha, buta i hucpa. Starali się mieścić swoje ukąszenia w formule dyplomatycznej.

    Świadek Sulatycki stwierdził, iż poznał Jana Kobylańskiego z inicjatywy Prezydenta RP na uchodźctwie, Ryszarda Kaczorowskiego, kiedy sprawował funkcję wiceministra Transportu i Gospodarki Morskiej w trzech kolejnych rządach,. Pierwsza rozmowa miała miejsce w ministerstwie w 1992 roku. Istniał wtedy problem rugowania polskiej floty rybackiej z połowów na Morzu Ochockim.

    Od emerytury, tj. lat 95, 96, świadek co roku jest w Urugwaju. Po odejściu z ministerstwa powołał Stowarzyszenie Morsko Gospodarcze i jako prezes tego stowarzyszenia był zapraszany do Urugwaju. Pierwsze przyjazdy były opłacane z własnej kieszeni. Kiedy został mianowany politycznym przedstawicielem USOPAŁ, bilet był opłacany przez organizację. Korzystał także z pokoju gościnnego.

    Z ambasadorem Gugałą osobiście nigdy się nie zetknął. Czytał natomiast materiały płk Leopolda Biłozura na jego temat. Kapitan Sulatycki uczestniczył nie tylko w zjazdach USOPAŁ ale i dwukrotnie z ramienia USOPAŁ w Kongresach Polonii Amerykańskiej. Na każdym Kongresie USOPAŁ było 150 -200 delegatów. Brała w nich też każdorazowo udział delegacja sejmu, senatu oraz ludzie kultury polskiej. USOPAŁ jest bardzo silną federacją organizacji polonijnych takich jak „Juventus”, „POL-BRAZ, organizacji z Argentyny a także Chile, Paragwaju, Peru i Meksyku. Zdaniem świadka, ich działalność o wiele przewyższała działalność ambasad. Powodem dumy USOPAŁ jest uzyskanie uchwały senatu Argentyny o Karcie Polaka. USOPAŁ dokonał niezwykłego osiągnięcia przez postawienie w Buenos Aires pomnika Jana Pawła II dłuta Gustawa Zemły, w kraju, w którym jest zakaz pomników dla osób żyjących! Pomnik ten został otwarty i poświęcony z udziałem najwyższych władz państwa Argentyny. Jan Kobylański chciał umieścić na pomniku symbole wszystkich nacji zamieszkujących Argentynę.

    Tu pełnomocnik oskarżenia Mec. Lew Mirski zapytał, czy zdaniem świadka można USOPAŁ nazwać organizacja fasadową?

    Świadek odpowiedział, że bywał wielokrotnie na zebraniach oddziałów regionalnych USOPAŁ na których zawsze było około 150 0sób.

    W tym miejscu wkroczył z pytaniem pełnomocnik oskarżenia.

    „Czy sprawy USOPAŁU miały swoje odbicie na zewnątrz?

    Świadek: Na Zjazdach USOPAL zawsze był obecny albo prezydent albo wiceprezydent Urugwaju, Nuncjusz Stolicy Apostolskiej Abp Jan Bolonek i kilku ambasadorów.

    Były również spotkania z prezydentami Wałęsą i Kwaśniewskim.

    Ogólnie wyczuwało się wielkie sympatyzowanie z Polską.

    Zjazd USOPAŁ zawsze otwierała msza św. celebrowana przez Nuncjusza Stolicy Apostolskiej. Następnie składano wieniec pod pomnikiem bohatera narodowego Urugwaju. Brał w tym udział późniejszy ambasador Lech Kubiak, utrzymujący dobre stosunki z prezesem Kobylańskim.

    Jan Kobylański jest otwarty do ludzi, bez względu na ich poglądy.

    Był bardzo przyjazny dla prezydenta Kwaśniewskiego. Został przez niego odznaczony. Także często bywała wicemarszałek senatu Danielak.

    Atmosfera zaczęła się zmieniać od kadencji rządu Jerzego Buzka i dywersyjnego przyjazdu Mikołaja Lizuta pod fałszywym nazwiskiem. Miało to swoje odbicie w prasie miejscowej. Apogeum osiągnęło po sławetnej „czarnej liście” Radosława Sikorskiego usiłującej uczynić wyłom w Polonii światowej. Po tej liście, za kontakt z Janem Kobylańskim, został odwołany jeden z najlepszych ambasadorów prof. Ryn, mający ogromne zasługi w poszukiwaniu i propagowaniu Polaków zasłużonych w krajach Ameryki Łacińskiej.

    Tu znowu zabrał głos Mec. Lew Mirski: czy świadek spotykał się z antysemityzmem prezesa Kobylańskiego?

    Świadek: Wnuk prezesa jest ożeniony z Żydówką co nie przeszkadza prezesowi kochać swoje wnuki. Jest otwarty na wszystkie nacje. Natomiast natychmiast poparł protest prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej Edwarda Moskala, przeciw wyłudzeniu ogromnych odszkodowań od Polski za mienie żydowskie zrabowane przez Hitlera. Ta sprawa jest zresztą kluczem do nagonki na prezesa. Zresztą, czy stwierdzanie , że ktoś jest Żydem, może być uznane przez normalnych ludzi za antysemityzm?

    Teraz pytanie zadaje adwokat oskarżonych: czy świadek coś wie o finansowaniu przez Kobylańskiego akcji wyborczych?

    Tu pada twarda odpowiedź: nie!

    Co zdaniem świadka spowodowało oświadczenie Leopolda Biłozura? I czym ono się różni od artykułu Lizuta?

    Świadek: podpisuję się oburącz pod płk Biłozurem. Ten prezes Kombatantów Polskich Ameryki Południowej był człowiekiem Honoru . Sybirak, męczennik gułagów, bohater z Monte Cassino, który nigdy nie skalał się kłamstwem.

    Pytanie: Czy z Janem Kobylańskim jesteście po imieniu?

    Świadek: – Ależ skąd?

    Pytanie: Co to była za propozycja współpracy z USOPSAŁEM? Na czym miała ona polegać?

    Świadek: Była całkowicie pozafinansowa. Kiedy jako polityczny przedstawiciel USOPAŁ biorę udział w jakimś spotkaniu czy imprezie, albo wypowiadam się publicznie, mam obowiązek propagowania organizacji USOPAŁ.

    Pytanie: Czy Jan Kobylański ma zwyczaj wręczania prezentów?

    Świadek: Każdy uczestnik zjazdu otrzymuje plakietkę pamiątkową oraz figurkę glinianą o charakterze urugwajskiego folkloru. Z innymi prezentami nigdy się nie spotkałem.

    Zadaje pytanie oskarżony Sznepf: Czy świadek mnie nie pamięta? To ja wprowadziłem Jana Kobylańskiego do pana gabinetu w ministerstwie. Był ze mną prezes Poczty Polskiej?

    Świadek: Nie pamiętam. Być może były to różne spotkania.

    Oskarżony Sznepf: Czy świadek zna sprawę zatrzymania w Gwinei Równikowej statku, który był własnością syna Jana Kobylańskiego, Waltera ?

    Świadek: Nie spotkałem się z tą sprawą.

    Pytanie zadaje Daniel Passent: Czy świadek zna ilość członków Zjednoczenia Polskiego im Domeyki w Chile?

    Świadek: Siła tej organizacji polega nie na masowości, ale na członkach sprawujących ważne funkcje w tym kraju. Dlatego potrafiła doprowadzić do podpisania umowy o współpracy Uniwersytetu Jagiellońskiego z Uniwersytetem w Chile.

    Daniel Passent zaprzecza, że Kwaśniewski był gościem USOPAŁ. Stwierdza, że Politycy tacy jak Kwaśniewski Płażyński i Tusk unikali kontaktów z Kobylańskim. Kiedy Passent jechał do Urugwaju, był ostrzegany przez departament konsularny przed Kobylańskim. Po objęciu placówki, prezes Kobylański unikał spotkania z Passentem.

    Świadek: Płażyński był moim przyjacielem. Po objęciu przez niego prezesury Wspólnoty Polskiej, wielokrotnie z nim rozmawiałem o USOPAŁ i zawsze wyrażał się z atencją o Janie Kobylańskim.

    Mec. Lew Mirski zwraca się do oskarżonego Passenta: Kto personalnie Pana ostrzegał przed Janem Kobylańskim?

    Passent: W połowie lat dziewięćdziesiątych dyrektor departamentu konsularnego Maciej Szymański. Wyjechał do Urugwaju z misją wyciszenia Jana Kobylańskiego pod rygorem odwołania go z konsula honorowego. Wrócił z niczym. Nie zastał go .Potem Jan Kobylański tłumaczył się, iż przebywał poza krajem.

    W tym momencie sąd przerywa rozprawę i wyznacza jej dalsze terminy na 22 października i 17 grudnia.

    Następnym świadkiem będzie prof. Jerzy Robert Nowak.

    Po wyjściu z sądu, część publiczności dołączyła do pikiety pod hasłem: „ Jan Kobylański walczy z antypolonizmem”. Telewizja narodowa nagrywała wywiady a wybrana grupa z wieńcem z szarfą i napisem „Od Jana Kobylańskiego i USOPAŁU” udała się na Krakowskie Przedmieście przed Pałac Prezydencki, gdzie po złożeniu wieńca pod krzyżem osłanianym przez Jego obrońców, generał Jan Grudniewski i Bohdan Poręba wygłosili przemówienia, w których oddali hołd determinacji i wytrwałości obrońców krzyża Bohdan Poręba uogólnił sytuację mówiąc, że niegodne postępowanie władz wobec obrońców krzyża i samego symbolu chrześcijaństwa, jest zapowiedzią wymuszanej prze Unię Europejską ofensywy nietolerancji wobec polskiej i katolickiej tożsamości narodu. Artykuły Jacka Żakowskiego herolda wojującego ateizmu i Daniela Passenta, który szyderczo proponował umieszczenie krzyża na iglicy Pałacu Kultury, zapowiadają otwartą wojnę przeciw udziałowi kościoła hierarchicznego i świeckich katolików w życiu publicznym. Szef SLD zapowiada wprost walkę o neutralizację wpływów kościoła na życie publiczne i walkę z konkordatem. Totalizacja władzy państwowej, która po katastrofie zagarnęła jednopartyjnie całość rządów nad Polakami, ułatwia to zadanie.

    Bohdan Poręba

    ————–

  12. Krzysztof M powiedział/a

    Kombinowanie przy micie Józka nic nie da. Na józkizmie nie zbuduje się NIC. Bo to niemożliwe. Tak jak na piasku. Nie ustoi. Budować można tylko na prawdzie.

    A kogo dziś interesuje prawda?

    Te próby wprowadzenia Józka do nurtu niepodległościowego, to zachęcanie Polaków, żeby zechcieli znowu zabrnąć w ślepą uliczkę.

    Autor poważnego opracowania naukowego o Józku p. Ryszard Świętek, po napisaniu „Lodowej ściany” stracił pracę. Nie podważano treści książki. Zemszczono się na autorze.

  13. Zbigniew Koziol powiedział/a

    Ja tak troche przepraszam, iz nie na temat. Ale tu dyskutantom, jak zwykle, mysli rozbiegaja sie na dziesiec stron. Mi tez. Cos przychodzi do glowy – chcialoby sie powiedziec, cos zachowac, moze dla kogos z czytajacych maja te slowa i mysli zanczenie?

    Bardzo psioczylem na polska ambasade w Moskwie, ponad poltora roku temu. Wielki budynek w samym centrum ogromnego, cholernie drogiego miasta, pewnie placic trzeba mnostwo za jego utrzymanie. Stalismy wtedy za wiza dla mojej zony Rosjanki do Polski. Na mrozie. Cholera by ich wziela!

    A w tym roku w lipcu tez. Tym razem sam stalem. Ale juz troche inaczej to wygladalo. Dziennie przechodzi cos rzedu 50-70 osob za wiza, z tym ze niektorzy moga miec ze soba nawet dziesiatki podan o wize. Na bramce Rosjanie (tak jest wszedzie w ambasadach i konsulatach w Moskwie), takie troche mloty, ale w miare inteligentne i usluzne, szczegolnie gdy widza Polaka. Polska kontrola (oficerowie) – przez bramke trzeba przejsc, wykrywacz metali. Powiedzialbym – tacy sobie. Oboje ktorzy robia przykazana im robote.

    Co mnie milo zaskoczylo – urzedniczki w konsulacie zrobily na mnie duze pozytywne wrazenie, tym razem. Widac, ze bardzo staraja sie. Pomoc po prostu kazdemu czlowiekowi. Zwykle rozmawianie z urzdniczka trwa pare minut, ale bylem swiadkiem, gdy Rosjanka stala przed oknem godzine! Po prostu jej sprawa byla niejasna i starano sie jej pomoc! Telefony do konsula, ministerstwa, to oczywiscie trwalo.

    Gdy przyszla moja kolej (a ja bylem za wiza dla zony Rosjanki), slysze pytanie: a pan Polak? Ma pan obywatelstwo? Wystarczylo, iz mlodej kobiecie powiedzialem, ze mam, bez pokazywania paszportu polskiego.

  14. Zbigniew Koziol powiedział/a

    A z jezykiem, Panie Krzysztofie M, jest tak: tlumaczyc sie po prostu nie chce. Tlumaczenie jest trudne. Wiekszosc zas piszacych tutaj zna jezyki, choc rozne. I im wydaje sie naturalnym, ze inni znaja te same jezyki, ktore oni znaja ;)

    Ja z moimi Rosjanami pisuje nie cyrylica, a poslugujac sie lacinskimi literami. Ci, ktorzy chca, rozumieja mnie.

  15. kejpi powiedział/a

    Czy i u Was nie wchodzi strona Naszej Witryny ?

  16. aga powiedział/a

    Panie Krzysztofie,
    Poręba zweryfikował swoje poglądy n.t „józka” dawno. Był załozycvielem I Stronnictwa Narodowego a jak na tamte czasy PRLu to film Polonia Restituta jest ewenementem.

  17. aga powiedział/a

    Panie Zbyszku
    Pan lubi filmy :)
    realia tzw. wolnej Polski” i młody rezyser

  18. Krzysztof M powiedział/a

    Ja potrzebuję PRAWDY. Prawdy o świecie. Prawdy o człowieku. Prawdy o Bogu. Prawdy o gospodarce. Prawdy o pieniądzu.

    Chcę budować na PRAWDZIE.

  19. aga powiedział/a

    Prawdy należy dociekać.Nawet jak jest trudna i bolesna. Nikt jej Panu nie poda ,ot tak.No może Henryk Pająk i Gajowy marucha :)
    A i tak zamiast wdzięczności,spotka ich za to szyderstwo,bo większośc motłochu tę Prawdę odrzuca. Szczególnie kiedy nie zgadza się z ich wygodnymi,sentymentalnymi mitami.
    Myślę,ze w ciągu 20 ostatnich lat jak nigdy przedtem Prawdę ponizono i zaklamano.Kiedys ją ukrywając,przynajmnie okazywano jej respekt i szacunek. Teraz się ją osmiesza,przekrzywia,manipuluje,szatkuje na ‚półprawdy”,ktore sa dużo bardziej niebezpieczne i trdune do mwychwycenia niz klamstwo.

  20. tralala powiedział/a

    Prawda wymaga ogromnej odwagi.

  21. Zbigniew Koziol powiedział/a

    @17 (Aga)

    Swietny film, dziekuje, to jest duza sztuka i film ktory lepiej obejrzec pare razy. Tego mi trzeba :) Poczytalem nieco o rezyserze, Konradzie Niewolskim. Zupelny oryginal. No.. wprawdzie o fizyce to on bredzi: jak ktos zauwazyl, to jadra moze sobie rozbic, ale wlasne przy pomocy ceglowek. Tak wlasnie – w ten sposob poznaje obecna Polske. Bo to chyba tylko teraz tego rodzaju czlowiek mogl byl pokazac sie i zaistniec.

  22. Guła powiedział/a

    Pan Jerzy chyba zdziwił się?
    3:10

  23. aga powiedział/a

    Panie Zbyszku trudno wyłowić w tym chazarskim, oop…, judeopolonskim dzisiaj kręconym chłamie jakąś perełkę .Ale Waldemar Krzystek jest dobry. Dlatego mało kręci :)

  24. aga powiedział/a

    12 października w kinie „Wisła” w Warszawie o godzinie 19 odbędzie się organizowany wraz z ambasadą Białorusi pokaz polsko-białoruskiego filmu w jego reżyserii z 1991 roku ,,„Siwej Legendy”, który to film po triumfie na Festiwalu Filmów Polskich w Gdańsku, poprzez i intrygę „Gazety Wyborczej” został odcięty od polskiej widowni.

    To duże widowisko równe „Ogniem i Mieczem” dziejące się na płonących stepach Rzeczpospolitej Narodów. Jego żywiołem są bunty chłopskie, Tatarzy, prywata wielmożów, a akcją jest opowieścią o bardzo silnej i namiętnej kniahini, która nie umie wybrać pomiędzy dwoma rycerzami, wychodzi za jednego z nich, a w noc poślubna dochodzi do wniosku, że kocha tego drugiego i zamienia ich i swoje życie w piekło.
    Taka słowiańska Lady Macbeth.

    Zapraszamy do kina w imieniu własnym i Pana Bohdana Poręby.

    Warszawa 12 październik kino ,,Wisła” godzina 19:00

    http://wiernipolsce.wordpress.com/2010/09/23/ocalic-polskosc-%e2%80%93-ksiazka-bohdana-poreby/

  25. Shakespear powiedział/a

    Ad. 14 Aga poszlem tropem twojego linku ale zaciekawil mnie ten artykul.

    „Kś. Izakowicz Zalewski o infułacie”

    Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Stało się to, przed czym od dłuższego czasu przestrzegałem władze archidiecezji krakowskiej. Marek Piotrowski, wcześniej funkcjonariusz komunistycznej milicji i Służby Bezpieczeństwa, a obecnie pełnomocnik ds. majątkowych wielu instytucji kościelnych, w końcu został aresztowany.

    Przez wiele lat wśród katolickich parafii i zakonów był on promowany przez ks. infułata Bronisława Fidelusa, byłego kanclerza Kurii Metropolitalnej, a obecnie proboszcza parafii Mariackiej w Krakowie. Współpraca tych dwóch osób, oparta na silnych powiązaniach biznesowych, doprowadziła do przejęcie przez parafię Mariacką kilku intratnych działek przy ul. Balickiej i Siewnej, należących do samorządu krakowskiego.

    Jusz sie gubie na tym Polskim „podworku”, co jest biale, czarne, szare lub Bog wie jaki kolor? Nic nie ma sensu :-(

    Koscielni + Byly SB-ek robia biznes !!!!

  26. Shakespear powiedział/a

    Ups, nie 14 a 24 :-)

  27. Miroslaw Bernard powiedział/a

    Dobrze ze Pan Bohdan zmienil swiatopoglad ale powiedzmy sobie otwarcie ze jego przeszlosc w PRL-u wcale nie wygladala tak rozowo a to ze teraz odwrocil ie w kierunku srodowisk narodowych.Czas pokaze czy to dlatego ze wyslali go na zielona trawke czy z nawrocenia. Czas pokaze.

  28. Miroslaw Bernard powiedział/a

    ad 6. No wlasnie Pan Bogdan mowi prawie cala prawde. Moze sie zmienil ale byl czescia tego aparatu i tyle.

  29. Marucha powiedział/a

    Re 28:
    Widzę, że Paweł z Tarsu nie miałby szans u Pana Mirosława czy Pana Jerzego…

    Swoją drogą ciekawe, w jaki sposób Poręba był „częścią aparatu”.

  30. Miroslaw Bernard D powiedział/a

    ad 29. Panie Marucha Pawel z Tarsu nie wypieral sie swoich bledow co swiadczy o jego szczerosci natomiast Pan Poreba przedstawia sie jako wielki Patryjota co nie jest zgodne z prawda. Teraz nie mowie moze sie nawrocil co nie zmienia faku ze nie caly jego dorobek wyglada tak jak tego udzielil w wywiadzie.

    Czescia aparatu byl chyba kazdy rezyser w tym czasie. Chyba Pan sobie nie wyobraza ze w tamtym czasie komuna by pozwolila komus na tworczosc inna niz zgodna z ichnia propaganda. He he he he he. Glosowal przeciwko rozwiazaniu PRL, odnaczenie z 1978 itd itp. Byl czescia tego systemu ktory doprowadzil do tego ze Polacy nie maja inteligencji polskiej a ludzie ktorzy sie sprzeciwiali leza w nieznanych mogilach.

  31. Marucha powiedział/a

    To były sprawy bardziej skomplikowane, niż podział „komuna – antykomuna”, panie Mirosławie. Wśród „komunistów”, nawet na wysokim szczeblu, bywało chyba więcej patriotów, niż dziś w takiej Platformie.

    Oczywiście Poręba czy Filipski nie musieli „kolaborować” i nie robić filmów, które w tamtych czasach stanowiły wyłom.
    Ojciec Krąpiec nie musiał „kolaborować” z partią, by ratować zadłużony KUL…

    Na dobrą sprawę każdy, kto pracował i działał w PRL-u był „kolaborantem”, włącznie ze sprzątaczką.

  32. Zbigniew Koziol powiedział/a

    @23 (Pani Aga)

    Niet. Filmem „Nie ma zmiluj sie” nie utrafila pani do konca w moje gusta wybredne. Acz obejrzalem z ciekawoscia i z pewnym rozbawieniem. Dobrze sie oglada. Ale film, choc byc moze w zamiarze mial niesc pozytywne wartosci, zdaje mi sie, ze jednak bedzie przyjety bardziej jako rozrywka. Za trudno z niego wyluskac to, co dobre ma byc w zyciu, a takim przeslaniem powinna sie kierowac sztuka, czyz nie? By jakos pokazywac te dobra droge.

    Malachowski tez swietnym rezyserem a dowcip go az rozpiera. Posikac mozna sie ze smiechu. Ale czy jego filmy polecilaby pani?

    Nie czytalem na razie wiecej o rezyserze Krzystku, wiec moje pierwsze wrazenia sa powierzchowne.

    Pieknie jednak, iz dzieki temu filmowi trafilem na inne na youtube.

    Na przyklad na „Rezerwat” (Lukasz Palkowski). Warszawska Praga… 10 lat w Warszawie. Ale nie, balem sie tam chodzic. Tymczasem to jest klimat. To jest swego rodzaju zabytek :)

    Serdecznie,
    zb.

  33. Zbigniew Koziol powiedział/a

    „Na dobrą sprawę każdy, kto pracował i działał w PRL-u był „kolaborantem”, włącznie ze sprzątaczką.”

    A i kto uczyl sie, mial szanse. Na „kolaboracje”. Mackiewicza uwielbiam. Bo on przekazuje pewne idee. Ale zycie toczylo sie troche inaczej.

    Gdzies w 1978 lub 1979 wyjechalem na wycieczke po demoludach. Musialem, aby wyjechac, jechac jako harcerz. Poszedlem do wychowacy (szkola srednia), by dal mi poswiadczenie, iz jestem harcerzem. Zrobil to. Bez problemu, mimo, iz zadnej harcerskiej organizacji de facto nie bylo (tylko na papierze). A… poniewaz zwyciezylem w olimpiadzie fizycznej, to na zakonczenie roku szkolnego zorganizowano w zamojskim amfiteatrze przedstawienie dla ludu pracujacego miast i wsi, na ktorym chciano mnie przedstawic jako wzorowego harcerza. Powiedzialem, ze nie pojde. Nic. Nawet slowa nikt ni powiedzial. Oczywiscie, to juz byly inne czasy. Ale nieco wczesniej, gdy z siostra nie poszlismy na defilade pierwszomajowa, gdzies okolo 1971 roku (bo rodzice tak sobie wydumali), to ciagano nas do dyrekcji szkoly.

    Zas jeszcze na studiach w 1981 mialem kolege, ktory zapisal sie na kandydata do PZPR. Ale on tez byl moim kolega. Mialem tez kolegow z NZS.

  34. Miroslaw Bernard D powiedział/a

    ad 31. Panie Marucha ale ja panu Porebie nie odbieram tego co zrobil dobrze dla Polski. Prosze jeszcze raz przeczytac. Zreobil 100 razy wiecej niz naprzyklad Ja. Zgadzam sie ze jest patryjota. I z tym sie zgadzam ze ci dzisiejsi Judasze sa gorsi bo bo Polska jest im kompletnie obca. I takich przykladow jest wiele jak np general Zietek na Slasku. Co nie zmienia faktu ze musieli dokonywac pewnych wyborow kolaboracji. Ja tylko mowie ze powinno sie rowniez podawac niechlubne karty swego zyciorysu bo czasami kiedy czytam zyciorys jakiegos Pana to mozna wywnioskowac zupelnie inne wrazenie ale zakonczmy juz temat sporu bo odbiega od tematu artykulu.

  35. aga powiedział/a

    ad.25 Panie Shakespear
    podalam ten link w kontekście reklamy ciekawego filmu; a ,że pisza na tym portalu rózni nawiedzeni antyklerykalowie i ateiści,to cóz… bełkotu nigdzie nie brakuje ale mamy od Pana Boga wlasny rozum i wolną wolę i możemy wybierać co jest Prawdą a co falszem,nieprawdaż?
    dzisiaj ci wszyscy ateiści mają pole do POPisu,w związku z zażydzeniem KK.
    pozdrawiam

  36. aga powiedział/a

    Panie Zbyszku
    Waldemar Krzystek to reżyser głośnego filmu „Mała Moskwa”,ktory koniecznie powi nien Pan zobaczyć a za ktory dostało mu się od GownaWybiórczego prawie tyle samo co za jego I film,najlepszy jaki nakręcono w tzw.wolnej Polsce i bardzo niewygodny dla tzw. elyt. Film w -Polsce za przyczyną tych samych GOWniarzy- nie do zdobycia w Empiku.Jest zamieszczony przez Szanownego Pana Gajowego w mediach;proszę sobie oglądnąc „Zwolnieni z życia”.
    Natomiast moim zdaniem „Nie ma zmiłuj” pokazuje bezwzględne zasady rodzącego się kapitalizmu w Polsce; zyjemy w czasach bezlitosnego wyścigu szczurow.Tylko silniejszy a raczej cwańszy i bardziej bezlitosny awansuje kosztem drugiego,ktorego po drodze zagryza. Nie ma miejsca dla cywilzacji lacińskiej.brak zasad moralnych wśrod tzw. pięknej płci,itd.
    Ale nie do końca.Bo głównym bohaterom jakoś udaje się „przemódz”i przejmują firmę.Może to trochę naiwne ,bo w zyciu tak bywa rzadziej.Ale przesłanie jest optymistyczne.Bo sztuka ma zasiać pozytywne myslenie a nie destrukcję i nihilizm jak to mam miejsce w sztuce unych.
    W naszej hrześcijańskiej Dobro,Prawda, Piękno ma zwyciężyć:)
    pozdrawiam

  37. aga powiedział/a

    Panowie,ktorzy tutaj za świętszych od papieża pragna uchodzić,może wskażą który reżyser w czasach PRL nie nalezał do partii?
    mój Boże,gdyby rownie wnikliwie tzw. patriotycznych politykow z Pisu rozliczali.
    Za sam film „Hubal”,ktory Poręba dał Polakom nie potrzebna ekspiacja.Oby wszyscy „kolaboranci” mogli się tym poszczycić.A poza tym Pan Poręba nie ukrywa swojej przeszlości o czym z ksiązki „Ocalić polskość”zapewne każdy z Panow sam sobie poczyta.

  38. _AGA_ prośba powiedział/a

    proszę wybaczyć, że nie w temacie…

    osobiste pytanie do Pani Agi!
    ==============================

    czy to Pani jest autorką komentarza z dnia 2009-08-30 17:32:16 umieszczonego na:

    [http://www.propolonia.pl/blog-read.php?pid=1977&bid=110&uid=] ?

    Chcemy umieścić ten niesamowity pod każdym względem tekst w naszym niedzielnym biuletynie i bardzo Panią prosimy o zgodę oraz o aktualizację – też w stylu „spontanicznego odruchu warunkowego” (trochę się wydarzyło przez rok).

    Aga z ww linku co prawda jest płci brzydkiej, tu zaś pięknej, jednak żywy autor może być ten sam. Jeśli nie, proszę autora o pomoc. Odpowiedź proszę zostawić w tym wątku – jeśli Gospodarz nie będzie miał nic przeciwko…

    Z pozdrowieniem
    Jurek

  39. aga powiedział/a

    Panie Jurku,
    „żywy autor” to Opornik, jak wygooglowalam wpis nr.66 z
    http://wirtualnapolonia.com/2009/08/14/victoria-polska-1920-roku/.Do niego ewentualnie trzeba się zwrócić,chociaż nie wydaje mi się aby mial coś przeciwko umieszczeniu go w biuletynie.

  40. Zbigniew Koziol powiedział/a

    @36 (Pani Aga)

    „Mala Moskwe” widzialem juz dawno temu i gdzies tu w okolicach wirtualnych polecalem.

    A za wskazanie „Zwolnieni z życia” dzieki. I to u Gajowego ten film, w kolekcji ponoc ktorej bylem inspiratorem :)

    Pani Ago, ja znam sie na filmach jak sobaka na gwiazdach. Gdy zaczalem z przyszla zona Rosjanka rozmawiac (przez wirtualna odleglosc, jakies 2-3 lata), to rozmawialismy wlasnie ma tematy kultury: filmy, piosenki. Zona akurat zna doskonale temat. Taki ona dziwolag. Mysli. Acz po swojemu, ale w sposob bliski mojego. Mysli sie w ocenie, mym zdaniem, czesto. Ba, i polscy najwybitniejsi mysla sie jesli idzie o rozumienie rosyjskiej kultury.

    Ja chcialem teraz nade wszystko skomentowac odnosnie „Nie ma zmiluj”.

    Nie, nie zgadzam sie z pania jesli idzie o ten konkretny film. Film jest dobry do ogladania, ale niczego w nim nie ma. Zapomina sie po pol godzinie. Dobra rozrywka.

    Intencji rezysera nie oceniam, bo ich wyluskac nie potrafie z filmu, przyjmuje wiec, ze byly pozytywne, ze chcial przekazac obraz „g*wnianego” kapitalizmu.

    Tylko, ze … ten film to bajka dla doroslych lub dorastajacych.

    Pokazane sa tam sceny ktore w Kanadzie nazywane sa seksualnym napastowaniem. Np. dotykanie ladnych piersi dziewczyny. W Kanadzie wystarczy doniesc o takim wypadku na policje, a facet wylatuje z pracy, zas „napastowana” ma szanse na duze odszkodowanie.

    Albo te orgie. A gdziez one istnieja? Byc moze w duzych firmach na zachodzie pracownicy z samej wierchuszki gromadza sie w jakichs „prywatnych” klubach i robia co chca razem. Ale nie wszyscy pracownicy. Zapomnijcie o tym! To jest czysty wymysl, wyobraznia, glupota. Tego nie ma, by wszyscy z pracy poszli brac udzial w tego rodzaju imprezie. To jest nie do pomyslenia. A picie alkoholu na imprezie zwiazanej z praca? Bog bron! Tylko w bardzo waskim zamnkietym kregu z samej wierchuszki to mozliwe.

    Film, chcac niechcac tworzy pewne wyobrazenia o zyciu w „kapitalizmie”. A gawiedz to kupuje.

    Wiekszosc przyjmuje wszystko wokol co w TV bezkrytycznie. To TV i filmy ksztaltuja ich myslenie. Wiekszosc nie wysili sie odrobine, by pomyslec, a przyjmie wszystko, co do nich dociera. To zostanie w ich pamieci. Beda do tego wracac w swym mysleniu, jako punkty odniesienia. Beda na podstawie wyimaginowanych przedstawien tworzyc rzeczywistosc.

    Dlatego film „Nie ma zmiluj sie”, choc dobrze oglada sie rozrywkowo, uwazam za niepowodzenie rezysera.

    Chcialbym sie nieco jednak po

  41. Zbigniew Koziol powiedział/a

    ostanie niedokonczone zdanie prosze zignorowac.

  42. Guła powiedział/a

    Takiego pogromu nie sposób pominąć. :)

  43. aga powiedział/a

    Panie Zbyszku, napewno film Nie ma zmiłuj jest lżejszy niz Zwolnieni z życia czy pierwszy film Krzystka Ostatni prom. Ale jest napewno mniej infantylny i odbiegający od realiow zycia niż bajeczki,które serwuje się widzom w postaci róznych telenowel.W ogóle brakuje dobrego kina realistycznego w Polsce. Jest natomiast mnostwo gniotow,ktore maja Polaka pogrązyc czy to w poczuciu beznadziejności,pesymiżzmie czy ohydnym przejskrawieniu patologii.Film ten jest optymistyczny ,mimo wszystko, a poza tym pokazuje jednak te niezbyt dobre aspekty kapitalistycznej walki o byt.

    Cóż,nie na darmo w Polsce rodzący się kapitalizm nazwano „dzikim”.Myslę ,ze Pan ma perspektywę tego kapitalizmu kanadyjskiego ,ktory zaczął się może degenerować w czasie kiedy u nas w Polsce zaczął się rodzić.I dlatego inne spojrzenie.
    Np. korupcja,układy,nieczyste gry. Czy n.p.tzw. mobbing to pojęcie ,które stało się symptomem czasow tzw. wolnej Polski :)po ’89 ./Podobnie jak pedofilia. I bezdomność niestety./
    I naduzyciem jest mowienie,że te zjawiska istniały zawsze a tylko o nich nie mowiono.
    W Polsce zachłystując się tzw. demokracja i wolnością ala’ karpik po żydowski wzięliśmy z tzw. zachodu -przy całym dobrodziejstwie kapitalizmu-rownież to co najgorsze. A Rosja się przed tym broni. I dlatego tez dla niej mój szacunek.
    pozdrawiam

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.