Rosja i globalna agenda USA
Posted by Marucha w dniu 2012-02-19 (niedziela)
Waszyngton wyraźnie chce obalić Putina w Rosji
Hillary Clinton i jej mocodawcy najwyraźniej zdecydowali, że perspektywa Putina, jako następnego prezydenta Rosji, jest potężną przeszkodą w ich planach. Niewielu jednak rozumie dlaczego. Dzisiejsza Rosja, w parze z Chinami i do pewnego stopnia Iranem, tworzą kręgosłup jedynej obecnie efektywnej osi oporu przeciwko światu zdominowanemu przez jedno supermocarstwo.
8 grudnia, kilka dni po ogłoszeniu wyników wyborów parlamentarnych w Rosji, pokazujących gwałtowny spadek popularności partii Jedna Rosja premiera Putina, Putin oskarżył Stany Zjednoczone, a w szczególności sekretarz stanu Hillary Clinton, o sponsorowanie rosyjskich demonstrantów opozycyjnych i ich protestów wyborczych. Putin stwierdził:
(Amerykańska) sekretarz stanu szybko oceniła wybory, mówiąc, że są nieuczciwe i niesprawiedliwe, jeszcze zanim otrzymała materiały obserwatorów z Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (OBWE – międzynarodowej instytucji monitorowania wyborów).[1]
Putin kontynuował uznając, że przedwczesne komentarze Clinton były sygnałem dla grup opozycyjnych, że rząd Stanów Zjednoczonych poprze ich protesty. Komentarze Clinton były “sygnałem dla działaczy, którzy prowadzą aktywną współpracę z Departamentem Stanu USA”, oświadczył Putin, doświadczony oficer rosyjskiego wywiadu.[2]
Największe zachodnie media albo zbagatelizowały oświadczenie Putina, albo prawie całkowicie skupiły się na materiałach o powstawaniu ruchu rosyjskiej opozycji. Szybkie zbadanie sprawy wskazuje, że Putin zbagatelizował stopień bezczelnej ingerencji amerykańskiego rządu w procesy polityczne jego kraju. Mówimy tu o kraju, który nie jest Tunezją, Jemenem czy nawet Egiptem. Mówimy o drugim na świecie supermocarstwie jądrowym, nawet jeśli gospodarczo nadal może być mniejszą potęgą. Hillary igra z termojądrowym ogniem.
Demokracja czy coś innego?
Putin bez dwóch zdań nie jest mistrzem świata w praktykowaniu tego, co większość uważa za demokrację. Jego zapowiedź sprzed kilku miesięcy, że on i obecny prezydent Miedwiediew uzgodnili zamienić się miejscami po wyborach prezydenckich 4 marca, zszokowała nawet wielu Rosjan, uznających to jako brudną politykę siły i zawieranie układów za kulisami. Jednakże to co Waszyngton robi, ingerując w tę zmianę reżimu, jest bardziej niż nachalne i interwencjonistyczne. Ta sama administracja Obamy, która właśnie podpisała ustawę wprowadzającą w życie środki skutecznie drące na strzępy Kartę Praw Konstytucji Amerykańskiej[3] pozuje na najwyższego światowego arbitra przestrzegania tego, co określa demokracją.
Przyjrzyjmy się bliżej oskarżeniom Putina o wtrącanie się USA w proces wyborczy Rosji. Jeśli spojrzymy, zobaczymy otwarte przyznanie się we własnym sprawozdaniu rocznym z sierpnia 2011 roku, że waszyngtońska organizacja pozarządowa o nieszkodliwej nazwie Narodowy Dar dla Demokracji (NED), znajduje się wszędzie na terenie Rosji.
Narodowy Dar dla Demokracji (NED) finansuje Międzynarodowe Centrum Prasowe w Moskwie, gdzie około 80 międzynarodowych organizacji pozarządowych może odbywać konferencje prasowe na dowolny temat, jaki chcą. NED finansuje liczne “rzecznictwa młodzieży” i warsztaty przywódcze, aby “pomóc młodzieży zaangażować się w działalność polityczną”. W rzeczywistości, oficjalnie w 2010 roku wydali ponad 2.783.000 dolarów na dziesiątki takich programów w całej Rosji. Wydatki za rok 2011 nie zostaną opublikowane, aż do drugiej połowy 2012 roku.[4]
NED finansuje także kluczowe rosyjskie “niezależne” sondaże opinii publicznej i monitorowania wyborów, kluczowe elementy na podstawie których może potem twierdzić, że dokonano oszustw wyborczych. NED finansuje także częściowo Regionalną Organizację Społeczną w Obronie Praw i Swobód Demokratycznych “GOLOS.” Według rocznego raportu NED fundusze zostały wydane “na przeprowadzenie szczegółowej analizy cykli wyborczych w Rosji jesienią 2010 i wiosną 2011 roku, które obejmują monitorowanie prasy, agitacji politycznej, aktywności komisji wyborczych i innych aspektów stosowania ustawodawstwa wyborczego w długoterminowych przygotowaniach do wyborów”.[5]
We wrześniu 2011, na kilka tygodni przed grudniowymi wyborami, NED sfinansował konferencję w Waszyngtonie, na którą zaproszono “niezależną” rosyjską organizację badania opinii publicznej, Centrum Levada. Jak podaje własna strona internetowa NED, Levada (kolejny odbiorca pieniędzy NED-u),[6] przeprowadził serię sondaży – standardowe metody stosowane na Zachodzie do analizy odczuć obywateli. Sondaże przedstawiły “nastroje wyborców w okresie przed wyborami do Dumy i wyborami prezydenckimi, odbiór kandydatów i partii oraz zaufanie wyborców do systemu «sterowanej demokracji», który został ustanowiony w ostatniej dekadzie”.
Jednym z prelegentów konferencji w Waszyngtonie był Władimir Kara-Murza, członek krajowej rady Solidarnost (“Solidarność”), ruchu demokratycznej opozycji w Rosji. Według NED, jest on także “doradcą do Dumy lidera opozycji Borysa Niemcowa”. Inny mówca pochodził z prawicowego neo-konserwatywnego Hudson Institute.[7]
Niemcow, jedna z najbardziej znanych postaci opozycji anty-Putinowskiej, jest obecnie także współprzewodniczącym Solidarnosti, której nazwa imituje polską “Solidarność” z czasów Zimnej Wojny, gdy CIA finansowała opozycję robotników z Lechem Wałęsą na czele. Więcej o Niemcowie za chwilę.
15 grudnia 2011, znów w Waszyngtonie, dokładnie wtedy kiedy wzniecona została seria wspieranych przez USA protestów przeciwko Putinowi dowodzonych przez Solidarnost i inne organizacje, NED odbył kolejną konferencję pod tytułem “Aktywność młodzieży w Rosji: Czy Nowa Generacja stanowi różnicę?” Jednym z głównych mówców był Tamirlan Kurbanov, który według NED, “ostatnio pracował jako oficer programu w biurze moskiewskiego Narodowego Demokratycznego Instytutu Spraw Międzynarodowych, gdzie był zaangażowany w rozwój i rozszerzanie możliwości organizacji politycznych i obywatelskich, promowanie uczestnictwa obywateli w życiu publicznym, a w szczególności zaangażowanie młodzieży”.[8] Narodowy Instytut Demokratyczny jest ramieniem NED.
Ciemna historia Narodowego Daru dla Demokracji (NED)
Pomaganie młodzieży w zaangażowaniu w działalność polityczną jest dokładnie tym, co NED robił w ciągu ostatnich kilku lat w Egipcie, aż do obalenia Mubaraka. Ten sam NED służył pomocą w czasie wspieranych przez USA “kolorowych rewolucji” na Ukrainie i w Gruzji w latach 2003-2004, które wyniosły do władzy wspierane przez USA pro-NATO-wskie marionetki. Ten sam NED aktywnie promował “prawa człowieka” w Birmie, Tybecie i bogatej w ropę prowincji Xinjiang w Chinach.[9]
Jak odkryli uważni analitycy “pomarańczowej rewolucji” na Ukrainie w 2004 roku i wielu innych kolorowych rewolucji finansowanych przez reżim amerykański, kontrola nad sondażami i zdominowanie międzynarodowych mediów, zwłaszcza głównych stacji telewizyjnych, takich jak CNN czy BBC, jest zasadniczym elementem agendy destabilizacyjnej Waszyngtonu. Levada Center będzie prawdopodobnie odgrywać kluczową rolę w tym względzie, poprzez publikowanie sondaży wskazujących na niezadowolenie z reżimu.
Według swego własnego opisu, Narodowy Dar dla Demokracji (NED) jest “prywatną fundacją non-profit, poświęconą wzrostowi i umacnianiu instytucji demokratycznych na całym świecie. Każdego roku, dzięki finansowaniu przez Kongres Amerykański, NED wspiera za granicą ponad 1000 projektów grup pozarządowych, które pracują na rzecz demokratycznych celów w ponad 90 krajach.”[10]
Bardziej szlachetnie i wspaniałomyślnie to już brzmieć nie może. Wolą jednak nie wspominać o swojej prawdziwej historii. Na początku lat 1980 dyrektor CIA, Bill Casey, przekonał prezydenta Ronalda Reagana do stworzenia wiarygodnej prywatnej organizacji pozarządowej, NED, w celu wspierania globalnej agendy Waszyngtonu za pomocą innych środków niż bezpośrednie akcje CIA. Było to częścią procesu “prywatyzacji” wywiadu USA, aby jego praca stała się bardziej “skuteczna”. Allen Weinstein, który pomógł napisać projekt ustawodawstwa ustanawiającego NED, powiedział w wywiadzie dla Washington Post w 1991 roku, że “wiele z tego co robimy dzisiaj jawnie, było 25 lat temu wykonywane potajemnie przez CIA”.[11] Interesujące. Większość funduszy dla NED-u pochodzi, poprzez Kongres USA , od amerykańskich podatników. NED jest pod każdym względem, kształtu i formy, narzędziem amerykańskiego wywiadu.
NED został stworzony za czasów administracji Reagana, aby funkcjonować jako de facto CIA, sprywatyzowane tak, aby umożliwić jej większą swobodę działania. Członkowie zarządu NED są zazwyczaj wybierani ze społeczności Pentagonu i amerykańskiego wywiadu. Pośród nich był emerytowany generał NATO Wesley Clark, człowiek który przeprowadził bombardowanie Serbii przez USA w 1999 roku. Kluczowe osoby powiązane z tajnymi działaniami CIA, które zasiadały w zarządzie NED, to Otto Reich, John Negroponte, Henry Cisneros i Elliot Abrams. Przewodniczącym Zarządu NED w 2008 roku był Vin Weber, twórca ultrakonserwatywnej organizacji Empower America i pozyskiwacz funduszy na kampanię George’a W. Busha. Aktualnym prezesem NED jest John Bohn, były prezes kontrowersyjnej agencji ratingowej Moody’s, która odegrała nikczemną rolę we wciąż rozwijającym się upadku rynku nieruchomości w USA. Wśród członków obecnego zarządu NED jest także Zalmay Khalilzad, neo-konserwatywny ambasador USA w Iraku i w Afganistanie za czasów Busha. [12]
Dobrze przeszkolona opozycja wobec Putina
Pouczające jest również spojrzenie na czołowe postacie opozycji w Rosji, które zdają się w ostatnich dniach wysuwać do przodu. Aktualnym “chłopcem z plakatu” rosyjskiej opozycji, ulubieńcem młodzieży, a zwłaszcza zachodnich mediów, jest rosyjski bloger Aleksiej Nawalny, którego blog nosi tytuł LiveJournal. Nawalny ma poczesne miejsce jako quasi-męczennik ruchu protestów, po spędzeniu 15 dni w więzieniu Putina za uczestnictwo w zakazanej demonstracji. W dużym proteście ulicznym w Boże Narodzenie 25 grudnia w Moskwie, Navalny, być może z powodu zbyt częstego oglądania romantycznych filmów Siergieja Eisenstein’a o rosyjskiej rewolucji 1917 roku, powiedział do tłumu: “Widzę wystarczająco ludzi tutaj, żeby zająć Kreml i Biały Dom, [Dom Prezydenta Rosji] właśnie teraz…”[13]
Zachodnie media korporacyjne są zauroczone Nawalnym. Angielskie BBC opisało Nawalnego jako “prawdopodobnie jedyną większą postać opozycji, jaka pojawiła się w Rosji w ciągu ostatnich pięciu lat”, a amerykański magazyn “Time” nazwał go “rosyjskim Erin’em Brockovich’em”, interesujące odniesienie do hollywoodzkiego filmu z udziałem Julii Roberts o badaczu i aktywiście. Jednak bardziej istotny jest fakt, że Nawalny uczęszczał do elitarnego amerykańskiego East Coast Yale University, będącego również domem rodziny Bush-ów, w którym był “Członkiem Świata Yale”.[14]
Charyzmatyczny Nawalny jest także jednak (lub był) na liście płac NED-u, organizacji powołanej przez Waszyngton do destabilizacji reżimów. Zgodnie z postem na własnym blogu Nawalny’ego LiveJournal, był on wspierany przez NED w latach 2007-2008.[15] [16]
Obok Nawalny’ego, kluczowe postacie ruchu protestów antyputinowskich skupione są wokół Solidarnosti, która została założona w grudniu 2008 przez Borysa Niemcowa, Władimira Ryżkowa i innych. Niemcow jest ostatnim człowiekiem, który się nadaje do protestów przeciwko korupcji. Według wydania czasopisma Business Week Russia z 23 września 2007, Niemcow przedstawił rosyjskiego bankiera Borisa Brewnowa Gretchen Wilson, obywatelce USA i pracownicy International Finance Corporation, finansowego ramienia Banku Światowego. Wilson i Brewnow pobrali się. Z pomocą Niemcowa Wilson udało się sprywatyzować zakłady celulozowo-papiernicze Bałachna za groszową cenę 7 milionów dolarów. Przedsiębiorstwo zostało potem wydrenowane do cna, a następnie sprzedane szwajcarsko-bostońskiemu bankowi inwestycyjnemu z Wall Street, CS First Boston Bank. Roczne obroty zakładów wynosiły około 250 milionów dolarów.[17]
CS First Boston Bank opłacał także kosztowne wycieczki Niemcowa na bardzo drogie Światowe Forum Ekonomiczne w Davos. Kiedy Niemcow został członkiem gabinetu, jego protegowany, Brewnow, został mianowany przewodniczącym Zjednoczonego Systemu Energetycznego Rosji, JSC. Dwa lata później, w 2009 roku, Borys Niemcow, dzisiejszy “Pan Antykorupcja”, używał swoich wpływów, aby oczyścić Brewnowa z zarzutów o defraudację miliardów aktywów JSC.[18]
Niemcow brał również pieniądze od uwięzionego rosyjskiego oligarchy Michaiła Chodorkowskiego, gdy ten w 1999 roku przy pomocy swoich miliardów próbował kupić rosyjski parlament i Dumę. W 2004 roku Niemcow spotkał się z wygnanym z Rosji miliarderem-oligarchą Borysem Bieriezowskim na tajnym zebraniu z innymi wygnanymi rosyjskimi potentatami. Kiedy Niemcow został szczegółowo przepytany przez władze rosyjskie w sprawie zarzutów o zagraniczne finansowanie swojej nowej partii politycznej “Dla Rosji – Bez Bezprawia i Korupcji”, amerykańscy senatorowie John McCain, Joe Liberman oraz Mike Hammer z Rady Bezpieczeństwa Narodowego ruszyli Niemcowowi w sukurs.[19]
Bliski koleżka Niemcowa, Władimir Ryżkow z Solidarnosti, jest również ściśle związany ze szwajcarskimi kręgami Davos, założył nawet Syberyjskie Davos. Według danych rosyjskiej prasy z kwietnia 2005 r., Ryżkow powołał w 2003 roku „Komitet 2008” dla “wyciągnięcia” funduszy uwięzionego Michaiła Chodorkowskiego wraz błagania o środki zbiegłych oligarchów, takich jak Borys Berezowski i zachodnich fundacji, takich jak Fundacja Sorosa. Celem tego wysiłku miało być zmobilizowanie “demokratycznych” sił przeciwko Putinowi. 23 maja 2011 Ryżkow, Niemcow i kilku innych złożyło dokumenty, aby zarejestrować nową „Partię Wolności”, pod pretekstem wystawienia kandydata na prezydenta przeciwko Putinowi w 2012 r.[20]
Inną prominentną twarzą ostatnich antyputinowskich demonstracji jest były mistrz świata w szachach, Garri Kasparow, przedzierzgnięty w prawicowego polityka, kolejny twórca Solidarnosti. Kasparow został zidentyfikowany kilka lat temu jako członek zarządu neokonserwatywnego waszyngtońskiego think-tanku wojskowego. W kwietniu 2007 roku Kasparow przyznał, że był członkiem Zarządu Rady Bezpieczeństwa Narodowego Centrum ds. Polityki Bezpieczeństwa, “bezpartyjnej organizacji non-profit, specjalizującej się w polityce, identyfikacji, działaniach, potrzebach i zasobach, które są niezbędne dla amerykańskiego bezpieczeństwa”. W Rosji Kasparow jest bardziej zniesławiony z powodu swych wcześniejszych powiązań finansowych z Leonidem Newzlinem, byłym wiceprezesem Jukosu i partnerem Chodorkowskiego. Newzlin uciekł do Izraela, po oskarżeniu w Rosji o morderstwo i zatrudnianie zabójców w celu wyeliminowania “przeszkadzających ludzi”, w czasie kiedy był wiceprezesem Jukosu.[21]
W 2009 roku Kasparow i Niemcow spotkali się z ni mniej ni więcej jak samym prezydentem Barackiem Obamą, na jego osobiste zaproszenie w Hotelu Ritz Carlton w Waszyngtonie, w celu omówienia opozycji przeciwko Putinowi w Rosji. Niemcow wezwał Obamę do spotkania się z siłami opozycji w Rosji: “Jeśli Biały Dom przystanie na sugestię Putina, aby rozmawiać tylko z pro-putinowskimi organizacjami, będzie to oznaczać, że Putin wygrał, ale nie tylko to: Putin będzie miał pewność, że Obama jest słaby”, powiedział wtedy. Podczas tej samej amerykańskiej wyprawy w 2009 roku Niemcow został zaproszony do wystąpienia w nowojorskiej Radzie Stosunków Zagranicznych, najbardziej wpływowego think-tanku amerykańskiej polityki zagranicznej. Co istotne, nie tylko więc amerykański Departament Stanu i wspierane przez USA polityczne organizacje pozarządowe, takie jak NED, przelewają miliony na budowanie anty-putinowskiej koalicji na terenie Rosji. Prezydent USA osobiście zaangażował się w ten proces.[22]
Ryżkow, Niemcow, Navalny i były minister finansów Putina Aleksiej Kudrin, wszyscy byli zaangażowani w organizację anty-putinowskiej bożonarodzeniowej demonstracji w Moskiwie 25 grudnia, która przyciągnęła około 120.000 ludzi.[23]
Dlaczego Putin?
Nasuwa się pytanie: dlaczego Putin w tym momencie? Odpowiedzi nie musimy szukać daleko.
Waszyngtonu, a zwłaszcza reżimu Obamy, w najmniejszym stopniu nie obchodzi, czy Rosja jest demokratyczna, czy nie. Ich problemem jest przeszkoda, jaką prezydentura Putina stanowi dla planów Waszyngtonu osiągnięcia całkowitej dominacji nad naszą planetą. Zgodnie z rosyjską konstytucją, prezydent Federacji Rosyjskiej jest głową państwa, najwyższym dowódcą wojskowym i posiadaczem najwyższego urzędu w Federacji Rosyjskiej. Obejmuje więc bezpośrednią kontrolę nad polityką obrony i polityką zagraniczną.
Musimy zatem zapytać, jakiego rodzaju będzie to polityka? Wysoko w agendzie Putina będą silne środki zaradcze przeciw jawnemu okrążeniu Rosji przez NATO, z niebezpiecznymi instalacjami pocisków rakietowych Waszyngtonu dookoła Rosji. “Reset” stosunków Hillary Clinton znajdzie się w śmietniku, o ile już nie jest. Możemy też spodziewać się bardziej agresywnego wykorzystywania karty energetycznej Rosji, z dyplomacją „rurociągową” stosowaną do pogłębiania więzi gospodarczych pomiędzy europejskimi członkami NATO, takimi jak Niemcy, Francja i Włochy, ostatecznie osłabiających wsparcie Unii Europejskiej dla agresywnych środków NATO przeciw Rosji. Możemy spodziewać się pogłębienia zwrotu Rosji w stronę Eurazji, zwłaszcza w stronę Chin, Iranu i być może Indii, w celu wzmocnienia wątłego kręgosłupa oporu wobec planów Waszyngtonu ustanowienia Nowego Porządku Światowego.
Wykolejenie Rosji będzie jednak wymagało więcej niż kilku demonstracji w Moskwie i Petersburgu zorganizowanych w lodowatej pogodzie przez stado skorumpowanych i podejrzanych figur, jak Niemcow czy Kasparow. Jasne jest, że Waszyngton napiera na wszystkich frontach – na Iran i Syrię, gdzie Rosja ma ważną bazę marynarki wojennej, na Chiny, na kraje strefy euro przewodzone przez Niemcy, a teraz na Rosję. Wygląda to na ostateczny atak upadającego supermocarstwa.
Stany Zjednoczone są de facto zbankrutowanym supermocarstwem nuklearnym. Rola dolara jako waluty rezerwowej jest obecnie podważana, jak nigdy dotąd, od czasu ustanowienia systemu z Bretton Woods w 1944 roku. Ta rola dolara wraz z utrzymywaniem przez Stany Zjednoczone pozycji niekwestionowanej największej światowej potęgi militarnej były podstawą amerykańskiej hegemonii od 1945 roku.
Osłabiając rolę dolara w handlu międzynarodowym i ostatecznie jako światowej waluty rezerwowej, Chiny rozliczają obecnie handel dwustronny z Japonią we własnych walutach, odstawiając dolara na bok. Rosja realizuje podobne kroki ze swoimi głównymi partnerami handlowymi. Głównym powodem, dla którego Waszyngton rozpoczął wojnę walutową na pełną skalę przeciwko euro pod koniec 2009 roku, była próba oddalenia coraz większego zagrożenia, że Chiny i inne kraje mogą odwrócić się od dolara w kierunku euro jako waluty rezerwowej. To nie jest drobna sprawa. Waszyngton finansuje swoje zagraniczne wojny w Iraku, Afganistanie, Syrii, Libii i innych krajach poprzez fakt, że Chiny i inne kraje swoją nadwyżkę handlową inwestują w obligacje skarbowe USA. Jeśli to ulegnie zmianie, stopy procentowe w USA wzrosną znacząco i presja finansowa na Waszyngton stanie się ogromna.
W obliczu rosnącej erozji swego dotąd niepodważalnego statusu jedynego globalnego supermocarstwa, Waszyngton w coraz większym stopniu zwraca się ku surowej sile militarnej dla podtrzymania tego statusu. Aby to się udało, Rosja musi zostać zneutralizowana wraz z Chinami i Iranem. Będzie to główną agendą następnego prezydenta USA, ktokolwiek nim będzie.
F. William Engdahl, http://globalresearch.ca
Tłumaczenie: davidoski
F. William Engdahl jest autorem książek “A Century of War: Anglo-American Oil Politics and the New World Order” [Stulecie wojny: Anglo-Amerykańska Polityka Ropy i Nowy Porządek Światowy] oraz “Full Spectrum Dominance: Totalitarian Democracy in the New World Order” [Pełna Dominacja: Totalitarna Demokracja w Nowym Porządku Światowym]. Książka opisuje szczegóły powstania NED-u i innych sponsorowanych przez USA pozarządowych organizacji “praw człowieka” oraz sposób w jaki są używane do obalania reżimów wrogich agendzie geopolitycznej USA. Można się z nim skontaktować przez jego stronę www.engdahl.oilgeopolitics.net
Przypisy:
[1] http://www.guardian.co.uk/world/video/2011/dec/08/vladimir-putin-russia-election-protests-video
[2] Ibid.
[3] http://www.guardian.co.uk/commentisfree/cifamerica/2012/jan/02/ndaa-historic-assault-american-liberty
[4] http://www.ned.org/where-we-work/eurasia/russia
[5] Ibid.
[6] Ibid.
[7] http://ned.org/events/elections-in-russia-polling-and-perspectives
[8] http://ned.org/events/youth-activism-in-russia-can-a-new-generation-make-a-difference
[9] F. William Engdahl, Full Spectrum Dominance: Totalitarian Democracy in the New World Order, 2010, edition. Engdahl press.
[10] http://www.ned.org/about
[11] David Ignatius, Openness is the Secret to Democracy, Washington Post National Weekly Edition, 30 September-6 October,1991, 24-25.
[12] F. William Engdahl, Op. Cit., p.50.
[13] http://themoscownews.com/politics/20111225/189318175.html
[14] http://www.yale.edu/worldfellows/fellows/navalny.html
[15] http://alansalbiev.livejournal.com/28124.html
[16] Ibid.
[17] http://www.rumafia.com/person.php?id=1648
[18] Ibid.
[19] Ibid.
[20] http://www.rumafia.com/person.php?id=1713
[21] http://www.rumafia.com/person.php?id=1518
[22] http://www.theotherrussia.org/2009/07/03/obama-will-meet-with-russian-opposition/
[23] Yulia Ponomareva, op. Cit.
Wszystkim odwiedzającym gajówkę, serdecznie dziękuję za uwagi i komentarze - ale podkreślam, iż nie odpowiadam za ich treści. Zapraszam również na forum dyskusyjne:







Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii
Zbyszko powiedział/a
Tutaj Michałkiewicz mówi o Putinie:
Ola Gordon powiedział/a
Wolność słowa sprzedam
Każdy rząd potrzebuje jakiegoś nadzoru. Skoro rząd Donalda Tuska jest już nadzorowany przez “Gazetę Wyborczą”, przez własne tajne służby (których nie jest w stanie kontrolować), przez krajowych oligarchów (pod których kroi ustawy), przez wielkie międzynarodowe korporacje, przez Unię Europejską i przez Rosję Władimira Putina, to po co jeszcze miałby mieć dodatkowego kontrolera w postaci własnych obywateli? Gdy kontrolerów jest zbyt wielu, to przecież nie sposób dobrze pracować.
Czyż powyższy akapit nie szkicuje właściwej, niesentymentalnej perspektywy na sprawę wolności słowa, na jego obrońców i nieprzyjaciół?
Ile kosztuje wolność?
Wolność słowa, jak wszystko, co wartościowe, ma swoją cenę. Świat ludzki tak jest skonstruowany, iż – jeśli pominiemy wymiar metafizyczny, nadnaturalny – wszystkie wartości są ustalane przez odniesienie do innych wartości. Korzystając z wolności, zużywamy pewne zasoby, co powoduje, że może tych zasobów zabraknąć, gdy będziemy chcieli realizować inne cele. Pracownik, który niebacznie skorzysta z zachęty do swobodnej krytyki swego przełożonego, może zapłacić cenę w postaci opóźnienia swego awansu, na który od dawna, wydawałoby się, zasłużył.
Na problem wolności słowa można spojrzeć od strony etyczno-godnościowej, czyli od strony jednostki ludzkiej. Ale można spojrzeć też bardziej chłodno – socjologicznie i systemowo. Można rozważyć, z jakiego typu strukturami społecznymi wolność słowa jest dobrze stowarzyszona, a z jakimi nie. Mówiąc najkrócej: można spojrzeć od strony człowieka i od strony systemu. Przyjmuję owocność połączenia obu tych spojrzeń.
Amerykański filozof Richard Rorty jest autorem formuły: “Zatroszczmy się o wolność, a wtedy prawda sama zatroszczy się o siebie”. Koncepcja amerykańskiego myśliciela jest pod wieloma względami sympatyczna. Zapomina chyba jednak, iż w procesie debatowania i konfrontowania np. różnych wizji społecznych czy różnych ocen osób publicznych nie wszyscy mają głos o takiej samej sile. I nie wszyscy chcą godzić się, by inni wypowiadali się swobodnie i bez lęku.
Nadgryziona cześć Redaktora
W III RP funkcjonuje obywatel podpisujący się jako Adam Michnik. Podobnie jak wielu innych obywateli uczestniczy w społecznych sporach i przedstawia swe interpretacje spraw publicznych. Zarówno te interpretacje, jak i sposób ich propagowania spotykają się z krytyką z różnych stron. Sprawiedliwą, rzeczową oraz nierzeczową, niesprawiedliwą. Obywatelowi Michnikowi nie wystarcza jednak, że może swoje wizje rzeczywistości społecznej propagować i bezpośrednio, i za pomocą gromadki uzależnionych od niego podległością służbową redaktorów “Gazety Wyborczej”. Nie wystarcza, że – tak się akurat składa – wizje te są też często promowane przez inne zaprzyjaźnione media i środowiska. Obywatel Michnik i wydająca jego gazetę firma Agora, chociaż same są rozbudowaną maszyną propagowania idei, w ostatnich latach sięgają jeszcze po dodatkowy instrument regulowania społecznej przestrzeni myślenia i debatowania. Sięgają po instrumenty administracyjno-prawne: składają pozwy z żądaniami publikowania kosztownych przepraszających oświadczeń, wysokich wpłat na cele społeczne i pokrywania opłat. A sądy III RP często przychylają się do Michniko-agorowych, choć z duchem swobodnej debaty niezgodnych, pozwów. Może jest tak dzięki temu, iż – jak wskazuje ogłoszony niedawno “Raport o zagrożeniach wolności słowa w Polsce w latach 2010-2011″ – “W sądach “przyjęła się” najwyraźniej opinia, że Agora i Michnik są wzorcami wolności słowa, a więc korzystają tu oni z renty sławy opozycji antykomunistycznej”. Trudno bowiem inaczej życzliwie wyjaśniać takie orzeczenia sądów, których efektem jest podnoszenie ceny wolności słowa, czyli w efekcie zamrożenie debaty publicznej na tematy związane z Adamem Michnikiem, jego środowiskiem ideowo-biznesowym oraz ich wizją spraw publicznych.
Podajmy jedną tylko ilustrację owego zamrożenia. Dziennikarz pyta historyka, prof. Antoniego Dudka: “Mówi Pan, jak należy pisać biografię. Ale faktem jest, że rozmawiamy teoretycznie – właściwie poza Domosławskim [autor głośnej biografii Ryszarda Kapuścińskiego - dopisek A.Z.] nikt w Polsce nie zdecydował się napisać książki o ważnej postaci naszego życia publicznego. Czemu?”. Profesor odpowiada: “Bo jest ogromna presja na autorów, by pewne kwestie omijać” (“Polska The Times”, 6 marca 2011).
Gdy zanika wolność słowa, kurczy się strefa myśli
W jednych strukturach społecznych ludzie nie obawiają się mówić tego, co w ich subiektywnym odczuciu jawi się jako prawdziwe, w innych zaś gryzą się w język. Gryzą się w język, gdy zauważają, iż głośne wypowiadanie swoich prawd może być ryzykowne. To, co tylko pomyślane, może jednak czasem się nam z głowy wymknąć i narazić na kłopoty, dlatego w społeczeństwach o ułomnej przestrzeni wolności ludzie nie tylko nie mówią prawdy, ale z czasem przestają samodzielnie myśleć. I dzięki temu za jednym zamachem rozwiązują dwa swoje problemy. Po pierwsze, unikają ryzykownych konsekwencji społecznych – gdyby, myśląc nieprawidłowo, jednak swoje błędne myśli odsłonili, choćby przez zwykłe gadulstwo. Po drugie, unikają napięcia wewnętrznego, zwanego dysonansem poznawczym, związanego z wizją siebie jako osoby kłamliwej lub tchórzliwej, takiej, która co innego myśli, co innego głosi. I gdy już ani nie mówią, ani nie myślą – wtedy wszystko gra.
Spójność: nie myślisz nieprawidłowo i nie mówisz nieprawidłowo
Takie uspójnienie już niedaleko. Gdy socjolog słyszy słowa o zatroszczeniu się o wolność, jego myśl podąży w stronę rozwiązań instytucjonalnych, które tworzą i chronią przestrzeń wolności. Jakie rozwiązania muszą funkcjonować, byśmy uznali, iż są warunki wystarczające do tego, by prawda sama zatroszczyła się o siebie? Dobrym kontrapunktem do udzielenia odpowiedzi na to pytanie są społeczeństwa totalitarne. Jakie ich rozwiązania instytucjonalne powodują, iż praktykowanie prawdomówności jest cnotą nieopłacalną? To wiemy, jest nim np. cenzura. Ale nie w pełni rozumiemy mechanizmy paraliżujące wolność słowa w kapitalizmie.
Wolność słowa – czyj to problem?
Czyj to jest problem? Odpowiedź może brzmieć zaskakująco. To problem, po pierwsze, tej części dołów społecznych, która, by walczyć o swoje interesy i godność, musi się organizować. Bez swobodnej komunikacji społecznej oddolne organizowanie się jest bardzo utrudnione (I o to chodzi! – dodałby ktoś). Lud, który nie jest w stanie się komunikować i organizować, zostaje sprowadzony do poziomu motłochu.
Skoro taki mechanizm działa, to dlaczego wolność słowa w ogóle w dziejach się pojawiła, a nawet tu i tam zatriumfowała? Dlaczego są kraje, w których bogaci i potężni pozwalają, by uderzało w nich ostrze swobodnej, publicznej (nie zawsze rzeczowej) krytyki?
Otóż, władcy niektórych państw wiedzą, że – skoro mają być samodzielnymi podmiotami gry międzynarodowej – muszą tworzyć przestrzeń dla innowacyjnego rozwoju, który bez wolności słowa karleje. Dlatego m.in. zdemokratyzowały się takie gospodarcze tygrysy Pacyfiku, jak Korea Południowa i Tajwan.
Natomiast władcy państw, które w systemie międzynarodowym godzą się na pozycję klientów krajów potężniejszych, wolności słowa nie potrzebują. Mentalność postkolonialna (zob. mój tekst w “Naszym Dzienniku”, 6-7 sierpnia 2011) nie jest kreatywna; ona kopiuje wzorce importowane. Gdy obserwuję dzieje rządów SLD/PSL/PO, odnoszę wrażenie, że ekipom kierującym tymi partiami wystarcza Polska, która po prostu imituje rozwiązania instytucjonalne i technologiczne stworzone w innych krajach – w takich, gdzie przestrzeń wolności jest lepiej instytucjonalnie chroniona.
Demokracja hipermarketowa zamiast wolności słowa
Pamiętajmy, że wolność słowa może być ciężarem. Bo gdy wolność taka jednak istnieje, to trudniej o wymówki, gdy rezygnujemy z – możliwego przecież w warunkach tej wolności – zabiegania o prawdę. W Polsce tymczasem wiele osób boi się mówić prawdę. To, rzecz jasna, jedno z dziedzictw dekad komunizmu w naszym kraju. Dziedzictwo, które w III RP tylko częściowo zostało zniesione, a częściowo reaktywowane. Jak? Na przykład przez mechanizm mody odwołujący się do ludzkiej mentalności stadnej. W przypadku osób niedojrzałych lęk przed tzw. obciachem nierzadko występuje jako skuteczny ogranicznik wolności słowa.
Ale ludzie tak łatwo nie sprzedają swojej skóry, nie rezygnują ze swej godności za darmo. Nie. Sprzedają ją za coweekendowe zakupy w hipermarketach. Ostatnie wybory pokazały, iż spora część rodaków woli demokrację hipermarketową niż demokrację mozolnego zabiegania o prawdę. (Nie tylko o katastrofie smoleńskiej).
We współczesnym świecie wolność słowa z poziomu praktyki może być sprowadzona do poziomu sloganu, samej tylko metafory. To od nas zależy, czy przyzwolimy, by metafora wolności słowa została skazana na losy metafory patriotyzmu. Patriotyzmu, który próbuje się zesłać na półkę do archiwum.
A można zacząć od czegoś bardzo prostego. Od prostego ćwiczenia charakteru. Od magii słowa. Powtórzmy sobie: “Nigdy nie dam się zastraszyć!”.
Prof. Andrzej Zybertowicz
socjolog, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu
Autor kieruje Podyplomowym Studium Socjologii Bezpieczeństwa Wewnętrznego UMK (www.bezpieczenstwo.umk.pl). Ostatnio ukazała się jego książka “Pociąg do Polski. Polska do pociągu”.
07.11.2011r.
Nasz Dziennik
Ola Gordon powiedział/a
źródło powyższego artykułu tutaj
http://www.rodaknet.com/rp_art_5157_czytelnia_zybertowicz_wolnosc_slowa_sprzedam.htm
p. Adminie, zachęcam do tych i innych artykułów na rodaknet, pozdr
http://www.rodaknet.com/rp_art_5175_czytelnia_wendea.htm
http://www.rodaknet.com/rp_witkowski.htm
http://www.rodaknet.com/rp_art_5172_czytelnia_zybertowicz_za_kulisami_tuskokraju.htm
http://www.rodaknet.com/rp_art_5171.htm
http://www.rodaknet.com/rp_art_5169.htm
http://www.rodaknet.com/rp_baterowicz.htm
http://www.rodaknet.com/rp_art_5142_czytelnia_czerniakowska_nieopowiedziana_historia.htm
Rysio powiedział/a
Nowy kałach rosyjski AK-12.
Producenci zatrzymali kształt i wygląda AK-47 ale jest to zupełnie nowa broń.
http://www.youtube.com/watch?v=FqsMkum6okQ&feature=related
http://lewrockwell.com/rep3/kalashnikov-5.html
PS. Teraz tylko pozostaje mi jakoś wymanewrować towarzyszkę małżonkę. Może powiem jej, że jedna z posiadanych sztuk mi się zepsuła?
http://images3.wikia.nocookie.net/__cb20090205025139/uncyclopedia/images/0/03/Ugly-smile.jpg
Centuria powiedział/a
Nie lubie, gdy zmienia sie nawet i drobne fakty:
“a amerykański magazyn “Time” nazwał go “rosyjskim Erin’em Brockovich’em”, interesujące odniesienie do hollywoodzkiego filmu z udziałem Julii Roberts o badaczu i aktywiście.”
Erin Brokovich to zaden badacz, a ku…..wka z dyplomem szkoly sredniej (a moze i nie), ktora dostala prace jako sekretarka u jakiegos adwokata. Nastepnie “wywalczyla” grube pieniadze dla ludzi, ktorzy ponoc pili zatruta wode. Po latach okazalo sie, ze w tej wodzie nic nie bylo. Teraz pisze ksiazki detektywistyczne. Ciekawe, kto za nia stoi?
Tomek-Kolejarz powiedział/a
Raczej wątpię, żeby USA miały dość sił i realnych możliwości, aby dopomóc w obaleniu Putina. Ten pewnie upadnie dopiero wtedy jak grupa ludzi trzymających władzę w Rosji tak zdecyduje. Nie zapominajmy o tym, że w trakcie tzw. puczu Janajewa wojsko z elitarnych dywizji już było przygotowane do ataku na protestujące tłumy. Pewnie by do tego doszło, ale do dowódców wojskowych zadzwoniła “grupa intelektualistów i biznesmenów”, którzy kategorycznie zabronili dalszej konfrontacji i nakazali wojsku poprzeć Jelcyna stojącego na czele tłumów. Zresztą zaraz po upadku puczu upadł i ostatecznie ZSRR z Gorbaczowem.
Zenek powiedział/a
Putin nie da sie obalic ,on twardo stoi na nogach.
Nie pije tak jak Jelcyn a Garbaczow cos ostatnio opuchniety na gebie.
W planach sa “Bialoruskie Stany Zjednoczone” i po ich ukonstynuowaniu “zacznie sie jazda” .
Bedzie sie dzialo.
gracjusz powiedział/a
…kluczowe w sytuacji Syrii jest wsparcie dla niej ze strony Rosji. Gdyby nie ten fakt, Syria już byłaby bombardowana – nawet bez rezolucji ONZ (do bombardowania Serbii doszło też bez takiej rezolucji).
Zachód zna słowa Putina do jego generałów z października 2011 – aby szykowali się oni na Armagedon. Zachód zrozumiał chyba, że Rosja Syrii Zachodowi nie odpuści. A Rosja wie, że jeśli Syrię odpuści, to i do jej granic prędzej czy później zbrodniarze zapukają.”
http://opolczyk.wordpress.com/2012/02/19/syria-wejda-czy-nie-wejda/
Centuria powiedział/a
Ciekawa wiadomosc pojawila sie kilka dni temu. Obama chce zredukowac liczbe pociskow nuklearnych do poziomu, bodajze 600. Ponoc za Reagana Stany mialy ich 30,000. Obecnie chyba – 6000. Rosja ma 5000. Nie wiem, jak czytac te wiadomosc, bo moze to byc podpucha i sprowokowanie Rosji do redukcji, nie robiac tego w Stanach. W Stanach co jakis czas gadajace glowy mowia, ze trzeba bronic Izraela przed Iranem, ale spoleczenstwo do wojny sie nia pali, bo juz pare razy zostalo wpuszczone w przyslowiowe maliny.
wi42 powiedział/a
Re: 9
Zamiar jest prosty – doprowadzic aby Rosja zredukowala do podobnej ilosci i wtedy wygrywa sie nastepujace:
1. Onrona przeciwrakietowa USA poradzi sobie z kilkuset rakietami (napewno lepiej niz z kilkoma tysiacami), a nawet jezeli nie calkiem, to jednak czesciowo
2. Sojusznicy – Wk. Brytania, Francja, Israel – kazdy ma kilkaset pociskow jadrowych i to da sumaryczie duzo wieksza przewage.
JO powiedział/a
Ja przyznam, ze do konca nie rozumiem i nie Ufam Putinowi. Moze byc tak, ze jest wielka gra by On wciaz byl na wierzchu? A moze i on rzeczywiscie jest conajmniej najleprzy z Nich wszystkich i lepiej on niz kto inny? Ja nie wiem, Zycze Rosji By Wygrali Rosjanie i tio nie Kolorowi a Ci Prawdziwi Rosjanie….
Gdyby Putin zachowywal sie jak Lukaszenka, jednoznacznie, to zapewne nie mialbym ja ale i nie miala by cala Rosja Watpliwosci co do intencji Putina i Jego Grupy. Oby Putin Byl Rosjaninem z krwi i kosci, bo zle bedzie z nami …. Jezeli On rzeczywiscie praucje dla Rosji a wiele wskazuje, ze tak, to Niech Mu Pan Bog Blogoslawi ale jezeli nie , to niech go Pieklo pochlonie…
Centuria powiedział/a
Re 10: Mam wrazenie, ze Rosjanie nie zredukuja. Zwlaszcza teraz, gdy widza, ze zamiarem jest calkowite ich otoczenie.
konfuzjusz powiedział/a
Z filmu wynika, iz dziadek Kalasznikow trzyma sie doskonale.
Nalezaloby nadmienic, ze Dragunow projektowal swoja SVD w scislym kontakcie z Kalasznikowem, stad podobienstwo konstrukcji.
Nie, nie chce AK12, choc niezawodnosc maszynki jest bezdyskusyjna, Nie ide na bagna, pustynie, ani na Siewier na wojne, ani na polowanie. Po prostu dokupie zestaw do AR15, aby zmienic kaliber na 6.5 mm. Wtedy mam standard do tarczy i (bron Boze) do obrony, .223 oraz na polowanie albo na dlugi dystans, 6.5 mm. Wszystko wazy mniej, a ja stary.
Qqłka powiedział/a
Zbigniew Kozioł powiedział/a
Okręty chińskie wpłynęły do portów Syrii:
http://www.reuters.com/article/2012/02/20/us-syria-idUSL5E8DB0BH20120220?feedType=RSS&feedName=topNews&rpc=71
Przeclaw powiedział/a
#6
Cholernie drazni mnie jak ktos pisze “biznesmenow”, dlaczego nie “businessmanow” tak jest znacznie lepiej, ostatecznie mozna “byssnesmanow”, najlepiej by wymyslic polski odpowiednik tego judeo-amerykanskiego po-tworka.
Przeclaw powiedział/a
#16.
W rzeczy samej, polski odpowiednik to “przedsiebiorca”, tylko ze “szanujacy sie Polak” wstydzi sie wlasnego jezyka, jak nakazuje Wymiotna. .
Joanna powiedział/a
ad/Przeclaw
Po polsku powinno się mówić/i pisać “przedsiębiorców”. “Biznesmeni” mają mniej lub bardziej pejoratywny oddzwięk, wynikający z powstania tego tworku w naszych warunkach (tj. w wyniku tzw.prywatyzacji inaczej kolesiowatego przejęcia majątku narodowego albo podstępnego złodziejstwa)I może niech tak zostanie.
Przeclaw powiedział/a
#18.
“men” oznacza liczbe mnoga, jakim wiec prawem uzywaja tego w liczbie pojedynczej ?
‘biznes’ przez ‘i’ nie odpowiada oryginalnej fonetyce, dlaczego w takim razie jest w uzyciu ? odp.to sprawa baranow, a jesli tak to trzeba to zmenic.
Bynajmniej nie jest prawda, ze “biznesmen” ma w Polsce tylko znaczenie pejoratywne, wrecz przeciwnie, wielu uzywa go z wielka aprobata, a w TV nawet z zadeciem.
Krzysztof M powiedział/a
W Polsce nie ma przed-się-biorców. Są za-się-biorcy. ZASIĘBIORCY.
Krzysztof M powiedział/a
Ewentualnie POD-SIĘ-BIORCY.
Marucha powiedział/a
Re 19:
Teoretycznie ma Pan rację.
Po angloamerykańsku: businessman (l. poj.) -> businessmen (l. mn.)
W języku polskim, jako że pisze się fonetycznie, zrobiło się z tego: biznesmen (l. poj.) -> biznesmeni (l. mn,)
Oczywiście istnieje polskie słowo “przedsiębiorca”.
W moich uszach jednak “biznesmen” ma wydźwięk negatywny, zbliżony do “aferzysta”, “cwaniak”, “oszust”, “macher”. I chyba nie tylko w moich.
Rysio powiedział/a
To tak jak z napojem 7up (czyt. sewen ap).
Buraki w Białymstoku proszą w sklepach o napój “Zup”.
W USRaelu, jak wiadomo, buraków nie ma a poziom wykształecenia jest wysoki
– admin
Krzysztof M powiedział/a
Ad. 23
Czasy, gdy słyszało się w Białymstoku (przełom lat 60-tych i 70-tych) “Poproszu płyn fufu i dwie batieriejki płaszczatki” odeszły już dawno w przeszłość.
Jak Rysio chce być dowcipny, to niech się trochę wysili.
Rysio powiedział/a
re 13. Konfuzjusz! Chłopie jesteś do tyłu!
Oto jak wygląda jeden z najnowszych modeli myśliwskich w USA.
http://www.americanrifleman.org/Webcontent/gallery/122/2031Remington-R-15-450_Bushmaster_G.jpg
Rysio powiedział/a
“…W USRaelu, jak wiadomo, buraków nie ma a poziom wykształecenia jest wysoki – admin..”
Nie wiem nigdy tam nie byłem.
Rysio powiedział/a
Ale kupę bardzo durnych żydów spotkałem w USA
Miet powiedział/a
USraelskie buraki – wiadomego pochodzenia – mawiaja na “7up” – po prostu “siedem do gory”.:-)))
Dowodza przez to, ze rozumieja angielski i…, ze sa nie gesi i… swoj jezyk maja – a coooo k…a moze nie???:-)))
Przeclaw powiedział/a
#22 Marucha
Tyle, ze jak napisalem powyzej, to tez nie jest fonetycznie, choc tak sie Polakom wydaje, fonetycznie jest “bysnesman”, z jakichs wzgledow to “nie brzmi dobrze po polsku” i tu jest pies pogrzebany.
Reasumujac, “biznesmen” nie jest poprawne:
ani fonetycznie
ani literalnie
ani logicznie
a poza tym jest uwlaczajacym godnosci Polaka zachwaszczaniem jezyka zbednym usraelskim neologizmem,
dlatego nalezy to odrzucic.
Na dobrą sprawę to ani “biznesmen”, ani “byznesmen”, ale coś tak pomiędzy nimi… i to “e” w “-men” też trochę inaczej brzmi, niż polskie “e”… – admin
Przeclaw powiedział/a
I jeszcze wyjasnienie, dlaczego w Polsce uwaza sie, ze “biznesmen” jest forma fonetyczna.
Dlatego, ze miekkie “i” uchodzi za fome kulturalna, a twarde “y” za chamska.
I tak “inteligent” jest kulturanie, a “yntelygent” synonimem cwoka.
Moim, i nie tylko moim zdaniem “y” jest blizsze wymowie angielskiej, a “i” /biznesmen/ jest poprostu niezrozumiale dla anglojezycznego “native speaker”, ktory bez trudu rozpozna slowo “byznesman”, ale nie “biznesmen.
dtzkyyy powiedział/a
Video z Bialorusi:http://www.youtube.com/watch?v=icCAdMY6zd0
Krzysztof M powiedział/a
Ad. 31
A w Polsce, w mojej ojczyźnie, znowu nie zapłacili mi za pracę… I znowu muszę szukać innej…
Rysio Panu odpowie:
1. Nie musi Pan u oszusta pracować.
2. Pracodawca, który oszukuje, wypadnie z rynku i zbankrutuje.
Etc. – admin
Krzysztof M powiedział/a
Ad. 32
“Rysio Panu odpowie:
1. Nie musi Pan u oszusta pracować.
2. Pracodawca, który oszukuje, wypadnie z rynku i zbankrutuje.
Etc. – admin”
-
1. Rysio nie wie, że to była jedyna dostępna dla mnie praca. Więc musiałem.
2. Pracodawca, który oszukuje, wypadnie z rynku jedynie wtedy, gdy te oszustwa zostaną dostrzeżone przez otoczenie gospodarcze i zakwalifikowane jako oszustwa, a nie np. “zaradność”. Pracownicy nie są otoczeniem gospodarczym, ale społecznym. Rysio także o tym nie wie.
Rysio w ogóle niewiele wie. To znaczy wie, to może i sporo. Ale niewiele rozumie.
Marucha powiedział/a
Re 33:
Wie Pan – tak samo lekarz, który nie umie leczyć (“chirurg amator”) prędzej czy później wypadnie z rynku, bo straci pacjentów.
Pytanie: ilu ludzi pójdzie do piachu, zanim ów lekarz wypadnie z rynku?
Ilu ludzi zostanie oszukanych na wypłatach, zanim pracodawca “wypadnie” albo i nie wypadnie z rynku?
166 bojkot TVN powiedział/a
29/Przecław
Po prostu Przecław nie orientuje się w polskich gwarach i dialektach, albo grypserze.
Krzysztof M powiedział/a
Ad. 34
Trochę przykład nietrafiony. Lepszy były przykład chirurga, który robi operację na jakimś tam poziomie, ale nie płaci np. pielęgniarkom. A bezrobocie wśród pielęgniarek jest tak duże, że wciąż ma w czym wybierać. Informacje o tym, że to oszust nie trafiają do wszystkich potencjalnych pracowników. I tak to może trwać i trwać… I tak to trwa w Polsce.
Żaden z byłych pracowników, który pracował w firmie, która mi teraz nie zapłaciła, nie wyraża się o tej firmie dobrze. Ani jeden.
Dzięki Bogu, Rysia ten temat przerasta. Więc się nie wcina.
Tomek-Kolejarz powiedział/a
Ad 10
Właśnie to już się dzieje. Zdaje się, że Rosja jest jednak zbyt biedna na utrzymywanie w pogotowiu więcej niż kilkuset rakiet naraz, a tu nic nie zapowiada rychłego wzbogacenia. Wywiad amerykański działa na tym polu jak sądzę nienajgorzej i zapewne odpowiednie raporty rząd amerykański dostaje na bieżąco. Tarcza jeśli zostałaby zrealizowana dałaby ostateczną militarną przewagę USA, bo z gotowymi tylko kilkuset rakietami rosyjskimi mogliby nawet zaryzykować atak jako pierwsi. Rosja ostatecznie spadłaby do II ligi mocarstw – obecnie to walczy o utrzymanie się w I lidze obok Stanów i coraz potężniejszych Chin, które za jakiś czas pewnie same zagrożą Rosji. Na razie interesy krótko i średnioterminowe Chin i Rosji są zbieżne, ale po ich realizacji to zapewne może dojść do poważnej kłótni w tym “małżeństwie z rozsądku”.
Krzysztof M powiedział/a
Ad. 37
Rosja jeśli przegra, to z przyczyn demograficznych. Tak jak z przyczyn demograficznych wygrywają Chiny. To oczywiście uproszczenie, ale w gruncie rzeczy o to właśnie chodzi.
A działa to tak: upada duch, więc dzielność staje się cechą rzadką. Jeśli młodzi ludzie nie są dzielni, to unikają dzieci, bo to obciążenie, odpowiedzialność i takie tam. Okolicznością dodatkową są różnice kulturowe, które utrudniają pomieszkiwanie razem z rodzicami. Te różnice generuje kultura konsumpcyjna. Jak już się młodzi zdecydują, bo mają gdzie mieszkać itd, to się okazuje, że nie ma komu pomóc przy dzieciach, bo rodzice nie są już tak blisko ani duchowo, ani topograficznie.
W Polsce to działa identycznie.