Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na Feedage

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Joe o Wybory czy skandal!?
    Boydar o Wybory czy skandal!?
    Filo o Wybory czy skandal!?
    zofia o Przyszłorocznym synodem pokier…
    Toni o Wybory czy skandal!?
    Boydar o Muzeum Historii Izraela
    Plausi o Muzeum Historii Izraela
    maniek o Wolne tematy (72 – …
    Boydar o Fotki z wędrówek po Polsce –…
    Boydar o Wolne tematy (72 – …
    Mordka Rosenzweig o Wybory czy skandal!?
    Marucha o Wsiąść do pociągu nie byle…
    kazia o Wolne tematy (72 – …
    SpiritoLibero o Wsiąść do pociągu nie byle…
    Filo o Ostatni szantaż Serbii
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 257 obserwujących.

Kresowi męczennicy

Posted by Marucha w dniu 2012-05-04 (piątek)

Pamięć o tych, którzy na Wschodzie oddali życie za Boga i Ojczyznę, jest odnawianiem korzeni naszej tożsamości chrześcijańskiej i patriotycznej

Polskie władze, państwowe i kościelne, bardzo niechętnie podchodzą do upamiętnienia tych kapłanów i wiernych świeckich obrządku rzymskokatolickiego, którzy cierpieli i ginęli na Kresach Wschodnich. Jest to efekt poprawności politycznej.

Z jednej strony, nakazuje ona nie zadrażniać relacji z krajami, które powstały po upadku Związku Radzieckiego, a które swoimi granicami (z nadania Józefa Stalina) objęty województwa wschodnie międzywojennej Rzeczypospolitej.

Z drugiej strony, nakazuje ona także „zalanie betonem” tych niechlubnych kart w historii, która zapisała Cerkiew greckokatolicka, kierowana przez abp. Andrzeja Szeptyckiego.

W wyniku tej polityki męczenników z czasów II wojny światowej i lat powojennych w III RP podzielono, o czym pisałem już wielokrotnie, na „dobrych”, czyli tych, którzy zginęli z rąk Niemców, oraz „złych”, czyli tych, których zamordowali Rosjanie lub Ukraińcy.

Dlatego też warto odnotować dwa najnowsze wydarzenia. Pierwszym z nich jest proces beatyfikacyjny ks. Waltera Ciszka, apostoła Syberii. Urodził się on w 1904 r. w amerykańskiej Pensylwanii, w rodzinie polskich emigrantów. Po wstąpieniu do zakonu jezuitów wyraził pragnienie pracy w Europie Wschodniej. Po ukończeniu studiów w Collegium Russicum w Rzymie i po przejściu na obrządek wschodni został wysłany do Polski, gdzie rozpoczął posługę kapłańską w misyjnym ośrodku w Albertynie koło Słonimia w województwie nowogródzkim. Ośrodek ten utworzony został w celu odbudowania unii kościelnej Cerkwii prawosławnej z Kościołem katolickim, która to unia w zaborze rosyjskim została siłą zniesiona przez zaborców. Gorącymi zwolennikami tych działań był papież Pius XI, który jako były nuncjusz papieski w Warszawie żywo interesował się sprawami wschodnimi, i biskup siedlecki Henryk Przeździecki, postać zasłużona, dzisiaj prawie zapomniana.

Po wkroczeniu na tereny polskie Armii Czerwonej i po rozpoczęciu masowych wywózek Polaków na Syberię ks. Ciszek postanowił dobrowolnie towarzyszyć deportowanym rodakom. W 1940 r. przedostał się za Ural. Za prowadzenie pracy duszpasterskiej wśród zesłańców został aresztowany i osadzony w moskiewskim więzieniu NKWD na Łubiance. Po okrutnych torturach został skazany na 15 lat więzienia jako „szpieg Watykanu”. Uwięziony w łagrze sowieckim nie zaniechał swojej działalności. Dla innych towarzyszy niedoli był bratem i powiernikiem. Już wtedy nazywany był przez nich „świętym człowiekiem”. Nawiązał też przyjaźnie z uwięzionymi wraz z nim rosyjskimi dysydentami, w tym z poetką Iriną Ratuszyńską. Po wypuszczeniu na wolność pracował fizycznie, prowadząc pracę duszpasterską w konspiracji. Na nieludzkiej ziemi przebywał do 1963 r., kiedy to został wymieniony na sowieckich szpiegów. Po powrocie do USA aż do śmierci w 1984 r. pracował w Ośrodku Studiów Wschodnich Uniwersytetu Fordham w Nowym Jorku. Jego proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1990 r., jednak prowadzą go biskupi nie polscy, ale amerykańscy. Obecnie trwa jego końcowy etap.

Drugim wydarzeniem jest decyzja Sejmiku Opolskiego, który 24 kwietnia br. ustanowił jako pierwszy w Polsce 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego na obywatelach polskich przez członków UPA i ukraińskich formacji kolaboranckich. Wybór tej daty nie jest przypadkowy, albowiem w niedzielę 11 lipca 1943 r. formacje banderowskie w 167 miejscowościach na Wołyniu zaatakowały i wymordowały wiernych idących do kościołów i kaplic. Stosowną uchwałę radni przyjęli przez aklamację, na stojąco. Jej treść jest wynikiem pracy zespołu, w skład którego weszli przedstawiciele wszystkich klubów. Wobec gloryfikacji zbrodniarzy, która od czasów tzw. pomarańczowej rewolucji ma miejsce w Galicji Wschodniej, i wobec strusiej polityki zagranicznej min. Radka Sikorskiego, uchwała ta ma ogromne znaczenie. Potępia bowiem zbrodniarzy, ale jednocześnie oddaje cześć bohaterskim żołnierzom AK i BCh oraz kresowej samoobrony, którzy podjęli bohaterską walkę w obronie polskiej ludności cywilnej, a także tym Ukraińcom, którzy z narażeniem życia nieśli pomoc swoim polskim i żydowskim sąsiadom.

Uchwała przekazana została marszałkowi Sejmu z wnioskiem o wznowienie prac zmierzających do ustanowienia 11 lipca ogólnopolskim Dniem Pamięci. Trafi także m.in. do prezydenta, premiera, ministra kultury i dziedzictwa narodowego. W tym miejscu wielkie słowa uznania należą się więc wszystkim, którzy mają odwagą upominać się o prawdę o męczennikach ze Wschodu, a szczególnie przewodniczącemu sejmiku Bogusławowi Wierdakowi i prezesowi oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa w Kędzierzynie-Koźlu, Witoldowi Listowskiemu, niezmordowanemu organizatorowi Dni Kresowych.

Na koniec smutna wiadomość. W felietonie „Nie zamiatać pod dywan” z 8 listopada ub.r. pisałem o serii samobójstw popełnionych przez duchownych diecezji tarnowskiej, co jest ewenementem w skali światowej. Niestety, tydzień temu na życie targnął się siódmy z kolei ksiądz, zaledwie 31-letni kapłan ze Starego Sącza. W felietonie tym napisałem: „Wyjaśnienie serii tragicznych zgonów księży diecezji tarnowskiej jest moralnym obowiązkiem tak przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, jak i nuncjusza apostolskiego w Warszawie”. Dzisiaj powtarzam te słowa. Ekscelencje Księża Arcybiskupi, wasz brak reakcji w tej sprawie jest zgodą na dziejące się zło.

http://www.isakowicz.pl/

Odpowiedzi: 12 to “Kresowi męczennicy”

  1. Wnuczka Bałachowca said

    Metropolita Dionizy jeździł w 1927 roku po Podlasiu. Odwiedzał wsie, gdzie zabierano i burzono cerkwie. Zachowały się wspomnienia, jak lud spotykał swojego władykę. Władyka był też w Kostomłotach.
    W archiwach zachowała się korespondencja, którą metropolita prowadził z ministrami sprawiedliwości i wyznań religijnych i oświecenia publicznego oraz wojewodą lubelskim. Hierarcha w sprawie Kostomłotów pisał nawet do marszałka Józefa Piłsudskiego.
    Wyznający prawosławie w Kostomłotach byli poddani szczególnemu eksperymentowi. Na zlecenie Watykanu podlaski biskup rzymskokatolicki Henryk Przeździecki zaczął tworzyć tu tzw. obrządek słowiański w ramach Kościoła rzymskokatolickiego, czyli neounię.
    Właśnie tu, w Kostomłotach, 31 stycznia 1927 roku bp Przeździecki erygował parafię neounicką. Zabrano prawosławnym cerkiew i ziemię, prześladowano, parafian i duchownych wielokrotnie więziono. Szczególnym represjom poddawany był proboszcz, hieromnich Nifont.
    Oto kilka wyjątków korespondencji z tamtego czasu.
    Metropolita Dionizy do wojewody lubelskiego (5 marca 1927 roku):
    W niedzielę w Kostomłotach policja pomagała księdzu unickiemu w zajęciu cerkwi prawosławnej. Proboszcz prawosławny uderzony kolbą. Aresztowano szereg broniących cerkwi.
    Na tym się nie skończyło. Były dalsze wypadki. 23 kwietnia metropolita komunikuje ministrowi wyznań religijnych:
    10 czerwca około godziny dwunastej do Kostomłotów przybyli księża katoliccy: Romanowski, Nikolski, Czarniecki i Tychowski. W towarzystwie czterech policjantów i komendanta posterunku policyjnego udali się do cerkwi, a następnie do zarządzającego parafią prawosławną ks. ihumena Nifonta i zażądali od niego wydania kluczy do cerkwi. Wobec odmowy ze strony tego ostatniego, komendant policji posłał po narzędzia do wyłamywania zamków. Gdy zostały przyniesione, przybyli poczęli wyłamywać drzwi. Cała ludność znajdowała się wówczas przy robotach w polu. Dowiedziawszy się o zmachu na swą świątynię, tłumy ludzi natychmiast porzuciły pracę i zebrały się dookoła cerkwi, płaczem i krzykiem starając się przeszkodzić gwałtowi. Policjanci kolbami rozpędzili zebranych, wyrzucając siłą z podwórza cerkiewnego i zapisując opornym kary. Gdy drzwi zostały wyłamane, katoliccy duchowni odprawili wewnątrz cerkwi nabożeństwo, poczem z pomocą komendanta policji przybili na drzwiach cerkwi skobel i przymocowali swoją kłódkę, zabierając klucz ze sobą i odjechali do Białej. Postępowanie to słusznie można nazwać gwałtem. Ludność Kostomłotów jest i była prawosławna i pragnie nią pozostać. Świątynia miejscowa jest cerkwią prawosławną i nie ma żadnych podstaw, aby przekazywać ją jakiemuś innemu wyznaniu.
    Odpowiedział wojewoda lubelski:
    Zaszły w Kostomłotach wypadki, które zmuszają mnie do wyciągnięcia przykrych dla mnie konsekwencji. Mianowicie, ludność prawosławna zebrała się gromadnie przed cerkwią w Kostomłotach i usiłowała pobić duchownego obrządku wschodniosłowiańskiego – Pichowskiego. Następnie, na skutek zachęceń mnicha Nifonta, ludność rzuciła się na ingerującą policję, usiłując rozbroić dwóch funkcjonariuszy policji. Przy tem ludność ta, działając pod wpływem mnicha Nifonta, wznosiła nieprzyjazne okrzyki pod adresem Państwa Polskiego, wołając: „Nam nie potrzeba Polski…” (…) Zostało wszczęte dochodzenie karno-sądowe celem pociągnięcia winnych do odpowiedzialności za naruszenie spokoju i bezpieczeństwa publicznego.
    Nie czekając na wynik sprawy karno-sądowej zmuszony jestem już obe-cnie prosić Waszą Ekscelencję o bezzwłoczne odwołanie mnicha Nifonta z Kostomłotów. Postulat ten jest wynikiem troski o zapewnienie spokoju publicznego, który od czasu osiedlenia się w Kostomłotach mnicha Nifonta, został poważnie zagrożony.
    Nie pomogły prośby metropolity do ministra i marszałka Piłsudskiego.
    W ciężkiej swej sytuacji ludność prawosławna Kostomłotów – pisał metropolita Dionizy – zwraca się o pomoc i obronę do Pana Marszałka i ja ze swej strony, jako arcypasterz tej ludności, podzielając całkowicie jej nadzieje, gorąco proszę o zadośćuczynienie błaganiom ludności prawosławnej Kostomłotów.
    Włościanie z Kostomłotów wysłali zajawę do ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego:
    My, włościanie wsi Kostomłoty, nigdy nie zmienialiśmy swej św. prawosławnej wiary na unicką lub katolicką i nigdy jej nie zmienimy. Uprzejmie prosimy Pana Ministra pozostawić nam cerkiew naszą i plebanię jako zbudowaną za nasz właszny koszt.
    Nie pomogło pismo o. Nifonta do ministra:
    W modlitwach za RP i jej rząd zawsze szczerze błagałem Pana Jezusa o szczególną opiekę, o błogosławieństwa dla RP. Parafianom wpajałem uczucie miłości do ojczyzny, patriotyzm i gotowość na wszelkie ofiary za swoją ojczyznę. Ja bronię prawosławnej wiary, lecz w granicach legalnych.
    Pod naciskiem władz wojewódzkich i krajowych metropolita był zmuszony odwołać o. Nifonta. Na jego miejsce mianował o. hieromnicha Eutychiusza (Hawryluka).
    I to nie pomogło. Dyrektor Okulicz z ministerstwa wyznań religijnych i oświecenia publicznego uprzejmie zawiadamiał metropolitę, iż nie może przyjąć do wiadomości delegowania do Kostomłotów hieromnicha Eutychiusza.
    Mieszkańcy Kostomłotów słali kolejną prośbę do ministerstwa:
    My włościanie wsi Kostomłoty nigdy nie byliśmy katolikami ani unitami, lecz od urodzenia jesteśmy prawosławnemi i w tej religii chcielibyśmy umrzeć. W Państwie naszem Rzeczypospolitej Polskiej nie może być przymusu do tej lub innej wiary, wszyscy my jesteśmy lojalnemi obywatelami naszego Państwa i łaskawie prosimy Najjaśniejszy Rząd nasz zwrócić uwagę na naszą prośbę i nie czynić żadnych przeszkód w odprawianiu nabożeństwa w kostomłockiej cerkwi prawosławnej, która jest zbudowana przez nas własnym naszym kosztem, a którą katolicki biskup podlaski Przeździecki chce od nas zabrać, fałszywie informując ministerstwo o masowych przejściach na wschodniokatolicki słowiański obrządek, co zupełnie nie zgadza się z rzeczywistością.
    W pewnym momencie unicki ks. Eugeniusz Różycki, widząc jawne bezprawie, napisał do o. Nifonta:
    Według zebranych wiadomości znajdująca się plebania we wsi Kostomłoty, będąca w posiadaniu proboszcza katolickiego wschodniosłowiańskiego obrządku, została zbudowana za dobrowolne ofiary ludności prawosławnej w 1913 roku. Uznając takową za własność prawosławnej Cerkwi, oddaję takową do dyspozycji księdza Nifonta i ludności prawosławnej w Kostomłotach.
    Gdy prześladowania prawosławnych nabrały tempa i eskalacji, ks. Eugeniusz Różycki i ks. T. Czystowski wrócili do prawosławia, a klucze do świątyni oddali o. Nifontowi.
    I to nie pomogło. Prawosławie w Kostomłotach bezwzględnie likwidowano. Wkrótce znanymi sobie sposobami bp Przeździecki przyjął znowu do Kościoła rzymskokatolickiego z prawosławia duchownych Różyckiego i Czystowskiego.
    Parafię unicką przejmowali kolejni administratorzy.
    Po wojnie część prawosławnych wy-siedlono w ramach Akcji Wisła. Inni, którzy zostali, można powiedzieć że zeszli do katakumb.

  2. Piotrx said

    „Polacy i Ukraińcy na ziemiach obecnej Polski 1918-1947”
    Przemyśl 2010

    dr Zdzisław Konieczny

    /fragmenty/

    Cerkiew prawosławna

    Na terenie guberni chełmskiej Cerkiew prawosławna uzyskała od władz rosyjskich szereg kościołów katolickich, po zlikwidowanych parafiach i zakonach. Władze rosyjskie traktowały Cerkiew jako jeden z elementów rusyfikacji. Parafie prawosławne były obsadzane przez duchownych rosyjskich i tych greckokatolickich, którzy przybyli z Galicji i przeszli na prawosławie. Wierni tego wyznania rekrutowali się spośród urzędników, wojskowych i tych, którzy przeszli dobrowolnie lub zostali zmuszeni do przejścia na prawosławie. Stosunek kleru prawosławnego do wiernych Kościoła katolickiego utożsamianych z polskością był wrogi.

    Prawosławne duchowieństwo było negatywnie ustosunkowane do po-wstającego państwa polskiego, traktując je jako sezonowe. Oczekiwało na powrót władzy rosyjskiej po upadku rewolucji. Opowiadało się też, po uzyskaniu przez Polskę niepodległości, przeciwko uniezależnieniu się od patriarchatu Moskwy i całej Rosji. Tendencje do uniezależnienia się od patriarcha-tu moskiewskiego napotkały na opór duchownych tego wyznania, a nawet doprowadziły w 1923 roku do zabójstwa przez fanatycznego mnicha metropolity warszawskiego G. Jaroszewskiego, zwolennika usamodzielnienia się Cerkwi.

    Część duchownych, przybyłych z Galicji, dążyła do ukrainizacji Cerkwi prawosławnej i wprowadzenia języka ukraińskiego w miejsce używanego dotychczas rosyjskiego. Rząd tolerował te praktyki z uwagi na zwalcza-nie kleru prawosławnego pochodzenia rosyjskiego. W roku 1918 na tle antyrosyjskich nastrojów doszło do przekazania cerkwi ich poprzednim właścicielom, to jest Kościołowi Katolickiemu. Przekazanie to odbyło się z poparciem władz i prowadziło do uszczuplenia stanu posiadania Cerkwi prawosławnej. Przejmowanie cerkwi przez władze kościelne traktowane było przez Cerkiew prawosławną jako akt wrogi w stosunku do prawosławia w ogóle. Władzom natomiast chodziło o przywrócenie stanu posiadania Kościoła i osłabienie wpływów rosyjskich na tym terenie.

    Stan prawny Cerkwi prawosławnej uregulowała umowa tymczasowa, zawarta z rządem 30 stycznia 1922 roku. Cerkiew prawosławna dążyła do uregulowania trwałego stosunku między nią a państwem. Umowa tymczasowa zawarta między rządem a Cerkwią prawosławną zakładała składanie przysięgi na wierność państwu polskiemu przed objęciem stanowisk biskupów i proboszczy. Regulowała m.in. sprawę wysokości dotacji miesięcznych duchownych prawosławnych oraz innych osób obsługujących cerkiew. Na Podlasiu i Chełmszczyźnie wypłacano już od roku 1919 pensje 29 istniejącym parafiom etatowym, a od roku 1920 dalszym powstałym jako parafiom.

    Językiem urzędowym Cerkwi został język polski. Cerkiew uzyskiwała również dochody z posiadłości ziemskich, które aczkolwiek uszczuplone stanowiły pewne i stałe źródło jej dochodów. Utraciła natomiast swe uprzywilejowane stanowisko, które posiadała w czasie zaboru rosyjskiego i stała się jednym z wyznań uznawanych przez państwo, ale nie uprzywilejowanych. Budziło to liczne frustracje wśród duchowieństwa prawosławnego. Wynikały one również z utraty m.in. na Chełmszczyźnie 150 cerkwi, często byłych kościołów, które rząd rosyjski przekazał lub wybudował dla niej.

    Rząd traktował Cerkiew prawosławną, szczególnie na terenie województwa lubelskiego, jako wrogą w stosunku do państwa i starał się ograniczyć jej wpływy wraz ze wzrostem w niej tendencji ukrainizacyjnych.
    (…)

    Zmiana polityki rządu wobec Cerkwi prawosławnej na Chelmszczyźnie

    Po zawarciu konkordatu, który regulował stosunki między Watykanem a rządem polskim i dotyczył obrządku rzymskokatolickiego, greckokatolickiego i ormiańskiego, pozostały do uregulowania stosunki między Polską a wyznawcami prawosławia. Wspomniana uprzednio umowa tymczasowa nie mogła zastąpić normalnej umowy. Pragnąc uzyskać od rządu polskiego jak najkorzystniejsze warunki dla prawosławia, metropolita prawosławny Dionizy rozpoczął, na bazie byłych – pozostających po zaborze rosyjskim, często nieużytkowanych cerkwi -zakładanie parafii prawosławnych.

    Akcja powoływania parafii prawosławnych miała być w rozmowach z rządem polskim argumentem dla ujęcia nowoutworzonych parafii prawosławnych w akcie normalizującym stosunki prawosławia w Polsce. Dawałoby to metropolicie i Cerkwi prawosławnej wymierne korzyści finansowe. Parafie etatowe otrzymywały dotacje rządowe. Tylko w powiatach chełmskim i tomaszowskim, gdzie istniało 18 parafii etatowych, powołano 21 nowych.

    Działanie metropolity Dionizego, powołującego nowe parafie prawosławne w miejscowościach o małej liczbie ludności prawosławnej, wywoływało niezadowolenie polskich mieszkańców tych miejscowości, pamiętających jeszcze czasy zaboru rosyjskiego. Rząd postanowił podjąć akcję, zmierzającą do zmniejszenia liczby cerkwi w miejscowościach, gdzie były one dotychczas nieużytkowane. Zbędne, zdaniem administracji lokalnej cerkwie, rozbierano przy pomocy wojska, członków Strzelca, ludności polskiej. Równocześnie dawne kościoły, przekazane przez władze carskie na świątynie prawosławne, były zwracane katolikom.

    Do połowy lipca 1938 roku rozebrano na Lubelszczyźnie 91 cerkwi, 10 kaplic, 26 domów modlitw. Ludność prawosławna zachowała 49 cerkwi parafialnych, 4 filialne i 1 klasztor. Burzenie cerkwi było też spowodowane nową polityką rządu, zmierzającą do polonizacji terenów na zachód od Bugu. Zmniejszenie liczby obiektów cerkiewnych miało na celu utrudnienie korzystania z nich wiernym tego wyznania i stopniowe przechodzenie ich na katolicyzm. Tereny na zachód od Bugu były zrusyfikowane w czasie zaboru rosyjskiego, a starania rządu szły w kierunku zapobieżenia ich ukrainizacji.

    Burzenie cerkwi prawosławnych spowodowało wzrost pobożności prawosławnych mieszkańców tych terenów. Stosunek duchownych prawosławnych do rzymskokatolików i rządu stał się wrogi. Nastroje wrogości do rzymskokatolików – Polaków były podsycane przez działaczy OUN i komunistów. Wychodząc z różnych założeń politycznych i ideologicznych, oba te ugrupowania starały się wykorzystać burzenie cerkwi prawosławnych do poszerzenia swych wpływów wśród ludności ukraińskiej ze skutkiem pozytywnym.

    Burzenie cerkwi wykorzystali duchowni prawosławni starszego pokolenia, wywodzący się z Galicji oraz ci z nich, którzy znaleźli się pod wpływem OUN do przeciwstawiania ludności prawosławnej Polakom, rozbudzania wśród niej poczucia odrębności narodowej i przynależności do narodu ukraińskiego.

    Na Chełmszczyźnie i Podlasiu, w kazaniach głoszonych przez duchownych prawosławnych popierających OUN, obok wątku religijnego, poczesne miejsce znajdowały akcenty antyrządowe i antypolskie, powodując wzrost antagonizmów między wyznawcami prawosławia a katolikami, które przekładały się na antagonizmy między Ukraińcami a Polakami.

    W Cerkwi prawosławnej istniały koncepcje powiększania jej wpływów wśród ludności polskiej, czemu miało służyć wprowadzanie języka polskiego w cerkwiach. Powiększanie wpływów Cerkwi prawosławnej na Podlasiu i Chełmszczyźnie musiałoby odbyć się kosztem religii katolickiej, na co Kościół katolicki nie mógł się zgodzić i zwalczał tego typu koncepcje. Również państwo polskie identyfikowało się z religią katolicką i obrządkiem rzymskokatolickim, tym samym jego polityka nie popierała tych działań duchownych prawosławnych, a stosunek państwa do prawosławia na Chełmszczyźnie i Podlasiu skłaniał duchownych prawosławnych do ukrainizowania Cerkwi prawosławnej, widząc uzyskiwane poparcie narodowych ugrupowań ukraińskich dla tego projektu.

  3. Piotrx said

    Re 1: „Po wojnie część prawosławnych wysiedlono w ramach Akcji Wisła. Inni, którzy zostali, można powiedzieć że zeszli do katakumb.”

    Nie było „Akcji Wisła” tylko „Operacja Wisła” a jesli ich wysiedlano to nie z powodu wyznawanego prawosławia ale z powodu działań antypaństwowych OUN -UPA

  4. Piotrx said

    Jest jeszcze jedna roznica nikt siłą na katolicyzm w II RP prawosławnych nie nawracał ani z powodu innej wiary nie mordował a odwrotny proceder miał miejsce np. pod zaborem rosyjskim.

    Florentyna Rzemieniuk „Unici polscy” – Siedlce 1998 r

    /fragmenty/

    W marcu 1875 r. warszawski generał-gubernator oskarżył księży, że usiłują odwieść unitów od spowiedzi przed duchownymi prawosławnymi. W tym celu rozpowszechniają druki, tzw. niebieskie papierki, pochodzące jakoby od papieża. Druki te zawierały wskazania dla unitów dotyczące spowiedzi. Zgodnie z ich treścią każdy, kto nie mógł dotrzeć do kościoła łacińskiego, winien odmówić wskazane tam modlitwy i może się uważać za wolnego na kilka lat od obowiązku spowiedzi wielkanocnej. W lipcu 1875 r. miejscowe władze cywilne zażądały kontroli penitentów. Chodziło o to, aby spowiednik sprawdzał dowody tożsamości przychodzących do spowiedzi. W miesiąc później gubernator Suwałk zwrócił się z podobnym żądaniem do biskupa sejneńskiego Wierzbowskiego. Biskup uznał projekt kontroli penitentów za sprzeczny z prawem kanonicznym, gdyż księża nie mogą zadawać podobnych pytań przy spowiedzi. Zresztą, twierdził biskup, wierni mogliby pożyczać dowody tożsamości od łacinników.

    Specjalnym zarządzeniem z dn. 8 listopada 1875 r. cesarz wznowił prawo z 1860 r. o ograniczeniu spowiadania wiernych w innych parafiach, dopóki nie udowodnią, że są katolikami obrządku rzymskiego przez okazanie pisemnego pozwolenia swego proboszcza. W praktyce po owe kartki szli do proboszczów zarówno unici, jak i łacinnicy. Duchowny prawosławny z Hodyszewa zanotował w 1893 r., że jest przekonany, iż wszyscy „oporni” unici przystąpili w tym roku do sakramentu pokuty i przyjęli Komunię św. Na terenie dekanatu augustow-skiego sytuacja unitów była dramatyczna, lecz nie tak tragiczna jak na Podlasiu. Również w dobrach Zamoyskich na terenie Ordynacji Zamojskiej opór unitów miał bardziej umiarkowany i spokojny charakter.

    Na terenie zaś byłej diecezji podlaskiej szalał terror. W listopadzie 1873 r. parafianie z Parczewa wyrzucili ze swojego kościoła księdza, który zaczął wprowadzać prawosławne nabożeństwa. W obawie przed sprofanowaniem świątyni przez schizmatyków mężczyźni otoczyli ją własnymi ciałami, kładąc się jeden obok drugiego krzyżem na ziemi. Sprowadzone wojsko poszło po karkach i głowach unitów, depcząc leżących podkutymi butami, bijąc ich kolbami karabinów. Gdy to nie pomogło, zaczęto ich wywlekać sprzed kościoła za nogi i włosy i powtórnie batożyć. Kiedy obezwładniono przemocą mężczyzn i uwięziono w żydowskiej szkole, wówczas kościół otoczyły kobiety. Bito je i rozpędzano do domów.

    Przez trzy miesiące stacjonowało w Parczewie wojsko. Ograbiono, co się dało. Wiele zrabowanych przedmiotów sprzedawano miejscowym Żydom. Męż-czyźni, których nie zdołano schwytać, oraz kobiety pomimo zimy uciekli do lasu. Gdy po opuszczeniu parafii przez wojsko mieszkańcy wrócili do swoich domów, zastali gospodarstwa w ruinie: stodoły i obory bez drzwi, w chatach żadnego sprzętu, powybijane okna, porozwalane piece. Inwentarz żywy padł ofiarą ucztujących żołdaków. W czasie tych pacyfikacji zamordowano dwóch mężczyzn i dwie kobiety.

    Na terenie parafii Horbów znajduje się wieś Kłoda Mała. Wśród zabudowań stoi tam na wysokim cokole krzyż, a pod nim widnieje napis: „Wrogom naszej ziemi polskiej nie oddamy. Pomnik ten stawiają rodacy rodzinie śp. Koniuszewskłch, spalonej za rządów moskali na tym miejscu, za wiarę katolicką i polską w roku 1873. Podpisano 8/5 1925″. Józef Koniuszewski był ojcem dwojga małych dzieci. Starsze ochrzcił w kościele unickim, młodsze w łacińskim. To drugie dziecko kazano mu powtórnie ochrzcić w prawosławnej cerkwi. Ponieważ nie zgodził się na to, nakładano na niego coraz to większe kary pieniężne, zamykano w areszcie i bito. Gdy już nie mieli niczego, z ostatniej mąki Anastazja Koniuszewska upiekła bochen chleba, następnie pożegnali się z sąsiadami, oświadczając, że udają się w daleką drogę. O północy łuna pożaru oświetliła wioskę. W płomieniach stała stodoła Koniuszewskich. Na ratunek było za późno. Nazajutrz na pogorzelisku znaleziono zwęglone ciała rodziców i dzieci. W chacie wśród świeżo wybielonych ścian stał jedynie stół, a na nim leżał upieczony przez Koniuszewska chleb.

    Rok 1874 obfitował w tragiczne wydarzenia na Podlasiu. Zaraz na początku roku, kiedy rozeszła się wieść, że w nowo wybudowanym kościele unickim w Piszczacu zostanie obsadzony prawosławny pop, unici zamknęli świątynię i nie chcieli oddać kluczy. Gdy przyjechali kozacy, aby siłą wprowadzić popa do kościoła, ktoś podbiegi do dzwonnicy i pociągnął za sznur. Na ten znak zbiegli się wielką gromadą mieszkańcy Piszcząca i zwartym pierścieniem otoczyli świątynię. Kozacy zaczęli rozpędzać ich nahajkami. Wobec dalszego oporu powiązano mężczyzn powrozami. Spodziewano się zsyłki na Syberię. Do Eliasza Wawrzyszczuka podeszła jego żona, aby podać mu na drogę bochen chleba. Na ręku trzymała ich małą córeczkę. Jakiś kozak wyrwał kobiecie chleb i cisnął nim w dziewczynkę z taką siłą, że na miejscu ją zabił. Zrozpaczona matka położyła dziecko na stopniach świątyni. Powstał wielki lament. Gdy dowódca kozaków zobaczył martwe dziecko, zarządził odwrót. Niebawem jednak ściągnęło wojsko, które miesz-kańcy wioski musieli przez długi czas żywić. W styczniu 1874 r. rozegrały się tragedie w Drelowie i Pratulinie. Przyczyną było to, że chciano tam zamienić miejscowe kościoły unickie na cerkwie prawosławne. Parafianie postanowili bronić swoich świątyń. Najpierw w Drelowie wierni schowali klucze od kościoła. W dniu 17 stycznia zjechali do wsi kozacy, aby siłą otworzyć kościół. Lud ustawił się pierścieniem wokół świątyni i oświadczył, że dobrowolnie jej nie odda. Około godziny 9 ścią-gnęło do Drelowa wojsko: 100 kozaków i trzy roty piechoty. Gdy unici w dalszym ciągu nie chcieli się rozejść, major Wasilij Kotów, naczelnik z Radzynia, rozkazał kozakom wiązać mężczyzn, którzy pozwolili spętać się powrozami, lecz z miejsca nie ustąpili. Wtedy na powiązanych już unitów najechali kozacy i zaczęli ich tratować. Na ratunek swoim mężom, synom przybiegły kobiety, pomagając uwolnić się im z więzów. Rozpoczęła się walka. Unici rzucali w napastników czym się dało. Kozacy w popłochu uciekali, ale gdy stanęli za parkanem cmentarza, zaczęli strzelać do tłumu. Padli pierwsi zabici i ranni. Wtedy część unitów poklękała na ziemi, obnażyła swoje piersi na znak gotowości oddania swego życia za wiarę. Śpiewali na przemian Kto się w opiekę i Święty Boże. Inni mimo dużego mrozu zdzierali z siebie koszule, darli je na pasy i bandażowali rannych.

    Wreszcie przerwano strzelaninę. Wezwano zebranych do rozejścia się, ale lud nie drgnął. Przy śpiewie pieśni religijnych spędzono przed kościołem całą mroźną noc styczniową z 17 na 18 stycznia. Rankiem na pobojowisku Kotów zobaczył klęczących na śniegu unitów, którzy śpiewali godzinki o Najświętszej Maryi Pannie. Za opór stawiany władzom uwięziono i oddano pod sąd wojenny 14 chłopów, innych wojsko ukarało chłostą. W tym czasie zaczęła nadciągać uzbrojona w kołki odsiecz ze wsi Dołha i Zerocin, zatrzymana jednak po starciu przez kozaków. Nadciągający tłum z Szóstki stanął w lesie, gdy zobaczył nowe oddziały wojsk z Międzyrzeca. Liczba ofiar w Drelowie według oficjalnego raportu wynosiła 10 osób, według źródeł polskich zabito 18 osób, a rannych było 50. Bezpośrednim sprawcą prześladowań na Podlasiu był siedlecki gubernator Gromeka, który poprzednio tłumił rozruchy chłopskie w Rosji. Przyczyny pacyfikacji w Pratulinie były podobne do drelowskich. Dla jej przeprowadzenia przybyły wojska z Brześcia i Białej. Czujni i zatroskani o swój kościół unici mimo mrozu i śniegu ściągnęli tłumnie z okolicznych wiosek, ażeby go bronić. Wojsko otoczyło unitów i rozpoczęło szturm. Jedyną bronią unitów były kamienie, widły, kołki powyrywane z płotów i kije. Ponieważ opór był silny, kazano strzelać.

    Pierwszy poległ kilkunastoletni chłopak ze wsi Zaczopki, Nicety Hryciuk. Stający obok ojciec zabitego dziecka wziął je na ręce i ukazując obecnym zawołał: „Jedynego miałem syna, niech on będzie żertwą dla Boga”. Na widok zabitego chłopca oblężeni rzucili przygotowany do obrony sprzęt i upadli na kolana. Odpowiedzią ich na nową serię strzałów były już nie kamienie, ale potężny śpiew Kto się w opiekę, a później Pod Twoją obronę. Płynąca krew wsiąkała w białą pokrywę śniegu, a otaczający swoją świątynię mężczyźni, kobiety i dzieci jakby w ekstazie oczekiwali śmierci. Nad nimi unosił się wysoko krzyż procesyjny, trzymany oburącz przez pięćdziesięcioletniego Ignacego Franczuka z Derły. Gdy ten padł, rażony kulą, godło zbawienia przejął za niego ktoś inny. Przerwano ogień i żołdacy przy użyciu bagnetów usiłowali utorować sobie drogę do drzwi kościoła. Lud znów stawił opór. Zginęło w sumie 13 unitów, a 50 było rannych. Wszystkich, których zdołano ująć, skrępowano powrozami i odesłano do więzień. Tam jeszcze okrutniej ich bito, a później wysyłano na zsyłkę w głąb Rosji, gdzie znaleźli się w tak nieludzkich warunkach, że w przeciągu pięciu lat większość z nich zmarła.

    Zbrojne pogromy unitów miały miejsce w wielu miejscowościach na Podlasiu.

    Do bardziej znaczących, oprócz Drelowa i Pratulina, należały wypadki, jakie w 1875 r. miały miejsce we wsi Hołubią. Bezpośrednią przy-czyną pogromu było nieposłuszeństwo nakazowi władz rządowych o usunięciu ze swego kościoła „naleciałości łacińskich”, a więc całego wystroju wnętrza. W obawie profanacji przez władze rosyjskie ludność bezustannie okupowała świątynię, nie dopuszczając wojska. Z okupowanego przez mieszkańców wsi kościoła strażnicy wypędzili szablami i bagnetami 19 gospodarzy. Na wieś nałożono wysoką kontrybucję, skonfiskowano dobytek i sprzęt rolniczy. Po sześciu miesiącach, gdy już mężczyźni wyzdrowieli, zostali zabrani do więzienia, a gdy z niego wyszli, zjawił się znowu we wsi naczelnik Kaliński, żądając przejścia na prawosławie. Gdy ludność odmówiła, wówczas pozosta-wił we wsi wojsko, które dla mieszkańców stało się prawdziwą plagą. Po sześciu tygodniach Kaliński zwołał wszystkich parafian, zmuszając ich do przyjęcia prawosławia. Przez sześć dni stali wokół przydrożnej figury, gdzie byli bici nahajkami (każdy otrzymał po 400 nahajek), a następnie musieli wyrzucać śnieg z rowów własnymi rękami i przenosić go na groblę. Katowani, bici i głodzeni, nie mieli już sił, aby utrzymać się na nogach. Pięciu mężczyzn zmarło pod nahajkami, 22 wysłano na daleką Syberię. Na miejscu pozostali tylko czterej kalecy. Potem Kaliński przypuścił atak na kobiety, które bohatersko stały przy unii i broniły swe dzieci przed chrztem w cerkwi. Katowano je i pędzono do pracy. Żyjąc w ciężkich warunkach nie załamały się jednak i nie wyparły swojej religii. W archiwum parafialnym w Hołubli zachowało się zdjęcie sześciu unitów, wykonane na Syberii w 1890 r. Na ścianach nowego kościoła w Hołubli można oglądać sceny męczeństwa ówczesnych unitów .

    Unici wychowani w duchu kultury polskiej byli przekonani, podobnie jak całe polskie społeczeństwo, że najmniejszy nawet atak na stan posiadania Kościoła katolickiego był jednocześnie uderzeniem w naród polski. Teza ta, głoszona przez Kościół oraz przez patriotów polskich, znajdowała potwier-dzenie w praktyce życia na ziemiach Litwy, Białorusi, Ukrainy i w Kró-lestwie Polskim, gdzie na miejsce każdego zlikwidowanego kościoła katolickiego wkraczało prawosławie, a z nim rusyfikacja. Carat swoim antypolskim działaniem ułatwił Kościołowi utrzymać ten pogląd w polskim społeczeństwie. Wyrazem tego była jego walka o utrzymanie świątyń i przy-należność do Kościoła. Spośród wielu przykładów warto przytoczyć następujący:

    W styczniu w 1875 r. we wsi Mszana matki przed przymusowym chrztem dzieci w cerkwi prawosławnej broniły się nawet za pomocą siekier, wylewały ukrop na głowy żołdaków, chowały swe dzieci, które często przypłacały to życiem. Po wtargnięciu do izby żołnierze chcąc się dowiedzieć, gdzie są ukryte dzieci, targali kobiety za włosy, powalone wlekli za ręce lub nogi, bili je nahajkami, wiązali powrozami. W marcu 1875 r. w parafii Prochenki T. O. Klimenko, chcąc zyskać specjalne względy swoich przełożonych, zaczął szerzyć prawosławie w sposób jeszcze bardziej okrutny. W tym celu wykorzystywał słotną marcową pogodę. Codziennie spędzał z pięciu wiosek, należących do tej parafii, mieszkańców w wieku od 15. roku życia aż do późnej starości. Gromadził ich we wsi Olszanka. Tam w miejscu, gdzie leżało najwięcej śniegu, kazał wszystkim zrzucać okrycia głowy i ustawiać się twarzą do wiatru. Przy powtarzających się na przemian zamieciach lub opadach lodowatego deszczu przez trzy tygodnie stali tak od świtu do nocy. Ci, którzy na skutek przeziębienia, osłabieni gorączką padali na ziemię, otrzymywali po kilkanaście uderzeń nahajkami. Od tych tortur skonało pięciu unitów, wśród nich szesnastoletni Paweł Ignaciuk. Wielu po przeżyciu tych nieopisanych katuszy pozostało na trwałe kalekami

  5. Piotrx said

    Nie wiem czy to ta sama parafia i swiątynia o której mowa we wpisie 1?
    Moze ktos z tych okolic się wypowie ? , bo jesli tak to jej początek siega roku 1631 a nie 1927.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Parafia_św._Nikity_w_Kostomłotach

    (…)

    W 1631 roku zbudowano nową unicką cerkiew w Kostomłotach i od tego roku datuje się istnienie parafii. W tymże roku Teodora z Pryłuk wraz z rodziną ufundowała dla cerkwi ikonę świętego Nikity męczennika.

    W wyniku rozbiorów Polski granice diecezji zostały dostosowane do granic państwowych i tak parafia w Kostomłotach znalazła się w diecezji chełmskiej. W 1840 roku parafia, którą stanowiła wieś Kostomłoty należała do dekanatu kodeńskiego i liczyła 484 wiernych[2]. W 1852 właściciel Kostomłotów Jan Łaski w własnych funduszy przeprowadził gruntowny remont świątyni parafialnej.

    W 1875 roku parafia w Kostomłotach wraz z całą diecezją chełmską na mocy edyktu likwidującego Kościół Unicki w granicach Królestwa Polskiego została przez rząd carski oficjalnie zlikwidowana. Wówczas duszpasterzem w parafii był ksiądz Henryk Kaliński. W wyniku likwidacji Kościoła Unickiego w latach 1875 – 1915 parafią administrowali mianowani przez władze prawosławni duchowni.

    31 stycznia 1927 roku na prośbę mieszkańców Kostomłotów i okolic decyzją biskupa siedleckiego Henryka Przeździeckiego erygowano parafię greckokatolicką obrządku bizantyjsko-słowiańskiego (neounicką). Tego samego dnia została przez biskupa zatwierdzona rada parafialna. Duszpasterzem kostomłockiej parafii został ksiądz Eugeniusz Różycki pełniący dotychczas urząd proboszcza w parafii greckokatolickiej obrządku bizantyjsko-słowiańskiego w Zabłociu.

  6. Piotrx said

    http://www.kostomloty.com/historia_naszej_parafii

    HISTORIA PARAFII W KOSTOMŁOTACH

    Artykuł ks. Zbigniewa Nikoniuka

    Parafia katolicka obrządku wschodniego w Kostomłotach powstała w 1627 r. na fali wydarzeń związanych z zawarciem tzw. Unii Brzeskiej. Kostomłoty leżą nad pięknym i malowniczym Bugiem w odległości niespełna 15 km od Brześcia. Drewniana kostomłocka cerkiew pochodzi z pierwszej połowy XVII w. Patronuje jej męczennik – rzymski legionista Nicetas, który oddał życie za Chrystusa w 370 r. na terenie dzisiejszych Węgier. Jak święty pierwszego tysiąclecia czczony jest zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie chrześcijaństwa. W cerkwi znajduję się piękna ikona św. Nikity pochodząca również z XVII w. Na jej rewersie można przeczytać następująca dedykację: „ Obraz ten dla nowo pobudowanej cerkwi unickiej w Kostomłotach ofiarowała Teodora z Pryłuk z mężem i synami. 1631 r.„ Cerkiew Kostomłocka od samego początku była świątynia katolicką i taką pozostanie, choć nieraz w dalszej i bliższej historii gromadziły się nad nią ciemne chmury roszczeń obcych, wspieranych zaborczymi dekretami carów.

    Przełomowym momentem w dziejach Kościoła Unickiego był Synod Zamojski z 1720 r., od czasów którego nastąpił niebywały rozwój Kościoła, nazywanego również od tego synodu greckokatolickim. Tuż przed ostatnim rozbiorem Polski w 1795 r. skupiał on w 8 diecezjach ok. 7 milionową rzeszę wiernych, posiadał 147 klasztorów męskich, prowadził liczne szkoły, szpitale, drukarnie oraz szeroką działalność społeczno-kulturalną i dobroczynną.

    Czas rozbiorów pod rządami prawosławnych carów to dla Kościoła Greckokatolickiego jedno wielkie pasmo cierpień. Sukcesywnie ograniczając swobodę jego działania, podjęto akcję rusyfikacji prowadzoną pod pretekstem tzw. oczyszczania obrządku z naleciałości łacińskich, by na koniec ujawnić prawdziwe intencje tych działań – oderwanie Unitów od jedności ze Stolicą Piotrową.

    W 1875 r. dokonał się akt ostatecznej likwidacji Kościoła Greckokatolickiego. W tymże roku zlikwidowano ostatnią istniejąca w ramach Królestwa Polskiego, tzw. Kongresówki greckokatolicką diecezję chełmsko-bełską. Kasatę poprzedziły krwawe prześladowania. Opornych, nie godzących się na przejęcie parafialnej cerkwi przez duchownych prawosławnych poddawano szykanom ekonomicznym, psychicznym a często i fizycznym. Unici godzinami przetrzymywani byli na trzaskającym mrozie, stosowano wobec nich chłostę, kary pieniężne. Unickie wioski miesiącami, a nawet latami musiały własnym utrzymywać odziały wojska carskiego, co w efekcie prowadziło ludzi do nędzy. Wszystko po to, by zmusić opornych do przyjęcia prawosławnego duchownego na miejsce dawnego unickiego proboszcza. Tych ostatnich, wiernych katolicyzmowi najczęściej spotykał los zesłańców. Na koniec prześladowcy posunęli się do radykalnych środków przymusu i terroru. Wg prof. H. Dyląg w 59 miejscowościach odnotowano przypadki śmiertelnych ofiar wśród Unitów. Najbardziej spektakularne przypadki męczeństwa miały miejsce w Polubiczach, Drelowie i Pratulinie, gdzie do okupujących cerkiew mężczyzn otwarto ogień. W Pratulinie i Drelowie zginęło łącznie 26 mężczyzn. Na pamiątkę tych wydarzeń, jeszcze w tym samym 1874 r. w Paryżu wybito medal. Na jego awersie umieszczono nazwy 3 wspomnianych wyżej miejscowości, na rewersie zaś wymowny napis: „ Braciom Rusinom pomordowanym przez carat moskiewski za wierność dla Kościoła i Polski”.

    Parafia kostomłocka podzieliła los likwidowanej diecezji. W 1875 r. plebanię, po uprzednim usunięciu proboszcza unickiego, zajął duchowny prawosławny. Od tej chwili ludzie przestali odwiedzać cerkiew. Powszechną praktyką stało się organizowanie życia religijnego w podziemiu, najczęściej w prywatnych domach, a nawet lasach. „Nowy” proboszcz bał się użyć wojska w celu przymuszenia miejscowej ludności do prawosławia, jak miało to miejsce w innych parafiach. Osobiście podjął się agitacji. Odwiedzał domy, przekonywał i namawiał. Najczęściej w efekcie zastawał głucho zamknięte drzwi domów i serc Unitów, którzy tęsknili za swoim obrządkiem i duszpasterzami. W tej sytuacji prawosławny posunął się nawet do oszustwa interpretując wyjątkowo dotkliwą powódź z 1882 r. jako karę Bożą za opór trwających przy swej wierze Unitów. Prosty lud dał się wreszcie zastraszyć. Pierwsze rodziny, a z czasem za ich przykładem następne przekroczyły próg prawosławnej już wówczas cerkwi. Zastali ją urządzoną „ po nowemu”. Pod koniec XIX w. usunięto ze świątyni typowe po synodzie zamojskim ołtarze boczne i tzw. wielki , a w ich miejsce zainstalowano ikonostas. Wszystko, co kojarzyło się z katolicyzmem wrzucano do ognia. Taki los spotkałby również piękną ludową rzeźbę św. Antoniego, gdyby nie to, że w ostatniej chwili wyratował ją z ognia skruszony parafianin. Przechowywana dziesiątki lat na strychu cerkwi dziś odbiera cześć w odrodzonej parafii katolickiej.

    Z początkiem wieku XX zmienia się sytuacja prześladowanych Unitów. Po przegranej wojnie z Japonią i pod wpływem pogarszającej się sytuacji wewnętrznej w cesarstwie car Mikołaj II wydaje w 1905 r. tzw. Ukaz Tolerancyjny. Nie gwarantuje on wprawdzie Unitom pełnej wolności, gdyż nie pozwala na odrodzenie się Kościoła greckokatolickiego, umożliwia jednak byłym Unitom formalną zmianę obrządku na rzymsko-katolicki. Do 1905 r. za korzystanie z posługi księży rzymskokatolickich, tak Unitom, jak i samym księżom groziła zsyłka na Syberię. Wielu doświadczyło tych represji. Za pomoc Unitom w 1867 r. zlikwidowano nawet całą diecezję łacińską -janowską czyli podlaską, a jej biskupa Beniamina Szymańskiego internowano. Biskup Szymański wspierał Unitów. Między innymi sprowadził z Rzymu relikwie Św. Wiktora – męczennika z czasów katakumb.

    Z tej okazji w parafiach łacińskich urządzono misje święte, na które tłumnie ściągali Unici. To z kolei posłużyło za bezpośredni pretekst do wspomnianych represji i kasaty diecezji. W efekcie carskiego ukazu, wg danych H. Dylągowej w latach 1905-1906 na obrządek łaciński oficjalnie przepisało się ponad 250 tys. byłych Unitów. W ten oto sposób na południowym Podlasiu w krótkim czasie opustoszały niemalże wszystkie cerkwie prawosławne. Nieliczni pozostali przy prawosławiu, głownie duchowni i rodziny urzędników administracji carskiej ostatecznie opuściły Polskę w obawie przed zbliżającymi się wojskami niemieckimi w czasie I wojny światowej w 1915r. Po odrodzeniu się Polski reaktywowano łacińską diecezję janowską. Jej pierwszy biskup Ks. Henryk Przeździecki, człowiek wielkiego serca i szerokich horyzontów przejął się losem pozostawionych bez duszpasterskiej opieki dawnych Unitów, siłą w okresie zaborów wcielonych do prawosławia. Za zgodą Stolicy Apostolskiej oraz we współudziale biskupów łacińskich Wilna i Pińska podjął starania o odrodzenie Kościoła greckokatolickiego w ramach tzw. Neounii. W rezultacie pod koniec 1927 r. funkcjonowało już 14 parafii neounickich skupiających ok. 20 tys. wiernych obsługiwanych przez 28 duchownych. W 1939 r. był już 47 parafii neounickich. Kler liczył sobie 1 biskupa (redemptorysta, dziś błogosławiony Mikołaj Czarnecki) 39 księży parafialnych i 31 zakonników. Dla nowo powstałego obrządku stworzono oddzielne seminarium duchowne w Dubnie (dzisiejsza Ukraina), dodatkowo zaś w Seminarium Janowskim i wileńskim funkcjonowały tzw. sekcje wschodnie. Powstały również w ramach istniejących już zgromadzeń zakonnych takich jak jezuici, studyci, bazylianie, redemptoryści, kapucyni, oblaci i marianie nowe gałęzie posługujące się rytem wschodniosłowiańskim.

    31 stycznia 1927 odrodziła się neounicka parafia w Kostomłotach. Wg dokumentów Archiwów Kurii Siedleckiej została ona powołana na wniosek 12 gospodarzy kostomłockich na czele z wójtem gminy Janem Prokopiukiem, którzy wystąpili do biskupa siedleckiego z prośbą o katolickiego kapłana, biegłego w obrządku cerkiewnym. Początki odrodzonej parafii nie należały do najłatwiejszych. Nowy proboszcz katolicki nie mógł zrazu zamieszkać na plebanii, gdyż okupował ja przez długi jeszcze czas duchowny prawosławny. Dopiero wyrok prawomocnego sądu nakazujący opuszczenie bezprawnie zagarniętych w czasach carskich dóbr parafialnych przez duchownego prawosławnego pozwolił na normalne funkcjonowanie i rozwój parafii. W przededniu II wojny światowej liczyła ona 239 osób. Od 1927 r. do 1939 posługę proboszczowską pełnili następujący księża: Eugeniusz Różycki, Teodor Czystowski, Sergiusz Spytecki, Leon Tychowski, Aleksander Nikolski, oraz Jan Czornak – jezuita. W 1940 r. urząd proboszcza objął, pochodzący z pobliskiego Dokudowa młody wówczas kapłan Aleksander Przyłucki. Ten absolwent Seminarium Duchownego w Dubnie przetrwał w Kostomłotach najtrudniejszy okres w historii odrodzonej parafii greckokatolickiej.

    Zaraz po wojnie miejscowych Neounitów spotkał los wszystkich objętych przesiedleńczą akcją „Wisła”. Inspirowana ideologią stalinowską akcja

    (nie akcja tylko operacja a jej przyczyną była zbrodnicza dzialalnosc OUN-UPA – Piotrx )

    rzuciła w 1947 r. mieszkańców Kostomłotów na daleką i obcą ziemię olsztyńską. Na miejscu, w Kostomłotach został jedynie Ks. Przyłucki, który wegetując w ekstremalnie trudnych warunkach bohatersko czekał na powrót swoich parafian. Nie zawiódł się. Większość z nich powróciła w rodzinne strony pod koniec lat 60 i na początku 70 tych. Następcą ks. Przyłuckiego został marianin o. Roman Pietka. Duszpasterzował w Kostomłotach w latach 1967 – 2007. Za jego czasów parafia podlegała jurysdykcji prymasów Polski. Ks. Piętka pochował w 1993 r. swojego poprzednika Ks. Przyłuckiego, sam zaś zmarł w Lublinie 26 marca 2011 r. w Lublinie, gdzie został pochowany.

    Obecnie parafia liczy zaledwie 147 wiernych. Od 2007 r. posługą jej dwaj księża diecezji siedleckiej (birytualiści), proboszcz – Ks. Mgr Zbigniew Nikoniuk pochodzący z parafii Pratulin z rodziny o korzeniach i tradycjach unickich oraz wicedyrektor Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego w Białej Podlaskiej Ks. Mgr Andrzej Daniluk. Od tego też roku, z woli Stolicy Apostolskiej parafia podlega jurysdykcji biskupa Zbigniewa Kiernikowskiego – ordynariusza łacińskiej diecezji siedleckiej. Parafia Kostomłoty jest dziś miejscem chętnie odwiedzanym przez tysiące pielgrzymów i turystów, cenionym ośrodkiem rekolekcyjnym, zakątkiem odwiedzanym przez młodszych i starszych. Od lat mają tu miejsce spotkania ekumeniczne, obozy harcerskie, zaś w 2010 r. odbył się tu ogólno diecezjalny zlot młodzieży katolickiej obu obrządków „Jerycho Młodych”. Specyfika obrządku liturgicznego parafii Kostomłoty nie zamyka jej na współpracę z innymi wschodnimi obrządkami katolickimi. Tę jedyną w Polsce a może i w Europie i na świecie parafię katolicka obrządku bizantyjsko-słowiańskiego odwiedzają z duszpasterską pomocą kapłani Kościoła Greckokatolickiego obrządku bizantyjsko – ukraińskiego a także odradzającego się na Białorusi Kościoła Greckokatolickiego obrządku bizantyjsko – białoruskiego . Niesłabnąca popularnością cieszą się tu parafialne odpusty – bł. Męczenników z Pratulina (połączony z pieszą pielgrzymką do Pratulina trwa 3 dni i ma miejsce najczęściej w niedzielę po zakończeniu roku szkolnego) oraz św. Nikity (poł. września) połączone z biesiadami pieśni podlaskiej gromadzące setki pielgrzymów z regionu, całej Polski, a nawet z zagranicy. Atrakcyjności parafii dodaje fakt, iż od niedługiego czasu posiada ona agroturystyczna bazę noclegową. Szczegółowych informacji zainteresowani kostomłocką parafią mogą zasięgnąć na parafialnej stronie internetowej

  7. Wnuczka Bałachowca said

    Najbardziej spektakularnym i brutalnym momentem akcji polonizacyjno-rewindykacyjnej było burzenie cerkwi późną wiosną i latem 1938 r., gdy nabrała ona charakteru otwartej walki z prawosławiem. Oficjalnym powodem wyburzania było usunięcie zbędnych, niszczejących cerkwi, znajdujących się w miejscowościach, gdzie nie ma prawosławnych. W rzeczywistości administracji państwowej chodziło o ograniczenie liczby placówek duszpasterskich Kościoła prawosławnego oraz o zlikwidowanie nieczynnych świątyń, których otwarcia domagali się prawosławni. Jak podkreśla wybitna znawczyni dziejów prawosławia w okresie międzywojennym, Mirosława Papierzyńska-Turek: W burzeniu nie przestrzegano żadnych zasad ani ustaleń. Burzono wszystko, co wydawało się władzom zbędne, zachowując Kościołowi prawosławnemu jedynie bezwzględne minimum http://www.cerkiew1938.pl/index.html

  8. RomanK said

    Ciekaw jestem, czy Prawoslkawny Bog w Trojcy Swietej Jedyny poczyta to rozwalenie mu 127 chalup…za dobry czy zly uczynek..i kogo za to wynagrodz,i a kogo skaze…
    Na Red River w Oklahoma powiadaja…o Pan Bog mu wynagrodzil dolozylo mu w tym roku dwa akry ziemi..tzn rzeka doddala….
    Patrzac na granice..tak se mysle..ale nie powiem co:-=_))__)

  9. Wnuczka Bałachowca said

    Chrzest Ziemi Ruskiej i pierwsze wieki chrześcijaństwa na Podlasiu http://nadbuhom.pl/art_0432.html

  10. Piotrx said

    Re 9:

    A nazwa Podlasie (Podlasze, Podlachia) pochodzi od określenia „Przy Lachu”

    Biorąc pod uwagę okres od Włodzimierza Wielkiego (koniec X wieku) do najazdów tatarskich z pierwszej połowy XIII wieku, można wykazać na podstawie źródeł obejmujących między innymi kronikę “Nestora”, pierwszą kronikę nowogrodzką, kronikę kijowską (XII w) i kronikę halicko-wołyńską (XIII w ), że pod względem geograficzno-politycznym “Ruś” oznaczała wówczas jedynie ziemie kijowską, perejasławską i czernihowską natomiast nie obejmowała ona Halicza, Wołynia, Smoleńska, Połocka, Nowogrodu Wielkiego, Smoleńska, Rostowa, Suzdala.

    http://marucha.wordpress.com/2012/05/04/znaczenie-terminu-rus-w-okresie-ix-xiii-w/

    Halicz i Wołyń nie są “Rusią”

    1018 r.
    “Jarosław zaś zebrawszy Ruś i Waregów i Słowian poszedł przeciw Bolesławowi i Światopełkowi i przyszedł ku Wołyniowi”

    1145 r.
    “…cała ziemia ruska idzie na Halicz”.

    1152 r.
    “Izjasław … poszedł na Halicz biorąc ze sobą lepszych (wybitniejszych) Kijowian i całą ruską drużynę”.

    1189 r.
    “Światosław zaś oddawał Halicz Rurykowi a chciał dla siebie zatrzymać całą ziemię ruską.”

    1193 r.
    “Światosław zaś wysłał posłów do Ruryka (do Owrucza na Wołyniu) i rzekł do niego – Teraz zaś chodź na Ruś ze wszystkimi swoimi wojskami.”

    1202 r.
    ”Roman zgromadziwszy wojska halickie i włodzimierskie najechał ziemię ruską”.

    1206 r.
    “Haliczanie zaś, zobaczywszy, że król (węgierski) odchodzi przelękli się wojsk ruskich, ponieważ mogły do nich znowu powrócić”.

    1231 r.
    “Daniło (halicki) opanował gród Toczersk, część ziemi ruskiej”.
    Gdy nie puszczono kupców z Halicza i Przemyśla – “nie było soli w całej ziemi ruskiej.”

  11. Wnuczka Bałachowca said

    Wiersz, który dobrze oddaje nastrój, z jakim opuszczali rodzinne strony:

    Kraju miłyj, seło ridnoje
    My was pokidajem
    Ta my idem na czużinu
    Doleńku szukajem
    Budem nesty Chrest Gospodnij
    Budemo terpity
    Mati Boża nam pomoże
    Bo my Ji diti
    Nie żurit’sia
    Chołmszczaki i Pidlaszuki
    Zawżdy tak ne bude
    Je na switi kraszcza dola
    I nas ne zabude. Piotrx PISAŁ – Nie było “Akcji Wisła” tylko “Operacja Wisła” a jesli ich wysiedlano to nie z powodu wyznawanego prawosławia ale z powodu działań antypaństwowych OUN -UPA

  12. Wnuczka Bałachowca said

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 257 obserwujących.