Dziennik gajowego Maruchy

Dypl. gajowy hab. Waclaw Marucha objaśnia świat szerokiej publiczności.

Archiwum dla 'Media - Merdia' Kategoria


Nie rozumiem

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-10-23 (wtorek)

Nie mogę zrozumieć, że przez dwa lata rządów PiS nie zdołał zrobić porządku w Telewizji Publicznej. O to, że pozakładane przez starą SB-ecję prywatne stacje Polsat i TVN są, jakie są, nie można mieć do nich pretensji. Śmieszne wręcz byłoby wymaganie od zawodowych kłamców i agentów odrobiny obiektywizmu i prawdomówności. Mniej śmieszne jest, że naród ten chłam ogląda i z niego czerpie wiadomości o świecie.

Natomiast fakt, że przez dwa lata rządów PiS, publiczna TV - a więc telewizja dla wszystkich, włącznie z nacjonalistami, moherami, katolikami i oszołomami, którzy też płacą na nią podatki - systematycznie robiła rządowi wbrew, nie mógł nie odbić się na wyniku wyborów.

Widzę następujące możliwości:

  1. PiS nie docenił roli mediów
  2. PiS nie potrafił zrobić porządku w TV
  3. PiS-owi nie zależało na utrzymaniu rządów, a cała wojna z PO była tylko teatralnym przedstawieniem pod publiczkę, granym przez kolegów z tej samej paczki.

Która z nich jest prawdziwa?

Opublikowany w Media - Merdia, Polityka | Komentarzy: 13 »

Podręczny słowniczek frazeologii platformerskiej nowomowy

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-10-23 (wtorek)

Polska stanie się krajem otwartym na świat
Polska wciąż będzie krajem, gdzie cudzoziemiec może za 10% wartości kupić dobrze działające polskie przedsiębiorstwo, wyprzedać jego mienie, zwolnić pracowników i zwiać na Wyspy Bahama.

Nasz kraj przestanie być warchołem, utrudniającym integrację europejską
Totalnie podporządkujemy się decyzjom podejmowanym w Niemczech, a ogłaszanych w Brukseli, nawet jeśli są dla Polski niekorzystne, a nawet krzywdzące. Erika Steinbach otrzyma Order Orła Białego za wkład do dialogu polsko-niemieckiego.

Polska odzyska szacunek na arenie międzynarodowej
Polska znów będzie pogardliwie traktowana jak kraj, którego jedynym przywilejem jest nie zabierać głosu i pokornie lizać buty byle urzędnikowi unijnemu. Bartoszewski i Geremek będą bezkarnie mogli opluwać w zagranicznych mediach połowę narodu, do którego rzekomo należą.

Skończy się grzebanie w przeszłości, które nikogo nie interesuje
Komunistyczni zbrodniarze nadal będą pobierać emerytury w wysokości 6000-8000 złotych miesięcznie, a ich ofiary żyć w nędzy.

Ułatwimy przedsiębiorczość
Pierwszy milion, i następny, i następny… będzie można spokojnie ukraść. Bandyci, zamiast siedzieć w więzieniu, będą kierować przedsiebiorstwami i występować w telewizorze jako autorytety.

Staniemy się krajem nowoczesnym
Pojawią się nowe hipermarkety, zbudowane wbrew prawu na terenach nie przeznaczonych do takiej budowy, nie płacące oczywiście żadnych podatków.

Polska zasługuje na lepsze rządy
My też chcemy się nakraść, nabrać łapówek i załapać na “stypendia” Sorosa, Fundacji Adenauera itp.

Do szkół powróci normalność
Uczniom będzie znów wolno zakładać kubły na głowę nauczycielom i wyzywać nauczycielki od kurew jebanych.

Polacy pozbędą się średniowiecznych przesądów i zaściankowości
Pederaści uzyskają większe przywileje, niż normalni ludzie.

Faszyzm i szowinizm
Nieśmiałe przypominanie Niemcom, iż to nie Polacy wybudowali obozy zagłady.

Opublikowany w Media - Merdia, Polityka | Komentarzy: 10 »

Darmowa reklama po znajomości

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-10-11 (czwartek)

Opublikowany w Media - Merdia | Komentarzy: 3 »

Za wcześnie na prawdę.

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-10-04 (czwartek)

Znakomita żydowska gazeta drukowana po polsku dla Polaków, zaatakowała Instytut Pamięci Narodowej, który chce, aby gimnazjalistów i licealistów uczono prawdy o UB i SB i aby uczniowie szukali śladów ubeckich więzień. “Gazeta Wyborcza” martwi się, iż jest za wcześnie na uświadamianie 13-19 letnich dzieci.

Natomiast na uświadamianie 13-letnich dziewczynek odnośnie technik współżycia seksualnego, jak najlepiej zapobiec ciąży, lub, jeśli już się stanie, dokonać aborcji - dla “Gazety” nie jest za wcześnie.

Nie dziwi nas to, gdyż znamy proweniencję redakcji “Gazety Wyborczej” i różne takie Maleszki, co były jej filarami.

Opublikowany w Media - Merdia | Komentarzy: 2 »

Co nam dała debata Kwaśniewski-Kaczyński?

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-10-02 (wtorek)

Dała nam trochę rozrywki.

Oczywiście każda ze stron ogłosiła “swego” zwycięzcą. Naszą uwagę natomiast zwróciła wypowiedź omc mgr Kwaśniewskiego, iż zbyt wielu przestępców siedzi w więzieniach. Znaczy się przestępcy powinni być na wolności - jak za czasów, gdy prezydent taśmowo ułaskawiał kryminalistów, w tym zabójców i gangsterów.

Opublikowany w Media - Merdia | 1 Komentarz »

Film o II Wojnie Światowej bez Niemców?

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-10-01 (poniedziałek)

Czy można sobie wyobrazić jakiś film na temat II Wojny Światowej, w którym nie byłoby Niemców, a przynajmniej nie dano odczuć ich obecności? Chyba nie. Jeszcze nie…

 Natomiast - skądinąd dobrze zrobiony - film “Blood Diamond” o finansowaniu afrykańskich konfliktów wydobyciem i sprzedażą diamentów, pomija całkowitym milczeniem fakt, iż to właśnie Żydzi handlują diamentami z Afryki na ogromną skalę, często płacąc za nie chińską bronią. Israeli Diamond Industry produkuje dwie trzecie wszystkich diamentów sprzedawanych na całym świecie, o czym pisał nawet “Jewish Journal”, ale po co o tym mówić?

I na takich filmach konsumenci papki medialnej uczą się historii - tej starszej i tej najnowszej. 

Opublikowany w Media - Merdia | Komentarzy: 7 »

Będzie debata

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-10-01 (poniedziałek)

Dziś, tzn. 1 października 2007, telewizor ma pokazać debatę pomiędzy b. prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim a premierem Jarosławem Kaczyńskim.

Nie bardzo rozumiemy sens tej debaty. Nic nowego, co nie było już wiele razy powiedziane, z niej się nie dowiemy. Chyba, że chodzi o widowisko dla durnej gawiedzi, jakie ona uwielbia. Coś w stylu “Tańca z gwiazdami”. 

Polskojęzyczna lewica umysłowa ogłosi Kwaśniewskiego i tak zwycięzcą, choćby przyszedł on do studia pijany, bełkotał nie na temat i nawoływał Niemcy do interwencji w Polsce - w obronie zagrożonej demokracji. To samo zresztą zrobi i druga strona, choć nie wyobrażamy sobie premiera Kaczyńskiego występującego publicznie w stanie wskazującym.

Może by warto również zorganizować poważną debatę telewizyjną między - dajmy na to - Prokuratorem Generalnym a szefem Mafii Pruszkowskiej?

Opublikowany w Media - Merdia, Polityka | Komentarzy: 14 »

Skandaliczne wyłudzanie pieniędzy

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-09-27 (czwartek)

Już dawno zbieraliśmy się, aby o tym napisać. Chodzi o skandaliczne wyłudzanie pieniędzy od słabo wykształconych osób, nie znających nawet własnej historii, ale mających ambicje bycia inteligentami.

Specjalizuje się w tym koncern “Agora”, który między innymi jest wydawcą “Gazety Wyborczej”, a którego właścicielami są osoby z tzw. korzeniami. Otóż koncern ten rozprowadza wyżej wzmiankowaną gazetę po wszystkich możliwych punktach sprzedaży w Polsce, a nawet i za granicą. Co więcej, biedni ludzie nie mający innej pracy, są bezwzględnie wykorzystywani do kolportowania jej na ulicach miast, wśród pędzących samochodów, co grozić może wypadkiem.

Gazeta ta, składająca się głównie z ogłoszeń i z nich czerpiąca dochód, powinna być rozdawana za darmo, a nadwyżki dochodów przeznaczone na cele humanitarne, na pomoc ludziom żyjącym w biedzie itp. Zamiast tego jej wydawca wyłudza od wdów i sierot pieniądze, każąc sobie za nią płacić! Ileż emerytur poszło na Michnika et consortes, ile staruszek, ile samotnych matek musiało sobie odmówić ostatniego kęsa chleba, aby dać zarobić cynicznym manipulatorom, którzy już sami nie wiedzą, jakimi luksusowymi samochodami jeździć i skąd sprowadzić marmur do wyłożenia kominka w kolejnej rezydencji medialnych miliarderów.

Firma, która za tygodniowe dochody ze swoich reklam mogła by kupić całe “imperium ojca Rydzyka” powinna się wstydzić swej pazerności i chytrości.

Opublikowany w Media - Merdia | Komentarzy: 4 »

Jazgot na Polskę

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-08-19 (niedziela)

W Europie nie ustaje wściekły jazgot na Polskę, która rzekomo ma destrukcyjny wpływ na proces “jednoczenia” (czyli utworzenia z niej formalnego państwa) - a to z tego powodu, iż zaczęła domagać się poszanowania swoich praw, zagwarantowanych nawet w tak fatalnie wynegocjowanym traktacie akcesyjnym. Nb. negocjowanym przez byłych agentów, szantażowanych przez partnerów po drugiej stronie stołu.

Jest to rzecz ciekawa, albowiem również Wielka Brytania stanowczo nie zgadza się na utworzenie superpaństwa, lecz chce zachować suwerenność. Co więcej, Wielka Brytania w ogóle nie musi przyjmować euro. Polska - musi. Może co najwyżej opóźniać ten proces.

Dlaczego zatem “międzynarodowe media” nie jazgoczą na Wielką Brytanię? Dlaczego nie mówią o “nacjonalizmie” brytyjskim?

Jedną z przyczyn jest to, iż wielu polskojęzycznych polityków, których z Polską wiąże tylko miejsce zamieszkania, jeździ po Europie, szkaluje nasz kraj, straszy polskim “faszyzmem”, “fundamentalizmem” i oczywiście “antysemityzmem” - judząc zagraniczne media przeciwko Polsce i będąc ich sojusznikiem w antypolskiej histerii.

Określić tych szubrawców słowem “bydlaki” byłoby uwłaczające dla naszych poczciwych krów.

Opublikowany w Media - Merdia, Polityka | Komentarzy: 28 »

Gazeta Wyborcza ostrzega.

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-08-19 (niedziela)

Patriotyzm jest jak rasizm
Patriotyzm nie ma żadnego uzasadnienia moralnego - jest zbędnym reliktem przeszłości, pozostałością po czasach, gdy hordy plemienne wiodły wojny o terytorium, żywność i kobiety.

Powyższy tekst opublikowała żydowska gazeta codzienna drukowana po polsku dla Polaków - “Gazeta Wyborcza”, piórem niejakiego Tomasza “Żuradzkiego”. Powodem publikacji była odraza Żuradzkiego do wojny, przemocy, rozlewu krwi itp. - czyli do Polskiego Wojska, które akurat obchodziło swoje święto.

W środę pod moimi oknami przedefilowały setki ludzi wyszkolonych do zabijania innych ludzi. Przejechały dziesiątki pojazdów skonstruowanych w ten sposób, by jak najskuteczniej niszczyć inne pojazdy i eliminować ich kierowców. Przeleciało kilka samolotów przeznaczonych do walki z innymi samolotami i zrzucania śmiercionośnych bomb. Impreza zgromadziła tłumy: tatusiowie w podnieceniu robili zdjęcia, mamy próbowały choćby na chwilę usadzić swoje pociechy na krawędzi prawdziwego wozu bojowego - maszyny do zabijania, która w ciągu sekundy może rozwalić dziesiątki naszych wrogów.

I dalej :

Ta prawicowa fascynacja skłonnością do przemocy - elementem niewątpliwie zwierzęcym w człowieku - zawsze wprawiała mnie w zdumienie.

Ciekawe. “Prawicowa” fascynacja… a nam, głupim, się wydawało, że wszelkie rekordy - absolutnie nie do pobicia - ustanowiła w tym zakresie właśnie lewica: począwszy od Rewolucji Francuskiej, poprzez Październikową, poprzez Wielki Marsz w Chinach, rewolucję Pol Pota, terror w Korei Północnej, rewolucjonistów południowoamerykańskich… No i nie zapominajmy o narodowym socjaliście, panu Adolfie Hitlerze (którego “Żuradzki” zapewne zalicza do “prawicowców”, razem z Leninem i Stalinem). 

“Żuradzki” jest oczywiście zwykłym dresiarzem dziennikarskim, który za parę groszy napisałby o własnej matce, iż była nierządnicą. Gdyby bowiem miał w sobie choć odrobinę przyzwoitości, spostrzegłby, iż swe oburzenie na “fascynację przemocą” winien skierować raczej w stronę Izraela, gdzie znajduje ona swój wyraz nie tylko w defiladach, ale i w bardzo realnym mordowaniu zarówno żołnierzy wroga, jak i kobiet i dzieci. Wszystko w ramach walki o terytorium, żywność i kobiety.

No, ale za taki artykuł  jego żydowscy pracodawcy wywaliliby go z posady. Odraza do wojska, wojny, przemocy jest mile widziana - ale nie w stosunku do Izraela.

PS: I ten człowiek podobno robi doktorat z etyki… Boże, Boże…

Opublikowany w Media - Merdia | Komentarzy: 48 »

Czy to tylko wrażenie?

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-08-17 (piątek)

“Nasz Dziennik” (17 sierpnia 2007) pisze, iż “trudno oprzeć się wrażeniu, że w większości mediów, w których na wszelkie tematy kategorycznie obowiązuje jeden, salonowy punkt widzenia, każdy odruch niezależnego słowa wywołuje u dziennikarzy nieopisany lęk, a nawet agresję”.

To nie jest żadne wrażenie, tylko rzeczywistość. Media polskojęzyczne (celowo nie używamy słowa “polskie”) w czyich rękach są, wszyscy wiedzą. Trudno więc, żeby reprezentowały polskie interesy, skoro mają reprezentować interesy pewnej prześladowanej mniejszości narodowej, bo za to im płacą.

Głupie jest po prostu mieć żal do wilka, że owce porywa.

Opublikowany w Media - Merdia | Komentarzy: 5 »

Czarna legenda Św. Inkwizycji

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-08-12 (niedziela)

Obraz Świętej Inkwizycji, pokutujący w potocznej świadomości i bezustannie ugruntowywany przez media, ma tyle samo wspólnego z historyczną prawdą, ile Księstwo Mołdawii z serialu “Dynastia” z prawdziwą Mołdawią.

O Świętej Inkwizycji słyszał każdy. Przy dziesiątkach okazji przywołuje się ją jako symbol najstraszliwszego w dziejach cywilizacji masowego prześladowania, fanatyzmu i kontroli myśli. Liczni autorzy każą nam widzieć w niej historyczny pierwowzór hitleryzmu i stalinizmu. Każda napaść na Kościół i religię katolicką obowiązkowo zawiera odwołanie do jakoby powszechnie znanych, a nie odpokutowanych zbrodni Świętego Officjum. O owych enigmatycznych zbrodniach przypomina bez przerwy - ale i bez konkretów - prasa, filmy, literatura. Nawet pornografia z lubością wyżywa się w kojarzeniu tortur z lochami Inkwizycji i zakapturzonymi mnichami.

Kto by jednak chciał ową najczarniejszą z legend skonfrontować z dziełami historyków - nawet tych nie kryjących swej niechęci do Kościoła i religii - przeżyje głębokie zdumienie, że wszystko było inaczej. Znajomość choćby tylko podstawowych faktów każe stwierdzić, że cała ta wymyślona w ostatnich stuleciach legenda okrutnej, fanatycznej i zbrodniczej Inkwizycji ma tyle wspólnego z historyczną prawdą, ile księstwo Mołdawii z serialu “Dynastia” z istniejącym naprawdę państwem o takiej nazwie.

Nie twierdzimy tu, że Inkwizycja nie istniała ani że poszczególni jej sędziowie nie dopuszczali się postępków, z dzisiejszego punktu widzenia, godnych głębokiego ubolewania. Niektóre fakty z dziejów Inkwizycji, wyrwane z historycznego kontekstu, budzą w dzisiejszym człowieku zrozumiały odruch sprzeciwu. Kłamstwo czarnej legendy opiera się jednak na całkowitym przeinaczeniu historycznego tła i proporcji. W istocie bowiem, jak piszą Jean i Guy Testasowie, na tle ogólnie panujących obyczajów Inkwizycja była najbardziej obiektywną instytucją swej epoki.

O wydarzeniach sprzed wieków nie można wyrokować nie znając mentalności czasów, w których miały miejsce, ani wypadków, które do nich doprowadziły. Potoczna wiedza o Inkwizycji, ukształtowana przez osiemnastowiecznych, fanatycznych antyklerykałów i rozbudowana przez ich następców, opiera się właśnie na oderwanych faktach, przeinaczanych, wyolbrzymianych i obudowywanych całkiem fantastycznymi hipotezami. Co istotne, czarnej legendy Inkwizycji nie tworzyli historycy, nawet najbardziej stronniczy.

    Autorytetami od okrzyczanych zbrodni Świętego Officjum stali się głównie pisarze i scenarzyści, których nikt nigdy nie próbował rozliczać z rzetelności czy obiektywizmu.

Czym w ogóle była Inkwizycja? Czarna legenda każe widzieć w niej coś na kształt kościelnej tajnej policji, stojącej ponad prawem i dysponującej nieograniczonymi prerogatywami do więzienia, torturowania i mordowania kogo tylko jej się spodobało. W istocie zaś Inkwizycja powołana została w chwili ogarniającego Europę kryzysu społecznego właśnie po to, aby położyć kres szerzącemu się bezprawiu, i, lepiej lub gorzej, zadanie owo wypełniła, oszczędzając staremu kontynentowi wielu krwawych zawieruch.

Współczesnemu człowiekowi sam fakt potępiania przez Kościół herezji i zwalczania ich usiłuje się przedstawić jako rzecz z gruntu naganną, jak gdyby pierwowzór totalitarnych tendencji do tłumienia wolności myśli. Zapomina się przy tym, że religia chrześcijańska stanowiła w państwach średniowiecznych podstawę społecznego ładu, równie niekwestionowaną, jak dzisiaj demokracja i prawa obywatela. W przypadku większości herezji zakwestionowanie owej ideologicznej podstawy było środkiem służącym walce z ustrojem. Atak na dogmaty wiary zbiegał się nierozdzielnie z atakiem na króla lub feudalnego pana, towarzyszyły mu zawsze żądania natury politycznej, zazwyczaj także odwieczny postulat wszelkich rewolucji, aby wymordować bogatych i rozdzielić ich mienie między biednych - czyli samych heretyków. W formie sporów religijnych znajdowały ujście konflikty o podłożu ekonomicznym lub narodowościowym, i to one właśnie nadawały tym konfliktom temperaturę prowadzącą do okrucieństw.

    Trzeba wyjątkowo złej woli, by kwestionować fakt, iż Kościół wczesnego średniowiecza był wobec herezji bardzo wyrozumiały.

Jego reakcją na rozmaite nauczania, kwestionujące ustalenia Kościoła, były z reguły dyskusje, polemiki i synody, na których w świetle Pisma Świętego starano się znaleźć prawdziwe rozwiązanie spornych kwestii. Interwencje władz świeckich zdarzały się sporadycznie, zazwyczaj wtedy, gdy pojawiało się realne niebezpieczeństwo rozbicia jedności kościoła, co zagrażałoby także państwu.

Atmosfera wieku XII różniła się jednak zasadniczo od stuleci poprzednich. Przede wszystkim, nad chrześcijańską Europą zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo Islamu. Prowadzona z nim walka i ruch krucjatowy oraz związana z tym spirala obustronnych wojennych okrucieństw w ciągu kilku pokoleń pogrzebały średniowieczną tolerancję. Zarazem stopniowe przemiany ekonomiczne zachwiały wewnętrznym pokojem, pchając zubożałe tłumy do rewolt, a feudałów do wyniszczających wojen domowych. Było to stulecie nie notowanych od czasu wielkiej wędrówki ludów społecznych napięć, dzikich okrucieństw i obłędnych nierzadko ideologii, pragnących przewrócić świat do góry nogami.

Głoszenie takich ideologii spotykało się, z oczywistych względów, z ostrą reakcją zagrożonych władców. Pod hasłem walki z herezją stosowali oni coraz okrutniejsze represje. Z drugiej strony, oskarżenie o herezję było dobrym sposobem zniszczenia przeciwnika lub wymówienia posłuszeństwa feudalnemu suwerenowi. Herezja stała się powszechnie nadużywanym orężem w politycznych rozgrywkach, często pretekstem do zwykłych grabieży. Tradycyjnie wyrokowanie o herezji leżało w kompetencjach biskupów, ale szybko przestało to wystarczać - lokalni dostojnicy Kościoła byli nazbyt często zastraszani lub korumpowani przez feudałów.

Powołanie systemu obiektywnych sądów, podlegających bezpośrednio papieżowi, władnych ustalać, co rzeczywiście jest herezją, a co nie, było w tej sytuacji jedyną możliwością przeciwstawienia się ogarniającemu Europę chaosowi. Nieprzypadkowo w dekrecie Papieża Grzegorza IX, określającym zasady funkcjonowania trybunałów inkwizycyjnych, czytamy iż jednym z ich podstawowych celów ma być niedopuszczenie do karania za herezję osób niewinnych.

Jedną z charakterystycznych cech antykatolickiej propagandy jest wybielanie wszystkich historycznych przeciwników Kościoła Rzymskiego. Człowiekowi dzisiejszemu podsuwa się prostacki, czarno - biały obraz historii. Wszyscy, którzy kiedykolwiek z jakichkolwiek pozycji zwalczali katolicyzm, obsadzani są w nim w roli szlachetnych idealistów, prześladowanych za śmiałość myślenia przez fanatyczny, żadny władzy i kierowany wyłącznie chęcią ugruntowania swej pozycji kler.

W taki wyidealizowany, krańcowo odmienny od prawdy sposób przedstawia się zwłaszcza sektę Katarów, zwanych również Albigensami, głównego wroga Kościoła u zarania Inkwizycji i bezpośrednią przyczynę jej powołania. Doktryna Katarów zakładała generalne potępienie dla świata, a nade wszystko dla ciała ludzkiego. Świat był bowiem według “doskonałych” dziełem szatana, seks i prokreacja - najgorszą z możliwych zbrodnią, spędzanie płodu uczynkiem zalecanym, a jedyną drogą ratunku dla grzeszników “oczyszczenie” przez rytualną śmierć głodową (osoby wskazane przez katarskich przywódców zamurowywano w głodowym bunkrze, zupełnie tak, jak czynili to kilka wieków później hitlerowcy). Sekciarze dopuszczali się na katolikach, a zwłaszcza na duchownych, masowych morderstw, które burzyły krew współczesnych. I choć jest faktem, że potem dorównały im z nawiązką okrucieństwa pacyfikujących Prowansję wojsk krzyżowych - złożonych głównie z od pokoleń śmiertelnie z południowcami skłóconych Normanów - to robienie z Albigensów niewinnych owieczek jest doprawdy absurdem.

Chęć wywołania u współczesnych odrazy i jednostronnego potępienia dla Kościoła Rzymskiego każe także przemilczać prawdę o charakterze ruchów reformacyjnych i ich przywódcach. Raczej nie wspomina się o chorobliwej nienawiści Lutra do Żydów, o jego licznych wezwaniach do pogromów oraz pismach, w których snuł plany całkowitego wyniszczenia i wypędzenia z Europy wyznawców judaizmu. Nie wspomina się o charakterystycznej i dla niego, i Jana Kalwina obsesji ścigania czarownic. Co więcej, z wyjątkową perfidią przypisuje się “polowania na czarownice” właśnie Inkwizycji, co jest wierutną bzdurą.

To fakt, że przed sądami inkwizycyjnymi stawali ludzie oskarżeni o czary. Kilkakrotnie nawet, zwłaszcza w późniejszym czasie, zapadały w takich sprawach wyroki skazujące. Częściej jednak Inkwizycja uniewinniała podejrzanych i powściągała zapędy ludności; w jednym z procesów w Hiszpanii trybunał inkwizycyjny przyjął nawet wykładnię, na mocy której złożenie oskarżenia o czary mogło zostać uznane za herezję - co na długie lata zlikwidowało tam problem czarownic. W istocie właśnie historia renesansowych “polowań na czarownice” może być dowodem, że istnienie Inkwizycji zapobiegło stoczeniu się krajów katolickich w otchłań zbiorowej histerii i masowych morderstw, jak to się stało w tej części Europy, gdzie podobnej wyższej instancji zabrakło. Według szacunków Briana B. Levacka, zawartych w książce “Polowanie na czarownice w Europie”, w wieku XVI w całej Europie spalono za czary około 300 tysięcy osób, głównie kobiet. Dwie trzecie z nich zginęło w protestanckich Niemczech, a około 70 tysięcy w oderwanej od Kościoła Anglii.

Jeśli szuka się w historii prawdy, nie amunicji do kampanii propagandowych, trzeba zwrócić uwagę na fakt, że Inkwizycja w większości wypadków działała w atmosferze antykatolickiego terroru, wojny, broniąc tradycyjnego porządku przed ewidentnie zbrodniczymi rewolucjami. Nie od rzeczy jest pamiętać, że wielu inkwizytorów poniosło męczeńską śmierć, niektórzy z rąk heretyckich powstańców, inni z polecenia władców, dla których ci nieprzekupni i niezależni sędziowie byli często przeszkodą.

Jednym z głównych elementów czarnej legendy jest podkreślanie rzekomego okrucieństwa Inkwizycji.

Sugeruje się, jakoby Inkwizycja znała tylko jeden wyrok - śmierć na stosie, i jakoby szafowała nim bez umiaru. Sugeruje się, że całe postępowanie sądowe Inkwizycji oparte było na wyrafinowanych torturach. Twierdzi się wreszcie, że Inkwizytorami byli ludzie o sadystycznych skłonnościach, fanatyczni mordercy i psychopaci, ogarnięci manią zabijania.

Do jakiego stopnia jest to sprzeczne z prawdą, najlepiej świadczą zaczerpnięte z opracowań historycznych liczby. Bernard Gui, jeden z ulubionych szwarccharakterów antyinkwizycyjnej literatury, jako Inkwizytor Tuluzy w latach 1307 - 1323 wydawał średnio jeden wyrok śmierci na sto rozpatrywanych spraw (ściślej biorąc, była to decyzja o przekazaniu oskarżonego sądowi świeckiemu, albowiem Inkwizycja sama wyroków śmierci ferować wówczas nie miała prawa). Działo się to w samym sercu nieformalnego “państwa” Albigensów, jeszcze wówczas aktywnych. Ten fakt dość słabo przystaje do owego fanatyka, ogarniętego manią tropienia i palenia na stosie sług szatana, jakiego znamy z kart “Imienia Róży” Umberto Eco.

Równie zaskakująco w porównaniu z czarną legendą wyglądają zapisane w dokumentach efekty działalności okrzyczanej szczególnie okrutną i bezwzględną Inkwizycji Hiszpańskiej. Ustalenie dokładnych danych dla całej Hiszpanii jest rzeczą sporną, istnieją bowiem źródła dawne, choć o kilkaset lat późniejsze od Torquemady, szacujące liczbę spalonych na stosie przez Inkwizycję - w ciągu całej jej kilkusetletniej działalności - nawet na trzydzieści tysięcy. Jest to największa z kiedykolwiek rzuconych liczb; wymienia ją Juan Antonio Llorente, historyk zdecydowanie niechętny Kościołowi, nie wskazując jednak żadnych konkretnych źródeł tych danych. Nawet jeśli przyjąć tę liczbę bezkrytycznie, jak uczyniła to część dawniejszych historyków, wydaje się ona stosunkowo skromna w porównaniu z osiągnięciami choćby republikańskich władz tejże Hiszpanii, które w czteroleciu 1936-39 zdążyły zgładzić ponad sześćdziesiąt tysięcy obywateli za takie zbrodnie, jak arystokratyczne urodzenie, zbyt duży majątek, zbyt wysokie wykształcenie bądź śluby zakonne.

Zupełnie inny jednak obraz wyłania się, kiedy sięgniemy do fragmentarycznie zachowanych źródeł z epoki. W uważanym za szczególnie “gorący” hiszpańskim okręgu Bajadoz w ciągu 1O6 lat (1493-1599) skazano na stos… 20 osób. Podobne liczby zawierają dokumenty z innych archiwów. Według dzisiejszych szacunków, sporządzanych na podstawie źródeł z epoki, na ok. 50 tys. procesów, jakie odbyły się przed trybunałami inkwizycyjnymi w całym kraju w latach 1560-1700 wydano mniej niż 500 wyroków śmierci - około jeden na sto.

Okres wcześniejszy, od roku 1484 do 1560, budzi więcej rozbieżności. Najbardziej niekorzystne dla Torquemady szacunki historyków mówią o stu tysiącach procesów i około dwóch tysiącach wydanych wyroków śmierci (ich wykonywanie, o czym za chwilę, nie jest jednak wcale pewną sprawą).

Nawet jeśli uznamy te dane za prawdziwe, trzeba pamiętać, iż - znowu - inkwizycja działała tutaj w warunkach podwójnej wojny, bowiem działaniom zbrojnym na granicach towarzyszyły bardzo silne, mające właściwie znamiona wojny domowej, napięcia etniczne. Inkwizycja Hiszpańska, odmiennie niż w innych krajach, została wmontowana w państwowy system sprawiedliwości i na polecenie królowej Izabelli zajmowała się nie tylko wykrywaniem sprzyjających Maurom agentur wśród żydowskich conversos (które, wbrew twierdzeniom niektórych propagandystów, faktycznie istniały), ale także sądzeniem części przestępstw kryminalnych. Przed trybunałami zreorganizowanej przez Torquemadę Inkwizycji stawiani byli złodzieje kościołów, koniokradzi, sodomici czy mordercy, których, co trzeba uwzględnić, spora liczba znajduje się zapewne wśród skazańców.

Bardzo dokładne dane zachowały się natomiast co do hiszpańskiej części “Nowego Świata”, gdzie, wedle legendy, inkwizytorzy mieli towarzyszyć okrutnym zdobywcom i z krzyżem w ręku dokonywać na Indianach krwawych masakr oraz palić ich na stosach. W istocie np. w Meksyku pomiędzy rokiem 1574 a 1715 odbyło się… 39 egzekucji.

Właściwych proporcji nabierają te liczby dopiero na tle realiów epoki, w której - wedle osławionego prawa Magdeburskiego - każdy sąd grodzki, złożony z najzupełniej przypadkowych mieszczuchów i zadającego męki “mistrza”, mógł wymierzyć 21 rodzajów “kwalifikowanej” (tj. połączonej ze specjalnymi torturami) śmierci za przestępstwa takie, jak kradzież czy cudzołóstwo. W Strasburgu w samym tylko październiku 1582 skazano na stos 134 czarownice - dokładnie dwa razy więcej, niż wynosi zsumowana liczba ofiar pięciu największych auto da f? w dziejach Inkwizycji Hiszpańskiej. W księgach miejskich Genewy znajdujemy zapis, iż w 1545 Kalwin kazał tam spalić za czary - bez żadnego sądu - 31 osób.

Do dziś zachowały się zapiski niektórych Inkwizytorów, których antykatolicka propaganda wykreowała na potwory w ludzkich skórach. Z owych zapisków wyzierają jednak sylwetki nie zbrodniarzy, ale sędziów, pragnących przede wszystkim ustalić prawdę.

W swoim podręczniku dla inkwizytorów wspomniany już Bernard Gui uczy, że Inkwizytor powinien “zawsze zachować spokój, nie dać się ponieść złości ani oburzeniu… powinien nie zatwardzać swego serca i nie odmawiać zmniejszenia albo złagodzenia kary zależnie od towarzyszących okoliczności… W przypadkach wątpliwych powinien być ostrożny, powinien wysłuchiwać, dyskutować i badać, aby dojść cierpliwie do światła prawdy“.

Równie nie przystają do otaczającej autora legendy zachowane zapiski znienawidzonego Tomasza Torquemady. Zredagowane przez niego Instrukcje pełne są napomnień, aby sędziowie nie ulegali gniewowi ani łatwym uproszczeniom, aby pamiętali o miłosierdziu i o tym, że ich celem jest zwalczanie grzechu, nie grzeszników.

Na takich wskazówkach raczej nie wychowywali się fanatyczni zbrodniarze. Niechętni religii historycy zazwyczaj wszystkie te wskazania odsuwają na bok, z lekceważącą kwalifikacją “hipokryzja”. Po cóż jednak miałby Torquemada udawać w swoich prywatnych, w ogóle nie przeznaczonych dla niczyich oczu zapiskach, które pełne są podobnych myśli? Przed kim odgrywałby komedię, żyjąc w ascezie i przeznaczając cały majątek na wsparcie dla ubogich - w tym często dla rodzin osób skazanych przez jego trybunały? Przed swymi współczesnymi na pewno niczego odgrywać nie musiał, a trudno podejrzewać, by przewidział encyklopedystów, oświeceniowy antyklerykalizm i dzisiejszą antykatolicką propagandę.

O ile wyłaniające się ze źródeł postacie inkwizytorów zdumiewają, to przyjrzenie się procedurom pracy trybunałów inkwizycyjnych w zestawieniu z czarną legendą wręcz szokuje.

Wspominaliśmy już tutaj o dominującym w renesansowej Europie prawie magdeburskim, wyjątkowo okrutnym, znającym jeden jedyny dowód - przyznanie się oskarżonego do winy, i jeden jedyny sposób zdobycia tegoż dowodu - tortury. Proces przed zwyczajnym, świeckim sądem czasów renesansu w ogromnej większości przypadków był sprawdzianem odporności podejrzanego na ból. Chronić go mogło tylko wysokie urodzenie lub przynależność do grup mających własne sądy (jak np. wojskowi). Zwykły plebejusz, aby zostać uznanym za niewinnego, musiał wytrzymać pięciokrotne “palenia”, czyli tortury. Nawiasem mówiąc, stąd pozostałe do dziś w polszczyźnie powiedzenie “pal go sześć” - w ustach prowadzącego przesłuchanie oznaczało to ostatnią, szóstą kolejkę tortur, po której już bez dalszych indagacji wypuszczano podejrzanego na wolność.

W wypadku sądów inkwizycyjnych, żaden z ich sędziów nie miał wątpliwości, że jego celem nie jest skłonienie oskarżonego, by się przyznał, ale ustalanie prawdy. Stąd Inkwizycja przywróciła szereg instytucji nie znanych Europie od czasów antycznych oraz dodała szereg nowych, przejętych później przez sądy świeckie i uważanych dziś za nieodłączny warunek wolności obywatelskich.

I tak, oskarżony przed trybunałem inkwizycyjnym nie tylko mógł, ale na stanowcze polecenie Grzegorza IX musiał korzystać z usług obrońcy - zawodowego prawnika. Wyrok wydawał wprawdzie zawodowy sędzia, ale miał w tym obowiązek konsultowania się z liczącą od kilku do dwudziestu osób ławą przysięgłych, którą instrukcje Świętego Officjum nakazywały wybierać spośród najbardziej szanowanych miejscowych obywateli. A wreszcie, innowacja wręcz rewolucyjna - oskarżonemu i jego obrońcy sąd miał obowiązek udostępnić wszystkie zebrane dowody winy, wraz z podaniem nazwisk zeznających przeciwko oskarżonemu świadków. Mówiąc nawiasem, tym ostatnim groziły bardzo surowe - do śmierci włącznie - kary w wypadku udowodnienia fałszywych oskarżeń.

Od połowy wieku XIII inkwizytorom wolno było posyłać skazańca na tortury, instrukcje jednak wyraźnie zabraniały uwzględniania wydobytego na torturach zeznania jako materiału dowodowego, stąd w praktyce nie korzystano z tej możliwości zbyt często. Zupełną nowością w historii była przyjęta właśnie przez Inkwizycję zasada, iż człowiek niepoczytalny nie może być sądzony ani karany. Stąd wymogiem sądu była rozpoczynająca przewód obdukcja lekarska. Dokonujący jej medyk mógł, stwierdziwszy zły stan zdrowia, zabronić stosowania tortur, a stwierdzenie choroby psychicznej podsądnego automatycznie uwalniało go od wszelkiej odpowiedzialności.

Uniknąć kary można było zresztą także na wiele innych sposobów; instrukcje Inkwizycji przewidywały różnorakie formy łagodzenia wyroków i amnestii. Jeszcze w ostatniej chwili przed egzekucją skazany mógł publicznie ukorzyć się i uniknąć stosu.

Tę ostatnią karę stosowano jednak rzadko. Trybunały wymierzały głównie rozmaite kary kanoniczne, nakładały grzywny, nakazywały noszenie znaków hańby, wreszcie udział w “obrzędzie pojednania” - auto da fe. Wiele przeinaczeń dotyczących Inkwizycji Hiszpańskiej opiera się na kłamliwym utożsamieniu tego ostatniego obrzędu ze spaleniem na stosie. W istocie w większości wypadków miał on charakter całkowicie bezkrwawy - jego punktem kulminacyjnym było zapalenie… świec, trzymanych przez wyznających swe winy nawróconych heretyków. Gdy przyjęło się łączyć auto da fe z quemadero (stosem), liczba spalonych stanowiła z reguły kilka procent ogólnej liczby pokutników; w dużych auto da fe z udziałem ponad stu skazanych, bywało ich kilku, bardzo rzadko kilkunastu. Wystarczyło jednak, dzięki prymitywnej manipulacji słownikowej, utożsamić zapisane w dokumentach liczby uczestników auto da fe z liczbą spalonych na stosie, a już liczba rzekomych ofiar “inkwizycyjnego terroru” została w potocznej świadomości pomnożona kilkunastokrotnie.

Przymierzmy wiedzę, którą na temat Inkwizycji dysponujemy, do tła epoki. Do rzezi, jakie w tym czasie urządzali katolikom Henryk VIII lub Cromwell (Robert Steel w szanowanym dziele Social England pisze wręcz: “W Anglii liczba powieszonych za herezję przewyższa trzydzieści do czterdziestu razy analogiczne dane dla działalności Inkwizycji Hiszpańskiej”). Do morderstw dokonywanych przez Luteran i Hugenotów, do praktyki ówczesnego prawa karnego. Nawet szczególnie ponoć “krwawa” Inkwizycja Hiszpańska prezentuje się na ich tle niezwykle skromnie. Tym bardziej, że przecież Inkwizycja w większości wypadków spełniała zadanie, dla którego ją powołano - ocaliła spójność i byt katolickich królestw, zapobiegła wielu rewolucjom, rzeziom, wojnom domowym i masowym zbrodniom. Trzeba o tym koniecznie pamiętać, zanim przystąpi się do wyliczania w jej dziejach rzeczy, których człowiek dwudziestego wieku nie akceptuje.

Tym bardziej trudno o jakiekolwiek porównanie działalności Inkwizycji ze zbrodniami Rewolucji Francuskiej, kiedy to tylko w ciągu dwóch lat (1792 - 94) zamordowano 36.000 ludzi, w tym 12.000 bez żadnego w ogóle wyroku sądowego. Trudno znaleźć jakiekolwiek proporcje pomiędzy działalnością Inkwizycji a krwawą pacyfikacją katolickiej Wandei, czy ze zbrodniami Komuny Paryskiej, nie mówiąc już o stu kilkudziesięciu milionach ofiar dwudziestowiecznego komunizmu.

Mimo to nie słyszy się jakoś, aby komuś, kto odwołuje się do idei praw człowieka i obywatela, do wolności, równości i braterstwa, do sprawiedliwości społecznej albo republikanizmu, kazano wstydzić się i bić w piersi za owe miliony grobów, jakie po sobie te idee pozostawiły. Natomiast kilkuset skazanych przez Inkwizycję Hiszpańską, w cudowny sposób pomnożonych do dziesiątek, a nawet już setek (!) tysięcy, jest bezustannie przywołanych jako argument przeciwko katolicyzmowi i przy każdej okazji opatrywanych żądaniem jakichś specjalnych ekspiacji oraz pokut.

Ten stan rzeczy będzie się utrzymywał tak długo, jak długo pozwolimy naszym współczesnym trwać w historycznej ignorancji na ten temat. Przekazanie im prawdy o Inkwizycji i położenie kresu czarnej legendzie pozostaje wielkim zadaniem dla historyków i publicystów.

(Rafał A. Ziemkiewicz)

Opublikowany w Kościół, Media - Merdia | Komentarzy: 7 »

O. Rydzyk multimilionerem

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-07-28 (sobota)

Założony przez bezpiekę (tak się ogólnie podejrzewa) antypolski i antykatolicki szmatławiec “Wprost” obliczył, że o. Tadeusz Rydzyk dysponuje majątkiem, który pozwoliłby mu zająć 87. miejsce na liście najbogatszych Polaków. Wprawdzie majątek nie należy do o. Rydzyka (posiada on tylko rzeczy osobiste, zgodnie z reguła zakonu) - ale “Wprost”-ownikowi to nie przeszkadza: “gdyby uznać, że zakonnik jest właścicielem swojego imperium (dysponuje nim przecież bez żadnych ograniczeń), okazałby się multimilionerem.”

Rozumując w ten sam sposób: gdyby uznać, że minister obrony narodowej jest właścicielem wszystkich jednostek wojskowych, infrastruktury i sprzętu, a także wyższych uczelni wojskowych (dysponuje nimi przecież bez żadnych ograniczeń) - to byłby bogatszy od samego Gudzowatego, Solorza i Krauzego razem wziętych.

A gdyby uznać, że redakcja “Wprost” to pedofile, to należałoby ich wszystkich zamknąć.

Opublikowany w Media - Merdia | Komentarzy: 17 »

Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie…

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-07-14 (sobota)

Niemiecki dziennik “Frankfurter Allgemeine Zeitung” uznał za “pogardliwą” wypowiedź premiera Polski Jarosława Kaczyńskiego na temat niemieckich przeciwników Hitlera, którzy 20 lipca 1944 roku podjęli nieudaną próbę zabicia go i przejęcia władzy, a następnie ponieśli śmierć.

- Polskiemu premierowi brak jest dwóch doradców: takiego, którego by słuchał, oraz takiego, który potrafiłby wczuć się w duszę innych narodów. Gdyby miał tych dwóch doradców, to nigdy nie nazwałby niemieckiego ruchu oporu “rachitycznym spiskiem przeciwko Hitlerowi w 1944 roku” - pisze autor komentarza opublikowanego w sobotnim wydaniu konserwatywnej gazety.

“Zawsze dobrze jest wiedzieć, co obraża sąsiedni naród” - podkreśla “FAZ”. Komentator uważa, że można mówić “rzeczy lekkomyślne” o urzędujących politykach i ich pomysłach, jednak w gronie demokratów szydzenie z historycznego narodowego oporu przeciwko dyktaturom i totalitarnym reżimom jest po prostu głupie.

Jasne. Jedynie Niemcom wolno obrażać innych, w szczególności Polaków. Pogardliwie się wyrażać o polskiej gospodarce. Kpić z polskiego rządu i prezydenta. A nawet uczyć nas, jak nie być antysemitami (sic!).

Zresztą wypowiedź Kaczyńskiego była słuszna. Ruch oporu przeciwko nazizmowi po prostu nie istniał. Zamach na Hitlera nie miał nic wspólnego z oporem przeciwko nazizmowi. Chodziło o obalenie przywódcy, który zdradzał objawy paranoi. .onet-ad-main2-box { display: none }

Opublikowany w Media - Merdia, Polityka | Bez komentarzy

Precz z religią (ale nie każdą!) w szkołach.

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-07-05 (czwartek)

“Gazeta Wyborcza”, żydowskie pismo drukowane po polsku dla Polaków i chętnie przez nich kupowane, znów powróciła do swego ulubionego tematu: zwalczanie religii w szkołach. Chodzi nie tylko o usunięcie ocen z religii ze świadectw (”Wiary nie powinno się oceniać!”), ale w ogóle o usunięcie religii ze szkół (”Usuńmy w ogóle religię ze szkół”).

Nie wiem, co żydów obchodzi nasza religia i dlaczego mamy ją wyrugować ze szkół na ich żądanie. Warto jednak zwrócić uwagę publiczności na prawo, jakie posiadają gminy żydowskie w Polsce. Oto na stronie  http://warszawa.jewish.org.pl/ustawa.html  jest zapisane ni mniej, ni więcej, tylko - uwaga:

“12.1. Gminy żydowskie mają prawo do prowadzenia katechezy i nauczania religii na zasadach i w trybie przewidzianych w odrębnych przepisach.”

Jest jeszcze podpunkt o treści:

2. Oceny z religii wystawiane przez gminy żydowskie są umieszczane na świadectwach wydawanych przez szkoły publiczne.”

I wszystko jasne. Jedne poglądy dla gojów, inne dla “nasich”. Gojom pornografię i szkoły bez religii - “nasim” przyzwoite wychowanie w rodzinie i nauka Talmudu.

Opublikowany w Kościół, Media - Merdia | Komentarzy: 15 »

Media - dla idiotów

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-07-03 (wtorek)

Współczesny przeżuwacz papki medialnej (by nie rzec “gnoju medialnego”) jest, średnio rzecz biorąc, idiotą. Jego idiotym przejawia się nie tylko w braku elementarnego krytycyzmu, ale i w totalnej nieznajomości elementarnej arytmetyki i ślepocie na liczby.

Wykorzystując owo globalne zidiocenie, “międzynarodowe” media postępowe wciskają swym odbiorcom tak nieprawdopodobne bzdury, że w głowie się nie mieści, iż ktokolwiek może je kupić. Ostatnio namawiają pasażerów linii lotniczych aby przestali latać samolotami [i przerzucili się na co? rowery? euroskutery?] - bo spaliny samolotów mają wielki wpływ na globalne ocieplenie klimatu.

Całkowita masa gazów cieplarnianych wytwarzanych przez człowieka, to zaledwie jakieś 4-5% masy gazów wytwarzanych w sposób naturalny przez przyrodę, a więc ich wpływ na ocieplenie klimatu jest nieistotny. Z tego samoloty odpowiadają jedynie za niewielki ułamek tych czterech, czy może pięciu procent. I media każą nam wierzyć, a politycy powtarzają za nimi, jak kukiełki, że unikanie lotów samolotem może w jakikolwiek sposób przyczynić się do poprawy klimatu… zaś konsumenci gnoju medialnego to kupują. A ponieważ głupota jest powszechniejsza, niż rozum - są w większości, czyli demokratycznie mają rację. Demokracja jest bowiem triumfem liczby nad słusznością i racją.

Boże, Boże…

Opublikowany w Media - Merdia | Bez komentarzy

Brutalny, niedopuszczalny i chamski atak na Angelę Merkel

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-06-27 (środa)

Niemieckie media i politycy oburzeni są na tygodnik “Wprost”, na którego okładce kanclerz Angela Merkel przedstawiona jest jako macocha Europy karmiąca piersią braci Kaczyńskich.

Macocha EuropyWiceprzewodniczący frakcji liberalnej w Bundestagu Rainer Bruederle stwierdził, że fotomontaż w tygodniku “Wprost” jest pozbawiony smaku i nie przysłuży się do polsko-niemieckiej przyjaźni, a ekspert CSU do spraw zagranicznych Eduard Lintner pośrednio ostrzegł Polaków, że w takiej sytuacji Niemcy przestaną nam sprzyjać. “Polacy - jego zdaniem - przesadzają i powinni zaprzestać z pokazywaniem tak złego smaku, gdyż także satyra ma swoje granice“.

Większość niemieckich gazet na pierwszych stronach umieszcza fotomontaż tygodnika “Wprost” i nadaje im następujące tytuły: “Atak na niemiecką kanclerz”, “Polski magazyn szydzi z Merkel”, “Podły ‘piersiowy atak’ na kanclerz” czy też “Polacy szydzą z niemieckiego kanclerza”. Zdaniem większości komentatorów, jest to niedopuszczalna prowokacja.

Wszystko rozumiemy i wszystko jest jasne. Gdy swego czasu niemiecka chamska “satyra” dotyczyła polskiego prezydenta i premiera (nazwanych kartoflami) - Niemcy nie widzieli w niej nic złego, nie była ona pozbawiona smaku, a w dodatku pouczono nas, że Polacy powinni znać się na żartach, a satyrze nie wolno stawiać granic.

Teraz jednak dowiadujemy się nagle, iż - owszem - satyra ma swoje granice, poza którymi rozciąga się prowokacja, co nawet może zachwiać niewzruszoną przyjaźnią polsko-niemiecką. I co my, biedne żuczki, zrobimy, gdy Niemcy przestaną nam “sprzyjać”? Co będziemy czytać, jeśli pozamykają swe drukowane po polsku dla Polaków gazety? Kto nas będzie uczył kultury?

Opublikowany w Media - Merdia, Polityka | Komentarzy: 10 »

Kuba Wojewódzki zamieszany

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-05-14 (poniedziałek)

“Gwiazdor” prywatnej telewizji, Kuba Wojewódzki, jest zamieszany w handel naroktykami. Nie chcemy przesądzać sprawy, być może z dilerstwem nie miał nic wspólnego i to wszystko ma jedynie na celu obalenie niekwestionowanego autorytetu kulturalno-moralnego - ale oglądając go niesposób oprzeć się wrażeniu, iż jest na haju.

Opublikowany w Media - Merdia | Bez komentarzy

Michnik UB-eknął

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-05-10 (czwartek)

Michnik chlaAłtorytet moralny III Reczypospolitej, redaktor Szechter-Michnik, użala się w niemieckim piśmie “Die Welt”, iż Polska niszczy swoją ciężko wywalczoną wolność. Tak mu bowiem strasznie zależy na tym kraju. Żeby tej wolności mu nie niszczono. Zwłaszcza wolności dla wszelkiej maści sukinsynów, złodziei, zdrajców i agentów. Bo na nich stała III RP.

- Po roku 1989 Polska korzystała z owoców uwolnienia od komunizmu. Polska Solidarność spowodowała pokojowe przemiany. Dziś jednak koalicja, żądnych zemsty przegranych demokratycznego zwrotu, spycha kraj w nową niewolę… Solidarność kierowała się filozofią kompromisu, a nie zemsty… Chciała Polski dla wszystkich, a nie państwa podzielonego na wszechwładnych zwycięzców i uciskanych przegranych… Dziś Polska opanowana jest przez koalicję postsolidarnościowych rewanżystów, postkomunistycznych prowincjonalnych wichrzycieli, następców szowinistów z czasów sprzed II wojny światowej, grupy wrogie wobec obcokrajowców i antysemickie oraz środowisko Radia Maryja, tubę etnoklerykalnego fundamentalizmu  - nawija Michnik językiem identycznym z językiem UB-eków z czasów walki klasowej z “karłami reakcji”, “kułakami”, “podżegaczami wojennymi”, “sabotażystami” i inną ludzką mierzwą, skazaną na zagładę nieubłaganymi wyrokami historii, przewidzianymi przez tow. Lenina.

Skąd u Michnika taka troska o losy tego kraju? A no jasne, że chodzi o jego eurodeputowanego kumpla, “drogiego Bronisława” Geremka, który odmówił ponownego złożenia oświadczenia lustracyjnego, bo żadnych gojów nie będzie się słuchał - i w związku z tym stracił fajną posadę.

Pytanie do czytelników: czy ktoś zna w Polsce jakichś szubrawców, którzy by byli jeszcze gorsi od Adama Michnika i bardziej szkodzili Polsce? Chętnie się dowiem.

Opublikowany w Media - Merdia, Polityka | Komentarzy: 4 »

Sondaż

Opublikował/a Marucha w dniu 2007-03-31 (sobota)

Według sondażu “Rz” ponad połowa Polaków chciałaby powrotu Aleksandra Kwaśniewskiego do polityki.

Według innego sondażu okaże się, że ponad połowa Polaków pragnie powrotu cenzury, kartek na żywność i zakazu posiadania obcych walut.

Opublikowany w Media - Merdia | Bez komentarzy