Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Garść wrażeń z pobytu w lasach państwowych

Posted by Marucha w dniu 2007-09-26 (Środa)

Przed dwoma dniami wróciłem z inspekcji lasów, które – na szczęście, mimo planów ekonomicznych liberałów – są wciąż jeszcze państwowe i dzięki temu każdy ma nie tylko do nich wolny wstęp, ale może również pozyskiwać wspólne dobro, jakim jest runo leśne: grzyby, jagody, maliny, jeżyny, orzechy, zioła itp.

Tym razem inspekcja objęła teren Gorców, zahaczając o Beskid Sądecki i Małe Pieniny. Niestety, fatalna deszczowa pogoda, jakiej chyba nie doznałem w swojej całej karierze, wszystko popsuła i odbyłem tylko może 20 procent tych wędrówek, jakie sobie zaplanowałem z mapą w ręku. Szczególnie żal mi było zaplanowanego biwaku w namiocie na szczycie Lubania w oczekiwaniu na wschód słońca. Zamiast tego siedziałem trzy dni w schronisku, w deszczu, odcięty od świata, śmiertelnie się nudząc, bo nawet nie było z kim porozmawiać. Ratował mnie odtwarzacz MP3 z nagraniami około 160 odcinków „Rycerzy Trzech” Andrzeja Waligórskiego… a potem było podobnie.

Chylę czapki i kłaniam się nisko przed polskimi leśnikami: lasy są w doskonałym stanie, zadbane i piękne. Niestety, turyści zostawiają w nich śmieci, w tym te najgorsze: plastykowe butelki PET i reklamówki, które nie rozkładają się samorzutnie w przyrodzie, jak odpadki organiczne czy nawet metalowe puszki. Nie mogę pojąć, że jeden z drugim bęcwał potrafi wnieść pełną dwulitrową butelkę na szlak górski, ale nie ma już siły, aby pustą zgnieść i zabrać ze sobą z powrotem w plecaku lub torbie, lecz ciska ją pod krzak albo nawet zostawia wprost na ścieżce.

Jeśli chodzi o schroniska górskie, to moim zdaniem poronionym pomysłem było komercyjne potraktowanie ich jako obiektów mających przynosić dochód. Skutkiem tego noclegi stają się zbyt drogie dla młodzieży i studentów, gdyż ajent, opłaciwszy z góry niemałą kwotę spółce PTTK-owskiej „Karpaty”, musi podnosić ceny. Rozsądniej byłoby, moim zdaniem, pobierać od ajenta np. 30% czy 40% czystych jego dochodów pod koniec sezonu. Ponadto schroniska górskie winny być uważane za taki sam obiekt kulturalny, jak np. muzea, a więc być dofinansowywane przez państwo. Tu chodzi o naprawdę śmiesznie małe sumy w porównaniu z innymi wydatkami. Komercjalizacja schronisk sprawia, iż coraz częściej obejmują je ludzie w ogóle nie interesujący się górami, lecz traktujący je jako swoisty pomysł na biznes – w braku czegoś lepszego.

Z moich pobieżnych i subiektywnych obserwacji wynika, iż owce jakby powoli wracały w góry, choć daleko jeszcze do czasów świetności z lat 60-tych i 70-tych. Amatorom oscypków polecam 30-letnią bacówkę na Hali Długiej pod Turbaczem koło czerwonego szlaku. Nie jest to żadna sklecona naprędce dla turystów budka przy szosie, lecz autentyk: mieszkają tam w sezonie ludzie, pasą się owce – a oscypek wspaniale chrzęści w zębach, co jest dowodem, iż użyto do niego owczego mleka. Owce wypasa się też w Małych Pieninach, np. pod Durbaszką.

Na zakończenie – dwa zdjęcia.

Małe Pieniny po stronie słowackiej
Małe Pieniny po stronie słowackiej. Widać resztki zabudowań (niektóre całkiem dobrze zachowane) jakie powstały dla potrzeb filmu „Janosik”. Mimo upływu ponad 30 lat, nikt ich nie podpalił ani nie zwandalizował. Dziwni są ci Słowacy…

Pod Bereśnikiem
Bardzo przyjemne schronisko Pod Bereśnikiem. Doskonała kuchnia i kierownik, który lubi góry i się na nich zna.

Komentarze 4 to “Garść wrażeń z pobytu w lasach państwowych”

  1. ciemnogród said

    Witam Pana Gajowego po powrocie z lasów!
    Jak to dobrze, że nic złego Pana nie trafiło!
    Miło czytało mi się Pana wspominki z lasów, ja również bardzo lubię tam przebywać i dosyć często to robię w czasie letniego urlopu oraz podczas niedzielnych spacerów.
    Podobna komercjalizacja dotknęła tzw. stanice wodne na szlaku Krutyni. Firma zwana do tej pory PTTK odnajmuje je ajentom, a ci ściągają kogo się da i w efekcie kajakarze źle się czują na terenie tych stanic. Ponadto są to właściwie pensjonaciki z prądem, glazurą, betonowymi alejkami i tym podobnymi wynalazkami, które są fajne na co dzień ale na urlopie to ja (nie tylko) wolę chodzić boso po trawie i spać w namiocie na leśnym polu namiotowym, gdzie nie ma tych wszystkich wynalazków. Tymczasem właśnie te Lasy Państwowe (region Olsztyn) zlikwidowały na szlaku Krutyni WSZYSTKIE małe, leśne pola namiotowe. Nie rozumiem dlaczego. Tymczasem te same Lasy Państwowe ale region Augustów ( albo Białystok – nie znam się na tym) na szlaku Czarnej Hańczy utrzymują bardzo dużo takich małych leśnych pól. Nie ma tam żadnego problemu z legalnym rozbiciem namiotu. Natomiast na Krutyni jest to problem. I o co tu chodzi? Dlaczego Lasy Państwowe na Krutyni nie lubią kajakarzy?

    Serdeczne pozdrowienia.

  2. freemind said

    Zdjęcia – pierwsza klasa. Bliska mojemu sercu osoba właśnie kończy studia i zostaje panią mgr leśniczyną 😉 Cóż z tego, że czasem pachniała drzewem, lepsze to niż najlepszy perfum ;]

  3. Marucha said

    No to życzę Panu wiele szczęścia osobistego z panią mgr leśnictwa! Zapach drzewa jest piękny, podobnie jak zawód leśnika.
    Nb. mój ś.p. Ojciec był również mgr inż. leśnikiem, ukończył SGGW i pracował przez wiele lat w Instytucie Badawczym Leśnictwa. Bardzo kochał las…

  4. freemind said

    Moje zamiłowanie do lasu jest równie duże, choć czas i okoliczności są przeszkodą. To chyba kwestia wakacyjnych wspomnień z domu dziadków, gdzie w pobliżu rósł las, oraz umiłowania drzew przez Mistrza Tolkiena, które przeszło w jakiś sposób na mnie. Tolkien uważał, że olvary, czyli pierwiastek roślinny, jest równie istotny, jak kelvary (zwierzęta). Poza tym, w drzewach czuć historię, podobnie jak zresztą w górach, ale szum wiatru w gałęziach jest dużo lepszą melodią dla serca, niż nagi, oziębły szczyt.

Sorry, the comment form is closed at this time.