Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Adrian o Wolne tematy (67 – …
    Adrian o Wolne tematy (67 – …
    Mg-42 o Katolicyzm, kapitalizm i …
    Marek Rogalski o Operacja na Ukrainie a globaln…
    revers o Operacja na Ukrainie a globaln…
    revers o Operacja na Ukrainie a globaln…
    NICK o Wolne tematy (67 – …
    NICK o Wolne tematy (67 – …
    NICK o Wolne tematy (67 – …
    NICK o Operacja na Ukrainie a globaln…
    Kura domowa o Wolne tematy (67 – …
    Piotr B. o Operacja na Ukrainie a globaln…
    Yagiel o Wolne tematy (67 – …
    Lily o Wolne tematy (67 – …
    Us o Operacja na Ukrainie a globaln…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 621 obserwujących.

Goldman Sachs – maszyna do robienia baniek

Posted by Marucha w dniu 2009-10-30 (Piątek)

Tekst opublikowany w „Przekroju” 37/2009. Oryginał na stronie: http://www.rollingstone.com/politics/story/29127316/the_great_american_bubble_machine

OD AKCJI FIRM HI-TECH PO WYSOKIE CENY GAZU:
GOLDMAN SACHS UKNUŁ KAŻDĄ WIĘKSZĄ MANIPULACJĘ RYNKOWĄ OD CZASÓW WIELKIEGO KRYZYSU – I WŁAŚNIE SZYKUJE SIĘ DO KOLEJNEJ
 
Pierwsza rzecz, którą powinniście wiedzieć o Goldmanie Sachsie, to fakt: jest on wszędzie. Ten najpotężniejszy na świecie bank inwestycyjny jest jak wampirzyca; mątwa oplatająca swymi ramionami całą ludzkość, bezlitośnie przysysająca się wszędzie tam, gdzie czuć zapach pieniędzy. W rzeczy samej historię najnowszego kryzysu ekonomicznego, która przypomina dzieje błyskawicznego schyłku i upadku puszczonego w samych skarpetkach amerykańskiego imperium, czyta się jak spis wychowanków Goldmana Sachsa.

Dziś znamy już najważniejszych graczy. Henry Paulson jako ostatni sekretarz skarbu w administracji George”a W. Busha i eksszef banku Goldman Sachs był architektem planu finansowego wsparcia upadających instytucji finansowych. Polegał on na wpompowaniu miliardów dolarów podatnika w firmy prowadzone przez starych kumpli z Wall Street.
Robert Rubin, sekretarz skarbu w administracji Billa Clintona, spędził w Goldmanie 26 lat, zanim został prezesem Citigroup, które dzięki planowi Paulsona dostało 300 miliardów dolarów. John Thain, szef Merrill Lynch, a przy okazji wyjątkowy dupek, kupił sobie do biura dywan za 87 tysięcy dolarów, kiedy jego firmie groziło bankructwo. Ten były bankier u Goldmana Sachsa także dostał od Paulsona wielomiliardowe wsparcie. Paulson wydał miliardy rządowych dolarów, by wspomóc Bank of America ratujący upadające przedsiębiorstwo Thaina. Robert Steel, szef Wachovii i oczywiście były pracownik Goldmana, załatwił sobie i reszcie kierownictwa 225 milionów dolarów, dzięki czemu miał miękkie lądowanie, gdy jego bank ulegał samozagładzie.

Są też Joshua Bolten, szef kancelarii Busha podczas bailoutu, i Mark Patterson, obecny szef personelu w ministerstwie skarbu, który jeszcze rok temu był lobbystą Goldmana, a także Ed Liddy, były dyrektor Goldmana, którego Paulson postawił na czele uratowanego przed bankructwem giganta ubezpieczeniowego AIG. Ten zaś, gdy tylko Liddy pojawił się na pokładzie, przetransferował ponad 13 miliardów dolarów do Goldmana.

Szefowie banków centralnych Włoch i Kanady to też byli alumnowie Goldmana, tak jak prezes Banku Światowego, prezes giełdy w Nowym Jorku i dwaj ostatni szefowie nowojorskiego Banku Rezerw Federalnych – który, przez przypadek, odpowiada teraz za nadzorowanie Gołdmana – żeby nie wspomnieć…

No właśnie, próba napisania historii o wszystkich byłych pracownikach Goldmana Sachsa zajmujących tam wpływowe stanowiska to zadanie niewykonalne. To tak, jakby się chciało zrobić listę wszystkiego. Wam wystarczy jednak ogólny obraz: jeśli Ameryka umiera, Goldman Sachs zrobi wszystko, by zarobić na jej pochówku. W zachodniej demokracji kapitalistycznej istnieje bowiem nieszczęsna luka – nikt nie przewidział, że w społeczeństwie, które biernie poddaje się rządom wolnego rynku i wolnych wyborów, zorganizowana chciwość musi wziąć górę nad niezorganizowaną demokracją.

Dzięki swojej bezprecedensowej potędze i wpływom Goldman Sachs zrobił z Ameryki jeden wielki przekręt w stylu pump-and-dump (polegający na sztucznym windowaniu cen akcji), przez wiele lat manipulując całymi sektorami gospodarki. Gdy jakiś rynek upadał, gra przenosiła się na inny, a bank nieustannie żywił się pieniędzmi wyciskanymi z kieszeni zwykłych ludzi przez wysokie ceny gazu, rosnące raty kredytów konsumenckich, fundusze emerytalne, masowe zwolnienia czy wreszcie podatki, które pójdą na pokrycie kosztów drogich planów ratunkowych.

Pieniądze, które tracicie, gdzieś przecież lądują. Dosłownie i w przenośni lądują w banku Goldman Sachs. Ten bank to ogromna i wysoce wyspecjalizowana maszyna przetwarzająca bogactwo całego społeczeństwa na czysty zysk kilku bogaczy.

Recepta jest stosunkowo prosta: Goldman ustawia się w samym środku bańki spekulacyjnej, oferując papiery wartościowe, o których wie, że są gówno warte. Następnie bank zgarnia ogromne sumy od drobnych i średnich inwestorów przy wydatnej pomocy kalekiego i skorumpowanego państwa, które pozwala Goldmanowi na zmianę reguł podczas gry w zamian za parę groszy jałmużny, kompletnie nieistotnych z punktu widzenia banku. Kiedy bańka wreszcie pęka, a miliony zwykłych ludzi bankrutują i popadają w nędzę, Goldman zaczyna cały proces od nowa. Jego bankierzy, twierdząc, że niosą nam ratunek, pożyczają nam nasze własne pieniądze na procent i przedstawiają siebie jako ludzi pozbawionych żądzy pieniądza, jako ekipę bystrych facetów, którzy muszą przecież jakoś zadbać o to, żeby finansowy interes się kręcił. Robią ten sam numer od lat 20. ubiegłego wieku i właśnie mają zamiar znów go powtórzyć, tworząc coś, co może się okazać największą bańką w historii.

Jeśli chcecie się dowiedzieć, w jaki sposób doszło do finansowego kryzysu, musicie najpierw zrozumieć, gdzie wyparowały pieniądze. A żeby to pojąć, musicie też zrozumieć, czego do tej pory całkowicie bezkarnie dokonywał bank Goldman Sachs. Oto historia pięciu baniek, w tym zeszłorocznej, dziwnej i pozornie niedającej się wytłumaczyć zwyżki cen ropy. W każdej z tych baniek było wielu przegranych, często wykupionych następnie przez państwo. Ale Goldman Sachs nigdy do przegranych nie należał.

PIERWSZA BAŃKA – Wielki Kryzys
Bank Goldman Sachs nie od zawsze był wielkim behemotem napakowanego sterydami kapitalizmu wyznającym dewizę „zabij albo zgiń”. Był nim prawie od zawsze. Założony został w 1869 roku przez niemieckiego imigranta Marcusa Goldmana do spółki z zięciem Samuelem Sachsem. Obaj byli pionierami w dziedzinie papierów wartościowych. To elegancki sposób na określenie krótkoterminowych pożyczek, których udzielali drobnym przedsiębiorcom na Manhattanie, ponieważ owe „papiery wartościowe” zwane IOU (od angielskiego I Owe You), były po prostu wypisywanymi odręcznie wekslami, którymi obracali Goldman z Sachsem.
Pewnie potraficie sobie wyobrazić pierwsze sto lat działalności biznesu Goldmana Sachsa: dzielny bank inwestycyjny prowadzony przez imigrantów walczy z przeciwnościami losu i bez żadnej pomocy z zewnątrz robi grubą kasę.
W tej zamierzchłej historii jest tylko jeden epizod wart gruntownej analizy dzisiaj, w świetle ostatnich wydarzeń – katastrofalne zaangażowanie Goldmana w spekulacyjne operacje poprzedzające wielki krach na Wall Street pod koniec lat 20. ubiegłego wieku.
Wielka katastrofa finansowa z tamtych lat ma kilka cech, które mogą nam się wydać znajome. Głównym narzędziem służącym do wyłudzania pieniędzy od naiwnych inwestorów był wówczas imwestment trust. Podobnie do dzisiejszych funduszy powierniczych trusty – przynajmniej teoretycznie – inwestowały pieniądze dużych i małych inwestorów w liczne notowane na Wall Street akcje i papiery wartościowe, choć informacje o konkretnych inwestycjach i ich wartości często nie trafiały do wiadomości opinii publicznej. Ale zwykły obywatel mógł zainwestować w trust 10 albo 100 dolarów i mieć poczucie, że jest wielkim graczem. Zupełnie jak w latach 90. XX wieku, kiedy pojawiły się nowe narzędzia i możliwości, takie jak day trading i e-trading, które przyciągnęły całe stada naiwniaków chcących poczuć, że są kimś. Wtedy trusty inwestycyjne wciągnęły całe rzesze zwykłych ludzi w spekulacyjną grę.
Goldman wskoczył do tej gry późno, ale z ogromnym impetem. Pierwszym wehikułem inwestycyjnym była Goldman Sachs Trading Corporation (GSTC); bank wyemitował milion jej akcji po 100 dolarów za sztukę, sam wykupił je za własne pieniądze i sprzedał 90 procent tych akcji napalonym inwestorom po 104 dolary za jedną. Następnie GSTC zaczęła jak szalona kupować swoje własne akcje, wciąż podbijając ich cenę. W końcu, gdy były warte wielokrotnie więcej niż na początku, sprzedała część udziałów, by za uzyskane pieniądze otworzyć nowy trust – Shenandoah Corporation. Ten, rzecz jasna, także wypuścił miliony akcji, na które rzucili się chętni inwestorzy, a za uzyskane pieniądze Shenandoah powołała kolejny trust – Blue Ridge Corporation. W ten sposób każdy trust inwestycyjny służył jako fasada niekończącej się piramidy, w której tak naprawdę Goldman chował się za Goldmanem. Z 7 250 000 akcji Blue Ridge 6 250 000  należało do Shenandoah Corporation, która oczywiście w większej części należała do Goldman Trading.

Efekt był taki (czy ten scenariusz nie wydaje się wam znajomy?), że powstał łańcuch pożyczonych pieniędzy, który musiał kiedyś się zerwać, gdy tylko jedno z ogniw zacznie szwankować. Zasada działania tego mechanizmu jest prosta (dziś zwiemy ją lewarem finansowym). Mamy dolara i na tej podstawie pożyczamy jeszcze 9 dolarów. Teraz mamy 10 dolarów, więc pożyczamy kolejnych 90. Następnie, kiedy mamy sto dolarów (a zachwyceni inwestorzy wciąż przynoszą nam swoje pieniądze), zbieramy z rynku i inwestujemy kolejne 900 dolarów. Jeśli jednak ostatni z trustów zaczyna tracić, nie mamy pieniędzy, żeby zapłacić inwestorom, i wszyscy bankrutują.

W jednym z rozdziałów książki „The Great Crash, 1929” („Wielki Kryzys, 1929”) zatytułowanym „In Goldman Sachs We Trust” (nawiązanie do zdania „In God We Trust” na banknotach dolarowych) słynny ekonomista John Kenneth Galbraith przedstawił trusty Blue Ridge i Shenandoah jako klasyczne przykłady szaleństwa inwestowania lewarowego. Trusty według Galbraitha były główną przyczyną historycznego kryzysu. W przeliczeniu na dzisiejsze dolary straty banku wyniosły ogółem 475 miliardów dolarów. „Trudno się nie zdumieć, gdy się pomyśli, jaka wyobraźnia musiała stać za tak gargan-tuicznym szaleństwem – zauważa Galbraith. W myśl zasady: jeśli szaleć, to z maksymalnym rozmachem”.

DRUGA BAŃKA – Spółki internetowe
Przenieśmy się teraz o 65 lat do przodu. Goldman nie tylko przetrwał kryzys, który zmiótł z powierzchni ziemi wielu oszukanych przezeń inwestorów, ale nawet stał się głównym gwarantem emisji akcji najpotężniejszych i najbogatszych amerykańskich korporacji. Dzięki Sidneyowi Weinbergowi, który przeszedł drogę od pomocnika sprzątacza do szefa firmy, Goldman został pionierem wprowadzania akcji spółek do obrotu giełdowego (z angielskiego IPO, czyli Initial Public Offering),jedne-go z głównych i najbardziej lukratywnych sposobów, dzięki którym firmy zdobywają pieniądze. W latach 70. i 80. XX wieku Goldman nie miał może aż tak potężnych wpływów politycznych na całym świecie, jakie ma dzisiaj, ale był już firmą z najwyższej półki, szanowaną za to, że przyciąga największe talenty na Wall Street. Był także, co dziwne, szanowany za swoją względnie stałą etykę i cierpliwe podejście do inwestycji, które nie przynoszą szybkiego zysku. Wszyscy menedżerowie na kierowniczych stanowiskach musieli nauczyć się firmowej man-try „długoterminowej chciwości” i do niej się zastosować. Jeden z byłych pracowników banku, który odszedł na początku lat 90., wspomina, jak jego szefowie zrezygnowali z bardzo lukratywnej transakcji, twierdząc, że w przyszłości przyniesie ona straty. – Oddaliśmy pieniądze inwestorom, którzy weszli z nami w ten układ – opowiada. – Wszystko, co robiliśmy, było legalne, lecz zasada długoterminowej chciwości mówi, że nie chcemy uzyskać takiego krótkoterminowego zysku kosztem klientów, którzy mogliby potem się od nas odwrócić.
I wtedy coś się wydarzyło, choć trudno dziś powiedzieć, co konkretnie. Być może chodziło o to, że jeden z prezesów Goldmana Robert Rubin na początku lat 90. poszedł za Billem Clintonem do Białego Domu, gdzie stanął na czele Narodowej Rady Ekonomicznej, a potem został sekretarzem skarbu. Amerykańskie media z upodobaniem powtarzały historię dwóch ludzi z pokolenia baby boom,yuppies, którzy opanowali Biały Dom, a jednocześnie jawnie uwielbiały Rubina, przedstawiając go jako najbardziej inteligentnego człowieka na świecie, zdecydowanie wyprzedzającego swoim geniuszem Newtona, Einsteina, Mozarta i Kanta razem wziętych.
Rubin był wzorem goldmanowskiego bankiera. Urodził się prawdopodobnie w garniturze za cztery tysiące dolarów, jego twarz wydawała się na zawsze zamrożona w przepraszającym grymasie typu „przykro mi, że tak bardzo przerastam cię inteligencją”. Wyglądał, jakby był niezdolny do emocji jak Spock ze „Star Treka”. Jego jedyne ludzkie uczucie, jakie można sobie wyobrazić, to koszmar, że oto zmuszony jest latać w klasie ekonomicznej. Wręcz narodowym dogmatem stało się przekonanie, że cokolwiek Rubin wymyśli, jest to najlepsze dla gospodarki. Zjawisko to osiągnęło szczyt w roku 1999, kiedy pojawił się na okładce „Time”a” wraz ze swym zastępcą Lanym Summersem i szefem Fed Ala-nem Greenspanem. Tytuł nad ich głowami głosił: „Komitet zbawienia świata”.
A co wymyślał Rubin? Od początku jasno wyrażał przekonanie, że panaceum na wszystko jest wolny rynek i należy walczyć ze wszelkimi regulacjami ograniczającymi przedsiębiorstwa i giełdę. Podczas jego kadencji na stanowisku sekretarza skarbu administracja Clintona dokonała całej serii ruchów, które miały drastyczne konsekwencje dla światowej gospodarki. Poczynając od klęski Rubina, którą poniósł, próbując okiełznać kolegów z Goldmana osiągających obsceniczne wręcz zyski na transakcjach krótkoterminowych.
Oszustwo związane z bańką internetową jest dosyć proste – nawet ekonomiczny analfabeta zrozumie, o co chodzi. Firmy, które warte były niewiele więcej niż pomysły na biznes nagryzmolone na kawiarnianej serwetce przez cierpiących na bezsenność palaczy trawki, dostały się na giełdę przez IPO, reklamowane były w mediach i sprzedawane inwestorom za grube miliony. Mówiąc obrazowo, bankierzy z banku Goldman Sachs obwiązywali melony wstążeczkami, a następnie wyrzucali je z 50. piętra i w czasie ich lotu przyjmowali zlecenia inwestorów. W tej grze wygrywałeś tylko wtedy, gdy zdążyłeś wycofać swoje pieniądze, zanim melon sięgnął bruku.
Teraz wydaje się to oczywiste, ale wówczas przeciętny inwestor nie wiedział, że banki zmieniły reguły gry, przedstawiając transakcje jako znacznie korzystniejsze, niż były w rzeczywistości. Zbudowały one dwuwarstwowy system inwestowania – jeden dla ludzi z wewnątrz, którzy znali prawdziwe liczby, drugi dla niezorientowanych inwestorów rozpaczliwie ścigających się z rosnącymi cenami, o których banki od początku doskonale wiedziały, że są oderwane od rzeczywistości. Kilka lat później Goldman nauczył się już, w jaki sposób wykorzystywać zmiany w uregulowaniach prawnych, ale jeszcze w czasach przekrętu internetowego główną wprowadzoną przez niego innowacją było zaniechanie kontroli jakości w swojej branży.
Od czasów Wielkiego Kryzysu istniały surowe przepisy regulujące zasady underwritingu [który dalej tłumaczyć będziemy jako „poręczenie” lub „gwarantowanie” emisji, to umowa pomiędzy firmą a wprowadzającym ją na giełdę bankiem inwestycyjnym polegająca
w uproszczeniu na tym, że bank – w przypadku braku zainteresowania inwestorów – zobowiązuje się do kupienia pewnej puli akcji, tak by emisja doszła do skutku; bank inwestycyjny otrzymuje wynagrodzenie za taką transakcję bądź w określonej kwocie, bądź poprzez prawo do zakupu akcji po preferencyjnej cenie – przyp. red.],
do których stosowano się na Wall Street podczas wprowadzania spółek na giełdę – mówi dyrektor jednego z dużych funduszy hedgingowych. – Firma musiała działać w branży przez co najmniej pięć lat i wykazać się zyskami przez trzy kolejne lata. Te zasady wyrzucono jednak na śmietnik – dodaje. Goldman wykorzystywał naiwność klientów, wciskając im kit na temat lipnych akcji: – Ich analitycy twierdzili, że akcje firmy Bullshit.com warte są sto dolarów za sztukę.
Problem polegał na tym, że nikt nie powiedział inwestorom, iż zmieniły się zasady gry. – Ale wszyscy wewnątrz banku o tym wiedzieli – opowiada dyrektor funduszu. – Bob Rubin musiał znać standardy udzielania gwarancji. Nie zmieniły się przecież od lat 30. ubiegłego wieku.
Jay Ritter, profesor finansów na University of Florida, który specjalizuje się w ofertach publicznych, mówi, że banki takie jak Goldman Sachs doskonale wiedziały, iż na wielu firmach, które promowały, nie da się zarobić. – Na początku lat 80. ludzie z Goldmana Sachsa wymagali, żeby firma przynosiła zyski przez trzy lata. Potem skrócili ten czas do jednego roku, następnie do kwartału. W czasach bańki internetowej nie wymagano już nawet, by firma miała nadzieję na jakiekolwiek zyska w dającej się przewidzieć przyszłości.
Goldman zaprzeczał, jakoby zmienił swoje zasady gwarantowania emisji podczas bańki internetowej, ale z jego własnych statystyk wynika co innego. Teraz – tak samo jak w czasach trustów inwestycyjnych z lat 20. XX wieku – Goldman zaczynał ostrożnie, ale kiedy już się rozkręcił, rozpętał istne szaleństwo. Na początku boomu technologicznego w 1996 roku wprowadził na giełdę słabą finansowo i mało znaną firmę Yahoo!, a następnie został niekwestionowanym królem tego typu operacji. Z 24 firm, które wprowadził na giełdę w 1997 roku, jedna trzecia przynosiła straty. W1999 roku, w samym szczycie boomu, wprowadził na giełdę 47 firm, w tym tak poronione projekty jak Webvan czy eToys, a także oferty inwestycyjne, które były współczesnymi odpowiednikami Blue Ridge czy Shenandoah. W ciągu pierwszych czterech miesięcy następnego roku udzielił gwarancji 18 firmom, mimo że 14 z nich przynosiło straty. Jako wiodący gwarant firm
 internetowych Goldman zapewniał wtedy o wiele bardziej nieobliczalne zyski niż jego konkurenci: w 1999 roku cena firmy wprowadzanej przez Goldmana na giełdę podczas pierwszego notowania była wyższa od ceny z oferty publicznej średnio o 281 procent. Średnia dla Wall Street wynosiła 181 procent.
Jak udało się Goldmanowi osiągnąć tak niebywałe rezultaty? Jedna odpowiedź jest taka, że stosowano praktykę zwaną laddering. To elegancki sposób na określenie tego, jak bank manipulował cenami akcji spółek wchodzących na giełdę. Oto jak to się odbywa: powiedzmy, że jesteście przedstawicielami banku Goldman Sachs i przychodzi do was firma Bullshit.com z prośbą, żebyście wprowadzili ją na giełdę. Zgadzacie się na warunkach standardowych dla branży: określacie, ile akcji zostanie wypuszczonych, wyceniacie je i zabieracie prezesa Bullshit.com „w trasę”, żeby pogadał z inwestorami. Wszystko to za konkretną opłatą (zwykle sześć-siedem procent wartości oferty). Następnie przyrzekacie swoim najlepszym klientom prawo zakupu dużej liczby akcji giełdowego debiutanta, proponując przy tym niską cenę ofertową – załóżmy, że cena wywoławcza akcji Bullshit.com wynosi 15 dolarów – w zamian za obietnicę, że później kupią oni więcej akcji na wolnym rynku. Dzięki temu pozornie prostemu żądaniu zyskujecie wiedzę „od środka” o tym, co będzie się działo ze spółką Bullshit.com po jej giełdowym debiucie. Wiedzę, której nie mają naiwni spekulanci działający według określonego schematu: wiadomo, że pewna liczba klientów, którzy kupili pewną liczbę akcji po 15 dolarów, kupi także akcje po 20 i 25 dolarów, gwarantując, że cena wzrośnie do 25 dolarów i więcej. W ten sposób Goldman mógł sztucznie podnosić ceny nowych spółek, co oczywiście było dla banku korzystne – sześcioprocentowa prowizja od 500 milionów zarobiona na wprowadzeniu Bullshit.com na giełdę to poważna suma.

Goldman był niejednokrotnie pozywany przez akcjonariuszy za laddering przy okazji wprowadzania na giełdę spółek internetowych takich jak Webvan czy NetZero. Nieuczciwe praktyki zwróciły także uwagę Nicholasa Maiera, jednego z menedżerów funduszu
 hedgingowego Cramer & Co. kierowanego wówczas przez znanego obecnie z telewizyjnej gadki szmatki dupka Jima Cramera, który sam zdobywał szlify u Goldmana. Maier powiedział agentom amerykańskiej komisji papierów wartościowych i giełd (SEC), że kiedy w latach 1996-1998 pracował dla Cramera, był wielokrotnie zmuszany do angażowania się w laddering – za każdym razem, gdy wchodził z Goldmanem w układy dotyczące wprowadzenia jakiejś spółki na giełdę.
– Ludzie Goldmana, z tego co sam zaobserwowałem, byli najgorszymi przestępcami –
– mówi Maier. – To oni nadmuchali tę bańkę i spowodowali, że załamał się rynek. Akcje po sztucznie zawyżonych cenach były ostatecznie kupowane przez niepodejrzewających niczego szaraków – mówi. W 2005 roku Goldman zgodził się zapłacić 40 milionów dolarów nałożonej przez SEC kary za stosowanie ladderingu – mizerna kara w porównaniu z gigantycznymi zyskami banku z tej niecnej praktyki (Goldman zaprzecza, jakoby kiedykolwiek dopuścił się działań niezgodnych z prawem; odmówił także komentarza na potrzeby tego artykułu).
Inną stosowaną przez bank Goldman metodą podczas internetowego boomu był spinning, lepiej znany jako łapówkarstwo. Bank inwestycyjny proponował dyrektorom spółek, które wchodziły na giełdę, akcje za bardzo niską cenę w zamian za wybór tego właśnie banku jako gwaranta emisji w przyszłości. Banki zaangażowane w spinning manipulowały następnie cenami akcji firm wchodzących na giełdę – upewniając się, że tanie akcje, które trafiały do przekupionych ludzi wewnątrz spółki, będą szybko drożały, zapewniając duże zyski kilku wybrańcom. Czyli zamiast ustalenia ceny ofertowej akcji Bullshit.com na poziomie 20 dolarów bank proponował prezesowi Bullshit.com milion akcji jego własnej firmy po 18 dolarów za jedną w zamian za przyszłe układy biznesowe – w efekcie okradając wszystkich udziałowców Bullshit.com. Pieniądze, które powinny stanowić zysk spółki, lądowały na prywatnym koncie jej prezesa.
Kiedyś Goldman złożył ponoć nawet specjalną, wielomilionową ofertę prezesowi eBay Meg Whitman, która zresztą później, w zamian za przyszłe przysługi biznesowe, znalazła się w zarządzie banku. Według raportu House Financial Semces Committee z 2002 roku Goldman złożył specjalne oferty sprzedaży akcji dyrektorom 21 firm, które wprowadzał na giełdę, między innymi współzałożycielowi Yahoo! Jerry”emu Yangowi i dwóm spośród największych kryminalistów ery skandali finansowych – Dennisowi Kozlowsky”emu z Tyco i Kenowi Layowi z Enronu. Goldman z oburzeniem zaprzeczył informacjom zawartym w raporcie i nazwał je „bezczelnym fałszowaniem rzeczywistości”. Niedługo potem władze stanu Nowy Jork rozpoczęły śledztwo w sprawie spinningu i innych manipulacji finansowych Goldmana. Bank bez szemrania zapłacił 110 milionów dolarów grzywny.

Manipulowanie cenami akcji firm wchodzących na giełdę nie było jedynie niewinnym zabiegiem mającym na celu uzyskanie dodatkowych bonusów – mówił sprawujący w owym czasie urząd prokuratora generalnego Eliot Spitzer. – Było nielegalnym sposobem na pozyskiwanie nowych kontrahentów przez bank inwestycyjny.
Tego typu praktyki uczyniły bańkę internetową jedną z największych katastrof finansowych w historii: jej pęknięcie obniżyło wartość spółek notowanych na NASDAQ o pięć bilionów dolarów. Ale prawdziwym skandalem nie były pieniądze, które stracili akcjonariusze, tylko pieniądze, które zyskali bankierzy banków inwestycyjnych wynagradzani potężnymi premiami za manipulowanie rynkiem. Zamiast dać bankierom z Wall Street lekcję, że bańka musi pęknąć, lata internetowych przekrętów udowodniły im, że w czasach swobodnego przepływu kapitału i spółek publicznych bańkę bardzo łatwo nadmuchać, a indywidualne profity są tym większe, im większe szaleństwo ogarnia rynek.
Nigdzie twierdzenie to nie było prawdziwsze niż w banku Goldman Sachs. Pomiędzy rokiem 1999 a 2002 firma wydała 28,5 miliarda dolarów na wynagrodzenia i dodatkowe premie – średnio 350 tysięcy dolarów na pracownika rocznie. Te liczby warto przypomnieć, bo głównym spadkiem po internetowym boomie jest to, że gospodarkę w dużej mierze napędza dziś dążenie do ogromnych pensji i bonusów, których wypłacanie stało się możliwe dzięki kolejnym bańkom finansowym. Obowiązująca w Goldmanie Sachsie zasada długoterminowej chciwości rozpłynęła się w powietrzu, kiedy okazało się, że trzeba łapać, co się da, zanim melon sięgnie bruku.
Rynek przestał być miejscem rządzącym się rozumem, miejscem, gdzie można prowadzić normalne, przynoszące zysk interesy. Stał się Oceanem Cudzych Pieniędzy, do którego bankierzy wszelkimi dostępnymi im środkami ściągają wielkie sumy i próbują przerobić je na premie i wypłaty tak szybko, jak to możliwe. I mniejsza o to, że 50 spółek internetowych, które za pomocą nieuczciwych metod hddeńngu i spinningu udało się wypchnąć na giełdę, splajtowało już po roku. Zanim Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd nałoży na ciebie karę w wysokości 110 milionów dolarów, jacht, który kupiłeś za pieniądze zarobione na machlojkach, będzie miał sześć lat. Zresztą i tak nie będziesz już wtedy pracował w Goldmanie, tylko zostaniesz sekretarzem skarbu albo gubernatorem stanu New Jersey. Jednym z najzabawniejszych momentów w historii ostatniego amerykańskiego załamania finansowego było wystąpienie gubernatora New Jersey Jona Corzine’a, który kierował bankiem Goldman Sachs w latach 1994-1999 i odszedł z 320 milionami w kieszeni. Zarobił  je na akcjach spółek wprowadzanych przez bank na giełdę. W 2002 roku oświadczył, że nigdy w życiu nie słyszał nawet terminu laddering.
Dla banku, który wydawał siedem miliardów dolarów rocznie na pensje, grzywna w wysokości 110 milionów dolarów nałożona z pięcioletnim poślizgiem nie była żadnym środkiem odstraszającym. To były śmieszne pieniądze. Kiedy pękła bańka internetowa, Goldman nie miał żadnego bodźca, by zmieniać prowadzącą do finansowego sukcesu strategię. Po prostu zaczął się rozglądać za nową bańką do nadmuchania. I jak się okazało, gotowa bańka już na niego czekała. W dużej mierze dzięki Rubinowi.

TRZECIA BAŃKA – Szaleństwo kredytów hipotecznych
Rola Goldmana w ogólnoświatowej katastrofie finansowej, jaką wywołała bańka kredytów hipotecznych, nie jest trudna do prześledzenia. Tutaj także trik polegał na zaniedbaniu standardów gwarancji bankowych, choć w tym przypadku nie chodziło o spółki wprowadzane na giełdę, ale o kredyty hipoteczne. Dziś prawie każdy wie, że przez całe dziesięciolecia instytucje udzielające takich kredytów wymagały, aby kredytobiorca wpłacił zaliczkę w wysokości 10 procent kredytu lub wyższą, wykazał się stałymi dochodami, zdolnością kredytową i posiadał prawdziwe imię i nazwisko. Gdzieś na początku nowego tysiąclecia wszystkie te bzdury trafiły do kosza i zaczęto rozdawać kredyty na prawo i lewo, spisując umowy na kawiarnianych serwetkach. Mogli je dostać wszyscy – od kelnerki w koktajlbarze po gościa, który właśnie wyszedł z więzienia z pięcioma dolarami i snickersem w kieszeni.
To wszystko nie byłoby możliwe bez banków inwestycyjnych takich jak Goldman Sachs, które na podstawie udzielonych kredytów hipotecznych tworzyły instrumenty finansowe sprzedawane następnie masowo niczego niepodejrzewającym firmom ubezpieczeniowym i funduszom emerytalnym. Dzięki temu powstał masowy rynek toksycznych długów, jakiego nie było nigdy wcześniej. Dawniej żaden bank nie chciałby mieć w swych księgach zapisu o kredycie udzielonym byłemu więźniowi uzależnionemu od narkotyków, bo obawiałby się, że nie odzyska pieniędzy. Ale sytuacja się zmieniła, gdy okazało się, że można je sprzedać komuś, kto nie ma pojęcia, czym naprawdę są.
Goldman stosował dwie metody ukrywania tego bałaganu. Po pierwsze, połączył setki różnych kredytów w instrumenty pochodne zwane CollateralizedDebt Obligations (papiery wartościowe oparte na długu). Następnie sprzedano je inwestorom, przekonując, że ponieważ większość tych kredytów zostanie spłacona, nie ma powodu przejmować się tymi, których nikt nigdy nie spłaci. W ten sposób byle jakie kredyty zamieniły się w pierwszorzędne inwestycje, które uzyskiwały od agencji ratingowych najwyższą notę AAA.
Po drugie, żeby zabezpieczyć się na obie strony, Goldman zawierał z firmami ubezpieczeniowymi, takimi jak na przykład AIG, transakcje typu swap dotyczące CDO. W ten sposób na rynku pojawiły się jeszcze bardziej skomplikowane instrumenty finansowe, zbliżone nieco w swej konstrukcji do kontraktów terminowych. W ogromnym uproszczeniu opierały się na swego rodzaju zakładzie: Goldman zakładał, że menele nie spłacą swoich kredytów hipotecznych, AIG zaś – że owszem.
Był tylko jeden problem: wszystkie te transakcje były niebezpiecznymi spekulacjami, które od początku powinny zostać ukrócone przez urzędy federalne. Derywaty (instrumenty pochodne), takie jak CDO i CDS, już spowodowały całą serię finansowych katastrof: firmy Procter and Gamble i Gibson Greetings już wcześniej straciły na nich fortuny, a hrabstwo Orange w Kalifornii w roku 1994 zmuszone było ogłosić bankructwo. Opublikowany wtedy raport Government Accountability Office (odpowiednika polskiej NIK) zalecał, by ściśle kontrolować tego typu instrumenty finansowe, z czym zgodziła się w 1998 roku Brooksley Born, szefowa Commodity Futures Trading Commission (CFTC, niezależna agenda rządu Stanów Zjednoczonych powołana do kontroli i regulacji rynku kontraktów terminowych). W maju 1998 roku skierowała ona do szefów wielkich korporacji i przedstawicieli administracji Billa Clintona pismo zalecające, by banki publikowały więcej  informacji na temat handlu derywatami, a także utrzymywały jakieś rezerwy finansowe jako zabezpieczenie na wypadek ewentualnych strat.
Goldmanowi nie uśmiechały się ostrzejsze uregulowania prawne. – Banki zwariowały, są przeciwko – mówi Michael Greenberger, który pracował dla Born na stanowisku dyrektora działu notowań i rozwoju rynku w CFTC, a teraz jest profesorem prawa na University of Ma-ryland. – Naszym planom sprzeciwili się także Greenspan, Summers, Rubin i Levitt (szef SEC) i chcieli powstrzymać proces regulacji.
Kwartet ekonomiczny Clintona poprosił Born o spotkanie i zaprotestował przeciwko pomysłom szefowej CFTC. Według Greenbergera naciskał „zwłaszcza Rubin”. Born odmówiła, prace nad uregulowaniami handlu derywatami trwały. W czerwcu 1998 roku Rubin publicznie skrytykował jej działania, przedstawiając jednocześnie projekt odebrania przez Kongres agencji CFTC uprawnień do regulacji rynku kontraktów terminowych. W 2000 roku, ostatniego dnia sesji, Kongres przegłosował okrytą teraz złą sławą ustawę Commodity Futures Modernization Act znoszącą większość ograniczeń, którą w ostatniej chwili wprowadzono do liczącej sobie 11 tysięcy stron ustawy budżetowej prawie bez dyskusji w senacie. Banki mogły od tej pory bezkarnie dokonywać transakcji CDS.
Ale to jeszcze nie koniec tej historii. AIG, główny dostawca transakcji CDS w 2000 roku, wystosował pytanie do nowojorskiego departamentu ubezpieczeń, czy transakcje takie powinny podlegać tym samym uregulowaniom prawnym co polisy ubezpieczeniowe. W tamtym czasie urzędem tym kierował były wiceprezes Goldmana Neil Levin, który postanowił nie regulować rynku transakcji CDS. Uzyskawszy swobodę emitowania tak wielu papierów wartościowych opartych na kredytach hipotecznych i związanych z nimi kontraktów ubezpieczeniowych, jak mu się tylko podobało, Goldman po prostu zalał nimi rynek.
W szczycie boomu budowlanego w 2006 roku Goldman wypuścił na rynek papiery wartościowe oparte na kredytach hipotecznych o wartości 76,5 miliarda dolarów! Jedna trzecia z nich to były kredyty subprime, czyli niepewne, ale i tak większość papierów wykupiły instytucje takie jak firmy ubezpieczeniowe i fundusze emerytalne. Nie zdając sobie sprawy z tego, że inwestują tak naprawdę w morze gówna.
Weźmy dla przykładu wartą 494 miliony dolarów dokonaną wówczas transakcję GSAMP Trust 2006S3. Wiele kredytów hipotecznych zapakowanych w te papiery wartościowe zaciągniętych zostało przez ludzi, którzy wcześniej już wzięli kredyt na swój własny dom, a następnie przyszli do banku po kolejne pieniądze, by na fali rosnących cen nieruchomości zainwestować w kolejny dom. W przypadku tego typu kredytobiorców ich udział własny w inwestycji wynosił średnio 0,71 procent jej wartości. Co więcej, 58 procent pożyczek miało bardzo niekompletną dokumentację lub nie miało jej wcale – brakowało nazwisk pożyczkobiorców, adresów, a w umowie pojawiały się jedynie kody pocztowe. A jednak obydwie największe agencje ratingowe – Moody”s i Standard & Poor”s – przyznały 93 procentom tych papierów tak zwaną ocenę inwestycyjną, uznając, że są to normalne instrumenty finansowe o akceptowalnym poziomie ryzyka. Agencja Moody’s założyła, że mniej więcej 10 procent pożyczek nie zostanie spłaconych. Już po półtora roku okazało się, że rat kredytowych nie płaci aż 18 procent pożyczkobiorców.
Jednak dla Goldmana nie było to żadne ryzyko. Bank wciąż połykał ogromne pakiety obrzydliwych kredytów od podejrzanych firm, takich jak choćby Countrywide, i ładnie opakowane sprzedawał samorządom i inwestującym oszczędności życia emerytom – starym ludziom, na Boga! – twardo utrzymując, że to dobra, bezpieczna inwestycja, a nie bezwartościowe gie, którym w rzeczywistości była. Na dodatek z pełnym cynizmem grał na rynku kontraktów terminowych na spadek papierów, które sam sprzedawał. Co gorsza, Goldman publicznie przekonywał, że wszystko jest w porządku. „Sektor nieruchomości jest wciąż obiecujący – zapewniał w 2007 roku David Viniar, dyrektor finansowy Goldmana. – Dlatego nasz bank inwestuje w kontrakty terminowe zakładające długotrwały wzrost wartości instrumentów związanych z rynkiem nieruchomości”. To była oczywiście ścierna dla naiwnych matołków. Goldman zarabiał na sprzedaży papierów hipotecznych,
 na rynku kontraktów terminowych, obstawiając jednocześnie ich spadek. I to właśnie na tym ostatecznie zarobił najwięcej.
– Te dupki z Goldmana są maksymalnie bezczelne – mówi jeden z menedżerów funduszu hedgingowego. – W przypadku niektórych innych bankierów można było przynajmniej powiedzieć, że są po prostu głupi – wierzyli w to, co robią, i nie wyszło. Goldman natomiast doskonale wiedział, co robi.
Pytam go, jak to możliwe, że sprzedawanie klientowi czegoś, czego spadek jednocześnie obstawia się na rynku kontraktów terminowych, zwłaszcza kiedy zna się słabe strony produktu, których klient nie zna, nie jest uznawane za poważne oszustwo. „Ależ to jest poważne oszustwo w najczystszej postaci!” – odpowiada mój rozmówca.
W końcu mnóstwo wściekłych inwestorów doszło do porozumienia. Gdy hipoteczna bańka pękła zupełnie tak samo jak internetowa kilka lat wcześniej, Goldman został zasypany pozwami o odszkodowanie. Oszukani inwestorzy dowodzili, że bank zataił przed nimi rzeczywistą jakość sprzedawanych papierów wartościowych. Na dodatek komisja papierów wartościowych stanu Nowy Jork pozwała Goldmana i 25 innych instytucji za sprzedawanie bezwartościowych papierów opartych na niespłacal-nych kredytach Countrywide samorządom i stanowym funduszom emerytalnym, które straciły na tej inwestycji aż sto milionów dolarów. Stan Massachusetts także prowadził dochodzenie w sprawie Goldmana za podobne praktyki. Ale Goldmanowi znowu udało się wyjść bez szwanku. Odparł oskarżenia, godząc się na zapłatę marnych 60 milionów dolarów – taką sumę podczas boomu mieszkaniowego departament banku odpowiedzialny za CDO zarabiał w ciągu półtora dnia.
Skutki bańki kredytów hipotecznych są dobrze znane – doprowadziła ona do upadku banków inwestycyjnych Bear Stearns, Lehman Brothers oraz wielkiego ubezpieczyciela AIG, którego portfel złych inwestycji składał się głównie z ubezpieczeń, które banki inwestycyjne, takie jak Goldman Sachs, wykupiły, grając na zniżkę oferowanych przez siebie papierów „wartościowych”. W rzeczywistości co najmniej 13 miliardów dolarów z kieszeni podatników przekazanych AIG w ramach pomocy finansowej trafiło ostatecznie na konto Goldmana, co znaczy, że bank zarobił na bańce kredytów hipotecznych dwukrotnie: oszukał inwestorów, którzy kupili jego bezwartościowe papiery wartościowe, a także podatników, którzy musieli spłacać te same długi.

I kiedy wokół Goldmana rozpadał się świat, bank po raz kolejny znacząco podniósł płace swoim pracownikom. W 2006 roku lista płac banku podskoczyła do 16,5 miliarda dolarów – średnio 622 tysiące dolarów na pracownika rocznie. – My tu bardzo ciężko pracujemy – wyjaśnił rzecznik Goldmana.
Najlepsze miało jednak dopiero nadejść. Kiedy wskutek pęknięcia bańki kredytów hipotecznych w świecie finansów zapanował chaos, Goldman śmiało przeskoczył do innej branży i prawie sam stworzył nową bańkę. Nikt na świecie nie zdaje sobie sprawy, że bank miał z nią cokolwiek wspólnego.

CZWARTA BAŃKA – Droga ropa
Na początku roku 2008 w świecie finansów panowało zamieszanie. Przez ostatnich 25 lat na Wall Street skandale wybuchały jeden po drugim, kompromitując kolejne instrumenty finansowe. Terminy takie jak: junk bond (obligacje śmieciowe), IPO (oferta publiczna), subprime mortgage (ryzykowny kredyt hipoteczny) i inne niegdyś modne inwestycje, opinia publiczna zdecydowanie kojarzyła z przekrętami. Do nich dołączyły nowe terminy, takie jak credit swaps i CDO. Na rynku kredytów panował kryzys, a mantra, która podtrzymywała fantastyczną ekonomię lat administracji Busha – że ceny domów nigdy nie spadają – była już całkowicie skompromitowanym mitem.
Gdzie by się tu zwrócić? Klienci nie chcą tracić pieniędzy na papierowe inwestycje, Wall Street po cichu przestawiła się więc na rynek konkretnych towarów – rzeczy realnych, które można zobaczyć i których można dotknąć – jak kukurydza, kawa, kakao, pszenica, a przede wszystkim źródła energii, zwłaszcza ropa. W połączeniu ze spadkiem wartości dolara załamanie na rynku kredytów i nieruchomości spowodowało przesunięcie w stronę konkretnych towarów. Ceny ropy poszybowały w górę, cena za baryłkę z 60 dolarów w połowie roku 2007 wzrosła do 147 dolarów latem 2008.
Tamtego lata, kiedy rozkręcała się kampania prezydencka, powszechnie przyjmowanym wyjaśnieniem, dlaczego galon benzyny kosztuje 4,11 dolara, było to, że na świecie są problemy z dostawami ropy naftowej. Zarówno Republikanie, jaki Demokraci na kryzys zareagowali równie idiotycznie, prześcigając się w bezsensownych wypowiedziach. John McCain twierdził, że zakończenie moratorium na zagraniczne odwierty „byłoby korzystne na krótką metę”, Barack Obama natomiast w typowym dla liberałów japiszonów stylu argumentował, że wyjściem z sytuacji będą federalne inwestycje w samochody o napędzie hybrydowym.
Ale to wszystko było kłamstwem. Światowe zasoby ropy kiedyś się skończą, nastąpił jednak krótkoterminowy wzrost w jej wydobyciu. Na pół roku przed tym, jak ceny poszły w górę, według amerykańskiej Energy Information Administration światowe wydobycie ropy wzrosło z 85,24 miliona baryłek dziennie do 85,72 miliona. W tym samym okresie światowe zapotrzebowanie na ropę spadło z 86,82 miliona baryłek dziennie do 86,07 miliona. Nie tylko więc wzrosło krótkoterminowo wydobycie, ale także spadło zapotrzebowanie – co w normalnych warunkach gospodarczych powinno doprowadzić do spadku ceny.
Co zatem spowodowało ogromny wzrost cen ropy naftowej? Zgadnijcie. Oczywiście przyczynił się do tego Goldman – choć na rynku towarów byli także inni gracze, ale najpoważniejszą przyczyną było zachowanie kilku najważniejszych graczy zdecydowanych na to, by zmienić solidny niegdyś rynek w kasyno spekulacji. Goldman dokonał tego, przekonując fundusze emerytalne i inne instytucje do inwestowania w kontrakty terminowe na ropę – czyli do tego, by zgodziły się kupować ropę za określoną cenę danego dnia. Ten ruch zamienił ropę z towaru, którego cena wynika z podaży i popytu, w przedmiot spekulacji – zupełnie jak akcje czy nawet bardziej spekulacyjne papiery wartościowe. W latach 2003-2008 suma gorącej, spekulacyjnej gotówki rzuconej na rynek towarowy wzrosła z 13 do 317 miliardów. To wzrost o 2300 procent! W roku 2008 baryłka ropy przechodziła średnio przez ręce 27 pośredników, zanim wreszcie trafiła do konsumenta.
Jak często się zdarza, istniały ustawy z okresu Wielkiego Kryzysu, które miały zapobiec tego typu spekulacji. Rynek towarowy zaplanowano w dużej części w taki sposób, by pomóc farmerom: rolnik, który niepokoił się o przyszłe spadki cen, mógł zawrzeć kontrakt na sprzedaż swojej kukurydzy po określonej cenie i dostarczyć ją później, co uwalniało go od troski, że nagromadzi mu się zapas, a ceny nagle spadną. Kiedy nikt nie kupował kukurydzy, farmer mógł ją sprzedać pośrednikowi znanemu jako „tradycyjny spekulant”, który magazynował kukurydzę i sprzedawał ją później, kiedy znów pojawiło się na nią zapotrzebowanie. W ten sposób zawsze miał kto kupić produkty od farmera, nawet jeśli na rynku nie było akurat na nie zapotrzebowania.
Jednakże w 1936 roku Kongres postanowił, że na rynku nie powinno być więcej spekulantów niż producentów i konsumentów. Jeśli tak się działo, cena podlegała innym czynnikom niż stosunek podaży i popytu, powstawały więc warunki do manipulowania cenami. Nowe prawo dało większą władzę Commodity Futures Trading Commission – temu samemu ciału, które później miało próbować nieskutecznie regulować credit swaps – mogła ona reagować na spekulacje w handlu towarami. Rezultatem kolejnych kontroli CFTC był spokój na rynkach towarowych przez ponad 50 lat.
Wszystko to zmieniło się w roku 1991, kiedy to w tajemnicy przed całym światem filia Goldmana zajmująca się handlem towarami o nazwie J. Aron napisała do CFTC list z niezwykłym żądaniem. Farmerzy – pisał Goldman – którym grozi, że nie sprzedadzą wyprodukowanych przez siebie plonów, nie są jedynymi, których należy zabezpieczyć przed przyszłymi spadkami cen. Dilerzy z Wall Street, którzy kupują kontrakty terminowe na ceny ropy, także muszą móc zabezpieczać swe zyski, bo wiele ryzykują.
To były totalne bzdety – ustawa z 1936 roku została stworzona, by utrzymać rozróżnienie pomiędzy tymi, którzy sprzedają i kupują rzeczywiste towary, a tymi, którzy handlują papierami wartościowymi. Ale CFTC, o dziwo, przyjęła argument Goldmana. Wydała bankowi rodzaj przywileju zwanego Bona Fide Hed-ging. Była to klauzula zezwalająca filii Goldmana na korzystanie z wszelkich praw zarezerwowanych dotąd dla podmiotów obracających rzeczywistymi towarami. Przez następnych kilka lat CFTC wydała po cichu 14 podobnych zwolnień innym firmom.
Dzięki temu Goldman i inne banki zyskały swobodę w przyciąganiu liczniejszych inwestorów do rynków towarowych, umożliwiając spekulantom inwestowanie w kontrakty surowcowe coraz bardziej gigantycznych pieniędzy, list Goldmana do CFTC z 1991 roku mniej lub bardziej bezpośrednio doprowadził do „ropnej bańki” w 2008 roku, kiedy liczba spekulantów na rynku paliw (którzy uciekli nań przerażeni spadającą wartością dolara i załamaniem na rynku nieruchomości) przekroczyła liczbę dostawców prawdziwych towarów i ich nabywców. Jeden z ekspertów zatrudnionych przez Kongres wyliczył, że w roku 2008 co najmniej trzy czwarte obrotów na rynku towarowym to była czysta spekulacja. To zapewne zachowawcze szacunki. Do połowy zeszłego lata mimo rosnących dostaw i spadku popytu płaciliśmy aż cztery dolary za galon benzyny na każdej stacji benzynowej w kraju.
Co jeszcze bardziej zdumiewające, to fakt, że list od filii Goldmana, podobnie jak większość innych wniosków o „specjalne traktowanie”, był rozpatrywany w ogromnym sekrecie. – Byłem szefem oddziału regulacji rynku, gdy Brooksley Born szefowała CFTC – mówi Greenberger. – Nikt z nas nie wiedział o liście.

Tak naprawdę listy wyszły na jaw przypadkiem. W zeszłym roku urzędnik działającej pod auspicjami Kongresu House Energy and Commerce Committee przypadkowo znalazł się na odprawie, podczas której szefowie CFTC rozmawiali o przywilejach przyznanych niektórym bankom inwestycyjnym na rynku towarowym.
– Zaproszono mnie na odprawę, jaką komisja przeprowadzała w sprawie energii – wspomina urzędnik. -1 nagle w samym środku rozmowy zaczęli mówić o tym, że od lat wydają pozwolenia dla banków inwestycyjnych. Podniosłem rękę i zapytałem: „Naprawdę? Wydaliście dokument? Mogę go zobaczyć?”. Trochę się plątali. Zaczęliśmy się sprzeczać i w końcu powiedzieli: „Musimy zapytać o zgodę Goldmana Sachsa”. Ja na to: „Jak to? Musicie pytać Goldmana o zgodę?”.
CFTC przedstawiła wtedy klauzulę, która zabraniała jej wypuszczania jakichkolwiek informacji o sytuacji i interesach firmy na rynku w danym momencie. Ale prośba urzędnika dotyczyła dokumentu wydanego 17 lat wcześniej. Nie miał on nic wspólnego z obecną pozycją Goldmana na rynku. Co więcej, rozdział siódmy ustawy z 1936 roku o instrumentach pochodnych na rynku towarowym daje Kongresowi prawo do wszelkich informacji, jakimi tylko dysponuje komisja. Był to klasyczny przykład tego, jak Goldman trzyma rząd w szachu. CFTC czekała na pozwolenie z banku, zanim przedstawiła dokument do kontroli.
Uzbrojony w na wpół tajne rządowe zwolnienie z rynkowych ograniczeń Goldman stał się głównym pomysłodawcą gigantycznego rynku instrumentów pochodnych opartych na rynku towarowym. Indeks Goldman Sachs Com-modities, który odzwierciedlał ceny 24 najważniejszych surowców, ale przede wszystkim ropy naftowej, pozwolił funduszom emerytalnym, towarzystwom ubezpieczeniowym i innym inwestorom instytucjonalnym na inwestowanie w kontrakty długoterminowe na ceny poszczególnych surowców. Wszystko to ładnie pięknie – z wyjątkiem paru spraw.
Po pierwsze, instytucje inwestujące długoterminowo kupowały wyłącznie tak zwane długie pozycje zakładające wzrost wartości indeksu – żaden inwestor z oczywistych powodów nie grał na jego spadek. O ile takie zachowanie jest korzystne dla giełdy, o tyle jest jednocześnie bardzo niekorzystne dla realnej wyceny papierów wartościowych, bo podbija ceny w nieskończoność. – Jeśli gracze zajmują długie i krótkie pozycje w podobnych proporcjach, na rynku panuje równowaga – mówi Michael Masters, menedżer funduszu hedgingowego, który pomagał ujawnić rolę banków inwestycyjnych w manipulowaniu cenami ropy. – Ale oni jedynie coraz bardziej podbijali ceny – dodaje Masters.
Jeszcze bardziej sytuację komplikuje fakt, że sam Goldman ze wszystkich sił działał na rzecz wzrostu cen ropy. Na początku 2008 roku Arjun Murti, analityk Goldmana okrzyknięty przez „New York Times” „wyrocznią w sprawach ropy naftowej”, przewidział gwałtowny wzrost cen – nawet do 200 dolarów za baryłkę. Goldman inwestował wtedy ogromne sumy w ropę poprzez swą filię J. Aron, posiadał ponadto udziały w wielkiej rafinerii w Kansas, gdzie magazynował ropę, którą kupował i sprzedawał. Chociaż wydobycie ropy zaspokajało bieżący popyt, Murti nieustannie ostrzegał, że nastąpią przerwy w dostawie. Mówił nawet, że tak się tego obawia, że aż kupił sobie dwa auta o napędzie hybrydowym. Jak utrzymywał bank, wysokie ceny były winą rozpasanego jak świnia amerykańskiego konsumenta; w 2005 roku analitycy Goldmana twierdzili, że nie dowiemy się, kiedy spadną ceny ropy, dopóki nie będziemy wiedzieli, „kiedy amerykańscy konsumenci przestaną wreszcie kupować spalające niesamowitą ilość paliwa SUV-y i zaczną szukać bardziej energooszczędnych rozwiązań”.
Ale to nie zużycie ropy naftowej podbijało ceny, te bowiem rosły wskutek spekulacji na papierze. Latem 2008 roku spekulanci giełdowi kupili i zmagazynowali dość kontraktów na ropę, by wypełnić 1,1 miliarda baryłek. To znaczy, że liczba papierowych kontraktów terminowych na ropę w rękach spekulantów była wyższa niż zapasy tego surowca zmagazynowane we wszystkich zbiornikach w kraju, w tym w zbiornikach należących do Strategie Petroleum Reserve. To była powtórka zarówno bańki internetowej, jak i hipotecznej, kiedy Wall Street generowała gigantyczne zyski, sprzedając naiwniakom wizję nieustannie rosnących cen.
Według boleśnie znanego już schematu melon kontraktów terminowych na ropę rozbił się z wielkim hukiem w lecie 2008 roku, powodując ogromne straty wśród wielu inwestorów. Ceny surowca spadły ze 147 do 33 dolarów za baryłkę. Jak zwykle najwięcej stracili zwykli ludzie. Emeryci, których fundusze zainwestowały w to inwestycyjne gówno, zostali zmasakrowani, na przykład CalPERS (California Public Em-ployeeś Retirement System) miał w papierach wartościowych 1,1 miliarda dolarów, kiedy nastąpiło załamanie. Ale nieszczęścia nie były spowodowane jedynie spadkiem cen ropy. Rosnące gwałtownie ceny jedzenia – także napędzane przez rozdmuchany rynek kontraktów – wywołały ogólnoświatową katastrofę, doprowadzając jakieś sto milionów ludzi do głodu i wywołując niepokoje społeczne w krajach rozwijających się.
Dziś ceny ropy znowu rosną: podskoczyły o 20 procent w maju, a od początku roku prawie się podwoiły. I znowu problemem nie jest tu podaż czy popyt. – Dziś mamy największe wydobycie ropy w ciągu ostatnich 20 lat – mówi kon-gresman Bart Stupak, demokrata z Michigan, który zasiada w komisji House Energy. – Zapotrzebowanie jest najniższe od 10 lat. A jednak ceny rosną.
Zapytany, dlaczego politycy nie przestają ględzić o odwiertach i samochodach z napędem hybrydowym, skoro popyt i podaż nie mają nic wspólnego z wysokimi cenami, Stupak potrząsa głową. – Myślę, że oni nie rozumieją zbyt dobrze problemu – mówi. – Politycy ignorują wszystko, czego nie da się wyjaśnić w ciągu pół minuty – dodaje z przekąsem.

PIĄTA BAŃKA – Bailouty
Po tym jak zeszłej jesieni pękła bańka naftowa, nie było żadnej nowej, która sprawiłaby, że interes mógłby hulać dalej. Tym razem wydawało się, że pieniądze naprawdę przepadły wskutek ogólnoświatowego kryzysu. Finansowe safari przeniosło się wobec tego gdzie indziej, a gruby zwierz, na którego miało się odbyć polowanie, okazał się największą pulą niestrzeżonego kapitału: pieniędzmi podatników. Podczas tej operacji Goldman Sachs naprawdę zaczął prężyć muskuły.
Wszystko zaczęło się we wrześniu zeszłego roku, kiedy ówczesny sekretarz skarbu USA Paulson podjął całą serię decyzji o ogromnym znaczeniu. Choć już kilka miesięcy wcześniej przeprowadził operację ratowania banku Bear Sterns i przejął dwie wielkie instytucje pożyczkowe Fannie Mae and Freddie Mac, Paulson postanowił jednak, że pozwoli bankowi Lehman Brothers -jednemu z największych konkurentów Goldmana – upaść bez interwencji ze strony rządu. (- Dominująca pozycja Goldmana pozostała nienaruszona – komentuje analityk rynku Eric Salzman. – A jego wielki konkurent, bank inwestycyjny Lehman, legł w gruzach). Następnego dnia Paulson zatwierdził potężną pomoc finansową dla AIG w wysokości 85 miliardów dolarów. AIG natychmiast z państwowych pieniędzy spłaciło 13 miliardów długu, jaki miało u Goldmana. Dzięki pomocy finansowej bank odzyskał wszystkie swoje złe długi: dla kontrastu emerytowani pracownicy fabryki samochodów czekający na to, że Chrysler uzyska pomoc finansową, będą mieli szczęście, jeśli uda im się uzyskać 50 centów za każdego dolara, którego wisi im Chrysler.
Natychmiast po udzieleniu pomocy AIG Paulson ogłosił swój plan pomocy finansowej dla sektora przemysłowego zwany Troubled Asset Relief Program (TARP). Na pomoc przeznaczono 700 miliardów dolarów, do jej obsługi wydelegowano zaś nikomu nieznanego, 35-let-niego bankiera Neela Kashkariego. Żeby dostać prawo obracania pieniędzmi z pomocy rządowej, Goldman ogłosił, że zmienia się z banku inwestycyjnego w spółkę holdingową. Ten ruch zapewnił mu dostęp nie tylko do 10 miliardów dolarów z TARP, ale także do całej serii mniej spektakularnych funduszy publicznych, takich jak ten organizowany przez Rezerwę Federalną. Do końca marca Fed pożyczy albo zagwarantuje co najmniej 8,7 biliona dolarów w całej serii nowych programów pomocowych – i dzięki niejasnemu prawu pozwalającemu Fedowi blokować większość kontroli finansowych zarządzonych przez Kongres zarówno sumy, jak i ich odbiorcy pozostają niemal całkowicie niejawni.
Oficjalna zmiana w holding ma jeszcze jedną dobrą stronę: bezpośrednim nadzorcą Goldmana jest teraz nowojorski oddział Banku Rezerw Federalnych, którego prezesem w momencie ogłoszenia przekształcenia był Stephen Friedman, były wiceprezes Goldmana Sachsa. Friedman zresztą naruszał przepisy Fed, zasiadając w radzie nadzorczej Goldmana. Żeby rozwiązać ten problem, poprosił rząd o zaświadczenie, że nie zachodzi konflikt interesów – i je otrzymał. Friedman miał także zrzec się akcji Goldmana, ale dzięki rządowemu zaświadczeniu pozwolono mu jeszcze… dokupić 52 tysiące dodatkowych akcji, dzięki czemu wzbogacił się o 3 miliony dolarów. Friedman zrezygnował ze stanowiska w maju, ale obecny człowiek odpowiedzialny za sprawowanie kontroli nad Goldmanem – nowy szef nowojorskiej Fed William Dudley – także jest wychowankiem Goldmana Sachsa.
Z tych wszystkich wydarzeń – lukratywnego udziału w „Operacji AIG”, bezproblemowego przekształcenia w bank komercyjny, by załapać się na fundusze TARP – wyłania się naga prawda: Goldmana Sachsa reguły wolnego rynku nie obowiązują. Rząd może wpuścić na rynek innych graczy, ale za żadną cenę nie pozwoli upaść bankowi. Przeciwnie, przyzna mu wszelkie przywileje, jakich bankierzy Goldmana sobie zażyczą, by zdominować rynek. – W przeszłości też uzyskiwali rozmaite korzyści, ale nie mówiło się o nich tak jawnie – mówi Simon Johnson, profesor ekonomii w Massachusetts Institute of Technology i były pracownik Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który porównuje bailout do kapitalizmu kolesiów, jakiego był świadkiem w Trzecim Świecie. – Teraz wszystko jest już jawne.
Kiedy bailoutowe konfitury zostały już wyjedzone, Goldman wrócił do biznesu, wymyślając kolejne karkołomne plany, jakby tu amerykańskiego trupa ogołocić z resztek gotówki. Jednym z jego pierwszych ruchów „postbailoutowej” epoki było dyskretne pchnięcie do przodu kalendarza, według którego bank składa raporty o swoich wynikach finansowych. Dzięki temu wymazał z niego grudzień 2008 roku, który przyniósł bankowi stratę brutto w wysokości 1,3 miliarda dolarów. Jednocześnie bank ogłosił podejrzanie wysokie przychody (na poziomie 1,8 miliarda dolarów) za pierwszy kwartał 2009 roku. Tak naprawdę ogromna ich część pochodziła z programu bailoutowego, czyli po prostu od podatników. – Wysmażyli te rezultaty za pierwszy kwartał jak najlepsi mistrzowie kuchni – mówi zarządzający jednego z funduszy hedgingowych. – Ukryli miesiąc strat, a pieniądze z bailoutu zapisali jako zysk.
Jeszcze dwie liczby zwracają uwagę w tej zadziwiającej zmianie na lepsze. Przez pierwsze trzy miesiące tego roku bank wypłacił astronomiczne 4,7 miliarda dolarów w formie wynagrodzeń i bonusów. To 18-procentowy wzrost w porównaniu z pierwszym kwartałem 2008 roku. Zebrał także z rynku 5 miliardów dolarów, emitując nowe akcje prawie natychmiast po ogłoszeniu wyników za pierwszy kwartał. Obie te liczby razem pokazują, że Goldman tak naprawdę pożyczył od inwestorów 5 miliardów dolarów na pensje dla swojego kierownictwa w samym środku kryzysu gospodarczego. Inwestorów zwabił i oszukał za pomocą kreatywnej księgowości, i to zaledwie kilka miesięcy po otrzymaniu miliardów dolarów z kieszeni podatników podczas baibutu.
Co zdumiewa jeszcze bardziej, Goldman zrobił to, zanim rząd ogłosił wyniki banków korzystających z pomocy publicznej. Kontrolerzy badali ich kondycję finansową i możliwość spłaty rządowych pieniędzy, po czym ogłaszali obowiązujące bank zalecenia. Szybka emisja i wypłata ogromnych bonusów jasno pokazuje, że Goldman doskonale wiedział, co się szykuje.
– W przeciwieństwie do innych graczy bankierzy Goldmana wydawali się wiedzieć wszystko, czego potrzebowali, zanim ukazały się wyniki – mówi Michael Hecht, dyrektor zarządzający firmy JMP Securities. – Byli świetnie przygotowani na zalecenia kontrolerów. Wszystko, co im kazano zrobić, zrobili dwa tygodnie wcześniej.

Ale najlepsze dopiero przed nami. Po tym jak maczali palce w czterech historycznych katastrofach finansowych, po tym jak pomogli 5 bilionom dolarów wyparować z NASDAQ, po tym jak wcisnęli samorządom i emerytom tysiące nic niewartych papierów opartych na złych kredytach hipotecznych, po tym jak wywindowali cenę benzyny do 4 dolarów za galon i doprowadzili 100 milionów ludzi na całym świecie do głodu, po tym wreszcie, jak położyli łapę na dziesiątkach miliardów dolarów z kieszeni podatników poprzez serię bailoutów nadzorowanych przez swego byłego dyrektora generalnego, co dali bankierzy Goldmana Sachsa obywatelom Stanów Zjednoczonych w 2008 roku?
14 milionów dolarów.
Tyle podatku zapłacił za rok 2008 przy rzeczywistej stawce podatkowej wynoszącej 1 (słownie: jeden) procent. W tym samym roku bank wypłacił swoim ludziom 10 miliardów dolarów pensji oraz premii i zarobił na czysto 2 miliardy dolarów
. A jednak zapłacił skarbowi państwa mniej niż jedną trzecią tego, co swemu prezesowi Lloydowi Blankfeinowi, który w zeszłym roku zarobił prawie 43 miliony.
Jak to możliwe? Według rocznego raportu Goldmana niskie podatki to głównie zasługa zmian w „geografii przychodów” banku. Czyli innymi słowy, bank przenosił swe pieniądze z miejsca na miejsce, tak że większość przychodów uzyskał za granicą, w krajach o niskich podatkach. Dzięki naszemu popieprzonemu systemowi podatkowemu firmy takie jak Goldman mogą wysyłać swoje dochody za granicę i opóźniać zapłacenie od nich podatku w nieskończoność, a jednocześnie żądać ulg i odpisów od tych podatków! Dlatego każda firma posiadająca księgowego, który choćby od czasu do czasu miewa przebłyski inteligencji, potrafi znaleźć sposób na unikanie podatków. Raport GAO wykazał, że w latach 1998-2005 mniej więcej dwie trzecie wszystkich korporacji działających w Stanach Zjednoczonych w ogóle nie płaciło fiskusowi.
To powinno budzić mocny sprzeciw – ale jakoś kiedy ogłoszono informacje o podatkach Goldmana, prawie nikt nie pisnął słowa. Jednym z nielicznych, którzy skomentowali tę jawną nieprzyzwoitość, był kongresman Lloyd Doggett, demokrata z Teksasu. – Prawa ręka sięga po publiczne pieniądze, a lewa wysyła je do rajów podatkowych – mówił oburzony.

SZÓSTA BAŃKA – Ekologia
Waszyngton, początek czerwca. W Białym Domu zasiada Barack Obama, popularny młody polityk, którego głównym prywatnym sponsorem kampanii wyborczej był bank inwestycyjny o nazwie Goldman Sachs. Jego pracownicy wpłacili jakieś 981 tysięcy dolarów na fundusz kampanii. Bez uszczerbku przebrnąwszy przez najeżoną minami epokę bailoutów, Goldman wraca do starych praktyk, bez kłopotu odnajdując się na uregulowanym od nowa przez rząd rynku. A na najważniejszych rządowych stanowiskach pojawia się nowy zastęp jego wychowanków.
Hank Paulson i Neel Kashari zniknęli; na ich miejscach znaleźli się Mark Patterson i Gary Gensler. Obydwaj pracowali kiedyś dla Goldmana (Gensler był dyrektorem finansowym firmy). A bank, zamiast handlować kontraktami na ropę czy złymi kredytami hipotecznymi, rozpoczyna nowrą grę, nadmuchując kolejną bańkę. Ta najnowsza wyrośnie na tak zwanych kredytach węglowych, czyli handlu prawami do emisji dwutlenku węgla. Ten lukratywny rynek wart bilion dolarów dopiero raczkuje, ale szybko powstanie, jeśli Partia Demokratyczna, której Goldman dał 4,5 miliona dolarów podczas ostatniej kampanii wyborczej, przyjmie w Kongresie ustawę wprowadzającą plan redukcji emisji gazów cieplarnianych.
Nowy rynek kredytów węglowych jest dokładną powtórką bańki, którą Goldman nadmuchał niegdyś na rynku towarowym. Tyle że ma jeszcze jedną smakowitą cechę: jeśli plan będzie realizowany zgodnie z harmonogramem, podwyżki cen będą miały mandat rządowy. Goldman nie będzie musiał niczego podkręcać i oszukiwać w grze. Gra będzie oszukana od początku.
Oto jak to działa: jeśli ustawa przejdzie, dla kopalń, fabryk, dystrybutorów gazu ziemnego i innych gałęzi przemysłu zostaną ustalone limity na ilość gazów cieplarnianych, jakie mogą wypuścić do atmosfery w ciągu roku. Jeśli przekroczą swój limit, będą mogły kupić prawa do emisji od innych firm, którym uda się wyprodukować mniej gazów, niż wynosi ich limit. Prezydent Obama ostrożnie szacuje, że w ciągu pierwszych siedmiu lat obowiązywania planu nabywcy kupią prawa do emisji o wartości około 646 miliardów dolarów. Jeden z jego najlepszych doradców ekonomicznych spekuluje, że prawdziwa kwota może być dwa lub nawet trzy razy wyższa.
Przyszłość tego planu, bardzo atrakcyjnego dla spekulantów, jest taka, że limity emisji będą nieustannie zmniejszane przez rząd, co znaczy, że kredyty węglowe każdego roku będzie coraz trudniej dostać. To z kolei oznacza, że powstanie całkowicie nowy rynek, z gwarancją, że cena głównego towaru może tylko rosnąć. Wartość tego nowego rynku wyniesie ponad bilion dolarów rocznie; dla porównania: roczne połączone dochody wszystkich dostawców prądu w USA wynoszą 320 miliardów.
Goldman chce tej ustawy. Plan zakłada więc, że lobbyści banku doprowadzą do jej uchwalenia w wersji najbardziej dla niego korzystnej, upewniając się, czy przypadający mu kawałek tortu jest wystarczająco duży. Goldman naciska na wprowadzenie planu ograniczenia emisji, ale sprawa ruszyła z kopyta dopiero od zeszłego roku, gdy Goldman wydał na klimatyczny lobbing 3,5 miliona dolarów. Jednym z ich lobbystów był wtedy nie kto inny jak Patterson. W 2005 roku, kiedy Hank Paulson był szefem Goldmana, osobiście zaangażował się w pisanie bankowego raportu na temat regulacji w zakresie ochrony środowiska. Dokument zawiera kilka zaskakujących elementów jak na firmę, która we wszystkich innych dziedzinach konsekwentnie sprzeciwiała się jakimkolwiek rządowym regulacjom. Raport Paulsona dowodził, że „wyłącznie dobrowolne działania nie rozwiążą problemu klimatu”. Kilka lat później szef departamentu banku do spraw emisji dwutlenku
 węgla Ken Newcombe przekonywał, że samo ograniczenie emisji nie wystarczy do rozwiązania problemu klimatu, i wezwał do dalszych publicznych inwestycji w badania i rozwój technologii. Co jest wygodne, biorąc pod uwagę, że Goldman poczynił wczesne inwestycje w energię wiatrową (kupił firmę Horizon Wind Energy), odnawialnego diesla (jest inwestorem w firmie o nazwie Changing World Technologies) i energię słoneczną (jest partnerem w BP So-lar). Jeśli rząd zmusi użytkowników prądu do używania czystszej energii, Goldman zarobi kolejne miliardy. Paulson powiedział wtedy: „Nie po to czynimy te inwestycje, żeby stracić pieniądze”.
Bank jest właścicielem 10 procent akcji Chicago Climate Exchange, giełdy, na której będzie się handlowało kredytami węglowymi. Co więcej, Goldman ma mniejszościowy pakiet akcji w Blue Source LLC, firmie z Utah, która sprzedaje kredyty węglowe typu, na który będzie ogromne zapotrzebowanie, gdy ustawa przejdzie.
Zdobywca Nagrody Nobla Al Gore, który również lobbuje za ustawą ograniczającą emisję gazów, założył firmę Generation Investment Management wraz z trzema byłymi ważnymi osobami z Goldman Sachs As-set Management: Davidem Bloodem, Markiem Fergusonem i Peterem Harrisem. Jaki mają w tym biznes? Inwestowanie w prawa do emisji. Jest jeszcze wart 500 milionów dolarów Green Growth Fund założony przez ludzi Goldmana, by inwestować w czyste technologie. Lista jest długa. Goldman znowu wyprzedza fakty. Czy ten rynek będzie większy niż na przykład rynek kontraktów na dostawy energii?
– Wielokrotnie! – mówi były członek komisji energetycznej Kongresu.

No cóż, można by zapytać, kogo to wszystko obchodzi? Jeśli plan wypali, czyż nie uratuje nas wszystkich przed globalnym ociepleniem? Być może tak, ale ustawa w wersji Goldmana jest tak naprawdę podatkiem od emisji dwutlenku węgla zbudowanym w taki sposób, by kasta chciwych świń z Wall Street spiła całą śmietankę. Zamiast po prostu nałożyć stały rządowy podatek na firmy emitujące gazy cieplarniane i zmusić producentów energii, by płacili za zanieczyszczenia, tworzy się konstrukcję, która pozwala zamienić kolejny rynek w prywatną maszynkę do robienia pieniędzy. To gorsze niż bańka z bailoutami, bo pozwala bankowi dorwać się do pieniędzy podatników, zanim jeszcze zapłacą oni podatek.
– Jeśli ma być podatek, wolałbym, żeby pobierał go Waszyngton – mówi Michael Masters, dyrektor jednego z funduszy hedgingowych, który wypowiadał się także przeciwko spekulacjom kontraktami na ropę. – Ale dziś mówimy, że Wall Street może ustalić podatek i go pobierać. To szaleństwo!
Będziemy mieli handel emisjami. A jeśli nawet nie, to powstanie coś bardzo podobnego. Morał jest taki sam jak w przypadku wszystkich pozostałych baniek, które Goldman pomógł stworzyć od 1929 do 2009 roku. Bank, który od zawsze destabilizował rynek i rujnował miliony ludzi, by zapewnić gigantyczne pieniądze kilku chciwym bossom, został na końcu nagrodzony całymi górami pieniędzy i gwarancjami rządowymi, podczas gdy prawdziwe ofiary tego bałaganu, zwykli podatnicy, za to wszystko płacą.
Niełatwo jest zaakceptować rzeczywistość, w której pozwalamy tym ludziom robić to bezkarnie; w chwilach kiedy kraj przechodzi ciężkie chwile, pojawia się zbiorowy opór i oburzenie. Trudno oswoić się z faktem, że nie jesteś już obywatelem kwitnącej demokracji zachodniego świata, że grozi ci rabunek w biały dzień, bo jak człowiek po amputacji ciągle czujesz to, czego już nie ma.
Ale w takim świecie dzisiaj żyjemy. I w tym świecie niektórzy z nas muszą grać zgodnie z zasadami, podczas gdy inni dostają karteczkę od nauczyciela zwalniającą ich z odrabiania lekcji do końca świata plus papierową torbę z 10 miliardami dolarów na lunch. To gangsterskie państwo z gangsterską gospodarką i nawet cenom nie można już ufać; w każdym wydanym przez ciebie dolarze tkwi jakiś podatek. Może nie jesteśmy w stanie tego zatrzymać, ale powinniśmy przynajmniej wiedzieć, dokąd to wszystko zmierza.

Matt Taibbi

Komentarzy 68 do “Goldman Sachs – maszyna do robienia baniek”

  1. RomanK said

    TO niezwykle cenny material. Opis najweiekszej machloji ktra odbywa sie za zezwoleniem i przy pomocy rzadu(ow), bioracych wspoludzial w lupieniu swych obywateli.
    Paeitam , dokladnei bo obserwowalem slynna komisje senacka, na ktorej wystepowala pani Born,,,i ktora wtedy bez pogrodelk powiedziala czym jest rynek derywatyw.
    Czworka ladacka Rubin, Greenspan, Paulspon i SImens rzucili sie na nia ze nie wie o czym mowi….obecni senatorowie rzczywiscie sprawiali wrazenie ze siedza na tureckim kazaniu i robiac madre miny przytakneli zlodziejom! Pani Born podal aie po tym do dymisji,,,napisala ze jedyna sprawa ktrej bronila, czyli pieniedzu amwerykanow zostala pogrzebana , zatem i jej dalsza praca nie ma sensu….
    Zanamu imiona zlodzieji..znamu nazwiska kilku benefiocjantow wielkiej machloji..znamuy nazwiska poszkodowanych….i nic:-)))
    TO samo w Polsce….

  2. Guła said

    Pozbawiona macek, choćby na dobę, zdechnie dokumentnie ta mątwa.

  3. Cham Wiejski said

    Ciekawe, czy „geniusz” Geoffrey Sachs, który wspólnie z Sorosem i Balcerowiczem ustalali plan ograbienia Polaków z ich całego dorobku, ma coś wspólnego z tym bankiem?

    Ciekawe, co na to nasz „kumaty” Rysiu, pouczający nas o dobrodziejstwach kapitalizmu w wersji „a jebał was pies”.

  4. Marucha said

    Oczywiście to tylko przypadek, że największe w historii ludzkości przekręty finansowe robią nasi bracia, Żydzi – przecież jak wiemy w każdym narodzie są ludzie przyzwoici i są mendy.
    Tylko jakoś się nie mogę nigdzie doczytać o megazłodziejstwach w wykonaniu Polaków, Słowaków, Ukraińców czy Włochów. Gdzie nie spojrzeć, tam pejsy…

  5. Cham Wiejski said

    A teraz weź pan, panie Marucha, wytłumacz powyższe przeciętnemu polskiemu śmierdzielowi-ynteligentowi zajadającemu się G…m Wyborczym.

  6. okrężnica po said

    próba

  7. Cham Wiejski said

    Próbuj, próbuj…

  8. RomanK said

    Pomyslcie Panstwo o jeszcze jednym….ile z tych assetow toksycznych, wyprodukowanych przez Goldman Sachs…i opatrzone potrojnym AAA,,zakupily polskie Fundusze Celowe,, Emerytalne, Zdrowia etc…..do dzis nikt nie wie ze cala przyszlosc polsich przyszlch emerytow zainwetwana jest w ” amerykanskim szambie derywatyw” nie majacych zadnej wartosci!
    jak narazie zadnemu parlamentarzyscie nie przyszlo do glowy o to zaptyac?????. czy tez nie chca otwierac puszki Pandory czy raczej zatkanego skislego szamba????

  9. Cham Wiejski said

    Panie Romanie, to bydło parlamentarne dzieli się na swie grupy:
    1. Idiotów nie mających pojęcia, za co się wzięli.
    2. Sukinsynów, dobrze wiedzących co robią i robiących to celowo.
    Grupa 3, posłowie kompetentni i uczciwi, jest praktycznie do pominięcia.

  10. liiil said

    Tą notkę trzeba wypromować

    liiil Promuj notkę

  11. gosc po raz pierwszy said

    gdyby chociaz z 20 procent polakow czytalo artykuly zamieszczane u pana maruchy . scene polityczna narod wywrocil by nawet przy tej ordynacji wyborczej . do pana z nr.3 o dobrodziejswtwach kapitalizmu . systemy polityczne mozna chyba okreslic jako funkcjonujace w przyrodzie zywe organizmy . niektore zgodnie z teoria ewolucji doskonala sie i uszlachetniaja ,inne sie wyradzaja . polacy doswiadczyli tego systemu w zlym stylu i pod zlym przewodem . niesamowicie glupie jest ze 80 procent spoleczenstwa wciaz jeszcze swieci tych przywodcow , gotowa stawiac im pomniki , tzn. ze jeszcze dlugo bedziemy leciec w dol . argument za terazniejszym dobrobytem — a za gierka telefon komorkowy miales , komputer internet miales . no i jestem przekonany .

  12. Kimono D. said

    Co tu dodać do powyższego? Takich stron jest na sieci więcej. Kto je czyta? Ci, co i tak już są przekonani. Reszta nie jest w stanie przyjąć do wiadomości, iż są zmanipulowanymi głupcami.

  13. video said

    Rzad Planetarny

    http://www.przyszloscwprzeszlosci.info/przyszo/34-przyszo/459-zmiany-ju-nastpuj

    http://www.przyszloscwprzeszlosci.info/religie-i-wierzenia/36-religie-i-wierzenia/490-kto-stoi-za-objawieniami

    Click to access 007215.pdf

    Click to access 01_Nowy_porzadek_swiata.pdf

    http://www.niesamowite.fora.pl/historia-i-cywilizacje-ziemskie,11/nieznana-historia-czlowieka,176.html

    http://www.niesamowite.fora.pl/teorie-spiskowe,30/agharta,78.html

    http://www.apokalipsy.cba.pl/paranoja%20jest%20moja.htm

    http://sladamiprawdy.i365.pl/print.php?type=N&item_id=199

    http://www.polonica.net/Tajna_wladza_swiata2.htm

    http://grypa666.wordpress.com/artykuly-po-polsku/

    Click to access kl1_5.pdf

    http://www.ndw.v.pl/art.php?nr=610&czesc=31

    Sumerowie

    http://www.ndw.v.pl/art.php?nr=496&kom=1

    Projekt Camelot

    http://www.forumzn.fora.pl/najwieksze-zagadki,1/projekt-camelot-powrot-planety-x,1280.html

    http://www.disclose.tv/action/viewvideo/691/NSD42_secret_video___unknown_planet/

    http://www.forumzn.fora.pl/najwieksze-zagadki,1/
    http://www.ndw.v.pl/art.php?nr=610&czesc=31

    http://www.ukrytesprawy.org/Phil%20Schneider.html

    http://books.google.ca/books?id=X3I_7Srgs1oC&pg=PA16&lpg=PA16&dq=%22gray%22+aliens&source=bl&ots=Kz3lAhcZJ3&
    sig=KNN35hoLoTFhnNEPfdSOYngeGeg&hl=en&ei=VOfsSqa8I8imlAf9i4yABQ&sa=X&oi=book_result&ct=result&resnum=6&ved=0CBYQ6AEwBTge#v=onepage&q=%22gray%22%20aliens&f=true

    http://radioilluminati.com/

    Prawdziwe oblicze Unii Europejskiej

    http://video.google.com/videoplay?docid=2699800300274168460#

    Koniec narodow

    http://video.google.com/videoplay?docid=2699800300274168460#docid=-4291770489472554607

    More on the enigma of underground installations here:

    Politicians Warning of 2012, Major earth Changes and D.U.M.B.s (Deep Underground Military Installations)

    http://www.projectcamelot.org/norway.html

    [audio src="http://216.18.197.204/audio/leo_zagami_cellphone_long.mp3" /]

    http://www.projectcamelot.org/

    http://pakalert.wordpress.com/2009/08/30/a-world-of-disinformation-project-camelot-exposed/

    http://occultscience.tv/video/462/David-Wilcock-at-the-Project-Camelot-Awake-and-Aware-Confere

    http://sciencestage.com/v/7637/jim-marrs-the-project-camelot-interview-3/8.html

    y Gary H. Hall :”The fact is, secret societies have an ultimate goal. This is why they exist and why they are secret.(—) I wrote about their hidden agenda: „In August 1871 Albert Pike, the head of Scottish Rite Freemasonry… described a distant final war, which he felt would be necessary to usher in the New World Order. According to Pike, this conflict between two future superpowers would be sparked by first igniting a crisis between Islam and Judaism.” He went on to state:

    ‚We shall unleash the nihilists and the atheists and we shall provoke a great social cataclysm which, in all its horror, will show clearly to all nations the effect of absolute atheism, the origin of savagery and of most bloody turmoil. Then, everywhere, the people, forced to defend themselves against the world minority of revolutionaries, will exterminate those destroyers of civilization; and the multitudes, disillusioned with Christianity whose deistic spirits will be from that moment on without direction and leadership, anxious for an ideal but without knowledge where to send its adoration, will receive the true light through the universal manifestation of the pure doctrine of Lucifer, brought finally out into public view; a manifestation which will result from a general reactionary movement which will follow the destruction of Christianity and atheism, both conquered and exterminated at the same time.’

    I continued to write, „Should such a crisis be permitted to occur, the amount of destruction would be staggering. Humanity would tremble with fear believing that man is about to destroy himself… It would be a time of despair and mass confusion. Add to this the resulting chaos of global financial markets, which are already on the brink of disaster; the economic turmoil would only contribute to the world’s state of panic.

    Once such a war began, there would be no guarantee that the United States or Europe would remain entirely unscathed.” I penned these words in 1987. The book went to print in 1991. I had no idea how close this depiction might eventually come to reality.”

    http://www.crossroad.to/articles2/Kah.htm

  14. lanc3 said

    Stron jest więcej i głosów takich więcej,czytają już przekonani i coraz więcej się przekonuje-właśnie dzięki takim stroną,Nawet ci co nie są w stanie ogarnąć w końcu ogarną,kwestia czasu.Tylko trzeba takich uświadamiać.

  15. cadyk szlomo said

    a mnie ciekawi jak na tym tle wygladeja dzialanie Goldmana w Polsce. ile do tej pory stracilo panstwo i obywatele z powodu takich rekinow miedzynarodowej finansjery?

    a co do internetowych zrodel rzetelnej informacje, to ja osobiscie mam mieszane uczucia. niby zauwazalny jest wzrost ilisci stron, ale jakos nie do wszystkich jestem przekonany. wiele z nich jak sadze ma dezinformowac lub dzialac na zasadzie wentyla bezpieczenstwa.
    mysle, ze warto by przedyskutowac te kwestie, tworzac przy okazji liste stron „ograniczonego zaufania”.

  16. lanc3 said

    na poparcie że więcej ludzi myśli i wie co jest grane był dzisiaj program na tvpinfo.

    Była rozmowa z ks,Isakowiczem-Zaleskim ci młodzi ludzie którzy zadawali mu pytania są dowodem.

  17. Rysio said

    Ad 3. Cham Wiejski powiedział/a

    …….Ciekawe, czy “geniusz” Geoffrey Sachs, który wspólnie z Sorosem i Balcerowiczem ustalali plan ograbienia Polaków z ich całego dorobku, ma coś wspólnego z tym bankiem?

    Ciekawe, co na to nasz “kumaty” Rysiu, pouczający nas o dobrodziejstwach kapitalizmu w wersji “a jebał was pies”…………”

    Uprzejmie odpowiadam ze już dawno temu osobnik o nazwisku Joseph Goebbels powiedział ze jeżeli ludziom pokaże się kwadrat i 1000 razy powtórzy ze jest to kółko to ludzi znaczna kwadrat nazywać kolem.

    Od siebie dodam ze jeśli ludziom pokaże się INTERWENCJONIZM i 1000 razy powtórzy się ze jest to KAPITALIZM to ludzi zaczną INTERWENCJONIZM nazywać’ KAPITALIZMEM.

    Cham Wiejski jest jednym za takich ludzi – INTERWENCJONIZM nazywa KAPITALIZMEM.

    Ale nic straconego wystarczy przeczytać te książkę i wszystko się odkręci i takich głupich pomyłek nie będzie się robić.

    Click to access CAPITALISM_Internet.pdf

  18. Rysio said

    ad 3. INTERVENCJONIZM nie ma nic wspolnego z KAPITALIZMEM.

  19. Rysio said

    Ad. 8.

    Dlatego wszystkie emerytury powinne byc’ dobrowolne.

  20. Rysio said

    Ten tekst „Goldman Sachs – maszyna do robienia baniek” napisał Montt Taibbi.
    Montt Taibbi pisze też dla http://lewrockwell.coś/taibbi/taibbi-arch.html

    Jest to strona Lwa Rockwella na ktorej są bardzo przystępne artykuły ekonomiczne.
    Lew Rockwell jest dyrektorem Ludvig von Misses Institute.

    Cieszy ze myśli Misesa zwolennika kapitalizmu w najbardziej czystej postaci okrężną droga trafiają do czytelników blogu gajowego Maruchy.

    Tak trzymać !!!

  21. Rysio said

    Uff, tekst oczywiscie napisal Matt Taibbi.

  22. Rysio said

    http://lewrockwell.com/taibbi/taibbi-arch.html

  23. Nk said

    wszystko to jeden wielki biznes…

  24. Wojwit said

    Niby bez specjalnego związku, ale tylko pozornie…

    Abp. T. Dolan narzekając na antykatolicyzm w mediach, sam powinien zastanowić się nad swoim działaniem
    Aktualizacja: 2009-11-2 10:47 am

    Pan redaktor Sebastian Karczewski w Naszym Dzienniku przekazuje polskiemu Czytelnikowi słowa arcybiskupa diecezji nowojorskiej, bp. Timothy Dolana, który wyraził swoje oburzenia na “antykatolicyzm mediów amerykańskich”, a bezpośrednim powodem swojej wypowiedzi była odmowa wydrukowania listu Jego Eminencji przez dziennik New York Times.

    Najpierw przywołajmy cały artykuł z Naszego Dziennika:

    Przeciw antykatolicyzmowi

    Czytając “New York Times”, można odnieść wrażenie, że drugą po baseballu narodową rozrywką Amerykanów jest antykatolicyzm – stwierdził ks. abp Timothy Dolan w liście otwartym skierowanym do redakcji wymienionej gazety. “New York Times” odmówił jednak publikacji listu metropolity Nowego Jorku.

    Publikując list na swojej stronie internetowej, ks. abp Timothy Dolan wskazał jako przykład cztery konkretne artykuły opublikowane w październiku przez “New York Times”. Zwrócił uwagę na zawarte w nich nieprawdziwe informacje, wyrażając zarazem dezaprobatę wobec wybiórczego podejścia dziennikarzy do wiadomości na temat Kościoła katolickiego. – Nie zamierzam sugerować, że antykatolicyzm jest ograniczony do szpalt “New York Timesa”. Niestety, podobne przykłady można znaleźć w wielu innych miejscach. Nie będę nawet próbował wymieniać licznych przypadków antykatolicyzmu w tzw. mediach rozrywkowych, ponieważ są tak rozpowszechnione, że czasami wydają się niemal rutynowe i obowiązkowe – stwierdził ks. abp Dolan.
    Metropolita Nowego Jorku zwrócił uwagę, że w informacjach często pomija się nadużycia, do których dochodzi w niekatolickich wspólnotach religijnych czy instytucjach publicznych, natomiast nadaje się nieproporcjonalny rozgłos tym, które tyczą się Kościoła, ale odnoszą do jego marginesu. “Kościół katolicki nie jest ponad krytyką. My, katolicy, wielokrotnie czynimy to sami. Potrzebujemy krytyki i chętnie ją przyjmiemy. Wszystko, czego pragniemy, to by była ona sprawiedliwa, rozumna i dokładna, czego chcielibyśmy oczekiwać od każdego. Podejrzenia i uprzedzenia wobec Kościoła są narodową rozrywką, która powinna być “zmyta na dobre” – podkreślił ks. abp Timothy Dolan w liście do “New York Timesa”.

    Pochodzący z Saint Louis w stanie Missouri ks. abp Timothy Dolan w lutym br. został przez Benedykta XVI mianowany metropolitą Nowego Jorku. Wcześniej, od 2001 roku, z nominacji Jana Pawła II był biskupem pomocniczym w Saint Louis, rok później zaś został arcybiskupem Milwaukee. Już wówczas był krytykowany przez liberalne media za swój konserwatyzm i bezkompromisowość w kwestiach takich jak tzw. małżeństwa homoseksualne, eutanazja czy obrona życia. Podczas kampanii prezydenckiej nie zawahał się publicznie upomnieć kandydata demokratów na wiceprezydenta Josepha Bidena oraz przewodniczącą Izby Reprezentantów Nancy Pelosi za przeinaczanie nauki Kościoła w sprawie aborcji. Tuż po nominacji na metropolitę Nowego Jorku, w marcu br. ks. abp Timothy Dolan w czasie wystąpienia na Uniwersytecie Notre Dame skrytykował prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamę, podkreślając, że w wielu kwestiach zajmuje on stanowisko sprzeczne z nauczaniem Kościoła.

    Sebastian Karczewski

    Nasz Dziennik, Poniedziałek, 2 listopada 2009, Nr 257 (3578)

    W powyższym tekście, bezkrytycznie i bezmyślnie przytoczono słowa Arcybiskupa, który stwierdził, że: “Czytając New York Times, można odnieść wrażenie, że drugą po baseballu narodową rozrywką Amerykanów jest antykatolicyzm”. Zarówno JE, Autor tych słów, jak przekazujący je polskim czytelnikom dziennikarz, oraz – co nie powinno już zupełnie dziwić – Radio Watykańskie (które powinno witać się bardziej realistycznym: ‘Tu Radio WaTirana’), nie spróbowali (nie chcieli? nie byli w stanie? nie rozumieli?) pogłębić tej płytkiej myśli o jakichś “Amerykanach”, których największą po baseballu rozrywką ma być antykatolicyzm. Otóż trzeba jasno, dobitnie wyłożyć, że to nie jacyś anonimowi, zbiorowi “Amerykanie” lubują się w serwowaniu społeczeństwu amerykańskiemu codziennych dawek antykatolickich fobii, lecz bardzo konkretna i możliwa do wskaznia z imienia i nazwiska grupa chorych z nienawiści wrogów Prawdy, Rozumu i Wiary. JE arcybiskup Timothy Dolan powinien wspiąć się na wyżyny danego Mu pulpitu, przełamać nałożone przez siebie bariery i powiedzieć jasno, że największą, najbardziej jadowitą, najskuteczniejszą grupą antykatolików to specyficzne środowiska żydowskie, skupione w masowych mediach. Wpływowy dziennik New York Times stanowi właśnie naczelną tubę propagandową tychże środowisk, zresztą zarząd pisma jest w rękach żydowskich właścicieli, a zatrudnieni tam dziennikarze to najczęściej żydowscy szowiniści bądź antykatoliccy filosemici innej maści.

    Arcybiskup T. Dolan wypowiadając słowa oburzenia w oczywisty sposób wskazuje na prawdziwy, niezaprzeczalny fakt antykatolickiej nagonki w tzw. amerykańskich mediach, ale sam niestety na co dzień brata się ze swoim wrogiem. To nie kto inny tylko nowo mianowany biskup archidiecezji nowojorskiej pospieszył do największego – a przynajmniej najbardziej widocznego medialnie – wroga Kościoła, czyli syjonistycznej organizacji masońskiej “Liga Przeciwko Zniesławieniu”, gdzie w kwietniu br. uczestniczył w wieczorze sederowym, wraz z grupami uczniów żydowskich jesziw i spędzonych tam uczniów szkół katolickich. Podczas spotkania szef ADL, Abe Foxman przewodniczył w odmawianiu dwóch żydowskich błogosławieństw ku czci Arcybiskupa [sic!], a następnie wręczył bp. Dolanowi mezuzę, aby zawiesił ją na drzwiach swojej nowej rezydencji biskupiej.

    “To jest wspaniałe” – odpowiedział arcybiskup Dolan. “Zawsze doceniałem pracę Ligi Przeciwko Zniesławieniu. Dziękuje za powitanie mnie i za zapewnienie o nadziei na naszą przyszłą współpracę, z czym dzielę się pełen entuzjazmu.” – powiedział rozradowany i natchniony “błogosławieństwem” żydowskim katolicki biskup.

    Podczas uroczystości, bp Dolan czytał razem z szefem ADL, Foxmanem, tradycyjne żydowskie opowiadania święta Paschy.

    Jak stwierdziła pani Paula Simon, uczestnicząca po stronie żydowskiej w spotkaniu, biskup Dolan “rozumie podstawowe wartości relacji międzyreliginych, szczególnie relacji z żydowskimi społecznościami”. To zrozumienie przedkłada się na bardzo wymierne korzyści dla strony żydowskiej. Oto w czasie, gdy diecezja Milwaukee zmuszona została w ciągu ostatnich kilku miesięcy do zredukowania wydatków na różne programy dla swoich wiernych, arcybiskup Dolan podtrzymał finansowanie wydziału prowadzącego relacje ze społecznościami żydowskimi. “Potwierdza to jego zaagażowanie w sprawy dialogu.” – podkreśliła pani Simon.

    Dziś abp T. Dolan narzeka publicznie wskazując (celowo? z premedytacją?) w niewłaściwym kierunku. Jeśli jednak ktoś narzeka na cały świat, obrażając przy tym przeciętnych Amerykanów i zwalając na ich barki wszelkie antykatolickie zło, powinien najpierw sam się zastanowić nad swoim działaniem. Powinien zastanowić się nad tym, że ugaszenie pożaru nie polega na jego głaskaniu, przymilaniu się i udawaniu, że lizanie jego jęzorów da nam przytulne ciepełko. Nie – potrzebna jest szybka akcja, wskazanie źródeł ognia, odgraniczenie go od otoczenia i wreszcie – skuteczne stłumienie. Niestety, działania “konserwatywnego” – jak niektórzy próbują określać – biskupa T. Dolana przypominają nieco rozumowanie pewnego prymitywnego plemienia afrykańskiego, które nie potrafiło pojąć, że akt kopulacji prowadził w konsekwencji na narodzin dziecka. Widać myślenie to, pozbawione refleksji nad przyczynami i skutkami, jest silniejsze niż zdajemy sobie sprawę.

    Lech Maziakowski
    Washington, DC | 2 listopada 2009 | http://www.bibula.com

  25. Rysio said

    ad 22. …..wszystko to jeden wielki biznes……….

    Biznes jest dobry – bez niego, latalibyśmy z maczugami po puszczy i tłukli dziki i tury na kolacje. 😉

  26. Guła said

    Goldman Sachs dla Polski okazał się prawdziwym łaskawcą. Z jakiści powodów odpuścił złotemu, nie tak dawno, dewaluując zł tylko o 7 punków %.

    Twierdził iż zaplanował 6%.

  27. Marucha said

    Pana Rysia uprzejmie proszę, aby był łaskaw nie stosować wobec mnie protekcjonalnego tonu (np. „Tak trzymać”) bo bardzo tego nie lubię.
    Nb. pewnie Goldman Sachs też byłoby uczciwą, przyzwoitą firmą bankierską, gdyby nie „interwencjonizm”.

  28. joanna said

    „w społeczeństwie, które biernie poddaje się rządom wolnego rynku i wolnych wyborów, zorganizowana chciwość musi wziąć górę nad niezorganizowaną demokracją”

    caly artykul bardzo dobry, ale nie zgadzam sie z tym zdaniem ( podkreslone jest ono w artykule tlustym drukiem )
    W USA rynek nie jest wolny , rzad USA, ktory jest w rekach wielkich korporacji i bankierow interweniuje w rynek, tak wiec nie ma tam kapitalizmu, jest korporatyzm.
    Poza tym wybory sa pozornie wolne, ale poprzez machinacje elit ( kontrola mediow, przepisy wyborcze, prawdopodobnie falszowanie wyborow) wybory niewiele znacza.

  29. joanna said

    Panie Marucha, niech sie Pan nie obraza na Rysia, mi sie wydaje, ze chcial on raczej wyrazic entuzjazm. Ja takze bardzo sie ciesze, ze Pan prowadzi to miejsce, znalazlam tu bardzo duzo ciekawych artykulow i linkow.
    Dzieki Bogu, ze istnieja ludzie tacy jak Pan.
    To prawda, ze czasami my, Polacy mamy tendencje do checi wywyzszania sie nad innymi, aczkolwiek z drugiej strony kazdy czlowiek chcialby byc wyjatkowy, lepszy, i tak naprawde trudno sie tego pozbyc.
    Pan Rysio pisze bardzo sensownie, tak trzymac!
    Przy okazji – sadze, ze musimy walczyc z opinia, ktora wielu Polakow ma o samych sobie – zawsze sie klocimy, w piekle nie musza nas pilnowac, bo sami sie do kotla wpychamy, etc –
    podejrzewam, ze wiele z tych opinii i sam koncept jest promowany przez naszych wrogow.
    Sadze, ze jestesmy sie w stanie zjednoczyc,nie tylko w okresie wojny itp.
    Wiem, ze wielu z nas bardzo sie cieszy sukcesami rodakow, jak tez jakimis dobrymi i pochlubnymi opiniami o Polsce, mimo, ze z wiadomych przyczyn wiele dobrego nie slychac, i co jest pozytywnego nie jest naglasniane.

  30. Cham Wiejski said

    Pan Rysiu jest neofitą-dogmatykiem wolnego rynku. Wolny rynek to to samo, co idealny komunizm – świetnie by działał, gdyby nie to, że go nigdzie nie ma, bo zawsze są jakieś „wypaczenia”. A to interwencjonizm, a to złodziejstwo, a to znów urok albo s…czka.

  31. Marucha said

    Pani Joanno, wiedza Rysia jest wiedzą książkową, teoretyczną. Niewiele ma ona wspólnego z praktyką dnia codziennego, lecz zwolennicy każdej formy kapitalizmu niezmiennie tłumaczą owe rozbieżności „wypaczeniami”, jak zauważył mój przedmówca.
    Nie inaczej postępuje i Rysio. Doceniam jego zapał, powinien jednak rozejrzeć się wokół siebie i zastanowić, dlaczego świat nie wygląda, tak jak w książce.
    Tłumaczenie rozgrabienia Polski przez tercet Soros-Sachs-Balcerowicz „interwencjonizmem” setnie mnie ubawiło.

    Teorie „wolnego rynku” serwuje się masom, aby im wytłumaczyć, dlaczego po raz kolejny ograbiono ich z ciężko zapracowanych oszczędności: „nie bądź Pan głąb, praw ekonomii Pan nie zmienisz, tak to już jest, jeden wygrywa, inny przegrywa, miałeś Pan pecha”.

  32. joanna said

    Tak, jest w tym racja. Nie ma systemu idealnego.
    Ale gdyby nie korupcja w polityce, nie udaloby im sie tak krasc, niezaleznie od systemu.
    Moj S.P. ojciec bardzo zawsze sie interesowal polityka, historia, ja przez wiele lat nie zajmowalam sie tymi rzeczami, gdyz uwazalam, ze wszstko jest zbyt zafalszowane i skorumpowane aby miec na cokolwiek wplyw.
    No i w pewnym momencie zdalam sobie sprawe, ze ludzie tacy jak ja sa bardzo uzyteczni dla elit, i rowniez celowo utrzymuje sie opinie o bezcelowosci zajmowania sie polityka, – i w ten sposob ulatwia sie tym u zlobu oszukiwanie nas na calego, czyni , ze nie glosujemy wcale lub glosujemy tak, jak tego chca zdeprawowane media.
    No i co mamy robic, Panie Marucha? Pytam na powaznie…Jak odroznic flage prawdziwa od tej falszywej, jak wyjsc z dezinformacji?
    Joanna

  33. Rysio said

    ad 27. Panie Gajowy , złodzieje są wszedzie. W każdym systemie ekonomicznym. Staram się tylko przekazać ze czysty kapitalizm i dobrowolna wymiana handlowa między ludźmi jest najbardziej uczciwym i prawym systemem ekonomicznym.

    ad 30. Panie Cham Wiejski, tak – jestem całkowitym zwolennikiem wolnego-rynku lubi inaczej laisses-fair kapitalizmu.

    Jestem również całkowitym przeciwnikiem złodziejskiego socjalizmu, korporatyzmu, interwencjonizmu i redystrybucjonizmu.

    Jestem przeciwnikiem jakiegokolwiek mieszania się rządu w sprawy gospodarcze i ekonomiczne.
    Wolny Rynek – to rynek wolny od jakiejkolwiek ingerencji rządu i panstwa.

    A jaki ekonomiczny system, Pan uważa za najlepszy?

  34. Rysio said

    ad 32. Pani Joanno – jest system idealny.

    Nazywa się laisses-fair kapitalizm a reprezentuje go najbardziej Ekonomiczna szkoła Austryjacka i tacy ekonomiści jak Carl Menger, Bohm-Bawerk, Mises, Hayek, Rothbard, Lew Rockwell, Gary North, Jesus Huberta de Soto, Jorg Hulsmann, Di Lorenzo, T. Woods, F. Schostak i cała plejada innych.

    Wielkim zwolennikiem laisses-fair kapitalizmu i Ekonomicznej szkoły Austryjackiej jest też kongresman z Texas Ron Paul.

  35. Rysio said

    ad 31. Panie Gajowy Marucha z calym szacunkiem,

    A Pana wiedza o masonerji czy tez nie jest wiedzą książkową i teoretyczną?
    Jezeli jest wiedza, praktyczna to moze by Pan podal do ktoreo odłamu wolnomularstwa Pan nalezal?

    Poza tym myli sie Pan odnosnie wypaczen kapitalizmu i socjalizmu.

    1. Czysty socjalizm zawsze prowadzi do biedy i ubostwa.
    2. Wypaczony socjalizm zawsze prowadzi do biedy i ubostwa.
    3. Czysty kapitalism zawsze prowadzi do dobrobytu.
    4. Wypaczony kapitalism prowadzi do biedy i ubostwa.

  36. Marucha said

    Odnośnie punktu 3: po raz kolejny proszę Pana Rysia, aby dał mi JEDEN PRZYKŁAD kraju/społeczeństwa, które dorobiło się bogactwa stosując zasady czystego kapitalizmu.

    Odnośnie masonerii: moja wiedza teoretyczna zgadza się z zaobserwowaną naokoło praktyką, czego nie można powiedzieć o Pańskich naukach ekonomicznych.

  37. Rysio said

    Czystego kapitalizmu nie ma nigdzie. Gdyby był to była by to kraina mlekiem i miodem plynaca.

    Ale są, kraje które miały najmniej „zabrudzony” czysty kapitalizm i rozwinęły się najlpejej np. USA, Szwajcaria, Luxemburg, tygrysy azjatyckie i ostatnio Chiny.

    Chiny są, dobrym przykładem bo gdy tylko zeszły trochę na drogę kapitalistyczna to od razu ich gospodarka się poprawiła – działa to oczywiście jak czerwona płachtą na byka na Demokratów z USA takich jak Ms.Clinton, Obama i inna swołocz socjalistyczna.

    Odnośnie ekonomii:
    To po pierwsze nie jest to mają nauka ekonomiczna – aż taki mądry nie jestem.
    A po drugie to jak Pan widzi rozwiązanie problemów ekonomicznych?
    Własność prywatna czy państwowa?

  38. Marucha said

    Panie Rysiu, weźmy chocby USA… gdzie tam Pan miał czysty kapitalizm? Przecież ten kraj dorobił się głównie na rabunku własności Indian (zagarnięcie ziemi) i na niewolnictwie Murzynów.

    Tygrysy azjatyckie? Moga chyba służyć za przykład bardzo udanego interwencjonizmu państwowego! Dlaczego pisze Pan androny?

    Chiny? Chyba pan żartuje. To jest wciąż ustrój komunistyczny.

    Luksemburg… nie wiem, może ten maleńki kraik jest wyjątkiem, ale warto by go bliżej zbadać.

  39. Wojwit said

    http://galeria.interia.pl/praca,w_id,866131,g_id,43452,GRABIEŻ%20ZUCHWAŁA

  40. Wojwit said

    http://galeria.interia.pl/praca,w_id,860885,g_id,43452,Ilustracje%20z

  41. Rysio said

    ad 38. Panie Gajowy Marucha;

    Zgadza się, USA zagarnela ziemię Indian razem z ich wieżowcami, autostradami i innym budowlami które Indianie przez wiele stuleci budowali w Ameryce. Pewnie też dlatego ze nie ma niewolnictwie Murzynów to Ameryka obecnie upada. 😉

    …Tygrysy azjatyckie? Mogą chyba służyć za przykład bardzo udanego interwencjonizmu państwowego! Dlaczego pisze Pan androny?…..
    Czy to znaczy ze w Polsce potrzebny jest udany interwencjonizm państwowy?
    Jeżeli Pan tak uważa to proszę najpierw przeczytać „Krytyka Intervencjonizmu” – Misesa.
    Malutka książeczka która, napisał w 1920 roku – ciągle bardzo aktualna.
    Mysle, ze po jej przeczytaniu zmieni pan całkowicie zdanie o „udanym interwencjonizmie państwowym”.

    Zgadza się Chiny to jest wciąż ustrój komunistyczny tyle ze z sporym odchyłem kapitalistycznym w swojej polityce gospodarczej – rezultaty wszyscy widzimy.

    ….Luksemburg… nie wiem, może ten maleńki kraik jest wyjątkiem, ale warto by go bliżej zbadać…….. No to jak to jest w jednym kraju kapitalizm dziala a w drugim nie?
    A przy okazji prosze tez zbadac’ Szwajcarię (może tam też panuje socjalizm?).

  42. lanc3 said

    znalazłem to w sieci:http://alterkino.org/jeden-procent

    „Kozik napisał(a) dnia 06 lis o godz. 00:15

    Tym, którzy uważają, że całkowita liberalizacja rynku jest czymś zdrowym, proponuję ten artykulik:

    Click to access KNF%20fixing%2021.11.2008_tcm20-9403.pdf

    Zaledwie 40mln USD wystarczy do zdestabilizowania polskiej giełdy. Ciekawe, ile było potrzebne do zaistnienia czarnego wtorku.

    Z drugiej strony bezmyślne regulowanie rynku może działać na szkodę społeczeństwa.

    Całe zamieszanie z gwarancjami rządowymi dla banków zaczęło się po skoku na kasę banku Northeren Rock w Wielkiej Brytanii(udziela kredytów hipotecznych) – ktoś rozpuślił plotę, że bank nie ma pieniędzy na wypłaty depozytów. Oczywiście, kiedy klienci zgłosili się w ilosci nieprzewidzianej statystyką, stało się to prawdą-przecież tak działa każdy bank. Rząd uratował nieszczęsnych klientów, a wraz z nimi – utrwalił cały system bankowy. I wszyscy będziemy spłacać kredyty długo i szczęśliwie.

    Proszę o poprawienie, jeśli gdzieś się pomyliłem/coś zmyśliłem.”

    z tym northern rock to prawda bo pamiętam co się działo,kolejki do oddziałów były jak u nas za komuny po giętą.

  43. lanc3 said

    Film pod tytułem „Jeden procent” zrealizował Jamie Johnson,syn właściciela Johnson&Johnson.Wiele ten film nie wnosi,ale przynajmniej trochę odkrywa kurtynę za którą chowają się najbogatsi.

    W 25 minuta :
    „- jeden wspiera republikanów drugi demokratów,Alfie Fanjul wyłożył olbrzymie sumy na wspieranie Billa Clintona,jego brat na republikanina Boba Dole,proste.”

    I tak to właśnie działa,zresztą przynajmniej dla mnie od jakiegoś czasu jest to oczywiste;wystarczy prześledzić sytuację na przestrzeni kilku kadencji rządów,to widać że kierunek jest zawszę ten sam.Tak więc dziwię się że jeszcze ktoś wierzy w wybory,gdzie jak wiemy to ci bogaci przedstawiają kandydatów,oraz dzięki mediom,różnorakim fundacją,stypendiom ukierunkowują świadomość społeczną.

    „w społeczeństwie, które biernie poddaje się rządom wolnego rynku i wolnych wyborów, zorganizowana chciwość musi wziąć górę nad niezorganizowaną demokracją.”

    Myślę że w każdym systemie czy też grupie społecznej bez odpowiednich zabezpieczeń zawsze wygra chciwość.

  44. PL said

    Moim zdaniem system bankowy na świecie jest przykładem, jak chciwość w oparciu o złodziejstwo zwycięża tam, gdzie państwo rezygnuje z kontroli. A zorganizowana chciwość plus złodziejstwo to pole totalnie zdominowane przez naród wybrany.

  45. ann said

    A taka „demokracja” w tej Ameryyce. Taki brak korupcji. Taka prawość…

    (przepraszam ale nie doczytał żem/am/ całości – komentarz nasunął mi się na początku)

  46. ann said

    Bankier to ktoś, kto pożycza ci parasol, kiedy świeci słońce, ale chce go z powrotem w chwili, gdy zaczyna padać – tak mi się przypomniało – chyba Twain – jeśli nie, to niech ktoś poprawi:).

  47. PL said

    Widzi Pani, gdy ktoś ględzi na temat ekonomii, a całkowicie pomija milczeniem tak ekstremalnie ważny problem, jak władza nad drukowaniem pieniądza i w czyich rękach się ona znajduje – nie wie, o czym mówi.
    Powtarza on typowe nauki żydowskich ekonomistów, którzy obsadzili swoimi ludźmi wszelkie możliwe teorie i którzy starannie unikają właśnie tematyki władzy nad pieniądzem.

  48. Rysio said

    Czy PL naprawde jest taki glupi czy tylko mnie wpuszcza w maliny?

  49. Rysio said

    Ann,

    USA jest republika, konstytucyjną.
    Z demokracja nie ma to nic wspolnego.

    Nie powtarzaj propagandy żydów amerykanskich.

  50. Rysio said

    ad 47 „……Powtarza on typowe nauki żydowskich ekonomistów, którzy obsadzili swoimi ludźmi…”

    PL wcale nic nie pomijam. Władza nad drukowaniem pieniądza nie powinna być w niczyich rekach. Wolny rynek sam ustanowiłby co powinno być pieniadzem. Historycznie było to złoto i srebro.

    PL ponieważ masz awersję do Żydów to specjalnie dla ciebie będę cytował ekonomistów szkoły Austryjackiej którzy nie są, Żydami – takich jak Thomas Wood, Prof. Hans Senholtz, Frank Szostak, Prof. Jesus Huberta de Soto, Jorg Hulsmann i Ron Paul.

    „…. którzy starannie unikają właśnie tematyki władzy nad pieniądzem……..”
    PL chyba nie mówisz o Austryjackiej szkole ekonomicznej – bo oni bardzo dużo piszą na ten temat.

    PL straszenie jestes niedoinformowany.

  51. PL said

    Ha ha ha!
    Dowcip tygodnia.
    „Władza nad drukowaniem pieniądza nie powinna być w niczyich rekach. Wolny rynek sam ustanowiłby co powinno być pieniadzem. Historycznie było to złoto i srebro.”

    Wolny rynek szybko by ustanowił, że najlepszymi do drukowania pieniędzy są bankierzy żydowscy.

    A teraz głupi Rysiu – posłuchaj. Najbardziej trwałym, stabilnym i najdłużej używanym z powodu zaufania doń pieniądzem był… KARBOWANY KIJ wymyślony przez Henryka I. Nie przez żaden „wolny rynek”, tylko przez mądrego władcę.

    Zacytuję ci kawałek historii, której nie znasz i znać nie możesz, boś jest durniem.

    Tak jak Juliusz Cezar, król Anglii Henryk I zdołał odebrać złotnikom władzę pieniądza ok. 1100. r. po n. Ch. Henryk mógł użyć wszystkiego jako pieniędzy – muszelek, piór itd. Jednak wyna­lazł on jeden z najbardziej niezwykłych systemów pieniężnych w historii, nazwany „systemem kar­bowanego kija”. Przetrwał on 726 lat do roku 1826. System ten wprowadzono w celu uniknięcia mo­netarnej manipulacji złotników.

    Karbowane kije były pieniędzmi wytworzo­nymi z wypolerowanych gałęzi drzewa. Nacięcia umieszczone wzdłuż jednej krawędzi kija wska­zywały wartość. Na­stępnie rozdwajano go na całej długości przez nacięcia, tak żeby obie części w dalszym ciągu miały zaznaczone karby. Jedną po­łowę zatrzymywał król, żeby za­pobiec fałszerstwu. Drugą część posyłał w obieg jako pieniądze w celu rozwoju ekonomii. Jest ironią to, że po utworzeniu w 1694 r. Banku Anglii, Bank ten zaatakował system karbowanego kija, ponieważ były to pie­niądze znajdujące się poza zasięgiem władzy han­dla­rzy pieniędzmi, co właśnie było intencją króla Henryka.

    Dlaczego ludzie zaakceptowali drewniane kije jako pieniądze? To ważne pytanie. Poprzez całą swoją historię ludzie handlowali wszystkim, co uważali za wartościowe i używali tego jako pie­niądze. Widzicie więc, że sekret tkwi w tym, że pieniądzem jest tylko to, czego ludzie zgo­dzą się używać jako pieniądza. Czym są dzisiejsze papie­rowe pieniądze? Są tylko kawałkiem papie­ru. I tu jest trick. Król Henryk I zarządził, że kar­bowane kije muszą być używane do płacenia królew­skich podatków. To wbudowany popyt na karbo­wane kije natychmiast spowodował ich akceptację jako pieniędzy i wprowadził je w obieg. I spełniały swoją rolę bardzo dobrze. Istotnie, żadna inna forma pieniędzy nie funkcjonowała tak do­brze i tak długo jak karbowane kije.

    Wyobraźcie sobie: Imperium Brytyjskie zbu­dowano w czasie systemu karbowanego kija. Oka­zał on się sukcesem, mimo że handlarze pie­niędzmi ustawicznie atakowali go, oferując jako konkurencję system meta­lowej monety. Innymi słowy, mo­nety metalowe nigdy nie wyszły całko­wicie z obiegu, lecz karbowane kije trwały, ponie­waż dobrze służyły pła­ceniu podatków.

  52. Rysio said

    PL – Biedaku przeczytaj se te ksiazke, naprawde dobrze ci to zrobi.

    http://mises.pl/sklep/pieniadz-kredyt-bankowy-i-cykle-koniunkturalne/

    Napisał ja, Profesor ekonomii Jesus Huberta de Soto.
    Pewnie też Żyd a dla niepoznaki ochrzcili go imieniem Jezus.

    Zloto i srebro bylo w obiegu przez ostatnie 6000 lat – to troche dluzej jak te karbowane kije.

    Małe pytanko do Gajowego Maruchy.

    Czy ja też mogę pisać o PL ze jest to totalnie głupi i nawiedzony debil z wypranym mózgiem przez ustrój i socjalistyczny i Ministerstwo Edukacji Narodowej?

  53. PL said

    Tobie, biedaku, żadne czytanie książek już nie pomoże. Ty nawet nie rozumiesz, co to jest pieniądz. Złoto i srebro nie były w obiegu jako PIENIĄDZE. Były używane jako środek płatniczy (tu i ówdzie) ze względu na WŁASNĄ wartość, wartość kruszca.

    Natomiast karbowane kije, o jakich nigdy nie słyszałeś, bo ci o nich twoi „ekonomiści” nie napisali, były najdłużej działającym PIENIĄDZEM. Pieniądzem nie ustalonym przez jakiś istniejący tylko w wyobraźni głupców „wolny rynek”, lecz przez króla.

    Te pieniądze – w odróżnieniu od złotych, srebrnych czy miedzianych monet – były wyjęte spod władzy żydowskich bankierów. Dlatego tak je atakowano przez stulecia, aż się w końcu udało je zlikwidować na początku XIX wieku.

    Jesteś typowym przykładem durnia, na którego właściwie szkoda czasu, ale zawsze jakaś cholera człowieka podpuści, żeby się z durniem wdawać w dyskusję i tym samym jego durnoty nobilitować….

  54. Marucha said

    Rysio pyta:

    > Czy ja też mogę pisać o PL ze jest to totalnie głupi i
    > nawiedzony debil z wypranym mózgiem przez ustrój i
    > socjalistyczny i Ministerstwo Edukacji Narodowej?

    Niestety, panie Rysiu, choć nie pochwalam agresywnego stylu PL (chyba „wyszedł z nerw”, co przy czytaniu Pańskich elukubracji jest zrozumiałe) – ale widzę u niego nieskończenie więcej rozsądku i prawdziwej, życiowej wiedzy, niż u Pana.

    Nie chcę już wyliczać, ile razy skompromitował się Pan pisaniem bzdur, które wytykali Panu inni uczestnicy. Niestety, wszystko po Panu spłynęło, jak woda po kaczce.

    Jeśli ktoś ma wyprany mózg, to chyba jednak Pan, co stwierdzam z przykrością, bo widać u Pana również pozytywne cechy.

  55. Rysio said

    Tak PL dla takich jak ty to rzeczywiście najlepsze karbowane kije.
    Nie tylko można nimi płacić ale także wyłomotać grzbiet.

    I jedyne co cię teraz wkurza to tylko to ze ty jesteś łomotany, a przecież tak bardzo bys’ chciał być tym który lomocze. :))

  56. Rysio said

    Panie Gajowy Marucha nie mogę się zgodzić na to abyście pisali nieprawdziwe rzeczy dlatego z uporem powtarzam ze Laizes-fair kapitalizm jest najlepszym systemem ekonomicznym.
    Po prostu najszybciej prowadzi do dobrobytu w przeciwieństwie do socjalizmu/wspólnoty kory zawsze prowadzi do biedy.

    PL puszczają nerwy tylko wtedy gdy nie ma kontrargumentów – to dobrze 🙂

    „….Niestety, wszystko po Panu spłynęło jak woda po kaczce…..” wcale nie, niektóre wpisy bardzo przezywam. 😦

    Cieszy mnie bardzo ze widzi Pan u mnie troche pozytywnych cech. 🙂

  57. PL said

    Twój leseferyzm NIGDZIE nie doprowadził do dobrobytu. Nie istnieje ANI JEDEN PRZYKŁAD jego sukcesu. Nie ma żadnego państwa, które się wzbogaciło dzięki tej antychrześcijańskiej doktrynie, wymyślonej przez oszustów.

    Nerwy człowiekowi puszczają czasem również wtedy, gdy jest skonfrontowany z tak monumentalną głupotą, że odbijają się od niej nie tylko argumenty, ale i fakty.

  58. Rysio said

    PL bardzo prosze nie zapieniaj sie.

    Napisz bardzo prosze jakbyś ty zorganizował handel?
    Kto by ustalał ceny produktów?
    Co by było środkiem płatniczym?

    Chyba nie kije karbowane? 🙂

  59. PL said

    Kije karbowane były najlepszym jak do tej pory środkiem na pozbawienie bankierów władzy nad pieniądzem i oddanie jej w ręce suwerena (króla, narodu itp). Dlatego z taką furią były atakowane przez angielskie banki, lansujące swoje złote czy srebrne monety.

    W ciemnym Średniowieczu przedstawiciele cechów zbierali się i wspólnie ustalali to, co było sprawiedliwą ceną na ich produkty. Nie ceną dyktowaną przez jakiś „wolny rynek”, ale ceną sprawiedliwą, uwzgledniającą koszty surowców, produkcji i zysk. Nikomu nie wolno było od owej ceny odchodzić, ani w góre, ani w dół.
    Nie wolno było reklamować swoich wyrobów, uchodziło to bowiem nie tylko za zły obyczaj, ale i za powód do podejrzeń, iż producentowi coś źle idzie w interesach. Reklamę wprowadzili kupcy żydowscy.

  60. Rysio said

    Hm tutaj się całkowicie nie zgadzamy.

    Po pierwsze średniowiecze nie było ciemne. Tomasz z Akwinu i inni…

    Koncept ceny sprawiedliwej już dawno został obalony przez ekonomistów (nie tylko żydowskich).
    Cena sprawiedliwa to mit coś takiego nie istnieje.

    Bankierzy nie mieli żadnej władzy nad złotem czy srebrem. Te złote i srebrne monety były zdeponowane dobrowolnie w banku przez właścicieli tych monet. Zaletą złota było to ze nie można go było według swojego widzimisie dodrukować tak jak to robi nasz prezydent Obam który puścił na rynek kilka bilionów $$$ bez pokrycia w towarach.

    Czy obecnie ktoś cię zmusza do korzystania z banku?

    Mam kolegę w Kalifornii który w materacu trzyma około jednego miliona dollarow.
    Wszystkie moje koleżanki chcą jego telefon haha..;)

    Jesteś przeciwko reklamie – a dlaczego?
    Jeżeli firma coś zareklamuje i ty się sparzysz na zakupie to drugi raz tego produktu nie kupisz. Nie tylko nie kupisz ale też negatywnie go zareklamujesz dla swoich znajomych.
    Taki producent który będzie oszukiwał klientów bardzo szybko zbankrutuje.

    Np. Julka pisze o zdrowotnych cechach kapusty kiszonej i poleca np firmę XYZ ze produkuje najlepsza kapustę kiszoną. Czy coś takiego było by zabronione?

    Cechy – miały to do siebie ze nigdy byś nie mógł z nimi konkurować gdybyś nie był w ich grupie. Był to taki protekcjonizm coś co bardzo źle i negatywnie wpływa na rozwój gospodarczy.

  61. Olo77 said

    Mam kolegę w Kalifornii który w materacu trzyma około jednego miliona dollarow.
    Wszystkie moje koleżanki chcą jego telefon haha..;)

    To mądry jest, gratulacje.
    Co on nie wie że niedługo celem likwidacji długu względem Chin w USA nastanie inflacja i tym milionem będzie mógł sobie zadek podetrzeć?

  62. Rysio said

    ad 61. Nie tylko on, ci którzy trzymają pieniądze w banku też będą, zadek mogli podetrzeć.

    Dlatego kilka lat temu zasugerowałem mu aby przynajmniej za część kupił złoto, platynę, palladium, amunicję i trochę broni palnej.

  63. lanc3 said

    Rysiu,aby zrozumieć dlaczego tak jesteś uparty z całą tą twoją ekonomiczną receptą na dobrobyt,dlaczego tak uparcie wciskasz wątpliwe i nie poparte żadnym przykładem recepty.

    Po prostu nie można mieć nic wspólnego z twoimi idolami i ich szkołami,fundacjami.

    W całym tym lefebryźmie jak i innych super pomysłach chodzi tylko o to,aby całe zastępy leni i darmozjadów robiło kase na nie swojej pracy.

    Więcej speców od wciskania tandety przy jednoczesnym spadku jakości towaru,a wzrostu ceny,bo przecież kadra speców od reklamy jak i sprzedawców rożnej maści domokrążców musi zarabiać wiele razy więcej niż rzemieślnik.

    Jeśli firma produkuje długopisy i koszt materiału to jeden złoty,koszt energii i lokalu i innych wydatków to też jeden złoty,oraz płaca dla rzemieślnika robiącego te długopisy wynosi powiedzmy też złotego to daje w sumie trzy dolary za sztukę.
    Firma mogła by sprzedawać je powiedzmy po 5-6 dolarów,ale nie.
    Według twoich recept trzeba zatrudnić speca od PR,sztab akwizytorów,wypracować lub kupić pomysł za grube miliony,zapłacić tym wszystkim darmozjadom grubą kasę.Co prowadzi do podnoszenia cen jak i wymusza obniżanie kosztów produkcji.
    Kto ucierpi na tym?

    W pierwszej kolejności rzemieślnik jak i konsument – bo towar coraz bardziej lipny,maszyny trzba kupić rzemieślnika na pysk wylać-materiały tańsze bo po co przepłacać jak i tak spece wcisną wszystko.

    Dobrego produktu jak i fachowych usług nie trzeba reklamować.

    W sumie do dobrobytu dojdzie właściciel jak i cała świta darmozjadów-straci cała reszta.

  64. lanc3 said

    leseferyzm miało być.

  65. lanc3 said

    Nie wiem czy Rysiu się chwali czy żali kolegą co chowa milon w materacu.
    Znam ludzi w Polsce co milion dla nich nie jest problemem bo trzymają w domowych sejfach więcej-i właśnie w takim systemie jak ty wciskasz to wypracowali-Dorobili się na czyjejś krzywdzie bo potrafili działać bez żadnej kontroli.

  66. PL said

    „Cena sprawiedliwa to mit coś takiego nie istnieje.”

    Jasne, niektórzy twierdzą nawet, że prawda nie istnieje, tylko mamy tyle prawd, ile ludzi na świecie.

    „Cechy – miały to do siebie ze nigdy byś nie mógł z nimi konkurować gdybyś nie był w ich grupie. Był to taki protekcjonizm coś co bardzo źle i negatywnie wpływa na rozwój gospodarczy.”

    Pozazdrościć nam takiego rozwoju gospodarczego, jaki miał miejsce w dobie cechów. Z ich wspaniałymi budowlami, zamkami, kościołami, grodami, które do dziś podziwiamy.

  67. […] Tekst przeczytasz tutaj:  Goldman Sachs – maszyna do robienia baniek. […]

  68. veri said

    Z pozycji finansowego dyletanta.

    Dla większości z nas „finansowe instrumenty” ,jakimi posługują się bankierzy a’la Goldman & Sachs aby nas oskubać to raczej czarna magia.

    Z całego artykułu wyciągam jedną, charakterystyczną uwagę : „indywidualne profity są tym większe, im większe szaleństwo ogarnia rynek.” – to pięknie wpisuje się w powiedzenie : barany są po to aby je strzyc !

    Ad 31. „Tłumaczenie rozgrabienia Polski przez tercet Soros-Sachs-Balcerowicz “interwencjonizmem” setnie mnie ubawiło.” … hmmm … swego czasu,arbitralna decyzja Balcerowicza o wysokim % depozytów bankowych przy jednoczesnym zamrożeniu kursu dolara, która pozwoliła wyprowadzić z Polski ca. 17 MLD $ nie była interwencjonizmem ?!

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: