Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Boydar o Wolne tematy (38 – …
    Klawy Cysorz o Drażnienie Ruskiego
    Sebastian o Idioci z UE – poszukując węgla…
    Boydar o Drażnienie Ruskiego
    Piotr B. o Drażnienie Ruskiego
    rycho08 o Drażnienie Ruskiego
    bryś o Znaczenie wojny w XXI wie…
    axel o Premier wzywa do wojny z …
    Boydar o Wolne tematy (38 – …
    Isreal o Drażnienie Ruskiego
    Anucha o Wolne tematy (38 – …
    wnikliwym okiem o Drażnienie Ruskiego
    Anucha o Drażnienie Ruskiego
    maxi o Drażnienie Ruskiego
    szary4aequitas o Co właściwie napisał Mora…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 615 obserwujących.

Archive for Styczeń 2010

Bandyci chronieni swym żydowskim pochodzeniem

Posted by Marucha w dniu 2010-01-29 (Piątek)

Gdy w lutym 2001 r. Kongres Polonii Kanadyjskiej zwrócił się do Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu przy Instytucie Pamięci Narodowej o podjęcie śledztwa w sprawie okrutnego mordu w Koniuchach, chyba nikt nie mógł przewidzieć, że potrwa ono dłużej niż 9 lat. Wbrew kilkukrotnym zapewnieniom ze strony IPN, iż śledztwo „wkrótce” zostanie zakończone, i mimo że od początku nie brakowało dowodów w tej sprawie, nic nie wskazuje na to, by faktycznie miało się ono ku końcowi.

W kuriozalnej wypowiedzi dla „Gazety Wyborczej” historycy związani z Centrum Badań nad Zagładą Żydów (przy Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk) sugerowali, że IPN dotąd nie zamknął śledztwa ze strachu przed niezadowoleniem zleceniodawców. Ciekawe, czy gdyby nawet Kongresowi Polonii Kanadyjskiej nie spodobał się wynik śledztwa, ktoś w ogóle opublikowałby nasz protest.

„New York Times”, „Gazeta Wyborcza” czy może rocznik „Zagłada Żydów”? Wszystkie te pisma milczą na temat tego mordu. Naturalnie IPN może się obawiać reakcji pewnych środowisk, co zresztą opisujemy dalej, lecz na pewno nie chodzi tu o środowiska polonijne.

Rozgłos mordowi w Koniuchach dokonanemu 29 stycznia 1944 r. nadali w rozlicznych publikacjach byli żydowscy partyzanci z Puszczy Rudnickiej. W pamiętnikach i relacjach chełpili się wręcz, że zniszczyli wieś położoną w pobliżu tej puszczy. Według Chaima Lazara, „Sztab Brygady zdecydował zrównać Koniuchy z ziemią, aby dać przykład innym. (…) W ciągu kilku minut okrążono wieś z trzech stron. Z czwartej strony była rzeka, a jedyny most był w rękach partyzantów. Przygotowanymi zawczasu pochodniami partyzanci palili domy, stajnie, magazyny, gęsto ostrzeliwując siedliska ludzkie. Słychać było huk eksplozji z wielu domów, gdy składy broni [?] wyleciały w powietrze. Półnadzy chłopi wyskakiwali przez okna i usiłowali uciekać. Ale zewsząd czekały ich śmiertelne pociski. Wielu z nich wskoczyło do rzeki, aby przepłynąć na drugą stronę, ale tam też spotkał ich taki sam los. Zadanie wykonano w krótkim czasie. Sześćdziesiąt gospodarstw chłopskich, w których mieszkało około 300 osób, zniszczono. Nie uratował się nikt”.

Dzisiejszy stan śledztwa

Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi w grudniu 2009 r. ujawniła doroczne sprawozdanie o stanie śledztwa, które niewiele różni się od poprzedniego.

„Jak wynika z dotychczasowych ustaleń wieś Koniuchy była dużą, polską wsią, liczyła ok. 60 zabudowań i ponad 300-tu mieszkańców. Koniuchy usytuowane były na skraju Puszczy Rudnickiej, w której znajdowały się bazy partyzantów sowieckich. Partyzanci w czasie powtarzających się napadów na tę wieś rabowali jej mieszkańcom żywność, odzież, bydło. Wyłącznie z tego powodu w Koniuchach utworzono oddział samoobrony, który skutecznie uniemożliwiał partyzantom dalszy rabunek.

W nocy z 28 na 29.01.1944 r. grupa partyzantów sowieckich otoczyła wieś i ok. 5-tej rano przystąpiła do ataku, który trwał 1,5-2 godziny. Pochodniami podpalano słomiane dachy domów, do wybudzonych, uciekających mieszkańców strzelano na oślep. W wyniku ataku zginęło co najmniej 38 osób, kilkanaście zostało rannych.

W dokumentach archiwalnych podaje się różną liczbę ofiar: ‚zostało zabitych 36 osób ze wsi oraz 14 osób ciężko rannych’, ‚zabito 35 osób, rannych 13 w tym 10 ciężko rannych’, ‚zabitych i rannych więcej niż 50 osób’, ’34 zabitych, 14 rannych, ilość osób żywcem spalonych nie ustalona’. Część ofiar spłonęła w swych domach, część zginęła od strzału z broni palnej. Wśród ofiar byli mężczyźni, kobiety i małe dzieci. Najstarsza z ujawnionych ofiar miała 57 lat, najmłodsze dziecko 2 lata. Spalono większość zabudowań, ocalało tylko kilka domów.

Atak na Koniuchy przeprowadziła 120, 150-osobowa grupa partyzantów sowieckich pochodzących z różnych oddziałów stacjonujących w Puszczy Rudnickiej, takich jak: ‚Śmierć okupantowi’, ‚Śmierć faszyzmowi’, ‚Piorun’, ‚Margirio’, oddział im. Adama Mickiewicza. Pierwszy z wymienionych oddziałów należał do Brygady Kowieńskiej Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego, pozostałe zaś do Brygady Wileńskiej. Oddziały te były wielonarodowościowe [informacja nieścisła – oddział „Śmierć faszyzmowi” był złożony z samych Żydów – przypis H.S.], należeli do nich m.in. partyzanci żydowscy, uciekinierzy z gett w Kownie i Wilnie.

Z kopii szyfrogramu z dnia 31.01.1944 r. autorstwa Genrikasa Zimanasa (Henocha Zimana), I Sekretarza Południowego Obwodowego Komitetu KP Litwy, a jednocześnie dowódcy Południowej Brygady Partyzanckiej do Naczelnika Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego w Moskwie Antanasa ˘Snieckusa wynika, że: ’29 stycznia połączona grupa oddziałów wileńskich, oddziału ‚Śmierć Okupantom’, ‚Margirio’ i grupy specjalnej Sztabu Generalnego całkowicie spaliły najbardziej zagorzałą w samoobronie wieś powiatu Ejszyskiego Koniuchy (…)’.

Śledztwo toczy się w sprawie. Nie przedstawiono dotychczas nikomu zarzutu popełnienia tej zbrodni. Genrikas Zimanas zmarł 15 lipca 1985 r. w Wilnie. Znane są nazwiska dowódców oddziałów ‚Śmierć okupantowi’, ‚Śmierć faszyzmowi’, ‚Piorun’, ‚Margirio’, im. A. Mickiewicza, lecz zgromadzony materiał dowodowy nie pozwala na stwierdzenie w sposób jednoznaczny, że faktycznie oni dowodzili grupami partyzantów ze swych oddziałów, którzy uczestniczyli w ataku.

W toku śledztwa przesłuchano kilkudziesięciu świadków – byłych żołnierzy z 5 batalionu 77 pp Armii Krajowej, którzy stacjonowali w pobliżu wsi, naocznych świadków zbrodni, krewnych ofiar, byłych partyzantów sowieckich. Zgromadzono obszerny materiał archiwalny w postaci meldunków policji litewskiej, szyfrogramów partyzantów sowieckich, kopii akt osobowych partyzantów sowieckich, w których to aktach są adnotacje, że uczestniczyli oni w ataku, kopii dzienników bojowych sowieckich oddziałów partyzanckich, kopii wspomnień partyzantów z Puszczy Rudnickiej.

Trudność w prowadzonym śledztwie, poza odległością czasową od daty popełnienia zbrodni, sprawia fakt, iż Koniuchy położone są na terytorium Republiki Litewskiej, zaś siedziba ówczesnej gminy Bieniakonie na terenie Republiki Białoruś, stąd potrzeba korzystania w toku postępowania z zagranicznej pomocy prawnej. Wnioski o zagraniczną pomoc prawną skierowano do Federacji Rosyjskiej, Republiki Białorusi, Kanady, Izraela i trzykrotnie do Republiki Litewskiej”.

Kto brał udział w tej akcji?

Gdy przed kilkoma laty prokuratura litewska zainteresowała się mordem w Koniuchach w toku śledztwa dotyczącego byłych sowieckiech partyzantów Yitzhaka Arada (Rudnickiego) oraz Fani Jocheles Brancowskiej, powstał międzynarodowy szum. Oskarżenia pod adresem Litwy posypały się lawinowo, mimo że udział Brancowskiej w napadzie na Koniuchy opisała jej przyjaciółka Rachel Margolis w wydanym w 2006 r. w Wilnie po rosyjsku pamiętniku pt. „Niemnogo swieta wo mrakie”. Margolis wówczas wchodziła w skład żydowskiego oddziału partyzanckiego „Ku Zwycięstwu” pod dowództwem Szmuela Kaplinsky’ego, który był częścią tzw. Brygady Wileńskiej.

Tak w swym pamiętniku Margolis wspominała akcję rzekomo skierowaną przeciwko nieistniejącemu garnizonowi w Koniuchach:

„We wsi Kaniuki [sic!] był garnizon faszystów, który obejmował drogę partyzantów do regionu i był dla nas bardzo niebezpieczny. Komenda brygady zadecydowała wszcząć bitwę z garnizonem i wysłać tam wszystkie swoje oddziały. Fania [Jocheles] poszła na akcję z grupą [żydowskiego] oddziału „Mściciel”. Poszli też i nasi [tzn. z oddziału „Ku Zwycięstwu”].

Wrócili po kilku dniach z rannymi. [Według sprawozdania sowieckiego nie było rannych po stronie sowieckiej – przypis H.S.]. Bitwa bardzo się przedłużała. Partyzanci okrążyli garnizon, lecz faszyści byli wyjątkowo dobrze uzbrojeni i odrzucili wszystkie ataki. Skrzydła żydowskich oddziałów zostały złamane, i partyzanci cofnęli się stromo. Wówczas [Elhanan] Magid skoczył na kamień i krzyknął: ‚Jesteśmy Żydami. Pokażemy im, co potrafimy zrobić. Naprzód, towarzysze’.

Nasi chłopcy wytrzeźwieli, wrócili i zwyciężyli. […] Wszyscy byli uniesieni radością: wrócili zwycięzcy, pomimo że wróg miał znaczną przewagę. Garnizon w Koniuchach już nie istniał.

Fania opowiadała o Magidzie, który mówił słabo po rosyjsku, w sposób bardzo śmieszny. Wyszło mu: ‚Jesteśmy Żydami. Pokażemy im, co posiadamy’. Wszyscy ryczeliśmy ze śmiechu, i to powiedzenie zostało w naszych rozmowach”.

Pomimo tego dość szczegółowego opisu, kiedy sprawa litewskiego śledztwa stała się głośna, Fania Jocheles Brancowska zaprzeczyła, jakoby brała udział w tej akcji. Natychmiast zmobilizowano międzynarodową kontrakcję. W sukurs przyszły ambasady amerykańska, brytyjska, austriacka i irlandzka w Wilnie, które zaczęły Brancowską fetować. Prezydent Niemiec przyznał jej nagrodę.

Zdobycie rzekomego garnizonu to pierwszy zaproponowany wariant na usprawiedliwienie akcji w Koniuchach. Ma on swoje źródło w wojennych meldunkach sowieckiej partyzantki. Jednak dzisiaj, kiedy fałszywa informacja o rzekomym garnizonie została zdemaskowana, nie za bardzo nadaje się on do akcji propagandowej czy obronnej. Żadnego garnizonu tam po prostu nie było.

„Winne” są ofiary

Na zapas wykreowano zatem jeszcze jeden wariant, by usprawiedliwić masakrę w Koniuchach. Według nowej wersji partyzanci mścili się na chłopach, którzy jakoby zostali dobrze uzbrojeni przez Niemców i zaczęli napadać na partyzantów. Powtórzyła ją ostatnio żydowska historyk Dina Porat w świeżo wydanej książce o Abbie Kovnerze, przetłumaczonej na angielski, pt. „The Fall of a Sparrow”. Sam Kovner miał zwołać partyzantów po „udanej” akcji i pochwalić zwłaszcza tych, którzy odznaczyli się w walce. Jeden z uczestników – Senka Nisanelewicz, wspominał, że partyzanci byli niezadowoleni z przemowy Kovnera, który im jednak tłumaczył, iż żydowscy partyzanci nie powinni zachowywać się tak jak Niemcy. Po latach Nisanelewicz przyznał mu rację: „Byliśmy młodzi i zapalczywi, wszystko straciliśmy i paliliśmy się do zemsty. (…) Jednak miał rację: za daleko się posunęliśmy”.

Występując w imieniu Stowarzyszenia Litewskich Żydów w Izraelu, Abe Lawre połączył oba warianty:

„Koniuchy to żadna niewinna wieś, lecz ufortyfikowana pozycja niemieckich oddziałów antypartyzanckich i ich miejscowych kolaborantów. Włóczyli się po okolicznych terenach, polując na partyzantów i Żydów, i zabili każdego napotykanego. Gdyby garnizon w Koniuchach wygrał bitwę, żaden partyzant lub Żyd nie uniknąłby tortur i okrutnej śmierci z rąk miejscowej ludności”.

Niestety, żaden z wariantów podanych przez stronę żydowską nie nadaje się do afirmacji według metodologii Jana T. Grossa, słusznie odrzuconej przez historyków tej miary, co Samuel Gringauz, Raul Hilberg czy Christopher Browning.

Przypomnijmy dla porównania przebieg niezwykle intensywnego śledztwa w sprawie mordu w Jedwabnem. Przeprowadzono go w ciągu półtora roku, a już w 2002 r. wydana została ogromna dwutomowa „biała księga”, licząca ponad 1500 stron i zawierająca podstawowe dokumenty oraz analizy historyczne, socjologiczne i prawne.

Hanna Sokolska
Za „Naszym Dziennikiem” 29.01.2010

Autorka jest rzecznikiem prasowym Kongresu Polonii Kanadyjskiej – Okręg Toronto.

Zobacz też nieco podobną sprawę: https://marucha.wordpress.com/2009/04/25/defiance/

Posted in Me(r)dia, Polityka | 27 Komentarzy »

W czyje ręce wpadnie polskie płynne złoto?

Posted by Marucha w dniu 2010-01-29 (Piątek)

Ogromne złoże ropy w Polsce. Nawet pół mld baryłek!
http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/kraj/default.aspx?id=133808
 
Potencjał wydobywczy złóż ropy naftowej w polskich Bieszczadach jest dużo wyższy niż początkowo szacowano – wynika z raportu brytyjskiej spółki Gaffney Cline & Associates.

Według dokumentu, zasoby bieszczadzkiej ropy przynależące do spółki Aurelian Oil&Gas wynoszą od 89 do 131 milionów baryłek. Wynika z tego, że łączna pojemność złóż może przekroczyć 0,5 mld baryłek, czyli około 68 mln ton. Państwowy Instytut Geologiczny szacował, że zasoby złoża to około 21,5 mln ton.

Raport przygotowano na zlecenie spółki Aurelian Oil&Gas, która posiada 25 proc. pakiet udziałów w bieszczadzkich koncesjach. Udział EuroGas Polska w tych samych złożach wynosi 24 proc. Większościowym udziałowcem jest PGNiG, które posiada 51 proc. udziałów.

Jak pisze „Wirtualny Nowy Przemysł” niemiecka spółka EuroGas poinformowała o zawarciu przez jej spółkę zależną EuroGas Polska poufnej umowy z jednym z największych koncernów naftowych na świecie. Jej przedmiotem jest oszacowanie z perspektywą przejęcia określonych aktywów wydobywczych spółki w Bieszczadach.

EuroGas Polska nie ujawniła szczegółów zawartej umowy. Poinformowano jedynie o przekazaniu nowemu partnerowi wszelkich danych geologicznych i sejsmicznych, włącznie z tymi zgromadzonymi w 2009 roku.

Nieunikniony komentarz gajowego:

Nie wiemy jeszcze, kto będzie odnosił korzyści i ciągnął zyski z eksploatacji polskich złóż ropy – damy sobie jednak urwać głowę przy samej d**ie, że nie będzie nim Polskie Państwo ani społeczeństwo. Już na etapie wstępnym widzimy ogromne zaangażowanie obcych podmiotów gospodarczych (niech nas nie łudzi nazwa „EuroGas Polska”, to niemiecka firma). Czy w Polsce brakuje inżynierów-nafciarzy z dużym doświadczeniem? Czy brakuje nam technologii? Pieniędzy? Po jaką cholerę dopuszczono do biznesu zagraniczne firmy? Co one wniosły?
To, że złoża ropy naftowej zostaną szybko „sprywatyzowane” jest więcej, niż oczywiste, wystarczy popatrzeć np. na polską miedź. Będzie tylko mały problem. Społeczeństwo, nawet największe tumany „z wielkich miast znające języki obce”, orientuje się co nieco w wartości takich złóż. Trudno więc będzie im wytłumaczyć, dlaczego musiały zostać sprzedane za cenę poniżej wartości gruntu, na jakim się znajdują. Ale pewnie uny coś wymyślą. A jak nie wymyślą, to stworzą ustawę o „kłamstwie naftowym”.

Módlmy się, aby Polacy do tych złóż nie musieli dopłacać. Ich nabywca może z łatwością wykorzystać luki, nieścisłości i celowe haki w umowie kupna-sprzedaży sporządzonej właśnie w tym celu i żądać odszkodowania np. za złą pogodę, trudne warunki wiercenia, chamstwo okolicznej ludności itp.

Oto najprawdopodobniejszy przyszły właściciel złóż polskiej ropy i zysków z niej płynących

Posted in Polityka, Różne | 126 Komentarzy »

Donald Tusk nie będzie kandydował

Posted by Marucha w dniu 2010-01-29 (Piątek)

Kraj w żałobie!

– Nie będę kandydował w wyborach prezydenckich w 2010 roku – ogłosił wczoraj premier Donald Tusk. Wytłumaczył swoją decyzję dobrem kraju, podkreślając, że w interesie naszej gospodarki jest to, aby stabilny rząd stał na czele państwa. Stabilny rząd to oczywiście rząd Tuska.

Donald Tusk poinformował też, że już rok temu podjął decyzję, aby nie startować w wyborach prezydenckich. Decyzję podjął, ale narodowi nie ujawnił. Pewnie też dla dobra kraju, choć nie mamy jasności, o który kraj chodzi.

Oczywiście zawsze możliwe jest, że Donald Tusk zmieni zdanie – np. jeśli w niezależnych mediach ruszy spontaniczna kampania „Tusku, musisz!”. Bo jeśli naród będzie prosił – i to spontanicznie – to nawet człowiek z granitu, jakim jest Tusk, nie może pozostać głuchy na te wezwania.

Dla dobra kraju było by oczywiście najlepiej, gdyby całą tę Plaformę wraz z jej przydupasami załadować na jakąś naczepę i spuścić do głębokiego jeziora, na przykład w Izraelu.
Ale do tego nie dopuści świadomy polski wyborca.

Platforma

Ta chłopska platforma powinna wywieźć na bagna Platformę Yntelygencko-Obywatelską

Posted in Polityka | 41 Komentarzy »

Sprawy warte przypomnienia: Jedwabne, ubecja, Palestyna…

Posted by Marucha w dniu 2010-01-29 (Piątek)

Poniższy artykuł jest autorstwa śp. prof. Tomasza Strzembosza,  jednego z nielicznych uczciwych historyków, jacy ostatnio żyli na naszej ziemi. Jednego z niewielu, zasługujących na miano polskiego badacza, a nie polskojęzycznego zakłamywacza historii.

Nie uświadomiony antysemityzm

Prof. Tomasz Strzembosz, 11.09.1930 -16.10.2004

Przed wielu laty Tadeusz Mazowiecki napisał w „Więzi” artykuł o antysemityzmie ludzi uczciwych. Teza tego artykułu była następująca: Są uczciwi, porządni ludzie, którzy mówią – ja absolutnie nie jestem antysemitą, ja bym nawet nie opierał się, gdyby moja córka zechciała wyjść za mąż za Żyda. To prawda. Nie opieraliby się. Ale nie przychodzi im do głowy powiedzenie, że nie opieraliby się, gdyby córka chciała wyjść za Włocha czy Węgra, za blondyna czy za rudego. Wyodrębniają Żydów i na tym właśnie polega ich nie uświadomiony, podskórny, antysemityzm. Żydzi są dla nich kimś „szczególnym”, są inni niż inni.

Przypomniał mi się ten artykuł w związku z aktem przeprosin, który miał miejsce w Jedwabnem 10 lipca i w którym wiodącą rolę odegrał prezydent Aleksander Kwaśniewski. Dlaczego przepraszali? Gdyż zamordowanych w Jedwabnem, może podświadomie, a może i nie podświadomie, uznano za innych obywateli II Rzeczypospolitej. Bo potraktowano ich, jakby byli niejako poza polską społecznością, jakby byli tu OBCY.

Dlaczego w tym akcie brali udział wysocy przedstawiciele społeczności państwa Izrael (Żydzi z USA) i znakomici przedstawiciele społeczności żydowskiej w Polsce? Wszak gdyby z jakichkolwiek powodów – politycznych, ideowych, klasowych itp. tysiąc Kowalskich zamordowało tysiąc Brzezińskich, nikt by za to nie przepraszał, bo byliby to wszak POLACY. Założono milcząco, że zamordowani w Jedwabnem Żydzi, których nikt nie zapytał o ich stosunek do państwa i narodu polskiego (mogli wśród nich być także tacy, którzy – całkiem słusznie – uważali się za Polaków!), to nie Polacy, a Żydzi. Nikt przy tym nie wyjaśnił, na jakiej podstawie tak założono. Religijnej? Rasowej? Opcji państwowej czy narodowej? Stosunku do polskiej, zniszczonej przez wojnę państwowości? Nie wyjaśniono także do końca, z jakich przyczyn zostali oni zamordowani: rasowych i religijnych – właśnie jako Żydzi? Politycznych – np. za kolaborację z okupantem sowieckim, w celach rabunkowych? Ani badania historyczne, ani nie zakończone śledztwo nie wyjaśniło jeszcze, z jakich przyczyn obywatele polscy w Jedwabnem wzięli udział w mordowaniu (czy nawet tylko spędzaniu na rynek) innych obywateli polskich z Jedwabnego. Przyjęto więc, że „nasi” zamordowali „obcych”, a nie innych „naszych”. I stąd udział reprezentantów Izraela, i stąd przeprosiny wstrząśniętego prezydenta RP.

Dlaczego fakt ten zwraca moją uwagę? Ano, m.in. dlatego, że prezydent Kwaśniewski nie przepraszał równie gorąco żadnych innych obywateli państwa polskiego, nawet zamordowanych przez funkcjonariuszy tej formacji politycznej, której wysokim działaczem był przez długie lata i po której spadek – finansowy i moralny – przejęła partia polityczna, którą przez lat parę kierował. A z rąk tej formacji i jej sojuszników ze Wschodu zginęło kilkaset razy więcej obywateli II Rzeczypospolitej niż w Jedwabnem i Radziłowie.

Przypominam. W wyniku samych tylko morderstw sądowych straciło życie ponad 3000 obywateli polskich, nie tylko polskiej narodowości. Grube dziesiątki tysięcy, przeszedłszy przez więzienia i obozy, utraciły zdrowie, zostały kalekami, pozbawiły środków do życia osierocone dzieci i głodne żony. Kilkaset osób zamordowano skrytobójczo, m.in. przed wyborami z 1947, jako przeciwników politycznych PPR. Wypełniono Polakami obóz koncentracyjny na Majdanku, także filie innych obozów hitlerowskich. W strasznym więzieniu na Zamku w Lublinie w latach 1944-56 znalazło się niewiele mniej Polaków niż w latach 1939-44. Za zgodą władz polskich wywieziono do pracy przymusowej w ZSSR kilka tysięcy polskich górników i znacznie więcej innych robotników z całej Polski, wywieziono dziesiątki tysięcy żołnierzy AK. Powstały niemniej straszne niż hitlerowskie „polskie” obozy koncentracyjne, jak ten w Rembertowie pod Warszawą. Zamieniono na katownie domy na Pradze, truto wyziewami polskich chłopców w kopalniach uranu, skierowanych tam ze względów „klasowych”. Do kopalń pracujących na rzecz ZSRR. W polskich więzieniach znalazło się więcej żołnierzy AK niż w Oświęcimiu. Itd., itp.

Zatrzymajmy się na jednym tylko przykładzie: podobóz obozu oświęcimskiego w Jaworznie, województwo katowickie. Przez długie lata obóz ten pełnił – pod rządami PPR i PZPR – te same funkcje co pod rządami NSDAP i gestapo. Najpierw więziono tu w strasznych warunkach Niemców i volksdeutschów – obywateli polskich. Wielu zmarło. Potem, po akcji „Wisła”, cywilnych Ukraińców – obywateli polskich, w tym kobiety i dzieci. Następnie polskich chłopców po lat kilkanaście, skazanych za „przestępstwa polityczne” na długoletnie więzienie. Słusznie książka o tych ostatnich więźniach nosi tytuł „Młodsi od swoich wyroków”.

Czy prezydent Kwaśniewski przepraszał obywateli polskich – Ukraińców za mordercze więzienie, za śmierć setek ludzi: cywilów, także kobiet i dzieci nie skazanych, a jedynie podejrzewanych o kontakt z UPA? Wszak więzili ich tam nie jacyś „Kowalscy”, a funkcjonariusze państwowi, na polecenie najwyższych władz państwa polskiego! Czy przepraszał obywateli polskich – Niemców, których więziono tam też bez udowodnienia im winy? Czy przepraszał obywateli polskich – Polaków, po lat 15-18 zmuszanych do katorżniczej pracy za ulotkę czy dziecinną organizację? Nie, nie przepraszał. Przepraszał jedynie Żydów, za mord dokonany pod auspicjami innego, niemieckiego państwa, bez udziału państwa polskiego.

Dlaczego? Nie mam na to jasnej odpowiedzi. Może właśnie dlatego, że jest owym podświadomym antysemitą, dla którego Żyd – to Żyd i nikt się Żyda nie pyta, za kogo się uważa. A przecież mogli ci ludzie uważać się np. za obywateli państwa sowieckiego. Nie za Żydów – a Sowietów. Mogli się uważać za Polaków pochodzenia żydowskiego. Za kogokolwiek.

Ale wróćmy jeszcze na chwilę do owego aktu przeprosin, który tak bardzo się podobał większości publicystów i polityków. Pan prezydent użył tam takich sformułowań, których nigdy nie użył w swym „wybąkanym” w Sejmie przeproszeniu za winy komunizmu, za winy własnej formacji. Nie powiedział na przykład nigdy: „Za śmierć, za krzywdy i cierpienia (…) za te wszystkie bolesne wydarzenia, które rzucają ponury cień na historię Polski, odpowiedzialność ponoszą ich sprawcy i inspiratorzy. (…) Nasze sumienia będą czyste, jeżeli na wspomnienie tamtych dni zachowamy zawsze w sercach zgodę i moralne oburzenie. Jesteśmy tu, by dokonać zbiorowego rachunku sumienia. Składamy hołd ofiarom i mówimy – nigdy więcej. (…) Dzisiejsza Polska ma odwagę spojrzeć w oczy prawdzie o koszmarze, który omroczył jeden z rozdziałów jej historii. Uświadomiliśmy sobie odpowiedzialność za nasz stosunek do czarnych kart przeszłości. (…) Wyrażamy nasz ból i wstyd, dajemy wyraz naszej determinacji w dążeniu do poznania prawdy, odwagi w pokonywaniu złej przeszłości, niezłomnej woli porozumienia i zgody. Z powodu tej zbrodni winniśmy błagać o przebaczenie cienie zmarłych i ich rodziny, każdego skrzywdzonego (…)”. Na takie słowa prezydent Rzeczypospolitej nie zdobył się ni razu. Ani gdy chodziło o zbrodnie PPR i PZPR na Polakach, zbrodnie nie jednorazowe, a realizowane latami, ani za zbrodnie na Ukraińcach, Niemcach – także obywatelach polskich.

O, jakże łatwo bić się w cudze piersi, w piersi biednych i prostych ludzi z Jedwabnego, chroniąc jednocześnie swą własną pierś członka komunistycznej nomenklatury. Jakże łatwo! I dlatego ta „wielka mowa” pana prezydenta nie zrobiła na mnie tak kolosalnego wrażenia. Zwłaszcza że jego właśnie współpracownicy, winni również nagonki na Żydów, pozostali na swoich stanowiskach, spokojni i nie tknięci. Bo byli „jego”, a nie „cudzymi”, antysemitami.

I jeszcze do tego dwie uwagi, nie dotyczące już prezydenta, a naszych gości z Izraela, Stanów Zjednoczonych itp. Dlaczego to 60., okrągła rocznica spalenia w synagodze białostockiej 27 czerwca przez Niemców ok. 800 Żydów polskich, tak bliska czasowo 10 lipca, nie spotkała się z analogicznym uszanowaniem? Dlaczego tu także nie odmówiono modłów, nie położono kamyków? Czyżby Żydzi z Białegostoku byli mniej ważni lub mniej umęczeni? Nie pojmuję!!! Czy dlatego, że tutaj oprawcami byli niewątpliwie funkcjonariusze III Rzeszy?

I druga. Dlaczego w Izraelu nie płaczą równie głośno nad dziećmi semickimi rozstrzeliwanymi z broni ręcznej i maszynowej na ziemiach przyznanych Palestyńczykom? Przecież zginęły tam setki dzieci! I chyba nigdzie na świecie obecnie już nikt nie strzela z broni, ostrą amunicją do dzieci semickich tak łatwo i tak bez litości? Czyżby to też była forma swoistego antysemityzmu.

Wzywam tych, co płaczą nad dziećmi żydowskimi w Jedwabnem i Radziłowie, rozumiejąc dobrze ich ból i podzielając ich ból, by zapłakali równie krwawo nad dziećmi semickimi na własnej ziemi i ziemi swych najbliższych sąsiadów. I by spowodowali, by przestała się lać krew dziecięca. Wszak od nich to zależy. Są tutaj suwerenni, a nie w kraju okupowanym. Mogą. Wszystko mogą. Niechże więc mają sumienie.

 Prof. Tomasz Strzembosz, Tygodnik Solidarność, 2001-08-03, podkreślenia admina.

Zob. też  http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_193.html

Posted in Różne | 9 Komentarzy »

Bezprzykładny i agresywny nacjonalizm Polski

Posted by Marucha w dniu 2010-01-28 (Czwartek)

Poniższy artykuł bierzemy ze strony prof. Mirosława Dakowskiego. Jak widać, spełniają się wszystkie, nawet  żartem wypowiedziane przez gajowego proroctwa, iż za 20 lat dzieci będą się uczyć w szkołach o bohaterskiej Armii Niemieckiej, która, aby ratować polskich Żydów przed pogromami i obozami śmierci, zmuszona była wkroczyć na tereny Polski 1.IX.1939.

http://www.encyclopaedia-germanica.org/de/index.php/Polen
[tam dokładne mapy, integralny tekst po niemiecku. … Granice Polski uznane do dziś przez prawo międzynarodowe leżą w dalszym ciągu w obrębie granic Polski Kongresowej…. …Polska rozwinęła w tym czasie bezprzykładny i agresywny nacjonalizm, który osiągnął punkt kulminacyjny w ataku na Rosje Sowiecką w roku 1920…. MD]

Polen (polnisch Rzeczpospolita Polska) ist ein Staat in Mitteleuropa.
Das Land grenzt im Norden an die gegenwärtig russisch verwaltete sogenannte Exklave Kaliningrad (Königsberg) und an Litauen, im Osten an Weißrussland und die Ukraine, im Süden an die Slowakei und Tschechien sowie im Westen an das Deutsche Reich.
Polen ist Mitgliedstaat der Europäischen Union seit dem 1. Mai 2004.
Polska jest państwem leżącym w Europie środkowej. Na mocy prawa międzynarodowego graniczy od północy z obecnie zarządzanym przez Rosjan tzw. Okręgiem Kaliningradzkim, od wschodu z Białorusią , Ukrainą, od południa ze Słowacją, Czechami, podobnie jak na zachodzie z Rzeszą Niemiecką. Jest członkiem Unii europejskiej od 1 maja 2004 r.

Der Name Polen kommt vom westslawischen Stamm der Polanen (pln. Polanie), die sich im 5. Jahrhundert im Gebiet der heutigen Wojewodschaft Großpolen um Posen (pln. Poznań) und Gnesen (pln. Gniezno), zwischen den Flüssen Oder und Weichsel, niederließen.
Nazwa Polska pochodzi od zachodniosłowiańskiego plemienia Słowian, którzy osiedlili się w 5 wieku na terenie dzisiejszego województwa wielkopolskiego wokół Poznania i Gniezna, pomiędzy rzekami Odrą i Wisłą.

Geschichte
Polen wurde im Verlauf seiner Geschichte mehrfach zum Spielball europäischer Mächte.
Die Folge waren mehrfache Teilungen des Landes bis zu seiner vollständigen Auflösung. Wobei die größte Bedrohung Polens durch Rußland ausging. Während des Ersten Weltkrieges beschlossen die Kaiserreiche Deutschland und Österreich-Ungarn die Gründung eines dauerhaften polnischen Staates in festen Grenzen. 1916 wurde in den Grenzen des nach dem Wiener Kongreß festgelegten Kongresspolens das Königreich Polen durch das Deutsche Reich ausgerufen.

Historia
W przebiegu swojej historii Polska stała się wielokrotnie przedmiotem rozgrywek europejskich potęg. Ich konsekwencją były wielokrotne podziały kraju, doprowadzające do całkowitego jego zniesienia/ rozwiązania (państwa), przy czym największe zagrożenie wychodziło z Rosji. Podczas I Wojny Światowej Cesarstwo Niemieckie i Austro-Węgry uchwaliły utworzenie trwałego polskiego państwa w niezmiennych granicach. Rzesza Niemiecka obwołała Królestwo Polskie w 1916 r w granicach Polski Kongresowej, wytyczonych przez Kongres Wiedeński.

Nach 1918
Durch die Siegermächte wurden in Osteuropa Grenzen nach Bevölkerungsmehrheiten vorgesehen. Federführend war dabei der britische Außenminister Lord George Nathaniel Curzon. Deutschland wurde gezwungen, die preußischen Provinzen Westpreußen und Posen ohne Volksabstimmung an Polen abzutreten. Unmittelbar danach verließen 200.000 Deutsche die damals Polen zugesprochene Gebiete.

Gleichzeitig wurde durch die sogenannte Curzon-Linie die Ostgrenze Polens verbindlich festgelegt. In den östlich dieser Linie gelegenen Gebieten befand sich keine polnische Bevölkerungsmehrheit.

Po roku 1918
Granice we wschodniej Europie zostały ustalone przez zwycięskie państwa na bazie zamieszkujących (na danym rejonie) większości. Przewodniczył temu (przedsięwzięciu) brytyjski minister spraw zagranicznych Lord George Nathaniel Curzon.  Niemcy zostały zmuszone oddać Polsce pruskie prowincje Prus Zachodnich i Poznania bez plebiscytu.
Bezpośrednio potem 200 tys Niemców opuściło tereny przyznane wówczas Polsce. Jednocześnie wschodnie granice Polski zostały wiążąco ustalone tzw. Linią Curzona. Na wschodzie od tej linii żadna polska większość nie zamieszkiwała.

Polen entwickelte zu dieser Zeit einen beispiellosen und aggressiven Nationalismus, der im Angriff auf die Sowjetunion 1920 gipfelte. In der Folgezeit richtete sich Polens Blick dann nach Westen. Tausende Deutsche wurden zu dieser Zeit durch Polen ermordet oder vertrieben.

Polska rozwinęła w tym czasie bezprzykładny i agresywny nacjonalizm, który osiągnął punkt kulminacyjny w ataku na Rosje Sowiecką w roku 1920.Wkrótce uwaga Polski skierowała się na Zachód. Tysiące Niemców zostało w tym czasie przez Polskę zamordowanych lub przepędzonych.

Grenzen
Entgegen den oft verbreiteten Angaben hat das Land keine 528 km lange Ostseeküste. Diese gesamte Ostseeküste ist Teil des deutschen Reichsgebietes. Polen hingegen ist bis heute in seinen Grenzen ein Binnenland. Die bis heute völkerrechtlich gültigen Grenzen Polens liegen weiterhin in den Grenzen Kongreßpolens, die im Zuge des Wiener Kongresses im Jahr 1815 klar definiert wurden.
Auf Grundlage des sogenannten Versailler Vertrages wurde Polen im Jahre 1919 mit dem Ziel der Schwächung Deutschlands ein großer Teil Westpreußens und ganz Deutsch-Posen zugesprochen. Nach dem zweiten Weltkrieg wurden weitere große Teile Deutschlands durch Polen vorübergehend bis heute völkerrechtswidrig annektiert, so daß sich Polen im Norden bis zur Ostsee und im Westen bis zur Oder-Neiße-Linie ausdehnte und die ansässige deutsche Bevölkerrung vertrieben oder ermordet wurde. Die Ursache dafür lag auch in der vorgeblichen Vertreibung der polnischen Bevölkerung aus den Gebieten Ostpolens durch Rußland, der damaligen Sowjetunion.
Damit ist die sogenannte Westverschiebung Polens gemeint. Diese Gebiete wurden jedoch im polnischen Angriffskrieg 1920 auf die Sowjetunion von Polen annektiert und im Frieden von Riga vom 18. März 1921 Polen zugesprochen.
Die heutige Ostgrenze Polens ist demnach fast deckungsgleich mit der nach dem ersten Weltkrieg völkerrechtlich festgelegten Curzon-Linie. Die derzeitigen westlichen und nördlichen „Grenzen” Polens sprechen allen völkerrechtlichen Gepflogenheiten Hohn und resultieren einzig aus dem polnischen Vertreibungsverbrechen an Deutschen nach dem Ende des Zweiten Weltkrieges.

In der vom polnischen Institut „Weststudium” publizierten „Kleinen Bibliothek der Westgebiete” [biblioteczka ziem zachodnich wurde der Krieg bereits 1942 dargestellt […] als „Krieg um die politische Größe Polens. Polnisches Kriegsziel ist eine Ostseeküste von Klajpeda (Memel) nach Stettin und eine Grenze an der Oder […]”. Die neue polnische „Westgrenze” sollte wenn nötig auch ohne internationales Mandat erzwungen werden. In einem 1943 erstellten Memorandum wurde die Schaffung vollendeter Tatsachen nach dem Krieg noch vor einer Friedenskonferenz gefordert, um so die Möglichkeit der Durchführung von Volksabstimmungen auszuschließen. Zu diesem Zeitpunkt wurde demnach die vollständige völkerrechtswidrige Vertreibung der deutschen Bevölkerung als unabdingbare Voraussetzung einer erfolgreichen Errichtung einer neuen polnischen „Westgrenze” angesehen.
Von großer Bedeutung war schließlich eine Gemeinschaftsarbeit „Über das linke Oderufer“. Sie stellt den Versuch dar, zu belegen, dass die neue polnische Westgrenze auch das linke Oderufer und damit auch Städte wie Görlitz und Frankfurt miteinschließen müsse. (Westrundschau Zygmunt Wojciechowski u.a. „O lewy brzeg srodkowej i dolnej Odry [Über das linke Ufer der mittleren und unteren Oder].“ Przeglad Zachodni 1 (1945), 2/3: 61-87) In Stettin wurde die Vertreibung noch im Jahre 1946 fortgesetzt, um diese deutsche Stadt ebenfalls völkerrechtswidrig in polnischen Besitz zu nehmen.

Granice
Wbrew często rozpowszechnianym danym, kraj ten nie posiada 528 km wybrzeża Morza Bałtyckiego. Cały teren tego wybrzeża jest częścią terenów niemieckiej Rzeszy. Granice Polski leżą natomiast wewnątrz lądu. Granice Polski uznane do dziś przez prawo międzynarodowe leżą w dalszym ciągu w obrębie granic Polski Kongresowej, które zdefiniowane zostały jasno w czasie Kongresu Wiedeńskiego w roku 1815.
W celu osłabienia Niemiec w 1919r na mocy tak zwanego Traktatu Wersalskiego przyznano Polsce większą część Prus Zachodnich i całkowicie niemiecki Poznań. Dalsze, duże części Niemiec zostały przez Polskę zaanektowane – przejściowo i w zgodzie z prawem międzynarodowym, po Drugiej Wojnie Swiatowej. Tym sposobem Polska rozciągnęła się na północy aż po Morze Bałtyckie, a na zachodzie po linię Odry i Nysy, a pozostający tam niemieccy mieszkańcy zostali wymordowani lub wypędzeni. Powód do tego miał leżeć w rzekomym wypędzeniu polskich mieszkańców z terenów wschodniej Polski przez Rosję, wówczas Związek Sowiecki.
Tym tłumaczy się tak zwane „Zachodnie Przesunięcie Polski”. Tereny tamte zostały jednak zaanektowane przez Polskę atakiem na Związek Sowiecki w roku 1920 i przyobiecane Polsce Pokojem Ryskim z 18 marca 1921.
Zatem dzisiejsza,wschodnia granica Polski, prawie dokładnie przystaje tam, gdzie po I wojnie światowej ustalono prawem międzynarodowym linię Curzona. Obecne zachodnie i północne „granice” Polski urągają wszystkim zwyczajom prawa międzynarodowego i wynikają jedynie z polskich zbrodni na Niemcach po II Wojnie Swiatowej.

W publikacji wydanej przez polski Instytut Studiów Zachodnich „Biblioteczka ziem zachodnich” wojna została już w 1942 r przedstawiona jako „wojna o politycznie Wielką Polskę. Polskim celem wojennym jest wybrzeże Morza Bałtyckiego od Kłajpedy po Szczecin i granica na Odrze. Nowa zachodnia granica Polski powinna, zostać jeśli to konieczne, także wymuszona bez międzynarodowego mandatu”. W wystawionym w 1943 r memorandum, jeszcze przed konferencją pokojową domagano się tworzenia po wojnie faktów dokonanych. Celem tego było wyeliminowanie możliwości przeprowadzania narodowych referendów. Do tego momentu więc, wypędzenia ludności niemieckiej, przeprowadzane całkowite sprzecznie z międzynarodowym prawem, uznawane były jako niepodważalny warunek wytyczenia nowej polskiej granicy zachodniej.
Duże znaczenia miała ostatecznie praca zbiorowa „O lewym brzegu Odry”. Jest ona próbą udowodnienia, że nowa, polska granica zachodnia musi także obejmować lewy brzeg rzeki, a wraz z nim takie miasta jak Zgorzelec (Görlitz ) i Frankfurt. Westrundschau Zygmunt Wojciechowski u.a. „O lewy brzeg środkowej i dolnej Odry [Über das linke Ufer der mittleren und unteren Oder].“ Przegląd Zachodni 1 (1945), 2/3: 61-87). W Szczecinie wypędzenia przeprowadzano w dalszym ciągu jeszcze w 1946 r ,po to by w sposób równie sprzeczny z międzynarodowym prawem, wziąć to niemieckie miasto w polskie posiadanie.

I zupełnie zbędny komentarz gajowego: jak wiadomo Niemcy nigdy na nikim nie wymuszały takiego a nie innego przebiegu granic, nigdy nikogo nie stawiały przed faktami dokonanymi, nic nie zdobywały przemocą i nigdy nikogo nie wypędzały. Najbardziej litujemy się na rodzinę gubernatora Franka, którego wypędzono z Wawelu, a jego spadkobierców pozbawiono prawa do spadku.

Posted in Polityka | 17 Komentarzy »

Chłód ideologicznego ocieplenia

Posted by Marucha w dniu 2010-01-28 (Czwartek)

Red. Wildstein nie odkrywa czytelnikom tej witryny Ameryki. Wszystko to znamy od dawna. Jego głos jednak jest bardziej słyszalny w mediach, niż leśne pohukiwania gajowego Maruchy, dlatego pozwalamy sobie skopiować z blogu http://blog.rp.pl/wildstein/ co następuje:

Chłód ideologicznego ocieplenia

Gdy ponad rok temu zrobiłem swój pierwszy program na temat „człowieka jako sprawcy globalnego ocieplenia”, ekologiczna socjeta zatrzęsła się z oburzenia. Minister środowiska Maciej Nowicki domagał się od władz TVP wyciągnięcia wobec mnie surowych konsekwencji. Na konferencji prasowej, na którą oczywiście nie zostałem zaproszony, program uznany został za skandal.

Poważyłem się dać głos uczonym, którzy kwestionowali wpływ człowieka na klimat, a nawet samo zjawisko globalnego ocieplenia. Gorzej, wyraziłem zaniepokojenie ekoterrorem, który nie dopuszcza dyskusji w tej kwestii. Od tego czasu klimat nieco się zmienił.

Po wycieku kompromitujących informacji z angielskiego uniwersytetu stanowiącego bazę IPCC – agendy ONZ, która w naukowym kostiumie straszy niszczeniem przez człowieka klimatu – rzecznicy globalnego ocieplenia ponieśli kolejne porażki. Lodowiec himalajski, który miał stopnieć w latach
30. naszego wieku, ma się dobrze, a więc datę jego zgonu trzeba było przesunąć o lat 300. Metoda badania wzrostu temperatury na ziemi budzi coraz większe wątpliwości. Szef IPCC Rajendra Kumar Pachauri, z wykształcenia inżynier kolejowy (kompetencje ekologicznych sceptyków są nagminnie
kwestionowane)
, okazał się wpisany w tak liczne biznesy tzw. czystych technologii, że jego pozycja zaczęła się chwiać.

I wreszcie północną półkulę nawiedziła wyjątkowo chłodna zima. Ekologiści tłumaczą ją dialektycznie. W ideologię wpisana jest pogarda dla zdrowego rozsądku i „fakcików”, jak Lenin nazywał dane empiryczne. [Nb. podobną pogardę dla zdrowego rozsądku i „fakcików” wykazują zwolennicy maxiliberalizmu w gospodarce – admin]

W 1972 roku niezwykle wpływowy Klub Rzymski ogłosił potraktowany bardzo poważnie raport, w którym przewidywał, że ok. 1995 roku wyczerpią się wszystkie istotne surowce naturalne na ziemi. Naukowcy, którzy go sygnowali, nigdy się z tego nie wytłumaczyli i do dziś cieszą się prestiżem. Czy kiedy zaczniemy walczyć z globalnym oziębieniem, na czele kampanii staną Al Gore oraz działacze IPCC i organizacji im pokrewnych?

I nasz komentarz: oziębienie jest szczególną formą ocieplenia, różniącej się jedynie nieistotną zamianą jakiegoś mało ważnego symbolu matematycznego (plusa na minusa). Podrzucamy to wytłumaczenie Al Gore’owi, który w sprawach naukowych jest najzwyklejszym kretynem, co wielokrotnie udowadniał przed publicznością. Za to posiada iście żydowski łeb do interesów, np. do handlu nadwyżkami CO2, czyli niczym. Dlatego też wszelkie pogłoski, jakoby Al Gore był gojem, traktujemy z niedowierzaniem.

Posted in Różne | 9 Komentarzy »

Ochrona czci Lecha Wałęsy, ksywa TW Bolek

Posted by Marucha w dniu 2010-01-27 (Środa)

Krakowski sąd oddalił wczoraj pozew adwokata Ryszarda Rydigera, który zarzucił spółce Arcana, wydawcy książki Pawła Zyzaka „Lech Wałęsa. Idea i historia”, naruszenie jego dóbr osobistych, jakimi są według niego „pamięć i szacunek dla Lecha Wałęsy”. Powód domagał się stwierdzenia, że nieprawdziwe są zawarte w książce sugestie, które u czytelników mogą wywołać wrażenie, że Lech Wałęsa jest osobą niegodną szacunku. Zażądał również opublikowania przez Arcana przeprosin w ogólnopolskiej gazecie oraz wpłaty 10 tys. zł na rzecz Fundacji Instytut Lecha Wałęsy. Uzasadniając swoją decyzję, sędzia Ewa Olszewska podkreśliła, że odczucie adwokata jest subiektywne, zwłaszcza że nie wiąże go z Lechem Wałęsą pokrewieństwo, przyjaźń czy szczególna więź emocjonalna. Wyrok jest nieprawomocny, a Rydiger zapowiedział dalsze kroki w tej sprawie.
Lech WałęsaWczoraj ruszył też w Krakowie proces o ochronę dóbr osobistych, który wytoczyła spółce Arcana Anna Domińska, córka Lecha Wałęsy. Powódka, która nie stawiła się na rozprawie, domaga się od wydawcy opublikowania w ogólnopolskim dzienniku przeprosin za zawarte w książce „inwektywy i kłamstwa” na temat jej ojca, jak również zakazu druku, rozpowszechniania i sprzedaży komu innemu praw do książki Zyzaka. Żąda też, aby spółka zapłaciła 20 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz Fundacji „Sprawni Inaczej” w Gdańsku „za jej krzywdę i cierpienia moralne”. Kolejna rozprawa odbędzie się 8 marca.

Naszym zdaniem jest skandalicznym niedopatrzeniem, iż osoba Lecha Wałęsy nie została jeszcze (!) objęta ochroną prawną na równi z popularnymi historiami holokaustycznymi. Mamy nadzieję, iż krzywdy moralne córki p. Wałęsy spowodowane zarówno tym, iż jej sławny tatuś w pewnym okresie życia donosił do wiadomych organów, jak i tym, że chamscy historycy wyszperali iż donosił, zostaną odpowiednio skompensowane. Czekamy na procesy wytaczane przez rodzinę Kiszczaka, który – jak ogłosił ex cathedra Adam Michnik – też swój honor ma.

A w ogóle pieniacki pomysł pana adwokata, aby procesować się o naruszenie czci osób trzecich, co to ani brat, ani swat, bardzo nam się podoba. Zastanawiamy się, czy nie wytoczyć Ryszardowi Rydygierowi procesu o to, iż Ryszard Rydygier wytoczył proces wydawnictwu Arcana, gdyż naszym zdanie nienaruszanie dóbr osobistych Lecha Wałęsy stanowi dla nas obrazę, którą może zerekompensować tylko odpowiednia suma pieniędzy. Reasumując ten nieco powikłany akapit:  pisanie dobrze o Lechu Wałęsie jest dla nas krzywdą i cierpieniem moralnym, które powinno być zadośćuczynione.

Posted in Polityka | 25 Komentarzy »

Infiltracja żydomasońska w Kościele rzymskim

Posted by Marucha w dniu 2010-01-27 (Środa)

Od admina:
Czy poniższy artykuł jest w stanie przekonać polskiego typowego katolicznika (czyli nominalnego katolika, dysponującego na temat swej religii wiedzą na poziomie II klasy szkoły podstawowej), iż do Kościoła Posoborowego wkradł się Szatan za pośrednictwem swych najwierniejszych sług, czyli żydomasonerii?
Przypuszczam, że wątpię. Nie przekona go ani ten artykuł, ani dziesiątki świetnie napisanych książek. Katolicznik zresztą sądzi, iż masonerii nie ma, albo że jest to niegroźne stowarzyszenie starszych panów zabawiające się śmiesznymi rytuałami. Polski katolicznik nie musi mieć zresztą żadnej wiedzy, aby „sądzić” i „uważać”.
Co więcej, twierdzę z całą odpowiedzialnością, iż gdyby ogłoszono ex cathedra, iż Jezus w ogóle nie istniał i jest – na przykład – tylko symbolem naszej instynktownej tęsknoty za duchem opiekuńczym, to katolicznictwo pokornie by to przyjęło do wiadomości.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Kościół/religia | 41 Komentarzy »

Niewiarygodne

Posted by Marucha w dniu 2010-01-27 (Środa)

Na portalu Niewiarygodne.pl (należącym do Wirtualnej Polski) zamieszczono siedem „największych kłamstw” jakimi karmiły nas media w ubiegłym roku. Pouczającą lekturę można zacząć tu:
http://niewiarygodne.pl/gid,11813559,img,11813567,kat,1017185,title,7-najwiekszych-klamstw-ktorymi-nakarmily-nas-w-tym-roku-media,galeriazdjecie.html
i potem przesuwać się do następnych stron.

Lektura jest pouczająca nie tyle ze względu na ujawnienie pewnej liczby istotnych, acz raczej drugorzędnych kłamstw medialnych, ile ze względu na całkowite przemilczenie prawdziwych, gigantycznych mega-łgarstw, serwowanych nam solidarnie, jednolicie i nieustannie przez „zróżnicowane”,  „międzynarodowe” media. Na przykład:
– Kłamstwo klimatyczne
– Kłamstwa na temat szczepionek, a szczególnie „świńskiej grypy”
– Kłamstwa na temat terroryzmu, Al Qaedy, Bin Ladena, Iranu
– Kłamstwa na temat prawdziwych powodów kryzysu światowego
– Kłamstwa na temat zagrażającej nam III Wojny Światowej prowokowanej przez Izrael

Mimo to zacytujmy jedno z owych wymienionych przez Niewiarygodne.pl kłamstw, gdyż sami poruszaliśmy ten temat w jednym z artykułów.

3. „Młodzi nie chcą krzyża”, czyli sen Gazety Wyborczej
Machina medialna, która ruszyła po publikacji tekstu „Młodzi nie chcą krzyża”, rozpoczęła wielką debatę na temat „obecności krzyża” w przestrzeni publicznej. Gazeta Wyborcza opisywała, iż uczniowie polskich szkół średnich nie chcą w szkołach krzyży. Sześciu różnych autorów piszących teksty, kilka listów poparcia, zaangażowanie profesorów, publicystów i wielu osób, które odnosiły się do sprawy „krzyża” i opisywały „wojnę pokoleń” o religię. Tyle ze strony Gazety Wyborczej.

Oczywiście, tutaj znowu zadziałała medialna machina bezrefleksyjnego kopiowania i przetwarzania [czyżby? – admin]. Nikt, albo przynajmniej niewielu, zadało sobie pytanie o to, kim są ci „młodzi”, o których pisała Gazeta Wyborcza? Kim są ci, od których w rzeczywistości cały „protest” się rozpoczął?

Zatem, „młodzi nie chcą krzyża”, oznacza, że „troje uczniów wrocławskiego liceum nie chce krzyża”. Główna inicjatorka to uczennica klasy maturalnej Zuzanna Niemier (18 l.), prywatnie związana z Mariuszem Agnosiewiczem (30 l.) (właściwie: Mariusz Gawlik), który jest m. in. założycielem antyklerykalnego serwisu racjonalista.pl.” O tym, „dziennikarze” Gazety Wyborczej, nie wspomnieli. Być może uznali, że są to informacje mało istotne i nic nieznaczące.

Komentarz admina: oczywiście w całej tej hecy nie chodzi bynajmniej o „bezrefleksyjne kopiowanie i przetwarzanie” kłamliwych informacji, lecz o dobrze zsynchronizowaną „współpracę” polskojęzycznych mediów, których właściciele bynajmniej Polakami nie są. A poza tym zgadzamy się z treścią notatki.

Zob. też:
https://marucha.wordpress.com/2009/12/22/gowniarzerii-zaczyna-odbijac/

Posted in Me(r)dia | 1 Comment »

Pochodne pieniądza i ich złe skutki

Posted by Marucha w dniu 2010-01-26 (Wtorek)

Pochodne pieniądza manipulowane przez „Kwantów” czyli spekulantów-matematyków uzbrojonych w super-komputery, potknęły się na szwindlu na trylion dolarów i spowodowały globalny kryzys zaufania według Scott’ Patterson’a, autora książki „The Quanta” ISDN 978-0-307-45337-2.  Autor ten pisze, jak nowy typ bystrych matematyków opanował i ciężko uszkodził giełdę w Nowym Jorku w dniu 6go sierpnia, 2007 roku.

W banku Morgan Stanley, Peter Mueller, inżynier finansowy, określany jako „Quant”  zawiadywał funduszem: „Process Driven Treading,” który zarobił w ciągu kilku lat sześć miliardów dolarów. Mueller stawiał na statystycznie wybrane przedsiębiorstwa, według prawdopodobieństwa wzrostu lub spadku ich wartości na giełdzie nowojorskiej. Quant jako nowy typ inwestora-spekulanta zaczął dominować transakcje giełdowe we wczesnych lata XXI wieku, dzięki stosowaniu modelów matematycznych, jakoby dających możność niezawodnej oceny ryzyka transakcji giełdowych.

Niestety obiecujące matematyczne oceny ryzyka nie były doskonałe i w momencie krytycznym spowodowały one piętrzące się straty oraz tak zwany efekt domina, czyli konieczność tym wypadku nieprzewidzianą konieczność katastrofalnie szybkiej sprzedaży papierów wartościowych przez spekulantów typu Quanta. Wynikła panika i krach na giełdzie spowodowały wielomiliardowe straty. Im większe było zapotrzebowanie na gotówkę tym bardziej spadały ceny na giełdzie wśród zamieszania, którego żaden z inżynierów finansowych nie był w stanie zrozumieć.

Zupełny brak przejrzystości transakcji Quant’ów – inżynierów finansowych spowodował, że nie można było ustalić, który fundusz rozpętał kryzys. Zaczęto zastanawiać się jak wysokie starty poszczególne banki są w stanie ponieść w ramach bezpieczeństwa. Skomplikowane transakcje kierowane przez inżynierów finansowych były nie zrozumiałe dla bankierów, którzy byli zadowoleni póki te transakcje przynosiły wielkie zyski.

W momencie zapaści na giełdzie z niezrozumiałych dla nich powodów, nie można było nawet ustalić, który fundusz zainicjował kryzys. Sytuacja przypominała grę w pokera – nikt nie wiedział, w jakim stanie są inni wielcy gracze na giełdzie i rynku finansowym, oraz kto i jak blefuje.

Przy wzrastającym zamieszaniu Peter Mueller zdecydował się szybko sprzedawać akcje w posiadaniu jego funduszu, żeby wstrzymać globalny spadek wartości funduszu, przez niego kierowanego. Żaden z prezesów banku nie mógł pomóc w powzięciu decyzji, ponieważ żaden sedna transakcji „kwantów” i pochodnych pieniądza nie rozumiał oraz nie troszczył się o nie póki dawały one wielkie dochody bankowi.

Zapaść rynku nieruchomościami z powodu nadmiernego obciążania domów długami hipotecznymi oraz masowa oszukańcza kwalifikacją nieściągalnych pożyczek hipotecznych jako równie pewnych papierów wartościowych jak bony skarbu USA, podstawowo zmieniła sytuację finansową i oceny oraz obliczenia ryzyka transakcji inżynierów finansowych okazały się nie skuteczne, w nowo powstałej sytuacji.

Jak wiadomo obecnie jedna czwarta domów w USA „jest pod wodą,” czyli przedstawia wartość rynkową znacznie niższą, niż zaciągnięte na te domy długi hipoteczne. Panika na giełdzie rosła i zapaść rynku nieruchomościami powodowała wielkie straty banków i funduszów inwestycyjnych na całym świecie. Kryzys na największą skalę w historii był spowodowany przez szwindel długów hipotecznych na trylion dolarów, z powodu błędów w obliczaniu ryzyka przez inżynierów finansowych, szerzył on się na cały świat i powodował wielo miliardowe straty jak nigdy przed tym w historii.

Początkowo udawało się inżynierom finansowym „oczy mydlić” inwestorom i spowodować chwilowy wzrost wartości akcji na giełdzie, podczas gdy rosły straty funduszów inwestycyjnych kierowanych przez „kwantów”- inżynierów od ryzyka finansowego. Wkrótce pomyłki w rachunku ryzyka doprowadziły do kolosalnych strat w stanie posiadania Amerykanów, w wartości ich funduszów emerytalnych i w wartości ich domów, których wartość tradycyjnie była postrzegana w USA jako główna podstawa bezpieczeństwa finansowego rodzin Amerykańskich.

W dniu 24 stycznia 2010 państwowe zapomogi dawane bankom i kompaniom ubezpieczeniowym przez skarb USA, czyli ze ściąganych podatków, oficjalnie zakwalifikowano jako „tajemnice bezpieczeństwa państwowego” tak, że obywatele nie mają dostępu do wiadomości o faktycznym stanie gospodarczym Ameryki, co samo w sobie jest pogwałceniem konstytucji Stanów Zjednoczonych. Ten stan rzeczy jest to w dużej mierze spowodowany spekulacjami za pomocą fikcyjnych „pochodnych pieniądza.”

Iwo Cyprian Pogonowski, http://www.pogonowski.com

Posted in Polityka | 35 Komentarzy »

Genetyczne bronie biologiczne

Posted by Marucha w dniu 2010-01-26 (Wtorek)

Broni biologicznych używano od zawsze. W czasach średniowiecza i wcześniej armie zatruwały wodę i żywność, przez mury obronne wrzucano padłe zwierzęta, by powodować epidemie chorób w obleganych twierdzach. Współcześnie jednak pojawiła się możliwość wyprodukowania jakościowo nowej broni, takiej, która korzystając z zaawansowanego rozwoju biologii molekularnej pozwoliłaby razić selektywnie ludzi o określonej budowie ich DNA, atakującej tylko określone rasy ludzkie. A wiec broni rasistowskiej w sensie dosłownym. Czyż jednak większość wojen w przeszłości nie miała charakteru rasistowskiego?

Pierwsze wzmianki w prasie na temat nowych broni pojawiły się w 1970 roku, po opublikowaniu w piśmie armii amerykańskiej „Military Review” pracy Carla Larsona, szwedzkiego genetyka z uniwersytetu Lund,  zatytułowanej „Ethnic Weapons” („Bronie etniczne”). Larson rozważał możliwości militarnego wykorzystania różnic miedzy rasami, takich na przykład jak nietolerowanie laktozy przez organizmy Azjatów. Fakt, iż żadna populacja nie jest homogeniczna a zastosowanie tego rodzaju broni wobec wroga spowodowałoby również szkody po stronie napastnika, dla strategów wojskowych wydawał się nie mieć istotnego znaczenia: ważne przecież, których zginie więcej, „nas” czy „ich”.

Różnic miedzy grupami etnicznymi, które mogłyby zostać potencjalnie wykorzystane do wytwarzania broni etnicznej jest wiele, acz nieczęsto można o nich usłyszeć w mediach. Ilu z państwa wie na przykład o tym, iż pewne nacje europejskie są z powodów biologicznych nieco bardziej odporne na zarażenie wirusem HIV (AIDS) niż większość ludzi? A co wiecej, pewne nieliczne grupy ludzi w ogóle nie muszą przejmować się AIDS? O tym się nie pisze…

Rasistowskie myślenie w USA nie jest czymś nowym. Ocenia się na przykład, że od 60 do 70 tysięcy Indian (głownie kobiet) poddanych zostało w przeszłości przymusowej sterylizacji. Również zajmowanie się w USA podejrzanymi badaniami biologicznymi nowością nie jest.

W latach trzydziestych przeprowadzano eksperymenty biologiczne na Puerto Rico, świadomie  zarażając populację wyspy rakiem. Kierował tym przedsięwzięciem Cornelius Rhodes, ubiegający się o miejsce w Komisji Energii Atomowej (Atomic Energy Commission) i w Instytucie Rockefellera, potem odpowiedzialny za broń chemiczną podczas II wojny światowej. W wyniku eksperymentów w Puerto Rico zmarło 13 osób.

Trzon badań genetycznych w USA stanowi obecnie „Human Genome Project”, ulokowany w laboratoriach Cold Springs Harbor na Long Island, w Nowym Jorku. Dokładnie w tych samych budynkach mieściła się siedziba Eugenics Research Office, zapoczątkowanego w 1910 roku. Ten ostatni zajmował się miedzy innymi badaniami związanymi z rządowym sankcjonowaniem prawa ludzi do reprodukcji, jak też badaniami mającymi na celu wyselekcjonowanie „najlepszych” grup etnicznych, które potem miałyby preferencje imigracyjne.

Human Genome Project funkcjonuje pod nadzorem Departamentu Energii, tego samego, któremu podlegają badania nad bronią jądrowa.

Już w 1997 roku Dr Wayne Nathanson, przewodniczący Wydziału Nauki i Etyki Towarzystwa Medycznego Wielkiej Brytanii ostrzegał na dorocznym posiedzeniu Towarzystwa, iż „terapia genowa” może zostać łatwo zamieniona na „bronie genetyczne”. Bronie takie rozmieszczane byłyby nie tylko poprzez wykorzystanie aerozoli, ale też poprzez zakażanie zbiorników wody, dostaw żywności, powodując na przykład sterylizację całych wybranych populacji etnicznych.

Z Morrisville w USA do Nes Ziona w Izraelu

Niedziela, 4 października 1992 roku, osiedle mieszkaniowe Bijlmer pod Amsterdamem. Zaczyna się zmierzchać. Atmosfera nastroju rodzinnego, relaksu przed następnym tygodniem pracy. Pracowałem wtedy na Universiteit van Amsterdam, robiac doktorat z fizyki. Wynajmowałem wraz z żoną (i sześcioletnią córką) mieszkanie na 8 piętrze dużego bloku.  Nagle przez okna widać odbijające się od bloków naprzeciwko dziwne światła, zaś w uszach głośny gwizd, taki jak na filmach z II wojny, gdy samolot nurkując zrzuca bomby. Po kilku sekundach doszedł nas dźwięk głuchego, przytłumionego blokami wybuchu, jakby z oddali. Zaledwie około 200 metrów od nas wznosił się wysoko w gore słup ognia i czarnego dymu!

Boeing 747 izraelskich linii lotniczych El-Al po starcie z lotniska Schipchol, gdzie uzupełniał zapasy paliwa w locie z Nowego Jorku do Tel-Awiwu, uderzył w połączenie dwóch 11-pietrowych bloków mieszkalnych. Oficjalnie zginęło 47 osób (w rzeczywistości prawdopodobnie wiele więcej; te akurat bloki były zamieszkane głównie przez czarnych imigrantów, zaś wielu z nich przybywało w kraju nielegalnie i nie byli zameldowani). Tysiące okolicznych mieszkańców zaczęło po pewnym czasie odczuwać dolegliwości zdrowotne takie jak trudności z oddychaniem, problemy neurologiczne. Zanotowano znaczny wzrost zachorowań na raka i przypadków występowania defektów u noworodków.

Zarówno rząd Holandii jak i Izraela zastosowały zasłonę milczenia wobec szczegółów związanych z misja samolotu. Nie opublikowano oficjalnie informacji na temat rodzaju transportowanego ładunku. Jedynie niezależna grupa naukowców odkryła, że w samolocie stosowano zubożony uran jako balast. Dopiero w 1998 roku holenderski dziennik Handelsblad ujawnił, że na pokładzie znajdował się jeszcze groźniejszy materiał: 10 ton chemikalii, w tym izopropanol, kwas fluorowodorowy oraz dwu-metylo-metylofosforat (DMMP), związki chemiczne używane do produkcji gazu bojowego sarin (jeden tylko wdech tego gazu powoduje natychmiastowe obezwładnienie człowieka, a zaraz potem śmierć). Dochodzenie parlamentarne badające przyczyny wypadku ujawniło, że w ciągu każdego tygodnia przeprowadzano wiele lotów z Nowego Jorku do Tel-Awiw, z przystankiem na lotnisku Schipchol, że nie sprawdzano zawartości ładunku, zaś jak wypowiedział się sędzia najwyższy Holandii – oficerowie El-Al zajmujący się na lotnisku bezpieczeństwem lotów pracowali w istocie dla izraelskiej slużby bezpieczeństwa Mossad.

DMMP był dostarczany przez Solkatronic Chemicals Inc. z miejscowości Morrisville w amerykańskim stanie Pensylwania. Jego przeznaczeniem był Izraelski Instytut Badań Biologicznych (IIBB) w Nes Ziona koło Tel-Awiwu. Według niektórych źródeł, IIBB jest najważniejszą instytucją w Izraelu zajmującą się badaniem, testowaniem i produkcja broni chemicznych i biologicznych. Ponoć nie istnieje taka bron chemiczna czy biologiczna, która nie byłaby tam produkowana. Nawet członkowie parlamentu izraelskiego, Knesetu, nie mają tam dostępu, zaś sama miejscowość nie jest zaznaczona na mapach.

Izraelskie bronie genetyczne

15 listopada 1998 roku londyński „The Sunday Times” podał informację o tym, że Izrael pracuje nad bronią biologiczna, która byłaby wymierzona w Arabów, a nie byłaby niebezpieczna dla Żydów. Idea nowej broni polega na tym, by zidentyfikować geny odróżniające obie nacje, a następnie wytworzyć bakterie lub wirusy atakujące ludzi w sposób wybiórczy, w zależności od budowy ich DNA. Wiele informacji ze świata nauki świadczy o tym, że teoretycznie zadanie takie jest możliwe do wykonania, zaś praktycznie być może zostało już zrealizowane w jakiejś mierze. Według Sunday Times, program realizowany jest w Nes Ziona. Jeden z pracujących tam naukowców miał powiedzieć, że zadanie jest bardzo skomplikowane, bowiem zarówno Żydzi jak i Arabowie nalezą do grupy Semitów, a wiec różnice genetyczne miedzy nimi są niewielkie. Ponoć jednak zdołano już znaleźć szczególne, charakterystyczne geny wyróżniające Irakijczyków.

Pierwsze badania tego rodzaju prowadzone były przez białych w rasistowskiej Afryce Południowej. Zarzucono je po zniesieniu apartheidu i wydaje się nieprawdopodobne, by obecne czarne władzy miały do nich powrócić. Planowano wtedy wytworzenie mikrobów, które reagowałyby na kolor skóry ofiar, zaś jako sposób ich rozprzestrzeniania rozważano dodawanie substancji do piwa, kukurydzy, a nawet do szczepionek.

Według Sunday Times, William Cohen, ówczesny amerykański sekretarz obrony potwierdził otrzymanie raportów na temat prób wytworzenia etnicznej broni genetycznej w pewnych krajach (w tym w Izraelu). Według zaś znanego ośrodka badawczego „Jane’s”, naukowcy izraelscy korzystali z wyników części badań nad bronią genetyczna, jakie prowadzono wcześniej w RPA.

Dziennik londyński podaje, że członek Knesetu Dedi Zucker, odwołując się do historii zagłady Żydów, eksperymentów biologicznych nad nimi przeprowadzanych w Auschwitz przez doktora Mendele, nazwał badania niemoralnymi i zwrócił się o zakazanie wytwarzania tego rodzaju broni.

O istnieniu realnej możliwości wytwarzania genetycznej broni przekonany jest Michael LaTorra piszący w Historical Review Press (patrz źródła). LaTorra uważa jednak, że krajami które najbardziej byłyby skłonne do zajmowania się tego rodzaju badaniami są Japonia, a przede wszystkim Chiny, ze względu na stosunkowo łatwe wykrycie różnic genetycznych miedzy rasa żółtą a pozostałymi, ale też ze względów które moznaby nazwać jako kulturowe. Do dziś też w Chinach pamięta się wciąż skutki chorób sprowadzonych na tę nację przez Japończyków w czasie II wojny światowej.

Profesor Bob Lee z Black Hawk College w Moline (Illinois, USA), autor kilku książek na temat AIDS i epidemiologii (któremu niniejszym pragnę wyrazić gorące podziękowanie za konsultacje przy przygotowywaniu tego artykułu) uważa, że obecnie możliwe jest wytwarzanie broni genetycznej która atakować będzie nie tylko różne populacje etniczne, ale wręcz konkretne osoby. Potrzeba jedynie do tego celu poznać dokładnie kod genetyczny danej osoby, a potem w oparciu o te dane przygotować odpowiednio bakterie albo wirusy. Warto w tym miejscu przypomnieć sobie, jak wiele pieniędzy wydaje się ostatnio w USA i w Kanadzie na tworzenie komputerowych banków danych, przechowujących informacje o genomie różnych osób (na razie jedynie przestępców zmusza się do udostępniania ich próbek DNA).

Cenzura badań naukowych.

Dominacja w dziedzinie technologii opierających się o wieki swobodnego rozwoju nauki stanowi o przewadze świata Zachodu. Tymczasem w oparciu o publikacje naukowe dostępne poprzez biblioteki wiedza, będąca podstawa tej przewagi, dostępna staje się w każdym kraju na Ziemi. Wykorzystanie wiedzy na temat manipulacji genami leży w zakresie możliwości każdego niemal większego szpitala czy instytutu badawczego. Dlatego coraz częściej można usłyszeć glosy o potrzebie ograniczenia swobody przepływu informacji w świecie naukowym, o wprowadzaniu kontroli nad badaniami genetycznymi, zakazie publikowania w szeroko dostępnych pismach prac naukowych na temat pewnych badań. Oczywiście, jako argumentu używa się motywu o zagrożeniach, jakie niosą za sobą nowe technologie, jeśli dostana się w ręce „terrorystów”. Tymczasem problem jest znacznie bardziej złożony. Oto na przykład w wydaniu z września 1999 roku „Jane’s Nuclear, Biological and Chemical Defence”, John Eldridge argumentując za potrzebą wprowadzenia kontroli badań genetycznych twierdzi, że rząd brytyjski uniknąłby wielu problemów, nie naraziłby się na silny sprzeciw opinii publicznej wobec wprowadzania na rynek genetycznie modyfikowanej żywności. Gdyby informacje o niebezpieczeństwach nie były znane publicznie. Eldridge pośrednio potwierdza również istnienie badań mogących służyć wytwarzaniu broni genetycznych: „Wiele z badań przeprowadzanych obecnie dostarcza publicznie zbyt wiele informacji użytecznej przy produkcji broni etnicznych”. Z jednej strony widzimy wiec groźbę terroryzmu, z drugiej zaś – oczywistym staje się, że wprowadzenie kontroli nad publikacja informacji naukowej może być sprzeczne z interesem społeczeństw. Oczywistym też jest, że zakaz publikacji naukowych będzie sprzyjał tworzeniu się „wysp” rozwoju i wiedzy w dziedzinie biologii molekularnej, „wysp” oczywiście ograniczających się do najbogatszych i najlepiej rozwiniętych krajów świata, pogłębiając już istniejące dysproporcje na naszym globie. Ponadto ograniczenia tego rodzaju przyczynią się do wzmocnienia pozycji najpotężniejszych firm farmaceutycznych, dziedziny przemysłu i tak już posiadającej olbrzymie wpływy nie tylko na gospodarkę, ale i na politykę.

Warto jednak zastanowić się nad tym, czy ograniczenie dostępu do informacji nie ma czasem negatywnych konsekwencji z innych powodów? Oto Chiny maja u siebie epidemie SARS, już od listopada ubiegłego roku, a dopiero w marcu dowiedział się o niej świat, gdy dziwna choroba dotarła do Hong-Kongu, a potem zaczęła się rozprzestrzeniać wszędzie, docierając też do Kanady. Władze chińskie ukrywały fakt istnienia epidemii, jak też nie udzielały informacji na temat jej dynamiki, ilości zachorowań, stosowanych metod terapii i ich skuteczności. Dopiero pod koniec marca lub na początku kwietnia tego roku Chiny zaczęły w tej dziedzinie współpracować ze światową Organizacją Zdrowia. Tymczasem, gdyby wcześniej informacje były dostępne lekarzom i naukowcom, być może udałoby się zapobiec rozprzestrzenieniu choroby (w Kanadzie wybuch epidemii głownie spowodowany był tym, iż służba zdrowia nie podejrzewała, że ma do czynienia z silnie zaraźliwą chorobą u pacjentów w szpitalach). Możliwe tez, że do tej pory opracowanoby już metody diagnostyki choroby, a niewykluczone, że i metody jej leczenia.

Na początku kwietnia bieżącego roku „Journal of Virology” publikuje pracę naukowców z Utrechtu w Holandii. Praca dotyczy badań nad koronawirusami, podobnymi do tych, jakie najprawdopodobniej powodują SARS. Wynika z niej, na podstawie doświadczenia trwającego zaledwie jedna noc, że „zmiana jednego genu koronawirusa, który wywołuje śmiertelną chorobę u kotów, może przekształcić go w wirus zakaźny dla myszy”. Według Petera Rottiera z Uniwersytetu w Utrechcie wyniki jego zespołu są silnym poparciem dla teorii, że nowy typ koronawirusa wywołujący SARS powstał, gdy spotkały się wirusy ludzki i pochodzący od jakiegoś zwierzęcia korona wirus, i wymieniły się przy tym genem. Co warte uwagi, tego rodzaju badania nad zmianami materiału genetycznego wirusów przeprowadzano już kilka lat temu i są one dobrze opisane w literaturze naukowej. Widać więc, że wprowadzenie teraz zakazu publikacji na ten temat nie byłoby istotną przeszkodą w wytworzeniu podobnych wirusów przez „terrorystów”. Istnieje też podejrzenie, iż SARS mógł był powstać w laboratoriach Uniwersytetu Zhongshan w Guangzhou, w południowej prowincji Chin Guangdong, po czym wymknął się spod kontroli chińskich naukowców. Możliwe, że z tego właśnie powodu władze chińskie starały się ukrywać informacje o chorobie. Acz możliwe też, że Chińczycy próbowali ukryć informacje o chorobie z powodu, który wykształceni ludzie zachodu uważają za infantylnie głupi: obawiając się o swą reputację. Niestety, w obecnym „małym” globalistycznym świecie, gdzie nie wszyscy rozumieją się nawzajem, należy liczyć się również z istnieniem postaw skrajnie głupich, także ze strony państw. Oficjalne zachowanie państw i ich przedstawicieli to tylko manifestacja pewnych procesow społecznych i kulturowych wartych głebszego zrozumienia.

Pomimo wymienionych oczywistych powodów przemawiających za opublikowaniem wspomnianej pracy naukowców holenderskich, środowisko naukowe jest już tak bardzo przerażone możliwością wprowadzenia de facto cenzury, iż redaktor „Journal of Virology” uznał za stosowne skomentowanie swej decyzji o przyjęciu pracy do druku: „Jedynie poprzez naukę najwyższej klasy i publikowanie wyników badań będziemy w stanie zrozumieć te naturalne wybuchy chorób”.

Podsumowanie

Badania genetyczne zamiast przyczyniać się, jak powszechnie, nachalnie wręcz głosi propaganda w mediach, do rozwoju społeczeństw, tańszej żywności, wzrostu produktywności, ochrony zdrowia, niosą za sobą zagrożenia, o jakich ludzkość nie śniła w przeszłości. Otwierają puszkę Pandory. Niosą realne niebezpieczeństw nowych, nieznanych dotychczas chorób, totalnej kontroli korporacji farmaceutycznych nad produkcja wielu lęków, kontroli korporacji zajmujących się dystrybucją żywności, a szczególnie żywności modyfikowanej genetycznie (glownie w USA), klęsk ekologicznych na skale niespotykaną, za przyczyną przenikania materiału genetycznego modyfikowanych genetycznie roślin i zwierząt do ekosystemu, i wreszcie realne niebezpieczeństwo wyprodukowania broni genetycznych mogących uśmiercić całe populacje ludzkie.

Zbigniew Kozioł

Materialy żrodłowe:

The Sunday Times (London) Novemember 15, 1998
Uzi Mahnaimi i Marie Colvin, Israel Developing an Ethno-Bomb,

http://www.janes.com/press/pc990914-01.shtml
http://jvi.asm.org/cgi/content/abstract/77/8/4528

2 April 2003
Helen Pearson, Deadly virus effortlessly hops species
http://www.nature.com/nsu/030331/030331-4.html

October 11, 2002
Neil Sammonds, Israeli WMD,
http://www.zmag.org/content/print_article.cfm?itemID=2461&sectionID=22

Israel’s Ethnic Weapon? 
Nov. 16, 1998
http://www.wired.com/news/politics/0,1283,16272,00.html

9 Jan 1999
Michael LaTorra, Gene-War.
http://www.ety.com/HRP/letters/genewar.htm

Roy Blake, Greg Bishop, Human Genome Project Opens the Door to Ethnically Specific Bioweapens,
http://www.projectcensored.org/stories/2001/16.html

Preston Peet, Scientific Racism,
http://www.disinfo.com/pages/dossier/id293/pg1.html

Posted in Polityka | 13 Komentarzy »

Ostatnie (?) podrygi Andżeliki Borys

Posted by Marucha w dniu 2010-01-25 (Poniedziałek)

Pod koniec ubiegłego tygodnia urządzono kolejny cyrk medialny wokół tzw. prześladowań Polaków na Białorusi. Tym razem była to hucpa zakrojona bardzo szeroko. Wypowiedziała się nawet Komisja d/s łączności z Polakami za granicą Sejmu RP (szkoda, że posłowie wykazują mniej odwagi w stosunku do rzeczywiście uderzających w całą społeczność polską działań litewskich) oraz przedstawiciele p. Prezydenta RP. Wypowiedź ministra Handzlika z kancelarii Prezydenta, to, można rzec, już klasyka politycznej nieudolności i błędnego rozpoznania sytuacji. Oto bowiem minister stwierdza, że „Związek Polaków na Białorusi (ZPB) pod przewodnictwem Andżeliki Borys ma pełne poparcie prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Kancelarii Prezydenta” (22.01.10).

A co byśmy powiedzieli, gdyby, dajmy na to, kanclerz Niemiec powiedziała, że w pełni popiera jakiegoś potencjalnego „prezesa” organizacji niemieckiej w Polsce, który z punktu widzenia prawodawstwa RP jest osobą prywatną? Co byśmy powiedzieli, gdyby Niemcy stwierdziły, tak jak się to mówi w Polsce, że nie uznają legalnie działającego w naszym kraju związku Niemców, tylko jakiegoś awanturnika? Jest rzeczą pewną, że te same osoby i urzędy, które dzisiaj podważają legalność Związku Polaków p. Siemaszki oraz prawo państwa białoruskiego, krzyczeliby oburzeni. Czyniłyby tak, gdyż zatraciły już łaciński zmysł etyczny, który stoi w jaskrawej opozycji do wyznawanej przez te osoby tzw. etyki Kalego, czyli etyki sytuacyjnej.

Tylko jednak część spośród nich to ludzie moralnie zagubieni w zgiełku dzisiejszego świata, pozostali, to zwykli, cyniczni gracze bądź ludzie kompletnie politycznie nieodpowiedzialni. Propaganda prowadzona jest w sposób brutalny przy użyciu słownych fetyszy, mających wywrzeć wrażenie na Polakach w Polsce, przywiązanych do tradycyjnych wartości patriotycznych. Stąd następujące, przykładowe tytuły medialne: “Białoruś nęka Polaków”, “Prezydent popiera Polaków”, “Polacy na Białorusi proszą o pomoc”. Ma się z nich urodzić czarno-biała wizja. Oto, wszyscy Polacy na Białorusi są prześladowani, i wszyscy proszą organy państwa polskiego o pomoc. Jest to wizja tak prymitywna, tak intelektualnie prostacka, że aż dziw, iż specjaliści od wpływu zdecydowali się sprzedać ją po raz kolejny Polakom w kraju. Świadczy to o uważaniu nas wszystkich przez media za kompletnych idiotów, niezdolnych do samodzielnego myślenia. Fakt, niektórzy wciąż się nabierają.

W tych kategoriach widzę histeryczne zaangażowanie w tę najświeższą prowokację, „Naszego Dziennika”. Ludzie stojący za tym tytułem są niewolnikami rusofobii. Białoruś, jej związki z Rosją, jej KGB – to wszystko silnie działa na ich wyobraźnię i odbiera rozsądek. Kończy się na tym, że Andrzej Poczobut, prawa ręka Andżeliki Borys i dziennikarz „Gazety Wyborczej”, przedstawiany jest czytelnikom ND jako autorytet wypowiadający się o sytuacji Polaków na Białorusi! A tymczasem, proszę wybaczyć skojarzenia, A. Borys leży na łopatkach. Z 16 Domów Polskich na Białorusi, kontroluje już tylko trzy, gdzie trzecim jest dom w Iwieńcu, wokół którego zorganizowano ostatnią rozróbę, a więc pewnie za chwilę to będą tylko dwa domy, w Nowogródku i Oszmianie. Mówienie w tych okolicznościach, że p. Borys reprezentuje wszystkich Polaków, a ci od p. Siemaszki to pachołki KGB, nie znajduje uzasadnienia. Grunt pali się pod nogami p. Borys, dlatego zagrano ostro i głośno. Za awanturą stoją wciąż te same siły, których celem nie jest naturalnie żadne tam dobro Polaków, ale obalenie władzy Aleksandra Łukaszenki. One takie działania koordynują i za nie płacą. Żaden szturm KGB jednak nie nastąpił.

Jest jeszcze jeden aspekt sprawy, który zastanawia. Oto p. Andżelika Borys swobodnie przejeżdża wielokrotnie przez granicę polsko-białoruską w obie strony. Straszliwy reżim Aleksandra Łukaszenki jakoś jej w tym nie przeszkadza. Dzieje się tak, kiedy wielu Polaków ze związku p. Siemaszki jest na czarnej liście w Polsce i nie są od lat wpuszczani do kraju. Zastanówmy się, czy za swobodą poruszania się p. Borys nie stoją białoruskie kręgi istotnie nieprzyjazne polskiej mniejszości, a jeśli tak jest, musimy dojść do wniosku, że widocznie jest im ona potrzebna w politycznej grze. Stracą na tym wszystkim nasi Rodacy na Białorusi. Własne państwo traktuje ich jak przedmiot służący do walki z władzami sąsiedniego państwa w imię mitów i bajdurzenia panów zza oceanu.

Adam Śmiech

PS. W tej sytuacji warto zapoznać się z głosem drugiej strony. To relacja p. Heleny Bohdan, wiceprezesa legalnego Związku Polaków na Białorusi. Tekst podajemy za stroną ZPB – www.polacy.by :

„Jechałam do Iwieńca z nadzieją…”

Wiedziałam, że zbierają się tam bojówkarze opozycji, podszywający się pod „walczących za demokrację” Polaków, wynajęci przez grupę Borys. Ostrzegano mnie, że czekają na nas nie tylko kolejne szykany i oszczerstwa, ale i możliwe rękoczyny.

Na progu Domu Polskiego „przywitała” nas grupa, a w jej pierwszym szeregu stał Andrzej Poczobut, który na nasze z prezesem powitanie krzyknął: „Kim ty jesteś?” Pan Stanisław się przedstawił i powiedział, że przyjechał spotkać się z członkami miejscowego Oddziału ZPB. „Nie wejdziesz do tego domu, jesteś tu personą non grata! To jest polski dom i polskie terytorium!” – wrzasnął Poczobut. „Przyjechałem spotkać się z ludźmi i z nimi się spotkam, jeżeli nie tu, to w domu kultury” – odparł prezes.

Grupka tych grodzieńskich bojówkarzy od samego początku była nastawiona na konfrontację. To widać było i z ich twarzy z grymasami złości i nienawiści, a Poczobut nawet był bez okularów – aby w sprowokowanej przez niego bójce ich nie rozbić. Inteligencja i mądrość pana Stanisława złamały ich zamiary. Niestety, Dom Polski, który powinien być przyjazny i otwarty dla wszystkich, okupowali w tym dniu nikczemni nieudacznicy i oszczercy. Bali się zwyczajnej rozmowy ze Stanisławem Siemaszką.

W domu kultury czekało już na nas ponad 300 mieszkańców Iwieńca, których też nie wpuszczono do Domu Polskiego. Około 100 bojówkarzy nie tylko nikogo tam nie wpuszczali, ale i nie wypuścili stamtąd członków oddziału ZPB, którzy widząc taką nieprawość, chcieli wyjść, by się spotkać z prezesem ZPB. Do pana Stanisława podchodzili mieszkańcy Iwieńca i mówili: „Moja znajoma poszła tam na spotkanie z panem, bo tak było zapowiedziane, a teraz jej nie wypuszczają”. Z niektórymi z takich zakładników rozmawialiśmy przez telefon, staraliśmy się ludzi uspokoić.

Konsul z Mińska, widząc zaistniałą sytuację niedługo z Iwieńca wyjechał, a pani Borys musiała sama odpowiadać na niewygodne pytania. A pytanie: „Dlaczego pan Siemaszko nie został wpuszczony do Domu Polskiego?” – zostawiła bez odpowiedzi. Sytuację tam należało szybko „ratować” i na linię ognia wyprowadzono „ciężką artylerię” – czyli panią Sobol i tych, dla których jest „nieprawnie wydaloną z ZPB aktywną działaczką”. Odegrano spektakl z puszczeniem łezki, który nosił tytuł „Przyjechali nam odebrać Dom Polski”. Tylko jakoś nikt nie zmierzał w kierunku domu…

A Poczobut w napięciu nerwowym chodził i mówił wszystkim (nawet przez telefon do Polski), by byli gotowi, bo zaraz zacznie się szturm. Tylko żadnego szturmu nie było, a tego „wysokiego napięcia” w domu polskim nie wytrzymały nawet linie elektryczne i światło zgasło na całej ulicy…

A tym czasem w domu kultury rozmawialiśmy z Polakami mieszkającymi w Iwieńcu, odpowiadaliśmy na nurtujące ich pytania, m.in. „Dlaczego w szkole nie jest wykładany język polski?” Cóż mogę powiedzieć, widocznie „bardzo aktywna działaczka” pani Sobol na tyle była zapracowana i zajęta, że po prostu zabrakło jej czasu, by zadbać o nauczanie języka polskiego w szkole. Chociaż czemuś nie zabrakło jej czasu, by postarać się o wydalenie z Iwieńca nauczycielki języka polskiego, z którą miała „niezgodność charakterów”.

Obecny na spotkaniu prezes Mińskiego Obwodowego Oddziału ZPB Mieczysław Łysy, poinformował zebranych, że decyzją Rady Naczelnej ZPB z 8 stycznia 2010 roku Teresa Sobol i jej mąż Piotr wydaleni zostali z ZPB i zaproponował wybory nowego kierownictwa oddziału. Kandydaturę Stanisława Buraczewskiego, dyrektora miejscowego Domu Kultury i wieloletniego członka Zarządu miejscowego oddziału ZPB, zebrani powitali brawami. Powiem szczerze, że po raz pierwszy spotkałam się z takim poparciem i mam nadzieję, że miejscowi Polacy zawsze będą tak aktywnie wspierać swojego nowego prezesa, któremu z całego serca pragnę życzyć sukcesów i powodzenia.

Wracałam z Iwieńca z przekonaniem, że ludzie dokonali mądrego i rozsądnego wyboru, a prawda zawsze wychodzi na jaw, jakby się ją nie starali “schować pod korcem”.

Helena Bohdan, wiceprezes ZPB

Posted in Różne | 5 Komentarzy »

Biskup Pieronek naraził się koszernym?

Posted by Marucha w dniu 2010-01-25 (Poniedziałek)

Z  przerażeniem czytamy na portalu Onet.pl (http://wiadomosci.onet.pl/2117299,12,bp_pieronek_o_szoah_to_nie_sa_moje_poglady,item.html), iż biskup Pieronek znajduje się na granicy tzw. negowania Holocaustu – admin.

Biskup Tadeusz PieronekBiskup Tadeusz Pieronek powiedział w wywiadzie dla włoskiego internetowego portalu katolickiego, że Szoah to „żydowski wymysł”. Jego zdaniem pamięć o Holokauście wykorzystywana jest jako „broń propagandowa”. Według słów biskupa w dzisiejszym programie w TOK FM, „to nie są moje poglądy”.

W rozmowie z portalem Pontifex.Roma, jaki ukazał się w niedzielę, krakowski biskup pytany o to, skąd biorą się głosy o polskim antysemityzmie, odparł, że opinie te rozpowszechniają „osoby, które nie uczyły się historii”. – Niewątpliwie w obozach koncentracyjnych umierali w większości Żydzi, ale na liście są też Polacy, Cyganie, Włosi i katolicy. Nie wolno więc zawłaszczać tej tragedii, by uprawiać propagandę – oświadczył bp Pieronek.

I dodał: „Szoah jako taki to żydowski wymysł (w oryg. tekście: invenzione ebraica – PAP), można by równie dobrze mówić z taką samą mocą i ustanowić dzień pamięci także o licznych ofiarach komunizmu, prześladowanych katolikach i chrześcijanach”. – Ale oni, Żydzi, mają dobrą prasę, ponieważ dysponują potężnymi środkami finansowymi, ogromną władzą i bezwarunkowym poparciem Stanów Zjednoczonych i to sprzyja swego rodzaju arogancji, którą uważam za nie do zniesienia – powiedział biskup Tadeusz Pieronek.

Amerykańska publikacja dotycząca „polskiego obozu” – czytaj: http://wiadomosci.onet.pl/2117186,12,kolejna_publikacja_dotyczaca_polskiego_obozu,item.html

Dzisiaj rano biskup Pieronek dementował te doniesienia. Powiedział w TOK FM, że „dziennikarz dopowiedział sobie kilka rzeczy”. – Ja takich rzeczy nie mówiłem. To nie są moje poglądy – twierdzi Pieronek. – To są słowa autora tekstu, ja takich rzeczy nie mówiłem. Albo autor ich nie zrozumiał albo sobie dopowiedział. Mam na to dowód, bo poprzedni wywiad tego samego autora też był nadinterpretacją i wyrażaniem jego poglądów w oparciu o pewne zdania, które ode mnie usłyszał – tłumaczy biskup w TOK FM.

„Nie jest prawdą, że w obozach zginęli wyłącznie Żydzi”

Na pytanie zadane w wyiadzie we włoskim portalu, czy sądzi, że pamięć o Holokauście jest instrumentalnie wykorzystywana, odpowiedział: „Oczywiście, że tak. Wykorzystywana jest jako broń propagandowa i to w celu osiągnięcia nieuzasadnionych często korzyści”.

– Powtarzam, z historycznego punktu widzenia nie jest prawdą, że w obozach zginęli wyłącznie Żydzi, prawda ta jednak jest dziś niemal ignorowana – stwierdził biskup Pieronek.

Biskup wyraził ponadto opinię, że Palestyńczycy padają ofiarami niesprawiedliwości ze strony Izraelczyków.

– Widząc zdjęcia muru nie sposób nie stwierdzić, że popełnia się kolosalną niesprawiedliwość wobec Palestyńczyków, którzy traktowani są jak zwierzęta a ich prawa są co najmniej gwałcone – ocenił.

– Ale o tym, przy wspólnictwie międzynarodowych lobbies, niewiele się mówi. Niech się ustanowi dzień pamięci także dla nich. Oczywiście to wszystko nie zaprzecza hańbie obozów koncentracyjnych i aberracjom nazizmu – zauważył bp Pieronek.

Pieronek nie będzie prostował

Biskup w TOK FM zapowiedział jednak, że nie zamierza sprostować wywiadu. Co więcej, dalej powtarzał, że „Szoah jest wymysłem”. – Szoah jest w tym znaczeniu wymysłem Żydów, że ta nazwa pochodzi ze środowisk żydowskich. Nazwa, a nie to co się stało – tłumaczy radiu TOK FM.

Od admina: Bp. Pieronek, choć od dawna reprezentował to, co najlepszego w polskim Kościele Posoborowym – judaizm i nachalny modernizm – wbrew popularnym pogłoskom nie jest Żydem, lecz góralem z okolic Żywca, co wiemy z dość niezawodnych źródeł. I teraz wyszło szydło z worka… to  zwykły goj, który śmie odbierać Żydom monopol na cierpienia i patent na grabienie całego świata na rzecz „ofiar” Holocaustu, których co roku zresztą przybywa.

Już wcześniej bp. Pieronek naraził się strasznie Żydom, gdyż stwierdził, iż „Nikt nie ma prawa dyktować reguł Kościołowi”, kierując te słowa do Żydów, awanturujących się i atakujących Benedykta XVI za obronę papieża Piusa XII. To my się zapytowywujemy: jak to nikt? A któż inny wie lepiej, kogo kanonizować lub beatyfikować, niż np. Bronfmany, królowie fałszowanych alkoholi, przemytu i pornografii? Któż jest bardziej predystyngowany do dyktowania panu papieżowi, co ten ma robić, niż porządny, mądry rabin? Przecież, według judaistów, nawet sam Bóg, gdy ma wyjątkowo trudny problem, zasięga porady mądrych rabinów. Co i Benedyktowi XVI radzimy!
http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=3155933

Posted in Kościół/religia | 68 Komentarzy »

„Kultowy” program kończy… pięć lat

Posted by Marucha w dniu 2010-01-25 (Poniedziałek)

Unym nie potrzeba wiele, aby ogłosić jakąś książkę czy spektakl „kultowym”. Nie wahają się też napisać, iż za trzy tygodnie nastąpi pierwsza emisja pierwszego odcinka tradycyjnego programu telewizyjnego. Bo co jest „tradycją” ustala się przy biurku redakcyjnym na polecenie właściciela.

Dziś niezrównany Onet.pl ogłosił, iż „kultowy” program TVN-u kończy 5 lat. Jakby kto nie wiedział, chodzi o „Szkło kontaktowe”, czyli typowy medialny kit dla ćwierćinteligenta „z dużego miasta”, w którym dwie dziwki dziennikarskie pieprzą to, co im kazano, siląc się na coś, co ma przypominać żarty- a durna publika wierzy, iż jest to pełen spontan i odwaga mówienia prawdy w oczy.

Oto, jaką laurkę wystawił Onet durnemu „Szkłu”:

25 stycznia 2005 roku na antenie TVN24 po raz pierwszy zagościł program „Szkło kontaktowe”. Ta forma traktowania polityki i polityków z przymrużeniem oka, w ciągu pięciu lat, zdobyła rzeszę oddanych fanów. „Szkło” jest wszędzie – zawsze wychwyci każdą głupotę rządzących, lapsus, wpadkę, podsłucha i podejrzy kulisy sejmowych korytarzy. Dziś kultowy program obchodzi swe piąte urodziny.

W specjalnym wywiadzie dla Onet.pl Tomasz Sianecki zdradza kulisy kultowego programu. Etc…

Nie jesteśmy wcale ciekawi „kulis” kultowego programu, bo doskonale wiemy, jak wyglądają – tak samo, jak wszędzie w żydowskich mediach.

Oczywiście inteligenci z wielkich miast nie zasługują na nic lepszego, bo nawet gdyby coś takiego cudem się pojawiło, nic by z tego nie zrozumieli.

Posted in Me(r)dia | 16 Komentarzy »

Andżelika Borys kulą u nogi polityki wschodniej

Posted by Marucha w dniu 2010-01-25 (Poniedziałek)

Andżelika Borys, która pojawiła się nie bardzo wiadomo skąd [tzn. gajowy ma swoje podejrzenia w tej materii] i przejęła władzę w Związku Polaków na Białorusi, nie cieszyła się nigdy poparciem Polaków w tym kraju. Nie cieszyła się w ogóle niczyim poparciem – oprócz kręgów „Gazety Wyborczej”, pożytecznych idiotów z kraju oraz polskojęzycznych rządów beznarodowej łobuzerii. Pani Borys zaczyna sprawiać niejakie kłopoty nawet swoim mocodawcom – admin.

W sobotę Rada Naczelna tej części Związku Polaków na Białorusi, która jest skupiona wokół Andżeliki Borys wystosowała list do D. Tuska, w którym zwrócono się o pomoc w obronie Domu Polskiego w Iwieńcu. W tamtejszym Domu Polskim pozostają działacze Związku Polaków, którzy są przychylni jego szefowej Andżelikę Borys. Nie jest ona uznawana przez Mińsk. Popierający Borys obawiają się prób przejęcia go przez kierownictwo ZPB popierane przez władze białoruskie.

List głosi, że „ocieplenie relacji między Polską a Białorusią, które obserwujemy od kilkunastu miesięcy, nie przełożyło się wcale na polepszenie sytuacji mniejszości polskiej, czego świadectwem są prześladowania Polaków m.in. w Iwieńcu”.

„W związku z zaistniałą sytuacją zwracamy się do pana premiera z prośbą o wsparcie swym autorytetem starań Polaków z Iwieńca o zachowanie niezawisłości ZPB. Prosimy o wysłanie władzom Białorusi wyraźnego sygnału, że ocieplenie stosunków między Polską a Białorusią powinno prowadzić do rozwiązania problemów z jakimi od lat boryka się Związek Polaków, największa organizacja polska na Białorusi” – głosi list według relacji Igora Bancera.

Podpis pod listem złożyła Andżelika Borys oraz prezes Rady Naczelnej Andrzej Poczobut. W ręce premiera ma trafić w najbliższym czasie.

Organizacja A. Borys, jak dotąd, jest uznawana przez rząd polski za jedyną oficjalną reprezentację Polaków na Białorusi, wspieraną politycznie i finansowo. Według nieoficjalnych informacji akcja w Iwieńcu została przeprowadzona po potwierdzeniu tego poparcia i przyznaniu kolejnych funduszy na nowy 2010 r.

Akcja ta zmusiła ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego do wykonania telefonu do Mińska. Informuje o tym komunikat naszego MSZ, który cytujemy w całości:
„W dniu dzisiejszym, 23 stycznia 2010 r. odbyła się, na prośbę strony polskiej, rozmowa telefoniczna Ministra Spraw Zagranicznych RP Radosława Sikorskiego z Ministrem Spraw Zagranicznych Republiki Białorusi W trakcie rozmowy Ministrów omówiono bieżące kwestie dwustronnych relacji w perspektywie planowanej wizyty w Polsce Ministra SZ Siergieja Martynowa, w tym wczorajsze działania służb bezpieczeństwa w stosunku do członków ZPB udających się na spotkanie w Domu Polskim w Iwieńcu”.
Komunikat nie wspomina nic o uzyskanej odpowiedzi. Prawdopodobnie była ona negatywna, gdyż działania grupy A. Borys są niezgodne z białoruskim prawem. Stosunki z Polską nie są dla Białorusi tak ważne, aby miała w tej sprawie robić jakieś szczególne odstępstwa. Tym bardziej, że w kwestii popierania organizacji A. Borys Polska jest osamotniona i nie jest wspierana przez pozostałe kraje UE, ani przez samą Brukselę.

W tej sytuacji nie jest pewne, czy do planowanej wizyty szefa białoruskiego MSZ w ogóle dojdzie. Zamrożenie stosunków dwustronnych będzie oznaczało, że program Partnerstwa Wschodniego, wywalczony przez Polskę na forum UE, będzie w stosunku do Białorusi realizowany przez Niemcy i Litwę.

Za „Myśl Polska”.

Posted in Polityka | 3 Komentarze »

„Czas skończyć z czarno-białą wersją historii”

Posted by Marucha w dniu 2010-01-24 (Niedziela)

Od dawna mam szczególny stosunek do osób, które mówią mi, że „trzeba skończyć z czarno-białą wersją historii”. Tak się składa, że niemal zawsze chodzi im albo o obsmarowanie Polaków i ich przeszłości, albo też o relatywizację spraw tak oczywistych, jak ukraiński bandytyzm na Wołyniu czy pomoc Polaków dla Żydów podczas II Wojny. Nierzadko też celem tego zabiegu jest obrona postawy ludzi moralnie nikczemnych, zdrajców, donosicieli i agentów.

Oto wywiad „Dziennika Bałtyckiego” z Arkadiuszem Rybickim, członkiem Platformy Obywatelskiej (szczególnie, jak wiadomo, predystyngowanej do rewizji polskiej historii). Ocenę wypowiedzi Rybickiego pozostawiam czytelnikom. – admin

Arkadiusz Rybicki (PO): „Czas skończyć z czarno-białą wersją historii”

Przyłożył pan z mównicy sejmowej IPN-owi i prezesowi Kurtyce. Nie przesadził Pan?
– Dziwię się pani zdziwieniu bo polemiki wokół IPN od lat są gorące.

IPN wydaje wiele cennych publikacji, odkrywa białe plamy w historii Polski…
– To prawda, IPN ma szereg osiągnięć. Ale moim zadaniem było pokazanie tego, co w działalności tej instytucji jest niewłaściwe. „Twarzą” IPN stali się politycy, którzy realizują ideologiczny zamysł PiS: rozprawę z elitami III RP
 
Uderza pan w „złego” prezesa Kurtykę przeciwstawiając mu „dobrego” prezesa Leona Kieresa.
– Kieres starał się trzymać z dala od polityki. Nie można mu zarzucić, że był na usługach jakiejś partii. [Buahahaha! Rybicki chce nam wcisnąć kit, że Kieres nie był na usługach międzynarodowego żydostwa! Czy Rybicki ma nas za idiotów? – admin]

W 2005 roku poparł Pan kandydaturę Janusza Kurtyki. Dlatego, że był kolegą Jana Rokity?
– Rzeczywiście, Jan Rokita, który miał wtedy w PO duży autorytet gorąco przekonywał do wsparcia tej kandydatury, choć za Kurtyką ciągnęła się sprawa Andrzeja Przewoźnika. Był on rywalem Kurtyki na to stanowisko. Z krakowskiego oddziału IPN, którego Kurtyka był szefem wyciekła wówczas do mediów notatka kaprala milicji. Wynikało z niej, że Przewoźnik został zarejestrowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako jej współpracownik, stracił więc szanse w konkursie na stanowisko prezesa IPN. Sąd lustracyjny oczyścił Przewoźnika z zarzutów, ale już było za późno. Prezesem został Janusz Kurtyka.

To stara sprawa. Po co do niej teraz wracać?
– Przypominam ją by podkreślić, że już na wstępie PO popełniła błąd popierając Kurtykę. W dodatku nie dostrzegliśmy, jak blisko mu do PiS. Okazało się, że  podobnie jak politycy PiS widzi Polskę jako kraj agentów. Skupia swoją uwagę nie na pokrzywdzonych, a na agentach właśnie. Jego zdaniem agenci stanowili jeden z filarów podtrzymujących III RP, więc trzeba Polskę od nich uwolnić. Liderzy PiS i szefowie IPN mówią jednym głosem: III RP to pokraczny twór stworzony przy okrągłym stole, gdzie funkcjonariusze SB pociągali za wszystkie sznurki.

Kadencja prezesa Kurtyki niebawem się kończy. O co kruszy pan kopie?
– Musimy zmienić ustawę o IPN. Jeśli tego nie zrobimy, konkurs na nowego prezesa przeprowadzi obecne kolegium instytutu wybrane głosami Samoobrony, LPR i PiS.

Znowu mógłby wygrać Janusz Kurtyka…
– Nowa ustawa ma odseparować IPN od wpływu polityków.

Panie pośle, gdy mowa o apolityczności, zwykle chodzi o to, by nominatów jednej partii zastąpić nominatami innej.
– Tak nie musi być. Chcemy zbudować inne standardy. Proponujemy likwidację kolegium IPN i powołanie rady, w której znajdą się  historycy poparci przez renomowane uniwersytety i instytuty naukowe.

Historycy też mają poglądy polityczne. Profesor Andrzej Nowak z UJ, był promotorem pracy Zyzaka o Wałęsie. Z drugiej strony można wymienić nazwiska uczonych sympatyzujących z Platformą.
– Według naszego projektu dwudziestu kilku elektorów będących zarazem cenionymi uczonymi  przedstawi Sejmowi dziesięciu kandydatów do Rady IPN. Będą to historycy z dorobkiem i nieskazitelną opinią. Niezależni. Spośród nich Sejm wybierze pięciu, a Senat – dwóch. Prezydent także dwóch z czwórki kandydatów przedstawionych mu przez Krajową Radę Sądownictwa. Będą to więc profesjonaliści, zamiast na przykład inżyniera, jak to jest obecnie.

Myśli pan o Andrzeju Gwieździe? Jest nie tylko inżynierem, ale przede wszystkim zasłużonym opozycjonistą, który na tej materii zna się pewnie jak mało kto. Nie nadaje się?
– Myślę, że się nie nadaje. Nie ma odpowiedniej wiedzy. Tak jak nie mógłby być lekarzem, tak nie może występować w roli historyka. To wymaga profesjonalizmu. Trzeba umieć czytać akta i umieć o nich pisać. Jak Andrzej Gwiazda może je ocenić, zweryfikować? Nic o tym nie wiemy. A wracając do projektu nowelizacji ustawy, proponujemy też by Sejm mógł odwołać prezesa zwykłą większością głosów.

Pretensje do IPN dotyczyły przede wszystkim młodych historyków, nawet z tytułami doktorskimi. A im trudno zarzucić braki warsztatowe.
– Za mało stosują metody porównawczej. W ich pracach widać nadmierną fascynację esbeckimi dokumentami. Nie szukają innych dokumentów poza IPN-owskimi, nie zbierają relacji tych, którzy te dokumenty wytworzyli. Nie chciałaby pani usłyszeć komentarza esbeka do tego, co robił w PRL? Dlaczego poszedł tam do pracy, w jaki sposób powstawały te dokumenty? Ja bym chciał. I jeszcze jedno. Książka Cenckiewicza i Gontarczyka  ze wstępem prezesa Kurtyki „Przyczynek do biografii Lecha Wałęsy” jest poprawna formalnie. Naganne jest to, iż jest jedyną pracą jaką IPN wydał na temat Wałęsy. Instytucja, która ma tyle dokumentów na temat Lecha Wałęsy, że mogłaby opracować encyklopedię na jego temat, wydaje tylko tę jedną pracę na temat ikony Solidarności, przedstawia go jako agenta „Bolka”. To niedopuszczalne!

Wróćmy jeszcze do rady, która ma zastąpić Kolegium IPN. Naukowcy to przecież według PiS „wykształciuchy” niegodne zaufania.  
– No właśnie. Po moim wystąpieniu w Sejmie poseł Stanisław Pięta z PiS powiedział o naukowcach: to agentura! A w roku 2007 roku prezes Kurtyka w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” twierdził, że 40 procent ludzi z wyższym wykształceniem to współpracownicy SB i dlatego nie chcą się lustrować. Zaś Ludwik Dorn, wtedy jeszcze w PiS, mówił o „wykształciuchach”, a Kaczyński o „łże-elitach”. I jak tu się dziwić, że inteligencja nie lubi i IPN i PiS.

Co będzie z lustracją?
– W świetle projektu ustawy, o którym mówimy problem lustracyjny przestanie właściwie istnieć. Zniknie kłamstwo lustracyjne.

Jak to zniknie? Ludzie zawsze będą kłamać.
– Każdy będzie mieć dostęp do swojej teczki.

Agenci też?
– Unikam słowa „agent”.

No, ale agenci przecież byli. Czy „Junior”, który donosił na kolegów z Ruchu Młodej Polski nie był agentem?
– Czekam, by IPN zajął się „Juniorem”. Póki co, bezskutecznie. Jeśli Sejm przyjmie nowelizację każdy, kto aspiruje do stanowiska publicznego będzie mógł zajrzeć do swojej teczki.

By przekonać się, czy był agentem?
– Będzie mógł zastanowić się, czy w świetle materiałów, które zobaczył podtrzymuje na przykład zamiar zostania ministrem czy nie. Będzie mógł pokazać dokumenty i zapytać: zobaczcie państwo sami – czy to mnie kompromituje? Albo uzna, że go kompromituje i wycofa się. Dziś dziennikarze mogą napisać o kimś, że był agentem, a on nie ma prawa zajrzeć do tych materiałów, by się bronić. Czasem jest tak, że bezpieka kogoś osaczała chcąc go zwerbować, ale już zapisywano go jako współpracownika i nie wiadomo, czy już współpracował, czy tylko esbek chciał skłonić go do zdrady.

Niedługo już nie będzie tych tajnych współpracowników, bo czas robi swoje. Warto się nimi zajmować?
– Warto oddać IPN historykom. W Instytucie powinni pracować ludzie doświadczeni i dobrze wykształceni. Stoimy wobec konieczności rozliczenia się z własną historią. Profesor Nowak uważa, że przez prawie pół wieku byliśmy ogłuszani propagandą komunistyczną, więc teraz w pewnym sensie potrzebna jest kontrpropaganda, bez półcieni. Nie podzielam tego poglądu. Czas skończyć z taką czarno-biała wersją historii i przejść do wersji bardziej zniuansowanej. Bo jeśli do 1956 roku sytuacja była czarno-biała, to potem już nie. Ludzie musieli jakoś żyć, zawierać kompromisy, do PZPR w sumie należało około 5 milionów Polaków. W opozycji nie działało wtedy wielu ludzi.

Stefanowi Niesiołowskiemu, który działał w opozycji od końca lat 60. Jarosław Kaczyński zarzucił nieodpowiednie zachowanie po aresztowaniu i przeciwstawił mu bohaterstwo małych dziewczynek przesłuchiwanych przez gestapo.
– To było niegodne. Niech każdy sam od siebie wymaga bohaterstwa. Nie mamy prawa oceniać człowieka tylko na podstawie ubeckiego dokumentu. Prawda ubecka nie jest prawdą o życiu. [Jasne! Tchórze na autorytety moralne! – admin]

To po co dochodzić do tej prawdy?
– Trzeba wyjaśniać, jak człowiek, który nie miał zamiaru zostać współpracownikiem i nigdy by do SB się nie wybrał, uległ namowom, czy szantażowi. Jak zwykłego człowieka, choć tego nie chciał, zamieniano w donosiciela.

Na razie koledzy z PiS rzucili w pana kierunku, że najlepiej szefem IPN zrobić Kiszczaka!
– Takie średnio sympatyczne żarty. A nam chodzi o to, by ujawniać, ujawniać i jeszcze raz ujawniać. W ciągu roku powinny być opublikowane katalogi.  To powinno zakończyć grę teczkami.

„Dziennik Bałtycki”, 18.01.2010

Posted in Polityka | 11 Komentarzy »

 
%d blogerów lubi to: