Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    Marek o Traditionis Custodes
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    Marek o Klęska ministra Niedzielskiego…
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    mistrzYoda o Traditionis Custodes
    Wladca o Klęska ministra Niedzielskiego…
    Tralala o List przełożonego generalnego…
    revers o Będziemy mieli dokumenty, jak…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 549 obserwujących.

Archive for Luty 2010

Czy Białoruś pójdzie drogą „polskiej prywatyzacji”?

Posted by Marucha w dniu 2010-02-28 (Niedziela)

Białoruś przyśpiesza prywatyzację

603px-Coat_of_arms_of_Belarus_svg17 lutego w trakcie konferencji prasowej przewodniczący Państwowego Komitetu ds. Majątku Narodowego – Georgij Kuzniecau zapowiedział przyspieszenie prywatyzacji białoruskich przedsiębiorstw. Celem tej zapowiedzi oraz innych kroków białoruskich władz wydaje się przede wszystkim przekonanie Międzynarodowego Funduszu Walutowego do udzielenia kolejnego kredytu, niezbędnego dla poprawy bilansu płatniczego.

Wedle Kuzniecaua, spełniając warunki MFW białoruskie władze zdecydowały się zwiększyć liczbę prywatyzowanych podmiotów, wśród których dominują przedsiębiorstwa średniej wielkości. Po raz kolejny zapowiedział on również powstanie w najbliższym czasie Agencji ds. Inwestycji i Prywatyzacji, której celem będzie kontrola i usprawnienie procesu prywatyzacji.

Równocześnie w związku z planem zwiększenia zakresu prywatyzacji, prezydent Łukaszenka zaprosił do współpracy międzynarodową grupę konsultingowo-inwestycyjną Rothschild, której zadaniem byłaby ocena części zgłaszanych do prywatyzacji podmiotów.

Wydaje się, że głównym celem podjętych przez władze w Mińsku działań jest pozyskanie kolejnego kredytu stabilizacyjnego od MFW. Do końca marca br. Białoruś otrzyma wprawdzie 700 mln USD w ramach ostatniej transzy kredytu stand by, ale wedle wyliczeń MFW dodatkowe zapotrzebowanie Białorusi na zagraniczne kredyty w 2010 roku wyniesie 1 mld 300 mln USD.

Równocześnie nie można jednak wykluczyć, że białoruskim władzom zależy także na pozyskaniu dodatkowych środków finansowych z prywatyzacji, w związku ze zwiększonymi wydatkami budżetowymi (głównie z powodu wyższych, niż zakładano cen na ropę i gaz).

Nowa Myśl Polska – informacje podajemy za Ośrodkiem Studiów Wschodnich.

Uwagi admina: nie wygląda to dobrze, zwłaszcza współpraca z „grupą konsultingowo-inwestycyjną Rothschild”. Czyżbyśmy byli właśnie świadkami złamania względnej suwerenności Białorusi przez potężne siły zewnętrzne? Czy też  państwo białoruskie zachowa jednak kontrolę nad swymi zasobami i nad długami? Co prawda potrzeby kredytowe Białorusi na rok 2010, wynoszące 2 miliardy USD, są bardzo niewielkie w porównaniu z zadłużeniem Polski, ale oby nie był to początek błędnej spirali, z której nie ma potem wyjścia. Różni Bieleccy, Kaczmarkowie czy Wąsacze już przebierają nogami.

Rozumiemy, że wiadomość ta bardzo ucieszy idiotów, dla których osobistym wrogiem jest każde państwo, którego władze zachowały choć trochę więcej rozsądku, niż władze województwa Europolen. Nie ma bowiem większej radości dla kogoś, kto siedzi po szyję w bagnie, niż jak w to samo bagno wpadnie ktoś drugi.

Posted in Polityka | 72 Komentarze »

Pierestrojka

Posted by Marucha w dniu 2010-02-28 (Niedziela)

Pierestrojka, znany termin wśród „demoludów” (blok ZSSR) ze względu na częstość występowania w tej strefie ma swoje charakterystyczne cechy.  W każdej z nich społeczeństwo w szerszym lub węższym zakresie spełniało istotna rolę będąc nieświadome tej roli. Roli narzędzia w ręku wroga tego społeczeństwa.
Przykładów jest wiele, choćby tylko z terenu Polski, ale zjawisko „Solidarność” w Polsce jest klasycznym tego przykładem, także ważnym ze względu na wielkość, zakres, efekty i konsekwencje.

Innym terminem, współczesnym, ważnym ze względu na zakres działania jest „globalizacja”, znana już w Europie oraz w tym, co przez jakiś czas było znane jako USA a teraz jako US.  „Globalizacja” i wplątany w to znak NWO (New World Order) jest bardziej jawnym określeniem celu w porównaniu do względnie lokalnych „pierestrojek” w których znaczenie, z czego – na co,  było ukryte, przynajmniej dla ogromnej większości społeczeństwa. Spełniało ono nieodzowna role, lecz nieświadome faktycznej roli, działając ze szlachetnych pobudek, ponosiło ofiary życia i materialne. Z czego – na co i dlaczego, stawało się ewidentne dla tego społeczeństwa dopiero po jakimś czasie, jeśli w ogóle ono dociekało tego.

Podobnie z Solidarnością, kiedy dopiero po długim czasie i to tylko nieliczni zdali sobie sprawę z tego, czyja to była solidarność, która w końcu przeważyła.
Nie tylko to. Słynne „Nie lękajcie się”, choć wypowiedziane na terenie Polski, było przyjmowane przez rożne nacje, mające różne cele.

Panowanie nad społeczeństwami we współczesnych „demokracjach” zachodnich państw różni się od „demokracji” w byłym bloku sowieckim. W tymże bloku był Komitet Centralny złożony z paru osób, który decydował o wszystkim. Że tą grupą kierowała inna grupa, także złożona z kilku osób, nie było tajemnica.
Do przeprowadzenia niektórych zmian w satelickich „demokracjach” nie wystarczała jednak władza Komitetu Centralnego (KC) – potrzebne było również społeczeństwo jako narzędzie pomocnicze. Sprowokowanie jego udziału i kierowanie nim nie było problemem.

W „zachodnich demokracjach”, łącznie z „amerykańską demokracja”, przeprowadzanie takich zmian jest trudniejsze, trwa dłużej, zawiera wiele niepewności. Mimo rozwiniętych do monstrualnych rozmiarów aparatów rządowych, majacych w swojej gestii wszystkie potężne oficjalne narzędzia administracyjne łącznie z wojskiem i nieoficjalny, zorganizowany na mafijnych zasadach aparat terroru, użycie społeczeństwa jako narzędzia (podobnie jak w „demoludach) do realizacji celów „niewidzialnej reki” stanie się koniecznością, jeśli w międzyczasie nie zostanie sprowokowana totalna wojna, w co osobiście nie wierze, przynajmniej w obecnym układzie sił.

Te połączone aparaty poszerzone o instytucje i organizacje pozarządowe posiadają bezprecedensowa sile i możliwości, może poza ZSSR i hitlerowskimi Niemcami, do panowania nad społeczeństwem.
Niewielka liczba osób na strategicznych pozycjach w tym aparacie wsparta zagranicznymi relacjami, silami i środkami, uzupełniona osobami na kluczowych taktycznych pozycjach rządowych i pozarządowych, całkowicie podporządkowana strategicznym organom tego systemu, jest w stanie panować całkowicie nad społeczeństwem. W wypadku nie dawania sobie z tym rady w myśl zagranicznych relacji następuje to, czego przykładem jest była Jugosławia a ściślej Serbia, nie mówiąc już o Iraku, Afganistanie, a wcześniej o wielu innych małych państwach.

Status Quo nie trwa jednak nigdy długo, choćby tylko ze względu na „panta rei” i okazje do wykorzystywanie tego zjawiska w specyficznych celach, finansowych lub innych, niemożliwych do przeprowadzania w warunkach „status quo”.

Obecny stan polityczny wraz z gospodarczym w państwach tak zwanego „demokratycznego zachodu”,  szczególnie USA, poprzez długi okres przygotowań dojrzewa do realizacji skryptu scenariusza, w którym społeczeństwu państwa, a w tym wypadku państw, przypisana jest określona rola. Rola narzędzia na tych samych zasadach, jakie wypróbowano wielokrotnie w „demoludach”.  Ten rozdział scenariusza rozpoczyna się od tytułu „Wrzenia społeczne”.

Powodów do spontanicznych wrzeń jest już dużo i przybywa ich z miesiąca na miesiąc, ale jest ich jeszcze za mało i odpowiednio wielkich, żeby przejąć nad nimi sterowanie, spotęgować je i przystąpić do następnego rozdziału scenariusza.
Ze coś takiego nastąpi, nie mam wątpliwości. Także nie ma wątpliwości Dawid Rockefeller z przygotowanym do tego scenariuszem. „Wszystko co potrzebujemy, to odpowiedni wielki kryzys i wtedy narody zaakceptują Nowy Porządek Świata” (23 wrzesień 1994, United Nations Ambassadors’ dinner).
Pozostaje więc tylko kwestia czasu.

Na pożyczanych pieniądzach można żyć przez jakiś, nawet dosyć długi czas, mając stale wartości dawane w zastaw, nie mogąc spłacać procentów, powiększając tym swoje zadłużenie i uzależnienie (współczesne państwa, mimo kolosalnych zadłużeń, maja jeszcze dosyć dużo państwowych wartości.) W końcu trzeba pieniądze oddać,  popełnić honorowe samobójstwo jeśli nie ma się co oddać lub nie pozostało już nic, co można by oddać w zastaw, być „usamobójstwionym” lub być zamordowanym w mafijnych, „zgodnych z prawem” warunkach, oddać się w całkowity stan niewolnictwa w pełnej definicji tego słowa, ubranego w jakieś słowne „kolorowe piórka”, żeby to nie wyglądało brutalnie.

O potędze Bin Ladena, wręcz pozaziemskiej, przekonaliśmy się już.  Był w stanie w sposób spektakularny zamordować błyskawicznie prawie 3000 osób, zburzyć także błyskawicznie dwa ogromne stalowe wieżowce, niezniszczalne bez zastosowania super-technologii,  oraz trzeci nieco mniejszy; opanować cały system obronny największej potęgi militarnej i zaatakować skutecznie jego centrum militarne (nie użył w tym ładunku atomowego chyba tylko przez arabską litość, ale bardziej prawdopodobne było to, że to centrum wypracuje jemu przyszłe militarne wynalazki ); spenetrować i opanować niekwestionowane potęgi wywiadowcze wszystkich państw,  łącznie z CIA I MOSADem; spenetrować i opanować cały system cywilnej obsługi lotniczej najpotężniejszego państwa.
Do tego jeszcze dochodzi to, że potrafił zamknąć usta na ten temat 300 milionom obywateli tego państwa, a pośrednio obywatelom innych państw.

Teraz Bin Laden ukrywa jeszcze, że to on zabił, także błyskawicznie, setki tysięcy ludzi na Haiti.

Cóż więc za trudność dla Bin Ladena przedstawia stworzenie w Ameryce warunków, o które chodzi Dawidowi Rockefellerowi, jeśli go o to poprosi, oczywiście dla dobra ludzkości.

Wojciech Wlaźliński
26. II. 2010

Posted in Polityka, Różne | 1 Comment »

Kapitalizm ginie na naszych oczach

Posted by Marucha w dniu 2010-02-28 (Niedziela)

Kapitalizm to najlepszy ustrój pod słońcem. W zasadzie, gdyby nie Marks i inni utopiści socjalistyczni nikt by nie wiedział, że normalny system gospodarczy tak właśnie ma się nazywać.

Kapitalizm opiera się na własności, a własność na prawie naturalnym. Dopóki nikt nie nastaje na indywidualną własność, dopóty mamy normalny system gospodarczy. Dlatego własności trzeba bronić jak wolności. Tyle wolności, ile własności. Aby być wolnym, trzeba mieć możliwość działania, aby mieć możliwość działania, trzeba mieć za co i czym.

To w skrócie. O własności trzeba dzisiaj przypominać, bowiem żyjemy w czasach jej odbierania; pozbawiania ludzi prawa do decydowania o tym, co mają. Po drugie zaś, własność jest coraz bardziej rozmyta, co prowadzi do pozbawiania nas możliwości decydowania o naszych udziałach.

Sytuacja w krajach wysoko uprzemysłowionych coraz bardziej przypomina skostnienie znane nam z państw socjalistycznych. W wielkich korporacjach postępuje zanik właściciela – jeszcze nie tak dawno większościowe udziały w dużych firmach miały rodziny czy klany, dzisiaj są to często jakieś fundusze inwestycyjne czy emerytalne zarządzane przez urzędników. Gdy nie ma właściciela, firmą rządzą menedżerowie. I rządzą przeważnie w swoim interesie, a nie interesie właścicieli, stąd też niebotyczne wynagrodzenia, bajońskie odprawy i brak ryzyka – niezależnie od tego co menedżer zrobi, jak pokieruje firmą – swoje i tak dostanie.

Jednym z najistotniejszych elementów kapitalizmu jest ryzykowanie na własny rachunek i wydawanie własnych pieniędzy. Jeśli wydajemy cudze pieniądze, na dodatek nie na siebie, mamy w nosie, jak te środki zostaną zagospodarowane i jak efektywnie będą wydawane. Dzisiaj zarządcy wielkich firm i banków ryzykują miliardy dolarów cudzych pieniędzy, a gdy się pomylą, i tak nawet włos z głowy im nie spada – co najwyżej odbiorą wielomilionowe odprawy i “pójdą szukać swego Pacanowa”. Przestaje więc działać jeden z głównych mechanizmów samoregulujących gospodarki.

 O tym, do czego to prowadzi, pokazuje statyzm gospodarek socjalistycznych – tam było podobnie. Dyrektor kombinatu był z nadania politycznego i jak wywrócił coś do góry nogami, za karę co najwyżej przenoszono go “na inne odpowiedzialne stanowisko”. Co ciekawe, prócz owego kostnienia wielkich korporacji dochodzi do przejmowania przez nie kontroli nad instytucjami politycznymi państwa. Ponieważ z reguły są to duże przedsiębiorstwa, wywierają nacisk na posłów i rząd, szantażując likwidacją miejsc pracy w newralgicznych politycznie okręgach wyborczych czy majtając przed oczami polityków marchewką dotacji. Demokracja przekształca się w plutokrację, władzę kasty biurokratyczno-menedżerskiej.

Jednocześnie w wielkich korporacjach coraz częściej ma miejsce (jak kiedyś było to w kompartiach) negatywna selekcja – awansuje się miernych, ale wiernych – w wyścigu szczurów wygrywają nie ludzie z wizją i ikrą, lecz ci, którzy potrafią się ustawić i wiedzą, komu kadzić. Osoby wybitne postrzegane są jako zagrożenie istniejącego układu i pacyfikowane. Ponieważ nie ma zdecydowanego i silnego reprezentanta interesów właścicieli, to “myszy szaleją”.

Podobny zanik właściciela dotyczy własności komunalnej, gminnej, miejskiej. Własność ta powstawała w tym kraju poprzez oddawanie na rzecz dobra wspólnego części majątku indywidualnego. Ludzie, którzy oddawali tak swoją własność do wspólnego worka, mieli głos przy podejmowaniu decyzji o wykorzystaniu tego dobra. Prawa głosu nie mieli ci, którzy nie byli właścicielami i pomieszkiwali jedynie krótki czas. – Dlaczego? No bo im nie zależało – gdy przyszło co do czego, przenosili się do innej miejscowości – nie byli związani z tą ziemią. Dzisiaj – paradoksalnie – o własności komunalnej w dużej mierze decydują właśnie nie właściciele nieruchomości i ziemi, lecz grupy “niezaczepione”, jakieś lewackie organizacje społeczne czy zorganizowany ideowo elektorat. Reszta – właściciele – obecnie nie ma czasu.

Ponadto następuje degeneracja samej własności. Jeśli popatrzymy na morze przepisów regulujących to, co możemy, a czego nie, okaże się, że nasze możliwości dysponowania naszą “własną” własnością są tak ograniczone, że nie bardzo wiadomo, dlaczego jeszcze nazywa się to “własność”. Przykład pierwszy z brzegu. Jeśli na własnej ziemi wybuduję za własne pieniądze własną restaurację, nie będą w niej mógł palić papierosów. Jest to ewidentne ograniczenie wolności dysponowania własnością, a tym samym ograniczanie prawa własności. Ktoś inny uzurpuje sobie prawo do dysponowania czymś, co rzekomo jest wyłącznie moje. To samo dotyczy szeregu innych przepisów.

Pozbawianie nas własności i degenerowanie własności to nic innego jak odbieranie wolności. Jesteśmy niemymi świadkami tego procesu. Jeśli do tego dodać powszechne zepsucie pieniądza, tworzonego z powietrza bez opamiętania, będziemy mieli pełny obraz sytuacji. Smutnej sytuacji, która sprawia, że ludziom coraz mniej chce się chcieć, a kanały awansu i kariery coraz częściej dotyczą ścieżek społecznie niepożądanych, przy jednoczesnym topnieniu “prawdziwej” gospodarki. Słowem klops.

Czy da się z tego wyjść? Oczywiście, ale najpierw musimy przestać opowiadać sobie ekonomiczne bajki. A że jest nadzieja… Świadczy o tym rosnąca popularność Rona Paula w USA. Ludzie powoli się budzą. Oczywiście, z ręką w nocniku, ale zawsze…

Andrzej Kumor, Mississauga, http://www.goniec.net

Posted in Polityka, Różne | 32 Komentarze »

Profesor Ziem Odzyskanych

Posted by Marucha w dniu 2010-02-28 (Niedziela)

Ogół zagadnień związanych z problematyką niemiecką stanowił jeden z istotniejszych tematów zainteresowań założyciela i pierwszego dyrektora poznańskiego Instytutu Zachodniego – prof. Zygmunta Wojciechowskiego. W swoich pracach prof. Wojciechowski koncentrował się zarówno na opisie stosunków polskoniemieckich, jak i na zagadnieniach ustrojowych, geopolityce oraz stworzonej przez siebie koncepcji ziem macierzystych – postulowanych – odzyskanych.

Spośród 272 publikacji prof. Zygmunta Wojciechowskiego, których pełną listę zamieszcza w biograficznej pracy „Für ein Polen an Oder und Ostsee. Zygmunt Wojciechowski (1900-1955) als Historiker und Publizist” niemiecki historyk Markus Krzoska, duża część poświęcona jest bezpośrednio lub pośrednio (jak w przypadku artykułów i prac poświęconych państwu Piastów) zagadnieniom niemieckim. Prof. Wojciechowski był mediewistą, niekwestionowanym autorytetem naukowym w dziedzinie początków państwowości polskiej, relacji polsko-niemieckich, ustroju państwa Piastów i Jagiellonów. Od początku swoją karierę naukową związał z Uniwersytetem Poznańskim, nazywanym nie bez powodu w latach 30. XX w. „wszechnicą piastowską”.  

To właśnie Poznań, określany wówczas jako „endecka twierdza”, był ośrodkiem, w którym rozwijała się prężnie polska myśl zachodnia, której politycznym prekursorem był twórca polskiego nacjonalizmu – Jan Ludwik Popławski. Atmosfera miasta doskonale służyła krystalizacji myśli zachodniej, w której zawarta została synteza postulatów politycznych z naukowo uzasadnionymi argumentami. Jej ideą naczelną był powrót Polski na ziemie państwa pierwszych Piastów, na zachodnią rubież Słowiańszczyzny. O ile Popławski jako pierwszy polityk sformułował w sposób jednoznaczny cel, Dmowski częściowo go przeprowadził i zrealizował na konferencji pokojowej w Paryżu, o tyle Wojciechowski konsekwentnie „rozprowadził” dorobek obu poprzedników na polu naukowym, tworząc tym samym fundament pod „drugi polski Grunwald” w 1945 roku.  

Autor fundamentalnej dla badania stosunków polsko-niemieckich pracy „Polska – Niemcy. Dziesięć wieków zmagania” poza aktywnością na polu naukowym przez całe życie był zaangażowany w życie polityczno-społeczne. Pierwsze polityczne kroki stawiał jeszcze w połowie lat 20. w Młodzieży Wszechpolskiej (jego pierwsze publiczne wystąpienie datowane jest na 1924 r.), będąc następnie członkiem utworzonego w 1926 r., w odpowiedzi na zamach majowy, Obozu Wielkiej Polski. W drugiej połowie lat 20. i na początku lat 30. był już jednym z niekwestionowanych liderów środowiska poznańskiego Ruchu Młodych OWP, publikując na łamach „Kuriera Poznańskiego” i ogólnopolskiej „Myśli Narodowej”. W tym czasie sława młodego, zdolnego historyka dotarła do samego R. Dmowskiego, który na początku lat 30. zlecił mu napisanie historii tajnej Ligi Narodowej.  

W 1934 r. na tle różnic, przede wszystkim w odniesieniu do ówczesnej taktyki politycznej endecji, Z. Wojciechowski wraz z grupą innych młodych działaczy opuszcza szeregi macierzystego obozu, przechodząc do obozu sanacji. Rozłamowcy wykorzystują w tym celu istniejącą organizację narodową funkcjonującą w Wielkopolsce i na Pomorzu – Związek Młodych Narodowców [omówienie wyboru publicystyki tej formacji także w tym numerze – przyp. M. M.]. W latach poprzedzających wybuch wojny ZMN (przemianowany później na Ruch Narodowo-Państwowy) wtapia się w system pomajowych rządów, organizując z grupą skupioną wokół marszałka E. Rydza-Śmigłego, Obóz Zjednoczenia Narodowego. W czasie II wojny prof. Wojciechowski współtworzy wielkopolską organizację narodową „Ojczyzna”, która za jeden z głównych celów wojny stawia sobie przesunięcie granicy Polski na linię Odra – Nysa. „Ojczyzna” wchodzi w skład struktur PPP na terenie Wielkopolski, przygotowując w ramach Studium Zachodniego merytoryczne uzasadnienie dla polskich żądań terytorialnych na przyszłą konferencję pokojową.  

W wyniku dramatycznych wydarzeń, w jakie obfitował koniec wojny, z powstaniem warszawskim na czele, kierownictwo „Ojczyzny” decyduje się na ujawnienie w lutym 1945 r. wobec nowych władz dorobku niemcoznawczego Studium utworzonego w ramach „Ojczyzny”. W tym celu Z. Wojciechowski pisze memoriał do ówczesnego premiera E. Osóbki-Morawskiego. Władze, same nie dysponując odpowiednim zapleczem i fachową kadrą, niezbędnymi do realizacji ogromu zadań, jakie stanęły w obliczu włączenia do państwa polskiego Ziem Zachodnich i Północnych, ofertę współpracy przyjęły. Przez kolejne dziesięć lat, aż do śmierci w 1955 r., prof. Wojciechowskiego na czele jednostki naukowej o kluczowym znaczeniu dla dalszego rozwoju polskiej myśli zachodniej – Instytutu Zachodniego. 

Niemcy, jako naród, jako organizm państwowy oraz jako byt kulturowo-historyczny występowały w pisarstwie Wojciechowskiego zawsze w kontekście ich stosunków z Polską. Nie był Wojciechowski historykiem opisującym dzieje Niemiec. Fakt, że odgrywały one w jego dorobku naukowym i publicystycznym tak duże znaczenie wypływał z ogromnej roli, jaką miały w dziejach Polski. Prywatnie Wojciechowski nie był germanofobem, o co go wielu podejrzewało (wysoko na przykład cenił literaturę niemiecką), był jednak konsekwentnym wyznawcą tezy Dmowskiego, w myśl której „nie chodzi o to, aby z Niemcami wojować, ale o to, żeby im się nie dać”.  W poniższym szkicu ze względów oczywistych postaram się zarysować jedynie parę kluczowych dla poglądów Z. Wojciechowskiego na temat Niemiec, tez.

Punktem wyjścia do badania stosunków polsko-niemieckich dla autora „Hołdu pruskiego” był okres formowania się państwa pierwszych Piastów. Granice tego państwa z okresu panowania Bolesława Chrobrego niemal w pełni obejmowały swoim zasięgiem ziemie macierzyste Polski, tj. obszar rozciągający się pomiędzy Wisłą a Odrą. Ziemie te zamieszkałe przez Pomorzan, Lubuszan, Polan, Mazowszan, plemiona śląskie i Wiślan stanowił kolebkę polskiej państwowości. W pracy „Rozwój terytorialny Prus w stosunku do ziem macierzystych Polski”, wydanej w 1933 r., Z. Wojciechowski przedstawił ewolucję granicy zachodniej państwa polskiego oraz wykazał wpływ tego procesu na stopniową utratę ziem macierzystych na rzecz Prus, względnie Niemiec.  

Autor przedstawił wzmiankowany proces w formie dziesięciu map oraz kilkunastu kartogramów, ukazujących zmiany granic politycznych. Jak pisze w pracy „Twórcy polskiej geopolityki” P. Eberhardt: „Wykreślone kartogramy odnosiły się zazwyczaj do przełomowych wydarzeń historycznych, takich jak między innymi: utrata ziem zachodnich na rzecz Marchii i Państwa Krzyżackiego, zgonu Kazimierza Wielkiego, odzyskania Pomorza Gdańskiego, sukcesji Hohenzollernów, utraty Pomorza Szczecińskiego i Śląska, rozbiorów Rzeczypospolitej, kongresu wiedeńskiego itp.”.

Po poddaniu tych faktów gruntownej analizie, poznański historyk dochodzi do wniosku, zgodnie z którym zasadniczym celem Niemiec jest opanowanie ziem macierzystych Polski. Politykę taką w okresie nowożytnym prowadziły Prusy: „doświadczenie historyczne uczy nas tedy, że od końca w. XVIII zaznacza się ze strony Prus tendencja do całkowitego omal opanowania ziem macierzystych Polski.  Dwa organizmy narodowe i państwowe toczą tragiczną walkę o jedno i to samo miejsce na świecie. Sukces Prus w tej walce musiałby się połączyć z zupełną likwidacją Polski, jakiekolwiek bowiem byłyby zdobycze narodu polskiego, osiągnięte na wschodzie, trudno wierzyć, by się mógł utrzymać naród, który by stracił przeważającą część swych ziem macierzystych.”

 Wywód ten stanowi pod wieloma względami clou stanowiska prezentowanego przez poznańskiego historyka. Niezmiennie uznawał on posiadanie kolebki polskiej państwowości, wraz z szerokim brzegiem Bałtyku, pozwalającym utrzymanie kontroli nad ujściem Odry i Wisły, za warunek sine qua non istnienia państwa. Utrata przez Polskę dostępu do Zatoki Gdańskiej i Zalewu Szczecińskiego zadecydowały o jej politycznym upadku. Rozwój terytorialny Prus kosztem Polski doprowadził z kolei do objęcia przez nie dominującej roli wśród państw niemieckich, a przez to – w konsekwencji – do ich zjednoczenia i utworzenia Cesarstwa Niemieckiego.  

Zależność występująca pomiędzy ziemiami macierzystymi Polski, a mocarstwową pozycją Niemiec (plany utworzenia Mitteleuropy) przedstawia się wobec tego w sposób nad wyraz oczywisty. Niemiecką ekspansję ułatwiała błędna polityka polska związana z przeniesieniem „punktu ciężkości” państwa z zachodu na wschód. Z. Wojciechowski w swojej pracy z 1937 r., zatytułowanej „Dwa ośrodki państwowotwórcze w Polsce na przestrzeni dziejów i ich zasięg geograficzny” określa to zjawisko mianem „przełomu”. Związany był on bezpośrednio z wygaśnięciem linii Piastów i dojściem do politycznych wpływów panów małopolskich.

„Koła te wyrosły w szkole Kazimierza Wielkiego. Ale jeżeli były przez lat 30 współuczestnikami polityki ruskiej króla i z polityką tą związane były ich osobiste interesy, o tyle zbyt mało było czasu, by mogły «nauczyć się» polityki nadodrzańskiej. Zaciążyło w XIV w. na Polsce przeniesienie stolicy trzy wieki przedtem z Gniezna do Krakowa; inny byłby stosunek do sukcesji szczecińskiej kół wielkopolskich. Jest pewna dramatyczność, a może i tragizm w tym, że oparcie wewnętrzne dawały królowi Kazimierzowi te koła, którym w istocie obca była najgłębsza treść intencji królewskich, a w opozycji do króla znajdowały się elementy, których myśli i instynkty w istocie rzeczy były najbardziej «piastowskie»”.

Odwrócenie kierunku rozwoju państwa z zachodniego na wschodni było, w oczywisty sposób, stałym elementem polityki zewnętrznej dynastii Jagiellonów. Wszystkie te tezy zostały powtórzone i rozwinięte w – jak pisze badacz tej tematyki – „jednej z ważniejszych polskich prac geopolitycznych”, zatytułowanej: „Polska – Niemcy. Dziesięć wieków zmagania”.

Praca ta została wydana po raz pierwszy w 1943 r. przez konspiracyjne wydawnictwo w Warszawie i wznowiona przez oficynę Instytutu Zachodniego w 1945 r. Stała się wówczas prawdziwym „hitem” wydawniczym, jej tytuł urósł zaś do rangi symbolu. Praca stanowi syntetyczny wykład tysiącletniego sąsiedztwa obu narodów. Zasadniczą treść wzajemnych stosunków stanowi konfrontacja, w której rolę agresora pełnią przeważnie Niemcy, których ostatecznym celem jest podbój terytorialny, germanizacja i eksterminacja Polaków. Głównym kierunkiem niemieckiej ekspansji był zawsze wschód (Drang nach Osten), Polska stanowiła zatem pierwszy cel agresji.

Z. Wojciechowski ukazał niepozostawiający żadnych złudzeń program niemieckiego podboju, realizowany z żelazną konsekwencją począwszy od margrabiego Gerona, poprzez Zakon Krzyżacki, Fryderyka Wielkiego, Bismarcka, aż po Hitlera (później pojawił się jeszcze Adenauer). Gwoli ścisłości należy przyznać, że w późniejszych latach sam Wojciechowski zdystansował się nieco od radykalizmu niektórych sformułowań. Były jednak „Polska – Niemcy…” nieodrodnym dziełem tamtego czasu, pisane w czasie okupacji, nie pozbawione były pewnych emocjonalnych akcentów. O nastrojach wówczas panujących niech świadczy pewien drobny, ale wiele mówiący szczegół – wielu publicystów w tym czasie pisało nawet wyraz „Niemcy” małą literą. [Admin pamięta jeszcze, gdy pani nauczycielka skrzyczała go za to, że napisał właśnie ten wyraz z dużej litery]

Innym istotnym wątkiem są boje, które przez szereg lat Z. Wojciechowski toczył z historiografią niemiecką, zwalczając podnoszone przez historyków niemieckich tezy o kulturowej niższości Polski. Niemieccy naukowcy poddawali w wątpliwość nawet rodzimy charakter dynastii piastowskiej. Normańskie, czyli germańskie, to znaczy niemieckie, pochodzenie piastowskiej dynastii miało uzasadniać w latach 30. niemieckie plany podboju Polski. Jako pierwsi hipotezę normańskiego pochodzenia Mieszka wysunęli jeszcze przed I wojną światową niemieccy historycy Robert Holtzmann i Lambert Schulte, a następnie rozwinął je Albert Brackmann i Georg Kossina.  [No i byli w mylnym błędzie, bo jak wykazała przodująca nauka izraelska, państwo polskie założyli Żydzi – admin]

Sam Z. Wojciechowski w pracy „Państwo polskie w wiekach średnich”, służącej przez długi czas po wojnie jako akademicki podręcznik, tak odnosił się do przyczyn tego zjawiska: „teoria normańskiej genezy państwa polskiego wzięła swój początek w pewnej mierze z poglądów filozoficznych Herdera, który, jak to ostatnio przypomniał Balzer, rozwinął tezę przyznającą wprawdzie Słowianom pierwotnym wiele zalet, jak łagodność, gościnność itp., ale odmawiającą im zdolności państwotwórczych.” W wydanej w 1946 r. pracy „Hołd pruski” tak pisał: „na czym oparta była teza o normańskiej genezie państwa polskiego? […] jedynym punktem zaczepienia był dokument, który Mieszko I wystawił był w latach 990-2 [mowa oczywiście o „Dagome iudex” – przyp. M. M.].  

Dokumentu tego nie znamy niestety z oryginału. Zachował się on w streszczeniu sporządzonym wiek później, przy czym autor streszczający dokument, zniekształcił imiennictwo osób i miejscowości. Ze Szczecina zrobił Schinesghe, z Ołomuńca Alemure, Mieszka I przekręcił na Dagome. Wprawdzie prof. Oswald Balzer wytłumaczył przed wielu laty, że owo Dagome powstało z przekręcenia słów ego Mesco, ale według Niemców oczywiście Dagome to musiał być Normanin Dago, wikińskim mieczem podbijający Polskę”. Od tego czasu nie dokonano żadnych nowych odkryć, które potwierdziłyby słuszność przypuszczeń o normańskim rodowodzie pierwszej polskiej dynastii. Obecnie niemal powszechnie uznaje się, że hipoteza „normańska” i „niemiecka”, nie mają uzasadnienia zarówno historycznego, jak i językowego, i posiadają charakter jedynie hipotetyczny. 

Po zakończeniu II wojny światowej pozycja prof. Wojciechowskiego była szczególna, z jednej strony bowiem był on niekwestionowanym autorytetem w odniesieniu do ogółu zagadnień związanych z Ziemiami Odzyskanymi, które dla nowej władzy stanowiły bezwzględnie najistotniejszy element legitymizacji (o czym świadczy eksponowanie tego wątku przez wszystkie ekipy kierownicze PRL-u), z drugiej zaś dla części władz, kierowany przez Wojciechowskiego Instytut Zachodni stanowił siedlisko wrogich elementów „klerykalno-endeckich” uprawiających „burżuazyjną historiografię”. Miały miejsce represje polityczne, w tym aresztowania współpracowników profesora. Względna niezależność naukowa Instytutu była gwarantowana doczasu, gdy przy władzy utrzymywał się Władysław Gomułka, rozumiejący doniosłość prac na Ziemiach Odzyskanych, czego wyrazem było kierowanie przez niego resortem Ministerstwa Ziem Odzyskanych (w którym zatrudnienie znalazło wielu narodowców, w tym wiceminister Leopold Gluck, o którym Stefan Kisielewski żartobliwie napisał, że to „endek poznański, w którym się zakochał Gomułka”).  

Po oskarżeniu „Wiesława” o odchylenie „prawicowo-nacjonalistyczne” (jednym z argumentów był zarzut dotyczący współpracowników) i odsunięciu go od władzy (i likwidacji MZO) w drugiej połowie 1948 r. wzmożono naciski na Instytut i samego Wojciechowskiego, dotyczące przyjęcia „metodologii marksistowskiej” (m.in. uwzględnienia przy opisie stosunków polsko-niemieckich czynnika klasowego), zmierzające w konsekwencji do rozbicia całego środowiska. Pozycja prof. Wojciechowskiego, który piastował szereg eksponowanych funkcji (m.in.: profesor zwyczajny Uniwersytetu Poznańskiego, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, prezes Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, członek Komisji Konstytucyjnej, przygotowującej projekt Konstytucji PRL, radny Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu, członek licznych towarzystw naukowych krajowych i zagranicznych, redaktor wielu czasopism naukowych), nie gwarantowała niezależności nawet kierunków badawczych prowadzonej przez niego jednostki naukowej.  

W roku 1949 powstała NRD, który to fakt wymusił pewne znaczne modyfikacje w ukazywaniu przez Z. Wojciechowskiego stosunków polsko-niemieckich. Wrogiem pozostała jawnie rewizjonistyczna i „rewanżystowska” RFN, NRD dla przeciwwagi zyskała status „dobrych Niemiec”. Jak pisze w fundamentalnej pracy „Myśl zachodnia i jej realizacja w Polsce Ludowej w latach 1945-1957” Grzegorz Strauchold (goszczący na łamach „Myśli.pl”, nr 3/2006): „nastąpiła zatem konieczność jakby podzielenia uwagi poświęcanej Niemcom na dwa nurty. W jednym mieściła się utworzona nieco wcześniej Republika Federalna Niemiec (zwana wówczas uparcie w Polsce Niemiecką Republiką Federalną), uważana za matecznik rewizjonizmu granicznego i ekspozyturę anglosaskiego imperializmu. W drugim NRD – uważana oficjalnie w stolicach wschodnioeuropejskich za prawdziwie pokojowe, socjalistyczne państwo niemieckich robotników i chłopów. Od tego momentu aż po kres rozbicia politycznego Niemiec u progu lat 90., badania niemcoznawcze szły dwoma torami, z których jeden – wobec układu zgorzeleckiego z 1950 r. – traktował o sprawach (wschodnio)niemieckich bez specjalnego powiązania z polskimi ziemiami zachodnimi i północnymi”. 

Jeden z największych luminarzy polskiej historiografii – prof. Z. Wojciechowski poświęcił całe swoje życie powrotowi prastarych ziem piastowskich do Polski. Celowi temu podporządkowane były podejmowane przez niego działania zarówno na polu działalności naukowej, jak i aktywności społeczno-politycznej. Przypominanie dorobku przedwojennych środowisk „zachodniackich”, które po II wojnie światowej utworzyły m.in. poznański IZ, z prof. Wojciechowskim, jego pierwszym dyrektorem na czele, jest bardzo ważne także i dziś. Na naszych oczach dokonują się bowiem przewartościowania, także pojęć i faktów, które przez dziesięciolecia wydawały się niewzruszalne. W wielu polskich miejscowościach na dawnych Ziemiach Odzyskanych, stanowiących w powszechnym odczuciu sprawiedliwą rekompensatę za niemieckie krzywdy wyrządzone Polsce, szczególnie w wyniku ostatniej wojny, pojawiają się dziś pomniki, budowle, mające służyć upamiętnieniu niemieckiej przeszłości.  

Na Opolszczyźnie przywracane są dawne niemieckie nazwy ulic, placów i innych miejsc. Nierzadko na cokoły przywracani są tępiciele polskości tych ziem. Z drugiej zaś strony lekceważy się dorobek repolonizacyjny PRL-u, pełen błędów, ale co do zasady niepodważalny, kwitując go pogardliwie: „komuna”. Na ołtarzu nowej politycznej poprawności składane są kolejne daniny mające być ceną za dobrosąsiedzkie stosunki z Niemcami. W imię tego upadła m.in. znakomita idea utworzenia Muzeum Ziem Odzyskanych. Podobno jednak czasy „wieków zmagania” bezpowrotnie przeminęły, a przytaczając sformułowanie pewnego brytyjskiego historyka, nadchodzi epoka „kameradii polsko-niemieckiej”. 

Maciej Motas
Autor jest publicystą tygodnika „Myśl Polska”, absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, oraz członkiem Stowarzyszenia Stronnictwo Narodowe

Notatka biograficzna:
Prof. Zygmunt Wojciechowski – ur. 27 kwietnia 1900 w Stryju, zm. 14 października 1955 w Poznaniu – historyk państwa i prawa.  Był najstarszym z pięciorga dzieci Konstantyna Wojciechowskiego i Leontyny z Buczkowskich. W 1921 r. podjął studia uniwersyteckie na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jana Kazimierza, kończąc je w 1924 doktoratem z zakresu historii powszechnej średniowiecznej oraz historii nauk społecznych i ekonomicznych. Został wówczas asystentem przy Zakładzie Nauk Pomocniczych Historii Uniwersytetu Jana Kazimierza. W czerwcu 1925 r. przeniósł się do Poznania, gdzie został zastępcą profesora na Katedrze Historii Ustroju i Dawnego Prawa Polskiego na Wydziale Prawno-Ekonomicznym. W tym samym roku habilitował się na podstawie pracy: „Momenty terytorialne organizacji grodowej”. Od 1929 r. był profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Poznańskiego, a od stycznia 1937 r. profesorem zwyczajnym (od 1939 dziekanem Wydziału Prawno-Ekonomicznego). W latach 1940–1945 pracował w Delegaturze Rządu RP na Kraj (kierownik Wydziału Nauki). W 1944 był założycielem i pierwszym dyrektorem (do 1955 r.) Instytutu Zachodniego (od 1984 patron). Od 1945 członek PAU i od 1952 PAN. Wydał m.in.: „Polska nad Wisłą i Odrą w X wieku”, „Zygmunt Stary (1506-1548”, „Państwo polskie w wiekach średnich. Dzieje ustroju”, „Studia historyczne”, „Ustrój polityczny ziem polskich w czasach przedpiastowskich”, „Początki immunitetu w Polsce”.

Artykuł ukazał się w kwartalniku Myśl.pl, numer 13, wiosna 2009

Posted in Kultura, Polityka | 11 Komentarzy »

Naoczny świadek: Do moich ukochanych białoruskich przyjaciół

Posted by Marucha w dniu 2010-02-27 (Sobota)

Jestem nauczycielką, która w ub. roku szk. pracowała w Iwieńcu i…dziękuję za ten tekst (http://wirtualnapolonia.com/2010/02/19/list-otwarty-do-przyjaciol-bialorusinow-i-bialoruskich-polakow/) , a za komentarz nieh posłuży mój apel:
Kto ma oczy niech patrzy, kto ma uszy niech słucha, kto ma sumienie niech go albo zaboli, albo niech pomoże odsunąć wilki w ludzkiej skórze od wpływu na losy świata i ludzi, a chociaż doprowadzić do tego, by się opamiętały i zaprzestały wzniecać ogniska wojenno-zaczepne.

Przede wszystkim chcę przeprosić moich ukochanych białoruskich Przyjaciół, chcę Was drodzy moi Iwieńczanie, których znam z widzenia, którzyście mnie staropolskim „szczęść Boże pani Bożena” pozdrawiali, którzyście obdarowywali uśmiechem, dzielili się tym czego wam przecie nie zbywa chlebem i płodami ziemi własnoręcznie przetworzonymi i każdym jadłem, a zielem, i Was chcę przeprosić moje kochane dziewczyny z Kresowianki, któreście mi tyle serca, miłości bliźniego ofiarowały, i Was najdroższe moje Przyjaciółki, które w niełaskę popadłyście za to, żeście gościły mnie w progach Waszych domów i pozwalały grzać się dobrem Waszych serc do rodziny poniekąd, a zresztą po prostu przyjmując , i Ciebie moja droga koleżanko po fachu, z którą tyle godzin spędziłam na rozmowach o dobru, złu, bezsilności i Was Szanowni Państwo przedstawiciele władz miejskich Iwieńca, władz rejonowych Wołożyna, z którymi dane mi było spotykać się w sprawach służbowych i od których wiele życzliwości jako obcokrajowiec doświadczyłam, chcę Was wszystkich przeprosić za milczenie, za brak zdecydowanej reakcji, za tchórzostwo, za brak konsekwencji i niezdecydowanie.

Dziś wiem bowiem, że gdybym reagowała jak powinnam, gdybym wcześniej zaczęła monitować i dobijać się z głosem prawdy o tym co zastałam w Domu Polskim w Iwieńcu, a do Belzebuba choćby, może i Dom ten nie ucierpiałby w swoim przeznaczeniu, i dziś nie służył awanturniczej hucpie, a służył Wam, którzyście tak bardzo język ukochali i tę kulturę przodków, (a przecież i Wy pracownicy urzędów o tym, żeście Polacy i Wam to drogie dowody dawaliście) by jej tu kosztować i napić się do syta miast czekać na zaproszenie z łaski lub nie, miast omijać go z daleka.

Przepraszam.

No jeśli przeprosiny to i wyznanie grzechów, popełnione wyznałam wyżej, do tych o które mnie posądzano nie przyznaję się, a i Wy wiecie wszyscy, że oszczerstwa to jedynie i próba dyskredytacji mnie w Waszych oczach, dobrze to odczytaliście i daliście mi i ciągle dajecie wiele tego dowodów. Za co z serca dziękuję.

No jeśli przeprosiny, grzechy, to i zadośćuczynienie. Cóż powiedzieć, tyle miesięcy dylematu moralnego, duchowego cierpienia, że wiem, że widzę nieprawość i oszustwo, manipulacje i zabawę Wami, a nie wiem co z tym zrobić, a nie wiem czy dobrze widzę, rozumuję, obiektywnie oceniam sytuację tym bardziej, że wpływowi znawcy tematu na miejscu tłumaczyli iż nie znam mentalności, środowiska, uwarunkowań historycznych (no z tym się od razu zgodzić nie zgodziłam ale przyjęłam do wiadomości). A może po pierwszych próbach monitów i prób interwencji u osób, które wydawały się mi właściwymi uznałam, że walka to pewnie z wiatrakami, muru głową nie przebiję, oparcia nie znalazłam, a Was uświadamiać ani mi wolno było, ani chciałam by oszczędzić Wam podwójnego upokorzenia. A żyć z tym było trudno, wiedzieć i milczeć i przyglądać się i pisać jedynie sprawozdania, które jak to sprawozdania gdzieś na półki trafiały. A i zresztą gdzie mogły trafić jak ideologia i poprawność polityczna tego i tak nie chciały znać. I dobrze to wiedzieli ludzie, którzy mogli tyle co ja.

Znalazłam pocieszenie w słowach siostry Helenki, do dziś mi w uszach dźwięczą: -„Bożena ktoś w ciebie błotem, a ty w niego Zdrowaś Mario” i pomagało. Gdy trwało zło obok mnie, pomagało. I nie byłam obojętna, byłam bezradna i osaczona próbą dyskredytowania, w sposób perfidny, tak w oczach Waszych jak i w szerszym środowisku decydentów związkowych , dyplomatów i każdego kto się pod rękę nawinął. I nie mogłam brać Was na świadków, bo nie miałam prawa wtrącać się w Wasze społeczności życie, w sprawy związkowe, nic nie mogłam, a ci którzy mogli zadziałać słuchać nie chcieli, albo słyszeli tylko to co chcieli. Mogłam patrzeć i milczeć jeśli chciałam z Wami być. A chciałam, bardzo chciałam, a czym dla mnie była możliwość służenia Wam z tym co potrafię ciekawego zorganizować, czym się podzielić, wiedzą ci, którzy mnie do Was oddelegowali. To im opowiadałam w e-meilach, osobiście, telefonicznie o łzach moich radości, o spełnieniu, o tym, że warto dla takich chwil żyć, być i wiedzą z moich opowieści, że w życiu droższej nagrody nie otrzymałam jak tą u Was – łzy wzruszenia Wasze.

I wiedzą moi w kraju przyjaciele, że moje serce i dusza zostały tam w Iwieńcu. Wiedzą i rozumieją bo mnie znają. Robiłam swoje, a że mam oczy patrzyłam, obserwowałam i milczałam bo jeszcze do tego to moje credo życiowe, że miłość cierpliwa, że nie szuka swego, że przebacza, ta Boża przez Pawła podana a przeze mnie ukochana nauka czyniła iż kłóciło się we mnie wszystko gdy przypominała się inna nauka: „jeślibyście ślepi byli winy byście nie mieli, ale wy mówicie, że widzicie więc grzech wasz trwa.” No w chwili obecnej w chwili gdy ci, którzy winni są podziałów na tych co lepsi, gorsi, gdy ci sami swoją wytężoną i usilnie prowadzoną polityką nakierowaną na to by konfliktować, by fortyfikować się, szukać wrogów w każdym i za wszelką cenę ich sobie wytwarzać im mówię, bunkry wam budować a nie domy polskie oddawać byście je na szczelnie zamknięte dla tych co nie z wami fortece politycznej zadymy zamieniali, a ja sama dziś tym właśnie, że doprowadzili do tego o co im chodziło, do kolejnej próby zafałszowania, do kolejnej próby dezorganizacji trudnych i bez tego relacji z Minskiem dziś tym otrzymałam wsparcie w tym, że nie grzechem prawdę mówić, i nie o braku przebaczenia mowa, ludziom przebaczam więc, zło zostaje złem i należy je nazywać po imieniu, grzechem milczeć.

Pora więc przerwać milczenie, no może nie całkowite, napisałam kilka wierszy Wam dedykowanych, (kościół.pl) są publikowane, miałam nadzieję, że ci co wiedzą i śledzą, tu po polskiej stronnie, moje poetyckie potyczki domyślą się jakie treści ukryte w ostatnich , że się zreflektują, napomną przynajmniej kogo trzeba, iż jeśli nie zmieni sposobu zarządzania działalnością domu polskiego w Iwieńcu to finał będzie…ot oto nastąpił. A mi żal jedynie pozostał, że zbyt mało konstruktywnie, że nie włożyłam więcej wysiłku w to by zapobiec czemuś co w powietrzu wisiało i prosiło się, prosiło… na własne dyrektora tego domu polskiego życzenie noż zacznijcie Białorusy reagować bo pomysłów zaczyna brakować.

Szanowni Państwo próbowano mnie dyskredytować, próbowano wiele, i teraz pewnie dostanę za swoje, pewnie dowiem się …ech niech plują, niech oczerniają, niech szkalują, to potrafią najlepiej, kgbowskie metody przyswoili sobie perfekcyjnie ci obrońcy demokracji i praw człowieka , ale ja mam dowody, mam dokumenty, mam zdjęcia, mam dziesiątki godzin filmów, mam też już etykietkę przypiętą w artykule Hańba na kresy24, ale mam też czyste sumienie i mam ogromną wolę walki z nieprawością, kłamstwem, hipokryzją. I tylko nie mam póki co wystarczającego wsparcia. Ale wierzę, że znajdą się za Państwa pośrednictwem ludzie odważni, a i że ci, którzy już się zadeklarowali zrobią to co obiecują , odważniejsi ode mnie, którzy zechcą zapoznać się z tym materiałem, który już gotowy czeka by go ktoś przeanalizował. Ja nie chcę przesądzać, problem jest złożony, no ja widziałam co widziałam, doświadczyłam czego doświadczyłam, i ja już nie spocznę w dążeniu do tego by światu to pokazać.

A teraz tylko jedną z wielu sytuację przybliżam Państwu to fragment publikacji jaką przygotowuję podaję więc bez skrótów no wycięte z całości. . A ja już wiedziałam dlaczego niewygodna jestem, ja czy ktokolwiek jeśli z Polski. Ano bo wiele było do ukrycia. A choćby pełne pudła humanitarki, z szaliczkami, skarpetkami, ubrankami, zabawkami, kapciuszkami dla dzieci . OJ było tam tego. I gniło to w bibliotece, zwalone bezładnie w wielkie pudła. Mam zdjęcia, a i informowałam gdzie trzeba w Polsce. Nie doczekały te dary serc rodaków zza Buga na właścicieli, o przykładach biedy piszę w jednym z komentarzy w Myśli Polskiej pod nickiem Iwieńczanka i tu przepraszam za drobną nieścisłość, ale Iwieńczanką jestem już i pozostanę – z wyboru. Leżały, jak mi powiedziano, wtedy był rok 2008 już drugi rok. I nie doczekały nigdy, wywiezione je niedawno (w okresie gdy zaczęła się ostatnia burza wokół polskiego domu) traktorem, gdzie nie wiem nie byłam, mówią ludzie na śmietnik. Są świadkowie.

I może nie moja broszka, ale chyba teraz już moja. Bo znów słyszę o powstaniu Komitetu pomocy i zbiórce pieniędzy, eeee na śmietnik to ja sama umiem i niekoniecznie pieniądze. Może w Polsce dzieciom przydałyby się bo tam widać nie potrzeba. Przepraszam Was Iwieńczanie kochani, ja wiem, że trzeba, sama organizowałam pomoc i finansową z mojej macierzystej tyskiej szkoły piątki, (i mogę przedstawić list dziękczynny jaki szkoła otrzymała) a i wyjazd osobom do parafii w Tychach gdzie ksiądz Michał kwestować pozwolił, a siostry pod dach przyjęły, a i woziłam do Kamienia paczki dzieciom z biednych polskich rodzin, a i buty z nóg zdjęłam (nówka)by dziewczynka w 25 stopniowym mrozie nie marzła w tenisówkach, a i dałam paniom z kościoła by wśród biednych rozprowadzili paczki świąteczne. A i za własne kupowałam drobiazgi na Mikołaja uczniom, słodycze za udział w uroczystościach, a i materiały na dekoracje… A i z Polski woziłam… dla tych moich białoruskich dzieci. A i książki na nagrody z Polski woziłam… I może nie wie o tym p. Teresa i nie wiedzą autorzy szkalującego mnie artykułu, ale prawda taka, że nikt nie wiedział, bo się nie chwaliłam, bo i po co. No nikt postronny, wiedzą Ci którzy otrzymali i nigdy ode mnie nikt się nie dowie kto oni, bo nie po to by upokarzać bo tylko po to, że chciałam i potrafiłam to zorganizować. O tym natomiast jak wyglądało rozdawnictwo paczek i dlaczego tak, też piszę w jednym z komentarzy w Myśli Polskiej. Do dziś się trzęsę na wspomnienie, do dziś słyszę epitety jakimi dyrektor obdarowywała za plecami tą „swołocz żebraczą” i wyć się chce.

To najmniejszego kalibru fakty. Reszta jest naprawdę, jak to u nas bywało modne mówić, PORAŻAJĄCA.
Z wyrazami szacunku i nadzieją, że ktoś mi pomoże w tej drodze
Bożena Gaworska-Aleksandrowicz, (Iwieńczanka)

Artykuł z wirtualnapolonia.com

Posted in Kultura, Polityka, Różne | 2 Komentarze »

Nowicka kontra Najfeld

Posted by Marucha w dniu 2010-02-27 (Sobota)

Wanda Nowicka to nie byle kto. To szefowa Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny (Federa). To czołowa polskojęzyczna „aktywistka” walcząca o legalizację zabijania dzieci jeszcze zbyt małych, by mogły się bronić chociaż krzykiem. To wybitna przedstawicielka ruchów dla „państwa neutralnego światopoglądowo”, obrończyni pedalstwa, współuczestniczka kryminalnej akcji holenderskiej kliniki aborcyjnej, która zawitała do Polski na statku Langenort – i laureatka wielu nagród, przyznawanych przez organizacje równie nikczemne, jak ona sama. Nie miejsce tu na wyliczanie jej zasług, wystarczy sięgnąć do Wikipedii, zarówno polsko- jak i anglojęzycznej.

Dnia 13 lutego 2009 na antenie TVN24 Joanna Najfeld, działacza pro-life, powiedziała: „Organizacja pani Nowickiej jest częścią międzynarodowego koncernu, największego w ogóle, providerów aborcji i antykoncepcji, więc pani po prostu jest na liście płac tego przemysłu”.

Wanda Nowicka uznała to za „pomówienie o postępowanie, które może poniżyć ją w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania potrzebnego dla rodzaju prowadzonej przez nią działalności” po czym skierowała sprawę do sądu, jak to ma zwyczaj w Polsce robić każda szumowina i kanalia, gdyż wie, że szumowiny i kanalie są w zasadzie nietykalne, jako że inne szumowiny i kanalie rządzą województwem Europolen.

Nb. nie bardzo rozumiemy, dlaczego znalezienie się na liście płac przemysłu, którego działalność Wanda Nowicka ewidentnie popiera, miało by „poniżyć ją w oczach opinii publicznej” i narazić na utratę jakiegoś zaufania. Przeciwnie, osoba ta powinna być dumna z tego, iż jej wysiłki są dostrzegane przez międzynarodowy przemysł skrobankowy i adekwatnie opłacane!

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa odroczył kolejną rozprawę przeciwko Joannie Najfeld, gdyż oskarżyciel – Wanda Nowicka – nie zjawiła się w sądzie. Uzasadnienie decyzji sądu o odroczeniu sprawy nie zostało podane do publicznej wiadomości, ponieważ sprawa jest utajniona. Gdy poprzedniej rozprawie sąd pytał czy strona skarżąca zgadza się na odtajnienie sprawy, padła odpowiedź negatywna. To jest też bardzo typowe we wszystkich procesach, jakie szumowiny wytaczają ludziom przyzwoitym – lęk przed odtajnieniem procesu, przed obecnością publiczności, przed przedostaniem się różnych informacji do szerszego społeczeństwa. Robactwo czuje się najlepiej w mroku, pod jakimś wilgotnym kamieniem.

Joanna Najfeld nie komentuje procesu, zastanawia się jednocześnie, co ukrywa Wanda Nowicka. Publicystka wskazuje, że Federa,  która mieni się organizacją społeczną, korzysta z  dofinansowania Ministerstwa Zdrowia.

Zobaczmy, co na ten temat napisał Łukasz Adamski na portalu Fronda.pl: 
http://fronda.pl/lukasz_adamski/blog/zydowka_najfeld_na_celowniku_rozowego_nazizmu

Niedawno pisałem, że z organizacjami gejowskimi nie ma sensu prowadzić dialogu, bowiem na samym starcie stajemy na przegranej pozycji. Obowiązuje nas „paragraf 22”, który uniemożliwia osiągnięcie sukcesu w debatowaniu z „postępowcami”. Dialog ze środowiskami gejowskimi doprowadził na zachodzie do tego,  że dziś zamykane tam są katolickie ośrodki adopcyjne, tylko za to, że chrześcijanie nie zgadzają się na oddawanie dzieci do adopcji pederastom.

Skoro na zachodzie dochodzi do takiego różowego faszyzmu to może my powinniśmy obrać w walce o swoje prawa inne metody? Proces jaki wytoczyła Joannie Najfeld znana aborcjonistka Wanda Nowicka ( upps może i mnie za te słowa będzie groził proces i trylion lat na Syberii, gdzie moim zadkiem w ramach kary zajmą się różowe chłopaki?) jest przykładem najperfidniejszego totalitaryzmu. Otóż Pani aborcjonistka Nowicka oburzyła się na słowa Najfeld: „aktywiści aborcyjni są powiązani z ogromnym biznesem aborcyjno-antykoncepcyjnym, który na zabijaniu dzieci i masakrowaniu kobiet zarabia krocie. Że wychowanie seksualne to nachalna akwizycja różnych farmakologicznych chemikaliów, od antykoncepcji, przez niebezpieczne szczepionki, po zabójcze środki poronne”. Nie tak dawno Kazimiera Szczuka ( kolejna zwolenniczka skrobanek bezbronnych istot ludzkich) przyznała, że organizacje feministyczne są sponsorowane przez producentów tabletek antykoncepcyjnych. Ale kto by zwracał uwagę na takie szczegóły.

Oczywiście Najfeld ma odpowiedzieć z przecudnego paragrafu 212, który jest prawdziwym kałachem w rękach zarówno polityków jak i wszelkiej maści totalitarystów. W każdym normalnym kraju Nowicka nie zgadzając się z tym co powiedziała Najfeld, po prostu odpowiedziałaby swojej oponentce w jakimś piśmie czy innych mediach. Mogłaby to robić nawet w stylu Howarda Sterna czy Larrego Flynta, bowiem na tym polega wolność słowa. Lewicowi pretorianie wolą jednak używać w walce bardziej skutecznych metod, które zamkną oszołomom raz na zawsze usta pełne „hate speach”.  

No cóż, nie ma co się temu dziwić. W końcu lewicowi działacze są spadkobiercami brunatnej i czerwonej ideologii, ktora również zabraniała bawić się w debatowanie z przeciwnikami. Zresztą sam Hitler, z pomocą swojego mecenasa dr. Hansa Franka, również pozywał w latach 20-tych masowo wszystkich, ktorzy ośmielili się go skrytykować. „Z powodu oszczerstwa lub obrazy Hitlera w prasie, na plakatach lub podczas imprez publicznych adwokat Hans Frank II składał wniosek o wszczęcie postepowania w trybie karnym i z oskarżenia prywatnego…” czytamy w biografii Franka.

Wyprzedzając zarzuty lewaków, podkreślam, że nazywanie aborcjonistów współczesnymi nazistami nie jest nadużyciem. Narodowi socjaliści ubzdurali sobie, że praw ludzkich należy odmówić Żydom. Współcześni socjaliści uważają, że praw ludzkich należy odmówić dzieciom nienarodzonym. Starcy dla jednych i drugich nie mają żadnej wartości.

Jedni i drudzy mieli/mają nawet swoje „naukowe” badania, które potwierdzały/ją  ich barbarzyńskie tezy. Socjaliści wszelkiej maści ( od jakobinów, przez bolszewików, trockistów i nazistów aż po zielonych czy wyznawców Che ) opierają swoją ideologię na nietzscheanizmie społecznym czyli przekonaniu, że człowiek żyje po to, żeby życia „używać”, a skoro nie ma do tego zdolności – jego życie jest niepełnowartościowe. Jednak nie tylko ideologia łączy brunatny i różowy nurt socjalizmu. Kolejnym spoiwem jest umiłowanie do dyktatury- czyli z góry zaplanowana zagłada inaczej myślących. Rolę plutonu egzekucyjnego pełnią drodzy prawnicy, którzy swoimi kruczkami przeciągają proces latami wykańczając pozwanego delikwenta finansowo.

Metodę taką stosuje Adam Michnik, który pozywa za słówka, które ktoś nieopatrznie wypowiedział pod jego adresem.  Ofiarą tej metody padła Joanna Najfeld. Jednak żaden z prawdziwych katolików nie zna dnia ani godziny. Różowi naziści, który mają krew wyskrobanych dzieci na rękach nie odpuszczą dopóki każdy kto nie wierzy w ich dogmaty będzie miał choćby najmniejszy wpływ na społeczeństwo. „Chrześcijaństwo to wynalazek chorych umysłów. Wojna skończy się któregoś dnia. Wtedy będę uważał, że końcowym zagadnieniem mojego życia stanie się rozwiązanie problemu religii”– ta dewiza od 1789 roku przyświeca  fundamentalistycznym lewicowcom. Te akurat słowa wypowiedział jeden z nich.  Adolf Hitler.

Posted in Różne | 6 Komentarzy »

Czy Japończycy się odważą?

Posted by Marucha w dniu 2010-02-27 (Sobota)

Wg. http://www.globalresearch.ca/index.php?context=va&aid=17818

Jak premier Hotoyama może powstrzymać „musztrowanie” Japończyków

Japonia nie może pozwolić na publiczne upokarzanie przez kraj, który jak żaden inny gwałci prawa ludzkie. Japonia dysponuje  odpowiednimi środkami, które powinny powstrzymać „wojowniczych” amerykańskich senatorów przed popisami w obecności kamer telewizyjnych.

Przede wszystkim premier i jego rząd powinni aktywnie zacząć bronić swego skarbu narodowego, jakim jest największy na świecie producent samochodów, Toyota. Tu nie chodzi tylko o zachowanie twarzy, ale o fundamenty wzajemnych stosunków między USA i Japonią, w których obydwaj partnerzy powinni być traktowani z jednakowym szacunkiem.

Co konkretnie może zrobić japoński rząd?

Centralny Bank Japonii (BOJ) posiada obecnie ponad 1 bilion amerykańskich dolarów w łatwych do upłynnienia aktywach. Premier Hatoyama powinie ogłosić, iż aktywa owe będą upłynniane w tempie 5% tygodniowo aż do ich całkowitej likwidacji.

Rząd Japonii powinien ostrzec, iż zacznie zamykanie fabryk i zakładów należących do Toyoty i znajdujących się na terenie USA w tempie jednego zakładu miesięcznie.

Należy dokładnie zweryfikować politykę ceł importowych, z możliwością podniesienia ceł na amerykańskie produkty o 30 do 50%.

Od Amerykanów pracujących w Japonii powinno się wymagać comiesięcznego odnawiania wiz tak długo, jak długo będzie się ciągnąć „sprawa Toyoty”.

Nowe przepisy i podatki powinny być ukierunkowane na amerykańskie firmy i instytucje finansowe działające na terenie Japonii.

Hatoyama powinien powołać komisję celem zbadania. czy amerykańskie bazy wojskowe na terenie Japonii powinny być zlikwidowane, czy też mogą na jakichś zasadach istnieć dalej.

Toyota powinna dołożyć wszelkich starań, aby naprawić wadliwe modele swych samochodów i uczciwie zrekompensować osoby, które zostały wskutek tych wad ranne – lub rodziny osób, które zginęły. W międzyczasie błędem będzie pozwalanie, aby Toyota (i Japonia) były nurzane w błocie przed całym światem. Atak na Toyotę znacznie przewyższył reakcje Kongresu Stanów Zjednoczonych na liczne przypadki amerykańskich korporacji, które bezkarnie trują powietrze, zatruwają wody i w ogóle niszczą środowisko naturalne.

Kongres Stanów Zjednoczonych, który poparł wojnę, w jakiej zginęło ponad milion Irakijczyków, nie ma żadnego prawa osądzać innych. Jest to dogłębnie skorumpowana instytucja.

Japonia musi bronić swego honoru narodowego. [Kiedy to ostatni raz czytaliśmy w polskiej prasie albo słyszeliśmy w radio lub telewizji o naszym „honorze narodowym”? – admin]. Jest zadaniem premiera Hatoyamy powiadomienie Waszyngtonu w sposób nie pozostawiający miejsca na dwuznaczność, że albo ataki na Toyotę ustaną, albo trzeba będzie zapłacić za nie wysoką cenę.

Posted in Różne | 62 Komentarze »

USA coraz bardziej demokratyczne

Posted by Marucha w dniu 2010-02-27 (Sobota)

http://www.opednews.com/articles/Fighting-the-Subversion-of-by-Jim-Hightower-100224-662.html

21 stycznia 2010 roku amerykański Sąd Najwyższy w swej niezmierzonej mądrości orzekł, iż korporacje stały się istotami ludzkimi – a konkretnie dał im prawo do publicznego wypowiadania się w sprawach polityki. Oczywiście korporacje nie mają języka, oczu, mózgu itp. co jednak nie przeszkodziło pięciu doktorom Frankensteinom z Sądu Najwyższego tchnąć w nie swoistą formę życia, porównywalną z życiem człowieka.

Jest to rzecz absolutnie bezprecedensowa i oznaczająca odebranie narodowi nawet tych resztek iluzorycznej demokracji, jakie mu pozostały.

Od tej pory bowiem każda korporacja, od Wal-Mart do Wall Street, ma pełne prawo do „wypowiadania się” w sprawach politycznych – co oznacza w praktyce, iż może oficjalnie wydawać nieograniczone sumy na promowanie swoich kandydatów do urzedów publicznych oraz na zwalczanie kandydatów jej niemiłych. Dotyczy to wszystkich obieralnych urzędów w USA na wszystkich szczeblach, od najniższego do najwyższego.

Minimalną różnicą głosów, pięciu przeciwko czterem, wymiar sprawiedliwości tchnął życie w polityczne monstrum, które dzięki swemu bogactwu jest w stanie przejechać się po społeczeństwie niczym walcem parowym, miażdżąc wszelkie głosy sprzeciwu.

100 największych korporacji w USA posiada zasoby ponad 13 bilionów (13 000 000 000 000) dolarów. Nie ma w społeczeństwie żadnej siły, żadnej politycznej organizacji stworzonej przez ludzi, która mogła by zgromadzić bodaj maleńki ułamek tej potęgi.

Korporacje też są ludźmi

Korporacje też są ludźmi, a więc mają prawo głosu.

Posted in Polityka | 4 Komentarze »

Andżelika Borys chce kompromisu

Posted by Marucha w dniu 2010-02-27 (Sobota)

Wasz gajowy wziął się ostatnio za problemy białoruskie, niczym przysłowiowy Żyd za taniec. Jest tak, gdyż uważa je za niezwykle ważne. Nie ma bowiem w Europie drugiego kraju, który mimo regularnego opluwania go przez polskojęzyczne rządy, a nawet katolicką prasę, jest tak życzliwy Polakom.

Wydaje się, że postawa Łukaszenki, który nie boi się ani potępienia przez „cały świat”, ani „odizolowania”, lecz po prostu wymusza przestrzeganie prawa, odnosi skutek.

Andżelika Borys, przewodnicząca nieuznawanego przez władze w Mińsku Związku Polaków na Białorusi, zadeklarowała gotowość do kompromisu z rządem w kwestii konkurencyjnego związku kierowanego przez Stanisława Siemaszkę. To on jest uważany przez białoruskie władze za prawowitego przewodniczącego ZPB.

Naszym zdaniem jedynym „kompromisem” jaki można zawrzeć z agentką neokonów, Andżeliką Borys, jest likwidacja założonej przez nią organizacji oraz wszczęcie śledztwa, kto ją finansuje. Każdy bowiem kompromis z tą panią będzie kompromisem okradzionego ze złodziejem, który łaskawie zgadza się oddać okradzionemu połowę tego, co ukradł.

Swoją deklarację Andżelika Borys złożyła podczas spotkania z posłami połączonych sejmowych komisji: Spraw Zagranicznych i do spraw Łączności z Polakami za Granicą. Borys cały czas utrzymuje co prawda, że związek Siemaszki nie jest niezależną organizacją (sam prezes nie zna nawet języka polskiego), bo został utworzony przez rząd w Mińsku, ale jest gotowa do rozmów.

Znajomość języka polskiego u Andżeliki Borys też podobno nie jest imponująca, a jej narodowość niejasna, nie mówiąc już o źródłach jej finansowania.

Pytana o zgodę białoruskiego prezydenta Alaksandra Łukaszenki, który zaakceptował propozycję szefa polskiego MSZ Radosława Sikorskiego w sprawie powołania grupy ekspertów polsko-białoruskich mającej zająć się sytuacją polskiej mniejszości na Białorusi, Borys stwierdziła, że jest to „pewny pozytywny oddźwięk”.

Jak zapewniał wczoraj na posiedzeniu komisji wiceminister spraw zagranicznych Jan Borkowski, jest wielce prawdopodobne, że zespół ten powstanie już w przyszłym tygodniu. Zapewnił też, że polska dyplomacja chce, aby władze Białorusi uznały ZPB kierowany przez Andżelikę Borys za legalny. Wyraził też nadzieję, że nie będzie dalszej eskalacji represji ze strony Mińska wobec członków związku.

Niczego innego nie spodziewaliśmy się od neokońskich sługusów, jak walkę o legalizację organizacji innego neokona. A przy okazji chętnie się dowiemy, jakim to „represjom” poddawana jest p. Borys, jeżdżąca w te i nazad między Białorusią a Polską bez żadnych przeszków.

Posłowie wyrazili swoją solidarność z prześladowanymi na Białorusi Polakami. Uznali też, że represje wobec działaczy mniejszości polskiej nie są problemem wyłącznie Polski, ale całej UE. Łamane są bowiem prawa człowieka określone Europejską Konwencją Praw Człowieka.

Ciekawi jesteśmy, kogo, za co i jakie „prześladowania” spotkały. Wiele się o nich pisze, ale rzadko daje przykłady. Nazwiska prosimy! Daty! Konkrety!

Dwa ZPB istnieją od 2005 roku, gdy na zjeździe związku wybrano na przewodniczącą Andżelikę Borys. Tego wyboru nie uznał prezydent Łukaszenka i białoruskie władze doprowadziły do powtórzenia zjazdu, na którym zjawiła się część działaczy ZPB. Prezesem związku został ogłoszony Józef Łucznik, czego nie uznały władze polskie. W ubiegłym roku zastąpił go Stanisław Siemaszko.

Anna Ambroziak, Nasz Dziennik

Reasumując: jeśli kogoś hałaśliwie popierają takie niezależne media, jak „Gazeta Wyborcza”, każdy rozsądny człowiek zajmuje postawę przeciwną.

Posted in Polityka | 25 Komentarzy »

List otwarty do Prezesa Związku Polaków na Białorusi

Posted by Marucha w dniu 2010-02-27 (Sobota)

 Pan Stanisław Siemaszko
 Prezes Związku Polaków na Białorusi
230023 Grodno, ul. Dzierzynskiego 32
 
Szanowny Panie Prezesie,
 
Pragniemy wyrazić nasze wsparcie dla Pana działań i dla całego ZPB.

Cieszy nas fakt, iż zaczynają Państwo porządkować sprawy własności Domów Polskich i powoli je udostępniać ogółowi Polaków. Domy te zostały wybudowane lub wyremontowane za pieniądze polskich podatników i powinny naszym zdaniem służyć rozwojowi polskiego kulturalno-oświatowego ruchu w Białorusi. Oby już nie było żadnego „sprywatyzowania” przez jakąkolwiek grupę indywidualistów. Gratulujemy!
 
Pragniemy odnieść się w kilku zdaniach do całości obserwowanej przez nas tej nieprzyjemnej, toczącej się od 5 lat sprawy i wyrazić pogląd olbrzymiej grupy obywateli polskich, kategorycznie nie zgadzających się z kierunkiem obranym przez obecne władze państwa polskiego w stosunku do Polaków mieszkających w Białorusi.
 
Uważamy, iż w Białorusi obowiązuje określone prawo i jego respektowanie jest obowiązkiem każdego obywatela, w tym również zamieszkałej tam mniejszości polskiej. Rozłamowa i dywersyjna grupa pani Borys nie zachowująca żadnych norm etycznych i chrześcijańskich, negująca zasady braterstwa słowiańskiego i korzystająca z form kłamliwej propagandy nie może, naszym zdaniem, decydować ani o przyszłości mniejszości narodowych w Białorusi ani tym bardziej o przyszłości suwerennego Państwa Białoruś.

Grupa ta stawia sobie za cel obalenie legalnego (bez względu na to, co byśmy o nim sądzili) rządu prezydenta Łukaszenki, z którym próbują również walczyć kolejne rządy RP, czyniąc z mniejszości polskiej zakładników swojej obłędnej i szkodliwej – tak dla Polaków z Białorusi, jak i dla interesów Polski – polityki. Trudno bowiem wyobrazić sobie, że panowie Premier RP D. Tusk i Minister R. Sikorski będą dyktować panu Prezydentowi A. Łukaszence, który ZPB winien on uznać za legalny: pani Borys czy pod kierownictwem Pana, Panie Prezesie. To jest bezceremonialna ingerencja w wewnętrzne sprawy Białorusi obecnego rządu RP, który wykonując polecenia płynące z zagranicy udaje, że broni w Białorusi polskości. Nic bardziej fałszywego!!!
 
Każdego roku bywamy w Nieświeżu, gdzie od lat kilkunastu spotykamy się z więcej niż życzliwym przyjęciem miejscowych władz białoruskich, które 2 lata temu zorganizowały Święto Kultury Polskiej. Z tej okazji na estradzie w parku obok Zamku Radziwiłłów wystąpiło kilkadziesiąt zespołów polskich tylko z jednego obwodu mińskiego: recytatorskich, śpiewaczych, muzycznych i tanecznych.  Kiedy na estradzie pojawili się młodzi tancerze wykonujący poloneza, ktoś na widowni zauważył, że ostatni raz poloneza tańczono w Nieświeżu za czasów Radziwiłłów i teraz znów za … Łukaszenki!

Podobne jak w Nieświeżu święta kultury polskiej finansowały władze białoruskie w Stołpcach i Wołożynie, gdzie wbrew białoruskiemu prawu o tym, że pomników nie stawia się żyjącym, stanął przed kilku laty bodaj trzeci w Białorusi pomnik Jana Pawła II. W jakim innym kraju władze subsydiują święta kultury polskiej? …
 
W Nieświeżu, w Wołożynie i Stołpcach nie pojawiła się p. Borys ani nikt z polskjej ambasady w Mińsku (na pogrzebach zasłużonych kombatantów polskich i działaczy – zresztą  też). No tak,  bo jak napisał otwartym tekstem w „Naszym Dzienniku” (środa, 17 lutego 2010) Józef Szaniawski, „w interesie Polski, ale też i UE jest wyrwanie Białorusi spod wpływów rosyjskich i doprowadzenie do upadku reżimu Łukaszenki w Mińsku”. I temu służy polska de nomine dyplomacja oraz jej instrument, czyli istniejąca zaledwie od 2005 roku  dywersyjna frakcja pani Borys. Władze polskie finansują te działania, a białoruskie – święta kultury polskiej.  Kto zatem bardziej dba o polskość w Białorusi?…
 
Władze polskie powinny przestać się kompromitować i wysługiwać obcym, by nie rzec wrogim, Polsce interesom, albowiem to właśnie dotychczasowa polityka Warszawy wpycha Białoruś w objęcia Moskwy i bardzo cieszy Berlin, który umacnia w tym kraju swoje wpływy. III RP nie jest najlepszym nauczycielem demokracji, albowiem demokracja nasza jest jej karykaturą. Łukaszenka zamyka podejrzanych w areszcie na 5 dni, a Tusk i jego poprzednicy na 2 lata bez aktu oskarżenia. To jest demokracja, panowie obrońcy suwerenności? Chcą, aby Łukaszenka stał się chłopcem do bicia, ponieważ przepędził Fundację Sorosa i nie zgodził się na wyprzedaż za bezcen Białorusi? Dlatego ponad 80 procent wyborców oddaje nań swoje głosy. A trzeba naszym obrońcom „suwerenności” wiedzieć i o tym, że  szczątkowa liczebnie opozycja, którą nota bene popiera pani Borys, jest jadowicie antypolska!
 
20 lutego 2010 roku powstał w Polsce „Komitet Pomocy Polakom na Białorusi”. Komitet ów powstał obecnie nie przypadkowo, ponieważ dotychczas grupa Borys była utrzymywana z budżetu państwa polskiego. W tej chwili toczą się procesy w Białorusi, w których m.in. wyjaśnia się dotychczasowy sposób finansowania działających nielegalnie na terenie Białorusi poszczególnych grup oraz osób. Sprawa staje się niezręczna dla samorządzącej się w Polsce elity politycznej (pada dziś z różnych stron zbyt dużo zarzutów o finansowym wsparciu, padają podejrzenia o pranie brudnych pieniędzy), więc tworzy się w postaci tej oto organizacji – Komitetu Pomocy…tzw. przykrywkę, która w przyszłości nie pozwoli (prowadząc grę w dawnym stylu)  na jednoznaczne stwierdzenie źródła pochodzenia dochodów Komitetu. Jeśli padnie zarzut skąd pochodzą pieniądze, odpowiedź będzie jednoznaczna – ze „zbiórki”… czyli akcji społecznych… z „dobrej woli”…

Tworząc w/w. Komitet państwo polskie usankcjonowało tym samym mechanizm dalszego prania dużej ilości pieniędzy, z jedną tylko różnicą – środki finansowe będą teraz pochodziły ze „zbiórki”, która może się ciągnąć w nieskończoność (MSW może przedłużać zezwolenia na przeprowadzenie w/w. akcji). Gra jest nieczysta, a co najgorsze, posiada znamiona agresji i nienawiści w stosunku do bezbronnych Polaków w Białorusi nadal pozostających na tzw. „czarnej liście” osób bez prawa wjazdu do Polski. Uważamy że tymi sprawami powinny się zająć międzynarodowe organizacje broniące praw człowieka (o ile ich działalność nie jest kolejną „przykrywką” dla ponadnarodowych rozgrywek mafijnych – MG).
 
Wyrażając naszą solidarność z Polakami i Panem osobiście spodziewamy się, iż podejmie Pan odpowiednie kroki, występując do Trybunału w Strasburgu, w celu obronienia honoru i godności Polaków pokrzywdzonych przez Rząd RP i będzie dobrze gospodarzył konsolidując potencjał polski w Białorusi.
 
Z wyrazami szacunku.
 
Wiktor Dmuchowski (Częstochowa)
Lech Niekrasz (Warszawa)
Marek Głogoczowski (Zakopane)

Od admina: sprawa finansowania poczynań Andżeliki Borys to temat sam dla siebie. Mamy swoje podejrzenia, których nie musimy opisywać naszym gościom, bo swój rozum mają.

Posted in Polityka | 17 Komentarzy »

Nowa hucpa białoruska – bez zakończenia

Posted by Marucha w dniu 2010-02-26 (Piątek)

Przyszedł czas, aby częściowo podsumować awanturę wokół Białorusi. Przyznam się szczerze, że to, co robią polskie władze w tej sprawie przekroczyło najbardziej negatywne oczekiwania. Jestem przygnębiony poziomem polskiej klasy politycznej o wiele bardziej w chwili obecnej niż miało to miejsce przed wywołaniem tej politycznej burdy. Trzeba stwierdzić z wielką przykrością, że upadek myślenia politycznego w Polsce jest znacznie większy niż nawet nam, zawsze bardzo krytycznym wobec niektórych aspektów polityki władz naszego państwa, się wydawało. Przyjrzyjmy się więc sytuacji.
 
Awantura na zagraniczne zamówienie
 
Nie ulega najmniejszej nawet wątpliwości, że cyrk wokół tzw. prześladowań Polaków na Białorusi stanowi element większego planu politycznego. Większego i realizowanego od lat, ale w tym momencie akurat ze szczególnym natężeniem przez władze Polski. Plan ten ma za swój cel dokonanie zmiany rządów w państwie białoruskim poprzez doprowadzenie, w ten, czy inny sposób, do obalenia władzy prezydenta Aleksandra Łukaszenki i jego obozu politycznego. Oczywiście, nie dla dobra ludu białoruskiego, ale wyłącznie po to, żeby uczynić z Białorusi marionetkę w rękach Zachodu, która służyć będzie przede wszystkim jako daleko wysunięty przyczółek przeciwko Rosji. Nadto – a dla ludzi o mentalności, powiedzmy, biznesowej, jest to istotne – łakomym kąskiem jest białoruska infrastruktura, nietknięta ręką prywatyzacji oraz, o czym nie wolno zapominać, potencjał tkwiący w tzw. własności żydowskiej (dotyczy głównie przedwojennej polskiej części obecnego państwa białoruskiego).

Kto za tym stoi konkretnie? Bez wątpienia dwa ośrodki polityki amerykańskiej (w istocie żydowsko-amerykańskiej), jeden skupiony wokół George’a Sorosa, drugi, wokół neokonserwatystów. Jeden i drugi ośrodek działają obecnie niejako prywatnie, nie mając aktualnie bezpośredniego przełożenia na politykę administracji Baracka Obamy, która w sprawie Białorusi milczy. Wpływu nie mają, ale stymulują, podpowiadają itp., itd. Nie można wykluczyć również polityki Unii Europejskiej, bądź raczej niektórych nurtów narodowych w jej łonie. Co prawda reakcja UE jako takiej jest bardzo powściągliwa, i to i tak prawdopodobnie wymuszona faktem wysokiej pozycji zajmowanej przez Jerzego Buzka, znanego orędownika „demokratyzacji” Białorusi, jednak nie należy bagatelizować wpływów np. polityki niemieckiej, której tradycją jest zaangażowanie w tworzenie uzależnionych od siebie tworów państwowych na wschodzie.

Paradoksalnie, dowodem na ciche zaangażowanie Niemiec (przeciwko władzom Białorusi; o wywiadzie niemieckim BND prawie nikt nie wie i o nim nie mówi, a to znaczy, że jest doskonały) może być milczenie Rosji, której, jak wiele na to wskazuje, nie do końca w smak jest samodzielny i nie ulegający wpływom przywódca jakim jest Aleksander Łukaszenka (takie są fakty, zupełnie nieprzyswajalne, nawiasem mówiąc, dla polskich politycznych analfabetów widzących w p. Łukaszence li-tylko bezwolne narzędzie w rękach Rosji). W Polsce wskazane siły zewnętrzne mają oparcie w środowisku Gazety Wyborczej (Andrzej Poczobut, dziennikarz GW, prawa ręka A. Borys jest spiritus movens wszystkich kolejnych „protestów”) i Fundacji Batorego, a także we Wspólnocie Polskiej, Fundacji na Rzecz Pomocy Polakom na Wschodzie (pomaga np. Polakom…, przepraszam, Gruzinom w Gruzji) oraz w innych tego typu gremiach, których cechą charakterystyczną jest obecność w ich władzach wielu tych samych ludzi. W sensie ideologicznym (siły zewnętrzne) opierają się na szerokim polskim obozie prometejskim, którego emanacją są partie polityczne z Prawem i Sprawiedliwością i, w nieco mniejszym stopniu, Platformą Obywatelską na czele, co z kolei przekłada się na ośrodki władzy w Polsce – na ośrodek prezydencki oraz rząd.

Niezależnie od istniejących wpływów, trzeba stwierdzić, że awantura wygląda na rozpętaną przez polskie władze i media z nadgorliwości, zaś ośrodki zewnętrzne wyraźnie nie wykazują entuzjazmu, realistycznie oceniając widoki (lub ich brak) powodzenia obecnej hucpy, przy okazji nie hamując jednak polskich działań w myśl zasady, że jeżeli Polska się pogrąży, to na swój rachunek.
 
Prezydent i rząd niektórych Polaków
 
Ze smutkiem należy stwierdzić, że zachowanie władz RP w trwającej awanturze budzi głębokie zażenowanie, powoduje, że każdego myślącego Polaka oblewa rumieniec wstydu. Tym co najbardziej uderza jest stosowanie podwójnych standardów, nieszczerość i natrętna propaganda w najgorszym stylu.
 
Podwójne standardy
 
Etyka sytuacyjna występuje na dwóch zasadniczych płaszczyznach. Po pierwsze, na płaszczyźnie ogólnej tj. stosunku państwa polskiego do warunków egzystencji polskiej mniejszości w innych krajach w porównaniu z Białorusią, zwłaszcza na Ukrainie i Litwie, a więc krajach, których części terytorium należały przed wojną do Polski i gdzie podobnie jak na Białorusi mniejszość polska ma charakter autochtoniczny. Podwójne standardy są tu widoczne w sposób wyjątkowo jaskrawy. Litwa, łamiąca prawa polskiej mniejszości, do przestrzegania których zobowiązała się podwójnie, bo w umowie z Polską, jak i wstępując do Unii Europejskiej, jest traktowana wspaniałomyślnie i z daleko idącym pobłażaniem. Władze Polski hołubią państwowość litewską wykonując jedynie pozorowane gesty w obronie Polaków. Na Ukrainie jest jeszcze gorzej. Nie ma nawet namiastek pozorów. Polacy żyją tam w narastającej atmosferze szowinizmu banderowskiego (mówimy o zachodniej części państwa ukraińskiego), obserwują bezsilnie hołdy składane mordercom Polaków, muszą akceptować popiersie prymitywnego mordercy, niemieckiego pachołka, dowódcy UPA Romana Szuchewycza na polskiej szkole we Lwowie, czy banderyzację polskiego cmentarza na Łyczakowie. Wszystko to dzieje się w imię prometejskich mrzonek, na których opiera się tzw. polska polityka wschodnia.

Białoruś, nie poddająca się Rosji, ale też nie mająca zamiaru z Rosją walczyć w imię polskich obsesji, nie mieści w tym układzie. Dlatego trzeba zniszczyć jej suwerenne władze i zastąpić kukiełkami Zachodu. A że nie staje opozycji, wykorzystuje się do tej brudnej gry część polskiej mniejszości.

I tu przechodzę do drugiej płaszczyzny – wewnętrznej, dotyczącej samych Polaków żyjących w państwie białoruskim. Tutaj mamy do czynienia z najbardziej oburzającym zastosowaniem podwójnych standardów przez państwo polskie. Oto wybrano sobie grupę (mniejszościową w stosunku do ogółu społeczności polskiej), która składa się z ludzi będących zawodowymi rewolucjonistami oraz z tych, którzy zbłądzili – omotanych różnymi obietnicami. Władz państwa polskiego nic nie obchodzi, co sobie myślą pozostali Polacy, co się z nimi stanie, jak będą dalej funkcjonować jako społeczność itd. Arbitralnie i brutalnie podzielono ich w zależności od przydatności w realizacji planów politycznych skierowanych przeciwko Białorusi. Czy niefrasobliwi politycy zastanowili się nad konsekwencjami swoich działań? Czy zastanowili się jaki obraz Polski otrzymują chociażby dzieci odrzuconych przez państwo polskie „niewłaściwych” Polaków od prezesa Siemaszki? Czy przyjmą oni w sercu za swoją ojczyznę Polskę, która odrzuca ich rodziców? Czy nie porzucą, w efekcie, polskości? No, ale przecież to wszystko nic nie obchodzi marnych koryfeuszy polskiej polityki. Dlatego właśnie, działania polskich władz wypełniają znamiona skandalu.

Jest rzeczą absolutnie niedopuszczalną, aby Prezydent RP afiszował się ze swoim poparciem dla jednej grupy Polaków na Białorusi przeciwko innej. Jest rzeczą absolutnie niedopuszczalną, aby Minister Spraw Zagranicznych oraz jego wiceministrowie (Borkowski i Kremer; obaj poszli nawet dalej od samego R. Sikorskiego) publicznie zapowiadali segregację białoruskich Polaków i tworzenie czarnej listy, na której obecność wykluczy możliwość wjazdu do Polski.
W tym miejscu należy wyraźnie podkreślić, że te zapowiedzi to tylko ewentualne usankcjonowanie procederu, który trwa od 2005 r. Tak, od 2005 r. na podstawie nieformalnie istniejącej czarnej listy, poddani przez Ojczyznę segregacji światopoglądowej, niewłaściwi Polacy z Białorusi, nie są do Polski wpuszczani! Brzmi to jak ponury żart, zwłaszcza  w sytuacji, kiedy zakłamane media epatują nas bełkotem o „reżimie Łukaszenki”.

Ośrodek prezydencki nie zaskakuje. Nie bacząc na całkowite załamanie się podstaw polityki, którą prowadzi (przejście Kazachstanu na stronę Rosji, wybór Janukowycza na prezydenta Ukrainy, utrata wpływów neokonserwatystów na politykę bieżąca USA), z niegodnym podziwu uporem brnie w błędy. Za chwilę Lech Kaczyński i PiS zostaną ze swoimi archaicznymi pomysłami rodem z XIX wieku i dwudziestolecia sami na scenie Europy Środkowo-Wschodniej. Nie mobilizuje ich to jednak do żadnej refleksji. Co najwyżej rzucą oskarżenia przeciwko Rosji i obrażą się na świat. Ich polityka to festiwal błędów, i to w większości błędów z przeszłości powtarzanych bez zastanowienia się nad przyczyną niepowodzeń, która nie tkwi gdzieś na zewnątrz, ale w samej istocie prowadzonej przez ten ośrodek polityki.
Zwraca uwagę zwłaszcza seria konsultacji (?) i spotkań odbytych przez ministrów prezydenckich Stasiaka i Handzlika, i samego Prezydenta RP w okresie grudzień-luty, z politykami amerykańskimi, głównie neokonserwatystami z dalszych rzędów, ale także ze specjalnym wysłannikiem USA ds. energetyki w Euroazji Richardem Morningstarem i ostatnio z szefem Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego, najpotężniejszej organizacji lobbystycznej w USA, Davidem A. Harrisem we własnej osobie. Dziwnym trafem, mówi się na tych spotkaniach m.in. o eksporcie demokracji i stabilizacji w regionie…

Z kolei rząd miota się. Premier Tusk usunął się zupełnie w cień (zapewne nie wierzy mediom tworzącym wrażenie jednolitofrontowe albo zna rzeczywiste wyniki badań opinii publicznej i nie che się, swoim zwyczajem, narażać), natomiast resort spraw zagranicznych przyniósł swoim zachowaniem, w czasie eskalacji konfliktu, wielkie rozczarowanie. Wspomniane wystąpienia wiceministrów i ministra to zdecydowanie nadir polityki zagranicznej rządu PO. Najnowsze doniesienia znów przywracają jednakże ostrożną nadzieję, o czym niżej.
 
Kłamstwa i propaganda
 
To, co się dzieje w mediach wokół Białorusi, to kontynuacja najgorszych tradycji zakłamanej propagandy XX-wiecznych totalitaryzmów. Człowiek przeciera oczy ze zdumienia, że dzieje się to w Polsce, że można w naszym kraju po 20 latach tzw. wolności głosić w sposób zupełnie bezceremonialny jawne kłamstwa i podawać je bez zmrużenia okiem do wierzenia społeczeństwu traktowanemu jak bezrozumny tłum. Jakie to przykre, że w – nazwijmy je – pierwszoligowych mediach, tych najbardziej popularnych i docierających do największej liczby odbiorców, nie znalazł się choć jeden sprawiedliwy, który zaprotestowałby przeciwko tej hańbie. Media emanują widza starymi, zgranymi chwytami, które mają Polaków, skłonnych do sentymentalizmu i działania pod wpływem nagłego odruchu, ująć za serce, mają pomóc ustawić ich w jedynie słusznej postawie. A to p. Borys, z miną wyrażającą patos, na tle biało-czerwonej i z palcami ułożonymi w znak „V”. A to mobilizacja resztek białoruskiej opozycji „demokratycznej” pod hasłem „za wolność waszą i naszą”. A to nagle wywiadu w polskiej telewizji udziela p. Milinkiewicz. Brakowało tylko, żeby zaśpiewał nieśmiertelne strofy – „poszli nasi w bój bez broni”. Przecież gołym okiem widać, że u p. Borys i duch gra, i krew gra… Żałość ogarnia, kiedy obserwuje się ten bezmiar manipulacji. Zamiast konać w dybach albo u lawety działa, Milinkiewicz przemawia w TV (gdzie to KGB?), zamiast gnić w areszcie p. Borys jeździ sobie po Europie i to wcale nie z paszportem w jedną stronę. Zaiste, „reżim” białoruski to tyrania nad tyranie!
 
Szczególna przykrą, przy omawianiu medialnej hucpy wokół Białorusi, jest konstatacja, że ośrodek toruński, a zwłaszcza Nasz Dziennik przyczynił się wraz z GW do wywołania wciąż trwającej awantury. Więcej, można powiedzieć, że jest na tym polu szczególnie zasłużony. Jeśli GW jest związana z Sorosem, to ND staje się powoli tubą neokonserwatystów. Wywiad z neokonserwatystą-syjonistą Arielem Cohenem mówi w tej sytuacji bardzo wiele. O ile, co do GW złudzeń brak, to w przypadku ND chyba czas najwyższy, aby gremium decydenckie przerwało jego męczarnie nim będzie za późno.
 
Czyżby zmiana w dobrym kierunku?
 
Najnowsze fakty budzą jednak nadzieję na opamiętanie. Na razie tylko rządu, ale to bądź co bądź najważniejszy podmiot w państwie. Mizerny, żeby nie powiedzieć żaden, odzew Unii Europejskiej, p. Borys mówiąca na forum Parlamentu Europejskiego o konieczności zniesienia utrudnień wizowych dla obywateli Białorusi (!), miast o straszliwych prześladowaniach jej kolegów, wreszcie zerowe zainteresowanie administracji prezydenta Obamy i chyba również świadomość, że w Polsce prymitywna propaganda nie przynosi oczekiwanych skutków (co stwierdzili nawet blogerzy poprawnego politycznie Onetu), zmobilizowały ministra Sikorskiego do podjęcia na nowo inicjatywy jakiegoś polubownego rozwiązania problemu, któremu w istocie na imię Andżelika Borys. Stąd spotkanie z prezydentem Łukaszenką w Kijowie, zaaranżowane na prośbę polskiego ministra. Sikorski zaproponował powołanie wspólnej komisji mającej istniejące problemy rozwiązać. Propozycja została z uśmiechem przyjęta przez Łukaszenkę, który wie, że – jak mówi – „jego Polacy” są również jego wyborcami i w większości odcinają się od awanturnictwa pani B. Jakieś rozwiązanie musi nastąpić. Jeżeli grupa p. Borys zostałaby zalegalizowana przez władze Białorusi, to z polskiej strony musiałyby także nastąpić niezbędne w nowej sytuacji kroki, a więc np. koniec dyskryminacji związku p. Stanisława Siemaszki, sprawiedliwy podział środków z kraju, rzeczywista likwidacja czarnej listy i wyciszenie pohukiwaczy z p. Romaszewską (TV Biełsat) i p. Bućką (Kresy 24) na czele.

Jest to warunkiem koniecznym do sprawdzenia czystości intencji władz państwa polskiego. Jego spełnienie oznaczać jednak będzie również porzucenie planów „demokratycznego podboju” Białorusi. Pozostaje pytanie, czy ten trudny test, będący także testem politycznej dojrzałości, polskie władze zdadzą? Zwłaszcza, że opór prometejczyków różnej maści będzie bez wątpienia potężny.
 
Adam Śmiech, www.jednodniowka.pl

Posted in Polityka | 21 Komentarzy »

Narodowiec Engelgard broni liberała Korwina-Mikkego

Posted by Marucha w dniu 2010-02-26 (Piątek)

Janusz Korwin-Mikke nie jest moim bohaterem. Publikuję poniższy artykuł niekoniecznie dlatego, bym popierał jego treść i wymowę. Warto jednak, moim zdaniem, beznamiętnie zastanowić się nad tym, co pisze Jan Engelgard.

Kłopoty z sekciarzami

Janusz Korwin-Mikke, założyciel UPR, przez lata jej prezes, klasyczny konserwatywny liberał, ma kłopoty z opanowaną przez sektę gazetopolską niegdyś swoją macierzystą organizacją. Oto w szyderczym oświadczeniu UPR, po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie emerytur dla funkcjonariuszy SB i członków WRON – młodzi hunwejbini atakują Starego Prezesa o to, że „przez długie lata popierał przywileje emerytalne SB i WSI. Od pół roku Janusza Korwin-Mikkego nie ma już w UPR. Wyrok TK jest wiec jego osobistym sukcesem politycznym, do którego UPR nie rości sobie pretensji”.

O ile wiem, to JKM, stary konserwatysta, nie tyle popierał „przywileje emerytalne SB i WSI”, co był przeciwny naginaniu prawa do bieżącej polityki realizującej „ideę sprawiedliwości społecznej” (na to powołują się zwolennicy tzw. dezubekizacji).

Obecny wiceprezes UPR komentuje: „Janusz Korwin-Mikke pozuje na pogromcę socjalizmu. Gdy jednak uważniej przyjrzeć się jego działalności i wygłaszanym poglądom, można zauważyć niepokojącą zbieżność w niektórych sprawach z linią Adama Michnika. Łączy ich znamienne hasło „Odpieprzcie się od Generała!”. Dzisiejszy wyrok Trybunału Konstytucyjnego to swoisty triumf myśli politycznej p. Mikkego w sprawie rozliczenia z PRL. Unia Polityki Realnej zdecydowanie odcina się od takiego rozumienia naszej najnowszej historii”.

Tak, bez wątpienia „rozumienie naszej najnowszej historii” JKM i sekciarzy z UPR jest różne. Oni mają po lat naście, a on w PRL przeżył kawał życia, oni mają jakobińskie przekonanie o swojej nieomylności i wystawiają wszystkim naokoło świadectwa moralności, on jest wierny myśleniu konserwatywnemu – w stylu Kisiela, Aleksandra Bocheńskiego czy Mirosława Dzielskiego. Oni wieszają nad łóżkami portrety Wildsteina czy Sakiewicza i powtarzają lewackie hasła o „sprawiedliwości społecznej”, on zachowuje umiar i powściągliwość sądów. O historii, niestety, wielkiego pojęcia nie mają, nadrabiają za to tupetem i brakiem wychowania.

Prawica oznaczać powinna szacunek dla starszych, pokorę i dążenie do poznania prawdy. A tu nic z tego – pachnie zwyczajnym intelektualnym bolszewizmem i maoistowską rewolucją kulturalną. To smutne, że tak duża część młodego pokolenia, także tego odwołującego się do myśli narodowej, uległa taniej propagandzie KOR-u bis, czyli złośliwej odmianie neotrockizmu najpełniej wyrażanego przez „prawicowy” dodatek do „Gazety Wyborczej”, czyli „Gazetę Polską”.

Panie Januszu, trzymaj się Pan, bo to Pan jest w prawdzie, a nie oni.

Jan Engelgard

Posted in Polityka | 12 Komentarzy »

Chciano wymazać jego imię

Posted by Marucha w dniu 2010-02-25 (Czwartek)

Ryszard Siwiec

Chciał być sumieniem narodu...

8 września 1968, w czasie uroczystości dożynkowych na Stadionie X-lecia w Warszawie, pewien nieznany szerokiemu ogółowi człowiek oblał się benzyną i podpalił w proteście przeciwko stłumieniu powstania w Czechosłowacji w 1968 roku. W „bratniej interwencji” brały udział wojska Paktu Warszawskiego, wśród nich także jednostki polskie.

Człowiek ten, wzorem mnichów buddyjskich, poświęcił swe życie, by zwrócić uwagę świata na totalitarny system rządzenia. Zmarł bowiem 12 września w jednym z warszawskich szpitali, a kilka dni później pochowano go w Przemyślu na Zasaniu.

Był nim Ryszard Siwiec, kresowiak; choć urodzony w 1909 roku w Debicy, jeszcze jako dziecko, po stracie ojca, przeniosł się matką do Lwowa, gdzie skończył zarówno Państwowe Gimnazjum im. Jana Długosza, jak i Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie z tytułem magistra filozofii. Do Przemyśla przeniósł się w roku 1936 i  aż do wybuchu II wojny światowej pracował w Urzędzie Skarbowym. Podczas wojny był żołnierzem Armii Krajowej. Po wyzwoleniu podjął pracę w Spółdzielczej Wytwórni Win jako księgowy. Miał na utrzymaniu żonę i pięcioro dzieci.

Ryszard Siwiec był gorącym patriotą, kultywującym w domu wszelkie narodowe tradycje. Pracy jako nauczyciel historii odmówił, gdyż nie chciał uczyć dzieci i młodzieży nieprawdy. Nigdy nie pogodził się z reżymem PRL-owskim. Wypadki w Czechosłowacji w 1968 roku przebrały miarkę goryczy i skłoniły do desperackiego czynu samospalenia. Desperackiego, lecz przemyślanego i zaplanowanego. Stąd wybór miejsca i czasu.

Ryszard Siwiec pragnąc nadać sprawie jak najszerszy rozgłos, nie przewidział jednak jednego: że jego czyn, choć dokonał się w obecności dziesiątek tysięcy ludzi, dziennikarzy, fotoreporterów, filmowców i dygnitarzy partyjnych pozostanie niemal zupełnie nieznany przez wiele lat. Nie tylko dlatego, że ówczesna prasa, radio i telewizja nie zamieściły nawet najmniejszej wzmianki o czynie Ryszarda Siwca. W zgiełku stadionu większość uczestników w ogóle nie zauważyła, co się działo na odległej trybunie – a wielu z tych, którzy zauważyli, stwierdzili że „wódka się w człowieku zapaliła”, albo że jest to „jakiś chory psychicznie”. Mnich buddyjski dokonujący samospalenia był bohaterem, Polak – wariatem.

Dopiero po trzydziestu latach prawda o Ryszardzie Siwcu ujrzała światło dzienne, do czego w dużej mierze przysłużył się film dokumentalny „Usłyszcie mój krzyk” Macieja Drygasa. Na filmie pokazano nieznane, kilkusekundowe ujęcie ukazujące płonącego Siwca, zarejestrowane przez ówczesnych kronikarzy filmowych.

W czerwcu 1991 roku Rada Miasta Przemyśla podjęła decyzję, aby nowy most, wybudowany w miejsce mostu wiszącego nosił imię Ryszarda Siwca.

19 sierpnia 2003 prezydent RP Aleksander Kwaśniewski odznaczył pośmiertnie Ryszarda Siwca Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, jednak rodzina zmarłego odmówiła przyjęcia Orderu z rąk Kwaśniewskiego.

W 2001 prezydent Czech, Václav Havel przyznał pośmiertnie Ryszardowi Siwcowi najwyższe czeskie odznaczenie – order Tomasza Masaryka pierwszej klasy. W 2006r. uczyniła to samo Słowacja, nadając Order Białego Podwójnego Krzyża, który od prezydenta Ivana Gasparovica odebrał syn zmarłego.

Ryszard Siwiec był pierwszą osobą, która popełniła samobójstwo w proteście przeciwko inwazji na Czechosłowację. Jednak to czeski student, Jana Palach, który dokonał podobnego aktu samospalenia w Pradze kilka miesięcy póżniej (16 stycznia 1969 roku) skupił na sobie uwagę zachodnich mediów, podczas gdy Siwiec pozostał zupełnie nieznany. Dopiero dwa miesiące po śmierci Jana Palacha Radio Wolna Europa / Radio Free Europe nadały informację o Ryszardzie Siwcu, którego osoba pojawiła wówczas się w świadomości Czechów i Słowaków.

Do artykułu wykorzystano informację z następujących źródeł:
– Wikipedia
http://www.przemysl24.pl/ludzie/ryszard-siwiec.html
Zobacz też krótkie wideo:
http://www.youtube.com/watch?v=yK0NHGLHZ6c

Pełny film „Usłyszcie mój krzyk” znajduje się pod adresami:
http://v3v.org/videos/Uslyszcie_moj_krzyk.avi
http://v3v.org/videos/Uslyszcie_moj_krzyk.wmv

Posted in Polityka | 14 Komentarzy »

Żydorosyjska mafia, temat niechętnie poruszany

Posted by Marucha w dniu 2010-02-25 (Czwartek)

Około 10 lat temu „Jerusalem Post” przyznało, iż izraelski świat kryminalny został przejęty przez żydowskich bossów pochodzących z Rosji.

Od tamtej pory nie zrobiono niemal nic, aby powstrzymać handel narkotykami i niewolnikami, który żydowscy, pochodzący z Rosji gangsterzy, wprowadzili do Izraela. Ostatnio nawet Amnesty International zaatakowała Żydolandię za patrzenie przez palce na światowy handel białymi niewolnikami, którego centrum mieści się właśnie w onej Żydolandii, skądinąd będącej wzorcem demokracji i przestrzegania prawa.

Już ładnych parę lat temu Amnesty pisała:

Rząd Izraela nie podjął żadnych adekwatnych kroków aby zapobiegać, prowadzić śledztwa, ścigać sądownie i karać za gwałcenie praw człowieka – za nielegalny handel kobietami. Kobiety te są traktowane przez różne izraelskie agencje rządowe jako kryminalistki, a nie jako ofiary przestępczej działalności. I to wszystko mimo iż wiele z nich traktowanych jest jak niewolnice, torturowane, gwałcone i poddawane innym formom seksualnego znęcania się przez handlarzy, alfonsów i innych osób zamieszanych w izraelski „przemysł seksualny”… Handel kobietami w Izraelu nie jest nielegalny (AI, “Israel’s Sex Industry” 2000).

Co więcej, żydorosyjska mafia wchodzi coraz głębiej w handel bronią, a islamskie „ugrupowania terrorystyczne” na Środkowym Wschodzie i w Azji Centralnej są ich najlepszymi klientami. Wydawać by się mogło, iż IDF (Izraelskie Siły „Obronne”) powinny się od dawna tym zająć jako działalnością szkodzącą Izraelowi – ale guzik prawda: gangsterzy działają w Izarelu praktycznie bez przeszkód.

Inwestycje żydorosyjskiej mafii w Izraelu ocenia się na około 20 miliardów dolarów od końca lat 1970-tych i to, być może, niejedno mówi o wyraźnej niechęci demokratycznych i praworządnych władz izraelskich do zrobienia porządku z mafią. Co więcej, finansowanie czeczeńskich rebeliantów przez bossów mafii w latach 1990-tych pozwoliło ochronić rurociągi naftowe, będące własnością firm zachodnich, na które Rosja miała najwyraźniej chęć. Mafia dostarczała również broń rządowi Gruzji, chętnie udzielającemu schronienia gangom narkotykowym, wykorzystującym tam górski teren i trudno dostępny Panski Gorge.

Według Stratfor.com, rząd Izraela ocenia, iż około 10% całkowitej imigracji do Izraela składa się z kryminalistów i bandytów – a jednak nie robi nic, oprócz słownego krytykowania tego stanu rzeczy, czyli kiwania palcem w bucie. Ale co tu gadać, skoro sam rząd Żydolandii przyznał, iż kampania wyborcza Benjamina Netanyahu w 1996 roku była współfinansowana przez mafię. A co było od tamtej pory? Moralność i etyka żydowskich polityków wzrosła nagle i nieoczekiwanie?

W 1995 roku ówczesny szef FBI Louis Freeh stwierdził, iż żydorosyjska mafia jest „największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Ameryki” na całym świecie. Po kilku dniach odwołał zresztą swe niesłychanie antysemickie słowa, w czym nie musimy dopatrywać się interwencji „nasich”, ale rozsądnie zrobimy, jeśli się dopatrzymy.

Żydzi mają kilka powodów, by nie tylko tolerować mafię wewnątrz swych granic, ale wręcz popierać jej działalność.

Żydowski przemysł zbrojeniowy (przerastający potrzeby kraju) może – poprzez mafijne kanały – ciągnąć znaczne zyski z handlu z grupami rebeliantów na całym świecie, a zarazem nie obciążać izraelskiego rządu oskarżeniami o popieranie terroryzmu. Np. żydorosyjska mafia wspiera separatystów w Darfur (Sudan) poprzez agencję żydoukraińskiego bossa Wiktora Bouta. Wspiera również kolmubijskich komunistycznych bandytów z FARC poprzez agencję największego bossa z pośród bossów, izraelity Simona Mogilewicza (Simon Mogilewicz we wczesnych latach 1990-tych kupił węgierskie fabryki broni przeciwlotniczej oraz spore udziały w produkcji słynnego odrzutowca bojowego Suchoj w Rosji). Istnieją dowody, iż żydorosyjska mafia próbowała zaopatrzyć osławiony kartel Cali w rosyjskie łodzie podwodne.

We wczesnych latach 1990-tych Mosad przyznał, iż gangster i morderca, Simon Mogilewicz, był „głęboko zaangażowany” w siły zbrojne Izraela i w struktury państwowe. W 1994 roku Mogilewicz uzyskał międzynarodową licencję na handel bronią na otwartym rynku (sic!). Najwyraźniej jest więc bardzo ważny dla izraelskiego wojska jako dostawca uzbrojenia.

Wracając do tematu handlu niewolnikami – w Izraelu istnieją obecnie setki legalnych burdeli, które oferują słowiańskie dziewczęta nabywane za 10-15 tysięcy dolarów za sztukę. Handlu dokonuje żydorosyjska mafia, po czym wysyła dziewczeta do „pracy” w Izraelu, USA i w Zjednoczonym Królestwie. Tel Aviv nie robi absolutnie nic w tej sprawie.

Bazujący w Miami gangster Ludwig „Tarzan” Fainberg, handlujący narkotykami, bronią i niewolnikami, zaczął ostatnio wykorzystywać raczej słabo pilnowaną granicę USA i Kanady, m.in. w związku z pojawieniem się producentów marijuany i kokainy w Toronto. Aresztowany przez kanadyjską policję został – bez żadnych wyjaśnień – „deportowany do Izraela” (czyli uwolniony), skąd może bez przeszkód kontynuować swe operacje biznesowe. Co więcej, swobodnie podróżuje między Miami a Tel Aviv i chwali się, iż ma „powiązania” z FBI.

Żydorosyjska mafia łączy zatem amerykański wywiad i rząd Izraela z międzynarodowymi gangsterami handlującymi narkotykami, bronią i ludźmi. Zarazem łączy ich z grupami „arabskich terrorystów”, którzy są głównymi klientami żydorosyjskiej mafii.
Nie trzeba zatem wielkiej fantazji, aby połączyć jedno z drugim i dojść do wniosku, że żydowska mafia wiąże cały anglosasko-żydowski kompleks w jedną całość, łącznie z „rewolucją seksualną”, pornografią, handlem bronią, niewolnictwem, narkobiznesem… wszystko przy ewidentnej współpracy organów powołanych do zwalczania przestępczości: amerykańskiej FBI i izraelskiej policji.

Ponieważ niezdolna do samodzielnej egzystencji gospodarka Izraela otrzymuje potężne zastrzyki gotówki od mafii, stanowiące znaczny procent dochodu narodowego, najprawdopodobniej sprawa nigdy nie znajdzie się przed wymiarem sprawiedliwości, chyba że w bardzo symboliczny sposób.

 Wg. http://www.rusjournal.com/jewish_mafia.html

Posted in Kultura, Polityka, Różne | 24 Komentarze »

Nie poddajemy się manipulacji mediów i polityków

Posted by Marucha w dniu 2010-02-24 (Środa)

Z prawdziwą przyjemnością zamieszczam poniższy artykuł – zwłaszcza wiedząc, jak bezczelnie i jednostronnie Onet manipuluje komentarzami internautów. Czyżby przyszedł nakaz z góry, aby „odpuścić” sobie antybiałoruską propagandę, w której Polska jest coraz bardziej osamotniona?

21 lutego najpopularniejszy informacyjny portal internetowy ONET.PL przyniósł wręcz sensacyjną wiadomość. Otóż 90 procent blogerów i internautów jest zdecydowanie przeciwnych polityce naszych rządów wobec Białorusi i wręcz chwali prezydenta Łukaszenkę. Warto przeczytać nie tylko informacje i cytaty w artykule na portalu, ale i wypowiedzi internautów na forum pod tekstem, gdzie nieliczne wypowiedzi tchórzliwych anonimowych tak zwanych ,,dyżurnych internautów”, których red. Rafał Ziemkiewicz nazwał ,,internetowymi mendami”, są wprost miażdżone postami ludzi, którzy podają swoje nazwiska i herby rodowe. [Na ogół na portalu Onet.pl internetowe mendy i gnidy są wyraźnie faworyzowane przez zespół cenzorski – admin]

Coś nieprawdopodobnego, że po kilku już latach wyjątkowo zmasowanej chamskiej propagandy, której uległy nawet partie i środowiska patriotyczne lub – takowe udające, przytłaczająca większość Polaków nie dała się ogłupić i – co jeszcze ciekawsze i ważniejsze – znakomicie wyczuwa podłość i perfidię całej tej nikczemnej antypolskiej prowokacji, wskazując konkretne osoby i ośrodki zagraniczne, które anty białoruską nagonkę rozpętały, próbując dla swoich celów cynicznie wykorzystać mniejszość polską na Białorusi.

To budzi nadzieję i wiarę w zdrowy rozsądek polskiego narodu, którego obecny problem polega ,,tylko” na tym, że nie bardzo ma na kogo głosować, bo autentyczne środowiska patriotyczne z różnych powodów – także i przez ambicyjki faktycznych czy potencjalnych liderów, są rozbite i przeciętny Polak podczas wyborów staje wobec ponurej alternatywy wyboru między Diabłem i Belzebubem. Ale wiadomo, że życie nie znosi próżni i zjednoczenie się autentycznych środowisk patriotycznych i ich zwycięstwo w wyborach jest tylko kwestią czasu, chociaż droga ku temu wydaje się daleka.

Na razie chodzi o to, aby w miarę możliwości zminimalizować szkodliwe skutki naszej obłąkańczej, wręcz – samobójczej polityki wschodniej.

Czym jest dla Polski Białoruś pisaliśmy już wiele razy. Kapitalne, że – co potwierdził o dziwo ONET.PL – dostrzega to i rozumie bardzo wielu Polaków w Polsce, którzy słusznie piszą, że Białorusini są naszymi najbliższymi braćmi, bardzo Polsce i Polakom życzliwymi. Że na Białorusi przeszło pół miliona ludności formalnie deklaruje swoją polskość, co znając realia za Bugiem śmiało można pomnożyć przez dwa, a co najmniej drugie tyle to Białorusini polskiego pochodzenia i w bardzo wielu wypadkach granica miedzy polskością i białoruskością jest bardzo płynna.

Że władze białoruskie słusznie uważają Białoruś za spadkobiercę tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego i są dumne ze wspólnej historii, której symbolami są postacie Mickiewicza, Moniuszki czy Kościuszki. Że na Białorusi nie niszczy się pomników polskiej historii. Że bez trudu pozwolono Polakom zjednoczyć się w Związek Polaków na Białorusi i otwierać polskie szkoły. Że wspaniale kwitnie współpraca miedzy miastami białoruskimi i polskimi, że w Nieświeżu odbył się zjazd Radziwiłłów, w Lidzie zjazd dawnych mieszkańców Ziemi Lidzkiej i że podobnych przykładów znakomitych kontaktów białorusko – polskich można przytoczyć bez liku.
  
Jednocześnie internauci wskazują, że ten kapitalny proces został zahamowany ze szkodą dla białoruskich Polaków i Polski, gdy w nikczemny sposób zaaranżowano rozłam w związku Polaków na Białorusi i wykreowano panią Andżelikę Borys, która wykorzystuje każdą okazję do bezpardonowych ataków na legalny rząd Białorusi, co nosi wszelkie znamiona agenturalnych antyrządowych poczynań zgodnie z linią lansowaną przez George Sorosa, którego wraz z jego agenturami rząd białoruski po prostu z Białorusi wyprosił .

Smutne, że do tych antypolskich poczynań dołączają nieliczni na szczęście polscy duchowni, którzy w stuprocentowo polskich parafiach mimo protestów wiernych odprawiają nabożeństwa w języku białoruskim, co jest zarówno przez białoruskie władze jak i cerkiew prawosławną odbierane bardzo negatywnie i przyniesie skutek odwrotny od naiwnych oczekiwań.

Rozmawiałem z kilkoma czołowymi działaczami organizacji kresowych, którzy z oburzeniem mówią o skandalicznej polskiej polityce wobec Białorusi, ale czują się wobec niej bezsilni. Tym bardziej, że do tego nurtu dołączyło utrzymywane z pieniędzy polskich podatników i działające praktycznie bez żadnej kontroli Stowarzyszenie ,,Wspólnota Polska”. Sam byłem jednym z członków – założycieli Pomorskiego Oddziału ,,Wspólnoty” i sekretarzem Oddziału do roku 1993. Swoją działalność pojmowałem oczywiście czysto społecznie i potrafiłem w roku 1993 zorganizować kolonie na Pomorzu dla 500 polskich dzieci z Litwy i Białorusi, co było ogólnopolskim rekordem. Wycofałem się z tej organizacji, gdy zobaczyłem, że stanowi ona kapitalne miejsce dla różnych wydrwigroszów. Prezes Oddziału, który faktycznie nic nie robił, wyznaczył sobie krociową na owe czasy pensję 4 500 złoty miesięcznie, a młodego etatowego pracownika ,,Wspólnoty” z Warszawy nie interesowały moje poczynania na Kresach, tylko wizja atrakcyjnego rejsu jachtem do Ameryki Południowej, oczywiście z jego udziałem. Zaś od Polaków z Grodna i Białegostoku otrzymuję informacje o różnych finansowych przekrętach czynionych pod szyldem ,,Wspólnoty”.

Charakterystyczne, że wielce finansowo intratne posady we władzach ,,Wspólnoty” nadaje się osobom, które raczej uprzednio nic wspólnego z taką działalnością nie miały, za to są ,,zasłużonymi” emerytami naszych ,,elyt” spod znaku ,,okrągłego stołu”, a nie osobom naprawdę kompetentnym, które jak wieloletni prezes Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej, kpt Józef Szyłejko, od lat z niebywałą ofiarnością nie szczędzą czasu, sił i własnych pieniędzy dla działalności na rzecz Polonii na Wschodzie.

Nie tak dawno poseł Bogusław Kowalski słusznie zadał w sejmie pytanie o koszty i powód finansowania ewidentnie antyrządowej wobec białoruskiego rządu TV BIEŁSAT pani Romaszewskiej, której oglądalność jest zerowa. Wydaje się, że takie samo pytanie należy zadać wobec jeszcze kilku podobnych instytucji, w tym kosztownego portalu internetowego KRESY 24, redagowanego przez pana Bućkę. Wystarczy zadać sobie pytanie, jak byśmy zareagowali, gdyby w Niemczech czy w Czechach zainstalowano podobne nadajniki, radiostacje, internetowe programy i organizacje, które by programowo obrażały i znieważały nasze rządy. [Jeśli chodzi o gajowego Maruchę, to ów uważa, iż – w odróżnieniu od p. Łukaszenki – „polskie” rządy zasłużyły na wszelkie obrażanie, znieważanie i obelgi, ponieważ są bandą łobuzów, agentów i szubrawców – admin]

Sadzę, że warto też dokonać rzeczowej kontroli, na co naprawdę idą spore pieniądze podatników, tak hojną ręką przydzielane przez Senat RP Stowarzyszeniu ,,Wspólnota Polska”. Jaki procent tych sum idzie na bardzo wysokie pensje dla zarządu i etatowych pracowników ,,Wspólnoty” oraz utrzymywanie jej lokali w Polsce, a jaki na statutowe cele.

W Polsce mamy kilkanaście setek różnych rzekomo społecznych fundacji i stowarzyszeń, które jako tak zwane pozarządowe organizacje korzystają ze znacznego finansowego wsparcia z pieniędzy podatników, a stanowią w istocie wygodne gniazdka dla rozmaitych cwaniaków, żyjących na koszt społeczeństwa, a bywa, że i uprawiają ewidentna antypolską dywersję. Pół biedy, gdy żerują tylko one na naiwnych darczyńcach, nie czyniąc większej szkody. Dużo gorzej, gdy ten proceder jest uprawiany na koszt podatników bez ich wiedzy i wbrew ich woli, za to wbrew polskiej racji stanu.

Autentyczne polskie elity muszą sobie uświadomić i uwzględnić w swoich programach, że szeroki pas ziemi po obydwu stronach granicy litewsko – białoruskiej od Grodna po inflancki Dyneburg i Rzeżyce to są – mimo straszliwych kataklizmów ostatnich dwóch stuleci i wymuszonej emigracji jako tak zwana ,,repatriacja” – nadal ziemie etnicznie polskie, gdzie oficjalnie zamieszkuje co najmniej 860 tysięcy Polaków, w tym w samym Grodnie blisko 300 tysięcy. Na tych ziemiach Polacy nie są żadną mniejszością, ani ludnością napływową, nigdy tej ziemi nie podbijali, tylko są tam autochtonami, żyjącymi na tych terenach od przeszło 500 lat i ziemia ta jest ich Ojczyzną. Oczywiście, Polacy na tych terenach powinni, mogą i chcą być lojalnymi obywatelami Litwy, Łotwy i Białorusi, zachowując zarazem swoją narodową tożsamość i mogąc swobodnie w Polsce korzystać z takich samych uprawnień, jakie mają polscy obywatele.

Jest to sprawdzony model fińsko-szwedzki, który idealnie zdał egzamin i wydaje się, że tylko i wyłącznie dzięki władzom czeskim coś podobnego zaczyna się rysować na Zaolziu, gdzie nie ma problemu ani z dwujęzycznymi nazwami ulic i urzędów, ani z polskim szkolnictwem czy właściwą pisownią polskich nazwisk.

I nasza polityka w odniesieniu do dawnych Północno – Wschodnich Kresów Rzeczypospolitej powinna konsekwentnie zmierzać w tym samym kierunku, dla osiągnięcia identycznych celów. Tymczasem nasze rządy umizgują się do wielbicieli bandytów z UPA na Ukrainie i w Polsce, niemrawo upominają się o prawa Polaków na Litwie, gdzie – jak ich nazywał prof. Koneczny – Lietuwcy (zwykle potomkowie polskich renegatów) kpią sobie z polskich rządów i konsekwentnie unicestwiają polski żywioł, za to nasze władze z zadziwiającą jak na nie energią nieprzytomnie atakują legalny, popierany przez przytłaczającą większość społeczeństwa rząd białoruski, który uprzednio tyle życzliwości okazał białoruskim Polakom, oraz nikczemnie szykanują i znieważają Polaków lojalnych wobec białoruskiego rządu.

Oczywiście, polskie organizacje kresowe są w stanie skutecznie się temu przeciwstawić, ale wymaga to ich zjednoczenia i jako ich lidera osobowości miary co najmniej księdza Isakowicza-Zaleskiego, którego akcje protestacyjne przeciwko banderowcom jakiś skutek jednak przyniosły. Czy jest to możliwe, pokaże najbliższy czas. Na razie osamotniony poseł Bogusław Kowalski mimo jego determinacji niewiele jest w stanie uczynić.

Waldemar Rekść, Nowa Myśl Polska

Zamek w Nieświeżu

Dom Polski w Nieświeżu

Dom Polski w Nieświeżu – życie polskie toczy się swobodnie, a nawet przy wsparciu władz lokalnych. Stowarzyszenie Nieświeżan w Polsce utrzymuje z ziemią przodków intensywne kontakty. Tutaj nikt nie myśli a awanturach i polityce. Zdjęcie: „Echo Nieświeża” (dodatek do „Myśli Polskiej”)

Posted in Polityka | 85 Komentarzy »

Terror i państwo

Posted by Marucha w dniu 2010-02-23 (Wtorek)

Państwo jako forma zorganizowanej struktury społecznej ewoluuje, czasem rewolucyjnie. Panta rei, co jest nam znane dzięki Heraklitowi, trwa do dzisiaj i nic nie wskazuje na to żeby przestało „płynąć”.

Chciałbym zwrócić uwagę na tę ewolucje w kilku zdaniach, raczej hasłowo, ponieważ na szersze rozważania w tej materii nie ma miejsca w tego rodzaju publikacji.

Idealne lub optymalne, pozytywne cechy na czasy, kiedy takie struktury społeczne powstawały, straciły już dawno te cechy i wymagają zredefiniowania definicji państwa. Próbowali to już specyficzni ideolodzy, których Lenin nazwał „urodzonymi rewolucjonistami” a znani są pod hasłem Marks, lecz zaniechano tego od paru dziesiątek lat w związku z „wielkim novus ordo”, w którym nazwa Komunizm straciła swoje miejsce, lecz nie jego twórcy – „urodzeni rewolucjoniści”.

Inna struktura społeczna która oczywiście także mieści się w „panta rei” jest coś. co znamy pod hasłem „mafia”, bez wnikania w szczegóły rodzaju, wielkości, lub celu w jakim działa i co w niej „płynie”. Ma ona swoja strukturę organizacyjna, administrację, coś co można nazwać prawem, narzędzia, metody, zasady. Nic z tego nie jest jawne, oficjalne, ani nie ma trwałego zapisu, a wiec nie ma potrzeby zaznaczania „ściśle tajne”, lub „tajemnica państwowa”, a także „racja stanu”. Modus vivendi mafii jest bezwzględny terror. Nie ma tam także potrzeby „walki z korupcja” ani kamuflowania się pod hasłem „walki z terrorem czy „walki o pokój”, aczkolwiek prowokacja jest także jedna z wielu innych metod działania.

Współczesne „cywilizowane” państwa rozwinely się i ewoluują dalej w połączonym kierunku tych dwu, nazwijmy to roboczo, struktur. Potężny aparat państwowy, posiadający nieograniczone środki do panowania nad społeczeństwem, dalej je usprawnia w połączeniu z mafijnymi zasadami. Ma spotęgowane możliwości kiedy takie struktury zostają połączone.

Mafia, niewielka grupa osób w powiązaniu z zamaskowanym szerokim zapleczem działająca wewnątrz jakiegoś państwa, napotyka na trudności, które zostają wyeliminowane kiedy sama staje się państwem, szczególnie w stosunkach międzypaństwowych.

O potędze aparatu państwowego i panowaniu nad nie tylko własnym społeczeństwem ale i zsynchronizowanym panowaniem w swoim bloku państw, może świadczyć sprawa wieżowców w Nowym Jork (WTC, wrzesień 2001), zabójstwo Prezydenta Stanów Zjednoczonych jeszcze wtedy Ameryki Pól nocnej i jego brata na najwyższym stanowisku sadowniczym w USA, nie mówiąc o tysiącach działań terrorystycznych mniejszego kalibru, łącznie z tymi aktami terroru które maja otrzymywać społeczeństwo w stanie niewiedzy, bezradności, ułudy.

Niedawna w Polsce sprawa mająca znamiona brutalnego terroryzmu w wykonaniu państwowych organów jako narzędzi ( jednych z wielu narzędzi),  jakimi państwo dysponuje, a jakimi są Policja, sędziowie i prokuratura, na rodzinę pp. Górzynskich w Bielsku Białej, jest przykładem, jak niewiele potrzeba do zamienienia narzędzi majacych służyć, miedzy innymi, przeciwko terrorowi – w narzędzia terroru.

Ostatnio, jako „długie ramie” jakim dysponuje rząd, a wiec państwo, jest przykład 11 zamachowców „Hit Squad”, wysłanych do Dubai z fałszywymi paszportami obcych państw w celu zamordowania na terenie innego państwa członka rządu Palestyny znajdującej się pod okupacja Izraela, co osiągnęli.

http://abcnews.go.com/Blotter/israeli-hit-squad-dubai-police-issue-international-warrants/story?id=9850586&nwltr=blotter_featureHed

Nie pierwszy to wypadek tego typu z pośród bardzo wielu tego rodzaju „długich ramion”, zarówno Izraela jak i USA. Te „długie ramiona” mordują indywidualnie i zbiorowo. Przykładów jest zastraszająca ilość. Być może właśnie po to, żeby terrorem zastraszyć całe inne państwa i zmusić co najmniej do bierności. Przykre ze partycypują w tym kolejne rządy w Polsce.

Podziemny schron przeciwlotniczy w czasie nalotu na Bagdad, mieszczący 1500 cywili, został trafiony specjalna bombą o ogromnej sile przebijania. Prawie wszyscy w nim zginęli.

Ataki na Jugosławię, dwukrotnie Irak, Afganistan – to tylko przykłady połączenia mafii z narzędziami jakimi dysponuje państwo. Nawet ogromnie rozwinięta i rozległa mafia nie jest w stanie przeprowadzać takich akcji bez zagarnięcia tego, czym dysponuje państwo, a tym bardziej grupa państw.

Dołączam film (dosyć długi, ponad godzinny) na temat osiągnięć mafijnych w połączeniu z tym, czym dysponuje aparat państwowy na przykladzie ataku na WTC w Nowym Jorku. Film jest z polskimi tekstami. Jest dość szybki, ale w każdej chwili można go zatrzymać,  jeśli ktos nie nadąża przeczytać.
http://video.google.com/videoplay?docid=2697480328346224247#

Wojciech Wlazlinski, 19. II. 2010

Posted in Polityka | 19 Komentarzy »