Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    errorous o Zabójstwo Roberta Kennedy…
    Emilian58 o Ukraina: pomoc humanitarna z P…
    Emilian58 o Cała para w gwizdek
    Emilian58 o Podłość nad podłościami
    Listwa o Wolne tematy (59 – …
    Yagiel o Wolne tematy (59 – …
    Emilian58 o Endlösung dla nieszczepionych”…
    Yagiel o Wolne tematy (59 – …
    corintians o Endlösung dla nieszczepionych”…
    Kojak o Money, money, money…!
    re1truth2 o Wolne tematy (59 – …
    re1truth2 o Wolne tematy (59 – …
    revers o Wolne tematy (59 – …
    Carlos o Zabójstwo Roberta Kennedy…
    Carlos o Zabójstwo Roberta Kennedy…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 617 obserwujących.

Archive for 1 lutego, 2010

Monitorowanie treści rasistowskich, ksenofobicznych i antysemickich w polskiej prasie

Posted by Marucha w dniu 2010-02-01 (Poniedziałek)

Śledzenie i wykrywanie treści rasistowskich, ksenofobicznych i (przede wszystkim!) antysemickich to ważne zadanie polskich placówek naukowych i rozmaitych stowarzyszeń praw człowieka. Tak zleca im ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Treści antypolskie natomiast wydają się  być dla Ministerstwa nieistotne i niegodne uwagi, i słusznie, poniewać Polacy jako goje są mniej warci, niż jedna żydowska koza.

Wpadł nam w brudne, rasistowskie ręce pachołka reżymu, pewien raport:

Aleksandra Gliszczyńska
Katarzyna Sękowska-Kozłowska
Roman Wieruszewski

Monitorowanie treści rasistowskich, ksenofobicznych i antysemickich w polskiej prasie
Raport przygotowany na zlecenie MSWiA
Poznańskie Centrum Praw Człowieka Instytutu Nauk Prawnych PAN, Poznań 2007

Aby zachęcić czytelników do jego przestudiowania, zacytujemy kilka zdań z rozdziału pt. Wprowadzenie.

Celem monitorowania wybranych publikacji i wydawnictw ukazujących się w Polsce pod kątem występujących w nich treści rasistowskich, ksenofobicznych i antysemickich jest określenie skali i postaci tego zjawiska w Polsce. Monitorowanie treści rasistowskich, ksenofobicznych i antysemickich stanowi jednocześnie realizację jednego z zadań wyznaczonych do przeprowadzenia m.in. przez MSWiA w Krajowym Programie Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej, Ksenofobii i Związanej z Nimi Nietolerancji, jak również zaleceń zawartych w szeregu dokumentów międzynarodowych.

Obowiązek [tak! – admin] monitorowania treści będących przedmiotem raportu zawarty jest m. in. w Deklaracji i Planie Działania Światowej Konferencji przeciwko Rasizmowi, Dyskryminacji Rasowej, Ksenofobii i Pokrewnym Formom Nietolerancji1 oraz w większości zaleceń dotyczących ogólnej polityki Europejskiej Komisji przeciwko Rasizmowi i Nietolerancji (ECRI), będącej organem Rady Europy.

Raport wpisuje się również w powszechnie przyjęte dziś wśród wspólnoty międzynarodowej przekonanie, iż wszelkie przejawy rasizmu, ksenofobii i antysemityzmu stanowią naruszenie zasad wolności i demokracji, a zwalczanie tych negatywnych zjawisk jest integralnym elementem systemu ochrony i promocji fundamentalnych praw człowieka.

Całość raportu można odnależć tutaj. Do odczytania potrzebne jest poprawne zainstalowanie programu do odczytywania plików w formacie PDF (Adobe Acrobat). Ściąganie raportu może potrwać chwilkę, więc prosimy o cierpliwość.

Posted in Polityka | 28 Komentarzy »

Nowojorscy Żydzi handlowali ludzkimi organami oraz prali brudne pieniądze

Posted by Marucha w dniu 2010-02-01 (Poniedziałek)

Za www.realzionistnews.com/?p=417
Z angielskiego tłumaczył Ron Sendecki (San Francisco)

Wklejając poniższy tekst zadumaliśmy się, co to by się działo, gdyby podobne afery odkryto w Kościele Katolickim. Gdyby okazało się, że jacyś biskupi handlowali ludzkimi organami albo prali brudne pieniądze. Przecież międzynarodowa prasa latami wałkowała by to na wszystkie strony, wrzeszcząc z pianą na pysku i nie dając swym czytelnikom bodaj na pięć minut zapomnieć o temacie. A jakie odszkodowania musiałby płacić Kościół do końca świata? Aż sobie trudno wyobrazić…
Swoją drogą również trudno jest sobie wyobrazić katolickiego księdza oferującego gdzieś w zakamarkach kościoła kupno nerki? Ale gdy coraz więcej księży będzie jedynie poprzebieranymi funkcjonariuszami organizacji żydowskich, udającymi kapłanów, to może i do tego dojdzie…

Ostatnio FBI przeprowadziło tajną operację, w wyniku której wykryto nielegalny handel ludzkimi organami oraz pranie brudnych pieniędzy, w co zamieszanych było kilku talmudycznych rabinów z Nowego Jorku i z New Jersey oraz obywatele Izraela. FBI wykorzystało informatora, ortodoksyjnego Żyda Solomona Dweka, który dotarł do środowiska Żydów syryjskich, mieszkających w nowojorkiej dzielnicy Brooklyn oraz w zamożnym Boro Deal w New Jersey.

Derek, z zawodu deweloper, został oskarżony w 2006 roku o zdefraudowanie 50 mln dolarów z Banku PNC, za co groziło mu do 30 lat więzienia. W 2007 roku podpisał zgodę na współpracę z FBI, której celem było rozpracowanie nielegalnych transakcji, jakie rabini przeprowadzali pod przykrywką organizacji charytatywnej. Na przestrzeni dwóch lat Derek kupował od rabinów nerki oraz ukrył 3 mln dolarów na kontach prowadzonych przez nich organizacji charytatywnych jako kwotę wolną od podatku. Derek przekonał rabinów, że musi to robić, aby móc normalnie żyć. Część tych pieniędzy była przeznaczona bezpośrednio dla nich. Rabin Nahum doradzał mu, że będzie bezpieczniej, kiedy te sumy będą rozdzielone na większą liczbę rabinów.

Na taśmach nagrano spotkania jakie Derek przeprowadzał w różnych miejscach jak parkingi, boczne alejki, kotłownie, itp., mając ze sobą pudełka po płatkach owsianych, z upchanymi w środku dolarami, które następnie przekazywał rabinom.

Wśród aresztowanych byli: naczelny rabin Shaare Zion Synagogue z Brooklynu – Saul Kassin, naczelny rabin Congregation Ohel Yacoob z Deal (NJ) – Eliahu Ben Haim, Edmond Nahum z Deal Synagogue, Mordehai Fish z Cogregation Sheves Achim na Brooklynie oraz Lavel Scwartz, brat Fisha.

Poza podstawionym agentem FBI, rabini dokonywali podobne nielegalne transakcje prania brudnych pieniędzy z niezliczoną liczbą innych klientów, wykorzystując organizacje charytatywne powiązane z ich synagogami. Jako przykład można podać ukrywanie pieniędzy ze sprzedaży podrabianych markowych torebek damskich marki Gucci.

Duża część z wypranych w ten sposób pieniędzy trafiała bezpośrednio do Izraela. Rabin Kassin, oskarżony o wypranie ponad 200 tys. dolarów brudnych pieniędzy za pośrednictwem Dweka, wykorzystywał pośredników z Izraela i Szwajcarii.

Rabin Eli Ben Haim korzystał z usług obywatela Izraela, który pobierał od niego 1,5% prowizji, współpracując z ortodoksyjnym przyjacielem, który prowadził agencje pośrednictwa. Ben Haim przyznał się, że w jednym roku wyprał 8 mln brudnych pieniędzy, z czego na rękę dostał około 1 mln dolarów.

W taki sposób na terenie Stanów Zjednoczonych wyprano miliony dolarów brudnych pieniędzy, pochodzących z Izraela za pośrednictwem rabinów. Oczywiście, władze amerykańskie nigdy nie odważyły się przeprowadzić śledztwa w sprawie udziału Izraela w tych brudnych transakcjach.

Śledztwo kryminalne dotyczące “sprzedawcy nerek” zaprowadziło Dweka do rabina Levy’ego Izhaka Rosenbauma z Brooklynu w dniu 13 lipca 2009 r. pod pretekstem zakupu nerek. (Większość dorosłych mężczyzn ze środowisk ortodoksyjnych Żydów zarejestrowana jest tam jako “rabini,” aby uniknąć w ten sposób płacenia podatków.)

Derek przybył na spotkanie z Rosenbaumem w towarzystwie agentki FBI, która podawała się za jego sekretarkę. Powiedziała, że jej wujek, cierpiący na polycystic disease, poddawany jest dializie i czeka na przeszczep nerki, co może trwać dość długo.

Chciałaby mu pomóc i zapewnić mu wcześniejszą operację. Rosenbaum powiedział Dwekowi, że jest już dziesięć lat w biznesie sprzedaży i zakupu ludzkich organów i może pomóc jego sekretarce. Ponieważ jest to nielegalne, trzeba wyłożyć pewną sumę pieniędzy za czas jaki poświęci na pośrednictwo.

Rabin Rosenbaum podjął się sprowadzenia nerki z Izraela za 160 tys. dolarów, z czego 50% miało być zapłacone z góry. Powiedział, że część tych pieniędzy zostanie przekazana lekarzom w Izraelu a część zostanie wypłacona dawcy. Kwota jest wysoka, ponieważ w tej transakcji uczestniczy wielu pośredników i należy zapłacić wiele łapówek.

Pytanie, skąd Rosenbaum i inni handlarze ludzkich organów biorą swój “towar”?

Jak ujawniła gazeta Washington Post, niestety bardzo lakonicznie, cały biznes odbywa się na czarnym rynku, gdzie działają izraelscy pośrednicy, mający powiązania z L. Greenberg Institute of Forensic Medicine, który jest wydziałem Ministerstwa Zdrowia Izraela.

Instytut ten, współpracujący z Uniwersytetem w Tel Avivie, prowadzi badania około 2,5 tysiąca ciał rocznie. Instytut przeprowadza głównie sekcje zwłok osób, które zginęły w sposób nagły, czyli bez wątpienia są to “palestyńscy terroryści.”

Fakt aktywnego zaangażowania rządu Izraela w cały proceder handlu ludzkimi organami został potwierdzony przez byłego oficera armii izraelskiej, którego aresztowano w Brazylii w 2004 roku pod zarzutem przeprowadzania takiej nielegalnej transakcji. Oskarżony zeznał w sądzie brazylijskim, że “rząd Izraela finansuje pośrednictwo w handlu organami ludzkimi w obcych państwach poprzez krajową służbę zdrowia.”

Jakkolwiek ultra-ortodoksyjni Żydzi oficjalnie mają zastrzeżenia religijne co do transplantacji organów, to talmudyczni rabini amerykańscy i ich współpracownicy w Izraelu nie mają “pieniężnych” oporów, aby zarabiać miliony dolarów na czarnym rynku nerek, serc oraz innych ludzkich organów.

I jeszcze postscriptum: nie wiemy, czy dawać wiarę pogłoskom o porywaniu dzieci, głównie z krajów Afryki Północnej, na organy do wszczepienia potrzebującym klientom. Ale wcale byśmy tych pogłosek nie odrzucali z góry jako bredni,

Posted in Różne | 39 Komentarzy »

Spróbuj pomyśleć

Posted by Marucha w dniu 2010-02-01 (Poniedziałek)

Szczęść Boże!

Poniedziałek bez mięsa! To obowiązek, który nobilitowany narkoman wsparty przez skompromitowanego oszusta, chce narzucić poddanym prezydenta Eurokołchozu.

Dlaczego nie piątek a właśnie poniedziałek? Polakom nie trzeba tego tłumaczyć. Władysław Gomułka, ziejący nienawiścią do katolików autor pamiętnych słów: „tylko państwo ma prawo ustalania, jakie emblematy mogą się znajdować na ścianach izb szkolnych”, zasłynął w 1959r. wprowadzeniem zakazu sprzedaży mięsa, wędlin i wyrobów wędliniarskich właśnie w poniedziałki. Nie od razu były to poniedziałki. Tuż po wojnie ukazało się rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów z dnia 24. kwietnia 1946r. w sprawie ograniczenia obrotu mięsem, jego przetworami oraz tłuszczami zwierzęcymi. Premier Edward Osóbka-Morawski na podstawie art. 3 dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z dnia 25 października 1944r. o zwalczaniu spekulacji i lichwy wojennej zarządził, co następuje: „zabrania się dokonywania wszelkich obrotów mięsem i jego przetworami oraz tłuszczami zwierzęcymi w środy, czwartki i piątki każdego tygodnia (dni bezmięsne). W dniach nie objętych zakazem wolno sprzedawać w celach konsumpcyjnych potrawy z mięsa i jego przetworów o wadze maksymalnej 100 g, przy czym jednej osobie można podać tylko jedno danie z mięsa lub jego przetworów.” Ludzie i tak pościli w piątki, a pożyteczni idioci mogli sobie wiązać nadzieje ze wsparciem postu siłą państwa komunistycznego.

Od Osóbki do Gomułki Polska nie mogła wydobyć się z wojennej ruiny gospodarczej także za sprawą tzw. „zdobyczy nauki radzieckiej”, których ikoną był Trofim Łysenko. Nie wierzył on w istnienie genów. Może dlatego, że podstawy naukowej genetyki świat zawdzięcza pracom o. Grzegorza Medla, urodzonego w miejscowości Hynčice nad Odrą na Śląsku Czeskim, opata augustianów, walczącego z prześladowaniem kościoła. W latach 1856 -1863 o. Mendel wysiał i przebadał ok. 29 000 roślin grochu. Jego krytyk – Łysenko też wysiewał groch, ale na skalę masową i to w zimie. Mając wsparcie dekretu Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego z 1948r., w którym komuniści odrzucili naukowe dowody z prac o. Mendla, Łysenko uczynił ze swojej pseudonauki doktrynę państwa sowieckiego, sprowadzając głód na poddanych imperium i prześladowania na przeciwników jego urojeń.

Wojna z Bogiem oznacza zawsze wojnę z człowiekiem. Dyktatura potrafi przy tym posłużyć się każdym argumentem, najchętniej jednak mającym pozory naukowości. Nawiązując do dyktatury naszych czasów, warto zauważyć, że obsadzeni przez wodza zwycięskiej rewolucji socjalistycznej niektórzy komisarze Komisji Unii Europejskiej – jako były aktyw partyjny – nie mogą nie znać dekretu Rady Komisarzy Ludowych Guberni Saratowskiej o zniesieniu prywatnej własności… kobiet. Dekret, który powstał z inicjatywy Aleksandry Kołłontaj, wieszczącej upadek rodziny wraz ze zwycięstwem komunizmu i Nadieżdy Krupskiej, konkubiny Lenina, przewidywał zniesienie z dniem 1 stycznia 1918 r. prawa do stałego posiadania kobiet w wieku od 17 do 32 roku życia. Kobiety te dekret uznał za własność całej klasy pracującej i upoważniał obywateli płci męskiej do ich używania, nie częściej jednak niż cztery razy w tygodniu i nie dłużej niż przez trzy godziny. Dzieci spłodzone w tych warunkach po ukończeniu pierwszego miesiąca życia nakazywał oddać do `Ludowych żłobków”, gdzie miały otrzymać wychowanie i wykształcenie do lat 17. Winnym rozprzestrzeniania chorób wenerycznych groziła odpowiedzialność prawna przed sądem rewolucyjnym. Jak podaje The New York Times z 18. lutego 1919r. kobiety zostały „znacjonalizowane”, a urzędowy dekret ujawnia degradację, której zostały one poddane przez czerwonych. W uzasadnieniu komuniści stwierdzili, że „Legalne małżeństwo było i jest stanem, który służył jako narzędzie w rękach burżuazji, na skutek czego najlepszy gatunek wszystkich pięknych kobiet stał się własnością burżujów, co nie pozwala na właściwy rozwój rasy ludzkiej.” Owa szczera troska o „właściwy rozwój rasy ludzkiej” była jednak przyjęta wrogo przez nieuświadomione masy.

Dzisiaj europejskie masy są już indoktrynowane na tyle skutecznie, że odrzucają małżeństwo, dzieci wolą zabić niż wychować, bądź oddać na wychowanie, a zarażanie chorobami wenerycznymi stało się równie bezkarne dla sprawców, co początkowo niedostrzegalne dla ofiar. Tyle że sprawca odchodzi w siną dal, a ofiara pozostaje z narastającym problemem, chorując, przenosząc zakażenie na innych, w tym najbliższą rodzinę (współmałżonka, dziecko w łonie matki) i ponosząc koszty finansowe i życiowe rozpoznania i leczenia choroby wenerycznej, a często kliku na raz.

Jak widać, zgodnie z proroctwem Saszy Kołłontaj zwycięstwo komunizmu przyniosło rozpad rodziny. No, ale szczęścia masom nie przyniosło. Zdaniem jej ideowych następców ludzkość ma teraz na karku już nie burżujów z ich burżujskimi prywyczkami w postaci małżeństwa prowadzącego do prywatnej własności kobiet w wieku 17 – 32 a odparcie największego zagrożenia ludzkości, jakim jest Antropogenne Globalne Ocieplenie. Według samozwańczych elit mających pretensje do totalitarnego rządzenia światem życiu na Ziemi zagraża nikła – na tle źródeł naturalnych – ilość dwutlenku węgla, która jest produktem aktywności człowieka.

Od 20. listopada 2009, kto miał dostęp do Internetu, mógł łatwo dowiedzieć się, że to największe pseudonaukowe oszustwo naszych czasów zostało zdemaskowane, że zawiadujący grupą współczesnych odpowiedników Trofima Łysenki profesor – a jakże – Phil Jones, podał się do dymisji, a obsadzony w roli gwiazdora walki z urojonym zagrożeniem amerykański wiceprezydent z czasów Clintona – Al Gore, 24. listopada musiał czmychnąć ze spotkania z czytelnikami w Borders Bookstore przy 150 N. State Street w Chicago, przedtem odpowiadając fizycznym atakiem ochroniarzy na grzecznie stawiających pytania.

Mając nadzieję, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, warto zauważyć, że Climategate stwarza okazję do przeglądu rzetelności i wiarygodności szeregu innych twierdzeń opatrzonych klauzulą nieomylności tzw. naukowych autorytetów i wykorzystywanych przeciwko ludziom i przyrodzie, na czele z gmo, nanocząstkami, produktami leczniczymi itp. Jeśli teraz okryci hańbą manipulatorzy faktami prezentowanymi jako naukowe nie ustąpią miejsca ludziom na tyle uczciwym, aby można byłoby im ufać i im płacić, za niedługo wielcy dyktatorzy wsparci przez zastępy ogłupionych hunwejbinów ogłoszą, że światu zagraża nie tylko wytworzony przez człowieka dwutlenek węgla, lecz równie wszechobecny monotlenek diwodoru, po angielsku dihydrogen monoxide, w skrócie DHMO.

Już w 1989 r. młodzi amerykańscy uczeni Eric Lechner, Lars Norpchen and Matthew Kaufman z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz poinformowali opinię publiczną o śmiertelnym zagrożeniu ze strony DHMO. W 1997 Nathan Zohner uzyskał poparcie dla wprowadzenia zakazu monotlenku diwodoru u 86% pytanych o to osób, a ukuty od jego nazwiska termin „zoneryzm” i wszedł na stałe do nauki i praktyki komunikowania zagrożeń zdrowia (ang. health risk communication). Zoneryzm oznacza wykorzystanie prawdziwych faktów w celu doprowadzenia publiczności charakteryzującej się brakiem wiedzy naukowej i matematycznej do fałszywych wniosków. Pozwolę sobie dodać, że Nathan miał 14 lat, badał kolegów z klasy, a co najważniejsze monotlenek diwodoru, to… H2O, … zwykła woda.

Z Panem Bogiem
dr Zbigniew Hałat

Posted in Różne | 1 Comment »

Judaizacja nowego rytu Mszy

Posted by Marucha w dniu 2010-02-01 (Poniedziałek)

Za http://bibula.com
Mądremu artykuł da dodatkową wiedzę, katolicznika modlącego się do kremówek – i tak nie przekona.

Judaizacja Chrześcijaństwa polega przede wszystkim na wyeliminowaniu dogmatu Trójcy Przenajświętszej, a przynajmniej na jego interpretacji kabalistycznej, a jest to widoczne już w samych początkach Kościoła, i łatwo nam to zrozumieć, gdyż należeli do niego w pierwszych wiekach głównie nawróceni na Chrześcijaństwo żydzi (w nowej mszy mamy usunięte wszystkie odniesienia do Trójcy świętej za wyjątkiem ostatniego błogosławieństwa, które abp.H.Bugnini również pragnął zupełnie wyeliminować – red.) (…)

Widzimy że już za czasów apostolskich niektórzy żydzi ochrzczeni, być może, że w dobrej wierze, usiłowali judaizować wiarę chrześcijańską- o czym wspominają teksty z Dziejów Apostolskich i z Listów Apostołów, a z biegiem czasów szerzyli najrozmaitsze herezje, z których najbardziej judaistycznymi były arianizm i protestantyzm.

Otóż ostatnio, to jest po Drugim Soborze Watykańskim, być może na skutek zbliżenia i współżycia przez ekumenizm z protestantami, niektóre dogmaty naszej wiary zostały ponownie zaatakowane przez judaizm, a wśród nich przede wszystkim samo centrum całego naszego życia religijnego, jakim jest Msza święta. Nie jest to herezja nowa, gdyż już wielokrotnie w ciągu całej historii Kościoła do niej powracano, ale obecnie stała się bardzo niebezpieczna, gdyż przenika nawet do hierarchii kościelnej, będąc jakby wskrzeszeniem błędów Lutra i Cranmera. Luter bowiem i arcybiskup anglikański Cranmer szczególniej oddawali się szerzeniu owej herezji, którą bez przesady, można i należy nazywać “herezją śmiertelną”, gdyż zabija ona najważniejszy dogmat katolickiej wiary: rzeczywistą obecność Chrystusa Pana w Eucharystii.

Msza święta bowiem – według tradycyjnej nauki Kościoła -jest ustanowiona przez samego Chrystusa Pana, podczas Ostatniej Wieczerzy, a na jej istotę składają się różne elementy, gdyż będąc Niekrwawą Ofiarą Eucharystyczną i “wielką tajemnicą wiary”, jest powtarzaniem Ofiary Krzyżowej, łącznie z Eucharystyczną Ofiarą Ostatniej Wieczerzy. Chrystus Pan bowiem wybrał dla swej Męki, przez którą odkupił cały rodzaj ludzki i cały “świat”, dni, które w historii Izraela, przypominały jej najważniejsze wydarzenie, a więc tzw. Paschę, czyli ostatnią wieczerzę-biesiadę przed wyjściem żydów z Egiptu, “ziemi niewoli”. To przez ten fakt, Ostatnia Wieczerza także była ową wieczerzą-biesiadą, zwłaszcza dla uczestniczących w niej dwunastu Apostołów, stając się przez to jednym ze składników późniejszej Mszy świętej, ale tylko jednym z wielu i to najmniej ważnym w porównaniu z dwoma innymi, a mianowicie z Ofiarą Krwawą na Krzyżu i z Ofiarą Niekrwawą w wieczerniku, czyli z ustanowieniem Eucharystii.

Otóż wspomniana współczesna judaizacja Mszy świętej polega na tym, że uważa się Mszę świętą tylko i jedynie za powtarzanie owej uczty-biesiady paschalnej z czasów Mojżesza, całkowicie pomijając wszelkie wspomnienie Ofiary Krzyżowej i Ostatniej Wieczerzy, jako aktu ustanowienia Eucharystii przez Chrystusa Pana, czyli przeistoczenie chleba i wina w Ciało i Krew Jezusa Chrystusa.

I tak, na przykład, w Chile, już od wielu lat jeden za znanych sędziów, członek sądu najwyższego, z okazji Wielkiego Tygodnia, z uporem pisze w prasie, że Ostatnia Wieczerza jest tylko i wyłącznie spełnieniem obowiązku Jezusa i Jego uczniów celebrowania historycznej Paschy żydowskiej, czyli wydarzenia historycznego wyjścia żydów z niewoli egipskiej, argumentując, że wszystko inne – a więc Przeistoczenie i Męka na Krzyżu, czyli akt Od-kupienia i ustanowienia Eucharystii – nie ma żadnego znaczenia, ani uzasadnienia, gdyż są to tylko wymysły autorów Ewangelii.

Że takie stanowisko zajmuje ortodoksyjny żyd chilijski, jest czymś zrozumiałym, ale że takie samo stanowisko zajmują niektórzy chrześcijanie, uważający się za katolików i to prawie we wszystkich krajach tradycyjnie katolickich, to jut zupełnie inna sprawa. Taką judaistyczną postawę zajął Luter i jego zwolennik arcybiskup Cranmer. Bo to właśnie Luter zniszczył w protestantyzmie Mszę świętą, jako akt istotnie związany razem z Ostatnią Wieczerzą (a więc z ustanowieniem Eucharystii przez Chrystusa Pana) i z Ofiarą na Krzyżu, uważając, że Ostatnia Wieczerza, celebrowana przez Chrystusa Pana, była tylko i wyłącznie zwykłym i tradycyjnym spełnieniem starych zwyczajów obchodzenia Paschy z czasów Mojżesza i niczym więcej. (Luter twierdził, że w Mszy św. od momentu Offertorium “wszystko już śmierdzi ofiarą”.

W nowej Mszy zupełnie usunieto wspaniałe modlitwy Ofertorium, pełne woni katolickiej teologii ofiary, wprowadzając w ich miejsce modlitwę pochodzącą z żydowskich ksiąg liturgicznych na okoliczność błogosławieństwa pokarmu: błogosławiony jesteś Panie Boże, bo dzięki Twej hojności – przyp.red.)

Natomiast Cranmer, idąc śladami Lutra i będąc konsekwentnym, ale jednocześnie przebiegłym, pozostawia cały ceremoniał Kościoła katolickiego, aby przekonać swych zwolenników i utrzymać ich w złudzeniu, że owe msze anglikańskie są takie same jak katolickie, a więc że się nic nie zmieniło. Aby jednak podkreślić, że owe msze anglikańskie nie są ofiarami składanymi Bogu, a tylko owym wspomnieniem Paschy Mojżesza, zniósł ołtarze i zastąpił je stołami. Wywołało to jednak protesty ze strony wiernych, więc, po pewnym czasie powrócono do ołtarzy i dzisiejsze “msze” anglikańskie bardziej przypominają dawne Msze Katolickie, niż obecny NOM, gdyż niestety, niedawne reformy liturgiczne w Kościele katolickim, przyjęły zwyczaj protestancki “stołu”, a nie “ołtarza”, co pozwala zwolennikom judaizmu podkreślać składnik “wieczerzy-biesiady”, bo dla biesiady i jedzenia wystarczy stół, ale dla “ofiary” potrzebny jest “ołtarz”, a fakt, że ten dzisiejszy “stół-ołtarz” zawiera relikwie świętych nie wpływa na mentalność uczestników, którzy pod wpływem judaizmu skłonni są uważać Mszę świętą tylko za “wieczerzę-biesiadę”. Stąd też logiczny nacisk, aby wszyscy uczestnicy przystępowali do Komunii świętej, gdyż tylko w ten sposób mogą brać udział w “wieczerzy-biesiadzie”, a skoro nie ma Przeistoczenia, to Eucharystia nabiera charakteru tylko polskiego opłatka, wypiekanego z okazji świąt Bożego Narodzenia.

To gromadne przyjmowanie Komunii świętej, bez uprzedniej spowiedzi, stało się już nagminnym zwyczajem w wielu krajach, który jeszcze bardziej podkreśla charakter Mszy świętej jako tylko “wieczerzy-biesiady”, ale jednocześnie właśnie przez to przyczynia się do judaizacji Mszy świętej, czyli do urobienia poglądu, że jest ona tylko i wyłącznie wspomnieniem Ostatniej Wieczerzy już pozbawionej swej istoty, a więc już bez łączności z Ofiarą na Krzyżu i bez Przeistoczenia, a więc ta judaizacja Mszy świętej pozbawia ją de facto swej istoty, sprowadzając j ą wyłącznie tylko do pamiątki Paschy z czasów Mojżesza. Tak to, główny dogmat wiary katolickiej, przez tę judaizację, został poważnie zagrożony. (…)

“Stoły” nadają Mszy świętej charakter jakiegoś świeckiego “zgromadzenia wiernych”, podobnego do jakiegokolwiek zgromadzenia świeckich, gdyż, wobec ołtarza ludzie zachowują postawę religijną, a wobec stołu całkiem świecką, bezreligijną. Zachowanie się tych osób na owych zgromadzeniach wiernych więcej przypomina synagogę niż świątynię, bo wszyscy rozmawiają, witają się swobodnie i zachowują się tak, jakby nie było w Tabernaculum Eucharystii, jako rzeczywistej obecności Chrystusa Pana, skoro Msza święta już jest dla nich tylko wspomnieniem Paschy Mojżesza, a nie Ostatniej Wieczerzy. Sama Msza święta przestaje być “świętą”, skoro jest tylko wspomnieniem jakiegoś wydarzenia z życia Izraela, a nie z życia Chrystusa Pana.

Już sam fakt, że Eucharystia materialnie przestała być centrum świątyni, gdyż ją przeniesiono w jakiś kącik na boku, a jeśli czasami jeszcze pozostała w centrum, to kapłan celebruje tyłem do Tabernaculum, co także sprawia wrażenie lekceważenia rzeczywistej obecności Chrystusa Pana w Eucharystii. Tylko więc powrót do dawnych zwyczajów odprawiania Mszy świętej twarzą do ołtarza, w którym przebywa Chrystus Pan w Tabernaculum, może położyć kres tej judaizacji Mszy świętej.

Przecież samo słowo “Pascha” ma zupełnie inne znaczenie w tradycjach żydowskich, a inne w chrześcijańskich. Dla żydów jest to tylko “wieczerza-biesiada” przed wyjściem z Egiptu, w czasach Mojżesza, a dla chrześcijan jest to przede wszystkim Ofiara na Krzyżu, odkupią] ąca całą ludzkość i wspomnienie Ostatniej Wieczerzy, w czasie której Chrystus Pan ustanawia Eucharystię, a więc Mszę świętą, a także i wspomnienie Zmartwychwstania, a wspomnienie Paschy żydowskiej jest tylko marginesowe i pośrednie, bo tylko poprzez Ostatnią Wieczerzę, a nie wprost jako wydarzenie historyczne w życiu Izraela.

ks. prof. Michał Poradowski
Za Bibula.com

Posted in Kościół/religia | 67 Komentarzy »

Krzyż na skrawku wolnej Polski

Posted by Marucha w dniu 2010-02-01 (Poniedziałek)

To co się rzuca w oczy jeszcze z oddali, kiedy zbliża się do stacji badawczej Polskiej Akademii Nauk w Hornsundzie na Spitsbergenie – to dziesięciometrowy, drewniany krzyż.

Po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego polarnicy zostali odcięci od świata, bali się, że Rosjanie zajmą bazę. Przygotowali się nawet do obrony: zebrali broń i amunicję. Ale już 16 grudnia Norwegia ogłosiła, że Polacy są pod jej ochroną. W styczniu 1982 r. polarnicy postawili tam dziesięciometrowy krzyż. Ten krzyż stoi tam do dziś i trwa.

“50 lat temu zimowała na Wyspie Niedźwiedziej pierwsza Polska Wyprawa Polarna. 25 lat temu prof. Stanisław Siedlecki zbudował Stację Naukową w Isbjornhamna. W czwartym roku pontyfikatu papieża-Polaka Jana Pawła II, my Polacy pracujący w Hornsundzie, uczestnicy wypraw polarnych wznieśliśmy ten krzyż dla upamiętnienia 50 lecia naszej działalności w Arktyce. Niech ten symbol będzie dowodem woli naszego istnienia i nadziei. Jeszcze Polska nie zginęła!” – tak napisali w akcie erekcyjnym krzyża naukowcy po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce. 

Do Sejmu 18.stycznia 1982 r. zaapelowali, by posłowie zagłosowali przeciwko legalizacji stanu wojennego, aby domagali się zwolnienia wszystkich internowanych i represjonowanych za protest przeciwko stanowi wojennemu, a także by występowali w obronie swobód obywatelskich i byli rzeczywistymi reprezentantami swych wyborców.

Polska Stacja Polarna Hornsund im. Stanisława Siedleckiego, położona jest na Wilczekodden (Przylądku Wilczka) kilkaset metrów od brzegu Zatoki Białych Niedźwiedzi wewnątrz fiordu Hornsund, na południu wyspy Spitsbergen. Stację prowadzi Instytut Geofizyki Polskiej Akademii Nauk. Polacy na Spitsbergenie są od 1931 roku, kiedy podpisali Traktat Spitsbergeński (porozumienie określające status archipelagu z 1921r.). Polska stacja została założona w lipcu 1957 r. przez członków wyprawy PAN działającej w ramach Międzynarodowego Roku Geofizycznego. Tej pierwszej wyprawie dowodził Stanisław Siedlecki, znany badacz polarny, geolog i taternik, weteran pierwszych polskich ekspedycji do Arktyki. W 1975 r. był tam też prof. Witold Plichta z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, dziś już emerytowany gleboznawca. Profesor wraz z innymi Polakami urządzał stację na nowo po wieloletniej przerwie i doprowadzał polską bazę do porządku. Wówczas – wspomina – wyprawy były jedynie w okresie od wiosny do jesieni, która za kołem podbiegunowym trwa mniej więcej od połowy czerwca do połowy września. Prof. Plichta prowadził w Hornsundzie badania gleboznawcze. Dziś wspomina z sentymentem tamten czas.

Od 1978 r. w stacji pracują już całoroczne ekspedycje. Jest to najdalej na północ wysunięta całoroczna polska placówka naukowa, do której przylgnęła nazwa „Polskiego Domu pod Biegunem”. Krzyż na Wilczku to dla wielu za kołem podbiegunowym miejsce szczególne. A zwłaszcza dla tych, którzy ocaleli na morzu mimo zagrożenia życia. – W tamtym miejscu nie ma już żartów, jak wpadnie się do wody to są małe szanse, że wyjdzie się z niej żywemu – mówi dr Jan Klementowski z Instytutu Geografii i Rozwoju Regionalnego Uniwersytetu Wrocławskiego. I zaraz dodaje – Proszę sobie wyobrazić, że wśród polarników polskiej stacji polarnej nie było dotąd żadnego śmiertelnego wypadku, a w sumie na Spitsbergenie zginęło dwóch Polaków.

Prof. Krzysztof Migała kierownik Zakładu Klimatologii i Ochrony Atmosfery Instytutu Geografii i Rozwoju Regionalnego Uniwersytetu Wrocławskiego, który prowadzi do dziś badania w Hornsundzie w swoich listach z bazy opisuje to co się dzieje w bazie. O postawionym w stanie wojennym na Wilczku krzyżu pisze, że od tamtej pory służy wielu polskim polarnikom jako miejsce “zadumy”. Ale jest to także punkt orientacyjny w czasie nawigacji w Zatoce.

Tradycja stawiania krzyży na Spitsbergenie jest długa – mówi dr Klementowski . To żeglarze rosyjscy należący do ludu tzw. Pomorców, zamieszkujących wybrzeże Morza Białego, stawiali tam krzyże już w XVII-XVIII wieku. – To byli bardzo dobrzy żeglarze, którzy pojawili się wcześniej na Spitsbergenie niż Skandynawowie. Stawiali pięknie zdobione krzyże w miejscach bardzo eksponowanych i były one jednocześnie miejscem kultu religijnego, ale też posiadały pewne cechy, które miały pomagać żeglarzom. Jedna część krzyża była ociosana na płasko i orientowana zawsze do północy – zaznacza dr Klementowski. I dodaje, że w latach 50-tych Rosjanie zaczęli te krzyże wycinać. Ale udało się Norwegom ten proceder zlikwidować. Do dziś na Spitsbergenie zachowało się takich krzyży kilkanaście.

Dziś natomiast ten krzyż na Wilczku to także miejsce szczególne dla wszystkich tam przybywających. – Jest nawet taki zwyczaj wśród naszych polarników, że to zawsze pod krzyżem następuje symboliczne przekazanie kluczy do stacji polarnej i zawsze połączone jest ono z krótką modlitwą – mówi dr Klementowski. Zaznacza też, że polarnicy na stacji zawsze świętują pod krzyżem niedziele. Jeżeli nie ma wśród nich kapłana, to każdy udaje się tam na krótką modlitwę. – To jest naprawdę cudowne miejsce – podkreśla.

Obok krzyża na Spitsbergenie zbudowano również mały polowy ołtarzyk, przy którym odprawiane są nabożeństwa. Na krzyżu polarnicy przybili też kilka tabliczek z podziękowaniami za uratowanie życie, ale też za pomoc w rozwiązaniu spraw osobistych. Pierwsza msza św. pod krzyżem odprawiona została w 1987 roku przez polskiego misjonarza ze Zgromadzenia św. Rodziny Wojciecha Egierta. Spitsbergen bowiem należy do położonej kilkaset kilometrów na południe parafii norweskiej, w której posługuje polski ksiądz. – “Ołtarzem” przy którym odprawiono tę mszę św. był składany stolik turystyczny, który polarnicy obłożyli kamieniami, żeby wiatr go nie porwał – wspomina dr Klementowski, który był jej uczestnikiem.

– To było niesamowite przeżycie – wspomina z kolei tę mszę św. ks. Egiert, który tę mszę odprawił. Ale też dobrze pamięta cały pobyt u polarników. – Polacy daleko od swego kraju, noc polarna, wizyta białego niedźwiedzia kilka metrów od stacji i ta “polska” atmosfera. – Nasz biskup z Tromso, gdzie byłem proboszczem, rozmawiał z biskupem protestanckim, a ten z kolei wcześniej z pastorem ze Svalbardu i obaj doszli do wniosku, że dobrze byłoby gdyby Polaków w Hornsundzie odwiedził ksiądz katolicki. Bez pomocy pastora byłoby to niemożliwe ze względów finansowych. Pastor miał wówczas prawo używać helikopter, którego mi wtedy użyczył. Rodacy z Hornsundu wiedzieli, że przyjedzie ksiądz, ale nie spodziewali się Polaka i stąd ich ogromne zaskoczenie – wyjaśnia ks. Egiert jak doszło do tego, że się w polskiej stacji znalazł.

Z kolei dr Jan Klimentowski dobrze pamięta lądowanie helikoptera z Polakiem na pokładzie, z którego wysiadł – taki trochę tykowaty gość, dwumetrowy, ale chudy jak makaron. Okazało się po 2-3 dniach, że to jest polski misjonarz, ks. Wojciech Egiert, który tylko gdy się zadomowił chciał odprawić mszę św. Kierownik zimowania nie pozwolił, żeby msza św. odbyła się w obrębie stacji polarnej, bo to była świecka stacja i dlatego msza św. odbyła się właśnie pod krzyżem – mówi. Wówczas polska baza była zakładem państwowym i odprawienie mszy na stacji byłoby wtedy przestępstwem.

– Najbardziej podpadł kierownik stacji. Wydarzenie to bowiem, jako historyczne opisała tamtejsza gazeta, a że nad porządkiem w polskiej stacji czuwał wtedy radziecki konsul sprawa dotarła przez Moskwę do Warszawy, czego rezultatem była komisja z kraju i groźba odwołania kierownika stacji – relacjonuje ks. Egiert. Kierownik ten został do końca sezonu w bazie, ale przydzielono mu “opiekuna”. – Kilka lat później chciał pojechać na Antarktydę, ale przed wyjazdem cofnięto mu pozwolenie na wyjazd – mówi ksiądz. I podkreśla, że to nie on miał problemy z powodu tamtej mszy św., ponieważ już wtedy pracował w Norwegii i nic mu nie groziło, ale ówczesny kierownik stacji. Żadnej notatki o tym wydarzeniu nie udało się zamieścić w polskiej prasie. Choć dr Klementowskiemu udało się w prasie polonijnej zamieścić informację pt. “Pierwsza msza św. na Spitsbergenie” ze zdjęciem polarników i ks. Egierta pod krzyżem. – Potem Polska Akademia Nauk rozpoczęła dosłownie „totalne śledztwo” w tej sprawie, kto zaprosił księdza i po co? To było bardzo przykre. Przyjechało dwóch panów, żeby na miejscu zbadać, kto zaprosił do stacji kapłana – zaznacza. To i tam nie były łatwe czasy. Choć jak podkreśla prof. Plichta – wtedy polarników interesowały tylko badania i dalecy byli od polityki.

Walka krzyżem pod biegunem północnym okazała się skuteczna, dr Jan Klementowski wspomina, że gdy w czerwcu 1989 roku, Jan Paweł II był z pielgrzymką w Norwegii, w polskiej stacji koło krzyża zadzwonił telefon, gdy naukowcy podnieśli słuchawkę usłyszeli: “halo, tu papież”. Było to tuż po upadku komunizmu w Polsce. 20 września 1996 roku Prymas Polski ks. Józef kard. Glemp odprawił pod spitsbergeńskim krzyżem mszę św. Polakom podarował obraz Matki Boskiej, a w księdze pamiątkowej stacji napisał: „Ze wzruszeniem wpisuję się do Księgi Polaków, którzy tu w Hornsund na Szpicbergu pełnią służbę dla Polski i dla ludzkości przez badania naukowe. Pod krzyżem z widokiem na lodowiec odprawiłem mszę św. wraz z moim sekretarzem ks. dr Januszem Krokosem. Dziękuję Bogu za łaskę bycia z Rodakami. Szczęść Boże wszystkim Wyprawom Polskim, które będą nawiedzać te polarne strony. Hornsund 20.IX.1996 x Józef kard Glemp Prymas Polski”.

To, co przyszło do głowy polskim naukowcom na Spitsbergenie, to to, by w sytuacji zamachu na wolność wznieść krzyż – jako znak wolności, istnienia i nadziei, jako drogę ku wolności. Krzyż więc stał się symbolem. Stał się dowodem woli istnienia i nadziei w “Polskim Domu pod Biegunem”.

Kaja Małecka-Kotlarz.
Tekst ukazał się w tygodniku “Idziemy” 3.01.2010 r.

Posted in Różne | 2 Komentarze »

 
%d blogerów lubi to: