Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Anzelm o Wypadek w Chorwacji…czy…
    Krzysztof M o Wolne tematy (57 – …
    NyndrO o Wolne tematy (57 – …
    Piskorz o Wolne tematy (57 – …
    matematyk wlazł na p… o Cywilizacja (Nie)Prawdy
    Anucha o Wypadek w Chorwacji…czy…
    Piskorz o Media: wizerunek Zełenskiego t…
    NyndrO o Wolne tematy (57 – …
    Marucha o Wolne tematy (57 – …
    Piskorz o Wolne tematy (57 – …
    ! o Wolne tematy (57 – …
    Lily o Wolne tematy (57 – …
    Anucha o Cywilizacja (Nie)Prawdy
    Boydar o Wypadek w Chorwacji…czy…
    Boydar o Wypadek w Chorwacji…czy…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Archive for 3 lutego, 2010

Polityka wschodnia na zakręcie

Posted by Marucha w dniu 2010-02-03 (Środa)

Relacje polsko-ukraińskie miały stanowić klucz do budowania bezpieczeństwa Polski. Tymczasem przebieg wyborów prezydenckich na Ukrainie skłania do refleksji nad kondycją polskiej polityki wschodniej. Szczególnie w kontekście słabiutkiego wyniku urzędującego prezydenta Wiktora Juszczenki, na którego stawiała znaczna część rządzących Polską, w tym prezydent Lech Kaczyński.

Przejście do drugiej tury wyborów (która odbędzie się 7 lutego) Wiktora Janukowycza i Julii Tymoszenko oraz niecałe 6 procent poparcia dla Wiktora Juszczenki nie było zaskoczeniem. Od wielu miesięcy urzędujący prezydent Ukrainy był powszechnie krytykowany za zdradę ideałów, które wyniosły go na najwyższy urząd, i wiadomo było, że nie ma żadnych szans na reelekcję. Tak samo jak jego poprzednik otaczał się oligarchami i wzmacniał model życia publicznego oparty na niejasnych zakulisowych relacjach świata biznesu i polityki. Ukraina na przestrzeni ostatnich 5 lat to w dalszym ciągu szara strefa w relacjach handlowych z Rosją, bezideowe elity, fasadowa demokracja, dyspozycyjność mediów i wymiaru sprawiedliwości wobec władzy, a także – co dla ludzi najważniejsze – drastyczne obniżenie poziomu życia obywateli.
Ustępujący prezydent Ukrainy gloryfikował ukraińskich faszystów i nacjonalistów odpowiedzialnych za bestialskie ludobójstwo dziesiątek tysięcy Polaków i Żydów. Odznaczanie zbrodniarzy i wznoszenie im pomników było przejawem antypolonizmu i antysemityzmu oraz stało w jawnej sprzeczności z wartościami kultury zachodniej i rzekomą “prozachodniością Juszczenki”. Poza tym przywracanie kultu Bandery było bardzo krytycznie oceniane w środkowej i wschodniej Ukrainie, gdzie dobrze się pamięta, że OUN-UPA kolaborowało z Hitlerem i w imię ideologii “Wielkiej Ukrainy” mordowało również Ukraińców.

Ciasny schematyzm
Pomimo tego, kierownictwo państwa polskiego nie potrafiło reagować na promowanie przez Juszczenkę nazizmu, nie potrafiło też prowadzić elastycznej polityki. Gołym okiem był widoczny brak znajomości postkomunistycznych realiów ukraińskich i naiwne patrzenie na naszego południowo-wschodniego sąsiada. Tak zwane elity tkwiły w infantylnym doktrynerstwie z podziałem na “dobrego”, prozachodniego “pomarańczowego” prezydenta i “złego” – prorosyjskiego przywódcę “niebieskich”, szefa Partii Regionów Wiktora Janukowycza. Gdzieś w środku była Julia Tymoszenko, trochę “dobra”, ale i trochę “zła”. W przeszłości była jedną z ikon “pomarańczowej rewolucji”, ale też i przedstawicielką oligarchii, jako premier, nie potępiła Rosji za jej zaangażowanie w Gruzji, co miało być dowodem na jej prorosyjskość.
Ten ciasny schematyzm, który stał się kanonem relacji polsko-ukraińskich, spowodował, że stracono zdolność do realistycznej oceny sytuacji w Kijowie. Hołdowano euforii i zachwytom nad tryumfem “pomarańczowej rewolucji” i przykładano zachodnie kryteria do państwa zarządzanego w ramach systemu oligarchicznego, a nie demokratycznego. Ignorowano fakt, że obóz “pomarańczowych” już dawno się rozpadł, a prorosyjskość i prozachodniość to na Ukrainie bardzo umowne kategorie.

Zarówno Janukowycz, jak i Tymoszenko, jako polityczni realiści, zdają sobie doskonale sprawę, w jakiej sytuacji wobec Moskwy znajduje się Ukraina i że musi umiejętnie poruszać się między Zachodem a Wschodem.

Ukraina na własne życzenie zaprzepaściła szansę na jasne określenie perspektyw swojego wstąpienia do Unii Europejskiej. Nastawiony prorosyjsko Paryż – a szczególnie Berlin! – zablokował proponowaną przez Polskę możliwość przystąpienia Ukrainy do NATO. Unijny program Partnerstwa Wschodniego (powstały przy wydatnym udziale Polski), który zakłada zacieśnienie współpracy z Białorusią, Ukrainą, Mołdawią, Gruzją, Azerbejdżanem oraz Armenią, nie ma szans na spełnienie naszych oczekiwań, ponieważ dominujące w UE Niemcy nie zrobią niczego, co mogłoby godzić w interesy Rosji. Poza tym Ukraina nie jest do końca zainteresowana tą inicjatywą, którą notabene, ostatnio umiejętnie przejmują Litwini.

Tak naprawdę Partnerstwo Wschodnie jest interesującym projektem w aspekcie białoruskim. W tym kraju nie ma aż takich antypolskich resentymentów jak na Ukrainie czy na Litwie. Prezydent Alaksandr Łukaszenka daje wyraźne sygnały, że chciałby zmniejszyć zależność Białorusi od Moskwy, a to z kolei otwierałoby perspektywę dla naszej aktywności. Jednak w naszych relacjach z Białorusią również znaczna część kierownictwa państwa polskiego ulega schematyzmowi i dogmatyzmowi.

Walczymy o proces demokratyzacji na Białorusi, a nie dbamy o nasze narodowe interesy. Inni z kolei (Niemcy, Austriacy, Czesi, Holendrzy, Litwini) pilnują swoich spraw, a terminologii “praw człowieka” używają tylko wówczas, gdy służy to ich interesom. Władze w Mińsku uznały tymczasem, że Polska nie jest potrzebna im do polepszania stosunków z Unią Europejską. I tak tracimy naturalny atut bycia pośrednikiem, co wzmacniałoby Polskę zarówno wobec Wschodu, jak i Zachodu. Efektem ubocznym jest to, że przedstawiciele krytykowanych za łamanie praw człowieka władz białoruskich mogą jeździć do krajów Unii Europejskiej, a przedstawiciele polskiej diaspory są na wniosek władz w Warszawie uznawani jako persona non grata w strefie Schengen.

Czy aksjomaty i przesłanki polskiej polityki wschodniej okazały się iluzoryczne? Czy mamy do czynienia z klęską, czy raczej z sytuacją wymagającą bardzo głębokiej korekty?

Podłoże geopolityczne
Gra toc zy się o bardzo wysoką stawkę. Nas interesuje bezpieczeństwo i odgrywanie podmiotowej roli w regionie. Lecz Europa Środkowo-Wschodnia jest obszarem znacznie szerszej gry geopolitycznej, która toczy się między Rosją i USA, przy pewnym udziale najsilniejszych państw Unii Europejskiej, w tym przede wszystkim Niemiec tradycyjnie zainteresowanych podzieleniem wspólnie z Rosją stref wpływów i utworzenia kondominium na tym obszarze.

Federacja Rosyjska za wszelką cenę dąży do odbudowania swej imperialnej pozycji i stworzenia skonsolidowanej strefy wpływów na terenach tradycyjnie uznawanych za pozostające w moskiewskiej orbicie. Trzeba przyznać, że Rosja mimo kłopotów gospodarczych natrafia obecnie na znakomitą koniunkturę geopolityczną dla realizacji swoich strategicznych celów. Przede wszystkim prezydentem USA jest Barack Obama, a władzę w Ameryce sprawuje ekipa, która w znacznie mniejszym stopniu niż poprzednia interesuje się Europą, a Europą Środkowo-Wschodnią w szczególności. Co więcej, Waszyngton, po fiasku operacji irakijskiej, uwikłany jest w Afganistanie i coraz bardziej potrzebuje Moskwy do swych globalnych rozgrywek. Kilka miesięcy temu głośno było o wycofaniu się USA z wzbudzającej wielki niepokój Rosji budowy tarczy antyrakietowej w Czechach i Polsce. Stało się to za cenę poparcia Moskwy dla Waszyngtonu w amerykańskich naciskach na Iran, by wycofał się z programu atomowego.
Ponadto Waszyngton potrzebuje Moskwy w swoich rozgrywkach z Chinami. Amerykanie nie chcą dopuścić, by niezwykle zasobna w złoża naturalne, ale wyludniona i niedoinwestowana infrastrukturalnie Syberia, znalazła się pod jakąś formą gospodarczej zależności od Pekinu. Po trzecie, następuje wyraźne zacieśnienie współpracy między Berlinem a Moskwą. Wspólnym celem tradycyjnych sojuszników jest wyparcie USA z Europy i podzielenie się wpływami na naszym kontynencie.

Rosja bez jakiejś formy uzależnienia Ukrainy nie jest w pełni supermocarstwem. Chodzi przede wszystkim o polityczną i gospodarczą kontrolę nad pasem od Ukrainy przez Kaukaz do Azji Centralnej. Kto bowiem kontroluje te tereny, ten kontroluje ogromne złoża dwóch strategicznych surowców: ropy i gazu. Dlatego Rosja dzisiejsze niepodległe państwo ukraińskie traktuje jako twór przejściowy i wiadomo, że wszelkimi sposobami będzie dążyła do ponownej kontroli nad Kijowem. Scenariusze mogą być różne. Na razie trudno sobie wyobrazić bezpośrednie włączenie całej Ukrainy do Rosji, ale możliwy jest np. wariant utrzymania fasadowej niepodległości, jednak z taką władzą w Kijowie, która będzie przez Moskwę akceptowana, bo zagwarantuje jej interesy. Niewykluczone też są w przyszłości zabiegi na rzecz podziału Ukrainy na zachodnią i wschodnią.

Rosja w rozgrywce o Kijów ma bardzo wiele atutów. Po pierwsze, posiada kilkuwiekową tradycję dominowania nad Dnieprem. Po drugie, Ukraina ma najdłuższą granicę lądową z Federacją Rosyjską. Po trzecie, gospodarka ukraińska w znacznym stopniu jest uzależniona od dostaw rosyjskiego gazu i ropy naftowej. Po czwarte, na Ukrainie, zwłaszcza w jej środkowej, a szczególnie wschodniej części, zamieszkuje mniejszość rosyjska, a motyw “obrony praw mniejszości” jest ulubionym instrumentem politycznego nacisku Moskwy. Po piąte, na Krymie stacjonuje rosyjska Flota Czarnomorska. Po szóste, większość obywateli Ukrainy nie chce ani integracji z Unią Europejską, ani tym bardziej z NATO [Skąd u nich tyle rozumu, którego brakuje polskim wykształconym z dużych miast? – admin].

Gra na kilku fortepianach
Oceniając dotychczasową politykę wschodnią, można dostrzec u niektórych przedstawicieli polskich władz elementy swoistego mesjanizmu “mocarstwowego”. Odbywa się to na bazie odrodzenia przedwojennej idei federalizmu oraz prometeizmu politycznego, czyli ruchu politycznego w okresie II RP zmierzającego do niepodległości państwowej narodów siłą wcielonych w skład ZSRS. Dlatego promowana jest idealistyczna wizja stosunków polsko-ukraińskich, która nie ma odpowiednika po stronie ukraińskiej. Kijów w sprawach polityki energetycznej i w innych ważnych obszarach gospodarczych współpracuje z Moskwą. Szykanowana jest polska mniejszość. Do dziś nie zostały zrealizowane zobowiązania władz państwowych Ukrainy co do polskich miejsc pamięci narodowej.

Oczywiście, że Polska powinna wspierać niepodległościowe dążenia Ukrainy i jej aspiracje do NATO czy Unii Europejskiej [Czyżby? Chyba na zasadzie, że skoro myśmy wdepnęli w łajno, to i wy też! – admin]. Ale polityka zagraniczna nie może być oparta na oderwanym od realiów dogmatyzmie doktrynalnym i braku alternatywnych scenariuszy. Tak naprawdę nie wiadomo, czy na siłę nie uszczęśliwiamy Ukraińców i nie chcemy dla nich czegoś, czego oni sami nie chcą.

Tymczasem przed dwoma laty – między innymi w zamian za cenę, niepewnej zresztą, zgody na rozważenie wejścia Ukrainy do struktur zachodnich – polscy politycy zgodzili się na traktat lizboński ograniczający naszą suwerenność. Czy ta część polskich elit, która ślepo uwielbia Ukrainę, bo jej się wydaje, że jest antyrosyjska, ma jakieś scenariusze awaryjne? Co będzie, jeśli Ukraina dogada się z Rosją, przy znacznym współudziale Niemców, a my będziemy zwasalizowanymi członkami Unii Europejskiej zarządzanej dzięki traktatowi lizbońskiemu w istotnym stopniu przez Berlin? [Nie „będziemy”, ale już jesteśmy – admin]
Ideologizowanie polityki wschodniej jest bardzo groźne. Oznacza bowiem przyzwolenie na recydywę stanowiącego śmiertelne zagrożenie ukraińskiego nacjonalizmu, który objawił już swoje ludobójcze oblicze. Polsce jest potrzebna polityka zagraniczna, która przypominałaby grę na kilku fortepianach i posiadała wielowariantowe scenariusze tej gry. Naszemu krajowi szczególnie powinno zależeć na dobrych stosunkach z Kijowem, ale i z Moskwą, i z Berlinem, jak również na ścisłej współpracy z krajami środkowoeuropejskimi – Czechami, Słowacją i Węgrami. Potrzebne jest partnerstwo z USA oraz zgodna z polską racją stanu polityka europejska polegająca na umiejętnościach poruszania się w Brukseli i wykorzystywania na naszą korzyść sprzecznych interesów krajów członkowskich Unii Europejskiej.

W toczących się zmaganiach Polska powinna się zachowywać szczególnie roztropnie. Nie powinniśmy prężyć muskułów i straszyć Rosji, gdy tak naprawdę nie mamy specjalnych atutów w tej rozgrywce. Emocje i buńczuczne słowa bez pokrycia mogą się nawet podobać w Polsce, ale nie robią absolutnie wrażenia na Moskwie, a nawet jeszcze bardziej pogarszają naszą sytuację. Musimy ostrzegać Rosjan przed stosowaniem metod imperialnych, ale trzeba to robić umiejętnie i prowadzić politykę pragmatyczną, wielotorową, warunkową oraz długookresową. Takie jest nasze położenie geograficzne i nie możemy się na ten fakt obrażać.

Polska nie powinna kierować się sympatiami czy antypatiami personalnymi na Ukrainie. Powinna popierać kraj, który jest naszym odwiecznym sąsiadem, i wielki naród, który ma szansę budować swoją tożsamość [Naród? Ukraiński? Od kiedy takie coś zaistniało? – admin]. Powinniśmy być, podobnie jak Rosja, gotowi na każdy rozwój sytuacji w Kijowie. Im bardziej będziemy postrzegani jako szczególnie radykalna strona konfliktu, tym więcej za to zapłacimy jako kraj i tym większe koszty poniosą za tę politykę polscy obywatele.

Jan Maria Jackowski, Naszym Dziennik, 3.02.2010

Posted in Polityka | 27 Komentarzy »

Polska w gronie „największych”

Posted by Marucha w dniu 2010-02-03 (Środa)

Można by się było z poniższych nachalnych bredni targowiczanina roześmiać, gdyby nie było to tak smutne. Zobacz:
http://wiadomosci.onet.pl/2122639,11,prezydent_widzi_polske_w_gronie_najwiekszych,item.html

Prezydent widzi Polskę w gronie największych

Miejsce mojego kraju jest w G 20 – oświadczył prezydent Lech Kaczyński podczas tradycyjnego noworocznego spotkania z korpusem dyplomatycznym, które odbyło się w Pałacu Prezydenckim. Jak przekonywał, Polska powinna znaleźć się w grupie 20 największych gospodarek, ponieważ jej gospodarka jest 18. na świecie.

Czy Pan Prezydent mógłby nam podać nazwę bodaj jednej autentycznie polskiej gałęzi gospodarki, z której Polska jest znana na świecie i z której zyski płyną do kraju? A może jakiś bodaj jeden techniczny produkt, który kojarzył by się z Polską?

– Polska gospodarka jest, według naszych obliczeń, 18. na świecie. Nie będę, nie zamierzam jako prezydent Rzeczypospolitej owijać tu spraw w bawełnę – miejsce mojego kraju jest w G 20 – powiedział Lech Kaczyński. – To jest postulat prosty, raz – wynikający z rozmiarów polskiej gospodarki, dwa – wynikający z tego, że Polska jest największym krajem pewnego regionu i największym krajem, który przeżył pewną historię, tą historią jest historia transformacji – przekonywał prezydent.

Lech Kaczyński podkreślił, że znaczenie G 20 jest coraz większe. Prezydent ocenił również, że bardzo ważnym wydarzeniem dla Unii było wejście w życie Traktatu Lizbońskiego. – Praktyka najbliższych dwóch, może trzech lat odpowie nam na pytanie, czym jest naprawdę Traktat Lizboński. Polska w sposób niezmienny opowiada się za tym, aby ten traktat (…) był podstawą do ściślejszej integracji w dalszym ciągu jednak niepodległych państw – powiedział.

Pan Prezydent w bezczelny sposób struga wariata. Nie musimy czekać, aby się dowiedzieć, czym jest Konstytucja państwa o nazwie Unia Europejska zwana „Traktatem Lisbońskim”. Wszystko, co chcemy wiedzieć, jest w owym Traktacie zapisane czarno na białym i zostało już postanowione, a obecnie pospiesznie wcielane w życie. A przywódców Unii g…o obchodzi, czy Pan Prezydent opowiada się za „integracją niepodległych państw”, czy nie – bo tenże traktat stawia sprawę jasno: nie ma żadnych niepodległych państw, jest centralnie sterowane państwo federacyjne z własną monetą, rządem, parlamentem, ministerstwami, wojskiem, policją, flagą, obyczajami itp. Jakich jeszcze wyznaczników państwowości trzeba?

Lech Kaczyński opowiedział się za pogłębieniem integracji szczególnie jeśli chodzi o rynek pracy, sferę usług, dziedzinę wiedzy i innowacji. – Postęp, jeśli chodzi o innowacyjność i modernizację, jest niezmiernie potrzebny, ale spójność jest również potrzebna Europie – uważa prezydent. Według niego, spójność ta jest potrzebna dla „równowagi i harmonijnej współpracy”. – Unia Europejska wymaga pogłębienia wewnętrznej demokracji, rozumianej także jako relacja między państwami mniejszymi, średnimi i większymi – powiedział prezydent.

Jasne. Chodzi o pogłębienie „wewnętrznej demokracji”. Może by tak na początek wypieprzyć wszystkich wysokich urzędników unijnych, których do ich funkcji wybrały poza naszymi plecami jakieś tajne gremia? Którzy nie ponoszą przed nikim żadnej odpowiedzialności? A może by tak zadbać o nieco uczciwszy parytet między Żydami a gojami we władzach Unii? Jeśli chodzi o „spójność”, to najwięcej jej mieliśmy podczas okupacji niemieckiej 1939-1945.

Posted in Polityka | 14 Komentarzy »

Dobry antysemita, to nasz antysemita

Posted by Marucha w dniu 2010-02-03 (Środa)

Moim zdaniem „antysemityzm” Jaruzelskiego to akurat jedna z jego sympatyczniejszych cech, ale nie o to przecież chodzi, ani mnie, ani autorowi artykułu. Jakby kto nie kapował, to chodzi o stosowanie różnych standardów moralnych w ocenie ludzi. – admin

Zgodnie z przewidywaniami film „Towarzysz generał” nadany przez publiczną telewizję wzbudził oczekiwane przez wszystkich kontrowersje. Obejrzałem film, jak i dyskusję redakcyjną po jego zakończeniu. I jedno i drugie było ciekawe. Film, choć z jednoznaczną i mocno zarysowana tezą, okazał się filmem dobrym, świetnie zmontowanym, dynamicznie penetrującym osobowość generała, w rytmie rockowych riffów, co filmowi przydało nowoczesnego uroku.

Sama dyskusja, ze względu na dobór uczestników, była do bólu przewidywalna, acz ciekawa. Dla mnie najciekawszym fragmentem filmu, jak i dyskusji, był wątek antysemickich czystek dokonywanych przez Jaruzelskiego. Otóż, okazało się, że generał nadzwyczaj skwapliwie zdegradował z powodu „przeszkód moralnych” grubo ponad tysiąc oficerów żydowskiego pochodzenia, a ostanie dyspozycje w tej sprawie podpisał na początku lat osiemdziesiątych. Wśród „wyczyszczonych” przez Jaruzelskiego generałów byli także ci, którym zawdzięczał swoją karierę.

 Wydawać by się mogło, że po takich informacjach postępowe dziennikarstwo w osobach Jacka Żakowskiego i Wojciecha Mazowieckiego, które brało udział w dyskusji po filmie, powinno zawyć i rozpalić ogień świętego oburzenia, wezwać na pomoc najtęższe autorytety świata, uznać Jaruzelskiego za persona non grata, ogłosić infamię i śmierć publiczną tak przecież bezwzględnego antysemity. Po programie na czołówkach postępowych gazet powinno stać wielkimi bukwami: „Generał Antysemita!”, „Polski Petain nieosądzony!” czy „Epigon Goebbelsa pobiera polską emeryturę”. A tu proszę, cisza.

Okazuje się, co pokazali w studiu Żakowski i Mazowiecki, że wprawdzie antysemickie rugi Jaruzelskiego były naganne i nieestetyczne, ale na historię należy patrzeć w sposób bardziej zniuansowany (Mazowiecki) i nie oceniać jej tylko przez pryzmat czarno-biały.

Przyznam, że robiło to podłe wrażenie. Oto ewidentny czyn o posmaku rasistowskim, ba wieloletnia i świadoma sekwencja takich czynów, uznawanych przez medialno-polityczny mainstream za zbrodnię i hańbę, tutaj przez przedstawicieli tego mainstreamu zostaje nagle spłycona do nagannego wprawdzie, ale jednak epizodu w chwalebnym życiu towarzysza generała.

Wyobrażają sobie Państwo, co by się działo w mediach redaktorów Mazowieckiego i Żakowskiego, gdyby – dajmy na to – jakiś poseł czy polityk prawicy wyrzucił z pracy ze swojego biura osobę żydowskiego pochodzenia, tylko z uwagi na fakt, że jest Żydem? Czy widzicie Państwo oczyma wyobraźni tytuły gazet, te wszystkie „Teraz My”, „Kropki na i…”, „Uwagi!”, „Tomasze Lisy na żywo”? Te listy otwarte, zgłoszenia do prokuratury, publiczne osądzania od czci i wiary? W przypadku Jaruzelskiego trwa jednak cisza. Cóż, okazuje się, że dobry antysemita, to po prostu nasz antysemita. Ot, samo życie.

Maciej Eckardt

Film można obejrzeć (odcinkami) na Youtube, wystarczy poszukać hasła „towarzysz generał” – z polskim Ł. 

Posted in Polityka | 24 Komentarze »

 
%d blogerów lubi to: