Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Carlos o Wolne tematy (84 – …
    minka o Jastrzębski: Smutna Barbórka
    minka o Jastrzębski: Smutna Barbórka
    minka o Wolne tematy (84 – …
    Tad o Powstanie nowa formacja, po to…
    Orangutan o Jak wymyślono naród żydowski?…
    NC o Najbogatszy człowiek na ś…
    Szczepan Zbigniewski o Powstanie nowa formacja, po to…
    Szczepan Zbigniewski o Jastrzębski: Smutna Barbórka
    minka o Wolne tematy (84 – …
    Szczepan Zbigniewski o Belwederczycy, faszyzm i zbior…
    minka o Wolne tematy (84 – …
    revers o Niemcy staczają się na dn…
    Krzysztof M o Jastrzębski: Smutna Barbórka
    minka o Wolne tematy (84 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 626 obserwujących.

Archive for 23 lutego, 2010

Terror i państwo

Posted by Marucha w dniu 2010-02-23 (Wtorek)

Państwo jako forma zorganizowanej struktury społecznej ewoluuje, czasem rewolucyjnie. Panta rei, co jest nam znane dzięki Heraklitowi, trwa do dzisiaj i nic nie wskazuje na to żeby przestało „płynąć”.

Chciałbym zwrócić uwagę na tę ewolucje w kilku zdaniach, raczej hasłowo, ponieważ na szersze rozważania w tej materii nie ma miejsca w tego rodzaju publikacji.

Idealne lub optymalne, pozytywne cechy na czasy, kiedy takie struktury społeczne powstawały, straciły już dawno te cechy i wymagają zredefiniowania definicji państwa. Próbowali to już specyficzni ideolodzy, których Lenin nazwał „urodzonymi rewolucjonistami” a znani są pod hasłem Marks, lecz zaniechano tego od paru dziesiątek lat w związku z „wielkim novus ordo”, w którym nazwa Komunizm straciła swoje miejsce, lecz nie jego twórcy – „urodzeni rewolucjoniści”.

Inna struktura społeczna która oczywiście także mieści się w „panta rei” jest coś. co znamy pod hasłem „mafia”, bez wnikania w szczegóły rodzaju, wielkości, lub celu w jakim działa i co w niej „płynie”. Ma ona swoja strukturę organizacyjna, administrację, coś co można nazwać prawem, narzędzia, metody, zasady. Nic z tego nie jest jawne, oficjalne, ani nie ma trwałego zapisu, a wiec nie ma potrzeby zaznaczania „ściśle tajne”, lub „tajemnica państwowa”, a także „racja stanu”. Modus vivendi mafii jest bezwzględny terror. Nie ma tam także potrzeby „walki z korupcja” ani kamuflowania się pod hasłem „walki z terrorem czy „walki o pokój”, aczkolwiek prowokacja jest także jedna z wielu innych metod działania.

Współczesne „cywilizowane” państwa rozwinely się i ewoluują dalej w połączonym kierunku tych dwu, nazwijmy to roboczo, struktur. Potężny aparat państwowy, posiadający nieograniczone środki do panowania nad społeczeństwem, dalej je usprawnia w połączeniu z mafijnymi zasadami. Ma spotęgowane możliwości kiedy takie struktury zostają połączone.

Mafia, niewielka grupa osób w powiązaniu z zamaskowanym szerokim zapleczem działająca wewnątrz jakiegoś państwa, napotyka na trudności, które zostają wyeliminowane kiedy sama staje się państwem, szczególnie w stosunkach międzypaństwowych.

O potędze aparatu państwowego i panowaniu nad nie tylko własnym społeczeństwem ale i zsynchronizowanym panowaniem w swoim bloku państw, może świadczyć sprawa wieżowców w Nowym Jork (WTC, wrzesień 2001), zabójstwo Prezydenta Stanów Zjednoczonych jeszcze wtedy Ameryki Pól nocnej i jego brata na najwyższym stanowisku sadowniczym w USA, nie mówiąc o tysiącach działań terrorystycznych mniejszego kalibru, łącznie z tymi aktami terroru które maja otrzymywać społeczeństwo w stanie niewiedzy, bezradności, ułudy.

Niedawna w Polsce sprawa mająca znamiona brutalnego terroryzmu w wykonaniu państwowych organów jako narzędzi ( jednych z wielu narzędzi),  jakimi państwo dysponuje, a jakimi są Policja, sędziowie i prokuratura, na rodzinę pp. Górzynskich w Bielsku Białej, jest przykładem, jak niewiele potrzeba do zamienienia narzędzi majacych służyć, miedzy innymi, przeciwko terrorowi – w narzędzia terroru.

Ostatnio, jako „długie ramie” jakim dysponuje rząd, a wiec państwo, jest przykład 11 zamachowców „Hit Squad”, wysłanych do Dubai z fałszywymi paszportami obcych państw w celu zamordowania na terenie innego państwa członka rządu Palestyny znajdującej się pod okupacja Izraela, co osiągnęli.

http://abcnews.go.com/Blotter/israeli-hit-squad-dubai-police-issue-international-warrants/story?id=9850586&nwltr=blotter_featureHed

Nie pierwszy to wypadek tego typu z pośród bardzo wielu tego rodzaju „długich ramion”, zarówno Izraela jak i USA. Te „długie ramiona” mordują indywidualnie i zbiorowo. Przykładów jest zastraszająca ilość. Być może właśnie po to, żeby terrorem zastraszyć całe inne państwa i zmusić co najmniej do bierności. Przykre ze partycypują w tym kolejne rządy w Polsce.

Podziemny schron przeciwlotniczy w czasie nalotu na Bagdad, mieszczący 1500 cywili, został trafiony specjalna bombą o ogromnej sile przebijania. Prawie wszyscy w nim zginęli.

Ataki na Jugosławię, dwukrotnie Irak, Afganistan – to tylko przykłady połączenia mafii z narzędziami jakimi dysponuje państwo. Nawet ogromnie rozwinięta i rozległa mafia nie jest w stanie przeprowadzać takich akcji bez zagarnięcia tego, czym dysponuje państwo, a tym bardziej grupa państw.

Dołączam film (dosyć długi, ponad godzinny) na temat osiągnięć mafijnych w połączeniu z tym, czym dysponuje aparat państwowy na przykladzie ataku na WTC w Nowym Jorku. Film jest z polskimi tekstami. Jest dość szybki, ale w każdej chwili można go zatrzymać,  jeśli ktos nie nadąża przeczytać.
http://video.google.com/videoplay?docid=2697480328346224247#

Wojciech Wlazlinski, 19. II. 2010

Posted in Polityka | 19 Komentarzy »

Czy Rosja będzie z nami bronić krzyża?

Posted by Marucha w dniu 2010-02-23 (Wtorek)

Prof. Anna Raźny: Czy Rosja będzie z nami bronić krzyża?

To pytanie musi sobie zadać każdy Polak, któremu leży na sercu przyszłość Polski i Europy. Bez chrześcijaństwa, którego najświętszym symbolem jest krzyż, przyszłość ta oznacza utratę tożsamości narodowej i kulturowej Polski, utratę tożsamości Europy. Truizmem jest tutaj przypomnienie, iż chrześcijaństwo utworzyło fundament owej tożsamości, umocniony grecką filozofią antyczną i prawem rzymskim. Najdoskonalszy przejaw jego połączenia z tymi dwoma ostatnimi czynnikami stanowi cywilizacja łacińska. Dała ona Europie i światu trzy związane z sobą kierunki rozwoju umożliwiające zarówno pojedynczej osobie, jak i społeczeństwom oraz narodom osiągnięcie harmonii i pełni. Są to: personalizm, promujący wolność i godność osoby oraz prawo podmiotowe; dobro wspólne w znaczeniu, które nadał temu pojęciu – nawiązując do Arystotelesa – św. Tomasz z Akwinu; solidaryzm, stanowiący sposób konstytuowania relacji międzyosobowych oraz regulowania napięć i dysproporcji społecznych.

Dzięki tym wartościom cywilizacja łacińska stała się podstawą i jedyną gwarancją praw człowieka. Jej naruszenie oznacza transformację praw, zmianę celu i sensu ich istnienia.

Na naszych oczach dokonuje się od pewnego czasu wewnętrzna ich przemiana, spowodowana zanegowaniem cywilizacji łacińskiej i jednoczesnym odrzuceniem jej duchowej siły – chrześcijaństwa. W konsekwencji osławione prawa przestały służyć ludziom, stały się natomiast elementem walki politycznej, a nade wszystko instrumentem światowych trendów i ideologii. Wykorzystywane są nade wszystko przez ideologów globalizmu politycznego, gospodarczego, ekonomicznego, kulturowego, stosujących wyrafinowane techniki manipulacji i perswazji, upowszechniane przez media.

Czy internauta będzie karany za publikowanie takich wizerunków?

Przodują pod tym względem Stany Zjednoczone, odwołujące się w swej globalnej polityce i towarzyszących jej wojnach prewencyjnych nie tylko do praw człowieka, ale również do demokratyzacji świata. Prawa człowieka są wykorzystywane również w procesie ujednolicania rynków, znoszenia barier w handlu międzynarodowym, w kształtowaniu globalnego przekazu informacji, w umasowieniu migracji, komercjalizacji dóbr o charakterze duchowym, upowszechnieniu ideologii konsumeryzmu (makdonaldyzacja społeczeństwa). Wystarczy w tym miejscu przypomnieć czołowe podmioty tych procesów – instytucje światowe, działające wbrew podstawowym zasadom cywilizacji łacińskiej: Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Światową Organizację Handlu. Są one ośrodkami kształtowania nowego ładu planetarnego, którego celem jest utworzenie jednolitego organizmu kierującego światem (rządu) i ponadnarodowego, multikulturowego społeczeństwa, stanowiącego zbiorowisko anonimowych, pozbawionych jakichkolwiek właściwości jednostek.

Współczesne megatrendy i ideologie światowe powodują rozpad państw i wspólnot narodowych, zanik tożsamości narodowej, dezintegrację społeczną i osobową, konflikty etniczne i rasowe, separatyzmy, zanik kultury narodowej i lokalnej, wzrost bezrobocia, dysproporcje kapitałowe, pauperyzację rozwijających się społeczeństw.

Europa mogłaby się temu oprzeć, stawiając czoła ideowym podstawom negatywnych trendów – fanatyzmowi politycznej poprawności, skrajnemu liberalizmowi i kulturze postmodernizmu – promujących antywartości, wojujący ateizm, walkę z chrześcijaństwem. Mogłaby uratować siebie przed cywilizacyjnym unicestwieniem, podejmując swoje duchowe dziedzictwo i sięgając do swych religijnych korzeni. Tymczasem jej najważniejszy i najsilniejszy podmiot polityczny – Unia Europejska – nie tylko nie czyni tego, ale wydaje wojnę chrześcijaństwu.

Pierwszym etapem tej wojny jest rozpoczęta walka z krzyżem. Jej fundament prawny stanowi przyjęty przez wszystkie państwa członkowskie Unii Traktat Lizboński, odrzucający odwołanie do Boga i wartości chrześcijańskich. Sejm RP, godząc się na Traktat, a Prezydent Lech Kaczyński, podpisując go, wzięli na siebie polityczną i moralną odpowiedzialność za sankcjonowanie walki z chrześcijaństwem i kształtowanie odciętej od przeszłości Europy. Podjęta w Unii walka z krzyżem stanowi wyzwanie nie tylko dla każdego katolika, ale również chrześcijanina. W obronie krzyża nie powinno nas nic dzielić – ani różnice konfesyjne, dogmatyczne i eklezjologiczne, ani narodowościowe. Europa potrzebuje naszej chrześcijańskiej jedności w obronie krzyża, a więc również jedności polskich katolików i rosyjskich prawosławnych.

Wspólna obrona krzyża jest nie tylko możliwa, ale wręcz konieczna. Ona też może stanowić najważniejszy krok w kierunku pojednania naszych narodów. Jest to zadanie, które powinniśmy podjąć. Nasz rzekomo największy sojusznik – Stany Zjednoczone – nie jest zainteresowany umocnieniem Europy i jej odrodzeniem religijnym. Przeciwnie, łatwiej mu będzie nadal nad dominować nad nią rozbitą duchowo, pozbawioną silnego fundamentu aksjologicznego, cofającą się przed napierającym islamem. To supermocarstwo światowe, wykorzystujące dla swego globalizmu ideę demokratyzacji świata oraz ideę obrony praw człowieka jest głuche, gdy są one łamane w odniesieniu do chrześcijan, gdy ich tysiące są każdego roku zabijane z powodu nienawiści religijnej.

Stany Zjednoczone, niezależnie od tego czy rządzą nimi demokraci, czy konserwatyści nie są sojusznikami chrześcijaństwa ani w Europie, ani w świecie. Sojusznikiem może być Rosja, która przestała być stolicą światowego ateizmu i powróciła do prawosławia oraz jego wartości. Pod warunkiem, że odrzuci kuszącą ją na nowo ideę Moskwy Trzeciego Rzymu, konfliktującą ją z Watykanem, ale nade wszystko wykorzystywaną w przeszłości dla celów czysto imperialnych.

Przewodnikiem na drodze zbliżenia polskich katolików i prawosławnych rosyjskich powinien być Benedykt XVI, który zaangażował się mocno i skutecznie w autentyczny dialog miedzy Kościołem Katolickim i Cerkwią Rosyjską. Dobrym znakiem dla pojednania religijnego i narodowego powinny być znaczące wydarzenia, zainspirowane przez stronę rosyjską. Nade wszystko przemilczana przez polskie media wizyta w Częstochowie delegacji mnichów prawosławnych z klasztoru pod Ostaszkowem, jaka miała miejsce w dniach 26-28 września 2009 roku. Mnisi odebrali na Jasnej Górze kopię obrazu Madonny Częstochowskiej, którą mają umieścić we wznoszonej na terenie ich klasztoru kaplicy ku czci Matki Bożej i dla upamiętnienia polskich jeńców wojennych, więzionych tutaj w czasie II wojny światowej, zamordowanych w Twerze i pochowanych w Miednoje.

Równie znaczącym wydarzeniem była wizyta, jaką złożył 28 stycznia br. sekretarzowi generalnemu Konferencji Episkopatu Polski, biskupowi Stanisławowi Budzikowi, igumen Filip Riabik, zastępca arcybiskupa Hilariona Ałfiejewa, przewodniczącego Wydziału Stosunków Zewnętrznych Patriarchatu Moskiewskiego. Celem wizyty była potrzeba chrześcijańskiego świadectwa we współczesnym świecie oraz omówienie relacji między Kościołem Katolickim w Polsce i Cerkwią Prawosławną w Rosji.

Jest więc przygotowywany grunt do wspólnego działania. Gorzej ze świadomością potrzeby takiego działania, zarówno w Polsce, jak i w Rosji. Przygotowanie świadomości polskiego i rosyjskiego społeczeństwa mogą utrudniać nie tylko politycy, ale również środowiska opiniotwórcze i media – w ogromnej mierze podlegające politycznej poprawności, nie zainteresowane przyszłością cywilizacyjną i duchową Europy, popierające zachodzące w niej negatywne procesy.

W Polsce wspólną z rosyjskimi prawosławnymi obronę zwalczanego w Europie krzyża utrudniać będą nie tylko fanatyczni zwolennicy obecnego kształtu Unii Europejskiej oraz jej ustawy zasadniczej – Traktatu Lizbońskiego – ale również silne lobby amerykańskie, które kreuje naszą politykę wobec Rosji. Politykę transatlantycką, antyrosyjską. Taki charakter będzie ona miała tak długo, jak długo będą się z nim zgadzali polscy katolicy. Stanęli bowiem przed następującą alternatywą: albo będą nadal godzić się na dyktat Brukselii Waszyngtonu w sprawach religii, albo pójdą za Ojcem Świętym i głosem sumienia, które podpowiada wspólną z Rosją obronę krzyża w Europie i świecie.

Tekst ukazał się w: Aspekt Polski, nr 148, luty 2010 r

Posted in Kościół/religia | 18 Komentarzy »

Zapomniana historia Stanisława Helskiego

Posted by Marucha w dniu 2010-02-23 (Wtorek)

PRL-owski gołąbek pokoju i kamień z Kobylej Głowy

TVP1 pokazała w poniedziałek 1 lutego 2010 film dokumentalny pt. „Towarzysz Generał”, autorstwa Grzegorza Brauna i Roberta Karczmarka. Film przedstawia drogę zyciową Wojciecha Jaruzelskiego. Po filmie odbyła się dyskusja prowadzona przez red. Rafała Ziemkiewicza, z udziałem publicystów Jacka Żakowskiego, Wojciecha Mazowieckiego, Piotra Zaremby i Łukasza Warzechy.

Jako mój głos w dyskusji przedstawiam artykuł napisany 12 października 1994 na prośbę sekretarza redakcji „Gazety Polskiej”. Tekst nie został dopuszczony do druku.

Stanisław Helski

We wtorek 11 października 1994, ok. godziny 16.00, w księgarni na Placu Legionów we Wrocławiu miało miejsce zdarzenie, które bulwersowało opinię publiczną przez kilka dni.

Stanisław Helski, 65. letni rencista-rolnik, uderzył Wojciecha Jaruzelskiego kamieniem w twarz. Działo się to, gdy gen. Jaruzelski promował swoją najnowszą książkę i rozdawał autografy. Środki masowego przekazu doniosły, że Helski uderzył Jaruzelskiego cegłą, ale nie była to żadna cegła, tylko symboliczny kamień z jego pola , który przywiózł specjalnie, ukryty w „pederastce”.

Naturalnie, oficerowie BOR ochraniający Generała, błyskawicznie obezwładnili rencistę, który nie próbował ani się bronić, ani uciekać, obdzielając go przy okazji kolorowymi wyzwiskami typu „gnoju, świnio, bydlaku, zdechniesz na śmietniku” itp.

Poszkodowanego Generała bezzwłocznie odwieziono do szpitala, jak się wydaje obrażenia nie są zbyt poważne. Natychmiast też, jak prawdziwy gołąbek pokoju i przykładny katolik, Generał wielkodusznie wybaczył ten okropny czyn swojemu napastnikowi, który „nie wiedział co czyni”.

Napastnik, niestety, nie wykazał podobnie chrześcijańskiego ducha – ani miłosierdzia ani skruchy – i wręcz oświadczył, że przebaczać nie ma zamiaru. Noc spędził w areszcie, oczekuje go proces karny na podstawie art.156 kk, zagrożony karą od 6 miesięcy do 5 lat więzienia. Wielkoduszność Generała nie zrobiła na nim najmniejszego wrażenia. Odpowiada, że w moralności chrześcijańskiej (jeśli Generał Jaruzelski chce pozować na chrześcijanina) istnieje wymóg zadośćuczynienia. Gdyby Generał zamiast „przebaczania” był gotów zadośćuczynić za wyrządzone zło, wówczas byłby gotów rozważyć zmianę swego stanowiska.

Nie ma potrzeby przedstawiać ofiary tego incydentu, gen. Jaruzelskiego, aczkolwiek gdy rozjeżdża on po Polsce rządową limuzyną pod ochroną BOR, zbiera honoraria za swoje książki i rozdaje autografy, uśmiechając się kordialnie zza ciemnych okularów do ludzi o krótkiej pamięci – warto przypomnieć, że to ten sam człowiek, który 24 lata wcześniej kazał strzelać do bezbronnych robotników udających się do pracy w Gdańsku, a 11 lat później wysłał czołgi na ulice przeciwko swojemu narodowi. „Są w Ojczyźnie rachunki krzywd” , które w żadne sposób nie zostały wyrównane.

Nie ulega wątpliwości, że wielkoduszny Generał już dawno przebaczył matkom, których synowi zostali zabici w wyniku jego rozkazów, a także wybaczył Polsce za wiele cierpień, które jej przysporzył podczas swego długiego panowania.

Ale Polska? Czy też już przebaczyła? Czy zgodziła się już przekazać wszystko „historii” lub puścić w niepamięć? Gdy wciąż żyje jeszcze mnóstwo ludzi, którzy bezpośrednio doświadczyli „dobrotliwości” i miłosierdzia Generała?

Kim jest wrocławski napastnik i jaki zły los, kazał mu podnieść kamień z jego pola, jechać do dalekiego Wrocławia, napadać na tak życzliwie usposobionego Generała i jeszcze krzyczeć „nie wybaczam!”?

Stanisław Helski, chłop z chłopów Zamojszczyzny, to człowiek hardy, twardy i dumny. Bo trzeba być twardym i dumnym, żeby w wieku 15 lat pójść do lasu i dołączyć do partyzantów, trzeba być hardym i dumnym, żeby uciec z pociągu wiozącym go do Majdanka. Trzeba być hardym i dumnym, żeby odkupić od PGR ziemię nieuprawianą przez 15 lat, ze zrujnowanymi zabudowaniami i zamienić to wszystko, w ciągu kilku lat w kwitnące gospodarstwo.

Stanisław Helski sam jeden był w stanie hodować stado 250 byczków – ok.60 ton wyśmienitej wołowiny, wystarczającej do miesięcznego pokrycia kartkowego zapotrzebowania miasta średniej wielkości! 60 kwintali pszenicy jaką zbierał z jednego hektara Helski to było dwa razy tyle ile wynosiła średnia krajowa!

Helski był nie tylko chłopem hardym i dumnym, który nie dawał łapówek, ale też nie zginał karku przed sekretarzami i naczelnikami. Był świetnym gospodarzem i do niego zjeżdżały pielgrzymki rolników z całej Polski, aby zobaczyć, jak on to robi? Skąd czerpał siłę i upór, żeby to wszystko robić w panującej wówczas atmosferze nieustannych szykan, wygarbowanych na plecach każdego polskiego chłopa, w codziennej szarpaninie o sznurek do snopowiązałki, o każdy kilogram nawozu itd. itp.?

Ale Stanisław Helski miał dość szykan i handryczenia się ze skorumpowanymi urzędnikami. Gdy stoczniowcy Gdańska rozpoczęli strajk, „ruszył w Polskę” i zawiązał Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Rolników Województwa Wałbrzyskiego. Razem z takim chłopami jak Bracia Bartoszcze, Stanisław Janisz utworzył organizację pod nazwą „Solidarność Chłopska” i został członkiem Krajowego Komitetu Koordynacyjnego Chłopskich Związków Zawodowych. Gdy Generał Jaruzelski odmówił zgody na ich zarejestrowanie zorganizował w lutym 1981 głodówkę chłopów w kościele p.w. Świętego Jakuba w Świdnicy. Do momentu ogłoszenia Stanu Wojennego z pasją usiłował zorganizować opór ludowy.

Dzisiaj Generał Jaruzelski publicznie „przebacza”, ale pod osłoną Stanu Wojennego inaczej próbował złamać hardego chłopa: w maju 1982, gdy Helski przygotowywał swoje pola pod uprawę rzepaku, wysłał tam batalion 14 traktorów, pod osłoną milicji, aby przymusowo zasiać tam jęczmień! Miało to miejsce w Sudetach, gdzie według słów pisarza Józefa Kuśmierka, jest więcej ziemi leżącej odłogiem, niż ziemi uprawnej w całej Norwegii! I z tych tysięcy hektarów leżących odłogiem Generał nakazuje przymusowo zagospodarować tych kilkanaście hektarów Helskiego! I, naturalnie, na jego koszt, ponieważ razem z milicją przybył i prokurator, który nakazał natychmiast zająć i zlicytować sprzęt i maszyny Helskiego, w tym budzący zawiść sąsiadów nowoczesny traktor. Trzeba było zapewnić, ze Helski już nie będzie miał środków na prowadzenie swojej destrukcyjnej działalności.

Jak na tę napaść zareagował chłop? No cóż, wziął bronę i tą broną wybronował dopiero co zasiany jęczmień.

Jak zareagował Generał? Starego Helskiego do więzienia, a młodego do wojska! ” Żegnajcie pola i chaty, skazany chłop poszedł w sołdaty” – pisze na ścianie swego domu Robert Helski, a „tajemnicze ręce”, nocą, próbują ten napis zamalować. W więzieniu, Stanisław Helski, ciężko pobity pałkami przez strażników, traci zęby i zdrowie. Odwożą go do więziennego szpitala, tam zamieniają mu więzienie na internowanie. Toczy się absurdalny proces karny, w którym sprawa trzykrotnie trafia na wokandę Sadu Najwyższego. Sąd Najwyższy, podobnie jak Generał Jaruzelski, „wybacza” niedobremu chłopu i dwukrotnie zarządza amnestię! Ta amnestia jest po to, żeby Helski nie mógł dochodzić swoich strat przed sądem cywilnym.

Do końca roku 1987 zawzięty i niewybaczający chłop toczy walkę z sądami Generała Jaruzelskiego domagając się unieważnienia nakazu administracyjnego obsiania jego pola, jako niezgodnego z prawem. Niestety, jak to sam głośno stwierdza przed Naczelnym Sądem Administracyjnym w Warszawie „klucze z Moskwy jeszcze nie nadeszły”. Przepracowany batalion sędziów i prokuratorów ( w sprawie Helskiego wyrokowało ok. 40 sędziów!) został wplątany w poszukiwanie formuły prawnej sankcjonującej oczywiste bezprawie.

Helski apeluje do Rzecznika Praw Obywatelskich, apeluje do Sejmu: domaga się postawienia Generała Jaruzelskiego przed Trybunałem Stanu! A Generał wielkodusznie wybacza! On tylko oczekuje, ze Helski i jego rodzina, chodząc po pustych polach i zrujnowanym gospodarstwie uzna w końcu jego dobroć i wielkoduszność!

Dwa lata wcześniej, w tej samej księgarni, Chłop i Generał stanęli po raz pierwszy twarzą w twarz. Generał, podobnie jak feralnego wtorku, podpisywał książkę i rozdawał autografy. Stanisław Helski podszedł do stołu.”A gdzie książka?” – zapytał uśmiechnięty Generał. „Nie stać mnie na książki, od kiedy mnie pan zrujnował” – padła mało dyplomatyczna odpowiedź. Generał potraktował ją jako żart: „Ach, nie szkodzi, oto prezent dla pana” i ręka zamachnęła się do podpisu. „Pański podpis nie jest mi dzisiaj potrzebny. Potrzebowałem go w roku 1982. Dzisiaj ja panu przyniosłem coś z moim podpisem”. I wręczył zdumionemu Generałowie petycję do Sejmu, datowaną w roku 1986, domagającą się postawienia Jaruzelskiego przed Trybunałem Stanu.

Minęły dwa lata. Generał nie znalazł czasu, żeby odpowiedzieć na oskarżenia chłopa, którego zrujnował i zniszczył, sprowadzając jego rodzinę do skrajnego ubóstwa. Cóż by to było, gdyby Jaruzelski nagle zaczął odpisywać tym wszystkim Polakom, którzy czynią go odpowiedzialnym za ich parszywy los? Czy miałby wówczas czas na „wieczory autorskie”, „promocje” i odgrywanie roli „Europejczyka”? To znacznie łatwiej i wygodniej WYBACZYĆ wszystkim, a samemu zająć się fałszowaniem historii, na której sąd można się spokojnie oddać.

Stanisław Helski nie ma zaufania do werdyktu historii tworzonej przez Generała Jaruzelskiego. Tylko wtedy, gdy już wyczerpał WSZELKIE MOŻLIWE DROGI PRAWNE, postanowił w tak dramatyczny sposób zaprotestować przeciwko demonstracji cynizmu i pogardy dla milionów Polaków, jaką okazuje człowiek, na którego rękach jest krew wielu ludzi oraz ruina i bieda tysięcy. Kamień z Kobylej Głowy miał tylko uzmysłowić Generałowi, że nie wszyscy Polacy już o wszystkim zapomnieli, że jest jeszcze wiele rzeczy, o których oni pamiętają, a o których Wojciech Jaruzelski dawno zapomniał w swoich książkach.

P.S. Stanisława Helskiego pochowaliśmy na cmentarzu w Kobylej Głowie w lipcu 2004.
Źródło: http://jerzyprzystawa.salon24.pl/

Wnuczka Pana S. Helskiego Zuzanna Helska rozpoczęła publikację materiałów źródłowych przedstawiajacych historię walki swgo dziadka o sprawiedliwość:
http://stanislawhelski.salon24.pl/155891,wniosek-stanislawa-helskiego

Posted in Polityka | 25 Komentarzy »

Reforma reformy, czyli opamiętanie?

Posted by Marucha w dniu 2010-02-23 (Wtorek)

List stowarzyszenia Paix Liturgique z dnia 22 lutego 2010
http://www.paixliturgique.pl

Reforma reformy – drugi cel Motu Proprio
 *Rosnąca dostępność książki ks. Nicoli Buxa zatytułowanej „Reforma Benedykta XVI” [1] jest okazją do przeniesienia naszej uwagi ze spraw dotyczących realizacji zaleceń Motu Proprio « Summorum Pontificum », na kwestię „reformy reformy” zainicjowanej przez Biskupa Rzymu w dziedzinie liturgii oraz na relację, która stopniowo winna się konstytuować między dwiema formami rytu rzymskiego.
* Pierwsza intencja Motu Proprio « Summorum Pontificum » jest jasna: stworzenie warunków pozwalających na odprawianie mszy tradycyjnej we wszystkich tych parafiach, w których istnieje na nią zapotrzebowanie. O MP dopiero wówczes można będzie powiedzieć, że rzeczywiście zostało wprowadzone w życie, gdy w katedrze warszawskiej, poznańskiej czy łódzkiej ujrzymy mszę niedzielną odprawianą w rycie zwyczajnym o godzinie 10, w nadzwyczajnym o godzinie 11, lub odwrotnie. Jednym słowem: w kwestii wprowadzenia w życie MP tkwimy dziś nadal w punkcie wyjścia.

A – Projekt „reformy reformy”
* Druga intencja MP, choć nie nazwana wprost, jest nie mniej oczywista zarówno w świetle wcześniejszych pism kardynała Ratzingera na ten temat, jak i życzenia sformułowanego w tekście z 2007 roku: życzenia „wzajemnego ubogacania się” obu rytów, które odtąd współistnieją oficjalnie. Ubogacanie: wszyscy wiedzą, że w sposób najbardziej oczywisty „bogatą” formą jest ta, której dziedzictwo sięga dziesięciu wieków nieprzerwanej tradycji (a nawet siedemnastu stuleci, jeśliby wziąć pod uwagę zasadniczą jej część – Kanon) a której wartość doktrynalna i rytualna jest co najmniej porównywalna do wartości innych wielkich liturgii katolickich. W swoim dziele ks. Nicola Bux pisze: „Studium porównawcze dowodzi, że w swej formie przedsoborowej liturgia rzymska była dużo bliższa liturgii wschodniej niż obecna liturgia”. Dlatego też nikt poważnie nie myśli zaprzeczać, iż formą, która powinna zostać ubogacona/przekształcona w pierwszym rzędzie, jest liturgia naprędce skonstruowana przed czterdziestu laty, gdyż, jak podkreśla Nicola Bux : „Trzeba przyznać, że mszy Pawła VI daleko jest pod względem zawartości do tego, co zawiera mszał św. Piusa V”.

Tak właśnie zrodził się zwyczaj nazywania „reformą reformy” projektu ubogacenia/przekształcenia reformy Pawła VI, w celu uczynienia jej bardziej tradycyjną co do treści i co do formy. O ile przesadą byłoby twierdzenie, że reforma reformy leży jedynie w sferze pobożnych życzeń, o tyle też trzeba mieć świadomość, że znajduje się ona – trochę jak forma nadzwyczajna – dopiero w swym początkowym stadium.

Odnośnie tego mającego nastąpić procesu nasuwają się dwie uwagi wstępne:

1. Reforma reformy, jak wskazuje samo wyrażenie, dotyczy wyłącznie reformy Pawła VI. W żadnej mierze nie zakłada ona, możliwego „równoległego”, przekształcenia formy tradycyjnej rytu. Obu tych form nijak nie da się porównać pod względem odniesienia do tradycji, ani też pod względem ich struktury rytualnej. Manipulowanie przy rycie tradycyjnym byłoby prawdziwym samobójstwem, na którym stracilibyśmy wszyscy – w ten sposób reformie reformy przetrącony zostałby kręgosłup – i zresztą pomysł ten kardynał Ratzinger przezornie i otwarcie swego czasu odrzucił.[2]

2. Ponadto, celem reformy reformy nie jest za pomocą serii reform z użyciem praw i dekretów ustanowienie trzeciego mszału, jako pośredniego rozwiązania między mszałem trydenckim a nowym mszałem (który zresztą bardziej stanowi jakiś nieokreślony zbiór, różnorodny i podlegający zmianom, niż ‚mszał’ w tradycyjnym znaczeniu). Wczoraj kardynał Ratzinger, dziś papież Benedykt XVI, wzdraga się przed uruchomieniem mechanizmu autorytarnych i ustawicznych reform, podobnego temu – tyle, że w odwrotnym kierunku – czym było wprowadzenie reformy Pawła VI. Chodzi raczej o zapoczątkowanie procesu stopniowego zbliżania i orientowania mszału Pawła VI w stronę mszału tradycyjnego, czemu zresztą nie stoi na przeszkodzie charakter nowej liturgii łatwo poddającej się dowolnemu modelowaniu: paradoksalnie, jej nienormatywny charakter pozwala przeniknąć w nią normie tradycyjnej, której tam brakuje. Można się skąd innąd zastanawiać, czy u zwieńczenia tego procesu jej znaczenie będzie wykraczało poza funkcję wprowadzenia w liturgię tradycyjną?

B – Książka Nicoli Buxa
Istotne znaczenie publikacji tej książki wynika przede wszystkim z wagi osoby autora. Ks. Nicola Bux, profesor liturgiki i sakramentologii w Instytucie Teologii Ekumeniczno-Patrystycznej w Bari, we Włoszech jest konsultantem Kongregacji Nauki Wiary i Kongregacji do spraw Świętych jak też Urzędu Papieskich Celebracji Liturgicznych, doradcą magazynu /Communio/, autorem licznych publikacji (nota bene: /Il Signore dei Misteri. Eucaristia e relativismo/, Cantagalli, 2005) oraz licznych artykułów (A soixante ans de l’encyclique Mediator Dei de Pie XII, débattre sereinement sur la liturgie, Osservatore Romano, 18 listopad 2007). Jest on również jednym z najbardziej wpływowych zwolenników reformy Pawła VI.

Można by w kontekście jego osoby zacytować wiele nazwisk, jak o. Alcuin Reid OSB (/The Organic Development of the Liturgy/, Saint Michael’s Abbey Press, Londyn, 2004), ks. Michael Lang (/Se Tourner vers le Seigneur/, Ad Solem, 2006), ks. Nicola Giampietro (publikacja pamiętników kardynała Antonellego, Apoc 2004), ks. bp Athanasius Schneider (/Dominus Est – Riflessioni di un Vescovo dell’Asia Centrale sulla sacra Comunione/, Libreria editrice vaticana, 2008), o. Aidan Nichols OP (/Liturgie et modernité/, Ad Solem, 1998), czy też ks. Mauro Gagliardi (/Liturgia, Fonte di Vita/, Fede&Cultura, 2009). Nie wolno tutaj zapomnieć o inicjatywach promowanych przez księdza Manelli oraz Franciszkanów Niepokalanej, i oczywiście o codziennej działalności znamienitych prałatów, jak arcybiskup Ranjith, arcybiskup Burke, kardynał Cañizares, etc.

I tak, w zależności od wydania, książkę ks. Buxa opatrzono trzema różnymi redakcjami wstępu; do wydania włoskiego wstępem napisanym przez słynnego dziennikarza włoskiego, Vittorio Messoriego (tego, który zrealizował wywiad z kardynałem Ratzingerem pt. /Raport o stanie wiary/), do wydania francuskiego – przez ks. Marca Aillet, biskupa Bayonne, a do wydania hiszpańskiego – przez Prefekta Kongregacji Kultu Bożego, kardynała Cañizaresa we własnej osobie.

Według Nicoli Buxa kryzys, który dotknął liturgię rzymską wynika z faktu, że przestała się ona koncentrować na Bogu i oddawaniu Mu czci, a skupia się na człowieku i na wspólnocie. „Na początku jest uwielbienie, a więc Bóg (…). Kościół ma swoje źródło w uwielbieniu, w misji chwalenia Boga”, jak o tym pisał Józef Ratzinger (/L’ecclesiologia della Constituzione «Lumen gentium» w: „Il concilio Vaticano II. Recezione e attualità alla luce del Giubileo”/, Cinisello Balsamo 2004, str. 132). Kryzys liturgii rodzi się w chwili, gdy przestaje ona być aktem uwielbienia, gdy zostaje zredukowana do celebracji w partykularnej wspólnocie, w której kapłani i biskupi miast być szafarzami, to znaczy sługami, stają się „liderami”. Dlatego właśnie dziś „ludzie wymagają stale większego szacunku, po to, by zagwarantowana została osobista przestrzeń ciszy z uwagi na wewnętrzne uczestnictwo wiary w świętych tajemnicach”.

Trzeba więc ponownie nauczyć kler, rozdarty w kwestiach sprawowania praktyk i świadomości spraw kultu, że liturgia jest rzeczą świętą i boską, że zstępuje z góry jak z niebieskiego Jeruzalem w księdze Apokalipsy. „W tym kontekście trzeba by się poważnie zastanowić, dlaczego, wbrew pozorom, językom narodowym nie udało się ostatecznie uczynić liturgii bardziej zrozumiałą”. Stosowne byłoby ponowne przyuczenie kapłana do sprawowania świętych misteriów in persona Christi w Kościele, jako że jest on ich szafarzem, nie zaś tym, kim się stał – animatorem zgromadzenia, zamkniętego i skupionego na sobie.

C – Projekt reformy reformy: oddziaływanie raczej poprzez przykład niż drogą rozwiązań prawnych
Pomimo powagi oceny sytuacji dokonanej szczególnie przez ks. Buxa i generalnie przez „ludzi papieża”, ściśle zbieżnej z myślą Ojca Świętego w tej dziedzinie, ani on, ani oni nie chcą praw czy dekretów, które na sposób właściwy dokumentom z czasów Bugniniego, stanowiłyby próbę przebudowania wszystkiego w sposób autorytarny. Pomimo że w sprawach liturgii Kościół głęboko dziś niedomaga, preferują zastosowanie łagodnych środków, czyli dawanie przykładu: na pierwszym miejscu stoi przykład Biskupa Rzymu, następnie biskupów, którzy za osobą papieża również zechcą dać przykład.

Tak oto Benedykt XVI mobilizuje, mnożąc korekty, które owszem mogą wydać się zupełnie detaliczne, jednak liturgia z wielu takich właśnie detali jest złożona. Można tu zacytować choćby niezwykle godny sposób sprawowania liturgii pontyfikalnej; piękno ornatów z zakrystii Świętego Piotra, których używa na nowo ceremoniarz papieski ks. Prałat Guido Marini; ustawienie przy ołtarzu wielkich kandelabrów, które zacierają teatralny efekt celebrowania „twarzą do wiernych”; a nade wszystko, podawanie komunii w pozycji klęczącej i na język.

Kolej na biskupów, by czynili podobnie w czasie publicznego celebrowania liturgii. Wiadomo również, że kardynał Carlo Caffarra, arcybiskup Bolonii, jeden z mocniejszych filarów liturgicznych episkopatu Włoch, ogłosił w ostatnim czasie drogą wydanego rozporządzenia z 27 kwietnia 2009 roku, że „mając na uwadze częstotliwość sygnalizowanych przypadków niegodnego zachowania podczas przyjmowania Komunii świętej”, podejmuje decyzję „iż począwszy od dnia dzisiejszego w kościele metropolitalnym S. Pietro, w bazylice S. Petronio oraz w sanktuarium B.V. de San Luca w Bolonii, wierni otrzymywać będą Hostię Świętą wyłącznie z rąk kapłana, bezpośrednio na język”. [O możliwości występowania nadużyć, a nawet świętokradztwa przy otrzymywaniu Komunii Św. na rękę alarmowano od wielu lat – admin]

Ze swej strony ks. bp Schneider i podobnie Don Mauro Gagliardi [3] proszą, by wyraźnie przypominać, iż „zwyczajnym” sposobem przyjmowania komunii jest komunia do ust i że komunia na rękę jest zaledwie formą „tolerowaną”, nawet jeśli przez jakiś dłuższy czas występuje bardziej powszechnie. Ta ich zachęta ma istotne znaczenie dla odradzania się wiary w rzeczywistą obecność. Respekt dla tego, co boskie i święte wyraża się w znakach szacunku, mówi dalej ks. Bux.

Ponadto inne jeszcze wątki stale powracają w wypowiedziach zwolenników reformy reformy, można tu zacytować:

1. Zachętę do ograniczania liczby koncelebransów, a nawet ilości mszy koncelebrowanych: „gdy te [liturgie koncelebrowane] stają się zbyt częste, funkcja pośrednicząca każdego z kapłanów nie jest jako taka wyraźnie widoczna”.

2. Stopniowe dążenie do ograniczenia mnożących się części zmiennych mszy (pod uwagę brane są tutaj modlitwy eucharystyczne, niektóre dogmatycznie wątpliwe).

3. Wprowadzenie na powrót niektórych elementów formy nadzwyczajnej, które wzmagają poczucie sakrum i postawę uwielbienia, jak gesty przyklęknięcia, całowania ołtarza, starożytny wielokrotny gest znaku krzyża na Kanonie: „Sakrum wyraża się również w znaku krzyża i geście przyklękania” (N. Bux).

4. I wiele innych spraw, jak przypomnienie, że pocałunek pokoju jest gestem sakralnym nie zaś wyrazem mieszczańskiej uprzejmości; masowy powrót do zastosowania języka łacińskiego w liturgii, itd.

Wreszcie i przede wszystkim kwestia, jak nie ustawać w zachętach wobec kapłana, by celebracja odbywała się w kierunku do Pana (ołtarza), przynajmniej podczas ofertorium i modlitwy eucharystycznej. „Najbardziej widoczną zmianą wprowadzoną przez reformę liturgii, pisze ks. Bux, była zmiana polegająca na zwróceniu kapłana w stronę wiernych”. W świetle tych słów można więc słusznie mniemać, że reforma reformy realnie wejdzie w życie, gdy papież i biskupi zaczną wszyscy celebrować ad Dominum.

D – Szczytowy punkt projektu reformy reformy
W swojej książce Nicola Bux stwierdza, że kluczowym elementem nowej liturgii, w kształcie, w jakim wyszła ona z „laboratoriów” Bugniniego – autora reformy liturgicznej – jest dostosowanie do świata. W tym też względzie jego pogląd najbardziej się radykalizuje, podobnie zresztą jak pogląd zwolenników reformy reformy: istotą liturgii katolickiej jest być „niczym nieustająca krytyka adresowana przez Kościół do świata, który ze swej strony stale próbuje skłonić Go, by do niego przynależał”. A zatem, nie można zapominać, iż rewolucja nie jest reformą: „Nie wolno rozumieć reformy jako próby rekonstrukcji służącej gustom jakiejś określonej epoki”.

Stąd też ks. Bux cytuje i opatruje obfitym komentarzem „Krótką analizę krytyczną Novus Ordo Missae”, opublikowaną na zakończenie Soboru przez kardynałów Ottaviani i Bacci. „Ubolewali, jak przypomina przyłączając się do zdania dwu włoskich kardynałów, nad brakiem zwyczajnego celu mszy, znaczy ofiary przebłagalnej.” Trzeba być w istocie ślepym, by nie zauważyć, że na skutek wprowadzenia nowego rytu do mszy następuje w niej de facto rodzaj immanentyzacji orędzia chrześcijańskiego: dogmat o ofierze przebłagalnej, uwielbienie rzeczywistej obecności Chrystusa, specyfika hierarchicznego kapłaństwa i ogólnie charakter sakralny celebracji eucharystycznej nie są w niej równie wyczuwalne, jak to ma miejsce w rycie tradycyjnym. Dlatego ponownie nabierają dziś mocy starania, by do nowego mszału powróciły modlitwy wyrażające najlepiej sens ofiarny mszy, czyli jej znaczenie jako ofiarowanie (por. manifest, jakim była w tej dziedzinie książka o. Paula Tirota, benedyktyna : /Histoire des prières d’offertoire dans la liturgie romaine du VIIe au XVIe siècle/, Edizione Litugiche, 1985).

O ile więc istnieje jakakolwiek rzecz, co do której mimo wszystko wolno się spodziewać, że zyska wyraz prawny przyczyniający się do rozwoju projektu reformy reformy, jest nią niewątpliwie właśnie to: możliwość wprowadzenia do celebracji w rycie zwyczajnym modlitw z tradycyjnego Ofertorium rzymskiego.

W sumie, gdyby plan taki rzeczywiście ujrzał światło dzienne, można by w końcowym efekcie uzyskać sytuację przeciwną do sytuacji z lat 1965 i 1969: owemu okresowi brutalnych transformacji, gdy wszelkie zmiany miały charakter „postępowy”, mógłby dziś odpowiedzieć echem czas łagodnej ewolucji, w którym wszelkie zmiany zmierzałyby ku resakralizacji.

Takie wprowadzenie w życie reformy reformy byłoby tym razem naprawdę reformatorskie, w tradycyjnym, i bardzo wymagającym!, rozumieniu słowa „reforma”. Odbywałaby się ona na zasadzie „kontaminacji” kultu, by posłużyć się terminologią historyków, stosowaną wtedy, gdy mowa o wpływie jednej liturgii na inną: chodziłoby tutaj o „krzyżowanie” nowej liturgii z liturgią tradycyjną.

Właściwie można by nawet twierdzić, że w dłuższej perspektywie forma nadzwyczajna jest jedyną szansą ocalenia formy zwyczajnej, właśnie poprzez działania wpływające na zmniejszenie jej zwyczajności. Mogłaby się wtedy stać etapem przejściowym, drogą prowadzącą do liturgii nadzwyczajnej. Tak czy inaczej, w żaden sposób nie konkurowałaby z formą nadzwyczajną, przeciwnie, stworzyłaby środowisko o wiele bardziej przyjazne jej upowszechnianiu się i umacnianiu jako formy oficjalnej oraz punktu odniesienia.

[1]./ W oczekiwaniu na wersję angielską, książka ks. Buxa jest dostępna w oryginalnej wersji językowej u włoskiego wydawcy Piemme.
[2]. /W 2001 r., w trakcie dni liturgicznych w Fontgombault, kardynał Ratzinger zapewnił, iż nie ma mowy, niewątpliwie jeszcze długo, by cokolwiek zmienić się miało w mszale trydenckim, zasadniczo dlatego, że jego istnienie i obecne życie mogą posłużyć jako katalizator ewolucji nowego mszału. „Linia” ta jest dziś wyraźnie reprezentowana przez Kongregację Kultu Bożego oraz Komisję Ecclesia Dei, gdzie istnieje na przykład pogląd, że wprowadzenie nowego lekcjonarza w rycie tradycyjnym jest niemożliwe. Jedyną możliwą do rozważenia zmianą byłoby, według rzymskich liturgistów, wprowadzenie kilku nowych prefacji.
/[3]. /Wywiad udzielony dla zenit.org w dniu 21 grudnia 2009 r.

Posted in Kościół/religia | 22 Komentarze »

A w Polsce przecież nie ma jeszcze Jugendamtów…

Posted by Marucha w dniu 2010-02-23 (Wtorek)

 Nie mamy złudzeń co do ludzi rządzących naszym krajem ani co do ich ideologii. Szumowiny będą zawsze zwolennikami ideologii bydlaków, a bydlaki będą wysoko cenić szumowiny. Ideologia ta – czyli wrogie i zaciekłe niszczenie wszelkich wartości, jakie człowiek niósł ze sobą przez wieki – szybciej niż myśleliśmy przedostaje się na dół, a więc do urzędów. Poczytajmy o kolejnym fakcie odebrania dziecka rodzicom, zanim historie tego rodzaju tak nam spowszednieją, jak widok żydowskiego świecznika w miejscu, gdzie dawniej w kościele był ołtarz. I pamiętajmy, że rodzicom odbierają dzieci ci sami, którzy uprzednio doprowadzili rodziców do nędzy, by teraz twierdzić, iż stanowią oni rodzinę patologiczną. Bo dla szubrawców z kręgów władzy bieda to patologia. Sam urzędnik sobie by tego nie wymyślił. Nakaz przyszedł z góry.

Dom Dziecka lepszy niż rodzina: decyzja sądu w Lublinie
Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM
2010-02-21, ostatnia aktualizacja 2010-02-22 21:01
 
11-letni Sebastian nie wrócił w piątek ze szkoły do domu. Panie z opieki społecznej wkroczyły na lekcję z nakazem sądu i zabrały chłopca wprost do domu dziecka w Lublinie. Bo w domu brudno, nie ma ciepłej wody, matka ma depresję, a ojciec leży w szpitalu. Po naszym tekście ruszyła lawina pomocy. Jest szansa, że rodzinie się uda.

Piątek 12 lutego, był ostatnim dniem nauki przed feriami. Jeszcze rano pedagog szkolny Agnieszka Hałabis-Ożga widziała się z Sebastianem. – Rozmawialiśmy o tym, że będzie musiał pomóc mamie np. w sprzątaniu. Nie zdążył… – mówi.

Tego samego dnia chłopiec dostał też ze szkolnej biblioteki na ferie dwie siatki książek. – Bo on bardzo dużo czyta. Ma olbrzymią wiedzę, zwłaszcza z przyrody i z historii. Nawet z gimnazjalistami dyskutował o wojnie – podkreśla dyrektor szkoły w Bystrzycy Starej, Małgorzata Wzorek – Saran.

– Sebastian bardzo się z książek ucieszył. I powiedział nam, że mama będzie mu wieczorami czytać – mówi szkolna pedagog. Nauczyciele podkreślają, że chłopca z mamą łączy olbrzymia więź.

Gdy pomoc społeczna zabierała Sebastiana ze szkoły do domu dziecka nie płakał, był spokojny. – Jest bardzo dojrzały jak na swój wiek. Można powiedzieć, że bardzo dojrzale zareagował. Całą niemoc czy żal zostawił w środku. Za to nauczycielki płakały – mówi dyrektorka szkoły. Jest zaskoczona decyzją sądu: – Tam jest ogromna miłość. Nie tylko do matki, ale też do ojca i do mieszkającego z nimi dziadka. To widać na każdym kroku – mówi.

Żadnej patologii, tylko choroby i bieda

Bystrzyca Nowa to mała wieś w gminie Strzyżewice, ok. 25 km od Lublina. Nieco na uboczu stoi murowany dom. W dwóch oknach – dykty. To dlatego, że w środku wykończony jest tylko jeden pokój i kuchnia. Mógłby być też drugi pokój i łazienka – pomieszczenia są, ale nie było za co ich wyremontować. W domu nie ma więc bieżącej wody, łazienki i toalety.

Te braki to główne powody zabrania Sebastiana do domu dziecka.

– Do tej pory nikomu to nie przeszkadzało. A chłopak przecież miał bardzo dobrą opiekę. Krzywdy w domu nie miał – proboszcz miejscowej parafii, ks. Andrzej Jurczyszyn dziwi się decyzji sądu. Podkreśla, że nie ma mowy o żadnej patologii.

Długo się będzie bał, że znów po niego przyjdą

Pani Jolanta, mama Sebastiana od jakiegoś czasu ma depresję. Pan Dariusz, ojciec, dorywczo pracował, ostatnio kilka tygodni leżał w szpitalu. Rodzina żyje z renty dziadka i z zasiłków z opieki społecznej. Pomagała szkoła, pomagał ksiądz. – Woziłem im dary z Caritasu – mówi proboszcz.

MOPS, który wystąpił do sądu o zajęcie się sprawą twierdzi, że robił co mógł. – Rodzina praktycznie co miesiąc dostawała zasiłek – mówi kierowniczka ośrodka, Urszula Sawecka.

Podkreśla, że matka jest niezaradna życiowo: w domu jest brudno, panuje bałagan. – Ten stan zdrowia, który się pogorszył spowodował to, że ta nieporadność, może po części lenistwo, spowodowało, że to się pogłębia – tak kierowniczka MOPS diagnozuje stan zdrowia pani Jolanty. Uważa też, że Sebastian „dzięki pobytowi w domu dziecka zobaczy trochę innego życia, inaczej zacznie funkcjonować, innych nawyków nabierze”.  [Znamy te „nawyki” z domów dziecka… – admin]

– To nie jest najważniejsze – odpowiada psycholog, dr Małgorzata Sitarczyk z Instytutu Psychologii UMCS. Jej zdaniem, Sebastian stracił poczucie bezpieczeństwa. I jeśli wróci do domu, trudno będzie to odbudować. – Na to, żeby znowu poczuł się bezpiecznie, żeby się nie bał, że znów po niego przyjadą potrzeba będzie dużo więcej wysiłku niż kosztowało to przygotowanie decyzji o jego zabraniu – dodaje psycholog.

Kierowniczka MOPS: My zasiłek dawaliśmy

Kilka lat wcześniej rodzina miała już nadzór kuratora – też były zastrzeżenia do czystości w domu, do bałaganu, do warunków socjalnych. Wtedy w domu nie było lodówki czy kuchenki. Rodzina kupiła te rzeczy na raty. Nadzór kuratora został zdjęty.

Pracownice opieki społecznej odwiedzały jednak rodzinę: kazały posprzątać, umyć brudny czajnik, poukładać ubrania w szafie, dosypać węgla do pieca. – Finansowo rodzina dobrze funkcjonuje – podkreśla kierownik Sawecka z MOPS. Chodzi o zasiłki rzędu 300-400 zł miesięcznie. [Toć to kupa forsy! Co oni z nią robią? – admin]

Gdy zwracam uwagę, że ta kobieta potrzebowała też wsparcia życiowego, bardzo konkretnego, Sawecka przyznaje, że już po zabraniu chłopca rozważają wysłanie do tego domu opiekunki społecznej na choćby godzinę dziennie. By pomogła w sprzątaniu czy gotowaniu.

Miał mnie odwiedzić w szpitalu, a oni go zabrali

Problemy rodziny nasiliły się w grudniu, gdy okazało się, że chory na cukrzycę pan Dariusz, tata Sebastiana, musi mieć amputowaną nogę. Trafił do szpitala. Potem konieczna była druga operacja, i znów szpital. Wtedy MOPS uznał, że matka sobie z Sebastianem nie poradzi.

Pan Dariusz w szpitalu dowiedział się, że syn jest w domu dziecka. – To był szok. Sebastian miał do mnie przyjść z matką w niedzielę (14 lutego), w swoje urodziny. Miałem dla niego banana i pomarańczę. Ale nie przyszedł. Wtedy dowiedziałem się, że go zabrali. Jak tak można? – mówi przez łzy pan Dariusz.

Dobro dziecka, czyli co?

Nakaz umieszczenia Sebastiana w domu dziecka wydał Sąd Rejonowy w Lublinie, VI Wydział Rodzinny i Nieletnich. Rzecznik sądu odmawia uzasadnienia tej decyzji. Mówi tylko, że zapadła na posiedzeniu niejawnym i ma na celu „dobro dziecka”.

Nakaz dotarł do matki Sebastiana, gdy go zabrali do domu dziecka. Natychmiast sama napisała odwołanie.

„Matka nie interesuje się sytuacją syna, nie zaspokaja jego podstawowych potrzeb takich jak przygotowywanie posiłków, utrzymanie porządku w domu czy pomoc przy lekcjach” – czytamy w uzasadnieniu.

Pani Jolanta ze łzami przyznaje, że z tym bałaganem i brudem to się zgadza, ale z tymi posiłkami to nieprawda.

Potwierdza to nawet kierowniczka MOPS: – Nigdy nie mieliśmy zastrzeżeń co do wyposażenia mieszkania w żywność. Nawet gdy byliśmy w domu z panią kurator, to oprócz tego, że lodówka była brudna, to była pełna żywności – mówi.

A szkoła stanowczo zaprzecza, że matka „nie interesuje się synem”. Rodzice odrabiali z synem lekcje, byli w szkole na każde wezwanie. – Na zebrania z reguły przychodził tata. Gdy się rozchorował, w szkole zawsze był mama – mówi dyrektor Małgorzata Wzorek – Saran.

O ojcu z decyzji sądu: „Choć wymieniony nie nadużywa alkoholu i w stopniu większym niż uczestniczka wykazuje zainteresowanie potrzebami syna, to ze względu na amputację kończyny dolnej oraz związane z tym kalectwo nie jest w stanie zapewnić małoletniemu właściwych dla potrzeb dziecka warunków mieszkaniowych„. [Sic!]

– To, że nie mam nogi nie znaczy, że sobie nie poradzę – mówi pan Darek. – Będę o dziecko walczył, jak się da.

Tato, kiedy wrócę do domu?

Dzień po tym, jak Sebastian został zabrany do placówki opiekuńczej, w jego szkole odbywał się bal. Wychowawczyni z domu dziecka zawiozła go na tę zabawę. – Ale on się nie bawił. Cały ten czas przesiedział z mamą. Mocno trzymali się za ręce – opowiadają nauczyciele.

W pierwszym tygodniu jego pobytu w domu dziecka, mama i dziadek byli u niego w Lublinie trzykrotnie.

Chłopiec razem z panią z domu dziecka odwiedził też w szpitalu tatę. – Bardzo się przytulał i pytał, kiedy wróci do domu – mówi pan Darek.

Na razie Sebastian ma przebywać w domu dziecka trzy miesiące. Niejawna rozprawa na której zapadła decyzja o umieszczeniu chłopca w placówce odbyła się 1 lutego. – Gdybym wiedziała, mogłabym się stawić w sądzie, to może by do tego nie doszło. Nie mogę się pogodzić z tym co się stało – mówi przygnębiona matka. Jest wezwana do sądu na przesłuchanie, jako świadek, dopiero na początek marca. [Dlaczego te skurwysyny tak się boją jawnych rozpraw? – admin]

Jak można pomóc rodzinie?

Pieniądze dla rodziny Sebastiana można wpłacać na konto lubelskiego Caritasu.
Caritas Archidiecezji Lubelskiej
ul. Prymasa Stefaba Wyszyńskiego
20-950 Lublin.
Nr konta: 79 1500 1520 1215 2000 9121 0000.
Koniecznie z dopiskiem „Pomoc dla rodziny Kitów”.

Zastanawia nas jedno: kiedy człowiek, który dobrowolnie zrezygnuje z posiadania telewizora, komórki, lodówki, kuchenki elektrycznej/gazowej, łazienki itp. (każdy kto mieszkał kiedykolwiek na wsi wie, że jest to możliwe) będzie w Europolen aresztowany jako osoba patologiczna.

Posted in Kultura, Różne | 25 Komentarzy »

 
%d blogerów lubi to: