Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Głos Prawdy o „Złamanie hegemonii jest…
    Jack Ravenno o Polska przygotowuje się na „in…
    Jack Ravenno o Polska przygotowuje się na „in…
    Krzysztof55 o Polska przygotowuje się na „in…
    Kazek o „Złamanie hegemonii jest…
    maxi o Sprawy ważne i ważniejsze
    Jaron o Polska przygotowuje się na „in…
    OutsiderR o Polska przygotowuje się na „in…
    Lily o Wolne tematy (67 – …
    zagobasum o „Złamanie hegemonii jest…
    Yagiel o Wolne tematy (67 – …
    Maverick o Polska przygotowuje się na „in…
    Yagiel o Wolne tematy (67 – …
    xrt o „Złamanie hegemonii jest…
    Yagiel o Wolne tematy (67 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 620 obserwujących.

Reforma reformy, czyli opamiętanie?

Posted by Marucha w dniu 2010-02-23 (Wtorek)

List stowarzyszenia Paix Liturgique z dnia 22 lutego 2010
http://www.paixliturgique.pl

Reforma reformy – drugi cel Motu Proprio
 *Rosnąca dostępność książki ks. Nicoli Buxa zatytułowanej „Reforma Benedykta XVI” [1] jest okazją do przeniesienia naszej uwagi ze spraw dotyczących realizacji zaleceń Motu Proprio « Summorum Pontificum », na kwestię „reformy reformy” zainicjowanej przez Biskupa Rzymu w dziedzinie liturgii oraz na relację, która stopniowo winna się konstytuować między dwiema formami rytu rzymskiego.
* Pierwsza intencja Motu Proprio « Summorum Pontificum » jest jasna: stworzenie warunków pozwalających na odprawianie mszy tradycyjnej we wszystkich tych parafiach, w których istnieje na nią zapotrzebowanie. O MP dopiero wówczes można będzie powiedzieć, że rzeczywiście zostało wprowadzone w życie, gdy w katedrze warszawskiej, poznańskiej czy łódzkiej ujrzymy mszę niedzielną odprawianą w rycie zwyczajnym o godzinie 10, w nadzwyczajnym o godzinie 11, lub odwrotnie. Jednym słowem: w kwestii wprowadzenia w życie MP tkwimy dziś nadal w punkcie wyjścia.

A – Projekt „reformy reformy”
* Druga intencja MP, choć nie nazwana wprost, jest nie mniej oczywista zarówno w świetle wcześniejszych pism kardynała Ratzingera na ten temat, jak i życzenia sformułowanego w tekście z 2007 roku: życzenia „wzajemnego ubogacania się” obu rytów, które odtąd współistnieją oficjalnie. Ubogacanie: wszyscy wiedzą, że w sposób najbardziej oczywisty „bogatą” formą jest ta, której dziedzictwo sięga dziesięciu wieków nieprzerwanej tradycji (a nawet siedemnastu stuleci, jeśliby wziąć pod uwagę zasadniczą jej część – Kanon) a której wartość doktrynalna i rytualna jest co najmniej porównywalna do wartości innych wielkich liturgii katolickich. W swoim dziele ks. Nicola Bux pisze: „Studium porównawcze dowodzi, że w swej formie przedsoborowej liturgia rzymska była dużo bliższa liturgii wschodniej niż obecna liturgia”. Dlatego też nikt poważnie nie myśli zaprzeczać, iż formą, która powinna zostać ubogacona/przekształcona w pierwszym rzędzie, jest liturgia naprędce skonstruowana przed czterdziestu laty, gdyż, jak podkreśla Nicola Bux : „Trzeba przyznać, że mszy Pawła VI daleko jest pod względem zawartości do tego, co zawiera mszał św. Piusa V”.

Tak właśnie zrodził się zwyczaj nazywania „reformą reformy” projektu ubogacenia/przekształcenia reformy Pawła VI, w celu uczynienia jej bardziej tradycyjną co do treści i co do formy. O ile przesadą byłoby twierdzenie, że reforma reformy leży jedynie w sferze pobożnych życzeń, o tyle też trzeba mieć świadomość, że znajduje się ona – trochę jak forma nadzwyczajna – dopiero w swym początkowym stadium.

Odnośnie tego mającego nastąpić procesu nasuwają się dwie uwagi wstępne:

1. Reforma reformy, jak wskazuje samo wyrażenie, dotyczy wyłącznie reformy Pawła VI. W żadnej mierze nie zakłada ona, możliwego „równoległego”, przekształcenia formy tradycyjnej rytu. Obu tych form nijak nie da się porównać pod względem odniesienia do tradycji, ani też pod względem ich struktury rytualnej. Manipulowanie przy rycie tradycyjnym byłoby prawdziwym samobójstwem, na którym stracilibyśmy wszyscy – w ten sposób reformie reformy przetrącony zostałby kręgosłup – i zresztą pomysł ten kardynał Ratzinger przezornie i otwarcie swego czasu odrzucił.[2]

2. Ponadto, celem reformy reformy nie jest za pomocą serii reform z użyciem praw i dekretów ustanowienie trzeciego mszału, jako pośredniego rozwiązania między mszałem trydenckim a nowym mszałem (który zresztą bardziej stanowi jakiś nieokreślony zbiór, różnorodny i podlegający zmianom, niż ‚mszał’ w tradycyjnym znaczeniu). Wczoraj kardynał Ratzinger, dziś papież Benedykt XVI, wzdraga się przed uruchomieniem mechanizmu autorytarnych i ustawicznych reform, podobnego temu – tyle, że w odwrotnym kierunku – czym było wprowadzenie reformy Pawła VI. Chodzi raczej o zapoczątkowanie procesu stopniowego zbliżania i orientowania mszału Pawła VI w stronę mszału tradycyjnego, czemu zresztą nie stoi na przeszkodzie charakter nowej liturgii łatwo poddającej się dowolnemu modelowaniu: paradoksalnie, jej nienormatywny charakter pozwala przeniknąć w nią normie tradycyjnej, której tam brakuje. Można się skąd innąd zastanawiać, czy u zwieńczenia tego procesu jej znaczenie będzie wykraczało poza funkcję wprowadzenia w liturgię tradycyjną?

B – Książka Nicoli Buxa
Istotne znaczenie publikacji tej książki wynika przede wszystkim z wagi osoby autora. Ks. Nicola Bux, profesor liturgiki i sakramentologii w Instytucie Teologii Ekumeniczno-Patrystycznej w Bari, we Włoszech jest konsultantem Kongregacji Nauki Wiary i Kongregacji do spraw Świętych jak też Urzędu Papieskich Celebracji Liturgicznych, doradcą magazynu /Communio/, autorem licznych publikacji (nota bene: /Il Signore dei Misteri. Eucaristia e relativismo/, Cantagalli, 2005) oraz licznych artykułów (A soixante ans de l’encyclique Mediator Dei de Pie XII, débattre sereinement sur la liturgie, Osservatore Romano, 18 listopad 2007). Jest on również jednym z najbardziej wpływowych zwolenników reformy Pawła VI.

Można by w kontekście jego osoby zacytować wiele nazwisk, jak o. Alcuin Reid OSB (/The Organic Development of the Liturgy/, Saint Michael’s Abbey Press, Londyn, 2004), ks. Michael Lang (/Se Tourner vers le Seigneur/, Ad Solem, 2006), ks. Nicola Giampietro (publikacja pamiętników kardynała Antonellego, Apoc 2004), ks. bp Athanasius Schneider (/Dominus Est – Riflessioni di un Vescovo dell’Asia Centrale sulla sacra Comunione/, Libreria editrice vaticana, 2008), o. Aidan Nichols OP (/Liturgie et modernité/, Ad Solem, 1998), czy też ks. Mauro Gagliardi (/Liturgia, Fonte di Vita/, Fede&Cultura, 2009). Nie wolno tutaj zapomnieć o inicjatywach promowanych przez księdza Manelli oraz Franciszkanów Niepokalanej, i oczywiście o codziennej działalności znamienitych prałatów, jak arcybiskup Ranjith, arcybiskup Burke, kardynał Cañizares, etc.

I tak, w zależności od wydania, książkę ks. Buxa opatrzono trzema różnymi redakcjami wstępu; do wydania włoskiego wstępem napisanym przez słynnego dziennikarza włoskiego, Vittorio Messoriego (tego, który zrealizował wywiad z kardynałem Ratzingerem pt. /Raport o stanie wiary/), do wydania francuskiego – przez ks. Marca Aillet, biskupa Bayonne, a do wydania hiszpańskiego – przez Prefekta Kongregacji Kultu Bożego, kardynała Cañizaresa we własnej osobie.

Według Nicoli Buxa kryzys, który dotknął liturgię rzymską wynika z faktu, że przestała się ona koncentrować na Bogu i oddawaniu Mu czci, a skupia się na człowieku i na wspólnocie. „Na początku jest uwielbienie, a więc Bóg (…). Kościół ma swoje źródło w uwielbieniu, w misji chwalenia Boga”, jak o tym pisał Józef Ratzinger (/L’ecclesiologia della Constituzione «Lumen gentium» w: „Il concilio Vaticano II. Recezione e attualità alla luce del Giubileo”/, Cinisello Balsamo 2004, str. 132). Kryzys liturgii rodzi się w chwili, gdy przestaje ona być aktem uwielbienia, gdy zostaje zredukowana do celebracji w partykularnej wspólnocie, w której kapłani i biskupi miast być szafarzami, to znaczy sługami, stają się „liderami”. Dlatego właśnie dziś „ludzie wymagają stale większego szacunku, po to, by zagwarantowana została osobista przestrzeń ciszy z uwagi na wewnętrzne uczestnictwo wiary w świętych tajemnicach”.

Trzeba więc ponownie nauczyć kler, rozdarty w kwestiach sprawowania praktyk i świadomości spraw kultu, że liturgia jest rzeczą świętą i boską, że zstępuje z góry jak z niebieskiego Jeruzalem w księdze Apokalipsy. „W tym kontekście trzeba by się poważnie zastanowić, dlaczego, wbrew pozorom, językom narodowym nie udało się ostatecznie uczynić liturgii bardziej zrozumiałą”. Stosowne byłoby ponowne przyuczenie kapłana do sprawowania świętych misteriów in persona Christi w Kościele, jako że jest on ich szafarzem, nie zaś tym, kim się stał – animatorem zgromadzenia, zamkniętego i skupionego na sobie.

C – Projekt reformy reformy: oddziaływanie raczej poprzez przykład niż drogą rozwiązań prawnych
Pomimo powagi oceny sytuacji dokonanej szczególnie przez ks. Buxa i generalnie przez „ludzi papieża”, ściśle zbieżnej z myślą Ojca Świętego w tej dziedzinie, ani on, ani oni nie chcą praw czy dekretów, które na sposób właściwy dokumentom z czasów Bugniniego, stanowiłyby próbę przebudowania wszystkiego w sposób autorytarny. Pomimo że w sprawach liturgii Kościół głęboko dziś niedomaga, preferują zastosowanie łagodnych środków, czyli dawanie przykładu: na pierwszym miejscu stoi przykład Biskupa Rzymu, następnie biskupów, którzy za osobą papieża również zechcą dać przykład.

Tak oto Benedykt XVI mobilizuje, mnożąc korekty, które owszem mogą wydać się zupełnie detaliczne, jednak liturgia z wielu takich właśnie detali jest złożona. Można tu zacytować choćby niezwykle godny sposób sprawowania liturgii pontyfikalnej; piękno ornatów z zakrystii Świętego Piotra, których używa na nowo ceremoniarz papieski ks. Prałat Guido Marini; ustawienie przy ołtarzu wielkich kandelabrów, które zacierają teatralny efekt celebrowania „twarzą do wiernych”; a nade wszystko, podawanie komunii w pozycji klęczącej i na język.

Kolej na biskupów, by czynili podobnie w czasie publicznego celebrowania liturgii. Wiadomo również, że kardynał Carlo Caffarra, arcybiskup Bolonii, jeden z mocniejszych filarów liturgicznych episkopatu Włoch, ogłosił w ostatnim czasie drogą wydanego rozporządzenia z 27 kwietnia 2009 roku, że „mając na uwadze częstotliwość sygnalizowanych przypadków niegodnego zachowania podczas przyjmowania Komunii świętej”, podejmuje decyzję „iż począwszy od dnia dzisiejszego w kościele metropolitalnym S. Pietro, w bazylice S. Petronio oraz w sanktuarium B.V. de San Luca w Bolonii, wierni otrzymywać będą Hostię Świętą wyłącznie z rąk kapłana, bezpośrednio na język”. [O możliwości występowania nadużyć, a nawet świętokradztwa przy otrzymywaniu Komunii Św. na rękę alarmowano od wielu lat – admin]

Ze swej strony ks. bp Schneider i podobnie Don Mauro Gagliardi [3] proszą, by wyraźnie przypominać, iż „zwyczajnym” sposobem przyjmowania komunii jest komunia do ust i że komunia na rękę jest zaledwie formą „tolerowaną”, nawet jeśli przez jakiś dłuższy czas występuje bardziej powszechnie. Ta ich zachęta ma istotne znaczenie dla odradzania się wiary w rzeczywistą obecność. Respekt dla tego, co boskie i święte wyraża się w znakach szacunku, mówi dalej ks. Bux.

Ponadto inne jeszcze wątki stale powracają w wypowiedziach zwolenników reformy reformy, można tu zacytować:

1. Zachętę do ograniczania liczby koncelebransów, a nawet ilości mszy koncelebrowanych: „gdy te [liturgie koncelebrowane] stają się zbyt częste, funkcja pośrednicząca każdego z kapłanów nie jest jako taka wyraźnie widoczna”.

2. Stopniowe dążenie do ograniczenia mnożących się części zmiennych mszy (pod uwagę brane są tutaj modlitwy eucharystyczne, niektóre dogmatycznie wątpliwe).

3. Wprowadzenie na powrót niektórych elementów formy nadzwyczajnej, które wzmagają poczucie sakrum i postawę uwielbienia, jak gesty przyklęknięcia, całowania ołtarza, starożytny wielokrotny gest znaku krzyża na Kanonie: „Sakrum wyraża się również w znaku krzyża i geście przyklękania” (N. Bux).

4. I wiele innych spraw, jak przypomnienie, że pocałunek pokoju jest gestem sakralnym nie zaś wyrazem mieszczańskiej uprzejmości; masowy powrót do zastosowania języka łacińskiego w liturgii, itd.

Wreszcie i przede wszystkim kwestia, jak nie ustawać w zachętach wobec kapłana, by celebracja odbywała się w kierunku do Pana (ołtarza), przynajmniej podczas ofertorium i modlitwy eucharystycznej. „Najbardziej widoczną zmianą wprowadzoną przez reformę liturgii, pisze ks. Bux, była zmiana polegająca na zwróceniu kapłana w stronę wiernych”. W świetle tych słów można więc słusznie mniemać, że reforma reformy realnie wejdzie w życie, gdy papież i biskupi zaczną wszyscy celebrować ad Dominum.

D – Szczytowy punkt projektu reformy reformy
W swojej książce Nicola Bux stwierdza, że kluczowym elementem nowej liturgii, w kształcie, w jakim wyszła ona z „laboratoriów” Bugniniego – autora reformy liturgicznej – jest dostosowanie do świata. W tym też względzie jego pogląd najbardziej się radykalizuje, podobnie zresztą jak pogląd zwolenników reformy reformy: istotą liturgii katolickiej jest być „niczym nieustająca krytyka adresowana przez Kościół do świata, który ze swej strony stale próbuje skłonić Go, by do niego przynależał”. A zatem, nie można zapominać, iż rewolucja nie jest reformą: „Nie wolno rozumieć reformy jako próby rekonstrukcji służącej gustom jakiejś określonej epoki”.

Stąd też ks. Bux cytuje i opatruje obfitym komentarzem „Krótką analizę krytyczną Novus Ordo Missae”, opublikowaną na zakończenie Soboru przez kardynałów Ottaviani i Bacci. „Ubolewali, jak przypomina przyłączając się do zdania dwu włoskich kardynałów, nad brakiem zwyczajnego celu mszy, znaczy ofiary przebłagalnej.” Trzeba być w istocie ślepym, by nie zauważyć, że na skutek wprowadzenia nowego rytu do mszy następuje w niej de facto rodzaj immanentyzacji orędzia chrześcijańskiego: dogmat o ofierze przebłagalnej, uwielbienie rzeczywistej obecności Chrystusa, specyfika hierarchicznego kapłaństwa i ogólnie charakter sakralny celebracji eucharystycznej nie są w niej równie wyczuwalne, jak to ma miejsce w rycie tradycyjnym. Dlatego ponownie nabierają dziś mocy starania, by do nowego mszału powróciły modlitwy wyrażające najlepiej sens ofiarny mszy, czyli jej znaczenie jako ofiarowanie (por. manifest, jakim była w tej dziedzinie książka o. Paula Tirota, benedyktyna : /Histoire des prières d’offertoire dans la liturgie romaine du VIIe au XVIe siècle/, Edizione Litugiche, 1985).

O ile więc istnieje jakakolwiek rzecz, co do której mimo wszystko wolno się spodziewać, że zyska wyraz prawny przyczyniający się do rozwoju projektu reformy reformy, jest nią niewątpliwie właśnie to: możliwość wprowadzenia do celebracji w rycie zwyczajnym modlitw z tradycyjnego Ofertorium rzymskiego.

W sumie, gdyby plan taki rzeczywiście ujrzał światło dzienne, można by w końcowym efekcie uzyskać sytuację przeciwną do sytuacji z lat 1965 i 1969: owemu okresowi brutalnych transformacji, gdy wszelkie zmiany miały charakter „postępowy”, mógłby dziś odpowiedzieć echem czas łagodnej ewolucji, w którym wszelkie zmiany zmierzałyby ku resakralizacji.

Takie wprowadzenie w życie reformy reformy byłoby tym razem naprawdę reformatorskie, w tradycyjnym, i bardzo wymagającym!, rozumieniu słowa „reforma”. Odbywałaby się ona na zasadzie „kontaminacji” kultu, by posłużyć się terminologią historyków, stosowaną wtedy, gdy mowa o wpływie jednej liturgii na inną: chodziłoby tutaj o „krzyżowanie” nowej liturgii z liturgią tradycyjną.

Właściwie można by nawet twierdzić, że w dłuższej perspektywie forma nadzwyczajna jest jedyną szansą ocalenia formy zwyczajnej, właśnie poprzez działania wpływające na zmniejszenie jej zwyczajności. Mogłaby się wtedy stać etapem przejściowym, drogą prowadzącą do liturgii nadzwyczajnej. Tak czy inaczej, w żaden sposób nie konkurowałaby z formą nadzwyczajną, przeciwnie, stworzyłaby środowisko o wiele bardziej przyjazne jej upowszechnianiu się i umacnianiu jako formy oficjalnej oraz punktu odniesienia.

[1]./ W oczekiwaniu na wersję angielską, książka ks. Buxa jest dostępna w oryginalnej wersji językowej u włoskiego wydawcy Piemme.
[2]. /W 2001 r., w trakcie dni liturgicznych w Fontgombault, kardynał Ratzinger zapewnił, iż nie ma mowy, niewątpliwie jeszcze długo, by cokolwiek zmienić się miało w mszale trydenckim, zasadniczo dlatego, że jego istnienie i obecne życie mogą posłużyć jako katalizator ewolucji nowego mszału. „Linia” ta jest dziś wyraźnie reprezentowana przez Kongregację Kultu Bożego oraz Komisję Ecclesia Dei, gdzie istnieje na przykład pogląd, że wprowadzenie nowego lekcjonarza w rycie tradycyjnym jest niemożliwe. Jedyną możliwą do rozważenia zmianą byłoby, według rzymskich liturgistów, wprowadzenie kilku nowych prefacji.
/[3]. /Wywiad udzielony dla zenit.org w dniu 21 grudnia 2009 r.

Komentarze 22 do “Reforma reformy, czyli opamiętanie?”

  1. Wojwit said

    Mnie z kolei (czepiam się szczegółów) zawsze ciekawiła niezmiennie interesująca forma czasownika „ubogacić”, która ni z tąd ni z owąd zamieniła słowo „wzbogacić” w oficjalnym języku Kościoła. O ile wiem, co to znaczy „wzbogacić”, o tyle „ubogacić” nie jest słowem tak jednoznacznym. „Ubogi” to ktoś, kto ma, ale u Boga a nie tu, na ziemi, nieprawdaż? „Ubogacić” logicznie rzecz ujmując ma przeciwstawne znaczenie do czasownika „wzbogacić”. Tylko po co stosować taki neologizm? Ale pewnie się czepiam…

  2. Demaskator said

    Zgodzę się z opiniami że proponowana reforma Kościoła ma się tak do jego naprawy, jak zmniejszenia posłów lub trybu głosowania na skuteczne i oparte z proludzkich zasadach, rządy.
    Kościół może się odbudować jedynie wtedy, jak zacznie stosować prawa Boże a nie te wprowadzane poprzez lata przez zdegenerowany do szpiku kości kler. Aby to zacząć należało by wprowadzić Boskie 10 Przykazań (a nie wmawiać że te pozmieniane są prawdziwe) czy też zacząć je realizować np. siódmy dzień święcić ( a nie pierwszy poświęcony niczym w starożytności bożkowi słońca.

  3. PL said

    Benedykt XVI robi powolne kroki, bo inaczej chyba (?) nie przystoi Papieżowi, choć mógłby przecież pejczem albo kijem przegonić heretyków ze Świątyni.
    A może po prostu nie chce, żeby Go poczęstowaną jakąś herbatką na noc?

  4. Wojwit said

    @Demaskator
    Jak się coś pisze, to trzeba wiedzieć, co sie pisze. Owszem niedziela to i dzisiaj w językach germańskich „dzień słońca”, ale święcimy niedzielę nie przez wzgląd na jakieś pogańskie bożki lecz przez fakt zmartwychwstania Pana naszego, Jezusa Chrystusa w ten własnie dzień – pierwszy po szabacie.

  5. Demaskator said

    Wojwit jakiś ty mondry ! Powiedz mi więc laikowi w tych sprawach dlaczego dzień Pański czyli sobota była uznawana we wczesnych latach chrześcijaństwa praktycznie do 364 roku kiedy to, duchowni uznali że święto ma być w niedzielę. Tych zaś którzy dalej obchodzili sobotę czekała nawet śmierć. Czyli co, Pismo święte jest mniej ważne niż dowolne uznanie kilku nagle oświeconych duchownych ?
    „Pamiętaj, abyś dzień sobotni święcił. Sześć dni robić będziesz i będziesz wykonywał wszystkie roboty twoje; ale siódmego sabat Pana, Boga twego, jest: nie będziesz wykonywał weń żadnej roboty… Przez sześć dni bowiem czynił Pan niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich jest, a odpoczął dnia siódmego; i dlatego pobłogosławił Pan dniowi sobotniemu i poświęcił go.” (Wj.20:8-11)
    W Biblii nie czytamy, żeby Pan Jezus czy apostołowie uczynili niedzielę pamiątką zmartwychwstania. Nowy Testament świadczy, że pamiątką śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa jest Wieczerza Pańska i chrzest (Rz.6:3-6).
    Wszystkie obrzędy, jakie chrześcijanie mieli obchodzić są w Biblii wsparte klarownym nakazem (np. sabat, Wieczerza Pańska, chrzest). Nie ma takiego ustanowienia, gdy idzie o niedzielę, jako pamiątkę zmartwychwstania.

    To może nas jeszcze oświecisz dlaczego zlikwidowano drugie przykazanie a w to miejsce podzielono dziewiąte na dwa ?

  6. Wojwit said

    @Demaskator
    Ta liczba mnoga w ostatnim twoim zdaniu to pluralis majestativus, czy „imię wasze legion”?
    A teraz ad rem. Chrześcijanie, czy to obrządków wschodnich czy rzymskokatolicy, święcą Dzień Pański w niedzielę (nie „dzieła” = nie pracuję, bo świętuję – pradawny źródłosłów, nieprawdaż?). A w języku rosyjskim niedziela nazywa się woskriesjienie, czyli wskrzeszenie. Czyżby oni wszyscy i ojcowie Kościoła tak bardzo się mylili, a Demaskator wraz z adwentystami czy innymi luteranami reformowanymi mieli rację? Mea maxima culpa, ale uważam, że prawda jest w Kościele a nie w jakiś podzielonych na pięćset odłamów zborach, z których każdy ma własną, odrębną prawdę wynikającą z interpretacji Pisma Świętego. Przy adoracji Najświętszego Sakramentu śpiewamy „(…) niech przed Nowym Testamentem starych praw ustąpi czas. Co dla zmysłów niepojęte niech wypełni wiara w nas”. I takiej wiary ci życzę.

  7. Realista said

    Smieszy mnie, ze jeszcze ktokolwiek moze brac Ratzingera na powaznie jako katolika.

    Przeciez on juz jako Benedykt XVI powiedzial, ze nie trzeba byc Katolikiem ani nawet chrzescijaninem aby byc zbawionym.

    http://www.polonica.net/kard_Ratzinger.htm
    http://www.ultramontes.pl/sanborn_komentarz_fsspx_2.htm

    Rowniez malo kto wie, ze byla petycja od duchowienstwa do JPII aby usunac z Watykanu Cardinala Sodano, Cardinala Ratzinger, Cardinala Castrillón Hoyos and Archbishop Bertone za klamstwa i tlumienia prawdy Fatimskiej.
    Oczywiscie JPII swoich kolaborantow i wspolnikow w niszczeniu KK nie wyrzucil.

  8. Demaskator said

    Re: 7
    Miło podyskutować z ekspertem więc zapytam: to dlaczego wyrzucamy jedne wersety Starego Testamentu a inne dajemy jako wzór ? Zapytam dalej dlaczego zmieniamy Nowy Testament ? No tak Kościół a dokładnie jego elita jest mądrzejsza od samego Boga więc wie wszystko lepiej.
    PS. A jakiej wiary mi życzysz ? Tej której podstawy są w Biblii czy tej której co kilka lat musze uczyć się na nowo bo jest ciągle zmieniana i udoskonalana ?

  9. WujekDobraRada vel por.MO LechRys said

    @Demaskator & Wojwit

    Pax, pax między chrześcijany!
    Spokojnie panowie. To, ze niedziela byla oficjalnym dniem kultu slonca to fakt. Sobota byla jednakze dniem kultu saturna.
    Jakkolwiek po zmartwychwstaniu Pana apostolowie nie klada juz nacisku na przestrzeganie szabatu, to rownoczesnie nie zalecaja nam przestwienia sie na niedziele.

    „Co zaś do pogan, którzy uwierzyli, posłaliśmy im na piśmie polecenie, aby powstrzymali się od pokarmów ofiarowanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu.”
    Dzieje Apost. 21:25

    Niedziela jest tradycyjnym dniem kultu, ale jest to przyjety przez koscioly zwyczaj, a nie wyrazny nakaz Bozy czy apostolski.
    Bedac swiatynia Boga zarowno w wymiarze osobistym jak i zbiorowym, powinnismy byc kosciolem 7 dni w tygodniu, zamiast byc w kosciele raz na tydzien.
    Zmartwychwstaly Jezus Chrystus jest dla nas ostatecznym i wiecznym zaspokojeniem glodu i pragnienia, oraz odpocznieniem (w Nim mamy odpoczynek, ktorego przez stulecia symbolem byl szabat).

    „Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.”
    Ew. Jana 6:35

    „W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął.
    Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu.”
    Ew. Jana 4:13-14

    „(1) Lękajmy się przeto, gdy jeszcze trwa obietnica wejścia do Jego odpoczynku, aby ktoś z was nie mniemał, iż jest jej pozbawiony.
    (2) Albowiem i myśmy otrzymali dobrą nowinę, jak i tamci, lecz tamtym słowo usłyszane nie było pomocne, gdyż nie łączyli się przez wiarę z tymi, którzy je usłyszeli.
    (3) Wchodzimy istotnie do odpoczynku my, którzy uwierzyliśmy, jak to powiedział: Toteż przysiągłem w gniewie moim: Nie wejdą do mego odpoczynku, aczkolwiek dzieła były dokonane od stworzenia świata.
    (4) Powiedział bowiem /Bóg/ na pewnym miejscu o siódmym dniu w ten sposób: I odpoczął Bóg w siódmym dniu po wszystkich dziełach swoich.
    (5) I znowu na tym /miejscu/: Nie wejdą do mego odpoczynku.
    (6) Wynika więc z tego, że wejdą tam niektórzy, gdyż ci, którzy wcześniej otrzymali dobrą nowinę, nie weszli z powodu /swego/ nieposłuszeństwa,
    (7) dlatego Bóg na nowo wyznacza pewien dzień – „dzisiaj” – po upływie dłuższego czasu, mówiąc przez Dawida, jak to przedtem zostało powiedziane: Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych.
    (8) Gdyby bowiem Jozue wprowadził ich do odpoczynku, nie mówiłby potem o innym dniu.
    (9) A zatem pozostaje odpoczynek szabatu dla ludu Bożego.
    (10) Kto bowiem wszedł do Jego odpoczynku, odpocznie po swych czynach, jak Bóg po swoich.
    (11) Śpieszmy się więc wejść do owego odpoczynku, aby nikt nie szedł za tym samym przykładem nieposłuszeństwa.”
    List do Hebrajczyków 4:1-11

    Pozdrawiam.

  10. Jacek said

    poczekajmy to jeszcze doczekamy reformy reformy. Nawet w czysto ludzkim wymiarze sa to gry i zabawy, ktorych nie mozna brac powaznie. Prawdziwa Wiara nie jest „reformowalna” ale wiecznie niezmienna. „Kosciol posoborowy” to usilowanie stworzenia nowej religii „na miare naszych czasow”. No i taka ona jest „na miare naszych czasow”. Jej tworcy pojmuja oczywiscie religie instrumantalnie, inaczej nie wymyslaliby „kosciola posoborowego”, sa wiec manipulatorami spolecznymi. Tak wiec manipuluja i niczego innego spodzieac sie po nich nie mozna. Nalezy tylko zapytac komu tymi manipulacjami sluza.

  11. Demaskator said

    Różnica w kościele przed i posoborowym jest tylko iluzoryczna, choć zgodzę się że coraz bardziej łamie on prawa i nakazy Boskie. Upadek kościoła i jego służenie w coraz bardziej widoczny sposób szatanowi rozpoczęło się bowiem praktycznie niedługo po jego utworzeniu. Obecnie jest tam praktycznie tyle samo zła co dobra i tylko ludzie z otwartym umysłem i żelaznymi moralnymi zasadami mogą to dojrzeć ( i mówić otwarcie o tym). Nie darmo dopiero kilkadziesiąt lat temu, jak kościół został już prawie kompletnie zniszczony od wewnątrz, Biblię zdjęto z wykazu ksiąg zakazanych !

  12. Marucha said

    To, że czytanie Biblii na „własną rękę” było kiedyś objete zakazami, było jednym z mądrzejszych posunięć Kościoła.

    A dziś każdy wyp…dek czyta sobie Biblię i tłumaczy ją „po swojemu”, swoim głupim i niedokształconym rozumem. Stąd się wzięły tysiące sekt, stąd się wziął Neokatechumenat, jacyś „świeccy teologowie” itp.

  13. Inkwizytor said

    Ad 12

    W czym ta różnica między Kościołem a Neokościołem ( nowotworem Vaticanum II )jest iluzoryczna ? Wg mnie jest ona zasadnicza.

  14. Marucha said

    Niestety, Kościół Posoborowy nie jest na dobrą sprawę Kościołem Katolickim, więc różnica istnieje, i jest ona niezwykle istotna.

  15. Inkwizytor said

    Krzyże z sal szpitalnych lądują w worku na śmieci na żądanie dwóch muslimów

    http://www.pi-news.net/2010/02/kreuze-in-den-muellsack/

  16. Piotr said

    Książkę można spokojnie wyrzucić do kosza na śmieci – tam jest jej miejsce.
    Zakłamanie osiąga szczyty hipokryzji. Jak jest, to widać.
    Jeżeli nie przyznają, że NOM to pomyłka i nie wrócą do korzenia, to takich książek omijających sedno sprawy będzie jeszcze b. dużo. Sam pomysł reformy reformy to paranoja. Dopóki Watykan będzie spacyfikowany, dopóty będzie trwać pudrowanie bardzo wstydliwej choroby.

  17. Demaskator said

    Ciekawych się dowiaduję rzeczy od Gajowego, że dobrą sprawą był zakaz kościoła dotyczący czytania Biblii ! Według niego Biblię mogli czytać i interpretować tylko duchowni !
    Szanowny Marucho, ja jednak wolę że żyję w świecie posoborowym i mogę czytać Biblię nie będąc narażony na wypalenie oczu czy też usmażenie się na stosie które to ordynowali ci którzy tę Biblię fachowo interpretowali. I jestem pewien że nie posiadając doktoratów teologicznych potrafię bez niczyjej pomocy zinterpretować sobie słowa: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych” (Mk 12, 29-31)

  18. Marucha said

    Gdzie Pan wyczytał, Demaskatorze, iż karą za czytanie Biblii było „wypalanie oczu” czy „smażenie na stosie”?
    W „Gazecie Koszernej”?
    Czy też swą wiedzę zaczerpnął Pan z filmów made in Hollywood?

    A Pańska zarozumiałość odnośnie interpretacji Biblii świadczy niestety bardzo źle o Panu. Ludzie, którym żaden z nas nie dorasta nawet do pięt – wliczając w to Św. Tomasza, Doktora Kościoła – nigdy by czegoś takiego nie powiedzieli.

  19. Inkwizytor said

    Ad 18

    Jest Pan albo nieukiem ( w takim razie można i trzeba się dokształcić ) albo cynicznym manipulatorem i kłamcą ( tutaj już nic nie pomoże ) Pańskie dyrdymały na temat tego kto powinien a kto nie interpretować Biblię jasno wskazują na mądrość Kościoła w tym względzie.

  20. PL said

    Pan Demaskator żyje w świecie nie tyle posoborowych, ile w „Michtrixie”, gdzie Kościoł pali na stosach ludzi czytających Biblię, wyłupuje im oczy, obcina języki itp. stek bredni.

    Niech mi Demaskator PODA KONKRETNIE takie przypadki, o jakich bredzi. Kiedy? Kto? Za co? Informacji na ten temat na pewno jest mnóstwo, zadbali już o to różne lewaki.

  21. Demaskator said

    Oczywiście prześladowanie pierwszych chrześcijan za wiarę według nauk Jezusa, wyprawy krzyżowe, inkwizycja, nawracanie mieczem ludów tubylczych na całym świecie… Czyli miliony zabitych przez szczególnie oświeconych ludzi kościoła w myśl prawdziwej miłości do Boga, to jest tylko nieistotny wątek i paplanina GW czy Hollywood…

    Trzeba być kawałem antykatolickiego drania, żeby powtarzać żydowskie brednie o „milionach zabitych” (gdzie? kiedy), albo uważać wyprawy krzyżowe podjęte w obronie chrześcijan na wschodzie za napaść. Niech Demaskator się dowie, że jeśli chodzi np. o palenie czarownic na stosach, to bezwarunkową palmę pierwszeństwa dzierżą kraje protestanckie. U katolików zjawisko to występowało jedynie w filmach z Hollywood i historii pisanej przez michnikówniarzy – admin.

    Pozdrawiam prawdziwych katolików z największego kraju katolickiego Europy gdzie wszelkie oszustwa, złodziejstwo czy rozwody należą do najwyższych europejskich (i tego nie pisze GW tylko mówią statystyki). Prawdziwi katolicy dają znać o sobie również przy kolejnych wyborach darząc swoimi względami głównie innych prawdziwych katolików. A wszystko to, byśmy coraz bardziej rozmodleni, bogatsi duchowo i materialnie stawali się jeszcze gorliwszymi katolikami.I to jest właśnie ta polska katolicka prawda !

  22. Inkwizytor said

    Ad 22

    Było od razu powiedzieć, ze jest pan wyznawcą jednej z kilkunastu tysięcy kanapowych sekt protestanckich. Teraz rozumiem tę nienawiść do Kościoła

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: