Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Bezpartyjna o Wolne tematy (82 – …
    prostopopolsku o Sen o IV Imperium
    JanuszT o Wolne tematy (82 – …
    Bezpartyjna o Wolne tematy (82 – …
    Lily o Obowiązek szczepień, przymus i…
    kontra o Wolne tematy (82 – …
    kontra o Wolne tematy (82 – …
    kontra o Wolne tematy (82 – …
    Peryskop o Wolne tematy (82 – …
    Adrem o Obowiązek szczepień, przymus i…
    Kazimierz o Obowiązek szczepień, przymus i…
    kontra o Wolne tematy (82 – …
    kontra o Wolne tematy (82 – …
    kontra o Wolne tematy (82 – …
    kontra o Wolne tematy (82 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 564 obserwujących.

Archive for 3 marca, 2010

Chcemy sacrum w świątyni

Posted by Marucha w dniu 2010-03-03 (Środa)

„Chcemy sacrum w świątyni” – wywiad z ks. Tomaszem Dawidowskim

Z księdzem Tomaszem Dawidowskim, który jako pierwszy odprawił Mszę św. trydencką w Szamotułach po tzw. reformie liturgicznej, rozmawia Sławomir Hazak.

1. Proszę Księdza, możemy stwierdzić, iż to właśnie z Księdza osobą związany jest początek ruchu tradycji łacińskiej w Szamotułach. 26 kwietnia 2002 r. w kolegiacie miała miejsce Msza św. trydencka celebrowana przez Księdza. Czy mógłby Ksiądz przybliżyć czytelnikom Sursum Corda swoje losy od tamtego czasu?

W dwuletnim okresie mojego studiowania i mieszkania w Poznaniu (2001-03), z inicjatywy grupy wiernych z Szamotuł, głównie ludzi młodych i studentów, zostałem zaproszony, by odprawić po raz pierwszy Mszę św. tzw. trydencką. Nie pamiętam imienia ówczesnego Proboszcza Kolegiaty, wspominam jednak bardzo miłą, gościnną atmosferę. Co więcej, po raz pierwszy odprawiłem Mszę św. (w tej starej formie) nie dla wybranej grupy wiernych, ale jako wieczorną Mszę parafialną. Było to niezwykłe przeżycie dla mnie, choćby już ze względu na starodawne mury świątyni czy miejsce urodzenia muzyka Wacława z Szamotuł, który przed ponad 450-laty w tej samej Mszy uczestniczył i do niej komponował.

Krótko o sobie. Wyświęcił mnie śp. ks. bp. Marian Przykucki. Było to 1. lipca Roku Jubileuszowego 2000, w bawarskim Sanktuarium Maryjnym w Wigratzbad. Pierwszy rok po prymicjach spędziłem we Wiedniu, zafascynowany historią, kulturą i tradycją tego wspaniałego miasta. Kolejne dwa lata to czas studiów na wydziale teologicznym UAM w Poznaniu. Wówczas pomagałem życzliwemu mi prałatowi Kołodziejowi w prowadzeniu duszpasterstwa w tamtejszym środowisku wiernych tradycji łacińskiej. Następny rok 2003 był takim trochę moim rokiem misyjnym w północno-zachodnich Czechach, w diecezji Litomierzyce, mieście Teplice. Rok 2004 przebiegł w Turyngii, mieście Gera. Od września 2005 aż do dzisiaj jestem proboszczem wśród Serbów łużyckich na Górnych Łużycach w Saksonii.

2. Czyli przebywał, przebywa Ksiądz w krajach, które raczej uchodzą za mało religijne. Jak się Ksiądz tam czuł, czuje? Jak porównuje tamtejszą pobożność z polską? W czym znajduje główne różnice?

Wiedeń jest piękny, ale mało pobożny. Turyngia to kraj poprotestancki, zateizowany. Łużyce (mam na myśli tereny zamieszkiwane przez Słowian) są z kolei bardzo katolickie, ale Saksonia w całości to też nie najciekawszy land gdy idzie o religijność.  Zaś nad płn.-zachodnimi Czechami można chyba przysłowiowo zapłakać, są one najbardziej zsekularyzowanym terenem w Europie.

Katolicyzm we Wiedniu tchnie do dziś w jakimś stopniu duchem baroku, a uwidacznia się to czy w pieśniach, architekturze przepięknych kościołów, nabożeństwach, szatach liturgicznych czy austriackich strojach ludowych. Wiara przejawia tu m.in. swój charakter wysokokulturowy. Często słychać w niedziele w kościołach Msze śpiewane przez chóry i muzyków.

Czechy (w przeciwieństwie do katolickich Moraw), jak już wspominałem, to duchowy ugór. W Turyngii żyją katolicy w diasporze, gdzie parafie są nie tylko miejscem religijności, ale stanowią też punkt spotkań rodzin, młodzieży, a w ten sposób tworzą jedną wielką rodzinę, wspólnotę. Najbardziej podobną do religijności polskiej jest pobożność ludowa i maryjna na Łużycach. Różnica w tym, że Łużyczanie uczęszczają liczniej na niedzielne Msze święte (ok. 70 %), oraz że tam cały kościół mocno i dumnie śpiewa! Łużyczanie pielęgnują nadwyraz piękne zwyczaje religijne, np. wielkanocne procesje konne.

3. Z tego co wiem jest Ksiądz pierwszym Polakiem od czasu reformy liturgicznej, który ukończył tzw. tradycyjne seminarium. Dlaczego do swojej duchowej formacji wybrał Ksiądz właśnie seminarium duchowne Bractwa Św. Piotra w Wigratzbad?

Bractwo Kapłańskie Św. Piotra zostało erygowane kanonicznie w 1988 r. przez Jana Pawła II. U źródeł jego powstania leżała chęć zachowania (dla przyszłych pokoleń wiernych) bogactwa łacińskich czy tzw. przedsoborowych tradycyj, przede wszystkim liturgicznej tradycji. Bractwo Św. Piotra (wywodzące się z Bractwa Św. Piusa X) zrodziło się także częściowo z opozycji wobec źle i nazbyt dowolnie pojmowanych reform posoborowych. Kultywowanie zatem tych tradycji jest jakby „trzymaniem się” skarbów katolickich. Szereg ostatnich wydarzeń w Kościele Europy Zachodniej utwierdza w przekonaniu, iż owe niby kultywowanie ma coraz bardziej za zadanie obronę wiary przed modernizmem i religijnym relatywizmem.

Tzw. ruch tradycyjny czy tradycjonalistyczny w Kościele Katolickim, mający charakter międzynarodowy, odznacza się głównie pobożnością eucharystyczną i maryjną. Poza tym, ma swoje różne akcenty, np. w Niemczech gromadzi głównie ludzi sceptycznych wobec współczesnych, nieortodoksyjnych praktyk duszpasterskich. We Francji ma wymiar bardziej patriotyczny, wbrew „wartościom” rewolucyjnym. W Polsce zaś ma w jakiejś mierze charakter elitarny, czy muzyczny, a w tym m.in. potrzebę piękna liturgii, trochę łaciny i chorału gregoriańskiego. W Polsce są to wierni, wśród których przeważają ludzie młodzi, a wielu jest z wyższym wykształceniem.

A tak już konkretnie, dlaczego właśnie te a nie inne seminarium duchowne? Chyba ze względu na dyscyplinę i regularny porządek modlitewny. Nie było tam telewizji, żadnych schadzek po pokojach, a właśnie ciągłe studium i atmosfera ciszy. Były świetne wykłady, wszechobecnie panujący duch katolickiego tomizmu, regularny śpiew pięknego chorału gregoriańskiego, a na codzień wysoka kultura osobista. Ach, bym zapomniał o słynnych naszych dysputach na różne tematy teologiczne – po łacinie! Zaś co sześć tygodni wyjeżdżaliśmy na wspólne wycieczki po Alpach, zwiedzając też różne zabytki i historyczne miasta.

4. Jak zmieniła się sytuacja Tradycji Katolickiej w związku z ważnymi aktami Ojca św. Benedykta XVI? Mam tu na myśli przede wszystkim wydanie listu apostolskiego Summorum Pontificum, zniesienie ekskomuniki z biskupów Bractwa św. Piusa X, czy też wreszcie rozpoczęcie rozmów doktrynalnych tego bractwa ze Stolicą Apostolską. Jak ksiądz ocenia wszystkie te wydarzenia?

Cóż, gdy zaczynałem moją drogę w tzw. tradycjonalistycznym seminarium duchownym, nie myślałem, że dojdzie do aż tak daleko posuniętych faktów. Po Papieżu-charyzmatyku i filozofie wstąpił na tron Papież-teolog i kurialista, dobrze znający wewnętrzny stan Kościoła na Zachodzie. Te wydarzenia, które Pan wymienił, są o znaczeniu historycznym. Kolejnym krokiem będzie zapewne rewizja niektórych dwuznacznych teologicznie wątków w dokumentach Vaticanum Secundum, np. czy wierzymy w tego samego Boga co muzułmanie, albo czy Duch Św. posługuje się innymi wyznaniami w procesie zbawienia, czy też w ogóle kwestie ekumeniczne i z zakresu wolności religijnej.

5. Jaką przyszłość wg Księdza ma nadzwyczajna forma Mszy św.? Czy fakt, iż w dużej mierze młodzi ludzie pragną tej formy, coś znaczy?

Pragną, ponieważ jest ona pełna harmonii i głębi teologicznej. Mnie jako młodego najbardziej w niej poruszały niezwykły porządek modlitwy, piękno chorału i szacunek dla rzeczy świętych. Młodzi mają dziś dosyć kiczu, gitary i eksperymentów. Chcą sacrum w świątyni, żeby się nim ”napoić” i tak wyjść z nowymi siłami do banalnego, zsekularyzowanego świata. Nie są to tylko konserwatyści w politycznym wymiarze, aczkolwiek właśnie Msza tradycyjna jest spójna z ich światopoglądem, a też odzwierciedla pewien ład pochodzący od Boga, jaki powinien być w społeczeństwie.

Młodzi, którzy są często bezkompromisowi i ulegają dobrej fascynacji, odkrywają tu wielkie bogactwo liturgii rzymskiej, a jej także jej wielki wkład w kulturę i cywilizację europejską. Równocześnie tkwi w nich pragnienie głębszej pobożności, i tę właśnie w tradycyjnej Mszy znajdują.

Jeśli wolno to w ten sposób ująć, uważam, że Msza tradycyjna ma szczególnie na Zachodzie przyszłość. Liczni tzw. posoborowi katolicy występują coraz częściej z Kościoła, w tym wielu krytykuje celibat, domaga się kapłaństwa dla kobiet, a bez spowiedzi przystępuje do sakramentów. Chcą chyba jakby nowego, bardziej ”ludzkiego” Kościoła, co w konsekwencji jest chęcią stworzenia nowej humanistycznej, pseudochrześcijańskiej religii. Naprzeciwko stoją katolicy tzw. tradycyjni – wierni dogmatom, dyscyplinie koscielnej i Ojcu świętemu, chodzący co niedzielę na Mszę, biorący na poważnie 10 Bożych przykazań.

6. Obserwuję, że znajdują się osoby, które jednak po pierwszym zetknięciu się z Mszą św. trydencką rezygnują z kolejnego uczestnictwa. Czy trzeba specjalnego przygotowanie do tego rytu? Co Ksiądz powiedziałby właśnie takim osobom?

Sądzę, iż potrzeba pewnego przygotowania katechetycznego. W takiej katechezie można np. poruszyć następujące wątki: Msza tzw. trydencka (inaczej zwana Mszą w rycie klasycznym rzymskim, albo Nadzwyczajną formą rytu rzymskiego) jest niezmiernie bogata teologicznie. Podkreśla w praktyce bojaźń przed Bogiem i Jego świętość. Tradycyjna Msza mocno akcentuje, że jest wpierw ofiarą a nie braterską ucztą, i że jest kultem Majestatu Bożego. W tej Mszy kapłan zwraca się symbolicznie ku krzyżowi, na wschód (=orient) – czyli „orientuje się”, tj. stoi wraz z ludem (jakby Mojżesz) w jednym kierunku w stronę Boga. W starej Mszy dominuje kult, Boża świętość, tajemnica, oraz aspekt przebłagalny za grzechy, bardziej niż duch wspólnotowy czy dialogowy. Obrzędów nie przerywa się komentarzami.

Msza trydencka ma wiele wspólnego z obrządkiem wschodnim – jest tu wiele śpiewów, gestów, znaków krzyża (aż 33) i pokłonów. Każdy ruch kapłana ma symboliczne znaczenie. Ta Msza niesie ze sobą ogrom z dorobku cywilizacji chrześcijańskiej. Choćby cała dawna architektura sakralna za tym przemawia. Np. wielkie katedry gotyckie były budowane z inspiracji tej Mszy i dla niej.

Mimo potrzebnej katechezy, warto już od razu zapraszać zainteresowane osoby na tradycyjną Mszę, nie dając im (broń Boże) na początku żadnego mszalika do rąk. Niech na pierwszej czy drugiej Mszy zobaczą gesty i ruchy kapłana, niech poczują woń kadzidła, niech usłyszą piękno chorału, etc. Oczywiście pod jednym warunkiem, iż wymienione rzeczy są wykonywane na dobrym poziomie liturgicznym, zarówno od strony celebransa, jak i muzyków oraz wiernych.

7. Czy śledzi Ksiądz wydarzenia związane z ruchem tradycji katolickiej w Polsce? Czy ma Ksiądz wiedzę, ilu księży celebruje Mszę trydencką w naszym kraju, ilu jest kleryków w tradycyjnych seminariach?

Wiem o kilku kolejnych powstałych, regularnych miejscach celebracji w Polsce, co cieszy. Zdarzają się też, niestety, małe szykany ze strony biskupów. Ruch tradycyjny w Polsce rośnie powoli ale systematycznie. Są to młodzi księża i młodzi wierni, w tym dziesiątki, ba jeśli nie setki mocno zainteresowanych kleryków. Sądzę, iż obecnie w Polsce regularnie lub nieregularnie odprawia w tzw. nadzwyczajnej formie dobrze ponad stu księży [liczba mocno optymistyczna – Sanctus.pl]. Kleryków w tradycyjnych instytutach chyba nie sposób policzyć, bo jest ich coraz to więcej.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: Tridentina-Szamotuły, za http://www.bibula.com/?p=18956

Posted in Kościół/religia | 2 Komentarze »

Być może Marucha też jest kryminalistą…

Posted by Marucha w dniu 2010-03-03 (Środa)

… i to nie tylko z powodu niewyparzonej gęby w sprawach tyczących nietykalnych i mających zawsze stuprocentową rację złodziei, bandytów, bankierów i innych kanalii pochodzących z narodu wybranego. A dlaczego? Dowiesz się z poniższej prawdziwej historii, zamieszczonej na portalu Fronda.pl (http://fronda.pl/konwalia17/blog/konwalia17_12)

Bez dyplomu – nie masz prawa !!!!
wtorek, 2 marca 2010, 12:33

Ta absurdalna historia wydarzyła się naprawdę kilka lat temu w jednym z opolskich miasteczek.

Do Magdy T. przyszło z nietypową prośbą  zaprzyjaźnione małżeństwo. W swojej wiosce chcieli zorganizować festyn bezalkoholowy, by zebrać fundusze na rzecz szkoły. Mieli  problem. Zaplanowali przedstawienie  poruszające tematykę uzależnienia, a nie mieli tekstu. Udali się więc do miejsko-gminnego komitetu ds. walki z alkoholizmem, lecz urzędniczka nie mogła im pomóc, gdyż nie miała takich materiałów, jednak zaproponowała, że jeśli zamówią u kogoś napisanie takiego tekstu, zapłaci 300 złotych, gdyż ma na to fundusze.

Organizatorzy zaczęli więc poszukiwać takiej osoby, lecz nie znaleźli. Byli zdruzgotani.  Pomyśleli wtedy, że udadzą się do Magdy i poproszą ją o pomoc. Wiedzieli bowiem, że ich przyjaciółka sama pisze scenariusze do swoich inscenizacji w szkole. Wiedzieli też, że jej bezrobotny  maż poszukiwał pracy i parę groszy przyda się im w tej sytuacji. Magda bardzo chętnie podjęła się tego zadania, jednak kategorycznie od razu zaznaczyła, że nie chce pieniędzy za napisanie scenariusza. Nie chce zarabiać na cudzym nieszczęściu, a proponowane honorarium mogą wydać na potrzeby szkoły.  Postanowiła, że w swojej inscenizacji wykorzysta własne doświadczenia. Miała bowiem w swojej szkole nieraz problem z dziećmi z rodzin patologicznych i liczne potyczki z rodzicami, którzy częstowali swoje pociechy napojami alkoholowymi z okazji sylwestra i różnych uroczystości rodzinnych.

Już wieczorem miała gotowy szkic, który w ciągu dwóch dni przerodził się w scenariusz przedstawienia.  Stosownie do wieku młodych  aktorów, miało trwać 30 minut. Zadzwoniła więc do przyjaciół, by odebrali tekst. Zdumieli się.
-Tak szybko?
– Musicie przecież mieć czas na przeczytanie tekstu, a ja na poprawki. Później czeka was praca z „aktorami” nad ruchem scenicznym, dykcją. Dzieci muszą mieć czas na opanowanie tekstu. Jest dość długi.

Przyjaciele ucieszyli się. W domu przeczytali tekst. Nie trzeba było wprowadzać poprawek. Zanieśli go do urzędniczki, by go zatwierdziła. Pomyśleli jednak, że zapłacą za wykonaną pracę, bo u Magdy się nie przelewa – rodzina żyje jedynie z jej nauczycielskiej pensji. Ponadto pisała go kosztem wypoczynku, po nocach, by jak najszybciej trafił do realizacji.

Scenariusz spodobał się  urzędniczce,  ale obiecanych pieniędzy nie wypłaciła. Skoro tekst napisał nauczyciel, nie należy mu się honorarium. Jak to wyjaśniła? Nauczyciel jest bowiem pracownikiem Urzędu Miasta i Gminy i to jego psi obowiązek, by wykonywać polecenia urzędu. Poczuli się więc nieswojo, bo to oni zadali jej tyle dodatkowej pracy, a nie dostanie za to ani grosza. Nie chodziło tutaj o brak pieniędzy, gdyż urząd miał na cel 5 tysięcy złotych i gdyby go nie przekazał szkole na to przedsięwzięcie, pieniądze przepadłyby i tak.

Nie wiedzieli, jak o tym powiedzieć Magdzie. Było im przykro, ale po pewnym czasie wyznali prawdę, bo gryzło ich sumienie. Magda przyjęła to z uśmiechem.
– Przecież i tak nie wzięłabym tych pieniędzy. Zrobiłam to z przyjemnością – dla was, w imię starej przyjaźni, więc dlaczego się martwicie?

Mogli więc z czystym sumieniem przystąpić do przygotowań. Przedstawienie wypadło bardzo dobrze. Magda jednak nie widziała  go, gdyż główni organizatorzy (urząd na czele z wspomnianą wyżej urzędniczką)  nie zaprosili jej, zresztą i tak  nie miała czym dojechać do odległej wsi. Wkrótce w najbliższym numerze lokalnej gazety, wydawanej przez Urząd miejski, ukazał się artykuł o festynie. Była też spora informacja o inscenizacji i jej bardzo pochlebna recenzja, jednak ani słowem nie wspomniano, kto był autorem scenariusza.  Oczywiście na najbliższych uroczystościach z okazji Dnia Edukacji przyznano dość spore nagrody nauczycielkom, które przygotowały przedstawienie. Nikt nie wspomniał, że był to ich „ psi obowiązek”, bo były pracownicami szkoły  i jednocześnie Urzędu Miasta i Gminy.

Wkrótce okazało się, że Magdzie potrzebne były różne świstki, gdyż robiła w swojej szkole „awans”  – chciała uzyskać stopień nauczyciela dyplomowanego.  Napisany scenariusz doskonale nadawał się jako dowód na realizację jednego z punktów. Trzeba było jedynie potwierdzenia z urzędu, że takie działanie miało miejsce. Udała się więc do tejże wspominanej wcześniej urzędniczki po pieczątkę na zaświadczeniu.

– Nie dam.
– Przecież pani  przeczytała tekst i widziała inscenizację. Wystarczy jedynie potwierdzenie. W czym problem?
– Pani nie ma prawa pisać żadnych tego rodzaju tekstów.
– Jak to, nie mam prawa? Nie mam prawa pisać wierszy, opowiadań, scenariuszy inscenizacji? – zapytała zdziwiona.
– Nie ma pani prawa. Musi mi pokazać dyplom ukończenia wyższej uczelni, która kształci w tym kierunku na pisarzy i poetów.  Bez dyplomu nie przybiję pieczątki.

Magda myślała, że się przesłyszała.

– Nie mam prawa? Na to trzeba mieś jakieś zezwolenie? Mam ukończoną filologię polską z tytułem magistra. To była dodatkowo uczelnia pedagogiczna, mam więc także przygotowanie pedagogiczne. To wszystko jest wpisane w moim dyplomie magisterskim.
– Ale nie ma pani uprawnień do pisania tekstów literackich!!!! Trzeba ukończyć taką uczelnię, przecież mówię wyraźnie. Nie rozumie? A nauczycielka, powinna być mądra, jak uczy młodzież.  Pokaże mi dyplom ukończenia takich studiów, dostanie pieczątkę.
– Ależ takiej uczelni nie ma. Proszę mi powiedzieć, gdzie jest. Na nic studia, nawet gdyby były, jeśli nie ma „ iskry Bożej” – odparła z uśmiechem Magda.

Trudno ją wyprowadzić z równowagi, więc te  absurdalne żądania tylko ją rozbawiły. Na dodatek – kobieta miała studiującą córkę na tej samej uczelni, którą przed laty ukończyła Magda.

– To znaczy, że  ja codziennie łamię prawo. Ani Mickiewicz, ani Sienkiewicz , ani inny pisarz czy poeta nie ukończył takiej uczelni, a ja codziennie w szkole korzystam z ich tekstów. Muszę przestrzec koleżanki, one też uczą z tych podręczników i omawiają lektury.
– Przyniesie mi dyplom albo zaświadczenie z takiej uczelni, dam pieczątkę – upierała się ruda urzędniczka, siedząca za biurkiem zasypanym papierzyskami. Nawet nie zaproponowała Magdzie, by usiadła, bo nie przewidziała dla petentów takiej możliwości, choć nietrudno było zauważyć, że petentka ma problemy  z sercem, a dzień był wyjątkowo upalny. Oprócz fotela „ kierowniczki” nie było w pomieszczeniu  krzesła. Magda zauważyła, że urzędniczka mierzy ją już nie tylko  tępym, ale i  wściekłym wzrokiem.
– W takim razie pewnie nie zostaje mi nic innego, jak poprosić Pana Boga o  wystawienie mi takiego zaświadczenia – stwierdziła z uśmiechem i wyszła, dusząc się ze śmiechu.

Kiedy opowiedziała to znajomemu pisarzowi, mieszkającemu z Stanach Zjednoczonych, on także najpierw zdumiał się, a potem zareagował śmiechem.

Magda jednak dosłała potrzebną pieczątkę – w referacie oświaty i oświadczenie od wdzięcznej Rady Rodziców  przy szkole, której podarowała swój scenariusz, że w razie problemów, napiszą zaświadczenie.

PS. Czy macie świadomość, drodzy Frondowicze, że wszyscy  popełniamy przestępstwo tworząc nasze teksty? Może nie wszyscy – prócz dziennikarzy, choć  kto wie, jeśli nie mają odpowiedniego dyplomu …..

Na niektórych uczelniach odbywają się od niedawna od czasu do czasu warsztaty dla przyszłych literatów …

Może przyznać pośmiertnie naszym niedouczonym twórcom takie dyplomy? Co będzie bowiem, jeśli ktoś podchwyci pomysł tamtej urzędniczki? Trzeba będzie dać na przemiał wszystkie podręczniki do literatury i całą literaturę piękną, by nikt nie łamał prawa!!!

Posted in Kultura | 27 Komentarzy »

Polacy to świnie – tak się uczy w USA

Posted by Marucha w dniu 2010-03-03 (Środa)

Ze strony http://www.informacjeusa.com/2010/02/23/protest-ojca-polacy-nie-byli-swiniami/

Protest ojca. Polacy nie byli świniami

Zamieszczamy kopię listu, który przekazał naszemu portalowi Ryszard Vogel, ojciec ósmoklasisty ze szkoły w Libertyville koło Chicago zbulwersowany lekturą obowiązkową opracowywaną przez jego syna na lekcji literatury j.angielskiego.

Ta kontrowersyjna lektura to wielokrotnie uhonorowywana, w tym Nagrodą Pulizera, powieść graficzna autorstwa Art’a Spigelmana pt.: „Maus. Opowieść ocalałego. Cz. I – Mój ojciec krwawi historią” (wyd. USA 1986, wyd. polskie 2001). Komiks opowiada autentyczną historię Władka Szpigelmana, polskiego Żyda, który przetrwał holocaust. Historia jest opowiadana w formie obrazkowej przez jego syna Artura, autora książki.

Wszystkie postacie w komiksie są przedstawione w formie zwierząt, które metaforycznie symbolizują ich narodowości. I tak Żydzi są przedstawieni jako myszy, skazane na zagładę przez koty, obrazujące Niemców. Polacy zostali przedstawieni jako świnie.

W Polsce komiks został wydany dopiero po 15 latach od pierwszego wydania w USA z powodu wielu kontrowersji i zarzutów dotyczących jego antypolskiego charakteru.  Sam autor odpierając te zarzuty, tłumaczył, że nie miał takich intencji; świński wygląd Polaków miał budzić pozytywne skojarzenia z sympatycznymi bohaterami amerykańskich filmów rysunkowych takimi jak Miss Piggy czy też Porky Pig. A jednak obraźliwa wymowa porównywania ludzi do świń poddaje w wątpliwość argumenty autora. Trudno też nie pamiętać, że świnia dla Żydów jest zwierzęciem nieczystym.

Bezczelność żydowskich bydlaków sięga zenitu, gdy usiłują wmówić, iż świnia ma budzić pozytywne skojarzenia w Europejczykach, Amerykanach czy Żydach – admin.

Jak czytamy w Wikipedii, książka Art’a Spigelmana, dwukrotnie nominowana do amerykańskiej nagrody krytyków literackich (National Book Critics Circle Award) za rok 1986 i 1992, znajduje się na liście lektur wielu szkół, zarówno jako ilustracja współczesnej literatury amerykańskiej, kultury żydowskiej oraz pokazania w niekonwencjonalny sposób wydarzeń II wojny światowej, głównie w kontekście holocaustu.

Autor zamieszczonego poniżej listu, Ryszard Vogel, nie zgadza się z faktem istnienia publikacji przedstawiającej Polaków jako świnie, bez względu na intencje autora, jako obowiązkowego materiału nauczania w publicznej szkole.

List został  wysłany m.in. do ambasadora RP w Waszyngtonie, konsula RP w Chicago oraz miejskich, powiatowych i stanowych władz oświatowych.

Za naszym pośrednictwem jego autor zwraca się także z prośbą o składanie podpisów (w komentarzach pod tekstem) tych internautów, którzy  popierają protest w tej sprawie.

18 lutego, 2010
Szanowny Pan
Ambasador Robert Kupiecki
Ambasada RP w Waszyngtonie
2640 16th St. NW
Washington, D.C. 20009

Szanowny Panie Ambasadorze:

Wypełniając swój moralny i konstytucyjny obowiązek wobec Ojczyzny, pragnę zwrócić się do misji rządu Rzeczypospolitej Polskiej w Waszyngtonie z gorącą prośbą i nadzieją o pomoc w obronie należytej godności, honoru i dobrego imienia Polski i Polaków.

Z niewymownym żalem pragnę poinformować o istnieniu antypolskiej  książki/komiksu o tytule „Maus I”, której autorem jest Art Spiegelman, jako jednej z obowiązkowych lektur ósmej klasy  w  Highland Middle School, w okręgu szkolnym Nr. 70 w Libertyville, w powiecie Lake, stan Illinois.

Wspomniana lektura ma na celu przybliżenie młodzieży szkolnej tematyki Holocaustu II Wojny Światowej.

Jak wspomniałem jest to książka w formie komiksu, przedstawiająca pokazanych w niej Polaków w wulgarnej i poniżającej postaci świń.

W szczególności w kontekście II Wojny Światowej, znany zwrot  „polska świnia”, którego używali wobec Polaków hitlerowcy jak również oczywisty fakt obrażliwego porównywania ludzi do świń, nie pozostawia najmniejszych wątpliwości co do prawdziwych intencji i zamiarów wymienionego wyżej autora i jego książki.

Jest to akt publicznej dyskryminacji wyrażnie zabroniony przez obowiązujące prawo, gwarantowane w Sekcji 100.3, Tytul VI Akt Praw Obywatelskich z 1964 roku mówiącego o zakazie dyskryminacji na tle rasowym, koloru i przynależności narodowej w instytucjach otrzymujących federalne fundusze z Departamentu Edukacji USA. Sec. 601, Civil Rights Act of 1964; 78 Stat. 252; 42 U.S.C. 2000d

Jestem głęboko przekonany że dodatkowy komentarz z mojej strony jak i moja dalsza ocena powyższej sytuacji jest całkowicie zbędna jak również jej niegodna.

Z ogromnym bólem wiele lat temu, wraz z moją żoną zdecydowaliśmy się opuścić naszych starzejących się rodziców i naszą Ojczyznę, zmagającą się wówczas z komunistycznym reżimem, w nadziei że nasze dzieci będą mogły wzrastać w środowisku wolnym od nienawiści, opresji i dyskryminacji.

Byłoby niewymierną tragedią, gdyby się okazało że pomimo  gorzkich doświadczeń i przykładów konsekwencji do jakiej prowadzi rasizm i dyskryminacja, nadal znajduje się miejsce na oficjalne poniżanie Narodu Polskiego.

W związku z powyższym, zwracam się z uprzejmą prośbą o uruchomienie niezbędnej procedury prawnej i dyplomatycznej, prowadzącej do oficjalnego wycofania wyżej wymienionej lektury jak również podobnych  materiałów propagujących rasizm i dyskryminację Narodu Polskiego, ze wszystkich instytucji publicznych podlegąjącym ustawodawstwu Stanów Zjednoczonych w oparciu o obowiązujące prawo.

Pozostając z wyrazami najwyższego szacunku pragnę osobiście zadeklarować swoją bezgraniczną gotowość i pomoc w celu należytego wyjaśnienia powyższej sprawy.

Z poważaniem,
Ryszard Vogel

PS admina: interesuje nas pochodzenie nazwiska „Kupiecki”, które jak się wydaje należy do tej samej kategorii, co „Bankowicz”. Może goście tej witryny coś więcej wiedzą?

A co pisze znakomita Wikipedia?

W Polsce komiks doczekał się wydania dopiero w 2001 roku – głównym powodem tak późnego pojawienia się tego dzieła na polskim rynku były oskarżenia o jego antypolski charakter. Przypisanie Polakom świńskiej twarzy oburzało wielu krytyków, którzy dopatrywali się w tym jawnej inwektywy. Również pokazanie w kilku miejscach Polaków nie tylko jako ludzi walczącego z Niemcami i wspierającego Żydów, lecz również jako antysemitów (scena linczu na Żydzie, który wrócił po wojnie na swoje gospodarstwo) bądź jako obozowych kapo spowodowało liczne protesty. Krytycy zaznaczali niesprawiedliwość w ocenie i podkreślali ogromne poświęcenie, jakim wykazali się Polacy w czasie II wojny światowej – za ochronę Żydów groziła śmierć.

Sam autor komiksu wyraził zasmucenie powstałą sytuacją, jako że jego intencją nie było wcale przedstawienie Polaków w negatywnym świetle – świński wygląd miał budzić pozytywne skojarzenia z sympatycznymi bohaterami amerykańskich filmów rysunkowych takimi jak Miss Piggy czy też Porky Pig. Natomiast jeżeli chodzi o „antypolskość” metaforycznej opowieści, to jest ona, zdaniem autora, w równej mierze „antysemicka”, ponieważ pokazuje przypadki Żydów współpracujących w czasie II wojny światowej z nazistami, nie mówiąc już o postaci Władka, która, wiernie sportretowana, przypomina typowy stereotyp „starego, skąpego i nieufnego wobec nikogo Żyda”. Art Spiegelman wyraził również ogromną radość z powodu ukazania się polskiego wydania jego komiksu.

I znów komentarz admina: gdybym miał kiedykolwiek okazję walnąć cegłą w parszywą mordę Spigelmana, też bym się tłumaczył, że „moją intencją nie było wybicie mu zębów i złamanie nosa”.

Posted in Polityka, Różne | 19 Komentarzy »

Kilka uwag o pokojowej religii Islamie

Posted by Marucha w dniu 2010-03-03 (Środa)

Autor przyznaje, iż osobiście darzy sympatią maleńkie społeczeństwo muzułmańskie – polskich Tatarów – żyjących w okolicach Białegostoku od czasów Jana III Sobieskiego. Nie było z nimi nigdy żadnych problemów, byli lojalni wobec Polski, a wśród okolicznej ludności nie widać zjawiska żadnego „antytataryzmu”. Być może powodem tego jest pewne „ucywilizowanie” Islamu, jaki wyznają – a być może to, że jest ich tak niewielu. Doświadczenie bowiem wskazuje, że gdy liczba muzułmanów zaczyna w kraju przekraczać pewną wartość krytyczną, sytuacja gwałtownie się zmienia – i dochodzi np. do takich przypadków, jak w szwedzkiej szkole, gdzie na zakończenie roku zrezygnowano z odegrania hymnu narodowego, by „nie urażać” przybyszów z kraju Islamu.
Ujętych w punkty kilka twierdzeń, jakie autor zamieszcza poniżej, w żaden sposób nie wyczerpują problemu, a są raczej jego bardzo pobieżnym szkicem. Jednak już z tego szkicu wynika, iż naiwnością są twierdzenia o „pokojowym i tolerancyjnym” charakterze islamu, a także wszelkie rachuby na to, iż muzułmanie są naszymi sojusznikami w walce ze wspólnym wrogiem, którego nie ma potrzeby tu wymieniać.
Najlepsze wzajemne stosunki między chrześcijanami a muzułmanami są wtedy, gdy oni są u siebie, a my u siebie.

1. Lektura Koranu wskazuje na przynajmniej 10 fragmentów wzywających lub usprawiedliwiających przemoc.
2. „Tolerancyjny” stosunek muzułmanów do innych wyznań najlepiej sprawdzić na przykładzie sytuacji chrześcijan w takich państwach, jak Arabia Saudyjska, Indonezja czy Pakistan. Chodzi tu zarówno o oficjalny stosunek władz do chrześcijan, jak i tolerowane przez władze bojówki, mordujące i grabiące chrześcijan.
3. Uzasadnienie przemocy w krzewieniu islamu pojawia się u samego Mahometa, założyciela islamu, i było kontynuowane przez wszystkie wieki historii tej religii.
4.  Islam w dużej mierze kształtował się kosztem chrześcijaństwa, podbijając systematycznie kraje chrześcijańskie. W świetle faktów można powiedzieć, że islam powstawał w atmosferze wojny, a uzasadnienia teologiczne wojny i praktyka podbojów wpisały się w islam.
5. Bywały okresy i miejsca, w których muzułmanie i chrześcijanie współżyli pokojowo, istniała też wymiana kulturowa i handlowa. Wszystko to jednak nie przeczy faktowi, że w łonie islamu w każdym okresie rozwoju tej religii pielęgnowana była przez większą lub mniejszą część wyznawców idea dżihadu, walki militarnej na rzecz islamu, wojen świętych, które już we wczesnym średniowieczu odebrały chrześcijaństwu połowę jego terytoriów.
6. Wyprawy krzyżowe nie były „hańbą dla chrześcijaństwa” – lecz (bardzo, o kilka wieków opóżnioną) reakcją na ogromne podboje militarne islamu i jego zaborczą ekspansję, która manifestuje się po dziś dzień: islam odebrał chrześcijanom połowę jego ziem i siłą „nawracał” tamtejszych chrześcijan. Dziś prowadzą oni na razie walkę brzuchami swych kobiet, czego wcale nie kryją.
7. Często przemilczana Sura VIII, 17, brzmi jednoznacznie: „To nie wy ich zabijacie, lecz Bóg ich zabijał. To nie ty rzuciłeś, kiedy rzuciłeś, lecz to Bóg rzucił; aby doświadczyć wiernych doświadczeniem pięknym.”
Sura II, 216 głosi: „Przepisana jest wam walka, chociaż jest wam nienawistna”.
Sura IV, 74: „Niechże walczą na drodze Boga ci, którzy za życie tego świata kupują życie ostateczne! A kto walczy na drodze Boga i zostanie zabity albo zwycięży, otrzyma od Nas nagrodę ogromną”.
Sura IX, 5: „A kiedy miną święte miesiące, wtedy zabijajcie bałwochwalców, tam gdzie ich znajdziecie; chwytajcie ich, oblegajcie i przygotowujcie dla nich wszelkie zasadzki!”.
Sura XLVII, 4: „Kiedy więc spotkacie tych, którzy nie wierzą, to uderzcie ich mieczem po szyi; a kiedy ich rozbijecie, to mocno zaciśnijcie na nich pęta”.

Jak widać, tolerancja i zamiłowanie do pokoju aż zionie z Koranu

Posted in Polityka | 14 Komentarzy »

 
%d blogerów lubi to: