Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archive for 6 marca, 2010

Czy ekonomia to nauka?

Posted by Marucha w dniu 2010-03-06 (Sobota)

Dla ekonomisty czasy, w których żyjemy, są zarazem najlepsze i najgorsze. Najlepsze, ponieważ każdy chce wiedzieć co się wydarzyło w gospodarce oraz czego możemy oczekiwać w przyszłości. Czy załamanie rynkowe to wina rządu? Czy plan pobudzania gospodarki będzie działał? Czy zmniejszenie opodatkowania dla małych przedsiębiorstw zaowocuje zwiększeniem zatrudnienia? Kiedy poprawi się sytuacja na rynku zatrudnienia?  Czy czeka nas inflacja? Czy deficyt budżetowy ma znaczenie?

Tak wiele pytań a tak mało odpowiedzi na nie można udzielić. Dlatego te czasy są równocześnie najgorsze dla ekonomistów.  Brakuje zgody co do przyczyny kryzysu i w jaki sposób z niego wyjść w najlepszy sposób.

Niektórzy laureaci nagrody Nobla twierdzą, że na pobudzenie gospodarki należało przeznaczyć dwa razy więcej funduszy. Inni z kolei widzą przyczynę bezrobocia w uchwaleniu tych środków. Jedni ostrzegają przed hiperinflacją, inni uspokajają, że inflacja w ogóle nam nie grozi.

Zaczynamy się dziwić dlaczego nagrodę Nobla  w ekonomii nazwano nagrodą w  dziedzinie nauk ekonomicznych. Ostatecznie we wszystkich naukach występuje jakiś postęp.  Np. Sir Isaac Newton dużo wiedział o grawitacji, ale inni nauczyli nas więcej.  Tymczasem w naukach ekonomicznych  do łask powracają teorie, które kiedyś uznano za niewystarczające.  Teoria Johna Maynarda Keynes’a, że wydatki rządowe mogą pobudzać gospodarkę, wydaje się być nieśmiertelna. Sądziłem, że stagflacja, która wystąpiła w latach 1970-ych, wbiła kołek w samo serce tej teorii. Tymczasem Keynes’a znow uznano za geniusza.  Równocześnie, uwagę zaczyna przyciągać również jego konkurent, nastawiony bardziej wolnorynkowo,  F.A.Hayek  oraz wielu innych monetarystów.  W takim razie, który z paradygmatów jest prawdziwy? A może wszystkie są fałszywe?

Kiedyś wierzyłem, że ekonometria, czyli zastosowanie statystyki  w  poznawaniu problemów ekonomicznych, przybliży nas do prawdy.  Ekonometrii często używa się w określeniu niezależnego wpływu jednej zmiennej, przy założeniu, że inne czynniki są constant Jednakże musiałem uznać, że istnieje zbyt wiele czynnikow, co do których nie mamy dostatecznych danych oraz występuje zbyt wiele współzależności pomiędzy nimi, których do końca nie rozumiemy, aby zbudować wiarygodny model. 

Zacząłem pytać ekonomistów czy znają jakiś przypadek zastosowania skomplikowanej ekonometrii w rozwiązywaniu kontrowersyjnych problemów w taki sposób, aby wykazać, że rady drugiej  strony są błędne. Niestety, nic takiego nie znalazłem.

Jeden z moich rozmowców zgodził się z moją opinią, ale nadal twierdził, że to właśnie jego propozycja miała decydujący wpływ na znalezienie rozwiązania.

Prawdopodobnie, to co robimy, to udowadnianie własnych przekonań.  Profesor ekonomiii na UCLA, Ed Leamer, określa tą sytuację jako “ekonometrie opartą na wierze.”

Kiedy zaczynamy dyskutować np. kwestie czy dodatkowe wydatki rządowe powinny mieścić się pomiędzy zerem a $ 2 bilionami, przestajemy być naukowcami a stajemy się filozofami. Czy chcemy naśladować Francję, gdzie zakres interwencji rządowych jest większy, czy tego nie chcemy?

Fakty i dowody ciągle mają znaczenie.  Ekonomiści przekonali się, że niektóre sprawy nie poddały się testowi czasu i ciągle są aktualne, z którymi wszyscy się zgadzają, np. ogólne zależności pomiędzy podażą pieniądza a  inflacją.  Jednakże, wiara w to, że ekonometrycy posiadają arsenał nowoczesnych narzędzi, które pozwolą im odkryć prawdę, jest mocno przesadzona. Prawie wszyscy ekonomiści zgadzają się z podstawowymi zasadami mikroekonomiki jak te, że bodźce działają, że handel tworzy dobrobyt, nawet jeżeli występuja różnice zdań co do ich wpływu na politykę publiczną.

Mimo tego, takie problemy jak cykl ekonomiczny lub wyciągnięcie gospodarki z recesji, wydają się być poza zasięgiem naszych możliwości.

Obrońcy współczesnej makroekonomiki argumentują, że jeżeli przebadamy dobrze gospodarkę w  długim okresie czasu, będziemy mogli wkrótce opracować odpowiedni model i zaproponować lepszą politykę. Przypomina mi to trochę ogłoszenie umieszczone w barze: “Jutro będziemy serwować piwo za darmo.”

Musimy przyjąć do wiadomości, że dzisiaj nie jesteśmy lepsi w przewidywaniu przyszłości niż byliśmy wczoraj.  W 80 lat po Wielkiej Depresji ciągle dyskutujemy co ją spowodowało i dlaczego się zakończyła…

Jeżeli uznamy, że ekonomia jest nauką, to chyba bardziej przypomina ona biologię niż fizykę. Biolodzy próbują zrozumieć współzależności istniejące w kompleksowym systemie, co jest niezwykle trudne.  Np. nie są w stanie przewidzieć precyzyjnie co stanie się z poszczególnymi rodzajami populacji żab, jeżeli w tym roku będzie więcej deszczu w poszczególnych częściach puszczy tropikalnej.  Poza ich możliwościami leży również dokładniejsze określenie liczebności żabiej populacji.

Podobne problemy mamy również z naukami ekonomicznymi. Gospodarka to kompleksowy system i dane, którymi dysponujemy, są nieprecyzyjne, a nasze modele nie są w stanie ująć wszystkich współzależności.

Nie możemy za dużo oczekiwać od ekonomistów, chociaż ekonomika jest użytecznym narzędziem poznania kompleksowej rzeczywistości.  Musimy jednak szczerze powiedzieć co wiemy, czego jeszcze nie wiemy a czego prawdopodobnie nigdy nie będziemy wiedzieć, aby nas respektowano.

(Z angielskiego tlumaczył: Longin Smyrgała)

The Wall Street Journal, p. A13, February 27th 2010
(Russ Roberts jest profesorem George Mason University oraz członkiem zespołu badawczego w Stanford University’s Hoover Institution)

Za: Russ Roberts – CZY EKONOMIA TO NAUKA?
http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=3400&Itemid=56

Skromnym zdaniem admina większość „naukowców-ekonomistów” ma zbyt słabo opanowany aparat matematyczny, a poza tym zupełnie nie rozumie ograniczeń wiążących się ze stosowaniem modeli matematycznych do opisu rzeczywistość. Cóż bowiem opisuje model matematyczny? Opisuje sam siebie. Natomiast to, czy przystaje on – choćby w ograniczony sposób – do tzw. rzeczywistości, wydaje się ich jakby mniej interesować.

Wielkim ograniczeniem ekonomii jest praktyczna niemożność konstruowania eksperymentów, które w naukach ścisłych służą do weryfikacji poprawności modeli matematycznych oraz zakresu ich stosowalności. Chciałoby się zatem rzec, iż ekonomia jest bardziej sztuką, niż nauką – ale i to nie będzie prawdą. Stopień ideologizacji ekonomii i podatności jej „odkryć” na polityczne przekonania badacza, sprawia, iż jest nie wiadomo właściwie czym. Nie chcemy negować pewnych osiągnięć ekonomii, ale sam fakt współistnienia na jej terytorium teorii zupełnie sprzecznych ze sobą, każe na nią patrzeć z dużą podejrzliwością.

Posted in Różne | 41 Komentarzy »

O zmianie nastawienia Kościoła do masonerii

Posted by Marucha w dniu 2010-03-06 (Sobota)

Przez 226 lat Rzymski Kościół Katolicki uznawał przynależność do masonerii za zło tak przerażające, że jedynie sam Papież lub Stolica Apostolska władna była odpuścić ten grzech obrazy Bożego Majestatu. Tylko w obliczu śmierci grzesznika mógł to zrobić zwykły spowiednik.
Za datę powstania masonerii powszechnie uważa się rok 1717, kiedy to w londyńskiej gospodzie „Pod Gęsią i Rusztem” cztery pomniejsze loże połączyły się w Wielką Lożę. Już 21 lat później Kościół zorientował się w śmiertelnym zagrożeniu, jakie niesie owa tajna sekta o zakresie ogólnoświatowym i z tego to okresu pochodzi prawo kościelne odnośnie nierozgrzeszania jej członków.

Nie chcemy tu wyliczać wszystkich – około dwustu – papieskich potępień wolnomularstwa, stowarzyszenia które wypowiedziało bezpardonową walkę Chrystusowi i Kościołowi. W 1829 papież Pius VIII mówił: „Prawem ich – nieprawda; ich Bogiem – Szatan; a obrzędem – bezecność”. Ale już w 1738 roku papież Klemens XII zdecydowanie potępił stworzyszenie: „Postanawiamy i dekretujemy potępić i zakazać takich towarzystw (…) które w swej nazwie bądź zawierają termin ‚wolnomularski’, bądź znane są pod jakąś inną nazwą.” Nakazał też wiernym, aby „powstrzymać się od stosunków z takimi zrzeszeniami… aby uniknąć ekskomuniki” oraz zadeklarował, iż żaden człowiek, z wyjątkiem tych, którzy znajdują się na łożu śmierci, może być uwolniony od grzechu członkostwa w masonerii wyłącznie przez samego Papieża.

Wielu było zdumionych i zgorszonych, gdy nieoczekiwanie (?) podczas obrad słynnego z dobrych owoców II Soboru Watykańskiego, w roku 1964, papież Paweł VI przekazał biskupom, a poprzez nich poszczególnym spowiednikom, prawo odpuszczania winy grzesznikom, którzy wyznali by na spowiedzi swą przynależność do wolnomularstwa lub podobnych tajnych stowarzyszeń.

Następnie, w roku 1983, zmieniono Prawo Kanoniczne w ten sposób, iż usunięto zeń słowo „wolnomularstwo” oraz fragment mówiący o spiskach przeciwko legalnej władzy państwowej. Usunięte zostało również słowo „ekskomunika”, stosowane wcześniej wobec tych, którzy powiązali byli członkostwem z tajnym „Cechem”.

Mimo, iż Kościół formalnie w dalszym ciągu podkreśla, że przynależność do Bractwa masońskiego nie daje się pogodzić z wyznawaniem religii katolickiej, to opisane powyżej zmiany mają bardzo zasadniczy charakter. I, co najgorsze, zmiany te dokonały się nie wewnątrz samej masonerii, ale wewnątrz Kościoła Katolickiego.
Liczący sobie dwa tysiące lat Kościół Rzymsko-katolicki sprawia wrażenie, jakby to on dziś właśnie zmienił swe – wieki obowiązujące – poglądy na temat międzynarodowego tajnego Bractwa masonów. Wrażenie takie bierze się stąd, że Kościół zdaje się wchłaniać dziś w siebie i łagodzić spór z elementami, które gorączkowo dążą do zbeszczeszczenia Mistycznego Ciała Chrystusowego filozofią starych misteriów pogańskich, nierozerwalnie związanych z filozofią wolnomularstwa.

Reasumując: w Kościele Posoborowym nie ma już kary wykluczenia z Kościoła za przynależność do masonerii.

Skutki? Zło moralne, któremu przez ponad dwa stulecia dawało opór wielu papieży, dziś szerzy się nieokiełznane. Wielu katolików, wręcz zachęcanych do tego przez niektórych biskupów, a nawet kardynałów z Watykanu, wstępuje w szeregi masonerii bądź nawiązuje z nią bliskie stosunki innego rodzaju.

W jaki sposób dokonała się tak dramatyczna zmiana fundamentalnych przekonań Kościoła?

Otóż jest ona skutkiem przenikania masońskiej filozofii indyferentyzmu w szeregi najwyższej hierarchii kościelnej. Odbiciem tej filozofii jest „Dignitatis Humanae”, sztandarowe dzieło II Soboru Watykańskiego na temat wolności religijnej. Motorem i zlym duchem, który sterował powstaniem tego dokumentu był ojciec John Courtney Murray, propagator relatywizmu i historyzmu: idei, że prawda czasów dawnych powinna podlegać innym ocenom w czasach współczesnych.

Warto jednak przypomnieć, iż wielu jezuitów już w latach 30-tych ub. wieku było zwolennikami „zbliżenia z masonerią”.

W 1969 roku kard. Johann Willebrand, Przewodniczący Sekretariatu ds Jedności Chrześcijan, podczas audiencji udzielonej członkom masońskiej organizacji Zakonu de Molaya, „wyraził wdzięczność i zadowolenie, iż członkostwo w Zakonie łączy katolików, protestantów i żydów we współpracy dla dobra ludzkości”. Chciałoby się zapytać słowami Jana Pietrzaka: głupota, czy prowokacja?

Duże sukcesy w opanowywaniu Watykanu wolnomularze zaczęli notować za czasów Jana XXIII. Kiedy Jan XXIII obchodził swoje 80 urodziny, otrzymał gratulacje z loży masońskiej od barona Marsaudona, który był masonem najwyższego stopnia.
Paweł VI podczas swojego wystąpienia w masońskiej organizacji ONZ powiedział delegatom, że są oni nadzieją ludzkości, tak jak gdyby już przestał nią być Chrystus. 3 czerwca 1971 roku przyjął żydowską lożę masońską, B’nai B’rith z Nowego Jorku, z którą również spotykał się regularnie Jan Paweł II.

W roku 1982 byliśmy świadkami jak masoni, Calvi i Sindona wtrącili się w sprawy finansowe Watykanu, co skończyło się bankructwem Banco Ambrosiano oraz zamordowaniem bankiera Calviego. W skandal ten zamieszany był również nasz biskup Hnilica, który nawet został skazany. W rezultacie tych skandali Watykan stracił wiele milionów dolarów. Biskup Hnilica gotów był zapłacić wielką sumę dolarów za teczkę bankiera Calviego, którego znaleziono powieszonego pod jednym z londyńskich mostów. Watykański bankier – arcybiskup Marcinkus był ścigany przez włoską policję tak, że dla bezpieczeństwa nie opuszczał nawet Watykanu.

Masonem był Arcybiskup Bugnini, który zniszczył tradycyjną Mszę i stworzył „nowusa”, kardynał Bernardin z Chicago, Macchi (osobisty sekretarz Pawła VI), Cassaroli (Sekretarz Stanu), Baggio (prefekt Kongregacji ds. Biskupów), Lienárt, Poletti, Villot itd. A gdy w 1987 roku w katastrofie lotniczej nad Kamerunem zginął szef francuskich masonów Michel Baron – którego prezydent Mitterand wybrał na przewodniczącego obchodów anty-katolickiej Rewolucji Francuskiej – paryski kardynał Lustiger zorganizował wielki kościelny pogrzeb, czego Kościół w przeszłości zabraniał.

Można by tak ciągnąć dalej, ale po co. Zaślepionych czcicieli II Soboru, Nowusa i „ekumenizmu” nic na tej ziemi nie przekona.

Świątynia Neokościoła

Tak może wyglądać świątynia Neokościoła. W oczy bije umiłowanie Tradycji oraz piękno natchnione przez Wielkiego Budowniczego.

Posted in Kościół/religia | 45 Komentarzy »

Polacy w Chile w obliczu trzęsienia ziemi

Posted by Marucha w dniu 2010-03-06 (Sobota)

Nie wdajemy się w rozważania, czy trzęsienie ziemi w Chile było sztucznie wywołane, co podejrzewają niektórzy, a chcemy jedynie zamieścić krótką relację z pierwszej ręki.

Relacja wiceprezesa USOPAL z Chile

Z Chile dochodzą groźne informacje o kolejnych wstrząsach. Poniżej publikujemy relację z Santiago, stolicy Chile, dr Andrzeja Zabłockiego, wiceprezesa USOPAL, który mieszka tam na stałe i kieruje miejscową organizacją polonijną. Relacja ta oddaje atmosferę tego co się tam dzieje w ostatnich dniach.

Chile

Moi Drodzy,

Wczoraj otrzymałem od was pytania o trzęsienie ziemi, i zaraz potem mój laptop Black Berry zamilkł. Dopiero teraz zaczęła działać poczta elektroniczna mojej żony, a więc odpisuję. Być może, że co napisałem wczoraj (27go) o godz. 20:00 czasu polskiego jakoś do was dojdzie, ale powtarzam:

Podczas trzęsienia nasza rodzina była w Santiago. Wszyscy wyskoczyliśmy z łóżek (ok.3:30 rano), nauczeni stanęliśmy w ramach drzwiowych. Przyjemne to nie było huśtać się jak na statku i liczyć sekundy kiedy to się skończy,bo trzęsło coraz mocniej. Naprawdę można było pomyśleć, że to jużwszystko za chwilę się zawali (trwało podobno “tylko”57 sekund. Teraz wiemy, że w skali Richtera 8 stopni, to powinno być dużo więcej szkód. Na południu 8.7 stopni i dlatego tyle problemów. Cały czas słuchaliśmy jak spadają obrazy ze ścian, przewraca się kredens, stoliki, wazony itp. Nagle cisza- żyjemy!

Już przeżyliśmy w 1985 roku trzęsienie (7,7 w skali Richtera), ale teraz naprawdę myśleliśmy, że to już koniec, będziemy pogrzebani w ruinach. Proszę sobie wyobrazić jak moja córka z rodziną czuli się w bloku, pomimo, że to tylko czwarte piętro. Jak oni tam sie huśtali. Syn mieszka w kondominium niskie domki, ale ma restaurację i tam zastał “basenik” alkoholowy z butelek co pospadały z baru. Na szczęście oprócz strat materialnych nikomu z rodziny nic się nie stało.

Całą sobotę spędziliśmy na sprzątaniu i od czasu do czasu znowu chowaliśmy się pod futrynami drzwi na czas powtórnych wstrząsów.

W Santiago było dużo mniej strat niż na południu (400 do 800 km od Santiago, gdzie było epicentrum).

Wczoraj oficjalnie poinformowano, że zginęło 130 osób (w Santiago 8). Dziś wiadomo że ponad 350 i zaginionych 120. Prawdopodobnie będzie dużo więcej bo jest dużo miejscowości odizolowanych. Ale naprawdę tragedia nie jest w Santiago, tylko na południu. Tu nie ma chaosu. I to co telewizja pokazuje to nie żarty, ale tam jest naprawdę katastrofalna sytuacja. I rząd wysyła pomoc. Nie mówiąc o tsunami – na szczęście zawiadomiono większość mieszkańców i było stosunkowo mało ofiar. Duże fale pojawiły się aż na Wyspie Wielkanocnej i Juan Fernandez. Alert ogłoszono aż do Japonii.

Najbardziej ucierpiały małe miejscowości/wioski, gdzie jeszcze istniały domy budowane z gliny (podobnie jak tragedia w Peru w 2007 roku). I wiele południowych miast w centrum dawno budowanych.

Tu w Santiago jest problem w mniej zamożnych dzielnicach oraz na nowych autostradach gdzie zniszczonych jest kilka mostów.

Metro ma działać od jutra, autobusów było mało bo kierowcy też mieli swoje problemy.

Tak ogólnie to i tak szczęście, że to zaczęło się w sobotę rano, bez pełnych szkół, biur itd. Moja córka z rodziną (dwoje dzieci) mieszka w bloku i do dziś nie mają światła i wody. Mieszkają na razie u mnie (mam dom w dzielnicy domów jednorodzinnych).

Wszystkie imprezy zostały oczywiście odwołane, nawet światowy Festival Piosenki Vina de Mar. Można sobie wyobrazić, jak tylu artystów i turystów przeżyło to trzęsienie. Pomimo tak mocnego, żaden z hoteli nie miał większych problemów.

Jeśli chodzi o Polonię, to na razie nie słyszałem aby ktoś miał kłopoty. Znany prawie wszystkim w Polsce Raul Małachowski twierdzi, że to był moment aby więcej pracować dla dobra Polski.

Ale jak mówiłem, tam na południu to naprawdę inna sprawa – prawdziwa tragedia i do dziś są problemy z komunikacją.

Kończę, bo znowu zaczęło się trząść!

Andrzej Zabłocki
Prezes Zjednoczenia Polskiego w Chile im. Ignacego Domeyki

Za: Myśl Polska INFO

Posted in Różne | 9 Komentarzy »

Krok w dobrym kierunku?

Posted by Marucha w dniu 2010-03-06 (Sobota)

Prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz zapowiedział, że unieważni decyzję Juszczenki o przyznaniu tytułu Bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze i Romanowi Szuchewyczowi – informuje PAP.

Juszczenko przyznał tytuł przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Banderze w styczniu, a w 2007 r. jego prawej ręce Szuchewyczowi.
Przyznanie tytułu Banderze skrytykował prezydent Polski Lech Kaczyński oraz Parlament Europejski. Decyzja ta spotkała się też z dezaprobatą Rosji.

– Oczywiście te dekrety Juszczenki odbiły się dużym echem i nie są akceptowane ani na Ukrainie, ani w Europie – oznajmił Janukowycz na konferencji prasowej w Moskwie.

“Ta decyzja (o unieważnieniu dekretów) zostanie podjęta przed Dniem Zwycięstwa” 9 maja – dodał.

PE przyjął 25 lutego, w dniu zaprzysiężenia Janukowycza, rezolucję, w której m.in. skrytykował decyzję Juszczenki o uznaniu Bandery za Bohatera Ukrainy. Wskazując, że OUN kolaborowała z nazistowskimi Niemcami, eurodeputowani wezwali Janukowycza do “rozpatrzenia na nowo takich decyzji i potwierdzenia przywiązania do europejskich wartości”.

Początki prezydentury Wiktora Janukowycza mają sprzyjać szeroko rozumianej poprawie stosunków. Odebranie tytułu Banderze poprawi stosunki z Polską, pozostawienie Floty Czarnomorskiej na Krymie stosunki z Rosją.

Janukowycz rozmawia dzisiaj o tym z prezydentem Rosji Miedwiediewem. Obaj prezydenci zamierzają zrobić wszystko, co w ich mocy, by po latach napięć poprawić stosunki między swymi krajami – zapewniają.

Prezydent Ukrainy zasugerował, że rosyjska Flota Czarnomorska będzie mogła pozostać na Ukrainie po roku 2017. Jeszcze przed zaprzysiężeniem Janukowycz nie wykluczał możliwości pozostania Floty Czarnomorskiej na Ukrainie po 2017 roku, kiedy to wygasa dwustronna umowa o jej bazowaniu na Krymie. Wbrew przewidywaniom mediów prezydenci Rosji i Ukrainy nie rozmawiali na temat obniżenia ceny, którą Kijów płaci za rosyjski gaz.

Rezolucja Parlamentu Europejskiego ws. Stepana Bandery odbiera Ukraińcom prawo do samostanowienia i zmniejsza popularność idei integracji europejskiej wśród jej zwolenników na Ukrainie – napisali ukraińscy deputowani w liście do przewodniczącego PE Jerzego Buzka. [A guzik nas obchodzi prawo do samostanowienia sztucznie wykreowanego pseudonarodu oraz jego aspiracje europejsko-integracyjne. – admin]

Pod dokumentem podpisało się 100 przedstawicieli 450-osobowej Rady Najwyższej (parlamentu) Ukrainy. Parlamentarzyści oficjalnie zwrócili się do PE, by rozpatrzył swą rezolucję jeszcze raz. Nieoficjalnie – co podkreślało wielu rozmówców – ubolewali, że autorami części rezolucji mówiącej o Banderze są eurodeputowani z Polski [I te rezuny mają jeszcze czelność mieć to polskim europarlamentarzystom za złe! – admin].

– Jest nam przykro, że inicjatywa potępienia decyzji o uhonorowaniu Bandery wyszła od przedstawicieli Polski (w PE). Nasze dotychczasowe stosunki były dowodem, iż potrafiąc rozmawiać z Polakami o przeszłości, umieliśmy wspólnie działać na rzecz przyszłości – powiedział Parubij. [Ile poderżniętych gardeł i ilu przepołowionych piłą Polaków może nas kosztować „wspólne działanie na rzecz przyszłości” z chachłackimi rezunami ? – admin]

za: rp.pl

Posted in Polityka | 5 Komentarzy »

Euroklapa czyli powtórka z komunistycznego planowania rozwoju

Posted by Marucha w dniu 2010-03-06 (Sobota)

Eurobolszewia

Symbolika Eurobolszewii jest jasna i zrozumiała

3 marca przewodniczący Komisji Europejskiej José Barroso przedstawił w Brukseli dawno zapowiadaną strategię rozwoju gospodarczego Unii Europejskiej na lata 2010-2020. Po totalnym fiasku ogłoszonej szumnie w 2000 roku Strategii Lizbońskiej – która miała z UE uczynić eldorado – EU 2020 jest traktowana z przymrużeniem oka również przez eurokratów. Podobnie jak w czasach komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej, w której nawet funkcjonariusze partyjni z obojętnością traktowali nowomowę kolejnych, ogłaszanych z pompą pięciolatek w RWPG kończących się niepowodzeniem. Taka już jest natura socjalizmu we wschodnim i zachodnim wydaniu.

Dziś powszechnie wiadomo, że prawie wszystkie cele Strategii Lizbońskiej nie zostały osiągnięte. Nie udało się zwiększyć do zapowiadanych 3 proc. PKB nakładów na badania i rozwój, bezrobocie zamiast się zmniejszyć, drastycznie wzrosło i obecnie wynosi już średnio 10 proc. w całej UE.

Co charakterystyczne, katastrofę w realizacji Strategii Lizbońskiej przewidywano już w 2005 roku, gdy stwierdzono, że UE zamiast zmniejszać dystans do USA, to czyni odwrotnie i mrzonką jest uczynienie z niej w 2010 roku najszybciej rozwijającego się obszaru gospodarczego w świecie. Nie kto inny jak ten sam José Barroso w lutym 2005 r. przyznał, że cel Strategii Lizbońskiej nie był sformułowany „dobrze i wiarygodnie”.

Europa wciąż stoi przed ogromnymi problemami, w tym zwiększenia globalnej konkurencyjności i poradzenia sobie z zimą demograficzną, która oznacza starzenie się społeczeństw europejskich i ich wymieranie. Zamiast temu zaradzić przez wdrożenie efektywnych polityk rodzinnych i pronatalistycznych oraz powrót do wartości, które w przeszłości z Europy uczyniły najdynamiczniej rozwijający się kontynent świata, to proponuje się przedłużenie okresu pracy i zwiększenie stopy zatrudnienia z 69 do 75 proc. w 2020 roku. Androulla Vassiliou z Cypru, nowa komisarz resortu edukacji, kultury, wielojęzyczności i młodzieży, podkreślała jeszcze podczas styczniowych przesłuchań w Parlamencie, że zostaną ustalone „standardy edukacyjne”, które w świetle EU 2020 mają polegać na tym, że do 2020 roku aż 95 proc. dzieci między 3. a 5. rokiem życia pójdzie obowiązkowo do przedszkola, a ich matki zostaną zagnane do biur i fabryk. Taki odsetek dzieci nie uczęszczał do przedszkoli nawet w Związku Sowieckim.

Walka z kryzysem ma polegać na generowaniu ożywienia gospodarczego oraz rozpaczliwym ratowaniu chwiejącego się euro. Natomiast strategia rozwoju zakłada priorytet dla innowacji i badań naukowych oraz promowanie przyjaznej środowisku, „zielonej” gospodarki opartej na wiedzy i rozwoju kapitału ludzkiego. Założenie EU 2020 jest takie, że Azja ma zostać zdystansowana przez Europę, a Ameryka zdetronizowana jako gospodarczy lider świata. Cele EU 2020 brzmią zupełnie podobnie jak w zakończonej euroklapą Strategii Lizbońskiej. Eurokraci zamiast ratować Europę i rozwiązywać faktyczne przyczyny jej upadku, zachowują się jak orkiestra na Titanicu, której muzycy z niewzruszoną miną grali, gdy transatlantyk tonął.

EU 2020 ma być dyskutowana na szczycie w Brukseli pod koniec marca, a ostatecznie zatwierdzona na kolejnym szczycie w czerwcu. Już wiadomo, że nie obędzie się bez sporów i targów, bo zastrzeżenia zgłaszają Niemcy, Wielka Brytania, Francja. Z dokumentem nie zgadzają się także nowe państwa członkowskie, w tym Polska, gdyż filozofia strategii polega na podziale Europy na strefy dwóch prędkości: wzmacnianiu krajów starej Piętnastki kosztem rozwoju krajów słabszych. Dla Polski to dodatkowy problem, bo co prawda ogólne cele strategii nie zostaną zrealizowane, ale plan osłabienia potencjału naszego kraju, np. poprzez ostre limity ochrony środowiska i wstrzymanie środków na rozwój infrastruktury, zapewne tak.

Bruksela nie pierwszy raz zachowuje się jak pewien człowiek, o którym napisano, że w swoim życiu robił rzeczy dobre i złe. Dobre robił źle, a złe – niestety – dobrze.

Jan Maria Jackowski, Nasz Dziennik

Admin, o ile pamięta, komentował już unijne „plany”, ale powtórzy swe uwagi. Unijne planowanie  jest dokładną kalką komunistycznego planowania w Związku Sowieckim, gdzie również zakładano z góry, jaki rozwój ma nastąpić podczas kolejnych pięciolatek i kiedy ZSSR prześcignie USA w rozwoju. Podobieństwa między Unią a Bolszewią są uderzające, jak by się nie wściekały różne Coheny, Fischery i cała ta koszerna reszta unijnego naczalstwa.

A to, że Unia nie czyni żadnych, ale to absolutnie żadnych sensownych kroków, aby ratować starzejącą się Europę od zapaści, to nie głupota, to nie brak kompetencji – ale celowy sabotaż, dokonywany rękami ludzi należących do rasy pochodzącej gdzieś z Chazarii, nienawidzącej wszystkich, oprócz Chazarów i dla chazarskich, szubrawych interesów gotowej podpalić świat. Co już parokrotnie miało miejsce.

Posted in Polityka | 8 Komentarzy »