Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Marek o Traditionis Custodes
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    Marek o Klęska ministra Niedzielskiego…
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    mistrzYoda o Traditionis Custodes
    Wladca o Klęska ministra Niedzielskiego…
    Tralala o List przełożonego generalnego…
    revers o Będziemy mieli dokumenty, jak…
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    ajmar o Będziemy mieli dokumenty, jak…
    Waldek o Będziemy mieli dokumenty, jak…
    revers o Wolne tematy (53 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 549 obserwujących.

Archive for 15 marca, 2010

Fałszywe złoto, zatruta ekonomia efektem talmudycznej moralności

Posted by Marucha w dniu 2010-03-15 (Poniedziałek)

Ten niezwykle ważny artykuł skopiowaliśmy ze znanego portalu informacyjnego Bibula.pl: http://www.bibula.com/?p=19304

Ostatnie szokujące informacje, zupełnie przemilczane przez światowe media wskazują, że pewne kręgi w Stanach Zjednoczonych sfałszowały miliony sztabek złota, których wartość ocenia się na zawrotną sumę 600 miliardów dolarów (ang. billion).

Sprawa wyszła na jaw w październiku 2009 roku kiedy to Chiny, zakupiwszy około 5700 sztabek złota, każda o wadze 400 uncji, nabrały podejrzeń co do prawdziwej ich jakości. Po zbadaniu sztabek, które według oficjalnych dokumentów zostały wysłane bezpośrednio z amerykańskiego skarbca złota w Fort Knox (United States Bullion Depository), okazało się, że ich rdzeń wcale nie zawiera złota, lecz w sumie jest to sztaba wolframowa – wolfram jest metalem o wadze niemal równej złotu – jedynie pokryta zewnętrzną warstwą prawdziwego złota. Informację na ten temat przekazał przed kilkoma dniami jeden z największych pakistańskich dzienników Pakistan Daily i choć jest ona niezwykłej wagi, pominięta została przez, tak niby różnorodne, choć w sumie mówiące jednym-słusznym głosem media.

Dochodzenie w tej sprawie ujawniło, że najwyraźniej fałszerstwem na tak wielką skalę zajął się sam rząd USA, a przynajmniej za jego wiedzą i zgodą dokonano tego procederu w centralnych czynnikach tzw. Banku Rezerw Federalnych. Okazało się, że przed około 15 laty, w czasie administracji prezydenta Clintona (a chodzi tutaj o najbardziej wpływowe postaci tego okresu, czyli Roberta Rubina, Alana Greenspana i Lawrence’a Summers – nota bene wszyscy trzej są wyznawcami judaizmu, proizraelskimi i prosyjonistycznymi fanatykami, dla których prawdziwe dobro Ameryki zawsze ustępuje przed priorytetem Izraela i diaspory żydowskiej), w jednej z nowoczesnych fabryk na terenie USA, zużywając do tego celu 16 tysięcy ton wolframu, dokonano fałszerstwa w postaci wyprodukowania od 1,3- do 1,5-miliona odpowiednich sztabek wolframu. Sztabki wolframowe pokryto następnie warstwą złota, po czym około 640 tysięcy takich wolframowo-złotych falsyfikatów przesłanych zostało do skarbca w Fort Knox. Jak twierdzą źródła chińskie, pozostałe z tak wyprodukowanych sztabek, czyli nawet do 860 tysięcy, zostało upłynnionych na globalnych rynkach złota i światowych giełdach.

Dlaczego wolfram?

Tak jak do doskonałego podrobienia pieniędzy papierowych potrzebny jest papier maksymalnie zbliżony w swoich własnościach fizyko-chemicznych do oryginalnego, tak i w przypadku próby podrobienia sztabek złota konieczne jest znalezienie takiego materiału, który sprawi, że fałszywa sztabka nie będzie się niczym różniła od oryginału. Potencjalni fałszerze natrafiają w przypadku złota na wielką trudność: złoto bowiem jest metalem bardzo ciężkim i znalezienie substytutu, który przy zbliżonych własnościach kosztuje dużo mniej, jest bardzo trudne. Z tego względu można brać pod uwagę jedynie dwa metale: zubożony uran, który jest stosunkowo tani (przynajmniej dla odbiorcy rządowego), lecz niestety cechuje się wykrywalną promieniotwórczością, oraz właśnie wolfram. Wolfram jest metalem bardzo tanim (30 dolarów za funt, w porównaniu do funta złota sięgającego 12 tysięcy dolarów) i różnica pomiędzy kosztem doskonale podrobionej sztabki wolframowo-złotej a złotą jest jak jeden do ośmiu: 400 uncjowa sztabka wolframowa kosztuje około 50 tysięcy dolarów, zaś złota – 400 tysięcy dolarów. Wolfram posiada również niemal identyczną jak złoto gęstość, co sprawia, że sztabka złota i wolframu waży niemal tyle samo. W przypadku zastosowania na przykład zwykłej stali, sztabka o tych samych wymiarach ważyłaby prawie 3 razy mniej niż prawdziwa sztabka złota. Przekonał się o tym niedawno centralny bank Etiopii, gdy w 2008 roku próbował sprzedać złoto rządowi Południowej Afryki – dostawa została zwrócona gdy okazało się, że zawiera sztabki złota wykonane ze stali, jedynie pokryte warstwą złota. O znalezieniu w zasobach bankowych Niemiec sfałszowanej sztabki wolframowo-złotej doniosła również niemiecka stacja telewizyjna ProSieben.

Sztabki złota przekazane z amerykańskiego skarbca bankowi Chin, były właśnie w praktyce sztabkami wolframu pomniejszonymi o około 3 milimetry z każdej strony i z nałożoną 1,5-milimetrową warstwą złota. Tak wykonana podrobiona sztabka niemal we wszystkim przypomina oryginalną sztabkę złota: wagowo zgadza się perfekcyjnie, można ją obstukiwać uzyskując pożądany dźwięk, można ją poddać testom chemicznym, a nawet prześwietlić promieniami Rentgena, bez uzyskania negatywnych wyników. Jedynym sposobem na sprawdzenie czy sztabka w całości wykonana jest ze złota, jest wywiercenie małych otworów wgłąb sztabki. Złoto jest materiałem bardzo, bardzo kruchym (czyste złoto można niemalże modelować palcami), natomiast wolfram jest niezwykle twardy. Już pierwsza próba zrobienia otworu w takiej sztabce, kończy się złamaniem wiertła. I widocznie wiele wierteł Chińczycy połamali sobie.

Rotschild wycofał się z handlu złotem?

W świetle tak ewidentenego fałszerstwa sztabek przysłanych do Chin, nowego znaczenia nabrały dotąd tajemnicze fragmentaryczne informacje pojawiające się tu i ówdzie w ostatnich latach. Śledztwo oraz tzw. biały wywiad wskazują np. na ciekawą wiadomość z 2 lutego 2004 roku, kiedy to prokurator na Manhattanie aresztował Stuarta Smitha, jednego z najwyższych przedstawicieli giełdy New York Mercantile Exchange – NYMEX. Interesujące, że po nalocie na biura wice-prezydenta NYMEX i po praktycznym zniknięciu tej osoby, nie ukazała się na ten temat żadna wzmianka i nic nikomu nie wiadomo o losach sprawy, a do dnia dzisiejszego biuro prokuratora milczy na ten temat nie wyjaśniając motywów akcji. Co jest jednak najstotniejsze i co może rzucać światło na prawdziwe przyczyny tej akcji, to fakt, że biuro owego prezydenta giełdy miało szczególne zadanie: przechowywało ono szczegółowe informacje o każdej transakcji każdej sztabki, wraz z miejscem pochodzenie, numerem seryjnym sztabki, kupcem, itp. Pomimo, że nadal nie wiadomo jaka grupa – rządowa, para-rządowa, bankowa, reprezentująca obcy wywiad – kontroluje ten sektor, to monopol na informację o każdej przeprowadzonej bądź zamierzonej transakcji jest niezbędny dla grupy chcącej kontrolować dystrybucję złota.

Niemal w tym samym czasie, w kwietniu 2004 roku w sieci Reutersa pojawiła się równie tajemnicza informacja: oto londyński bank inwestycyjny NM Rothschild & Sons, Ltd znienacka oznajmił, że wycofuje się z transakcji złota na giełdzie londyńskiej. Komentatorzy nie znając prawdziwych przyczyn tak nieprawdopodobnej decyzji uznali, że albo “coś jest nie tak”, albo “wiedzą oni [tj. bank Rotschilda] o szykowaniu się jakiegoś wielkiego skandalu” związanego z handlem złotem, i nie chcą oficjalnie brać w tym udziału bądź też nie chcą być z tym skandalem kojarzeni.

Fed nie chce ujawnić informacji

Jednym z komentatorów finansowych podejmująch te tematy był Bill Murphy, założyciel organizacji Gold Antitrust Action Committee (GATA), mającej na celu ukazywanie opinii publicznej nieprawidłowości w handlu złotem. Organizacja ta postawiła sobie za cel zdobycie od władz amerykańskiego federalnego systemu bankowego informacji o transakcjach złotem, gdyż wszelkie przesłanki wskazywały na trwającą dziesiątki lat manipulację cenami złota na rynkach światowych dokonywaną przez amerykański Bank Federalny. GATA, powołując się na prawo Freedom of Information Act (FOIA) upoważniającą do dostępu do informacji, złożyło wniosek do Federalnego Banku o ujawnienie wszystkich informacji o przeprowadzonych i zamierzonych transakcjach złota, począwszy od 1990 roku.

5 sierpnia 2009 roku Bank Federalny odpowiedział przekazując dokumenty liczące 173 stron, na których dokonano jednak wielu ocenzurowań zamazujących tekst. Poinformowano również, że nie ujawniono dodatkowych 137 stron. Gdy GATA odwołała się żądając wyjaśnień dlaczego nie ujawniono całości dokumentacji, w miesiąc później nadeszła odpowiedź od jednego z dyrektorów Systemu Rezerwy Federalnej, Kevina M. Warsh. W liście tym już w pierwszym paragrafie przyznano, że żądane informacje “dotyczące zamiany z innymi bankami zagranicznymi dokonywane przez System Rezerwy Federalnej, nie jest tym rodzajem informacji, którą zwykliśmy przekazywać opinii publicznej.”

Kto rządzi systemem monetarnym?

Oczywiście nie wiadomo na razie w jaki sposób i kto dokonał próby oszukania i poważnej destabilizacji światowego systemu zasobów złota, lecz nie mogło się to odbyć bez udziału tzw. federalnego banku Stanów Zjednoczonych. Czym zatem jest System Rezerwy Federalnej (zwany często pieszczotliwie Fed-em)? Jest to instytucja bankowa zawiadująca emisją pieniądza amerykańskiego i całkowicie go kontrolująca. Jest instytucją prywatną zarządzającą amerykańskim systemem finansowym, działającym wbrew literze Konstytucji, która wyraźnie mówi, że prawo do emisji pieniądza ma Kongres. Tak więc pomimo zwodniczej nazwy, na próżno szukać adresu tej instytucji w książkach telefonicznych na tzw. Blue Pages, czyli stronach wyliczających instytucje rządowe, bowiem “Bank Federalny” nie jest ani instytucją rządową ani federalną, jest natomiast instytucją prywatną i właśnie jako instytucja prywatna jest wymieniona na stronach żółtych, czyli na Yellow Pages, obok takich biznesów jak np. “Federal Express”.[1] Ta prywatna firma o celowo zwodniczej nazwie “Federal Reserve System”, nadzorowana jest przez pięciu członków wchodzących w skład Zarządu, czyli “Federal Reserve Board of Governors”. Może wymieńmy po kolei nazwiska dzisiejszych członków zarządu. Są to: Benjamin S. Bernanke, Donald L. Kohn, Kevin M. Warsh, Elizabeth A. Duke i Daniel Tarullo. Przed tymi dwiema ostatnimi osobami, funkcję sprawowali: Randall S. Kroszner i Frederic S. Mishkin.

Może przyjrzyjmy się teraz sylwetkom tych osób, które – przypomnijmy – w sposób niemal absolutny zawiadują systemem monetarnym w Stanach Zjednoczonych i dodajmy ich pochodzenie etniczne, a otrzymamy interesujący obrazek:

Benjamin S. Bernanke – żydowskie
Donald L. Kohn – żydowskie
Kevin M. Warsh – żydowskie (najmłodszy w historii dyrektor Fed-u, mianowany w wieku 35 lat)
Elizabeth A. Duke – w biografii nie ujawniono – ani na stronach Banku Federalnego, ani w encyklopediach
Daniel Tarullo – w biografii nie ujawniono – ani na stronach Banku Federalnego, ani w encyklopediach

Poprzedni dyrektorzy:
Randall S. Kroszner – żydowskie
Frederic S. Mishkin – żydowskie

Gdyby jednak dalej penetrować skład osobowy Fed-u, to oprócz pięciu dyrektorów (dzisiaj: trzech jest pochodzenia żydowskiego, do tej pory było ich pięciu, czyli 100%), mamy również dwunastu regionalnych prezydentów. Uwzględnijmy zatem i tych dyrektorów i zobaczmy jak tutaj rozkłada się ta etniczna przynależność. Otóż okazuje się, że i tutaj mamy do czynienia z nieprawdopodobną nadreprezentacją etniczno-religijną pewnej grupy, która jednak oburza się gdy próbuje się wskazywać na jej oczywiste korelacje z systemem finansowym. Dla pełnego obrazu wymieńmy zatem nazwiska prezydentów poszczególnych oddziałów i ich etniczno-religijną przynależność:

Oddział Boston: Eric S. Rosengren – żydowskie
Filadelfia: Charles I. Plosser – żydowskie
Richmond: Jeffrey M. Lacker – żydowskie
St. Louis: James B. Bullard – żydowskie
Kansas City: Thomas M. Hoenig – żydowskie
Dallas: Richard W. Fisher – żydowskie
San Francisco: Janet L. Yellen – żydowskie
Minneapolis: Narayana R. Kocherlakota – w biografii nie ujawniono – ani na stronach Banku Federalnego, ani w encyklopediach (zastąpił Gary H. Sterna – żydowskie )
Nowy Jork: William C. Dudley – goj
Cleveland: Sandra Pianalto – goj
Atlanta: Dennis P.Lockhart – goj
Chicago: Charles L. Evans – goj

Tak więc z grupy pięciu członków Zarządu, trzech stanowią Żydzi, czyli 60 procent. Z grupy 12 regionalnych prezydentów, mamy dzisiaj 6 zadeklarowanych Żydów, czyli 50 procent. W sumie, na 17 najważniejszych stanowiskach zasiada 9 Żydów (dotychczas było ich 12), choć cały czas nie wiemy czy wobec reszty nie chodzi o zakonspirowanych Marranos. Wobec 2% populacji Żydów w USA, zjawisko to oznacza ponad 25-krotną nadreprezentację Żydów w zarządzie głównym i oddziałach Banku Federalnego (dotychczas była to nadreprezetacja ponad 35-krotna). Podobna sytuacja jest Departamencie Skarbu (U.S. Treasury Department), gdzie na 11 najważniejszych stanowiskach, w pięciu zasiadają zadeklarowani Żydzi.

Manipulacja

Szefem Departamentu Skarbu jest dzisiaj jak wiadomo Timothy Geithner, którego jednak trudno jest zakwalifikować do którejkolwiek grupy, gdyż przed jego nominacją przez Baraka Obamę na to stanowisko, figurował on w Wikipedii jako Żyd, lecz później zmieniono go na członka “kościoła anglikańskiego (Episcopalian)”, a dzisiejsze wydanie Wikipedii nie informuje nawet o tym. Jaka jest “prawdziwa prawda” – nie wiadomo, ale czy to zmienia tak wiele? Nie aż tak bardzo, chociaż stanowi znakomity przykład tego, że o osobach zajmujących kluczowe stanowiska w państwie i organach wpływających na zasadnicze aspekty życia publicznego, tak w zasadzie to nic nie wiemy, poza dziesięcio-zdaniowym Resume publikowanym na oficjalnych stronach. Wiemy jaką szkołę ten i ów delikwent skończył, wiemy częściowo gdzie pracował, dowiadujemy się niekiedy, że np. lubi grać w golfa, ale o etnicznym pochodzeniu, o duchowej afiliacji, o wzorcach ideowych, z reguły nie wiemy nic. A przecież warto wiedzieć czy ktoś współuczestniczący w najważniejszych decyzjach państwa rzutujących na całe życie obywateli, adoruje Freuda, Marksa, Engelsa i innych bożków żydowskich. Warto wiedzieć, bo adoracja ta zawsze przynosiła jak najgorsze skutki.

Z obecnym Sekretarzem Skarbu wiążą się też i inne ciekawe zjawiska. Oto na wieść o mianowaniu przez prezydenta-elekta Baracka Obamę na stanowisko Sekretarza Skarbu, giełda amerykańska “zareagowała” wzbijając się o 500 punktów, przełamując kilkudniowy spadek i marazm “inwestorów”. Mamy wreszcie wybawiciela – krzyczano – oto przyszedł na pokład nowego, wspaniałego, lśniącego “s/s Obama” nowy guru mający uzdrowić gospodarkę – obwieściły wszystkie media, finansowe stacje i portale. Wskaźniki akcji brazylijskich kopalń, chińskich firm budowlanych, amerykańskich gigantów poszybowały w górę, bo oto przyszedł ktoś, kto “zmieni to wszystko”, “uporządkuje bałagan”, “przebuduje gospodarkę”. Zaczęło się więc intensywne budowanie “nowego wspaniałego świata”, chociaż, jak ostrzegł swoistym bełkotem prezydent-elekt: “Będzie jeszcze gorzej zanim będzie lepiej”. Pomóc miał w tym procesie Timothy Geithner – “nowy” człowiek, przyjęty przez “inwestorów” niemalże jako “wybawiciel”. No cóż, przy takim poziomie medialnego kwiku można przeforsować każdą, nawet najbardziej absurdalną tezę, również i tą, że Geithner pochodzi spoza układu, jest “nowym” człowiekiem, no i że naprawi rozstrojoną gospodarkę. Przykład Geithera pokazuje przy okazji jak bardzo zmanipulowane są media, które potrafią na zawołanie wytworzyć efekt eurofii czy przygnębienia.

Z uwagi na skomplikowane powiązania współczesnych instrumentów ekonomicznych, stosowany żargon finansowy graniczący z nowomową oraz to, że ekonomia jako tzw. nauka społeczna czyli w gruncie rzeczy pseudonauka jest w stanie wyprodukować sprzeczne ze sobą odpowiedzi, przeciętnemu obywatelowi można wmówić niemal wszystko. Wyspecjalizowane w nowoczesnej inżynierii socjotechniczej wszechwładne media, nie tylko na poziomie treści, ale nawet doboru towarzyszącej oprawy muzycznej stwarzają “klimat dnia” – a to totalnej klęski, a to zwycięstwa w bitwie o “lepszą przyszłość”, a to chwilowego zawieszenia. Wystarczy przez kilka dni posłuchać dajmy na to takiego National Public Radio, czyli tzw. publicznego radia amerykańskiego, by gołym okiem dostrzec, raz to prymitywaną, raz niezwykle wyrafinowaną manipulację. Aby sprostać zapotrzebowaniu na “kozła ofiarnego”, media te wyszukują też kolejnych “winnych” obecnego kryzysu by na nich chwilowo skupić wzbierającą się złość, a stają się nimi a to brokerzy i spekulanci z Wall Street, a to szefowie największych korporacji, a to oszuści mniejszego kalibru, których zresztą zawsze niemało.

Najmniej winni okazują się być jednak ci, którzy od lat nieprzerwanie dzierżą władzę w poszczególnych rządowych bankach różnych państw, w amerykańskim “federalnym” banku rezerw i różnego rodzaju radach nadzorczych niezliczonych ciał finansowych, doradczych i “pozarządowych organizacji”. Osobników tych nie eksponuje się zbytnio w mediach, nie ukazuje się ich jako sprawców dzisiejszej klęski czy – broń Boże – jako złoczyńców. Wręcz przeciwnie – pokazywani są jako kolejni wybawcy. Jako jednego z takich wybawicieli przedstawiono Timothy Geithner’a, człowieka który pomimo stosunkowo młodego jak na wyjadaczy finansowego establishmentu wieku, był doskonale znany w kręgach finansowych i od lat zaangażowany w budowę systemu określanego już nawet oficjalnie jako “nowy porządek finansowy”, czyli elementu masońskiego Nowego Porządku Światowego, w którym wszystkim będzie żyło się dobrze, a niektórym jeszcze lepiej. Geithner to ten sam, pod którego bacznym okiem doprowadzono do kryzysu, który tak “niespodziewanie wybuchł” w czasie kampanii prezydenckiej. Geithner zatem to nie żaden człowiek spoza układu, lecz właśnie skuteczny wykonawca konkretnego Planu globalizacji. Jak pisza finansowy portal CNN.Money (listopad 2008):

“Geithner dzierżył przez ostatnie pięć lat jedno z najbardziej wpływowych, choć mało znanych stanowisk w tym kraju – jako prezydent New York Federal Reserve. Jego pozycja polegała w gruncie rzeczy na nadzorowaniu Wall Street. Jest również członkiem federalnego komitetu ‘otwartego rynku’ (Federal Open Market Commitee), który ustanawia politykę monetarną kraju”.

Jakże to więc: przez pięć ostatnich lat był tym, który “nadzorował” Wall Street, którego ekscesy wskazuje się dziś jako przyczyny kryzysu, współustanawiał politykę monetarnę, która zawiodła w całej rozciągłości, był również członkiem Rady Stosunków Międzynarodowych (Council on Foreign Relations – CFR), wpływowego ciała dbającego o podbudowę teoretyczną imperialnego ekspansjonizmu USA i pryncypialność wobec “największego sojusznika” USA, czyli Izraela – i pomimo tego uważa się jego kandydaturę jako idealną i mającą przynieść Ameryce zbawienie? Otóż, nie “pomimo”, lecz właśnie dlatego.

Konsekwencje

Manipulacja medialna, nadreprezentacja Żydów na kluczowych stanowiskach systemu finansowego, brak otwartości, a najczęściej zupełna tajność wielkich operacji finansowych, ukrywanie przed społeczeństwem bieżących działań kluczowych instytucji, nie dopuszczanie do poznania historycznych danych, ścisłe strzeżenie planów na przyszłość, przyzwolenie na tworzenie nowych i funkcjonowanie nieetycznych instrumentów finansowych, przede wszystkim lichwy – to tylko kilka przyczyn obecnego kryzysu. Thomas Jefferson przestrzegał, że “Instytucje bankowe są bardziej niebezpieczne dla naszej wolności niż czynna armia.” Prezydent Andrew Jackson, który już przed 180 laty sprzeciwiał się próbom utworzenia przez żydowskich bankierów “Banku Narodowego” (Bank of the United States), za co przeprowadzono na jego życie trzy zamachy, o bankierach mówił bez ogródek: “Jesteście plemieniem żmijowymi i złodziejami. Mam zamiar wyplenić was, i z pomocą Boga, wyplenię was. Ach, jeśli tylko naród amerykański zrozumiałby poziom niesprawiedliwości w naszym systemie monetarnym i systemie bankowym, to nim nastałby jutrzejszy dzień, wybuchłaby rewolucja.” Również i przedsoborowy Kościół, którego nie ogarnął jeszcze wtedy demoniczny obłęd “dialogów” i “ekumenizmów”, rozumiał przyczyny zła i jasno się na ten temat wypowiadał. Jak pisało w 1890 roku jezuickie wydawnictwo Civilta Cattolica: “Jeśli jakiś kraj oddala się od Boga, poddaje się rządom Żydów.”

Dzisiejsza Ameryka i cały świat nie tylko oddaliły się od Boga, lecz pogrążyły w masońskiej i talmudycznej ideologii. Wcielane przez wrogów porządku społecznego plany totalnej kontroli nad wszystkim i wszystkimi oraz dążenie do dewastacji dusz każdego człowieka, stają się wzorcem funkcjonowania instytucji rządowych i społecznych. Równie głęboka dewastacja spotkała sferę gospodarczo-kapitałową, którą masońscy ideolodzy wraz ze światowymi lichwiarzami doprowadzili do sytuacji niemal bez wyjścia: pieniądz fiducjarny stał się bezwartościowym śmieciem, jedynie tymczasowo podtrzymywanym przy życiu za pomocą różnego rodzaju tricków i interwencji, a teoretyczna możliwość powrotu do partytetu złota została przekreślona również przez wprowadzenie do obiegu fałszywych sztabek złota. Piszę “również”, ponieważ i bez tego wołanie o powrót do tej formy monetarnego porządku już dawno utraciło racjonalne podstawy w wyniku przejęcia kontroli nad zasobami złota przez prywatne banki, w większości w rękach zaledwie kilku rodzin spod “czerwonego”, “zielonego” czy innego herbu. W rezultacie takiego stanu rzeczy, bez radykalnego uporządkowania sfery bankowości z likwidacją lichwy i systemu frakcyjnego; bez bezwzględnego powrotu fiskalnego konserwatyzmu; bez jak najszerszego zastosowania etyki w stosunkach społeczno-gospodarcznych, tak doskonale wyrażonej w encyklikach papieży Leona XIII i Piusa IX; bez powrotu do sprawdzonych, średniowiecznych metod autonomii lokalnych, rzemieślniczych, cechowych, stanowych; bez zastosowania zdrowej wizji dystrybucjonizmu i zasad solidarności społecznej; wreszcie, bez całkowitej przemiany mentalności społeczeństw z odrzuceniem cywilizacji śmierci, z milionami ofiar nienarodzonych dzieci, zgubnej również z ekonomicznego punktu widzenia – jedyną drogą dla ludzkości będzie pogłębiający się chaos, a w konsekwencji totalna zapaść i powrót do wymiany barterowej.

Lech Maziakowski, Washington, DC: 13 marca 2010

[1] Sytuacja z wyszczególnianiem firm (Yellow Pages) i instytucji rządowych (Blue Pages) zaciera się w dobie Internetu, gdyż obie te grupy wylistowane są w jednej wyszykiwarce domeny http://www.yellowpages.com. “Federal Reserve System” jest tam zakwalifikowany jako “instytucja rządowa”. Jeśli jednak wrócimy do drukowanych w latach wcześniejszych osobnych książek telefonicznych, zjawisko to stanie się czytelniejsze.

Posted in Polityka, Różne | 53 Komentarze »

Pierwszy bezpłciowiec

Posted by Marucha w dniu 2010-03-15 (Poniedziałek)

Pierwsza na świecie osoba bez konkretnej płci

Norrie May-Welby, 48-latek, który urodził się w Wielkiej Brytanii, w wieku siedmiu lat wyemigrował do Australii, a następnie w 1990 roku przeszedł operację zmiany płci, został oficjalnie uznany za pierwszą na świecie osobę nie posiadającą konkretnej płci – czytamy w serwisie telegraph.co.uk.

Życie w ciele kobiety także nie spełniało oczekiwań Norrie i wtedy postanowił, iż będzie się ubiegać u władz Australii o otrzymanie statusu osoby z „nieokreśloną płcią”. Po tym jak lekarze nie byli w stanie określić właściwej płci Norrie urzędnicy wydali mu certyfikat urodzin, bez określenia w nim płci.

– Nie mieszczę się w pojęciu mężczyzny ani kobiety. Najprostszym rozwiązaniem jest więc nieidentyfikowanie się z żadną płcią – przekonywał Welby.

Rzecznik „The Gender Trust” (brytyjska organizacja zajmująca się wspieraniem transseksualistów) z entuzjazmem przyjął decyzję urzędu z Australii stwierdzając, że „wielu osobom podoba się idea bycia osobą bez płci”.

Artykuł pochodzi z Onet.pl

Posted in Kultura | 12 Komentarzy »

Powstańcy do stodoły?

Posted by Marucha w dniu 2010-03-15 (Poniedziałek)

Leśnica, to miejscowość położona na stoku Góry Świętej Anny znanej z walk toczonych w Powstaniach Śląskich. Teren ten i okolice przechodziły z rąk do rąk, bo ze względu na jego strategiczne znaczenie walki były zacięte. To tu oddało życie wielu z tych, co pragnęli polskości tych ziem.

Po latach upamiętniono ich pomnikami. Jeden z nich, autorstwa Jana Borowczaka stanął przed 30 laty na rynku Leśnicy. Nikomu specjalnie nie przeszkadzał jeszcze do niedawna. W roku 2002 opracowano projekt modernizacji centrum miasteczka, w którym pomnik jakoś „się nie zmieścił”.

Zaproponowano jego przeniesienie do Muzeum Czynu Powstańczego. Poczyniono wszelkie możliwe uzgodnienia, poza jednym. Nie było i nie ma decyzji Muzeum w tej sprawie. Jest zgoda Wojewódzkiego Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, jednak nie określająca miejsca, w które pomnik ma być przeniesiony. Po kilkuletnich staraniach o fundusze w ubiegłym roku uzyskano wreszcie dotację unijną w wysokości 2,6 mln. złotych i rozpoczęto prace, a obecne po zimowej przerwie wznowiono je.

Nie załatwiona sprawa pomnika spowodowała obawy, że może on po prostu zostać zniszczony. Okazało się, że jeszcze nie wszyscy należą do Mniejszości Niemieckiej i o polskie racje się upomniano. Z powodu szumu medialnego jaki podniósł się wokół tej sprawy radni miejscy postanowili jeszcze raz sprawę pomnika rozważyć. Na sesji jaka odbyła się w poniedziałek 8 marca 2010 podjęto jednogłośną decyzję o pozostawieniu pomnika w mieście. Jednak nadal brak jest decyzji o konkretnym miejscu gdzie zostanie ustawiony. Gdyby miał pozostać na rynku konieczna byłaby zmiana planu.

To z kolei mogłoby skutkować cofnięciem dotacji, bo jak wiadomo przepisy unijne pełne są haczyków umożliwiających taki manewr. Rada Miejska ma w swym składzie 11 reprezentantów Mniejszości i 4 do niej nie należących. Czy możemy oczekiwać, że zaryzykują utratę ”kasy” dla polskiego pomnika? Są obywatelami Polski, ale są i obywatelami Niemiec. Co zwycięży? Wygląda na to, że na razie znajdzie się w on magazynie, a potem „coś się wymyśli”.

W telefonicznej rozmowie burmistrz, Łukasz Jastrzębski burmistrz@lesnica.pl obiecał, że o wszystkim będzie na bieżąco informował na  www.lesnica.pl

Polecamy więc sprawę uwadze i pamięci naszych czytelników. Coś jesteśmy im winni, im Śląskim Powstańcom!!

Jacek Bezek, Opolskie Stowarzyszenie Pamięci Narodowej
Za http://mysl.pl

Góra Św. Anny

Posted in Kultura | 3 Komentarze »

O majorze Zygmuncie Szendzielorzu

Posted by Marucha w dniu 2010-03-15 (Poniedziałek)

Ani Telewizja Polska, ani Instytut Pamięci Narodowej nie odnotowały 100. rocznicy urodzin majora Zygmunta Szendzielarza, „Łupaszki”. Choć obie instytucje się bronią, że 1 marca, czyli w dniu, kiedy obchodzony jest Dzień Żołnierza Wyklętego, w TVP Historia wyemitowano ośmioodcinkowy cykl krótkich form dokumentalnych pt. „Żołnierze wyklęci”, który powstał pod patronatem naukowym IPN, to jednak w ocenie historyków jest to za mało, zważywszy na szczególną rolę, jaką „Łupaszka” odegrał w polskim powojennym podziemiu.

Major Zygmunt Szendzielorz "Łupaszko"

Jak mało kto znienawidzony przez środowisko Plugawego Jąkały... bo był Polakiem.

Oddziały dowodzone przez „Łupaszkę” w latach 1945-1948 rozbiły około 60 posterunków Milicji Obywatelskiej, kilka placówek Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego i posterunków Służby Ochrony Kolei, a także kilkanaście miejsc stacjonowania Armii Czerwonej.

Jak poinformował Andrzej Arseniuk, rzecznik prasowy IPN, cykl filmów „Żołnierze wyklęci” był jednocześnie upamiętnieniem osoby i dokonań mjr. Zygmunta Szendzielarza, „Łupaszki”. Zatem winien się wpisywać także w uczczenie 100. rocznicy urodzin sławnego żołnierza. Arseniuk zaznaczył przy tym, że cykl filmów powstał przy dużym nakładzie finansowym IPN, nie wymienił jednak żadnej konkretnej sumy. Podkreślił ponadto, że IPN uczestniczy w różny sposób w promowaniu osoby „Łupaszki”. Z inicjatywy Instytutu powstał m.in. komiks dla młodzieży dotyczący dokonań majora AK. W delegaturach i oddziałach IPN w marcu były i będą organizowane prelekcje naukowe z udziałem znanych historyków odnoszące się do życiorysu i działań mjr. Zygmunta Szendzielarza. Rzecznik IPN nie skonkretyzował jednak, w jakich oddziałach Instytutu odczyty te miały miejsce ani kto je prezentował.

Jak poinformował nas dr Krzysztof Szwagrzyk, naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN we Wrocławiu, Instytut nie odnotował w sposób szczególny na Dolnym Śląsku 100. rocznicy urodzin majora „Łupaszki” z powodu natłoku zajęć, m.in w związku ze zbliżającymi się uroczystościami katyńskimi. Jak tłumaczył Szwagrzyk, kilkunastu pracowników nie było w tym roku w stanie zorganizować żadnej wystawy czy też wydać specjalnych biuletynów z tej okazji. Jednakże Szwagrzyk zaznaczył, że wrocławski IPN zawsze w swej działalności o „Łupaszce” pamięta, i być może w przyszłym roku szczególniej zaznaczy kolejną rocznicę jego urodzin.

Ośmioodcinkowy cykl krótkich form dokumentalnych pt. „Żołnierze wyklęci” Telewizja Polska SA zrealizowała pod patronatem naukowym IPN. Niestety, nie udało się nam skontaktować z rzecznikiem prasowym TVP Danielem Jabłońskim, aby porozmawiać o upamiętnieniu postaci „Łupaszki”. Jak czytamy na stronie internetowej Telewizji Polskiej, w filmach, które TVP wyemitowała 1 marca br. „pokazano determinację żołnierzy, ich wiarę w to, o co walczyli. Żołnierze wiedzieli, że zginą i chcieli zginąć tylko w walce”. Jednak 12 marca TVP już „zapomniała” o rocznicy urodzin Zygmunta Szendzielarza.

Postać majora „Łupaszki” jest jedną z najbardziej znaczących wśród tysięcy innych żołnierzy Armii Krajowej, którzy nie złożyli broni po 1945 roku, a wielu z nich zostało potem zamordowanych przez komunistów. Część żołnierzy, w tym i „Łupaszka”, została poddana brutalnemu śledztwu i przeprowadzono przeciwko nim pokazowe, sfingowane procesy sądowe. 1 marca TVP Historia przedstawiła także sylwetki kpt. Jana Dubaniowskiego „Salwy”, dowódcy oddziału partyzanckiego „Żandarmeria”, kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara” i kpt. Henryka Flamego „Bartka”. Widzowie poznali także innych bohaterów polskiego podziemia antykomunistycznego, jak ppłk Łukasz Ciepliński „Pług”, Stanisław Ludzia „Harnaś”, ks. Władysław Gurgacz „Sem” oraz żyjąca dotąd Janina Smoleńska „Jachna”. Jak podaje TVP, powołując się na dane TNS OBOP, „Żołnierzy wyklętych” obejrzało ponad milion widzów. To bardzo dobry wynik, zważywszy na to, że zasięg TVP Historia jest bardzo mały (satelita lub sieci kablowe) i niewiele było programów, które miały w przeszłości podobną oglądalność. Tym bardziej więc szkoda, że telewizja publiczna zlekceważyła możliwość bliższego przedstawienia sylwetki „Łupaszki” 12 marca, gdy minęła 100. rocznica jego urodzin. Widać bowiem, że widzowie są zainteresowani dobrymi programami historycznymi w TVP, ale rzadko mają możliwość ich oglądania. Wiele wartościowych programów dotyczących najnowszej historii jest bowiem emitowanych właśnie albo tylko w TVP Historia, albo w Programie 1 lub 2, i to bardzo późno w nocy, co ogranicza krąg potencjalnych widzów.

Mało mówimy o „Łupaszce”

Na jeszcze inny problem wskazuje historyk Leszek Żebrowski. Podkreśla, że Instytut Pamięci Narodowej wydaje bardzo dużo naukowych i popularnonaukowych pozycji z tego zakresu, ale trafiają one cały czas do tych samych odbiorców. Nie ma, niestety, tak potrzebnej masowej popularyzacji postaci, takich jak major Zygmunt Szendzielarz. – Dlatego milion widzów okolicznościowych filmów w TVP dotyczących żołnierzy wyklętych to i tak dużo. Pamiętajmy, że przecież nie wszyscy oglądają telewizję – dodaje Żebrowski.

W ocenie prezesa Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Czesława Cywińskiego, postać majora „Łupaszki” była tak szczególna, iż zasługuje na przypomnienie w każdą rocznicę dotyczącą zrywów polskiego podziemia. I również w rocznicę jego urodzin.
– Należałaby się tu choćby mała wzmianka, choćby przypomnienie w formie na przykład wystawy czy krótkiego filmu dokumentalnego. Po to, by postać majora zapadała coraz głębiej w świadomość młodego pokolenia – zauważa Czesław Cywiński. Zaznacza, że „Łupaszka” był jednym z dowódców, których władza ludowa obawiała się najbardziej. Wydano na niego aż 18 wyroków śmierci, a każdy z nich był ceną za walkę i bohaterstwo przeinaczone później przez ludową propagandę.

Walczył o wolność i prawdę

Jak przypominają historycy, major Zygmunt Szendzielarz był oficerem polowym Wojska Polskiego i Armii Krajowej, dowódcą 5. Wileńskiej Brygady AK, kawalerem Krzyża Virtuti Militari. Walczył z Niemcami, z ich litewskimi kolaborantami, także ze zbrojnymi bandami sowieckimi na Wileńszczyźnie wykonującymi rozkazy sztabu partyzanckiego w Moskwie. Ich działalność była skierowana nawet nie tyle przeciwko Niemcom, ile przeciw Polakom. Sowieccy „partyzanci” dawali się we znaki Polakom z Wileńszczyzny, napadali też na żołnierzy z oddziałów AK i ich mordowali.

Zygmunt Szendzielarz nie miał złudzeń co do zamiarów Sowietów wobec Polaków i Polski, i dlatego odmawiał współpracy z oddziałami Armii Czerwonej walczącymi z wycofującymi się na Zachód Niemcami. Z tego powodu jego oddział nie brał udziału w operacji „Ostra Brama”, gdy oddziały AK wyzwoliły Wilno. Obawy „Łupaszki” się potwierdziły, bo wkrótce Sowieci rozbroili akowców, część z nich wymordowano, a wielu uwięziono i wywieziono do łagrów.

Po wojnie Zygmunt Szendzielarz prowadził szeroką akcję dywersyjno-propagandową na terenie Podlasia, Pomorza Gdańskiego i Pomorza Zachodniego skierowaną przeciwko NKWD, UB. Miała ona na celu podtrzymanie ducha oporu przed planowanymi na styczeń 1947 r. wyborami sejmowymi. I właśnie to pokazywanie prawdy o rządach komunistycznych w Polsce, o jej zniewoleniu było także jednym z najważniejszych dokonań majora. Został on aresztowany przez UB w czerwcu 1948 roku. Po licznych przesłuchaniach w więzieniu mokotowskim został skazany na osiemnastokrotną karę śmierci.

Proces „Łupaszki” i kilku innych wybitnych oficerów wileńskiej AK miał charakter pokazowy, jako jeden z niewielu w czasach komunistycznych był transmitowany przez radio. Major zachował się godnie w czasie śledztwa i procesu, chronił podwładnych, brał wszelkie „winy” na siebie. Komunistyczny sąd skazał wszystkich „sądzonych” na śmierć. Zostali zamordowani 8 lutego 1951 r. w piwnicach Mokotowa. Miejsce pochówku majora „Łupaszki” pozostaje do dziś nieznane.

Historycy podkreślają, że komuniści włożyli wiele wysiłku w budowanie czarnej legendy Zygmunta Szendzielarza. Powstały artykuły, propagandowe książki, gdzie wmawiano ludziom, iż oddział zbrojny „Łupaszki” to była zwykła banda zajmująca się mordowaniem niewinnych cywilów i milicjantów oraz rabunkiem. I część tej czarnej legendy niestety wśród niektórych ludzi pozostała, tym bardziej więc konieczne jest jak najczęstsze przypominanie prawdziwej historii majora „Łupaszki”.

Anna Ambroziak

Z dr. Leszkiem Żebrowskim, historykiem, badaczem polskiego podziemia niepodległościowego w czasie II wojny światowej i po roku 1945, rozmawia Anna Ambroziak

Ani TVP, ani IPN nie odnotowali w żaden szczególny sposób setnej rocznicy urodzin mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Z czego to wynika? I czy cykl krótkich form doku mentalnych o żołnierzach wyklętych wystarczy, by upowszechnić tę postać?
– Instytucje do tego powołane, ale przede wszystkim media, pomijają nie tylko takie rocznice. Powody są różne; przede wszystkim działa czynnik czasu. Dwadzieścia lat temu była to jeszcze historia „żywa”, ponieważ żyli i byli jeszcze czynni świadkowie tragicznych wydarzeń z lat 40. i 50. ubiegłego wieku. To przede wszystkim oni dbali o pamięć żołnierzy wyklętych, bohaterów powstania antykomunistycznego. Dziś już ich prawie nie ma. Szkoła prawie w ogóle nie poświęca im uwagi; co więcej, przeładowana jest często treściami całkowicie sprzecznymi z ich ideałami. Dlatego ta część naszej historii została zepchnięta do niszy, jest poza głównym nurtem wydarzeń.

IPN nie zorganizował żadnych wystaw poświęconych rocznicy urodzin majora – Instytut tłumaczy się nawałem zajęć związanych m.in. z rocznicą katyńską i zbyt małą kadrą pracowników…
– Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, w Polsce nie ma obecnie wyrazistej polityki historycznej. Co więcej, inicjatywa pewnych kręgów politycznych czy społecznych usiłująca wzmocnić etos polskich niepodległościowców, spotyka się natychmiast z niewspółmiernie energicznym odporem sił przeciwnych, które są zresztą znacznie potężniejsze i dysponują o wiele większymi możliwościami propagandowymi. Przecież nie można cały czas ulegać sprzecznym siłom, a racja wówczas mogła być tylko po jednej stronie. Jedni bronili prawdy, wolności, suwerenności, godności, własności i honoru, inni zaś – mając ogromne poparcie w sowieckich bagnetach – budowali i przemocą utrwalali władzę ludową, czyli de facto Polskę sowiecką. Nie można było być po dwóch stronach naraz. Jeśli dziś bohaterem pseudoelit jest Jacek Kuroń, który z rewolwerem w dłoni uganiał się po warszawskim Żoliborzu, czy Leszek Kołakowski, który jeździł w grupach operacyjnych „na bandy”, to dla nich major „Łupaszka” był przeszkodą, którą w myśl marksistowskiej dialektyki należało unicestwić i zabić o nim wszelką pamięć. Niezależnie od późniejszych zasług przywołanych tu postaci (choć i z tym bywa różnie) ich miłośnicy bardzo dbają o to, by nie osądzić jednoznacznie naszej niedawnej przeszłości, nie potępić okresu „ustanawiania i utrwalania władzy ludowej” jako epoki zbrodniczej, bo powstałe wokół nich mity, jakoby chcieli budować „nowy, wspaniały świat”, ległyby wówczas w gruzach.

Ale to jest fałszowanie rzeczywistości i bardzo zła droga ku przyszłości – rozmywanie fundamentów wartości i relatywizowanie prawdy. Komunizm był jak nazizm – tyle tylko, że trwał o wiele dłużej i kosztował ludzkość jeszcze więcej ofiar.

Prezes IPN Janusz Kurtyka w jednym z programów TVP 1 stwierdził, że żołnierze ci działali „w nierokującym szans na zwycięstwo starciu z reżimem komunistycznym”…
– Dziś z perspektywy wiedzy na temat tego, co zdarzyło się później, mamy tego pełną świadomość – polscy niepodległościowcy nie mieli żadnych szans w obliczu ogromnej przewagi komunistycznej. Ale w tamtym czasie, w latach 1944, 1945 i późniejszych, wydawało się, że Polska, jako pierwsza ofiara agresji niemieckiej, która stawiła zdecydowany opór złu, nie zostanie tak łatwo wydana na pastwę Sowietów, czyli niedawnego przecież sojusznika nazistowskiej III Rzeszy Niemieckiej. To od sojuszu Hitlera ze Stalinem w sierpniu 1939 r. rozpoczęła się II wojna światowa. Nie wolno o tym nigdy zapominać. Gdyby nie polski opór, zwycięstwo dwóch największych zbrodniarzy w dziejach świata byłoby znacznie łatwiejsze.
We wrześniu 1939 r. też nie mieliśmy żadnych szans zostawieni sami sobie przez tych samych sojuszników. Czy to znaczy, że powinniśmy od razu się poddać i iść ręka w rękę z nazistami i komunistami? Przecież istnieje coś takiego, jak honor i godność, i także o te wartości walczyli żołnierze wyklęci.

Z czego wynikał specyficzny stosunek komunistów do mjr. „Łupaszki”? Mówi się, że była to mieszanka wrogości i jednocześnie ledwie skrywanego lęku oraz respektu…
– Konspiracyjna historia mjr. „Łupaszki” w powszechnej świadomości zaczyna się od okrutnego mordu popełnionego przez sowieckich „partyzantów” na żołnierzach AK nad jeziorem Narocz w sierpniu 1943 roku. Polacy długo tolerowali tam obecność Sowietów i ich wyczyny, tłumacząc to geopolityką i realiami. „Łupaszka” przejął pod swe dowództwo resztki z niemal całkowicie wymordowanego oddziału, który zachował ciągłość organizacyjną i ideową jeszcze długo po jego tragicznej śmierci w mokotowskim więzieniu. „Łupaszka” był więc symbolem oporu wobec komunistów już podczas II wojny światowej. Był świadkiem komunistycznych zbrodni, niezłomnym obrońcą tradycyjnych wartości i symbolem walki ze zniewoleniem. Dlatego został zamordowany, a pamięć o nim tępiono przez kilkadziesiąt następnych lat.
„Łupaszka” nie był sam – przez powojenne organizacje konspiracyjne i młodzieżowe przewinęły się setki tysięcy ludzi. Dziesiątki tysięcy zostało zamordowanych przez komunistów w aresztach i więzieniach. Innych bardzo długo przetrzymywano w więzieniach, aby zabić wszelki opór, degradując ich później (wraz z rodzinami) do statusu obywateli drugiej czy trzeciej kategorii. Gdyby nie rola Sowietów, to komunizmu i zniszczeń, jakie spowodował, w Polsce by w ogóle nie było. Polska zaś byłaby obecnie w zupełnie innym miejscu – cywilizacyjnie i gospodarczo. Komuniści zatrzymali nas prawie na pół wieku w światowym postępie, a bajki o Nowej Hucie i „reformie rolnej” w ich wydaniu jako o „osiągnięciach”, to przecież brednie. Ale czy niedawni piewcy Polski Ludowej są w stanie się do tego przyznać i oddać publicznie hołd „Łupaszce” i innym żołnierzom wyklętym? Czas pokazał, że nie.

Dziękuję za rozmowę.

Zarówno artykuł, jak i wywiad pochodzą z „Naszego Dziennika”.

Posted in Różne | 6 Komentarzy »