Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    konfuzjusz o Schizofrenia fotowoltaiczna
    Bezpartyjna o Schizofrenia fotowoltaiczna
    Jacek o Schizofrenia fotowoltaiczna
    Ale dlaczego? o Demokracja bezludna i inne cud…
    Ale dlaczego? o Demokracja bezludna i inne cud…
    konfuzjusz o Białoruska elektrownia jądrowa…
    UZA o Covid-19 to dopiero wstęp. Będ…
    Sebastian o Polska – kraj stanu wyjąt…
    Głos Prawdy o Wolne tematy (70 – …
    Marucha o Dziwne i najciekawsze choroby…
    Andzia o In statu nascendi
    50% slavic + 20% bal… o Dziwne i najciekawsze choroby…
    D-T o Schizofrenia fotowoltaiczna
    NC o Koniec “efektu Tuska”
    Peryskop o Schizofrenia fotowoltaiczna
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 557 obserwujących.

Archive for 16 marca, 2010

Zjazd w Gnieźnie

Posted by Marucha w dniu 2010-03-16 (Wtorek)

Otrzymałem list w sprawie VIII Zjazdu Gnieźnieńskiego. Myślę, że gajówka jest właściwym miejscem, aby upublicznić jego treść.

Zjazd gnieźnieński – kilka myśli, co nie nowe

Przez liczne polskojęzyczne, a nawet niektóre polskie media przetoczył się informacyjny walec. Najważniejszymi wiadomościami okazały się w czasie ostatnich kilku dni depesze z trzydniowej stolicy Europy, Gniezna, w którym odbywał się VIII Zjazd Gnieźnieński. Niniejszy tekst nie będzie jednak sprawozdaniem z tej, delikatnie mówiąc, dziwnej imprezy, natomiast będzie stanowić próbę odpowiedzi na liczne, związane z nią pytania. Rozpocznę więc od przeglądu co ciekawszych postaci uczestników ostatnich Zjazdów, by wyraźniej zarysować opcję (?), która bezsprzecznie dominuje wśród licznych uczestników.

Władysław Bartoszewski – ksywa „profesor”
Zbigniew Notowski (publicysta, „Więź”)
Michael Schudrich – Naczelny Rabin Polski
Bella Szwarcman-Czarnota (miesięcznik „Midrasz”)
Wanda Trabert – superwizor psychoterapii (?)
Irvin Greenberg – rabin USA
prof. Jan Hartman – UJ (o Polsce: „dziwny kraj, dziwna religia”)
Hans Gert Pottering (bez komentarza)
Stefan Raabe – dyr. Fundacji Adenauera
prof. Zbigniew Safjan – antypolskie wywiady w prasie włoskiej
Sławomir Sierakowski – lewicowy publicysta
prof. Jerzy Buzek (bez komentarza)
red. Marek Zając – od 21 roku życia w Obłudniku Powszechnym
prof. Jerzy Kłoczowski – TW „Historyk”, w jego „Dziejach chrześcijaństwa w Polsce” tyleż o wspaniałej postaci bł. Jolanty, co o A. Michniku
ks. prof. Michał Czajkowski – zawód autorytet, prywatnie – kapuś
prof. Danuta Huebner (bez komentarzy)
Tadeusz Mazowiecki – czołowy katolewak, nienawistny krytyk Prymasa Tysiąclecia i prześladowanych biskupów
red. Marcin Przeciszewski – KAI pod jego światłym kierownictwem „nie zauważa” największych wydarzeń religijnych, jakimi są wielesettysięczne pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę [Dodajmy też, że na witrynie KAI nie stroni od zamieszczania półpornograficznych ogłoszeń – admin]
Aleksander Smolar – Fundacja Batorego
Hanna Suchocka (bez komentarza)
Szewach Weiss – b. ambasador Izraela znany z „rozmowy” z Janem Pawłem II w Sejmie RP
Elżbieta Adamiak – teolog (teolożka ?)
Kiko Arguello – neokatechumenat [To nawet ten „apostoł” odnowy Kościoła w duchu judaizmu się osobiście pofatygował? – admin]
Piotr Cywiński – cyt. „uczestnik dialogu polsko-żydowskiego”
HaGieWu – komentarz litościwie przemilczę
Aleksander Kwaśniewski – b. prezydent, autor przedmowy do dzieła nowego Prymasa (TW „Henryk”)
Ryszard Montusiewicz – KAI,  korespondent w Tel-Awiw, przez cały tygodniowy czas trwania nie zauważył narodowej pielgrzymki Radia Maryja do Ziemi Świętej
Róża Thun – Fundacja im. Roberta Schumana
Także liczni jezuici z o. Prusakiem i dominikanie z o. Ziębą – czołowi przedstawiciele tzw. „Kościoła otwartego”.

Na listach gości przemknie czasem jakiś Brat Mniejszy, a nawet sympatyzujący z Radiem Maryja (horrendum!) hierarcha, ale to tylko kwiatki przy kożuchu, bo proporcje są ustalone, jak mawia Michalkiewicz, przez „starszych i mądrzejszych”, światłych, a może nawet oświeconych. Gdy więc Gniezno stało się trzydniową stolicą Europy, można zastanowić się, co impreza zwana Zjazdem Gnieźnieńskim którymś może wnieść w życie państw i narodów starego kontynentu i czy rzeczywiście warto wydawać kasę na tego typu spotkania.

Zjazdy stały się bowiem trybuną jednej opcji (co powyżej) zgrupowanej wokół warszawskiego salonu i niedzielnego wydania GW, czyli Tygodnika Powszechnego, expressis verbis Unii Wolności, czy jak się toto teraz nazywa. Sam cel Zjazdów wydawałby się szlachetny. Spotkania różnych religii i kultur, wspólna modlitwa, wzajemne poznawanie się wiernych i pasterzy, wspólne wielbienie Jednego i Jedynego, słowem realizacja ewangelicznych wskazówek Zbawiciela „abyśmy byli jedno”, „aby rychło nastała jedna owczarnia i jeden pasterz”, „abyście się wzajemnie miłowali”, „jedni drugich brzemiona noście”.

Gdy jednak widzę, kto się wziął za realizację tego programu, zaczynam mieć wątpliwości. I nie tylko ja, ale wielu Polaków, którym dobro Kościoła Świętego Matki Naszej leży na sercu. Kiedy do uczestnictwa mojej rodziny w nabożeństwie zachęca mnie przyjaciel, wiem, że myśli on o moim dobru duchowym. Gdy jednak do tego samego namawia mnie zarabiający inaczej, mam pełne prawo podejrzewać, że w czasie nieobecności gospodarzy mieszkanie zostanie okradzione.

Tak więc nie tylko CO, ale i KTO mówi musi być rozważone przez korzystającego z daru rozumu. A wielu z powyżej wyliczonych polityków z „jedynie słusznej” partii fatalnie zapisało się w pamięci swych rodaków, którzy kartą wyborczą złożyli im podziękowanie za dotychczasowe osiągnięcia w przeprowadzaniu procesu upadłościowego Ojczyzny. Także rozdarcia konstytucyjnej nienaruszalności terytorium.

Już pięć lat temu w biurze prasowym Zjazdu wisiał baner z napisem „Wielkopolska – Region Europy”, a i Wyborcza podarowała swym czytelnikom samoprzylepny herb z wizerunkiem ptaka z pierwszej RFN-owskiej pięciomarkówki. Na herbie widniał napis: „Jestem Wielkopolaninem”.

W felietonie zatytułowanym „NIE PRZENOŚCIE NAM STOLICY” (Wiadomości) poinformowałem prokuraturę, że takimi działaniami naruszane są art.art. 1,3 i 5 w świetle art.8 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, a dotyczące właśnie nienaruszalności terytorium. Któż by jednak przejmował się tekstami prowincjonalnego publicysty.

Jeśli pod zjazdową przykrywką ekumenizmu i pojednania promuje się takie „wartości”, nie ma sensu, by Gniezno było stolicą Europy. Nawet trzydniową.

I jeszcze jedno. Zjazd gnieźnieński w roku tysięcznym zgromadził elitę władzy i kultury, i to zarówno świeckiej, jak i kościelnej. Jaką elitę gromadzi zjazd w 10 roku trzeciego tysiąclecia ?

Edmund Zdanowski

Posted in Kultura, Polityka | 38 Komentarzy »

Proletariusze – łączcie się?

Posted by Marucha w dniu 2010-03-16 (Wtorek)

W ubiegłym tygodniu dwa miliony Greków wyszło na ulicę, protestując przeciwko drastycznym środkom, jakie rząd ma zamiar przedsięwziąć w związku z kryzysem ekonomicznym. Niemal cała Grecja stanęła, włącznie z lotniskiem w Atenach.

Kryzys pokazał swą paskudną mordę jesienią 2009, gdy socjalistyczny premier George Papandreous objął swe stanowisko i odkrył, że Grecja jest bankrutem. Konserwatywny rząd sfałszował dane gospodarcze, z niejaką pomocą Goldman Sachs, aby dostać się do strefy euro w roku 2001.

EU początkowo rutynowo zadeklarowało werbalnie „solidarność” z Grecją, lecz rekiny finansowe, czując krew, ostrzą zęby oczekując na zyski, jakie da się wyciągnąć z sytuacji tego kraju. Grecka „wiarygodność kredytowa” została już obniżona, co oznacza, iż nowe obligacje skarbowe będą droższe dla rządu (czytaj: dla ludzi). To utrudni rządowi (czyli ludziom) spłacanie długów u banksterów (¹). Jeśli Grecja nie wypełni swych obowiązków dłużnika, wówczas UE będzie zmuszona do zapłacenia długów. A więc idealna sytuacja dla banksterów: jak się nie potoczą sprawy, zawsze wyjdą z zyskami.

Warto może zwrócić uwagę, że gdy przywódcy UE mówią o „solidarności”, wcale nie mają na myśli, iż trzeba będzie w Grecję wpompować publiczne pieniądze (tak, jak je pompowano w prywatne banki przez cały ubiegły rok!) – ale że te pieniądze trzeba będzie wycisnąć z samych Greków, opierając się na orzeczeniach „wyroczni”, jaką jest Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Cała ta demokratyczna gadanina UE to wyłącznie przykrywka dla brutalnego wyrwania od Greków tego, co zdaniem banksterów im się należy.

Powróćmy do fałszowania greckich danych statystycznych. Agencja Eurostat twierdzi, iż w roku 2001 Goldman Sachs w sekrecie pomagał prawicowemu rządowi Grecji spełnić kryteria członkostwa w UE – czyli po prostu fałszował dane na temat publicznego deficytu i długu narodowego. Gdy znaleźli się w Eurolandzie, greccy konsumenci naiwnie rzucili się na dobra importowane z Niemiec, doprowadzając własnych producentów do zwijania interesu. Teraz przychodzi czas na rozliczenia.

Co mogła by zrobić Grecja? Standardowym sposobem była by dewaluacja drachmy celem zahamowania importu i rozwoju eksportu, co rozłożyło by ciężary na cały naród mniej więcej równomiernie, na bogatych i na biednych.

Ale nie ma już drachmy. Powiązana z euro Grecja nie może zatem stymulować ani rynku wewnętrznego, ani eksportu. Jedynym wyjściem dla kraju wydaje się więc być bieda… albo sprzedaż wysp i zabytków antyku, jak to uprzejmie zasugerował Josef Schlarmann, wysoko postawiony członek niemieckiej CDU. Nie było to zbyt dyplomatyczne. Grecy, mający wciąż w pamięci II Wojnę Światową i brutalność okupantów, rozpoczęli kampanię bojkotowania niemieckich wyrobów.

Przypadek nieszczęsnej Grecji jest chyba początkiem procesu rozdzierania Unii Europejskiej na kawałki, gdy widoczne się staje, iż bogate państwa odwracają się tyłkiem do biednych w myśl podstawowej zasady kapitalizmu: dbaj o swoje interesy, sr…j na innych. Kryzys ten ujawnia z całą ostrością brak jakiegokolwiek „ducha wspólnoty” w lucyferiańskim tworze, jakim jest Unia Europejska. Jedyną solidarnością unijną jest solidarność biznesmenów.

Jak można wyczytać z publikacji banku inwestycyjnego Societe Generale, cały świat Zachodu jest niewypłacalny i na każdy z krajów nadejdzie, prędzej czy później, godzina  prawdy. Być może przypadkiem, a być może znakiem jest, iż proces ten zaczął się właśnie w Grecji, kolebce zachodniej cywilizacji.

Strajk pilotów Lufthansy, strajk francuskich kontrolerów lotów, strajk pracowników rafinerii, protesty w Madrycie, Barcelonie, Walencji, zapowiedziany strajk pracowników komunikacji publicznej w Czechach, strajki w Portugalii… spadek BNP na Łotwie o 25.5% w przeciągu dwu ostatnich lat… A nad wszystkim unosi się atmosfera bezkarnych, bezczelnych kradzieży dokonywanych w biały dzień przez zachodnie banki. Na takiej np. Łotwie przepisy podatkowe zostały utworzone przez zagranicznych specjalistów w taki sposób, aby maksymalnie ułatwić ucieczkę z pieniędzmi za granicę. Po co armie, po co napadać na Grecję, czy Łotwę, skoro mamy banksterów?

Znaczenie wspólnej waluty jest jasne: ponieważ nie istnieją już narodowe gospodarki, nie istnieją również żadne narodowe rozwiązania kryzysu w Grecji, Hiszpanii, Portugalii czy gdziekolwiek indziej. Ludzie, zarabiający na życie pracą, są więc zmuszeni do podjęcia wspólnej walki przeciwko globalnemu kapitałowi. Stare socjalistyczne hasło „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się!” nigdy jeszcze chyba nie brzmiało tak trafnie i stosownie.

http://www.globalresearch.ca/index.php?context=va&aid=18144

(¹) Bankster – zbitka słów: bankier i gangster.  Vide np. http://www.urbandictionary.com/define.php?term=bankster

Posted in Polityka | 15 Komentarzy »

Judeopolonia to nie żaden wymysł

Posted by Marucha w dniu 2010-03-16 (Wtorek)

Bez większego hałasu medialnego minęła 7. rocznica śmierci wybitnego polskiego historyka Andrzeja Leszka Szczęśniaka (29.11.1932 – 15.03.2003). Chociaż o kilka dni za późno, próbujemy jednak nadrobić zaniedbanie, publikując fragment jego „zakazanej” książki „Judeopolonia”, którą bali się rozprowadzać nawet polonijni księgarze w USA. W obawie przed czymś – czy z solidarności plemiennej?

Z obwoluty:

Dla przeciętnego Polaka problem Judeopolonii po prostu nie istnieje, ponieważ nie było mu dane poznać prawdziwą historię swojej Ojczyzny. Najpierw totalitarne państwo, a teraz poprawne politycznie programy szkolne i media nie są zainteresowane, aby prawda historyczna kształtowała właściwe postawy obywateli. O niewygodnych tematach samozwańcze autorytety milczą.

Publikacja ta wolna jest od takiej poprawności i w świetle dokumentów przybliża Państwu skrupulatnie przemilczany fakt tworzenia żydowskiego państwa na ziemiach polskich, o czym wiedzieli do niedawna tylko nieliczni. Osoba dr. Andrzeja Leszka Szcześniaka zapewnia rzetelność opracowanego tematu.

Książka jest poszerzoną wersją hasła „Judeopolonia”, które obok innych mogą Państwo znaleźć w Encyklopedii „Białych Plam” Polskiego Wydawnictwa Encyklopedycznego.

Judeopolonia

Termin „Judeopolonia” wiąże się z próbą utworzenia na ziemiach zaboru rosyjskiego w czasie I wojny światowej politycznego tworu, podporządkowanego Niemcom, w ramach zamierzonego przez nich tworzenia Mitteleuropy. Stanowić on miał państwo satelickie Niemiec, które na stałe rozczłonkowałoby i odizolowało ludność polską zaboru rosyjskiego od Polaków w powiększonym zaborze niemieckim i austriackim oraz uniemożliwiłoby definitywnie odrodzenie się niepodległej Polski.

Projekt takiego państwa buforowego (Pufferstaat) zgłosił władzom niemieckim powstały we wrześniu 1914 r. w Berlinie Niemiecki Komitet Wyzwolenia Żydów Rosyjskich (Deutsches Komitee zur Befreiung der Russischen Juden, zwany często Komitee zur Befreiung der Ostjuden). W skład tego państwa, leżącego między Bałtykiem a Morzem Czarnym, weszłoby około 6 milionów Żydów z ziem polskich i Rosji, którzy obok l ,8 miliona Niemców byliby najbardziej uprzywilejowaną warstwą ludności. Oprócz tego w Judeopolonii byłoby około 8 milionów Polaków, 5-6 milionów Ukraińców, 4 miliony Białorusinów oraz około 3,5 miliona Litwinów i Łotyszów -również pozbawionych własnej państwowości. Pierwotna forma tego projektu została przekreślona Aktem Listopadowym (5 XI 1916) powołującym Królestwo Polskie pod patronatem cesarzy Niemiec i Austro-Węgier. Jednak aż do czasu zakończenia wojny polsko-bolszewickiej (18 X 1920) trwały próby jego realizacji w odmiennych formach.

Odrodzenie Izraela

Emancypacja Żydów, jaka nastąpiła w Europie w XIX wieku rozbudziła wśród nich nowe idee polityczne, pośród których jedną z najważniejszych był niewątpliwie syjonizm. Głosił on, iż Żydzi w diasporze są narodem jak inne, a nie tylko wspólnotą wyznaniową. Podobną tezę głosiły też i inne ugrupowania, ale syjoniści widzieli rozwiązanie tzw. kwestii żydowskiej poprzez utworzenie własnego państwa – „żydowskiej siedziby narodowej” w Palestynie. W tym celu zalecali masową emigrację do tej ziemi – aliję, ze wszystkich krajów diaspory. Uważali też, iż taka działalność zahamuje procesy asymilacyjne mniejszości żydowskiej w poszczególnych krajach.

Do prekursorów syjonizmu należał niezaprzeczalnie urodzony w Lesznie Wielkopolskim, późniejszy rabin Torunia – Cwi Hirsch Kalischer, który zwrócił się do frankfurckich Rotszyldów o fundusze na wykupienie od Arabów Erec Israel (Kraju Izraela) lub przynajmniej samej Jerozolimy, by rozpocząć tam zwarte osadnictwo żydowskie. Rabin Juda Akalai z Semlin koło Belgradu rozwinął natomiast koncepcję, że tworzone w Palestynie osadnictwo stanowić może model powszechnego działania Żydów z całego świata jako jednego narodu, którego językiem byłby uwspółcześniony hebrajski, a ojczyzną- Palestyna, jako przyszłe królestwo Mesjasza, którego przyjścia spodziewał się niemal każdej godziny. Prekursorem syjonizmu był także Moses Hess, autor wydanej w 1862 r. książki „Rom und Jerusalem”. Pochodził on z ziem polskich (w beletrystyce łączono go nawet z Powstaniem Styczniowym), ale pisał po niemiecku, bo język ten był wówczas głównym językiem żydowskim. Hess przedstawił w swej książce obraz żydowskiego państwa narodowego, które rozwiązałoby dwa skrajne problemy: uniknięcie całkowitej asymilacji, zalecanej przez ideologów żydowskiego oświecenia, oraz kompletne ignorowanie świata zewnętrznego przez ortodoksów. Dzięki stworzonemu przez siebie państwu Żydzi – odrzucając zarówno „przesądy” chrześcijaństwa, jak orientalizm islamu – mogliby rzeczywiście stać się politycznym światłem dla pogan. Podobne poglądy reprezentowali: Dawid Baer Gordon z Wilna oraz Perec Smolenskin i Leo Pisker z Rosji.

Za głównego jednak twórcę syjonizmu uważa się – mylnie – wiedeńskiego dziennikarza Teodora Herzla (l860-1904), który w 1896 r. wydał rozprawę pt. „Der Judenstaat” („Państwo żydowskie”), będącą jakby manifestem syjonizmu. Przeświadczenie o realności stworzenia państwa żydowskiego opierał on na wierze w potęgę Żydów i na bezradności ich wrogów. Pisał:

„(…) Nie można właściwie nic skutecznego przeciw nam uczynić. Na dole proletaryzujemy się na wywrotowców, tworzymy podoficerów wszystkich rewolucyjnych partii, a równocześnie ku górze wzrasta nasza straszna potęga pieniądza (…)” (T. Herzl, „Der Judenstaat”, Neue Auflage, w: S. Trzeciak, „Mesjanizm a kwestia żydowska”, s. 229).

Jednak idee Herzla wywoływały wśród Żydów więcej sprzeciwów niż pochwał, we Wschodniej Europie wśród ortodoksów i socjalistów, w Zachodniej zaś wśród zwolenników oświecenia i asymilacji. Od roku 1897 poczynając odbyło się kilka spotkań zwolenników syjonizmu w Bazylei i Londynie, zwanych kongresami, w toku których wypracowywano metody realizacji tej idei. Niezależnie jednak od traktowania przez wielu Żydów propozycji Herzla jako utopii, miały one wielki wpływ na kształtowanie się nowej mentalności żydowskiej. W całej Europie niemal wytworzył się prąd narodowy i Żydzi zaczęli traktować siebie jako jeden naród, rozdzielony tylko diasporą. Szybko też idea ta znalazła poparcie wśród żydowskich publicystów, polityków i działaczy społecznych i tylko nieliczni odnosili się do niej sceptycznie.

Dwie koncepcje państwowości żydowskiej

W momencie, gdy wydawało się, że idee budowy państwa żydowskiego w Palestynie odniosły ostateczne zwycięstwo, nagle pojawiły się poważne wątpliwości. Okazało się bowiem, że – nawet w najbardziej sprzyjających okolicznościach, w Palestynie można będzie osiedlić zaledwie niewielką część światowego żydostwa. Zauważył to już Herzl, który w swoich”Pamiętnikach” napisał:

„Przez jakiś czas myślałem o Palestynie (…), ale mój system przeniesienia Żydów dałby się tam z trudnością przeprowadzić. Potrzeba, abyśmy mieli klimat obejmujący różne temperatury dla Żydów nawykłych do sfer zimniejszych i cieplejszych. Musimy posiadać wybrzeże morskie ze względu na międzynarodowy handel; dla gospodarstwa zaś rolnego niezbędne są wielkie równiny”.

W związku z powyższym pojawiło się natychmiast kilka pomysłów nowej „siedziby narodowej”- w Afryce, na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Południowej… Były to jednak projekty tak utopijne, że je szybko zarzucono. I tu pojawił się kolejny teoretyk państwowości żydowskiej – Izrael Zangwill. Zgłosił on projekt, aby:

„Budować Jerozolimę w każdym poszczególnym kraju, również jak w Palestynie; oto jest misja Żydów” (S. Laudynowa, „Sprawa światowa. Żydzi, Polska, ludzkość”, t. I – s. 169, t. II – s. 37,67,68).

W wyniku tego roszczenia żydowskie do utworzenia państwa na ziemiach zamieszkanych przez Arabów poszerzone zostały o tworzenie autonomicznych tworów państwowych w krajach diaspory. Trzeba przy tym zaznaczyć, że dotyczyło to przeważnie państw, w których żydowska świadomość narodowa rozwijała się najszybciej, a więc w Europie Środkowo-Wschodniej. Najsilniej rozwinęły się te idee wśród Żydów na ziemiach polskich, czyli tam, gdzie najmocniej objawiały się wśród gojów poczucie narodowe i patriotyzm.

Tak więc ruch syjonistyczny podzielił się na dwie grupy: syjonistów ścisłych, czyli tych, którzy uważali, iż siedzibą narodową winna być Palestyna, i terytorialistów, dążących do stworzenia państewek żydowskich w krajach diaspory. Gdy na jednym z kongresów większość syjonistów pod kierownictwem Maxa Nordaua opowiedziała się za Palestyną, terytorialiści pod przewodnictwem Izraela Zangwilla założyli Jüdische Territorial Organisation – ITO (por. M. Phillippson, „Neueste Geschichte des jüdischen Volkes”). W duchu tym działał także historyk i teoretyk państwowości żydowskiej – Szymon Dubnow, który rozwinął teorię „fołkizmu”, zwanego także „autonomizmem”.

Opierając się na naukach politycznych Otto Bauera i Karola Rennera o prawach mniejszości narodowych do autonomii narodowo-kulturalnej w Monarchii Habsburskiej, postawił tezę, iż naród żydowski jest „faktem konkretnym i autochtonicznym” w diasporze, opierającym się na specyficznym sposobie społeczno-ekonomicznego bytowania i odrębności wyznaniowo-kulturalnej. Nie powinni więc Żydzi szukać swej przyszłości w złudnej wierze powstania państwa żydowskiego w Palestynie. Przyszłość Żydów leży w krajach ich dotychczasowego zamieszkania, gdzie trzeba walczyć o pełne i faktyczne równouprawnienie obywatelskie oraz o prawo do autonomii narodowo-kulturalnej i personalnej. Antysyjonistyczny „fołkizm” był nie mniej niż syjonizm konsekwentnym przeciwnikiem wszelkich teorii i praktyk asymilacji Żydów, twierdząc, że członkiem danego narodu trzeba się urodzić, bo „przyjść doń nie można” (por. J. Orlicki, „Szkice z dziejów stosunków polsko-żydowskich 1918-1949”, s. 27)

Sytuacja na ziemiach polskich

W II połowie XIX wieku na ziemiach polskich pod zaborami zamieszkiwała 1/3 światowej populacji żydowskiej. Żydzi stanowili:

w zaborze pruskim około 2%, w zaborze austriackim -11,l %, na Wileńszczyźnie – 12,8% a w Królestwie Polskim 14,5% ogółu mieszkańców. Była to ludność zamieszkująca przeważnie miasta i miasteczka, chroniona przez prawo i mająca zapewniony samorząd w swoich kabałach (gminach), ale izolowana lub izolująca się od reszty społeczeństwa. Żydzi opanowali handel, trudnili się rzemiosłem, chałupnictwem oraz zajmowali się najbardziej nieproduktywnymi procederami, jak pośrednictwo, lichwa i wyszynk. Stosowano wobec nich ograniczenia dotyczące m.in. nabywania własności ziemskiej i dzierżawy dóbr narodowych. Car rosyjski Mikołaj I powołał Żydów do służby wojskowej i starał się o usunięcie ich odrębności. Szykanowanie jednak za noszenie pejsów, bród, jarmułek i długich ubiorów, tzw. chałatów, dawało tylko biurokracji carskiej okazję do zdzierania z Żydów potężnych haraczów.

Za równouprawnieniem Żydów i ich asymilacją opowiadało się w Królestwie liberalne ziemiaństwo i wszystkie ugrupowania demokratyczne. Wśród samych Żydów istniał już w tym czasie kierunek asymilatorski i patriotycznie polski. Wielka burżuazja żydowska, oświecona i liberalna, stała się nie tylko siłą ekonomiczną, ale również intelektualną. Główny jej przedstawiciel, Leopold Kronnenberg, odegrał wielką rolę w wydarzeniach lat 1861 -1864, choć mocno kontrowersyjną. Obok Kronnenberga dużą rolę w procesie asymilacji mieli: Matias Rosen, bracia Epsteinowie, rabin Beer Meisels, Henryk Wohl i wielu innych.

Żydzi włączyli się czynnie do manifestacji patriotycznych lat 1861 -1863 oraz uczestniczyli w Powstaniu Styczniowym, pełniąc odpowiedzialne funkcje (np. Kronnenberg – Dyrekcja Białych, Wohl – minister skarbu Rządu Narodowego). Nie wszędzie jednak tak było. Na Litwie „rewolucyjne dążenia Polaków budziły wstręt wśród Żydów” -jak stwierdził ówcześnie żyjący historyk i jednocześnie rabin, J. Stejnberg – „w Królestwie Żydzi byli najbardziej skutecznymi szpiegami carskimi” (D. Fajnhauz, „Ludność żydowska na Litwie i Białorusi a powstanie 1863”). Ten sam autor przytacza w swej pracy, co następuje:

„Znaczna jednak część burżuazji żydowskiej była prorosyjska, niektórzy zaś jej przedstawiciele wręcz współpracowali z władzami carskimi przeciw powstaniu (…). Z władzami carskimi współpracowało wielu członków zarządów gmin żydowskich, którzy z racji zajmowanego stanowiska byli administracyjnie i politycznie związani z aparatem państwowym. Po stronie caratu stała też ugodowo nastawiona hierarchia rabinacka, której wodzem duchowym był wileński rabin rządowy Stejnberg, zaufany Murawiowa, z którym ten ostatni porozumiewał siew sprawach walki z powstaniem” (j .w.).

Współpraca Żydów z caratem w tłumieniu Powstania Styczniowego, a także w finansowym wspieraniu go – miała głębszy sens. Przed wybuchem powstania Żydzi otrzymali od Wielkopolskiego prawo nabywania dóbr ziemskich, czego przed 1862 r. nie wolno im było czynić. Upadek powstania i konfiskata przez carat 4254 majątków szlachty polskiej oraz grabież ziemi dokonana wysiedlonym na Sybir 7000 rodzin z zaścianków szlacheckich stworzyły niebywałą okazję do wykupu przez Żydów polskiej ziemi. Władze carskie bowiem część zagrabionych majątków dały w nagrodę swoim „zasłużonym” urzędnikom, większość wystawiły na sprzedaż. Już w roku 1885 statystyki w Królestwie notują 2966 Żydów, którzy byli właścicielami bądź dzierżawcami dużych majątków, w jakich pracownikami zostali Polacy. Nie garnęli się natomiast Żydzi do pracy na roli. Wszystkich zatrudnionych wówczas w rolnictwie – rolników, oficjalistów, księgowych i urzędników – było razem z rodzinami zaledwie 5000 (A. Eisenbach, „Lud ność żydowska w Królestwie Polskim w końcu XIXw.”).

Na tym jednak nie koniec. Ogólne straty polskie w powstaniu (poległych, wymordowanych, zesłanych na katorgę) wynosiły około 250.000 osób. Jeżeli zdamy sobie sprawę, że polska ludność Królestwa liczyła wówczas nieco ponad 4 miliony, to nasuwa się tu wniosek, że był to ogromny cios wymierzony w polską substancję etniczną. Dotknął on nie tylko dwory i zaścianki, ale także ludność w miastach. Ją również zsyłano na Sybir, zamykano w więzieniach, włączano do rot aresztanckich i pozbawiano własności. Pojawiła się kolejna okazja do wykupu za bezcen polskiej własności, tym razem miejskiej. Rozpoczęła się inwazja Żydów na duże miasta: wykupywanie wystawionych na licytację domów po powstańcach i masowe budowanie tanich, tandetnych, ubogich w urządzenia sanitarne „czynszówek”, przeznaczonych dla robotników napływających masowo ze względu na rozwijający się przemysł.

Zagadka Kronnenberga

W tym właśnie miejscu warto zwrócić uwagę na zagadkową rolę Leopolda Kronnenberga i grupy asymilantów. Ciekawe spostrzeżenia na ten temat wysnuł Stanisław Wysocki. Pisze on:

„Józef Ignacy Kraszewski wykorzystał swoje obserwacje jako redaktor kronnenbergowskiej ‚Gazety Codziennej’ (był nim od 1859 r. – ALS) do napisania powieści pt. ‚Żyd’ (1866), w której podaje, iż bogaci Żydzi pokładali wielkie nadzieje w możliwości realizacji swych dalekosiężnych planów w związku z trwającymi przygotowaniami do wywołania nowego powstania w Królestwie Kongresowym. W wywołaniu takiego powstania bogaci Żydzi byli żywotnie zainteresowani. Potwierdza to przytoczony przez Kraszewskiego taki oto tok ich rozumowania:

„W powietrzu czuć proch, ale dla nas to nic złego(…) skorzystajmy z dobrej okazji. Zamiast bawić się w patriotyzm, asymilację itp. mrzonki, myślmy przede wszystkim o sobie. Chłop polski nie lubi nas, wiemy o tym, ale chłop jest głupi – nie boimy się go. O szlachtę głównie nam idzie. Wmiesza się ona przez sam punkt honoru w awanturę, pójdzie do lasu, na krwawe pole, za co ją rząd ukarze, zniszczy, wytępi, wydusi, wywłaszczy, a wówczas dla nas droga otwarta” (cyt. za T. Jeske-Choiński, „Historia Żydów w Polsce,” s. 137)

I kolejny warty przytoczenia cytat:

W każdym narodzie musi się wyrobić ponad masy jakaś inteligencja i rodzaj arystokracji. My jesteśmy materiałem gotowym, my zawładniemy krajem, opanujemy już przez giełdy i przez wielką część prasy nad polową Europy. Ale naszym właściwym królestwem, naszą stolicą, naszym Jeruzalem będzie Polska. My będziemy jej arystokracją, my tu rządzić będziemy. Kraj ten należy do nas, jest nasz (S. Dider, „Rola neofitów w dziejach Polski,” s. 111)

Znana jest dobrze działalność Kronnenberga z okresu powstania i nie ma sensu jej tu przypominać, warto jednak nadmienić, że wyasygnował on na cele powstańcze l milion złotych rubli. Była to na owe czasy ogromna suma, za którą powstańcy kupowali m.in. broń za granicą. Ale też zaraz po zakupie Żyd warszawski Tugenhold, szpieg rosyjski, piastując funkcję sekretarza pułkownika Teofila Łapińskiego (dowodzącego wyprawą statku „Ward Jakson” w 1863 r.), zdradził Rosjanom szlaki przerzutowe broni i amunicji zakupionej w Anglii przez Rząd Narodowy, co uniemożliwiło zaopatrzenie powstańców w odpowiednią ich ilość (por. J. B. Pranajtis, „Chrześcijanin w Talmudzie żydowskim,” s. 325).

lO IV 1864 dyktator Rządu Narodowego Romuald Traugutt został wydany żandarmom carskiej przez Żyda Artura Goldmana, zatrudnionego w skarbowości powstańczej. W następstwie tego władze rosyjskie aresztowały wielu członków Rządu i z czasem poznały dokładnie wiele tajemnic powstańczych, a wśród nich rolę Kronnenberga i jego działalność na rzecz powstania. I o dziwo! Car odznaczył Leopolda Kronnenberga najwyższym rosyjskim odznaczeniem: Orderem św. Włodzimierza oraz przyznał mu dziedziczne szlachectwo (por. J. Polak, „Zbrodnicze plemię” s. 75;S.Dider,op.cit.s.28).

„Wasze ulice, nasze kamienice”

Po zamachu na cara Aleksandra II w 1881 r. władze rosyjskie w ramach odwetu zaczęły przesiedlać na ziemie polskie z Rosji Centralnej i Litwy tamtejszych Żydów, zwanych „litwakami”. Był to element obcy polskiej kulturze, nie znający języka polskiego i wrogo nastawiony do polskich dążeń niepodległościowych. „Litwacy” osiedlali się najchętniej w osłabionym represjami Królestwie Polskim, a szczególnie w Warszawie i Łodzi. Reprezentując przede wszystkim kupców i przemysłowców, stali się poważną konkurencją dla przemysłowo-handlowych sfer Królestwa w ekspansji na rosyjskie rynki zbytu, na których

„zaczęli monopolizować różne działy handlu, zakładali składy i domy komisowe firm rosyjskich w Warszawie i Łodzi” (S. Kempner, „Dzieje gospodarcze porozbiorowej Polski,” s. 304).

Ponadto „litwacy” odgrywali jeszcze jedną, wrogą Polakom rolę: prześladowani i wysiedlani z Rosji i Litwy, stawali się gorliwymi rusyfikatorami na ziemiach polskich.

Wnikliwy obserwator stosunków panujących na ziemiach polskich na przełomie wieku XIX i XX, pozytywista Bolesław Prus, tak ujął tę sprawę w „Kronikach”:

„Stosunek niektórych grup żydowskich do Polaków jest nie tylko niegodziwy, ale wprost – nieprzyzwoity. Prawie w tej samej chwili, kiedy liberałowie żydowscy drwiącym tonem w imię rycerskości żądają od Polaków, aby głosowali za zupełnym równouprawnieniem Żydów w radach miejskich, w tej samej chwili ‚litwacy’ odgrywają rolę rusyfikatorów u nas, nawet obrażają nas, a Żydzi poznańscy wręcz głoszą, że zawsze walczyli przeciw Polakom w interesie Niemców (…). No i naturalnie upominają się o łapówkę. Dla zupełności tego ohydnego obrazu niektóre partie czy grupy Żydów nie cofają się przed pogróżkami, a nawet czynami. Polskim sklepom kooperatywnym Żydzi nie chcą wynajmować mieszkań w swoich domach; młynarze-Żydzi roszczą pretensje wyłącznego prawa dzierżawienia wszystkich młynów w kraju (…) Żydzi prawowierni u nas znają tylko jedną formę uspołecznienia: swoją narodowość; lekceważązaś prawa jednostki (choćby co do przechodzenia na inne wyznanie, lekceważą sąsiadów i używając łagodnego wyrazu nie tolerują cywilizacji. Takie stanowisko nie ma przyszłości (…)” (B. Prus, „Kroniki”, t. XX).

Nieco dalej Prus ocenia sytuację Żydów w Królestwie:

„Wracam teraz do Żydów nieprzejednanych. Narzekają oni na upośledzenie. To prawda, są oni upośledzeni – w państwie, ale nie wobec nas, Polaków. Wobec nas posiadają oni przywileje, o których ciągle się zapomina:
1) mają swój samorząd gminny, do którego nigdy nie mieszał się żaden Polak;
2) posiadali i posiadają mnóstwo, ale to mnóstwo stowarzyszeń ekonomicznych, filantropijnych i oświatowych;
3) prawie każdy Żyd umie czytać, pisać i rachować dzięki szkólkom elementarnym, które Żydzi w swoim języku mają, a jakich nam mieć nie wolno;
4) w razie konkurencji z chrześcijanami nie robią sobie ceremonii, to jest, nie dopuszczają do współzawodnictwa, bojkotują, doprowadzają do bankructwa i jeszcze wniebogłosy narzekają na ucisk!

Innymi słowy, w wyścigu o dobrobyt, dzięki zakazom, które spadły na nas, a nie dotyczyły ich, Żydzi mają i mieli ogromną przewagę. Toteż już dziś prawie cały handel, cale płynne bogactwo narodu znajduje się w ich rękach” (j.w.)

Nieprawidłowości, jakie zaczęły wytwarzać się na ziemiach polskich w wyniku ekspansji „litwaków”, zauważali także pisarze polscy pochodzenia żydowskiego. Historyk Wilhelm Feldman pisał:

„Dopiero Żydzi rosyjscy w Warszawie założyli dzienniki żargonowe. Nie znając mowy polskiej, zaczęli odnosić się do niej wrogo i w ogóle występować wobec społeczeństwa polskiego prowokacyjnie. (…) Nad Wisłą dążyli do uzyskania prawno-państwowej zagwarantowanej odrębności, co by Królestwo pozbawiło charakteru polskiego. Równocześnie czując, iż tylko z Żydami rosyjskimi tworzą potęgę, stali się centralistami rosyjskimi -tym samym stając w opozycji do najżywotniejszych interesów polskich” (W. Feldman, „Dzieje polskiej myśli politycznej,” s. 367).

W wyniku wszystkich tych działań wytworzyła się na ziemiach polskich specyficzna sytuacja w stosunkach polsko-żydowskich, którą podsumowuje Bolesław Prus w swoich „Kronikach”:

„Zobaczmy rezultat ostateczny tych stosunków. W naszych miastach Żydzi stanowią od czterdziestu do osiemdziesięciu procent ogółu mieszkańców i należy do nich czterdzieści jeden procent nieruchomości miejskich, choć w kraju tworzą tylko piętnaście procent mieszkańców. Dzięki temu nasz chłop, któremu już jest za ciasno na roli, nie może przenieść się do miasta, gdyż Żydzi nie dopuszczą go tam. We Włocławku -pisze ‚Dziennik Kujawski’ – Żydzi na ulicy Nowej, będącej główną arterią miasta, zakupili w ostatnich czasach kilkadziesiąt domów, ażeby wyprzeć stamtąd handel polski. Koroną zaś naszego położenia są następujące cyfry. Wciągu ostatnich dwunastu lat emigrowało Polaków do Ameryki dziewięćset czterdzieści dziewięć tysięcy, prawie milion. A ilu ich wyszło do Niemiec, ilu do Cesarstwa? Do Cesarstwa uciekali przeważnie rzemieślnicy, znękani ciągłymi strajkami, zaś ich miejsce kto zajął? (…) Byłem teraz w Lublinie, który znam od czasów dzieciństwa, i zdumiałem się nad mnóstwem sklepów i warsztatów żydowskich. Ulice, kiedyś niepodzielnie zamieszkane przez chrześcijan, dziś są żydowskimi i mnóstwo domów przeszło na własność Żydów.

W takim stanie rzeczy mamy dwie perspektywy. Ponieważ Żydzi rosną i wzmacniają się na naszych błędach, więc – albo ulepszymy siebie samych i nasze wewnętrzne stosunki, albo – w emigracji zmarnujemy najdzielniejsze siły, a reszta – stanie się lennikami Żydów”.

Dla zobrazowania w przybliżeniu tego, o czym pisze B. Prus, podajemy poniższe zestawienie:

Wzrost liczby Żydów w polskich miastach:

1781 1856 1897
Warszawa 4,5% 24,3% 33,9%
Łódź 12,2% 40,7%

W wielu miasteczkach kresowych liczba Żydów przekraczała 50% ogółu ludności (np. w Pińsku i Łucku było ich 80%).

W latach 1864-1914 ziemie polskie opuściło 4 327 000 Polaków, którzy zmuszeni byli udać się na emigrację w poszukiwaniu pracy i chleba. Ich majętność przechodziła w obce ręce (por. J. Topolski „Dzieje Polski,” s. 532).

Zmiany w strukturach społecznych i narodowościowych na ziemiach polskich w taki oto sposób ujął Feliks Koneczny, historyk cywilizacji:

„Wolne zawody przechodziły w ręce żydowskie w nieproporcjonalnym odsetku. Prasa poszła w znacznej części na żołd Żydów, ekonomia żydowska zapanowała niepodzielnie nad stosunkami gospodarczymi, a po miastach topniała własność nieruchoma chrześcijańska „. We wszystkich miastach zaboru austriackiego i rosyjskiego ” tubylcy uciekali przed Żydami na peryferie miasta. Handel żydowski przybrał cechy jakby monopolu, a rolnictwo popadało w niesłychane zadłużenie u Żydów, rzemiosło zaś grzęzło w nędzy, i niestety, w ciemnocie. Rozrost zaludnienia żydowskiego wyprzedzał przyrost ludności polskiej coraz silniej; poczęły się wprost obliczenia, kiedy ilość Żydów zrówna się z liczbą Polaków na polskich ziemiach, kiedy ją prześcignie. Zadawano sobie już całkiem poważnie pytanie: czy oni są u nas czy też my u nich?” (F. Koneczny, „Cywilizacja żydowska,” s. 353).

To w tym właśnie okresie narodziło się powiedzenie żydowskie: „Wasze ulice, nasze kamienice”, i nie było to tylko ironiczne stwierdzenie istniejącego stanu rzeczy, ale w pewnym sensie określenie przyszłego programu działań wobec Polaków.

Naszym Jeruzalem będzie Polska”

Wszystkie procesy politycznego odrodzenia się Żydów, poszukiwania własnej tożsamości narodowej i kreowanie nowych rozwiązań ideowych i terytorialnych, najmocniej zaznaczyły się na ziemiach polskich.

Złożyły się na to następujące przyczyny:

1. Dzięki – bezprecedensowej w dziejach – polskiej tolerancji, Żydzi znaleźli na ziemiach polskich azyl przed prześladowaniami w innych krajach Europy, doskonałe warunki do rozwoju, ochronę prawa (1264,1334) i autonomię, jakiej nie mieli nigdzie na świecie poza Palestyną. W wyniku tego Rzeczpospolita stała się Paradissus Judeaorum – „Rajem dla Żydów”, czego wyraźnym objawem był stały ich napływ z Azji i Europy. W Polsce znalazło się najwięcej Żydów, kilkakrotnie więcej niż w jakimkolwiek innym państwie.

2. W wyniku rozbiorów Rzeczypospolitej przez ościenne mocarstwa w II połowie XVIII wieku i podziału narodu między zaborców, upływu krwi polskiej w wyniku wojen i licznych przegranych zrywów niepodległościowych, germanizacji, rusyfikacji i nieustannej wojny psychologicznej naród polski znalazł się w sytuacji, którą jego wrogowie uznali za beznadziejną, nie rokującą odrodzenia jakiejkolwiek formy państwowości. Uznano go za „gnijącego trupa”, a skoro jest „trup”, to natychmiast „pojawia się robactwo, które chciałoby go toczyć”. Naród na pozór słaby i konający chciano przywalić kamieniem grobowym i uniemożliwić mu zmartwychwstanie. Cywilizacja talmudyczna me zna bowiem pojęcia „wdzięczność”, ale nade wszystko przedkłada bożka Interesu.

Taki układ stosunków nasunął niektórym ugrupowaniom żydowskim myśl, że na ziemiach polskich można będzie bez trudu utworzyć „ziemię judzką”, czyli „wykroić kawał Polski” dla Żydów, na państwo wyłącznie żydowskie. Koncepcję taką wysunął już w XVIII wieku Jakub Frank, ale w owym czasie mogły to być tylko marzenia. Uznano zatem, iż dopiero na przełomie wieków XIX i XX pojawiły się warunki do realizacji takiego pomysłu. Nie rezygnowano przy tym z projektów, aby tworzyć państwo żydowskie do spółki z tubylcami, z gojami, na całym obszarze ziem polskich, chcąc – na miejsce mającego się odrodzić państwa polskiego – wprowadzić nowy rodzaj państwa żydowsko-polskiego:

Judeopolonię oficjalną, uznawaną i przez Polaków, i przez czynniki międzynarodowe.

Powstały w ten sposób dwa programy nawzajem się uzupełniające. Na pewnym obszarze powstałoby państwo żydówekie, w którym Polacy nie mieliby w ogóle głosu, a niezależnie od tego, i obok tego, mogliby Żydzi stanowić w całej Judeopolonii równoprawny czynnik polityczny. Rozwiązania takie popierało międzynarodowe żydostwo, czemu wyraz dano m.in. w „Okólniku kierowników politycznych kół żydowskich z XI 1898 r. do Żydów polskich”. Na stronie 173. napisano w nim:

Bracia i Współwyznawcy! Trzeba aby kraj został naszym królestwem (…). Starajcię się po trochu usunąć Polaków ze wszystkich ważniejszych stanowisk i skupić w naszych rękach wszystkie nici władzy społecznej. Wszystko, co do chrześcijan należy, powinno stać się waszą własnością, związek izraelski dostarczy wam potrzebnych do tego środków. Już zaczęto na ten cel zbierać potrzebne fundusze, a udaje się lepiej, niż przypuścić by można. Dla doprowadzenia do skutku planu wyrwania stanowczo Galicji chrześcijanom, wszyscy nasi wielcy bogaci zapisali się na znaczne sumy. Da baron Hirsch, dadzą Rotschyldzi, Bleichrederowie i Mendelsonowie i inni dadzą (…). Bracia i współwyznawcy! Dołóżcie wszelkich usiłowań, ażeby doprowadzić do skutku to, co zamierzamy” (por. J. Polak, op. cit. , s.28; S. Wysocki, „Żydzi w dziejach Polski,” s. 89).

Jakby w odpowiedzi na to wezwanie w 1902 r. odbył się w Mińsku Litewskim Wszechrosyjski Zjazd Żydowski o wyraźnym charakterze nacjonalistycznym, postulujący narodową ofensywę żydowską w krajach golusu (golus= świat nieżydowski – ALS). Jego uchwała stanowiła podbudowę do kształtowania się programów żydowskich partii politycznych.

Oprócz działających ideologów syjonistycznych na ziemiach polskich zaczęły się tworzyć ośrodki skupiające aktywistów, starające się narzucić pozostałym Żydom swój punkt widzenia.

„Polska jest naszą współwłasnością”

Fołkistowskie teorie „budowania Jerozolimy w każdym kraju” diaspory były oparte na zasadach powszechnie wprowadzanej emancypacji, na prawach gwarantowanych jednostce ludzkiej i mieściły się w granicach dozwolonego działania mniejszości narodowych. W rzeczywistości jednak nigdzie nie podejmowano prób ich realizacji i nigdzie też nie zostały zrealizowane.

Inaczej było na ziemiach polskich. Żydzi, którzy w początkach XX wieku stanowili tu średnio od  8 do 10% (w zależności od zastosowanych metod statystycznych), zdecydowanie sprzeciwiali się określaniu ich jako mniejszości narodowej i żądali traktowania siebie jako pełnoprawnych współgospodarzy ziem polskich. Takiego absurdalnego żądania nie zgłosili w żadnym innym kraju.

Żydzi, prześladowani i wypędzani ze wszystkich krajów Europy  (i nie tylko), znaleźli schronienie i opiekę prawa w Polsce, teraz niepomni na ten fakt, przygotowywali się do odebrania Polakom praw decydowania o losach własnej ojczyzny. Podstawą do roszczeń stała się teza, że Żydzi są odwiecznymi mieszkańcami ziem polskich i że to oni byli twórcami państwowości polskiej. Nie będziemy tu rozważać szczegółowych rewelacji, jak to „banda Piasta zdetronizowała żydowskiego króla i przejęła w Polsce władzę”, a przejdziemy do opisu dwóch bliższych nam wydarzeń, rzucąjucych nieco światła na tę sprawę. Oddajmy głos B. Mieszkiewiczowi, uczestnikowi pewnego spotkania:

„Bardzo pouczające pod tym względem było spotkanie, jakie odbyło się w połowie maja 1987 w Instytucie Francuskim w Warszawie z Rachelą Erthel, profesorem Uniwersytetu Paryskiego, wykładającą cywilizację żydowską i język jidysz, autorką kilku książek z tej dziedziny. Zaraz na początku wykładu usłyszeliśmy, że Żydzi żyli w Polsce od niepamiętnych czasów, zaś większy napływ na skutek prześladowań w innych krajach nastąpił w XII wieku, a nazwa Polska pochodzi wg żydowskiej legendy (‚legende’, a nie ‚conte’, co byłoby synonimem ‚podania’, ‚opowieści’) od hebrajskiej nazwy ‚po lin’, która jest synonimem drugiej Ziemi Obiecanej, a która zniekształcona przez Niemców na Polen dała nazwę kraju. (…)

Nie chcę wszakże podejrzewać złej woli, zwłaszcza, że wykład był skierowany do polskiego audytorium, więc jest to dobry przykład homine unius libri odrzucającego wszelkie fakty, które mogłyby zakłócić spoistość poglądów. Zauważmy przy tym, że owa sugestia, iż Żydzi żyli w Polsce od niepamiętnych czasów, a więc może od II wieku… (że przeczą temu tak źródła pisane, jak i archeologia – tym gorzej dla źródeł) i że to od nich pochodzi nazwa kraju, zmienia pozycję Żydów: z obcych przybyszów stają się współgospodarzami, jeśli nie pierwotnymi mieszkańcami tej ziemi, po których dopiero osiedlili się Słowianie podczas Wędrówki Ludów. Jest to jeden z klocków do łamigłówki, pozwalający lepiej odczuć i zrozumieć postawy i zachowanie się Żydów przed rokiem 1918 i po nim.

Znałem tę opowiastkę, wykładnię słów ‚po lin’, znaczących dosłownie ‚tu odpoczniesz’, odpoczniesz w oczekiwaniu na Mesjasza, który wywiedzie cię do Ziemi Obiecanej – choć przyznam, że zaskoczyło mnie wygłoszenie jej ex professe przez profesora paryskiego uniwersytetu” (B. Mieszkiewicz, „Antysemityzm?,” s. 4).

Autor powyższych słów zaskoczony był „rewelacjami” prof. Racheli Erthel na temat pochodzenia nazwy „Polska”. Dziś zapewne jest świadom, iż wygłoszona przez nią teoria została uznana urzędowo za prawdziwą, a co więcej, odpowiednio jeszcze zmodyfikowana, a raczej bardziej pogmatwana. W Jewish Museum w Nowym Jorku, przy Fifth Avenue, w dziale poświęconym Żydom z ziem polskich, znajduje się informacja, że Żydzi wypędzeni z Hiszpanii i tułający się po Europie zatrzymali się w miejscu, które uznali za właściwe, aby spocząć („Po-lin”); i stąd pochodzi nazwa Polska. Przytaczamy ten napis w oryginalnym angielskim brzmieniu: „After the Jews, were expelled from Spain, they traveled eastward. At one point they stopped to rest, and a note dropped down from the sky. ‚Po-lin’, it said in Hebrew ‚Stay here’. That is how Poland got its name” (odpis ze zdjęcia wykonego ll VIII 1994).

Warto przypomnieć, że „Edykt o wygnaniu Żydów z Hiszpanii” podpisany został 31 III 1492 r., a znękani Żydzi dotarli do Polski po wielu latach, via Portugalia i północna Afryka. Polska w owym czasie udzieliła już schronienia wielu falom prześladowanych Żydów, a sama jako państwo przeżywała swój Złoty Wiek. Z informacji w Jewish Museum wynikałoby, że wówczas nie miała nawet jeszcze nazwy. Niewątpliwie w tworzeniu tego muzeum udział brało wielu profesorów, wykładowców wyższych uczelni całego swiata. Zostawmy to bez komentarzy.

Idea, że Żydzi są pełnoprawnymi współgospodarzami Polski, jest nadal aktualna. Nie przypadkiem wynikły kontrowersje przy ustalaniu napisu na pomniku poświęconym tragedii Żydów w Jedwabnem, gdy pojawiło się tam stwierdzenie, że zamordowani byli „współgospodarzami” tej ziemi. I nie przypadkiem to określenie zostało tam wprowadzone.

(…)

Podsumowanie

Próba „przywalenia Polski kamieniem grobowym” -jak określił to prof. J. R. Nowak – przez stworzenie na ziemiach polskich sztucznego tworu przy pomocy Niemców, zwanego Judeopolonią, zakończyła się fiaskiem. Jednak w walce o niedopuszczenie do realizacji tych planów Polska poniosła duże straty i stała się przedmiotem manipulacji na arenie międzynarodowej. Wrogowie nie potrafili docenić narodowych dążeń Polaków i wydawało się im, że nieograniczone pieniądze i wsparcie potężnego mocarstwa mogą być silniejsze nad wolę narodu do odrodzenia własnej Ojczyzny.

Z obłędnych planów jednaknie zrezygnowano. Nie udało się stworzyć dywersyjnego tworu państwowego przy pomocy Niemców, więc już od roku 1919 zaczęto planować zniewolenie Polski przy pomocy bolszewików, co zaowocowało w 1944 r. stworzeniem tzw. Polski Ludowej, w której mordy elementu niepodległościowego, znieważanie godności narodu i walka z polskimi tradycjami miały doprowadzić do wynarodowienia i stalinizacji „mas polskich”. Okaleczony naród, chociaż poniósł ogromne straty, zdołał jednak zachować w sobie tyle żywotności, aby walczyć o to, „żeby Polska, były Polską”.

Trzecia próba zniewolenia i zniszczenia Polski narodowej została podjęta od roku 1989, gdy pod pretekstem transformacji zaczęto jawnie propagować likwidację państw narodowych (nie wszystkich!!!) i stworzenie globalistycznego kibucu, składającego się z kosmopolitycznych euroregionów, sterowanych przez międzynarodowy kapitał. Miejmy nadzieję, że i tym razem Polakom nie zabraknie siły i chęci aby walczyć o zachowanie wartości, o które walczyli i za które ginęli nasi Ojcowie. [Niestety, zabrakło – admin]

Bibliografia do tematu „Judeopolonia”

Bałaban M., „Historia i literatura żydowska”, Lwów – Kraków – Warszawa 1925
Bałaban M., „Studia historyczne”, Warszawa 1927
Bimbaum N., „Den Ostjuden ihr Recht”, Wien 1915
Dmowski R., „Świat powojenny a Polska”, wyd. III, Warszawa 1932
Dmowski R., „Myśli nowoczesnego Polaka”, Londyn 1953
Eisenbach A., „Ludność żydowska w Królestwie Polskim w końcu XIX w, w: ,Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego”, 1959, nr 29
Fajnhauz D., „Żydzi na Litwie i Białorusi w XIX w”, w: „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego”, 1959, nr 51;
Fajnhauz D., „Ludność żydowska na Litwie i Białorusi a powstanie 1963”, w: „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego”, 1961, nr 38
Ford H., „Międzynarodowy Żyd”, Warszawa 1998
Hartglas A., „Zasady naszego programu politycznego w Polsce”, Warszawa 1918
Hirschhorn S., „Historia Żydów w Polsce od Sejmu Czteroletniego do wojny europejskiej (1788-1914)”, Warszawa 1921
Jeske-Choiński T., „Historia Żydów w Polsce”, Warszawa 1919
Johnson R, „Historia Żydów”, Kraków 1998
Kautski K., „Rasse und Judentum”, Berlin 1914
Kautski K., „Socjal-Demokracja”, w: „Rewolucja proletariacka i jej program” [przekład polski]. Warszawa 1924
Kempner S., „Dzieje gospodarcze porozbiorowej Polski”, Warszawa 1912
Kobyliński S., „Sprawa polska a kwestia żydowska”, Poznań 1924
Koneczny F., „Logos i Ethos”, Poznań 1921
Koneczny F., „Cywilizacja żydowska”, Warszawa 1997
Korsch H., „Żydowskie ugrupowania wywrotowe w Polsce”, Warszawa 1925
Kruszyński J. MT, „Żydzi i kwestia żydowska”, Włocławek 1920
Krysiak F., „Dwa dni grozy we Lwowie”, Kraków 1919
Krajewski J., „Białe karty w sprawach polsko-żydowskich na przełomie XIX i XX wieku do roku 1939”, Warszawa 1989
Kurnatowski J., „W sprawie żydowskiej”. Warszawa 1914
Laudynowa S., „Sprawa światowa. Żydzi, Polska, ludzkość”, t. I-II, Chicago 1919
Marchlewski J., „Antysemityzm a robotnicy” [reprint]. Warszawa 1972
Marks K., „W kwestii żydowskiej”, w: K. Marks, F. Engels, „Dzieła”, t. I, Warszawa 1961
Marylski A., „Dzieje sprawy żydowskiej w Polsce”, Warszawa 1912
Mieszkiewicz B., „Antysemityzm?”, Kraków b.r.
Niemojewski A., „Prawo żydowskie o gojach”. Warszawa 1918
Niemojewski A., „Dusza żydowska w zwierciadle Talmudu”, Warszawa 1920
Nowaczyński A., „Mocarstwo anonimowe”, Warszawa 1920
Nowak J. R., „Haniebna karta”, w: „Słowo – dziennik katolicki”, 24-25 III 1995
Nowak J. R., „Judeopolonia. Nieucy z ‚Wyborczej'”, w: „Nasza Polska”, 24 III 1999, nr 12
Orlicki J., „Szkice z dziejów stosunków polsko-żydowskich 1918-1949”, Szczecin 1983
Pawlikowski M., „Dwa światy”, Londyn 1952
„Pamiętnik z I zjazdu Zjednoczenia Polaków Wyznania Mojżeszowego wszystkich ziem polskich”, Warszawa 1919
Phillippson M., Neueste Geschichte desjudischen Volkes”, Band I-III,Leipzig l911
Pobóg-Malinowski W., „Najnowsza historia polityczna Polski”, t. II, Londyn 1983
Pogonowski J. C., „Jews in Poland. A Documentary History”, New York 1993
Polak J., „Zbrodnicze plemię”, Wrocław – Warszawa b.r.
Pranajtis J. B., „Chrześcijanin w Talmudzie żydowskim”. Warszawa 1937
Reich L., „Żydowska Delegacja Polaków w Paryżu”, Lwów 1922
Rolicki H., „Zmierzch Izraela”, Warszawa 1932
Rostański K., „Polonii w Ameryce z Żydami sprawa w dobie odbudowy Państwa Polskiego”, Warszawa 1925
Segel B., „Die polnische Judenfrage”, Berlin 1916
Szczepański W, „Najstarsze cywilizacje Wschodu klasycznego”, t. I: „Egipt”, t. III: „Egea i Hatti”, Lwów 1922-1923
Tartakower A., „Emigracja żydowska z Polski”, Warszawa 1934
Tartakower A., „Zarys socjologii żydostwa”. Warszawa 1938
Topolski J., „Dzieje Polski”, Warszawa 1977
Trzeciak S., „Mesjanizm a kwestia żydowska”, Warszawa 1934
Trzeciak S., „Program światowej polityki żydowskiej”, wyd. III rozszerzone, Warszawa 1936
Trzeciak S., „Talmud o gojach a kwestia żydowska w Polsce”, Warszawa 1939
Tworakowski S., „Polska bez Żydów”, Warszawa 1939
Wasiutyński B., „Ludność żydowska w Polsce w wieku XIX i XX (Studium statystyczne)”, Warszawa 1930
Witos W, „Moje wspomnienia”, IWW 1978
Wróbel P, „Między nadzieją a zwątpieniem”, w: „Więź”, VII-VIII 1986
Zadrecki T., „Talmud w ogniu wieków”. Warszawa 1936
Znaniecki F., „Upadek cywilizacji zachodniej”, Warszawa 1921
Żabotyński W., „Polaki i Jewreje”, Odessa 1921
Żabotyński W., „Państwo Żydowskie”, Warszawa – Lwów, b.r.
„Żydzi a powstanie styczniowe”. Materiały i dokumenty opracowane do druku przez A. Eisenbacha, D. Fajnhauza i A. Weissa, Warszawa 1963

Artykuł zaczerpnięto ze strony http://www.naszawitryna.pl, wytłuszczenia, kursywa itp. jak zwykle admina.

Posted in Kultura, Polityka | 21 Komentarzy »

Jest skąd czerpać doświadczenia

Posted by Marucha w dniu 2010-03-16 (Wtorek)

Znalezione na forum http://marucha.v3v.org, dotyczy współpracy polskiej i izraelskiej służby więziennej.

1.  Tikkun – Naprawa
Od września 2009 roku do października 2010 realizowany jest w całej Polsce wspólny projekt polskiej i izraelskiej Służby Więziennej pod nazwą „Tikkun – Naprawa”. W ogólnych zarysach projekt ma na celu:
– przełamywanie stereotypów polsko-izraelskich wśród polskich i izraelskich funkcjonariuszy Służby Więziennej;
– przybliżenie izraelskiej kadrze Służby Więziennej oraz polskim osadzonym tradycji współistnienia Żydów i Polaków na ziemiach polskich przed II wojną światową;
– opieka nad cmentarzami żydowskimi w Polsce.
W ramach projektu organizowane są cykle wykładów, pokazy filmów i prezentacji multimedialnych oraz – w miarę istniejących możliwości – wycieczki grup osadzonych do miejsc związanych z historią Żydów polskich. Od kwietnia do września 2010 roku na wskazanych przez poszczególne Gminy Żydowskie cmentarzach prowadzone będą przez osadzonych, funkcjonariuszy polskiej oraz – w miarę możliwości – izraelskiej Służby Więziennej, prace porządkowe.
Za: gdansk.jewish. org.pl/

2. Program readaptacji „Pamięć – świadomość – odpowiedzialność” (2010-03-09, Centralny Zarząd Służby Więziennej) .
4. marca 2010r. w Ośrodku Doskonalenia Kadr w Bartkowej odbyło się spotkanie poświęcone podsumowaniu efektów realizowanego we wszystkich jednostkach inspektoratu małopolskiego, we współpracy z Międzynarodowym Centrum Edukacji o Holocauście przy Państwowym Muzeum Auschwitz – Birkenau w Oświęcimiu, programu readaptacyjnego „Pamięć – świadomość -odpowiedzialność”. W spotkaniu, którego gospodarzem był dyrektor okręgowy Służby Więziennej w Krakowie ppłk Krzysztof Trela wzięli udział dyrektor MCEH Krystyna Oleksy, kustosze oświęcimskiego muzeum, dyrektorzy, kierownicy penitencjarni i wychowawcy – koordynatorzy programu z wszystkich zakładów karnych i aresztów śledczych okręgu krakowskiego.

W czasie spotkania zaprezentowano formy realizacji programu, które objęły znacznie szerszy niż pierwotnie zakładano zakres działań. Osadzeni mogli zobaczyć liczne wystawy poświęcone zagładzie i funkcjonowaniu obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, wysłuchali wielu prelekcji i wykładów, wzięli udział w projekcjach filmów związanych z problematyką Holocaustu. Skazani mieli możliwość uzewnętrznienia swych emocji związanych z przekazywanymi im treściami w konkursach plastycznych, a wielu z nich osobiście odwiedziło Muzeum w Oświęcimiu i Brzezince.
Edukacyjne i wychowawcze walory programu skłoniły do podjęcia decyzji o jego kontynuacji, tym bardziej, że dyrekcja centrum przedstawiła nowe możliwości współpracy.

Jacek Matrejek

Projektowi współpracy polskiej i izraelskiej służby więziennej należy tylko przyklasnąć. Żydowskie metody egzekwowania sprawiedliwości na terenach Polski mają bowiem swoją bogatą, liczącą 65 lat tradycję, przez którą przewijają się nazwiska takich wybitnych sprawiedliwościowców, jak Berman,  Fejgin, Różański, Romkowski, Brystygierowa i wielu innych. Tradycja ta będzie niewątpliwie wzbogacona nowymi osiągnięciami naszych  starozakonnych braci w Abrahamie, o których można sobie poczytać w światowych mediach – np. porwania, skrytobójstwa itp.

Posted in Polityka | 2 Komentarze »

Stróże polskiego prawa?

Posted by Marucha w dniu 2010-03-16 (Wtorek)

Polscy sędziowie wyrokujący w znanej Czytelnikom „Naszego Dziennika” sprawie „Alicja Tysiąc przeciwko ‚Gościowi Niedzielnemu'” pewnie nie byli na żadnych naradach za granicą, np. w Europejskim Trybunale Praw Człowieka (ETPC). Domyślać się jednak można, że wyrokują zgodnie z literą i duchem orzeczenia tego Trybunału w sprawie „Alicja Tysiąc przeciwko Polsce”.

Nie tylko żeglarze codziennie i kilka razy sprawdzają, skąd wieje wiatr. Równie pilnie muszą to czynić namiestnicy skolonizowanych państw, pod warunkiem oczywiście, że nade wszystko zależy im na dalszym sprawowaniu tego urzędu. Skoro zatem europejscy sędziowie założyli w interesującym nas tu orzeczeniu, że jednym z praw człowieka jest „prawo” do aborcji i w jakimś zakresie to „prawo” także w Polsce obowiązuje, to polskie sądy zadbały o poważne potraktowanie głosu swoich „europejskich” kolegów. Pewnie nie życzą sobie stanąć przed jakimś naprawdę rządzącym „Trybunałem”? Stąd może ten podniosły ton wyroku i zbyt głęboka „troska” o realizację w archidiecezji katowickiej przykazania miłości oraz zbyt pracochłonne „pochylenie się” nad obowiązkiem pisania prawdy w katolickich gazetach. Czy jednak polskie sądy naprawdę przejmują się tubylcami i ich prawami, włącznie z Konstytucją?

Z ekspertyzy polskich prawoznawców (Małgorzata Gałązka i Krzysztof Wiak z Wydziału Prawa KUL) wynika, że w przywołanym już tutaj orzeczeniu Europejski Trybunał Praw Człowieka nade wszystko wypaczył i naruszył polskie prawo (por. „Przegląd Sejmowy” 3(80) 2007; dostępny w internecie). Zdaniem tych ekspertów, w polskim systemie prawnym nie ma miejsca na żadne „prawo do aborcji” (w jakimkolwiek zakresie), jak to jednak błędnie przypisali nam sędziowie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka postulujący poprawienie procedury dostępu do tego „prawa”. Jak mówią autorzy ekspertyzy, w polskim prawie mowa tylko o tym, że „w przypadku zaistnienia wskazań przewidzianych w art. 4a ustawy z 1993 r. przerwanie ciąży jest legalne i nie powoduje negatywnych konsekwencji prawnych, ale kobieta nie może skutecznie wymusić na lekarzu przeprowadzenia tej interwencji. Skarżąca nie dysponowała więc, w świetle polskiego prawa – jak to określiła – prawem do aborcji (right to have an abortion, § 79) w podanym wyżej znaczeniu.

W nawiązaniu do klasyfikacji praw podmiotowych aborcję należałoby zaliczyć do sfery wolności nakładającej na stronę zobowiązaną obowiązek nieprzeszkadzania w jej realizacji. Nie jest ona zaś treścią roszczenia zobowiązującego drugą stronę do pozytywnych działań”. Z tego też powodu „wyrok faktycznie nie ogranicza się tylko do kwestii sposobu ustalania wskazań aborcyjnych, ale stanowi merytoryczną ingerencję w konstytucyjne podstawy, na których oparte są polskie rozwiązania prawne dotyczące przerywania ciąży”. Jeśli ta diagnoza jest trafna, to wynikają z niej arcypoważne zarzuty pod adresem stróżów naszego prawa.

Dziwi w pierwszej kolejności, że na to naruszenie polskiej Konstytucji nie zwrócił uwagi swoim kolegom w ETPC prof. Leszek Garlicki, doskonały znawca tej kwestii i w dodatku będący jak najbardziej „pod ręką”, bo wchodzący w skład grupy sędziowskiej wyrokującej w omawianej sprawie. Był on także sędzią polskiego Trybunału Konstytucyjnego wydającego w 1997 r. znane orzeczenie dotyczące konstytucyjnej ochrony życia człowieka przed narodzeniem. Wprawdzie Leszek Garlicki wyraził wtedy swoją odrębną opinię wobec orzeczenia większości Trybunału – stwierdzającego istnienie takiej prawnej ochrony (w pewnym zakresie) – to z tego powodu musi doskonale się orientować, przeciwko jakiej wykładni Konstytucji się sprzeciwił. Wykładni obowiązującej w Polsce. Zasiadając w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, zagłosował jednak za orzeczeniem zakładającym własną interpretację polskiego prawa, a nie wykładnię obowiązującą w Polsce.

Jeśli w polskim systemie prawnym nie ma mowy o żadnym „prawie do aborcji”, to wyrok ETPC przeciwko Polsce – opierając się na założeniu, że obowiązuje u nas takie „prawo” – oznacza zamach na polską Konstytucję, przeprowadzony w dodatku rękoma także polskiego specjalisty od prawa konstytucyjnego, z którego podręcznika korzystają polscy studenci prawa. Takiego samego zamachu dokonałyby także dwa polskie sądy skazujące archidiecezję katowicką i pouczające ją o jakoby dezinformowaniu czytelników „GN” o sensie orzeczenia ETPC, rzekomo niezajmującym się „aborcją”, tylko „nieszczelnością” polskiego prawa.

Ale w gronie takich „stróżów” naszej Konstytucji mamy także polski rząd kajający się w 2003 r. przed Komitetem Praw Człowieka, że postanowienia ustawy dotyczące aborcji „nie są w pełni realizowane i niektóre kobiety mimo spełnienia kryteriów poddania się zabiegowi przerwania ciąży nie są temu zabiegowi poddawane”. Na ten dokument polskiego rządu powołał się w swoim wyroku ETPC.

Kto u nas ma zatem strzec polskiego prawa, jeśli nie strzegą go sędziowie? Miejmy nadzieję, że gwałt na „Gościu Niedzielnym” nam to pokaże.

Marek Czachorowski, Nasz Dziennik

Posted in Różne | 4 Komentarze »

 
%d blogerów lubi to: