Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Zielona wizja

Posted by Marucha w dniu 2010-03-17 (Środa)

Swymi kolejnymi „strategiami” Unia Europejska dogania już zdecydowanie poziom bełkotu przywódców sowieckich z lat 1950-1960-tych, zapowiadających światu, co to nie osiągną, kogo to nie przegonią w postępie i jaki to wysoki poziom życia zapewnią swym obywatelom.

Kilka tygodni temu lider Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, eurodeputowany Nagel Farage scharakteryzował Królestwo Belgii na forum Parlamentu Europejskiego, jako niegodne miana państwa [a non-country – admin]. Ten objaw, a raczej odprysk wzajemnych uprzedzeń jakie tlą się między zachodnimi Europejczykami od wieków, ośmiesza wymuszone opowieści o europejskiej solidarności. Wachlarz epitetów jakimi obrzucili się na youtube zwolennicy i przeciwnicy brytyjskiego niepodległościowca jest w tej mierze bardzo pouczający. Udział kilku tysięcy internautów w tej pyskówce nakłada się na groteskowy kryzys przywództwa, jaki entuzjaści Traktatu Lizbońskiego zafundowali 500 mln ludzi.

Wysiłki liderów Unii Europejskiej przypominają zjadanie własnego ogona. Trzy miesiące po ustanowieniu superpaństwa, (co w naszym przypadku stało się z woli pana prezydenta za zgodą narodu zamieszkującego Zieloną Wyspę), owa socjalistyczna hybryda – jak onegdaj zdefiniowano UE na łamach Financial Times – stanęła w dryfie.

Aż trzech presidents: Rady Europejskiej, PE oraz Komisji, uruchomiło wszystkie aktywa, aby w warunkach wszechogarniającej recesji, kompletnej klapy dziesięciolatki zwanej lizbońską i strukturalnego kryzysu eurozony, otumanić narody europejskie kolejną strategią. Ma być zielona, o jak najmniejszej zawartości węgla, z dużą stratą dla Wspólnej Polityki Rolnej i Polityki Spójności, którą skuszono Polskę. Forsa pójdzie w inteligentne, innowacyjne i ekologicznie wydajne technologie.

Strategia ma być czymś, co zadziwi świat, a Staremu Kontynentowi zapewni światowe przywództwo w walce ze zmianami klimatycznymi. Angielska pacyfistka zapewni wspólne bezpieczeństwo, francuscy fonctionnaires z Komisji podpowiedzą nam jak wylobbować dodatkowy grosz na ekologiczne rolnictwo, a Bank Centralny z siedzibą we Frankfurcie łaskawie zgodzi się na projekt budżetu uchwalanego na – nomen omen – Wiejskiej.

Oto i znak czasu. Nic, tylko kupić parę hektarków, przejść na KRUS, zasadzić wierzbę, postawić wiatrak… Wódka w lodówce, krawat na szyi, konto w banku i – jak powiada Zenek w «Nie ma mocnych« – można świat doganiać!

Marek Bednarz, Nowa Myśl Polska

„Inteligentne” technologie powalają nas na kolana. Nareszcie nadszedł czas na zlikwidowanie cywilizacji opartej na „nieinteligentnych” technologiach.

Komentarzy 6 do “Zielona wizja”

  1. Wojwit said

    Kiedyś inteligentni ludzie nie musieli używać „inteligentnych” technologii dzisiaj inteligentne mają prawo być tylko technologie. Ludzie odznaczjący się inteligencją nie są w mumii jewropejskiej potrzebni. Unym lepiej wszak zarządza się systematycznie ogłupianymi tumanami…

  2. lopek said

    Zanosi się na to, że eurokibuc przegoni inne kibuce kontynentalne, ale tylko w głupocie powszechnej i ekologicznej!
    Jednak aby zapanował komunizm, warunkiem jest komunizm globalny – aby nie było odniesienia porównawczego!
    Wtedy une każą ssako-gojom jeść trawę i owe ssako-goje, będą ową trawę jeść, bo przecież nie będą wiedzieć, że człowiek trawy nie jadał!
    Ponadto, zgodnie z zasadą naczyń połączonych, niemożliwym jest, wydźwignąć Albanię do poziomu Niemiec, ale możliwe jest, zdołować Niemców do poziomu Albanii czy zdołować USrael do poziomu eurokibucu bo odwrotnie, przecież się nie da o czym przekonał się niegdyś, tow. Lenin.
    Konkludując, nie ważne aby przegonić najszybciej biegnącego, wanżym jest, aby wszyscy biegli równym tempem w tym samym kierunku czyli do Edenu, który to Eden, odkrył dla nas, tow. Lenin z ferajną!

  3. Ja i mój Pies said

    Nasza wizja.

    Wiele, wiele lat temu nazad, gdy jeszcze mój Pies nie był nawet w planach, pracowałem w Kaliforni w firmie produkujacej płynne suplementy paszy dla krów mlecznych. Albowiem Kalifornia jest potentatem ilościowym mleka w całym USA. (Wisconsin dzierży prymat jakościowy). Czegóż to do tej paszy krowiej nie dodawano! Krasule nawet musiały spożywać gnojówkę (ze względu na mocznik), a potajemnie stosowano ich własne odchody, co z punktu widzenia zootechnika jest czymś w rodzaju kazirodztwa.

    Otóż pojawił się pomysł, ażeby dodawać do paszy uprzednio nadtrawione specyficznymi enzymami celulitycznymi (celulazami) stare gazety i inny papier. Jedyną przeszkodą był niewiadomy skład tuszu drukarskiego, podejrzewany o zawartość ołowiu i innych metali ciężkich jak mój dowcip. Potem się okazało, iż substancja ta otrzymywana jest z oleju sojowego, ale już było za późno, jako że poznawszy sie, wywalono mnie z roboty i musialem znaleźć robote lepiej płatną, za kolkiem trucka.

    Truckarz siedzi za kierownicą, patrzy w horyzont i dostaje świra. Coś za coś. Wiec natentychmiast przyszła wizyja. Objawienie so to speak. A czemuż by tu nie sporządzać smacznej sałatki z gazet dla człowieków? Wszak na ten przykład taka koza konsumuje ze smakiem papier, karton, a osioł to on jeszcze gorzej. Mniej wiecej wszystko. Jakaż to różnica, człowiek, koza, osioł… Więc włóżmy do reaktora powiedzmy Michnigówno, alias gazette wybranną, czy jak jej tam i za chwilę mieć możemy wysokokaloryczne danie na miare kuchmistrza Żę Pierra z małego bistra na Sakr Eker. Że co? Ze miano nieapetyczne? Wszak najwspanialsza narodowa polska potrawa ma nazwę wręcz obrzydliwą. Mianowicie FLAKI!

    Popuśćmy wodze wyobraźni. A gdyby tak gienetycznie zmodyfikować człowiekowy układ trawienny, coby sam sobie produkował celulazowe enzymy? Wtedy człowiek mógłby odżywiać się mniej lub więcej młodymi pędami drzew, trawą, gałązkami, trocinami, a szczególnie mógłby konsumować gazety po przeczytaniu, przed, a szczególnie zamiast. Czyż to nie jest piękne? A i bawełnianą koszulke, czy uczciwszy uszy ineksprymable (po uprzednim upraniu) mozna by było spożyć ze smakiem i z musztardą po obiedzie.

    A i pracowników na przerwę obiadową można by było po prostu wypuszczać na pastwisko.

    Także również wczasy pracownicze na tatrzańskich halach. Mniam!

    Europo, jeśli zapłacisz nam godziwe honorarium (znaczy się mi i mojemu Psemu), to ci wymyślimy taki ekosystem, że Apokalipsa świętego Jana to przy tym Pikuś.

  4. Ja i mój Pies said

    Nasza wizja.

    Wiele, wiele lat temu nazad, gdy jeszcze mój Pies nie był nawet w planach, pracowałem w Kaliforni w firmie produkujacej płynne suplementy paszy dla krów mlecznych. Albowiem Kalifornia jest potentatem ilościowym mleka w całym USA. ( Wisconsin dzierży prymat jakościowy). Czegóż to do tej paszy krowiej nie dodawano! Krasule nawet musiały spożywać gnojówkę (ze względu na mocznik), a potajemnie stosowano ich wlasne odchody, co z punktu widzenia zootechnika jest czymś w rodzaju kazirodztwa.

    Otóż pojawił się pomysł, ażeby dodawać do paszy uprzednio nadtrawione specyficznymi enzymami celulitycznymi (celulazami) stare gazety i inny papier. Jedyną przeszkodą był skład tuszu drukarskiego, podejrzewany o zawartość ołowiu i innych metali ciężkich jak mój dowcip. Potem się okazało, iż substancja ta otrzymywana jest z oleju sojowego, ale już było za późno, jako że poznawszy sie na mnie, wywalono z roboty i trzeba było znaleźć lepiej płatne zajęcie, za kółkiem wielkiej ciężarówki z dwiema przyczepami.

    Coś za coś. Truckarz siedzi za kółkiem, patrzy w horyzont i dostaje świra.

    Wiec natentychmiast przyszla wizyja. Objawienie so to speak. A czemuż by tu nie sporządzać smacznej sałatki z gazet dla człowieków? Wszak na ten przyklad koza konsumuje ze smakiem papier, karton, a osioł to on jeszcze gorzej. Cóż za różnica, człowiek, koza, a w szczególności osioł? Więc zróbmy tak: włóżmy do reaktora powiedzmy Michnigówno, alias gazette wybranną, czy jak jej tam, dodajmy trochę enzymów i za chwilę możemy mieć wysokokaloryczne danie na miare kuchmistrza Żę Pierra z małego bistra na Sakr Eker. Że co? Ze miano nieapetyczne? Wszak najwspanialsza narodowa polska potrawa ma nazwe wręcz obrzydliwą. Mianowicie FLAKI!

    Popuśćmy wodze wyobraźni. A gdyby tak gienetycznie zmodyfikować człowiekowy układ trawienny, coby sam sobie produkował celulazowe enzymy? Wtedy człowiek mógłby odżywiać się mniej lub więcej młodymi pędami drzew, trawą, gałązkami, trocinami, a szczególnie mógłby konsumować gazety po przeczytaniu, przed, a szczególnie zamiast. Czyż to nie jest piękne? A i bawełnianą koszulke, czy uczciwszy uszy ineksprymable (po uprzednim upraniu oczywizda) mozna by było spożyć ze smakiem i z musztardą po obiedzie.

    I pracowników na przerwę obiadową można by było po prostu wypuszczać na pastwisko.

    Także wczasy pracownicze na tatrzańskich halach. Mniam!

    Europo, jeśli zapłacisz nam godziwe honorarium (znaczy się mi i mojemu Psemu), to ci wymyslimy taki ekosystem, że Apokalipsa świętego Jana to przy tym Pikuś.

  5. Julka said

    ad/3
    Toć to żadna futurologia. W Mariocie na śniadanie podaje się parówki z pakułami i chrupiące bułeczki z utrwalaczami. Na wszelki wypadek trzeba zarzucić rózne misz-masze, soi ani oleju sojowego w stoisku ze „zdrową żywnością”. W suprersamach już można kupić ekologiczne suszone sianko w niewielkich opakowaniach wskazujących na przeznaczenie.

  6. Ja i moj Pies said

    Oczywiscie, blonnik jest od dawna dodawany do zywnosci, a ktorej sie go uprzednio usunelo i ten produkt z wtornym blonnikiem nazywa sie produktem wzbogaconym odzywczo. Ale czlowiek nie moze (na razie) trawic celulozy. Moj Pies tez nie jada parowek. Wie, czym to pachnie. Soja to jest bardzo zdrowy surowiec, ale to, co sie z nia teraz wyczynia, to sie nie miesci w pale, jak powiadal moj znajomy milicjant, co mi cielecine do domu przynosil w czasach mrocznych. Najsampierw trzeba uwazac na fermentowane sosy sojowe, ktorymi kitajce polewaja swoje odwrotne golabki (bo kapusta we srodku). W Kraju one sie nazywaja sajgonki, czy hosziminki, a w USA „jajko sie turla” (egg rolls). nZ tego wwszystkiego te nasze poczciwe staropolskie FLAAAKI o obrzydliwej nazwie, a niebianskim smaku, szczegolnie pod niewielkie zimne piwko, jawia sie jako supernaturalne danie. Ostrzegam tych czy owych, iz jako organ, jest to produkt w calkowitosci niekoszerny, a wrecz przeciwnie. Ale idea przegenetyzowania czlowieka na jedzenie slomy, to byla idea rewolucyjna, prawda?

    Muuu!

Sorry, the comment form is closed at this time.