Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    Marek o Traditionis Custodes
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    Marek o Klęska ministra Niedzielskiego…
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    podczaszy o Wolne tematy (53 – …
    mistrzYoda o Traditionis Custodes
    Wladca o Klęska ministra Niedzielskiego…
    Tralala o List przełożonego generalnego…
    revers o Będziemy mieli dokumenty, jak…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 549 obserwujących.

Archive for Kwiecień 2010

Precedens Rozpudy

Posted by Marucha w dniu 2010-04-30 (Piątek)

Obrończyni doliny Rospudy, pani Małgorzata Górska z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków została kilka dni temu laureatką tzw. ekologicznego Nobla. Część z wynoszącej 900 tys. dolarów Ekologicznej Nagrody Goldmanów [Aha! – admin], którą podzieliła się z pięcioma innymi osobami, odebrała w San Francisco. Dumy i zadowolenia samej laureatki oraz jej stronników zapewne nie podzielają mieszkańcy Augustowa, ani planiści Via Baltica, łączącej Warszawę z Helsinkami.

Jakkolwiek by nie patrzeć na akcje autentycznych ekologów, jakkolwiek by nie obsobaczać płatnych ekoterrorystów i nawiedzonych ekoreligiantów którzy w różnych punktach globu stawiają na baczność różnej wielkości kraje, trzyletnia batalia o wyjątkowej krasy fragment obszaru Natura 2000 w Puszczy Augustowskiej, stanowić może niezwykle użyteczne studium przypadku.

Albowiem „kłopot stanowi sposobność” i tylko od naszej woli zależy jak do sprawy podejdziemy. Precedens Rospudy pokazuje bowiem jak na dłoni sprzężenie ekoideologii która z powodzeniem rości sobie prawo obowiązującej, i skutecznej, uznanej również za Atlantykiem, egzekucji unijnych przepisów. Pokazuje też zderzenie cywilizacji: wojna psychologiczna na skalę międzynarodową nie tylko, że dodatkowo upokorzyła żyjącą w spalinach, lokalną społeczność Augustowa. Obnażyła również niefrasobliwość planistów szlaków komunikacyjnych i zaprezentowała Polskę jako państwo, które nie jest w stanie panować nad swoją przestrzenią z należytym respektowaniem trendów, forsowanych przez wpływowe ośrodki zachodnie. Nie tylko Warszawa, ale także Urzędy Marszałkowskie, na nieco mniejszą skalę, zwłaszcza we wschodnich województwach gdzie obszary Natura 2000 są szczególnie rozległe, mają trudną lekcję do odrobienia. Szczegółowa analiza modus operandi użytego w sprawie Rospudy, przyda się i w Polsce, i za granicą. Takoż dla obrony, jako i dla ataku.

Możemy się boczyć na ekologów, albo skorzystać z dobrej nauki. Możemy ich traktować jak dziwaków, albo zaprząc ten entuzjazm i wpływy w rydwan polityki narodowej. Przed nami zadanie o wyjątkowym znaczeniu. Bałtyk – jądro naszych celów, naszych ukochań i naszych marzeń przez wieki – umiera.

Marek Bednarz, mp.info

Zdaniem admina, sprawa Doliny Rozpudy nauczyła nas jeszcze jednego: Polsce nie wolno samodzielnie zadecydować nawet, którędy ma puścić drogę. Nie chodzi tu o to, czy rację mają zwolennicy ochrony tego terenu, czy zwolennicy budowy drogi – prawdziwym problemem jest totalne ubezwłasnowolnienie „suwerennej” Polski.

Posted in Różne | 43 Komentarze »

Holokaustyczne ulgi podatkowe

Posted by Marucha w dniu 2010-04-30 (Piątek)

Znakomity żydowski felietonista i niemniej znakomity muzyk jazzowy, Gilad Atzmon, którego już mieliśmy przyjemność gościć na naszych skromnych, antysemickich łamach (zob.  tutaj ), zajął się tym razem niesprawiedliwym opodatkowaniem Żydów.

„Uważam, że branie podatków od Żydów jest zwykłym antysemityzmem” – pisze Atzmon. „Po Holocauście i po du tysiącach lat żydowskich cierpień, powinniśmy zaakceptować prawo Żydów do ukrywania pieniędzy przed władzami podatkowymi na wypadek, gdyby horror znów się powtórzył.”

Atzmon nie żartuje, lecz opiera się na faktach. Otóż jak doniosło BBC na stronie http://news.bbc.co.uk/2/hi/business/8641371.stm amerykański producent zegarków, 65-letni Jack Barouh ukrył 10 milionów dolarów w zagranicznych bankach, głównie w Szwajcarii, a to z powodu – cytujemy anglojęzyczny oryginał – „survival behaviour learned from the Holocaust„. Nie jest to łatwo zgrabnie oddać w języku polskim, ale oznacza to mniej więcej (odruchowe) zachowania ukierunkowane na przeżycie pod wpływem doświadczeń Holocaustu”.

Inaczej mówiąc,  Jack Barouh motywował oszukiwanie władz podatkowych tym, iż jako Żyd obawiał się prześladowań i nagłej utraty swego dorobku życiowego.

10 000 000 dolarów dałoby wprawdzie Barouhowi jakąś szansę na przeżycie, ale co by to było za życie… Wprawdzie mógłby wynająć sobie prywatny odrzutowiec i zamieszkać w pięciogwiazdkowym hotelu w najpiękniejszej okolicy – ale nikt nie mógłby mu zagwarantować stałych dostaw matzo albo gefilte fish, co, jak się wydaje, jest głównym powodem żydowskiego strachu i zgrozy.

Żydowski biznesmen nie jest żadnym złodziejem ani malwersantem – lecz po prostu cierpi na jednoznacznie rozpoznaną przez medycynę jednostkę chorobową unikalną dla Żydów. Autorytetem medycznym, który zdefiniował ową jednostkę, jest osobisty lekarz Barouha. Chodzi o tzw. mentalność „ukryj i przechowaj” („hide and hoard”), często spotykaną u ofiar Holocaustu, a także ich rodzin. Nie wiemy jeszcze, przez ile przyszłych pokoleń owa choroba może się wlec za ofiarami, a nawet czy to się kiedykolwiek skończy.

Niestety, prokurator Jeffrey Neyman stwierdził, iż Holocaust i przeżycia z nim związane nie tłumaczą oszustw podatkowych, czym się skompromitował i wyszedł na antysemitę. Gdyby był człowiekiem uczciwym, podkreśliłby prawo do ulg podatkowych przysługujące wyłącznie Żydom i im jedynie. Tymczasem pan Barouh otrzymał surową karę 10 miesięcy więzienia. Nie traćmy jednak nadziei na sprawiedliwość. Tak, jak swego czasu drogą głosowania ustalono, że homoseksualizm nie jest chorobą – tak też może się wkrótce okazać, iż syndrom „hide and hoard” zostanie oficjalnie sklasyfikowany jako choroba psychiczna dopadająca jedynie plemiona chazarskie.

Zdaniem Gilada Atzmona żydowskie muzea poświęcone Holocaustowi, takie jak Yad Va Shem, czy US Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie, powinny poświęcić jakąś salę ofiarom syndromu „ukryj i przechowaj”. Salę można by nazwać „Yad Va Tax”. Można by również udzielać porad udręczonym ofiarom, gdzie dobrze jest ukryć pieniądze przed urzędem podatkowym. No i warto by monitorować różnych Madoffów celem upewnienia się, iż Elie Wiesel nie zostanie ofiarą ich oszustw jeszcze raz.

Za http://www.gilad.co.uk/writings/holocaust-tax-allowance-by-gilad-atzmon.html

Posted in Różne | 14 Komentarzy »

Bliski współpracownik Bronisława Komorowskiego kieruje żydowską lożą

Posted by Marucha w dniu 2010-04-29 (Czwartek)

Bliski współpracownik Bronisława Komorowskiego kieruje żydowską lożą w Warszawie, skupiającą wpływowych naukowców, dziennikarzy i polityków

Synowie Przymierza
Tydzień przed Wielkanocą odbyła się manifestacja przeciwko budowie na warszawskiej Ochocie meczetu. To pierwsza tak głośna akcja dotycząca problemu, który w zachodniej Europie od dawna rozbudza emocje. Ale zwolennicy powstania muzułmańskiej świątyni w stolicy Polski nieoczekiwanie znaleźli wsparcie w pewnej organizacji, o której istnieniu większość Polaków nie ma pojęcia, choć skupia znaczące postaci życia publicznego.

Otóż zaraz po manifestacji ukazało się oświadczenie B’nai B’rith Polin, przedstawiającego się jako „stowarzyszenie polskich Żydów”. W oświadczeniu czytamy, że „protest przeciwko budowie meczetu w Warszawie jest niezrozumiały i niczym niewytłumaczalny. Rozbudzanie nastrojów antyarabskich w niczym nie różni się od podsycania antysemityzmu. (…) Ten obecny protest nielicznych – na szczęście – warszawiaków jest jak przeniesiony z czasów nawoływań do pogromów antyżydowskich przed stu laty w carskiej Rosji czy czasów tworzenia imperium Hitlera w III Rzeszy”. Na koniec B’nai B’rith Polin wzywa protestujących, by „przestali kalać dobre imię Polaków i Polski, kraju szczycącego się tysiącletnią tradycją tolerancji”.

Oświadczenie opublikował w całości stołeczny dodatek „Gazety Wyborczej”, nie informując jednak czytelników, czym jest owo stowarzyszenie. Tymczasem założone w 1846 r. w Nowym Jorku B’nai B’rith (po hebrajsku: Synowie Przymierza) to najstarsza i bodaj najbardziej wpływowa żydowska organizacja na świecie. Oficjalnie przedstawia się jako ruch filantropijny i oświatowy, w dodatku neutralny w kwestiach religijnych i politycznych – ale to samo zawsze mówiła o sobie europejska masoneria, co nie przeszkadzało jej w odgrywaniu istotnej roli politycznej i w walce z Kościołem katolickim. To porównanie nie jest zresztą przypadkowe, gdyż B’nai B’rith zorganizowana jest właśnie tak jak masoneria – jej członkowie skupiają się w lożach. Członków jest ok. pół miliona w 58 krajach.

Spotkanie w ambasadzie
Polski oddział tej organizacji – B’nai B’rith Polin – istnieje niespełna 3 lata, choć tradycje ma znacznie starsze. Pierwsze loże na ziemiach polskich powstały pod koniec XIX w., a w II RP istniało aż 10 lóż. Końcem ich działalności był listopad 1938 r., kiedy to prezydent Ignacy Mościcki wydał dekret o rozwiązaniu organizacji masońskich, do których została zaliczona także B’nai B’rith.

Istniejąca obecnie B’nai B’rith Polin powstała we wrześniu 2007 r. Nie pisały o tym gazety, nie informowała telewizja, ale wzmiankę na ten temat można znaleźć na stronie internetowej Ambasady USA w Polsce. Warto zacytować ją w całości, bo jest bardzo wymowna: „9 września przy okazji otwarcia nowej loży B’nai B’rith w Warszawie ambasador Victor Ashe spotkał się z działaczami tej organizacji – prezesem Moishem Smithem i wiceprezesem Danem Mariaschinem. Omówiono m.in. sprawę ustawodawstwa dotyczącego zwrotu mienia oraz kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Otwarcie warszawskiej loży B’nai B’rith oznacza odrodzenie się tej organizacji żydowskiej w Polsce po niemal 70 latach nieobecności”.

Pierwszym prezydentem polskiego oddziału B’nai B’rith został prof. Andrzej Friedman, lekarz-neurolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Wojewódzkiego Szpitala Bródnowskiego, a przy tym syn Michała Friedmana, dawnego politruka LWP i szefa Wydawnictwa MON, który po usunięciu z wojska (w stopniu pułkownika) i z partii w 1968 r. został czołowym tłumaczem literatury hebrajskiej i jidysz.

Ulubiony dziennikarz marszałka
Znacznie ciekawsza jest jednak postać obecnego prezydenta B’nai B’rith Polin, który podpisał wspomniane oświadczenie w sprawie meczetu, ale także wcześniejsze, ze stycznia br., w którym ostro skrytykowano biskupa Tadeusza Pieronka za głośny wywiad dotyczący holokaustu. Otóż od lutego 2009 r. prezydentem tym jest znany dziennikarz Jarosław J. Szczepański. Od połowy lat 70. pracował w „Expressie Wieczornym”, gdzie zajmował się tematyką gospodarczą, zwłaszcza górnictwem. W 1981 r. był szefem działu informacyjnego „Tygodnika Solidarność”, później współpracował z podziemnymi strukturami związku na Śląsku, dzięki czemu w 1989 r. znalazł się przy „okrągłym stole” jako sekretarz strony „solidarnościowej” w podzespole górniczym. Niedługo potem wrócił do „Tygodnika Solidarność” – już jako sekretarz redakcji – ale nie na długo, bo ostentacyjnie odszedł stamtąd, gdy kierownictwo gazety objął Jarosław Kaczyński. Od początku lat 90. związany był z Telewizją Polską, a w latach 1997-2000 przebywał w USA, gdzie jego żona, również znana dziennikarka Dorota Warakomska, była korespondentką TVP. Po powrocie do kraju Szczepański został wiceszefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej i choć w 2002 r. stracił posadę na Woronicza, to wrócił tam już po dwóch latach – tym razem jako rzecznik prasowy nowego prezesa Jana Dworaka, starego znajomego jeszcze z początku lat 80. (Dworak był wówczas sekretarzem redakcji „Tygodnika Solidarność”, którą kierował Tadeusz Mazowiecki).

Gdy Dworaka w TVP zastąpił Bronisław Wildstein, Szczepański ostatecznie odszedł z telewizji. Niedługo potem, na początku 2007 r., jego nazwisko znalazło się w raporcie z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych – jako niejawnego współpracownika WSI. Podczas pracy w TAI miał on informować WSI o „planach w zakresie zmian personalnych co do zagranicznych korespondentów TVP”, a po opuszczeniu telewizji „oferował WSI gotowość infiltracji »Rzeczpospolitej« lub »Wprost« bądź »innej związanej z jego profesją instytucji«”. On sam stanowczo zaprzeczył tym informacjom, wytoczył proces sądowy Ministerstwu Obrony Narodowej (sprawa jeszcze się nie skończyła), opublikował też list otwarty do prezydenta Kaczyńskiego. Do dziś twierdzi, że jego współpraca z WSI polegała tylko na tym, że w 2002 r. na prośbę znajomego oficera z ataszatu wojskowego w Waszyngtonie przywiózł z Rosji zakupiony w księgarni komplet map jeziora Bajkał i okolic, gdzie przebywał na urlopie.

Kilka tygodni po publikacji raportu ówczesny wicemarszałek Sejmu Bronisław Komorowski zatrudnił Szczepańskiego jako swojego doradcę medialnego. Polityk PO mówił wówczas: „z Jarosławem Szczepańskim znam się od stu lat”, przekonywał: „mamy do siebie zaufanie, poza tym ma świetną opinię”, trudno jednak nie dostrzec w tym geście wyraźnej deklaracji politycznej: oto jedyny polityk Platformy, który od początku konsekwentnie sprzeciwiał się likwidacji WSI, zatrudnił dziennikarza oskarżonego o współpracę z tymi służbami. Co więcej, gdy jesienią 2007 r. Komorowski został marszałkiem, od razu powołał Szczepańskiego na stanowisko szefa Biura Prasowego Kancelarii Sejmu. Nie pełnił tej funkcji długo, bo zaledwie pół roku, ale nawet w tak krótkim czasie „zasłynął” odebraniem stałych przepustek dla dziennikarzy niektórych mediów, w tym „Naszej Polski”, „Naszego Dziennika”, „Tygodnika Solidarność”, telewizji Trwam (nasza redakcja wystosowała wówczas protest do marszałka Sejmu).

Profesor od ateizmu
Od początku funkcjonowania B’nai B’rith Polin jej wiceprezydentem jest prof. Jan Woleński (właściwie Hertrich-Woleński), filozof i logik z UJ, w latach 1965-1981 członek PZPR, później związany z „Solidarnością”. W czasach głębokiego PRL działał w urzędowym, antykatolickim Stowarzyszeniu Ateistów i Wolnomyślicieli, dziś zasiada w Komitecie Honorowym Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów – organizacji o podobnym charakterze, która od kilku lat propaguje m.in. „śluby humanistyczne”, czyli ateistyczne parodie religijnych ceremonii ślubnych (także jednopłciowych). W maju 2007 r. prof. Woleński był jednym z założycieli krakowskiego Ruchu na rzecz Demokracji, zainicjowanego przez Kwaśniewskiego, Wałęsę i Olechowskiego przeciwko rządom PiS. Dał się poznać również jako zagorzały przeciwnik lustracji – napisał nawet na ten temat książkę pt. „Lustracja jako zwierciadło”.

Tropiciel antysemitów
W zarządzie B’nai B’rith Polin znajdziemy także inną charakterystyczną postać elity III RP. Sergiusz Kowalski – bo o nim mowa – to jeden z najostrzejszych publicystów z kręgu „Gazety Wyborczej”, bez wahania i bez umiaru zarzucający przeciwnikom politycznym antysemityzm i ksenofobię, nazywający ich „czarną sotnią”, „ciemnogrodem” itp. W 2003 r. Kowalski wraz z pisarką Magdaleną Tulli opublikował książkę pt. „Zamiast procesu. Raport o mowie nienawiści”, zawierający liczne cytaty z prasy prawicowej (w tym z „Naszej Polski”), w których autorzy doszukali się antysemityzmu. Wśród „oskarżonych” przez parę Kowalski-Tulli znaleźli się liczni kapłani katoliccy z Prymasem Glempem na czele, arcybiskupami Michalikiem i Majdańskim, biskupami Lepą i Stefankiem. Taka „bezkompromisowość” Sergiusza Kowalskiego, rzadka nawet na tle środowiska „GW”, do złudzenia przypomina postawę jego dziadka, Władysława Kowalskiego ps. „Grzech”, członka władz Komunistycznej Partii Polski, szybko jednak usuniętego i potępionego przez Komintern za ultralewicowe sekciarstwo.

Ludzie z cienia
W obecnym zarządzie B’nai B’rith Polin znajdziemy też dwie inne, mniej znane, ale jakże charakterystyczne osoby. Funkcję skarbnika pełni Agnieszka Milbrandt, dyrektor Społecznej Szkoły Podstawowej nr 30 i Społecznego Gimnazjum nr 5 w Warszawie, a równocześnie skarbnik Towarzystwa Oświaty Niepublicznej, skupiającego dyrektorów prywatnych szkół z całej Polski. Natomiast sekretarzem zarządu B’nai B’rith Polin jest dr Jonathan Britmann, psycholog pracujący w Szpitalu Psychiatrycznym w Tworkach i wykładający na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, pochodzący zaś z Izraela, gdzie był funkcjonariuszem służb specjalnych. Korzystając ze swoich doświadczeń, Britmann założył w Polsce Izraelską Akademię Treningu Walki „Sayeret” zajmującą się doradztwem i szkoleniem w zakresie bezpieczeństwa i ochrony firm. Ten wszechstronny Izraelczyk jest także redaktorem naczelnym magazynu internetowego „Forum Żydów Polskich”.

Warto też wymienić kilka nazwisk spośród tych założycieli polskiej loży B’nai B’rith, którzy nie występują oficjalnie jako członkowie jej władz. Mamy tu więc np. byłych posłów Jana Lityńskiego (z Unii Wolności) i prof. Pawła Śpiewaka (z PO), byłego wiceministra spraw zagranicznych, obecnie ambasadora w Hiszpanii Ryszarda Schnepfa, dyrektora tworzonego Muzeum Historii Żydów Polskich Jerzego Halbersztadta, a nawet Romualda Jakuba Wekslera-Waszkinela, katolickiego księdza i wykładowcę KUL, który swego czasu „odkrył” swoje żydowskie pochodzenie i od tej pory jest ulubieńcem arcybiskupa Życińskiego. Towarzystwo ciekawe, a przede wszystkim jakże wpływowe…

WolnaPolska.pl
http://gegenjay.wordpress.com/2010/04/19/bliski-wspolpracownik-bronislawa-komorowskiego-kieruje-zydowska-loza/

Posted in Różne | 20 Komentarzy »

Agent bezpieki praktycznie likwiduje IPN

Posted by Marucha w dniu 2010-04-29 (Czwartek)

Nowelizacja ustawy o IPN podpisana

Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, pełniący obowiązki prezydenta, podpisał nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która zmienia zasady wyboru władz Instytutu i poszerza dostęp do jego akt. Komorowski ogłosił swoją decyzję w czwartek.

Przeciwko podpisaniu tej nowelizacji opowiadali się przedstawicieli PiS i współpracowników nieżyjącego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którzy argumentowali, że Komorowski powinien uszanować jego wolę i skierować nowelizację do Trybunału Konstytucyjnego. ”Nie znalazłem żadnego powodu, dla którego mielibyśmy się obawiać niekonstytucyjności nowelizacji” – argumentował Komorowski na konferencji prasowej w Sejmie.

Jak podkreślił, nie zna żadnego stanowiska, które miałby zająć prezydent Lech Kaczyński w sprawie noweli ustawy, a – dodał – “gdyby chciał je zająć, to skierowałby nowelizację do Trybunału Konstytucyjnego, a tego nie zrobił”. “Jeśli ktoś uważa, że są wystarczające podstawy do skierowania projektu do Trybunału, to może to zrobić. Wystarczy odpowiednia liczba podpisów posłów i wniosek może być do TK skierowany” – zauważył marszałek.

Jak dodał, nie znalazł wystarczającej podstawy, w postaci zagrożenia niekonstytucyjnością, aby skierować do TK wniosek ze swoim podpisem.

Za:hoga.pl

Oczywiście agent bezpieki, Bronisław Komorowski, „nie znalazł podstawy” do zawetowania ustawy, która czyni z IPN bezzębną instytucję, skazaną na uwiędnięcie – tym bardziej, że to właśnie brzydcy IPN-owcy doszukali się Bronisławu Komorowskiemu nieciekawej przeszłości.
Ale nie ma się co martwić, i tak polskie tumaństwo wybierze go na swego prezydenta. Zasługuje na niego w zupełności.

Posted in Historia, Polityka | 30 Komentarzy »

Byłam na polu po bitwie

Posted by Marucha w dniu 2010-04-29 (Czwartek)

Z żoną jednej z ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu pod Katyniem (nazwisko do wiadomości redakcji) rozmawia Mariusz Kamieniecki

Była Pani jedną z pierwszych osób, które tuż po katastrofie udały się do Moskwy, by zidentyfikować ciała swoich bliskich. Jak wyglądała organizacja wyjazdu i sam pobyt?
– W Moskwie byliśmy zakwaterowani w bardzo dobrym hotelu. Nie było też żadnych problemów z wyżywieniem. Zorganizowano i umożliwiono nam dostęp do kaplicy, która była zlokalizowana w obiektach moskiewskiego Instytutu Medycyny Sądowej. Mieliśmy także wystawienie Najświętszego Sakramentu tuż po przylocie do Moskwy w sali konferencyjnej hotelu. Tam również następnego dnia została odprawiona Msza Święta. Wieczorem znaliśmy już program następnego dnia. Przez cztery dni naszego pobytu w tych wszystkich procedurach towarzyszyła nam minister Ewa Kopacz.

Od początku była Pani przekonana o potrzebie tak szybkiego wyjazdu do Rosji?
– Początkowo jeszcze w Warszawie nie bardzo widziałam sens zbyt wczesnego wyjazdu do Moskwy, zwłaszcza w momencie, kiedy wszystkie procedury badawcze związane z katastrofą nie zostały zakończone na miejscu tragedii. Ponadto wiedząc mniej więcej, jak wyglądała katastrofa i widząc w mediach jej skutki, zdawałam sobie sprawę z tego, że sama procedura badań ciał może być dość skomplikowana i może potrwać dłużej.

Jak zachowywały się służby wobec rodzin ofiar?
Mimo czterech dni pobytu w Moskwie nie udało nam się zidentyfikować ciała naszego zmarłego. Wszyscy odnosili się do nas z dużym szacunkiem. To bardziej my, a nie oni zadawaliśmy pytania, na które starali się nam w miarę możliwości odpowiedzieć. Pamiętam, że kiedy już kolejny dzień nie mogliśmy znaleźć szczątków naszego zmarłego i zastanawialiśmy się nad tym, czy zostać jeszcze jeden dzień, czy może wracać do Polski, wówczas zapytaliśmy jednego ze śledczych, czy są to już wszystkie szczątki wydobyte z miejsca katastrofy. Ten bez wahania odpowiedział, że w zasadzie zebrali już wszystko, co najważniejsze. Dodał, że owszem, później będą jeszcze przekopywać teren i być może coś jeszcze się znajdzie. Takie to były rozmowy. Serdeczność była, ale nie wylewna, jak chociażby ta w stylu Gierka i Breżniewa.

Kto opiekował się rodzinami, które przybyły do Moskwy?
– Każda rodzina miała przydzielony czteroosobowy zespół. Psycholog i tłumacz w większości byli to pracownicy polskiej ambasady w Moskwie. Kiedy się dowiedzieli o tragedii, przerywali urlopy i wracali do Moskwy, by służyć pomocą. W pomoc jako tłumacze oprócz dyplomatów angażowali się także polscy przedsiębiorcy, biznesmeni, którzy prowadzą swe interesy w Moskwie i dobrze znają język rosyjski. Ponadto ze strony rosyjskiej każda rodzina miała przedstawiciela Ministerstwa Spraw Nadzwyczajnych oraz śledczego. Do obsługi rodzin ofiar katastrofy zostały przydzielone młode osoby. Początkowo nie sądziliśmy, że tak młodzi ludzie poradzą sobie w obliczu tak wielkiej tragedii. Okazało się, że było inaczej. Byli z nami praktycznie od rana do późnego wieczora.

Gdzie rodziny ofiar spędzały czas w przerwie pomiędzy identyfikacjami?
– Dużo czasu spędzaliśmy na świetlicy, rozmawialiśmy ze sobą, wymienialiśmy poglądy, nawzajem staraliśmy się pocieszać. Mieliśmy także dostęp do bufetu, który został utworzony na nasze potrzeby. Niektórzy nie mieli większych problemów z identyfikacją, jednak były rodziny, które podobnie jak my przez kilka dni bezskutecznie szukały ciał swoich bliskich, przeglądając w prosektorium dosłownie szczątki ofiar. Tak było chociażby z ciałem szefa Sztabu Generalnego gen. Gągora, którego zidentyfikowano dopiero po kilku dniach. Część samolotu oprócz zniszczeń uległa spaleniu. Zwęglone były też ciała, których identyfikacja była wręcz niemożliwa. Stąd też okazanie tych ludzkich szczątków było bardzo trudne zarówno dla służb medycznych, jak i dla nas, członków rodzin.

Jak wyglądał proces identyfikacji zwłok?
– Jak mówiła nam minister Kopacz, która była z nami w Moskwie i na miejscu nadzorowała cały ten proces ze strony polskiej, zanim szczątki zostały okazane rodzinom, zgodnie z tamtejszą procedurą musiały zostać poddane sekcji.
Jeżeli zaś chodzi o nas, to wszystko zaczynało się od rozmów, a właściwie naszych opowieści, jak wyglądał nasz zmarły czy też zmarła. Chodziło o szczegóły dotyczące np. wzrostu, wagi czy innych szczegółów, które mogły być pomocne. Trwało to mniej więcej godzinę, może półtorej. Informacje te były szczegółowo notowane. Następnie śledczy oddalali się do miejsc, gdzie były złożone zwłoki, i weryfikowali te nasze informacje w odniesieniu do konkretnych szczątków. Kiedy znaleźli identyczny bądź podobny szczegół do przedstawionego przez rodziny opisu, wówczas okazywali nam, ale nie ciała, a zdjęcia lub prezentacje komputerowe. Wiem jednak, że niektóre osoby widziały ciała, ale ja nie. Mi natomiast pokazano jedynie pewne elementy na zdjęciach, np. znalezionej stopy czy ręki odpowiadające cechom, które wcześniej podałam.

Zwrócono Pani rzeczy należące do męża?
– Niestety, żadnych rzeczy, które nam pokazano na miejscu w Moskwie, nie udało się zidentyfikować jako należące do mojego męża. Mąż był dość ascetyczny i w zasadzie nie miał na sobie wielu charakterystycznych przedmiotów. Nie nosił obrączki czy paska do spodni, nie miał też znaków szczególnych, dlatego tak trudno było zidentyfikować jego ciało i stąd w efekcie potrzebne były badania DNA.

Inne rodziny odzyskały rzeczy należące do swoich bliskich?
– Owszem, szereg osób rozpoznało obrączki, zachowało się także bodajże dziewięć koloratek kapłańskich należących do duchownych, którzy byli na pokładzie samolotu. Osobiście widziałam na zdjęciach także pierścienie biskupie. Przecież obok ks. bp. Tadeusza Płoskiego lecieli także biskupi innych wyznań. Były też zegarki, kolczyki. Te wszystkie rzeczy widzieliśmy, ale one nas nie dotyczyły. Otrzymałam natomiast informację, że razem z ostatnimi ciałami ofiar smoleńskiej katastrofy, jakie przyleciały do Polski w miniony piątek, są także rzeczy osobiste, które zostaną okazane rodzinom i zwrócone. Mam nadzieję, że znajdę coś, co należało do mojego męża. Może aparat fotograficzny, który podobno miał przy sobie.

Z pewnością niełatwo było przetrwać ten trudny czas…
– Dla mnie osobiście, ale myślę, że też dla wielu innych krewnych, którzy wciąż opłakują stratę najbliższych, wiele znaczyło to, że w tych pierwszych, najtrudniejszych chwilach zostaliśmy odizolowani od mediów. Zwłaszcza tych, które jedynie szukają sensacji i nie potrafią uszanować nawet żałoby. Słuchając różnych dyskusji w studiach czy patrząc na symulacje katastrofy przedstawiane przez stacje telewizyjne, widziałam na ekranie samolot, który w ostatniej fazie lotu odwraca się kołami do góry i spadając na ziemię, koziołkuje. Natomiast rozmawiając tam, w Moskwie, z osobami krewnymi, które widziały zmasakrowane ciała ofiar, które – jak opowiadano – miały np. głowy wgniecione w klatki piersiowe, mogłam sobie jeszcze bardziej wyobrazić rozmiar tej tragedii. Od tego czasu nie chciałam więcej patrzeć na to, co serwują niektóre stacje.

Jednak wiele mediów zmieniło nagle front. Z atakujących prezydenta i jego ekipę przemianowali się na obrońców, którzy zaczęli dostrzegać walory tej prezydentury…
– Dla mnie osobiście i dla mojej rodziny prezydent Kaczyński, jego małżonka zawsze byli wielkimi ludźmi. Szkoda tylko, że trzeba było tak wielkiej tragedii, by niektórzy zaczęli ich pokazywać w świetle prawdy. Powinniśmy jako społeczeństwo i jako Naród wyciągnąć z tej lekcji właściwe wnioski, wszystko po to, by ofiara tak wielu mądrych i dobrych ludzi nie poszła na marne.

Co Pani czuła w Moskwie, stając w obliczu tak wielkiej tragedii, która dotknęła Panią osobiście?
– Smutek, poczucie straty i pytanie o sens tego, co się stało. Wierzę jednak, że takie było przeznaczenie mojego męża. Zginął wśród ludzi, których szanował, których kochał i którzy się nawzajem lubili. Wiele osób, które zginęły obok mojego męża, znałam osobiście, byli mi bardzo bliscy. To ogromna strata dla nas wszystkich, dla Polski. Nie należę do osób, które łatwo ulegają emocjom, ale przyznam, że nigdy w życiu nie znalazłam się w sytuacji tak trudnej jak tam, w Moskwie. Żołnierze, którzy powracają z Afganistanu, mówią, że byli na wojnie. Ja po powrocie z Moskwy mogę śmiało powiedzieć, że byłam na polu po bitwie.

Dziękuję za rozmowę.

Za Naszym Dziennikiem

Posted in Różne | 12 Komentarzy »

Europejczycy nie nadążają

Posted by Marucha w dniu 2010-04-29 (Czwartek)

Dawno to było, bo jeszcze za starych nierządów. Oglądałem Teatr Telewizji. Budapeszt, rok 56. I takie oto dictum starego komunisty, za które autora sztuki bym ozłocił: „A program był słuszny, tylko naród nie nadążał!”. Wspominam to, bo właśnie Europejczycy zaczynają „robić bokami”.

Belgia znowu chce się rozpaść, akurat u progu prezydencji w Radzie. Jak gdyby nigdy nic, Walonowie po raz enty nie znaleźli wspólnego języka z Flamandami. Być może jakiś związek ma z tym szydercza uwaga jednego z liderów germańskiego plemienia, że oto frankofoni są zbyt tępi, aby nauczyć się ich języka. Coś chyba w tym jest, bo we francuskiej TF 1 podczas wieczornych wiadomości 26 kwietnia zaprezentowano mapę Belgii, na której Walonia zamieniła się miejscami z Flandrią. Dobre?

W samej Brukseli, która jest jednym z trzech regionów autonomicznych i jednocześnie nominalną stolicą Flandrii, trzeba znać ten język, o ile ma się aspiracje zawodowe niezwiązane z unijną branżą. Flamandowie opanowali rynek pracy, nieruchomości i policję. A także ochronę budynków unijnych. I można im nagwizdać. Przekonał się o tym niejeden eurodeputowany, gdy nie miał aktualnej przepustki w Berlaymont – głównej siedzibie Komisji. Kto wie? Może i miasto zyska na rozpadzie państwa? Może gmina Ixelles w której wygodnie rozparły się w główne instytucje unijne, mniej będzie – ujmę to delikatnie – zanieczyszczona przez psy? Podobno Wiedeń czeka, gotowy na przyjęcie eurokracji.

Na południu też ciekawie. Eurozona chwieje się, zamiast stać prosto w niemieckim szyku. Helleńskie kolumny, które okazały się najsłabszym ogniwem w budowli, postawiono nie tyle w porządku doryckim czy jońskim, co – socjalistycznym. Przez lata żyli ponad stan, zadłużali się, łgali w żywe oczy udając „greka”, co oznacza charakterystyczny grymas twarzy, na podobieństwo naszej „podkówki”. Teraz na potęgę strajkują i manifestują.

Żal mi ich. Spędziłem tam niemal cały rok 1991, gdy podczas „dziekanki” zasuwałem w tawernie, w ateńskiej dzielnicy Voulagmeni. Wdzięk, z jakim niektórzy Hellenowie obijali się w robocie i pozowali na strasznie pierońskich menadżerów, budził mój niekłamany zachwyt, ale i zazdrość. Ja tak nie potrafiłem, niestety… Pamiętam też szok, odurzenie światłem, kolorem morza i nieba na przylądku Sounion, dokąd pojechałem podziwiać ruiny świątyni Posejdona. No i zapachy południowej roślinności… W ogóle, kompletny odjazd dla dzikusa ze słowiańskiego wschodu.

Ponoć 19 maja jest jakąś magiczną datą. Rząd grecki ma dać dowód, że jest wiarygodnym dłużnikiem. Niemcy stawiają ostre warunki. Tak każe im konstytucja i weimarska trauma. Raczej ”won!” z eurozony, niż niebezpieczny dla dalekosiężnych planów precedens. Przecież już Portugalia drepcze następna w kolejce. Dlatego właśnie Das Bild wieszczy o powrocie do drachmy.

Czy to aby nie był przerost ambicji, żeby te antypody zagarniać do euro-cesarstwa? Nie lepiej to być mądrym przed szkodą? Przecież my takich rad udzielać nie będziemy…

Marek Bednarz, mp.info

Admin jednakowoż zauważa, iż zanim Grecja przyjęła rotszyldowską walutę „euro”, grecka gospodarka trzymała się jako tako, mimo zasugerowanego przez autora artykułu nieróbstwa i lenistwa synów Hellady.

Posted in Polityka | 17 Komentarzy »

Vaclav Klaus: Wspólna waluta to był błąd

Posted by Marucha w dniu 2010-04-29 (Czwartek)

Wprowadzenie wspólnej europejskiej waluty jest przyczyną sytuacji, w jakiej znalazła się obecnie pogrążona w kryzysie zadłużenia Grecja – ocenił w środę prezydent Czech Vaclav Klaus w wywiadzie dla niemieckiego dziennika “Frankfurter Allgemeine Zeitung” – informuje PAP.

Według Klausa koszty istnienia euro są ogromne. ”Ludzie robią wiele irracjonalnych rzeczy i płacą za to. To nasz wolny wybór. Wspólna waluta w dużej części Europy była taką błędną decyzją, która powoduje bardzo wysokie koszty” – powiedział uważany za eurosceptyka Klaus.

Prezydent Klaus oczywiście nie wszystko może powiedzieć jawnym tekstem, bo zapewne nie chce umrzeć na tzw. „zatrzymanie akcji serca”. Wprowadzenie euro nie było „błędem” – lecz świadomą decyzją lucyferian (głównie zaś klanu Rothschildów) mającą definitywnie zniewolić i spauperyzować narody Europy – admin.

Jak dodał, każda unia walutowa musi być do pewnego stopnia homogeniczna, tymczasem różnice między poszczególnymi krajami strefy euro, np. Irlandią a Grecją czy Portugalią a Finlandią są bardzo duże. ”Grecja potrzebowałaby dewaluacji o około 40 procent, ale drachmy (dawnej waluty greckiej – PAP) już nie ma. Alternatywą byłoby obniżenie wszystkich wynagrodzeń o 40 procent, ale w demokratycznym społeczeństwie nie jest to takie proste. Prawdziwą przyczyną tragedii nie jest racjonalna czy nieracjonalna polityka gospodarcza w Grecji. To euro spowodowało tę tragedię” – powiedział prezydent Czech.

Jego zdaniem bez wspólnej waluty greccy politycy i bankierzy mogliby poradzić sobie z kryzysem za pomocą znanych od wieków środków. “Ale nie mogą dewaluować i to nowość. Jest zatem tylko jedno rozwiązanie, a mianowicie transfer pieniędzy podatników z innych krajów UE” – ocenił Klaus. Choć – jak dodał – strefa euro nie spełniła pokładanych w niej nadziei na wzrost gospodarczy i stabilność ekonomiczną, politycy nigdy nie dopuszczą do ostatecznej klęski euro. “Koszty tego będą jednak bardzo wysokie” – ostrzegł.

Klaus wypowiedział się również przeciwko wzmocnieniu europejskiej współpracy w sferze polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. ”Nie sądzę, byśmy tego potrzebowali. Nie widzę żadnych dramatycznych czy radykalnych zagrożeń w Europie. Dla radzenia sobie z istniejącymi zagrożeniami ze strony Iranu czy Korei Północnej wystarczą obecne instytucje. Można koordynować politykę zagraniczną Unii bez instytucjonalnych zmian, bez europejskiego ministra spraw zagranicznych i tak dalej. Współpraca rządów na tym polu w pełni wystarcza” – powiedział czeski prezydent.

Za: hoga.pl

Posted in Różne | 14 Komentarzy »

Klich się nie poda

Posted by Marucha w dniu 2010-04-29 (Czwartek)

Niemiecki agent… pardon, „stypendysta pozarządowych fundacji niemieckich”, Bogdan Klich, Minister Obrony Narodowej z nadania Mafii… pardon, Platformy Obywatelskiej – zgodnie z oczekiwaniami nie poda się do dymisji.

– Podanie się do dymisji oznaczałoby wzięcie na siebie odpowiedzialności za tę katastrofę. I tak naprawdę bycie napiętnowanym przez całe życie, że jest się odpowiedzialnym w sposób bezpośredni – powiedział minister Bogdan Klich w radio TOK FM. Skomentował w ten sposób słowa krytyki, które padają pod jego adresem i apele o podanie się do dymisji.

Jednocześnie minister obrony powiedział, że „tak jak każdy inny minister – jest do dyspozycji premiera. Premier może w każdej chwili podejmować stosowne decyzję odnośnie mnie i innych moich kolegów.”

– W ciągu najbliższych kilku miesięcy będzie się musiała odbyć poważna dyskusja i będą musiały zostać podjęte ostateczne rozstrzygnięcia: albo 36 Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego zostanie, albo zostanie przekształcony, albo zostanie zlikwidowany – zapowiedział Bogdan Klich. – Na razie w ramach pozyskiwania samolotów dla VIP-ów idziemy w kierunku rozwiązania, dla którego 36 pułk jest niepotrzebny – dodał.

Za Onet.pl

Posted in Polityka | 17 Komentarzy »

Dezinformacja i dezinformatorzy: wytnij, zachowaj!

Posted by Marucha w dniu 2010-04-28 (Środa)

I znów dzięki gościom gajówki dotarłem do ciekawych materiałów – tym razem na temat dezinformacji i dezinformatorów. Dziękuję!
http://pracownia4.wordpress.com/2010/04/27/mercedesy-na-placu-czerwonym/

Dwadzieścia pięć sposobów na zwalczanie prawdy: Zasady dezinformacji

Zgoda na rozpowszechianie w celach niekomercyjnych pod warunkiem opublikowania całości oraz podania autora. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o rządzie cieni, odwiedź stronę autora.

Zbudowany na bazie “Trzynastu technik zwalczania prawdy” Davida Martina, poniższy tekst może się przydać w sytuacji, kiedy trzeba się połapać w świecie pełnym zawoalowanej prawdy, pół-prawd, kłamstw oraz zwalczania prawdy, kiedy fora społeczne starają się badać poważne przestępstwa. Niestety obejmuje to również informacje podawane przez media, które należą do największych winowajców, jeśli chodzi o sianie dezinformacji.

Tam gdzie przestępstwo obejmuje spisek albo istnieje jakiś spisek mający na celu zatuszowanie prawdy, tam nieodłącznie występuje kampania dezinformacyjna skierowana przeciwko tym wszystkim, którzy starają się odkryć i ujawnić prawdę i/lub sam spisek.

Istnieją specjalne taktyki stosowane przez artystów dezinformacji, które zostaną tu przedstawione. Materiał ten obejmuje również siedem charakterystycznych dla agentów dezinformacji cech, które też mogą okazać się przydatne w identyfikowaniu graczy i oraz ich motywów.

Im bardziej dana osoba pasuje do przedstawionego opisu i im ściślej przestrzega przedstawionych reguł, z tym większym prawdopodobieństwem jest profesjonalnym dezinformatorem mającym w swojej działalności żywotny interes. Do szerzenia dezinformacji można ludzi skłonić przekupstwem, zastraszeniem albo szantażem, więc w wielu wypadkach nawet “poczciwcy” mogą być podejrzani.

Racjonalny uczestnik, zainteresowany poznaniem prawdy, oceni łańcuch poszlak i dojdzie do wniosku, że albo ogniwa łańcucha są solidne i przesądzają sprawę, albo że któreś z nich są słabe i potrzebny jest czas oraz dodatkowe wskazówki, albo że część ogniw jest przerwana, co zazwyczaj obala podejrzenia (choć nie zawsze, bo przerwanym ogniwom mogą towarzyszyć inne, albo przerwane ogniwo mogło nie być dla sprawy kluczowe).

Rozgrywka obejmuje podnoszenie kwestii, które mogą wzmocnić albo osłabić te połączenia (najlepiej do punktu zerwania).

Zadaniem dezinformatora jest ingerowanie w ten proces… a co najmniej dążenie do przekonania innych, że w rzeczywistości silne ogniwo jest słabe lub przerwane… albo proponowanie alternatywnych rozwiązań, oddalających od prawdy. Często przy pomocy swojej taktyki dezinformacyjnej po prostu utrudnia on bądź spowalnia proces – pewien sukces ma zagwarantowany, bowiem retoryka i upływający czas prowadzą poszkujących do apatii.

Niemal zawsze okazuje się, że jeśli nie można przerwać łańcucha dowodów dla danego rozwiązania, ujawnienie prawdy zwyciężyło. Jeśli łańcuch jest przerwany, to albo nowe ogniwo musi być fałszywe, albo potrzebny jest zupełnie nowy łańcuch, albo też rozwiązanie jest niepoprawne i należy znaleźć nowe… ale prawda nadal wygrywa.

Nie jest wstydem stworzenie albo wspieranie błędnego rozwiązania, łańcucha czy ogniwa, o ile tylko szczerze i uczciwie poszukuje się prawdy. Takie jest racjonalne podejście. Chociaż zrozumiałe jest, że człowiek może stać się emocjonalnie związany z pewną konkretną stroną danego problemu, to naprawdę nie jest ważne, kto wygra, tak długo, jak wygrywa prawda. Ale artysta dezinformacji będzie dążyć do wzbudzenia emocji i czepiania się błędów (niezależnie od racji), i za pomocą poniżania i zastraszania będzie się starał zapobiec wszelkiej dyskusji.

To artysta dezinfo oraz ci, którzy mogą pociągać za jego sznurki (którzy ucierpieliby na ujawnieniu zbrodni) MUSZĄ dążyć do zapobieżenia racjonalnym i pełnym badaniom jakiegokolwiek łańcucha dowodów, na którym by zawiśli. Jako że fakty i prawda rzadko upadają same z siebie, trzeba je pokonać z oszustwem i kłamstwem.

Ci, którzy są zawodowcami w sztuce oszustwa i kłamstw, jak np. społeczności wywiadowcze i zawodowi przestępcy (często są to ci sami ludzie lub przynajmniej współpracujący ze sobą), korzystają w tym procesie z na ogół dość dobrze określonych i rozpoznawalnych metod. Jednakże ogół społeczeństwa nie jest dobrze przygotowany na wypadek użycia takiej broni i często daje się łatwo zwieść tym sprawdzonym taktykom. Co godne uwagi, nawet mediów i organów ścigania NIE SZKOLI SIĘ pod tym kątem. Na dobrą sprawę, tylko sami gracze rozumieją zasady gry.

Dla takich dezinformatorów generalnym celem jest unikanie dyskusji na temat ogniw w łańcuchu dowodów, których prawda nie zdoła przerwać, przy jednoczesnym wykorzystywaniu sprytnych oszustw czy kłamstw mających stworzyć złudzenie, że łańcuch jest słabszy niż jest w rzeczywistości bądź przerwany, a jeszcze lepiej – wszelkiego możliwego rozpraszania uwagi każdego, kto zastanawia się nad łańcuchem, z kwestionowaniem wiarygodności prezentera włącznie.

Zrozumcie proszę, że fakt jest faktem, niezależnie od źródła.

Podobnie, prawda jest prawdą, niezależnie od źródła. Dlatego przestępcy mają prawo do składania zeznań przeciwko innym przestępcom.

Tam gdzie może istnieć motyw do kłamania, tylko prawdziwe dowody na to, że zeznanie jest fałszywe, mogą je unieważnić. Gdyby świadectwa znanego “kłamcy” nie wspierały potwierdzające fakty, z pewnością byłoby ono wątpliwej wartości. Jeśli jednak zeznanie (argument) oparte jest na wiarygodnych czy ewidentnych faktach, nie ma znaczenia, kto je przedstawił lub jakie kierowały nim motywy ani to, czy kłamał w przeszłości albo i nawet namawiał do kłamstwa w tej sprawie – fakty i powiązania powinny bronić się same.

Co więcej, w szczególności w odniesieniu do publicznego forum – jak na przykład listy do redakcji gazety, rozmowy przez Internet i grupy dyskusyjne – dezinformacja odgrywa bardzo ważną rolę.

Na takich forach tematy dyskusji to zasadniczo próby zainteresowania innych własnym stanowiskiem w jakiejś kwestii, ideą lub rozwiązaniem – będących przeważnie w trakcie kształtowania się.

Ludzie często korzystają z takich mediów jako gremium, w nadziei na uzyskanie pomocy w lepszym sformułowaniu swoich idei. W przypadku gdy te idee są krytyczne w stosunku do rządu lub silnych grup (zwłaszcza jeśli tematem są popełnione przez nich przestępstwa), dezinformator ma do odegrania jeszcze jedną rolę – stłamszenia tematu w zarodku. Dąży również do zdeprecjonowania samej koncepcji, prezentera oraz wspierających go uczestników, co zapewni mu przewagę w ewentualnych przyszłych konfrontacjach na szerszych forach.

Często można rozpoznać ten typ dezinformatorów po ich niepowtarzalnym sposobie stosowania “wyższych standardów” dyskusji, kiedy niekoniecznie jest to uzasadnione. Od osoby prezentującej swoje stanowisko będą domagać się przedstawienia go na poziomie profesorskim. Wszystko poniżej tego poziomu pozbawia dyskusję sensu i jest w ich opinii bezwartościowe, a kto się z tym nie zgadza, jest oczywiście głupi – i generalnie dokładnie takich słów używają.

Kiedy więc czytacie takie dyskusje, szczególnie na grupach dyskusyjnych, decydujcie sami, kiedy użyty został racjonalny argument, a kiedy macie do czynienia z dezinformacją, PSYOPS (operacje psychologiczne) lub oszustwem. Nie wahajcie się nazwać winnych po imieniu. Zarówno ci celowo starający się wprowadzić was w blad, jak i ci, którzy zostali po prostu ogłupieni, na ogół w takiej sytuacji zmykają lub się uciszają (a to zupełnie niezłe osiągnięcie, ponieważ celem jest prawda).

Oto dwadzieścia pięć sposobów oraz siedem cech, z których nie wszystkie stosują się bezpośrednio do grup dyskusyjnych. [Przykłady i odpowiedzi pomijam, zainteresowani mogą zajrzeć do oryginału tutaj: http: //www.proparanoid.com/truth.html ]

Oskarżeń nie należy nadużywać – lepiej zachować je na okoliczność powrotów oraz dla tych, którzy wykorzystują wiele taktyk na raz. W odpowiedziach należy unikać wpadnięcia w emocjonalne pułapki lub zejścia na bocznice informacyjne, chyba że zachodzi obawa, że niektórzy obserwatorzy łatwo dadzą się zniechęcić przez oszustwa. Rozważcie możliwość zacytowania pełnej zasady zamiast jedynie powoływania się na nią, jako że inni mogą nie mieć punktu odniesienia. Zaproponujcie przedstawienie pełnej reguły na żądanie:

Uwaga: Wykorzystywanie reguły pierwszej i pięciu ostatnich (albo sześciu, zależnie od sytuacji) nie leży generalnie w granicach możliwości tradycyjnego dezinformatora. Zasady te są używane głównie przez przywódców i silnych graczy albo organizatorów przestępczych spisków i akcji tuszowania prawdy.

1. Nie widzieć, nie słyszeć zła, nie mówić o nim. Niezależnie od tego co wiesz, nie mów o tym, szczególnie jeśli jesteś osobą publiczną. Jeśli się o czymś nie mówi, to się to nie wydarzyło i nie trzeba się tym zajmować.

2. Udawaj niedowierzanie i oburzenie. Unikaj dyskutowania o kwestiach kluczowych i skup się na sprawie pobocznej, którą można wykorzystać do pokazania, że temat jest krytyczny wobec innej grupy lub tematu tabu. Nazywa się to też gambitem “jak śmiesz!”

3. Stwórz pogłoski. Unikaj rozmawiania o tematach, twierdząc że wszystkie pomówienia, niezależnie od pochodzenia i dowodów, są plotkami i zwykłymi oszczerstwami. Możesz wykorzystać inne, niekoniecznie prawdziwe oskarżenia. To działa szczególnie dobrze w wypadku milczącej prasy, ponieważ wtedy te “wątpliwe pogłoski” są jedynym źródłem informacji dla publiki. Jeśli możesz skojarzyć źródło z Internetem, użyj tego do podkreślenia, że jest to “fałszywa pogłoska” rozpowszechniana przez dzieciaki, która nie ma pokrycia w faktach.

4. Wykorzystuj wątłe argumenty. Znajdź albo wymyśl słaby argument u oponenta, który łatwo będzie obalić, co sprawi, że w oczach innych uczestnikow będziesz górą. Stwórz problem, który bezpiecznie można implikować w oparciu o twoją interpretację oponenta, jego argumentów bądź sytuacji albo wybierz najsłabszy aspekt z najsłabszych oskarżeń. Wzmocnij jego znaczenie i zniszcz go w taki sposób, aby stworzyć wrażenie, że rozprawiłeś się ze wszystkimi argumentami, zarówno prawdziwymi, jak i sfabrykowanymi, jednocześnie unikając rozmowy na główny temat.

5. Zwódź oponentów przez wyśmiewanie i wyzywanie. Jest to tzw. “podstawowy atak na kuriera”, który ma wiele wariantów. Przypnij przeciwnikowi łatkę, taką jak “prawicowiec”, “liberał”, “komuch”, “terrorysta”, “radykał”, “rasista”, “fanatyk religijny”, “zboczeniec” (w Polsce – “antysemita”, “ksenofob”) i tak dalej. To sprawia, że inni będą mniej chętni wspierać przeciwnika, żeby nie narazić się na zakwalifikowanie do którejś z tych grup, a ty unikniesz konfrontacji z kwestią zasadniczą.

6. Uderzaj i uciekaj. Na forum publicznym przypuść krótki atak na przeciwnika lub jego pozycję i zwiń się, zanim usłyszysz odpowiedź, albo po prostu ją zignoruj. To doskonale działa w Internecie i listach do redakcji, gdzie można stworzyć cały szereg nowych tożsamości i nie trzeba się tłumaczyć ze swoich zarzutów – po prostu przypuść atak, nigdy nie dyskutuj o głównym temacie i nigdy nie odpowiadaj na odpowiedzi przeciwnika, ponieważ to może zwrócić uwagę na punkt widzenia przeciwnika.

7. Zakwestionuj motywy. Przeinaczaj albo uwypuklaj fakty, tak żeby mogły świadczyć o tym, że twój przeciwnik ma ukryte osobiste motywy lub jakieś uprzedzenia. To zmusza przeciwnika do obrony.

8. Powołaj się na autorytet. Przedstaw się jako ktoś z kręgu autorytetow i wykorzystaj jak najwięcej żargonu i “szczegółów”, aby pokazać, że jesteś “tym, który wie”, i po prostu powiedz, że to, co mówi oponent, to nieprawda, nie wdając się w dyskusję i nie demonstrując konkretnie dlaczego ani nie cytując żadnych źródeł.

9. Udawaj głupka. Nieważne, jakie dowody albo jakie logiczne argumenty są podawane, nie wdawaj się w dyskusję i ogranicz się do twierdzenia, że nie mają one żadnej wartości, są bez sensu, niczego nie dowodzą, są nielogiczne albo nie wspierają wniosku. Dla uzyskania najlepszego efektu – mieszaj ile się da.

10. Mów, że oskarżenia oponenta to stare sprawy. Pochodna “wątłego argumentu” – zwykle w łatwo dostrzegalnych sprawach o dużej skali ktoś szybko wystąpi z oskarżeniem, z którym można sobie łatwo poradzić albo zrobiono to już w przeszłości. Jest to rodzaj inwestycji na przyszłość – na wypadek problemów z opanowaniem sytuacji. Kiedy taki rozwój wypadków jest do przewidzenia, już na wstępie użyj metody “wątłego argumentu” i uporaj się z nim w ramach wstępnego programu awaryjnego. Następne oskarżenia, niezależnie od ich wartości i zasadności, bedą zazwyczaj kojarzone z pierwotnym zarzutem i odrzucone jako zwykłe wracanie do starych spraw i nie będzie potrzeby odnoszenia się do nich w jakikolwiek sposób. Jeszcze lepiej, jeśli oponent był powiązany z pierwotnym źrodłem oskarżenia.

11. Ustanów odwroty i odwołuj się do nich. Przyznaj się do drobnej pomyłki, którą popełniłeś nieumyślnie, ale daj do zrozumienia, że przeciwnik stara się wszystko wyolbrzymić i stworzyć wrażenie, że zbrodnia jest większa, niż w rzeczywistości. Inni potem mogą wspomóc ten obraz, działając na twoją korzyść, a nawet powszechnie nawoływać do zakończenia całej tej bzdurnej afery, bo przecież “zrobiłeś już to co należy”. Jeśli umiejętnie się to przeprowadzi, zyskuje się sympatię publiki za “przyznanie” się do błędu, bez konieczności ustosunkowywania się do poważniejszych kwestii.

12. Zagadki nie mające rozwiązania. Pokazując szereg wydarzeń otaczających przestępstwo i ogromną liczbę osób zaangażowanych, stwórz wrażenie, że problem jest zbyt skomplikowany, by dał się rozwiązać. To sprawi, że publika szybciej straci zainteresowanie.

13. Logika Alicji w Krainie Czarów. Unikaj dyskusji o sprawie poprzez wsteczne rozumowanie albo wykorzystując pozornie dedukcyjną logikę, która wyprzedza wszelkie rzeczywiste zdarzenia. [Na przykład: jeśli by to faktycznie miało miejsce, to prasa już dawno by o tym pisała. Skoro nie pisała, nie miało to miejsca. Inny wariant – „na pewno ktoś by sypnął”.]

14. Domagaj się kompletnych rozwiązań. Unikaj kwestii domagając się od przeciwnika natychmiastowego rozwiązania sprawy. Najlepiej działa w połączeniu z punktem 10.

15. Naginaj fakty do innych wniosków. To wymaga kreatywnego myślenia, o ile przestępstwo nie zostało popełnione z myślą o awaryjnym wyjaśnieniu.

16. Znikające dowody i świadkowie. Jeśli coś nie istnieje, nie jest faktem i nie będziesz musiał się do tego odnosić.

17. Zmieniaj temat. Używane przeważnie w połączeniu z innymi sztuczkami. Znajdź sposób na zmianę tematu dyskusji wykorzystując zgryźliwe albo kontrowersyjne komentarze w nadziei na skierowanie uwagi na nowy, łatwiejszy temat. To działa wyjątkowo dobrze w towarzystwie, które może “spierać się” z tobą na nowy temat i spolaryzować uczestników dyskusji, aby uniknąć głównego tematu.

18. Rozbudzaj emocje, antagonizuj i podpuszczaj przeciwników. Jeśli nie potrafisz nic innego, prowokuj i besztaj oponentów, aby sprowokować ich do emocjonalnej odpowiedzi, która uczyni z nich głupców, sprawi, że oni sami będą postrzegani jako nadgorliwi, a ich materiał jako mniej spójny. Nie tylko uda ci się uniknąć głównego tematu, ale możesz dalej działać, nawet jeśli ich emocjonalna odpowiedź o niego zahaczy, skupiając się na tym, jak przeciwnik jest “wrażliwy na krytykę”.

19. Zignoruj prezentowane dowody i domagaj się dowodów niemożliwych. Jest to wariant “zgrywania idioty”. Niezależnie od tego, co przeciwnik przedstawi na forum publicznym, uznaj materiał za nieistotny dla tej kwestii i domagaj się dowodów, których przeciwnik nie będzie w stanie dostarczyć (mogą istnieć, ale nie być w zasięgu, mogą już być zniszczone albo skonfiskowane, jak w wypadku broni użytej przez zabójcę). Aby całkowicie uniknąć dyskusji, możesz być zmuszony do zdyskredytowania mediów lub książek jako źródeł, odmowienia uznania świadka za wiarygodnego, albo nawet zaprzeczenia, że słowa rządu lub innych władz mają jakiekolwiek znaczenie.

20. Fałszywe dowody. Kiedy to tylko możliwe, wprowadź nowe fakty lub wskazówki stworzone z myślą, aby wprowadzić rozdźwięk między dowodami przeciwnika. To działa bardzo dobrze w wypadku przestępstw z planem awaryjnym, w których wypadku często faktów nie da się łatwo odróżnić od elementów sfabrykowanych.

21. Wezwij Sąd Najwyższy, Specjalnego Oskarżyciela albo inne wysoko postawione ciało. Możesz osłabić cały proces z korzyścią dla siebie i skutecznie zneutralizować wszystkie delikatne kwestie bez otwartej dyskusji. Powołane dowody i zeznania muszą zostać utajnione. Na przykład, jeśli masz swojego prokuratora, może ci to zapewnić, że Sąd Najwyższy nie zobaczy żadnych użytecznych dowodów, które będą szczelnie zapieczętowane i niedostępne dla późniejszych badaczy. Po uzyskaniu pozytywnego werdyktu, sprawę można uznać za oficjalnie zamkniętą. Zwykle technika ta stosowana jest w celu uznania winnym niewinną osobę, ale może również pomóc przy wrabianiu ofiary.

22. Stwórz nową prawdę. Stwórz swoją grupę ekspertów, autorów, przywódców albo wpłyń na już istniejące struktury, które mogą pomóc sprokurować przychylne zeznania, badania naukowe albo opinii społecznej. W ten sposób, jeśli będziesz musiał już dyskutować o temacie, możesz robić to autorytatywnie.

23. Stwórz większe zamieszanie. Jeśli powyższe nie za bardzo pomaga w odwróceniu uwagi od wrażliwych kwestii albo nie chroni przed niekorzystnym relacjonowaniem przez media wydarzeń, których toku nie da się zatrzymać (jak np. toczące się procesy), stwórz nowe, zastępcze tematy medialne (albo spraw, żeby prasa tak je potraktowała). To pozwoli ci odwrócić uwagę mas.

24. Uciszaj krytyków. Jeśli powyższa metoda nie zadziała, zastanów się, jak permanentnie usunąć przeciwników z obiegu, tak abyś już nie musiał się odnosić do sprawy. Można to osiągnąć przez morderstwo, aresztowanie i zatrzymanie, szantaż, albo oczernienie poprzez ujawnienie materiałów służących do szantażu, albo przez zwykłe zastraszenie i inne groźby.

25. Zniknij. Jeśli posiadasz istotne tajemnice albo wydaje ci się, że ziemia pali ci się pod stopami i nie wytrzymasz temperatury, żeby uniknąć problemów – opuść teren.

H. Michael Sweeney
copyright (c) 1997, 2000 All rights reserved
(Revised April 2000)
http://www.proparanoid.net/truth.htm

Osiem cech dezinformatora

1) Unikanie. Nigdy nie wypowiadają się wprost ani nie wnoszą konstruktywnego wkładu w dyskusje, generalnie unikając cytowania oraz podawania źródeł. Zamiast tego, jedynie sugerują to czy tamto. Praktycznie zawsze zabierają głos z pozycji autorytetu i eksperta, doskonale znającego zagadnienie, bez ujawniania jakichkolwiek danych, usprawiedliwiających taką postawę.

2) Selektywność. Starannie wybierają przeciwników, stosując podejście “bij i uciekaj” wobec zwykłych komentatorów popierających przeciwnika albo skupiając atak na kluczowych oponentach, którzy znani są z bezpośredniości. Gdyby jakiś komentator włączył się w kłótnię, przechylając szalę zwycięstwa na stronę oponenta, atak obejmie i jego.

3) Przypadkowość. Mają tendencję do pojawiania się nagle i jakby przypadkowo, podnosząc nowy, kontrowersyjny temat, bez wcześniejszego udziału w ogólnych dyskusjach na tej konkretnej arenie publicznej. Podobnie lubią znikać, kiedy temat przestaje budzić zainteresowanie. Zostali prawdopodobnie skierowani tam z konkretnego powodu i z konkretnego powodu zniknęli.

4) Praca zespołowa. Często działają grupowo, wspierając się i uzupełniając wzajemnie. To oczywiście może zdarzyć się na każdym forum publicznym, ale tego typu częste wymiany przeważnie towarzyszą forom z udziałem profesjonalistów. Czasami jeden z graczy będzie infiltrował obóz przeciwnika, aby pozyskać dane dla taktyki wątłych argumentów lub jakiejś podobnej, mającej na celu osłabienie przeciwnika.

5) Anty-spiskowość. Prawie zawsze mają w pogardzie “teorie spiskowe” i zazwyczaj również wszystkich tych, którzy w żaden sposób nie chcą uwierzyć, że JFK nie został zabity przez LHO [Lee Harvey Oswald]. Zastanówcie się, dlaczego zatem – skoro tak pogardzają wyznawcami teorii spiskowych – skupiają się na obronie jakiegokolwiek tematu na grupach dyskusyjnych zajmujących się spiskami? Można by pomyśleć, że albo będą próbowali robić durni ze wszystkich i w każdym temacie, albo po prostu zignorują grupy, którymi gardzą. Nasuwa się więc usprawiedliwony wniosek, że mają jakiś skryty powód swojej działalności i poświęcania uwagi tym, którym ją poświęcają.

6) Sztuczne emocje. Dziwny “sztuczny” emocjonalizm i wyjątkowa gruboskórność – zdolność wytrwania nawet w obliczu przygniatającej krytyki i zupełnego braku akceptacji. Prawdopodobnie wynika to ze szkolenia w społecznościach wywiadowczych, że bez względu na dowolnie silne dowody świadczące przeciwko nim, zaprzeczają wszystkiemu i nigdy się angażują się ani nie reagują emocjonalnie. W efekcie emocje dezinformatora mogą wydawać się sztuczne.

Większość ludzi, jeśli na przykład reaguje gniewem, wyraża swoją urazę odpierając zarzuty. Ale typy dezinfo przeważnie mają problem z utrzymaniem “wizerunku” i drastycznie zmieniają swoje udawane emocje i zwykle spokojny i beznamiętny styl komunikacji. To tylko praca i często nie są w stanie tak samo dobrze “odgrywać swojej roli” w medium, jakim jest Internet, jak potrafiliby w bezpośredniej rozmowie czy konfrontacji. Możesz spotkać się z wściekłością i oburzeniem w jednej chwili, nudziarstwem w następnej i gniewem później – emocjonalne jo-jo.

Jeśli chodzi o ich gruboskórność, żadna ilość krytyki nie odwiedzie ich od wykonania zadania. Będą kontynuować stare schematy dezinformacji, niczego w nich nie zmieniając pomimo krytyki, że ich gra jest oczywista. Ktoś bardziej racjonalny, kogo naprawdę obchodzi, co myślą inni, starałby się poprawić swój styl komunikacji, treść i tak dalej, albo po prostu zrezygnowałby.

7) Niespójność. Istnieje również tendencja do popełniania błędów, które zdradzają ich prawdziwe oblicze i motywy. Może to wynikać z nieznajomości tematu lub może być nieco “freudowskie”, że tak powiem, w tym sensie, że być może tak naprawdę w głębi wspierają stronę prawdy.

Zauważyłem, że często przytaczają sprzeczne informacje. Na przykład jeden z takich graczy twierdził, że jest pilotem marynarki wojennej, a swoje braki w zakresie poprawnej komunikacji (ortografia, gramatyka, niespójny styl) przypisywał temu, że skończył tylko szkołę podstawową. Nie znam zbyt wielu pilotów marynarki wojennej, którzy nie mają przynajmniej średniego zawodowego wykształcenia. Ktoś inny początkowo twierdził, że nie zna danego tematu czy sytuacji, a nieco później przypisywał sobie wiedzę z pierwszej ręki.

8) Kolejna cecha: Stała czasowa. Ostatnio odkrytą cechą objawianą na grupach dyskusyjnych jest kwestia czasu reakcji. Istnieją tu trzy sposoby, zwłaszcza gdy w operację tuszowania zaangażowany jest rząd bądź jakiś inny gracz posiadający władzę:

a) Wszelkie posty wysłane na grupą dyskusyjną przez namierzonego zwolennika prawdy mogą skutkować natychmiastową reakcją. Rząd i innych podobnie silnych graczy stać na płacenie ludziom za ślęczenie przy komputerze i czekanie na okazję do wyrządzenia szkody. Ponieważ dezinformacja w grupach dyskusyjnych działa tylko wtedy, gdy czytelnik ją widzi – szybkie działanie jest konieczne, w przeciwnym bowiem razie użytkownicy mogą zostać przeciągnięci na stronę prawdy.

b) Gdy z dezinformatorami mamy do czynienia w bardziej bezpośredni sposób, jak na przykład poczta elektroniczna, konieczne jest opóźnienie – będzie ono zwykle wynosić co najmniej 48-72 godziny. Pozwala to przedyskutować strategię zespołu pod kątem najskuteczniejszej reakcji, jest to również dość czasu, aby w razie konieczności “uzyskać zgodę” lub instrukcje od zwierzchników.

c) Również w przypadku grup dyskusyjnych, poza działaniem opisanym w punkcie a. często można także odnotować przygowanie i odpalenie silniejszej amunicji w tym samym terminie 48-72 godzin – do gry wkracza zespół. Dzieje się tak szczególnie wówczas, gdy będąca na celowniku poszukująca prawdy osoba lub jej komentarze zostaną uznane za ważne w sensie możliwości ujawnienia prawdy. Tym sposobem poważny użytkownik ujawniający prawdę będzie zaatakowany dwukrotnie za ten sam grzech.

Zakończę pierwszym akapitem z wprowadzenia do mojej nieopublikowanej książki “Fatal Rebirth”:

Prawda nie przeżyje na diecie tajemnic, zwiędnie uwikłana w kłamstwa. Wolność nie wyżyje na diecie kłamstw, ulegnie uciskowi. Duch ludzki nie przeżyje na diecie ucisku, stając się w końcu podporządkowanym woli zła. Bóg, jako wcielona prawda, nie pozwoli, by świat na długo pozostał oddany takiemu złu. Dlatego pozwólcie nam na prawdę i wolność, jakich potrzebuje nasz duch … lub dajcie nam umrzeć w ich poszukiwaniu, bowiem bez nich na pewno zginiemy w świecie zła.

H. Michael Sweeney
HMS@proparanoid.com
copyright (c) 1997, 2000 All rights reserved
(Revised April 2000 – pierwotnie SIEDEM cech)

Posted in Me(r)dia | 20 Komentarzy »

Ordery na poduszkach

Posted by Marucha w dniu 2010-04-28 (Środa)

Zgodnie z przewidywaniami nastąpił wysyp teorii spiskowych. Jak grzyby po jesiennym deszczu mnożą się spekulacje i domniemania, że za katastrofą prezydenckiego TU 154 stoją siły ciemności, KGB, rząd i Bóg wie kto jeszcze, bo w dzisiejszym świecie takie wypadki same z siebie się nie zdarzają. To prawda, nie zdarzają się. Ale nie u nas. W kraju nad Wisłą spadają chętnie i często samoloty przeróżne: transportowe, rozpoznawcze, szkoleniowe i takie do wykonywania ewolucji na niebie. Spadają także inne obiekty latające, np. śmigłowce: cywilne i wojskowe. Spadając, udowadniają nie tylko prawo ciążenia, ale i beztroskę, która pleni się tam, gdzie jej być nie powinno.

Po każdej katastrofie jest lament, że mogło do niej nie dojść, gdyby zawczasu ktoś pomyślał. To prawda. Tyle, że u nas zawczasu się nie myśli. Nie robi się tego także po „zawczasie”. Taki kraj. Już zdążyliśmy się przyzwyczaić, a niektórzy nawet polubić, wojskowy ceremoniał żałobny, warty przy trumnach, salwy honorowe, zapach kadzidła, rytm żałobnego marsza, ordery na poduszkach, znicze na ulicach, nekrologi, czarne obwódki na ekranie, telewizyjne wypominki… Ani się spostrzegliśmy, kiedy staliśmy się narodem żałobników i poszukiwaczy mitu, kroczącym od katastrofy do katastrofy. Zakochaliśmy się w dojmującej symbolice, ocierającej się o masochizm. Zachwyciliśmy się ornamentem i powłoką, gubiąc sedno sprawy.

W takich warunkach dojrzewają teorie spisku. Jednej wysłuchałem dzisiaj. Na prezydenta został dokonany zamach, a piloci zostali zamordowani już w Warszawie. Nie kto inny, tylko KGB wymordowała załogę, a samolot (nie wiadomo, kto pilotował) dla większej pewności został nad Smoleńskiem trafiony impulsem elektromagnetycznym, który sparaliżował jego urządzenia sterujące, powodując znaną wszystkim katastrofę. Dalej szło jak u Ludluma: słychać było strzały, nie było ciał, nie było karetek, nic nie działało. Nikt nawet nie znał dokładnej godziny i minuty, w której rozbił się samolot. Czarne skrzynki, telefony komórkowe (w tym prezydenta), pokładowy sejf i laptopy zarekwirowała KGB, która z miejsca zaczęła przy nich majstrować. Jednym słowem koronkowa akcja.

Przez chwilę, na przekór sobie, zacząłem się zastanawiać – a może jednak KGB? Załóżmy, że tak było. Nad Smoleńskiem, przy sztucznie wywołanej mgle, w kierunku samolotu wystrzeliwany jest ładunek elektromagnetyczny o horrendalnej mocy. Trafia w cel, zakłóca lot samolotu. Piloci mogą jedynie bezradnie obserwować swój koniec. Giną wszyscy. W KGB strzelają korki od szampana. Nowa broń zdała egzamin, cel został osiągnięty, samolot rozbija się w taki sposób, że lepiej być nie może. Żadnych śladów. W szeregach przeciwnika przerażenie i rozpacz. Do akcji wkraczają pijarowcy. Pojawia się zbolały i wstrząśnięty Putin. Obejmuje Tuska i przewodnictwo specjalnej komisji. Osiągnięty zostaje cel nr 2 – Rosja zdobywa przewagę polityczną i psychologiczną. Konsumuje dwie pieczenie upichcone na jednym ogniu.

Załóżmy, że tak było. I co? Ano to, że to i tak nasza wina. Jeśli miałaby być to prawda, to sami podaliśmy im prezydenta, szefa sztabu generalnego (przygotowywanego do najwyższych funkcji w NATO) i całą generalicję na tacy. Wyekspediowaliśmy ich tam na własne życzenie, bez wpychania na siłę do samolotu. Nikt się nie zreflektował, ani rząd, ani kontrwywiad, ani Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, ani kancelaria prezydencka, że coś tu jednak nie gra. Żadna, ale to żadna powołana do ochrony państwa służba, żaden jej przedstawiciel, nie dostrzegli zawczasu, że nawet przez przypadek, może się ziścić niewyobrażalny scenariusz uderzający w podstawy bezpieczeństwa państwa. Nie znalazł się w polskich służbach nikt, kto wołałby – niechby i na puszczy – że ten samolot w takim składzie nie powinien wystartować!

Czy się czegoś nauczyliśmy? Ależ oczywiście, że nie. Oto dzisiaj jeden z tygodników informuje: Półtora tygodnia po katastrofie w Smoleńsku trzy najważniejsze osoby w Senacie – marszałek i dwóch jego zastępców – startowały małym sportowym samolotem z podmokłej łąki. Podczas startu samolot zagrzebał się w ziemi i wyciągać go musieli… strażacy. I co? Ano nic. Marszałek Bogdan Borusewicz z rozbrajającą szczerością stwierdził: Proszę się nie martwić, marszałków senatu wybiera się szybko. Co innego gdybym podróżował jednym samolotem z Marszałkiem Sejmu. Mieliśmy dobre intencje. Nomen omen, panowie wracali z pogrzebu Macieja Płażyńskiego.

Czy myślicie Państwo, że tu gdziekolwiek potrzebne jest KGB? Tu wystarczy Polak, taki nasz, beztroski, zawadiacki i zadowolony z siebie. Co tam procedury, co tam zdrowy rozsądek. Przecież tak bardzo polubiliśmy ordery na poduszkach, salwy honorowe, wypominki…

Maciej Eckardt, Nowa Myśl Polska

Posted in Różne | 18 Komentarzy »

Hipoteza kolizji

Posted by Marucha w dniu 2010-04-28 (Środa)

Gwoli w miarę pełnego dokumentowania sprawy podajemy kolejną wersję przyczyn katastrofy prezydenckiego Tu-154 pod Smoleńskiem. Odnosimy się do niej dokładnie tak samo, jak do innych spekulacji – tzn. z wyczekującym sceptycyzmem, biorąc ponadto pod uwagę dość ewidentną antyrosyjskość Naszego Dziennika.

Czy polski Tu-154M, chcąc uniknąć kolizji z rosyjskim wojskowym Iłem-76, wpadł w turbulencje wywołane przecięciem trajektorii lotu obu maszyn?

Jedna z wersji rozważana przez śledczych zakłada, że do katastrofy z 10 kwietnia pod Katyniem doszło na skutek tego, że na kursie polskiego Tu-154M znalazł się rosyjski samolot wojskowy Ił-76. To tłumaczyłoby, dlaczego mjr Arkadiusz Protasiuk zdecydował się na gwałtowne obniżenia kursu samolotu: chciał w ten sposób uniknąć kolizji z potężnym transportowcem, który znalazł się tuż nad prezydenckim tupolewem. Kapitan zdołał wyprowadzić maszynę z turbulencji na prostą. Niesłychanie trudny manewr zapewne zakończyłby się powodzeniem. Gdyby nie drzewa.

Polscy prokuratorzy badają wszystkie możliwe wersje przyczyn i okoliczności zaistnienia katastrofy lotniczej na lotnisku Siewiernyj, w tym prawidłowość postępowania osób odpowiedzialnych za kierowanie ruchem lotniczym – potwierdzili wczoraj w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” przedstawiciele Prokuratury Generalnej i Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

– Wszystkie wątki, które się pojawiły, są odnotowywane i podlegają procesowej weryfikacji – mówi płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej, pytany, czy badany jest wątek, że przyczyną katastrofy polskiego Tu-154M mogła być chęć uniknięcia kolizji z rosyjskim samolotem. – Jeżeli coś wyszło, jest badane, żadna z tych informacji nie jest pozostawiona sama sobie – podkreślił prokurator.

Hipoteza, że lot prezydenckiego samolotu mógł kolidować z rejsem rosyjskiego iła, pojawiła się po tym, jak stwierdzono, że godzina katastrofy jest wcześniejsza, niż to pierwotnie podawano, i do wypadku mogło dojść co najmniej kilkanaście minut wcześniej. A jak wiadomo z doniesień po tragedii, na lotnisku Siewiernyj próbował wcześniej lądować rosyjski wojskowy transportowiec. Czas tej próby również nie jest precyzyjnie określony. Podawane są wartości od piętnastu minut do pół godziny przed przyjętą na 8.56 polskiego czasu godziną katastrofy tupolewa. Podawane są również informacje o kilkakrotnym podejściu Iła-76 do lądowania (co zarazem tłumaczyłoby, dlaczego na początku pojawiały się relacje świadków mówiące o rzekomych wielokrotnych próbach podchodzenia do lądowania samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim i 95 innymi osobami na pokładzie). Czy podczas jednej z tych prób mogło dojść do niebezpiecznego zbliżenia się obu samolotów?

Doktor inżynier Ryszard Drozdowicz z Politechniki Szczecińskiej podkreśla, że podejście do lądowania krążących nad lotniskiem samolotów regulują ścisłe procedury, których piloci muszą bezwzględnie przestrzegać, ponieważ ich niezachowanie grozi wypadkiem. – Jest to ścisła procedura, która to reguluje, musi być ona bezwzględnie przestrzegana, a pełną odpowiedzialność za procedurę kolejności lądowania ponosi kontrola lotów – wskazuje.
Drozdowicz przyznaje, że owszem, dochodzi do kolizji w sytuacjach, kiedy kilka samolotów oczekuje na lądowanie, ale „są to sytuacje bardzo specjalne, np. nie ma kontaktu wzrokowego, nie ma radaru, są fatalne warunki w powietrzu, zerowa widoczność w nocy lub mgła”. Inżynier jest zdania, że nawet przy założeniu, że oba samoloty mogły się spotkać w powietrzu, nie to było przyczyną katastrofy. – Wtedy podejmuje się nadzwyczajne środki, np. nakazuje się zmianę kursu i zmianę wysokości lub bezwzględnie lądowanie maszynie, która może to natychmiast zrobić – mówi Drozdowicz. Uważa, że przyczyna była zupełnie inna i wynikała z awarii Tu-154, a warunki meteorologiczne nie były wówczas krytyczne.

Z kolei inny ekspert, Grzegorz Hołdanowicz, redaktor naczelny miesięcznika „Raport – Wojsko, Technika, Obronność”, stwierdza, że mogło dojść w takiej sytuacji i do katastrofy, oczywiście przy założeniu, że te samoloty spotkały się w powietrzu w tym samym czasie. Hołdanowicz podkreśla, że zbliżenie musiałoby być w tej samej minucie, ponieważ przerwa czasowa już kilku minut powoduje, że np. turbulencje wywoływane przez silniki odrzutowe przestają mieć znaczenie. Drozdowicz zwraca ponadto uwagę, że obie maszyny są podobnej wielkości: 50 m rozpiętości skrzydeł u Iła-76 i 40 m rozpiętości u Tu-154.

Obaj eksperci wskazują, że potwierdzenia takich przypuszczeń można szukać na zapisach czarnych skrzynek i zapisach rozmów rosyjskiego Iła-76 z wieżą kontrolną. Prokurator Rzepa, pytany, czy przesłuchano pilotów rosyjskiego transportowca w przedmiocie okoliczności ich lądowania na Siewiernym, odpowiedział, że nie wie, ale dodał, że „prawdopodobnie będą przesłuchani”.

Prokuratorzy przyznają ponadto, że „co do czasu katastrofy w chwili obecnej nie można jeszcze podać oficjalnie godziny, w której nastąpiło zderzenie samolotu z ziemią, gdyż nadal trwają prace przy odczytywaniu rejestratorów samolotu Tu-154M o numerze bocznym 101”.

Zenon Baranowski, Nasz Dziennik

1. Czy wojskowy Ił-76 próbował podchodzić do lądowania (drugi raz) niemal równocześnie z polskim Tu-154M?
2. Czy była to wojskowa wersja Ił-76 typu AWACS A-50, zwana latającym radarem, naszpikowana elektroniką zdolną zakłócać pracę urządzeń całego lotniska?
3. Czy normalną procedurą jest zezwolenie na rozpoczęcie podejścia do lądowania w bliskiej koincydencji czasowej, w trudnych warunkach pogodowych, dwóm dużym odrzutowcom?
4. Dlaczego Ił-76 wykonał manewr paralelny do tego, który zrobił Tu-154M? Świadkowie mówią o niskim locie z dużym przechyleniem na lewe skrzydło, bardzo blisko ziemi.
5. Czy to rutynowa procedura, że służby zabezpieczające są na miejscu dosłownie chwilę przed lądowaniem polskiej delegacji? Według oficjalnej wersji rosyjskiej, Iłem-76 lecieli funkcjonariusze FSB, którzy mieli zabezpieczać polską delegację. Zgodnie z planem Tu-154M miał lądować o godz. 8.30.
6. Czy rutynową procedurą w Rosji jest, że do zabezpieczenia wizyt międzypaństwowych funkcjonariusze służb używają potężnej maszyny transportowej wykorzystywanej np. w Afganistanie?
7. Czy takim iłem przyleciała do Smoleńska rosyjska ochrona w trakcie wizyty premiera Donalda Tuska?
8. Dlaczego kontrolerzy lotów w Smoleńsku, widząc że Tu-154M ma kłopoty z lądowaniem, nie ściągnęli wszystkich służb ratowniczych?
Akcję uruchomiono kilkanaście minut po katastrofie.

Posted in Różne | 21 Komentarzy »

PKW: 13 komitetów zarejestrowanych, 6 odrzuconych, reszta do poprawy

Posted by Marucha w dniu 2010-04-28 (Środa)

Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała 13 komitetów w wyborach prezydenckich, a cztery wezwała do uzupełnienia dokumentów – poinformował we wtorek dziennikarzy przewodniczący PKW Stefan Jaworski. Sześciu komitetom PKW odmówiła rejestracji.

Do poniedziałku, kiedy to upływał termin zawiadamiania PKW o utworzeniu komitetu wyborczego, do Komisji zgłosiły się 22 komitety. We wtorek drogą pocztową nadeszło jeszcze jedno zgłoszenie. We wtorek PKW zarejestrowała komitety: Janusza Korwin-Mikkego, Krzysztofa Mazurskiego, Gabriela Janowskiego. W poniedziałek podjęła uchwały o rejestracji komitetów: Waldemara Pawlaka, Kornela Morawieckiego, Andrzeja Leppera, Marka Jurka, Bogusława Ziętka, Bronisława Komorowskiego, Romana Sklepowicza, Grzegorza Napieralskiego, Zdzisława Podkańskiego i Jarosława Kaczyńskiego. Zawiadomienie o przyjęciu zgłoszenia doręcza się niezwłocznie pełnomocnikowi komitetu wyborczego.

”Na dzisiejszym posiedzeniu PKW zarejestrowaliśmy trzy komitety, czyli dodając do tego wczorajsze dziesięć, mamy zarejestrowanych trzynaście komitetów. Cztery komitety odesłaliśmy do poprawy, celem uzupełnienia braków formalnych, a sześciu komitetom udzieliliśmy całkowitej odmowy przyjęcia zawiadomienia” – powiedział dziennikarzom Jaworski.

Komisja wezwała do uzupełnienia dokumentów wymaganych do rejestracji komitety: Andrzeja Olechowskiego, Bogdana Szpryngiela, Ludwika Wasiaka i Józefa Wójcika.

Sekretarz PKW Kazimierz Czaplicki powiedział, że w przypadku zgłoszenia komitetu wyborczego Andrzeja Olechowskiego zabrakło dokładnych danych dotyczących miejsca pracy. “Pan Olechowski podał, że wykonuje zawód: samodzielną działalność gospodarczą, natomiast nie podał miejsca, gdzie wykonuje tę działalność. Skoro prowadzi działalność, w zgłoszeniu komitetu powinna zostać podana siedziba” – powiedział Czaplicki.

W przypadku trzech pozostałych komitetów, PKW wezwała również do uzupełnienia danych kandydata dotyczących m.in. miejsca zamieszkania czy miejsca pracy.

Zgodnie z ordynacją wyborczą, jeżeli zgłoszenie przedstawione przez komitet ma wady, PKW niezwłocznie wzywa pełnomocnika komitetu do ich usunięcia w ciągu 3 dni. Jeśli wady nie zostaną usunięte w tym terminie, PKW odmawia przyjęcia zawiadomienia o utworzeniu komitetu. Postanowienie Państwowej Komisji Wyborczej, wraz z uzasadnieniem, doręcza się niezwłocznie pełnomocnikowi.

PKW odrzuciła zgłoszenia sześciu komitetów wyborczych: Bartłomieja Kurzeji, Dariusza Kosiura, Pawła Soroki, Zdzisława Jankowskiego, Waldemara Urbanowskiego i Pawła Pietrzyka, który nadesłał zgłoszenie we wtorek drogą pocztową. Jak poinformował przewodniczący PKW, przyczyną odmowy rejestracji tych komitetów był brak wymaganej liczby tysiąca podpisów. Zgodnie z przepisami wyborczymi do zgłoszenia komitetu wyborczego dołączone musi być m.in. tysiąc podpisów z poparciem dla kandydata.

Za: hoga.pl

Posted in Polityka | 12 Komentarzy »

Jane Burgermeister w tarapatach

Posted by Marucha w dniu 2010-04-28 (Środa)

Jeden z gości gajówki zwrócił mi uwagę na tekst zamieszczony pod adresem:
http://nowyporzadekswiata.blogspot.com/2010/04/pomoc-dla-jane-burgermeister.html
Pani Jane Burgermeister, odważna dziennikarka, może potrzebować naszej pomocy. Jesteśmy jej to winni. Jeśli zabraknie na świecie ludzi jej pokroju, będą nami poniewierać jak bydłem bez żadnych już przeszkód.

Moi drodzy,

Kobieta, która poświęciła swoją karierę dla sprawy rzetelnego informowania opinii publicznej w.s. zakażonych szczepionek na tzw. “świńską grypę” potrzebuje dzisiaj naszej pomocy.

Zaraz po katastrofie polskiego samolotu w Smoleńsku podawała na swojej stronie http://www.theflucase.com szokujące informacje, jak te o ostatnich decyzjach prezesa Narodowego Banku Polskiego, Sławomira Skrzypka. Obecnie, jedną z hipotez że przyczyną katastrofy mógł być m.in. zamach na S. Skrzypka zajmuje się wiele niezależnych badaczy nie tylko w Polsce. Zaraz po umieszczeniu tej informacji na jej stronie domena theflucase.com zniknęła (!) z sieci. Firma hostingowa GoDaddy poinformowała webmastera, który prowadzi stronę Jane, że ruch na stronie “zablokował inne domeny” i dlatego musieli ją zamknąć – co jest śmiesznym argumentem, zważywszy, że strona Jane zawiera tylko artykuły tekstowe, zero grafiki czy multimediów – a to te obciążają serwer.

Strona nie działa do dnia dzisiejszego, Jane uruchomiła więc ponownie swój blog http://www.birdflu666.wordpress.com by nadal nas informować o przebiegu wydarzeń. 17 kwietnia za ostatnie pieniądze przyjechała do Polski by prowadzić na żywo transmisje wideo – z moja pomocą. Transmisje nie udały nam się gdyż łączność Wi-Fi była ograniczona i “transmisje” obcinało po niecałych 2 minutach. Postawiliśmy więc na zrobienie reportaży, które umieściliśmy kilka godzin po nagraniu materiału. Reportaże zrobiły furorę, szczególnie jeden:
http://www.youtube.com/watch?v=LoUkobHYAlk

W wersji polskiej zamieścił to redmuluc:
http://www.youtube..com/watch?v=zbNYhzGdwjs

Jane uważa, że jej życie było i jest zagrożone. Bank, w którym ma pewne fundusze, nagle zablokował ich wypłacanie; nie znam dokładnie przyczyn, ale faktem jest, że Jane przyjechała do Polski głodna i wyczerpana. Podczas naszej pracy w Krakowie zasłabła. Doszła do siebie, ale teraz otrzymuję od niej alarmujące emaile, że “nie ma nawet na jedzenie”. Niestety, Austriacy są zupełnie inni od Polaków, nie pomogą nawet sąsiadowi. Poza tym jej zdecydowany opór wobec hipokryzji w mediach spowodował, że środowisko dziennikarskie się od niej odwróciło. Okazuje się, że największych przyjaciół ma wśród nas, Polaków. Także Niemcy dużo jej zawdzięczają. Tam jednak nikt nie opublikuje tego, co ja teraz czynię.

Proszę was – jeśli możecie, wyślijcie jej 10-20 Euro, najlepiej przez Western Union. Jeśli nie możecie, to poproście swoich znajomych by pomogli. Absolutnie nieprawdą jest że Jane robi to wszystko za pieniądze. Owszem, miała za co żyć, dopóki żył jej ojciec, lecz kilka miesięcy temu w dość dziwnych okolicznościach zachorował i zmarł.

Jeśli tylko Jane będzie miała wystarczającą ilość gotówki by przetrwać natychmiast was poinformuje.

Podaję kontakt na wysyłkę:

Jane Burgermeister
Gentzgasse 14/9/12
A1180 Vienna
Austria
Tel. 0043 676 9607 929
email: jmburgermeister@gmail.com
http://www.youtube.com/user/obserwuj

Posted in Me(r)dia, Różne | 14 Komentarzy »

Kabarecik pani Ashton i wyzwanie dla pana Sikorskiego

Posted by Marucha w dniu 2010-04-27 (Wtorek)

Ministrowie spraw zagranicznych i obrony państw członkowskich UE spotkali się wczoraj (26 kwietnia) w Luksemburgu na posiedzeniu Rady ds. Zagranicznych i Rady ds. Ogólnych. Przedmiotem obrad tej drugiej była tzw. Europejska Służba Działań Zewnętrznych (ang. EEAS), co w przełożeniu na nasze ma oznaczać unijny korpus dyplomatyczny, na którego czele stoi baronessa Catherine Ashton – Wysoki Przedstawiciel ds. Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa. Pani Ashton zapewniła, że parytet geograficzny w doborze kadr będzie zachowany. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wyraził publicznie radość i zaufanie. [Przypominamy, iż baronessa Ashton, nikomu z niczego nieznana, została na swoje stanowisko wybrana przez nie wiadomo kogo i nie wiadomo w czyim imieniu. A nawet nie wiadomo, po co. – admin]

Korpus dyplomatyczny EEAS tworzyć mają stosownie dobrani urzędnicy Komisji, Rady i ci, którzy zostaną wysłani przez państwa członkowskie. Strategia nasza polegać ma teraz na jak najlepszym uplasowaniu wiceministra Mikołaja Dowgielewicza, odpowiedzialnego w MSZ za zagadnienia europejskie, po likwidacji z dniem 31 grudnia ub. roku Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej.

Usytuowanie M. Dowgielewicza w „otoczeniu” pani C. Ashton nie jest złym pomysłem zważywszy, że sam wiceminister robi raczej dobre wrażenie, zaś „otoczenie” owo, czyli – jak należy domniemywać – „gabinet”, może mieć o wiele większy wpływ na podejmowane przez Ashton decyzje, niż poszczególne piony EEAS. Tak przynajmniej mówią ludzie dobrze poinformowani, powołując się na praktykę zaobserwowaną w Komisji Europejskiej, gdzie gabinet Manuela Barroso zdominował poszczególne dyrekcje generalne, forsując system kanclerski.

Ale nie w tym rzecz. EEAS nie jest częścią KE, ani Rady, ani Parlamentu UE. Ma osobny, na pierwszy rzut oka wysoki status wynikający z Traktatu Lizbońskiego. Nie jest przy tym istotne, czy siedzibę ma w Justus Lipsius (Rada), gdzie pani Ashton jest, czy też nie jest bojkotowana. Sedno sprawy tkwi gdzie indziej. Traktat Lizboński zafundował światu performans europejskiego bizantynizmu. Trzech prezydentów i wysoki przedstawiciel  – to już nie do zniesienia, ani dla Stanów ani dla Rosji, ani dla kogokolwiek.

W sytuacji gdy Niemcy, jako jedyne zagwarantowały sobie wyższość prawa własnego nad unijnym, cały ten zgiełk wokół EEAS jest tylko zasłoną dymną potrzebną dla schlebiania próżności parweniuszy. Oczywiście, niezła fucha za kilka – kilkanaście tysięcy euro nie jest do pogardzenia, ale realna polityka zagraniczna to Nord-Stream, strzaskany Nabucco, francuskie „Mistrale” dla Rosji i coraz lepsze kontakty Moskwy z Waszyngtonem, który – pardon – „olewa” Brukselę z góry na dół.

Właściwie nie mam nic przeciwko, choćby to była i ściema. Zawsze można się czymś takim pochwalić w ramach tzw. promocji wtrącając coś bardzo błyskotliwego podczas gościnnego wykładu w American Enterprise Institute. Co najwyżej, dobrze wychowani neocons  z politowaniem się uśmiechną, a potem poklepią po plecach przy wykwintnym trunku.

Czy jednak – wziąwszy pod uwagę ów „background” –  nie mamy prawa oczekiwać jakiegoś planu „B” po wychowanku tak znakomitej, trzęsącej światem przez ostatnią dekadę, szkoły?

Marek Bednarz, mp.info

Posted in Polityka | 7 Komentarzy »

Zaczął się wyścig

Posted by Marucha w dniu 2010-04-27 (Wtorek)

Zabrzmiały tarabany. Pożegnaliśmy żałobę, rozpoczęliśmy kampanię. Zaczęły się harce przed wielką bitwą.

Zgodnie z przewidywaniami kandydatem Prawa i Sprawiedliwości został Jarosław Kaczyński. Niespodzianki nie było, bo być nie mogło. Partia do boju wystawiła swojego najlepszego fightera, najbardziej odpornego, doświadczonego i przebiegłego. Zbolałego i okrutnie przez życie obitego, ale w tej chwili jedynego, który gwarantuje PiS-owi polityczną egzystencję i daje – jak mniema wielu – przepustkę do nowego życia, którego zwieńczeniem będą wygrane wybory parlamentarne w 2011 roku.

W oświadczeniu, a propos swojego kandydowania, prezes PiS Jarosław Kaczyński, tak sprawę ujął:

(…) Tragicznie przerwane życie Prezydenta RP, śmierć elity patriotycznej Polski, oznacza dla nas jedno: musimy dokończyć Ich misję. Jesteśmy Im to winni, jesteśmy to winni naszej Ojczyźnie. Choć pogrążeni w bólu i żałobie, związani wieczną pamięcią o stracie, mamy obowiązek wypełnić Ich testament. (…) Wszystkich, którzy chcą kontynuować dzieło ofiar smoleńskiej tragedii, którzy chcą by prawa Polska i prawi Polacy – jak pięknie powiedział przewodniczący „Solidarności” Janusz Śniadek – na zawsze podnieśli głowy, wzywam do współpracy. Bądźmy razem. Dla Polski. Polska jest najważniejsza.

Dziwne to oświadczenie. Nie ze względu na retorykę, bo ta nie zaskakuje, inna być nie mogła (testament, wieczna pamięć, kontynuowanie dzieła, bądźmy razem, Polska jest najważniejsza, prawi Polacy, Polska to wielkie zobowiązanie, wzywam do współpracy, itp.), ale na formę i chaotyczność oraz jakąś taką niezborność, która dotychczas była obca Jarosławowi Kaczyńskiemu. Jak na pierwsze tak ważne wystąpienie po smoleńskiej tragedii, można było oczekiwać czegoś bardziej porywającego, a zarazem… ludzkiego. Odnoszę wrażenie, że oświadczenie pisane było naprędce, tak żeby zdążyć na czas, żeby pomieścić w nim akcenty, które w trakcie kampanii będą rozwijane. Nie była to z pewnością narracja męża stanu, którego w Jarosławie Kaczyńskim dostrzega jego otoczenie.

Najbardziej jednak zadziwił mnie enfant terrible Prawa i Sprawiedliwości europoseł Marek Migalski, który uderzył w groteskowe i infantylne w sumie tony, obwieszczając na swoim blogu:

Jarosław Kaczyński zdecydował się kontynuować dzieło brata. Bo któż inny mógłby to zrobić lepiej? Jeśli w boju ginie król, to kto inny, jeśli nie jego brat powinien dalej nieść sztandar? Kto inny lepiej nadaje się do tego, by walczyć o te idee i sprawy, za które poprzednik oddał życie? Kto mocniej i godniej trzymać będzie drzewiec [chyba drzewce – admin] z proporcem zmarłego? Dlatego stańmy przy królu wszyscy, którym bliskie były ideały jego zmarłego brata!

Nawet gdyby przyjąć, że to celowa licentia poetica Migalskiego, to i tak pozostaje pewien niesmak, bo krzewienie tego typu retoryki, delikatnie rzecz ujmując, abstrahuje od układu odniesienia.

Zwraca uwagę dziwna logika wywodu sugerująca, że Lech Kaczyński oddał życie za ważne dla niego idee i sprawy, kiedy w rzeczywistości tak nie było. Pan Prezydent nie zginął za idee i sprawy, ale dlatego, że ktoś coś zaniedbał, powodując katastrofę samolotu z 96 osobami na pokładzie. Ginąć dla sprawy można na polu chwały, z wyroku oprawców czy świadomie oddając życie w imię wyznawanych wartości. Tutaj mieliśmy do czynienia jedynie z tragicznym zbiegiem okoliczności, a nie świadomą ofiarą. Nie umniejsza to w żaden sposób żalu i smutku po śmierci pasażerów feralnego lotu TU 154.

Rozpoczęta właśnie kampania nie będzie kampanią jedności Polaków. Będzie kontynuacją wojny PiS i PO [Dodajmy: wojny, która będzie dla Polski przegraną, bez względu na zwycięzcę – admin]. Będzie obłudna do granic możliwości. Będzie eksploatować i grać na uczuciach ludzkich w sposób daleko bardziej perfidny niż dotychczas. Żadna świętość nie zostanie uszanowana, a trumny – już nie Dmowskiego i Piłsudskiego – na nowo podzielą Polaków. Ciosy polityczne zadawane będą nie toporami i kłonicami, jak dotychczas, ale za pomocą wyrafinowanej kroplówki, wbijanej przeciwnikowi w powadze i dostojeństwie żałobnego klimatu. Szybko okaże się, że na wszystkim da się zrobić pijar i polityczny interes. Prawa polityki, podobnie jak prawa dżungli, są nieubłagane. Tu i tam trwa walka o przetrwanie. Bez litości, w imię instynktu, tu władzy, a tam przetrwania. Kto sądzi inaczej, polityki po prostu nie rozumie.

Maciej Eckardt, Nowa Myśl Polska

Posted in Polityka, Różne | 31 Komentarzy »

Dlaczego nas nienawidzą

Posted by Marucha w dniu 2010-04-27 (Wtorek)

Gdy zapytać wśród elit politycznych o Samoobronę RP, usłyszymy całkiem sporo inwektyw. A że to partia „chamów”, że to ludzie  „niewykształceni”, że tylko „barbarzyńcy” albo, że w ogóle cała Samoobrona to „wstyd”.

Jak nietrudno zauważyć wszystkie te argumenty są wyzbyte jakiejkolwiek merytorycznej wartości. Za co więc nas tak nienawidzą? Dlaczego tak bardzo zależy mediom i politykom by w oczach wyborców ośmieszyć Samoobronę? [Uwaga admina: ma to oczywisty związek z opanowaniem głównych mediów przez żydostwo, które od niepamiętnych czasów nienawidzi chłopów i nimi pogardza, a pracę na roli traktuje jako bardziej hańbiącą, niż w burdelu.]

Weźmy pierwszy, często powtarzany zarzut, że Samoobrona RP jest partią „chamów”. Swego czasu jeden z opiniotwórczych dzienników tak właśnie nazwał naszych wyborców. Kim są więc te „chamy”? Oczywiście chodzi o tych ludzi, o których Andrzej Lepper wraz z naszą partią, jako jedyni mieli odwagę się upomnieć – ludzi ze wsi, małych miast i miasteczek. Tak właśnie nazywają swoich rodaków elity – chamami! Czy to jest właśnie język, jakim się posługują elity? Ci, którzy tak głośno potrafią krzyczeć o dyskryminacji na salonach, tak samo traktują z pogardą ludzi ze względu na miejsce zamieszkania. Dla części „jaśnie nam panujących” rolnicy to po prostu niewychowani, niezaradni, a pewnie nawet i nie umiejący czytać i pisać ludzie.

Taki sposób myślenia wyśmiał śp. Stanisław Bareja (słynna scena „to pijak i złodziej bo każdy pijak to złodziej”). My jednak uważamy inaczej, to nie wina rolników, że przez 20 lat traktowano ich po macoszemu, to nie wina mieszkańców wsi, że siedzący w rządowych agendach działacze PSL interesują się tylko posadą, a nie pracą na ich rzecz. Wreszcie to nie wina naszych rodaków w małych miastach, że państwo interesuje się jedynie tworzeniem „warunków rozwoju” dla zagranicznego kapitału, a nie losem człowieka pracy. Jeżeli to, że walczymy o godność dla tych ludzi robi z nas „chamów” to owszem, jesteśmy chamami i jesteśmy z tego dumni, bo mieszkańcy mniejszych miejscowości mają takie samo prawo do zabierania głosu jak samozwańczy „panowie” z salonów!

Samoobrona RP była, jest i będzie partią otwartą na tych ludzi, jesteśmy wolni od takich uprzedzeń, a człowiek nie jest dla nas maszynką do głosowania, małe społeczności są jedną z ostatnich ostoi Polskości w czasach ślepego kopiowania amerykańsko-zachodnich wzorców! A ludziom „elity” mogę powiedzieć tylko tyle, iż po tym się poznaje człowieka kulturalnego, że ma SZACUNEK dla swoich rodaków bez względu na różnice majątkowe!

Następnym powszechnym zarzutem jest nasz rzekomy brak wykształcenia. Możemy to podsumować w dwojaki sposób. Po pierwsze to niejako wynika z naszej historii. Jesteśmy jednym z nielicznych autentycznych w Polsce ruchów społecznych, który zrodziła potrzeba. To zwykli ludzie założyli Samoobronę i to się właśnie niektórym nie podoba! Elity opowiadając bzdury o powstaniu Samoobrony doszły w końcu to absurdu, a Pan Jan Maria Władysław Rokita wykrztusił z siebie na żywo w Radiu Zet, że „Andrzeja Leppera szkolono na Syberii i w Niemczech”. Tu potrzebny jest już psychiatra, a nie argument… [Pochodzenie etniczne Jasia Marysi jest ogólnie znane i jego stosunek do chłopstwa jest dla tego pochodzenia typowy – admin]

Wróćmy jednak do kwestii wykształcenia. Nie odmawiamy Polakom członkostwa w Samoobronie bez względu na wykształcenie. Jesteśmy partią, która do zwykłych ludzi wyciąga rękę, bo sama w dużej mierzę się z nich składa. Nie jest dla nas powodem do śmiechu, że ktoś nie ma ukończonych wyższych studiów – tacy ludzie też mają prawo mieć swoją reprezentację, bo na tym polega demokracja!

Od 20 lat polskimi finansami rządzą sami ociekający tytułami naukowymi Panowie i jak wygląda polski budżet? Rząd PO posikuje się dziś naszym programem by ratować państwo od bankructwa, bolesne jest jednak to, że robi to nieudolnie, bo nasz program zakłada wykorzystywanie zysku NBP na fundusze rozwojowe, a nie na przepuszczenie, jak to robią Platformersi.

Skąd więc Samoobrona ma takie rozwiązanie w swoim programie? To proste, ale niestety przemilczane przez media – program Samoobrony RP tworzony był przez specjalistów z dziedziny ekonomii. Bazuje na badaniach noblisty profesora Josepha Stiglitza, jest nowoczesny i nastawiony na pobudzanie gospodarki narodowej, ale także na to by ludzie pracy mieli z tego realną korzyść. Liberałowie potrafią albo zatrzymać wzrost (co zrobiły rządy AWS-UW a dzisiaj PO) – albo zapewnić z niego dochody jedynie wąskiej garstce bogaczy (co zrobił PiS, a przeciwko czemu protestowała Samoobrona). Nasi specjaliści pokazali już zresztą swoją skuteczność.

Proszę szanownych czytelników sprawdzić wskaźniki gospodarcze w resortach, którymi sterowała Samoobrona (rolnictwo, budownictwo, praca i polityka społeczna).

Kto to są w takim razie ci „barbarzyńcy” w szeregach Samoobrony? A no to ci, którzy „mieli czelność” wyjść na ulicę i protestować, ci, którzy ryzykowali własne zdrowie i wolność po to by bronić jakości importowanego do nas zboża (które jemy wszyscy!). Typowy człowiek warszawskich salonów uważa bowiem, że „chłop powinien odrabiać pańszczyznę i siedzieć cicho” i nie ma moralnego prawa do protestu.
Elitarna pseudointeligencja wywodzi się bowiem z oddalonych od szarej, polskiej rzeczywistości pałaców w których siłą rzeczy nie mogła doświadczyć doli człowieka pracy. Nasz kandydat na Prezydenta RP – Andrzej Lepper – wie, co to znaczy ciężka praca, doświadczył tego przez kilkadziesiąt lat pracy na roli, doświadczył tego wychowując się w licznej rodzinie, wie jak ciężko żyje się przeciętnym Polakom.

Naród, który przez swoich rządzących jest pomiatany ma moralne prawo do protestu i z tego prawa korzystać będzie! Jeżeli to powoduje, że jesteśmy „barbarzyńcami” – nazywajcie tak nas!

Nie da się jednak ukryć, że atmosfera wytwarzana przez media sugeruje Polakom, że być w Samoobronie – to wstyd. To jest właśnie działanie elit, które ma w zarodku dusić gotowość narodu do protestu. Najśmieszniejsze jest jednak, że ci sami ludzie chwalą aktywnych młodych obywateli, gdy jednak ta aktywność przejawia się w Samoobronie – wybuchają durnym śmiechem.

Samoobrony nie uda się jednak zdławić.

Samoobrona jest osiągnięciem Narodu Polskiego i takim pozostanie.

Samoobronę stworzyły te elity, które tak jej nienawidzą. A nienawidzi się nas za to, że mówimy głośno prawdę. Nienawiść ta prowadzi do obsesji, która objawia się w tzw. seksaferze gdzie stek bzdur stanowi podstawę do wydania wyroku. Obsesja naszych politycznych przeciwników mobilizuje sejm do blokowania wszelkiej drogi dla powrotu Andrzeja Leppera i Samoobrony. Jednakże te mądrale zapędzone w pluciu jadem na nasz ruch, zapomniały, że zmiana ordynacji wcale nie blokuje startu Andrzeja Leppera.

Sam jestem w trakcie zbierania podpisów dla naszego kandydata na Prezydenta i mogę powiedzieć, że jest to doświadczenie bardzo ciekawe. O ile część zadufanych w sobie ludzi odmawia nam podpisania listy, o tyle z olbrzymią sympatią spotykam się wśród zwykłych ludzi. Emeryci, renciści, młodzież szkolna, robotnicy, rolnicy nie tylko podpisują, ale również oferują bezinteresowną pomoc. Ci ludzie, chociaż wyzywani od marginesu, rozumieją bardzo dobrze skąd bierze się medialna nienawiść do Samoobrony, dla tych ludzi być może jesteśmy ostatnią szansą na godne życie. Ci ludzie są bowiem we własnym kraju i mają do tego pełne prawo, mam nadzieję jednak, że i salonowcy w końcu się z reflektują i zaczną traktować Samoobronę tak jak normalną partię polityczną. Mam nadzieję, że zaczną z nami normalnie dyskutować, a nie poniżać nas i wyzywać za to, że jesteśmy zwykłymi ludźmi.

Drodzy Rodacy! Przepraszamy Was za nasze błędy, które niewątpliwie popełniliśmy, dziękujemy za okazywane nam na ulicach polskich wsi i miast poparcie, prosimy byście razem z nami tworzyli to dzieło, jakim jest Samoobrona RP. Nie przejmujcie się jadem nienawiści i stekiem kłamstw rzucanych pod adresem Waszej partii! Samoobrona Rzeczpospolitej Polskiej była, jest i będzie! Walka o godne życie dla Polaków będzie trwać dopóki nie odniesiemy zwycięstwa!

Tomasz Jankowski

Posted in Różne | 17 Komentarzy »