Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    NyndrO o Wolne tematy (09 – …
    Zenon_K o Wolne tematy (09 – …
    Crestone o O tych, którzy się na niemieck…
    Mietek o O tych, którzy się na niemieck…
    Crestone o Rosyjska agencja regulacyjna z…
    CBA o Wolne tematy (09 – …
    Ja o Liczba urodzeń w Polsce najmni…
    Jabo o Nie chcą umierać za pomniki…
    Mietek o O tych, którzy się na niemieck…
    UZA o Nie chcą umierać za pomniki…
    plausi o Nowa ustawa psychiatryczna. Ka…
    Listwa o Nowa ustawa psychiatryczna. Ka…
    Liwiusz o Rosyjska agencja regulacyjna z…
    prostopopolsku o Nie chcą umierać za pomniki…
    Marucha o Liczba urodzeń w Polsce najmni…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Archive for 1 Maj, 2010

Skąd Komorowski miał na to pieniądze w 1991 roku?

Posted by Marucha w dniu 2010-05-01 (Sobota)

Ile pieniędzy zainwestował B.Komorowski w parabank Janusza Palucha?
Skąd dysponował taką kwotą w 1991r.?

Fragment tzw.”Raportu o likwidacji WSI” (strona 78 i 79)

Bronislaw hrabia Komorowski

„Służby interesowały się również kontaktami finansowymi Komorowskiego i Rayzachera z Januszem Paluchem, który prowadził tzw. „działalność parabankową”. Komorowski, Rayzacher i Benedyk mieli zainwestować w przedsięwzięcie Palucha 260 tys. DEM. Płk Janusz Paluch działał wśród oficerów, a jego pośrednikiem w przyjmowaniu lokat był m.in. ppłk Janusz Rudziński (118).

Po bankructwie Palucha (wiosną 1992 r.) ws. „TOMASZEWSKI”, Bronisław Komorowski i Maciej Rayzacher chcieli odzyskać zainwestowane pieniądze przy pomocy wynajętych firm detektywistycznych, które wkrótce wycofały się z umowy, obawiając się powiązań politycznych Palucha. Komorowskiemu sugerowano, że pieniądze może odzyskać kontrwywiad WSI, który pomógł innym oszukanym w ten sposób wysokim oficerom WP (119). „TOMASZEWSKI” twierdził, że fundusze zbierane nieoficjalnie przez Palucha mogły posłużyć do sfinansowania biura wyborczego Lecha Wałęsy lub kandydata przez niego popieranego (120). W czasie, gdy miał kłopoty z policją, Paluch ukrywał się w mieszkaniu siostry Wachowskiego w Bydgoszczy a w listopadzie 1994 r. zaproponował „TOMASZEWSKIEMU” wspólne interesy (121).”

(118) Według „Notatki służbowej” z 14.04.1995 r., sporządzonej przez kpt. Piotra Lenarta z Wydziału 2 Oddziału KW POW, Bronisław Komorowski i Maciej Rayzacher w okresie 1991-92 powierzyli WS. „Tomaszewski” wysokie sumy pieniędzy, aby ten wpłacił je do tzw. „banku Palucha” za pośrednictwem płk. Janusza Rudzińskiego. Cała suma opiewała na 260 tys.DM. Z odnalezionych dokumentów nie wynika, że WSI interesowały się źródłem pochodzenia zgromadzonego kapitału. Według rozpoznania Kontrwywiadu Wojskowego, pieniądze wpłacali także inni wyżsi oficerowie WP.

(119) W notatce WSI stwierdzono, że Rayzacher i Komorowski nie mieli „możliwości żądania zwrotu pieniędzy drogą prawną”. WS Tomaszewski dowiedział się, że „generałom udało się odzyskać pieniądze przy pomocy kontrwywiadu wojskowego”. Próbą odzyskania pieniędzy zajął się w imieniu Komorowskiego i Rayzachera WS „Tomaszewski”. Podjął się on obserwować Demola, w zamian za pomoc w odzyskaniu od Palucha pieniędzy. W aktach nie ma informacji, czy próby odzyskania zainwestowanych pieniędzy przez ws. „Tomaszewski”, Komorowskiego i Rayzachera w „Bank Palucha” powiodły się. Brak też informacji, skąd tak dużą sumę posiadali wyżej wymienieni. Nie wiadomo też, jak zakończyło się rozpracowanie Komorowskiego, Rayzachera oraz wyższych oficerów WP.

Warzechy, Ziemkiewicze i inni. Starczy wam odwagi by zadać te dwa proste pytania?
Wkrótce będą odpowiedzi…

http://lowcaszpiegow.salon24.pl/176913,majatek-b-komorowskiego-koniec-marzen-o-prezydenturze

Od admina:
Zdumiewają nas nieodpowiedzialne insynuacje wobec wybitnego polskiego męża stanu, Bronisława Komorowskiego. Jak wiadomo, pochodzi on z arystokratycznej rodziny hrabiowskiej, czy może nawet i książęcej (prostemu gajowemu mylą się tytuły powyżej nadleśniczego…), a przecież rody te posiadają rozliczne majątki, z których nie muszą się pospólstwu spowiadać.

Posted in Polityka, Różne | 27 Komentarzy »

Czy to indywiduum ma zostać prezydentem III RP?

Posted by Marucha w dniu 2010-05-01 (Sobota)

Bronisław "Jamajka" Komorowski

CZEGO BOI SIĘ BRONISŁAW KOMOROWSKI

„Taśmy Palikota” wywołały polityczną burzę. W całym tym zamieszaniu pojawił się jednak pewien istotny wątek, który – wydaje się – umknął uwadze wielu komentatorów życia politycznego w naszym kraju. To emocjonalna wypowiedź Bronisława Komorowskiego.

Gdy ujrzałem w telewizji roztrzęsionego marszałka, który niczym lwica chroniąca swoje młode bronił partyjnego kolegi, nie mogłem powstrzymać zdumienia.
– Janusz Palikot pewnie jest pierwszy w tej nowej fali działań pisowskich, może ja będę drugi, może trzeci, może czwarty – mówił Komorowski.

W rozmowie z dziennikarzami sugerował, że niebawem mogą ukazać się kolejne taśmy, które go zdyskredytują. Oczywiście o przygotowanie tej, jak i „preparowanie” następnej politycznej bomby oskarżył PiS, tak jakby nie istniały w Polsce niezależne media, które prowadzą własne śledztwa dziennikarskie. I gdy tak obserwowałem marszałka, zacząłem się zastanawiać, jakie to taśmy ma on na myśli? Dlaczego tak bardzo jest zdenerwowany sprawą finansowania kampanii Palikota? Czemu zdecydował się na wypowiedź wyglądającą na klasyczne uderzenie wyprzedzające? I po chwili przypomniałem sobie o pewnej leśniczówce niedaleko Janowa Lubelskiego. Leśniczówce, która kryje wiele tajemnic i łączy marszałka z Januszem Palikotem.

Ojciec chrzestny Komorowski

W 2008 roku jako dziennikarz programu „Misja specjalna” przygotowywałem reportaż na temat konfliktu interesów, który miał dotyczyć Bronisława Komorowskiego, gdy ten pełnił funkcję ministra obrony narodowej w rządzie Jerzego Buzka. Reportaż ten nigdy nie został wyemitowany. Powodem był artykuł, który ukazał się w „Gazecie Wyborczej”. Agnieszka Kublik i Wojciech Czuchnowski opisali w nim prowadzone przeze mnie śledztwo – oczywiście w jednoznacznie negatywnym świetle. Artykuł był wyraźnie inspirowany przez samego marszałka Komorowskiego, który najwidoczniej obawiając się treści reportażu, postanowił wykonać ruch wyprzedzający i interweniował w zaprzyjaźnionej gazecie. Czy marszałek obawia się dokumentów i taśm zebranych w tym śledztwie? Być może.

Historia, którą one zawierają, jest bowiem bardzo interesująca. Dotyczy zabytkowej leśniczówki położonej głęboko w Lasach Janowskich, nieopodal wsi Władysławów. Leśniczówkę tę wynajął od Nadleśnictwa Janów Lubelski na początku lat 90. Francuz o polsko brzmiącym nazwisku Kruch. Według pracowników nadleśnictwa pan Kruch był w rzeczywistości Belgiem z francuskim paszportem. Co ciekawe, w pismach kierowanych przez niego do Polski widniał adres w Monako.

Pan Kruch wynajął leśniczówkę jako bazę dla swojego hobby, jakim były polowania. I rzeczywiście, w leśniczówce do tej pory wiszą na ścianach podpisane przez niego trofea. Jego pracownikiem i jedynym przedstawicielem w Polsce był Jerzy Kostka.

Kostka za dewizy przysyłane przez Krucha kupował samochody, sprzęt AGD, meble, wybudował także obok leśniczówki (będącej zabytkowym dworkiem) mały dom, w którym zamieszkał. Od początku lat 90. w leśniczówce pojawiał się także Bronisław Komorowski. Był on wówczas wiceministrem obrony narodowej. Podobnie jak Kruch kochał polowania.

Czy Komorowski dobrze znał Krucha? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że wokół obecnego marszałka pojawiali się w tamtych latach inni podejrzani Francuzi. Jednym z nich był Julien Demol, o którym służby wojskowe wiedziały, że prowadził działalność „stanowiącą zagrożenie dla obronności i skarbu państwa RP.” Mówiąc wprost, oznaczało to, że pracuje on dla obcego wywiadu. Demol stał się pretekstem do nielegalnego rozpracowania Komorowskiego przez WSI.

Wracając jednak do leśniczówki, to z całą pewnością marszałek znał dobrze asystenta Krucha, Jerzego Kostkę. Panowie od lat się przyjaźnią. Komorowski jest nawet ojcem chrzestnym córki Kostki.

Złe wyniki polowań i inwazja grzybiarzy

W 1997 roku Kruch nagle wyjechał i nigdy więcej się już nie pojawił. Wysłał jedynie do Polski dosyć lakoniczny list, w którym stwierdzał, że powodem jego wyjazdu były złe wyniki na polowaniach spowodowane inwazją grzybiarzy. Jednocześnie przekazał nadleśnictwu całe wyposażenie leśniczówki z meblami i sprzętem RTV i AGD. Oprócz tego zostawił samochody honker i łada niva, pojazd wojskowy, ciężarówki, motocykl i bryczki. Jednym słowem, dosyć spory i cenny jak na tamte czasy tabor.

Jerzy Kostka otrzymał volkswagena taro. Okoliczni mieszkańcy twierdzą, że Kruch po prostu nagle zniknął. W tym samym roku 11 kwietnia leśniczówkę wynajęła od Nadleśnictwa Janów Lubelski firma Auto-Hit z Tychów. Jej właścicielem jest wymieniany na liście „Wprost” wśród najbogatszych Polaków – Krzysztof Strykier.

Firma podpisała umowę na 10 lat i miała płacić za wynajem 13 tys. zł rocznie. Rok później do umowy o najem dołączyła spółka Prokom innego polskiego miliardera Ryszarda Krauzego. Od tej pory Prokom miał wnosić 90 proc. opłat za leśniczówkę, a Auto-Hit 10 proc. Jerzy Kostka został administratorem obiektu, a firma Prokom zarejestrowała go jako swojego pracownika.

W 1997 roku Bronisław Komorowski został przewodniczącym Sejmowej komisji obrony narodowej i nadal często pojawiał się w leśniczówce. W 2000 roku obecny marszałek Sejmu został ministrem obrony narodowej. W tym samym roku spółka Auto-Hit podpisała z ministerstwem pierwszy duży kontrakt na dostawy samochodów fiat i iveco.

Łącznie w latach 2000–2004 MON kupił od firmy Strykiera 308 pojazdów. W 2000 roku kontrakt opiewał na 2 374 824,00 zł. W 2001 na 15 480 974,22 zł, a w 2002 na 23 038 731,60 zł. Za kontrakt w 2003 roku MON zapłacił 15 447 040,84 zł, a za 2004 – 41 647 428,18 zł. Podobnie milionowe kontrakty w czasie, gdy Bronisław Komorowski był ministrem (2000–2001), MON podpisał z Prokomem i spółkami, w których Prokom ma udziały. Dotyczyły one dostaw sprzętu komputerowego, informatycznego i poligraficznego oraz oprogramowania. Biorąc pod uwagę powyższe, można z przekonaniem stwierdzić, że wieloletnie wizyty Komorowskiego w leśniczówce były klasycznym przykładem konfliktu interesów. Czy jednak były czymś więcej?

Według rzecznika Prokomu, Bronisława Komorowskiego i Ryszarda Krauzego nigdy nie łączyły żadne relacje. Sam Krauze w leśniczówce był tylko raz, a leśniczówka nigdy nie służyła za miejsce spotkań. – Celem dzierżawy było odrestaurowanie obiektu i zachowanie go jako dziedzictwa historycznego i przyrodniczego. Mieściło się to w ramach działań określanych jako społeczna odpowiedzialność biznesu. Ponadto, leśniczówka służyła jako miejsce wypoczynku pracowników Prokomu – tłumaczył wówczas rzecznik firmy Krzysztof Król. Czy jednak Prokom nie wiedział, że częstym gościem leśniczówki był Komorowski?

Gdy rozmawiałem z mieszkańcami wsi, to niemal wszyscy pamiętali wizyty marszałka. Do tej pory krążą opowieści o kolumnach limuzyn przyjeżdżających do wsi Władysławów i śmigłowcach lądujących nieopodal tamtejszej puszczy. W nadleśnictwie wizyty Komorowskiego też były tajemnicą poliszynela. Zresztą do dnia dzisiejszego zachowały się zeszyty, w których leśniczy rejestrowali polowania obecnego marszałka. Pomimo to Prokom i Auto-Hit utrzymują, że o wizytach Komorowskiego nie wiedziały.

– W czasie gdy pracowników Prokomu nie było w leśniczówce, jej zarządcy mieli wolną rękę w jej wykorzystaniu – tłumaczył Krzysztof Król. – Oświadczam z pełnym przekonaniem, że pan Bronisław Komorowski nigdy nie był zaproszony przez kogokolwiek z kierownictwa lub pracowników Auto-Hitu do leśniczówki dzierżawionej przez naszą spółkę ani nie znamy jakiegokolwiek przypadku, aby nasi pracownicy spotkali pana Bronisława Komorowskiego na jej terenie – to z kolei Andrzej Stolarczyk, rzecznik Auto-Hit.

Skąd dwie duże firmy dowiedziały się o istnieniu domku położonego w leśnej głuszy i o tym, że właśnie wyprowadził się stamtąd były dzierżawca i jest możliwość przejęcia obiektu? Czy Prokom, zatrudniając Jerzego Kostkę, nie wiedział o jego koligacjach z marszałkiem? Biorąc pod uwagę wypowiedź rzecznika, trzeba się zastanowić, jak często pracownicy Auto-Hit bywali w leśniczówce. Z opowieści mieszkańców wynika bowiem, że marszałek potrafił przyjeżdżać do leśniczówki na kilka dni, ale też mieszkał w niej nieraz i cały miesiąc. Komorowskiego wszyscy pamiętają, pracowników Auto-Hit, jak twierdzą, nie widywali.

Marszałek bez negatywnych związków

Gdy przygotowywałem reportaż, zwróciłem się do marszałka Komorowskiego z prośbą o wypowiedź na temat jego wizyt w leśniczówce. Niestety pan marszałek konsekwentnie nie miał dla mnie czasu. W jego imieniu wypowiedział się wówczas rzecznik Jerzy Smoliński. – Pan marszałek przebywał rzeczywiście wielokrotnie w leśniczówce Władysławów. Przyjeżdżał tam na zaproszenie swojego przyjaciela Jerzego Kostki – potwierdzał rzecznik. – Czy pan marszałek miał świadomość, że leśniczówka ta była wynajmowana przez te (Prokom i Auto-Hit) firmy i że pan Kostka był ich pracownikiem? – pytałem wówczas. – Myślę, że tak, natomiast przebywali tam najczęściej, z tego co wiem, pracownicy szeregowi poszczególnych firm. I oczywiście tak się często zdarza, że w takich miejscach przebywają także osoby, które pracują w różnych firmach, ale tu jakby pan marszałek nie widział jakiegoś negatywnego związku – odpowiedział rzecznik.

Być może do leśniczówki nigdy nie przyjeżdżali znani biznesmeni czy podejrzane postacie. Jeżeli jednak przyjeżdżali, to możliwe, że nigdy nie rozmawiali z Bronisławem Komorowskim. Czy jednak nie wiedział on, jakie firmy wynajmują leśniczówkę? Czy nikt ówczesnego ministra obrony narodowej nie poinformował, że w firmach tych pracują ludzie wywodzący się z wojskowych służb specjalnych lub związani z tymi służbami?

Dyrektorem oddziału produkcji specjalnej w Auto-Hit był wówczas Marek Nowakowski, pułkownik Wojskowych Służb Informacyjnych. To właśnie ten dział zaopatrywał MON w ciężarówki. Nowakowski szerzej „zasłynął” z głośnej sprawy Pertronu. Jako oficer WSI odpowiedzialny był za nadzorowanie kontraktów dla Marynarki Wojennej. Według raportu weryfikacyjnego WSI mógł on świadomie preparować informacje na temat rzekomego szpiegostwa w marynarce, aby uzasadnić działania operacyjne wobec prezesa Pertronu Andrzeja Fornalskiego i tym samym zapewnić osłonę przed działaniem innych służb. Miało to na celu stworzenie dogodnej sytuacji do korumpowania oficerów marynarki i wyprowadzania pieniędzy z MON. O tym, że w Prokomie pracują ludzie związani z WSI, wiedzieli wówczas wszyscy. Bronisław Komorowski także musiał o tym wiedzieć.

Ryszard Krauze wręcz „kolekcjonuje” ludzi ze służb specjalnych. Dość wspomnieć adwokata, a niegdyś współpracownika gen. Władysława Pożogi związanego z KGB, Krzysztofa Wilskiego, gen. Sławomira Petelickiego będącego niegdyś oficerem wywiadu i kontrwywiadu, Wojciecha Brochwicza będącego niegdyś dyrektorem w UOP, Zbigniewa Okońskiego nadzorującego swego czasu WSI czy Marcina Dukaczewskiego, syna gen. Marka Dukaczewskiego, byłego szefa WSI. Na Bronisławie Komorowskim obecność tych osób w firmach wynajmujących leśniczówkę, do której przyjeżdżał na polowania, mogła nie wywoływać specjalnego wrażenia. Marszałek, jak się w zeszłym roku okazało, miał wszak w zwyczaju przyjmować u siebie byłych oficerów WSI takich jak płk Tobiasz i płk Lichocki. Sam nie miał też złego zdania o WSI, bo jako jedyny poseł Platformy Obywatelskiej głosował przeciwko rozwiązaniu tej formacji.

Palikot poluje w Rosji

Sprawa leśniczówki do tej pory nie została do końca wyjaśniona. Co jednak ma z nią wspólnego Janusz Palikot? Otóż okazuje się, że to właśnie w tej leśniczówce poznał on w sylwestrową noc 1994 roku Bronisława Komorowskiego. Panowie zaprzyjaźnili się i pięć kolejnych sylwestrów spędzili razem.

Komorowski uczył Palikota myślistwa. Wspólnie odbywali wiele wypraw.

O jednej z nich Palikot pisze z rozrzewnieniem na swoim blogu: „Z tych wszystkich wydarzeń najbardziej niezwykły był nasz wspólny pobyt w Rosji i polowanie na głuszca. To było dobre 300 km od Moskwy, w kierunku na Białoruś, jak sobie przypominam – w marcu 1997 lub 1998 roku. […] To było moje pierwsze polowanie. Nie jestem urodzonym myśliwym i bardziej ciągnęło mnie do przygody i towarzystwa, niż do strzelania. Wśród prawdziwych myśliwych doświadczyłem swoistego rodzaju więzi i kultury, które mają niezwykle wiele uroku. Składają się na to różne obyczaje, pieśni i… nalewki, a nawet dobra tradycyjna kiełbasa. Dawne KGB podesłało nam na wieczór jakiegoś niby-sąsiada, który raczył nas wódką i próbował wyciągać na debaty polityczne. W pewnym momencie powiedział prowokacyjnie: mówcie co chcecie, ale Polska to prostytutka! Jak Rosja była silna – to była z Rosją, kiedy silna stała się Ameryka, to poszła za Ameryką. I patrząc na nas dodał: tylko się nie gniewajcie, ja wam tylko prosto mówię, co myślę… Bronek czujnie nie dał się sprowokować, zaczął coś swoim zwyczajem mądrze i historycznie tłumaczyć. Ja zaś w pewnym momencie powiedziałem: to i ja ci coś powiem – Rosja to było, jest i będzie gówno. Gawno! Tylko się nie gniewaj, wiesz, bo ja tak tylko po prostu ci mówię… co myślę. I tak sobie we trójkę gaworzyliśmy, budując przyjaźń polsko-postradziecką. I popijając jakimś bimbrem z soku z sosny”.

Bronisław Komorowski wprowadzał Palikota nie tylko w arkana myślistwa, ale też w arkana polityki. To on miał być jego gwarantem w Platformie Obywatelskiej. Dziś, kiedy Palikot ma poważne problemy związane z finansowaniem swojej kampanii wyborczej, Komorowski gotów jest poświęcić wiele w jego obronie. Pozostaje tylko pytanie, jaką tajemnicę skrywa ich wspólna przyjaźń? Czy chodzi o taśmy, o których tak nerwowo mówił marszałek, gdy gorąco zrobiło się wokół Palikota?

Na pytania te z pewnością mógłby udzielić odpowiedzi Janowski Las, który widział i słyszał wiele. Tylko jakoś ciągle milczy, zajęty własnymi sprawami.

Filip Rdesiński, „Gazeta Polska”, 28-04-2009 09:45

Posted in Polityka, Różne | 27 Komentarzy »

Grupa radykalnych muzułmanów

Posted by Marucha w dniu 2010-05-01 (Sobota)

Jak się dowiadujemy dzięki naszym czytelnikom, Radykalne Ugrupowanie Muzułmańskie, które wysyłało groźby do twórców popularnego serialu rysunkowego, „South Park”, okazało się być założone i kierowane przez… no właśnie, przez Żydów. Konkretnie zaś stworzył je żydowski radykał, Joseph Cohen.

O co teoretycznie poszło? Poszło o wizerunek Mahometa, który pokazano po raz pierwszy jeszcze w roku 2001 w odcinku „Super Best Friends”. Nie zanotowano wtedy żadnej gwałtownej reakcji muzułmanów, nikt też nie ogłosił na nikogo fatwy. Wizerunek ten przez wiele lat był publicznie dostępny na stronie internetowej http://www.southparkstudios.com/. Przez cztery lata ukazywał się również w początkowych scenach każdego odcinka… i nic. Cisza.

Aż tu nagle i nieoczekiwanie pojawia się jak diabełek z pudełka jakaś grupa „Rewolucyjnych Muzułmanów” i grozi użyciem terroru, jeśli ów wizerunek Mohameda nie zniknie. Twórcy serialu „South Park”, Comedy Central, poczuli się na tyle zagrożeni, iż serial ocenzurowali – a amerykańscy liberałowie natychmiast podchwycili wątek „zagrożenia przez radykalnych wyznawców islamu”.

Założyciel grupy, Joseph Cohen, jest „przekonwertowanym” na islam żydem, który swego czasu uczęszczał do szkoły rabinackiej w Izraelu, a potem osiedlil się na okupowanych przez Izrael terytoriach, przybierając nazwisko Yousef Al-Khattab. I dość ciekawe: mimo jawnej propagandy gwałtu i przemocy, mimo tzw. „mowy nienawiści”, mimo karalnych podobno gróźb – Joseph Cohen nigdy nie został aresztowany, choć nawet Fox News znało miejsce jego pobytu.

Najzabawniejszą rzeczą jest jednak historia „nawrócenia się” Cohena na islam. Miała ona miejsce po wizycie na tzw. czacie internetowym! Ot tak po prostu. Sobie pogadał na sieci i się od razu nawrócił, i to na radykała.

Joseph Cohen nie jest jedynym w swym rodzaju „konwertytą”. Mamy np. osobnika o nazwisku Adam Pearlman, który – już jako „radykalny muzułmanin” – przybrał nazwisko Adam Gadahn. Adam Pearlman jest skądinąd wnukiem zmarłego już członka zarządu słynnej Ligi Antydefamacyjnej (ADL), dr-a Carla Pearlmana.

Strony internetowe należące do „radykalnych muzułmanów” – jak choćby ta założona przez Cohena – należą nierzadko do żydowskiej agentury, której zadaniem jest szerzenie nienawiści do wyznawców Islamu.

Rosnąca liczba żydów-fundamentalistów, którzy udają radykalnych muzułmanów, zaczyna stanowić problem. Chyba nie tylko w USA.

Za http://www.sodahead.com/united-states/radical-muslim-group-run-by-israeli-jews/blog-307663/

Posted in Różne | 4 Komentarze »

Lusia Ogińska: Umierać

Posted by Marucha w dniu 2010-05-01 (Sobota)

Poecie Władysławowi Broniewskiemu

A kiedy znów będziesz umierał,
skoro umierać masz,
pamiętaj o tym, że teraz
na umieranie nie czas!

Twe wiersze w trumnie zamknięto
-ja byłam na tym pogrzebie-
lecz nie umieraj poeto,
bo właśnie dziś trzeba… ciebie!

Ptaszki nad trumną śpiewały.
A w głębi lasu ktoś szlochał
– to twój zardzewiały karabin,
który do dzisiaj cię kocha!

Kiedy ja będę umierać,
to zabierz poezję moją,
i nie stój przy niej nic nie radź…
Wiersze się śmierci nie boją!

Niech nam przywieją wiatry
brzęczenie dalekich pszczół…
Jedno mi dzisiaj wystarczy;
żeś kochał, żeś był, i żeś czuł!!

Mój dobry, dobry poeto!
W trumnie poezję zamknięto!
Poeto, wiesz… tęsknie po tobie,
dziś, gdy twe wiersze są w grobie!

Lusia Ogińska
2003 styczeń

Posted in Kultura | 3 Komentarze »

Najważniejszy jest Naród

Posted by Marucha w dniu 2010-05-01 (Sobota)

Poniższy wywiad jeszcze raz ukazuje, jak nikczemną kreaturę, obecnie pełniącą obowiązki prezydenta III RP,  wyznaczono Polakom na przyszłą kadencję do tej roli – admin

O bezpodstawnych oskarżeniach, planach na przyszłość i innych sprawach
Z prof. KUL Romualdem Szeremietiewem rozmawia Jacek Majchrowski.

W 2001 roku w wyniku medialnych zarzutów tolerowania korupcji w MON został Pan odwołany ze stanowiska wiceministra obrony narodowej. W tym samym roku Warszawska Prokuratura Apelacyjna podjęła przeciwko Panu śledztwo. W 2004 r. został Pan formalnie oskarżony, a proces rozpoczął się rok później przed Sądem Rejonowym w Warszawie. W 2008 r. Sąd wydał wyrok uniewinniający. Wszczęto również spektakularną akcję zatrzymania pańskiego współpracownika z MON Pana Zbigniewa Farmusa, wytoczono mu proces, który również zakończył się uniewinnieniem. Jaką rolę w tej sprawie odegrał ówczesny minister Obrony Narodowej Bronisław Komorowski?
Najkrócej mówiąc – odegrał rolę haniebną. W 1997 r. w rządzie Jerzego Buzka zostałem sekretarzem stanu, pierwszym zastępcą Ministra Obrony Narodowej. Szefami resortu byli Janusza Onyszkiewicz, a po nim Bronisława Komorowski. Obaj z trudem znosili moją obecność w MON. Byli przeciwni mojemu widzeniu sił zbrojnych. Negowali proponowane przeze mnie rozwiązania w modernizacji technicznej wojska. Nie mieli zrozumienia dla umacniania polskiego przemysłu obronnego. Prezentowałem pogląd, że za granicą warto kupować myśl techniczną, aby w oparciu o nią rozwijać krajowy przemysł. Odrzucałem pomysły kupowania gotowej broni za granicą, przekształcania polskich fabryk w montownie. Tymczasem np. Onyszkiewicz deklarował – nie jestem ministrem obrony polskiego przemysłu obronnego. To co proponowałem nie podobało się.

Służbom specjalnym, obcym wywiadom, lobby zbrojeniowemu, a może wszystkim naraz.
Oponentów miałem bez liku i jak się okazało potężnych. Byłem też na polecenie obu panów ministrów inwigilowany – nie była to rutynowa tzw. osłona kontrwywiadowcza, jak teraz twierdzi pan Komorowski. Osłona jest procedurą chroniącą ważnego decydenta w czasie wykonywania ważnych zadań i odbywa się za wiedzą ochranianego. W przypadku inwigilacji prowadzi się działania utajnione, aby znaleźć dowody przestępstwa. O takim działaniu służb osoba inwigilowana nie powinna wiedzieć. Ja na polecenie ministra byłem inwigilowany, a nie ochraniany. W tym przypadku nie chodziło zresztą bym trafił do więzienia. Celem było stworzenie zarzutów i ich nagłośnienie w mediach. Nie troszczono się, czy są one prawdziwe i czy obronią się jako dowody w sądzie. Jak wiadomo nie obroniły się – zostałem uniewinniony. Chodziło o skompromitowanie mnie tak, abym nie miał wpływu na sprawy obronności kraju. Miałem być wyeliminowany z życia politycznego. I to się inspiratorom tej operacji udało osiągnąć.

W Pańskim wypadku była to publikacja w „Rzeczpospolitej” sugerująca tolerowanie przez Pana korupcji w MON przy zakupie, przetargach sprzętu wojskowego.
A Komorowski wcześniej wiedział, że taka publikacja ukaże się. Na parę tygodni przed ogłoszeniem artykułu w dzienniku „Rzeczpospolita” minister z troską w głosie ostrzegł, że „duża gazeta” ogłosi obciążający mnie artykuł i będzie to „sprawa poważna”. Rzeczywiście taką była.

Z Bronisławem Komorowskim zna się Pan od lat, razem przeciwstawialiście się systemowi komunistycznemu w PRL. Sądzę, że Pan mu ufał, był dla Pana kimś więcej niż zwykłym znajomym. Jak Pan ocenia kondycję moralną Bronisława Komorowskiego w związku z tą sprawą, zwłaszcza wobec jego kandydowania na najwyższy urząd w Polsce?
Do wybuchu „afery” w lipcu 2001 r. uważałem Komorowskiego za bardzo dobrego kolegę. Po uzyskaniu informacji na temat jego roli w tym, co mnie spotkało, zmieniłem o nim zdanie. Nie chcę o tym mówić. Komorowski został kandydatem na urząd prezydenta RP. Wolę milczeć, by nie narazić się na zarzut, że go z racji wyborów „atakuję”.

Przejdźmy wobec tego do następnego pytania. Podobno zamierza Pan kandydować w najbliższych wyborach samorządowych na stanowisko prezydenta Warszawy. Jeżeli tak, to czy ma Pan jakieś konkretne zaplecze polityczne, bądź obywatelskie, które wysunie Pańską kandydaturę, które będzie Pana wspierało.
Rzeczywiście myślę o tym. Od pewnego czasu uczestniczę w inicjatywie społecznej pod nazwą Formacja Niepodległościowa. Są w niej ludzie i środowisk działające na rzecz odzyskania niepodległości w okresie PRL. Z tego kręgu słyszę wezwania, aby kandydować na prezydenta Warszawy. Są też w stolicy środowiska zainteresowane odpolitycznieniem warszawskiego samorządu. Rozmawiam z nimi. A więc moja kandydatura raczej nie znajdzie poparcia jakieś wpływowej partii politycznej. Mam nadzieję, że to będzie zaleta, a nie słabość mojej kampanii wyborczej.

A więc pytanie o wizję rozwoju Warszawy, o wizję Pańskiej ewentualnej prezydentury.
Odpowiedź na takie pytanie jest przedwczesna. Zwłaszcza, że potencjalni kontrkandydaci nie mówią jakie są ich programy. Ze swej strony pracuję z gronem specjalistów i znawców problemów stolicy. Program w odpowiednim czasie ogłoszę.
A są kwestie wymagające rozwiązania. Warszawa np. jest miastem coraz bardziej zadłużającym się. Obecna prezydent Warszawy ten stan pogłębia, co źle wróży przyszłości miasta i jego mieszkańców. Wielką bolączko Warszawy jest komunikacja. Metro to potrzebna, ale droga inwestycja powodująca perturbacje w funkcjonowaniu stolicy. Obecne władze miasta nie myślą na serio o wykorzystaniu warszawskich i podwarszawskich torów kolejowych i stworzeniu szybkiej kolei miejskiej. Należy również zdecydować, czy Warszawa będzie mieć wyraźne centrum. Do tego kwestia zagospodarowania Wisły, która zamiast łączyć ciągle dzieli miasto na dwa odrębne organizmy. No i mamy wielkie wyzwanie pod nazwą Euro 2012. To nie tylko konieczność utworzenia sprawnej komunikacji, sieci hotelowej, ale także zapewnienie szeroko pojętego bezpieczeństwa. A więc spraw do programu jest bez liku.

Przejdźmy więc do ostatniego pytania. Jak we współczesnym, mającym tendencje do zacierania granic państwowych, świecie widzi Pan rolę i przyszłość ruchów narodowych.
Naród jest i nadal będzie najważniejszą wspólnotą. Ruchy narodowe propagujące patriotyzm i zrozumienie interesu narodowego odgrywają ogromną rolę w budowaniu i umacnianiu państwa. W Drugiej RP istniał jak sadzę pozorny spór miedzy zwolennikami programu narodowego (Roman Dmowski) i państwowego (Józef Piłsudski). Z czasem te obozy polityczne zaczęły zbliżać się do siebie. Proces ten przerwał wybuch wojny w 1939 r. Współcześnie, mimo procesów tzw. globalizacji, wspólnoty narodowe, charakterystyczne dla naszej cywilizacji łacińskiej, nie tracą na znaczeniu. Wybuch patriotyzmu po tragicznej katastrofie pod Smoleńskiem wskazuje jak ważną dla nas jest przynależność do polskiej wspólnoty narodowej.

Dziękuję za rozmowę.

Z Romualdem Szeremietiewem rozmawiał Jacek Majchrowski – myslpolska.info

Posted in Polityka, Różne | 15 Komentarzy »

 
%d blogerów lubi to: