Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    okon o Rosyjska agencja regulacyjna z…
    Yagiel o Wolne tematy (09 – …
    Liwiusz o Nie chcą umierać za pomniki…
    Listwa o Nie chcą umierać za pomniki…
    okon o Rosyjska agencja regulacyjna z…
    Jabo o O tych, którzy się na niemieck…
    UZA o Zamach na fantastykę
    Peryskop o Wolne tematy (09 – …
    NyndrO o Wolne tematy (09 – …
    Zenon_K o Wolne tematy (09 – …
    Crestone o O tych, którzy się na niemieck…
    Mietek o O tych, którzy się na niemieck…
    CBA o Czterech pancernych i Ukr…
    Crestone o Rosyjska agencja regulacyjna z…
    CBA o O tych, którzy się na niemieck…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Archive for 13 Maj, 2010

A jednak Rosjanie… – definitywny dowód

Posted by Marucha w dniu 2010-05-13 (Czwartek)

Poniższe, wykonane przez białoruskiego fotografa Iwajło Mrugajło zdjęcie, przedstawia definitywny dowód na to, iż sprawcami katastrofy pod Smoleńskiem są sowieccy kagiebiści.

Zdjęcie przedstawia przedmiot znaleziony na miejscu katastrofy przez miejscowego rolnika, Nikitę Mikitę, posiadającego plantację pomidorów i awokado – jakimś sposobem przeoczony przez bandy sowieckich zbirów przeczesujących teren i zacierających ślady.

Nie jest znane przeznaczenie powyższego urządzenia, ale z całą pewnością można stwierdzić (co również potwierdza prasa w Izraelu) iż posłużyło ono do wprowadzenia pilotów w stan nieprzytomności oraz zablokowania aparatury elektronicznej i sterów samolotu. Proszę zwłaszcza zwrócić uwagę na niebieskie światełko po prawej stronie – mówi ono samo za siebie. Również gruba zwojnica, na której leży urządzenie, jest bardziej niż jednoznaczna.

Bohaterski Iwajło Mrugajło niestety już nie żyje. W dwie godziny po tym, gdy opublikował na Internecie swe unikalne zdjęcie, został przejechany czołgiem. Rannego przewieziono do szpitala w Briańsku, gdzie sześciokrotnie przebito go nożem. Iwajło nadludzkim wysiłkiem uciekł ze szpitala, ale po drodze wpadł w zasadzkę i został trafiony salwą z armaty dalekobieżnej wzór AD-2007. Konającego uduszono przy pomocy struny fortepianowej.

Posted in Różne | 63 Komentarze »

Apel w obronie dobrego imienia pilota TU-154

Posted by Marucha w dniu 2010-05-13 (Czwartek)

List otwarty.

Jesteśmy przekonani, że piloci Sił Powietrznych są szkoleni do bezpiecznego wykonywania lotów. Dlatego nie możemy zgodzić się z tym, aby odpowiedzialność za skutki tragedii smoleńskiej została przerzucona na nieżyjącą załogę samolotu, w tym jego kapitana.

Warszawa, 12 maja 2010 r.

Apel w obronie dobrego imienia
Ś.P. majora pilota WP Arkadiusza Protasiuka,
kapitana Tu-154M w dniu 10 kwietnia 2010 r.

Jeszcze nie obeschły łzy na policzkach bliskich 96 osób poległych w katastrofie samolotu Tu-154M z 10 kwietnia pod Smoleńskiem. Nie tylko rodziny Ofiar, ale również rzesze Polaków łączą się w bólu po śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej i pozostałych uczestników tragicznego lotu.

Opłakując naszych Bliskich, jesteśmy jednocześnie przekonani, że piloci Sił Powietrznych są szkoleni do bezpiecznego wykonywania lotów. Dlatego nie możemy zgodzić się z tym, aby odpowiedzialność za skutki tragedii smoleńskiej została przerzucona na nieżyjącą załogę samolotu, w tym jego kapitana, pilota wojskowego pierwszej klasy – Ś.P. majora WP Arkadiusza Protasiuka.
Apelujemy do rządzących naszym państwem, na których ciąży szczególna odpowiedzialność za wyjaśnienie okoliczności śmierci Prezydenta i pozostałych uczestników lotu do Smoleńska: osoby kierujące kluczowymi dla wyjaśnienia sprawy instytucjami nie mogą ulegać łatwej pokusie obciążenia winą pilota i pozostałych członków załogi.

Obawiamy się, że jedną z pierwszych prób takiego działania, szczególnie dotkliwie odbieraną przez Bliskich, był znamienny brak przedstawicieli administracji rządowej na państwowej przecież ceremonii pogrzebowej Ś.P. majora pilota WP Arkadiusza Protasiuka. Jest to szczególnie bolesne i dwuznaczne w sytuacji, gdy jednocześnie Marszałek Sejmu, wykonujący obowiązki Prezydenta RP, odznaczył poległego pilota Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a Minister ON awansował go pośmiertnie na stopień majora. Jako bliscy Ofiar katastrofy smoleńskiej nie możemy się zgodzić na to, aby władze, w imię nieznanych nam celów, dzieliły załogę i pasażerów samolotu specjalnego na dobrych i złych, na ofiary i winnych.

Odpowiedzialność za bezpieczeństwo lotu z 10 kwietnia zależała od załogi samolotu, ale również, w nie mniejszym stopniu, od dowództwa 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa oraz kontrolerów lotu w Polsce i Rosji. Polityczna odpowiedzialność spoczywa, w pierwszej kolejności, na kierownictwie Ministerstwa Obrony Narodowej, rządzie i parlamencie, które to instytucje nie wykazały wystarczającej determinacji, aby po pierwszych złych zdarzeniach w udziałem floty powietrznej 36. SPLT dokonać zakupu nowoczesnych i bezpiecznych samolotów.

Duszy Ś.P. majora pilota WP Arkadiusza Protasiuka ofiarujemy to, co mamy najcenniejszego, czyli modlitwę. Duchowo jesteśmy przy Jego Bliskich, szczególnie przy Rodzicach, żonie Magdalenie oraz córce Marii i synu Mikołaju, ze słowami otuchy i wsparcia po utracie Drogiej Osoby. Wasz Syn, Mąż i Tata był wspaniałym człowiekiem i doskonałym pilotem, bo przecież tylko tacy mogli latać z Głową Państwa.

W szczególnie trudnej godzinie próby dla nas, rodzin poległych pasażerów samolotu, jesteśmy złączeniu w bólu i cierpieniu z Krewnymi wszystkich członków załogi samolotu specjalnego Tu-154M. Od rządzących państwem i odpowiedzialnych za wyjaśnienie przyczyn tragedii smoleńskiej domagamy się odwagi w pełnym ujawnieniu wszystkich okoliczności odpowiedzialnych za śmierć Prezydenta RP i pozostałych 95 osób pod Smoleńskiem.

Bartosz Fetliński, syn Ś.P. Janiny Fetlińskiej,
Pani Senator RP, która zginęła na pokładzie Tu-154 M;

Ewa i Marta Kochanowskie,
żona i córka Ś.P. Janusza Kochanowskiego,
Rzecznika Praw Obywatelskich,
który zginął na pokładzie Tu-154 M;

Zuzanna Kurtyka z synami,
żona i dzieci Ś.P. Prezesa IPN Janusza Kurtyki,
który zginął na pokładzie Tu-154 M;

Gabriela Melak, córka Ś.P. Stefana Melaka,
Przewodniczącego Komitetu Katyńskiego,
który zginął na pokładzie Tu-154 M;

Andrzej Melak, brat Ś.P. Stefana Melaka;
który zginął na pokładzie Tu-154 M;

Bożena Mikke, żona Ś.P. Stanisława Mikke,
Wiceprzewodniczącego ROPWiM,
który zginął na pokładzie Tu-154 M;

Za http://www.bibula.com/?p=21576

Posted in Różne | 18 Komentarzy »

Dlaczego nie liberalizm gospodarczy?

Posted by Marucha w dniu 2010-05-13 (Czwartek)

Ciekawi jesteśmy, ile z tego zrozumieją bezmyślni wyznawcy żydowskich teorii ekonomicznych…

Zastanawiające, jak bardzo rozpowszechniła się opinia, iż na światopogląd prawicowy składa się konserwatyzm w sferze moralności oraz liberalizm w sferze gospodarki. Zupełnie jakby te skrajności można było pogodzić. Spotkałam się nawet z absurdalnym stwierdzeniem, iż prawdziwy liberalizm to ten konserwatywny! A wszystko, co antyliberalne, otrzymuje zaraz etykietkę: “lewicowe”. Oczywiście, istniała i istnieje lewicowa krytyka liberalizmu, ale z początku musiała być ona z konieczności krytyką wewnętrzną. Liberalizm jest bowiem najstarszą formą socjalizmu. Nie to jednak będzie przedmiotem moich rozważań i dlatego wszystkich oburzonych liberałów odsyłam do tekstu na stronie http://www.cywilizacja.ien.pl/?id=21 . Tutaj skoncentruję się wyłącznie na liberalizmie gospodarczym.

Jak podaje Encyklopedia Białych Plam, “Leseferyzm, liberalizm gospodarczy (franc. laissez faire – pozwólcie działać) – model życia gosp., w którym decydujące znaczenie dla wzrostu ogólnego dobrobytu materialnego przypisuje się wyłącznie wolnej inicjatywie jednostek”(1). Przyjrzyjmy się zatem podstawowym tezom gospodarczego liberalizmu, sformułowanym przez Adama Smitha w książce “Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”(2).

1. Ograniczenie działalności państwa do wybranych dziedzin. To właściwie podstawa leseferyzmu. Smith zapomniał chyba jednak, czym jest państwo i czemu ma służyć. Otóż państwo to wspólnota powstała dla osiągnięcia wspólnego dobra. Rozbawionym w tym momencie liberałom wyjaśniam, iż wspólnota to nie to samo, co komuna, a wspólne dobro nie ma nic wspólnego z żadnym socjalizmem. Wspólne dobro to takie, które “jest rzeczywistym celem każdego człowieka i zarazem całej społeczności”. Nie będzie zatem celem ani ład społeczny, ani sprawnie działająca gospodarka – wszystko to ma jedynie służyć człowiekowi, jego rozwojowi osobowemu – intelektualnemu, moralnemu, twórczemu i religijnemu. “Kolektywizm – jak wyjaśnia Paweł Skrzydlewski w artykule “Rola filozofii w życiu społecznym” w swej istocie nie dostrzega realnego człowieka, nie ceni jego dobra, bo realny człowiek to tylko przejaw kolektywizmu albo jego wytwór, najczęściej nieudany.”(3). Prawo stanowione ma natomiast wspierać i chronić dobro wspólne (dobro osoby ludzkiej). Dlatego nie można ograniczać zadań państwa! Oczywiście nadmierny interwencjonizm wcale nie jest wskazany, ale o tym później.

Do jakich dziedzin zatem chcą liberałowie ograniczyć działalność państwa? Otóż są to:
a) Sprawiedliwość – czyli policja i sądy. Nawet liberałowie nie wyobrażają sobie prywatnej policji.
b) Obrona kraju – wojsko. To również oczywiste.
c) Organizowanie robót publicznych. Czy współcześni liberałowie pamiętają o tym?
d) Więziennictwo.
e) Ustanawianie stopy procentowej.
f) Państwowy zarząd poczty.
g) Wprowadzenie obowiązkowego nauczania. Nawet Smith uważał, że szkolnictwo państwowe powinno istnieć, ze względu na tych najbiedniejszych, których nie stać na naukę prywatną. Teraz liberałowie głoszą co innego. O ile jednak państwo nie ma obowiązku zapewnić każdemu obywatelowi dobrobytu, nie powinno blokować dostępu do edukacji (oraz służby zdrowia).
h) Egzaminy państwowe dla wszystkich zawodów. Po ukończeniu państwowych studiów też? Tu chyba lekko przesadzili…
i) Tworzenie warunków dla zdrowej konkurencji – zwalczanie monopoli. A więc jednak interwencja w gospodarkę… Szkoda, że tylko taka.
j) Opowiadanie się państwa po stronie robotników w ich sporach z pracodawcami. Ten punkt jest już całkiem przemilczany. Przecież liberałowie domagają się, by dla dobra gospodarki przedsiębiorca miał pod sobą pojedynczych pracowników, których nikt nie wspiera i których można w każdej chwili zwolnić. Chcieliby człowieka rzucić na głęboką wodę, żeby sprawdzić, czy wypłynie. A jeśli nie? To jego problem? Nie uważam, że należy chronić leni i obiboków. Ale nie można zapominać, że jesteśmy ludźmi, a nie zwierzętami. To zwierzęta eliminują ze swojego grona słabsze jednostki. Ale dzisiaj chyba tylko obrońców zwierząt nikt nie nazywa populistami.

2. To interes osobisty jednostki jest najważniejszy. Smith jeszcze odżegnywał się od egoizmu. Wg niego interes osobisty to “wysiłek naturalny każdego człowieka, zmierzający ku poprawie (jego) warunków bytu.” Co prawda “zasady zwykłej roztropności nie zawsze kierują postępowaniem każdej jednostki”, ale “wpływają one na postępowanie większości ludzi z każdej klasy lub każdego stanu”(4). A jeśli większość nie kieruje się roztropnością? Albo jeśli roztropność właśnie każe postawić na pierwszym miejscu co innego niż interes osobisty?

3. Wolny handel ożywia gospodarkę. Ciekawe, że “tezę tę głosili liberałowie angielscy, gdy Anglia była u szczytu potęgi gosp. i chciała zbywać swoje towary w krajach biednych”(5). I że to właśnie bogaci, a nie biedni, żądają wolnego handlu.
Zastanówmy się zatem, na czym może on polegać. Zapewne chodzi o to, aby móc sprzedawać wszystko, co tylko znajdzie nabywcę, i wszędzie, bez ograniczeń. Czy w takim razie zakaz handlu jakimiś towarami będzie zgodny z zasadami wolnego handlu? Raczej nie. Można się zatem domyślać, skąd w Polsce (i nie tylko, ale u nas stosunkowo od niedawna) taki zalew najobrzydliwszej pornografii, którą się wystawia teraz oficjalnie, bez skrępowania, w kioskach czy tzw. salonikach prasowych. Przecież to towar, jak każdy inny! A jak go dobrze wyeksponować, to więcej ludzi kupi… Oczywiście wszystko, co można sprzedawać, można też reklamować. Stąd wszechobecne reklamy piwa, do niedawna jeszcze “bezalkoholowego”, a teraz już każdego. Piwo stało się modne, zwłaszcza wśród młodzieży, która jest najbardziej podatna na nałogi.
Widzimy zatem, że nie wszystko wolno sprzedawać. A czy można sprzedawać każdemu i wszędzie? Np. polską ziemię Niemcowi albo polski zakład Holendrowi? Liberał powie: oczywiście, może kupić każdy, kto da więcej. A powie tak, bo nie liczy się dla niego kryterium narodowe, a jedynie kryterium użyteczności, zysku, które w tym przypadku powinno być zupełnie drugorzędne. Powiem więcej – liberał, choć często nazywa się patriotą, nie ma pojęcia, co to jest interes narodowy! Dla niego to całkowita abstrakcja! W przeciwieństwie zapewne do interesu światowej finansjery…

4. Życiem gospodarczym kieruje “niewidzialna ręka”. Oczywiście powoduje to zadowolenie jednych, niezadowolenie innych. Ale czy naprawdę chodzi tylko o “zadowolenie”? Pomińmy na razie fakt, iż ta “ręka”, chociaż “niewidzialna”, w rzeczywistości jest bardzo konkretna. Liberałom chodzi o to, że życiem gospodarczym kieruje, czy powinien kierować, nie rozum ludzki, a jakiś mechanizm rynkowy. Nieważne, że człowiek staje się wtedy przedmiotem a nie podmiotem. Wolny rynek ma być panaceum na wszystkie problemy. Tylko czy można się dziwić “niezadowolonemu” człowiekowi, który traci pracę (dla “dobra gospodarki” oczywiście), a co za tym idzie środki do życia, może i mieszkanie. Populizm? Socjalizm? Tak by powiedział liberał, który nie widzi niczego, poza opozycją liberalizm-socjalizm; “pragmatyzm w działaniu dla rozwoju gospodarki” – pomoc socjalna dla najuboższych. Ale do tej kwestii powrócę w punkcie szóstym.

5. Podstawą życia gospodarczego powinna być własność prywatna. Z tym częściowo można by się zgodzić. Własność prywatną należy wzmocnić i upowszechnić. Ale dlaczego w imię jakiejś ideologii, bo inaczej tego nazwać nie można, zwalczać istnienie przedsiębiorstw państwowych (tzw. etatyzm), nawet tych, które przynoszą zyski! Nie można sprzedawać wszystkiego i każdemu! Są takie branże, które powinny pozostać pod kontrolą państwa (nie tylko poczta oraz roboty publiczne) i przekazanie ich w obce ręce byłoby zdradą narodową! Już obserwujemy przypadki, kiedy obcy przedsiębiorca kupował polski zakład, po czym go zamykał, zwalniał ludzi, wywoził maszyny i cieszył się, bo wyeliminował konkurencję. Z drugiej strony – kto powiedział, że prywatny przedsiębiorca zawsze będzie lepiej gospodarował od państwowego zarządcy? Jeśli jest uczciwym i odpowiedzialnym człowiekiem (są jeszcze tacy!) to tak samo zadba o własną firmę, jak i o państwową. A jeśli nieodpowiedzialny i do tego leniwy – doprowadzi do ruiny i jedną i drugą. Nie widzę powodu, dla którego miałoby nie być żadnej państwowej własności. “Nie, bo nie” – to nie jest argument.

Trzeba również pamiętać, iż istnieją instytucje, które ze swojej natury nie są przeznaczone do tego, aby “generowały zyski”. Korzystają z nich wszyscy obywatele, albo przez całe życie, albo na jakimś tylko etapie, i wszyscy solidarnie powinni je utrzymywać. Taką instytucją jest na przykład szkoła – ma ona kształcić uczniów, nie zarabiać na nich. Ma też uczyć bezinteresowności w zdobywaniu wiedzy, a tego zadania nie spełni, jeśli sama będzie “interesowna”.
Konieczność “zarabiania na siebie” nie wychodzi też na dobre nauce. Zwłaszcza w reklamach widać, do czego prowadzi “pogoń za sponsorami”… Instytut “X” poleca produkt “Y” firmy “Z”. Wyniki badań Instytutu “A” potwierdzają, że najzdrowsze jest masło, natomiast Instytut “B” twierdzi, również na podstawie dokładnych analiz, iż margaryna. Co kawałek w prasie, radiu i TV podawane są informacje o najnowszych odkryciach tego typu, ale czy aby na pewno zawsze można im wierzyć?

6. “Negatywne interpretowanie problematyki socjalnej przez liberałów”, którzy zawsze niechętnie patrzą na ingerowanie państwa w sprawy socjalne pracowników. O tym już pisałam. Liczy się przede wszystkim “dobro rozwoju gospodarki”. Niektórzy nawet twierdzą, że jeśli gospodarka będzie się dobrze rozwijała, zyskają na tym także ci najubożsi. Należy zatem podejmować teraz tzw. “niepopularne decyzje”, aby później “zbierać” ich “dobre owoce”. Podobno w taki sposób gospodarka ma “służyć człowiekowi”. Tylko że koszty takiej “służby” mogą okazać się zbyt wielkie. Jeśli dla “dobra gospodarki” poświęca się życie czy zdrowie choćby jednego niewinnego człowieka, to takie “dobro” należy bezwzględnie odrzucić! Kto myśli inaczej, ma zaburzoną hierarchię wartości i mylą mu się środki z celami. Przypominam, że gospodarka jest środkiem, narzędziem, które powinno dobrze funkcjonować w rękach człowieka dla jego dobra. A ponieważ każde ludzkie działanie podlega ocenie moralnej, więc i działanie w sferze gospodarki. Tu również obowiązuje etyka! Niejeden leseferysta może by się i z tym zgodził, twierdząc, iż dlatego jest konserwatywnym liberałem, aby jego konserwatyzm kontrolował jego liberalizm. Tylko ze liberalizm w taki sposób “kontrolowany” nie jest już liberalizmem!

Wróćmy zatem do zagadnień etycznych. Piotr Jaroszyński w pracy pt. “Etyka – dramat życia moralnego” pisze, iż: “pole ludzkiego działania moralnego musi być wyznaczone przez dobro osobowe jako osobowe. Działanie, które by naruszało dobro osobowe, będzie moralnym złem, a działanie, które je respektuje – będzie moralnym dobrem” (6). Poza tym etyka rozróżnia rodzaje dóbr, ustawiając je w pewnej hierarchii. Najniżej stoi dobro przyjemne (bonum delectans), ponad nim dobro użyteczne (bonum utile), a najwyżej dobro godziwe (bonum honestum). Dobrem godziwym może być tylko byt osobowy. Gospodarka również jest dobrem, dobrem użytecznym, a zatem środkiem. Dobro użyteczne, jeśli stoi w konflikcie z godziwym, zawsze musi ustąpić! A z tego wyciągamy tylko jeden wniosek: tzw. “niepopularne decyzje”, które chcą podejmować liberałowie dla “dobra gospodarki”, jeśli stoją w sprzeczności z dobrem godziwym, są nieetyczne.

Czy to jest populizm i socjalizm, jak twierdzą liberałowie? Z całą pewnością nie! Socjalistom nigdy nie zależało na rzeczywistym dobru człowieka, nie wahali się składać ofiar z ludzi na ołtarzach swoich ideologii. Człowiek prawicy natomiast w każdej sytuacji powinien postępować etycznie.

Jest jeszcze jeden aspekt, który należy uwzględnić w tych rozważaniach. Jak pisałam wcześniej, państwo to wspólnota powstała dla osiągnięcia wspólnego dobra, dobra osoby ludzkiej. Ponieważ na tym polega istota państwa, nigdy się nie zmieni, nawet gdyby lewackie rządy z całego świata powtarzały co innego. Wszelkie wypaczenia są jedynie wypaczeniami i do istoty państwa nie należą.
Do realizacji celu – dobra wspólnego – potrzebne są rozmaite środki. Jednym z nich jest polityka społeczna. Dlatego, jak słusznie zauważył w swojej najnowszej książce “Z nadzieją w przyszłość” prof. Maciej Giertych: “Polityka gospodarcza musi mieć na względzie zdrowie społeczne. Im więcej ludzi jest zadowolonych, samodzielnych, posiadających nieruchomości, gospodarujących na swoim, dorabiających się własną pracą, czujących związek między wysiłkiem a zarobkami, niezagrożonych zwolnieniem z pracy, wywłaszczeniem czy eksmisją, troszczących się o swoje sprawy bez czyjejkolwiek krzywdy, tym sprawniej funkcjonuje państwo. Ten organiczny związek polityki gospodarczej z polityką społeczną jest koniecznym elementem programu narodowego.”(7)

W kontekście życia społecznego natomiast pojawia się zagadnienie cnoty sprawiedliwości. Ma ona za zadanie “wyrobienie w nas trwałej i niewzruszonej woli oddawania tego, co innym z naszej strony się należy.”(8) Mamy zatem obowiązki względem innych ludzi (s. wymienna) oraz względem całej społeczności (s. współdzielcza). Ale i nam się coś należy od społeczności, reprezentowanej przez odpowiednie władze, a to kierowane jest sprawiedliwością rozdzielczą. Przyjrzyjmy się, co na ich temat pisze prof. Jaroszyński:

“Zasadniczo bowiem sprawiedliwość ta (współdzielcza – MZ) sprowadza się do dwóch podstawowych obowiązków spoczywających na obywatelach: jest to ofiara z majątku oraz ofiara z życia. Aby państwo mogło normalnie funkcjonować, musi posiadać odpowiednie środki finansowe, dlatego też część dochodów uzyskiwanych przez obywateli winna być przekazywana do skarbu państwa. Sprowadza się to zazwyczaj do płacenia podatków, które z pewnością nie są czymś przyjemnym, ale bez nich państwo może się załamać. (…) Ta ofiara z majątku jest więc częścią sprawiedliwości rozdzielczej, choć samo słowo ‚ofiara’ nie jest tu może najwłaściwsze, tyle że przyjęło się już w terminologii etycznej, więc nie będziemy go zmieniać.”(9)
Pojawia się jednak pytanie: skoro to wszystko jest takie oczywiste, to dlaczego człowiek nie zawsze postrzega sprawiedliwość współdzielczą jako coś dobrego? Otóż, jak twierdzi prof. Jaroszyński, ma to miejsce wówczas, gdy żyje w ustroju zwyrodniałym: “Niezrozumiała jest bowiem ofiara z majątku i życia tam, gdzie państwo zorganizowane jest nie po to, by zapewnić nam swobodny rozwój i życie szczęśliwe, ale po to, by nas wykorzystywać i zniewalać. Wówczas człowiek zaczyna wymigiwać się od podatków, unika służby wojskowej. Najlepszym przykładem zdegenerowanej formy sprawiedliwości współdzielczej jest osławiona “sprawiedliwość społeczna”, która chyba tylko z nazwy przypominała sprawiedliwość. Jej celem bowiem nie było ani dobro poszczególnych ludzi, ani tzw. ludu pracującego, lecz tylko dobro tych, którzy akurat byli u władzy. Tam natomiast, gdzie ustrój jest właściwy, uczciwe płacenie podatków wydaje się czymś naturalnym i dobrym. Państwo takie zapewnia i gwarantuje zarówno moje osobiste bezpieczeństwo, jak i osobisty rozwój.” (10)

Sprawiedliwość rozdzielcza ma miejsce, gdy bierzemy pod uwagę stosunek społeczeństwa do jednostki. Oczywiście między jednostkami nie ma równości. Ale czy osiągniemy sprawiedliwość, jeśli wszystkich ‚wyrównamy’? Tak chciała ideologia socjalistyczna. “W efekcie zaczęło się równanie ‚do dołu’, bo o ile łatwo jest bogatego pozbawić majątku, artyście zabronić tworzyć, naukowca zmusić do milczenia, o tyle trudniej jest człowieka niezaradnego nauczyć zaradności, niezdolnego – tworzyć, obiboka – studiować. Taka droga prowadzi więc donikąd, skończyć się musi powszechną pauperyzacją i upadkiem kultury. Musimy zaakceptować ten podstawowy fakt, że ludzie są różni i w tej różności niech pozostaną.” (11)

Sprawiedliwość będzie zatem polegała nie na równości, ale na równomierności: “Równomierność kieruje się względami i okolicznościami, w jakich ludzie żyją, tym, jak pracują i w jakim stopniu przyczyniają się do dobra wspólnego. Sprawiedliwość rozdzielcza pozostaje przede wszystkim w gestii tych, którzy sprawują władzę, do nich bowiem należy troska o dobro państwa, a więc i o dobro obywateli. Miara obdzielania poszczególnych ludzi różnymi dobrami jest w tym wypadku bardzo giętka i wymaga wiele roztropności.”(12)
Zupełnie nie pasuje to do współczesnej, lewackiej wizji państwa.

Po tym przeglądzie głównych założeń leseferyzmu zatrzymamy się teraz na jego podstawach filozoficznych. Został on bowiem ukształtowany na bazie określonej filozofii człowieka i państwa. Nawet jeśli w założeniach zachodzą pewne zmiany, korzenie zawsze pozostaną takie same. Oto co na ten temat mówi encyklopedia:

“Leseferyzm jest inspirowany przez indywidualizm i utylitaryzm hedonistyczny; dobro jednostki (jej interes) jest wg leseferystów jedyną miarą wartości i wyłącznym kryterium celów gosp., co rzutuje na rozumienie życia społ. i wyznacza standardy postępowania w życiu gosp.; społeczeństwo to suma arytmetyczna jednostek, zaś więź społ. to wynik umowy; stosunki zachodzące między jednostką a społeczeństwem oraz pomiędzy poszczególnymi grupami wyznacza konwencja, dlatego mogą one być dobrowolnie kształtowane na podstawie jednostronnej decyzji jednostek czy grup; ideologia l. oferuje dość łatwe recepty na życie i sukces jednostkowy”(13).

Dalej czytamy:
“Ideologia zwolenników l. opiera się na nierealnej koncepcji ustroju doskonałej wolnej konkurencji, która w rzeczywistości nie istnieje i nigdy nie zaistnieje; dzieje się tak ze względu na błędne odczytanie natury ludzkiej, w której cnotą czyni się egoizm, oraz ze względu na osobiste słabości i skłonności samych liberałów.”(14).

Błędne odczytanie natury ludzkiej! Fałszywe rozumienie państwa! Więź społeczna nie jest wynikiem umowy. A, jak za Arystotelesem powtórzył św. Tomasz z Akwinu: “Mały błąd na początku wielkim jest na końcu” (“Parvus error in principio magnus est in fine”).

Dziś mało kto zwraca uwagę na korzenie liberalizmu gospodarczego, dlatego pewnie tak łatwo przychodzi akceptacja pozornego dobra, jakie z niego wynika.

Jak już wspomniałam, liberalizm krytykowany był z różnych punktów widzenia. Mnie interesuje głównie krytyka konserwatywna i katolicka.
Konserwatyści atakowali liberalną wizję człowieka, ułudę wyobrażeń o człowieczeństwie, brak adekwatnej teorii osoby, niedostrzeganie zła tkwiącego w ludziach, następstwa grzechu pierworodnego. Ch. Maurraus, XX-wieczny konserwatysta, definiując liberalizm jako doktrynę polityczną czyniącą “wolność zasadą kardynalną, podług której wszystko musi być zorganizowane i w świetle której wszystko musi być osądzane”, zauważył, że znosi ona “wolności konkretne”, zatem “liberalizm równa się despotyzm” (Liberalisme et libertes: democratie et peuple, Paris 1905) (15).

To tylko mały wycinek konserwatywnej krytyki liberalizmu. Pozostałe argumenty można znaleźć w opracowanym przez prof. J. Bartyzela haśle “liberalizmu krytyka”, w XI tomie “Encyklopedii Białych Plam”. Tutaj podam jeszcze jeden tylko argument przemawiający za tym, iż nie można pogodzić liberalizmu z konserwatyzmem. Jak słusznie zauważył jeden z użytkowników forum konserwatyzm.pl: “Założeniem leseferyzmu jest, że pracownicy i pracodawcy przenoszą się tam, gdzie jest możliwość najbardziej efektywnego wykorzystania zasobów w celu osiągnięcia max. zysku. W związku z tym rozbija się tradycyjną rodzinę. Ojciec rodziny w poszukiwaniu pracy przenosi się np. z jednego stanu do innego, by tam pracować. Nie ma realnego kontaktu z rodziną. Małżeństwa amerykańskie, co potwierdzają badania, są czymś nietrwałym. Kościół katolicki de facto godzi się tam na rozwody, bo małżeństwo jest właściwie traktowane tutaj jak kontrakt. Być parę razy rozwiedzionym to tam nic wielkiego. Podobny model promuje się w krajach Unii Europejskiej. Jednostka, w myśl idei liberalnej, staje się atomem, który jest ważny o tyle, o ile jest obiektem wzmożonej konsumpcji. Leseferyzm jest więc z założenia antykonserwatywny.”(16)

Krytyka katolicka jest bardzo podobna do konserwatywnej i dotyczy zarówno liberalizmu w ogóle, jak i tego gospodarczego. Nie oznacza jednak potępienia wolnej przedsiębiorczości ani własności prywatnej, wręcz przeciwnie – papieże zalecali jej ochronę, umacnianie i upowszechnianie. Przestrzegali również, zgodnie z zasadą pomocniczości, przed nadmiernym interwencjonizmem, wtrącaniem się biurokracji w nie swoje sprawy.

Najostrzej przeciwko liberalizmowi gospodarczemu wystąpił Pius XI w encyklice “Quadragesimo anno”. I on nie krytykuje każdej teorii broniącej wolności gospodarczej, ale tę, która absolutyzuje zasady wolnej konkurencji i kieruje się błędną etyką utylitaryzmu. Nie odrzuca również kapitalizmu, który nie jest ani dobry, ani zły, bezwzględnie natomiast odrzuca socjalizm:
“Niczego się przy tym Papież nie spodziewa ani od liberalizmu gospodarczego, ani od socjalizmu; pierwszy bowiem okazał się niezdolnym do sprawiedliwego rozwiązania kwestii społecznej, a drugi doradza lekarstwo, które jest stokroć gorsze od choroby i ludzkość wtrąciłoby w większe jeszcze niebezpieczeństwo.”
“Odnośnie do obowiązku władzy państwowej Leon XIII, zrywając śmiało z ograniczeniami narzuconymi jej przez liberalizm nie wahał się uczyć, że władza państwowa nie powinna zadowalać się tylko rolą strażniczki praw i porządku prawnego, ale że raczej ze wszystkich sił winna się starać o to, by za pośrednictwem systemu praw i urządzeń sam ustrój i zarząd państwa sprzyjał dobrobytowi tak powszechnemu, jak jednostkowemu, że tak jednostkom, jak rodzinom należy zostawić swobodę działania, o ile oczywiście pozwalają na to dobro publiczne i prawa drugich, że obowiązkiem władzy państwowej jest ochrona społeczeństwa i jego części składowych, lecz że przy obronie praw osób prywatnych trzeba uwzględniać interesy przede wszystkim ludzi słabych i biednych. Warstwa bowiem bogatych dostatkami obwarowana mniej potrzebuje opieki państwa; klasy natomiast ubogie pozbawione ochrony, jaką daje majątek, szczególniej tej opieki potrzebują. Dlatego państwo powinno bardzo pilnym staraniem i opieką otoczyć pracowników najemnych, stanowiących masy ludności biednej”.(17)

Leseferyści, aby jakoś uporać się z problemem niezgodności ich ideologii z nauczaniem Kościoła, twierdzą, iż wypowiedzi papieży nie są dla nich wiążące, bo dotyczą kwestii gospodarczych, ekonomicznych, na których Głowa Kościoła nie musi się znać. Owszem, nie musi. Ale też w tych kwestiach się nie wypowiada! Nie wypowiada się ani o budżetach, ani o rezerwach walutowych, ani o PKB. Przypomina jedynie, że każde działanie człowieka podlega ocenie moralnej, również działanie w sferze gospodarki! Że to człowiek ma czynić sobie ziemię poddaną, a nie słuchać ślepych mechanizmów, które zresztą sam wytworzył. Że użyteczność, choć jest istotna, nigdy nie może być najważniejszym kryterium, więc katolik nie może kierować się w życiu błędną etyką utylitaryzmu. Owszem, działanie powinno być skuteczne, ale nie przede wszystkim i nie za wszelką cenę!

Na koniec spróbuję jeszcze odpowiedzieć na pytanie postawione przez jednego z użytkowników forum konserwatyzm.pl: “Jeśli nie liberalizm gospodarczy, to co?”. Ciekawe, że pytanie to powtarza się dość często, w różnych odmianach. Ostatnio w wersji: “Jeśli nie Unia, to co?”. Mamy tu ukrytą sugestię, że właściwie alternatywy nie ma, a jeśli jest, to tylko jedna, najgorsza. Jeśli nie UE, to Białoruś. Jeśli nie liberalizm, to socjalizm. Nie ma nic bardziej mylnego! Jak pisze Adam Doboszyński w swoim dziele “Gospodarka narodowa”: “Zbyt często słyszy się w Polsce żałosne stwierdzenie, że mamy do wyboru tylko dwie możliwości: kapitalizm lub bolszewizm. Twierdzenie to nie tylko żałosne, lecz przede wszystkim nieprawdziwe. Dylemat, przed którym stoimy, brzmi albo materializm (którego współczesne dwa wcielenia zwą się kapitalizmem wzgl. marksizmem) – albo ustrój narodowy.”(18)

Dlatego jedynym, najlepszym rozwiązaniem dla Polski, jest ustrój narodowy, według koncepcji Adama Doboszyńskiego: “Ustrój chrześcijański, oparty na uwłaszczeniu mas, czyli na stworzeniu możliwie jak największej ilości samodzielnych warsztatów, z natury rzeczy opierać się musi na daleko idącej swobodzie gospodarczej. Wolność gospodarcza jednostek, przy planowości moralnej społeczeństwa – to definicja najbardziej może ujmująca właściwy stan rzeczy. Mówiąc stylem ekonomistów, będzie to umiarkowany interwencjonizm, o założeniach moralnych, a nie gospodarczych.(19).

Podobne rozważania znajdziemy u prof. Romana Rybarskiego, który wymieniając sfery działalności państwa, pisał: “Drugi rodzaj działalności państwa w dziedzinie gospodarczej, to działalność uzupełniająca wolną gospodarkę. W niektórych wypadkach, co uznawali nawet starzy liberałowie, zawodzi prywatna inicjatywa. Nie zbuduje ona portu, nie ureguluje rzek, ani nie przeprowadzi sieci kanałów wodnych. Lasy w rękach państwa zabezpieczają przed deforestacją. Niekiedy z powodów pozagospodarczych, np. ze względu na obronę kraju, państwo zakłada i prowadzi przedsiębiorstwa fabryczne, np. fabryki amunicji. Państwo występuje wtedy jako przedsiębiorca, robi różne inwestycje. (…) Po trzecie państwu przypada rola kierownicza w gospodarstwie narodowym. Państwo zakreśla ramy, w których rozwija się wolna działalność gospodarcza. Państwo przez zewnętrzną politykę handlową umacnia wewnętrzne węzły gospodarstwa i ogranicza je na zewnątrz. Państwo koordynuje samorzutne ruchy różnych dziedzin wytwórczości, wprowadza równowagę między warstwami społecznymi. Państwo tą swoja działalnością nie wyklucza prywatnej inicjatywy, lecz ją kieruje w łożyska, których wymaga szerszy interes narodowy. Nie wprowadza tzw. gospodarstwa planowego, lecz urzeczywistnia swój plan rozwoju narodowego gospodarstwa.(…)”.

Czy jest to socjalizm? Zdecydowanie nie! Nie jest to również liberalizm i dlatego właśnie takiego programu teraz potrzebujemy najbardziej.

Marzena Zawodzińska, Jednodniówka Narodowa

Przypisy:

1.“Encyklopedia Białych Plam”, Radom 2003, s.69.
2.Opracowane na postawie “Encyklopedii Białych Plam”.
3.Paweł Skrzydlewski, “Rola filozofii w życiu społecznym”, w:
4.“Encyklopedia Białych Plam”, Radom 2003, s. 70.
5.Ibidem.
6.Piotr Jaroszyński, “Etyka – dramat życia moralnego”, w: “Wprowadzenie do filozofii”, Lublin 1999, s. 527.
7.M. Giertych, “Z nadzieją w przyszłość”, Warszawa 2005.
8.Piotr Jaroszyński, “Etyka – dramat życia moralnego”, w: “Wprowadzenie do filozofii”, Lublin 1999, s. 563.
9.Ibidem, s. 565.
10.Ibidem, s. 566.
11.Ibidem, s. 571.
12.Ibidem.
13.“Encyklopedia Białych Plam”, Radom 2003, s. 71.
14.Ibidem, s. 72.
15.Ibidem, s. 114.
16.www.konserwatyzm.pl
17.Papież Pius XI, Quadragesimo anno. ENCYKLIKA O ODNOWIENIU USTROJU SPOŁECZNEGO I O UDOSKONALENIU GO WEDŁUG NORMY PRAWA EWANGELII, http://ekai.pl/bib.php/dokumenty/quadrogesimo_anno/quadrogesimo_anno.html
18.A. Doboszyński, „Gospodarka narodowa”, Wrocław, s. 5.
19.Ibidem, s. 19.
20.R. Rybarski, “Podstawy narodowego programu gospodarczego”, 1934, str. 43-44.

Posted in Różne | 217 Komentarzy »

A może to było tak?

Posted by Marucha w dniu 2010-05-13 (Czwartek)

Z informacji, jakie do nas dochodzą, wynika, że na pokładzie Tupolewa-154, który uległ katastrofie pod Smoleńskiem mniej więcej połowa pasażerów miała włączone telefony komórkowe.

Nie dziwi nas to. Wybitnych polityków, z czego wielu posiadających immunitet, nie dotyczą przecież ani przepisy bezpieczeństwa, ani prawa fizyki i byle jaka stewardessa nie będzie im niczego narzucać. Sami byliśmy świadkami takich zachowań w samolocie.

W związku z tym pojawiła się wcale prawdopodobna hipoteza przyczyny katastrofy. Cytujemy za „Super Expressem”.

Samolot runął, bo przez komórki wadliwie działały urządzenia na pokładzie maszyny?! Śledczy nie wkluczają już żadnej wersji przyczyn tragicznego lotu prezydenckiego tupolewa. Prokurator generalny Andrzej Seremet ujawnił, że w tuż przed lądowaniem na pokładzie maszyny było włączonych 100 telefonów komórkowych. Pasażerowie dzwonili i wysyłali smsy. Czy to dlatego Tu-154 roztrzaskał się o ziemię?

Urządzenia w kabinie pilotów nie mogły działać normalnie przez zakłócenia, których źródłem były komórki pasażerów i członków załogi? Polskie śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej dotyczy wielu wątków, prokuratorzy nie pomijają nawet najmniej prawdopodobnych wersji zdarzeń. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Andrzej Seremet zdradził najnowsze przypuszczenia śledczych.

Posted in Różne | 84 Komentarze »

Prestiżowa nagroda dla Donalda Tuska

Posted by Marucha w dniu 2010-05-13 (Czwartek)

Kopiujemy z witryny Onet.pl. Jedyny komentarz, jaki nam przychodzi na myśl, to że dziwki dają medale alfonsom za promowanie cnotliwego życia.

Prestiżowa nagroda dla Tuska; „zdziwienie w Polsce

Jutro [tzn. 13.05.2010] Donaldowi Tuskowi zostanie wręczone prestiżowe wyróżnienie, zwane Noblem politycznym. Laureatami Międzynarodowej Nagrody im. Karola Wielkiego, bo o tym wyróżnieniu mowa, „zostają osobistości i instytucje zasłużone w dziedzinie integracji europejskiej” Dotychczas otrzymało ją dwóch Polaków – Bronisław Geremek i Jan Paweł II (2004).

Marek Siwiec komentuje na swoim blogu w Onet.pl, że „przyznanie tej nagrody polskiemu premierowi w sposób szczególny podkreśla rolę stosunków polsko-niemieckich. – W uzasadnieniu swojej decyzji kapituła zaznaczyła, że „Tusk jest symbolem przezwyciężania tendencji nacjonalistycznych – pisze Siwiec.
Donald Tusk jest już w Akwizgranie, gdzie jutro odbierze wyróżnienie.

„Nagroda dla Tuska wywołała w Polsce zdziwienie”

Polscy komentatorzy ze zdziwieniem, a częściowo nieprzychylnie, zareagowali na decyzję o przyznaniu premierowi Donaldowi Tuskowi niemieckiej Nagrody Karola Wielkiego – pisze dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. Według niemieckiej gazety, decyzję kapituły nagrody w Akwizgranie porównywano do przyznania Pokojowej Nagrody Nobla prezydentowi USA Barackowi Obamie, który został wyróżniony „nie za czyny, lecz zapowiedzi”.

„SZ” wskazuje, że w uzasadnieniu kapituła Nagrody Karola Wielkiego za zasługę Tuska uznała to, że Polska podpisała unijny Traktat Lizboński. Tymczasem „Tusk nie musiał pokonywać wielkich przeszkód, by przeforsować Traktat. Trzy czwarte Polaków popiera dalszą integrację ich kraju ze strukturami UE i ufa bardziej europejskim instytucjom niż krajowym” – pisze „SZ”. Jak dodaje, także tragicznie zmarły przed miesiącem prezydent Lech Kaczyński nie wyrażał w czasie swojej kadencji wątpliwości co do członkostwa Polski w UE. Groził jednak blokadą, co było kontynuacją taktyki socjaldemokratycznego rządu przed 2005 rokiem, który w ten sposób chciał uzyskać dla Polski korzyści przy podziale unijnych pieniędzy – ocenia gazeta.

Według „SZ”, w Warszawie wskazuje się na to, że „kierowana przez Tuska Platforma Obywatelska początkowo próbowała sabotować Traktat Lizboński”. Premier również bardzo późno włączył się w polsko-niemiecki spór o planowane berlińskie centrum dokumentacji na temat wypędzeń. „Uczynił to dopiero wówczas, gdy spór mógł zagrozić stosunkom z niemieckimi chadekami” – pisze bawarski dziennik.

W związku z czwartkową uroczystością wręczenia Nagrody Karola Wielkiego w Akwizgranie portret Donalda Tuska zamieszcza w środę berliński dziennik „Der Tagesspiegel”. Jak pisze, polski premier stał się w minionych latach jednym z bardzo niewielu polityków w Europie, którzy wiarygodnie reprezentują ideę zjednoczenia kontynentu”. Według dziennika, zasługą Tuska jest przeforsowanie Traktatu Lizbońskiego wbrew ostrożnym pragmatykom oraz zainicjowanie Partnerstwa Wschodniego UE.

„Tagesspiegel” uważa Polskę za „najskuteczniejszy obecnie kraj w Europie”.

Tusk – czołowy bojownik o wolność

Międzynarodowa Nagroda Karola Wielkiego jest najbardziej znaną nagrodą polityczną w Niemczech. Została ustanowiona w Akwizgranie po II wojnie światowej. Tusk otrzyma tę nagrodę za „niebanalną biografię w służbie wolności i demokracji oraz w uznaniu szczególnych zasług dla porozumienia i współpracy Rzeczpospolitej Polskiej z jej europejskimi partnerami” – poinformowało w komunikacie kuratorium miasta Akwizgran, które jest organizatorem nagrody.

W komunikacie kuratorium napisano również, że to wyróżnienie dla „polskiego patrioty i wielkiego Europejczyka, który przed trzema dekadami wraz z wieloma działaczami ruchu „Solidarność” położył kamień węgielny pod ponowne zjednoczenie Europy, a dziś w szczególny sposób angażuje się dla demokratycznej i otwartej na świat Polski, zakotwiczonej w kręgu europejskiej rodziny narodów”.

Zdaniem organizatora nagrody, Tusk to jeden z czołowych „bojowników o wolność, demokrację i prawa człowieka, który nigdy nie ugiął się wobec komunistycznego reżimu”, a także jeden z „przekonanych i przekonywających Europejczyków, który potrafi wzbudzić zachwyt szczególnie u młodego pokolenia”.

W środę wieczorem organizatorzy nagrody wydają uroczystą kolację na cześć laureata. W czwartek przed uroczystością wręczenia nagrody im. Karola Wielkiego Donald Tusk weźmie udział w mszy św. w katedrze w Akwizgranie. Po nabożeństwie, w towarzystwie kanclerz Merkel, szef polskiego rządu uda się do Ratusza, gdzie odbędzie się uroczystość wręczenia nagrody. Uroczystość rozpocznie się odegraniem hymnów Polski i Niemiec. Laudację wygłosi kanclerz Angela Merkel. Następnie premier Tusk wygłosi przemówienie. Uroczystość zakończy się odegraniem hymnu Unii Europejskiej.

Idea utworzenia Międzynarodowej Nagrody Karola Wielkiego zrodziła się w 1949 roku w warunkach zimnej wojny i podzielonego świata w Akwizgranie, gdyż to Akwizgran związany jest nierozłącznie z dziełem Karola Wielkiego – uważanego za prekursora integracji europejskiej. Nagroda przyznawana jest corocznie od 1950 r. ludziom bądź instytucjom za zasługi na rzecz jedności europejskiej. [Nie Karol Wielki, ale p. Adolf Hitler jest prekursorem integracji europejskiej. – admin]

W ubiegłym roku jej laureatem był założyciel świeckiej, katolickiej Wspólnoty Świętego Idziego, Andrea Riccardi, a w 2008 r. kanclerz Niemiec Angela Merkel. W 1998 r. wyróżniony nagrodą został Bronisław Geremek, a w 2004 r. jej nadzwyczajną edycję przyznano papieżowi Janowi Pawłowi II.

Ceremonia wręczania nagrody odbędzie się w Sali Cesarskiej akwizgrańskiego ratusza, zbudowanego na fundamentach pałacu Karola Wielkiego. Oprócz dyplomu i medalu, na którym wybita jest XII-wieczna pieczęć miejska Akwizgranu z wizerunkiem Karola Wielkiego, laureaci otrzymują czek na 5 tysięcy euro.

Tusk będzie pierwszym laureatem, któremu nagrodę wręczy urzędujący kanclerz Niemiec – Angela Merkel. Merkel chce w ten sposób szczególnie wyróżnić polskiego premiera za poprawę stosunków między Polską a Niemcami

Nagrodę otrzymali m.in.: Konrad Adenauer (1954 r.), Winston Churchill (1955 r.), Robert Schuman (1958 r.), Henry Kissinger (1987 r.), Helmut Kohl i Francois Mitterrand (1988 r.), brat Roger z Taize (1989 r.), Vaclav Havel (1991 r.), Felipe Gonzalez Marquez (1993 r.), królowa Holandii Beatrycze (1996 r.), Tony Blair (1999 r.), Bill Clinton (2000 r.), Valery Giscard d?Estaing (2003 r.), Javier Solana (2007 r.).

Posted in Polityka, Różne | 11 Komentarzy »

Gra toczy się o 4 mld zł.

Posted by Marucha w dniu 2010-05-13 (Czwartek)

Gra toczy się o 4 mld zł. To dużo, bo prawie 10 procent planowanego niedoboru w kasie państwa. Jeśli kwota ta wpłynie do budżetu o tyle zmniejszy deficyt. Jeśli nie, to zostanie w NBP i wzmocni jego rezerwy. Po jednej stronie barykady znalazł się zarząd banku. Po drugiej odnowiona Rada Polityki Pieniężnej i minister finansów Jacek Rostowski. Kto ma rację?

Jak liczyć zysk?

Pierwszy kwartał to w każdym przedsiębiorstwie czas podliczania tego co zostało zrobione w roku minionym. To czas robienia bilansu i wyliczania zobowiązań oraz zysku należnego właścicielowi. Te zasady dotyczą też Narodowego Banku Polskiego (NBP). Jest to bank emisyjny, czyli w skrócie mówiąc zarządzający polską walutą. Nie prowadzi on klasycznej działalności operacyjnej polegającej na przyjmowaniu pieniędzy na lokaty i udzielaniu pożyczek. Zarządza naszą walutą w skali makro, a jego klientami są nie pojedyncze firmy czy osoby, ale banki i inne instytucje finansowe.

NBP na skutek swojej działalności może wypracowywać zyski lub przynosić straty. Ponieważ miniony rok nie wiązał się z jakąś katastrofą w gospodarce, ani załamaniem wartości złotego, nasz bank emisyjny wypracował spory zysk. Jego właścicielem w całości jest państwo i te pieniądze zasilą nasz budżet.

Ale zysk to jest dochód po dokonaniu wszystkich przewidzianych prawem potrąceń. Nie tylko podatkowych, ale również odpisów na różne fundusze rezerwowe. To co zostanie tam przekazane pomniejsza zysk. I tu dochodzimy do sedna obecnego konfliktu.

RPP wkracza do gry

Aby maksymalnie zobiektywizować decyzje podejmowane przez NBP nasza Konstytucja przewiduje istnienie Rady Polityki Pieniężnej. Jest to ciało kolegialne, którego zadaniem jest podejmowanie głównych decyzji dotyczących zarządzania polską walutą. Przede wszystkim określania wielkości oprocentowania, na podstawie którego NBP udziela pożyczek bankom komercyjnym. A to z kolei ma wpływ na wysokość oprocentowania depozytów i kredytów dla klientów detalicznych. Wysokość oprocentowania sprawia, czy korzystanie z pożyczek jest tanie (przy niskim oprocentowaniu) czy drogie (przy wysokim). Decyzje o stopach procentowych są podejmowane na podstawie wskaźników makroekonomicznych i mają wpływ na tempo rozwoju gospodarczego.

Chcąc uniezależnić decyzje RPP od doraźnych, partykularnych interesów poszczególnych ośrodków politycznych, jej skład po równo jest tworzony przez Sejm, Senat i Prezydenta. Każdy z tych organów wybiera trzech członków, czyli razem dziewięć osób. Dziesiątym jest prezes NBP powoływany w innym trybie, który jednocześnie przewodniczy Radzie.

Pod koniec marca, gdy znane były już wstępne wyniki finansowe NBP, RPP postanowiła zmienić zasady obliczania rezerwy na wypadek negatywnych skutków umocnienia się wartości złotego. Według nowej propozycji zysk przeznaczony dla właściciela ma wynieść ok. 8 mld zł. A gdyby pozostać przy dotychczasowym sposobie zastosowanym przez zarząd NBP, na rezerwy zatrzymano by o 4 mld zł więcej.

Rada obiektywna, czy zależna od rządu?

Nowe reguły kształtowania rezerw zostały oprotestowane przez zarząd banku. Według niego Rada złamała prawo, albowiem uchwała stanowi przepis działający wstecz, nie została skonsultowana z Europejskim Bankiem Centralnym, narusza zasady rachunkowości, a data wejścia w życie jest ta sama co data uchwalenia. Dodatkowo takie nadzwyczajne zachowanie daje podstawę, aby postawić zarzut, że większość członków RPP ulega naciskom rządu.

Większy zysk ułatwia sytuację ministrowi finansów. Gdyby udało się zwiększyć wpływ do budżetu z tego tytułu deficyt byłby mniejszy. A ponieważ jest to jedna z pierwszych decyzji Rady w nowym składzie, gdzie większość stanowią członkowie wybrani przez obie izby parlamentu, w których decydujący głos mają partie koalicji rządzącej PO i PSL, zarzut o uległość wobec ministra Jacka Rostowskiego wygląda bardzo prawdopodobnie.

Taka instrumentalizacja zachowań RPP łamie jej charakter zapisany w Konstytucji. A to z kolei może w konsekwencji prowadzić do podważenia zaufania do polityki pieniężnej i uderzenia w stabilność naszej gospodarki.

Jaką politykę prowadzić?

Niezręczne zachowanie się większości członków Rady nie budzi wątpliwości. Nie zmienia się reguł w ostatniej chwili, nawet jeśli na to prawo pozwala, gdyż wygląda to na jego naciąganie pod bieżące potrzeby. Taka postawa może wynikać z braku doświadczenia nowych członków i dodatkowo ich chęci odwdzięczenia się decydentom za wybór. Nie świadczyłoby to o ich profesjonalizmie najlepiej, ale można by liczyć, że jest to wypadek przy pracy i że więcej się nie powtórzy.

Ale o wiele poważniejszym pytaniem jest rozstrzygnięcie merytoryczne. Czy dodatkowy zastrzyk do budżetu jest ważniejszy z punktu widzenia potrzeb gospodarki? Czy też istotniejsze jest zwiększenie rezerw banku, bo daje silniejszy fundament dla stabilności kursu złotego?

NBP posiada znaczne zasoby gwarantujące wymienialność naszej waluty. Jest to ok. 200 mld zł w postaci głównie różnych obligacji w euro, dolarze, jenie i innych walutach. Kwota ta to prawie roczne dochody budżetu państwa. Ale trwałe umacnianie się wartości złotego w stosunku do tych walut znacznie zmniejszyłoby wartość rezerw. Przekazanie dodatkowych środków na taką prawdopodobną sytuację może być uzasadnione z punktu widzenia długofalowej perspektywy.

Gdyby decyzja Rady zapadła w innych okolicznościach byłaby uznana za wynikającą z obiektywnej oceny sytuacji. Zasiadają w niej bowiem wybitne postacie polskiej ekonomii. W tym dwoje byłych wicepremierów ds. gospodarczych z dwóch różnych rządów: Zyty Gilowskiej i Jerzego Hausnera. Nie można więc Radzie odmówić zrozumienia dla praktycznej polityki ekonomicznej.

Z tego sporu nie ma dobrego wyjścia. Źle się stało, że o rozstrzygnięcie prawomocności decyzji Rady zwrócono się do Europejskiego Banku Centralnego. Pokazujemy w ten sposób, że instytucje naszego państwa są zbyt słabe, aby takie sprawy rozstrzygać samodzielnie. A z drugiej strony minister Rostowski powinien wycofać się z presji na RPP, bo sobie nie pomoże, a państwu już zaszkodził.

Bogusław Kowalski, „Niedziela” nr 18/2010

Nie ma co komentować:  te rządy zadłużają Polskę we wręcz kosmicznym tempie a więc ich wiarygodność w kwestiach polityki pieniężnej jest zerowa. Cokolwiek by nie mówiły, cokolwiek by nie rzekł ich minister „Jacek” Rostowski (a właściwie Jan Vincent Rostowski), należy traktować to a priori jako szkodliwe dla kraju łgarstwa i szalbierstwa.

Zobacz zresztą: http://www.zegardlugu.pl/

Posted in Różne | 2 Komentarze »

Rusofobia nie jest w modzie

Posted by Marucha w dniu 2010-05-13 (Czwartek)

Zanim Państwo przeczytacie niniejszy artykuł, pozwólcie że Wasz admin zrobi dwie uwagi wstępne:
1. Nie wierzę w autentyczność nagłego zwrotu w stronę dobrosąsiedzkich stosunków w Rosją u osób, które do tej pory znane były z nienawiści do niej, a cała ich polityka sprowadzała się do żałosnych prób szkodzenia Moskwie.
2. Należy wystrzegać się różnych kuronio-michniko-geremków, którzy już się rwą, aby „stanąć na czele” przemian w stosunkach polsko-rosyjskich – by potem skierować je w stronę dogodną dla międzynarodowego żydostwa. Już raz miało to miejsce za czasów „Solidarności”, gdy szubrawcy przejęli ten w wielkim stopniu autentyczny ruch społeczny pod swoje skrzydła – i wiemy dobrze, co z niego wynikło: m.in. „Okrągły Stół”, gdzie ze świecą szukać by Polaka.

W stosunkach między Moskwą i Warszawą wciąż zachodzą ruchy tektoniczne; wydarzenia, które były nie do pomyślenia jeszcze rok temu, następują jedno po drugim – wybija w środę wielkonakładowy „Moskowskij Komsomolec”.

„W czasie niedawnych obchodów (65. rocznicy zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami) w składzie jednej delegacji z p.o. prezydenta Polski (Bronisławem Komorowskim) w Moskwie pojawił się ostatni komunistyczny przywódca tego kraju Wojciech Jaruzelski. Jednocześnie znany w przeszłości z nienawiści do Kremla brat nieżyjącego prezydenta Jarosław Kaczyński zwraca się do Rosjan ze wzruszającym apelem o przyjaźń” – wyjaśnia gazeta.

Zdaniem „Moskowskiego Komsomolca”, „część polskich elit jest gotowa pozwolić, by historia była po prostu historią”. “Co więcej, jak pokazały wydarzenia ostatnich dni, ostre i otwarte atakowanie Rosji uważane jest wśród polskich polityków za zły ton” – konstatuje ta sympatyzująca z rosyjskim prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem gazeta. „Moskowskij Komsomolec” określa orędzie lidera PiS do Rosjan jako „przepojony emocjami apel o pojednanie” i odnotowuje, że „oponenci natychmiast oskarżyli kandydata na prezydenta Polski Kaczyńskiego o cynizm”.

„Nawet jeśli to cynizm, to co z tego? Dwaj główni pretendenci na urząd prezydenta przynajmniej w słowach są zwolennikami historycznego pojednania Warszawy i Moskwy – oto co w tym momencie jest ważne” – podkreśla gazeta.

„Moskowskij Komsomolec” zauważa, że „polsko-rosyjskie pojednanie nie jest izolowanym procesem”. „Przy całym swoim proamerykanizmie Polacy nie są marionetkami Waszyngtonu. Jednak jeśli się głębiej zastanowić, to ocieplenie między Moskwą i Warszawą jest bezpośrednim efektem rosyjsko-amerykańskiego +resetu+” – wskazuje gazeta.

„Moskowskij Komsomolec” tłumaczy, że „rezygnacja (prezydenta USA Baracka) Obamy z planów rozmieszczenia tarczy antyrakietowej w Polsce i poszerzenia NATO o Ukrainę i Gruzję usunęła dwa elementy, które powodowały napięcie w stosunkach rosyjsko-polskich, i pozwoliła obu krajom zająć się leczeniem wspólnych historycznych ran”. „Co będzie, jeśli władze w Waszyngtonie po kolejnych wyborach nagle się zmienią i Republikanie znów zajmą się budową kordonu sanitarnego wokół Moskwy? Bądźmy realistami. W naszych relacjach z Warszawą też mogą znów zacząć wiać inne wiatry” – pisze gazeta.

Według „Moskowskiego Komsomolca”, Moskwa powinna teraz „maksymalnie wykorzystać czas, który ma do dyspozycji, by chociaż spróbować sprawić, aby korzystne zmiany w stosunkach z Warszawą stały się nieodwracalne”. „Należy pamiętać, że Polska jest nieformalnym liderem politycznym Europy Wschodniej” – zaznacza gazeta. [Hm… Bardzo to uprzejme, acz niezupełnie prawdziwe. – admin]

Przemówienie Jarosława Kaczyńskiego do Rosjan odnotowuje także inna wielkonakładowa gazeta – „Komsomolskaja Prawda”. „Zadziwiające jest to, że bracia Kaczyńscy zawsze słynęli z antyrosyjskich wystąpień. Przeciwnicy już oskarżyli Kaczyńskiego o uprawianie reklamy przed wyborami prezydenta Polski 20 czerwca. Wszak rozważania o ‚odwilży’ w relacjach z Rosją są dzisiaj wśród Polaków bardzo popularne” – pisze „Komsomolskaja Prawda”.

Natomiast dziennik „Wriemia Nowostiej” konstatuje, że „polsko-rosyjskie zbliżenie, które zarysowało się w ostatnich tygodniach, znalazło odzwierciedlenie również w kampanii prezydenckiej”. „Jedni wykorzystują je do poważnej poprawy stosunków Polski i Rosji, a inni – do kultywowania rusofobii, która zdążyła już odejść w cień” – wskazuje gazeta.

„Wremia Nowostiej” informuje również, że przekazanie Komorowskiemu przez Miedwiediewa 67 ze 183 tomów akt śledztwa katyńskiego w Warszawie oceniono jako pozytywny gest. „Te dokumenty mają znaczenie, ale nie są głównym przedmiotem polskich oczekiwań. Ich treść jest już znana polskim historykom” – cytuje gazeta opinię współprzewodniczącego rosyjsko-polskiej Grupy ds. Trudnych, byłego szefa MSZ Polski Adama D. Rotfelda.

PAP

Posted in Różne | 26 Komentarzy »

 
%d blogerów lubi to: