Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Zbyszko o Czy pobożność ludowa uratuje K…
    Lena o Aktorzy o pedofilii i ofiarach…
    Marcin o Wolne tematy (54 – …
    Niedźwiedź o Wolne tematy (54 – …
    lewarek.pl o Polska polityka podżegania
    Marucha o Wolne tematy (54 – …
    Kura domowa o Wolne tematy (54 – …
    Boydar o Otyłość coraz większym problem…
    revers o Czeski film w Wielkiej Brytani…
    yattakaj o Aktorzy o pedofilii i ofiarach…
    Greg o Wolne tematy (54 – …
    Greg o Wolne tematy (54 – …
    Marek Lipski o Profesjonalizm propagandy PiS
    AniaK o Wolne tematy (53 – …
    gd-ap o Wolne tematy (53 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 496 obserwujących.

Lotnisko nie udziela „gwarancji bezpieczeństwa”

Posted by Marucha w dniu 2010-05-18 (Wtorek)

Z byłym pilotem Tu-154M (nazwisko do wiadomości redakcji) rozmawia Anna Ambroziak

Rosjanie rzekomo ostrzegali, że nie mogą dać „pełnej gwarancji bezpieczeństwa” ciężkim maszynom lądującym na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku – taką tezę lansowała wczorajsza „Gazeta Wyborcza”. O jakie gwarancje może chodzić?
– Takich reguł po prostu nie ma. To tylko szukanie taniej sensacji. Chciałbym podkreślić, że każdy szanujący się lotnik, który ma jakieś doświadczenie, byłby w stanie wylądować na tym lotnisku. Nawet przy takich warunkach, jakie tam podobno panowały. O czymś takim jak „gwarancja bezpieczeństwa” słyszę pierwszy raz. Nikt takich gwarancji nie daje. Nie istnieje nawet taki termin! To kapitan podejmuje decyzję, gdzie ląduje i w jakich warunkach. Jeśli nie widać pasa z małej wysokości, odchodzi na lotnisko zapasowe.

Czy pilot może sam podjąć decyzję o lądowaniu, nie sugerując się instrukcjami z wieży?
– Może. Mało tego, w pewnych sytuacjach awaryjnych ląduje się nawet bez widzialności ziemi. Po prostu trzeba wylądować, żeby się nie rozbić. Jeżeli wysokość jest mała, jeżeli jesteśmy nad progiem pasa i widzimy ten próg, i mamy wysokość ok. 30 metrów, to śmiało lądujemy. Jeżeli go nie widzimy, to dajemy moc startową, zadzieramy dziób samolotu do góry, chowamy podwozie, chowamy klapy, podchodzimy na lotnisko zapasowe na tzw. drugie podejście. Wszystko zależy od tego, jaka sytuacja została wypracowana na progu pasa lub w pozycji podejścia do pasa.

Czyli jeżeli nie ma awarii, samo lot przejmują i naprowadzają radary lotniska?
– Oczywiście. Czy tak było w tym wypadku – nie wiem. Sądzę jednak, że załoga prezydenckiego tupolewa miała usterkę w systemie sterowania, zerwaną instalację hydrauliczną. Coraz bardziej się do tej tezy przychylam.

Skąd takie przypuszczenie?
– Na zdjęciach, jakie zostały opublikowane w prasie, widać wyraźnie, że kabel został rozerwany, ma dziury. Przypuszczam, że łopatki drugiego silnika przebiły się przez niego. Dlatego ta instalacja padła. Sądzę, że samolot spadał na ziemię, a nie podchodził do lądowania. Taka jest moja opinia, którą mogę wydać na podstawie mojego doświadczenia związanego z lotem na tym samolocie – łącznie 2,5 tys. godzin. Poza tym trzeba zaznaczyć, że w tym wypadku dyski turbiny silnika były oderwane.

O czym to świadczy?
– O awarii systemu hydraulicznego. Nawet kiedy samolot spada na ziemię w momencie katastrofy, to te silniki są całe. Widziałem silniki po innej katastrofie – wtedy były to jedyne cało zachowane elementy. Mimo że uderzenie o ziemię było tam tak bardzo silne, jak w przypadku samolotu prezydenckiego.
Tu komora drugiego silnika była pusta. Pytanie – dlaczego? Czy ta turbina wypadła z komory w trakcie przyziemienia, czyli uderzenia kadłuba o ziemię, czy też stało się to wcześniej, na 400-500 metrach? Moim zdaniem, zaszło to właśnie na tej wysokości.

Do awarii mogło dojść nie na skutek zetknięcia z ziemią, ale w powietrzu?
– Mogło to być przed wypuszczeniem podwozia. Sądzę, że załoga miała problemy z systemem hydraulicznym jeszcze przed jego wypuszczeniem, czyli na wysokości co najmniej 500 metrów. Wypuszczanie podwozia nie musi być robione bardzo szybko i daleko od płyty lotniska. Jeżeli silnik się rozerwał i pociął instalację hydrauliczną, która zasila całe sterowanie samolotu, samolot spadał na ziemię, nie mając sterowania.

Nasz Dziennik, 18.05.2010

Komentarzy 8 to “Lotnisko nie udziela „gwarancji bezpieczeństwa””

  1. j said

    No Panie Gajowy, wszyscy tutaj bardzo chcielismy zeby to byl tylko wypadek ale zdaje sie, ze mielismy sporego nosa piszac, ze nie jest wykluczone, ze ktos jednak skutecznie zamajdrowal przy ukladach sterowniczych. W swietle powyzszych wyjasnien specjalisty, samolot nie obnizal lotu tylko po prostu spadal! SPADAL!! To oprocz innych elementow, tlumaczyoby takze dlaczego byl taki duzy pas spalonej ziemi na trasie (nie mowiono o tym za wiele) wtedy kiedy pilotza wszelka cene probowal sie wzniesc – a samolot byl juz wtedy kompletnie niesterowny i nawet pelny ciag silnikow, a moze tylko jednego silnika?, nic juz nie dal..
    Kiziory w Polsce mialy zdaje sie tylko 2 dni na precyzyjna robotke przy tym samolocie no no no…ale zdazyly. Coraz bardziej pasuje mi tez teoria, ze Komorowskiemu zaczelo sie palic pod dooopa… i musial szybko cos zrobic. Czyli chyba chodzilo jednak o likwidacje Lecha Kaczynskiego, a nie innych uczestnikow takich jak Skrzypek, Kurtyka czy wojskowi dowodcy. Poczatkowo pokretnie kombinowalam, ze moglo chodzic o Skrzypka, bo Lech niby spisany na straty i nie mial szans na reelekcje. Ale przeciez Skrzypek mogl zginac taka samo jak jego kolega z rzadu Tuska
    http://www.wprost.pl/ar/183939/Tajemnica-smierci-urzednika/ wiec nie bylo sprawy. Natomiast gorzej z usunieciem w trybie natychmiastowym urzedujacego prezydenta. Tu trzeba bylo czekac na te jedna jedyna okazje. Jeszcze raz pytam ktoz to tak usilnie namawial i w koncu namowil Lecha Kaczynskiego by nie jechal do Katynia pociagiem? Nie radek Sikorski przypadkiem? Tak jak namowil go na Gruzje? Od tego raczej nalezaloby zaczac spekulacje?
    Ktos zapewne wymyslil, ze likwidacja Lecha Kaczynskiego dalaby tez Bronislawowi Komorowskiemu absolutna wladze na pelne 2 miesiace. Mozna w tym czasie zrobic kompletna czystke w kompromitujacych materialach i jednoczesnie przygotowac sobie miekkie ladowanie. A moze ktos liczyl na to, ze Jaroslaw Kaczynski wypadnie z gry? Sie przy okazji kompletnie zalamie? A moze ktos liczyl, ze Komorowski i Tusk skompromituja sie tak doszczetnie podczas tych dwoch miesiecy, ze zrobi sie miejsce dla trzeciego cywilizowanego kandydata… Andrzeja Olechowskiego? No Radek Sikorski to raczej moze tylko palce gryzc ze zlosci, ze Zlota Aniela wyrugowala go z gry 🙂
    W kazdym razie dla mnie to kolejne potwierdzenie moich wczesniejszych przypuszczen, ze Rosjanie sa czysci jak lza a mieli byc bezwzglednie i ordynarnie wmanewrowani w te sprawe. I gdyby rzeczywiscie udalo sie ich wmanewrowac to… kurcze blade pare pieczeni przy jednym ogniu by sie upieklo, prawda?

    PS. Doskonala i wiele mowiaca nazwe „kiziory” dla przedstawicieli grupy trzymajacej faktyczna wladze, zaczerpnelam z forum Grypa666. Wymyslil ja niejaki Mizia 🙂 Fajna jest, prawda?

  2. Olo_kru said

    Pewna nieścisłość.
    Systemy hydrauliczne są dublowane jak i potrajane, bo nie może być sytuacji, że samolot traci sterowność przez awarię jednego komponentu hydrauliki typu wężyk albo pompa albo silnik hydrauliczny.
    Niechby się ekspert wypowiedział od samolotów. Ja coś tam wiem ale jestem wiejskim ekspertem.

  3. aga said

    Opowieść o największym z Polaków
    Andrzej Szubert 17.5.2010
    Na pytanie, kto z Polaków był najbardziej wpływową osobą na świecie każdy bez zastanowienia opowiedziałby – jak to kto – naturalnie papież Jan Paweł II. Jest to jednak nieprawda. Owszem, zmarły papież był osobą niezwykle wpływową, a przy tym i kontrowersyjną. Krytyką jego osoby ze strony ogłupionego i zdegenerowanego “poprawnością polityczną” światowego lewactwa przejmować się nie należy. Z bredniami się nie polemizuje. Natomiast warta zastanowienia się jest krytyka papieża ze strony konserwatywnego katolicyzmu. A więc zarzut rozmydlania i osłabiania katolicyzmu duchem posoborowym. W tym przede wszystkim nawiązanie dialogu z “naszymi starszymi braćmi w wierze”. To Wojtyła był pierwszym papieżem, który odwiedził synagogę. Znawcy tematu twierdzą, że bycie katolikiem jest najgorszą zbrodnią w oczach ortodoksyjnego żydostwa. Szukanie dialogu z nimi ze strony katolików przypomina szukanie dialogu owcy z rzeźnikiem.
    Kto więc mógłby być najbardziej wpływowym z Polaków, jeśli nie nasz papież? No bo przecież nie “mendżec” Europy – Bolek. Ani żaden z dzisiejszych tzw. polityków. Bo to są marionetki wypełniające polecenia płynące z Berlina, Brukseli, Waszyngtonu czy Telawiwu (kolejność niekoniecznie taka jak podana). Z historycznych Polaków także nikt nie miał aż tak dominującego wpływu na losy światowej historii, aby można było przytoczyć jakiekolwiek nazwisko. Choć pewne znaczenie dla późniejszych dziejów świata miał taki np. Kazimierz Wielki. Ten, który zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną. I zażydzoną, jak dodają jego krytycy. Nie można niedoceniać, ale i nie należy przeceniać odsieczy wiedeńskiej i zasługi Jana III Sobieskiego. Z otomanami w ten czy inny sposób Europa dałaby sobie radę. Europę i świat toczy inny robak, podgryzając ludzkość od wewnątrz.
    Robak ten nazywany jest “kompleksem J”.

    Aby nie przeciągać, powiem więc – najbardziej wpływowym na losy świata Polakiem jest nasz rodak z żydowskimi korzeniami, posiadający obywatelstwo USA, Zbigniew Brzeziński.
    Niewiele ustępował mu w znaczeniu inny nasz rodak, pochodzący z niemieckiej rodziny o żydowskich korzeniach – Józef Retinger (nie mylić z papieżem Benedyktem XVI). Wspaniały życiorys Retingera godny byłby ekranizacji a la Hollywood. Przy czym nie trzeba by wymyślać żadnych ekscytujących bajek o nim, a wystarczyłoby nagrać jego życiorys takim, jakim był.
    Najważniejsze jego osiągnięcia to “współojcostwo” w zakładaniu podwalin pod eurogułag zwany obecnie Unią Europejską oraz – czy też raczej, przede wszystkim – założenie grupy Bilderberga. O znaczeniu Retingera świadczą fakty, że o każdej porze dnia i nocy drzwi do Białego Domu i do siedziby brytyjskiego premiera stały przed nim otwarte. Natomiast fakt, że nie brał on udziału w jednej jedynej podróży premiera Sikorskiego – akurat tej tragicznej, zakończonej katastrofą w Gibraltarze – jest nieomylną oznaką, że Sikorskiego zamordowano pozorując wypadek. No i że Retinger był w ten zamach wtajemniczony. Dlatego wtedy z Sikorskim nie poleciał.
    Zbigniew Brzeziński nie tylko, że dorównał Retingerowi, ale chyba w znaczeniu na politycznej mapie świata nawet go przelicytował. Bierze się to przede wszystkim z faktu, że zakładane przez Retingera twory i grupy mają dzisiaj o wiele większe wpływy polityczne niż za życia ich inicjatora Retingera.
    Zarówno UE jak i Bilderberg są związane z kompleksem J. Unia jest etapem na drodze do ogólnoświatowej tyranii i zamordyzmu w ramach NWO, a Bilderberg jest najważniejszą platformą, na której zapraszanym osobistościom ideolodzy NWO, po odebraniu od nich raportów, wydają kolejne polecenia na następny rok. Niewiele znaczeniem ustępuje Bilderbergom Komisja Trójstronna. To jakby niższa izba zgromadzenia światowej mafii bankierów i zapraszanych gości – wykonawców poleceń.

    Korzeni kompleksu J należy szukać głęboko w historii. Do tego kompleksu należy zaliczyć Iluminatów, loże masońskie, a przede wszystkim światowe żydostwo nazywające same siebie “narodem wybranym”. Dobrze byłoby dotrzeć do oryginalnego Talmudu, gdyż ten oficjalny, wydawany na użytek gojów jest wycenzurowany. Po to, aby czytający go goje nie dowiedzieli się, jaki rzeczywisty stosunek do nich mają wyznawcy judaizmu.
    Do najbardziej znanych wyczynów masonerii w przeszłości należą utworzenie Stanów Zjednoczonych, tzw. wielka rewolucja francuska, czy zjednoczenie Włoch i związana z tym likwidacja państwa kościelnego. Na polskim podwórku do zasług masonów należy popychanie Polaków do powstań (listopadowe i styczniowe) co kończyło się rzezią tysięcy młodych patriotycznych szlachciców. Miało to na celu pozbawianie Polaków wykształconej warstwy szlacheckiej i przerobienie terenów Polski na Judeopolonię. Końcowym etapem tej operacji była druga wojna światowa. Wymordowana została polska inteligencja i żydowska biedota. A po wojnie na polskim korpusie osadzono żydowską głowę. Stąd tylu dzisiaj w Polsce Michników, Geremków, czy przemianowanych po polsku Kwaśniewskich-Stolzmanów, Kaczyńskich-Kalksteinów. O Bartoszewskich i Mazowieckich też nie zapominajmy.
    Wyjaśnienia tego, co jest wyznacznikiem dzisiejszej polityki światowej należy szukać w “Protokołach Mędrców Syjonu”. Już sam fakt, ile energii włożono, aby zdyskredytować autentyczność i wiarygodność protokołów świadczy o ich autentyźmie. Gdyby były faktycznie fałszywką, nie byłyby tak zwalczane. A uważna lektura tychże protokołów pokazuje, jakie zamiary ma światowe żydostwo. Pierwszą, przeprowadzoną na dużą skalę, nieudaną próbą finalizacji ich planów był bolszewicki zamach stanu w carskiej Rosji, nazwany później wielką rewolucją październikową. Po śmierci Lenina obstawionego żydowskimi doradcami w nieplanowany przez mędrców syjonu sposób do władzy doszedł podstępny psychopata Stalin. A ten mordował wszystkich bez wyjątku. Nawet Żydów. Próba zniszczenia bolszewickiej ZSRR przy pomocy doprowadzonego do władzy Hitlera nie powiodła się. Wojnę Hitler (sam z korzeniami żydowskimi i z wieloma Żydami u jego boku) przegrał. Choć wykonał on plan minimum – a było nim wymordowanie żydowskiej, chazarskiej biedoty, pogardliwie nazywanej przez zachodnich żydowskich pobratymców “ostjuden”.

    Ostatecznie rozwalenie ZSRR nastąpiło już w czasie, gdy na arenie politycznej, choć głównie za jej kulisami, brylował nasz wielki rodak Zbigniew Brzeziński. Jego życiorys w wikipedii nie oddaje ani znaczenia, ani demoniczności Brzezińskiego. Choć jasno pokazuje, że był on jednym z najbardziej antysowieckich, a obecnie jest jednym z najbardziej antyrosyjskich “jastrzębi” amerykańskiej polityki. Jego nienawiść do Rosji bierze sią stąd, że Rosja broni się przed zażydzeniem. Przy czym nie należy zapominać, że USA jest niczym innym niż wielkim Izraelem, a rząd i armia USA to żydowski “kastet” do podbicia świata gojów.
    Wydaje się bardzo prawdopodobne, że opozycja przedsierpniowa i Solidarność były elementem czy też narzędziem wykorzystanym przez kompleks J do doprowadzenia do upadku ZSRR. Trudno określić dokładniej w tej operacji rolę Jaruzelskiego. Gdy w czasie pierwszej Solidarności element żydowski (KOR) tracił w Solidarności wpływy, Związek rozbito i zdelegalizowano. W ciągu następnych ośmiu lat wyeliminowano narodowy, nieżydowski wpływ w Solidarności a do okrągłego stołu zaproszono wyselekcjonowaną lewicowo-żydowską jej frakcję. Przy okrągłym stole komuniści nagle okazali się europejczykami i liberałami. PRL przerobili do spółki z “konstruktywną opozycją” na twór szumnie nazywany III RP, ale do którego o wiele bardziej adekwatnym mianem byłoby Judeopolonia lub Rzeczpospolita Żydowska.
    Tzw. Reformy Balcerowicza polegały na ogołoceniu społeczeństwa z pieniędzy i oddaniu kontroli nad finansami i bankami w Polsce w łapska kompleksu J.
    Po okresie przejściowym osiągnięto w Polsce polityczny model zachodni. Dwie główne partie udają, że ze sobą walczą, choć po cichutku spotykają się one w żydowskiej fundacji Sorosa. A tam uzgadniają, w jaki sposób nie dopuścić do głosu “wykluczonych”, czyli Polaków nie będących agenturą Zachodu (precyzyjniej mówiąc – agenturą kompleksu J).
    A czym obecnie na bieżąco zajmuje się światowy kompleks J? Hasłowo można tutaj wymienić choćby depopulację (m.in przy pomocy takich narzędzi jak Codex Alimentarius, GMO, chemtreils – ale i wojny – Afganistan czy Irak). Innym ważnym elementem ich działalności jest okradanie i oszukiwanie całego świata. Zyski z szwindlu klimatycznego, czy fabrykowanych przez nich “pandemii”, na czym zarabiają będące ich własnością śmiercionośne koncerny farmaceutyczne są nie do pogardzenia. Ponadto wzmagają atmosferą klęsk i zagrożenia.
    To oni – kompleks J – wymyślili terroryzm i wojnę z nim. WTC, Pentagon, Londyn czy Madryt to ich dzieła. Aby nas nastraszyć, abyśmy zrezygnowali z praw i swobód obywatelskich w imię rzekomo zagrożonego bezpieczeństwa.
    Kolejnym poletkiem ich działalności to ich świadome manipulacje mające doprowadzić do katastrofalnego kryzysu gospodarczego. Należy bowiem pamiętać o ważnej wypowiedzi Davida Rockefellera w 1991 r.: “Znajdujemy się na pograniczu globalnej przemiany. Wszystko czego potrzebujemy, to odpowiedni kryzys, a narody zaakceptują Nowy Światowy Porządek [New World Order].”

    Podopiecznym zaś Davida Rockefellera, jego politycznym wychowankiem i szarą eminencją w Waszyngtonie jest właśnie nasz wielki rodak Zbigniew Brzeziński, założyciel Komisji Trójstronnej. Jedna z najbardziej złowrogich i demonicznych postaci w dzisiejszym świecie. Pozostaje pytaniem, czy powinniśmy być dumni z tego urodzonego w naszej stolicy “Warszawiaka”.

    za grypa.666

  4. Grypka swinska said

    Wpisał Maxi 17.5.2010 (Grypa666)

    W całej sytuacji 410 (10.O4 – katastrofa smoleńska – przyp. mój) dziwi aktywność Zbigniewa Brzezińskiego. To jest chyba reżyser historii i udziela instrukcji kiziorom, biskupom, taki świecki papież – światowy pokój (ze skrobankami), stabilny rozwój (z zadłużaniem się). On jest od rozmontowania Rosji:

    http://www.dziennik.com/news/usa/10051

    Zbigniew Brzeziński (na zdjęciu) zaapelował, aby zakończyć dyskusję na temat miejsca pochówku prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wysunął propozycję, aby w krypcie na Wawelu, gdzie spocznie Para Prezydencka powstał symboliczny grób ofiar Katynia.
    Zapowiedział, że nie będzie oceniał decyzji o pochówku pary prezydenckiej na Wawelu, zwłaszcza, że to postanowienie już zapadło. Zbigniew Brzeziński podkreślił, że spory w tak bolesnej i trudnej dla wszystkich Polaków sprawie są czymś niestosownym.

    Brzeziński podkreślił polityczne znaczenie takiego pojednania w skali, wykraczające poza dwustronne stosunki Polski z Rosją. „Jeżeli to nastąpi, to będzie to coś geopolitycznie równe potencjalnie znaczeniu pojednania polsko-niemieckiego, a jeszcze wcześniej niemiecko-francuskiego. To by zmieniło mapę Europy i dało większe bezpieczeństwo, nie tylko Polsce, ale również, na przykład, Estonii czy też Ukrainie, a nawet Gruzji” — powiedział były szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA.

    http://www.tvn24.pl/12690,1655562,0,1,brzezinski-smolensk-zamyka-katynski-rozdzial,wiadomosc.html
    Brzeziński uważa, że katastrofa prezydenckiego samolotu może pozytywnie wpłynąć na polsko-rosyjskie stosunki. – Trzeba wziąć pod uwagę elementy symboliczne. Gdyby ona nastąpiła w trakcie podróży do Chin, nie miałaby tego samego wymiaru. Dyskusja toczyłaby się byłaby tylko wokół tego, czy te wszystkie osoby powinny jednym samolotem lecieć i to byłoby wszystko – ocenił.
    Przestrzegł jednak, że pojednanie będzie możliwe tylko dzięki chęciom i wysiłkowi z obu stron. – Ono jest osiągalne, ale wymaga impulsu społecznego, odpowiedzialnego kierownictwa i wstrzemięźliwości. Rosjanie muszą dać dowody, że chcą tę sprawę załatwić do końca. Ale i strona polska ma problemy. Już się pojawiły teorie konspiracyjne, że wymordowano ich strzałami, albo zabito jeszcze w Moskwie. To nie jest przyczynek do pojednania. To szkodliwy odruch – ostrzegł.
    Dlatego, zdaniem Brzezińskiego, Warszawa powinna wrócić do dobrej tradycji listu biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1966 roku, w którym “przebaczali i prosili o przebaczenie”. – Każda strona ma swoją odpowiedzialność – co nie znaczy, że czyny są równomierne. Pojednanie to nie kajanie się jednej strony wobec drugiej. Jak mamy mieć pojednanie, nie możemy siedzieć i obliczać z matematyczną tabelką, ile ty jesteś winny, a ile ja, wobec tego ty się kajasz 72 procent, a ja tylko 28 – uważa politolog.
    http://www.salon24.pl/news/16099,komorowski-polakow-i-amerykanow-laczy-umilowanie-wolnosci-opis3
    “Albo wzajemna współpraca, rozpowszechnienie wolności i demokracji, albo chaos światowy. To jedyne możliwe alternatywy.

  5. AteistaPolityczno-Religijny said

    caly cytat ze strony….bardzo ciekawy
    http://www.jezierski.pl/strona.htm?id=782

    CEL UŚWIĘCA TRUPY

    2010-05-16

    I po co te nerwy, pomówienia, domniemania, snucie najbardziej absurdalnych hipotez oraz szczucie Polaków „prawdziwych” przeciwko „nieprawdziwym”, realizowane skutecznie przez żydowskich agitatorów? Od momentu wysłuchania pierwszej informacji o katastrofie pod Smoleńskiem do chwili obecnej nie miałem i nadal nie mam cienia najmniejszych wątpliwości, kto zabił Lecha Kaczyńskiego. Moja, niczym niewzruszona, odpowiedź brzmi: on sam. A ściślej – zabiła go iście chazarska nienawiść do Rosjan i przekonanie, że przy użyciu polskich szabas-gojów da jej w Katyniu upust daleko większy, niż wtedy, gdy ruszył na odsiecz żydowskim namiestnikom Gruzji, cokolwiek pochopnie przekonanym o powodzeniu swojej akcji zbrojnej przeciwko Rosji.

    Niestety, nie wyszło. „Rzeczpospolita” straciła urzędującego prezydenta, a wraz z nim blisko setkę towarzyszących mu osób. Skłamałbym pisząc, że wszystkich żałuję w równym stopniu. A już w najmniejszym dowódców poszczególnych wojsk, którzy uznali za konieczne podlizać się swojemu zwierzchnikowi i zameldować w komplecie na pokładzie tego samego samolotu.

    Jako były żołnierz służby zasadniczej, który spełnił swój patriotyczny obowiązek na początku lat 70-ych ubiegłego wieku w jednostce łączności Marynarki Wojennej w Wejherowie, nigdy nie darzyłem specjalnym szacunkiem kady zawodowej lecz widzę, że trepy NATO-wskie są jeszcze bardziej tępe od trepów z Układu Warszawskiego. Pierwsi do defilad, pokazówek i odznaczeń, ostatni do porządnego szkolenia i wysiłku w doskonaleniu wojskowego rzemiosła. Nic dziwnego, że w chwilach krytycznych – takich choćby jak moment lądowania TU-154 pod Smoleńskiem � naszym wybitnym pilotom, co to „i na drzwiach od stodoły polecą”, pozostaje jedynie wzywanie imienia Pana Boga. Niestety, zwykle nadaremno…

    Oczywista oczywistość winy Lecha „Spieprzaj Dziadu” Kaczyńskiego w dokonaniu zbiorowego samobójstwa na rosyjskiej ziemi stoi w jawnej sprzeczności wobec narastającego amoku sPiSkowców, umiejętnie podsycanego przez medialne imperium o. Rydzyka oraz agitacyjne gudłajstwo (Wildstein, Pospieszalski, Janecki, Sakiewicz, Ziemkiewicz) z nieograniczonym dostępem do publicznej telewizji i radia. Nie ma dnia, abym w swojej poczcie elektronicznej nie otrzymywał coraz bzdurniejszych hipotez mających przekonać, że za katastrofą pod Smoleńskiem stoi putinowska bezpieka.

    Gdy jednak próbuję podążyć tym tropem, wysuwając domniemanie, że FSB, i owszem, mogła maczać palce w kwietniowej tragedii lecz tylko jako podwykonawca działający na zlecenie służb znacznie bardziej wpływowych, szczególnie Mossadu, wówczas sPiSkowcy nabierają wody w usta i patrzą na mnie jak na kogoś, kto w praktycznej interpretacji spiskowej teorii dziejów posuwa się stanowczo za daleko.

    A niby dlaczego? Stara maksyma łacińska – niemal zawsze sprawdzalna w praktyce wymiaru sprawiedliwości – mówi, że ten popełnił zbrodnię komu przyniosła korzyść (w oryginale: „Cui prodest scelus, is fecit”). Dla Rosji śmierć prezydenta RP, znanego wprawdzie ze swojej organicznej nienawiści do tego państwa, lecz nie mającego żadnych szans na reelekcję byłaby rozwiązaniem najgorszym z możliwych. Widać to zresztą teraz, po zmasowanych atakach rusofobów – głównie antysłowiańskiego, czyli żydowsko-chazarskiego chowu – na naszego wschodniego sąsiada. W tych atakach nie brak nawet plugawienia pamięci około 600 tysięcy Rosjan poległych na obcej dla siebie ziemi w walce z Niemcami, którzy �co przypominam wielu durniom, zwłaszcza „repatriantom” zza Buga – nie wysyłali Polaków do Kazachstanu lecz do piachu, czyli ostatecznie i bezpowrotnie.

    Z korzyściami dla Mossadu, a ściślej – jego syjonistycznych mocodawców, rzecz wygląda zgoła odwrotnie. W kontekście zbliżających się wyborów prezydenckich i ich spodziewanych wyników, żywy Lech „Spieprzaj dziadu” Kaczyński jawił się jako oczywisty trup polityczny. Co gorsze, ten sam los – po przegranych wcześniej wyborach parlamentarnych – czekał Prawo i Sprawiedliwość. Istniało zatem poważne ryzyko, że Platforma Obywatelska – również kontrolowana przez syjonistów – będzie miała za konkurenta nie jakąś kolejną mutację Unii Wolności (aby utrzymać szabas-gojów w przekonaniu, że demokracja ma się dobrze) lecz partię z dominującym elektoratem patriotycznym, w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Po prostu, ludzie pamiętający, wcześniejsze wyczyny PiS (zasadny skrót od Prowokacje i Spiski) oraz widzący, jak PO – silna trójwładzą premierowską, parlamentarną i prezydencką – bezkarnie realizuje cele żydokomuny niemieckiej, mogliby w końcu powiedzieć koczownikom i przybłędom „DOSYĆ!”.

    Katastrofa pod Smoleńskiem definitywnie likwiduje takie zagrożenie. Dotychczasowy prezydent, choć trup w sensie biologicznym zyskał na wartości wielokrotnie. Lech „Spieprzaj Dziadu” Kaczyński przeistoczył się cudownie w Lecha „Santo Subito” Kaczyńskiego. Notowania PiS i jego lidera Jarosława Kaczyńskiego, wyznaczonego na nowego pretendenta do urzędu prezydenta 3/4 RP, skoczyły w górę równie gwałtownie jak gwałtownie spadał na smoleński las TU-154. Wystarczyło umiejętnie wykorzystać typową dla Słowian uczuciowość, zaprzęgnąć do pracy dyspozycyjnych agitatorów (także w sutannach) i nagle – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – najbardziej zażydzona z istniejących partii, stała się partią najbardziej „polską i patriotyczną”. Przypominam jeszcze raz sPiSkowcom: ten popełnił zbrodnię, komu przyniosła korzyść.

    Osobnego potraktowania wymaga analiza zaskakującej zmiany stosunku wielu setek tysięcy obywateli RP – etnicznych Polaków nie wyłączając – do Lecha „Spieprzaj dziadu” Kaczyńskiego. Ta zmiana – widoczna bezpośrednio, na własne oczy i uszy – pozwala mi lepiej zrozumieć fenomen fascynacji oraz stawiania na piedestały niejakiego Józefa Piłsudskiego, litewskiego przybłędy z pochodzenia, który przez wnikliwych badaczy historii (nie mylić z „historykami”) znany jest m.in. jako agent austriacko-niemiecki o pseudonimie „Ziuk”, tchórz (dezercja przed Bitwą Warszawską), zakompleksiony żołdak (samozwańczy awans na marszałka) i usłuszne narzędzie żydomasonerii (m.in. przewrót z maja 1926).

    Pozostając odporny na żydowską agitację, czuję się w obowiązku przypomnieć Polakom oczadziałym – przyjmijmy, że chwilowo – przez sPiSkowców, oczywiste FAKTY. Otóż, niepodważalną i – niestety – nieodwracalną zasługą Lecha �anto Subito�Kaczyńskiego jest m.in.:

    Po pierwsze:
    Ratyfikowanie Traktatu Lizbońskiego, likwidującego ostatecznie resztki suwerenności Polski i oddającego ją w pacht żydo-masonom z Brukseli. Teraz mamy np. prezydenta UE, o którego wyborze nie decydowali nawet europarlametarzyści, cóż zatem mówić o szeregowych Europejczykach. Kto tego nie pamięta, ten żyd lub szabas-goj z obrzezanym mózgiem.

    Po drugie:
    Skuteczne – przy użyciu spolegliwego narzędzia o personaliach Marek Jurek – wniesienie pod obrady Sejmu i przegłosowanie uchwały gwarantującej Żydom przekazanie polskiej ziemi. Wprawdzie jej wartość ma wynieść „tylko” jedną piątą z 65 mld dolarów, jakich żądają od nas hochsztaplerzy ze Światowego Kongresu Żydów lecz kto powiedział, że na tym skończą? Przy okazji – czym wytłumaczyć chwalenie się tym rabunkiem przez Lecha „Santo Subito” Kaczyńskiego podczas jego wizyt w Izraelu i USA? Kto tego nie pamięta, ten żyd lub szabas-goj z obrzezanym mózgiem.

    Po trzecie:
    Aktywny współudział w likwidacji polskiej armii na rzecz stworzenia zawodowych najemników – bandytów opłacanych z naszych pieniędzy po to, aby napadać na kraje, które nigdy Polsce nie zagrażały (Irak, Afganistan). Realizacja żydowskich geszeftów także w tym wypadku okazała się dla nowego lokatora Wawelu ważniejsza od bezpieczeństwa Polski. Kto tego nie pamięta, ten żyd lub szabas-goj z obrzezanym mózgiem.

    Po czwarte:
    Wstrzymanie ekshumacji Żydów, zamordowanych w 1941 roku w Jedwabnem. Przypomnijmy, że głupszy z bliźniaków uczynił to jeszcze jako prokurator generalny RP. Powód? Otóż istniało realne „zagrożenie”, że czaszki ofiar będą nosiły ślady postrzałów z broni, którą dysponowali tylko Niemcy. Dzięki decyzji Lecha „Santo Subito” Kaczyńskiego obowiązującą pozostała wersja o mordzie dokonanym przez Polaków, szeroko rozpowszechniana w świecie przez żydowskie media i wykorzystywana przez syjonistów do lansowania tezy o polskim antysemityźmie. Nie tylko zresztą przez syjonistów. Dość wspomnieć wystąpienie urzędującego wówczas prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego vel Stolzmana, który obciążył tą zbrodnią Polaków i w naszym imieniu przepraszał za nią syjonistów. Kto tego nie pamięta, ten żyd lub szabas-goj z obrzezanym mózgiem.

    Po piąte:
    Przypisywanie zbrodni katyńskiej nie jej faktycznym realizatorom, czyli żydom z NKWD (na czele z jego szefem Ławrientijem Berią) lecz Rosjanom przy jednoczesnym przemilczeniu daleko większych i okrutniejszych zbrodni dokonanych na Polakach przez Ukraińców (Wołyń) i Litwinów (Ponary). To kolejny przykład bardzo kiepsko skrywanej, typowo chazarskiej nienawiści Lecha „Santo Subito” Kaczyńskiego do Rosjan. Kto tego nie pamięta, ten żyd lub szabas-goj z obrzezanym mózgiem.

    Niestety, nie wiemy o wszystkich antypolskich dokonaniach „wielkiego patrioty i Polaka”. Niektóre wypływają dopiero teraz. Ot, choćby w kondolencjach wystosowanych przez naczelnego rabina RP, który nie tylko nazwał L. Kaczyńskiego wielkim przyjacielem Żydów ale także – o czym nie wiedziałem – przypomniał jego jednoznaczny sprzeciw wobec międzynarodowej rezolucji potępiającej zbrodnie Izraela w Strefie Gazy. Uczynił to – podkreślmy – jako jedyny spośród przywódców państw europejskich.

    Niech nikt, a zwłaszcza sPiSkowcy, nie próbuje też przekonać mnie do L. Kaczyńskiego jako katolika. Zbyt dobrze pamiętam jego rechot i oklaski w warszawskim kościele, gdy usłyszał o rezygnacji abp. Wielgusa z kierowania archidiecezją warszawską. Z katolicką wiarą – mimo usilnych wysiłków żydowskich przechrztów robiących za duszpaszterzy – nie da się także pogodzić wprowadzonej przez eks-prezydenta uroczystości corocznego zapalania w Belwederze menory, symbolu żydowskiej nienawiści do nie-żydów oraz pisemnie wyrażonej radości z okazji reaktywowania w Polsce żydo-masońskiej loży B�ai B�ith, szczególnie zasłużonej w bezwzględnym zwalczaniu katolicyzmu.

    I jeszcze jedno. Drugorzędna to wprawdzie rzecz, zwłaszcza w zestawieniu z jawnie antypolskimi działaniami Lecha „Santo Subito” Kaczyńskiego lecz ilekroć słyszę o nim jako człowieku miłym, ciepłym i życzliwym ludziom tylekroć otwiera mi się w kieszeni scyzoryk. Czyżby słynne „spieprzaj dziadu” adresowane do warszawskiego emeryta lub określanie dziennikarki mianem „czerwonej małpy” było wytworem wrażych knowań Putina i jego służb?

    Swoją drogą, co za sukinsyn podmienił nam w Smoleńsku prezydenta 3/4 RP? Z Warszawy wyleciał mściwy, małostkowy kurdupel bezwzględnie realizujący żydowskie geszefty, Wrócił natomiast�wielki mąż stanu, Polak, patriota i katolik, godny miejsca na Wawelu. Czyżby naprawdę w VIP-owskiej kabinie TU-154 zadziałały jakieś silne pola magnetyczne? Jeśli tak, sPiSkowcy mają nad czym pracować. A może po prostu doszło do cudownej galwanizacji trupa i zainplantowania mu cech, niezbędnych dla osiągnięcia zamierzonego celu. Wszak ten uświęca wszystko. Zwłaszcza, gdy stawką jest sprawa żydowska.

    Henryk Jezierski

    P.S.
    Jestem często nagabywany o swoje preferencje wyborcze na dzień 20 czerwca br. Zaręczam, że są przewidywalne i w pełni tożsame z głoszonymi od wielu lat poglądami. W pierwszej turze zagłosuję na Andrzeja Leppera, nie tyle jako człowieka i polityka (tu na moje komplementy liczyć nie może) lecz jako reprezentanta partii, której antypolskich działań przypisać nie sposób. Będzie to także forma obywatelskiego protestu przeciw manipulacjom zarówno instytucji państwowych (vide: PKW), jak i mend medialnych oraz polityków żywotnie zainteresowanych, aby przez koszerne sito nie przeszedł choćby jeden goj. Oczywiście, szanse Leppera na drugą turę są iluzoryczne lecz każdy wynik powyżej 1 proc. będzie tutaj pokazaniem efektownego „wała” samozwańczej elicie.

    W rundzie drugiej, zwłaszcza z udziałem B. Komorowskiego i J. Kaczyńskiego (ostatnio wielkiego „przyjaciela” Rosjan), reprezentujących dwa – pozornie zwalczające się – kibuce w ramach tej samej gminy, głosu najzwyczajniej nie oddam. Także wówczas, gdyby do takiego kroku namawiał Lepper. Mówiąc krótko – na żydów nie głosuję, bo nie kolaboruję.

    H. Jez.

  6. Nowik said

    Informacja, że Tu-154 podchodził do lądowania prawie do końca na autopilocie, w 100 proc. potwierdza tezę, że załogę wprowadzono w błąd przy użyciu tzw. meaconingu – twierdzą Marek Strassenburg Kleciak, specjalista ds. systemów trójwymiarowej nawigacji, i Hans Dodel, ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”.

    Z raportu rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego wynika (zauważyła to telewizja TVN24), że samolot prezydencki podchodził do lądowania na autopilocie, który sterował zarówno wysokością, ciągiem, jak i kursem rządowej maszyny. Wyłączenie autopilota nastąpiło 5,4 sekundy przed uderzeniem w pierwszą przeszkodę.

    To bardzo ważna informacja. Autopilot jest urządzeniem do automatycznego sterowania samolotem, pobierającym do tego celu dane z GPS i innych wskazań przyrządów pokładowych. Dodajmy, że wyłącza się go jednym ruchem ręki, a więc w ciągu sekundy można – jeśli jest taka potrzeba – przejść na sterowanie „ręczne”.

    Ostatni etap przed lądowaniem na autopilocie to przelot przez kolejne, blisko obok siebie leżące tzw. waypoints: 10 km przed pasem / wysokość 500 m, 8 km / 400 m, 6 km / 300 m, 4 km / 200 m, 2 km / 100 m – ten ostatni punkt to tzw punkt decyzji i wysokość decyzyjna: jesli pilot nie widzi tutaj pasu startowego, to MUSI zrezygnować z lądowania i polecieć na inne lotnisko. Tymczasem załoga polskiego samolotu (w tak trudnych warunkach pogodowych) wyłączyła pilota dopiero 5 sekund przed katastrofą, mimo że – jak już zaznaczyliśmy – można to zrobić w sekundę.

    Dziennik „Fakt”, powołując się na rosyjskiego prokuratora, który słyszał rozmowy w kokpicie, napisał kilka dni temu, że parę sekund przed tragedią piloci – dotąd spokojni – zaczęli wołać: „Daj drugi… W drugą!” Musiał być to po prostu pierwszy moment, w którym załoga zorientowała się, że jest w złym miejscu i na złej wysokości – prawdopodobnie minęli wtedy znajdującą się tam antenę NDB.

    Dlaczego piloci schodzili spokojnie do lądowania na autopilocie i dopiero kilka metrów nad ziemią zorientowali się, że samolot jest tak nisko? Wytłumaczenie jest tylko jedno: autopilot opierał się na błędnych danych satelitarnych.

    To, że 10 kwietnia pod Smoleńskiem odbiór GPS w Tu-154 był zakłócony – co doprowadziło do błędu pozycji samolotu w pozycji horyzontalnej – jest oczywiste. Najprostszą metodą takiej agresji jest meaconing, polegający na nagraniu sygnału satelity i ponownym nadaniu go (z niewielkim przesunięciem w czasie i z większą mocą) na tej samej częstotliwości w celu zmylenia załogi samolotu. W przypadku Tu-154, podchodzącego właśnie do lądowania, wystarczyłoby niewielkie przekłamanie sygnału, by doprowadzić do tragedii. Meaconing można „ustawić” z precyzją do 0,3 metra, a do zaburzenia prawidłowego działania może dojść ze źródła oddalonego nawet kilkadziesiąt kilometrów od samolotu. W podobny sposób można też zmylić wysokościomierz radiowy. Gdyby dodać do tego przekazanie nieprawdziwej wartości ciśnienia barometrycznego (Rosjanie nie poinformowali dotąd, jakie ciśnienie podali dowódcy Tupolewa), załoga samolotu była – nawet przy dużo lepszej widoczności niż ta, która panowała w Smoleńsku – bez szans. Charakterystyczne ukształtowanie terenu przed lotniskiem Smoleńsk-Siewiernyj – rozległa niecka – stanowiło dodatkową gwarancję powodzenia ataku.

    Wskazania wysokości przez GPS nie były prawidłowe, ale mimo wszystko wystarczające, by uruchomić EGPWS (system ostrzegający pilotów o odległości samolotu od gruntu). System ten włącza się, gdy samolot schodzi poniżej 666 metrów nad ziemią. Piloci słusznie zignorowali ostrzeżenie EGPWS (jako że jego zadaniem jest ostrzegać przed zbliżającą się ziemią i robi on to za każdym razem, kiedy się laduje) i lecieli dalej, oczekując, że za jakiś czas zobaczą pas startowy. Problem w tym, że EGWPS także opiera się na pomiarach położenia uzyskanego z odbiornika GPS i wysokości z wysokościomierza radiowego: Tu-154 wkrótce znalazł się więc 5 metrów nad ziemią. Piloci nie zdążyli nawet poszukać wzrokiem pasa startowego… Jeszcze raz powtórzmy: skoro samolot leciał na włączonym autopilocie, to piloci wierzyli, że są znacznie wyżej i w innej pozycji.

    Dla laików wątpiących w techniki rodem z Jamesa Bonda: od czasu lotniczych zamachów terrorystycznych w Nowym Jorku na World Trade Center w prawie wszystkich krajach świata używa się meaconingu do ochrony obiektów specjalnego znaczenia, takich jak np. elektrownie atomowe.

    Atak na przyrządy nawigacyjne można stwierdzić po analizie czarnych skrzynek. Niestety, rejestratory lotu to nośniki magnetyczne i usunięcie śladów meaconingu – zwłaszcza dla służb znających od podszewkę budowę Tu-154 i jego przyrządów – nie jest trudnym zadaniem. Wystarczy, żeby nikt im w tym nie przeszkadzał.

    Marek Strassenburg Kleciak
    specjalista ds. systemów trójwymiarowej nawigacji
    Hans Dodel

    ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”

    Dokładna analiza opinii polskiego i niemieckiego eksperta na podstawie najnowszych danych już w następnym numerze „Gazety Polskiej”

    http://niezalezna.pl/article/show/id/34367

  7. Marucha said

    No, jak już „Gazeta Polska” się do czegoś dorwie, to zawsze wyjaśni na niekorzyść Rosjan.

  8. veri said

    7. @Marucha. „… na niekorzyśc Rosjan…” … hmmm … Często spotykana ( i lansowana ?) konstatacja : ” po co rosyjskim władzom był kłopot ze śmiercią głowy obcego państwa na ich własnym terytorium? ” –

    – przykładając rękę do zamachu a rozpatrując wszelkie możliwe tego scenariusze, aspekty … czyż to nie jest doskonałe alibi w oczach świata ?!!!

    ps. w tamtym czasie byłem w Niemczech i moją uwagę zwrócił sposób medialnych przekazów (czerwone światełko mi się zapaliło ) – można było odnieść wrażenie, że ta tragedia dotknęła Niemców i ich Prezydenta a nie „polacken und kartoffel” !!!

    Do napisania tego skłoniła mnie przeczytana trochę wcześniej historia zamordowania przez Niemców wielkopolskiego księcia Przemysława w Rogoźnie. W sprawach Polski Niemcy zawsze mieli długie ręce. Ci co mają oczy do patrzenia bez trudu dostrzegają, że walka o przejęcie polskiego terytorium (wraz z inwentarzem) toczy się między Niemcami a Żydami ( Tusk vs Kaczyński w jarmułce jest tego jednym z elementów) – a będąc w cieniu można różne rzeczy robić – być może komuś paliło się jeżeli nie do odwrócenia niekorzystnch trendów (polski gaz w rękach amerykańskich Żydów – Chevron ?) to do przyspieszenia biegu wydarzeń (całkowite przejęcie władzy w Polsce przez proniemiecką opcję)!

    … a Ruscy (władza) – od jakieegoś czsu w historii zawsze szli ręka w rękę z Niemcami !

Sorry, the comment form is closed at this time.