Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Pojednanie, normalizacja czy krótka odwilż?

Posted by Marucha w dniu 2010-06-14 (Poniedziałek)

Przeglądając tytuły i zawartość wielu periodyków nie trudno zauważyć, że tematem nr 1 jest kwestia stosunków polsko-rosyjskich, tak w wymiarze historycznym, jak i współczesnym. To ożywienie intelektualne jest zrozumiałe, zważywszy na tragiczne wydarzenia z kwietnia 2010 r.

Już wcześniej, od chwili wizyty premiera Władimira Putina na Westerplatte, było jasne, że nastąpiło coś bardzo ważnego. Teraz jest jasne, że mamy do czynienia z mini przewrotem geopolitycznym, w skali europejskiej i światowej. Polska ponownie stanęła przed wyborem. Co prawda nie jest to wybór o znaczeniu epokowym, ale trudno też nie doceniać jego znaczenia.

Terminem, który robi w tej chwili największą popularność to „pojednanie”. Głośno mówią o tym hierarchowie Kościoła katolickiego w Polsce i Kościoła prawosławnego w Rosji. Widać wyraźnie, że obie strony są zdeterminowane, zwłaszcza strona rosyjska w osobie nowego patriarchy Cyryla. U nas ważne słowa padły podczas uroczystości pogrzebowych po katastrofie smoleńskiej, np. w Kościele Mariackim w Krakowie, gdzie kard. Stanisław Dziwisz zwrócił się bezpośrednio z apelem o pojednanie do prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa. Także inni hierarchowie podnosili ten problem. To co może dziwić i niepokoić to milczenie hierarchów zaliczanych do tzw. skrzydła konserwatywno-narodowego. Ta kwestia nie może być polem do uprawiania podziałów. Ma ona bowiem wymiar moralny.

W cieniu Fatimy

Tymczasem odnosi się wrażenie, że temat podjęły przede wszystkim środowiska związane z „Tygodnikiem Powszechnym”, „Znakiem” czy w mniejszym stopniu „Gościem Niedzielnym”. Postawa mediów „toruńskich” jest w tej sprawie diametralnie inna, co moim zdaniem jest błędem, poważnym błędem. W tej sprawie nie wolno oddawać pola „katolewicy”, nie można ustawiać się na pozycjach negacji, w chwili, kiedy jesteśmy w przededniu wielkiego przełomu w dialogu katolicko-prawosławnym, w chwili, kiedy przesłanie fatimskie, jak twierdzą znawcy, ma szanse na realizację.

Rosja jest w tej chwili jednym niewielu państw, gdzie wartości chrześcijańskie uznano za fundament odrodzenia narodowego, gdzie państwo oficjalnie i obficie dotuje odbudowę starych cerkwi i monastyrów i budowę nowych, gdzie kręci się najbardziej chrześcijańskie filmy, gdzie wreszcie doktryna państwa sprzeciwia się, pod wpływem Cerkwi, libertynizmowi zachodniemu.

Jeśli w takiej sytuacji ze strony części mediów katolickich i ludzi uznających się za ich przedstawicieli kreśli się obraz Rosji jako niemal nowego wcielenia sowieckiej Rosji, jak wiadomo skrajnie ateistycznej i materialistycznej, to powstaje pytanie – w imię jakich interesów się to robi? I to teraz, kiedy Stolica Apostolska zaczyna dostrzegać w Rosji i w Kościele prawosławnym sojusznika w walce z siłami zła. Temat ten trzeba głośno podnosić, bo w powodzi szaleńczych i głupich opinii wypisywanych i wypowiadanych – ginie istota sprawy.

Zamieszanie w obozie prometejskim

Jeszcze do niedawna w Polsce prawie wszystkie media, ośrodki opiniotwórcze, politycy i instytucje zajmujące się analizą polskiej polityki zagranicznej – grały te sama melodię. Że Polska ma do odegrania na wschodzi wielką misję, że ma szansę być wielkim centrum geopolitycznym przyciągającym do „świata zachodniego” dawne republiki sowieckie, głównie zaś Ukrainę, że mamy szansę wyprzeć Rosję z Europy. Czytając obecnie te same periodyki, które dwa-trzy lata temu zachłystywały się polską polityką wschodnią (która tak naprawdę tylko częściowo była polską) – przecieramy oczy ze zdumienia. Jakaż nagła zmiana tonu, jaki powrót na ziemię!

Jako najbardziej charakterystyczny wymieniłbym na pierwszym miejscu artykuł Bartłomieja Sienkiewicza pod znamiennym tytułem „Pożegnanie z Giedroyciem” („Rzeczpospolita” – Plus Minus, nr 19 (900), 29-30 maja 2010). Autor z odcieniem szyderstwa opisuje dyskusję w Ośrodku Studiów Wschodnich „Koniec epoki Giedroycia?”. Co ciekawe, podczas dyskusji ani razu nie wymieniono nazwiska „mędrca z Maison Laffitte”. Autor dokonuje przeglądu klęsk polskiej polityki wschodniej: Ukraina, Litwa, Białoruś, Gruzja… Ostatnim rycerzem tej przegranej sprawy był Lech Kaczyński, który – co ciekawe – nigdy publicznie nie przyznał, że przegrał na całej linii (vide: ostatni wywiad dla miesięcznika „Arcana”).

Sienkiewicz pisze, że z reguły próby powtarzania historii kończą się tragifarsą (chodzi o próbę kopiowania prometejskiej polityki J. Piłsudskiego) i konkluduje: „Giedroyciowsko-piłsudczykowska koncepcja polityki wschodniej poniosła klęskę. Stanęliśmy więc wobec nowego wzywania, na które nie mamy jasnej recepty”. Autor też nie bardzo wie, co robić, ale zwraca uwagę, że w nowych relacjach z Rosją nie można powtarzać starych błędów i przywiązywać nadmiernego znaczenia do kwestii symbolicznych (Katyń). Z tym akurat można się zgodzić.

Podobne akcenty widać w publikacjach miarodajnego dla opcji „giedroyciowskiej” pisma „Nowa Europa Wschodnia” (NES), wydawanego przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Gwoli informacji, w Radzie Redakcyjnej tego pisma zasiadają takie osoby, jak: Bogumiła Berdychowska, Piotr Tyma, czy Adolf Juzwenko. W zamierzeniu jest to pismo nastawione na realizację projektu polsko-ukraińskiego „partnerstwa strategicznego”. A mimo to, w najnowszym numerze notujemy nowe akcenty. Widać to w tekstach Bartosza Cichockiego („Rosyjska szansa i wyzwanie”, „NES”, nr 3-4, maj-sierpień 2010), Dmitrja Babicza („Otworzyły nam się oczy”, tamże), prof. Andrzeja de Lazari („Od współcierpienia do pojednania”, tamże), czy Witalija Portnikowa („Wielka wschodnia iluzja”, tamże), będącego miażdżącym rozliczeniem się z polską polityką wobec Ukrainy.

Prawda jest brutalna

Takie same sygnały płyną z innego znaczącego ośrodka – z magazynu „Europa” (niegdyś dodatku do „Dziennika”, teraz miesięcznika wydawanego jako magazyn przez Fundację im. Immanuela Kanta). W ostatnim numerze (nr 2, maj 2010) prezentowany jest cały blok materiałów poświęconych Polsce i Rosji. We „wstępniaku” Robert Krasowski dokuje rozprawy z polską polityką historyczną (głównie tą w wydaniu Lecha Kaczyńskiego). Kluczowy jest wywiad z prof. Siergiejem Markowem, deputowanym Dumy i bardzo zbliżonym do Władimira Putina). Nie pozostawia on żadnych złudzeń – twierdząc, że decyzja o odblokowaniu stosunków z Polską zapadła w Rosji na długo przed Smoleńskiem.

Rozmówca jest brutalnie szczery. Mówi, że to nieprawda, że w Rosji nagle „odkryto” Katyń i że dopiero teraz przywódcy Rosji potępili Stalina: „Putin i Miedwiediew nigdy nie zmieniali swojej oceny Stalina. Zawsze była ona bardzo krytyczna. Z jednej strony widzieli w nim wybitnego polityka, który przyczynił się do umocnienia państwa. Z drugiej jednak – uważali go za przestępcę, który ma na sumieniu śmierć milionów niewinnych ludzi. Tutaj nie ma mowy o jakiejś rewizji”. Przypomina, że w sprawie Katynia od 20 lat oficjalna Rosja stoi na gruncie prawdy – głosy kwestionujące odpowiedzialność Stalina nie pochodzą z ośrodków miarodajnych. Dlatego nieprawdą jest, że w sprawie Katynia w Rosji nastąpił jakiś przełom, po prostu głośno przypomniano oficjalne stanowisko państwa.

Dalej Markow poddaje ostrej krytyce politykę Lecha Kaczyńskiego, uznając ją za doktrynalnie rusofobiczną. Kaczyński bronił bowiem zawsze przywódców państw (Estonia, Ukraina, Gruzja), tylko dlatego, że byli oni przeciwko Rosji, tolerował jednak szowinistyczną politykę Juszczenki: „Jeśli giną Rosjanie, to osoba odpowiedzialna za ich wyniszczenie jest bohaterem, jeśli, odpowiednio, śmierć ponoszą Polacy, to wtedy mamy do czynienia ze złoczyńcą”. Dalej mówi: „Po zwycięstwie Platformy Obywatelskiej nikt nie chciał mieć do czynienia z Lechem Kaczyńskim. Ignorowaliśmy go. Moskwa nie była w tym zresztą odosobniona. Podobnie postępowały Paryż, Rzym i Berlin”.

Jednak mimo to Markow twierdzi, że po śmierci Kaczyńskiego Rosjanie dostrzegli też jego zalety.
I tu zaskoczenie: „Wysoko cenimy jego przywiązanie do wartości chrześcijańskich” oraz podkreślanie znaczenia państwa narodowego. Generalnie jednak Markow uważa, że Polska totalnie przegrała i ma na Zachodzie opinię kraju obsesyjnie rusofobicznego. „Przedstawiciele państw członkowskich UE nie chcą już nawet słuchać tego, co na temat Rosji mają do powiedzenia przedstawiciele Polski i krajów bałtyckich” – dodaje. Mimo tego tonu, wiadomo wszakże, że Rosji zależy na normalizacji stosunków z Polską, gdyż lepiej mieć sąsiada przyjaznego niż permanentnie skonfliktowanego. I to jest w tym wszystkim najważniejsze.

Wielka Europa?

O co w tej wielkiej grze tak naprawdę chodzi? Gdyby odpowiedzieć bardzo ogólnie – to chodzi o budowę tzw. Wielkiej Europy – od Atlantyku po Ocean Spokojny. To powrót po latach koncepcji gen. Charlesa de Gaulle`a. Taka Europa byłaby oczywiście nie jednolitym organizmem, tylko wspólnotą z podmiotową rolą państw narodowych. Rosjanie dostrzegają kryzys budowy UE jako takiego właśnie organizmu – widzą i stawiają na renacjonalizację polityki europejskiej. Tak naprawdę zresztą, ma to już miejsce. Rosja od lat realizowała swoją politykę w kontaktach bilateralnych – z Niemcami, Francją i Włochami. Cierpliwość opłaciła się – Ameryka po zmianie ekipy rządzącej zrezygnowała z czynnej polityki odpychania Rosji od Europy, co było realizowane rękami Polaków, Ukraińców i Gruzinów. Teraz cała przestrzeń wschodnio-europejska wydaje się „porzucona” przez Amerykę. Waszyngton nie ma już siły ani ochoty na trzymanie w szachu całego świata – ma poważniejsze problemy, wewnętrzne i zagraniczne (Afganistan, Iran, Chiny, Izrael).

Jak wobec tej zasadniczej zmiany zachować ma się Polska? Jedno jest pewne – nie można kontynuować dotychczasowej polityki, bo byłoby to zabójcze. Problem polega na tym, jak realizować polskie interesy na gruzach prometejskiej polityki wschodniej? Nikt na to nie jest przygotowany, mówię tu przede wszystkim o agendach państwa polskiego, o Ośrodku Studiów Wschodnich, BBN, różnych instytutach nastawionych od lat na pracę przeciwko Moskalom. Linię tę traktowano jako bezalternatywną, stąd kompletne zaskoczenie.

Tymczasem Rosja sypie propozycje, na które jakoś musimy odpowiedzieć. Po pierwsze, musimy zrealizować jakiś wielki projekt energetyczny (np. elektrownia atomowa w obwodzie kaliningradzkim), po drugie Polska powinna starać się nadrobić straty, jakie poniosła w sferze tranzytu (tu będzie trudno), po trzecie Polska powinna zaprzestać polityki antyrosyjskiej na forum agend europejskich (siłą inercji nasi euro deputowani nadal walczą, nie wiadomo o co), po czwarte, Polska powinna dogadać się z Rosją na temat obecności polskiego kapitału w Rosji i rosyjskiego w Polsce (na równorzędnych zasadach), po piąte, Polska powinna grać na wciąganie Rosji do współpracy z Europą na polu wojskowym (Afganistan!). Można też pomyśleć o nadbudowie – wspólne przedsięwzięcia na polu kultury, np., wielka produkcja filmowa czy szukanie w historii naszych stosunków przykładów pozytywnym, a nie tylko tragicznych.

Obrona okopów nieświętej Trójcy

Doktrynalny obóz rusofobiczny reaguje na te geopolityczne zmiany wręcz histerycznie. Przykładów jest multum. Publicystyka Bronisława Wildsteina, Rafała Ziemkiewicza, Józefa Szaniawskiego czy Tomasza Sakiewicza – ocieka wręcz furią.

Ponieważ rzeczywistość jest zbyt jednoznaczna, by nadal twierdzić, że wszystko jest OK, atak koncentruje się na tragedii smoleńskiej i śledztwie na temat jej przyczyn. W hard publicystce „Gazety Polskiej” pisze się na poziomie histerycznej agitki, w dodatku sugerując przerażonym czytelnikom, że sytuacja Polski obecnej niczym nie różni się od sytuacji Polski w końcu XVIII w. Jest Katarzyna II (Putin) i zgraja sprzedawczyków w rodzaju Branickiego, Ponińskiego no i Stanisława Augusta Poniatowskiego (Tusk, Komorowski, rzadziej Pawlak). Moskwa kręci nami jak chce, a następnym krokiem będzie rozbiór.

Na okładce „Nowego Państwa”, niegdyś pisma na wysokim poziomie, obecnie zaś prymitywnej propagandówki w stylu „Trybuny Ludu” z lat 50. – kontur Polski rozłupywany przez sierp i młot. A na deser tego numeru wybitnie analityczny i finezyjny tekst Sakiewicza, w którym czytamy, że pierwsze co mamy zrozumieć, to „wyzbycie się jakichkolwiek złudzeń i nadziei, co do intencji Moskwy”. Dlaczego? Bo: „Sąsiad tego państwa musi, podobnie jak mieszkaniec ciemnego boru, żyć w nieustannej gotowości do przyjścia dzikiego zwierza. Może zwierze nie przyjdzie, bo jest ranne albo nażarło się gdzie indziej. Jeżeli jednak przyjdzie, pożre kogo zechce. Okna i drzwi powinny być strzeżone, a w domu trzeba mieć nabitą dubeltówkę”. Oto próbka „myśli politycznej” środowiska „Gazety Polskiej”. Tego typu mentalność nie jest jednak tak odosobniona, jakby mogło się wydawać. I na tym polega problem – takie myślenie (mniejsza czy jako prowokacja zewnętrzna czy jako przejaw swego rodzaju choroby) jest niczym chwast na polskiej glebie politycznej.

No bo jak to pogodzić? W tym samy czasie, kiedy Sakiewicz radzi nam ryglować drzwi i nabijać dubeltówkę – Jarosław Kaczyński wygłasza przesłanie do Rosjan, a następnie pisze dla niemieckiego tygodnika “Die Welt” (”Welt am Sonntag”) o zniesienie wiz do UE dla krajów Europy Wschodniej, w tym Rosji i Ukrainy. I dalej mówi: „Polacy i Niemcy chcieliby, aby zmiany, do jakich dochodzi w Rosji, okazały się autentyczne. Wyzwaniem pozostaje europejska droga Ukrainy. W obu kwestiach w minionych latach wiele się zmieniło. Nie mam wątpliwości, że właśnie teraz powinien wypłynąć nowy impuls na rzecz realizacji Partnerstwa Wschodniego, ale też adresowanego do Rosji Partnerstwa dla Modernizacji”.

Jak to więc pogodzić? Obsesyjne zaklęcia z poważną analizą? A może mamy do czynienia z sytuacją „złapał kozak Tatarzyna a Tatarzyn za łeb trzyma”? Zdemoralizowano elektorat, któremu teraz trudno ot tak powiedzieć: „Słuchajcie, nasze poprzednie hasła i straszenie Rosją są już nieaktualne, bo sytuacja się zmieniła. W imię odpowiedzialności z Polskę, musimy zmienić retorykę, nie da się żyć z takim bagażem emocji i fobii z sąsiadem. Teraz czas na realizm”. Kiedy tylko Lech Kaczyński oznajmił, że jedzie do Moskwy na paradę zwycięstwa i może zabrać Wojciecha Jaruzelskiego – w „Rzeczpospolitej” i „Gazecie Polskiej” ukazały się nieprzychylne komentarze, pomruki i satyryczne rysuneczki. Czyli co? Ogon macha psem? Polityk prawicy może być szantażowany przez obsesjonatów mających w rękach media? Jak się okazuje może – albo jest to tylko gra na wielu fortepianach. Obojętnie jak jest – to sytuacja chora i niemoralna. A czas szybko umyka.

Jan Engelgard, Nowa Myśl Polska

Komentarzy 21 to “Pojednanie, normalizacja czy krótka odwilż?”

  1. Pollack said

    Warto przypomniec polityke „osaczania Rosji” jaka prowadzili amerykanscy neokoni wspierani przez izraelskie jastrzebie,
    w ktora fanatycznie zaangazowali sie bracia Kaczynscy:

    http://kandydaci2010.wordpress.com/2010/05/12/bracia-kaczynscy-a-polityka-osaczania-rosji/

  2. Staruszek Portier said

    Na żałosnej i śmiesznej dla innych państw polityce „osaczania Rosji” przegrała tylko Polska. I chyba przegrała już raz na zawsze. Niech się psychicznie chore rusofoby cieszą likwidacji państwa przez Niemców i Żydow.

  3. Ted said

    Adminitracja Obamy zmienila nastawienie USA do Rosji,
    majac nadzieje, ze przylaczy sie ona do „osaczania Iranu”.
    Nawet taka ostra przeciwniczka Putina jak zona Radka Sikorskiego
    Anne Applebaum juz w pare dni po katastrofie stwierdzila, ze to na pewno nie byl spisek.

    http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2010/04/12/AR2010041201831.html

  4. Fascjol said

    Historia sie powtarza. Przysłowie to sprawdza sie we wszystkich zdarzeniach bo wynika z ludzkiej mentalności. Po prostu nie potrafimy wymyślec nic nowego. Jeśli ktoś chwali Rosję to nie pamięta lat wojny i powojennych do 56 roku.Jeśli ktoś szuka przyjaciół w Niemczech to nie pamięta lat okupacji. Jeśli to są dobrzy i uczynni ludzie to dlaczego nie doświadczyliśmy do tej pory ich bezinteresowności czy przyjacielskich reakcji.? Każą się darzyć miłością utrzymując w naszym kraju własne media,wlasną partię nakazującą miłość,jednocześnie grożąc o konsekwencjach jakiejkolwiek niezawisłości.Dlatego mimo niezaradności sztabu p.Kaczyńskiego będę na niego głosował.

  5. Tekla said

    Ad.4
    co Pan bredzi o Rosji ?

  6. j said

    @ Fascjol

    Glosuj sobie jak chcesz a ja bede glosowac na Andrzeja Leppera i koniec!

  7. Dominik108 said

    http://prawica.net/opinie/22277

    Uścisk misia

    Jednym z rezultatów katastrofy smoleńskiej jest nagły wybuch przyjaźni Polsko-Rosyjskiej, obserwowalny szczególnie silnie wśród „salonowych” polityków, celebrytów i dziennikarzy. Wybuch ów jest cokolwiek podejrzany biorąc pod uwagę nie tylko samo wydarzenie, nie tylko historię Katynia i w ogóle historię najnowszą, ale także i to co ci sami dziennikarze i politycy opowiadali nam jeszcze niedawno.

    Rzecz jest naprawdę zagadkowa. Jak to się stało, że w ciągu jednego kwietniowego poranka Rosja zmieniła się tak drastycznie? Jak nagle z państwa gdzie prześladuje się opozycję, zsyła niewygodnych biznesmenów do łagrów (np. Chodorkowski), morduje niepokornych dziennikarzy (np. A. Politkowska) i urządza sfingowane zamachy bombowe by uzasadnic eskalację wojny z Czeczenią Rosja stała się przyjazną, bratnią niemal, słowiańską potęgą, której możemy we wszystkim zaufać? Jak nagle Wladimir Putin z zimnego czekisty stał się naszym największym przyjacielem? Czyż to nie ci sami politycy i dziennikarze, którzy kiedyś krytykowali Lecha Kaczyńskiego za drażnienie groźnej Rosji słynną podróżą do Gruzji przekonują nas teraz, że Rosja to nie jest zły niedźwiedź tylko przyjazny, ciepły miś, którego mamy wszyscy kochać? Czyżby wystarczył jeden niedźwiedzi uścisk Putina z Tuskiem nad ledwie ostygłymi ofiarami katastrofy prezydenckiego Tu 154?

    Uwierzyć w to trudno, choć wszystkie media chórem wielkim podkreślają, że tak właśnie się stało, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki gdzieś pomiędzy porankiem 10 kwietnia a wieczorem tego samego dnia Rosja zmieniła się wręcz nie do poznania. Kraj niedawno jeszcze podejrzany teraz jest godzien najwyższego zaufania, a każde przekazane przez jego władze słowo w sprawie śledztwa to najszczersza prawda podważanie której to przejaw pomroczności jasnej jeśli nie schizofrenii bezobjawowej. Co prawda naszym dygnitarzom cośkolwiek w obliczu rosyjskich przyjaciół drżą ręce i nie zdobędą się na to by – dajmy na to – zażądać oddania będących własnością RP czarnych skrzynek, że nie wspomnę o czymkolwiek poważniejszym. Przeciwnie, przyjmują „postawę służebną” tudzież wygląd „lichy i durnowaty” jak to nakazywał w obliczu przełożonych już trzysta lat temu car Piotr I.

    Naprawdę ciekawe jest też i to, że i owi dygnitarze i formujący tzw. „opinię społeczną” pracownicy głównych stacji TV (dowcipnie nazwani „dziennikarzami”) najwyraźniej nie pamiętają tego, co jeszcze nie tak dawno sami o Rosji mówili. To przecież w Wyborczej i TVN-ie rozwodzono się nad łamaniem praw człowieka w Rosji, płakano nad losem Czeczeńców i straszono Putinem. A powtarzaną w kółko przez polityków wszystkich opcji od lat mantrą była „niezależność energetyczna”, czyli – mówiąc wprost – problem całkowitej zależności Polski od Rosji w kwestii dostaw gazu i ropy (oczywiście, poza powtarzaniem mantry nic więcej nie zrobiono).

    Co istotne to właśnie rosyjskim groźnym niedźwiedziem straszono nas dekadę temu przygotowując akcesję Polski do Unii Europejskiej – pamiętam świetnie głoszone wówczas przez „autorytety” hasło „albo UE albo WNP”. Wejście do Unii i oparta o historyczne pojednanie przyjaźń z Niemcami miały być naszym sposobem – jedynym sposobem – na wyrwanie się z niedźwiedziego uścisku ze wschodu.

    Przyznam, że i ja się na to dałem nabrać. Ale skoro teraz i Rosja ma być naszym największym przyjacielem to nieodparcie nasuwa się pytanie po co żeśmy w takim razie tą unijną żabę jedli? Ale czy ktoś zada to pytanie ówczesnym namawiaczom do Unii, których widzę teraz często w pierwszym szeregu piewców pojednania z Rosją?

    Odkładając na bok ironię: co z tego wszystkiego wyszło widać gołym okiem. Oparta o pojednanie przyjaźń łączy Niemcy z Rosją, a Polsce przypadła najwyraźniej rola „strefy buforowej” pomiędzy – jak to zgrabnie ujął Włodzimierz Putin 17 września ubiegłego roku – „wielkimi narodami rosyjskim i niemieckim”.

    W tej sytuacji dołączający do „stronnictwa ruskiego” tzw. narodowcy z marginesu polityki wyglądają doprawdy groteskowo. W przypadku jednych to zapewne sentyment z czasów dawnej przynależności do stosownych organizacji (ktoś pamięta jeszcze TPPR?) w przypadku innych, jak mi się wydaje, rozpaczliwa chęć dostrzeżenia w Rosji jakiejś odtrutki na ideologiczną truciznę płynącą z Brukseli.

    Żałosność tych nadziei polega na tym, że aby można było rozważać sojusz Polski z Rosją to po pierwsze Polska musiałaby być państwem suwerennym rządzonym przez takiż rząd, a po drugie Rosja musiałaby być gotowa do postrzegania Polski jako sojusznika, a nie rządzonego przez sługi „priwislanskiego kraju”. Nie ma ani jednego ani drugiego, co poniekąd się wiąże – z kim właściwie Rosjanie mieliby rozmawiać? Z własnymi, amerykańskimi czy z niemieckimi agentami? Swoim agentom wydaje się rozkazy, z cudzymi się nie rozmawia, bo wszystko załatwia się z ich przełożonymi.

    Tak czy siak Rosja wybrała więc strategiczne partnerstwo z Niemcami, a elementem tego partnerstwa jest najwyraźniej jakiś podział łupu – a więc Polski i ogólnie strefy leżącej między Niemcami a Rosją – w taki sposób, by nie był on źródłem ewentualnego konfliktu (jak pokazuje historia dla obu „wielkich narodów” zazwyczaj fatalnego w skutkach).

    Jak to w szczegółach będzie wyglądało to się dopiero okaże, ale nagły posłuszny wybuch entuzjastycznej przyjaźni pokazuje, że przynajmniej w Polsce nie brak chętnych wykonawców każdego scenariusza jaki strategiczni partnerzy między sobą dla nas ułożą.
    Andrzej K. Brandt

  8. Staruszek Portier said

    „Niezaradność sztabu Kaczyńskiego”, czy kolor jego krawata, to akurat najmniej ważne powody, dla których wolę oddać głos na A. Leppera, niż na Jarosława Kaczyńskiego i w ogóle na cały PiS.
    Nie lubię patriotów na pokaz, a w rzeczywistości agentów New World Order.

  9. Marucha said

    Artykuł Brandta o Rosji jest niemądry, by nie rzec gorzej. M.in. przypisuje „rusofilom” poglądy i odczucia, które autor sam sobie wymyślił.

  10. Ewelina said

    Wiele mozna pisac na temat katasrofy lotnicaen w Smolensku, ale jedno jest WIELCE zaskakujace, ze zachodnich zachodni alanci, przyjaciele NIE pojawili sie na pogrzebie Kaczynskiego!
    Obrazili w ten sposob urzad Prezydenta Polski!

    Co Rosji, Nemcow…, to pamietajmy,ze zwyciescy pisza historie. Przez dziesieciolecia prano Polakom mozgi o zlym Carze, zlych Nimcach, dobrej Francji, Angii, USA.

    Do dnia dzisiejszego wielu nie ma pojecia dlaczego zamordowano rodzine carska (i wymordowano cala elite Rosji), dlaczego wymordowano elite francuska, dlaczego zabijano tylko niektorych prezydentow USA i dlaczego takiej zbrodni nie popelniono na innych rodzinach krolewskich?

    Te same sily, ktore poroznialy nas kiedys, ktore konstruowaly wojny I i II, teraz koniecznie daza do trzeciej. Ciekawe, czy ludzie sa dzisiaj madrzejsi i nie dadza sie podpuscic zadna prowokacja?

  11. j said

    @ Staruszek portier-8

    Duza buzka dla Staruszka portiera za glosowanie na Andrzeja Leppera.
    Z duza buzka przesylam mu moja ulubiona piosenke

    Pozdrowionka

  12. Rick said

    Nie zapominajmy, ze wojna nie musi przybierac formy zmagan militarnych. Naczelny rabin Polski Szudrich, ktory jakos nie „zabral sie” z Lechem Kaczynskim do Katynia, gdzie podobno 10% zamordowanych oficerow mialo zydowskie pochodzenie
    http://www.polpatriot.com/html/komentarze.html#stracilismy
    powiedzial kiedys w wywiadzie do polskiej TV, ze gdyby nie Holocaust, mielibysmy dzisiaj w Polsce 13 mln Zydow a Warzsawa wygladalaby jak Manhattan.
    W tym akurat przypadku, paradoksalnie, to chyba II wojna swiatowa nas uratowala, chociaz coraz czesciej mowi sie o przygotowaniach do ewentualnej ewakuacji Zydow do Polski i Niemiec z Izraela,
    bo na Bliskim Wschodzie moze byc goracao, oj goraco!

    http://www.polpatriot.com/html/tlumaczenia.html#zydziniemoga

  13. Cham Wiejski said

    Przeciętny Polak woli Żyda od chłopa ze wsi, którego wyśmiewa i którym gardzi, jako głupkiem. Świadczy to, ja bardzo zażydzona jest mentalność społeczeństwa.
    Więc Polacy będą mieć u siebie paręnaście milionów Icków, a sami zostaną bydłem.

  14. Ewelina said

    Rick masz racje i ta ostateczna III wojna juz dawno trwa. Ta wojna trwa wlasciwie od bardziej niz dawno, mozna powiedzic, ze od poczatku czasow (kto nie czytal chocby raz Bibli moze miec problemy ze zrozumieniem).
    Z naszej perspektywy (kultury wschodnio/zachodnioeuropejskiej), czyli tej nowozytniej ta wojna jest niewidoczna. Bo ta wojna jest wojna duchowa, czyli jakiego ducha jestesmy? Ducha Boga tzw. Swietego? Czy moze tego innego ducha?

    Wielu ludzi dzisiaj jak slysza o wojnie duchowej, lub Biblii „zatykaja uszy” i nie chca slyszec!

    A przeciez wiemy, ze zanim jakakolwiek wojna militarna moze sie odbyc zolnierze musza (danych krajow) znienawidziec lud z ktorym maja wojowac.
    Czyli kiedy zaczyna sie wojna?
    W duchu!
    Jesli kogos nienawidze, wtedy moge go zabic!
    Ale jesli wszystkich ludzi miluje?
    Czy moge kogos zabic?
    Kiedy zaczyna sie wojna?

  15. ostatni z tonacego okretu said

    No coz rozsadny glos to glos oddany na Andrzeja Leppera.
    Do tego wazne bedzie jeszcze obserwowanie tych co beda liczyc glosy.
    Prawo wyborcze nie zabrania sfotografowanie swej kartki wyborczej przed wrzuceniem do urny aparatem foto lub cellphone.

  16. Dominik108 said

    @9
    Panie Marucha, moze jakies konkrety, zamiast glosu wyroczni?
    Jak wyrocznia powie ze niemadry, to ma wystarczyc?
    Powiedzial Pan:
    „M.in. przypisuje “rusofilom” poglądy i odczucia, które autor sam sobie wymyślił.”
    Czyzby?
    Jak wiele razy Pan osobiscie wychwalal Putina jako wlasnie odtrutke na pedalstwo i zydowstwo panoszace sie w UE, hmmm?

    „w przypadku innych, jak mi się wydaje, rozpaczliwa chęć dostrzeżenia w Rosji jakiejś odtrutki na ideologiczną truciznę płynącą z Brukseli.”

  17. Dominik108 said

    Tomasz Sommer: Rozstrzelać Polaków

    W Związku Sowieckim pod koniec lat 30. XX wieku miało miejsce ludobójstwo na Polakach. Ofiary wyselekcjonowano na podstawie kryteriów narodowościowych i politycznych, w obu wypadkach podkreślając ich etniczność jako funkcję determinującą ich rzekomą winę. Decyzja o przeprowadzeniu ludobójstwa zapadła na szczycie sowieckiej władzy.

    11 sierpnia 1937 roku Nikołaj Jeżow, po otrzymaniu zatwierdzenia przez Biuro Polityczne KC WKP(b), którego sekretarzem był Józef Stalin, wydał rozkaz operacyjny nr 00485, który przewidywał aresztowanie określonych grup Polaków zamieszkujących ówczesny ZSRS i ukaranie ich „w dwóch kategoriach”. Pierwsza z tych kategorii, obejmująca zdecydowaną większość, tj. niemal 80 proc. objętych akcją, została zamordowana; druga została wysłana do więzień i łagrów. W sumie, wg najbardziej rozpowszechnionego szacunku, represjonowano 143.810 osób, 139.835 z nich skazano, a 111.091 rozstrzelano. Nieznana część represjonowanych, których skazano, ale nie rozstrzelano, tylko wysłano do łagrów, zmarła wkrótce w wyniku przepracowania, głodu, chorób, tortur, złego traktowania. Ciąg zdarzeń, jaki miał miejsce w latach 1937-1938, polegał na mordowaniu, zamykaniu w łagrach oraz przesiedlaniu – zgodnie ze specjalną procedurą wynikającą z rozkazów operacyjnych szefa NKWD Jeżowa – przedstawicieli polskiej mniejszości z uwagi na jej charakter narodowościowo-polityczny.

    Narodowościowy – bo w samym rozkazie 00485 w kilku miejscach jako wyróżnik ofiar podaje się ich polskość. Polityczny – bo z polskością tą, w ocenie autorów rozkazu, wiązała się szczególna skłonność do działania w charakterze szpiegów, powstańców, terrorystów i dywersantów działających na rzecz Polski. Hasłowo opisując ten ciąg zdarzeń, nie można więc określić go – biorąc pod uwagę, że wg różnych ocen dotknął od co najmniej 25 do 50 proc. ludności polskiej mieszkającej w ówczesnym Związku Sowieckim, z czego ponad połowa zginęła – inaczej niż ludobójstwo popełnione z przyczyn etnicznych.

    Z różnych przyczyn to określenie w odniesieniu do „operacji polskiej” jak dotąd nie padło z ust polskich historyków. Co ciekawe, jako pierwszy użył go w formie „ludobójstwo w lokalnej skali” historyk brytyjski Simon Sebag Montefiore. Ludobójstwo na Polakach z lat 1937-1938 było eskalacją rzezi Polaków zamieszkujących ZSRS oraz likwidowania polskości, które to procesy, z różnym nasileniem, trwały od zarania bolszewickiej władzy. Tak naprawdę wiadomo o nich jeszcze bardzo niewiele, po za tym, że – jak wyliczył amerykański historyk Terry Martin – to właśnie Polacy byli grupą narodowościową, którą dotknęły największe straty ludnościowe. Z kolei grupą narodowościową, która straciła w tym wymiarze najmniej, byli Żydzi…

    29,00zł

    stron: 280

    okładka: miękka

    format: A5
    http://capitalbook.pl/product_info.php?products_id=471&osCsid=2ba2b0f480249f6b25046e77d6ec830a

    *****************************

    Oczywiscie, to nie Rosjanie sa winni tych zbrodni, ale tylko i wylacznie Zydzi. Bo Rosjanie to nasi bracia Slowianie, ktorzy – biedacy – musieli wykonywac rozkazy Zydow.
    Podobnie jak to nie Niemcy sa winni mordowania Polakow, Zydow, Cyganow i Rosjan, oni – biedactwa – byli zmuszeni do wykonywania rozkazow Nazistow.
    Prawda, Panie Marucha?
    Tylko jakos, cholera, nie moge zrozumiec jak to tak Polacy mimo kary smierci dla calej rodziny chocby jeden jej czlonek pomagal lub ukrywal Zyda zdolali ocalic tak wielu…
    My jakies takie lepsze Slowiany czy moze Rosjanie to jednak nie az takie bartany – Slowiany, a i charakter i dusza inne ?

  18. PL said

    Tomasz Sommer… czy to nie ten z quasipatriotycznej „Gazety Polskiej”, filii neokonserwatystów w Polsce? Kumpel Sakiewicza?

  19. aga said

    A i nazwisko takie swojskie,prawda Panie PL.
    nie zdążył sobie zmienić niczym ci NKWdziści z Katynia…

  20. Zerohero said

    @Fascjol w 4?

    Jakie media ma w Polsce Rosja? Brytyjski Newsweek, brytyjska Rzepa, niemiecki Fakt, Dziennik, żydowska GW? Onet który bardzo często straszył Rosją? TVN, Polsat, TVP gdzie solidaryzowano się z Gruzją? Wam kompletnie odbija i jak coś nie osiąga amoku Gazety Polskiej, z miejsca uznajecie za prorosyjskie. Podobnie z partiami. Pronatowskie, prounijne, proniemieckie, prożydowskie i projankseskie PO to dla was ruska partia, bo nie zieje taką oficjalną wrogością do Rosji co PiS. To jest choroba umysłu drodzy państwo. Za tępi jesteście na politykę, to się w nią nie angażujcie. Jeśli zaś robicie to z wyrachowania, to wiedzcie, że prawda zwycięży!

    Ziemkiewicz. To ciekawa postać.

    Ziemkiewicz straszył kiedyś uzbrojonymi Chinami. Pare miesięscy później straszył Rosją. Na podstawie parady wojskowej w Moskwie uznał, że Rosjanie to „kulturnyj” narod, tzn. naród chorych miliatrystów. Zarówno Rosja jak i Chiny razem wzięte nie wydają na zbrojenia 1/4 tego co USA. Dla Ziemkiewicza USA to strażnik pokokju. Jeśli ktoś straszy Chinami, to powininie zrozumieć zbrojenia Rosji i na odwrót. Jeśli ktoś potępia paradę wojskową w Moskwie (w Paryżu i Warszawie też się odbywaly), to tym bardziej powinien potępić biały fosfor ktory Zydzi i ich pachołki z USA sypią na arabskich cywilów. Ziemkiewicz nie potępia. Ziemkiewicz to ta „prawica”, która Balcerowicza uważa za boga ekonomii i polskiego patriotę. Ziemkiewicz to jedno wielkie zero. Umysłowe i moralne. Spasiona twarz porośnięta szczeciną, którą nie wiedzieć czemu wszędzie się zaprasza by dała głos. Stypendysta waszyngtoński. Może USA TAKTYCZNIE zmieniło działania, ale raz puszczeni „stypendyści” będą działać ciągle.

  21. Zerohero said

    fragment z solidarnizgruzja.salon24.pl:

    Rosja — wszystko jedno jaka, car-ska, republikańska, bolszewicka — budzi tylko wstręt, odrazę, pogardę bardziej niż nienawiść; jest zupełnie obojętne czy ist-nieje, jak istnieje. Bóg stworzył Rosję na to, by była jednym wielkim naturalnym więzieniem, olbrzymim łagrem — i żadne zmiany wewnętrzne nie mogą tego wyroku Bożego odwrócić. Nie ma dobrych Rosjan, bo w tym kraju nie ma ludzi — są tylko raby, niewolnicy”

    trzy uwagi:

    1) Rusofobia to nie prąd umysłowy i nie fobia. Rusofobia to religia satanistyczna oparta na nienawiści do człowieka. Taką konsekwetną nienawiśc potrafią przejawiać tylko organizacje i narody ambitne, złe i pamiętliwe. Jeśli taki „naród” w XV wieku uzna, że trzeba zniszczyć Kościół Katolicki, to będzie go niszczył az do XXI. Jeśli na początku XVIII pokłóci się z Rosją, to będzie robił w niej „rewolucje”, podsatwiał „gruzje” itp. Jeśli budując na Bliskim Wschodzie kolonię, zadrze z tubylcami, to bedzie im D obrabiał we wszystkich swoich mediach.

    2) Salon24 daje bany na lewo i prawo za „mowę nienawiści”. Mową nienawiści wg. salonu24 jest krytyka Izraela. Do tych antyrosyjskich fekaliów daleko tej krytyce, ale redakcja Salonu jest na punkcie Izraela wyjątkowo przeczulona. Nieprawomyślne strony znikają bez żadnej informacji, np. Spirito Libero…Nie przyznali się do kasacji.

    „404 strona o podanym adresie nie istnieje.”

    to jest orwel24.

    Tfu!

    3) „naród” posluguje się prawdziwymi narodami w celu niszczenia własnych wrogow. Wciąga np. Amerykanów w wojnę przeciw Arabom. Przeciętny tepy hamburger naprawdę myśli, że Arabowie bezinteresownie zapałali niechęcią do kraju na drugiej półkuli! Przeciętny tępy schaboszczak, naprawdę myśli, że Stalin to był ruskki nacjonalista. Myśla tak, bo media „narodu” sączą w ich dusze swoj jad.

    I wszystko jasne.

    Trzeba zneutralziować ten judzący „naród”. Usunać z niego pierwiastek satanistyczny, sprowadzić do niegroźnego folkloru na modłę voodoo. Ci szaleńcy nie mogą rządzić światem!

Sorry, the comment form is closed at this time.