Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Niedźwiedź o Wolne tematy (54 – …
    lewarek.pl o Polska polityka podżegania
    Marucha o Wolne tematy (54 – …
    Kura domowa o Wolne tematy (54 – …
    Boydar o Otyłość coraz większym problem…
    revers o Czeski film w Wielkiej Brytani…
    yattakaj o Aktorzy o pedofilii i ofiarach…
    Greg o Wolne tematy (54 – …
    Greg o Wolne tematy (54 – …
    Marek Lipski o Profesjonalizm propagandy PiS
    AniaK o Wolne tematy (53 – …
    gd-ap o Wolne tematy (53 – …
    yattakaj o Wolne tematy (53 – …
    Niedźwiedź o Profesjonalizm propagandy PiS
    AniaK o Wolne tematy (53 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 496 obserwujących.

Słowo własne Leszka Moczulskiego na jubileuszu 80. urodzin

Posted by Marucha w dniu 2010-06-25 (Piątek)

Oto jubileuszowa wypowiedź Leszka Moczulskiego, więźnia politycznego, twórcy silnej ongiś, dziś ledwo wegetującej partii Konfederacja Polski Niepodległej. Była to jedna z nielicznych polskich, a nie tylko polskojęzycznych partii politycznych. Poglądy autora niekoniecznie zgadzają się z poglądami admina, a nawet chwilami zupełnie się z nimi nie zgadzają. Przede wszystkim zdumiewa ignorowanie faktu, iż Polska nie jest już suwerennym państwem i nie decyduje, a co najwyżej „współdecyduje” o swym losie.

Gdy wszedłem na tę salę i zobaczyłem fotel na środku sceny, przypomniał mi się zapomniany tekst Boya-Żeleńskiego z krakowskiej Jamy Michalikowej. Przy takiej specyficznej jak dzisiejsza okazji, sadza się na fotelu frajera – że złagodzę określenie kabaretowego wierszoklety, i każe mu wysłuchiwać, co dobrego, szczerze lub nie szczerze, myślą o nim inni. Otóż, ja nie jestem boyem do słuchania – i jeśli Państwo pozwolą, spróbuję wypowiedzieć również swoje własne słowo.

Rzeczywiście, mam już za sobą trochę lat – i to, co cenne dla historyka, parę różnych epok dziejowych. Moment naszego przyjścia na świat jest zdarzeniem drobnym i przypadkowym; jedni mają to szczęście – albo pecha, że najdłuższy nawet żywot mieszczą w jednej epoce, ja uzyskałem od Boga szansę, aby na własne oczy zobaczyć, jak jedna przekształca się w inną.

Kolejne epoki w dziejach Polski

Urodziłem się w słonecznej epoce, jednej najwspanialszych w tysiącletniej historii Polski. My – dzieci, byliśmy z niej dumni, dumni byli nasi rodzice i nasi dziadkowie. Duch dziejów skazał Rzeczpospolitą na wielkość – a choć nie rozumiano, co to naprawdę znaczy, powszechnie uważano, że poradzi sobie ona z każdym przeciwieństwem losu i rozwiąże wszystkie, piętrzące się przed nami problemy. Dawało to siłę, z której czerpiemy do dzisiaj.

Potem nadeszło straszliwe 15 lat pogardy i pogromu. Rozkładają się one na dwie osobne części. Najpierw był czas pieców i wielokrotnej klęski, najstraszliwszej w naszych dziejach, z której ocalała jedynie nadzieja. Niknęła ona z każdym dniem następnego, dwukrotnie dłuższego okresu cmentarnego mrozu; płynącą strugami krew zamieniała się w czerwono-brunatny lód. Pod nim, głęboko, przetrwały jednak iskierki żaru, zdolne rozdmuchać się w pożar.

Ostatkiem sił, Polska wyrwana się z tej studni – i zadowoliła małym. Umęczonym ludziom wystarczała szansa przyziemnej egzystencji, pogodzili się z pozornymi koniecznościami, uznali realia epoki, gwarantowane przecież przez największe światowe mocarstwa. Nie chroniło to przed upodleniem, ale i nie gasiło pragnienia buntu. Z tego smutku stabilizacji, regresu ciemniaków i marazmu marniejących szans cywilizacyjnych wyrywać Polskę zaczęły urodzone już po wojnie generacje. Nadały one nową dynamikę, początkowo wspierając zalecaną pracę u podstaw oraz modernizacyjne wysiłki PRL, lecz gdy okazało się, że prowadzą one na manowce, zwracając się ku nowym, jeszcze bliżej nieokreślonym perspektywom.

Ten ruch pokoleniowy prawie niepostrzeżenie wprowadził nas w kolejną epokę. Jego dynamika może zdumiewać. Ujawniał się powoli – tak jak powoli dorastały kolejne roczniki, ale gdy uderzył, roztrzaskał całą strukturę zniewolenia. Bezskutecznie dławiony z licznych stron, tym łatwiej odnajdywał właściwą drogę. Całkowicie odmienił los Polaków, pociągnął za sobą pozostałe narody sukcesorskie dawnej Rzeczy Pospolitej, następnie całego Międzymorza, wreszcie dogorywającego imperium sowieckiego. Przyczynił do całkowitej zmiany rozmiaru i struktury jednoczącej się Europy, a tym samym odzyskiwania jej światowej pozycji.

Koniec dwustuletniego procesu historycznego

Była to ostatnia odsłona dwustuletniego procesu historycznego. W drugiej połowie XVIII stulecia staliśmy się przedmiotem dwu wielkich ekspansji. Rosja, która powtórnie zintegrowała prawie wszystkie ziemie i ludy imperium stworzonego przez Dżyngischana, i wznowiła środkowo-azjatycki napór na Zachód, zacząć musiała od zniszczenia Rzeczypospolitej. Niemcy, przez pięćset lat rozbite i podzielone, po licznych nieudanych próbach odbudowy, zaczęli jednoczyć Prusacy, co wstępnie wymagało połączenia dwu części państwa Hohenzollernów. Te dwa mocarstwa w pierwszym impecie rozerwały państwo polskie, aby przez kilka następnych pokoleń, cierpliwie i konsekwentnie przekształcać je we własne, pograniczne pozycje.

Dwieście lat, blisko dziesięć pokoleń najpierw broniło Rzeczypospolitej, później walczyło o jej odrodzenie. Przez pierwsze stulecie koniunktura była niekorzystna: wszystkie wysiłki, jak bardzo nie byłyby heroiczne, konsekwentnie oraz starannie i rozumnie przygotowane – kończyły się coraz straszliwszymi klęskami. Pozwoliły jednak przetrwać – i gdy z początkiem XX w. koniunktura uległa zmianie, kontynuatorzy czynu powstańczego zaczęli odnosić sukcesy. Nie były one całkowite, gdyż najdotkliwsze skutki zaborów, podziały etniczne i socjalnie nie pozwalały zintegrować wysiłków.

Dlatego z pierwszej wojny światowej jako państwa niepodległe wyrosły tylko Polska i Litwa, a ta pierwsza zdołała obronić siebie i osłonić Europę, lecz w imperium rosyjskim, przebudowanym na ZSRR, pozostały Ukraina i Białoruś. Jednak, mimo straszliwej katastrofy 1939-1945, zniewolona Polska zdołała utrzymać odrębność państwową. Pozwoliło to zachować przyczółek, z którego rozpoczął się ostatni szturm. Proces historyczny dobiegł kresu wraz z rozpadem ZSRR i uzyskaniem niepodległych państwowości przez wszystkie narody sukcesorskie dawnej Rzeczy Pospolitej.

Jak to często bywa, mniejsze zasłoniło większe. Świadomość ludzka formuje się pod wpływem aktualnej rzeczywistości, która wprawdzie szybko odchodzi w przeszłość, ale tkwi w umysłach i wyobrażeniach jako nadal istniejąca. W dodatku sam upadek PRL nie był wydarzeniem jednorazowym ani klarownym, niektóre relikty systemu sowieckiego przetrwały dłużej i rozpadają się powoli. Działa reguła trzech pokoleń; dopiero czwarte będzie wolne od ciężaru empirii pierwszego. Bezpośrednie doświadczenie XX-wieczne, ostrzegające, że odzyskanie niepodległości może być zaledwie czasowe, nadal jest żywe. Utrudnia to zrozumienie, że zanikło nie tylko sowieckie zniewolenie, lecz zamknięty został najbardziej ponury okres naszych dziejów. Zabory i niewola ciągle są obecne w naszej świadomości; jakkolwiek te 200 lat stanowiło względnie krótką część naszych dziejów – zaledwie jedną piąta, to dla nas najbliższą.

Świat, w którym żyjemy dzisiaj

A przecież dziś żyjemy w zupełnie innym świecie. Potwory przeszłości przekształciły się mroczne zwidy, rozpływające wraz z upływem czasu. Skończyło się podwójne, historyczne zagrożenie ze wschodu i zachodu. Rozpad ZSRR był katastrofą imperialnej Rosji, zredukowanej w Europie i Azji centralnej do odziedziczonych po Złotej Ordzie granic z XVI wieku, z trudem utrzymującej kontrolę nad zdobyczami dalekowschodnimi. Towarzyszy temu regres cywilizacyjny i gospodarczy; z mocarstwa przemysłowego, jakim ZSRR był jeszcze w latach ’80, pozostał kraj surowcowy, przy czym pozornie zyskowna wyprzedaż ropy i gazy wygaśnie w ciągu 20 czy 40 lat.

Ważniejsze jednak jest nowe otoczenie Rosji. Odszedł bezpowrotnie czas, w którym to państwo znajdowało się w geopolitycznej pustce i mogło cały swój wysiłek skupić na jedynej aktywnej granicy – europejskiej. Skończyła się również epoka wielkiej i silnej Rosji pomiędzy małymi i słabymi. Dzisiaj to ona jest mała pomiędzy wielkimi: młodymi, prężnymi, błyskawicznie rosnącymi potęgami Chin, Indii, Japonii, integrującego się świata islamskiego, zjednoczonej Europy. Rosja dysponuje nadal rozległym terytorium, w połowie wieczną marzłocią, lecz – niedoludniona i niedorozwinięta gospodarczo, pozostała tym bardziej niezdolna do jego zagospodarowania. Fakty są bezlitosne: PKB Federacji Rosyjskiej i Południowej Korei oscylują wokół tego samego poziomu – przy czym rosyjski zależy nie od stanu jej gospodarki, tylko od światowej koniunktury na surowce energetyczne. Gdy oba państwa koreańskie zjednoczą się (co nastąpi zapewne w nadchodzącym dwudziestoleciu), również liczbą ludności zrównają się z Rosją. Taka jest dzisiejsza perspektywa niedawnej potęgi.

Do katastrofy ekspansywnego mocarstwa niemieckiego doszło pół wieku wcześniej. Odbudowano inne państwo, wstrząśnięte przerażającą klęską, od samego początku wkomponowane w rozwijające się struktury atlantycko-europejskie. To nadaje RFN zupełnie nowy kierunek. Przypomnijmy, że odrodzona w XIX w. Rzesza pojawiła się w nieprzyjaznej jej ambicjom Europie; wszędzie byli wrogowie, których trzeba zniszczyć. Dzisiaj Niemcy bardziej niż inne kraje uwikłane są w system europejski i potrzebują aktywnej obecności innych; od partnerskiej współpracy z pozostałymi krajami Unii zależy ich przyszłość, bezpieczeństwo i dobrobyt.

Niewątpliwie, działają skutki dwu zjednoczeń, dokonanych na przestrzeni półtora stulecia; RFN jest pierwszym krajem Europy pod względem liczby ludności oraz rozmiaru gospodarki. Lecz te proporcje ulegają zmianie, nie tylko z każdym poszerzeniem integracji, lecz przede wszystkim w następstwie rozwoju uboższych krajów UE i całej Wspólnoty. Niemożliwe stało się nawet odzyskanie prymatu, jaki w latach ’60 Francją i Niemcy posiadały w EWG. Tym bardziej nierealne byłoby dążenie, aby uzależnić pozostałe kraje UE, czy choćby naruszyć wewnętrzną równowagę naszego kontynentu.

Uznawać za trwające historyczne zagrożenie ze strony Rosji i Niemiec – to całkowite oderwanie od rzeczywistości. Lepsze czy gorsze, państwa te dzisiaj reprezentują inne wartości geopolityczne, funkcjonują w całkowicie odmienionej Europie i w przeobrażonym świecie. Mamy wprawdzie z nimi różne problemy, lecz zupełnie innego niż kiedyś rodzaju. Z Niemcami głównie dotyczące wspólnych spraw Unii oraz wynikające ze zbieżności czy niezbieżności jakiś szczegółowych interesów. Z Rosją ułożenie wzajemnych stosunków jest niewątpliwie trudniejsze, w głównej mierze ze względu na rozmaite kłopoty, jakie dręczą naszych wschodnich sąsiadów: kraje bałtyckie, Białoruś, Ukrainę czy Gruzję, co bezpośrednio dotyczy i naszego interesu narodowego.

Współczesna Polska znalazła się w niespotykanej od wieków sytuacji. Przy niewielkim wkładzie własnym mamy zabezpieczone bezpieczeństwo międzynarodowe, nasza gospodarka uzyskała nie tylko korzystne warunki rozwoju [sic! – admin], lecz bezpośrednią pomoc materialną w rozmiarze, którego nigdy nie doświadczyliśmy [sic!!! sic!!! – admin]. Tworzy do wyjątkową szansę. Ale nie będzie ona trwać wiecznie.

Zawsze są jakieś zagrożenia, mniej czy bardziej widoczne. Rzeczpospolita nie leży już między dwoma agresywnymi mocarstwami, lecz wraz z całą Europą znalazła się pomiędzy kilkoma potęgami – ukształtowanymi albo dopiero formującymi się. Każde z nich dysponuje co najmniej ćwierć miliardem mieszkańców i ogromną, błyskawicznie rozwijającą się gospodarką. Formują się wielkie bloki cywilizacyjne, ścierające wszystko, co chciałoby pozostać na uboczu. Globalizacji nadaje nowy wymiar, pozytywny i negatywny, słabo kontrolowalnym procesom ponad-politycznym.

W takich warunkach budować należy przyszłość Polski – ale i najbliższych nam krajów, bo w Europie przecież nie jesteśmy sami. Wprawdzie tym razem cieszyć się możemy dobrym położeniem – osłoniętym i oddalonym od głównych stref ewentualnych konfliktów. Nie umniejsza to naszej odpowiedzialności.

Bilans III Rzeczpospolitej

Trzecia Rzeczpospolita ma już za sobą pierwsze dwadzieścia lat, a bilans ogólny jest pozytywny [Hmmm… ? – admin]. Gołym okiem widać ogromny skok cywilizacyjny całego kraju. W głównej mierze jest on prostym następstwem przywrócenia niepodległości państwowej, demokracji i swobód obywatelskich – wykorzystanych owocnie przez upartą, samoistną aktywność milionów Polaków. Te proste rezerwy przestają jednak wystarczać. Stworzyliśmy warunki niezbędne dla pełnego rozwoju: niepodległość, obywatelski charakter państwa, racjonalną gospodarkę, uczestnictwo w UE i NATO – dalej możemy uzyskiwać tylko szczegółowe ulepszenia. Teraz te sprzyjające warunki trzeba w pełni wykorzystać.

Że nie jest to łatwe, dowiodły ostatnie dwie dekady. Na pewno nie zabrakło dobrych intencji. Zbyt często zawodziła realizacja. Może największym brakiem stała się niezdolność do utrzymania dynamiki pokoleń, które doprowadziły do odzyskania niepodległości, a także przeniesienia tego impetu na następne generacje. Chwilami można odnieść wrażanie, że u samych narodzin Trzeciej Rzeczypospolitej zwyciężyła obawa, że taka niekontrolowana eksplozja energii może zaprowadzić nas zbyt daleko. Nadmierna ostrożność, połączona z niewystarczającym przygotowaniem dawała o sobie znać i później.

Spośród 15 premierów, których miała Trzecia Rzeczypospolita, wielu nie spełniło nadziei, pokładanych w nich nie tylko przez ogół obywateli, lecz zwłaszcza przez tych, którzy bezpośrednio udzielili im wyborczego wotum zaufania. Polska jest jednym z niewielu liczących się państw europejskich, w którym – jak dotychczas, żaden rząd, początkowo najbardziej nawet popularny, nie przeżył próby następnych wyborów. Wynikało to w niemałym stopniu z dysproporcji pomiędzy ogromnymi oczekiwaniami społecznymi a ograniczonymi możliwościami, wymagającymi środków i czasu. Nie jest to jednak ani jedyna, ani główna przyczyna. Polityka – roztropna troska o dobro wspólne, często zastępowana przez prymitywne politykierstwo i zwykłą prywatę, nie była silną stroną minionych dziesięcioleci; zbyt często brakowało rozumu i najprostszej odpowiedzialności.

Trwonienie kapitału społecznego niezadowolenia

Te niedostatki, a także nierównomierność uzyskiwanych rezultatów i brak rzetelnego, merytorycznego wyjaśniania prowadzonej polityki spowodowały, że spora część społeczeństwa jest niezadowolona, zawiedziona, a nawet czuje się pokrzywdzona. To niewątpliwie mniejszość, ale liczna i ważna. Skupia nie tylko tych, którzy uważają, że zrobione za mało albo źle, lecz również przekonanych, że Polskę stać na więcej i lepiej. Nie wolno tej mniejszości, przecież tak licznej, lekceważyć, ani zbywać uwagami, że w swoim malkontenctwie nie dostrzegają tego, co udało się dokonać. Trzeba docenić, że niezadowoleni bardziej niż zadowoleni tworzą twórczy potencjał, który – należycie wykorzystany, może dokonać rzeczy wielkich.

Jak na razie, ten kapitał niezadowolenia jest trwoniony. Zapewne najgorszym reliktem sowietyzmu pozostało dychotomiczne dzielenie społeczeństwa na dobrych, którzy tworzą oraz złych, którzy niszczą – przy czym ci ostatni zasługują tylko na nienawiść i pogardę, a powinni zostać całkowicie wyeliminowani. Tak w ZSRR, a za nim w PRL traktowano tzw. wrogów ustroju, czyli tych, którzy przeciwstawiali się komunistycznemu zniewoleniu i sowieckiej hegemonii. Społeczeństwo nie dzieliło się jednak na dwie, antagonistyczne wobec siebie części, gdyż przytłaczająca większość nie należała do którejkolwiek z tych grup, pochłonięta problemami trudnej egzystencji w niesprzyjających warunkach siermiężnego socjalizmu.

Fundamentalnej wrogości władzy gnębione środowiska oporu i opozycji przeciwstawiły podobną zajadłość; wraz z rozwojem ruchów solidarnościowych, objęła ona większą część społeczeństwa. Było to zrozumiałe, gdyż dychotomia była rzeczywista: albo Polska odzyska niepodległość i stanie własnością obywateli – albo pozostanie zniewolona i uciemiężona. Kompromis między tymi zamkniętymi alternatywami był niemożliwy. Sprawy poszły jednak tak daleko, że niektórzy, odwzorowując modele totalitarne (innych nie znali!), uzurpowali sobie monopol na prowadzenie działalności opozycyjnej, gdy inni uznali tylko siebie za prawdziwych Polaków.

Przygaszone odzyskaniem niepodległości, takie postawy wkrótce ożyły, a w ostatniej dekadzie przybierają na sile. Generalnie zwyrodniałe, w demokratycznym państwie są one absurdalne. Warunkiem sine qua non wszystkich systemów demokratycznych jest pluralizm polityczny: politycy muszą różnić się przekonaniami i programami, które chcą realizować –aby obywatele mogli pomiędzy nimi wybierać. Dobrze prowadzone państwo wymaga większości – która rządzi, oraz opozycyjnej mniejszości, która tamtych kontroluje i stanowi wobec nich alternatywę. Likwidacja jednej z tych stron prowadzi nie tylko do zaniku demokracji, lecz przede wszystkim do kryzysu samego państwa. Zastąpienie rywalizacji politycznej przez pełną nienawiści walkę na wyniszczenie jest najgorszym zagrożeniem samego bytu ojczyzny.

Mamy, niestety, takie doświadczenia. Przywołany przeze mnie wyżej 200-letni czas narodowych nieszczęść rozpoczęty został w ostatnich miesiącach panowania króla Augusta III Sasa, gdy w obliczu nadchodzącej elekcji potężne stronnictwo Czartoryskich, aby pognębić rywali, wyprosiło w Petersburgu wsparcie przez armię rosyjska. Przez poprzednie 30 lat Rzeczpospolita była przedmiotem rywalizacji, później sporu, wreszcie walki dwu potężnych partii – zwanych hetmańską i „Familią” Czartoryskich. Siły były wyrównane, co spowodowało, że wszystkie Sejmy zwołane w tym okresie, zostały zerwane, aby uniemożliwić sukces czasowej i niepewnej większości.

Liberum veto chroniło przed wojną domową – w owych stuleciach typową dla Europy metodą rozstrzygania politycznych sporów, ale chroniło do czasu. Historycy w tym sporze programowym rację przyznają na ogół Czartoryskim, co nie zmienia faktu, że zaślepieni nienawiścią, przekonani o swojej absolutnej słuszności i w dobrych intencjach, wprowadzili do Polski Moskali. Obce bagnety miały ratować ojczyznę. Od tej pory, z nielicznymi przerwami (najdłuższą stanowiła Druga Rzeczpospolita), aż do początków lat ’90 armia rosyjska, stacjonując w Polsce, była skutecznym instrumentem jej zniewolenia.

Jeśli głównego wroga znajduje się we własnym, niepodległym i demokratycznym kraju; jeśli za cel naczelny uznaje się jego doszczętne zniszczenie; jeśli porusza się wszelkie, dobre i złe emocje oraz buduje nienawiść do tego, co jest częścią narodu i wspólnej ojczyzny – możliwe są tylko dwa rozwiązania. Albo należy zaprowadzić totalitarną dyktaturę – bo tylko ona umożliwia całkowitą likwidację przeciwników politycznych. Albo, co łatwiejsze, wezwać na pomoc kogoś z zewnątrz – takiego, który uczyni to we własnym interesie (bo inny nie będzie chciał się angażować).

Polskie spory wewnętrzne nie doszły jeszcze tak daleko – ale nadmiernie daleko. Nienawiści, złe emocje polityczne zaczynają rozrywać przyjaźnie, dzielić bliskich, często tak samo myślących, uznających te same wartości ludzi. Mówię te słowa, gdy trwa kampania wyborcza. Niech Państwa nie dziwi jej pozorna ospałość, nie mylą miłe słówka i ciepłe uśmiechy. To lep, aby pozyskać głosy. Serdeczność Radziwiłła Panie Kochanku, układność Stasia Poniatowskiego. W rzeczywistości trwa bezpardonowa walka. Czy, aby ją rozstrzygnąć jednym ciosem, potrzeba będzie, jak w XVIII wieku, aż trzydziestu lat?

Problem jest znacznie głębszy niż się wydaje – i nie zostanie rozwiązany przez polityczne zwycięstwo jednej ze stron. Tworzą się już odmienne wizje Polski; ich autorzy nie potrafią jeszcze pełniej sprecyzować jej pożądanego oblicza, lecz już pobudzają emocję i przyczyniają się do tworzenia irracjonalnego przekonanie, że mogą istnieć dwie, walczące z sobą Polski. Czyżby zabrakło tego, co zawsze łączyło Polaków?

Nie wolno obok takiej groźby przejść obojętnie.

Konieczność zdefiniowania naszego interesu narodowego

Za tydzień czy trzy wybierzemy Prezydenta Rzeczypospolitej. Nosiciel tego urzędu jest szczególnie predestynowany do wypełnienia niebacznie pozostawionej luki. Przez dwadzieścia lat istnienia Trzeciej Rzeczypospolitej nie sformułowano, na czym polega nasz interes narodowy – łączący wszystkich, swoista busola, wyznaczająca generalny kierunek wspólnej aktywności. Wprawdzie potrzeba taka została podniesiona już w toku kampanii poprzedzającej pierwsze wybory prezydenckie w 1990 r., ale do dzisiaj nie spotkała się z odzewem. Do wyobraźni niektórych w ogóle nie trafiła, innych – uwięzionych w ideologicznych formułkach, raził sam przymiotnik narodowy – rozumiany jako etniczny.

Dla większości sprawa wydaje się bezprzedmiotowa: interesu narodowego nie trzeba formułować, bo jest zrozumiały sam przez siebie. Polska ma być niepodległa, solidarna, demokratyczna, samorządna, obywatelska, tolerancyjna, przestrzegająca zasad moralnych i reguł gospodarki rynkowej – i tak dalej. Rzeczywistość nie składa się jednak ze sloganów, tylko z bardzo konkretnych, precyzyjnych rozwiązań – bardzo mocno osadzonych we właściwym im czasie. Czy podporządkowanie się decyzji międzynarodowego gremium o ograniczeniu emitowania tlenku węgla, czy o obowiązkowemu szczepieniu na ospę, albo o zasadach konkurencji w gospodarce jest naruszeniem naszej suwerenności?

A jeśli nie – to co? Mówiąc o niepodległości, konieczne jest określenie, gdzie współcześnie znajduje się nasze non possumus – granica, której nie wolno przekroczyć. A cóż to znaczy: Polska solidarna? Taka, w której wszyscy lojalnie wspomagają wszystkich? A może taka, w której działają w myśl dyrektyw, ustalonych na ostatnim posiedzeniu Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, gdy pozostali kontynuują tradycję ZOMO?

Przy różnych okazjach – i w różny często sposób, niektóre szczegółowe kwestie, wynikające z mglistego rozumienia naszego interesu narodowego próbowano precyzować. Zdania były podzielone, dyskusja rozpływała się w sloganach. Do następnego razu, gdyż niektórych kwestii nie sposób ominąć.

Jeśli wiemy, jakiej Polski chcemy, nie bójmy się tego sprecyzować. Kierunek, w jakim rozwija się kraj, zakres aktywności i priorytety w aktywności wewnętrznej i międzynarodowej nie mogą być uzależniane od czasowych potrzeb czy nagłych, a przypadkowych zdarzeń – jakiś starań o dobre wyniki w sondażach, chwilowego widzimisię niedouczonego polityka, głośnego niezadowolenia pracowników jednego zakładu. Kompromis pomiędzy stronnictwami politycznymi, nawet ograniczony do obsady stanowisk w telewizji, doprowadzić może do najgorszych skutków – a cóż dopiero, jeśli miałby dotyczyć filarów naszego narodowego bytu?

Błędem najwyższym byłoby, gdyby same stronnictwa polityczne, zasiadające w Sejmie po części dlatego, że korzystają z państwowych dotacji, określały nasz interes narodowy w toku negocjacji i wzajemnych polemik, dobrze już znanych z przekazów telewizyjnych. Prezydent Rzeczypospolitej, wybrany przez bezwzględną większość aktywnych obywateli, wydaje się najbardziej uprawniony do podjęcia takiego zadania. Rzecz będzie niełatwa, wymagająca czasu, rozwagi i odpowiedzialności. Nie wystarczy tzw. publiczna dyskusja, sprowadzająca się do serii publikacji prasowych i polemik na forach internetowych.

Sprawa powinna być przedyskutowana merytoryczne w przez kompetentnych ludzi o różnych przekonaniach, rozwijana i analizowana w poszerzających się systematycznie gremiach, a dopiero, gdy uzyska dość konkretne kształty, przekazana do debaty politycznej i oddana pod osąd opinii publicznej. Znalezienie consensusu w fundamentalnej dla Rzeczypospolitej sprawie będzie trudne, lecz jest przecież konieczne.

Kiedy, jeśli nie dziś, podjąć takie wyzwanie?

Leszek Moczulski

Komentarze 22 to “Słowo własne Leszka Moczulskiego na jubileuszu 80. urodzin”

  1. Realista said

    http://whatreallyhappened.com/WRHARTICLES/noterrorists.php

    CO jeśli Izrael jest za terrorystów?

    Tylko na chwilę, chcę, abyś rozważył możliwość, że być może 99% terrorystów na świecie produkowane są podróbki, krwawą teatr nie służyć interesom grup pobocznych, ale całych państw narodowych?
    Teraz, zanim się śmiać i głowy, aby do kawy, tylko zatrzymać się i pomyśleć przez chwilę. Każdy prawdziwy grupy uciskanych ludzi potrzebujących wsparcia opinii światowej wpływa na zmiany celowo określone popełnienia takich zbrodni, że to przerażające, że bardzo niszczy wsparcie?
    Powiedzmy, że Naród jest okrutnie prześladowanych przez Nation B. Nation udało się zdobyć sympatię świata i wsparcie dla trudnych i okrutne traktowanie cierpią z ręki Nation B. Potem nagle znajduje się „terror „ataku, a to wygląda Nation ma uderzyła na Nation B, zabijając wielu niewinnych ludzi. Świat współczucie dla narodu znika w jednej chwili i przesuwa się do Narodu B, ofiara postrzegany.
    Dlaczego naród nie taki głupi?
    Prawda jest taka, naród nie zrobi takie coś. Korzyści z punktów ataku terrorystycznym na prawdziwym winowajcą, który jest Nation B angażowania się w to, co nazywa „False Flag: ataku popełnia akt okrucieństwa w celu winić go na wroga. Przykłady false-flag ataki będą obejmować bombardowania Hotel King David w 1946 roku, przeprowadzone przez członków Irgun przebrani za Arabów, Lavon Affair w 1954 r., przeprowadzonych przez izraelskich agentów, ale winę na Egipt, a atak na USS Liberty w 1967 roku, które udało , również na to zasłużył na Egipt.
    Naród jest, oczywiście, Palestyny i Izraela Nation B, i zaczął się być oczywiste, że istnieje wzór w tzw „terrorystyczne” ataki, które zawsze wydawało się pojawić dopiero wtedy, gdy opinia publiczna zaczyna rzecz Palestyńczyków , w sam raz, by pokrzyżować pragnienie Palestyńczyków do własnego narodu, zawsze w ostatniej chwili przeszedł z powrotem do opinii światowej nadal kradzieży Izrael ziem palestyńskich.
    Więc kim są naprawdę pracuje dla terrorystów?
    Izraelski Mossad roli w przewrocie Działka Turcja Revealed
    Izrael finansowane „terrorysta” grupy poprzez BCCI
    Amia był Mossad Operacja fałszywie banderą
    Agent Mossadu zabijania Oz turystów do kradzieży ich tożsamości do stosowania w fałszywych operacji Al-Kaidy
    „Mossad w stanie zaatakować USA: US Army urzędników
    Iran zawiesza się „terroryzmu” związane z Mossadu
    Montreal Mossad izraelski oddala ataku terrorystycznego
    Izraelski Mossad = al Kaidy?
    Sądownictwa rozpoczyna pracę na razie Mossad terror grupy powiązanych
    Assassins złowionych na film pokazuje możliwe link Mossad-Fatah
    Mossad finansowane przez Abu Nidal BCCI
    Bombaj: Mossad Kąt
    Hamas został założony przez Mossad
    Izraelski oficer sprzedaż broni dla terrorystów w Iraku
    FALSE FLAG MOSSAD ataków terrorystycznych
    Ujawniania informacji na temat Mossadu aktów terrorystycznych obawy Europejczyków
    Mossad i firm Przeprowadzki: mistrzów światowego terroryzmu?
    Grupy, które miały kredyt „Bandini Bomber” związane z Mossadu.
    MARRIOTT BOMB: Mossad ściąga innym procesie false-flag
    Mossad Exposed w Phony palestyńskiego „Al-Kaida” Caper
    Mossad zaaranżowana Christmas Day działki bomba
    British Linki gazecie Mossadu z 9 / 11
    Jak Mossad Oszukane Wojskowej USA na 9 / 11
    Spójrz na to Mossad Zabójstwo Składy
    Przechwytuje terrorystycznych Armii „Ring” Praca dla Mossadu
    Armia Libanu izraelski Mossad oddaje „Terrorist Ring”
    Bumbling strony Mossadu podejrzenie zamachu w Dubaju
    Mossad kradzieży paszportów w Australii i NZ
    Mossad wspieranie Radical muzułmańskich „grupy.
    Cell-Linked Mossadu aresztowany w południowym Libanie
    Linki Mossad do 1986 roku bombardowania Berlina disco
    MOSSAD setki LEKI CAUGHT Running Wild w Ameryce!
    Mossad zabezpieczone sieci terroru w Libanie
    Mossad okazał się wspierają „islamskiego terroryzmu” grupy w połowie wschód.
    Mossad zamieszany w spisek zamachu stanu w Turcji, kraju NATO
    Terror zamachów w Bombaju: Mossad Kąt
    Mossad związane z „Jundollah” ataki, porwania i Iranu straży granicznej
    Mossad za terror hinduskie grupy
    Izraelski Mossad Linki do World Trade Center Attack
    Abu Nidal – Mossad terrorystycznych
    „Terror” grupy w Iranie związane z Mossadu, CIA
    Atak na ambasadę USA w Jemenie Związany z Mossadu
    Mossad Black Ops oraz False Flags
    Mossad związane z „Crotch Bomber”
    Mossad związane z 9 / 11 ataki: Sprawozdanie
    11/09 Mossad pełnomocników Przyznaj Mission: „Nasze celem było Dokument Event”
    Tylko ludzie rzeczywiście byli aresztowani w dniach 9-11 Izraelczyków
    Link Mossad Znalezione na jednym z kluczowych 11/09 porywaczy
    Administracja Busha Ignoruje Mossad-Link terrorystyczne Al-Kaidy
    Al-Kaidy są naprawdę Mossadu
    Mossad związane z działki Ergenekon
    Hezbollah przeniknęły przez Mossad, ma licytacji Izraela. Izrael atakuje, gdy potrzeby pretekst do inwazji na Liban
    Hezbollah jest front Mossadu?
    Izrael nabrać USA w ataku Libii
    Kiedy Izrael zaatakował USS Liberty starali się ramka Egipt za to.
    Lavon Affair: Izrael historii udaje ataków terrorystycznych.
    Izrael tworzy i grup pomocy terroru.
    Jeśli Hamas jest tak źle to dlaczego Izrael utworzyć? Do demonizować Palestyńczyków?
    Izrael etapach tych „terror” ataków w celu wyłudzenia od Ameryki do nienawiści wrogów Izraela

  2. Marian Barański said

    Chciałbym tu przypomniec,ze Leszek Moczulski został uznany przez sądy za tajnego współpracownika/TW/ Służby Bezpieczeństwa .Wyrok jest prawomocny .Zastanawiam się czy warto publikowac tego rodzaju ,oderwane od rzeczywistości ,poglądy.

  3. Wojwit said

    Dodam do tego, co napisał pan Marian Barański, że był to jeden z najlepiej zakonspirowanych agentów bezpieki. Ludzi nie dziwiło nawet to, że Moczulski był w PZPR od bodajże 1955. roku (czy nawet 1954.) i oceniano go tam jako rokującego wielkie nadzieje młodego działacza a dwa lata później stał się zażartym wrogiem systemu. Dla komuny wyjątkowo wygodny – zreszta wystarczy zerknąć na film „Nocna zmiana”, żeby więcej nie trzeba było nic udowadniać. Ciekawe tylko, oceniając jego artykuł, czy on ma nas za debili, którzy nie widzą otaczającej rzeczywistości, czy też sam cierpi na, łagodnie mówiąc, aberrację umysłową.

  4. Świadomy said

    No właśnie ! Czy warto zaprzątać nam głowę takimi produkcjami, b. delikatnie określając, oderwanymi od rzeczywistości ?

  5. aga said

    Panie Barański to jak z tymi sądami ? Raz są w lapach unych i nie ma co na nie liczyć? A innym razem lustruja sprawiedliwie?
    Co to za sądy ,ktore oczyściły Kwacha-Stolzmana i bolka-walęsającego,Gilowska,etc ?Może należy oceniać w ten sposob ,ze kto oczyszczony to faktycznie agent a kto skazany to porządny człowiek,vide Jurczyk?

  6. marq said

    Jeżeli nawet Leszek Moczulski ani nie rozumie dzisiejszego Realu ani nie potrafi, nie chce (bez zakłamania)odczytać kilku kart w wielkiej historii Polski to co mówic i mysleć o szeregowym Polaku, jednym z milionow.
    Tak własnie wyglada Polskie zakłamanie – Polactwo – w wydaniu elit III RP…
    Nieszczęśliwy kraj majacy Takich „proroków”!

  7. Marian Barański said

    Re: Aga. Byłem kapowany przez Leszka Moczulskiego , jego właśnie zwerbowali do inwigilowania mnie w roku 1969 .Dlatego też wiem ,ze wyrok jest słuszny i sprawiedliwy,choc w pierwszej instancji , to była parodia sądu , min. to L. Moczulski prowadził proces , on zadawał pytania świadkom , a sąd słuchał. Dopiero potem ocknął się oskarżyciel ,i sąd, ja zaś zeznałem co wiedziałem. Nie wykluczam jednak,że L. Moczulski chciał tu prowadzic własną grę , a ponieważ wiedział ,ze SB jest realną władzą , próbował ew. wykorzystywac ją do własnych celów. Cele te jednak były antynarodowe , ponieważ był on zdecydowanym zwolennikiem walki z Rosją i zwolennikiem NAT0 oraz Ukrainy.

  8. Wiktor Dmuchowski said

    Nie mam sentymentu do p. Moczulskiego, ale jedną rzecz słuszną w jego przemówieniu z trybuny sejmowej pamiętam w roku 1993.
    Mówił wtedy: „Panie i Panowie Posłowie, PRZEGRYWAMY BIAŁORUŚ”.
    Władze w Warszawie już przegrały!

    I coś jeszcze:

    Na uroczystość Bitwy pod Grunwaldem władze w Warszawie nie zaprosiły nikogo z władz Białorusi, choć wszystkim wiadomo, że Białorusini walczyli z Krzyżakami ramie w ramię z Polakami.
    Białoruś w tych dniach, więc organizuje własne obchody, uwaga… na które został zaproszony Minister Kultury p. Zdrojewski i tam będzie.

    Proponuję zorganizować akcję protestacyjną pod czas Grunwaldzkich uroczystości: Nie zgadzamy się z zacieraniem historii-Białorusini są naszymi braćmi od czasów Grunwaldu!
    Pozdrawiam.

  9. NC said

    – Moczulski plecie, ale to nie skleroza – to realiowanie wytycznych.

    – Realista #1: Co to za bełkot i w jakim to jest języku?

  10. Marian Barański said

    Panie Dmuchowski. W rocznicę Grunwaldu , w Warszawie , władze organizują tzw. Europride czyli światowe spotkanie homoseksualistów . O Grunwaldzie w Warszawie nikt nie myśli.

  11. Krzysztof M said

    Ad. 9

    PPS-owska szkoła. Najpierw jest rozmach. A potem zamach. Pan Moczulski zechce przedstawić zwolenników swoich poglądów znajdzie w kraju. I po nich poznamy, co poglądy pana Moczulskiego są warte. 🙂

  12. Pan Moczulski — Jako czlowiek – be , jako polityk – be . Nie zasluguje na komentarz .
    Kiedys to sie mowilo — Za caloksztalt .

  13. Św. Mikołaj said

    Pierdoły starego dziada-kapusia…

    re 9
    Ten bełkot jest w języku Kali kochać, Kali uciąć…

  14. Realista said

    re 9

    Zgadzam sie, ze to straszny belkot. Niestety uzylem opcji jezyka polskiego na tej stronie i tak to wyszlo.

    Poprawny jezyk jest po angielsku:

    http://whatreallyhappened.com/WRHARTICLES/noterrorists.php

  15. Rosomak said

    @ 10. Marian Barański.

    /…/ „W rocznicę Grunwaldu , w Warszawie , władze organizują tzw. Europride czyli światowe spotkanie homoseksualistów . O Grunwaldzie w Warszawie nikt nie myśli.”

    Pański wpis nasunął mi na myśl krakowskie obchody 500 rocznicy zwycięstwa pod Grunmwaldem. Otóż w dniach 15 – 17 lipca 1910 r. miała tam miejsce uroczystość odsłonięcia „Pomnika Króla Jagiełły” – bo właśnie tak go wówczas nazywano, nie zaś jak obecnie: „pomnik grunwaldzki”. Niedawno ktoś ofiarował mi piękną broszurę z fotografiami, która ukazała się w 1910 r.”nakładem i czcionkami Drukarni „Prawdy” pod zarządem Józefa Jondry”.
    Mimo upływu całego wieku jaki upłynął od od tamtego wydarzenia, zawarte w niej wspaniałe, płomienne przemówienia: Ignacego Jana Paderewskiego – fundatora pomnika, ks. biskupa Dra Władysława Bandurskiego, marszałka krajowego St. hr. Badeniego, prezydenta miasta Krakowa Dra Juliusza Lea – w pewnym sensie wciąż są aktualne.
    Jeśli będzie taka wola Gajowego, to może zamieścimy tu (lub także gdzie indziej) ten ciekawy dokument sprzed lat, ale musiałbym go jeszcze częściowo przepisać, bo czasami OCR się gubi.
    Mając poważne obawy i wątpliwości co do zawężonej rangi, przebiegu i znaczenia tegorocznych obchodów 600 – lecia wiktorii grunwaldzkiej – wklejam tylko fragment wstępu z tamtego jubileuszowego wydawnictwa dot. znaczenia pomnika i jego idei:

    /…/Pomnik króla Jagiełły, jego (Paderewskiego – dop. mój) wzniesiony ofiarnością, będzie ciągłą, nieustającą szkołą miłości Ojczyzny, szkołą pracy i poświęcenia na jej rzecz i dla jej dobra.
    Ktokolwiek stanie przed tym pomnikiem, kto spojrzy na postać natchnioną króla, kto rozważy znaczenie grup po bokach rozmieszczonych, temu będą musiały poważne, a zarazem i tęskne nasunąć się myśli.
    Praca dla Ojczyzny! O jakżeż bardzo nam jej potrzeba w czasach dzisiejszych upadku i niedoli. Potrafiliśmy przed 500 laty wroga powalić i rozgromić, byliśmy bowiem pod wodzą wielkiego króla jednością silni. Niestety nasza słowiańska dobroduszność, miękkość i nieporadność nie pozwoliła na należyte zwycięstwa wyzyskanie.
    Każdy Polak, który stanie przed pomnikiem króla Jagiełły, skoro uprzytomni sobie wielką chwilę zwycięstwa pod Grunwaldem i zestawi z czasami dzisiejszymi i z naszem obecnem położeniem, to zaiste nie byłby chyba człowiekiem żywym i czującym, gdyby mu krew strumieniem do głowy nie buchnęła, a twarz płomiennym nie rozpaliła się rumieńcem. Oto do czegośmy doprowadzili! Przed laty pięciuset był Prusak ztratowany i zniszczony, a dzisiaj ten sam Prusak kajdany nam nakłada, dzieci nasze katuje i z ziemi ojczystej nas wywłaszcza. A kto temu wszystkiemu winien? Nie kto inny, jeno my sami. Najpierwej nie umieliśmy powalonego na ziemię wroga do reszty zniszczyć, następnie pozwoliliśmy mu pod naszą własną opieką się wzmocnić, sami zaś słabliśmy coraz więcej w rozstroju i w niezgodzie. Pomnik więc króla Władysława Jagiełły, umożliwiony ofiarnością jednego wielkiego artysty a wzniesiony geniuszem drugiego, będzie na zawsze dla wszystkich Polaków wielką narodową szkołą.
    Będzie nawoływaniem do pielęgnowania tych przymiotów, które Grunwald umożliwiły a do unikania tych wad i tych błędów, które pomimo Grunwaldu następnie naszą spowodowały zgubę, obecnie zaś oddały nas na pastwę tego samego, niegdyś tak srodze pognębionego wroga.

    /…/ Pod Grunwaldem zaś wystąpiły po raz pierwszy w dziejach zjednoczone narody słowiańskie do walki z germańskim najazdem. Okazuje z tego, że Słowiańszczyzna mogłaby się przed Niemcem obronić, gdyby tylko była zgodną i zjednoczoną, ale zjednoczoną nie po moskiewsku z pomocą knuta i kajdan, lecz po polsku, z pomocą wolności. Po Grunwaldzie zrozumiały narody wschodniej Europy, czemby Polska dla nich być mogła. Już syna Jagiełły, Władysława Warneńczyka powołują Węgrzy na tron św. Szczepana, syn zaś Władysławowego brata Kazimierza zostaje królem węgierskim i czeskim. Cała Słowiańszczyzna wraz z Węgrami dąży do połączenia się z Polską. Niestety dynastya Jagiellonów nie utrzymała się czas dłuższy. Natomiast jagiellońska idea przeżyła dynastyę i okazała się niesłychanie żywotną i dla spokoju świata potrzebną. Idea Jagiellońska, to zjednoczenie ludów wschodniej i południowo-wschodniej Europy pod hasłem wolności i postępu w jedną wielką federacyę.

    A teraz jedna jeszcze uwaga. Z przykrością wypada stwierdzić, że szczery i gorący patryotyzm polski zesłabł w ostatnich czasach w sercach polskich. Odnosi się to spostrzeżenie głównie do Galicyi, gdzie mamy swobodę i nie potrzebujemy walczyć o byt narodowy. Otóż mamy nadzieję, że pomnik króla Jagiełły będzie jednym z tych czynników, mogących działać stale i skutecznie na silniejsze uczuć patryotycznych rozbudzanie. Szczególnie młodzież nasza, stojąc przed pomnikiem, rozpamiętując jego znaczenie, oby nauczyła się odczuwać jak mówi Mickiewicz:
    „Dawne serca bicie i dawną wielkość duszy”. Oby dzisiejsi młodzi, zrodzeni w czasach ucisku i niedoli, stojąc przed pomnikiem, „choć chwilę jedną tak górnie przeżyli, jak tamci żyli niegdyś całe życie”.

    A na zakończenie, przytoczę jeszcze pewien – jakże wymowny fragment cytowanej broszury:

    „Owoce grunwaldzkiego obchodu”

    /…/A mianowicie potrzeba nam uświadomienia najszerszych warstw narodu, potrzeba rozbudzenia uczuć silnych, a solidarnych. My nie mamy państwa, któreby nas siłą trzymało, my tworzymy tylko całość duchową, żyjemy jako naród tylko życiem wewnętrznem. Zewnętrznie rozbici, przymusowo podzieleni między trzy organizmy państwowe, nie posiadamy ani rządu własnego, ani szkoły, ani wojska, jednem słowem nie posiadamy niczego, co daje siłę na zewnątrz, coby mogło do fizycznej posłużyć obrony. A przecież pomimo tego jesteśmy jednością, której nic rozbić nie może. Jedność ta zaś zasadza się na jedności uczuć i na możliwie najszerszem uświadomieniu narodowem. Aby jednak taki stan rzeczy w narodzie utrzymać, aby spotęgować narodu odporność, do tego potrzebnem jest, aby te miliony braci jednako czujących dawały od czasu do czasu wyraz tym swoim zbiorowym uczuciom. To się właśnie stało podczas uroczystości grunwaldzkich. Jedna myśl i jedno uczucie zespoliło synów tego narodu, wszystkie dzielnice Polski złączyły się, odżyła tu w Krakowie Polska jedna i niepodzielna.
    Świadomość narodowa się wzmogła. Sto piętnaście lat temu, jak państwo polskie rozebrano. No i cóż z tego? Czy naród polski przestał istnieć? W dniach od 15. do 17. lipca r. b. cały świat przekonał się, że nie przestał istnieć, że tworzy jedność niepodzielną, silniejszą może nawet, aniżeli dawniej. Cierpienie zespoliło nas wszystkich jeszcze silniej.
    Przekonał się teraz cały świat, że Polacy to nie jakieś tam sobie plemionko mieszkające w różnych państwach, ale że to naród wielki. Naród taki można sztucznie porozdzielać, ale jego jedności rozbić nie można. Jedność ta bowiem zasadza się na wspólnych wielkich dziejowych tradycyach. Gdybyśmy nic więcej nie mieli, tylko wspomnienie jednego takiego zwycięstwa jak Grunwald, to już toby wystarczyło, aby nas utrzymać w jedności. Dobrze się więc stało, żeśmy to sobie przypomnieli, żeśmy się we wspomnieniu Grunwaldu ponownie zbratali, żeśmy się wzajemnie pokrzepili i otuchy sobie dodali do dalszych walk, trudów a może i cierpień. Takie powszechne serc pokrzepienie było nam potrzebne. Przeświadczenie, że zastępy narodowo uświadomionych nie tylko się nie przerzedziły, ale przeciwnie znacznie się pomnożyły, napawa nas wiarą w przyszłość. Nie, naród takiem żyjący życiem, naród umiejący w taki sposób czcić swoją wielką przeszłość, naród taki zginąć nie może. On do czasu przetrwa wszelkie burze i przeciwności, aż nareszcie zaświta jutrzenka zbawienia.”

    Oto i dlaczego dzisiaj „O Grunwaldzie w Warszawie nikt nie myśli.”
    Pozdrawiam!

  16. Shakespear said

    Warto przeczytac co „chce” przekazac Pan Moczulski. Dla mnie jest to taka mixtura ktora w kluczowych miejscach sie wogule nie klei.

    Współczesna Polska znalazła się w niespotykanej od wieków sytuacji. Przy niewielkim wkładzie własnym mamy zabezpieczone bezpieczeństwo międzynarodowe, nasza gospodarka uzyskała nie tylko korzystne warunki rozwoju [sic! – admin], lecz bezpośrednią pomoc materialną w rozmiarze, którego nigdy nie doświadczyliśmy [sic!!! sic!!! – admin]. Tworzy do wyjątkową szansę. Ale nie będzie ona trwać wiecznie.

    Rodzaj niebezpieczenstwa sie zmienil, teraz jest on economiczny. Agresywny mimo wszystko i zostawia ofiary ktore nie widzimy na gole oczy ale znajdziemy w statystyce.

    http://opzz.org.pl/assets/obj/dokument_organyue/d/ubostwo_dzieci_26_02.pdf

    Wykres 1 mowi sporo 😦

    Rzeczpospolita nie leży już między dwoma agresywnymi mocarstwami, lecz wraz z całą Europą znalazła się pomiędzy kilkoma potęgami – ukształtowanymi albo dopiero formującymi się.

    Powracam do tego co wyrzej powiedzialem. Walka o rynek, taniego pracownika i zniszczenie konkurencji to prawdziwe pole bitwy dzisaj. Kto tego nie rozumi nie rozumi rodzaj wojny toczonej w dzisiaj.

    Polityka – roztropna troska o dobro wspólne, często zastępowana przez prymitywne politykierstwo i zwykłą prywatę, nie była silną stroną minionych dziesięcioleci; zbyt często brakowało rozumu i najprostszej odpowiedzialności.

    I to wlasnie neguje jego cieple slowa w jak swietnej sytuacji Polska znajduje sie dzieki tej wspanialej polityki prowadzona przez jego kolegow.

    Stworzyliśmy warunki niezbędne dla pełnego rozwoju: niepodległość, obywatelski charakter państwa, racjonalną gospodarkę, uczestnictwo w UE i NATO – dalej możemy uzyskiwać tylko szczegółowe ulepszenia. Teraz te sprzyjające warunki trzeba w pełni wykorzystać.

    http://terroryzm.wsiz.pl/artykuly,Koszty-polskiej-misji-w-Afganistanie.html

    A dzieci glodne do szkoly ida. Tego kolchozu nie rozumie. Jablka sie wyrzuca bo sie nie oplacaja. Krowy znikaja ze wsi bo sie nie oplacaja. A w szkolach sa glodne dzieci ktorym jablko nie mozna dac bo sie zastanawiaja jak je podac. Czy krajane, czy obrane, czy w plastiku, czy gole. GLUPOTA do potegi million 😦

    http://wiadomosci.polska.pl/specdlapolski/article.htm?id=197086

    Lepszych warukow nie mozna wymyslic.

    Tak ze Moczulski dla mnie zyje na innej planecie.

  17. opornik said

    Jeżeli Grunwald to i Świeta Jadwiga-Królowa Polski,

    która ofiarowała swemu Mążowi Obraz Matki Bożej Zwycięskiej,

    który to potem stanął na Ołtarzu,

    przed którym to doprawiano te Słynne Masze Śwęte przed bitwą!!!

    Po czym Obraz ten nazwany właśnie MB Zwycięską otrzymał swe miejsce dla Potomności w Brdowie,
    który nakazał zbudować syn Jageiełły Władysław
    jako – Votum za Zwycięstwo pod Grunwaldem od
    Narodu Królowej Polski Matki Bożej Wniebowziętej .

    Historię zmaieniono nam w hagaddę, a fakty w

    wymiociny jej tfurcuff, synów Lucufera…

  18. Rosomak said

    W tekście dra Moczulskiego poplątana jest prawda z fałszem, a na dodatek obleczona w pustosłowie i retorykę, właściwie, to można go sobie darować. Zamula.

  19. aga said

    ad.10 należałoby jakąś kontrdemonstrację zorganizować ale kto się tym zajmnie? MW rozbita i chyba zażydzona ,skoro się mistrzostwami świata w RPA przejmuje a oświadczenia w sprawie śmierci Dr.Ratajczaka nie było i nie ma.

    Albo wlasne społeczne obchody Rocznicy Grunwaldu pod pomnikiem.

  20. Marucha said

    Nie dbam zbyt wiele o to, czy Moczulski był kapusiem, czy miał tylko taki epizod w swym życiu, czy też kapusiem pozostał.
    Wiem jednak, że sporo się wysiedział za PRL-u – jak na kapusia.

    Jego poglądy przedstawiłem celowo, gdyż są dość charakterystyczne.

  21. – Do 20 – Pan Marucha — Trocki byl przeciwnikiem ustroju stalinowskiego , zostal z tego powodu podstepnie zamordowany . (?)

    A jakie to ma znaczenie, że np. grupa gangsterów z Wołomina zlikwidowała przywódcę grupy z Pruszkowa? – admin

  22. Krzysztof M said

    Czy Moczulski był kapusiem, czy nie był – to nie jest ważne. Ważne jest w którym kierunku Moczulski zmierza. A zdaje się, że Moczulski jest piłsudczykiem… Więc beze mnie.

Sorry, the comment form is closed at this time.