Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Taktyka, zasady, dylematy

Posted by Marucha w dniu 2010-06-28 (Poniedziałek)

Już za tydzień ostateczna rozgrywka prezydencka. Dwaj pretendenci do Pałacu Prezydenckiego mobilizują wyborców i zabiegają o głosy nie tylko swoich dotychczasowych zwolenników, ale również kandydatów, którzy odpadli po pierwszej turze. Marek Jurek pół godziny po ogłoszeniu wstępnych wyników natychmiast zaapelował do swoich zwolenników o poparcie Jarosława Kaczyńskiego, Andrzej Olechowski wskazał na Bronisława Komorowskiego. Obaj kandydaci jednak najbardziej zabiegają o elektorat Grzegorza Napieralskiego. PO konsekwentnie od wielu miesięcy kokietuje “postępową” część SLD, a to proponując Włodzimierza Cimoszewicza na ważne stanowisko w Radzie Europy, a to umożliwiając start do PE ze swoich list Danucie Huebner, a ostatnio skutecznie przeprowadzając wybór Marka Belki na stanowisko szefa NBP.

O elektorat Grzegorza Napieralskiego zabiega też PiS i Jarosław Kaczyński. Dla wielu jego zdeklarowanych zwolenników zaskoczeniem może być zmiana retoryki. Od 21 czerwca zamiast określenia “postkomuniści” używane jest sformułowanie “lewica”. Paradoksem obecnej dwubiegunowej sceny politycznej jest to, że na wojnie PO – PiS najwięcej zyskuje ten trzeci. I trzeba przyznać, że lider SLD umiejętnie wykorzystał sytuację: spacyfikował opozycję we własnych szeregach i zręcznie podbija stawkę, lewarując się dzięki rozgrywce między Platformą a PiS. Do PO mu bliżej z powodów ideologicznych, a do Prawa i Sprawiedliwości ze względów socjalnych, a poza tym ma sojusz w telewizji publicznej, która – jak widać – skutecznie wypromowała Napieralskiego. Można powiedzieć, że tak jak Lech Wałęsa swego czasu opierał się na służbach i wzmacniał “lewą nogę”, za co był krytykowany przez środowisko obecnego PiS, tak logika obecnej sytuacji znowu promuje postkomunistów.

Poseł Artur Górski z PiS w swoim blogu napisał, że “Jarosław Kaczyński dryfuje w lewo. To jest retoryka wyborcza”. Po czym przytoczył swoją rozmowę z prezesem, który miał powiedzieć: “Najpierw musimy wygrać wybory i zdobyć władzę (…) a następnie zabierzemy się za realizację programu prawicowego”. Przejawem tej taktyki było powierzenie znanej z lewicowych poglądów Joannie Kluzik-Rostkowskiej funkcji szefowej sztabu wyborczego czy niejasne stanowisko w sprawie in vitro. Jednak prymat taktyki nad zasadami oraz wiarygodnością i instrumentalne podejście do głoszonego wcześniej programu są niebezpieczne. Bo centrum można nie zdobyć, a prawą flankę stracić. Korzystają na tym postkomuniści, bo dzięki doraźnym działaniom polityków, którzy tracą z pola widzenia długofalowe skutki swoich działań, uzyskują realny wpływ na rzeczywistość.

W tych wyborach nie do końca chodzi o to, co wydaje się na pierwszy rzut oka. Paradoks sytuacji polega na tym, że Donald Tusk ma wielki dylemat: wygrana Komorowskiego oznacza osłabienie jego pozycji i utworzenie w Pałacu Prezydenckim konkurencyjnego dla władzy premiera centrum wpływów. W środowiskach politycznych zbyt dobrze jest pamiętana “szorstka przyjaźń” miedzy Leszkiem Millerem i Aleksandrem Kwaśniewskim oraz wyniszczająca cicha wojna między “małym pałacem” (kancelaria premiera) i “dużym pałacem” (Kancelaria Prezydenta). Poza tym monopolizacja sceny politycznej przez PO otwierałaby perspektywę bardzo dobrego wyniku PiS w wyborach parlamentarnych i być może Jarosław Kaczyński zostałby ponownie szefem rządu, co lepiej służyłoby również sprawie pełnego wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.

Tak więc Donald Tusk może wcale nie być zainteresowany zwycięstwem Bronisława Komorowskiego.

Jarosław Kaczyński również stoi przed ogromnym dylematem. Zwycięstwo w wyborach prezydenckich zmniejsza szansę wygrania przez PiS wyborów parlamentarnych, czyli powrotu tej partii do władzy. Poza tym oznacza konieczność rezygnacji z fotela prezesa PiS i oddanie tej funkcji w ręce kogoś innego, np. Joanny Kluzik-Rostkowskiej. Taki scenariusz oznacza jednak rozpad tej partii, bo jej skrzydło prawicowe nie będzie firmowało lewicowo-liberalnego kierunku, jaki obrałaby ta formacja.

Z powodu mundialu wiele się teraz mówi o piłce nożnej. Legendarny trener Kazimierz Górski mawiał, że piłka jest okrągła, a bramki są dwie. I chodzi o to, by nie strzelić gola do własnej bramki.

Jan Maria Jackowski
Nasz Dziennik, 26. – 27.06. 2010

Komentarzy 6 to “Taktyka, zasady, dylematy”

  1. daniel said

    20 czerwca głosowałem na Korwina.Ale teraz dam sobie spokój.Chociaż myślałem żeby zagłosować na Kaczyńskiego w drugiej turze.Ale postanowiłem że nie idę.PO i PIS to dla mnie ta sama banda.

  2. 166 bojkot TVN said

    Danielu!
    Twoja postawa jest zrozumiała, nie masz kandydata, nie masz na kogo głosować. Ale lepiej wówczas pójść do lokalu, wziąć kartę do głosowania i nie wrzucać jej! Zachować sobie na pamiątkę, ale tak, by nikt jej nie wykorzystał!

    To byłby dopiero udany bojkot wyborów, gdyby większość wyborców w ten sposób wzięła udział w głosowaniu.
    Np gdyby głosowało 50% uprawnionych, którzy wrzucili 10% kart do głosowania. zainteresowani sfałszowaniem wyborów nie mogą dorzucić kart, ani ich unieważnić przez skreślenie dodatkowego krzyżyka, bo każdy ma w domu dowód – prawdziwą swoją kartę. To nie miałoby wpływu na ważność wyborów, ale pokazałoby prawdziwe poparcie kandydatów, i było dowodem jak kiepski mandat ma prezydent do sprawowania urzędu.
    Następny krok, to zebranie pod lokalem wszystkich, którzy tak „głosowali”, i porównanie z podanymi wynikami. Kiedyś dojdziemy o takiej perfidii.

  3. PL said

    Czy 166 wierzy w jakieś fałszowanie wyborów, które miało by wpływ na ich wyniki?

  4. 166 bojkot TVN said

    PL
    Które wolisz Waść narzędzie do zarządzania Polską? Komorrę z Tuskiem, Czy Jarkacza z wygolonym Kamińskim? (Kamińskiemu owłosienie na głowie odrośnie).
    Innego trzeciego narzędzia nie mamy – oprócz wojska, o ile są tam jacyś faceci z genitaliami na miejscu, a nie wykastrowani, albo obrzezani, co tu prawie na jedno wychodzi.
    I nie pomoże obrażanie sie na rzeczywistość, bez względu na to, czy PL widzi to z USA, czy ze Skandynawii

  5. PL said

    PL zadał po prostu krótkie pytanie (#3), na które 166 nie odpowiedziało.

    PL się nie obraża na rzeczywistość, przeciwnie, uznaje preferencje wyborcze Polaków i nie usiłuje ich tłumaczyć oszustwami komisji wyborczych. Oszustwa nie są unym potrzebne, bo Polacy tak głosują, jak im przykazano. Zachowaniem przypominają lemingi albo swojskie barany.

  6. 166 bojkot TVN said

    5/PL
    166 już parę razy pisało, że ma problemy z wiarą w cokolwiek, i stara się opierać na faktach. Ale jest mocno podejrzliwe, np wtedy, gdy w poprzednich wyborach do sejmu zniknęła Samoobrona i LPR, ale za to było dużo „głosów nieważnych”. Jako że „głos” łatwo unieważnić – wystarczy dostawić drugi krzyżyk, albo skreślić wszystko.
    Szkoda, że nikt nie bada tych „nieważnych” głosów, ot chociażby pod kątem, czy nie ma różnych długopisów na jednej karcie.

    Polacy są poddawani wielkiej, perfidnej manipulacji, nie ma instytucji, do której można mieć zaufanie – przecież sam Marucha napisał o ingresie abp Kowalczyka, TW, kto tam był i gdzie siedział i kogo poparli goście. No i kogo nie było.
    (Nie każdy jak ja bojkotuje TVN, jako najbardziej oszukańcze media w Polsce.)

    Czy to znaczy, że jest ośrodek krypt wawelskich, podziemny, niekatolicki, i druki niby katolicki, nadziemny z kardynałem Dziwiszem i prymasem Kowalczykiem, posoborowymi postępowcami? Jak w tym wszystkim ma się orientować człowiek, który pracuje 10-12 godzin, musi spać 8, a na życie rodzinne i dostęp do mediów ma raptem 2 godz. dziennie?

    Mamy tu w Polsce wyjątkowo pracowite lemingi. Niech PL ma pretensje nie do lemingów i baranów, ale do tych szkolonych samozwańczych „pasterzy”.

Sorry, the comment form is closed at this time.