Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Białoruś abo prolegomena do krytyki Kaczyńskiego

Posted by Marucha w dniu 2010-07-02 (Piątek)

P. Wiktor Dmuchowski podrzucił nam link do poniższego artykułu, za co dziękujemy. – admin.

Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski powiedział wreszcie Polakom jakąś prawdę w oczy rozwijając reakcję Bronisława Komorowskiego na „niebywałą” i bez wątpienia skandalicznie haniebną zapowiedź Jarosława Kaczyńskiego, iż jako ewentualny, przyszły prezydent Rzeczypospolitej Polskiej chciałby ten polecieć do Moskwy nie w sprawie ekshumacji jednak w Polsce ciała bratowej oraz brata Lecha, by ostatecznie rozwiać swoje własne wątpliwości, które nie pozwoliły mu na obligatoryjne przecież podanie po ludzku ręki Putinowi po osobiście dokonanej identyfikacji zwłok, czy też miazgi, która pozostała z ciała spadającego na ziemię zgodnie z zasadą Newtona jak jabłko z drzewa wiadomości złego i dobrego, tyle że z prędkością i masą samolotu odrzutowego, które to szczątki dotarły do Polski po katastrofie pod Smoleńskiem zalakowane i opatrzone klauzulą najwyższej tajemnicy państwowej tak samo jak trumna prezydenta Bieruta – lecz chciałby on polecieć do Moskwy w sprawie podgrzewania w Polsce od lat nastrojów antybiałoruskich, które to podgrzewanie miałoby zaowocować nareszcie niebywałym ożywieniem stosunków na osi Warszawa-Moskwa kosztem usytuowanego geograficznie pośrodku trzeciego, tzn. Mińska i zgodnie z demokratyczną zasadą wyznawaną przez żydów wschodnioeuropejskich „dziel i rządź”, opisaną przez Jerzego Andrzejewskiego w powieści „Miazga”, czy też mówiąc już wprost i bez kodowań: gdzie dwóch się nie pobije, gaspadin Miedwiediew, tam trzeci z pewnością na tym nie skorzysta.

Prawda wypowiedziana przez Radosława Sikorskiego w tym kontekście odnosi się do Związku Polaków na Białorusi określanego przez Ministra Spraw Zagranicznych RP słowami: „autonomiczna instytucja”.

Przypomnijmy słowa ministra:  – Protestując przeciwko szykanom władz białoruskich nie sądźmy, że jednocześnie to państwo polskie wybiera komu autonomiczna instytucja w innym kraju ma powierzyć kierowanie. Więc to są decyzje Związku Polaków na Białorusi, które my wspieramy, a których władze białoruskie nie uznają – powiedział Sikorski.

Język polski nie zna pojęcia „autonomiczna instytucja”, aliści minister Sikorski ma bogatą przeszłość zawodową i światową; poza afgańskim zna parę innych języków, być może zastosował tu kalkę językową zwrotu usankcjonowanego w innym kręgu kulturowym, a może skojarzył coś naprędce z autonomią socjalistycznych republik sowieckich powoływanych odgórnie przez Stalina nie tylko ze względu na Niemców i Tatarów?

Instytucja bowiem, jaka by nie była, jest zawsze zakładem o charakterze publicznym, zajmującym się określonym zakresem spraw, powołanym odgórnie, przez władze państwowe i finansowanym z budżetu państwa.

Tymczasem Związek Polaków na Białorusi jest ciągle Społecznym Zjednoczeniem, organizacją pozarządową (NGO) posiadającą uchwalony przez członków statut i osobowość prawną, demokratycznie wybrane władze z prezesem dysponującym budżetem, na który składają się w pierwszym rzędzie składki członkowskie Polaków.

Ten demokratycznie się rządzący Związek Polaków na Białorusi przyjęty został 1 października 2009 roku w Brukseli do Federalnej Unii Europejskich Grup Narodowościowych (Union of European Nationalities / Föderalistische Union Europäischer Volksgruppen), która obchodziła w ubiegłym roku 60-lecie swojego istnienia i może przecież jej Sekretariat poświadczyć w każdej chwili np. to, że prezentem wręczonym prezydentowi FUEN/FUEV przy tej okazji przez zmarłego po kilku miesiącach na serce śp. Eugeniusza Skrobockiego, Wiceprezesa Związku Polaków na Białorusi, monografistę Mickiewicza znanego także z wielu innych publikacji, była brązowa statuetka żubra z Puszczy Białowieskiej, jeśli to komuś potrzebne do dokumentacji historii działań społecznych na rzecz Polskości i Mniejszości Polskiej w tej części Europy Wschodniej, lub choćby tylko przy uprawie tzw. czystej sztuki demokratycznej dyplomacji.

Minister Radosław Sikorski nie wypowiedział się jednak na temat tej demokratycznej organizacji społecznej o nazwie Związek Polaków na Białorusi, powszechnie uznanej już w Europie, lecz mówił wyraźnie o „autonomicznej instytucji” używającej tej samej nazwy, a kierowanej z Polski przez ludzi wspieranych i kontrolowanych przez rząd Tuska jak wcześniej rząd Jarosława Kaczyńskiego, finansowanych z budżetu Senatu RP za pośrednictwem instytucji krajowej o nazwie „Wspólnota Polska” Stelmachowskiego z Magdalenki (komunistyczna „Polonia”) z siedzibą w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu, z zamkiem w Pułtusku i kilkudziesięcioma oddziałami, lokalnymi grupami zorganizowanych instytucjonalnie ludzi, przejadających w Polsce połowę pieniędzy przyznawanych przez Senat RP oficjalnie na tzw. pomoc dla Polonii, ludźmi służącymi do różnych rzeczy, m.in. do stwarzania pozorów państwa harmonijnie współżyjącego z rozsianym po świecie, narodowym potencjałem polskim.

Minister Sikorski powiedział, że decyzja o zmianie szefowej tej instytucji „była autonomiczną decyzją tej instytucji”. Mówił więc nie o Polakach na Białorusi i o ich społecznej organizacji, lecz o tym, czego w zinstytucjonalizowanej żydowskiej rodzinie z Białorusi dokonał stryjek zamieniając siekierkę na kijek, bo zamiana jednej Andżeliki na drugą dokonana została wszak w rodzinie: Andżelikę Borys zastąpiła Andżelika Orechwo-Bancerowa, żona Igora Bancera robiącego dotychczas za rzecznika prasowego Andżeliki Borys, szefowej tej dywersyjnej w stosunku do Polaków i rządu na Białorusi „autonomicznej instytucji” podległej rządowi w Warszawie.

O wiele lepiej wypadł już Radek Sikorski jako autor książki „Prochy świętych. Afganistan. Czas wojny”, o wiele lepiej od Andrzejewskiego, którego „Miazgi” nie da się po prostu czytać bez zwykłego obrzydzenia. Należy więc w tym miejscu przypomnieć, że Radek Sikorski przybrał w swoim czasie muzułmańskie imię Rahid, by udawać fotoreportera BBC, a więc rzeczywiście też musiał być chyba na służbie jakiejś „autonomicznej instytucji”, zaś obywatelstwa brytyjskiego zrzekł się dopiero na prośbę premiera Jarosława Kaczyńskiego, który wtedy był w sprawie tek podwójnej państwowej lojalności swego naówczas Ministra Obrony Narodowej pod obstrzałem prasy międzynarodowej tak samo jak i Lech Kaczyński, wtedy prezydent RP.

W marcu 2010 roku Radosław Sikorski umieścił jeszcze na swojej stronie internetowej informację o tym, że już w 2006 roku wysłał do brytyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych deklarację o zamiarze zrzeczenia się obywatelstwa brytyjskiego, gdyż zamierzał kandydować na prezydenta RP i wydawało mu się to być sprzyjające do osiągnięcia zamierzonego celu. Z ciekawostek można tu jeszcze wspomnieć, że już w latach 1998-2001 Radosław Sikorski był Przewodniczącym Rady Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, drugiej obok „Wspólnoty Polskiej” Stelmachowskiego „autonomicznej instytucji” utrzymywanej z budżetu Senatu RP po tym, jak postkomuniści, na których przychylność Kaczyński naiwnie postawił chrzcząc ich pochopnie „lewicowcami”. Postkomuniści ci bowiem ujawnili sprawę afer finansowych Wspólnoty, a w zamian za państwowe pieniądze uzyskane wkrótce po tym dla wspomnianej Fundacji zamknęli grzecznie buzie, lub jak to mówi się niegrzecznie: niewyparzone, czerwone pyski.

Policja na Białorusi śledzi wciąż różne wątki tych afer finansowych mających swoje źródło w niewłaściwej polityce zagranicznej rządu w Warszawie. Może być jeszcze i tak, że po jednej beneficjentce kolejne osoby będą wyrzekały się judaszowych srebrników i będą składały wnioski o dymisję. Być może będą musiały odchodzić z dobrze popłatnych stanowisk, a Polacy na Wschodzie i Zachodzie będą przyjmować bez mrugania okiem te „autonomiczne decyzje” w cyrku obcych nam agentów, bo jeśli policjanci na Białorusi odwiedzają polskich księży na parafiach nie po to, żeby rewidować, lecz żeby się wyspowiadać, to może i do Polski przyjdzie jeszcze kiedyś ze Wschodu moralna rewolucja?

Związek Polaków na Białorusi to nie jest opłacana z Warszawy banda osobników pozbawionych sumienia, lecz Polska Mniejszość Narodowa. To część Narodu Polskiego żyjąca od wieków na Grodzieńszczyźnie i w tej części Wileńszczyzny, która rozkazem Stalina przydzielona została sowieckiej republice Białorusi. Po milionowych ofiarach deportacji Polaków na Sybir i do Kazachstanu w pierwszych latach sowieckiej okupacji, po wielkich ofiarach wojny i czasu komunizmu Polacy na Białorusi ostali się przy Polskości mimo wszystko, nie zatracili swojej tożsamości narodowej i kulturowej; mówią po polsku i uczą języka polskiego swoje dzieci, myślą, odczuwają, modlą się i śpiewają po polsku. Trwają przy Polskości i stanowią na Grodzieńszczyźnie jedną czwartą część ludności, a połowę białoruskiego społeczeństwa w okolicach Lidy.

Kilkaset tysięcy, a może i milion Polaków w czterech diecezjach i w czterystu parafiach Kościoła Katolickiego, w prowadzonych przez Związek Polaków na Białorusi Domach Polskich i w domach rodzinnych, w których serca nie przestały bić po polsku. Należało być autem na drodze do Wołkowyska latem 2005 roku, ażeby zapytać po polsku o kierunek i ujrzeć w oczach pierwszej lepszej, napotkanej kobiety szczere zawstydzenie „ja zabyła, nie pamiętam już po polsku, a kiedyś mówiła”. Należało być, żeby odpowiedzieć po rosyjsku: „Nje nada, nje nada, Wy dołżny pa ruski, niemnożko ja toże panimaju”.

Polska powstała na mocy uzgodnień podjętych z ubowcami w Magdalence i przy okrągłym stole przez ich agentów, Polska Ministra Sikorskiego, członka rządów: Olszewskiego, Buzka, Marcinkiewicza, Kaczyńskiego i Tuska unika spotkań z Polakami, ze zwykłymi ludźmi, zadawania prostych pytań o drogę. Państwo reprezentowane na zewnątrz przez prezydentów: Jaruzelskiego, Wałęsę, Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego i tego, który wybrany będzie do reprezentowania w niedzielę nie przeze mnie, nieustannie nie ma żadnej innej polityki wobec Polonii i Polaków żyjących poza granicami Kraju jak tylko politykę rozbijania polskich organizacji i zbójeckiego niszczenia ludzi.

Dlatego pracujemy, działamy społecznie, modlimy się niezmiennie i śpiewamy na całym świecie jednako: Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”. Tak nam dopomóż Bóg.

Z Frankfurtu nad Menem mówił Stefan Kosiewski
http://pl.gloria.tv/?media=85217
http://sowa.quicksnake.org

Istotnie, szum jaki robiono naokoło nic nie znaczącej dla Polaków na Białorusi Andżeliki Borys oraz rola zapalnika „kolorowej rewolucji”, jaką jej ewidentnie przeznaczono, wyraźnie wskazywała na środowiska koczownicze. – admin

Komentarzy 11 to “Białoruś abo prolegomena do krytyki Kaczyńskiego”

  1. S O W A said

    ON i ONI – Henryk Pająk, http://jezierski.pl/strona.htm?id=783
    W książce strona 189:
    Jak wszystkie powstające stacje Drogi Krzyżowej, tak i ta niesie dla nas przesłanie: sowa siedząca na ścianie życia – symbol mądrości, wyraźnie wskazuje, kogo należy naśladować, by osiągnąć życie wieczne. Św. Weronika za swój czyn została sowicie wynagrodzona, jako jedyna z ludzi otrzymała wizerunek twarzy Jezusa Chrystusa, naszego Pana i Odkupiciela.
    Ta stacja jest kolejną zaszyfrowaną „księgą” przekazów masońskich, ubliżających prawdzie o Ukrzyżowaniu i roli Weroniki. Zacznijmy od nazwy stacji: „WERONIKA”. Czytanie tego szyfru dedykujemy w postaci pytań do biskupa Rakoczego i wszystkich kapłanów, na czele z miejscowym proboszczem:
    – Czy wszyscy byliście tak „niewidomi”, że zapoznając się z tym i pozostałymi projektami „Golgoty Beskidów” nie dostrzegaliście ani jednego z niezliczonych symboli masońskich?
    – Czy taka niewiedza o największym zbiorowym nieprzyjacielu – masonerii o jej tajnym piśmie za pomocą symboli i znaków – nie wystawia Wam złego świadectwa?
    – I trzecie, chyba najważniejsze z tych pytań wstępnych: dlaczego pozostaliście nieczuli na liczne protesty zawierające ewidentne dowody tych profanacji?
    A oto konkretne pytania:
    – Dlaczego nie protestowaliście, gdy ta i pozostałe „stacje” miały rażące odstępstwa od klasyki nazw każdej z nich, ustalonej przez wieki?
    – Czy na studiach, w tym z teologii oraz kanonów katolickiej ikonografii, co prawda niemal zakazanej po „Vaticanum II” – nie nauczono Was, że stacje krzyżowe, etos Męki Pańskiej muszą przestrzegać tejże klasyki? Czyż potrzeba dopiero analizy, opinii teologicznej stacji Drogi Krzyżowej sporządzonej w ramach zbiorowych protestów, niestety zignorowanych przez Was, aby Wam to uświadomić i udowodnić?
    Opinia s. Marii Kominek OPs:
    Błąd teologiczny polega na sposobie przedstawienia postaci Chrystusa klęczącego przed Weroniką. Jest to niedopuszczalne, ponieważ to właśnie Chrystus czyni cud, zostawiając odbicie swej twarzy na chuście. Odwrócono tu role postaci, wygląda to tak, jakby Weronika czyniła cud i pokazywała Chrystusowi Chustę, przed którą On klęka. Można w tym miejscu zastanowić się, czy w tej stacji nie zanegowano boskości Chrystusa. O tym świadczyła by postać B, która góruje nad całą stacją i sugeruje, że istnieje taka mądrość, która jest ponad Chrystusem Panem.
    Ostatecznie mamy do czynienia z niedopuszczalnym błędem teologicznym.
    – Czy duchowni, na czele z bp Rakoczym – zgodzą się z tą opinią?
    – Czy w tej opinii jest jakiś kolejny błąd teologiczny, jakaś nadinterpretacja?
    – Czy traktowanie sowy przez projektanta i wykonawcę stacji jako symbolu mądrości – w tym właśnie kontekście – nie jest tym, co właśnie zdemaskowała s. Maria Kominek OPs?
    Sowa jest dla masonerii, dla wszystkich tajnych sekt synonimem mądrości, ale ptaka diabolicznego, objawieniem zła, zapowiedzią nieszczęść. Prosty lud na wsiach do dziś boi się widoku i pohukiwania sowy, niesie ona bowiem zapowiedź nieszczęścia i śmierci. Jednoznacznie tak przedstawiają sowę tacy znawcy symboliki znaków i symboli, jak cytowani: W. Kopaliński, Mark O’Conell, Michel Feuillet, tak przedstawiają sowę na stronie internetowej http://www.paranormalne.pl. Sowę mamy wkomponowaną w banknot jednodolarowy. Sowa pojawia się w każdym opacowaniu historii masonerii, jej symboli, emblematów, jak np. W. Kirk Mac- Nulty: „Wolnomularstwo. Sekrety i symbole masonów, ich historia i znaczenie”11.
    Sowa występuje w okultystycznym serialu powieściowo-filmowym „Harry Potterze”. Sowa jest także symbolem bogini Minerwy. Sowa jest „boginią” /symbolem/ wiedzy i mądrości, gdy siedzi po pierwsze na jednej księdze, po drugie na księdze otwartej. Tu siedzi na dwóch i zamkniętych.
    Sowa jest kultowym symbolem masonerii amerykańskich elit z „zakonu” Skull and Bones, od stu lat rządzących Stanami Zjednoczonymi. Mają oni swoją kultową siedzibę w tzw. „Czerwonym Lesie” w Kalifornii, gdzie znajduje się kilkuhektarowa enklawa sekwoi liczących setki lat. I właśnie w centrum tego ich matecznika stoi pomnik Sowy – wysokości dwunastu metrów, przed którym odprawiają swoje satanistyczne obrzędy, co opisałem w książce „Lichwa rak ludzkości” /2009/.
    Na co liczyli duchowni akceptujący ten projekt? Na co liczył prof. Cz. Dźwigaj
    – czy na totalną niewiedzę, nazwijmy to otwarcie – ciemnotę wszystkich, którzy z tą lucyferyczną propagandą antychrystianizmu zetkną się teraz i w przyszłości? Sowa siedzi tu na szczycie muru. Już sam mur w „ikonografii” tajnych symboli posiada jednoznaczną konotację. Jego zadaniem jest zmuszenie kogoś do wyjawienia prawdy12.
    Sowa siedzi na dwóch księgach na szczycie muru, nad postaciami „stacji”: wskazuje na swą wyższość nad Starym i Nowym Testamentem.
    Dlaczego sowa siedzi na dwóch księgach, a nie na jednej? Czy jedna by nie wystarczyła? Czy dwie księgi nie wskazują na Stary i Nowy Testament? A może wskazują na tajemne nauki zawarte dla masonów w ich podręcznikach? Oset na sukni św. Weroniki oznacza cierpienia, jakie staną się udziałem wszystkich, którzy zechcą pójść za Chrystusem, pomóc mu.
    Negatywy ledwo zarysowanych na murze postaci podpowiadają, że konformiści, ludzie poprawni politycznie stanowią szarą, bezmyślną i właśnie konformistyczną masę fantomów ludzkich – będą bezpieczni w pogańskim, satanistycznym świecie.
    Strona 208:
    Sowa – symbol pogański, również używany jako symbol mądrości, zakamuflowany symbol masoński, o znaczeniu antychrześcijańskim.

  2. wda said

    Pierwszym akapitem powyższego artykułu mógłby z pewnością chwalić sie sam wielki Jerzy Urban. Słyszałem, jak i wielu innych, wypowiedź Kaczynskiego. To natomiast, co wynika z początku zamieszczonego tekstu, jest po prostu najbardziej chamskim paszkwilem. Dopisywanie niepowiedzianego, pomijane powiedzianego. Zamieszczanie takiej szmatlawej propagandy jest haniebne. Bez wzgledu kogo dotyczy. Albo walczymy o prawdę, albo jesteśmy takim samym łajnem jak gw!

  3. emigranci z USA said

    Moze to tylko macka ?

  4. Tomasz Sraczyk said

    Nie mam jasności, czy WDA #2 za propagandę uważa informacje na temat Kaczyńskiego, czy na temat Białorusi. Ale domyślam się iż o Kaczyńskiego chodzi.
    Emocjonalny ton artykułu jest zrozumiały: nikt bowiem jeszcze tak ordynarnie nie wyrolował Polaków, jak PiS, posługując się ponadto patriotyczną frazeologią. Z rozczarowania bierze się frustracja.
    A rosyjska i białoruska „polityka” PiS była po prostu sabotażem polskiej racji stanu.

  5. aga said

    „A z rozczarowania bierze się frustracja.” Prawda ,Panie Sraczyk.
    I z kłamstwa.Klamswto PiS zostało zdemaskownae,ponieważ patrioci potrafia jeszcze myskleć i czuć po polsku.Klamswto PO nie. Bo lyberalowie mają kłopoty z myśleniem,wygodnicko oddajli się w lapska sprostytuowanych dziennikarzyn.No i zajęci produkcją pieniędzorow w czasach Wielkiej Lichwy …nie mają czasu na myslenie.

  6. Cham Wiejski said

    Panie Tomaszu, czy mógłby Pan może jednak poniekąd zmienić sobie pseudonim, bo to chyba nie Pańskie nazwisko? Wypowiedzi autorstwa Sraczyka stają się automatycznie jakoś niepoważne.

  7. wda said

    ad 4
    Za propagandę w stylu Goebbelsa (a nie zwykłą propagandę) uważam ustęp odnoszący się do wypowiedzi Kaczyńskiego. A po takim początku autor dla mnie jest tak wiarygodny, że nie mam zamiaru zagłębiać się w jego wymiotki na jakikolwiek temat.

  8. Tomasz Sraczyk said

    Czy p. WDA może bliżej objaśnić, dlaczego ustęp odnoszący się do wypowiedzi Kaczyńskiego uważa za propagandę w stylu dr Goebbelsa?

  9. Kaziu Kozoduj said

    Czy Wda uważa, że wypowiedź JarKacza na temat uprawiania dyplomacji z Białorusią poprzez Moskwę, była w porządku? Czy Wda popiera politykę rządów RP względem Białorusi?

  10. wda said

    Kaczyński odpowiadał na konkretne pytanie w sprawie Białorusi, na temat katastrofy wypowiedział się w innym momencie i absolutnie nie w duchu poniższego:

    „…zapowiedź Jarosława Kaczyńskiego, iż jako ewentualny, przyszły prezydent Rzeczypospolitej Polskiej chciałby ten polecieć do Moskwy nie w sprawie ekshumacji jednak w Polsce ciała bratowej oraz brata Lecha, by ostatecznie rozwiać swoje własne wątpliwości, które nie pozwoliły mu na obligatoryjne przecież podanie po ludzku ręki Putinowi po osobiście dokonanej identyfikacji zwłok, czy też miazgi, która pozostała z ciała spadającego na ziemię zgodnie z zasadą Newtona jak jabłko z drzewa wiadomości złego i dobrego, tyle że z prędkością i mas…”

    Jeżeli nie widzi ktoś tutaj Goebbelsa, bo mu pasuje powyższa insynuacja, trudno.

    Ad 9
    Panie Kazimierzu, co innego jest sprawa Białorusi. Szlag mnie trafia na takie załatwianie, bo przypomina mi to jako żywo Jałtę.
    Każde państwo winno kierować się swoim interesem i to tak, by nie powodowało to dodatkowych konfliktów z innymi panstwami. Naszym obowiązkiem wobec Polaków mieszkających za granicą jest dbanie, by im nie działa się krzywda. Taka krzywda dzieje się napewno w Niemczech (choćby sprawa uzywania języka poskiego z dziećmi, sprawy rodzin polsko niemieckich itp), Litwie, Ukrainie, nawet Czechach (silnie antypolska polityka na Zaolziu). Rozglądając się wokoło najmniej konfliktów (prawdziwych, nie wydumanych) widzę właśnie z Białorusia i Słowacją. I nie rozumiem po kiego licha sami te konflikty wywołujemy. Ot całe moje zdanie

  11. Kaziu Kozoduj said

    No to cieszy mnie, że p. Wda ma podobne do moich poglądy na kwestię stosunków polsko-białoruskich. Jednak autor artykułu nie napisał bzdur, prawda?
    Co do konfliktów z innymi państwami, lepiej ich unikać – ale nie kosztem własnych interesów. W polityce międzynarodowej nie ma miejsca na sympatie, a tylko na interesy. Pan Kazio może flirtować z Zosią, ale Polska z Francją już nie.

Sorry, the comment form is closed at this time.