Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    revers o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Lily. o Wolne tematy (60 – …
    hulajdusznik o Polska armia prowadzi działani…
    hulajdusznik o Kurhany w Wietrzychowicach – m…
    Troll Polonii o Robocza wizyta towarzyszy żydo…
    osoba prywatna o Wolne tematy (60 – …
    Marucha o Kurhany w Wietrzychowicach – m…
    Anucha o Ani dnia, ani godziny
    BK o Evo Morales i «białe złoto»…
    osoba prywatna o Wolne tematy (60 – …
    Boydar o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Marek Lipski o Ani dnia, ani godziny
    Marek Lipski o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Marek Lipski o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Boydar o Ani dnia, ani godziny
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 497 obserwujących.

Archive for Lipiec 3rd, 2010

Lusia Ogińska – Mądrość i Głupota

Posted by Marucha w dniu 2010-07-03 (Sobota)

Z prawdziwą przyjemnością zamieszczamy w gajówce wiersz dawno u nas nie widzianej Lusi Ogińskiej. Wiersz może, a nawet powinien być uznany za złamanie tzw. ciszy przedwyborczej.
Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał o poetce, to polecamy Jej stronę autorską: http://lusiaoginska.pl

Kliknij na obrazek aby go otworzyć w nowym okienku, a potem kliknij, aby go powiększyć, jeśli tekst nie jest czytelny.

Jeśli ktoś nie potrafi sobie poradzić z przeczytaniem wiersza w oprawie graficznej, zamieszczamy go również jako zwykły tekst. Czytaj resztę wpisu »

Posted in Kultura | 35 Komentarzy »

Komorowski i Kaczyński

Posted by Marucha w dniu 2010-07-03 (Sobota)

Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński. Czy łączy ich historia?

W czasie Powstania Warszawskiego Rajmund Kaczyński ojciec Jarosława i Lecha został opatrzony przez ciotkę Bronisława Komorowskiego Helenę Wołłowicz. Trzy tygodnie później Helena Wołłowicz uratowała życie Rajmundowi, wyciągając go z mieszkania w którym zaraz po ich wyjściu wybuchł pocisk. Niezależne wystąpienie obu przypadków, w krótkim okresie czasu jest mało prawdopodobne, co naprowadza na istnienie więcej niż przypadkowych związków rodzin Komorowskich i Kaczyńskich, których z braku podstaw źródłowych nie będziemy dociekać.

Sięgnijmy głębiej w przeszłość rodzin kandydatów.

Rodzina Bronisława Komorowskiego uważa się za krewniaków Komorowskich herbu Korczak, dawnych właścicieli Żywiecczyzny. Tymi związkami Bronisław szczycił się do czasu pojawienia się wątpliwości, co do tytułu hrabiowskiego. W polskojęzycznych wersjach jego życiorysu związki rodziny Bronisława z Żywiecczyzną (tytuł hrabiowski) zostały zepchnięte na daleki plan, ale występują nadal np. w życiorysie jego ojca Zygmunta. Eksponowane są również (wg stanu na dzień 1 lipca 2010 r.) w angielskojęzycznych i niemieckojęzycznych wersjach życiorysu Bronisława Komorowskiego.

Za czasów króla Władysława Warneńczyka (1434-1444) część rodu Komorowskich herbu Korczak przeniosła się na Węgry (E. Janota, Wiadomość historyczna i jeograficzna o Żywiecczyźnie, Żywiec 2008, s. 36). W 1469 r. król Węgier Maciej Korwin nadał Piotrowi Komorowskiemu tytuł hrabiego Liptowa i Orawy. W 1474 r. Maciej Korwin wygnał Piotra Komorowskiego wraz z rodziną z Węgier, jako sprawcę zamieszek. W uznaniu wcześniejszych zasług król polski Kazimierz Jagiellończyk (1447-1492) darował Komorowskiemu Żywiecczyznę, gdzie rodzina osiedla się (A. Komoniecki, Chronografia albo dziejopis żywiecki, Żywiec 2005, s. 45). Po śmierci Piotra majątek odziedziczył jego stryjeczny brat Mikołaj, który w 1477 r. zdradził Polskę oddając ziemię żywiecką Maciejowi Korwinowi oraz prowadząc negocjacje z Krzyżakami (A. Komoniecki, Chronografia albo dziejopis żywiecki, Żywiec 2005, s. 51; E. Janota, Wiadomość historyczna i jeograficzna o Żywiecczyźnie, Żywiec 2008, s. 39). Z rozkazu króla Kazimierza Jagiellończyka wojska polskie wkroczyły na Żywiecczyznę i spaliły Żywiec oraz zamek na górującym nad miastem Grojcu. Mikołaj nie uzyskując pomocy u Macieja Korwina, ponownie wyprosił łaskę króla polskiego, który pozostawił mu nadanie Państwa Żywieckiego.

Komorowscy władali Żywiecczyzną prawie dwieście lat. Ostatnim jej właścicielem z tego rodu był od 1608 r. nomen omen Mikołaj Komorowski. Łamał przywileje mieszkańców, najeżdżał sąsiadów, nasyłał płatnych morderców, na żywieckim zamku uruchomił fałszerską mennicę (E. Janota, Wiadomość historyczna i jeograficzna o Żywiecczyźnie, Żywiec 2008, s. 54; Z. Rączka, Żywiec. Rys historyczny od powstania miasta do 1918 r., Żywiec 1997, s. 30). Zgubiło go zaciąganie potężnych długów, które przewyższyły wartość majątku. Wierzycielom przysądzono w zamian długu całą Żywiecczyznę. Mikołaj Komorowski uciekł w czasie oblężenia zamku żywieckiego przez wierzycieli i sprzedał dobra żywieckie królowej Konstancji celem spłaty zobowiązań. Ponadto od króla Zygmunta III Wazy (1587-1632) dostał w rozliczeniu starostwo nowotarskie. Na Podhalu Komorowski rozpoczął łamanie praw sołtysów. W 1631 r. w czasie oblężenia przez górali Nowego Targu Komorowski uciekł do Wadowic. Zmarł w 1633 r. jako sołtys (Janota, Wiadomość historyczna i jeograficzna o Żywiecczyźnie, Żywiec 2008, s. 55).

Rodzina Bronisława Komorowskiego wywodzi się z Litwy, gdzie do XIX w. Komorowscy posługiwali się herbem Dołęga odmieniona. Parcie litewskich Komorowskich na tytuły było tak wielkie, że wykorzystali oni fakt małżeństwa w 1894 r. Stefana Karola Komorowskiego herbu Dołęga odmieniona z hrabianką Jadwigą Korczak-Komorowską i uzyskali potwierdzenie prawa używania herbu Korczak i tytułu hrabiego przez litewskich Komorowskich wbrew zasadzie dziedziczenia herbu po ojcu, a na dodatek z mocą wsteczną w stosunku do poprzednich pokoleń litewskich Komorowskich. Było to poświadczenie nieprawdy, nierzadkie w biurokracji austriackiej. Ukuto wówczas pojęcie „kopertowego hrabiego”.

Rajmund Kaczyński (1922-2005), ojciec Lecha i Jarosława od 1927 r. mieszkał w Baranowiczach na obecnej Białorusi w których ok. 50 % mieszkańców stanowili Żydzi. Ojciec Rajmunda Aleksander był naczelnikiem na węźle kolejowym, a matka Franciszka z domu Świątkowska wywodząca się spod Oddesy prowadziła pośrednictwo w obrocie nieruchomościami. W Baranowiczach kupili dwa domy, sad i las. Z tych samych ziem, co babcia Lecha i Jarosława wywodził się Wilhelm Świątkowski (ur. 1919), pułkownik Armii Czerwonej i Ludowego Wojska Polskiego, łamiący praworządność prokurator, a w latach 1950-1954 prezes Najwyższego Sądu Wojskowego w Warszawie. W 1954 r. powrócił do ZSRR.

Mimo członkowstwa w Armii Krajowej oraz udziału w Powstaniu Warszawskim Rajmund Kaczyński zrobił w komunistycznej Polsce karierę zawodową. W 1947 r. ukończył Politechnikę Łódzką. Mieszkał na ekskluzywnym Żoliborzu. Pracował w Państwowych Zakładach Optycznych, Społecznym Towarzystwie Budowlanym, wykładał na Politechnice Warszawskiej termodynamikę, a następnie inżynierię sanitarną. Uczestniczył w szkoleniach w Anglii i Holandii, a w 1965 r. był na kontrakcie w Libii. Z uwagi na przeszłość AK-owską jego kariera jest raczej niezwykła. Rodzi to wiele domysłów. Istnieje jeden szczegół z oficjalnej biografii Rajmunda, który pozwala postawić odpowiedzialną hipotezę.

W 1956 r. Skarb Państwa przekazał Stanom Zjednoczonym nieruchomość przy al. Ujazdowskich na nową ambasadę. Istniejący tam pałac został wyburzony, a na jego miejscu po 1963 r. zbudowano obecny gmach ambasady. Projektantem instalacji sanitarnych w budynku ambasady był Rajmund Kaczyński. Z bardzo wysokim prawdopodobieństwem stawiamy hipotezę, że Rajmund Kaczyński wykonując projekt był prowadzony przez wywiad i to z uwagi na dysponenta budynku (USA) być może wywiad radziecki. Prawdopodobieństwo nie wykorzystania przez służby specjalne bloku komunistycznego budowy ambasady wrogich Stanów Zjednoczonych do zainstalowania środków techniki operacyjnej jest znikome.

Powodzeniu w życiu zawodowym Rajmunda towarzyszyło szczęście rodzinne. W 1948 r. ożenił się z Jadwigą Jasiewicz, która w 1949 r. urodziła bliźniaków Lecha i Jarosława. Rodzice braci Kaczyńskich być może znali się już z Baranowicz, gdzie Rajmund uczęszczał do gimnazjum z bratem stryjecznym Jadwigi.

Lech i Jarosław wychowali się w środowisku tolerancyjnym wyznaniowo. Zostali ochrzczeni w wierze katolickiej. Ich matkami chrzestnymi były siostry bliźniaczki Ludwika i Zofia Woźnickie. Ludwika i Zofia (prawdziwe nazwisko Wicher) zostały uratowane z getta warszawskiego. W latach osiemdziesiątych w odstępie kilku lat obie popełniły samobójstwo.

Sądzimy, że kariera braci Kaczyńskich m.in. w filmie w czasach komunistycznych (1962 r.) ma swe źródła w hipotetycznej współpracy ojca Rajmunda z wywiadem komunistycznym, otwarciu rodziny na środowisko żydowskie oraz karierze ich prawdopodobnego krewnego płk. Wilhelma Świątkowskiego w wojskowym wymiarze sprawiedliwości w czasach stalinowskich. Być może te okoliczności były źródłem dystansu Lecha Kaczyńskiego do ojca Rajmunda.

Po co grzebać w historii? Szukać sensacji? Oczerniać? Za czyny przodków ich potomkowie nie odpowiadają.

Znajomości historii pozwala nie powtarzać kosztownych błędów. Zwłaszcza w skali państwowej. Czy wydatki przewyższające dochody zniknęły? Czy zadłużanie zniknęło? Czy łamanie praw obywateli przez rządzących to przeszłość? Czy sprzedaż majątku pod naporem wierzycieli to historia? Czy zarzut zdrady to martwa norma kodeksu karnego? Czy szantaż ujawnieniem powiązań ze służbami specjalnymi to science fiction? Czy okłamywanie wyborców na temat swojego pochodzenia to uprawniony polityczny marketing?

Bronisława Komorowskiego i Jarosława Kaczyńskiego łączy tajemnica historii własnych rodzin. Ich decyzją tajemnica ukrywana, wstydliwa, sekretna.

Kto nie uporał się z przeszłością, nie może swobodnie myśleć o przyszłości…

Tomasz Urbaś, http://urbas.blog.onet.pl/Komorowski-i-Kaczynski,2,ID409586274,n

Posted in Historia, Różne | 26 Komentarzy »

Z krainy obraźliwego absurdu

Posted by Marucha w dniu 2010-07-03 (Sobota)

Gotowiśmy się założyć, drogi czytelniku, że tego nie wiedziałeś: istnieje coś takiego jak nagroda im. prof. Bronisława Geremka. Co ciekawe, nagroda imienia antychrześcijańskiego Żyda, została przyznana katolickiemu (?) księdzu. Prof. Koneczny nazwał by to kołobłędem. – admin

Przyznano nagrodę im. Geremka

Kubański dysydent, kapłan ks. Jose Conrado został uhonorowany nagrodą im. prof. Bronisława Geremka. Uroczystość odbyła się podczas konferencji 10-lecia Wspólnoty Demokracji w Krakowie, w której uczestniczą delegacje z ponad 70 państw świata.

Nagroda została wręczona w obecności m.in. sekretarz stanu USA Hillary Clinton, b. sekretarz stanu Madeleine Albright oraz szefa polskiego MSZ Radosława Sikorskiego, którzy biorą udział w krakowskiej konferencji.

57-letni ks. Jose Conrado Rodriguez, laureat Nagrody Wspólnoty Demokracji, którą jako pierwszy został wyróżniony demokratycznie wybrany prezydent Afryki Południowej Nelson Mandela, ma ogromne zasługi dla rozbudzenia dążeń demokratycznych na Kubie.

Duchowny ten, pracujący w jednej z najuboższych parafii Santiago de Cuba, powtarza, że w swych działaniach kieruje się słowami kubańskiego wieszcza narodowego, poety Jose Martiego: „Budować ojczyznę ze wszystkimi i dla dobra wszystkich”. [A czy nasz dobry ksiądz kiedykolwiek mówi coś o Bogu? – admin]

Pierwszym laureatem nagrody im. prof. Bronisława Geremka przyznanej przez portugalską prezydencję Wspólnoty Demokracji został w lipcu 2009 roku były prezydent Republiki Południowej Afryki i laureat Pokojowej Nagrody Nobla Nelson Mandela.

http://wiadomosci.onet.pl/2193319,11,przyznano_nagrode_im_geremka,item.html

Posted in Różne | 11 Komentarzy »

Sprofanowano Święte Schody w Rzymie

Posted by Marucha w dniu 2010-07-03 (Sobota)

Nieznany sprawca sprofanował Święte Schody przy bazylice świętego Jana na Lateranie, po których zgodnie z tradycją Jezus szedł do Poncjusza Piłata na przesłuchanie. Na schodach i na murze wymalowano pomarańczową farbą m. in. słowa przeciwko papieżowi.

Hasła, wśród nich wymierzone w księży-grzeszników, wymalowane także cyrylicą, oraz cytat z Biblii, rozciągały się na szerokość 20 metrów.

Napisy zostały usunięte przez służby miejskie. Według prowadzących dochodzenie sprawcą jest prawdopodobnie osoba niezrównoważona, o czym świadczyć ma to, że słowa i hasła są całkowicie bezładne i nielogiczne. Ich autorem jest, jak się przypuszcza, cudzoziemiec. Trwają poszukiwania wandala.

Jego czyn potępili przedstawiciele Kościoła w Rzymie oraz władz miasta.

Admin dobrze pamięta owe schody. W kilku miejscach, pod szkłem, można było na nich ujrzeć, według tradycji, ślady krwi Chrystusa. Zastanawia, że nigdy jeszcze przypadek profanacji żydowskich świątyń, miejsc pamięci, czy wypisywania krytycznych wobec Żydów haseł na płotach, nie był natychmiast tłumaczony „niezrównoważeniem sprawcy”. Sprawcami zawsze byli  faszyści, nacjonaliści i antysemici. – admin


Posted in Różne | 24 Komentarze »

USA zawsze wierne Polsce

Posted by Marucha w dniu 2010-07-03 (Sobota)

Musimy przyznać, że choć gajowy dysponuje pewną fantazją, nigdy by nie potrafił sklecić takiego bełkotu, rażąco niezgodnego z rzeczywistością, dogłębnie cynicznego i zionącego wręcz hipokryzją. – admin

„Bez względu kto wygra, USA pozostaną waszym sojusznikiem”

W obecności szefowej amerykańskiej dyplomacji Hillary Clinton i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego w Krakowie został podpisany aneks do polsko-amerykańskiej umowy o obronie przeciwrakietowej. Aneks wiąże się ze zmianą koncepcji obrony balistycznej USA.

– To dowód niezłomnej przyjaźni i sojuszu polsko-amerykańskiego – mówił Sikorski. Clinton dodała, że niezależnie, kto wygra wybory prezydenckie w Polsce nadal pozostaniemy sojusznikami i partnerami. [A prawda jest taka, że USA ma nas obecnie w d…e głębiej, niż kiedykolwiek w historii. – admin]

– To pokazuje, że Polska i USA są sojusznikami i wyznają te same wartości, a nowa propozycja administracji Baracka Obamy będzie realizowana – mówił Radosław Sikorski. Minister dodał, że sporą część rozmów z Hillary Clinton poświęcili polityce bezpieczeństwa energetycznego, w tym gazu łupkowego. – Widzę tu wiele zbieżności i możliwości – powiedział Sikorski i zaprosił Clinton do globalnej inicjatywy na rzecz gazu łupkowego.

– Dziękuję za rzeczowe i produktywne spotkanie – zaczęła Hillary Clinton, która mówiła o zaangażowaniu i więzi między oba narodami. – Mamy tak wiele powiązań – kultura, wartości. To zbliża nas bardziej, jak obieramy nowy kurs w XXI wieku. USA i NATO są zaangażowane w zapewnienie bezpieczeństwa Polski i jej suwerenności – dodała Clinton. [Gajowy nie poczuwa się do absolutnie żadnych powiązań kulturowych z panią Clinton, a wartości jakie owa dama wyznaje są mu obce i obrzydliwe. – admin]

Sekretarz stanu USA odniosła się także do wyborów prezydenckich odbywających się w Polsce.
– W ten weekend Polska odnowi swoją demokrację, poprzez drugą turę wyborów [Co to, u diabła znaczy, ten bełkot? – admin]. Bez względu, który kandydat zostanie wybrany, USA pozostaną waszym partnerem i sojusznikiem. Wiem, że ból po tragicznej katastrofie lotniczej jest nadal żywy. Na pewno wypłakaliśmy wiele łez, ale zdecydowanie upór i zaangażowanie Polski były inspiracją dla USA i Amerykanów – powiedziała [Już widzę Hilarię Clinton roniącą łzy… a koń bez głowy siedem kilometrów biegł. – admin]

Clinton dodała, że „wspólnie mamy wiele rzeczy nad którymi będziemy współpracować: czysta energia, energetyka, odnawialna energia czy gaz łupkowy. – Cieszę, że jesteśmy w globalnej wspólnocie na rzecz gazu łupkowego – powiedziała. [„Globalna wspólnota” to chyba jakiś nowy eufemizm na globalne złodziejstwo 10 żydowskich rodzin. – admin]

– Jeśli chodzi o poziom polityczny i narodowy to jest to bardzo mocny znak wiodącej roli Polski w tym sektorze, bo sektor energetyczny to jeden z najważniejszych aspektów bezpieczeństwa narodowego i globalnego w dzisiejszym świecie – powiedziała Clinton.

Jak tłumaczyła, globalna inicjatywa na rzecz wydobycia gazu łupkowego będzie zrzeszać kraje, które mają zarówno potencjał wydobycia gazu łupkowego, jak i wolę rozwoju ekspertyzy w tym zakresie, aby – jak podkreśliła – stworzyć odpowiednie warunki gwarantujące wykorzystywanie gazu łupkowego w sposób bezpieczny dla środowiska [Jak mniemamy, jedynie żydowskie banki, jako właściciele przedsiębiorstw, zapewniają bezpieczeństwo środowiska. – admin]

– Uważamy, że w szczególności Polska ma bardzo duże i bardzo dobre możliwości uczestniczenia w różnych inicjatywach energetycznych, w tym tej inicjatywie dotyczącej gazu łupkowego. Cieszę się, że minister Sikorski przyjął nasze zaproszenie do tej inicjatywy – powiedziała szefowa amerykańskiej dyplomacji.

Sekretarz stanu powiedziała także, że jej kraj wspiera integralność terytorialną Gruzji, a Stany Zjednoczone konsekwentnie podnoszą sprawę konfliktu rosyjsko-gruzińskiego [A jak jest z integralnością Serbii, napadniętej przez żydoamerykańskich bandytów? – admin].

Podczas sobotniej konferencji Clinton była pytana o stanowisko w sprawie konfliktów dotyczących Armenii i Azerbejdżanu oraz Gruzji i Rosji. Powiedziała, że planuje rozmowy z liderami Armenii i Azerbejdżanu.
– Konsekwentnie sprzeciwiamy się okupacji przez wojska rosyjskie Abchazji i Południowej Osetii i naciskamy na rozwiązanie tego konfliktu, które przywróci integralność terytorialną Gruzji. Będę dyskutować te zagadnienia z przywódcami w Gruzji – poinformowała [Zapomniała wspomnieć o okupacji Afganistanu, Iraku, o szykowanej wojnie z Iranem itp. – admin]

Wyjaśniła, że USA konsekwentnie podnoszą tę sprawę w stosunku do Rosji.
– To temat, który zajmuje wysokie miejsce na mojej liście – dodała. Radosław Sikorski dodał, że Polska także wspiera integralność terytorialną Gruzji i opowiada się za rozwiązaniem konfliktu. [Dziwne, czemu USA jakoś nie pali się do natychmiastowego wprowadzenia demokracji w Rosji… – admin]

Zaznaczył, że kilka dni temu w Paryżu, podczas spotkania Trójkąta Weimarskiego (Polska, Francja i Niemcy), zaproszono ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa, któremu powiedziano, że Rosja musi wykazać się wiarygodnością w tym zakresie, np. pomagając rozwiązać ten problem [To nie jest problem Rosji, tylko USRaela, więc niech go sobie sam rozwiązuje. – admin].

Aneks do umowy o obronie przeciwrakietowej

Aneks został podpisany przez wiceministra spraw zagranicznych Jacka Najdera i ambasadora USA w Polsce Lee Feinsteina w krakowskim Urzędzie Miasta. Obecny był minister obrony Bogdan Klich. [No i jak zwykle Żydzi coś między sobą uzgodnili i podpisali. – admin]

Według MSZ i MON, protokół ma charakter techniczny, a jego celem jest dostosowanie polsko-amerykańskiej umowy z 2008 r. do ogłoszonej we wrześniu 2009 r. przez prezydenta Baracka Obamę „nowej architektury systemu obrony przeciwrakietowej USA w Europie”.

Nowa koncepcja Stanów Zjednoczonych – podkreśla MSZ – zakłada rozmieszczenia na terytorium Polski (w Redzikowie) mobilnych rakiet przechwytujących bazowania naziemnego typu SM-3. Mają one bronić Europę Środkową i Północną przed atakiem rakiet krótkiego, średniego i dalszego zasięgu. Aneks – jak informował resort – tworzy podstawy prawne do zachowania ciągłości współpracy Polski i USA w dziedzinie obrony przeciwrakietowej.

We wrześniu ubiegłego roku administracja Obamy ogłosiła rezygnację z planów forsowanych przez rząd George’a W. Busha na rzecz rozmieszczenia w Europie rakiet SM-3, dotychczas instalowanych na okrętach.

Planowany przez administrację Busha system antyrakietowy miał chronić terytorium Stanów Zjednoczonych i amerykańskie wojska stacjonujące za granicą, w tym w Europie, nie zapewniał jednak ochrony całemu terytorium europejskich państw NATO. W Polsce w Redzikowie miała zostać ulokowana baza 10 rakiet przeznaczonych do przechwytywania rakiet dalekiego zasięgu wystrzelonych z Bliskiego Wschodu, w Czechach planowano zainstalować radar.

Za http://wiadomosci.onet.pl/2193286,11,bez_wzgledu_kto_wygra__usa_pozostana_waszym_sojusznikiem,item.html

Posted in Polityka | 9 Komentarzy »

Przedwyborcze zdziwienia

Posted by Marucha w dniu 2010-07-03 (Sobota)

Zadzwonił do mnie znajomy. Miał nie iść na drugą turę wyborów, gdyż obaj kandydaci zdecydowanie mu nie odpowiadają. Ale w Naszym Dzienniku z 18.06 przeczytał felieton p. St. Michalkiewicza, w którym autor przestrzega przed nowelizacją kodeksu karnego, która weszła w życie 8.06, i prowadzi do ograniczenia wolności słowa. Cytuję:

„8 czerwca weszła w życie nowelizacja kodeksu karnego, wprowadzona ustawą z 5 listopada 2009 roku, która między innymi obejmuje zmianę art. 256. Przepis ten pierwotnie przewidywał karę grzywny, ograniczenia wolności albo więzienia do lat dwóch za propagowanie „faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju” lub za „nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych, albo ze względu na bezwyznaniowość”. Nowelizacja objęła taką samą karą nie tylko „propagowanie” lub „nawoływanie”, ale również „produkowanie, utrwalanie, sprowadzanie, nabywanie, przechowywanie, posiadanie, prezentowanie, przewożenie lub przesyłanie druków, nagrań lub innych przedmiotów zawierających wyżej wymienioną treść, albo będących nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej”. Kodeks czyni wyjątek w przypadkach, gdy ktoś dopuszcza się „propagowania”, „nawoływania”, „produkowania”, „utrwalania”, „sprowadzania”, „nabywania”, „przechowywania”, „posiadania”, „prezentowania”, „przewożenia” lub „przesyłania” w ramach „działalności artystycznej”, „edukacyjnej”, „kolekcjonerskiej” lub „naukowej”.”

Niezależnie od tego jak będzie w przyszłości wyglądać praktyczna realizacja rozszerzonego art. 256, należy zgodzić się z red. Michalkiewiczem, że rzeczywiście prowadzi ona do ograniczenia wolności słowa, zapisanej chociażby w polskiej konstytucji z 1997 r.

Rzecz w tym jednak, że w ogóle nie o to się tutaj rozchodzi! Felieton (zapewne takie było założenie Autora) nie zawiera informacji o tym, kto za owo rozszerzenie odpowiada. W związku z tym, mój znajomy, człowiek myślący trzeźwo i logicznie, wywnioskował (i miał do tego prawo, mając dostępne dane, choćby w postaci politycznego stanowiska Naszego Dziennika), że to zapewne B. Komorowski podpisał nowelizację KK i dlatego on, chwytając się ostatniej deski ratunku, zagłosuje, niechętnie, ale jednak, na p. J. Kaczyńskiego, jako na tego, który wolności słowa bronić będzie.

Art. 14. Ustawa wchodzi w życie po upływie 6 miesięcy od dnia ogłoszenia.
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej: L. Kaczyński

Jakby nie patrzeć, znajomy, broniąc wolności słowa przed p. B. Komorowskim, zagłosuje na p. J. Kaczyńskiego, którego brat tę nowelizację podpisał!

Wnioski pozostawiam PT Czytelnikom…

Adam Śmiech http://www.jednodniowka.pl/news.php?readmore=299

Posted in Polityka | 39 Komentarzy »

Szewcze, pilnuj kopyta!

Posted by Marucha w dniu 2010-07-03 (Sobota)

Paul McCartney: Niewierzący w globalne ocieplenie są jak negacjoniści Holokaustu.

Paul McCartney, były muzyk zespołu The Beatles, porównał zaprzeczanie zjawisku globalnego ocieplenia do negowania zagłady Żydów.
– Niech pan McCartney skupi się na tym, na czym się rzeczywiście zna – ripostują Żydzi.

Porównanie z ust muzyka padło w odpowiedzi na pytanie o wyciek ropy u wybrzeży USA, które gwiazdorowi zadał dziennikarz brytyjskiego tabloidu „The Sun”. Piosenkarz uznał, że to wydarzenie ma wymiar pedagogiczny.

– Szkoda, że potrzebujemy takich katastrof, żeby pokazać ludziom… Niektórzy ludzie nie wierzą w globalne ocieplenie, tak jak niektórzy nie wierzą w to, że Holokaust się naprawdę wydarzył – powiedział. – Ale fakty są takie, że coś się jednak dzieje i musimy sobie zdawać z tego sprawę, jeżeli chcemy, aby nasze dzieci żyły w przyzwoitym świecie, a nie w całkowitym koszmarze – dodał z troską i zaczął wychwalać Baracka Obamę za wspaniałą interwencję w Zatoce Meksykańskiej.

Dokonane przez muzyka porównanie osób sceptycznych wobec teorii o ociepleniu klimatu do rewizjonistów Holokaustu wywołało jednak krytykę zarówno ekologicznych sceptyków, jak i Żydów.
– Wiem, że panuje obecnie moda na mówienie w kółko o globalnym ociepleniu. Porównywanie go z zamordowaniem sześciu milionów ludzi – mężczyzn, kobiet i dzieci, porównywanie go z komorami gazowymi jest jednak całkowicie niedopuszczalne – powiedział „Rzeczpospolitej” prof. Israel Gutman z instytutu Yad Vashem, były więzień Auschwitz. – Niech pan McCartney skupi się więc na tym, na czym się rzeczywiście zna, czyli na śpiewaniu i graniu na gitarze. Wypowiadanie się na tematy, o których nie ma pojęcia, powinien sobie darować – podkreślił Gutman.

W podobnym tonie wypowiada się amerykański naukowiec Christopher C. Horner.
– Cóż to za pomysł, żeby pytać o tak poważne sprawy tych wszystkich naiwnych aktorów i piosenkarzy – powiedział Horner w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. – Ci ludzie traktują tę sprawę jak noszenie modnej torebki, bez której nie wypada pojawić się w „dobrym towarzystwie” – podkreślił Horner. – Chyba nikt nie podejrzewa McCartneya o to, że dogłębnie zbadał sprawę, o której się wymądrzał. Że wysłuchał opinii naukowców przedstawiających różne punkty widzenia i wyciągnął własne wnioski. Nie, on po prostu powtarza usłyszane gdzieś frazesy, żeby pokazać, jaki jest postępowy i wrażliwy na los biednej planety – tłumaczył.

Menedżer McCartneya powiedział, że jego klient nie zamierza komentować swojej wypowiedzi.

Komentarz Pawła LisicickiegoCzego nie zrozumiał McCartney

Podczas gdy w Polsce właśnie zapadła cisza i wszyscy wstrzymali oddech w oczekiwaniu na zwycięzcę najdziwniejszej kampanii prezydenckiej w dziejach, na świecie w najlepsze trwają ważne debaty ważnych ludzi.

Tym razem w takiej roli wystąpił Paul McCartney. I choć to, co powiedział, pojawiło się na łamach pisma – powiedzmy – średnio poważnego, brytyjskiego tabloidu „The Sun”, to już odpowiedź na jego przemyślenia była jak najbardziej poważna i każdemu powinna dać do myślenia. Otóż były bitels stwierdził, że „niektórzy ludzie nie wierzą w globalne ocieplenie, tak jak niektórzy nie wierzą w to, że Holokaust się naprawdę wydarzył”. No i posypały się gromy. Łatwo przewidzieć, że obok sceptyków wobec teorii globalnego ocieplenia najgłośniej słychać było tych, którzy zarzucali muzykowi pomniejszanie zagłady Żydów.

Zostawiam na boku globalne ocieplenie, zresztą, może wskutek wyjątkowo srogiej zimy, słychać o nim rzadziej. Słowom muzyka warto się przyjrzeć z innego punktu widzenia. Otóż McCartney, święcie przekonany, że globalne ocieplenie jako efekt działalności człowieka jest faktem, poszukiwał innego faktu historycznego, równie według niego niewątpliwego. Pierwszą rzeczą, która mu się nasunęła, była zagłada Żydów. Gdzie tu ujma dla ofiar? Skąd zatem protesty?

Stąd, mniemam, że sławny muzyk nie dostrzegł, że Holokaust dawno już przestał być tylko niewątpliwym faktem historycznym. Zyskał status wydarzenia absolutnego. To stosunek do Holokaustu – a nie Boga czy uniwersalnych norm etycznych – coraz częściej ma decydować o wartości jednostki. Holokaust stał się dla zachodnich elit tym, czym dla chrześcijan była śmierć Chrystusa: wydarzeniem ustanawiającym nową moralność, nową formułę człowieczeństwa.

Kiedy The Beatles pierwszy raz przyjechali w połowie lat 60. na koncerty do Stanów Zjednoczonych, bodajże John Lennon zauważył, że są bardziej popularni od Jezusa Chrystusa. Wtedy to porównanie wywołało szok. W końcu wielu chrześcijan uznało, że może ono sugerować bluźnierstwo. Jak to – mówili sobie – zwykli muzycy rockowi porównują się z Bogiem?

Podobnie wyglądają reakcje na słowa McCartneya. Dla niego Holokaust wciąż jest jeszcze tylko przeszłym zdarzeniem. Ale dla wielu to za mało. Potępiając porównanie McCartneya, jego krytycy atakują więcej niż dogmatyzm muzyka w sprawie globalnego ocieplenia. Nie. Tym, co budzi ich gwałtowny opór, jest podejrzenie, że muzyk chciał globalnemu ociepleniu przypisać ów absolutny, nieporównywalny z niczym charakter, jaki w cywilizacji zachodniej zyskał Holokaust.

Tak, świat się zmienia i to, co w latach 60. było bluźnierstwem, dziś mało kogo wzrusza. I na odwrót. To, co wówczas było po prostu historycznym faktem – masowe zbrodnie na Żydach – teraz nabrało innego, niemal metafizycznego znaczenia. McCartney, widać, tego nie zrozumiał.

Za Rzeczpospolitą, rp.pl

Posted in Kultura, Różne | 16 Komentarzy »

Dlaczego świat nienawidzi Benedykta XVI?

Posted by Marucha w dniu 2010-07-03 (Sobota)

Wydaje się, że cały świat sprzymierzył się przeciwko papieżowi, ubliża mu, wzbudza wybuchy gwałtownej wściekłości i błogosławi jego medialnej śmierci.

„Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził” (J 15, 18). Powyższa przestroga Zbawiciela wypowiedziana do uczniów należała niewątpliwie do najważniejszych. Jezus uroczyście przestrzegł ich, aby po otaczającym ich świecie nie spodziewali się niczego dobrego, a całą nadzieję złożyli w Nim samym.

Rzeczywiście, zaledwie Pan Bóg zesłał Ducha Świętego w czasie Zielonych Świąt, a natychmiast ci, którzy zajęli się gorliwie głoszeniem Chrystusa, ściągnęli na siebie potępienie ze strony świata. Z początku zostali wykluczeni z synagog i odsunięci od życia publicznego, a następnie oficjalnie potępieni i wydani pod topór kata bądź na ukrzyżowanie. Cezar rzymski rzucił na nich oszczerstwa, oskarżył o najgorsze zbrodnie, a zwłaszcza o podpalenie Rzymu. W miarę jak szerzyła się wiara w Syna Bożego, „synowie światłości” byli prześladowani, skazywani na stos i rzucani lwom na pożarcie. Towarzyszyły im wrogie okrzyki, szyderstwa i drwiny „synów ciemności”. Tak sprawdziła się sławna maksyma Tertuliana, że „krew męczenników jest zasiewem chrześcijan”. Na ofierze tych ludzi, którzy woleli wybrać śmierć, aniżeli zaprzeć się objawionej prawdy, zbudowano Kościół; na grobach Apostołów wzniesiono chrześcijaństwo.

Z chwilą gdy władcy uznali zwierzchność Boga nad rządzonymi przez siebie państwami i gdy sami monarchowie ugięli kolana przed Stwórcą, ustały prześladowania. Nastał czas pokoju Bożego. Ale skoro tylko podniósł się dumny bunt ludzi względem Zbawiciela, natychmiast Boża przestroga znalazła swoje potwierdzenie: świat równocześnie znienawidził Boga i Jego uczniów. Laboratorium doświadczalnym tej nieszczęsnej rebelii była niewątpliwie Francja, a Francuzi stali się pożałowania godnym narodem, który ośmielił się prześladować duchowieństwo, a nawet uwięzić Wikariusza Chrystusa. To w Valence, na francuskiej ziemi, rządzonej wówczas przez rewolucyjny Dyrektoriat, zmarł w 1799 r. papież Pius VI1.

Świat wzniesiony na nienawiści do Boga

Od tamtej pory otaczający nas świat bez ustanku odrzuca Boga. To świat, który obwieścił swe całkowite zerwanie z Kościołem; to świat, który przy niezliczonych okazjach wysyłał księży na pewną śmierć: kapłani katoliccy tysiącami ginęli na barkach topionych przez rewolucjonistów w Loarze (2), tracili życie na katordze w Gujanie i w obozach pracy, zwłaszcza na Wschodzie; to wreszcie świat, który narzucił ustawodawstwo rugujące w coraz większym stopniu chrześcijańską moralność i usiłujące zepchnąć religię do sfery najbardziej prywatnej – albo wręcz pragnie zamknięcia jej w najgłębszych pokładach indywidualnych sumień.

Od dwóch stuleci uchwala się coraz to nowe antychrześcijańskie prawa, których celem jest grabież dóbr Kościoła, zamach na świętą instytucję małżeństwa, zabójstwo dzieci w łonach matek czy deprawacja najbardziej niewinnych dusz.

Papież Pius IX, przenikliwie dostrzegając pierwsze oznaki niepokojących zagrożeń, które mogą wystąpić w niedalekiej przyszłości, postanowił wydać stosowne ostrzeżenie i uzbroić dusze wiernych wobec czyhającego niebezpieczeństwa. W tym celu wydał – w 1864 r. – Syllabus errorum, czyli wykaz 80 najbardziej rozpowszechnionych w tamtym czasie błędów. Wśród nich z całą stanowczością potępił koncepcję, wedle której „papież rzymski może i powinien pogodzić się i dostosować do postępu, liberalizmu i współczesnej cywilizacji”. Z powodu tego odrzucenia uskarżali się nie tylko wolnomyśliciele i liberałowie. Nie tylko oni domagali się kontynuacji wysiłków zmierzających do przystosowania Kościoła katolickiego do nienawidzącego go świata, do połączenia dwóch Jerozolim, do koegzystencji Szawła, prześladowcy Kościoła ze świętym Pawłem, apostołem Chrystusa.

Rzeczywiście, jak się nie oburzać, widząc, że sami ludzie Kościoła – wykorzystując sposobność, jaką stało się zwołanie II Soboru Watykańskiego – zaangażowali się w ruch przystosowania Kościoła do świata, zwłaszcza do świata o współczesnym obliczu? Jak nie odczuwać zgrozy, widząc, że owi ludzie uczynili z tego swe podstawowe zadanie, porzucając tym samym właściwą sobie dwutysiącletnią misję, jaką była troska o zbawienie dusz? Możemy jedynie podpisać się pod tragicznym spostrzeżeniem, sformułowanym w 1976 r. przez abp. Marcelego Lefebvre’a, widzącego w tym zadziwiającym połączeniu instytucji założonej przez Jezusa Chrystusa z pozostającym w gestii Jego nieprzyjaciela światem „nieprawy związek”. Albowiem jak byłoby możliwe dostosowanie Kościoła do świata – który żyje pragnieniem, aby wpływ religii katolickiej został ograniczony, wiara uległa relatywizacji, a chrześcijańska moralność zwiędła – gdyby nie doszło do tego, że pewni dostojnicy Kościoła dostosowali się do tych straszliwych zamiarów?

Kogo uwodzi syreni śpiew świata?

W miarę jak współcześni papieże obrali nowy kurs, zrywając tym samym z Tradycją – począwszy od nabożeństw ekumenicznych aż po międzyreligijne porozumienie – świat zaczął wygaszać swą nienawiść i przyklasnął tym działaniom. Media, będące jego złowieszczymi ambasadorami, wręcz nie znajdowały słów dla wychwalania papieży, upatrując w nich ludzi otwartych na świat, solidaryzujących się z nim, dostosowujących się do niego, według jego własnych, budzących głębokie zaniepokojenie standardów. Te właśnie media nie szczędziły pochwał, wynosząc pod niebiosa międzyreligijne spotkanie w Asyżu, stanowiące zaczątek jakiejś nowej religii powszechnej, w której solidarność między ludźmi zastąpiła prawdę. To one zapewniły niebywały rozgłos Światowym Dniom Młodzieży, aby podtrzymać „rodzinną” atmosferę, podczas gdy na fali lokalnych odmienności niszczono liturgię. Kiedy po śmierci Jana Pawła II media oddawały mu hołd, nie myliły się! Uczciły w nim papieża Asyżu, papieża chylącego czoło pod ścianą płaczu, papieża ONZ. Potępiły jednocześnie papieża moralności katolickiej, który odwrócił się plecami do zwolenników pornografii i aborcjonistów.

Benedykt XVI objął tron po papieżu Janie Pawle II, który cieszył się olbrzymią popularnością. Wcześniej był jego najważniejszym współpracownikiem. Benedykt nie uwolnił się od dziedzictwa II Soboru Watykańskiego i spuścizny swych bezpośrednich poprzedników na Stolicy Piotrowej. Obecny papież wprost odwołuje się do soboru i pragnie być jego kontynuatorem. Gdy oddawał się kontemplacji w meczecie w Istambule, modlił się w Wielkiej Synagodze w Rzymie i – całkiem niedawno, 14 marca 2010 r. – aktywnie uczestniczył w luterańskim kulcie, głosząc kazanie podczas niedzielnego nabożeństwa w zborze przy Via Sicilia, mogliśmy jedynie kolejny raz się oburzać, obserwując dwuznaczne praktyki, sprzeczne z roztropną postawą katolicką, jaką zachowywali papieże przed soborem. Ale właśnie te symboliczne gesty pozwalają mediom żywić jeszcze jakikolwiek szacunek względem osoby Józefa Ratzingera. Jeszcze nie tak dawno dzięki nim papież był publicznie chwalony, uznawany za niezwykle inteligentnego i pojednawczego, aż do chwili, gdy otwarcie zorganizowano medialne polowanie na jego osobę.

Świat zrzuca maskę

Przyglądaliśmy się temu polowaniu z zaciśniętymi pięściami. Z jak nikczemną zgrają mamy do czynienia! Kim są ci ludzie mediów, aby występować przeciw papieżowi w roli nieskazitelnych wzorców cnoty? Kim są, że ośmielają się oskarżać Kościół katolicki o wszelkie ułomności i występki? Mimowolnie cisną się nam na usta słowa, którymi posłużył się nasz Boski Zbawiciel dla opisania tej zdeprawowanej polityczno-religijnej kasty, przez którą On sam został osądzony i potępiony. To są te same groby pobielane, ci sami faryzeusze. Nienawidzą Chrystusa tak samo, jak nienawidzą tych, którzy się na Niego powołują. To oni wydają społeczeństwa, wobec których powinni pełnić rolę służebną, na pastwę grzechu rozwiązłości, a ośmielają się napominać starca, którego osobiste życie nie nastręcza żadnej pożywki dla ich pragnienia skandalu.

Wiemy dobrze, że miały miejsce upadki kapłanów i że były bardzo liczne. Bez wątpienia zawsze do nich dochodziło, ale szacujemy, że ich liczba wzrosła na skutek zamieszania, jakie dotknęło Kościół, wywołując poczucie zagubienia wśród księży, którzy zostali pozbawieni łask pozwalających im wzmocnić siły przez sprawowanie ofiary Chrystusa Pana. Winni jesteśmy bezgraniczne współczucie dzieciom, które stały się ich niewinnymi ofiarami, i jesteśmy zobowiązani uczynić wszystko, aby zadośćuczynić za zgorszenia, które są nieskończenie bardziej niebezpieczne, gdy pochodzą od osób poświęconych Bogu. Odrzucamy jednak to bluźniercze kłamstwo, które pozwala wierzyć, że księża – z racji samego stanu duchownego – stanowią zbiorowość „podwyższonego ryzyka”.

Mniejsza o nas samych; mniejsza o agresję, jaką prowokują te medialne akcje względem szaty duchownej. Nie o nasz własny honor toczy się stawka, ale o honor naszego Pana Jezusa Chrystusa. Oni chcieliby, aby wszyscy ostatecznie odwrócili się od naszej religii, której anielskie wymogi – uchodzące za niedorzeczne i nieznośne – koniec końców w ich opinii sprowadziły wyznawców do poziomu niższego niż zwierzęta. Nie pozwólmy, aby ta dezinformacja z piekła rodem zachwiała naszym systemem wartości! Czyńmy zadośćuczynienie za popełnione grzechy! Ale przywoływanie tych win niech stanie się dla nas wyłącznie pobudką ożywiającą pragnienie modlitwy o uświęcenie księży bądź pragnienie stania się świątobliwymi kapłanami, a nawet więcej – kapłanami świętymi!

Droga krzyżowa Benedykta XVI

W obliczu tej słownej agresji i nagonki na czcigodnego starca nie udało nam się znaleźć innego stosownego odwołania, niż porównanie do Kalwarii Chrystusa Pana. Wydaje się, że cały świat sprzymierzył się przeciwko papieżowi, ubliża mu, wzbudza wybuchy gwałtownej wściekłości i błogosławi jego medialnej śmierci. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy ustaną te ataki. (…)

Gdy więc ze ściśniętym sercem obserwujemy polowanie na papieża Benedykta XVI, prześladowanie, jakiego nie doświadczył żaden z trzech poprzedników, zadajemy sobie pytanie o racje, jakie kryją się za tak kategorycznymi osądami jego osoby. Odnajdujemy je w sprawach podnoszonych przez tych samych pochlebców świata. Gdy mowa o streszczeniu „grzechów” pięciu lat obecnego pontyfikatu, media zwykle wspominają o podjętych przez papieża środkach odnowy: poczynając od uwolnienia tradycyjnej Mszy aż po anulowanie kar kościelnych, które dotknęły biskupów Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X. W oczach mediów są to dwa środki, które sprzyjają obrońcom wiary i bezkompromisowej moralności. Jeszcze usilniej media wypominają Wikariuszowi Chrystusa niewzruszone i co pewien czas ponawiane potępienie aborcji, eutanazji oraz związków o charakterze homoseksualnym, a więc postulatów wypisanych na sztandarach tych wszystkich ludzi, którzy pragną zbudować społeczeństwo bez Boga.

Chociaż Benedykt XVI z pewnością nie żywił jakichś szczególnych złudzeń co do trudności, jakie go czekały, gdy przed pięcioma laty został wybrany na Stolicę Piotrową, to z dużą dozą prawdopodobieństwa można domniemywać, że nie spodziewał się, iż jego pontyfikat będzie tak ciężką drogą krzyżową. Nie ciesząc się tak pozytywną atmosferą wokół swej osoby, jak jego poprzednik Jan Paweł II, papież Benedykt XVI mógł jednak przeżyć kilka lat, korzystając z dobrodziejstw swego autorytetu. Nie byłoby wszak dla niego rzeczą trudną – gdyby tylko tego pragnął – znalezienie okazji do poczynienia jakichś dodatkowych ustępstw względem współczesności i możnych tego świata. Uniknąłby w ten sposób ryzyka, że stanie się kozłem ofiarnym mediów. Wszelako tego człowieka z całą pewnością nie motywuje poszukiwanie życzliwości ze strony tych środowisk. Nie chciał zostać papieżem, lecz skoro został wybrany, pragnie wypełnić swoje obowiązki. Bez względu na to, jaką cenę będzie musiał za to zapłacić.

Niestety, podobnie jak wszyscy księża jego pokolenia, Józef Ratzinger otrzymał formację kapłańską w okresie szczególnego zamętu w Kościele. To sprawa godna pożałowania, że człowiek tak wielkiego formatu zaczerpnął wiedzę z zatrutych źródeł filozoficznych i teologicznych – to znaczy z prac autorów pokroju Karola Rahnera czy Jana Ursa von Balthasara – które ostatecznie ukształtowały fundament jego duchowości. Można więc być zakłopotanym postawą obecnego papieża, który raz wspaniale przezwycięża gwałtowne ataki na Kościół, by zaraz potem wzbudzić oklaski tej samej wrogiej katolicyzmowi inteligencji poprzez gesty, które schlebiają zamiarom świata, poszukującego solidarności bez udziału Boga. Wszelako niekiedy doświadczenia i cierpienia są naszymi najlepszymi przyjaciółmi, prowadzącymi nas do światła prawdy, zatem nie powinniśmy poddawać się zwątpieniu co do naszej duchowej drogi.

Nasze obowiązki podczas tej Kalwarii

Z tego kryzysu powinno wypłynąć większe dobro. Jak daleko sięgniemy pamięcią, nigdy Wikariusz Chrystusa nie był za swego życia tak nękany i wyszydzany, i to wyłącznie z powodu obrony katolickiej moralności. Trzeba sięg­nąć pamięcią do postaci Piusa XII, ostatniego papieża przed soborem, aby odnaleźć podobny przykład wybuchu agresji wobec papieża i wartości, które on uosabia. Stare marzenie o aggiornamento, o dostosowaniu do świata, który – skoro nas nienawidzi – trzeba było obłaskawiać, w oczywisty sposób się rozwiało. Winniśmy zatem podwoić modlitwy, aby władze Kościoła uznały, dając wyraz swej przenikliwości, że krótkotrwałe wybuchy radości ze strony świata dyszącego nienawiścią do Boga – w chwili gdy te władze sprawiają wrażenie, że chcą mu się przypodobać – są niepokojącą anomalią albo nawet oznaką sprzeczną z naturą Kościoła.

Dalecy od tego, aby ulegać jakiemuś zwątpieniu, bądź też – przeciwnie – jakiemuś okraszonemu miłymi odczuciami odprężeniu, sądzimy, że nasze własne uświęcenie wymaga od nas, abyśmy w niczym nie uszczuplali walki Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X, zainicjowanej przez jego Założyciela. W niewystarczającym stopniu doceniamy moc przykładu!

Niewątpliwie Bractwo jest tylko narzędziem. Jednak każdy obserwator może sformułować następujące stwierdzenie: od czterdziestu lat, gdy tylko Bractwo Kapłańskie założone przez abp. Marcelego Lefebvre’a niepokoiło się jawnym oddalaniem się papieży od Tradycji apostolskiej, przejawiającym się w ich posunięciach i nauczaniu – świat ich właśnie z tego powodu oklaskiwał. A kiedy papież był wydrwiwany i publicznie znieważany, to wówczas okazywało się, że Bractwo Św. Piusa X broniło tej samej prawdy, która – ogólnie rzecz ujmując – stanowi przekazaną i nauczaną spuściznę Kościoła.

Obecnie wciąż pozostajemy banitami Kościoła. Ale w jakiś tajemniczy sposób sam papież znalazł się wraz z nami w miejscu naszego wygnania. Oczywiście na razie chodzi jedynie o oficjalną banicję ze społeczeństwa zbudowanego na odrzuceniu Boga. Nikt jednak nie wie, jaki będzie dalszy bieg wydarzeń. Natomiast wiadomą jest rzeczą, że gdy ataki przybierają na sile, przyjaciele pojawiają się niezwykle rzadko. Podobnie jak w przypadku Chrystusa zbliżającego się do miejsca kaźni na Kalwarii, tak samo dziś wokół papieża może powstać wstrząsająca pustka, ponieważ niebawem u jego boku będzie można zbierać wyłącznie razy.

Dla nas samych prosimy więc o łaskę, abyśmy w niedoli nie opuścili Wikariusza Chrystusa, którego imię może już spokojnie być zapisane na liście prześladowanych papieży. A dla niego, skoro w dalszym ciągu musi doświadczać gorzkiego dowodu, jaki stanowi otaczająca go pustka, prosimy o łaskę, aby potrafił rozpoznać tę prawdę, że owi banici Kościoła byli zawsze jego najwierniejszymi synami i przyjaciółmi.

Niech Najświętsza Maryja Panna zachowa nas wszystkich w swoim Bolesnym i Niepokalanym Sercu!

ks. Régis de Cacqueray FSSPX

Przypisy:

1. W 1796 r. zwycięski pochód rewolucyjnych wojsk francuskich w Italii pod wodzą Napoleona Bonaparte rozwiał nadzieje papieża Piusa VI na pomoc militarną ze strony katolickich Burbonów i Habsburgów. Stolica Apostolska zmuszona była podpisać traktat w Tolentino, który podporządkował Państwo Kościelne władzy Dyrektoriatu (16 II 1797). Dwa lata później gen. Berthier na rozkaz Napoleona wywiózł Piusa VI do Sieny, a następnie do Valence nad Rodanem, gdzie 29 sierpnia 1799 r. Wikariusz Chrystusa oddał duszę Bogu. Na wieść o tym fanatyczny motłoch rewolucyjny wznosił okrzyki „Pius VI i ostatni!”. Wola Opatrzności była jednak odmienna. Konklawe zebrało się w Wenecji i papieżem wybrało kard. Barnabę hrabiego Chiaromonti, który przyjął imię Piusa VII (przyp. tłum.)

2. Chodzi o osławione noyades – zatapianie w nurcie Loary barek wypełnionych ludźmi uznanymi przez władze rewolucyjne za wrogów politycznych. Duży odsetek eksterminowanych w ten sposób przeciwników rewolucji stanowili księża, którzy odmówili złożenia przysięgi wierności Cywilnej Konstytucji Duchowieństwa. Ów zbrodniczy proceder zainicjował „kat Wandei”, Jan Chrzciciel Carrier, komisarz Konwentu w Nantes. Historycy spierają się co do liczby ofiar zgładzonych w ten sposób. Waha się ona od 3 do 48 tys. (przyp. tłum.).

Artykuł ukazał się w czasopiśmie “Zawsze Wierni” nr 7/2010 (134).

Posted in Kościół | 6 Komentarzy »

Ciąg dalszy sukcesów Polski

Posted by Marucha w dniu 2010-07-03 (Sobota)

Ministerstwo Finansów przedstawi w połowie lipca roczny raport o zadłużeniu. Cięcia wydatków i wyższe podatki?

Grecja już sprzedaje swoje wyspy, my na razie „tylko” strategiczne sektory gospodarki. Czy rząd, który zadłużył Polskę na 200 mld zł, zdoła przerwać spiralę zadłużenia? Jakim kosztem?

Dług publiczny, czyli środki pożyczone przez państwo, samorządy oraz fundusze publiczne (typu ZUS, Krajowy Fundusz Drogowy) w polskich i zagranicznych bankach oraz u własnych firm i obywateli, sięga już powyżej 700 mld zł, a na koniec roku może – według Komisji Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego – przekroczyć 800 mld złotych. Dla porównania – w chwili obejmowania władzy przez obecny rząd pod koniec 2007 roku dług wynosił 520 mld złotych.

– Roczny raport o zadłużeniu za 2009 rok ukaże się w ciągu 2 tygodni – poinformowała „Nasz Dziennik” Magdalena Kobus, rzecznik resortu finansów.

Na podstawie dostępnych danych ekonomiści oceniają, że w ciągu zaledwie dwóch ostatnich lat zadłużenie sektora publicznego powiększyło się o 200 mld zł, co stanowi niechlubny rekord w ostatnim dwudziestoleciu. W 2009 r. potrzeby pożyczkowe państwa wyniosły 80 mld zł, w bieżącym zaś – 120 mld zł, a w przyszłym roku zapowiadają się podobnie. Polska jest zadłużana coraz bardziej i na coraz wyższy procent. Szczególnie ryzykowną część długu publicznego stanowi pożyczka zaciągnięta za granicą poprzez emisję obligacji w walutach obcych lub umowy swapów walutowych, z której to formy obecny rząd chętnie korzysta. Na koniec 2009 r. dług publiczny w walutach obcych wynosił ok. 60 mld euro i nadal rośnie. Pytanie – kiedy osiągnie pułap, powyżej którego terminowa obsługa stanie się niemożliwa?

Zadłużona ponad miarę Grecja, mimo początkowych głosów oburzenia, wystawiła jednak na sprzedaż niektóre swoje wyspy. Polska na razie rzuca na rynek kolejne spółki Skarbu Państwa, wśród nich – strategiczne, jak firmy energetyczne czy Giełda Papierów Wartościowych. Ściąga też energicznie dywidendy do pustego budżetu, nie bacząc, że spółki w kryzysie bardzo potrzebują pieniędzy. Jeśli dług będzie przyrastał w obecnym tempie – zadłużenie pod koniec kadencji może sięgnąć… 1 bln złotych! Jak przerwać ten niebezpieczny trend, by nie powtórzył się w Polsce scenariusz grecki lub głośny krach argentyński z 2002 roku?

– Redukować deficyt można w dwojaki sposób – poprzez wysoki wzrost gospodarczy i zwiększenie dochodów budżetowych albo też poprzez cięcia wydatków budżetowych i zwiększanie obciążeń podatkowych – wyjaśnia Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. Według wyliczeń prof. Andrzeja Kaźmierczaka z Rady Polityki Pieniężnej, dopiero wzrost gospodarczy na poziomie 4,5 proc. PKB rocznie pozwoliłby na zmniejszenie rozmiarów deficytu i tempa zadłużenia. O takim wzroście jednak na razie nie ma co marzyć. Pozostaje zatem druga droga. Zapewne rząd ją nam przedstawi w przyszłorocznym budżecie.

Założenia do ustawy budżetowej ukażą się w nadchodzącym tygodniu. Zgodnie z programem konwergencji przesłanym przez rząd Komisji Europejskiej oszczędności w budżecie na 2011 rok mają sięgnąć ok. 20 mld zł, a w roku następnym – aż 40 mld złotych. Spodziewane są: radykalne obniżenie wydatków społecznych i inwestycyjnych, ograniczenie waloryzacji emerytur i płac sfery budżetowej, być może próby podwyższenia wieku emerytalnego, wzrost podatku VAT i akcyzy, wzrost składki rentowej itp. Wraz z ustawą budżetową resort finansów przedstawia corocznie strategię zarządzania długiem. Zatem jesienią przekonamy się, czy spirala zadłużenia nadal będzie się nakręcać i ile będziemy musieli pożyczyć w kolejnym roku. Na jaki procent będą to pożyczki – wyceni rynek.

Małgorzata Goss, Nasz Dziennik

Czy tragiczne wręcz rządy Platformy zapalą czerwoną kontrolkę w durnych łbach polskich ćwierćinteligentów „z wielkich miast, znających języki obce”? – admin

Posted in Gospodarka | 3 Komentarze »