Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Rafal Cz. o Z Rosją się rozmawia: polskie…
    Maverick o Polska armia prowadzi działani…
    jasiek z toronto o Władza świetnie wykształcona…
    Rafal Cz. o Polska armia prowadzi działani…
    NICK o Parlamentarna głupota ma się…
    Maverick o Ani dnia, ani godziny
    Przepowiadam o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    gd-ap o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Słota o Ani dnia, ani godziny
    Krzysztof M o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Krzysztof M o Evo Morales i «białe złoto»…
    Jack Ravenno o Wolne tematy (60 – …
    Wandaluzja.pl o Wolne tematy (60 – …
    Za_granicą_widać_Lep… o Ani dnia, ani godziny
    Ale dlaczego? o Wolne tematy (60 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 497 obserwujących.

Archive for Lipiec 7th, 2010

Wilniuki pozostają spadkobiercami milenijnego dziedzictwa kulturowego Polski

Posted by Marucha w dniu 2010-07-07 (Środa)

Rozmowa z Markiem Janem Chodakiewiczem, historykiem, publicystą, profesorem w Instytucie Polityki Międzynarodowej w Waszyngtonie; w roku 2005 został mianowany przez prezydenta USA członkiem Amerykańskiej Rady Upamiętniania Holocaustu.

Kresy.pl: Polska i Litwa są dziś krajami sojuszniczymi. Skąd się do chwili obecnej biorą obawy części społeczeństwa litewskiego, w tym niektórych kręgów elity politycznej Litwy, wobec mniejszości polskiej?
Marek Jan Chodakiewicz: Są to obawy dwupoziomowe. Po pierwsze, wobec mniejszości polskiej jako takiej na Wileńszczyźnie. A po drugie, wobec Polaków, w tym i Polaków wileńskich. Te sprawy często się na siebie nakładają. Co do pierwszego punktu, obawy Litwinów dotyczą przede wszystkim tego, że Polacy na Wileńszczyźnie są u siebie w domu. To jest ich mała ojczyzna Polska. W sensie historycznym żyją na ziemiach naszej starej Rzeczypospolitej, czyli Wielkiego Księstwa Litewskiego, które w wyniku działań Hitlera i Stalina znalazły się w granicach Republiki Litewskiej. Z kolei Republika Litewska oparta jest na paradygmacie etno-nacjonalistycznym, tak jak zresztą jej przedwojenne wcielenie. Paradygmat ów przeciwny jest uniwersalistycznemu modelowi jakim była Polska, czyli I RP, a nawet do pewnego stopnia jej spadkobierczyni, II RP. I tu dochodzimy do punktu drugiego. Litwini, szczególnie potomkowie chłopów żmudzkich – to oni jako kler katolicki byli głównym motorem koncepcji etno-nacjonalistycznej Litwy w XIX wieku – wymyślili nowoczesny naród litewski będący przeciwieństwem uniwersalistycznego narodu “polskiego”, czyli jednokulturowego, ale wieloetnicznego narodu szlacheckiego – później inteligenckiego – powstałego w I RP. Tak więc relatywnie nowoczesny, nacjonalistyczny integryzm litewski staje naprzeciw pamięci o świetnym uniwersalizmie polskim. Karzełek naprzeciw giganta – giganta moralnego, historycznego i kulturalnego. I tego Litwini się obawiają. To taki kompleks niższości w stosunku do mniejszości, która jest spadkobiercą wielkiej tradycji.

Bardzo mocno powiedziane, a nawet za mocno.
Litwini boją się sojuszu mniejszości narodowych, szczególnie słowiańskich, przeciwko państwu litewskiemu, tak jak to miało miejsce w okresie implozji Związku Sowieckiego. Był to strach uzasadniony, bowiem mniejszościami tymi grała Moskwa. Warszawa się od braci Wilniuków odcięła tolerancyjnie i liberalnie. No, ale teraz czasy się zmieniają. To znaczy Kreml nadal stara się mącić, lecz Warszawa w końcu zaczęła zwracać uwagę na standardy zachodnie i litewska polityka w sprawach restytucji mienia, edukacji i pisowni nazwisk po prostu jest sprzeczna z normami europejskimi. W związku z tym Litwini zaczęli się bać jeszcze bardziej. Chcą zjeść ciastko i mieć je wciąż na talerzu. To znaczy chcą utrzymać paradygmat etno-nacjonalistyczny Republiki Litewskiej i jednocześnie być członkiem politycznie poprawnej i wielokulturowej Unii Europejskiej, gdzie właściwie z reguły rozmaite mniejszości narodowe są faworyzowane kosztem wszystkich większości. Litwini mają niezły dylemat. Unia i NATO to bezpieczeństwo, ale obowiązująca w ramach tych struktur socjal-liberalna ideologia politycznej poprawności podmywa fundament Litwy narodowej. Jeśli jednak Litwa znalazłaby się poza Unią i NATO, to połknęłaby ją Rosja. Litwini się szamotają. I nie powiem, że powinni się zwrócić do Polski. W tej chwili Polska to nie I RP, a post-PRLowskie bagno. Najpierw Polacy muszą sami sprostać wyzwaniom, przed którymi stoją. A dopiero potem mogą zacząć świecić przykładem takim, że Niemcy, Litwini, Łotysze, Białorusini, Żydzi, Holendrzy, Ukraińcy, Francuzi, Włosi, Szkoci i inni zechcą się z Polską i polskością związywać sami. Tak było za I RP, a nawet za Polski piastowskiej.

Czy obecne problemy mniejszości polskiej na Litwie mają związek z określoną polityką historyczną państwa litewskiego?
W pewnym sensie tak. Litwini udają, że Polacy na Wileńszczyźnie to spolonizowani Litwini, których trzeba na powrót zlituanizować. Poza tym uczą, że dawne Wielkie Księstwo Litewskie jest poprzednikiem Republiki Litewskiej. A przecież stanowiło ono głównie Ruś z czapką litewskich możnych, mocno zresztą zrutenizowanych. W Wilnie w XV wieku było chyba więcej cerkwi prawosławnych niż chramów pogańskich, nie mówiąc już o kościołach katolickich. I ci “Litowcy”, jak mówili Moskale, czyli rusko-litewska elita, wybrała Zachód, czyli Polskę i jej cywilizację: wiarę łacińską, własność prywatną, wolność jednostki. Dla etno-nacjonalistów litewskich ten fakt był straszliwą zbrodnią. I starają się to nadrobić. Dla nich wpisanie się w jakikolwiek uniwersalizm jest samobójstwem. No bo przecież, z punktu widzenia kultury, czym niby żmudzkie chłopstwo może zaimponować komukolwiek? Integralnym nacjonalizmem Smetony?

Dlaczego zachodnia opinia publiczna oraz politycy krajów zachodnich tak bardzo wyczuleni na problem łamania praw rozmaitych mniejszości, nie potrafią pomóc w rozwiązaniu tej akurat kwestii?
Po pierwsze, Polacy nie są w oczach świata sexy mniejszością. Są przecież “faszystami” i “antysemitami” współodpowiedzialnymi za Holocaust. Po drugie, wywoływanie sprawy mniejszości polskiej na Litwie oznacza wywołanie jej wszędzie, a szczególnie tam, gdzie oficjalnie nie istnieje, czyli głównie w Niemczech. Berlin byłby bardzo niezadowolony, a to Berlin dyktuje w Brukseli co trzeba robić. Po trzecie, jeśli Polacy w post-PRLu mają swoich braci Wilniuków w nosie, to z jakiej racji mają się nimi interesować obcy, na przykład biurokraci z Brukseli?

Takie stawianie sprawy jest bardzo krzywdzące dla Polaków.
Może jestem niesprawiedliwy. To polskojęzyczni post-Sowieci, post-PRL-owcy, oraz post-Polacy, czyli “Europejczycy” mają Wilniuków w nosie. Kiedy Polacy nagłośnią u siebie, we własnym państwie, kwestię braci znad Niemna i Wilii, to znajdą się sposoby na jej wylansowanie na forum europejskim i światowym. Należy jednak pamiętać, że Polacy z Wileńszczyzny zostali poświęceni na ołtarzu koncepcji politycznej Giedroycia. Po prostu liberałom i ich sojusznikom w Warszawie bardziej zależało na niepodległości Litwy od Związku Sowieckiego niż na uzyskaniu podstawowych gwarancji wolnościowych dla swoich braci z Wileńszczyzny. Jednocześnie w post-PRL hołubiono mniejszość litewską, siłą inercji tak jak inne mniejszości. A ja mówię, że nie powinno się ze wszystkimi mniejszościami postępować według jednego strychulca. Nadal trzeba po pańsku postępować z mniejszością litewską. I broń Boże nie należy jej traktować jako zakładnika w stosunku do paranoicznej polityki Litwy wobec naszych Wilniuków. Trzeba Litwinów w Polsce otaczać serdeczną troską. Inna polityka powinna być natomiast prowadzona wobec Niemiec. Muszą one uznać mniejszość polską u siebie i przywrócić mienie polonijnym organizacjom. No, ale żeby cokolwiek takiego się stało Polska musiałaby być rządzona przez elity świadome tego, że reprezentują milenijną spuściznę kulturową. W tym i jej żywych spadkobierców, łącznie z Wilniukami.

Rozmawiał: Filip Memches, http://www.bibula.com/?p=23716

Posted in Różne | 3 Komentarze »

Judaizacja coraz jawniejsza: Katolicki szpital zawiesił w salach, pokojach 270 mezuz

Posted by Marucha w dniu 2010-07-07 (Środa)

Szpital Providence Tarzana Medical Center w południowej Kalifornii, mieniący się szpitalem katolickim, jako pierwszy w tym stanie zawiesił we wszystkich bez wyjątku salach i pokojach pacjentów ponad 270 mezuz – żydowskich tradycyjnych pojemników zawierających zwiniętą kartę z fragmentami Tory.

Dyrekcja tego katolickiego szpitala, który w 2008 roku przejął regionalny szpital Tarzana, postawiona została przed dylematem “jak powiązać religijną tradycję katolickiego zakładu opieki zdrowotnej z kulturą żydowską dominującą w szpitalu Tarzana” – stwierdza strona internetowa połączonych szpitali.

W odpowiednim rozwiązaniu dylematu pomogli rabini z żydowskiej organizacji Chabad-Lubavitch, do której dyrekcja zwróciła się z pomocą. Ustalono, że dla “dobra wszystkich pacjentów”, w całym szpitalu zawieszone zostaną mezuzy, pomimo tego, że jedynie 20-25% pacjentów jest Żydami. Zespół szpitali katolickich Providence Health and Services skupia obecnie 27 szpitali w Stanach Zjednoczonych, a oddział w Kalifornii zatrudnia ponad 1600 pracowników, w tym ponad 900 profesji medycznej.

W połowie marca br. miała miejsce uroczystość zawieszenia mezuz, w której uczestniczyli rabin Mordechai Einbinder z oddziału Chabad of the Valley oraz rabini Bruce Raff i Edward Feinstein z kalifornijskich synagog. “Decyzja o zawieszeniu mezuz na wszystkich framugach drzwi pokazuje przywiązanie szpitala do respektowania wiary i wyznania swoich pacjentów.” – informują zadowoleni z decyzji inicjatorzy akcji. Zawieszanie mezuz trwało kilka tygodni, a pomocy szpitalowi w ich zakupie udzielili również rabini sekty Lubawiczerów.

Oprócz mezuz tenże katolicki (?) szpital zapewnia żydowskim pacjentom koszerne potrawy, elektryczne świece szabasowe oraz zatrudnił dwóch rabinów, urzędujących na pozycjach “kapelana” (chaplain). “W prowadzonym przez katolików szpitalu, Żydzi mogą praktykować swoją wiarę mocniej niż przedtem.” – stwierdza z radością komunikat. “Jesteśmy katolicką organizacją, która przyjmuje wszystkie wiary. Taka jest rzeczywistość ludzi, którym służymy i którzy tutaj pracują, a krucyfiks i mezuzy są symbolem tej rzeczywistości.” – mówią zupełnie zdezorientowani duchowo organizatorzy.

Mezuza jest koszernym pojemnikiem zawierającym spisaną na pergaminie modlitwę, który jest przymocowywany na odrzwiach wszystkich żydowskich domów. Jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych symboli i praktyk judaistycznych, najczęściej traktowanych jako kabalistyczny talizman. Każdy przechodzący przez drzwi Żyd dotyka ręką pojemnika, którego wywieszanie jest nakazane przez Talmud. Poszczególne grupy żydowskie od stuleci toczą spory dotyczące sposobu zawieszania mezuzy – jedni uważają, że powinna wisieć pionowo, inni, że poziomo. Metodą talmudycznego kompromisu, mezuzę zawiesza się pod kątem.

Lubawiczerowie

Chabad-Lubavitch jest radykalną organizacją ortodoksyjnych Żydów, która określa się oficjalnie jako wielce zasłużona organizacja “niosąca kaganek oświaty” i “walcząca o pokój na świecie”. W ramach “działalności edukacyjnej”, sekta Chabad-Lubawicz prowadzi coroczną światową akcję zapalania menor na wszystkich ważniejszych miejscach publicznych na całym świecie. W zeszłym roku przedstawiciele sekty zapalili menorę w ponad 270 miastach na świecie, najczęściej w najbardziej prominentych miejscach, w tym parlamentach i pałacach prezydenckich, lecz również w ambasadach, konsulatach, na uczelniach i akademikach – również w tych miejskich, stanowych i utrzymywanych przez państwa – w bazach wojskowych, na statkach wojennych, w sklepach, na ulicach, itp.

Prawdziwym celem organizacji Lubawiczerów jest zaprowadzenie Nowego Porządku Świata kontrolowanego przez przywództwo sekty i sprzymierzonych z nią poddanych. Jednocześnie, wielu przywódców i członków sekty Chabad-Lubavitch nadzwyczaj nadreprezentatywnie pojawia się w charakterze podejrzanych czy skazanych za popełnianie różnego rodzaju przestępstw, od handlu narkotykami, przez pranie brudnych pieniędzy, po skandale seksualne.

W sekcie Chabad-Lubavitch skupia się jak w soczewce żydowski fanatyzm religijny i obłąkana rasistowska ideologia wyrosła na Talmudzie. W najbardziej poczytnym piśmie żydowskim wydawanym w Stanach Zjednoczonych – Jewish Week (wydanie z 26 kwietnia 1996), rabin Yitzhak Ginsburg z sekty Chabad-Lubavitch powiedział szczerze czym kieruje się ten rasistowski ruch:

“Dusze nie-Żydów (gentiles) są kompletnie innego i niższego rzędu. Są one całkowicie diabelskie i nie mają jakichkolwiek wartości i możliwości odkupieńczych. [..] Jeśli pojedyncza komórka pochodząca z ciała Żyda posiada w sobie boskość, jest częścią Boga, to każdy łańcuch DNA [z komórki ciała Żyda] jest częścią Boga. Wobec tego, w żydowskim DNA jest coś specjalnego.[…]
Jeśli Żyd potrzebuje wątroby, czy można wziąć ją od przechodzącego obok nie-Żyda, aby ocalić Żyda? Tora prawdopodobnie by na to pozwoliła [bowiem] życie Żyda ma nieskończoną wartość. Jest coś nieskończenie bardziej świętego i unikalnego w życiu Żyda niż w życiu nie-Żyda”.

Obok mnóstwa przykładów z Talmudu – najbardziej rasistowskiej księgi spisanej ludzką ręką, ukazującej pychę grupy Übermensch – założyciele ruchu Chabad-Lubavitch, określanej dziś jako “największa na świecie żydowska organizacja edukacyjna”, rozwijają te myśli.

Oto rabin Shenur Zalman nazywa nie tylko chrześcijan, ale i nie-chrześcijan, czyli wszystkich oprócz Żydów: “śmieciami, odpadkami Boga” (“supernal refuse“) – oczywiście w najgorszym znaczeniu tego określenia. Cytowany powyżej rabin Ginsburg nie wymyśla zatem nic nowego, a jedynie powtarza słowa rabina Zalmana. “Materiał, z którego stworzono nie-Żydów pochodzi z odpadów boskich. W rzeczywistości, oni sami pochodzą ze śmieci (odpadów), a to że jest ich znacznie więcej niż Żydów, jest potwierdzeniem tego, gdyż przecież ilość odpadów jest zawsze większa niż liczba ziaren. […] Wszyscy Żydzi są naturalnie dobrzy, a nie-Żydzi – naturalnie niedobrzy.”

Ortodoksyjni Żydzi przepojeni antyludzką ideologią Talmudu od czasu do czasu wypowiadają się bez ogródek co do prawdziwego ducha talmudycznego judaizmu. W zeszłym roku szczerością wypowiedzi zasłynął przedstwiciel Chasydów, rabin Manis Friedman, który na łamach jednego z najbardziej wpływowych pism żydowskich Moment napisał, że “Jedyną drogą prowadzenia wojny w sposób moralny jest droga żydowska: niszczyć miejsca święte. Zabijać mężczyzn, kobiety i dzieci.” Oto pełny cytat:

„Nie wierzę w zachodnią moralność, to jest to, że nie wolno zabijać cywilów i dzieci, że nie wolno niszczyć miejsc świętych, że nie wolno prowadzić walk podczas okresów świątecznych, że nie wolno bombardować cmentarzy, że nie wolno strzelać dopóki samemu nie jest najpierw ostrzelanym – nie wierzę, że to wszystko jest niemoralne.

Jedyną drogą prowadzenia wojny w sposób moralny jest droga żydowska: niszczyć miejsca święte. Zabijać mężczyzn, kobiety i dzieci (oraz bydło).

Pierwszy premier Izraela, który zadecyduje, że będzie postępował tak jak mówi Stary Testament [czytaj: Tora, a czytaj bardziej dokładnie: chodzi o Talmud – Red.], wreszcie przyniesie pokój Bliskiemu Wschodowi. Doprowadzi to, po pierwsze do tego, że Arabowie przestaną używać dzieci jako tarcze, po drugie, zaprzestaną uprowadzania, wiedząc że nie ulękniemy się, po trzecie, ze zniszczonymi miejscami świętymi, przestaną wierzyć, iż Bóg jest po ich stronie. W rezultacie: nie będzie ofiar wśród cywilów, nie będzie dzieci w polu ognia, nie będzie fałszywego sensu sprawiedliwości – w sumie, nie będzie wojny.

Zero tolerancji dla rzucających kamienie, dla wystrzeliwanych rakiet, dla uprowadzania dzieci, będzie oznaczało, że państwo osiągnęło swoją suwerenność. Jeśli będziemy żyli wartościami Tory, staniemy się światłem-latarniami dla innych narodów, które cierpią z powodu katastrofalnej moralności jako wynalazku ludzkości.

Rabin Manis Friedman
Bais Chana Institute of Jewish Studies
St. Paul, MN
(Miesięcznik The Moment – maj/czerwiec 2009)

Sprzymierzanie się z siłami, których oficjalni i honorowani przedstawiciele wypowiadają tak rasistowskie, antyludzkie i antyhumanitarne słowa – oraz zastosowują je w praktyce – jest samobójczą nierozważnością hierarchów katolickich nadzorujących katolickie szpitale i instytucje społeczne. Jest również symbolem, znakiem czasów, w których zapomniano o katolickiej tożsamości, o wierze w Chrystusa-Odkupiciela, który jest jedyną drogą ku osiągnieciu Zbawienia. Osoby przyczyniające się do promowania jakiejkolwiek innej, fałszywej wiary, pomagają tym samym w zatracaniu dusz, a w przypadku dusz osób określających się Żydami, dokonują aktu im śmiertelnie szkodzącego – aktu prawdziwego antysemityzmu.

Posted in Kościół | 27 Komentarzy »

Sprawy ważne dla Polski!

Posted by Marucha w dniu 2010-07-07 (Środa)

Z Gabrielą Masłowską doktorem nauk ekonomicznych, posłanką na Sejm RP z Klubu PIS, rekomendowaną przez Ruchu Ludowo-Narodowy rozmawia Jacek Majchrowski.

Jest Pani przeciwniczką Traktatu Lizbońskiego. Co głównie zarzuca Pani temu dokumentowi i szerzej tendencjom, które obecnie kształtują Unię Europejską?
Traktat Lizboński, będący tak naprawdę ukrytą formą Konstytucji Europejskiej, zmierza do utworzenia europejskiego superpaństwa. Ratyfikowany przez parlamenty krajowe, bez ogólnospołecznego referendum, prowadzi do likwidacji suwerenności państw narodowych. W głosowaniu powszechnym, w wielu krajach europejskich, nie przeszedłby tak łatwo…… pamiętamy przykład Francji i Holandii.

W jaki sposób nas Polaków ogranicza ten Traktat?
Nie możemy swobodnie formułować przepisów polskiego prawa np. w takich zakresach jak zasady pomocy publicznej, prawa bankowego, w tym prawa dotyczącego Narodowego Banku Polskiego i szerzej rynku kapitałowego. Nie możemy samodzielnie kształtować polityki rolnej i celnej, które zostały przeniesione na poziom międzynarodowy. Nie możemy samodzielnie kształtować podatków, w tym przede wszystkim VAT-u i akcyzy. Jesteśmy znacznie ograniczani w swobodzie kształtowania polityki budżetowej, a za przekroczenie deficytu budżetowego grożą nam restrykcje. Pod pozorem przeciwdziałania kryzysowi finansowemu postuluje się wprowadzenie jednolitego nadzoru bankowego dla krajów UE. Żąda się od nas zwiększenia do 20% limitu OFE (Otwartych Funduszy Emerytalnych), które mogłyby być inwestowane poza Polską. Oznacza to, że oszczędności Polaków w znacznie większym stopniu niż jest to dzisiaj przy limicie 5% przyczynią się do rozwoju innych krajów zamiast służyć inwestowaniu w gospodarkę polską.

Powoli tracimy suwerenność?
Suwerenność jest wartością samą w sobie, ale jest również czynnikiem rozwoju gospodarczego. W latach 50 i 60 kraje EWG rozwijały się szybciej niż USA, ale miały niezbędny ku temu zakres wolności. I przeciwnie, kraje, które ograniczały zakres swoich swobód na rzecz Unii Europejskiej notowały mniejszy przyrost gospodarczy, w tym kraje, które przystąpiły do strefy euro.

Pierwotne założenia Wspólnoty Europejskiej zostały wypaczone?
Tak. Brak wolności dla poszczególnych członków Unii we wszystkich dziedzinach życia to zasadniczy problem UE, który może zaważyć na jej przyszłości. Jeżeli ingerencja UE w politykę i gospodarkę poszczególnych krajów będzie postępowała to Unia się rozpadnie i to niekoniecznie pokojowo. Ostatni przykład wymuszania zbiorowej solidarności, a tak naprawdę odpowiedzialności, za kryzys grecki, nawet na państwach nie należących do strefy euro nie wróży nic dobrego.

Z tym, o czym Pani mówi ściśle wiąże się sprawa przystąpienia Polski do strefy euro?
Wprowadzenie wspólnej waluty w krajach Unii Europejskiej opiera się na koncepcji ekonomicznej Kanadyjczyka Roberta Mundella, który twierdził, że opłaca się wprowadzać wspólną walutę dla obszarów względnie jednolitych gospodarczo i cywilizacyjnie. Celem wprowadzenia wspólnej waluty europejskiej było dogonienie gospodarki amerykańskiej. Nic bardziej błędnego. Od momentu wprowadzenia euro kraje tej strefy rozwijają się wolniej gospodarczo. W latach 1999-2009 średnie tempo wzrostu PKB w strefie euro wynosiło tylko 1,5% i było niższe niż w wielu krajach, które zachowały własną walutę. Zwolennicy euro nie chcą tej sprawy dyskutować i kierują się względami ideologicznymi. Wejście do strefy euro wiąże się z ogromnym ryzykiem dla Polski jest również ryzykiem dla samej Unii.

Jest, więc Pani przeciwniczką wstąpienia Polski do strefy euro?
Posiadanie własnej waluty, a więc i własnego banku centralnego to ostatnie atrybuty naszej wolności. Przypomnijmy, że nie wszystkie kraje starej Unii przyjęły euro. Wielka Brytania, Szwecja i Dania zachowały swoje waluty narodowe. Duńczycy i Szwedzi odrzucili euro w referendum i wszystko wskazuje na to, że inne kraje strefy euro dzisiaj postąpiłyby tak samo. Znaczny procent Francuzów, Niemców, Włochów opowiada się za powrotem do walut narodowych. Należy dodać, że nie ma żadnych procedur wyjścia z tej strefy. Likwidacja złotego to likwidacja państwowości polskiej. Staniemy się regionem, landem w państwie unijnym.

Jakich korzyści możemy spodziewać się zachowując własną walutę?
Własna polityka pieniężna, własny bank centralny, którym w Polsce jest NBP, to ważny instrument stymulowania procesów gospodarczych. Możemy kształtować ilość pieniądza w obiegu gospodarczym, wpływać na wielkość i opłacalność eksportu i importu. Umiejętnie prowadząc politykę pieniężną można pobudzić wzrost PKB, a w razie nasilania się presji inflacyjnej równoważyć ten wzrost. Można odpowiednio do sytuacji gospodarczej kraju kształtować poziom stóp procentowych, co przekłada się na szereg zjawisk ekonomicznych. Niższe stopy procentowe, to tańsze kredyty, to wypływ pieniądza z banków, wzrost konsumpcji i inwestycji, więcej miejsc pracy. I odwrotnie, w razie potrzeby poprzez podnoszenie stóp procentowych można ograniczać wypływ pieniądza z banków schładzając tym samym gospodarkę. Są jeszcze inne instrumenty np. wpływanie na stopę rezerw obowiązkowych, co zmusza banki do odpowiedniej polityki kredytowej. Po 1989 r. mieliśmy w Polsce szereg przykładów, jak umiejętne operowanie stopami procentowymi wpływa na gospodarkę. Dla przykładu właściwa polityka pieniężna w tym zakresie prowadzona przez śp. Prezesa Narodowego Banku Polskiego Sławomira Skrzypka wpłynęła na złagodzenia skutków europejskiego kryzysu finansowego w Polsce. Bank Centralny ma bardzo skuteczne i sprawdzone metody oddziaływania na gospodarkę i nie sposób wszystkich ich tu wymienić. Wspomnę jeszcze o jednej bardzo ważnej roli, jaką może odgrywać krajowy bank centralny. Taki bank może finansowo wspierać rodzime spółki np. poprzez zakup ich papierów dłużnych, bądź czyniąc odpowiednie inwestycje finansowe. Może w sytuacjach kryzysowych podjąć różnorodne działania niestandardowe dla pobudzenia, ratowania rodzimej gospodarki. Tak czynią z dobrym skutkiem kraje azjatyckie, w tym Japonia. Kiedy japońskie spółki strategiczne przeżywały trudności, zamiast je sprzedawać kapitałowi zagranicznemu, Ministerstwo Finansów Japonii zwróciło się do Banku Centralnego Japonii o rozważenie możliwości zakupu z zysku obligacji tych spółek. Bank Centralny wyraził na to zgodę, spółki zdobyły pieniądze na inwestycje i pozostały własnością Japończyków.

Jakie skutki dla Polski, dla polskiej gospodarki przyniesie pozbawienie się tych możliwości?
Będziemy zdani na unijny Europejski Bank Centralny z siedzibą we Frankfurcie. Jesteśmy gospodarką peryferyjną w Europie w tym sensie, że nasz PKB stanowi zaledwie niecałe 2% PKB krajów strefy euro. Trudno założyć, że EBC będzie kształtował stopy procentowe zgodnie z naszymi potrzebami gospodarczymi. Różnorodny poziom rozwoju gospodarczego poszczególnych państw Unii, różne potrzeby i specyfika wymaga stosowania różnych stóp procentowych, różnych rozwiązań ekonomicznych. Boleśnie przekonały i przekonują się o tym kolejne państwa Unii. Jeżeli np. gospodarka niemiecka będzie potrzebowała w danym czasie zwiększenia stup procentowych, a gospodarka polska ich obniżenia, to za którym krajem opowie się Europejski Bank Centralny? Jak pokazuje doświadczenie utworzenie strefy euro nie doprowadziło do zmniejszenia różnic między bogatymi a słabymi krajami – Hiszpania, Portugalia, Grecja pozostają nadal najbiedniejszymi krajami strefy euro.

Jakie mamy możliwości obrony przed wejściem do strefy euro? Wiadomo, że rząd premiera Donalda Tuska uparcie forsuje takie rozwiązanie. Powołanie Pana Marka Belki na funkcje Prezesa Narodowego Banku Polskiego również wzmacnia te tendencje?
Powinniśmy domagać się dołączenia do prawodawstwa unijnego klauzuli opt-out, jaką ma Wielka Brytania i Dania, czyli klauzuli wyłączenia z obowiązku wejścia do strefy euro. W przyszłym roku Polska będzie sprawowała prezydencję w Unii, a więc jest ku temu bardzo dogodna okazja. W Polsce i w Europie wielu wybitnych ekonomistów, polityków czy wysokiej rangi urzędników państwowych podziela ten pogląd. Również większość społeczeństwa polskiego jest przeciwna wejściu Polski do strefy euro. Badania z maja 2010r. pokazały, że przeciwników wejścia Polski do strefy euro jest 49% wśród badanych, zwolenników 41%. Nieprawdą jest więc, że większość Polaków domaga się wejścia do strefy euro.

Własność jest niezbędnym atrybutem wolności. Niewiele pozostało jej w polskich rękach. Pełni Pani funkcję wiceprzewodniczącej Ogólnopolskiego Forum Stowarzyszeń Uwłaszczeniowych i prezesa Obywatelskiego Stowarzyszenia Uwłaszczeniowego w Lublinie. Jest Pani również członkiem sejmowej podkomisji ds. nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Jak ważna jest to sprawa dla Polski?

Tyle wolności ile własności. To sprawdzona zasada. W sytuacji niestabilności politycznej w świecie, bardzo ważne jest, żeby Polacy zachowali własność. Chodzi o własność we wszystkich dziedzinach. Niezwykle ważne jest zachowanie własności bankowej.
Obecnie np. Irlandczycy sprzedają 70% akcji WZWBK, bardzo ważnego banku w sensie pozycji rynkowej. Jest zatem okazja, żeby odzyskać część sektora bankowego, który niemal w całości przeszedł w obce ręce. Musimy pamiętać, że Narodowy Bank Polski o wiele skuteczniej działał na rzecz gospodarki, kiedy sektor banków komercyjnych był własnością rodzimego kapitału. Niestety obecny rząd nie myśli kategoriami odzyskania polskiej własności w sektorze bankowym.

Jak wynika z poprzedniego pytania Pani jest szczególnie zaangażowana w sprawy własności zasobów mieszkaniowych?
W wyniku prywatyzacji w poprzednich latach straciliśmy majątek produkcyjny i teraz należy ratować to, co jest jeszcze możliwe. Jest to między innymi własność zasobów mieszkaniowych. Spółdzielnie mieszkaniowe w Polsce skupiają ponad 10 ml. ludzi. Jest to ogromna enklawa majątkowa. W latach sześćdziesiątych zadbano o to, aby majątek w formie mieszkań spółdzielczych stał się własnością spółdzielni a nie jej członków, wprowadzając w 1961r. tzw. spółdzielcze mieszkania własnościowe. Z tego Polacy nie zdawali sobie sprawy sądząc, że są pełnoprawnymi właścicielami tych mieszkań.
Dlatego powstały środowiska uwłaszczeniowe w Polsce, które chcą zmienić ten stan rzeczy.

Co stoi na przeszkodzie, żeby to zmienić? Wydaje się to takie oczywiste?
Proces uwłaszczeniowy w spółdzielczości mieszkaniowej rozpoczął się w 2000 r., ale napotykał trudności. Układ lewicowy w Parlamencie powiązany z lobby spółdzielczym dokonywał zmian ustawowych na niekorzyść członków i w celu zatrzymania procesu przenoszenia na nich praw własności lokali. Dopiero w roku 2007r. za rządów PiS, po wielkiej batalii w Trybunale Konstytucyjnym, została wprowadzona znowelizowana ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych, która te sprawy uregulowała na korzyść członków spółdzielni, tak, że po całkowitym pokryciu kosztów budowy lokator jest rzeczywistym właścicielem mieszkania. Jeżeli chodzi o mieszkania lokatorskie uzyskanie własności lokalu wymaga zwrotu do budżetu umorzonego przez państwo kredytu, a w wielkościach nominalnych są to koszty kilku, kilkunastu złotych. Dotychczas spółdzielnie odprowadzały do budżetu takie właśnie kwoty w imieniu członków, żądając od nich kilka, kilkanaście tysięcy złotych. Do końca czerwca tego roku osoby, które złożyły wniosek uwłaszczeniowy skorzystają z dobrodziejstw tej ustawy.

A co po tym terminie z tymi, którzy tego nie uczynili?
Ta ustawa ma nadal swoich zagorzałych przeciwników, także w Sejmie. Są starania, aby przywrócić dawny stan prawny. Dopóki nie zostaną uchwalone inne przepisy przenoszenie praw własności lokali ze spółdzielni na członków odbywa się według obecnie obowiązujących, korzystnych przepisów. Pozostaje tylko pytanie jak długo to będzie możliwe? A tak w ogóle to spółdzielczość w Polsce jest obszarem wielkich nieprawidłowości, co wymaga zupełnie odrębnego omówienia. Tu wystarczy wspomnieć, że brak jest kontroli zewnętrznej, mimo, że to obszar ogromnych nadużyć, nepotyzmu, braku przestrzegania prawa.

Chciałem zadać pytanie, jak Pani widzi powinność posła związanego z Ruchem Ludowo- Narodowym na rzecz służby Polsce i jej obywateli, ale to, co Pani już powiedziała mówi samo za siebie.
Jest jeszcze bardzo wiele spraw do pilnego przeprowadzenia np. konieczność uregulowania własności, tam gdzie występuje użytkowanie wieczyste. To niezwykle ważne, zwłaszcza w odniesieniu do ziem zachodnich i północnych, ale dotyczy całej Polski. Istnieje pilna potrzeba zabezpieczenia przed wyprzedażą i marnotrawstwem zasobów naturalnych. Według. ś.p. Prof. Juliana Sokołowskiego różnorodność zasobów, które kryje polska ziemia jest porównywana z tablicą Mendelejewa. Obawiam się, że obecna koalicja rządząca sięgnie po te zasoby tym bardziej, że z polskiej Konstytucji zniknął zapis mówiący o tym, że zasoby naturalne są własności Narodu. Niestety są one własnością Skarbu Państwa, czyli dysponuje nimi Minister Skarbu Pastwa. Istnieje paląca potrzeba zabezpieczenia narodowej własności zasobów naturalnych w formie gwarancji ustawowych, aby Polacy nie byli i tym razem mądrzy dopiero po szkodzie. Rozwiązanie tych i wielu innych problemów jest trudne bez odpowiednie reprezentacji w Parlamencie i w instytucjach państwowych przedstawicieli myślących kategoriami interesu narodowego. Dlatego tak ważna jest mobilizacja Narodu w najbliższych wyborach samorządowych i parlamentarnych.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Jacek Majchrowski, mp.info

Posted in Gospodarka, Polityka | 3 Komentarze »

W ogonie UE

Posted by Marucha w dniu 2010-07-07 (Środa)

Pod względem dostępu do szerokopasmowej sieci stacjonarnej jesteśmy na szarym końcu Unii Europejskiej – alarmuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Tylko co ósmy Polak ma takie połączenie. Pomimo rozwoju łącz stacjonarnych i mobilnych, nadal znajdujemy się w europejskim ogonie. Za nami plasują się jedynie Bułgaria i Rumunia.

Inną sprawą jest niewiedza dużej części społeczeństwa, do czego może im być pomocne korzystanie z sieci. Także do wielu urzędów zakupiono nowoczesny sprzęt, z którego niewiele osób potrafi korzystać.

Najlepiej pod względem dostępu do internetu wygląda sytuacja w dużych miastach, na prowincji jest o wiele gorzej.

Zdaniem Urzędu komunikacji Elektronicznej głównym powodem, ogólnie złego stanu dostępu Polaków do internetu, jest zbyt mała konkurencja między dostawcami tej usługi, którzy koncentrują się na współzawodnictwie właśnie w aglomeracjach, kosztem mniejszych ośrodków – kończy „Dziennik Gazeta Prawna”.

Za http://biznes.onet.pl/elitarny-szerokopasmowy-internet,18568,3318387,1,prasa-detal

Od admina: To skandal, że Internet w Polsce jest tak niedorozwinięty i wciąż wiele milionów idiotów nie ma możliwości zalewania forów bredniami nieortograficznie pisanymi.

Posted in Różne | 29 Komentarzy »

Odłączyć Lwów od Ukrainy?

Posted by Marucha w dniu 2010-07-07 (Środa)

Jak długo częścią Ukrainy będzie Galicja – region zachodni ze Lwowem i Tarnopolem – tak długo Ukraina będzie trwać w permanentnym kryzysie politycznym – dowodzi jeden z polityków prorosyjskiej Partii Regionów – czytamy w artykule w “Rzeczpospolitej”.

Występując podczas festiwalu „Wielkie rosyjskie słowo” w Liwadii koło Jałty na Krymie deputowany do Rady Najwyższej Jurij Bołdyriew, prorosyjskiej Partii Regionów stwierdził, że „w odróżnieniu od Rosji Ukraina nie przezwyciężyła następstw paktu Ribbentrop-Mołotow”. Rosja bowiem zrezygnowała z Litwy, Łotwy i Estonii, a do Ukrainy wciąż należą ziemie należące przed 17 września 1939 roku do Polski – obok Galicji Wschodniej także Wołyń z Łuckiem i Równem.

To kolejne wystąpienie przedstawiciela Partii Regionów tak krytyczne wobec zachodu Ukrainy. W podobnym duchu wypowiadał się kontrowersyjny minister oświaty Dmytro Tabacznyk. Te wypowiedzi najlepiej pokazują sprzeczności między ukraińskojęzycznym zachodem i rosyjskojęzycznym wschodem kraju. Zachód w ostatnich wyborach prezydenckich poparł Julię Tymoszenko, gdy wschód – Wiktora Janukowycza; tu też najsilniejsze są nastroje nacjonalistyczne, a więc i antyrosyjskie, gdy na wschodzie – prorosyjskie.

– Robi się wszystko, żeby podzielić Ukrainę – powiedział „Rz” Ołeś Starowojt, deputowany bloku Nasza Ukraina do lwowskiej rady obwodowej. – Rosja chce, żeby Ukraina przestała istnieć jako liczące się, niepodległe państwo. Plan jest jasny: część wschodnia odeszłaby do Rosji, centrum pozostałoby formalnie niezależne, a faktycznie pod kontrolą Moskwy. Część zachodnia byłaby „europejska”, mogłaby nawet wejść do UE. Moskwa bez szkody dla siebie może oddawać to, co nie jej – dodaje Starowojt. I podkreśla, że wypowiedzi takie jak Bołdyriewa powinny się spotykać z ostrą reakcją prezydenta, parlamentu i organów ścigania – a nie ma to miejsca.

Podobną opinię ma Anton Borkowski, lwowski publicysta. – Niektórzy deputowani Partii Regionów po prostu realizują scenariusze, które pisze Kreml – mówił „Rz”. – Te oświadczenia Bołdyriewa są próbą zminimalizowania roli Galicji na ukraińskiej scenie politycznej. Galicję, gdzie mieszka najbardziej świadome narodowo społeczeństwo, stopniowo próbuje się pozbawić głosu w sprawie losu Ukrainy – podkreśla.

Paradoksalnie, kilka lat temu to działacze Partii Regionów inicjowali wydzielenie regionu wschodniego, z Donieckiem i Ługańskiem. – W 2004 r. Wiktor Janukowycz straszył mieszkańców tych miast nadejściem Wiktora Juszczenki, sojusznika amerykańskiego kowboja George’a W. Busha – podkreśla w rozmowie z „Rz” Serhij Sołodky, zastępca szefa Instytutu Polityki Światowej w Kijowie. – Dziś prezydent Janukowycz, który chwali się stabilizacją sytuacji w kraju, powinien bardziej uważać na wypowiedzi polityków ze swojej partii, którzy tę stabilizację podważają – dodaje. Ale Sołodky uważa, że nie trzeba się przejmować słowami wypowiadanymi przez radykałów, do jakich zalicza Bołdyriewa.

Za: rp.pl

Posted in Polityka | 25 Komentarzy »