Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archive for Lipiec 11th, 2010

Kazanie na 7. Niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego 11.07.2010

Posted by Marucha w dniu 2010-07-11 (Niedziela)

Drodzy wierni,

Zaledwie kilka miesięcy temu, dwa tygodnie po Wielkanocy, Pan Jezus mówił nam o Dobrym Pasterzu, który oddaje swoje życie za owce. Dzisiaj natomiast Zbawiciel przestrzega nas przed fałszywymi prorokami, czyli tymi, którzy przychodzą w imię Boże, a jednak nie czynią Jego woli.

„Attendite a falsis prophetis – Strzeżcie się fałszywych proroków”. Co dziwne, w wersji łacińskiej Pan Jezus nie mówi w zasadzie: „miejcie się na baczności przed fałszywymi prorokami” ale „spodziewajcie się ich”. Chrystus Pan sugeruje w ten sposób, że pojawią się fałszywi prorocy, że ich wystąpienie jest po prostu znakiem czasów. Jest to niebiański realizm, który uwzględnia, że natura ludzka po upadku bardzo odbiega od ideału i że nawet po otrzymaniu od Zbawiciela wszystkich sakramentów, wszystkich środków, jakie daje nam Bóg, znajdą się tacy, którzy usiłować będą zniszczyć życie, jakim nas obdarzył.

Pan Jezus opisuje nam ich dokładnie: przychodzą oni do nas w owczej skórze, ale w istocie są drapieżnymi wilkami. Zauważmy, że Chrystus Pan nie mówi, że „posiadają oni w pewien sposób zarodki Ewangelii”, nie wygłasza żadnego z nonsensów lansowanych przez współczesny ekumenizm. Fałszywy prorok jest drapieżnym wilkiem. Są oni drapieżnymi wilkami, ponieważ niszczą przez swe błędy nadprzyrodzony ład w naszych duszach, a nawet ład naturalny.

Wszystkie istoty ludzkie kierują się w swym postępowaniu pewnym światopoglądem. Dany człowiek nie będzie kradł, czy przynajmniej starał się będzie być uczciwy, ponieważ wierzy w prawo do własności prywatnej, wierzy, że inni ludzie również ma prawo do tego, co posiadają. Nie będzie zabijał, ponieważ uważa, że jest to zło etc. Wszystko, co czynimy, zależy od tego, co uważamy za ważne lub co wedle nas stanowi o naszym szczęściu. Tak więc zmiana wyznawanych przez nas idei prowadzi z konieczności do zmiany naszego zachowania. Fałszywy prorok jest drapieżnym wilkiem przede wszystkim dlatego, że chce zmienić nasz światopogląd, chce, byśmy wyrzekli się tego, co uważamy za prawdę i co prowadzi nas do prawdziwego szczęścia.

Wszystkie upadki ludzkie których dziedzicem jest ciało (Hamlet, II) są niczym w porównaniu z jedną jedyną herezją. Zło, jakie spowodowali Marcin Luter czy Mahomet polega nie tyle na ich osobistym upadku, co na fakcie, że wprowadzili na ten świat błąd. Obrócili prawdę Bożą w kłamstwo. Są drapieżnymi wilkami, niszczącymi w innych zdolność do osiągnięcia wiecznego szczęścia, są drapieżnymi wilkami i jako tacy muszą być traktowani. Herezja jest jak trąd, który zaraża i niszczy zdolność duszy do trzymania się prawdy i czynienia tego, co sprawiedliwe – tak więc należy unikać nie tylko samych twórców herezji, ale i tych, którzy są nią zarażeni, tak jak dla bezpieczeństwa należy zawsze trzymać wilki z dala od domostw.

W ten sposób Zbawiciel jednym zdaniem potępia dzisiejszy fałszywy ekumenizm, poszukujący „dialogu” z wyznawcami błędu. Nie dialoguje się z kimś, kto nie posiada prawdy, powinno się go raczej pouczać, odwodzić od błędu i doprowadzać do prawdy.

Zauważmy, że Pan Jezus mówi, iż są oni „w owczych skórach”. Nie każdy, kto wyznaje błąd, musi być z konieczności nieszczery. Wielu ludzi błądzi jedynie dlatego, że nikt nie ma odwagi czy chęci ich pouczyć – są takimi samymi ludźmi jak wy czy ja, ale nie odpowiedzieli jeszcze na łaskę Boga. Podobnie jak wy czy ja są owcami, mającymi swe zalety i wady, mogą nawet być w kontaktach z innymi ujmujący i mili. Jednak wewnętrznie są chorzy na straszliwą chorobę błędu, błędu, którym zarazić moglibyśmy się i my sami, gdybyśmy nie strzegli zdrowia naszego duchowego organizmu.

Następnie Zbawiciel mówi nam, w jaki sposób mamy ich rozpoznawać: po ich owocach ich poznacie. Tak jak nie jemy z trujących pnączy, tak też nie powinniśmy przyjmować duchowego pokarmu od tych, którzy trwają w błędzie. Pan Jezus podaje nam ważniejszą jeszcze zasadę: nie może dobre drzewo przynosić złych owoców, ani złe drzewo owoców dobrych.

Drzewo rodzi owoce czerpiąc nie tylko z tego, co je otacza: powietrza, słońca, wody i gleby, rodzi je również stosownie do swej natury. Można pielęgnować winorośl dowolnie długo, jednak nigdy nie zrodzi ona jabłek. Również herezja ma swój psujący aspekt, przez który nawet dzieła podejmowane w dobrej intencji stają się nieskuteczne i bezowocne. Wystarczy rozejrzeć się wokół, by zobaczyć mnóstwo podejmowanych w najlepszej wierze przedsięwzięć, będących narzędziami strasznego zła. I przeciwnie – widzimy, że nawet najmniejsza prawda owocuje dobrymi skutkami, kiedy przedstawiana jest wytrwale i cierpliwie.

Fundamentalna zasada, której pragnie nauczyć nas dziś Zbawiciel, brzmi, że prawda jest obiektywna. Rzeczy są dobre lub złe niezależnie od tego, co moglibyśmy o nich pomyśleć. Bóg uczynił wszechświat takim, jakim jest i żadne poglądy człowieka nie są w stanie zmienić praw natury. I tak, jak istnieje prawo grawitacji, istnieje też obiektywne prawo moralne, któremu podlegamy wszyscy bez wyjątku. Nasze szczęście nie zasadza się na próbach „wynalezienia” odpowiedniej dla nas moralności, ale na dostosowywaniu naszego życia do prawa moralnego objawionego przez Boga. Tak jak inżynier musi projektować samolot – o ile chce, by ten latał – w zgodzie z prawami aerodynamiki, podobnie i my – jeśli chcemy osiągnąć wieczną szczęśliwość – musimy dostosować się do Bożych przykazań.

Oczywiście rzeczywistość duchowa jest znacznie trudniejsza do zrozumienia niż świat materialny, który nas otacza, nie zmienia to jednak natury prawdy. Z pewnością wielu ludzi błądzi ze słabości, nie zmienia to jednak natury ich uczynków. Każde drzewo, które nie przynosi dobrych owoców będzie wrzucone w ogień wieczny – mówi Chrystus Pan. Buddysta nie będzie pod koniec swego ziemskiego życia sądzony przez Buddę, ani muzułmanin przez Mahometa. Jest tylko jeden sędzia: nasz Pan i Zbawiciel Jezus Chrystus, który sądzi żywych i umarłych. Ci, którzy nie są posłuszni prawom prowadzącym do szczęśliwości, cierpieć będą wieczne odrzucenie.

„Ci tylko, którzy czynią wolę Ojca Mojego wejdą do Królestwa Niebieskiego”. Szczęście wieczne osiągamy przez nasze uczynki – dobre intencje nie wystarczą.

Tak więc, drodzy Przyjaciele, módlmy się dziś szczególnie za tych, którzy znajdują się daleko od prawdy. Dzisiejsza Lekcja przypomina nam, że wszyscy, przynajmniej w czasie niemowlęctwa, byliśmy kiedyś daleko od Boga. Św. Paweł mówi chrześcijanom w Rzymie o ich nawróceniu od służby bożkom do służby prawdziwemu Bogu. Powinno to być dla nas powodem do nadziej – również ci, którzy dziś są drapieżnymi wilkami, mogą pewnego dnia nawrócić się i strzec owczarni, jak sam św. Paweł, niegdyś Szaweł i prześladowca Kościoła, drapieżny wilk, stał się przez łaskę Boga potężnym Apostołem, którego praca przynosi dobre owoce po dziś dzień.

Oby dzięki wstawiennictwu Matki Najświętszej wszystkie dusze mogły nawrócić się do prawdy, którą jest nasz Pan Jezus Chrystus. Amen.

Ks. Jan Jenkins FSSPX

Posted in Kościół | 22 Komentarze »

Poseł PO R.Tyszkiewicz nie wpuszczony na Białoruś

Posted by Marucha w dniu 2010-07-11 (Niedziela)

Białoruskie służby graniczne nie wpuściły w niedzielę na terytorium tego kraju podlaskiego posła PO Roberta Tyszkiewicza, który był w kilkuosobowej delegacji polskich posłów jadących na Grodzieńszczyznę – poinformowała asystentka posła Anna Mierzyńska.

Poseł Tyszkiewicz i trzech posłów PiS: Tadeusz Woźniak, Krzysztof Maciejewski oraz Marek Matuszewski jechało przez przejście w Kuźnicy na uroczystości zorganizowane przez nieuznawany przez władze w Mińsku Związek Polaków na Białorusi i konsulat RP w Grodnie związane z 66. rocznicą akcji “Ostra Brama”.

Z tej okazji w kilku miejscowościach na Grodzieńszczyźnie zostaną zapalone znicze, odbędą się spotkania z kombatantami, w Sołach zostanie odprawiona msza.

Jak powiedziała Mierzyńska, posłowie PiS zostali wpuszczeni na Białoruś, poseł Tyszkiewicz otrzymał odmowę. Służby białoruskie poinformowały go, że odmawiają mu wjazdu na podstawie konwencji genewskiej i jest on osobą “niepożądaną” na terytorium Białorusi. “To raczej podanie podstawy prawnej, a nie faktycznego powodu” – dodała Mierzyńska.

Za: hoga.pl

Pani Mierzyńska chce wiedzieć powód odmowy? To gajowy może go bez trudu podać.
Najpierw robi się legalnym władzom Białorusi koło pióra i ostentacyjnie popiera jakiś „związek Polaków” koczowniczki Andżeliki Borys, której zadaniem było przysłużenie się neokonom w obaleniu Łukaszenki (sprowokowanie „kolorowej rewolucji”).
A potem jakby nigdy nic oczekuje się, iż władze Białorusi wpuszczą do swego domu tego, co cały czas sika im na wycieraczkę. Iście żydowska bezczelność i nachalstwo!
Na miejscu Białorusinów nie wpuszczałbym do kraju większości polskojęzycznych polityków. -admin.

Posted in Polityka | 10 Komentarzy »

Zniszczyć polską kulturę

Posted by Marucha w dniu 2010-07-11 (Niedziela)

Kto patronuje Bankowi Światowemu? – Piotr Jaroszyński
http://www.bibula.com/?p=24142

Skarbem każdego kulturalnego narodu są biblioteki. Księgi tam gromadzone pozwalają zarówno na prowadzenie specjalistycznych badań naukowych, jak i na szerzenie oświaty. Albowiem słowo zapisane jest utrwaleniem myśli, która – choćby była najwznioślejsza – uleci szybko, jeśli w jakiś sposób się jej nie zatrzyma. Słowo zapisane zatrzymuje tę myśl i pozwala ją przekazać innym, jest znakiem, które trwać może przez pokolenia. I właśnie biblioteki powstawały po to, aby cenną myśl sformułowaną i zapisaną kiedykolwiek, przed stu czy przed dwoma tysiącami lat, zatrzymać i uczynić dostępną dla każdego, kto umie czytać. Dzięki temu łatwo jest szerzyć oświatę, a kulturę podnosić na coraz wyższy poziom.

W Polsce biblioteki pojawiły się wraz z przyjęciem chrześcijaństwa. Najpierw były to skromne, zaopatrzone w rękopisy biblioteki przy klasztorach lub kapitułach, później wraz z rozwojem szkół, a szczególnie po powstaniu Uniwersytetu Jagiellońskiego, liczba bibliotek rosła, powstawały też zbiory prywatne. Ale radykalny przełom nastąpił dopiero po wynalezieniu druku. Wówczas to, w XVI wieku, sprowadzano z zagranicy nie tylko pojedyncze egzemplarze, ale wręcz całe biblioteki. Polska, szczególnie w porównaniu z naszymi wschodnimi sąsiadami, była krajem światłym.

Biblioteki czasem niszczył ogień, a czasem napady Tatarów. Po raz pierwszy planowanej grabieży dokonali Szwedzi, którzy wywieźli z Polski zarówno cenne pojedyncze dzieła sztuki, jak i kilka całych bibliotek. Prawdziwy jednak kataklizm nastąpił w drugiej połowie XVIII wieku, kiedy to imperium rosyjskie przystąpiło do likwidacji państwa polskiego, likwidacji fizycznej i duchowej. Oto jak pisał o tym w roku 1833 Adam Mickiewicz: „Caryca Katarzyna II była tą, która odnowiła w Europie prawo wojenne dawno zapomniane, prawo grabienia w podbitym kraju jego własności zabytkowych i piśmienniczych – i udręczenia duszy i myśli ujarzmionego ludu. Prowadząc wojnę z konfederacją barską, rozkazała ona swym jenerałom niszczyć lub zabierać pomniki i budynki publiczne, posągi, obrazy, książki. Później, zawładnąwszy Warszawą, rozkazała zabrać i przewieźć na swój dwór do Petersburga wielką biblioteką narodową, utworzoną przez biskupa Załuskiego i darowaną Rzeczpospolitej. Kozacy, którym polecono zapakowanie, rąbali i piłowali tomy, których format wydawał im się za duży lub niewygodny. Tysiąc kibitek, pod eskortą pułku Kozaków, tworzyło orszak pogrzebowy całej literatury, skazanej na pochowanie żywcem w ziemi odległego i wrogiego kraju. Po drodze sprzedano wiele tych wozów Żydom i chłopom rosyjskim. Z dwustu osiemdziesięciu tysięcy tomów tego olbrzymiego zbioru pozostało zaledwie sto sześćdziesiąt tysięcy, wpakowanych w nieładzie w przestronne sale biblioteki cesarskiej. Zabroniono cudzoziemcom, a zwłaszcza Polakom, korzystać z tych książek, a nawet zbliżać się do nich. Ten sam los spotkał wielką bibliotekę Radziwiłłowską, wywiezioną z pałacu w Mitawie i przeznaczoną do osobistego użytku imperatorowej rosyjskiej (…). Druga biblioteka Radziwiłłowska, zagrabiona w zamku nieświeskim, znajduje się również w Petersburgu, nosi nazwę Biblioteki Arsenału”.
[Przypomnijmy nietaktownie, iż zarówno caryca Katarzyna, jak i jej cały niemal dwór, byli Niemcami – admin]

Adam Mickiewicz podaje, że co najmniej milion książek zagrabiła Rosja, a jest to na ówczesne czasy liczba astronomiczna. Grabież ta trwała i później, zarówno w czasie zaborów, jak i w czasie wojen. I niestety, wymienione przez Mickiewicza zbiory do Ojczyzny nie wróciły. A cóż mówić o Bibliotece Ossolińskich, tym darze dla Polski, który do tej pory znajduje się poza granicami naszego kraju?

Jeśli dziś Polacy nie bardzo wiedzą, kim są, to dlatego, że nie wiedzą, kim byli. A nie wiedzą, kim byli, ponieważ nie wiedzą, z czego zostali okradzeni. A okradani byli po to, aby – jak pisał Baczyński w Byłeś jak wielkie, stare drzewo… – „Polak nagi stał i głowę zginał”.
[Obawiamy się, że nawet gdyby wszystkie zagrabione książki wróciły do Polski, czytelnictwo w narodzie by nie wzrosło. Pół książki rocznie wystarcza rodakom. – admin]

Gdy w roku 1989 wyciągaliśmy ramiona po niepodległość, Bank Światowy w swym raporcie polecił, aby Polsce zmniejszone zostały dotacje na kulturę. Posłuszny temu zaleceniu rząd niepodległego państwa przystąpił do likwidacji placówek kulturalnych. W efekcie zlikwidowano trzydzieści tysięcy takich placówek, w tym znaczną ilość punktów bibliotecznych i bibliotek, głównie na wsi. Czyżby Bankowi Światowemu patronowała nieboszczka caryca Katarzyna? A jeśli tak, to co to wszystko znaczy? Do czego to ma prowadzić?

Piotr Jaroszyński, “Jasnogórska droga do Europy”

Posted in Kultura | 35 Komentarzy »

Leśne obserwatorium 2010-07-11 c.d.

Posted by Marucha w dniu 2010-07-11 (Niedziela)

Czechy nie myślą o euro
Ze względu na problemy w strefie euro wywołane greckim kryzysem Czechy na razie odkładają plany wprowadzenia wspólnej europejskiej waluty – przyznał nowy szef czeskiego banku centralnego Miroslav Singer. W rozmowie z dziennikiem “Wall Street Journal” Singer powiedział, że nie jest nawet w stanie podać przybliżonej daty wstąpienia Czech do wspólnej waluty.
Szybkie wejście do euro jest niemożliwe także z innego powodu: Czechy podobnie jak inne kraje regionu (także Polska) borykają się ze zbyt dużym deficytem budżetowym.

Sukcesy gospodarcze Jacka Roztworowskiego
„Jacek” Roztworowski jest dumny ze stanu naszych finansów. Z jego wyliczeń wynika, że samego długu publicznego mamy już ponad 800 miliardów złotych, a ponadto załatwił nam nowe, niezbędne kredyty. Na pomoc islandzkim bankom musimy mieć 630 milionów złotych. Banki na Łotwie mogą od nas dostać 400 milionów, mołdawskie już dostały 50 milionów. Teraz zbieramy fundusze na pomoc bankom francuskim i niemieckim, które kupowały kiedyś greckie obligacje.

Jak zwykle para w gwizdek
Miała być w Polsce stworzona ustawa regulująca procedury bezpieczeństwa lotów VIP-ów – a będzie jedynie dokument o charakterze studium naukowo-badawczego przygotowany pod egidą BBN. Dlaczego? Opracowanie aktu normatywnego obnażyłoby w sposób bezdyskusyjny skalę zaniedbań, które doprowadziły do katastrofy prezydenckiego tupolewa pod Katyniem.

I znów podpisał bez wiedzy i świadomości
Po raz drugi przed hazardową komisją śledczą stanął wczoraj były minister sportu Mirosław „Miro” Drzewiecki. Polityk Platformy podtrzymywał swoją wersję zdarzeń: nie wiedział, że podpisuje pismo stwierdzające, iż jego resort nie chce dopłat do gier. Likwidację dopłat u kolegów z Platformy próbowali załatwiać biznesmeni branży hazardowej. Winę za treść pisma Drzewiecki zrzucał na urzędników ministerstwa, którym kierował.

Posted in Różne | 5 Komentarzy »

Zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe – i zbyt późno

Posted by Marucha w dniu 2010-07-11 (Niedziela)

Repolonizacja banków?

Idą nowe czasy – rząd chce odzyskać kontrolę nad sprzedanym kiedyś przez AWS I UW bankami polskimi. O planach przejęcia od Irlandczyków BZ WBK pisze miesięcznik „Forbes Polska”.

Kryzys odsłonił słabość właścicieli działających w Polsce banków.  Dlatego gdy Irlandczycy wystawili na sprzedaż Bank Zachodni WBK, ministerstwo skarbu zbudowało koalicję na rzecz odkupu sprywatyzowanej niegdyś instytucji. Który bank będzie następny?

[Rzekomo to kryzys odsłonił „słabość” działających w Polsce banków. A jakiego „kryzysu” potrzeba, aby odsłonić mechanizmy  złodziejskiej wyprzedaży polskich banków w obce ręce, jaka miała miejsce w ciągu ostatnich 20 lat? Jakiego „kryzysu” potrzeba, aby przypomnieć, że już 20 lat temu ostrzegano przed wyzbywaniem się polskich instytucji finansowych? – admin].

Jedenaście lat temu Allied Irish Bank za 2,3 mld zł kupił 80 proc. akcji wrocławskiego Banku Zachodniego i skonsolidował go z kupionym wcześniej Wielkopolskim Bankiem Kredytowym. Na początku czerwca 2010 r. rynki giełdowe wyceniały AIB na 850 mln euro, czyli ok . 3,5 mld złotych. Dwadzieścia pięć razy mniej niż jeszcze na początku 2007 roku. Sam kontrolowany przez Irlandczyków BZ WBK wart jest ponad cztery razy tyle. AIB musi sprzedać 70-procentowy pakiet akcji w polskim banku, by odzyskać zaufanie inwestorów i wywiązać się ze zobowiązań wobec własnego nadzoru bankowego. Do końca czerwca można składać oferty, ale już wiadomo, że kupno poznańskiego banku rozważają francuskie BNP Paribas, Société Générale, hiszpański Santander, szwedzka Nordea, austriacki Raiffeisen, włoskie Intesa Sanpaolo i UniCredit (może poprzez Pekao SA), rosyjski Sbierbank, a także brytyjski HSBC.

Większościowy właściciel BZ WBK może też otrzymać propozycję odkupienia kontrolnego pakietu przez konsorcjum z PKO BP w roli głównej. Wysłannicy rządu od kwietnia pielgrzymują do Dublina i prowadzą grę z rządem Irlandii i zarządem AIB na rzecz polskiej oferty. Wiceministrowie skarbu, finansów i spraw zagranicznych starają się przekonać zbywców, by wzięli pod uwagę polską ofertę. Chcą uzmysłowić Irlandczykom, a także chętnym do objęcia BZ WBK, że każdy nowy inwestor będzie miał trudne życie z naszą administracją, jeśli wbrew jasno sformułowanemu zamiarowi Polski będzie podbijał cenę i grał przeciw rządowi.

Motorem sprawczym operacji jest minister skarbu, zachęcony sukcesem w repolonizacji PZU.

[To był, jasna cholera, „sukces”? Zamiast po prostu odebrać oszustom PZU i pogonić im kota, odkupiono go od nich za duże pieniądze. Jedyny sukces odnieśli „holenderscy” oszuści bez napletka. – admin]

Jak wynika z naszych informacji, Aleksander Grad namówił na odzyskiwanie BZ WBK Jana Krzysztofa Bieleckiego, szefa doradców premiera i samego szefa rządu Donalda Tuska. Powodzenie tej operacji nie jest jeszcze przesądzone, ale sama w sobie jest już wydarzeniem biznesowo-politycznym na miarę odbicia PZU z rąk Holendrów. Sensem rozgrywki jest przesunięcie zarządzania 5 proc. aktywów sektora bankowego do Polski.  Jeśli się uda, w kolejnej dużej instytucji finansowej władze, polityka rynkowa i strategia rozwoju byłyby kreowane na miejscu.

[O jakiej polityce rynkowej i strategii mówimy, skoro nie mamy już własnego państwa i pierwszy lepszy unijny urzędnik może jednym pociągnięciem pióra obrócić wszystkie „strategie” wniwecz? Po co nam w ogóle własne banki, gdy nie będziemy mieć własnego pieniądza? – admin]

W zamierzeniu kontrolowany przez Polaków bank kredytowałby krajowe firmy w czasie światowych turbulencji chętniej niż zagraniczna centrala. Czy sukces tej operacji spowoduje, że na celowniku instytucji finansowych, kontrolowanych przez Skarb Państwa, znajdą się następne banki – tego nie wie pewnie nawet minister skarbu. Ale pokusa jest duża, zważywszy na to, że zagraniczni właściciele niewiele już do polskich banków wnoszą – poza własnymi kłopotami.

[Dlatego pchajmy się czym prędzej do strefy euro, aby dzielić się z zagranicznymi właścicielami tymi kłopotami. – admin]

Wystawiony na sprzedaż pakiet BZ WBK wart jest nieco ponad 10 mld złotych. PKO BP, który wykazuje największy zapał do zorganizowania tej kwoty, może wyłożyć ok. 4,5 mld złotych. Bank kierowany przez Zbigniewa Jagiełłę potrzebowałby więc wsparcia innych firm (np. PZU), funduszy emerytalnych i inwestycyjnych albo rynku kapitałowego, na którym mógłby uplasować nową emisję akcji. Jest też koncepcja, by PKO BP kupił 33 proc. akcji, na co bank stać, zaś resztę akcji z 70-procentowego pakietu objęliby inwestorzy w publicznej ofercie.

Ten pomysł ma wady: wymagałby skłonienia Irlandczyków do wyjścia z akcjami na rynek publiczny w Polsce i ograniczałby możliwości przejęcia przez PKO BP działalności korporacyjnej BZ WBK, na co Jagiełło ma chrapkę. Pierwszy problem można by rozwiązać poprzez opłacenie gwarancji powodzenia emisji, co kosztowałoby PKO i ewentualnych innych chętnych, ale nie jest niemożliwe. Zdaniem bankowców, banki inwestycyjne chętnie kupiłyby dość atrakcyjne walory BZ WBK. Jeśli cena obiecana Irlandczykom za ich akcje byłaby odpowiednio atrakcyjna, aranżacja tego rozwiązania byłaby dla PKO najwygodniejsza. Gdyby bowiem bank Jagiełły złożył ofertę na cały pakiet należący do AIB, potem, zgodnie z polskimi przepisami, musiałby złożyć ofertę odkupu od mniejszościowych akcjonariuszy. To oznaczałoby wzrost kosztów transakcji do ponad 15 mld zł – kwoty trudnej do zebrania nawet dla największego polskiego banku.

Wchłonięcie dużego banku uniwersalnego, jakim jest BZ WBK, napotkałoby jeszcze inne przeszkody. Dodane do siebie aktywa obu banków dawałyby nowemu organizmowi 20 proc. udziału w polskim rynku bankowym, co mogłoby wzbudzić sprzeciw Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

[Jeśli właścicielami banku będą Żydzi, żadnego sprzeciwu nie będzie, a Urząd Ochrony Konkurencji nabierze wody w usta. – admin]

Problem można by było rozwiązać, pozbywając się wydzielonej części przedsiębiorstwa bankowego, wzorem wymuszonej przez polski rząd na UniCredito Italiano odsprzedaży części Banku BPH w 2007 roku. Włosi [Ha ha ha, „Włosi” – admin] sprzedali wówczas 200 placówek oraz znak firmowy BPH i dobrze na tym wyszli, bo zainkasowali 625,5 mln euro, a zatrzymali dla siebie tylko zrestrukturyzowane aktywa z przejmowanego banku. Podobnie PKO BP może zostawić sobie działalność korporacyjną, a resztę wraz z niepotrzebnymi oddziałami sprzedać jako „mały BZ WBK”.

– Jeśli bank Morawieckiego zostanie zniszczony przez podział i zakaz działalności korporacyjnej, to ta operacja będzie miała mniejszy sens – mówi Mikosz.

W założeniu Grada proste powiększenie PKO o aktywa BZ WBK nie wchodzi w grę. – Chodzi nam o to, by zwiększyć konkurencyjność sektora bankowego, a nie o to, by utuczyć PKO BP – mówi nam osoba bliska transakcji.

BZ WBK miałby pozostać samodzielną organizacją bankową, z niepodległym wobec innego banku zarządem, z akcjonariatem maksymalnie rozproszonym wśród funduszy emerytalnych, inwestycyjnych i innych inwestorów. – BZ WBK pod kierunkiem Morawieckiego konsekwentnie rozwija linie produktowe. Gdyby pozostawić zarządowi wolną rękę, taka operacja miałaby sens dla rozwoju tej instytucji – komentuje Rafał Juszczak, były prezes PKO BP.

Pozostaje pytanie o celowość tej operacji. Jeśli brać pod uwagę cel funkcjonalny, politykom mogłoby zależeć na nadaniu przejmowanemu bankowi jakiejś specjalizacji. Jak tłumaczy prof. Jan Krzysztof Solarz z Akademii Finansów, państwo mogłoby potrzebować banku znającego się na finansowej obsłudze np. przemysłu zbrojeniowego, na kredytowaniu inwestycji budowlanych albo takiego, który specjalizuje się w finansowaniu potrzeb mieszkaniowych mniej zamożnych obywateli. Ale te rodzaje ryzyka są już obsługiwane przez Bank Gospodarstwa Krajowego.

Argumentem Grada za przejęciem BZ WBK jest zwiększenie różnorodności i konkurencji w sektorze banków uniwersalnych, zbudowanie wokół niego centrum bankowego biznesu korzystającego z miejscowego know-how, ważącego ryzyko z uwzględnieniem polskiej specyfiki i dzięki temu odważniej pobudzającego wzrost gospodarczy.

– Sektor bankowy jest w stanie wspierać lokalną gospodarkę w kryzysie, tylko będąc uniezależnionym od wskazówek z central zagranicznych – wtóruje mu Andrzej Mikosz, były minister skarbu.

W czasie ostatniego kryzysu stało się jasne, że banki ograniczają kredytowanie gospodarek w krajach, w których mają spółki-córki.

[A gdy kiedyś tłumaczyliśmy to korwinmikkowcom, jak sołtys krowie, to nas wyśmiewali! – admin]

W Polsce, gdzie 80 proc. aktywów bankowych należy do zagranicy, nie było inaczej. W kryzysowym 2009 roku wartość kredytów ogółem udzielonych przedsiębiorstwom zmniejszyła się o 4,4 proc., do 212,7 mld złotych. Banki przestraszyły się, że niepewna sytuacja rynkowa czyni pożyczanie firmom zbyt ryzykownym. A miałyby z czego pożyczać na rynek, bo kapitałów im nie brakuje. W 2009 r. szef KNF wezwał właścicieli polskich banków do niewycofywania zysków, akcjonariusze posłuchali wezwania, ale niewiele to dało – zatrzymane zyski poszły na kapitał. Tylko PKO BP, doposażony przez rząd z funduszy BGK i z nowej emisji akcji o 5 mld zł, zwiększył wartość udzielonych kredytów o 15 mld zł, czyli o 15 proc., podczas gdy np. wartość portfela kredytowego Banku Pekao spadła o 12,1 procent. O ile PKO BP i banki spółdzielcze pozostały aktywne, o tyle te z właścicielem zagranicznym wolały przykręcić kredytowy kurek.

– W Irlandii sytuacja jest podobna: kredytów udzielają biznesowi dwa rodzime banki, a zagraniczne wstrzymały tę działalność – zwraca uwagę Mikosz.

Jednym z nich jest AIB. Skorzystał z pomocy irlandzkiego rządu i de facto stał się jego własnością. Rząd zaś przejął go właśnie po to, by bank nie wycofał się z kredytowego rynku. Teraz chce, by AIB stanął na własne nogi, sprzedał zagraniczne spółki w Polsce i USA i poprosił o nowe fundusze akcjonariuszy.

Kryzys nadwerężył też inne zagraniczne banki-matki polskich spółek. Grupa ING musi sprzedać działalność ubezpieczeniową. UniCredit jest wart niecałe trzy razy tyle co Pekao. Musiał w zeszłym roku poprosić o 4 mld euro pomocy rządowej, by utrzymać się na powierzchni. [I co, Unia nie protestowała? – admin] Nawet wielki amerykański Citibank rok temu był na giełdzie wart tyle co PKO BP, czyli 5,6 mld złotych. Teraz, po skorzystaniu z pomocy rządu, nie ma już problemów z płynnością. Osłabione banki-matki sprywatyzowanych polskich instytucji mogłyby, tak jak amerykański AIG rok temu lub irlandzki AIB, skorzystać z oferty odkupu.

Pierwszą próbę wykupienia z zagranicznych rąk państwowego wcześniej banku podjął dwa lata temu Cezary Stypułkowski, prezes City Handlowego. Nowojorska centrala Citibanku miała wówczas kłopoty kapitałowe. Za operacją przemawiało też to, że aktywa Handlowego nie urosły od czasu przejęcia. Stypułkowski zdołał nawet zebrać deklaracje zaangażowania w operację przejęcia kapitałów o wartości ok. 2 mld dol., ale ostatecznie oferty nie złożył. Teraz nie byłoby już po co.

– Minione 10 lat nie były dobre dla Citigroup, co odbiło się także na aktywności Citi Handlowego. Nowe władze grupy uwierzyły w Polskę, chcą tu rozwijać biznes, a nie go sprzedawać – mówi James Bardrick, szef bankowości inwestycyjnej Citibanku na region EMEA.

Z lady zniknęły giełdowe banki pozostające pod kontrolą Włochów, Holendrów, Belgów i Niemców. Gdyby jednak druga fala kryzysu zmusiła właścicieli do poszukiwania nabywcy, można by się pokusić o zastosowanie pomysłu testowanego na BZ WBK.

W Polsce jest już wystarczająco dużo kapitału, by pozwolić sobie nawet na hurtowy odkup pakietów kontrolnych. Wartość siedmiu dużych banków notowanych na GPW wynosiła w pierwszych dniach czerwca 96,6 mld złotych. Na przejęcie 25-proc. pakietów kontrolnych wystarczyłoby więc 24 mld zł (patrz infografika). By zebrać taką kwotę, rząd mógłby wyemitować obligacje. A potem odsprzedać akcje wykupione z rąk zagranicznych inwestorów strategicznym instytucjom, takim jak PKO BP czy PZU, funduszom i giełdowym inwestorom. Pozostaje wciąż pytanie, czy warto. Ale pomysł i metoda są (…)

Za: onet.pl
http://mercurius.myslpolska.pl/2010/07/repolonizacja-bankow/

Obliczywszy „zyski” z prywatyzacji polskiej gospodarki okazuje się, że prywatyzacja ta w ogóle nie była potrzebna, gdyż sami Polacy, niewiele zaciskając pasa, byli w stanie wykupić swą gospodarkę na własność. – admin.

Posted in Gospodarka | 22 Komentarze »