Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Maverick o Ani dnia, ani godziny
    Przepowiadam o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    gd-ap o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Słota o Ani dnia, ani godziny
    Krzysztof M o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Krzysztof M o Evo Morales i «białe złoto»…
    Jack Ravenno o Wolne tematy (60 – …
    Wandaluzja.pl o Wolne tematy (60 – …
    Za_granicą_widać_Lep… o Ani dnia, ani godziny
    Ale dlaczego? o Wolne tematy (60 – …
    Archer o Ani dnia, ani godziny
    Piotr B. o Ani dnia, ani godziny
    Zerohero o Wolne tematy (60 – …
    Paulsi o Parlamentarna głupota ma się…
    Jacek o Ani dnia, ani godziny
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 497 obserwujących.

Archive for Lipiec 14th, 2010

Znaki

Posted by Marucha w dniu 2010-07-14 (Środa)

Pomimo naiwnego kontrastowania złej PO z dobrą PiS, artykuł zawiera sporo cennych spostrzeżeń. – admin

Rok temu ukułem określenie: „polski Dżekson”. To taki odpowiednik terminu „leming”, czyli osoby nie mającej pojęcia o otaczającej jej rzeczywistości, wiedzę o świecie czerpiącą z wiodących mediów i zadowolonej z kondycji naszego państwa. Tak jak nieżyjący już „król popu”, „polski Dżekson” żyje w stworzonym matrixie – „Neverlandzie” i czuje się w nim wyśmienicie.

I nie jest tylko tak, że ten matrix zaserwowały mu wyłącznie zakłamane media. On sam nie chce poznać prawdy, nie chce podjąć wysiłku intelektualnego, jest zadowolony z tego co ma. „Żyją sobie niebożęta (tzn. Dżeksony) w swoim Neverlandzie i o bożym świecie nie wiedzą. Państwo prawa – tak: a to Polska właśnie. W sprawie Olewnika giną ludzie i dokumenty. Polski Dżekson dalej upiera się, że żyje w państwie prawa. Sąd i prokuratura chroni satanistę obrażającego Kościół – a jakże, państwo prawa. Służby specjalne zamykają dziennikarza zajmującego się sprawą mordu na ks. Popiełuszce i zabierają mu dokumenty w tej sprawie – państwo prawa. Itd. Itp.

Ale polski Jackson nie zajmuje sobie głowy takimi sprawami. Może nawet nie ma o nich zielonego pojęcia. Nie kojarzy nawet dlaczego jego dzieci wyjeżdżają z ojczyzny, nie widząc dla siebie tu przyszłości. Bo skoro nic się nie opłaca, skoro Polska nie ma mieć przemysłu, własnego handlu, tylko żyć z wyimaginowanej turystyki, to zostaje im tylko praca w zagranicznej korporacji, gdzie poddani zabiegom prania mózgu przez współczesnych komisarzy politycznych, czyli menedżerów, będą pracować kilkanaście godzin na dobę aby dać firmie jak najwięcej. Życie rodzinne zastąpi romans z koleżanką z pracy i „bilans wyjdzie na zero”.

Tymi słowami pastwiłem się wówczas nad Dżeksonami. Dziś mógłbym tylko dodać, że tych Dżeksonów jest ponad 8 milionów i stanowią elektorat Bronisława K. A co za tym idzie (zakładając, że wybory nie zostały sfałszowane) rządzą Polską, lub raczej tym co z niej pozostało. Mówiąc bez ogródek – jest ich więcej, niż tych Polaków, których śmiało i bez oporów można nazwać Narodem („We, the People!”).
Znakiem firmowym tej polskojęzycznej masy stał się dziś Janusz Palikot ze sztucznym pistoletem, gumowym fiutem i plugawym jęzorem. Jest wyrazicielem ich pragnień, uosobieniem człowieka sukcesu, idolem i arbitrem elegancji. Tymczasem słychać głosy potępienia, postulaty odsunięcia Palikota od wizji i fonii, ukarania itd. Nawet w samej Platformie niektórzy udają, że chcą Palikota „ukarać”. Stanowczo protestuję!

Wolę Palikota od Gowina! Dlaczego? To proste. Gowin jest potrzebny PO aby uwiarygodniać ją swym pseudointelektualizmem. Aby robić mądre miny do złej gry, a w zasadzie kreciej roboty. Palikot to zerwana maska Platformy i zastępów popierającej jej masy Dżeksonów. Każdy, kogo rodzice nauczyli choć podstaw kultury, to dostrzeże. Wszak te 8 milionów (z ogonkiem), które poparły Bronisława K. a de facto Palikota, to rzeczywiście więcej niż elektorat Kaczyńskiego. Ale nie wiemy jakie preferencje kulturowe ma „milcząca większość”, czyli ci którzy nie głosują. To spośród nich trzeba rekrutować przyszłych potencjalnych wyborców obozu niepodległościowego. Dlatego powinni być kłuci chamstwem i ordynarnością Palikota dzień i noc. Rządy platformerskiego Frontu Jedności Narodu powinny mieć właśnie niewydarzoną gębę posła z Lublina. Aby każdy wiedział z kim i z czym ma do czynienia. Janusz Palikot powinien pozostać liderem PO. Mało tego powinien również reprezentować Polszę na zewnątrz, robić obciach drużynie Tuska za granicą. Dałby radę – w końcu ma do pomocy Niesiołowskiego i Kutza.

Tymczasem naszym („We the People!”) znakiem rozpoznawczym pozostaje dziś Krzyż Prezydencki stojący (jeszcze) przed Pałacem. Krzyż nad którym zbierają się czarne chmury. Dżeksony nie chcą tego krzyża. Kłuje ich w oczy. Powoduje wyrzuty sumienia. Dżekson, nie rozumiejąc czym są wyrzuty sumienia, nie chcąc odrzucić grzechu i naprawić wyrządzoną szkodę, wynikającą z jego błędu, ucieka w agresję. Atakuje Tego, który samą swoją obecnością, przypomina mu o grzechu. Stąd taka zapiekłość Dżeksonów w chęci usunięcia tego Krzyża spod Pałacu. Niektórzy z nich nazywają się nawet katolikami i deklarują chodzenie do Kościoła. Ale tak naprawdę to w tym Kościele wybierają sobie tylko to, co im pasuje. To co zbyt uwiera, jest odrzucane. A najważniejsza w Kościele i wierze dla Dżeksona to… impreza komunijna. Dla takiego kogoś Krzyż Prezydencki to obciach. Tak mu to wytłumaczył ksiądz „w podkoszulku” Sowa, lider nowej odmiany Księży Patriotów. Tak wmówił mu to Ryszard Kalisz, dbający o szacunek wobec niewierzących, których ten Krzyż rzekomo mógłby „obrazić”. Pan Kalisz jako minister i poseł nie dbał o szacunek wobec rodziny Krzysztofa Olewnika, ale z wielką troską dba o szacunek wobec, dajmy na to, zboczeńców, zwanych dziś dla niepoznaki gejami, którzy lubią poparadować sobie od czasu do czasu w stolicy.

Ale Dżeksony i ich irracjonalna niechęć do Krzyża to jedno. A plany Frontu Jedności Narodu i Bronisława K. wobec Krzyża to drugie. A te wydają się proste. Gdyby Bronisław K. chciał pijarowsko wygrać sprawę Krzyża, to pozwoliłby mu trwać w miejscu, w którym go postawiono. „Patrzcie jaki jestem! Pomimo słów niewybrednej krytyki, pozwalam zwolennikom PiS – u zbierać się pod Pałacem, aby palili znicze!” – mógłby wykrzykiwać na prawo i lewo. Wszak Donald Tusk powiedział, że „katastrofa” smoleńska to największa tragedia Polski po 1945 r. Jeśli to prawda, to czyż ofiary nie powinny być szczególnie uhonorowane? Jednak strach przed tym znakiem i wyrzuty sumienia są silniejsze. Albo…

Bronisław K. razem ze swoim błaznem dworskim Palikotem, usiłował nie raz podczas kampanii wyborczej sprowokować swego konkurenta i jego zaplecze do jakiejś ostrej reakcji. Wtedy to się nie powiodło. Jarosław Kaczyński i jego sztab zachowali do końca zimną krew wobec bezpardonowych ataków S(r)alonu. Ale teraz kampania się skończyła. Czas ostatecznego „dorżnięcia watahy” zbliża się. Okazją do niego może być właśnie… usunięcie Krzyża sprzed Pałacu. Być może ciemnogrodzianie w końcu się ruszą i zrobią dym, dzięki któremu oświecony Bronisław K. i jego śwink-tank będzie mógł pokazać światu jacy to podli, nikczemni i niebezpieczni ludzie. I zrobić z nimi porządek.

Nie chcę, broń Boże, zniechęcać ludzi do obrony Krzyża Prezydenckiego, wręcz przeciwnie, ale musimy zdawać sobie sprawę z zagrożenia prowokacją. Jeśli już „robić dym” to porządnie! I skutecznie!

Niestety doświadczenia z przeszłości, związane z Krzyżem na Żwirowisku pokazują, że tej batalii nie wygramy. Platforma ma w swoich szeregach Jerzego Buzka, „premiera wszechczasów”, który skwapliwie wykonał wolę Tych, którym tamten Krzyż przeszkadzał. Więc na pewno sięgną do tych doświadczeń. Wiele zależy też od hierarchii kościelnej, ale…”koń jaki jest każdy widzi”.

Łukasz Kołak
http://www.kworum.com.pl/art3265,znaki.html

Posted in Kultura, Polityka | 47 Komentarzy »

List otwarty do Bronisława Komorowskiego

Posted by Marucha w dniu 2010-07-14 (Środa)

Drodzy Czytelnicy! Redakcje Niepoprawni.pl i Blogmedia24.pl wspólnie wystosowały list do Bronisława Komorowskiego. Oto jego treść:

List otwarty do Bronisława Komorowskiego
Prezydenta Elekta Rzeczypospolitej Polskiej

W imieniu bestialsko pomordowanych ofiar!
W imieniu współczesnych i przyszłych pokoleń Polski i Ukrainy!

W związku z 67. rocznicą Krwawej Niedzieli, która miała miejsce 11 lipca 1943 a która jest symbolem wszystkich zbrodni UON-UPA z lat 1939-47, dokonanych na ludności polskiej, żydowskiej, ormiańskiej oraz ukraińskiej, zwracamy się do Pana Prezydenta z apelem o podjęcie działań mających na celu uznanie zbrodni wołyńskiej za ludobójstwo.

Aby tragiczne wydarzenia nie miały już nigdy miejsca, należy stanąć wobec nich w prawdzie i pokorze. “Historia magistra vitae est”. Ta łacińska fraza ma zastosowanie wtedy i tylko wtedy, gdy wydarzenia historyczne są obiektywnie znane i gdy dyskusja o nich jest możliwa w atmosferze otwartości i szczerości. W przeciwnym razie jesteśmy skazani na powtarzanie błędów z przeszłości.

Postawę taką należy przyjąć także wobec wydarzeń na Wołyniu, włączając w to ich uwarunkowania i przyczyny. Wierzymy, iż pojednanie, przebaczenie i budowanie prawidłowych relacji między Narodami jest możliwe tylko wówczas, gdy jest oparte na prawdzie.

Uważamy, że pierwszym, koniecznym, zdecydowanym krokiem do przezwyciężenia tego balastu zła powinno być uznanie pogromów wołyńskich za ludobójstwo. Wydarzenia, do których się odnosimy, wyczerpują znamiona ludobójstwa zapisane w Konwencji ONZ w sprawie Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa z 9 grudnia 1948 r. Do tej pory, mimo usilnych starań różnych organizacji, osób prywatnych obywateli Polski i Ukrainy, potomków ofiar, nie udało się przedstawić prawdziwego oblicza tych wydarzeń. Bez tego każda próba przezwyciężenia tego historycznego impasu skazana jest na porażkę

Niezależnie od w/w działań lub ich zaniechania, zwracamy się do Pana z prośbą o niezwłoczne ustosunkowanie się do naszego apelu/listu.

Z wyrazami szacunku,
Redakcje serwisu niepoprawni.pl i blogmedia24.pl
Blogerzy i internauci

Posted in Różne | 8 Komentarzy »

Nie będzie euro w 2012 roku

Posted by Marucha w dniu 2010-07-14 (Środa)

Projekt budżetu na 2011 rok, który przedstawił wczoraj rząd zakłada deficyt na poziomie 5,5 procent PKB. Według „Dziennika” oznacza to, że nie ma szans, aby do 2012 roku Polska spełniła warunki przyjęcia wspólnej europejskiej waluty. [I naszym zdaniem Polska wcale nie musi się z tym śpieszyć, bo co się odwlecze, to czasem i uciecze. – admin]

Aby spełnić warunki makroekonomiczne do przyjęcia euro, polski rząd musi do 2012 roku zmniejszyć zadłużenie do poziomu 3 procent PKB. Projekt budżetu nie daje jednak takiej nadziei. Zwiększanie wydatków, zamiast polityki oszczędzania sprawia, że perspektywa przyjęcia euro znacznie oddala się. Jedyną szansą na obniżenie deficytu jest radykalne cięcie kosztów budżetowych.

Jest to jednak zadanie niewykonalne, jeśli w planie wydatków państwa są rosnące wydatki na cele socjalne i podwyżki wynagrodzeń na przykład nauczycieli. Ministerstwo Finansów zredukowało także prognozę wzrostu gospodarczego z 4,5 do 3,5 procent PKB. To również niekorzystny czynnik, który wpłynie na zwiększenie deficytu w 2011 roku.

http://waluty.onet.pl/nie-bedzie-euro-w-2012-roku,18893,3322280,1,prasa-detal

Posted in Gospodarka | 5 Komentarzy »

Oczekiwanie na Big Bang

Posted by Marucha w dniu 2010-07-14 (Środa)

Filozofia podziału dochodu narodowego musi się zmienić, inaczej wszystko runie

Rośnie strach przed drugą falą recesji. Czy słusznie – zastanawiali się uczestnicy Konwersatorium “O lepszą Polskę”, niezależni naukowcy i eksperci, związani także z Polskim Lobby Przemysłowym. Czas znów jest gorący, kontynuowanie ożywienia gospodarczego w Stanach Zjednoczonych staje się niepewne. W czerwcu br. indeks ISM, który pokazuje koniunkturę amerykańskiego przemysłu był niższy niż przewidywali analitycy. Informacje z amerykańskiego rynku nieruchomości znów są niedobre.

Uchroniliśmy się przed pierwsza falą kryzysu, nie dlatego, że rząd tak sprytnie rządził, ale ponieważ jedyne, które nam zostały banki polskie: Bank Gospodarki Krajowej i giełdowy PKO BP nie uwikłały się w kupno amerykańskich papierów skarbowych opartych na amerykańskich kredytach hipotecznych – nie ten kaliber. To, że Polska nie weszła do strefy euro pomogło w osiągnięciu niewielkiego wzrostu gospodarczego, gdyż mógł zostać utrzymany mechanizm korekcyjny kursem walutowym, którego pozbawione są kraje Eurolandu. Trudno nie wspomnieć, że Platforma Obywatelska do euro się paliła.

Godziwa płaca za pracę

Obawiam się, że może być druga fala kryzysu, ponieważ poza tym, że odbudowano dochody sektora finansowego przez wpompowanie w ten sektor ogromnych pieniędzy podatników, a przede wszystkim banków centralnych, filozofa gospodarcza pozostała taka sama – mówił prof. dr hab. Jerzy Żyżyński. W Stanach Zjednoczonych po Wielkim Kryzysie Finansowym, oddzielono sektor bankowy od rynków finansowych i to dobrze funkcjonowało, banki miały ugruntowaną pozycję i ustabilizowane stopy procentowe. Słyszeliśmy, że regulacje będą. Ale zamierzenia rozeszły się po kościach. Sektor finansowy otrzymał olbrzymie środki, rekompensujące straty, po ulokowaniu przez banki pieniędzy w instrumenty (kredyty na budowę nowych domów USA), których wartość gwałtownie spadła. Trzeba było odbudować ich pozycję. Wśród ekonomistów toczy się teraz spór, jakich można spodziewać się z tego konsekwencji. Dlatego uważam, że kryzys znów uderzy, może nie od razu, ale za parę lat. Może ja źle to widzę, ale groźba jest duża, ponieważ nikt się nie kwapi do zmiany filozofii podziału dochodu narodowego. Odpowiedni podział byłby taki, gdyby wszyscy otrzymywali właściwe wynagrodzenie za swoje miejsce w gospodarce.

Sektor finansowy jak narośl

W ostatnim półwieczu obroty sektora finansowego wzrosły niebywale. W latach 60. stanowiły kilkadziesiąt procent wartości wszystkich finalnych dóbr i usług wyprodukowanych w ciągu roku, potem 100 proc., 150 proc., 200 proc. Po roku 2000 obroty sektora systemu finansowego w Stanach Zjednoczonych były aż 52 razy wyższe niż produkt krajowy brutto i zyski sektora finansowego stały się wyższe niż osiągane przez sektor przemysłowy. Gwałtowna ekspansja rozpoczęła się, gdy do władzy w Stanach Zjednoczonych doszedł Ronald Reagan, a w Anglii – Margaret Thatcher i nastąpiło zwycięstwo polityki neoliberalnej. Ten czas nazywamy jest terminem zaczerpniętym z astrofizyki Big Bang, czyli Wielki Wybuch. W świat poszedł sygnał, hurra! Nic, tylko zarabiać pieniądze. Ale zarabianie pieniędzy znaczy też utworzenie mechanizmu czerpania dla siebie z podziału dochodu narodowego.

Podział dochodu narodowego w Polsce jest chory. Po dwudziestu latach transformacji i budowania kapitalistycznej gospodarki rynkowej okazało się po wielkiej powodzi, że ludzie stracili wszystko i nie mają z czego żyć. Tymczasem normalna rodzina funkcjonująca ileś tam lat, powinna mieć oszczędności pozwalające jej przeżyć na znośnym poziomie przez rok. Aż 60 proc. Polaków nie ma żadnych oszczędności, to znaczy, że w wyniku podziału dochodu narodowego przeciętna, pracująca, polska rodzina nie dostaje właściwego wynagrodzenia – mówił profesor. Średnia płaca w Polsce – w porównaniu ze średnią płacą w innych unijnych krajach jest niska – przekracza niewiele ponad 3 tys. zł, ale i ta płaca jest ciągniona przez dochody wąskiej grupy. Nie mówmy więc o średniej płacy, ale o jej dominancie. Dominanta średniej płacy wynosi mniej więcej ok. 60 proc. jej średniej.

Majątek bogaczy: 31 bln dolarów!

Kryzys, przed którym, jak mówią władze, uchroniliśmy się, przysporzył w Polsce biedy, która – podają oficjalne źródła – rozlała się u nas na 17 proc. społeczeństwa, faktycznie może być jeszcze gorzej.

Co nie znaczy, że nikt na kryzysie nie zarobił. Liczba ludzi z naprawdę wielkimi fortunami w ub. wzrosła na świecie o ponad 17 proc. Ich łączny majątek ma wartość przekraczającą 39 bilionów dolarów. Najwięcej bogaczy jest w Stanach Zjednoczonych – 3,1 mln osób. To właśnie ze Stanów Zjednoczonych wyszła “zaraza” i świat ogarnęła pierwsza fala kryzysu. Dr Zbigniew Klimiuk powiedział, że to, co się tam stało w latach 2007–2008 nie było przypadkowe. Postanowiono napędzić wzrost gospodarczy przez konsumpcję, nie mając do tego własnych zasobów. Udział konsumpcji w strukturze wzrostu gospodarczego wynosił ponad 85 proc., dalszy jej wzrost, przez wzrost importu napotkał opór, ponieważ deficyt obrotów bieżących przybrał nieracjonalne rozmiary. Uruchomiono więc sekwencję zdarzeń, wciągając w ich orbitę FED (odpowiednik naszego banku centralnego) i rząd, który podjął decyzję o realizacji projektu socjalnego w postaci budowy nowych zasobów na rynku nieruchomości, ponieważ da to efekty mnożnikowe i wpłynie na wielkość popytu. Chodziło o to, żeby koszty przedsięwzięcia przerzucić na gospodarkę światową.

Azja – Stany Zjednoczone, tu się wszystko rozegra

Użyta do tego została operacja sekuratyzacji kredytów (które właściwie nie były w Stanach Zjednoczonych przydzielane, ale je rozdawano) na amerykańskie papiery wartościowe oparte na kredytach hipotecznych. Wmówiono światu, że to super biznes, ponieważ ceny nieruchomości w tym kraju mogą tylko rosnąć. I świat papiery amerykańskie łykał. Kiedy banki amerykańskie na świecie nimi się napełniły, ceny domów w USA zaczęły spadać i nie mogło być inaczej, gdy rosła podaż, popyt spadł. Zaczęło się pompowanie pieniędzy do systemów finansowych w tych krajach, które papierów amerykańskich kupiły najwięcej, żeby ich systemy finansowe się nie przewróciły. Nic za darmo nie ma, zaczęły się perturbacje w gospodarkach i recesja.

Obawę przed drugą falą kryzysu prof. dr hab. Andrzej Zawiślak ujął inaczej, zastrzegając, że co będzie naprawdę, nikt nie jest w stanie przewidzieć. Tym razem wstrząs miałby inny, znacznie groźniejszy charakter i opierałby się na innych przesłankach. – O losach globu zdecyduje Azja i Stany Zjednoczone- oświadczył, dodając do tego tandemu wielką niewiadomą, jaką jest siła finansowa korporacji. Na świecie funkcjonuje 60 państw, które mają dochody przekraczające 50 mld dolarów rocznie, korporacji, które mają takie dochody, działa 106.

Czy dolar przetrwa?

Chiny produkują i oszczędzają, Stany Zjednoczone kupują i zadłużają się, ale jednocześnie Amerykanie zainwestowali w rozwój chińskiego przemysłu. Chińczycy w Chinach pracują dla Amerykanów, którzy dają im za to (małe) pieniądze (papier), a sami dysponują wytworzonymi przez nich towarami. Taka jest amerykańska odpowiedź strategiczna na to, że “Chiny produkują i oszczędzają, a Amerykanie konsumują i zadłużyli się u nich na ponad 2 biliony dolarów”. W miarę jak dolar się osłabia, Chińczycy (przeliczając na dolary) zarabiają coraz mniej, Amerykanie – coraz więcej. Chińczykom zależy na silnym dolarze (podobnie jak Rosjanom, którzy łyknęli trefnych obligacji za 250–300 mln dol. i na dodatek nie udaje im się swojego kapitału wycofać).

Prof. Zawiślak ujawnił, że przez Stany Zjednoczone lansowana jest koncepcja odejścia od dolara. Wtedy amerykańskie zadłużenie na świecie zostałoby spłacone po takim kursie, jaki sobie rząd amerykański ustali. Podobno Chińczycy nie straciliby tyle, ile inni, podobno trwają chińsko-amerykańskie rozmowy na ten temat. Czy to możliwe? Dzisiejszy świat jest nieprzewidywalny i możliwe wydaje się prawie wszystko.

Wiesława Mazur
Artykuł ukazał się w tygodniku „Nasza Polska” nr 28 (767) z 13 lipca 2010 r.

Posted in Gospodarka | 8 Komentarzy »