Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archive for 19 lipca, 2010

Generał Sławomir Petelicki: Polskim wojskiem rządzi beton

Posted by Marucha w dniu 2010-07-19 (Poniedziałek)

Rozmowa z twórcą i byłym dwukrotnym dowódcą jednostki wojskowej GROM, specjalistą zarządzania bezpieczeństwem.

– Panie generale, jesteśmy w NATO, w UE, przywódcy Rosji mówią, że zależy im na współpracy z Polską, a pan opowiada, że Polska nie jest dziś bezpieczna. Skąd takie wnioski?
– Bezpieczeństwo państwa to bezpieczeństwo jego obywateli, a tego nie da się zapewnić metodą sondażowo-słupkową. Dziś naszym bezpieczeństwem nikt nie zarządza, premier w chwilach zagrożenia skupia się na chwytach pijarowskich, na czele MON stoi człowiek, który powinien stanąć przed Trybunałem Stanu, a w wojsku brakuje pieniędzy na podstawowe rzeczy, natomiast najważniejsze stanowiska sprawuje biurokratyczny beton. To wszystko powoduje w MON potężny bałagan, którego najlepszym przykładem jest powierzenie odpowiedzialności za latanie z najważniejszymi osobami w państwie cywilnym pilotom. Znaczy to, że lotnictwo wojskowe praktycznie nie istnieje. Innym drastycznym przykładem tego bałaganu jest opublikowanie w Internecie zakupów sprzętu dla tajnej jednostki GROM i – uwaga – informacji o jej ćwiczeniach.

– To brzmi jak scenariusz czarnej komedii!
– A to nie wszystko w tej sprawie. Otóż nowo mianowany szef sztabu generalnego, gen. Mieczysław Cieniuch uważa, że ujawnienie tych informacji nie stanowi zagrożenia dla GROM-u. To kolejna kompromitacja betonu z Ministerstwa Obrony Narodowej, nie rozumiejącego współczesnych zagrożeń, potrzeb wojska, ani nowoczesnych metod dowodzenia czy zarządzania.

– Gen. Cieniucha powołał na stanowisko p.o. prezydent Bronisław Komorowski. Czy to znaczy, że on wspiera ten beton?
– Wojskowi, z którymi rozmawiałem, byli nieufni wobec obydwu kandydatów na prezydenta, dlatego, że politycy w dwóch przypadkach są w stanie obiecać wojskowym wszystko: gdy ginie żołnierz albo jak jest kampania wyborcza. Potem, równie szybko jak obiecują, zapominają o swoich przyrzeczeniach. Ale wracając do Bronisława Komorowskiego – po katastrofie smoleńskiej jako pełniący obowiązki prezydenta zainicjował prace nad ustawą wydłużającą wiek emerytalny generałów. To znaczy, że najwyższe stanowiska w wojsku nadal pełnić będą ludzie kształceni na akademiach obrony w ZSRR, a nie młodzi i otwarci na nowoczesność absolwenci szkół NATO-wskich. Dlatego zarzucam panu Komorowskiemu wspieranie betonu. Jednak absolutnym liderem we wspieraniu betonu jest

– Z jakiego powodu?
– W ciągu dwóch lat rządów tego pana w katastrofach samolotów wojskowych (transportowego CASA, śmigłowca Mi-24D, Bryzy i Tu-154M) podczas wykonywania obowiązków zginęło 121 osób. Od stycznia 2008 do kwietnia tego roku straciliśmy całe dowództwo lotnictwa i głównodowodzących wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Historia wojskowości na świecie nie zna drugiego takiego przypadku, a nam to wszystko przydarzyło się w czasie pokoju. Tenże minister – i to już osobiście – unieważnił też przygotowany jeszcze przez Radosława Sikorskiego, a kontynuowany przez jego następcę w MON Aleksandra Szczygłę przetarg na nowy samolot rządowy. Na początku 2008 roku wszystko do kupna tego samolotu było przygotowane.

– Ale rząd bał się decyzji o wydawaniu ogromnych pieniędzy, bo w kampanii wyborczej zapowiadał oszczędności. To był czas, gdy premier latał do Brukseli samolotami rejsowymi, żeby pokazać, jak szanuje publiczny grosz.
– Wedle mojej wiedzy powody odstąpienia od zakupu nowej maszyny były inne: samolot opisany w kryteriach przetargu nie odpowiadał tym, jakie spełnia embraer. Dlaczego właśnie słabiutki pod względem możliwości embraer jest tak forowany przez MON, to powinna zbadać zarówno sejmowa komisja obrony narodowej, jaki i CBA. Jest bardzo podejrzaną sprawą, gdy minister, nie bacząc na bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie, na siłę popiera samolot, który nie dolatuje do Stanów Zjednoczonych ani nie dolatuje do Afganistanu.

– Katastrofy lotnicze, o których pan wspomniał, wynikały ze splotu okoliczności, błędów pilotów, złej pogody, ale nie z bezpośrednich błędów ministra.
– To minister dysponuje samolotami, odpowiada za szkolenie pilotów i opracowywanie oraz przestrzegania procedur bezpieczeństwa. I to minister nie wysłał na lotnisko polowe do Smoleńska odpowiednio przeszkolonej ekipy. Tam nie było nic, co być powinno w związku z wizytą polskiego prezydenta.

– Czego konkretnie zabrakło z polskiej strony?
– Ochrona najwyższych dowódców polskiego wojska to obowiązek Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Żandarmerii Wojskowej, formacji będących w bezpośredniej dyspozycji ministra. Ekipy tych dwóch służb oraz eksperci od naprowadzania samolotu na lotnisko polowe powinni się znaleźć w Smoleńsku przed przylotem prezydenckiej maszyny oraz trafić na lotnisko zapasowe. Wtedy piloci nie byliby pod tak potworną presją psychiczną, a po katastrofie telefony satelitarne, laptopy i komórki ofiar nie trafiłyby w ręce Rosjan. Tymczasem w wyniku zaniedbań ministra Klicha doszło do tego, że rosyjskie służby wywiadowcze na tacy dostały dostęp do urządzeń i danych, nad których pozyskaniem musiałyby pracować przez wiele lat, a i wtedy zapewne bez pełnego sukcesu. Niestety, przedstawiciele kontrwywiadu i żandarmerii pojawili się na miejscu katastrofy dopiero wieczorem 10 kwietnia. W tej sytuacji opowiadanie przez ministra obrony i premiera, że „państwo polskie zdało egzamin” jest kpiną.

– Ta tragedia wstrząsnęła wszystkimi, ale czy ona ilustruje rzeczywisty obraz Wojska Polskiego?
– Pokazuje przede wszystkim nieudolność ministra, ale dowodów na to jest znacznie więcej. A wszystko razem przekłada się na marazm, beznadzieję i rezygnacje wojskowych, którzy nie widząc perspektyw poprawy sytuacji – odchodzą. Wypowiedzenia z pracy złożyło nie tylko 30 żołnierzy z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, o czym w czerwcu szeroko donosiły media, ale około pięciu tysięcy zawodowych wojskowych. To jest prosta droga ku kolejnej katastrofie.

– Z drugiej strony podkreśla się, że jednak jakieś sukcesy mamy, np. zakup samolotów F-16.
– Nie mamy śmigłowców ratowniczych, kluczowych dla bezpieczeństwa narodowego, bo kupiono za dużo myśliwców F-16. W dodatku MON-owski beton urzędniczy, który o tym zdecydował, bezczelnie oświadcza, że te samoloty pełną zdolność bojową uzyskają „już w 2018” roku! Obecnie samoloty F-16 nie są w stanie wspierać naszych żołnierzy w Afganistanie nawet poprzez robienie zdjęć rozpoznawczych. Warto byłoby zapytać urzędników MON, kto odpowiada za ten fakt.

– Skoro tak wiele F-16 nie było nam potrzebnych, to po co wydano na nie grube miliardy?
– Bo polscy lobbyści firmy Lockheed Martin byli na tyle silni, że zdołali nawet doprowadzić do dymisji wiceministra obrony Romualda Szeremietiewa, który mówił, że zamiast F-16 potrzebujemy śmigłowców. Oskarżono go o korupcję, oczywiście żadne zarzuty przed sądami się nie potwierdziły. Ale Lockheed Martin dobił interesu z polskim rządem.

– To, co pan mówi, pachnie korupcją i nadaje się co najmniej dla komisji śledczej.
– Nikt jej nie powoła, ponieważ w te transakcje są umoczeni politycy wszystkich opcji, które rządziły Polską w ostatnich kilkunastu latach. Zresztą, to niejedyny przykład marnotrawstwa pieniędzy. Jest ich bardzo wiele, np. korweta Gawron, budowana dla marynarki wojennej. Ta korweta powstaje od dziesięciu lat i w 2009 roku w obecności ministra Bogdana Klicha zwodowano kadłub. Sam kadłub, bez wyposażenia, a pan minister oświadczył podczas tego kuriozalnego wodowania, że na resztę prac pieniędzy nie ma.

– Przez dziesięć lat budowano kadłub?!
– Tak, i wydano na to – uwaga – miliard dwieście milionów zł. Tymczasem za około 300 milionów można było kupić nowoczesną korwetę za granicą. A my za kilka razy tyle mamy bezużyteczny kadłub. Mnóstwo pieniędzy wydano też na inne projekty, z których mamy tyle samo, co z tej korwety, albo jeszcze mniej. A wydaje je urzędniczy beton, dbający tylko o swoje interesy, ale na pewno nie o wojsko i obywateli. Beton, który minister Klich popiera i traktuje jako swój kadrowy skarb, natomiast takich dowódców, jak kochany przez żołnierzy gen. Skrzypczak uważa za niepożądanych.

– Żołnierze 1. Brzeskiej Brygady Saperów w prywatnych rozmowach mówią, że czują się jak na rozpadającej się tratwie, która dryfuje, ale nikt nie wie, dokąd i jak długo jeszcze. Co by im pan powiedział?
– Podobne odczucia ma wielu ich kolegów, a to, co się dzieje w Wojsku Polskim w ostatnich latach godzi w siły zbrojne, jak również w honor polskiego żołnierza, bo biurokratyczny beton wstrzymuje zmiany, niezbędne do normalnego funkcjonowania armii. Szczególnie wyraźnie widać to w Afganistanie, gdzie rok temu bohaterską, ale niepotrzebną śmiercią na polu walki zginął kpt. Damian Ambroziński. Talibowie zabili go po sześciogodzinnym ostrzale, a w następstwie tragedii premier Donald Tusk odwiedził naszych żołnierzy w prowincji Ghazni. Przyjechał bez ministra obrony, by żołnierze mówili szczerze, jak jest i czego im potrzeba. Po tej rozmowie obiecano realizację tzw. pakietu afgańskiego. Premier miał wówczas szansę posłuchać rad wybitnego dowódcy młodego pokolenia, gen. Waldemara Skrzypczaka, uważanego powszechnie w armii za najlepszego z dotychczasowych dowódców wojsk lądowych. Tymczasem niedługo potem generała zniszczono, bo wypowiedzenie głośno potrzeb wojska uznano za kwestionowanie cywilnej kontroli nad wojskiem. A to bzdura!

– Co wchodziło w skład pakietu afgańskiego?
– M.in. dodatkowe śmigłowce i samoloty bezzałogowe. Nieważne, co wchodziło, bo i tak prawie nic nie zostało spełnione. Wojskowych nie słuchano zresztą i wcześniej, bo MON-em faktycznie kierują wsteczniacy na czele z symbolem betonu, byłym szefem Sztabu Generalnego, gen. Czesławem Piątasem. Zasłynął on tym, że przed 11 września 2001 r. stwierdził, iż Polska nie ma żadnych interesów za granicą, więc można ograniczyć GROM do 30 żołnierzy, bo przecież świetne jednostki antyterrorystyczne posiada policja. To jest typowy przykład wstecznictwa absolwenta akademii obrony ZSRR. Takich ludzi wedle normy „BMW – bierny, mierny, ale wierny – jest w szefostwie MON wielu i oni blokują kariery młodych oficerów wykształconych na Zachodzie.

– Ponoć uważa pan, że powinniśmy zrezygnować z samodzielnego zarządzania strefą w Afganistanie. Dlaczego?
– To jest opinia, którą wojskowi od początku przedstawiali politykom. Nie mamy sił ani środków do kontrolowania całej strefy. Co z tego, że do Afganistanu trafiają śmigłowce Mi-17, skoro nie są uzbrojone w obrotowe działka szybkostrzelne ani sprzęt do ratownictwa medycznego. Braki sprzętowe są tak wielkie, że talibowie podjeżdżają bezpośrednio pod nasze bazy i strzelają do Polaków prymitywnymi rakietami z ciężarówek. Poległy w czerwcu żołnierz zginął we śnie na terenie bazy! Polscy żołnierze nie mają tam nie tylko supernowoczesnego sprzętu, ale nawet koni huculskich. Gen. bryg. Tomasz Bąk, który był dowódcą piechoty górskiej, słynnych „podhalańczyków”, przed wyjazdem do Afganistanu prosił m.in. o koniki huculskie i w MON-ie go wyśmiano. A w górach komandos nie jest w stanie udźwignąć ciężkiego moździerza. Minister Klich i popierani przez niego wojskowi tego nie rozumieją. Co innego oficerowie wykształceni w akademiach państw NATO, gdzie uczy się kreatywności. Niestety, ich absolwenci, których mamy już niemało, są blokowani albo niszczeni.

– Z tego, co pan mówi, wynika, że całego zła w polskiej armii winien jest jeden psychiatra z Krakowa. Czy to nie przesada?
– W ciągu ostatnich 20 lat nie spotkałem polityka, który tak byłby pozbawiony honoru, a jeszcze dodatkowo byłby tak bezczelny, że po katastrofie smoleńskiej miał czelność mówić, iż procedury w MON mogą być wzorem dla innych resortów. To kompromituje nas w oczach sojuszników z NATO.

– Skoro minister Klich jest taki fatalny, to dlaczego premier ciągle go trzyma na stołku?
– Fakt, że ministrem obrony jest ciągle Bogdan Klich, można wytłumaczyć tylko tym, że premier patrzy wyłącznie na słupki popularności, a zwolnienie tego pana zmusiłoby go do udzielenia odpowiedzi, dlaczego tak długo go trzymał.

– Sugeruje pan, że bezpieczeństwo Polski zależy od sondaży?
– Gdyby nie katastrofa z 10 kwietnia, Polacy nadal nie zdawaliby sobie sprawy ze skali nieudacznictwa i arogancji najwyższych urzędników, odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obywateli. Bo mówiąc o bezpieczeństwie kraju, nie chodzi w gruncie rzeczy o nic więcej, jak o prawo zwykłych ludzi do spokojnego snu. W jak wielkim stopniu to bezpieczeństwo jest zagrożone, przekonała ostatnia powódź, podczas której nie miał kto koordynować akcji ratowniczej.

– Robiło to Rządowe Centrum Antykryzysowe.
– W dzień po katastrofie smoleńskiej napisałem do premiera list, w którym sugerowałem przywrócenie dr. Przemysława Guły na stanowisko szefa Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Po jego skandalicznym zwolnieniu na początku roku w ramach protestu z tej instytucji odeszło dziesięciu najlepszych w Polsce speców od zarządzania sytuacjami kryzysowymi. Premier zignorował moją radę i w piątek 14 maja, gdy woda podtapiała pierwsze miejscowości, Rządowe Centrum Antykryzysowe wydało uspokajający komunikat, że nie ma zagrożenia powodzią. Akcję ratowniczą rozpoczęto dopiero w poniedziałek 17 maja po południu, gdy żywioł dosłownie połykał kolejne miejscowości i dobytek całego życia ich mieszkańców. A premier dalej dbał głównie o pijar.

– Wszyscy w Polsce widzieli, że jeździł po kraju, doglądał przebiegu akcji ratowniczej, wspierał powodzian.
– Elementarną zasadą jest kierowanie taką akcją przez premiera i ministrów – szczególnie spraw wewnętrznych i obrony narodowej – ze sztabu antykryzysowego. Na miejscu tragedii premier i ministrowie powinni się pojawić dopiero po przejściu żywiołu, by ocenić straty. Oczywiście, to byłoby mało medialne, więc premier ze świtą jeździł po Polsce, dezorganizując pracę lokalnych sztabów przeciwpowodziowych. A minister obrony nie był gorszy i paradował nie tylko w towarzystwie szefa wojsk lądowych, ale również dowódcy operacyjnego sił zbrojnych gen. Edwarda Gruszki, chociaż co on robił na wałach przeciwpowodziowych, nie mam pojęcia, bo jego rolą jest koordynacja misji w Afganistanie. Prawdopodobnie pijarowcy ministra, opłacani pieniędzmi pochodzącymi z kieszeni podatnika, doradzili mu, że dobrze byłoby pokazać się na zalanych terenach w towarzystwie wojskowych, więc Bogdan Klich brał kogo miał pod ręką i kazał ze sobą jeździć w charakterze tła.

– Czy to, że rząd nie ogłosił stanu klęski żywiołowej, też uważa pan za działanie pijarowskie?
– Tylko w imię pijaru i doraźnych interesów politycznych nie ogłoszono stanu klęski żywiołowej i na masową skalę nie użyto wojska. Gdyby ogłoszono stan klęski, którą przecież wszyscy widzieli, rząd musiałby wziąć odpowiedzialność za akcję przeciwpowodziową, a po co, skoro można ją było pozostawić na barkach wójtów i burmistrzów. Natomiast, co do użycia wojska: w początkowej fazie zmarnowano trzy doby na uspokajanie, że nic ludziom nie grozi, a do doraźnych działań użyto tylko 700 żołnierzy, rezygnując z ciężkich śmigłowców, którymi można było transportować wielkie worki z gruzem do szybkiego łatania wyrw i umacniania wałów. W dalszej fazie powodzi żołnierzy było wprawdzie więcej, ale siły żywiołu nie dało się już zminimalizować. Efekt decyzji polityków jest taki, że 24 czerwca do dymisji podał się kolejny szef Rządowego Centrum Bezpieczeństwa i na dziś ta instytucja praktycznie nie istnieje. Warto też pamiętać przemilczany w wielu mediach fakt, że gdy premier pojechał do Brukseli, by prosić o pieniądze na walkę ze skutkami powodzi, odprawiono go z kwitkiem. Powód: niewykonanie unijnej dyrektywy przeciwpowodziowej, która powinna obowiązywać od listopada ubiegłego roku.

Pozdrawiam.
Tomasz Gduła

Sylwetka

Gen. bryg. Sławomir Petelicki (ur. 1946) jest specjalistą od bezpieczeństwa publicznego, twórcą i dwukrotnym dowódcą Jednostki Wojskowej GROM. W latach 1969–1990 pracował w wywiadzie PRL, z czego 10 lat spędził za granicą. W 1990 roku tworzył i do grudnia 1995 dowodził GROM-em, ponownie sprawując tę funkcję w latach 1996 – 1999. Obecnie szefuje Fundacji Byłych Żołnierzy Jednostek Specjalnych GROM. Jest honorowym członkiem 5. i 10. Special Forces Group (Grupy Sił Specjalnych Armii Stanów Zjednoczonych, tzw. zielonych beretów). Przez ostatnich osiem lat był doradcą strategicznym międzynarodowej korporacji Ernst & Young, odpowiedzialnym za zarządzanie ryzykiem. Odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Zasługi za Dzielność i Legią Zasługi USA (Legion of Merit).

Admin uważa, iż powodem niemal zupełnego rozpadu Wojska Polskiego jest nie tyle „betonowość” decydentów, ile ich agenturalność. Dla admina nie ulega wątpliwości, iż min. Klich jest agentem niemieckim, któremu z oczywistych powodów nie zależy na wzmocnieniu polskiej obronności, ale na jej zniszczeniu, o czym świadczą jedno po drugim jego poczynania, które można określić tylko jednym słowem: sabotaż.

Posted in Polityka | 24 Komentarze »

List otwarty generała Sławomira Petelickiego do premiera Donalda Tuska

Posted by Marucha w dniu 2010-07-19 (Poniedziałek)

Panie Premierze! W wyniku karygodnych zaniedbań, niekompetencji i arogancji staliśmy się jedynym na świecie krajem, który w jednym momencie stracił całe dowództwo wojska, ze zwierzchnikiem sił zbrojnych prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej na czele. Apeluję do Pana o podjęcie radykalnych kroków mających na celu ratowanie polskich sił zbrojnych i systemu antykryzysowego państwa – pisze gen. Sławomir Petelicki w liście otwartym do premiera Donalda Tuska.

W trybie pilnym należy:

1. Rozwiązać wojskową prokuraturę i powierzyć prowadzone przez nią sprawy prokuraturze cywilnej. Będzie to zgodne z wcześniejszymi wnioskami Prawa i Sprawiedliwości popartymi przez Platformę Obywatelską, których orędownikami byli między innymi świętej pamięci Poseł Zbigniew Wassermann i generał Franciszek Gągor.

2. Ustanowić pełnomocnika rządu ds. ratowania naszych sił zbrojnych i powołać na to stanowisko generała dywizji Waldemara Skrzypczaka (byłego dowódcę wojsk lądowych, który miał odwagę głośno mówić o zaniedbaniach w MON) cieszącego się ogromnym autorytetem w Wojsku Polskim.

3. Odwołać ministra obrony narodowej i do czasu wybrania prezydenta powierzyć kierowanie resortem przewodniczącemu Komisji Obrony Narodowej Senatu Maciejowi Grubskiemu z Platformy Obywatelskiej, który – broniąc żołnierzy z Nangar Khel – wykazał się zaangażowaniem i dobrą znajomością problematyki wojskowej. Ministerstwem Obrony może skutecznie kierować tylko osoba niezwiązana z panującymi tam od lat betonowymi układami.

4. Przywrócić na stanowisko szefa Rządowego Centrum Antykryzysowego doktora Przemysława Gułę.

Ponad rok temu w obecności byłego wiceprezesa Narodowego Banku Polskiego profesora Krzysztofa Rybińskiego przekazałem ministrowi Michałowi Boniemu notatkę na temat karygodnych zaniedbań w Ministerstwie Obrony Narodowej. Zdecydowałem się na to, gdyż Bogdan Klich wysłuchiwał moich rad popartych ekspertyzami specjalistów polskich i amerykańskich, a następnie postępował wbrew logice!

Wszyscy Polacy widzieli tragiczną katastrofę wojskowego samolotu CASA C-295M, w której zginęło dwudziestu znakomitych lotników. Tłumaczyłem ministrowi Klichowi, dlaczego tak się stało, prezentując mu procedury NATO. Minister zapewniał, że wyciągnie z tego wnioski. Nie wyciągnął! Nastąpiła katastrofa wojskowego samolotu Bryza, w której zginęła cała załoga. Była jeszcze katastrofa wojskowego śmigłowca Mi-24. Pytałem publicznie Bogdana Klicha, ilu jeszcze dzielnych żołnierzy musi zginąć, żeby zaczął konieczne reformy w wojsku?

W sierpniu 2009 r. bohaterską śmiercią zginął kapitan Daniel Ambroziński, którego patrol w Afganistanie talibowie ostrzeliwali przez sześć godzin, a nasze lotnictwo nie mogło tam dolecieć, bo miało za słabe silniki (Mi-24). Co więcej, jak już doleciało – było nieuzbrojone (Mi-17). Minister Klich zapewniał wtedy publicznie, że w trybie nadzwyczajnym dostarczy do Afganistanu odpowiedni sprzęt. Nie zrealizował tych obietnic, za to wodował uroczyście kadłub korwety gawron (który kosztował ponad 1,1 mld zł), komunikując zdumionym uczestnikom uroczystości, że na tym kończy się program budowy tak potrzebnego marynarce wojennej okrętu, gdyż nie ma środków na jego dokończenie.

W ubiegłym roku Bogdan Klich mówił, że robi coś, co nikomu dotąd się nie udało – leasinguje od LOT nowoczesne samoloty dla VIP-ów w miejsce awaryjnego sprzętu z poprzedniej epoki. Teraz twierdzi, że to się nie udało, bo przeszkadzali posłowie. Gdy Bogdan Klich leciał dwukrotnie do Afganistanu, w niepotrzebną PR-owską podróż, wyleasingował dla siebie boeinga rumuńskich linii lotniczych za 150 tys. zł. Dodać należy, że za boeingiem leciał wojskowy samolot CASA, który dla ministra Klicha był za mało wygodny. Dlaczego minister obrony narodowej nie zdecydował się na leasing nowoczesnego samolotu dla tak ważnej delegacji państwowej, do składu której zatwierdził podsekretarza stanu w MON, szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i dowódców wszystkich rodzajów wojsk. Jak można było umieścić kluczowe dla bezpieczeństwa państwa osoby w jednym samolocie z poprzedniej epoki i wysłać ten samolot w czasie mgły na polowe lotnisko bez wyznaczenia z góry zapasowego wariantu lądowania i scenariusza pozwalającego na przesunięcie terminu uroczystości.

Tłumaczyłem Bogdanowi Klichowi kilkakrotnie, co to jest nowoczesne zarządzanie ryzykiem, którego od 1990 r. uczyli nas Amerykanie. Przekonywałem, że nowoczesne samoloty pasażerskie są niezbędne nie tylko do przewozu VIP-ów, ale dla ratowania obywateli polskich, gdy znajdą się na zagrożonych terenach. Teraz szef MON twierdzi, że nie było pieniędzy na te samoloty, a jednocześnie wydawał dużo więcej na sprzęt, który okazał się nieprzydatny, że wspomnę tylko bezzałogowe orbitery za 110 mln dol.

W maju 2009 r. Sejm RP powołał podkomisję do zbadania zaniedbań w lotnictwie wojskowym RP. Jej ekspert – znakomity pilot major Arkadiusz Szczęsny – napisał: „Świadome narażanie przez MON naszych żołnierzy na niebezpieczeństwo utraty życia jest niedopuszczalnym łamaniem prawa”!
Gdy major Szczęsny poprosił podkomisję o przekazanie sprawy prokuraturze, został odwołany z funkcji eksperta. Jeden z najdzielniejszych komandosów GROM ranny w walce z terrorystami i odznaczony Krzyżem Zasługi za Dzielność, napisał do mnie po katastrofie: „Czymże jest narażenie bezpieczeństwa państwa, jak nie sabotażem. A kto tego nie rozumie, popełnia grzech zdrady!”.

Reakcja szefa MON na tragiczną katastrofę polegająca na chwaleniu się wzorowymi procedurami w wojsku, którymi może on się podzielić z innymi resortami, wywołała zapytania ze strony moich wojskowych kolegów z USA i Wielkiej Brytanii, którzy nie zrozumieli, o co ministrowi chodzi. Mijają się z prawdą zapewnienia, że w wojsku jest wszystko w porządku, bo zastępcy płynnie przejęli dowodzenie. Podobnie jest w Centrum Antykryzysowym Rządu. W nawale obowiązków mógł Pan nie zauważyć, że po odwołaniu doktora Przemysława Guły ze stanowiska szefa Rządowego Centrum Antykryzysowego na znak protestu odeszło dziesięciu najlepszych specjalistów od zarządzania państwem w sytuacjach nadzwyczajnych.

Jestem Panu bardzo wdzięczny, za uratowanie GROM, który przez trzy miesiące pozostawał bez dowódcy i miał być wdeptany w ziemię przez MON-owski beton. Proszę, aby postąpił Pan podobnie w obecnej tragicznej sytuacji lotnictwa wojskowego, marynarki wojennej i wojsk lądowych. Sugerowane na początku listu rozwiązania inicjujące niezbędne reformy konsultowałem z wybitnymi polskimi i amerykańskimi specjalistami od zarządzania ryzykiem i ochrony infrastruktury krytycznej państwa.

Jestem naszą tragedią tak przybity, że mimo licznych zaproszeń nie będę na razie występował w mediach. Życzę, żeby nie zmarnował Pan Premier szansy zbudowania na wzór GROM nowoczesnego polskiego wojska i systemu antykryzysowego naszego kraju.

Generał Sławomir Petelicki

Posted in Polityka | 16 Komentarzy »

Kazanie ks. Jenkinsa na 8 Niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego, 18.07.2010

Posted by Marucha w dniu 2010-07-19 (Poniedziałek)

„Czyńcie sobie przyjaciół z mamony niesprawiedliwości, aby, gdy ustaniecie, przyjęli was do wiecznych przybytków”.

Drodzy Wierni,

Jak bardzo jesteście błogosławieni. Spójrzcie na wszystkie błogosławieństwa, jakimi Bóg was obdarzył.

Dobry Bóg dał wam życie. Narodziliście się na ten świat, nie musząc nawet o to prosić. I nadal obdarza was życiem, pomimo wszystkich waszych grzechów. Dał nam owoce ziemi, byśmy mogli znaleźć pożywienie. Dał nam słońce, by nas ogrzewało, by dawało nam światło. Dał wam piękny kraj. Dał wam rodzinę i przyjaciół. Wszystkie bogactwa Boga Stwórcy rozkwitły właśnie dla was.

A otrzymaliście nie tylko błogosławieństwa tej ziemi, nie tylko to życie doczesne, ale również dar łaski nadprzyrodzonej. Łaska nadprzyrodzona, życie samego Boga. Bóg oddał się wam całkowicie, kiedy otrzymaliście łaskę uświęcającą.

Wspaniałość Boga. Hojność Boga. Któż potrafi ją opisać słowami? Kto może zawrzeć w słowach wielkość Boga? Jego chwała przekracza wszelkie nasze wyobrażenie, a w Jego dobroć nie sposób wątpić. Możemy wątpić w mądrość Bożą, ale nigdy w Jego dobroć. Wszelkie dobro, jakie nam Bóg wyświadczył, jest wystarczającym dowodem na to, że nas kocha.

A jednak – co uczyniliśmy z tym wszystkim, czym Bóg nas obdarzył? Nie byliśmy pilnymi strażnikami tych skarbów. Używaliśmy tych rzeczy do złych celów. Zdradziliśmy nawet naszego największego dobroczyńcę. Posłużyliśmy się rzeczami, które On sam nam dał, aby Go zdradzić. I zostaniemy wezwani przed naszego Pana, by zdać rachunek z tego, czym nas obdarował. A będzie On zazdrosny o swoją chwałę. Będzie oczekiwał wdzięczności. Będzie oczekiwał, że dobrze wykorzystaliście rzeczy, które wam dał.

A przecież nie ma wśród nas nikogo, kto nie obraziłby tego Wielkiego Dobroczyńcy. Nie ma wśród nas nikogo, kto by nie zgrzeszył.

I Bóg usunie nas z naszego włodarstwa.

Drodzy przyjaciele, człowiek, o którym mówi dzisiejsza Ewangelia, nie jest jakąś wymyśloną, fikcyjną postacią. To wy. To my. To my jesteśmy włodarzami z tej Ewangelii. To my zmarnowaliśmy dobra, powierzone nam przez naszego Pana.

Co więc mamy czynić?

Kopać nie możemy. To nie my jesteśmy źródłem wszystkich tych dóbr. Nie możemy obdarzyć siebie czymś, czego nie posiadamy. Jedynie Bóg może obdarzyć nas łaską. Nie możemy wysłużyć sobie stanu łaski – jest ona czymś udzielanym nam przez Boga. Nie możemy oczekiwać stanu łaski, jako zapłaty czy nagrody za to, że jesteśmy uprzejmi. Nie. Porządek nadprzyrodzony całkowicie przekracza porządek natury. Możemy czynić wiele dobra w porządku naturalnym, nie jesteśmy jednak w stanie zdobyć dóbr nadprzyrodzonych.

I jesteśmy pyszni. Nawet nie prosimy o pomoc. Wstydzimy się błagać. Wstydzimy się tak, że nie prosimy nawet o pomoc jedni drugich.

Co więc uczynimy?

Drodzy przyjaciele, weźcie skrypt długu, jaki wasz bliźni zaciągnął u was i przedrzyjcie go na pół. Podrzyjcie kwit niesprawiedliwości, jaką wam ktoś wyrządził. Wybaczcie wszystkie grzechy, jakie wyrządzili wam wasi bliźni. Znoście cierpliwie wszystkie cierpienia zadawane wam przez innych. Nie szukajcie zemsty, ale miłosierdzia. Gdyż jeśli będziecie miłosierni wobec innych, również wy dostąpicie miłosierdzia.

Pan Jezus chwali niesprawiedliwego włodarza. Był on niesprawiedliwy, ponieważ nie szukał ścisłej sprawiedliwości, ale łagodził ją miłosierdziem. To prawda, macie wszelkie prawo żądać różnych rzeczy od tych, którzy was obrazili. Bylibyście wówczas sprawiedliwi, ale nie miłosierni. Macie prawo do tych stu baryłek oliwy, jak to czytamy w Ewangelii, stracicie jednak nawet to, co posiadacie, jeśli nie będziecie miłosierni dla innych. Jeśli będziecie szukali jedynie sprawiedliwości, będziecie osądzeni tą samą miarą.

A nikt z nas nie jest sprawiedliwy przed Bogiem. Nikt oprócz tych, którzy byli miłosierni wobec innych, oni będą zbawieni. Nie byliśmy wierni nawet małym dobrodziejstwom otrzymanym od Boga, a co dopiero Jego łasce, która ma wartość nieskończoną. Jak możemy więc żądać od naszego bliźniego czegoś, czego nie jesteśmy w stanie uczynić sami?

Drodzy wierni, synowie tego świata roztropniejsi są w rodzaju swoim niż synowie światłości. Nawet najgorsi ludzie wiedzą, że przyjaciół nie zdobywa się osądzając ludzi, ale pomagając im.

Chciwość jest korzeniem wszelkiego zła, mówi Pismo święte. To umiłowanie bogactwa i zaszczytów sprawia, że jesteśmy niewierni dobrodziejstwom otrzymanym od Boga. Wydaje się nam, że owe dary Boże należą wyłącznie do nas, że to my jesteśmy w jakiś sposób ich źródłem. I ta iluzja prowadzi nas do wzgardy wobec prawdziwego źródła wszystkiego, którym jest Bóg.

A więc czyńcie sobie przyjaciół z mamony niesprawiedliwości. Tłumacząc słowa Pana Jezusa w najprostszy sposób: dawajcie jałmużnę, kochajcie ubóstwo. Bądźcie miłosierni dla ubogich. Modlitwa ubogich ma wielką moc, a przecież bardzo tej modlitwy potrzebujemy.

I prośmy o miłosierdzie, gdyż w owym dniu wszyscy będziemy go potrzebować. Niech Matka Najświętsza wspomaga nas, by kiedyś mogła przyjąć nas do wiecznych przybytków. Amen.

Posted in Kościół/religia | 15 Komentarzy »

„Mały Katyń” olany przez Prezydenta Komorowskiego

Posted by Marucha w dniu 2010-07-19 (Poniedziałek)

Prezydent elekt Bronisław Komorowski nie wziął udziału w uroczystościach poświęconych 65. rocznicy obławy augustowskiej, zwanej „małym Katyniem”. Patronat nad imprezą roztoczył jeszcze Lech Kaczyński.

Tysiące osób wzięły udział w sobotnio-niedzielnych uroczystościach 65. rocznicy obławy augustowskiej przeprowadzonej w lipcu 1945 roku przez Armię Czerwoną, NKWD i UB. Na skutek sowieckiej akcji zginęło około 600 osób związanych z Armią Krajową. Śledztwo prowadzone przez białostocki oddział IPN utknęło w miejscu. Powód? Rosyjska prokuratura odmawia przekazania dokumentów. [I bez dokumentów wiemy, kto był w NKWD i UB i kto tam grał pierwsze skrzypce – admin]

Tegoroczne uroczystości rozpoczęły się w sobotę promocją wydawnictw okolicznościowych IPN w Augustowie. Było to również spotkanie z ich autorami. Natomiast od godziny 21.00 tego dnia trwało nocne czuwanie harcerzy przy symbolicznym grobie ofiar obławy w Gibach. Druhowie i druhny z terenu całego województwa podlaskiego rozświetlili wzgórze pamięci kilkuset zniczami, trwały modlitwy, później harcerskie śpiewy. Z młodymi czuwał biskup ełcki Jerzy Mazur. Główne uroczystości odbywały się wczoraj w Gibach. Ich kulminacją była Eucharystia odprawiona pod przewodnictwem ks. Jerzego Mazura. Homilię wygłosił biskup pomocniczy diecezji ełckiej Romuald Kamiński. Opowiadał m.in. o pojmaniu podczas sowieckiej akcji swojego wujka. Ksiądz biskup zna to wydarzenie z autopsji, miał wówczas kilkanaście lat, mieszkał w Sztabinie, który obława objęła swoim zasięgiem. Ksiądz biskup apelował do Rosji, aby nie zamykała swoich archiwów przed IPN, który prowadzi śledztwo w sprawie obławy.

Udział w uroczystościach zapowiadał organizatorom prezydent elekt Bronisław Komorowski. Nie przyjechał.

Akta sprawy obławy augustowskiej, składające się głównie z dokumentów zebranych przez członków Obywatelskiego Komitetu Poszukiwań Mieszkańców Suwalszczyzny Zaginionych w Lipcu 1945 roku, trafiły do Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku 16 października 2001 roku. Wcześniej, na wniosek wspomnianego Komitetu, prowadziła je Prokuratura Wojewódzka w Suwałkach. Pomimo podjętych przez IPN działań nadal nie ustalono losów ofiar ani sprawców ich domniemanej śmierci, ani miejsca ich pochówku. Możliwości działań prokuratora na terenie kraju zostały już niemal wyczerpane.

– Z naszej strony zrobiliśmy już prawie wszystko, co dało się zrobić. Na pewno jest to zbrodnia wojenna i zbrodnia przeciwko ludzkości. Do tej pory ustaliliśmy m.in., jakie jednostki rosyjskie i polskie przeprowadzały obławę. Przesłuchaliśmy około 600 świadków. Jednak bez zgody państwa rosyjskiego na otwarcie swoich archiwów na pewno nie uda nam się wyjaśnić, gdzie znajdują się szczątki osób aresztowanych, a później najpewniej zamordowanych podczas obławy – powiedział nam prokurator Zbigniew Kulikowski, naczelnik pionu śledczego IPN w Białymstoku.

Rosjanie o „antyradziecko nastawionej AK”

W informacji dotyczącej obecnego stanu śledztwa prowadzonego przez IPN czytamy, iż wobec braku dalszych materiałów źródłowych w Polsce jedynie pozyskanie danych z archiwów rosyjskich może bezspornie wyjaśnić okoliczności śmierci osób zaginionych podczas obławy, a także wskazać rozkazodawców i wykonawców ich zabójstw. „Jednakże aby tak się stało, niezbędne jest podjęcie w tej kwestii decyzji politycznych na najwyższych szczeblach władzy Polski i Rosji” – pisze prokurator prowadzący śledztwo. W sprawie obławy już czterokrotnie zwracano się o pomoc prawną do Rosji. Po raz pierwszy prawie 16 lat temu – 6 grudnia 1995 roku. Później 24 lipca 2003 roku, 10 marca 2006 roku i ostatnio w lipcu 2009 roku. W odpowiedzi na pierwsze pismo, przesłanej przez Główną Prokuraturę Wojskową Federacji Rosyjskiej do Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Moskwie, potwierdzono aresztowanie podczas obławy przez organy „Smiersz” 3. Frontu Białoruskiego grupy 592 osób, które – jak czytamy – wspierały „antyradziecko nastawioną Armię Krajową”. W piśmie napisano, że stronie rosyjskiej dalszy los aresztowanych jest nieznany. W kolejnych odpowiedziach rosyjska prokuratura usztywniła swoje stanowisko, twierdząc, iż nie dysponuje żadnymi materiałami związanymi z losami osób zaginionych podczas obławy i do tej pory nie udostępniła żadnych żądanych w odezwach prawnych dokumentów.

Co kryją grodzieńskie forty

W czerwcu prokuratura z białostockiego IPN wysłała, podobny jak do Rosji, wniosek do Republiki Białorusi. Prokuratura IPN ma bowiem poważne podstawy, aby uznać, iż szczątki ofiar obławy spoczywają na terytorium tego państwa.

– W ustalonej przez nas bardzo prawdopodobnej wersji śledczej możliwe jest, że prawie 600 osób zatrzymanych podczas obławy wywieziono w okolice Grodna i tam, na terenie fortów grodzieńskich, zabito i pochowano. Wiemy to z przesłuchań żołnierzy, którzy prowadzili te prawie 600 osób do Grodna – mówi prokurator Zbigniew Kulikowski. We wniosku tym jednak, jak udało się nam ustalić, nie prosi się władz Białorusi o zezwolenie na przeprowadzenie prac poszukiwawczych na terenie grodzieńskich fortów, a o przekazanie szczegółowych informacji na temat każdego z zaginionych w obławie. Prokurator prowadząca śledztwo ustaliła bowiem ostatnio, iż ofiar obławy było najpewniej więcej niż podawana przez Rosjan liczba 592.
Czy nie należałoby jednak zwrócić się z wnioskiem do Białorusi o to, aby pozwoliła sprawdzić zeznania świadków, które wskazują, iż ofiary obławy zostały pochowane na terenie grodzieńskich fortów?

Udało się nam dotrzeć do dwóch osób, oprócz tych przesłuchanych przez IPN, które wskazują, że to miejsce spoczynku ofiar. Jedna z nich mieszkała wówczas w Sopoćkiniach, blisko fortów. W rozmowie z nami mówiła, że w lipcu 1945 roku po nocach na teren fortów wjeżdżano ciężarówkami. Było to prowadzone w ścisłej tajemnicy. Nikt z miejscowej ludności nie został do tej akcji dopuszczony. Być może grodzieńskie forty to coś więcej niż jedna z hipotez?

Nadziei na to, iż Rosja w końcu zdecyduje się pomóc w ukazaniu prawdy na temat losów osób zamordowanych podczas obławy, nie traci wciąż ks. Stanisław Wysocki, prezes Związku Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej 1945 Roku. Sprawa ujawnienia miejsca, w którym spoczywają kości ofiar „małego Katynia” – jak przyjęło się określać obławę, jest dla niego szczególnie ważna.

– Mam nadzieję, że teraz dowiemy się od Rosji, gdzie są ciała ofiar tej zbrodniczej sowieckiej akcji, wskutek której zginął m.in. mój ojciec i dwie siostry – powiedział nam kapłan, który od wielu dziesiątek lat czeka na dzień, w którym będzie mógł z należną czcią pochować szczątki swoich najbliższych. – Wysłaliśmy pismo do najwyższych władz Rosji, aby przestały milczeć i pomogły nam w odlezieniu grobów naszych bliskich – mówi kapłan.

Sowieci szli ławą

Największą akcją przeciwko żołnierzom podziemia niepodległościowego i tym, którzy ich wspierali, w rejonie północno-wschodniej Polski była przeprowadzona w lipcu 1945 roku obława zwana lipcową – od miesiąca, lub augustowską – od miejsca (rejon Puszczy Augustowskiej). Akcja ta zrealizowana została głównie przy użyciu sił sowieckich – oddziałów NKWD oraz Smiersz – 3. Frontu Białoruskiego. Funkcjonariusze UB, MO oraz miejscowi konfidenci odegrali w niej niechlubną rolę, wskazując osoby do aresztowania i pełniąc rolę przewodników, tłumaczy oraz asystentów podczas brutalnych przesłuchań. Byli wśród nich znani oprawcy z augustowskiego UB, tacy jak (nieżyjący już) Jan Szostak i Mirosław Milewski, późniejszy minister spraw wewnętrznych PRL i członek Biura Politycznego PZPR. Siły komunistyczne biorące udział w obławie liczyły w sumie kilkanaście tysięcy osób. Metody i okoliczności aresztowań dokonywanych podczas tej dużej operacji były różne. Żołnierzy AK oraz osoby im sprzyjające w miastach zatrzymywano przeważnie wieczorem lub w nocy. Mieszkańców wsi wywlekano z domów, zabierano z drogi czy z pola.

– Szli ławą, jeden od drugiego 5 metrów. Przez łąki, pola. Zabrano mnie prosto z pola. Mnie i wielu innych zatrzymanych zamknęli w stodole. Potem długo sprawdzano, kto z zatrzymanych jest na listach sporządzonych przez konfidentów, a kto nie. Niektórych trzymali i tydzień. Mnie na liście nie było, więc puścili do domu, ale mego wujka, który był gajowym, zabrali i przepadł – opowiada nam Jan Miszkiel.

Wielu żołnierzy AK wzięto do niewoli podczas potyczek i bitew, do których doszło podczas obławy. Podczas bitew zginęło wielu akowców – to też ofiary obławy, których się nie liczy. Udokumentowane jest, że około 100 żołnierzom podziemia udało się uniknąć obławy. Zatrzymani zostali uwięzieni w różnych miejscowościach i poddani okrutnemu śledztwu. Spośród 1900-2000 aresztowanych wybrano, z wcześniej sporządzonej przy pomocy konfidentów listy, około 600 osób. Były wśród nich kobiety w ciąży i 15-16-letni chłopcy. Osoby te, według informacji świadków, zostały umieszczone na samochodach ciężarowych i wywiezione w stronę wschodniej granicy. Od tego momentu wszelki ślad po nich zaginął. Dziś jest już pewne, że zostały one zamordowane na mocy dyrektyw władz sowieckich. W każdą rocznicę zbrodni na wzgórzu w Gibach, gdzie stoi pomnik ofiar obławy, organizowane są oficjalne uroczystości. Biorą w nich udział setki osób – które nie chcą zapomnieć.

Adam Białous, Augustów – Giby (za Naszym Dziennikiem)

Bez sprawdzania dokumentów źródłowych wiemy, jaka nacja, zasłużona dla CzeKa, NKWD i UB/SB, odpowiada za „Mały Katyń”. Są to tzw. „Rosjanie”, rodacy Lenina, Jagody, Berii, Trockiego-Bronsteina itp. – admin

Posted in Historia | 1 Comment »

Paralizatory

Posted by Marucha w dniu 2010-07-19 (Poniedziałek)

„Odbierz ludziom pierwotny sens słów, a otrzymasz właśnie ten stopień paraliżu psychicznego, którego dziś jesteśmy świadkami. To jest w swej prostocie tak genialne, jak to zrobił Pan Bóg, gdy chciał sparaliżować akcję zbuntowanych ludzi, budujących wieżę Babel: pomieszał im języki” – napisał przed laty Józef Mackiewicz. I dodał: „Słowa mają w komunizmie znaczenie odwrotne albo nie mają żadnego”.

Łatwo zapominamy, że powrót do mechanizmów życia publicznego istniejących w czasach PRL-u, oznacza przede wszystkim wykorzystanie słów, jako podstawowego narzędzia nadzoru nad społeczeństwem i najbardziej funkcjonalnego paralizatora.

Komuniści mieli swoje słowa – klucze, pozwalające na zafałszowanie rzeczywistości i narzucenie Polakom semantycznego kłamstwa. „Działalność antysocjalistyczna”, „ekstremizm”, „wrogowie ludu”, „podważanie zasad ustrojowych”, „seanse nienawiści”, „trwałość sojuszy” – należały do określeń, za pomocą których zwalczano każdy objaw nieposłuszeństwa i przejawy wolnej myśli. Używano ich nie tylko w oficjalnej propagandzie, ale również jako norm prawa, definiując przy pomocy wielu tego typu określeń zagrożenia dla partyjnego monopolu. W komunistycznej strategii fałszowania rzeczywistości stosowane były powszechnie, jako kwantyfikatory postaw niewygodnych dla reżimu i etykiety definiujące „wrogów”.

Z tych samych metod korzystał przez lata układ III RP, oparty przecież na ciągłości personalnej i „ideowej” z okresem komunizmu. Miano prekursora przysługuje Adamowi Michnikowi, którego określenia: „polski szowinizm”, „tępy, zoologiczny antykomunizm” „wrodzony antysemityzm”, „rusofobia” i wiele innych, na trwałe zdominowały myślenie tzw. elit, mocno podzieliły polskie społeczeństwo i posłużyły jako wyznacznik wykluczenia lub przynależności do establishmentu III RP. Prowadziły do trwałego naznaczenia przeciwników „historycznego kompromisu”, służąc również jako podstawowe argumenty w dyskusji publicznej.

Były rodzajem semantycznego terroryzmu, stosowanego w obronie interesów grupy sprawującej władzę.

Istotą fałszu, tkwiącego w tych epitetach był fakt, że zachowania moralnie dobre (sprzeciw wobec komunizmu, mówienie prawdy, patriotyzm, pragnienie wolności) przedstawiano w nich jako rzeczy negatywne, nadając im tym samym znaczenie sprzeczne z elementarnymi normami etycznymi. To, co w każdej normalnej i zdrowej społeczności byłoby wyznacznikiem pożądanych, obywatelskich postaw i stanowiło zasadę budowania dobrego państwa – w III RP zostało sprowadzone do moralnego absurdu, stając się synonimem zagrożenia lub kompromitacji.

Dziwię się zatem, że tak wielu z nas nie chce dziś zrozumieć, że cały przekaz medialny związany z tragedią smoleńską, liczne publikacje dziennikarskie i wypowiedzi polityków z grupy rządzącej korzystają z tych samych mechanizmów fałszerstw, jakimi posługiwali się komuniści i ich sukcesorzy. Medialna histeria po wypowiedziach Jarosława Kaczyńskiego, rozpętana według wszelkich reguł nagonki z lat PRL-u powinna nam uświadomić, że ten prostacki schemat „słów – paralizatorów” jest również dziś wykorzystany w obronie interesów grupy, która na narodowej tragedii chce umocnić i zbudować swoją pozycję. Za tą histerią kryje się intelektualne i moralne niedołęstwo ludzi, którzy liczą, że społeczeństwo uwierzy im tylko dlatego, że najgłośniej krzyczą.

Nie ma dnia, byśmy nie słyszeli zgodnego chóru mędrków oceniających Jarosława Kaczyńskiego i jego partię. Dywaguje się o „błędnej, twardej retoryce”, „powrocie do wojny politycznej”, „fałszywej przemianie”, „zgubnych emocjach”, „pobudzaniu pierwotnych instynktów polskich” itp. Począwszy od towarzyszy Kwaśniewskiego i Oleksego, poprzez polityków Platformy, po dziennikarskich wyrobników i tzw. publicystów, rozbrzmiewa głos ludzi zatroskanych o przyszłość Polski i dobro ugrupowania opozycyjnego.

Zaatakowane tym jazgotem społeczeństwo ma nabrać przekonania, że samo mówienie o tragedii smoleńskiej jest przejawem politycznego szkodnictwa i awanturnictwa, a domaganie się od grupy rządzącej wyjaśnienia przyczyn tego zdarzenia, urasta do miana działalności sprzecznej z polskim interesem, godzącym w sojusze i idee pojednania.

Nikt oczywiście nie zapyta propagandowych mędrków: dlaczego stwierdzenie „zachowanie polskiego rządu w sprawie katastrofy smoleńskiej jest w najwyższym stopniu dziwne” – świadczy o „złych emocjach”, na jakiej zasadzie wezwanie, by Bronisław K. nie przenosił krzyża spod Pałacu Prezydenckiego, ma prowadzić do wywołania “totalnej wojny”, dlaczego ocena zachowań grupy rządzącej po tragedii smoleńskiej ma kojarzyć się z „erupcją niebywałej frustracji i nienawiści polityka, który przegrał wybory”?

Nit nie pyta – dlaczego słowa Kaczyńskiego – „”Jeśli Komorowski usunie krzyż, pokaże kim jest” mają nieść więcej złych treści od słów Donalda Tuska z 31 stycznia 2010 roku: „Wolałbym, żeby Kaczyński już nie był prezydentem, bo mi to przeszkadza w rządzeniu“, czy deklaracji Bronisława K. „Póki jest ten prezydent, nie da się dobrze rządzić”? Czy znajdzie się kazuista gotów wyjaśnić: dlaczego wola wyjaśnienia największej tragedii w najnowszej historii Polski ma prowadzić do „wojny”, czemu ma być „błędną strategią” i „eskalować konflikty”? Jaka norma etyczna pozwala uznać, że domaganie się prawdy stwarza zagrożenia dla państwa lub jest przejawem „politycznych obsesji”?

Pytania można mnożyć, bez nadziei na uzyskanie choćby jednej, racjonalnej odpowiedzi.

Bo też nikt takich odpowiedzi nie oczekuje; ani od Bronisława K., z premedytacją wzniecającego spór wokół krzyża, ani od członków tej ekipy – oddających sprawę śmierci polskich obywateli w ręce reżimu wsławionego ludobójstwem i mordami politycznymi. Ci sami moraliści, którzy z takim zapałem tropią wypowiedzi Kaczyńskiego, nie mają cienia odwagi, by ocenić słowa chamów z Platformy, napiętnować aferzystów lub dostrzec prawdę o postaci prezydenta – elekta. Ośmieleni dyspozycją rządzących, ukryci w stadzie gęgaczy, rezonują te same brednie, według normy – „słów – paralizatorów”.

Ten ciasny, ograniczony sposób erystyki, tuszujący nienawiść do wszelkiej odmienności myślenia i różnicy poglądów, cechuje umysłowość tzw. elit III RP.

Każde z fałszywych określeń, jakie uknuto wobec intencji Jarosława Kaczyńskiego ma skutecznie sparaliżować ludzi domagających się wyjaśnienia przyczyn katastrofy i uciszyć głosy opozycji. Bez najmniejszych trudności wmówiono Polakom, jakoby prawda o śmierci naszych rodaków miała być groźna dla spokoju społecznego, zagrażać „debacie publicznej”, nieść zło i konflikty. Uprawnioną i konieczną w każdej demokracji krytykę rządzących, sprowadzono do „złych emocji”, „gry tragedią” lub przekraczania „cienkiej, czerwonej linii”. To, co w każdym państwie należy do zakresu niezbywalnych praw obywateli, nazwano „politycznym awanturnictwem” i okrzyknięto zagrożeniem dla spokoju społecznego. Szczególnie groźnie brzmią słowa „przyjaciół” Jarosława Kaczyńskiego, nie szczędzących mu dobrych rad i krytyki za „błędną strategię”. Dobrze, jeśli świadczą tylko o głupocie – gorzej, gdy za tą retoryką kryje się zamiar manipulacji i wykorzystania „prawicowych autorytetów”.

Ten sam semantyczny terroryzm, z którego komuniści uczynili narządzie swojej władzy, jest dziś użyty przeciwko słusznym dążeniom wielu milionów Polaków. Ma ich zastraszyć, podzielić i sklasyfikować, a gdy przyjdzie pora – posłużyć jako „norma prawna” w rozpętaniu represji i prześladowań. Tylko krok dzieli histerię medialnych kunktatorów, demagogicznie piętnujących każde dążenie do prawdy, od działań państwowych inkwizytorów, czyniących z kłamstwa smoleńskiego nadrzędną „rację stanu”.

Co zatem pozostaje? Jak obronić się przed neokomunistycznym terroryzmem, odwracającym podstawowe znaczenia słów i normy etyczne, gwałcącym nasze prawa i obowiązki?

Ulec mu nie wolno, bo sprowadzi nas do poziomu zakładników kilku pojęć – cepów – przyjętych jako dobrowolne ograniczenie dla słusznych dążeń i postulatów. Dyskutować z nim nie można, bo nie posiada żadnego potencjału racjonalności i operuje błędnymi schematami, sprowadzonymi do słów – wytrychów. Tłumaczyć się przed nim nie trzeba, bo nie ma przymusu wyjaśniania rzeczy oczywistych, wobec ludzi głuchych na prawdę, a jedynym skutkiem tłumaczeń będzie „pułapka winy” zastawiona przez wytrawnych manipulantów. Wreszcie – bać się nie można, ponieważ to właśnie lęk ma być głównym i obezwładniającym następstwem stosowania tej formy terroryzmu.

Aleksander Ścios, http://www.bibula.com/?p=24551

Posted in Różne | 15 Komentarzy »

Pogrzeb ks. prałata Henryka Jankowskiego

Posted by Marucha w dniu 2010-07-19 (Poniedziałek)

Ksiądz Henryk Jankowski był i jest ikoną Solidarności – mówił abp Sławoj Leszek Głódź w czasie pogrzebu byłego proboszcza gdańskiej parafii św. Brygidy – informuje PAP. “Żegnaj rycerzu Rzeczpospolitej” – mówił podczas homilii, wielokrotnie przerywanej oklaskami, gdański hierarcha.

Jak podkreślił abp Głódź, wiadomość o śmierci prałata Jankowskiego obiegła całą Polskę i “poruszyła wiele serc czasami wydawało się wystygłych i niechętnych”. Kapelan Solidarności zmarł w poniedziałek w wieku 74 lat.

Hierarcha podkreślił, że ks. Jankowski rozpoczął służbę kapłańską w “trudnym okresie zniewolenia i ograniczenia praw kościoła i ludzi wierzących przez komunistyczny system”. “Był on jednym z tych młodych kapłanów, dla których tamta sytuacja stanowiła wezwanie i motywowała do zaangażowania się w sprawy społeczne” – podkreślił abp Głódź.

Metropolita gdański mówił, że państwo polskie nie doceniło właściwie ks. Jankowskiego. “Liczono twoje odznaczenia, które otrzymałeś z różnych stron świata, a jakże niewiele – prawie nic od ojczyzny” – zaznaczył.

Abp Głódź powiedział, że ks. Jankowski stał się w ostatnich latach “negatywnym bohaterem mediów” oraz “obiektem ataków, pomówień, oskarżeń”. “Nie stanęli w jego obronie ci, którzy go dobrze znali, z którymi szedł przez najtrudniejszy czas (…) Rozpoczęło się licytowanie słów wypowiedzianych podczas kazań przez księdza prałata, wyrwanych z kontekstu zdań, ich interpretacje” – mówił.

Zdaniem Głódzia prałata dotknęło “doświadczenie Hioba – doświadczenie choroby, samotności, opuszczenia i upokorzenia”.

Przemawiający nad trumną ks. Jankowskiego przewodniczący “S” Janusz Śniadek nazwał zmarłego “legendą Solidarności”. “Żegnamy w tobie niezwykłego kapłana. W czasach bezprawia, podczas nocy stanu wojennego, uczyniłeś z tej świątyni sanktuarium wolności. Tutaj, w św. Brygidzie Polska zawsze była wolna. Niech ten pokłon przed tobą będzie symbolicznym wyrazem wdzięczności dla wszystkich kapłanów, którzy jak ty – jak błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko – prowadzili nas w mrocznych czasach imperium zła drogami prawdy” – mówił.

Europoseł PiS Jacek Kurski – który, jak mówił, przybył na pogrzeb ks. Jankowskiego w imieniu swoim oraz Jarosława Kaczyńskiego – także wspominał działalność kapłana sprzed 1989 roku i to, co zrobił on dla “otwarcia ku nowej Polsce”. “Ale w tej wolnej Polsce ks. Henryk znów nie miał łatwo, znowu był niepoprawny politycznie. Za urojone bardziej niż rzeczywiste winy i przywary, spadł na niego bezmiar poniżenia, inwektyw, przejaskrawień. Księdzu Henrykowi próbowano zadać śmierć cywilną i zakopać żywcem” – powiedział.

“Ale czy gdyby ks. Jankowski był poprawny politycznie, czy byłby tym księdzem, którego tak bardzo kochaliśmy? Czy poprawnie polityczna była msza święta 17 sierpnia 1980 roku? Dzisiaj mamy jeszcze lukrowany obraz 1980 roku, a przecież wszystko wisiało na włosku. 16 sierpnia ludzie zaczęli wychodzić ze stoczni” – mówił Kurski, dodając, że pojawienie się w stoczni ks. Henryka Jankowskiego “przywróciło wiarę w sens strajku”.

“Wydaje mi się, że o ocenie człowieka powinien decydować bilans. Ten bilans w przypadku ks. prałata jest jednoznacznie pozytywny” – mówił Kurski.

Potwierdziły się informacje “Rz”. Kilka minut po rozpoczęciu mszy do kościoła św. Brygidy w Gdańsku przyjechał dyrektor Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk.

W pierwszych ławkach świątyni, do której weszło ok. 1500 osób, zasiedli m.in.: prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, Marian Krzaklewski, Janusz Śniadek, Andrzej Lepper, Katarzyna i Aleksander Hall, Zbigniew Niemczycki.

Plac przed kościołem wypełnił się wiernymi, przygotowano dla nich ławki i telebim, na którym można oglądać przebieg uroczystości. Ciało ks. Jankowskiego spoczęło w bocznej nawie kościoła św. Brygidy, którego był wieloletnim proboszczem.

za: rp.pl

Szkoda, że polskojęzyczna „Rzeczpospolita” nie przypomniała konkretnie, kto urządzał ohydne, parchate nagonki na ks. prałata Jankowskiego: był to Plugawy Jąkała, „Adam Michnik”, któremu swego czasu ks. Jankowski udzielał schronienia.

„Niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy – oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys
i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie”

Posted in Kościół/religia, Różne | 8 Komentarzy »

 
%d blogerów lubi to: