Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Boydar o Prawdziwa Europa szuka azylu w…
    Boydar o Czy tragiczne losy gwiazd świa…
    Boydar o Wolne tematy (48 – …
    Boydar o Wolne tematy (48 – …
    Boydar o Wolne tematy (48 – …
    Gość o Tożsamość Ukrainy
    Andre Chmi. o Czy tragiczne losy gwiazd świa…
    Boydar o Wolne tematy (48 – …
    NC o Tożsamość Ukrainy
    ojojoj o Ławrow: nazywanie NATO sojusze…
    ojojoj o Upały i irracjonalizm z b…
    ojojoj o Prawdziwa Europa szuka azylu w…
    Marcin o Wolne tematy (48 – …
    I*** o Upały i irracjonalizm z b…
    I*** o Upały i irracjonalizm z b…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Czy tak postępuje antysemita?

Posted by Marucha w dniu 2010-07-23 (Piątek)

Zalecenia dla “Małego Dziennika”

Wydawanie dziennika było gorącym pragnieniem św. Maksymiliana. To z jego inicjatywy franciszkanie przygotowali człowieka do tego dzieła. Był nim o. Marian Wójcik, który studia filozoficzno-teologiczne odbył we Fryburgu Szwajcarskim oraz w Louvain, gdzie studiując teologię chodził także na kursy dziennikarskie. Po święceniach kapłańskich, latem 1934 r. przeniesiono go do Niepokalanowa, gdzie zaraz objął redakcję “Rycerza” i “Rycerzyka Niepokalanej”. Jesienią tego samego roku polecono mu przygotować się do wydawania dziennika. Próbny numer “Małego Dziennika” wydał z datą 27 listopada 1934 r. Miał wówczas 26 lat i prawie nie znał polskiego – a szczególnie warszawskiego – środowiska, w którym miał redagować codzienną gazetę. Ten próbny numer wysłał do o. Kolbego, do Japonii, prosząc go, jako inicjatora pomysłu, o ocenę.

Św. Maksymilian odpowiedział tego samego dnia, w którym otrzymał przesyłkę. W swoim liście zamieścił tylko dwie uwagi na temat treści owego próbnego numeru, a jedna z nich była następująca:

O systematycznym wypieraniu żydostwa lepiej dużo nie głosić, a raczej przyczynić się do rozwoju polskich placówek, co prędzej prowadzi do celu.

Ta wypowiedź ukazuje, że choć o. Maksymilian nie miał bezpośredniego wpływu na materiały zawarte w “Małym Dzienniku”, to nie akceptował sposobu, w jaki pisano o Żydach już w próbnym numerze i przestrzegał, że trzeba to robić inaczej.

“Mały Dziennik” zaczął wychodzić 27 maja 1935 r. Pisali w nim przede wszystkim redaktorzy świeccy, znający lepiej niż zakonnicy żywotne problemy szarego człowieka, i redagowali je tak samo, jak robili to dotąd dla innych redakcji. Po zapoznaniu się z treścią kolejnych numerów, o. Maksymilian napisał do o. Mariana Wójcika:

Trzeba wymagać, by redaktorzy współpracownicy rzeczywiście pisali w duchu MI, tj. podbicia świata dla Niepokalanej, zbawiania i uświęcenia dusz przez Niepokalaną, a unikali niepotrzebnych piętnowań ludzi czy partii, czy innych narodów…
Mówiąc o Żydach bardzo bym uważał na to, żeby czasem nie wzbudzić albo nie pogłębić nienawiści do nich w czytelnikach i tak już nastrojonych do nich czasem nawet wrogo. Na ogół więcej bym się starał o rozwój polskiego handlu i przemysłu, niż piętnował Żydów. Oczywiście zdarzą się i wypadki złej woli z ich strony, kiedy to trzeba będzie wystąpić energiczniej, nie zapominając jednak nigdy o tym, że naszym pierwszorzędnym celem jest zawsze nawrócenie i uświęcenie dusz, czyli zdobycie ich dla Niepokalanej, miłość ku wszelkim duszom, nawet Żydów i masonów, i heretyków itp.

Św. Maksymilian zdawał sobie sprawę, że w społeczeństwie polskim spotykało się przejawy wrogości wobec Żydów, ale bardzo mu zależało na tym, aby prasa niepokalanowska nie wzbudzała dalszej niechęci do nich ani jej nie pogłębiała. On swoją uwagę sformułował dlatego, że coś mu się nie podobało w sposobie przedstawienia spraw dotyczących Żydów.

Celem całej działalności Niepokalanowa i samego o. Maksymiliana było “nawrócenie i uświęcenie wszystkich”, a motywem tej działalności była jego miłość do Boga i Niepokalanej, a także miłość do ludzi, których zbawienia bardzo pragnął. Jego troska o “nawrócenie i uświęcenie wszystkich” nie pochodziła z chęci powiększenia liczby członków Kościoła, ale z prawdziwej miłości. On cieszył się, że jest chrześcijaninem, był szczęśliwy, że jest wierzącym, i takim samym szczęściem chciał się szczerze dzielić z innymi. Ta miłość była odruchem jego serca. Cierpiał na wspomnienie ludzi, którzy nie wierzą w Boga, uważał ich za nieszczęśliwych, “biednych”. “Zdobycie świata dla Niepokalanej” w rzeczy samej nie różniło się od drogi “nawrócenia i uświęcenia”. A współpracy w urzeczywistnianiu tego podstawowego celu Rycerstwa Niepokalanej oczekiwał od wszystkich współpracowników, zakonnych i świeckich.

Sprawa nawracania Żydów

Maksymiliana niepokoiło, czy świeccy redaktorzy, których nie znał, zechcą go posłuchać. Dlatego do tego tematu w swoich listach powracał i ze swego zdania nie ustępował. Zastanawiał się, jak podchodzić do podobnych tematów, których nie da się uniknąć; świadczy o tym jego dopisek z 12 grudnia 1935 r. do listu jednego z japońskich misjonarzy, skierowanego do społeczności zakonnej Niepokalanowa:

O sprawie żydowskiej pisze ładnie ks. J. Unszlicht w “Ateneum Kapłańskim” z listopada 1935 r. We wskazanym artykule autor, kapłan pochodzenia żydowskiego, przestrzegał, że nie należy się spodziewać ani powszechnej asymilacji Żydów do narodu polskiego, ani ich masowego nawrócenia na chrześcijaństwo. Do polskości czy katolicyzmu lgną tylko wyjątki. Należy się więc rozsądnie bronić przed ich dominacją, ale unikać antysemityzmu.

Choć nasz Święty tak bardzo pragnął nawracać wszystkich, to doświadczenia misyjne z Japonii zmusiły go do rewizji młodzieńczego zapału, z jakim zabierał się do nawracania również Żydów, o czym przed wyjazdem na misje chętnie opowiadał na łamach “Rycerza”. Odpowiadając na pytania pewnego brata z Niepokalanowa, w 1934 r. pisze z Japonii:

Co do Żydów uważam, że trzeba się zająć też ich nawróceniem, ale roztropnie, i to bardzo roztropnie. Niekoniecznie zaraz na łamach “Rycerza”, albo w ogóle głośno. – Może z czasem “Rycerz” po żargonowemu (w języku jidysz) tę misję spełni.

Nie ma więc wątpliwości, że w 1935 r. św. Maksymilian pragnął, aby prasa wydawana z jego inspiracji nie zaszczepiała ani nie pogłębiała niechęci wobec Żydów. A jak było wcześniej i później? Jaki był w ogóle stosunek św. Maksymiliana do Żydów?

Żydzi i formacja o. Maksymiliana

Św. Maksymilian formował się w środowiskach międzynarodowych. W Pabianicach jego rodzina mieszkała wśród Niemców i Żydów, i współpracowała z nimi. Świadek jego dzieciństwa opowiada, że pewien żydowski handlarz drewnem tylko chłopcom Kolbów i ich gospodarzy pozwalał bawić się wśród stosów drewna stojących na jego placu, co dowodzi, że nie widział w nich żadnej wrogości ani lekceważenia wobec żydowskich sąsiadów.

Jeszcze bardziej międzynarodowe było społeczeństwo Lwowa, gdzie spędził lata dojrzewania od 1908 r. do 1912. A już zupełnie międzynarodowe było środowisko rzymskie, gdzie studiował przez kolejne siedem lat i przygotowywał się do kapłaństwa. Tam po raz pierwszy zetknął się z obrazem Żyda-masona, osoby bardzo wrogiej Kościołowi i papieżowi. Ukazał mu go jeden z rektorów Kolegium, o. Stefano Ignudi, wychowawca, który wydawał czasopismo wskazujące zagrożenia dla Kościoła, szczególnie ze strony masonów i innych zorganizowanych “akatolików”. W Rzymie św. Maksymilian zafascynował się jednak pozytywną postacią Żyda i masona, Alfonsa Ratisbonne’a, który dzięki objawieniu mu się Niepokalanej nawrócił się na katolicyzm i został kapłanem.

Wiedząc, jak bardzo trudno jest Żydom uwierzyć w Jezusa, Mesjasza i Zbawiciela, w sposób szczególny jest odtąd zainteresowany ich nawróceniem. Pamięć o nawróceniu Ratisbonne’a była w nim tak żywa, że nawet swoją pierwszą Mszę świętą odprawiał przy ołtarzu, przy którym to się wydarzyło, modląc się o nawrócenie konkretnej Żydówki i wszystkich niekatolików. Tę osobę oraz kilku innych Żydów wpisał na listę Memento, zaliczając ich do bliskich, za których modlił się w każdej Mszy świętej przez całe życie.

Dodatkową zachętę do troski o nawrócenie Żydów otrzymał od umierającego franciszkanina, nawróconego z judaizmu o. Emila Norsy, który żegnając się z nim prosił go o modlitwę “za nieszczęśliwy naród żydowski”.

Do nawracania Żydów zabrał się już w pociągu, którym po studiach udawał się w stronę Polski, o czym opowiadał swoim kolegom w listach. A w Polsce, choć Żydów nie szukał, aby ich nawracać, chętnie – na polecenie przełożonych – zajmował się katechizacją kilku takich, którzy zdecydowali się przyjąć chrzest.

Ci, którzy widzą w św. Maksymilianie antysemitę, chętnie przypominają, że cytował w “Rycerzu Niepokalanej” książkę Protokoły mędrców Syjonu (lata 1924 i 1926), która opowiada, iż jakoby Żydzi urzeczywistniają swój plan panowania nad światem. Jednak nawet sami pisarze żydowscy zauważyli, iż w czasie, gdy o. Maksymilian powoływał się na Protokoły, wszyscy byli przekonani, że są prawdziwe, a to, że są fałszywką przygotowaną przez tajną policję carską dla uzasadnienia prześladowania Żydów, ogłoszono około 10 lat później. [„Protokoły” są prawdziwe, bo sprawdzają się w rzeczywistości. – admin]

Działalność redakcyjna o. Kolbego

W swojej redakcyjnej działalności na łamach “Rycerza Niepokalanej”, który św. Maksymilian redagował do jesieni 1926 r., nigdy swoich czytelników nie podburzał przeciwko życiu kogokolwiek, ani nie sugerował, by utrudniali życie komukolwiek. Zdarzało się jedynie, że wskazywał błędy zagrażające zbawieniu człowieka, którymi inni mogli się łatwo zarazić.

Z analiz autora zajmującego się Obrazem Żyda w “Rycerzu Niepokalanej” wynika, że na łamach 212 międzywojennych numerów tego miesięcznika “tylko w 23 artykułach (i to stosunkowo krótkich) Żyd był głównym obiektem zainteresowania”. Częściej temat Żydów pojawiał się w krótkich notatkach w działach “Kroniki” oraz “Iskierek”. A w ogóle “kwestia żydowska zajęła tylko 1,5% całości materiału zamieszczonego w “Rycerzu Niepokalanej”” tego okresu.

Po powrocie z Japonii w 1936 r. o. Maksymilian pisał bardzo niewiele, ale troszczył się szczególnie o to, by wszyscy, którzy nie są jeszcze katolikami, mogli się nimi stać, dlatego nikogo nie odpychał i do podobnej postawy formował swoich współbraci i współpracowników.

O tym, że nie wszystkim to się podobało, świadczy jego list do prowincjała, który wyrzucał mu, że musi się wstydzić za niegrzeczne potraktowanie w redakcji “Małego Dziennika” znanego autora, którego pióro było często wymierzone przeciw Żydom. O. Kolbe pisał do swojego przełożonego:

Co do ks. prałata Trzeciaka, to i tu… jest też druga strona medalu. Ja z ust jego te wszystkie uwagi słyszałem i wskutek tego odwołałem jednego z braci z Warszawy. Ale ks. prałat jest takim antysemitą aż do szowinizmu, że MD nie może pójść po jego linii i stąd nie wszystkie jego prace dostają się na łamy MD.

Dla niektórych więc “Mały Dziennik” był jeszcze zbyt umiarkowany i skarżyli się na to przełożonym zakonnym!

Ocena Żydów

Gdy św. Maksymilian powrócił z grupą braci z internowania do Niepokalanowa, pod koniec grudnia 1939 r. przywieziono tam wysiedleńców z Poznańskiego: około 3 tys. Polaków i 1,5 tys. Żydów. Polakom niemal natychmiast pozwolono poszukać sobie jakiegoś lepszego miejsca zamieszkania, a Żydom pozwolono na to dopiero w lutym 1940 r. W przeddzień wyjazdu z Niepokalanowa ostatniej ich grupy zaskoczyli swojego opiekuna, br. Łukasza Kuźbę, niezwykłą prośbą.

“W dniu jutrzejszym mamy opuścić Niepokalanów – mówiła ich przedstawicielka, pani Zając. – Było nam tutaj dobrze, bo doznaliśmy dużo serca od mieszkańców klasztoru. Zawsze czuliśmy, że ktoś bliski jest z nami. W Niepokalanowie byliśmy otoczeni dobrocią. I właśnie za tę dobroć, w imieniu wszystkich tutejszych Żydów, pragniemy dzisiaj złożyć Księdzu Maksymilianowi i wszystkim jego zakonnikom szczególnie gorące podziękowania. Ale największe słowa nie są zdolne wypowiedzieć tego, co nasze serca chciałyby wyrazić. Dlatego też bardzo prosimy o odprawienie Mszy świętej na podziękowanie Panu Bogu za opiekę nad nami i opiekę nad Niepokalanowem. Składamy na ten cel ofiarę”.

“Jeśli Bóg pozwoli nam przeżyć wojnę -dorzucił inny członek delegacji – odwdzięczymy się Niepokalanowowi stokrotnie. O dobroci Niepokalanowa względem Żydów uchodźców z Poznańskiego nigdy nie zapomnimy. Będziemy ją sławić w całej prasie zagranicznej…”

Skąd zarzut antysemityzmu?

Oskarżenia o rzekomy antysemityzm św. Maksymiliana zrodziły się z dwóch źródeł. Jednym był sposób, w jaki prasa niepokalanowska przestrzegała przed komunizmem, którego propagatorami byli Żydzi. Dziś komunizm i bolszewizm odrzuca się i potępia, ale wielu potomków przedwojennych działaczy żydowskiego pochodzenia dobrze pamięta niechęć swoich ojców i krewnych do niepokalanowskiej prasy.

Drugim źródłem jest formuła “Małego Dziennika”, na którego codzienne treści wpływu nie miał. Była to sensacyjna popołudniówka. Wielkie tytuły krzyczały najczęściej to, o czym wszyscy myśleli, ale u niektórych pozostały w pamięci na trwałe.

Jerzy Turowicz, wieloletni redaktor “Tygodnika Powszechnego”, który pamiętał zarówno wydawnictwa Niepokalanowa jak i inne międzywojenne wypowiedzi, twierdził, że prasa niepokalanowska nie była bardziej antysemicka od innych wydawnictw katolickich i od wypowiedzi urzędowych przedstawicieli Kościoła.

o. Paulin Sotowski OFMConv
Rycerz Niepokalanej nr 7-8/2010, s. 208

KOMENTARZ BIBUŁY:
Kilka uwag do powyższego tekstu. To, że uważa się dzisiaj powszechnie, iż Protokoły Mędrców Syjonu są wytworem carskiej tajnej policji, nie oznacza wcale, że ich treść mija się z prawdą. Wręcz przeciwnie, pomimo – a może właśnie dzięki – upływowi grubo ponad stu lat, wiele z elementów opisywanych w Protokołach sprawdza się bardzo szczegółowo. Odrzucanie zatem Protokołów na podstawie twierdzenia o ich nie autentyczności i uznawanie ich jako “antysemickie”, ma na celu pozbycie się niewygodnych materiałów i pytań, które od wieluset lat stawiane są środowiskom żydowsko-masońskim. Protokoły popularność zdobyły właśnie ze względu na tak dokładne i tak sprawdzające się z odczuciem i postrzeganiem większości obserwatorów wydarzenia, że musiały opierać się na bardzo konkretnych materiałach strony, którą opisywały.

Uznanie autentyczności Protokołów czy też nie, nie miało z pewnością wielkiego znaczenia dla św. o. Maksymiliana Kolbe, gdyż i bez spisanych w tych dokumentach faktów, znał on doskonale historię i był bystrym obserwatorem rzeczywistości i dostrzegał lepiej niż inni zagrożenia płynące ze strony talmudycznych wrogów Kościoła. O. Kolbe wiedział też również, że jedyną drogą do osiągnięcia Zbawienia jest przyjęcie Chrystusa, którego Naukę przybliżał on poganom i innowiercom, w tym oczywiście i Żydom. Innymi słowy, próbował robić on to, co posoborowy Kościół odrzucił angażując się w jałowe i niebezpieczne dla obu stron “dialogi” Kościoła z judaizmem.

Ponadto, potwierdzamy stwierdzenie, iż:

“Z analiz autora zajmującego się Obrazem Żyda w “Rycerzu Niepokalanej” wynika, że na łamach 212 międzywojennych numerów tego miesięcznika “tylko w 23 artykułach (i to stosunkowo krótkich) Żyd był głównym obiektem zainteresowania”. Częściej temat Żydów pojawiał się w krótkich notatkach w działach “Kroniki” oraz “Iskierek”. A w ogóle “kwestia żydowska zajęła tylko 1,5% całości materiału zamieszczonego w “Rycerzu Niepokalanej”” tego okresu.”

Redakcja BIBUŁY na podstawie redakcyjnych zbiorów przedwojennych roczników Rycerza Niepokalanej, przeprowadziła podobną próbę porównawczą artykułów, wykazując stosunkowo niewielkie uwypuklanie problemu żydowskiego w tym piśmie. Szafowanie oskarżeniami “antysemityzmu” wobec św. ojca Maksymiliana Kolbe wynika bowiem z Jego prób przekonania żydów do przyjęcia wiary Prawdziwego Boga – Jezusa Chrystusa, oraz z Jego usilnego przestrzegania przed podstępnymi działaniami tych, którzy świadomie Chrystusa odrzucają.

Rycerz Niepokalanej, nr 7-8/2010, s. 208
Za: bibula.com

Komentarze 4 do “Czy tak postępuje antysemita?”

  1. Wojwit said

    Ciekaw jestem, czy komuś z tej grupy żydów udało się przeżyć wojnę i dotrzymać danego św. Maksymilianowi słowa?

  2. Piotrx said

    Program światowej polityki żydowskiej – fragment
    Ks. prof. Stanisław Trzeciak

    Zgadza się to zupełnie z tem co czytamy o takiej rewolucji w „Protokołach mędrców Sjonu”: „Kiedy nareszcie zapanujemy niepodzielnie przy pomocy przewrotów państwowych, przygotowanych wszędzie na ten sam dzień, po ostatecznem uznaniu nieużyteczności wszystkich rządów istniejących…wówczas postaramy się, by przeciw nam nie było spisków”…Jakkolwiek coraz powszechniej utrzymuje się zdanie, wykazane w piśmie „La Vieille France”, że autorem tych „Protokołów” jest Ahad-Haam, i jakkolwiek z drugiej strony żydzi, zaprzeczając temu, przedstawiają owe „Protokóły” jako falsyfikat i jako taki ogłosił je sąd w Bernie, 14 maja 1935 roku, to jednak zaznaczyć należy, że rozpatrywanie tego zagadnienia z punktu widzenia autentyczności, czy fałszerstwa „Protokółów” wskazuje, że nie docenia się tutaj doniosłości sprawy w tem piśmie przedstawionej i nie wchodzi się w jej „meritum”. Zagadnienie autentyczności, czy fałszerstwa „Protokółów mędrców Sjonu” nie wyczerpuje istoty kwestji i nie ma głębszego, ani praktycznego znaczenia i jest kwestją szkolną, czysto naukową.

    Cóż to może szerszy świat obchodzić, że jakiś fanatyk obmyślił i przedstawił innym fanatykom plan podbicia świata przy pomocy jakiegoś narodu, jeśli jego naród nic wspólnego z nim nie ma, ani nie uznaje jego planu, czy programu, a przeciwnie, jeśli tego planu się wyrzeka. Wtedy za ten program odpowiada sam autor, a jeśli go nie ma, to wtedy pismo takie z pogardą się odrzuca, bo naród, któremu przypisywano ów program, całem swojem postępowaniem i zachowaniem się wykazuje bezpodstawność i śmieszność podsuwanych mu zamierzeń. Wtedy takiego narodu nikt posądzać nie będzie o wrogie konspiracje, chociażby wykazano autentyczność takiego programu i chociażby wskazano nawet na grono konspiratorów, z jego łona pochodzących. Jeśli jednak jest przeciwnie, jeśli naród wypiera się podsuwanego mu programu, twierdząc, że jest on falsyfikatem czy plagjatem, że pochodzi z wrogiego mu obozu, cele zniesławienia, ale w praktyce i w całem postępowaniu tego programu się trzyma i według niego planowo działa, to przecież nie zmienia to istoty rzeczy i zbrodnia zbrodnią zostaje, bez względu na to, czy wykona według własnego, czy według cudzego planu… Wtedy naród za to odpowiada. Tak właściwie powinno się sprawę „Protokółów” pojmować. O ile światowa polityka żydowska nie zgadza się z zasadami, podanemi w „Protokółach mędrców Sjonu”, to powinno sie to pismo napiętnować i odrzucić, o ile zaś przeciwnie, to uważać je należy jako dekonspirację żydostwa i odpowiednio zawczasu postąpić. Stąd zagadnienie to nabiera nadzwyczaj wielkiej wagi i należy je sumiennie i gruntownie rozważyć bez jakiejkolwiek przymieszki uprzedzeń religijnych, czy narodowościowych.

    Nie wolno nikomu wyrządzać krzywdy, ani też nie wolno do nikogo nabierać z góry uprzedzenia. – Z drugiej jednak strony byłoby samobójstwem nie przedsiębrać żadnych środków samoobrony, wiedząc, że się ma w swojem otoczeniu wrogów, czyhających na naszą zgubę. Karygodną byłoby lekkomyślnością nie starać się poznać zamiarów i planów tych ludzi, którzy są podejrzani o wrogie dla nas cele. Pod tym kątem rozważać będziemy „Protokóły mędrców Sjonu”. Dla uniknięcia zaś zarzutu jakiejkolwiek stronniczości, zestawiać je będziemy z pismami żydowskimi z różnych epok i z różnych krajów i z praktyką żydowską, szukając przede wszystkiem terenu, na którym możnaby znaleźć urzeczywistnienie przez żydów tego, co zalecają wspomnianie „Protokóły”… To będzie myślą przewodnią niniejszego badania. Występować tu będą sami tylko żydzi, przemawiając w swych pismach z różnych epok i różnych krajów. Myśli zaś ich i ich dążenia zestawiać będziemy z zasadami „Protokółów”.

    Oileby w tych „Protokółach” nie było wspólnych myśli z odwiecznymi marzeniami żydostwa i oileby się okazały różnice i przeciwieństwa z temi marzeniami, albo oileby plan zapanowania nad innymi narodami, przedstawiony w „Protokółach”, był tak oderwany od ideałów żydowskich i tak obcy duszy tego narodu, że nie znajdowałby ani w literaturze, ani w praktyce żydostwa żadnego uzasadnienia, to wtedy to pismo nazwiemy falsyfikatem. Wtedy pierwszymi będą w szeregu tych, którzy przyłączą się do wszystkich ludzi uczciwych w obronie niewinnie szkalowanych żydów. Żądam jednak nie ogólników ani lamentacji, ale ścisłego i naukowego przedstawienia dowodów. Oileby jednak w tych „Protokółach” znalazło się odbicie tych samych myśli i dążeń znanych nam z literatury i pism żydowskich, a nadto i z polityki żydów i oileby w ich życiu i w postępowaniu znalazło się wykonanie tego, co polecają „Protokóły”, to musimy je przyjąć jako program polityki żydowskiej, bez względu na to, kto, i kiedy, i gdzie ten program ułożył, bo to są zagadnienia już drugorzędne i obojętne. W tem oświetleniu występuje wielka doniosłość sprawy omawianej, od rozwiązania której zależy dobre imię narodu żydowskiego lub przyszłość innych narodów świata.

    Naturalnie autentyczność, czy fałszerstwo owych „Protokółów”, jakkolwiek jest zagadnieniem naukowem i drugorzędnem, może nam oddać wielkie usługi i dlatego i z tego punktu jako pomocniczego to zagadnienie najpierw rozważać będziemy. Zaznaczyć tu należy, że przy uważnem czytaniu „Protokółów mędrców Sjonu”, dochodzi się do przekonania, że nie są one protokólarnym zestawieniem obrad, czy dyskusji jakiegoś zebrania, ale przedstawiają raczej ściśle i drobiazgowo obmyślany referat, odczytany wśród grona wybitnych osób przez osobistość, mającą wielki autorytet. Sądząc zatem tylko z zewnętrznej i literackiej strony owego pisma, należałoby je raczej nazwać „Programem zawojowania świata przez żydów”, jak je nazwał Hipolit Lutostański jeszcze w 1904 r., a nie „Protokółami”. Autor ten w trzecim wydaniu swego czterotomowego dzieła „Talmud i jewreji” w drugim tomie, str. 281 – 285, wydanem w Petersburgu w 1904 roku podaje w tłumaczeniu z francuskiego, „wyjątki z masońsko-sjonistycznych protokółów, żydowskie tajemnice”, Protokół I”, który w całości pochodzi z pisma znanego nam pt.: „Protokóły mędrców Sjonu”. Autor nie wykazuje żadnej naukowej metody, ani nie zdaje sobie sprawy z doniosłości owego pisma, nie podaje skąd je zaczerpnął, wszywa niejako cały pierwszy rozdział z „Protokółów mędrców Sjonu” do swojego zlepku rozmaitości, nie cytując nigdzie źródeł. Zestawiając ten rozdział z pracą Jerzego Butmiego, wydaną w Petersburgu, w grudniu 1901 r., w przekładzie rosyjskim z francuskiego, widzimy, że pochodzi on w zupełności od Butmiego. Butmi wydał w 1907 r., już IV wydanie swego opracowania pt: „Wrogowie rodzaju ludzkiego”, ale praca ta nie dostawała się do szerszej publiczności, znikała zaraz po wyjściu z druku, podobnie jak dzieło Sergjusza Nilusa, emerytowanego prezesa sądu okręgowego w Moskwie, który osiadłszy w prawosławnym klasztorze, jakiś czas marzył o przyjęciu święceń kapłańskich, by w charakterze kapelana na dworze carskim módz swą radą służyć carowi i przestrzegać go przed grożącem niebezpieczeństwem ze strony masonerji i żydów.

    W roku 1905 wydał Nilus dzieło pt: „Wielkie w małem, albo antychryst jako blisko nadchodząca polityczna możliwość”, wskazując na zbliżające się panowanie antychrysta. W pracy tej jako dodatek zamieścił rozprawę „Protokóły mędrców Sjonu”, którą otrzymał w roku 1901 w rękopisie we francuskim języku od Aleksego Mikołajewicza Suchotina, marszałka szlachty czernichowiskiej gubernji, późniejszego wicegubernatora Staworopola. Drugi egzemplarz tego rękopisu doręczono Siplaginowi, rosyjskiemu ministrowi spraw węwnętrznych, którego wkrótce zamordowano… W roku 1911 wyszło II, w roku 1912 III, a w roku 1917 IV wydanie pracy Nilusa, w której Protokóły” były zawsze jako dodatek. Naturalnie przy apokaliptycznej zewnętrznej stronie i przy mętnym tytule praca nie znalazła oddźwięku. Zresztą społeczeństwo rosyjskie, tonąc w dobrobycie, rozbawione, szukało „zabicia czasu” w spirytyźmie i w kartach, a nie czytaniu książek Butmiego i Nilusa znikały, wykupywane przez żydów. Przy wydaniu Nilusa w roku 1917 jego pracy „Bliz jest pridwieriech”, ukazała się osobna odbitka. Z tej pracy pochodzi polski przekład pt: „Protokóły posiedzeń mędrców Sjonu” w grudniu 1919 r. Na tytułowej kartce napis: „Baczność”! Przeczytaj i daj innym. Rok 1897 – 1920 – Bez zaznaczenia miejsca wydania. Cała zewnętrzna strona, tajemniczość dziwna i brak naukowego podkładu nie budził zaufania. Drugie wydanie pt: „24 Protokóły posiedzeń mędrców Sjonu” A.G. 1926 podaje dla łatwiejszej orjentacji podział na paragrafy, ze względu, że rozdziały są zbyt długie. Dlatego to według tego wydania przytaczać będę owe „Protokóły”. III wydanie, wyszło pt: „Wróg przed bramą”. „Protokóły posiedzeń mędrców Sjonu”. W.C. i A.K. Bydgoszcz 1930 str. 64. W roku 1934 ukazało się w Warszawie IV wydanie tłumaczone z angielskiego z wydania r. 1919 w Londynie, a te znów tłumaczone z I wydania Nilusa, wydanego w r. 1905 w Carskim Siole.

    Tłumacz angielski zaznacza, że „czytając jakąkolwiek część tej książki niemożliwem jest, nie być uderzonym niesłychanie proroczym tonem, który widać we wszystkich notatkach, nie tylko w stosunku do tzw., świętej Rosji, lecz także w stosunku do pewnych groźnych wypadków, które można zauważyć w chwili obecnej na całym świecie. Niemieckie wydanie w roku 1919 tłumaczone przez Godfrieda Beeka z rosyjskiego wydania Nilusa z roku 1911 – We francuskim języku opracował gruntownie i wszechstronnie Ks. Jouin, w dziele pt: „Le Peril judeomaconnique Paris 1922. W pierwszym tomie, umieściwszy „facaimille” pierwszej i ostatniej strony dzieła Butmiega, obejmującego 101 stron z 27 posiedzeniami w języku rosyjskim, z uwagą: „przekład z francuskiego 1901 r., 9 grudnia”, przytacza całe to dzieło, tłumacząc je znów z rosyjskiego na francuski, podaje krytyczne opracowanie i wykazuje autentyczność „Protokółów mędrców Sjonu”, zestawiając je z wydaniem Nilusa, mającego 24 posiedzeń. W drugim tomie (str. 69-130) omawia stosunek żydów do „Protokółów”, w czwartym podaje krytyczny rozbiór i bogaty materjał dowodowy. Najbogatszy jednak materjał w sprawie „Protokółów mędrców Sjonu” znajduje się w dziele Ulricha Fleischhauera: „Gerichts-Gutachten zum Berner Prozess – Erfurt 1935” (416 S) („Die echten Protokolle der Weisen von Zion”). Dzieło to zbiorowe jest wynikiem opracowań autora z różnych krajów, które Ulrich Fleischhauer, występujący jako rzeczoznawca złożył w sądzie w Bernie (Szw) ze strony oskarżonych, z ruchu narodowego młodych Szwajcarów, pozwanych przez „Związek gmin izraelskich w Szwajcarii” i przez „Gminę wyznaniową żydowską w Bernie”, za rozszerzanie pisma „Protokóły mędrców Sjonu”. Ze strony oskarżonych zwrócono się i do mnie o wyrażenie mej opinii o „Protokółach”. Miałem jednak zaledwie 8 dni czasu na opracowanie kwestji, którą poruszałem już często w mej pracy „Mesjanizm a kwestja żydowska”. Po przesłaniu opinji, która się znajduje w „Gericht-Gutachten” str. 186-201, pt: „Die Protokole der Weisen von Zion – der Politische Katechsmus des Judentuma”, oskarżeni zaprosili mnie na świadka na główną rozprawę, ale sąd żadnych świadków prócz Fleischhauera ze strony pozwanej nie dopuścił. Proces ciągnął się długo, skarga wpłynęła jeszcze 26 czerwca 1933 roku. W posiedzeniach sądu były przerwy, wreszcie wyrok zapadł 14 maja 1935 roku, orzekający, że wymienione pismo jest plagjatem i skazujący na drobne grzywny oskarżonych. Od wyroku tego złożono apelację. W związku zaś z tym wyrokiem wydał Dr praw Stefan Vasz z Budapesztu rozprawę: „Das Berner Fehlurteil uber die Protokolle der Weisen von Zion – Erfurt 1935, (S. 136), gdzie w przedmowie oświadcza: „Jako naoczny świadek i jako biorący udział na rozprawach, jakkolwiek jako prawnik występowałem w wielu procesach i przeżyłem niejedną krzywdę i stronniczość, nie mógłbym jednak nigdy uważać za możliwe to, co się rozegrało w Bernie. Wiarygodność i wiara była usunięta, a dyktatura Judy stanowiła o wszystkich drobnostkach postępowania procesowego. Wyrok był błędny, ponieważ on tylko wskutek tego mógł zapaść:

    1. Że pełne błędów opinje obydwóch szwajcarskich rzeczoznawców Looslego i Baumgartena, jako jedynie miarodajne ogłoszone zostały;

    2. że wypowiedzenia świadków ze strony żydowskiego oskarżyciela jako prawdziwe uznano:

    3. że przedstawionych świadków ze strony oskarżonych sąd nie dopuścił i dlatego wogóle do słowa przyjść nie mogli;

    4. że przedłożonego bogatego materjału dowodowego ze strony rzeczoznawcy Fleischhauera nie poddano poważnemu badaniu.

    Celem tego pisma jest udowodnić, że wywody szwajcarskich rzeczoznawców i świadków, postawionych przez żydów, były niesłuszne, względnie niewiarygodne, a postępowanie sądowe było wadliwe”. Zaznaczyć tu jeszcze należy, że żydzi w Szwajcarii pozwali narodowców do sądu, o rozszerzanie „Protokółów mędrców Sjonu”, a równocześnie, reklamowali głośno i hałaśliwie toż samo pismo, wydane w żargonie w Warszawie w r. 1934.

    Dzięki zatem bernejskiemu procesowi „Protokóły” nabrały światowego rozgłosu. Toteż i z tego względu należy je gruntownie zbadać i dokładnie poznać. Są one już dziś tłumaczone na wszystkie wybitniejsze języki i budzą wszędzie wielkie zainteresowanie.

  3. Piotrx said

    Ciekawe gdzie J.Turowicz doszukałby sie „antysemityzmu” w cytowanym nizej artykule z Rycerza Niepokalanej. Mało kto jednak wyjaśnia że to bardzo obecnie modne słowo jest swoistym wytrychem i semantycznym trickiem. Jak powiada Ivor Benson w swej ” The Zionist Factor” – „Jest to słowo specjalne, słowo kłamstwo, odwrócona prawda. Fałsz w takiej formie, która eliminuje sprzeciw do minimum – ponieważ, jak najbardziej przypomina prawdę. Tak jak rękawiczka z lewej ręki podobna jest do tej z prawej- tak właśnie słowo ANTYSEMITYZM w rzeczywistości oznacza dokładnie jego odwrotność czyli – ANTYGOIZM.” – /cyt za R.Kafel „Oręż antysemityzmu”/

    ****************
    „Rycerz Niepokalanej” 5 (1926) 2-7.

    „Biedni” Żydzi

    Bóg zawsze jest – w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. W czasie powołał do bytu z niczego istoty duchowe, obdarzone rozumem i wolną wolą. Jako takie, dobrowolnie miały sobie wyznaczyć przyszłość – odbyć próbę wierności. Część, choć stworzenia, nicość sama z siebie, sobie przypisuje to, czym jest i chce się stać równą Bogu własnymi siłami. Grzeszy pychą. W tejże chwili spotyka ją zasłużona kara – odrzucenie. Wiernych zaś, pokornie wyznających prawdę, że od Boga mają to, czym są i co mogą i przez Niego tylko, jako źródło bytu, mogą coraz bardziej Go poznawać, kochać posiadać i tak coraz bardziej (o ile się tak wyrazić można) się ubóstwiać, Bóg uszczęśliwił w sobie, w niebie.

    I stworzył Bóg też istotę cielesną, i jej dał duszę obdarzoną rozumem i wolną wolą. I tej dał czas próby. Duch pyszny, z dopuszczenia Bożego, zazdroszcząc szczęścia tej istocie, podsuwa jej, by „stała się jako Bóg” własnymi siłami. Człowiek daje się zwieść, żądza pychy rodzi nieposłuszeństwo. Rozum jednak ludzki, to już nie jasność poznawcza ducha, więc i wina mniejsza. Pan Bóg zatem nie wymierza kary wiecznej, ale skazuje na cierpienia i śmierć.

    Któż jednak zdoła zadośćuczynić Bożej sprawiedliwości? Wielkość obrazy mierzy się godnością obrażonego, którym jest nieskończony Bóg. Żadna więc istota skończona, anie wszystkie razem nie są w stanie dać zadośćuczynienia nieskończonego. Bóg, i tylko nieskończony Bóg, może nieskończenie zadośćuczynić.

    I dzieje się rzecz niepojęta. Bóg zniża się do stworzenia, staje się człowiekiem, by go odkupić i nauczyć pokory, cichości, posłuszeństwa, prawdy. By go zaś ludzie rozpoznać mogli, wybiera człowieka, Abrahama, którego ród szczególną opieką otacza, by nie zatracił wiary w prawdziwego Boga, wzbudza w nim proroków, którzy podali czas Jego przyjścia, miejsce i szczegóły z życia, śmierci i zmartwychwstania.

    Przyszedł w ubogiej stajence, zamieszkał w ubogim domku, przez 30 lat był posłusznym w pokorze, uczył, jak żyć, miłościwie przygarniał pokutujących grzeszników, gromił obłudnych faryzeuszów, a wreszcie zawisł na drzewie Krzyża spełniając proroctwa. Człowiek odkupiony.

    Chrystus Pan zmartwychwstaje, zakłada swój Kościół na opoce – Piotrze i obiecuje, że bramy piekielne nie przemogą go.

    Część narodu żydowskiego uznała w Nim Mesjasza, inni, a zwłaszcza pyszni faryzeusze, nie chcieli Go uznać, prześladowali Jego wyznawców i potworzyli mnóstwo przepisów nakazujących żydom prześladowanie chrześcijan. Przepisy te połączone z opowiadaniami poprzednich rabinów zebrał w r. 80 po Chrystusie rabbi Johanan ben Sakai, a ostatecznie wykończył około 200 r. rabbi Jehuda Hannasi i tak powstała Miszna. Późniejsi rabini znowu wiele dodali do Miszny, tak że około r. 500 rabbi Achai ben Huna mógł już z tych dodatków sklecić osobną księgę tzw., Gemara.. Miszna i Gemara tworzą razem Talmud. W Talmudzie nazywają owi rabini chrześcijan bałwochwalcami, gorszymi od Turków, mężobójcami, rozpustnikami nieczystymi, gnojem, zwierzętami w ludzkiej postaci, gorszymi od zwierząt, synami diabła, itd. Księży nazywają „kamarim”, tj., wróżbiarzami, i „gałachim”, tj., z ogoloną głową, a szczególnie zaś nie cierpią dusz Bogu poświęconych w klasztorze.

    Kościół zowią zamiast „Bejs tefila”, tj., dom modlitwy, „bejs tifla”, tj., dom głupstw, paskudztwa.
    Obrazki, medaliki, różańce itd., zowią „ełyłym”, co znaczy „bałwany”.
    Niedziele i święta przezywają w Talmudzie „jom ejd” tj., dniami zatracenia.

    Uczą też, że żydowi wolno oszukać, okraść chrześcijanina, bo „wszystkie majętności gojów są jako pustynia, kto je pierwszy zajmie, ten jest ich panem”.

    Tak więc księgę zawierającą 12 grubych tomów i dyszącą nienawiścią ku Chrystusowi Panu i chrześcijanom wtłacza się w głowy, że to księga święta, ważniejsza od Pisma św., tak że nawet sam Pan Bóg uczy się Talmudu i radzi się uczonych w Talmudzie rabinów.

    Nic więc dziwnego, że ani przeciętny żyd, ani rabin nie ma zazwyczaj pojęcia o religii Chrystusowej, karmiony jedynie nienawiścią ku swemu Odkupicielowi, zakopany w sprawach doczesnych, goniący za złotem i władzą, nie przypuszcza nawet, ile pokoju i szczęścia daje jeszcze na tej ziemi wierna, gorliwa i wspaniałomyślna miłość Ukrzyżowanego, jak ona przewyższa wszystkie „szczęścia” zmysłowe czy umysłowe, które daje nędzny świat.

    Niedawno temu spotkałem się w pociągu z młodym, może 18-letnim żydem. Potoczyła się rozmowa o szczęściu. Wyznał szczerze, że pieniądze i bogactwa szczęścia nie dają, ani też nie można go znaleźć w przyjemnościach zmysłowych. Gdy jednak żądny poznania prawdziwego źródła szczęścia coraz dalej rozmawiał, nagle dał się słyszeć z drugiego przedziału głos starszego żyda z upomnieniem, by się tak daleko nie zapuszczał.

    Rozżalony takim przeszkadzaniem w dojściu do prawdy, zwrócił się do owego żyda z żądaniem: „To wy mnie powiedzcie, jak się rzecz ma”. A gdy ten nie miał na to odpowiedzi, nie mógł się powstrzymać od kilku ostrzejszych słów wymówki. – Są więc między żydami tacy, którzy szukają prawdy, tak między pospolitym tłumem, jak i między rabinami. Często się też zdarza, że szczere poszukiwania, poparte gorącymi modlitwami, przy życiu czystym doprowadzają do poznania prawdy – do nawrócenia.

    Głośne było na cały świat nawrócenie zapalczywego żyda Ratisbonne’a po otrzymaniu Cudowenego Medalika, a zakon który on potem założył, wielu z jego z jego współziomków obmył wodą Chrztu świętego.

    Nie zapomnę też nigdy prośby nawróconego żyda, głośnego muzyka we Włoszech północnych, a potem zakonnika, franciszkanina, o. Emilio Norsy.

    W Rzymie po poznałem. Bardzo kochał Niepokalaną. W ostatniej chorobie trzymał zawsze obrazek Niepokalanej na stoliku i często go całował. Gdy mu mówiono, że teraz w chwilach samotnych będzie mu przychodziło natchnienie muzyczne do pisania utworów, wskazywał na obraz Matki Bożej wiszący przed nim na ścianie, mówiąc: „Stąd mi przyjdzie natchnienie”. Otóż ten gorący czciciel Niepokalanej, żyd, kapłan zakonu OO, Franciszkanów prosił mnie, bym się łączył z jego intencjami przy odprawianiu Mszy św. (czując chwilowe polepszenie myślał, że zdoła jeszcze 3 dni Mszę św. Odprawiać). Intencje były następujące: 1) Za Ojca św., 2) o pokój światowy, i 3) o nawrócenie żydów.

    Czyniąc zadość życzeniu śp. o Norsy proszę też i Was Szanowni Czytelnicy o modlitwę do Niepokalanej „o nawrócenie żydów” tego „najnieszczęśliwszego z narodów”, jak zwykł mawiać o. Norsa, bo zakopanego w rzeczach ziemskich i przemijających. A więc:

    1. Niechaj każdy z członków i każda z członkiń Milicji uważnie, na gorąco co dzień odmawia nasz akt strzelisty: „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają , a zwłaszcza za masonami” , bo masoni to nic innego jak tylko zorganizowana klika fanatycznych żydów, dążących nieopatrznie do zniszczenia Kościoła Katolickiego, któremu nam Bóg Człowiek zapewnił, że bramy piekielne nie zwyciężą go. Biedni, szaleni uderzają głową o skałę.

    2. Gdy ktoś z nas napotka żyda, niechaj westchnie o jego nawrócenie do Niepokalanej, chociażby tylko myślą, np. „Jezus Maryja”, a gdy się zdarzy napotkać rabina, który ma większą odpowiedzialność, bo za siebie i za tych, których prowadzi, rachunek przed Bogiem zdać musi, wypada więcej modlitwy ofiarować, chociażby „Zdrowaś Maryjo”.

    3. Pamiętajmy, że za każdego, bez względu na różnice narodowości, umarł Pan Jezus i że każdy, a więc i każdy żyd, jest niewdzięcznym, ale jednak dzieckiem naszej Matki wspólnej w niebie. Modlitwą (a zwłaszcza odmawianiem różańca św.), umartwieniem (wzroku, słuchu, smaku, woli), dobrym przykładem, a jeżeli roztropność na to pozwala, to i zbawiennymi rozmowami, a przede wszystkim roztropnym szerzeniem Medalika Cudownego, nawet wśród zbłąkanych synów Izraela, starajmy się doprowadzić ich do poznania prawdy i osiągnięcia prawdziwego pokoju i szczęścia przez oddanie się bezgranicznie nasze wspólnej Pani i Królowej, a przez nią Przenajświętszemu, miłością dla każdej duszy pałającemu, Sercu Boga Zbawcy.

    4. Niechaj każdy (każda) dla okazania miłości ku Niepokalanej postara się, o ile tylko bystrość umysłu, spryt, siła woli i gorliwość pozwoli, aby „Rycerz Niepokalanej” już obecny numer styczniowy, dotarł wszędzie, chociażby nawet do niekatolików, żydów, o ile jest nadzieja, że z niego korzystać będą.

    Niech każdy (każda) nie opuści ani jednego ze swoich krewnych, przyjaciół znajomych i teraźniejszych, i dawniejszych, w kraju, i za granicą. Niech wszystkich zachęci albo listownie westchnąwszy przedtem o błogosławieństwo do Niepokalanej, bo od Niej zależy cały owoc usiłowań, by Jej „Rycerza” sobie zaprenumerowali, albo przynajmniej prześle ich adresy, byśmy im numerem okazowym służyć mogli.

    Nasz cel jest jasny:

    Niepokalana, Królowa nieba, musi być i to jak najprędzej uznaną za Królową wszystkich ludzi i każdej duszy z osobna w Polsce i poza jej granicami na obydwu półkulach. Od tego, śmiemy twierdzić, zależy pokój i szczęście poszczególnych osób, rodzin, narodów, ludzkości.

    Od dziś więc, bez wytchnienia, wszyscy, całą swą ufność położywszy nie w złocie, ani w pysznej zarozumiałości, jak biedni masoni, ale, i to jedynie, w Niepokalanej, wszechmocnej potęgą Boskiego Syna, ofiarujmy czynem (modlitwą, umartwianiem i pracą) samych siebie „bez żadnego zastrzeżenia” Niepokalanej, by stać się narzędziem w Jej ręku do szerzenia w duszach wszystkich Jej królowania. Dołóżmy wszelkich sił, by Ona przez swego „Rycerza” i swój medalik zdobyła świat.

    Jak słodko będzie nam w ostatniej godzinie , gdy wspomnimy na pracę cierpienie upokorzenia poniesione dla Niej i że ich było wiele – jak najwięcej

  4. Ewelina said

    Antysemityzm jest NAJGLUPSZYM slowem na planecie ziemi!!!

    Nie wiem czy to glupie slowo mozna porownac z innymi glupimi slowami, poniewaz kazde glupie slowa ‚umieraja’, a to kompletnie idiotyczne slowo ‚zyje’ bo jest sztucznie podtrzymywane przy ‚zyciu’ przez zydowskie media!

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: